Michniewicz z Czarnowca wystawiał ogiera anglo-trakeńskiego. Czy został skrytykowany?

Niezdecydowanie, zdawać by się mogło wydawca dziewiętnastowiecznej „Gazety Rolniczej” Nr 25 z 1897 r. podaje datę publikacji 7(19) czerwca. Czy zatem gazetę wydrukowano 7 czy może 19 czerwca?
Otórz obie daty są prawidłowe. W XIX wieku różnica między kalendarzami wynosiła 12 dni, co sprawiało, że data juliańska przypadała wcześniej niż jej gregoriański odpowiednik. Zapis 7 (19) czerwca 1897 oznacza: 7 czerwca – data według kalendarza juliańskiego, 19 czerwca – data według kalendarza gregoriańskiego (używanego obecnie). Taki podwójny zapis był powszechny w dokumentach z terenów zaboru rosyjskiego, gdzie kalendarz juliański obowiązywał urzędowo aż do 1915/1918 roku.

Z racji na fakt, że kalendarz juliański spóźniał się o 1 dzień na każde 128 lat, 24 lutego 1582 roku, Papież Grzegorz XIII w bulli papieskiej[1] „Inter Gravissimas” ogłosił reformę kalendarza, zwanego odtąd kalendarzem gregoriańskim. Dokument nakazywał pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza, dlatego też po środzie, 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek, 15 października.

Napotykając w dostępnych źródłach podwójne datowanie już wiemy, że te daty prezentowane w nawiasie są podawane według „naszego” gregoriańskiego kalendarza.

Teraz już wiemy, że fakty poniżej opisane będą dotyczyć tych dat z nawiasów. Tyle o podwójnych datach.
Wyszło trochę długo, a mieliśmy się w tym wpisie dowiedzieć o Michniewiczu…

Co wiemy z Gazety Rolniczej o Maurycym Michniewiczu – właścicielu majątku Czarnowiec?

Na pierwszej stronie gazety czytamy:

Wystawa inwentarzy.

W dniu 12 b. m. o god. 2-ej po południu otwar­to, po dziewięcioletniej przerwie, wystawę inwentarzy, które, jak się spodziewać uależy, odtąd już stale, co roku, powtarzać się będzie.

Wbrew naszym, a i ogólnym przewidywaniom, opartym na tak bardzo spóźnionej decyzji, wystawa obesłaną została bardzo licznie.
Liczba dostarczonych okazów przewyższa o wiele ilość, jaką widywaliśmy na wystawach poprzednich; stąd prosty wniosek, że gdyby nie spóźniona decyzja, wystawa tegoroczna byłaby wprost imponującą i że takiemi też będą następne.

Lista eksponentów przedstawia się szczegółowo jak następuje: W dziale koni...”

Wystawa inwentarzy, otwarta 12 czerwca 1897 roku po dziewięcioletniej przerwie, odbyła się w Warszawie. Wystawy tego typu organizowano na placach wystawowych w Warszawie, najczęściej na tzw. Polu Ujazdowskim (rejon dzisiejszego Parku Ujazdowskiego i Al. Ujazdowskich). Za organizację odpowiadało Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, a konkretnie jego Sekcja Rolnicza.

Co było przyczyną wspomnianej w gazecie przerwy?
Wspomniana przerwa w organizowaniu Wystaw Inwentarzy była spowodowana przede wszystkim zagrożeniem epidemiologicznym (pomorem bydła i chorobami trzody) oraz restrykcjami administracyjnymi władz carskich.
Główną przyczyną zawieszenia wystaw po 1888 roku były powtarzające się epidemie chorób zakaźnych zwierząt, które wymuszały na władzach wprowadzanie surowych zakazów przemieszczania inwentarza. Organizowanie dużych skupisk zwierząt z różnych regionów kraju niosło zbyt wielkie ryzyko rozprzestrzenienia się zarazy na całe Królestwo Polskie.
Władze rosyjskie, w ramach polityki po powstaniu styczniowym, niechętnie patrzyły na wszelkie inicjatywy sprzyjające konsolidacji polskich środowisk ziemiańskich i gospodarczych. Brak zgody na zjazdy i wystawy był formą kontroli nad aktywnością społeczną Polaków. Po 1888 roku sekcje rolnicze działające przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie borykały się z trudnościami w uzyskaniu odpowiedniego terenu (później wystawy odbywały się na Polu Ujazdowskim) oraz funduszy na budowę tymczasowych pawilonów.
Wystawa była wielkim wydarzeniem, ponieważ po raz pierwszy od niemal dekady hodowcy mogli zaprezentować postępy w hodowli bydła, koni i trzody.

Wśród 63. wystawców koni tejże wystawy, przy pozycji 48 widzimy nazwisko Maurycego Michniewicza z Czarnowca, który wystawił jednego ogiera anglo-trakeńskiego.

Wspomniany ogier anglo-trakeński Maurycego Michniewicza był jednym z eksponatów (choć nielicznych) mających dowieść postępu w hodowli prywatnej, która po latach zastoju spowodowanego epidemiami mogła wreszcie zaprezentować swoje wyniki szerokiej publiczności i potencjalnym nabywcom w stolicy.

Ogier Michniewicza (anglo-trakeński) był jedynym egzemplarzem warszawskiej wystawy. Wystawiono araby, oldenburskie, konie wierzchowe swego chowu, anglo-arabskie i inne, ale anglo-traken z Czarnowca był jedyny na warszawskiej wystawie.

Czy ogier Michniewicza (anglo-trakeński) pod koniec XIX wieku był popularny w hodowlach?

Pod koniec XIX wieku ogiery o pochodzeniu anglo-trakeńskim (czyli konie trakeńskie z silną domieszką pełnej krwi angielskiej) były nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe dla europejskiej hodowli koni szlachetnych. Cieszyły się uznaniem. Były fundamentem kawalerii. Rasa trakeńska, rozwijana w Prusach Wschodnich, była głównym dostawcą koni dla armii. Pod koniec XIX wieku dążono do uzyskania koni lżejszych i szybszych, co osiągano właśnie poprzez krzyżowanie lokalnych klaczy z ogierami pełnej krwi angielskiej (anglo-trakeny). W latach 60. XIX wieku ponad 68% klaczy w Stadninie Głównej w Trakenach było krytych ogierami pełnej krwi angielskiej. Do roku 1912 wskaźnik ten wzrósł do ponad 84%, co pokazuje, jak potężny był trend uszlachetniania rasy.
Trakeny były symbolem luksusu i sprawności. Konie słynęły z niezwykłej wytrzymałości i szybkości. Pod koniec wieku potrafiły pokonywać trasy długodystansowe znacznie szybciej niż inne ówczesne rasy.
W tamtym okresie na ziemiach polskich konie te były marzeniem każdego ziemianina, łącząc elegancję konia wierzchowego z twardością potrzebną w rolnictwie i wojsku.

Jak traken czy anglo-traken Michniewicza mógł wyglądać w 1897 r.?

TEMPELHÜTER ur.1905 w Stadninie w Trakenach. Foto: skrzypiec.net/historia

Królewska Stadnina Koni w Trakenach (Hauptgestüt Trakehnen) była prawdziwym „klejnotem w koronie” Prus Wschodnich. Była to najznamienitsza, najbardziej znana i największa w Europie do wybuchu II wojny światowej hodowla koni szlachetnych.

Początek XIX wieku przyniósł w stadninie rewolucyjne zmiany w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. Koniowi trakeńskiemu nadano typ bardziej wierzchowy poprzez stanowienie ogierami pełnej krwi angielskiej.
Koniec XIX wieku to starania hodowlane w kierunku konia trakeńskiego cięższego kalibru, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia.

Dlaczego właściciel ziemski wsi Czarnowiec Maurycy Michniewicz w roku 1897 posiadał w gospodarstwie pełnokrwistego ogiera anglo-trakeńskiego?
Michniewicz posiadał ogiera anglo-trakeńskiego z tych samych powodów, dla których rasa ta była wówczas powszechnie ceniona – prestiż, potrzeby wojska (kawalerii) oraz rolnictwa.
Można przypuszczać, że będąc aktywnym hodowcą oraz uczestnikiem wspomnianej wystawy, kierował się wieloma motywacjami. Dążeniem do doskonałości hodowlanej, bo konie anglo-trakeńskie uchodziły za konie „szlachetne”, łączące pożądaną wytrzymałość z elegancją i szybkością, co było wynikiem intensywnego uszlachetniania ich krwią angielską. Posiadanie takiego ogiera świadczyło o nowoczesnym podejściu do hodowli i statusie właściciela. Konie te były wszechstronne i posiadały wysoką użyteczność. Choć hodowcy pod koniec XIX wieku dążyli do uzyskania nieco masywniejszych koni na potrzeby rolnictwa, to konie trakeńskie wciąż były cenione jako wierzchowce i konie zaprzęgowe (kawaleryjskie). Ich wytrzymałość i dzielność czyniły je idealnymi do pracy w majątku ziemskim, jak i na użytek wojska.

Wystawy, takie jak ta wznowiona w 1897 r., były miejscem prezentacji najlepszego inwentarza i zawierania transakcji. Michniewicz mógł sprowadzić lub wyhodować takiego ogiera, aby podnieść wartość swojego stada i odnieść sukces na prestiżowej wystawie. Hodowla koni pełnej krwi była często pasją ziemian, a sukcesy hodowlane przynosiły im rozgłos i satysfakcję w środowisku arystokratycznym i gospodarczym.
Posiadanie ogiera tej rasy było wówczas inwestycją w najlepszą dostępną „technologię” hodowlaną, gwarantującą potomstwo o pożądanych cechach użytkowych i dużej wartości rynkowej.

Skrytykowano Michniewicza czy wystawę?

Tygodnik rolniczo-przemysłowy „Rolnik i Chodowca” z 1 lipca 1987 roku krytykuje wystawę?

Tak streszcza „ECHA z miasta i z zagona.
Treść: … – Z jakiej strony przedstawiony został коń? – Jakie konie mamy, a jakich nam brak?- Nędza koni warszawskich…”

„…Wiele było powodów, dla których wystawa „koni i zwierząt gospodarskich” mogła się nie udać. Najważniejszy ten, że zabrano się do niej zbyt późno i że gdy zabrano się, mówiono zbyt mało. Pomimo to jednak wystawa się udała.
O ileżby się więc udała lepiej gdyby… Ale dajmy pokój. Stało się! Na przyszły rok można się będzie po- prawić…”

„…Co do koni, które wyniesione zostały nawet po nad zwierzęta domowe, to te cieszyły się jeszcze innemi honorami, jakie im się należą od towarzystwa wyścigów; umieszczono je w „głównym” pawilonie, przeprowadzano je przed publicznością, jeżdżono na nich
wierzchem i w powozach… Koń przedstawiony został ze strony piękna i przyjemności i ewentualnie wojny; jakby zapomniano, że jest on także przyjacielem pracy człowieka i zwierzęciem pociągowem. Na 233 okazy, przedstawiono 20 zaledwie koni roboczych, z których…”

„…Reszta to paradjery pod wierzch i trochę do zaprzęgu. Mamy mnóstwo drobiazgu marnego na wszystkich jarmarkach, hodowanego przez włościan, a kupowanego przez dwory na „fornalki”[2]. Nie brak nam koni i do powozu i do bryczki, ale jeżeli przemysłowiec nasz w Warszawie chce kupić konia pociągowego, silnego do furgonu, to musi go szukać albo za granicą, albo kontentować się przyprowadzonemi przez handlarzy z Cesarstwa.
Te ostatnie zaś przychodzą do nas po większej części jako trzylatki (tak jak na wyścigi), a po latach dwóch, lub trzech, z nogami krzywemi i opojami[3] przedstawiają obraz, do czego hodowla racyonalna nie powinna dopuszczać. Tak nędznych koni, jakie się widzi w Warszawie, nie zdarzyło mi się widzieć w żadnem mieście europejskiem. Niktby się nie domyślił u nas tego zamiłowania do koni, z jakiego się ciągle chwalimy i tego „znawstwa” naturalnie. U nas każdy jest znawcą koni!..”

„…Pragnąłbym i życzyłbym, by co rok było lepiej, co rok świetlej. A komitetowi wystawy i tym wszystkim i chrzestnym i rodzonym ojcom wystawy także zapewne o to chodzi. Więc zgoda i do zobaczenia się za rok!”
Podsumował Adam Brona.

Czy Brona skrytykował między innymi Maurycego Michniewicza z Czarnowca za wystawienie swojego „paradjera”?

Gdyby kogoś zainteresował tekst pełnego artykułu oraz inne sparawy rolnicze z 1897 roku, to można przeczytać gazetę pobraną z Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej -> (PDF)

Marek Karczewski, 15.01.2026 r.

[1] – Bulla papieska to uroczysty, oficjalny dokument papieski.
[2] – Fornalki to najczęściej określenie na zaprzęgi konne (zwykle składające się z dwóch lub czterech koni roboczych). Były one przydzielane do pracy fornalom, czyli stałym robotnikom rolnym w dawnym majątku ziemskim.
[3] – Opoje to miękkie, niebolesne obrzęki (wypukłości) występujące najczęściej w okolicach stawów lub pochewek ścięgnistych nóg u koni obciążonych pracą.

Źródła:
– cyfrowemazowsze.pl/dlibra
– skrzypiec.net/historia




Grali, śpiewali, wozili i powozili…

Grali, śpiewali, wozili i powozili…

Gdy na placu przed świetlicą licznie zgromadzili się mieszkańcy Czarnowca oraz okolicznych miast i wsi, a na scenie użyczonej przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Rzekuniu odbywały się prezentacje i podziękowania najmłodsi mogli skorzystać z przejażdżek melexsem i bryczką konną.

Pan Wojciech Zwierzyński z Czarnowca, który tu się urodził i tu mieszka ze swoją siedmioosobową rodziną, powoził bryczką wypełnioną radosnymi dziećmi.
Wycieczki nie były zbyt długie, bo i kolejka chętnych się nie kończyła. Trzeba było tuż na granicy naszego sąsiada – Tobolic robić nawrót i wracać po następne dzieci.
Były też takie dzieci, którym spodobały się konne przejażdżki bryczką, że chciały jeździć w nieskończoność.
Pan Wojtek w swoim gospodarstwie ma trzy koniki Polskie, biegają również owce, kozy, kury oraz krowy. Niby normalne wiejskie podwórko ale takie już mało spotykane na wsi. Właściwie to tylko u Zwierzyńskich jest jedyne takie podwórko w Czarnowcu, na którym można zobaczyć konia, krowę, kozę, owcę i kury.
Wojtka Zwierzyńskiego i Jego zaprzęg można również wynająć zimą do wycieczek na saniach.
Dziękujemy serdecznie Panu Wojciechowi za ubarwienie naszej oferty podczas obchodzonego jubileuszu.

Jedni korzystali z przejażdżek bryczką inni wskakiwali do melexsa.
Pan Radosław Sikora z Czarnowca zaproponował dzieciom koleją atrakcję, która nie mniej niż ta napędzana siłą mięśni konia bardzo się podobała.
Melexsem powoził syn Adrian Sikora.
Familia Sikorów to rodzina sportowo-turystyczna.
Pan Radosław jest senseiem – trenerem i członkiem Ostrołęckiego Klubu Karate Kyokushinkai (OKKK). Jego propozycja o melexsowej atrakcji była w zastępstwie za pokazy karate z powodu wcześniej zaplanowanych międzynarodowych zawodów.
Gdyby ktoś miał ochotę popływać to również z Sikorami z Czarnowca. Polecamy stronę, która mówi wszystko o ich wodnych atrakcjach – Turystyka Wodna Ostrołęka
Dziękujemy serdecznie Panu Radosławowi i Adrianowi za znakomitą zabawę dla najmłodszych.

Można było dotknąć, wejść i zrobić sobie zdjęcie w starych samochodach, którymi przyjechali panowie Mariusz Andrzejczyk, Mateusz Paszczyk i Grzegorz Plaskota. Znakomicie utrzymane samochody, o których właściciele opowiadali zainteresowanym piękne historie jak przetrwały tyle lat.
Dziękujemy właścicielom za prezentację swojego hobby.

Na scenie przed liczną publicznością wystąpili:

Karol i Zuzanna Kosiorek z Czarnowca
Karol ma 10 lat. Gra na saksofonie altowym. Uczy się od dwóch lat w Państwowej Szkole Muzycznej w Ostrołęce.
Zuzia ma 13 lat. Gra na gitarze. Tak jak młodszy brat uczy się gry na gitarze od dwóch lat w Państwowej Szkole Muzycznej w Ostrołęce.
Zuzia i Karol zagrali utwory znanych wykonawców scen polskich i zagranicznych.
Dziękujemy mamie Ewelinie za dobrą decyzję i zachęcenie dzieci do występów przed liczną publicznością.

Uczniowie klasy 2c Szkoły Podstawowej im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu wystąpili w składzie: Zuzanna, Antoni, Laura, Ada, Zofia, Alicja, Natasza, Wiktoria i Nina. Wykonali własny utwór „Sport to zdrowie”. Słowa do piosenki napisały uczennice Amelia i Zosia. Grupę przygotowała Pani Paulina Mierzejewska z Czarnowca.
Pomimo lekkiego stresu uczniowie zaprezentowali się fantastycznie.
Dziękujemy za super debiut na czarnowieckiej scenie.

Zespół szkolny „Dzwoneczki” pod dyrekcją Pani Agnieszki Majewskiej wykonał dziewięć utworów.
Dzwoneczki to uczniowie Szkoły Podstawowej im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu. Trenują śpiew pod okiem znakomitej nauczycielki od muzyki, która pracuje w tej szkole od 30-tu lat. Dzieci Pani Agnieszki wystąpiły już dziesiątki razy na uroczystościach szkolnych, gminnych i innych wydarzeniach w okolicy.
Dziękujemy za profesjonalne przygotowanie i zaprezentowanie swoich utworów.

A przed sceną mogliśmy oglądać pokazy młodych karateków z Międzyszkolnego Klubu Kyokushin Karate (MKKK).
Klub został założony w 2010 r. przez Prezesa Artura Prusińskiego.
Działają na terenie trzech powiatów. Treningi prowadzone są w Ostrołęce, Kadzidle, Różanie, Makowie Mazowieckim, Laskowcu, Kamiance Drwęczy, Wąsewie, Nowej Wsi, Myszyńcu i w Rzekuniu.
Klub bierze udział w obozach, zawodach, seminariach i egzaminach. W klubie ćwiczy obecnie około 500. osób.
W Czarnowcu wystąpiła sekcja Rzekuń. Pokaz przygotował sensei Krzysztof Pszonak.
Dziękujemy za prezentację młodych talentów.

Dziękujemy wszystkim, którzy ubarwili nasze Dni Czarnowca i jubileusz 610-lecia istnienia Czarnowca, w dniach 3 i 4 czerwca 2023 r.

Organizatorzy

Zapraszamy do dużej galerii zdjęć -> tu

lub pod zamieszczonymi poniżej linkami:

Albumy ze zdjęciami:
– 2.06 Przygotowania
– 3.06 Marek Karczewski
– 3.06 moja-ostroleka.pl
– 3.06 Krzysztof Chojnowski

– 4.06 Konkursy
Wideo:
– 3.06 YT Czarnowiec – 610 lat
– 3.06 YT wbijanie gwoździ
Relacje:
– Powiat Ostrołęcki
– moja-ostroleka.pl
– eOstroleka.pl
– Tygodnik ostrołęcki




Konkurs świąteczny – rozstrzygnięcie

Ogłoszony przed Świętami Wielkanocnymi konkurs rysunkowy dla dzieci i dorosłych nie cieszył się wielkim powodzeniem.
Na zaproszenie odpowiedziała tylko trójka dzieci, a zdjęcie ze stołu świątecznego – ciasta nadesłała tylko jedna gospodyni.
W przypadku konkursu rysunkowego p.t. „stara wieś” nastąpiło rozstrzygnięcie. Dziewczynki postarały się rysując piękne obrazy dawnej wsi.
Bezapelacyjną zwyciężczynią została Ola, która zamieściła na swoim rysunku wszystkie elementy starego gospodarstwa 🙂 Druga i trzecia praca trafiła do nas od Ani i Dominiki.
Dziękujemy dziewczynkom za podjęcie wyzwania.

Konkurs „najpiękniejszy stół, najpiękniejszy mazurek” nie został rozstrzygnięty. Jedyną fotkę pysznego mazurka przysłała Pani Małgorzata.
Dyplomy i nagrody dla zwyciężczyń zostaną wręczone podczas najbliższej Wyprzedaży Garażowej.

Poniżej przedstawiamy przesłane prace:

I miejsce OLA
II miejsce ANIA
III miejsce DOMINIKA
mazurek