O historii Czarnowca i nie tylko – w miejskiej bibliotece
Pełna sala. Zabrakło miejsc do siedzenia. Niektórzy goście stali.
Tak byliśmy zaaferowani tym spotkaniem, że nie zdążyliśmy oszacować ile osób przyszło.
Było nam bardzo miło, gdy w styczniu dowiedzieliśmy się, że Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce zaprasza nas na otwarte spotkanie z czytelnikami, żebyśmy opowiedzieli jak opowiadamy lokalne historie. Przyszliśmy więc. Wymieniając w kolejności alfabetycznej: Marek Karczewski i Jacek Pawłowski.
Od sześciu lat – a jak dobrze sięgnąć pamięcią, to nawet od ośmiu – dokumentujemy różne historyczne epizody związane z Czarnowcem. Opowiadamy je najlepiej jak potrafimy.
Na początku to były jakieś punktowe opowieści. Jak pojedyncze kropki w dziecięcej łamigłówce. Jak kamyczki mozaiki, które do niczego nie pasują, dopóki nie będzie ich więcej. Jak pogubione puzzle z fragmentami obrazków, na podstawie których można tylko zdać sobie sprawę jak coś mogło wyglądać, choć nieprecyzyjnie i nie w całości. Jak w tym szlagierze z tekstem Alana i Marilyn Bergmanów o odwijanych obrazach w kołowrotku wieczności.
Tak było na początku. Ale przez te wszystkie lata udało się zgromadzić tyle historii, że rysuje się już jakiś obraz w jaki sposób wielkie procesy dziejowe oddziaływały na życie małej wsi i jej mieszkańców.
Druga wojna światowa, która nieodwracalnie zmienia życie: rodzeństwa Wyszomirskich, Stefana Sakowskiego, Kazimierza Budnego, Wiktora Złotkowskiego i innych.
Uwłaszczenie chłopów po powstaniu styczniowym przez cara Aleksandra II, które przysporzyło ziemi mieszkającym w Czarnowcu rodzinom Drobniców, Kowalczyków, Ambroziaków, Lewickich, Laskowskich, Chludzińskich, Wasilewskich, Stefaniaków, Lisów, Tymusiów, Słowikowskich, Złotkowskich, Malinowskich, Krupów.
Trudny gospodarczo czas przed wielką wojną czy w okresie dwudziestolecia wojennego, w tym wielki kryzys, w których próbowali odnaleźć się: Doberski, Lis czy Wyszomirski.
I cały zestaw innych opowieści o życiu mieszkańców i gości w czasie zwykłym w ciągu historii – czyli okresach bez wojen i bez kryzysów: archeologach, dziedzicach, działkowcach, konserwatorce zabytków, murarzach, leśniczym, pachciarzu, rolnikach, sołtysie, społecznikach, ślusarzu-mechaniku i innych.
To nasza wspólna pamięć o wiejskiej codzienności, która na pewno nie znajdzie się w podręcznikach historii; ale wiejska, społeczna, niezależna od władzy, strona internetowa jest idealnym – by tak to ująć: polem eksploatacji dla takiej dziedziny wiedzy.
Nie robimy tego dla sławy czy innych form rozgłosu. Ale miło nam, gdy ktoś dostrzeże efekt tej pracy. Czasami dostajemy informacje zwrotne z regionu, czy z Polski, że mało która wieś ma tak szczegółowo opisaną historię. I doceniamy, że Miejska Biblioteka Publiczna uznała, że warto poświęcić czas, prąd, amortyzację sprzętu, a przede wszystkim pracę swoich ludzi, żebyśmy o tej historii Czarnowca opowiedzieli. Nie tylko zresztą o historii, ale o naszych przygodach w czasie docierania do źródeł, dokumentowania i pisania. Opowiadaliśmy też o naturalnej ciekawości świata, która towarzyszy wyprawom rowerowym, narciarskim czy pieszym jednego czy drugiego z nas.
Licznie zgromadzonej publiczności przedstawiła nas dyrektor Biblioteki Katarzyna Kossakowska, a nasze nieuporządkowane myśli na jakiś logiczny tor kierowała prowadząca spotkanie Anna Wołosz. Chyba wyszło nieźle, bo przez pierwszą godzinę spotkania nikt nie wyszedł, a pytania od gości były mocno osadzone w meritum spotkania.
Dziękujemy Wszystkim, którzy przyszli na spotkanie z nami. Dziękujemy za uwagę i za uważność. Wierzymy, że była to pierwsza, ale nie jedyna okazja, aby się spotkać i porozmawiać o lokalnych historiach.







Spotkanie p.t.: „Historia regionu – Jacek Pawłowski i Marek Karczewski” odbyło się 19 lutego 2026 r.
Po bardziej obszerną galerię zdjęć zapraszamy tu ->
Foto w artykule i galerii autorstwa: Krzysztofa Chojnowskiego i Małgorzaty Szarwackiej
Jacek Pawłowski, 20.02.2026 r.

