Z ciekawostek kolejnictwa czarnowieckiego

Nad naszą wsią przeleciał meteoryt…

Gdy na niebie dogasały już ostatnie perseidy, przez Czarnowiec przemknęły niczym meteory dwa pociągi Intercity TLK.

Stało się to nawet małą lokalną sensacją. Rozniosło się po okolicy i
tak zapadło ludziom w pamięć, że podobno w środę 4 września w pociągu
Ostrołęka – Tłuszcz pasażerka chciała kupić u konduktorki bilet na
pociąg pospieszny.

Ostatni taki pociąg był widziany w rozkładzie
jazdy z Ostrołęki ponad dwie dekady temu, ale pasażerka utrzymywała, że
nie dalej jak parę dni temu widziała tu właśnie pospieszny i takimż
chciała jechać. A rozmawiała z konduktorką, a nie z kasjerką, bo na
odległej od naszej wsi o niecałe trzy kilometry stacji w mieście
Ostrołęka nie ma kasy. Nie ma nawet automatu z biletami. Ale to na
marginesie.

Pociągi Branicki i Hańcza pojechały przez nasze
okolice awaryjnie. Bo 27 i 30 sierpnia przez kilka godzin nieprzejezdna
była trasa Warszawa – Białystok.

Tu i ówdzie pojawiły się
opinie, że skoro mogą u nas jeździć Intercity awaryjnie, to dlaczego nie
jeżdżą regularnie. Skoro już żyjemy na tym ważnym kolejowym szlaku…

Ano dlatego, że w przekazywanych informacjach, plotkach i pogłoskach
jest kilka mitów i niedopowiedzeń, które trzeba rozwiać i dopowiedzieć.

Po pierwsze, awaryjne przetoczenie tych pociągów między Łapami a
Ostrołęką było niezłą kombinacją logistyczną. Warto pamiętać, że jest to
linia niezelektryfikowana, więc do pociągów normalnie napędzanych
elektrycznymi lokomotywami, trzeba było znaleźć spalinowe. Do służby
pasażerom zapuściły więc silniki lokomotywy na co dzień ciągnące składy
towarowe.

Po drugie, wbrew nazwie Intercity, przez Czarnowiec i
Ostrołękę nie pojechały ekspresy, tylko pociągi pospieszne. Jedni, jak
wspomniana pasażerka, poprawnie zapamiętali pospieszne. Inni uznali, że
jak Intercity, to musiały być ekspresy. Warto więc zwrócić uwagę na trzy
litery: TLK, przy nazwie Intercity. Skrótowiec ten rozwija się do
nazwy: Twoje Linie Kolejowe. Zanim zostały wchłonięte przez Intercity,
pociągi te nosiły nazwę: Tanie Linie Kolejowe. Z nazwy „tanie” jednak
zrezygnowano. Prawdopodobnie dlatego, że pociągi w Polsce nie mogą być
tanie. Może gdzieś został wydany odgórny zakaz uruchamiania tanich
pociągów. Ale to znowu na marginesie.

TLK jest obecnie marką
handlową pociągów pospiesznych, dofinansowywanych przez państwo. W jej
barwach jeżdżą składy złożone z wagonów ciągniętych przez lokomotywę.
Tymczasem większość ekspresów Intercity to pociągi bezlokomotywowe i
bezwagonowe. Pendolina oraz jeżdżące na trasie warszawsko-białostockiej
Darty, to elektryczne zespoły trakcyjne. Składają się nie z wagonów, a z
członów, a jednostka napędowa jest trwale wbudowana w zespół.

Nieprzypadkowo więc przez Czarnowiec przejechały: Hańcza i Branicki. Po
prostu: tam gdzie nie ma trakcji elektrycznej, można je było pociągnąć
lokomotywami spalinowymi. Tymczasem na ropę żaden Dart nie ruszy,
choćby nie wiem co. Nawet nie ma gdzie jej wlać. Nowoczesny elektryczny
ekspres do Ostrołęki od strony Łap na pewno nie nadjedzie.

Awaryjny przejazd Hańczy i Branickiego pokazał jednak, że linia z
Ostrołęki do Białegostoku jest już przejezdna na całej długości. Mogłyby
nią jeździć regularne pociągi pasażerskie. Przy obecnym popycie na
jazdę transportem publicznym wystarczyłby niewielki spalinowy autobus
szynowy. Gdy lokalna drogowa komunikacja autobusowa praktycznie zamarła,
pociąg do Białegostoku wydaje się rozsądną alternatywą. Pociąg
(szynobus) nie stoi w korkach. Do pociągu (szynobusu) można zabrać rower

A z Czarnowca do stacji kolejowej jest przecież dwa razy bliżej niż do dworca autobusowego. (JP)