Z kim chodziła do klasy Ludwika Wyszomirska

W sobotę sołtys przywiózł mi książkę. To historia Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce autorstwa Tadeusza Siewierskiego. W roku wydania tej książki liceum ogólnokształcące było w Ostrołęce jedno. Dziś to I LO im. gen. Bema.

Przed wojną szkoła ta nosiła nazwę Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego. Z czarnowieckiego punktu widzenia ciekawe są listy absolwentów w poszczególnych rocznikach. Bo jak wiemy z poprzednich publikacji troje dzieci Romana i Marii Wyszomirskich ukończyło ostrołęckie gimnazjum.

Zdjęcie, które widać obok [na smartfonach: powyżej], to gmach szkoły w latach 30. Pochodzi ze zbiorów Remigiusza Makowieckiego. (Pożyczyłem je sobie z kart książki Sebastiana Wichera poświęconej Rudolfowi Macurze). Kto wie, może wśród postaci – widocznych w kadrze, ale kompletnie nierozpoznawalnych – są osoby opisane poniżej?

Z tych list dowiadujemy się więc, że w roku szkolnym 1930/31 szkołę ukończył Zygmunt Trzaska. To późniejszy narzeczony i mąż Ludwiki Wyszomirskiej.

Absolwentem rocznika 1931/32 jest z kolei Zygmunt Wyszomirski. To pochodzący z Czarnowca żołnierz 33 pułku piechoty, walczący w wojnie obronnej Polski w 1939 roku. Zamordowany przez NKWD w Katyniu.

W kolejnym zaś roku szkołę kończy Jan Wyszomirski. Po wybuchu II wojny światowej – żołnierz 102 pułku ułanów. Potem – Konfederacji Narodu, Uderzeniowych Batalionów Kadrowych i Armii Krajowej. W 1944 roku redaktor antykomunistycznego “Alarmu”. Ofiara mordu sądowego. Zrehabilitowany w 2002 r.

Stosunkowo szczegółowo dzieje właścicieli Czarnowca-Folwarku zostały tu opisane w artykule: “Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach” oraz w kolejnych jego uzupełnieniach obecnych w zakładce “Historia”.

Lista absolwentów z roku 1935/36 | Fragment książki Tadeusza Siewierskiego

Z kolei na liście absolwentów z roku 1935/36 pojawia się “Ludmiła Wyszomirka”. Literówka w nazwisku niewarta omawiania, bo to oczywista omyłka. W imieniu natomiast jest błąd, bo chodzi o Ludwikę. Skąd to wiemy? Bo na tej samej liście, pod numerem 220, figuruje Witold Popiołek, który w swoich gimnazjalnych wspomnieniach opisywał, że Ludwikę Wyszomirską dowożono z Czarnowca do szkoły bryczką. Ze wspomnień tych wynika, że Popiołek z Ostrołęki i Wyszomirska z Czarnowca chodzili do jednej klasy. Witold Popiołek również walczył w wojnie obronnej Polski w 1939 roku. Potem działał w konspiracji i był żołnierzem Armii Krajowej. Nosił pseudonim “Grom”. Brał udział w akcji “Burza” w 1944 r.

Wygląda na to, że wszyscy absolwenci z tego rocznika chodzili do jednej klasy, a nie do klas równoległych. Siewierski pisze, że podział na klasy wg profilów wprowadzono dopiero w 1933 roku. Należy zakładać, że reforma szkolna objęła roczniki rozpoczynające edukację, a nie uczniów w trakcie nauki. Z tego więc powodu również można zakładać, że osiemnaścioro absolwentów ostrołęckiego gimnazjum w tym roczniku, to była jedna klasa. A nawet gdyby nie była, to – również wynika to z książki Siewierskiego – po podziale na profile, część zajęć i tak była wspólna.

Ulica Adamowicza w Górze Kalwarii. Jej patron i absolwent ostrołęckiego gimnazjum to ta sama osoba. | Fot. Google Street View

Chodzili więc do jednej klasy. Nie tylko Ludwika Wyszomirska i Witold Popiołek. Uwagę zwraca również postać otwierająca listę absolwentów. Kto kiedykolwiek był w Górze Kalwarii, mógł trafić tam na ulicę Norberta Adamowicza. Patron ulicy i absolwent ostrołęckiej szkoły z 1936 roku to ta sama osoba.

Wojna brutalnie wkroczyła w młodość nie tylko Wyszomirskich, Trzaski i Popiołka. I wielu ich starszych i młodszych kolegów. Wkroczyła również w życie Norberta Adamowicza. Kazała mu najpierw walczyć, a potem ukrywać się i walczyć. Adamowicz w czasie niemieckiej okupacji był szefem Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej w Ostrołęce. Po wojnie związał się z Górą Kalwarią. Zmarł w 1984 roku. Należy do grona najbardziej zasłużonych obywateli tamtego miasta.

Życiorys Adamowicza zgłębiałem zawodowo. Osiemnaście lat temu ukazała się taka publikacja. Dziś na pewno napisałbym to lepiej 🙂

Jacek Pawłowski

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Dostępność