Grażyna Gawryś – ostatnie pożegnanie

MK




Agata Gontarz – ostatnie pożegnanie

Agata Gontarz z Bacławskich

Miała zaledwie 43 lata – wiek, w którym ma się jeszcze tyle planów, marzeń i siły do życia.
Los odebrał ją zdecydowanie za wcześnie, ale nie odebrał nam tego, co po sobie zostawiła: ciepła, miłości i niespożytej energii.
Odpoczywaj w pokoju.
Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci.

Składamy najszczersze kondolencje dla najbliższych.




Pogrzeb u Czerniejewskich i Michniewiczów właścicieli dóbr Czarnowca

Czerniejewscy, Michniewiczowie właściciele dóbr Czarnowca
Ta krótka historia naszej wioski, tym razem o tragicznej śmierci Janinki pokazuje obraz codzienności końca XIX wieku.

Działo się we wsi Rzekuń 13 sierpnia /25 sierpnia 1894 roku, o jedenastej rano. Stawili się Maurycy Michniewicz, lat 37, dziedzic Folwarku Czarnowiec i Kazimierz Kuszel, lat 42 zarządca, obaj we wsi Czarnowcu zamieszkali i oświadczyli, że 12/24 sierpnia tego roku o godzinie 8.30 rano umarła we wsi Czarnowiec Janina Michniewicz, miesiące dwa mająca, córka obecnego Maurycego i Antoniny z Czernejewskich ślubnych małżonków Michniewiczów, w Warszawie urodzona. Po naocznym przekonaniu się o śmierci Janiny Michniewicz.
Akt ten stawiającym przeczytany i przez Nas i przez nich podpisany.
Ks. Michał Nowek proboszcz rzekuński utrzymujący akty stanu cywilnego
Maurycy Michniewicz, Kazimierz Kuszel

Na podstawie odnalezionego w sieci nekrologu z 1894 roku przez Panią Martę Wojciechowską z Myszyńca dowiadujemy się, że w Czarnowcu, w czasach szlachectwa Królestwa Polskiego na dworze dziś nazywanym „Wyszomirskich” zarządzali w Czarnowcu Czerniejewscy i Michniewiczowie.

Janika Michniewicz zmarła w okresie letnim więc nie można w takiej sytuacji domniemywać śmierci z wyziębienia, co w czasach ówczesnych też miało często miejsce.
Dlaczego więc Janika zmarła?

Higiena w miastach i na wsiach.

W czasach współczesnych poród jest doświadczeniem względnie bezpiecznym dla matki i dziecka. Dawniej jednak do narodzin szykowano się niemal tak samo, jak do pogrzebu. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero od XIX wieku. Tak przynajmniej było na Zachodzie. Rewolucja w higienie i opiece zdrowia, która uratowała życie dziesiątków milionów dzieci, dotarła na ziemie polskie z bardzo dużym opóźnieniem.
Przedwojenna Polska nie znała powszechnej bezpłatnej służby zdrowia. Dostęp do lekarzy był dużo trudniejszy niż w innych krajach, nawet tych w podobnej sytuacji politycznej. Higiena, zarówno w miastach, jak i na wsi, wołała o pomstę do nieba. Brakowało też instytucji wspierających matki i najmłodsze dzieci. Wystarczy stwierdzić, że w roku 1918, gdy Polska odzyskała niepodległość, w całym państwie działało tylko około 25 przychodni sprawujących opiekę nad położnicami i niemowlętami. Według danych z 1930 roku w pierwszym roku życia umierało średnio 143 dzieci na 1000. To odsetek 37 razy wyższy niż obecnie. W samej Warszawie, gdzie opieka medyczna stała na wyższym poziomie niż na prowincji, umierało 11,8% wszystkich niemowląt.
Ile przychodni działało w roku 1894 i ile dzieci umierało w pierwszym roku życia, możemy sami wywnioskować na podstawie statystyk z późniejszych lat.

W czasach kiedy nie było opieki medycznej takiej jak obecnie, nasi dziadkowie na co dzień obcowali ze śmiercią. Często umierały małe dzieci, kobiety w połogu, niektórzy tylko dożywali sędziwego wieku. Dlatego chyba łatwiej niż dziś, godzono się z jej nadejściem. Większość ludzi umierała we własnym domu, w otoczeniu najbliższych, i to oni dbali o godne odejście z tego świata. Dlatego też wykształciły się różne zwyczaje i obrzędy związane ze śmiercią i pożegnaniem zmarłego.

Gdy ktoś przeczuwał, że koniec jest już bliski, dawał rodzinie wskazówki dotyczące jego własności. Starał się również wybaczyć krzywdy, pogodzić z każdym, z kim był zwaśniony. Wzywano także księdza, aby udzielił konającemu ostatnich sakramentów. Cały czas ktoś z rodziny czuwał przy łóżku. Do rąk wkładano zapaloną gromnicę i kropiono umierającego święconą wodą. Był jeszcze zwyczaj, że domu w którym ktoś zmarł nie sprzątano, nie zamiatano, nic nie ruszano do czasu pogrzebu. Szczególnie uważano aby nie wycierać progu domu, a ludzie przychodzący na różaniec uważali żeby na progu nie stanąć.

Straszna moda końca XIX wieku. Dziś określana jako dziwny zwyczaj.

Zwyczaj fotografowania zmarłych należy do zapomnianej tradycji, cieszącej się popularnością przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej i Anglii. W Polsce zdjęcia pośmiertne wykonywano od lat 40. XIX wieku, aż do końca lat 90. XX wieku. Istnieje kilka przyczyn, dla których uwieczniano ludzi dopiero w chwili odchodzenia. Najważniejszą z nich była ograniczona dostępność fotografii, zarezerwowanej tylko na wyjątkowe wydarzenia. Do połowy XX wieku rzadko portretowano ludzi za życia. Moment śmierci rodził potrzebę utrwalenia czyjejś podobizny, zachowania pamięci o danej osobie, zatrzymania jej obrazu na dłużej. Zdjęcie pośmiertne pełniło rolę cennej pamiątki, przywołującej wspomnienia oraz uczucia. Istotnym czynnikiem, który przekładał się na popularność fotografii post mortem była powszechna świadomość nieuchronności losu, a także wiara w życie pozagrobowe.
Zamożniejsze rodziny na tę tragiczną okoliczność wykonywały sobie wisiory, brosze, pierścienie z zamieszczonym wizerunkiem bliskiej osoby. Najczęściej kobiety (matki) nosiły je wyrażając szacunek i zachowując pamięć o zmarłej osobie.

Jak wyglądał pogrzeb na dworze Czerniejewskich i Michniewiczów?

Gdy dziecko skonało otwierano w izbie okna, aby dusza mogła swobodnie wyjść. Zatrzymano zegar na godzinie, o której zmarło. Zasłonięto również lustra, aby się ktoś z żyjących w nich nie przeglądnął i nie zobaczył śmierci.

Ciało przez trzy dni pozostawało w domu. Ktoś z rodziny, albo specjalnie wynajęta osoba umyła je i ubrała w odświętny strój. Dziewczynki były wtedy ubierane w białą sukienkę lub odświętny strój. Zwłoki ułożono w otwartej trumnie, na środku izby, wokół ustawiano żywe kwiaty i świece. Tak było nawet podczas największych upałów, co niestety skutkowało nieprzyjemnym zapachem. Po pogrzebie takie pomieszczenie trzeba było pomalować wapnem, a podłogę porządnie wyszorować. Do trumny włożono kwiatki polne i święte obrazki, mógł być również włożony różaniec opleciony wokół rąk i książeczka do modlenia – raczej w przypadku osób, które potrafiły się modlić. Czasami dawano jakieś drobne przedmioty należące do zmarłego.

O śmierci zawiadomiono rodzinę i sąsiadów, dzwoniono w kościele, rozwieszano klapsydry i ogłoszono w lokalnej prasie (wycinek poniżej). W domu był przez trzy dni odprawiany różaniec, prowadzony przez jedną lub kilka osób. Przychodziły specjalnie wynajęte płaczki, które okadzały izbę, śpiewały i zawodziły. Był przesąd, że aby się nie bać zmarłego, żeby nas nie straszył, należało go dotknąć w czoło lub w rękę.

W dniu pogrzebu do domu sprowadzono księdza lub czekał on przed kościołem. Trumnę z domu wyniesiono nogami do przodu stukając nią trzy razy w próg. Następnie przewieziono ją wozem konnym lub niesiono na ramionach.

Gdy kondukt żałobny jechał lub szedł przez wieś to ludzie dołączali się do niego, a kto nie mógł to chociaż wychodził przed dom, aby pożegnać zmarłego. W kościele przez blisko pół godziny ksiądz z organistą śpiewali różne modlitwy i pieśni. Następnie odbyło się nabożeństwo żałobne, w czasie którego trumna była ustawiana przed ołtarzem na specjalnym katafalku, po bokach układano kwiaty i świece. Po mszy wszyscy udali się na cmentarz.

Zmarłych w parafii Rzekuń chowano na cmentarzu wokół kościoła, później założono obecny cmentarz [święty kamień w polu]. Tam nastąpiło ostatnie pożegnanie. Na trumnę każdy z uczestników pogrzebu sypał garść ziemi, ksiądz pokropił ją święconą wodą, a trumnę zakopano w grobie familijnym (Czerniejewskich lub Michniewiczów).

Maleńkie dzieci takie jak Janinka Michniewicz mogły nie mieć mszy, gdyż uważano, że i tak jest już w niebie.

Po śmierci najbliższa rodzina nosiła żałobę, czyli czarny strój przez określony okres czasu. Ojciec w klapie marynarki czarną wstążkę, matka czarną chustkę na głowie.

Po pogrzebie rodzina udała się do domu na stypę.

fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek
Trumnę robił sam gospodarz albo zamawiano ją u stolarza, zazwyczaj nie płacono za nią.

A tak wyglądał akt zgonu sporządzony przez proboszcza parafii Rzekuń, ks. Michała Noweka

Z klapsydry możemy dowiedzieć się, że ciało Janinki zostało złożone do grobu familijnego. Czy był to grób Czerniejewskich, Michniewiczów? Tego nie napisano.
Za treścią jednej malutkiej wzmianki zaciekawiło mnie czy na wspomnianym cmentarzu rzekuńskim odnajdę grobowiec Czerniejewskich lub Michniewiczów. Poświęcając kilka godzin na rzekuńskiej nekropolii w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu po właścicielach ziemskich z Czarnowca nie odnalazłem żadnego śladu. Najstarszy grób, który oznaczony jest solidną tablicą nagrobną jest z 1909 roku.
Domniemam, że wspomniany grób familijny Czerniejewskich lub Michniewiczów był usytuowany na starym cmentarzu – naprzeciwko kościoła. Założony w okolicach 1413 roku funkcjonował prawdopodobnie do końca XIX wieku. Obecnie (2024 r.) w tym miejscu (na starym cmentarzu) rośnie trawa i żaden znak po starych grobach nie pozostał.

1894 r.

Co wiemy o właścicielach dóbr w Czarnowcu?

Znaleziony wycinek o śmierci Janiki (Janiny) co było dla rodziny Czerniejewskich i Michniewiczów tragedią, spowodował, że z zaciekawieniem zacząłem wyszukiwać nowych wątków o byłych właścicielach Czarnowca.
Tu ponownie z pomocą przyszła Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, która podesłała indeks sieciowy o Czerniejewskich, zamieszczony na stronie polishgenealogy.blogspot.com
Ma on taką oto treść:

Materiały do Polskiego Słownika Biograficzno-Genealogicznego
Czerniejewski h. Korczak, vel Czerniejowski, rzadko Czerniewski, rodzina czerwonoruska, pochodzenia węgierskiego lub wołoskiego, pisała się z Czerniejowa. Wedle Bonieckiego, nazwisko wzięli od dóbr Czerniejów w ziemi lwowskiej, a protoplastą ich ma być Benedykt, Węgier, kasztelan halicki 1387. Istnieje też kilka osad tej nazwy w woj. lubelskim, m. in. Czerniejów, dawniej w parafii Wola Wołoska, gmina Turno, pow. Włodawa (SGKP), obecnie powiat Parczew. Mikołaj z Czerniejowa 1459 r. kupił Załuże, a z braćmi swymi, Janem i Marcinem, był dziedzicem Kamieńca, Czerniejowa, Hołobutowa i Kłodnicy (Bon.). Antoni, podstoli halicki 1475. Jan, podczaszy lwowski 1613, podkomorzy lwowski 1615. Jan, skarbnik parnawski, poseł ziemi liwskiej na sejm 1783. Czerniejewscy byli właścicielami m. in. dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim, gminie Rzekuń. Zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862.

ANTONINA* (Tola) Helena Józefa Czerniejewska (ok. 1870-7 VI 1936), c. Władysława i Heleny Sampławskiej; ur. prawd. Warszawa, zm. tamże, zapisana jako Tola z Czerniejewskich Michniewiczowa (Nekrologi Warsz.); m. (1891 Warszawa) Maurycy* Władysław Michniewicz (ok. 1860-10 IV 1913), s. Władysława i Emilii Strzeszewskiej; ślub w parafii św. Aleksandra (MK Warszawa: św. Aleksander).
* – Antonina i Maurycy – rodzice Janinki

TOMASZ Czerniejewski (1807-po 1840), s. Walentego i Rozalii Cybulskiej, dziedzic dóbr Czarnowiec, pow. Ostrołęka, parafia i gmina Rzekuń; jego syn został wylegitymowany ze szlachectwa w Królestwie Polskim 1852 r. z herbem Korczak; ur. Postoliska, parafia Postoliska, pow. Wołomin, woj. mazowieckie, chrz. 1807 (Bon.; Urus.; Szl. Król.; MK Postoliska); ż. (1838 Warszawa) Antonina Justyna Pinińska h. Jastrzębiec (ok. 1798-po 1840), c. Wawrzyńca i Marianny Płoskiej, dziedziców dóbr Pyszkowo, parafia Chodecz, pow. Włocławek (MK Chodecz); ślub w parafii św. Jana (MK Warszawa: św. Jan); 1v. żona (1823 Chodecz) Andrzeja vel Jędrzeja Tomasza Żebrowskiego (1788-1837), uwagi: on wielmożny, ona lat 25 (MK Chodecz); dzieci: Władysław.

Z tegoż samego źródła dowiadujemy się jak wyglądał herb Czerniejewskich.

Z niecierpliwością czekamy na kolejne stare fotografie, dokumenty, wycinki prasowe, opowieści o starym Czarnowcu. W tych sprawach można kontaktować się poprzez email wiesczarnowiec@gmail com lub tel. 533 613 913.

Zainteresowane osoby historią Czarnowca zapraszamy do działu HISTORIA

Marek Karczewski

Źródła:

– wielkahistoria.pl/koszmar-niemowlat
– polishgenealogy.blogspot.com. Bon. t.3/369-370; Kos. t.1; Nies.; SGKP t.1/824; Szl. Król.; Urus. t.3/10-11.
– teologiapolityczna.pl
– Anna Mądel, szynwald.pl
– Mariola Tymochowicz, Magia odejścia
– fot. 1919-Bracia Taylor
– fot. 1900-wisiorek ze zdjęciem pośmiertnym XIX wiek-Lisak.net
– fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek




Pamięć o tych, którzy odeszli

Pamięć o tych, którzy odeszli

Początek listopada jest szczególnym czasem, kiedy towarzyszy nam pamięć o zmarłych. Oderwani od codzienności zatrzymujemy się, składamy kwiaty i palimy znicze kierując swoje myśli do Tych, którzy odeszli.

Pamiętajmy o tych, którzy odeszli, aby ich życie i dokonania były wciąż obecne w naszej świadomości.  Pamięć o Nich jest okazją do oddania Im czci i buduje tożsamość naszych rodzin oraz społeczności.

.




Pożegnaliśmy Przemka Dudziaka

Pożegnaliśmy Przemka Dudziaka

Tak właśnie – pożegnaliśmy Przemka, bo to młody chłopak, który za wcześnie nas opuścił.
Przemek, zaledwie 28 lat, bo dopiero w poniedziałek 17 kwietnia skończyłby 29 lat!
Zmarł w pracy, którą przez ostatnie kilka miesięcy pokochał. Spędził tam nawet ostatnie święta Wielkiej Nocy z właścicielami gospodarstwa.
Miejscowość Skolity i gospodarstwo EtnoWarmia koło Olszyna były ostatnim domem Przemka, który w nocy 11 kwietnia 2023 r. opuścił na zawsze.

Przemysław Dudziak pochodził z Czarnowca. Urodził się 17 kwietnia 1994 r.
Mieszkał tu od urodzenia, chodził do Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, do Gimnazjum w Rzekuniu, później uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce. Tu zdobył świadectwo dojrzałości i niebawem ze swoim nierozłącznym przyjacielem Antonim Karczewskim podjął studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie…

Zdjęcie wykonane na ulicy Dzikiej Róży w Czarnowcu podczas IV Biegu AG Bez Limitu Ostrołęka i okolice, dnia 24 kwietnia 2010 roku. Foto: Pijący_mleko

W dniu tej dla nas wszystkich tragicznej wiadomości o śmierci Przemka, na fejsbukowej tablicy napisałem tak:

12 kwietnia 2023 r.
Przemek coś Ty uczynił?!
Zawsze byłeś mile widzianym gościem w naszych skromnych progach. Na obiadach, kolacjach, śniadaniach i noclegach…
Wkurzaliśmy się razem z małżonką jak pierwszą noc z jakiegoś koncertu wracaliście z Antkiem na piechotę z Kadzidła.
Nie było Was do rana a my nie mogliśmy spać.
Zawsze byłeś pomocny i nie odmawiałeś gdy Cię prosiłem o pomoc przy organizacji wyścigów kolarskich czy biegów. Sam również dawałeś się namawiać do aktywności i nawet nieźle Ci szło.
W tym roku biegałeś na WOŚP w Olsztynie i było widać radość na Twojej twarzy.
Zawsze gdy się spotykaliśmy czy w Olsztynie, Gdańsku czy Czarnowcu życzyłem Ci abyś się nie poddawał i walczył o swoją przyszłość.
Kibicowałem Ci z całego serca, zresztą nie tylko ja. Ludzie w Czarnowcu będą Cię wspominać dobrze, bo byłeś bardzo grzeczny, no może z jednym wyjątkiem 🙂
Kiedyś z Antkiem tak dla żartów „ostreczowaliście” cały przystanek autobusowy przy świetlicy… PAPIEREM TOALETOWYM haha
Później dopiero się dowiedziałem dlaczego dziesięć rolek zaginęło 🙂
Pani ówczesna sołtys Czarnowca Wiesława Milewska przyszła do mnie na skargę, że moje chłopaki (czyli Antek i Przemek) zrobili coś strasznego. A to był tylko papier do d…
Wiedziała, że u nas nocujesz więc przyszła. Nie wiem czy poszła na skargę do Twojej mamy.
Wasze próby muzyczne u nas w domu gdy grałeś na basie nie przeszkadzały nam zupełnie. Bardzo lubiliśmy Wasze koncerty gdy graliście na różnych uroczystościach.
Gdy już wywoziłem Was na studia do Olsztyna to ledwie zmieściłem Wasze toboły na przyczepę i do samochodu rowery dwa.
Później pomagałeś nam przewieźć się do Gdańska i sam tam trafiłeś na jakiś czas…
Dziś nie żałuję, że pomimo nędznej pomocy finansowej i mentalnej mogłem choć trochę przyczynić się do wskazywania Tobie dobrej drogi.
Dziś Przemku płakałem, bo sprawiłeś nam ogromny ból. Byliśmy z Tobą naprawdę mocno związani.
Już nie zobaczymy Cię idącego na ul. Polną w Czarnowcu z Twoją nierozłączną deską. Nie ukłonisz się nisko jak miałeś w zwyczaju. Teraz to mu będziemy musieli iść na cmentarz do Rzekunia aby Cię powspominać 🙁
Wielka szkoda, że zaledwie w wieku 29 lat odszedłeś od nas.
Pokój Twojej duszy.
Przemysław Dudziak – Czarnowiec (1994-2023)

Przemka ostatnia droga z zakładu pogrzebowego w Ostrołęce, przez Czarnowiec do kościoła i na cmentarz w Rzekuniu odbyła się dnia 19 kwietnia 2023 r.
Podczas mszy żałobnej w rzekuńskim kościele pod wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego ksiądz proboszcz Krzysztof Górski podkreślał, że musimy wszyscy zapamiętać wyłącznie dobre uczynki Przemka!
Tak też stało się przy Jego mogile na cmentarzu gdy wszyscy żałobnicy wysłuchali słów siostry zmarłego Darii, która opowiedziała krótką historię Przemka z jego zdecydowanie za krótkiego życia.

W świetlicy wiejskiej, w Czarnowcu spotkali się najbliżsi z rodziny i przyjaciele Przemka.
Wspominaliśmy tego wspaniałego chłopaka, słuchaliśmy Jego ulubionej muzyki i oglądaliśmy slajdy ze zdjęciami.

2023.04.19 – Świetlica Wiejska w Czarnowcu. fot: Daniel Dudziak

Z powodu wielkiej tragedii dla najbliższej rodziny i przyjaciół składam najszczersze kondolencje:
– matce Małgorzacie
– bratu Dominikowi
– siostrom Darii i Angelice

Zostały zamówione msze za duszę Przemka:
– od sołtysa Czarnowca 9.10.2023 godzina 7:00
– od mieszkańców Czarnowca 11.10.2023 godzina 7:00
– od najbliższych sąsiadów 12,13.10.2023 godzina 7:00
– od Państwa Żebrowskich z Czarnowca 16.10.2023 godzina 7:00
oraz inne, o których poinformujemy gdy otrzymamy dokładne terminy.

Marek Karczewski




Rok wojny dla Czarnowca…

Były to amigurumi – bawełniane laleczki, wykonane szydełkiem, których robienie ma wspierać armię Ukraińską w walce z ruskim najeźdźcą.

Rok wojny dla Czarnowca…

Dziś mija dokładnie rok od bestialskiej napaści na Ukrainę przez putinowską terrorystyczną Rosję.
Już od pierwszych godzin, gdy na ukraińskie miasta spadły bomby i doprowadziły do śmierci setki niewinnych ludzi wielu mieszkańców napadniętych miejscowości spakowało torbę lub plecak i zaczęło uciekać na zachód swojego kraju.
Pomimo otwarcia granic dla uchodźców wojennych w Słowacji, Węgrzech i Rumunii, to do naszego kraju najliczniej uciekały całe ukraińskie rodziny – później tylko matki z dziećmi i starcy.
Po roku inwazji na naszego wschodniego sąsiada statystyki mówią, że do naszego kraju przybyła niewyobrażalna liczba Ukraińców. Mówi się nawet o liczbie 10 milionów uchodźców!

Czarnowiec, mała wioska w gminie Rzekuń, licząca zaledwie 600. mieszkańców znalazła się również na liście „pośredników” okrutnej wojny rozpętanej przez terrorystę Putina.

Dokładnie dnia 26 marca 2022 roku gdy w Czarnowcu postanowiliśmy posadzić z inicjatywy mieszkańca Pana Sławomira Kuźmińskiego „Dąb Przyjaźni” oraz odsłonić kamień granitowy z cytatem Amerykańskiego Prezydenta Thomasa Woodrow Wilsona – „Przyjaźń jest jedynym cementem, który może spoić świat”, Wójt gminy Rzekuń przywiózł pierwszych uchodźców wojennych do naszej świetlicy. Pisaliśmy o tym tu ->
Przez ten okres aż do końca października 2022 roku budynek naszej świetlicy był domem dla wielu osób z Ukrainy. Był nie tylko domem ale i szkołą oraz miejscem spotkań innych Ukraińców, którzy zamieszkali w gminie Rzekuń.

Nie było tych osób wiele i z większością z Nich zdążyliśmy się polubić i zaprzyjaźnić. Spotykaliśmy się na ukraińskich urodzinach dzieci i dorosłych. Smażyliśmy kiełbaski na ognisku i grillu oraz śpiewaliśmy Polskie i Ukraińskie piosenki.
Dziś nasi ukraińscy przyjaciele są w swoich miastach, niektórzy nadal zamieszkują w gminie Rzekuń lub wyjechali do innych polskich miast.

Tych Ukraińców, którzy mamy nadzieję polubili naszą wioskę i naszych mieszkańców, którzy bezinteresownie zaangażowali się w niesienie pomocy pytamy po roku bezsensownej wojny jak odbierają naszą pomoc. Czy w Ich sercach i myślach pozostanie na zawsze choć trochę dobrych wspomnień z pobytu oraz relacji z mieszkańcami Czarnowca.

Nie zapominamy również o innych mieszkańcach Czarnowca, którzy bez pośrednictwa gminy czy państwa pomagali i pomagają nadal uchodźcom z Ukrainy. Dziękujemy Pani Wandzie Piersie, która od samego początku bardzo zaangażowała się w pomoc.

Zadaliśmy kilka pytań osobom, które w jakiś sposób związały się lokalowo i uczuciowo z Czarnowcem.

Kateryna z Odessy:
Witam wszystkich. Dziękuję za zaproszenie do wywiadu.

Z którego miasta pochodzisz (pochodzi Twoja rodzina)?
– Jestem z pięknego, słonecznego miasta, które stoi nad brzegiem Morza Czarnego – Odessy.
Czy Twój dom rodzinny nadal stoi, czy został zniszczony przez putinowską terrorystyczną armię?
– Na szczęście mój dom jest nienaruszony i przyjmuje uchodźców z sąsiednich miast, którzy nie byli gotowi opuścić rodzinnej Ukrainy.
W jaki sposób dotarła do Ciebie informacja o agresji na Twój kraj?
– Przeraźliwe syreny.
Jak długo dojrzewała Twoja decyzja o ucieczce do Polski?
– Wielu moich znajomych, którzy przyjechali do Polski po 24 lutego 2022 r. tłumaczyło mi, że nasi bratni Polacy są bardzo pomocni i nie powinniśmy się bać.
O czym myśli człowiek, który zostawia cały dorobek życia i ucieka w nieznaną przepaść?
– Na początku było zaprzeczenie. O wojnie w moim kraju, śmierć, rakiety, a ja muszę ratować życie swoje i dzieci…i wyjść z domu. Oczywiście złość…na te bestie… za to co zaczęły mówić i robić z naszym życiem. Codziennie budzisz się myśląc: „To nie jest prawdziwa wojna, nie może być w cywilizowanym świecie. Po przeprowadzce…depresja…na zawsze, nie jestem pewna czy wyjdę z tego osobiście biorąc pod uwagę cały smutek jaki przeszłam w tym roku. Istnieje akceptacja tego, co się dzieje, ale jest ona na poziomie myśli. Moje serce nigdy się z tym nie pogodzi i nigdy tego nie zapomni. To wielka tragedia dla nas wszystkich.
Kto w Polsce jako pierwszy podał Ci pomocną dłoń?
– Kiedy dotarliśmy na dworzec w Warszawie, gdzie było tyle płaczących, głodnych ludzi i dzieci, byliśmy kompletnie zszokowani tym, co zobaczyliśmy, atmosfera była tak tragiczna, moje ręce były puste, płakałam i byłam gotowa wracać, ale wolontariusze z Ostrołęki, dosłownie złapali mnie za rękę i zapytali, czy nie potrzebuję pomocy, a konkretnie Swietłana, która opiekuje się Ukraińcami w Ostrołęce i okolicach.
W jaki sposób trafiłaś do Czarnowca – gminy Rzekuń?
– Po spędzeniu jednego tygodnia w Multimedialnym Centrum Natura, zostaliśmy przeniesieni do przedpotopowego domu przy ulicy Dobrej w Ostrołęce. Nie wiedzieliśmy gdzie jechać…to była długa jazda (jak nam się wydawało)…i to było straszne…w ogóle to jest straszne, kiedy nie ma się już pełnej kontroli nad swoim życiem jak wcześniej…mój pierwszy krok do świetlicy pamiętam bardzo dobrze…moje oczy widziały bardzo piękne (i co najważniejsze bezpieczne) miejsce, ale to było straszne.
Czy pomimo wielkiej tragedii Twojego kraju i traumy pamiętasz swoje najwspanialsze chwile w naszej miejscowości? Napisz o nich.
– Ohhhhhh oczywiście, w końcu nauczyłam się obsługiwać kosiarkę spalinową do trawy ahahahaha.
Oczywiście najbardziej zapadły mi w pamięć urodziny, ale szczególnie zapamiętam miłe i kameralne spotkania przy ognisku. Było super. A w każdym razie sołtys Czarnowca jest tak pracowity i pomocny, że nigdy się nie nudziłam.
Wymień najbliższe Ci osoby, które w Polsce podały pomocną dłoń.
– Ewa, Krzysiek, Marek.
Czy Ty lub Twoja rodzina (dzieci) miały możliwość poznania naszego kraju poprzez odwiedzanie ciekawych miejsc? Wymień jeśli tak było.
– Moja córka odwiedzała piękne Polskie miasta takie jak: Kraków, Zakopane, Warszawa.
Czy marzysz o powrocie do swojego kraju, do swojego domu?
– Tak, z łezką w oku patrzę na zdjęcia mojej ukochanej Odessy. Marzę o szumiącym o poranku morzu.
Za czym/za kim tęsknisz najbardziej.
– Za spokojną Ukrainą.
Czy chciałabyś komuś szczególnie podziękować? Jakieś specjalne przesłanie – myśl.
– Jestem wdzięczna wszystkim Polakom, którzy mi pomogli i nadal pomagają.

Tanya z Chersonia.

Mieszkałam z synami w Czarnowcu przy ulicy Słonecznej – koło mojego domu rosło dużo pięknych słoneczników.

1. Z którego miasta pochodzisz (pochodzi Twoja rodzina)?
– Ja i moja rodzina pochodzimy z Chersonia.
2. Czy Twój dom rodzinny nadal stoi, czy został zniszczony przez putinowską terrorystyczną armię?
– Nasz dom jest nadal nienaruszony, ale miasto i ludzie, którzy tam przebywają, cierpią każdego dnia.
3. W jaki sposób dotarła do Ciebie informacja o agresji na Twój kraj?
– 24 lutego 2022 r. wczesnym rankiem nasze życie wywróciło się do góry nogami! Rozpoczęła się wojna na pełną skalę. Kilka dni po inwazji nasze miasto było pod ruską okupacją, ale jednocześnie nadal wszyscy żyli i chodzili do pracy, to było straszne. Mieliśmy nadzieję, że wszystko się ułoży! Ale z każdym dniem było coraz gorzej.
4. Jak długo dojrzewała Twoja decyzja o ucieczce do Polski?
– Dopiero 23 lipca 2022 roku postanowiliśmy opuścić z dziećmi okupowane miasto, w którym wszystkim rządzili ci zbrodniarze. Droga była ciężka i długa, 28 lipca dotarliśmy do Polski.
5. Kto w Polsce jako pierwszy podał Ci pomocną dłoń?
– W gminie Rzekuń trafiliśmy do wsi Czarnowiec.
6. Wymień najbliższe Ci osoby, które w Polsce pomogły.
– Pierwszą osobą, którą poznaliśmy, była Pani Ewa Kobrzeniecka, to jest osoba z wielkim sercem! Bardzo nam pomogła! Dała mieszkanie i woziła dzieci do szkoły oraz lekarza.
7. Czy pomimo wielkiej tragedii Twojego kraju i traumy pamiętasz swoje najwspanialsze chwile w naszej miejscowości?
– Były piękne chwile, były nowe znajomości z innymi Polakami, oni też zawsze starali się nam we wszystkim pomóc, uczyliśmy się tradycji, świąt, tradycyjnej kuchni i języka polskiego.
Bardzo nam się tu podoba, zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci!
8. Czy marzysz o powrocie do swojego kraju, do swojego domu?
– Oczywiście! Kiedy wrócimy do domu nie wiadomo! Nie wiemy, gdzie wrócimy. Ale kiedyś na pewno wrócimy do domu, ale nigdy nie zapomnimy pomocy i wsparcia ze strony Polaków!
9. Czy chciałabyś komuś szczególnie podziękować? Jakieś specjalne przesłanie – myśl.
– Polska na zawsze pozostanie w naszych sercach i pamięci!!!

Mieszkanka z Kijowa, która z rodziną przebywa w gminie Rzekuń:

Jesteśmy bardzo wdzięczni Polakom za pomoc, szczególnie tym, którzy dali nam mieszkanie, ubrania, wspierali tutaj, w Ostrołęce i Rzekuniu. Zawsze piszę o tym z wdzięcznością na Facebooku. Jednak dla mnie jest ciężko dać odpowiedź na wszystkie pytania, one przywołują bolesne wspomnienia.
Oprócz tego, większość moich przyjaciół jest w Ukrainie, jestem solidarna z nimi.
Przebywamy tutaj legalnie.
Jesteśmy u Was gośćmi, na pewno wrócimy do domu.

W tym co napisałam wcześniej jest jeszcze jeden problem. Są ludzie, którzy są agresywni wobec Ukraińców.
Martwię się o bezpieczeństwo naszych gospodarzy, którzy tak szczerze i dzielnie udzielili nam schronienia. Nastroje w kraju mogą się zmieniać, rosyjska propaganda może kłócić nasze narody. Na nas to na pewno nie wpłynie, bo dzięki Wam będziemy mieć tylko najlepsze wrażenia z Polski.

Ci „Ukraińcy”, którzy popierają Putina, po prostu nie są Ukraińcami. Nawet jeśli formalnie mają ukraiński paszport. Z historii wiadomo, że Związek Sowiecki deportował rdzennych mieszkańców Ukrainy do swoich granic (np. na Syberię). A zamiast nich osiedlili się ludzie bez zasad i wartości. Nigdzie po latach nie pojechali, nie zostali Ukraińcami. Więc nie bądź zaskoczony. Ukraińcy mają taki problem. Ale to nie jest postać masowa.

Nie wszystko w polityce jest takie czyste. Najważniejsze jest wygrać tę niesprawiedliwą wojnę, aby Ukraińcy mogli wrócić do domu. A Rosja nigdy nie była w stanie nikogo zaatakować.
Myślę, że wystarczająco podziękowałam Polakom.

Poniżej zamieszczamy podcast z moja-ostroleka.pl – rozmowę ze Swietłaną, która została również wspomniana przez jedną z Ukrainek.



Warto również posłuchać utworu Piotra Grzyba, który też ma swoje korzenie w Czarnowcu. Zupa Grzybowa i Larysa Tsoy.

Dziękujemy za napisanie kilku słów o sobie i o pobycie w naszych skromnych progach.
Dziękujemy, że mogliśmy Wam choć trochę pomóc.

W dniu tak ważnym dla całego cywilizowanego świata pragniemy zakończenia tej bezsensownej wojny.
Z tego miejsca życzymy wszystkim naszym ukraińskim przyjaciołom dużo dobroci i spełnienia marzeń.

Ze swojej strony chciałbym gorąco podziękować wszystkim mieszkańcom Czarnowca, którzy zaangażowali się w bezinteresowną pomoc podczas pobytu Ukraińców w naszych skromnych progach.

W czarnowieckiej świetlicy oraz u Pani Ewy mieszkali: Aleksander, Bohdana, Igor, Tatiana, Jekateryna, Konstanty, Maksymilian, Margeryta, Olena, Wladyslaw, Veronica.

Czarnowiec, 24 lutego 2023 r.
Marek Karczewski
Sołtys Czarnowca




Wspominamy mieszkańców Czarnowca

1 listopada – Święto Zmarłych – Wszystkich Świętych

Odejście bliskich jest dla nas zaskoczeniem, zawsze przychodzi nie w porę.
Pojawia się, zabiera i odchodzi, zostawiając w zamian nie dający się wyrazić ból.
Ból, który ukoić mogą wspomnienia.

Wspomnienia i myśli starzeją się, tak jak ludzie.
Ale niektóre myśli nigdy nie mogą się starzeć, a niektóre wspomnienia nigdy nie znikną.

Haruki Murakami




Jan Wyszomirski – (akta, zdjęcia)

Gdy 19 listopada 2020 roku pojawiła się publikacja Pana Jacka Pawłowskiego o zgromadzonych dotychczas faktach na temat dworu Wyszomirskich w Czarnowcu cały artykuł można przeczytać tu -> otrzymałem korespondencję z Warszawy od Pana Bartłomieja Marksa – krewnego rodu Wyszomirskich.
Poniżej przedstawiam treść korespondencji oraz część otrzymanych dokumentów na temat Jana Wyszomirskiego i rodziny:

  1. Szanowny Panie,
    Zupełnie przypadkiem trafiłem w Internecie na serię Pańskich artykułów dotyczących rodziny Wyszomirskich – przedwojennych właścicieli majątku Czarnowiec. Przeczytałem je z ogromnym zainteresowaniem, tak się bowiem składa że jestem dalekim krewnym bohaterów Pana opowieści – Maria Wyszomirska z d. Grabowska była starszą siostrą mojej praprababci Stanisławy Sabiny Milewskiej z d. Grabowskiej.
    Historia rodziny Wyszomirskich jest niezwykle smutna ale też fascynująca. Pańskie artykuły usystematyzowały moją wiedzę zebraną podczas badań genealogicznych, które prowadzę od jakiegoś czasu. Zawierają też szereg informacji nowych, bardzo ciekawych (zwłaszcza o Ludwice Trzasce). Bardzo ucieszyła mnie informacja, że Pan Sołtys chciałby kultywować pamięć o rodzinie Wyszomirskich, gdyż jak sądzę ich losy są tego warte. Z pewnością dobrze zasłużyli się Ojczyźnie, . Nie wiem czy w dalszym ciągu zajmuje się tą sprawą natomiast jeżeli tak to zapewne mógłbym w jakiś sposób uzupełnić zebrane do tej pory dane. Sam byłbym też ciekawy czy udało się Panu uzyskać informacje, których nie umieścił Pan w artykule (np. wspominał Pan o pewnych niejasnościach dotyczących wojennych losów Zygmunta, lecz nie rozwinął później tego tematu)? Może wśród mieszkańców Czarnowca zachowały się jakieś wspomnienia o mieszkańcach dworu? Czy udało się Panu dotrzeć do rodziny Trzasków i w jakiś sposób wciągnąć ich w ideę upamiętnienia Wyszomirskich w Czarnowcu? Ja wprawdzie nie mam z nimi bezpośredniego kontaktu (utrzymywała go do pewnego czasu moja Babcia), natomiast wiem gdzie ich szukać.
    Pana artykuł natchnął mnie też ideą by przyjechać do Czarnowca i zobaczyć miejsca związane z Wyszomirskimi.
    Bardzo dziękuję i pozdrawiam.
    Bartłomiej Marks

MK: Szanowny Panie Bartłomieju
Dziękuję, że nasze wspólne dzieło trafiło w Pana ręce.
Dzieło w mniejszym stopniu moje.
Całą pracę z opracowaniem i wyszukaniem materiałów wykonał Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca.

2. W załączeniu przesyłam też dalszy ciąg informacji – tym razem genealogicznych:)
drzewo Romana Wyszomirskiego (przodkowie i potomkowie)
metryki (niestety po rosyjsku ale osoby z naszymi PESELami jeszcze uczyły się tego języka:):
1) małżeństwa Romana i Marii
2) urodzin: Zygmunta, Jana, Zofii
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłą rozmowę
Bartłomiej Marks
PS. W najbliższym czasie postaram się dosłać dokumenty z IPN oraz zdjęcie mojego ojca w Katyniu

kliknij aby zobaczyć dokument PDF w wysokiej rozdzielczości

3. Dzień Dobry,
W nawiązaniu do naszej rozmowy przesyłam poniżej informację odnośnie książek p. Kazimierza Krajewskiego opisujących dzieje Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Są to:
„Życie i śmierć dla Polski”, Warszawa 2018, IPN
„Uderzeniowe Bataliony Kadrowe”, Warszawa 1993, IW PAX
W załączeniu natomiast przesyłam zdjęcia grobu Marii Wyszomirskiej zd. Grabowskiej – zarówno w starej odsłonie (sprzed remontu – jeszcze z rokiem śmierci w Katyniu Zygmunta – 1941 – wraz z moim ojcem corocznie zmienialiśmy 1 na 0 scyzorykiem) oraz już wygląd współczesny.

4. Dzień Dobry,
W załączeniu przesyłam zdjęcia z Katynia oraz informację nt. Trzasków:
http://optyktrzaska.pl/o-nas-2/
Pozdrawiam
Bartłomiej Marks

MK: Pytanie zasadnicze:
Czy te podesłane zdjęcia dokumentów są dostępne gdzieś w sieci?
Czyli skany tych dokumentów?
Ze zdjęć niestety wiele rzeczy nie mogę odczytać.
Widzę, że zdjęcia robione z monitora.
Czy tak?

5. Dzień Dobry,
Niestety, dokumenty z IPN zbierałem na własny użytek a większość z nich udostępniono mi w postaci skanów na komputerze. Robiłem więc zdjęcia ekranowi komputera… Siłą rzeczy, tak jak napisałem, niewiele z tego da się wykorzystać do jakiejś publikacji, a szkoda bo są tam takie „kwiatki” jak protokół przesłuchania po rosyjsku.
Nie sądzę żeby gdziekolwiek indziej dokumenty te były jeszcze dostępne.
Pozdrawiam
Bartłomiej Marks

Ciąg dalszy nastąpi?

To czy przesłane dokumenty przez Pana Bartłomieja da się wykorzystać do publikacji pozostawiam specjaliście w tym zakresie czyli Panu Jackowi Pawłowskiemu.

To jest zajawka artykułu o Janie Wyszomirskim i ciągu dalszym smutnych losów rodziny Wyszomirskich z Czarnowca.

Pozyskane zdjęcia z Janem Wyszomirskim:
– Muzeum Żołnierzy Wyklętych
– ?

wykorzystano:
foto tytułowe – Jacek Karczewski Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce
skany zdjęć z kolekcji – Bartłomiej Marks

Marek Karczewski




Z wielkim smutkiem żegnamy Gospodarza Świetlicy

W ostatnią niedzielę, 14 marca 2021r. do wieczności odszedł nasz nieodżałowany Gospodarz Świetlicy wiejskiej w Czarnowcu – EUGENIUSZ ŁĘPICKI (1956-2021)

Eugeniusz Łępicki, lat 65.
Nabożeństwo żałobne odprawione zostanie w środę 17 marca o godz.14:00 w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Rzekuniu.
– różaniec (wtorek) 16.03, 17:00 (rodzina)
– różaniec (środa) 17.03, 12:00 Olszewo-Borki Wyspiańskiego 2

Wyrazy głębokiego współczucia dla rodziny.

/MK/