… ktoś wyrzucił wydrążone połówki cytryn

Znowu ktoś nam zanieczyścił okolicę. Zapewne przez Facebooka nie
złapiemy złoczyńcy, ale możemy utrudnić mu życie. Przeczytaj do końca, a
potem udostępnij.
Przy drodze z Czarnowca na osiedle Stacja w
Ostrołęce (betonowe płyty wzdłuż torów kolejowych) ktoś wyrzucił
wydrążone połówki cytryn. Tak na oko musiał mieć na początku z
pięćdziesiąt kilo surowca. Zakładając, że z jednej cytryny można
pozyskać około 100 ml soku to ktoś taki w krótkim czasie musiał pozyskać
dobre dwadzieścia litrów soku z cytryn.
Taka ilość jest nie do przepicia w jednym gospodarstwie domowym. Musiał
więc ktoś cisnąć ten sok na potrzeby większej grupy.
Sądząc po niewielkim stopniu rozkładu połówek, musiał wycisnąć ten sok w
ostatnich dniach. Gastronom? Jeżeli tak to z dużymi obrotami. Z takiej
ilości można uzyskać 300-500 dużych szklanek lemoniady. Ktoś ma taki
dzienny lub dwudniowy obrót w okolicy? Należy wątpić. Ale może ktoś wie,
gdzie tak nadzwyczajnie dobrze schodziła lemoniada…
Druga
opcja. Na fali rynkowego oddziaływania koronawirusa ten ktoś będzie
chciał sprzedać specyfik na rzekomą poprawę odporności, a bazie soku z
cytryny. Sok naturalnie wyciśnięty, niepoddany obróbce termicznej lub
chemicznej, jest bardzo nietrwały (gorzknieje z czasem). Można więc
obstawiać, że sok z tych cytryn wypłynie na przykład w niedzielę na
rynku.
Jeżeli tak, to pytajmy sprzedającego gdzie upłynnił
łupiny. A jak udostępniona informacja o porzuconych wydrążonych
połówkach rozejdzie się po okolicy, to na pewno dojdzie do złoczyńcy i
będzie musiał ten sok sam sobie wypić. Będzie to dotkliwa dla niego
sankcja, bo poniesie straty. Cytryna w hurcie kosztuje około pięciu
złotych. Będzie więc parę stówek do tyłu. A mógł zapłacić za legalny
wywóz śmieci.
Śledźmy też Allegro. Bo może spryciarz będzie
próbował mamić otumanionych internautów, że mikstura uchroni przed
zachorowaniem.
Powyższe domniemania, to nie wszystkie możliwości. Ale komentujmy, udostępniajmy. Niech rozejdzie się po sieci. Już co najmniej dwa razy śmieci porzucone w Czarnowcu po uzyskaniu sławy w internecie, w cudowny sposób znikały. Przynajmniej te łatwoidentyfikowalne