Ludność wiejska domaga się kolonij

Działo się to nie w Czarnowcu, a w Rzekuniu. Ale na zebraniu była „ludność wiejska”. Zapewne z wielu wiosek. „Ludność wiejska” na tym zebraniu „powzięła rezolucję, domagającą się przyznania Polsce zamorskich terenów zdatnych pod kolonizację, zakrojoną na miarę potrzeb polskich”. Tak oto „ludność wiejska” z naszej gminy dołożyła swoje trzy grosze do polskiej polityki zagranicznej, w listopadzie 1936 roku.

Notatka prasowa jest lakoniczna. Nie zapisano przebiegu dyskusji czy trybu powzinania rezolucji. Znany jest jednak bardzo ciekawy kontekst – mocarstwowych rojeń przedwojennej Polski o tym, żeby mieć zamorskie kolonie.

Notatka w „Przeglądzie Ostrołęckim”, grudzień 1936

Ktoś mógłby te rojenia obśmiać. Ubogi kraj, w którym co piąty obywatel był analfabetą, a bezrobotni nie mieli butów i opału na zimę, chciał być mocarstwem kolonialnym…

Ale można odwrócić to myślenie. Gdyby Polska miała zamorskie terytoria i mogła czerpać z ich bogactw, Polacy żyliby dostatniej. I taki miraż roztaczano w II Rzeczpospolitej. I trzeba przyznać, że wizja bogactwa zbudowanego na eksploatowaniu zamorskich terytoriów trafiła na podatny grunt. Organizacja o nazwie Liga Morska i Kolonialna liczyła w szczycie swej popularności milion członków. W organizowanych co roku Dniach Kolonialnych, uczestniczyło w całej Polsce po dziesięć milionów ludzi.

Zwolennicy polskiego kolonializmu uzasadniali tę potrzebę w sposób, któremu trudno odmówić logiki. Skoro II Rzeczpospolita powstała na gruzach mocarstw pokonanych w wojnie światowej, to powinna mieć swój udział w ich zamorskich terytoriach. Dokładnie w takiej części, jaką odrodzona Rzeczpospolita wzięła z dawnego imperium niemieckiego w Europie. W debacie publicznej domagano się dla Polski Kamerunu, Madagaskaru, większych wpływów w Paranie i Paragwaju, a także w Palestynie. Pojawiały się też Liberia i Angola.

Zamorskie kolonie były więc obiektem zbiorowych marzeń Polaków, jak – nie przymierzając – autostrady na pod koniec XX wieku. W prasie pojawiały się postulaty, aby każdy to wróci z egzotycznej podróży, spisywał i dzielił się z innymi swoimi spostrzeżeniami. W ten sposób Polacy mieli zyskać zbiorową mądrość pozwalającą na przyszłe opanowanie i zagospodarowanie „kolonij”. Liga Morska i Kolonialna postulowała utworzenie uczelni, która przygotowywałaby osadników i kolonijnych urzędników do wprowadzania polskiej administracji na zamorskich terytoriach.

Dziś plany rozszerzania Polski nie tylko od morza do morza, ale i daleko za morza, mogą wydawać się cokolwiek dziwne. W dwudziestoleciu międzywojennym nie tylko Polska chciała zamorskich terytoriów. Kolonii domagała się na przykład… Czechosłowacja – państwo nie mające dostępu do morza.

Dla umocnienia prokolonialnego ducha, w Polsce organizowano do roku Dni Kolonialne. Powiat ostrołęcki był jednym z jaśniejszych punktów na mapie kraju po względem rozmachu i frekwencji na Dniach Kolonialnych. W tym samym 1936 roku, gdy w Rzekuniu „ludność wiejska” „powzięła rezolucję”, w Ostrołęce odbył się „wiec manifestacyjny”, na którym „licznie zebrane społeczeństwo” również „powzięło rezolucję domagającą się przyznania Polsce terenów zamorskich, mogących zaspokoić głód ziemi i pracy” . Nastąpiło to „po przemówieniu p. sędziego Markowicza” – donosił „Przegląd Ostrołęcki”.

Notatka z „Przeglądu Ostrołęckiego” opisująca przebieg Dni Kolonialnych w Ostrołęce w listopadzie 1936 r.

Dni Kolonialne miewały w różnych miejscach wizualną oprawę. W Narodowym Archiwum Cyfrowym zachowały się zdjęcia „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” pokazujące jak w czasie propagandowej manifestacji stateczni panowie w kapeluszach idą pod papierowymi palmami. Dziś taka scena uwieczniona na zdjęciu miałaby – jak to się mówi – memotwórczy potencjał. Wtedy jednak do wizji Polaków gospodarujących pod palmami podchodzono bardzo poważnie. Z powagą również – w ramach tychże dni – na polskiej prowincji usiłowano demonstrować morską potęgę Polski. Na licznych wtedy rzekach i rozlewiskach, wiejska młodzież ubijała z żerdzi tratwy, obsadzała na nich maszty z żaglem i banderą, przebierała za marynarzy. Takie grupy rekonstrukcyjne były nieodłącznym elementem różnych dni morza i dni kolonialnych.

Fragment zdjęcia z „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Demonstracja domagająca się kolonii dla Polski. Kraków, 1938 r. Zdjęcie z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Z tamtych czasów pozostały ślady w literaturze. Wiersz Juliana Tuwima „Murzynek Bambo” po raz pierwszy został opublikowany w „Wiadomościach Literackich” w 1935 roku. Czyli rok przed wspomnianym zebraniem „ludności wiejskiej” w Rzekuniu. Dziś wierszykowi temu usiłuje się przypisać rasistowskość. A Tuwim wtedy pisał „szkoda, że Bambo czarny wesoły nie chodzi razem z nami do szkoły” i próbował pokazać, że Bambo wiedzie podobny tryb życia jak polskie dzieci – chodzi do szkoły, uczy się, psoci, figluje i chodzi po drzewach. Bo – przypomnijmy – zanim nadeszła epoka miękkich pianek na placach zabaw, ulubioną zabawą dzieci było chodzenie po drzewach. Pod każdą szerokością geograficzną. Na drzewa wspinała się inna dziecięca postać literacka – Pipi Langstrumpf. I było to w Szwecji 🙂

Ale wróćmy do II Rzeczpospolitej. Idea polskiego kolonializmu nie została nigdy zrealizowana. Rezolucja rzekuńska pozostała tylko rezolucją. Chociaż dziś, po latach, warto zadać sobie pytanie jak należałoby nazwać taki system gospodarowania, w którym zamożność obywateli nie została wypracowana w kraju, a pochodziłaby z bogactw naturalnych i pracy ludności zamieszkującej zamorskie terytoria zależne. (JP)

Plakat propagandowy Ligi Morskiej i Kolonialnej z 1936 roku



Będzie tablica u Wyszomirskich

Dnia 12 września 2020 roku przy ulicy Kasztanowej w Czarnowcu odbyło się spotkanie inicjatorów powstania miejsca upamiętniającego po już nieistniejącym Dworze Wyszomirskich.
O Dworze pisaliśmy obszernie tu: cz.1, cz.2, cz.3, cz.4
Są to opracowania Pana Jacka Pawłowskiego z Czarnowca.

Na zebraniu sołeckim, które odbyło się dnia 4 września 2020r. mieszkańcy, uczestnicy zebrania postanowili, że pewną kwotę funduszu sołeckiego należy przeznaczyć na upamiętnienie ostatnich właścicieli dworku w Czarnowcu.

Dziś na rannym spotkaniu ustalono wstępnie, że tablica informacyjna ma stanąć przy ulicy Kasztanowej w okolicy zespołu lip – pomnika przyrody.

Do sprawy upamiętnienia tego miejsca oraz charakteru w jaki sposób będzie to zaprezentowane będziemy wracać. Obecnie trwają konsultacje inicjatorów.

Na spotkaniu dnia 12.09.2020 byli obecni mieszkańcy Czarnowca:
– Jan Grzyb – rekonstruktor ułański, członek stowarzyszenia ułanów;
– Krzysztof Chojnowski – właściciel i redaktor naczelny portalu Moja-Ostroleka.pl;
– Zdzisław Gadomski – Nadleśniczy Nadleśnictwa Ostrołęka, zarządca terenu przy ul. Kasztanowej;
– Marek Karczewski – Sołtys Sołectwa Czarnowiec;
– Jacek Pawłowski – redaktor, autor opracowań historycznych o Czarnowcu.

Piękne zdjęcia z lotu ptaka i film wykonał Krzysztof Chojnowski




Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów

Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów
Ciekawostka historyczna o Czarnowcu, w której niewiadomych jest co najmniej tyle, co danych. Uwagi i poprawki mile widziane.

W Archiwum Państwowym w Białymstoku znajdują się dokumenty administracji carskiej z XIX wieku. 6 października 1977 roku operator pracowni mikrofilmowej Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie Halina Olszak sporządziła z nich mikrofilmy. Dokumenty te – z dziewiętnastowiecznego rosyjskiego na polski – przełożył nam Pan Michaił Barkowski, znakomity tłumacz i niezawodny Kolega, prowadzący na Facebooku świetny profil @niestrasznyrosyjski. Za co serdecznie dziękujemy. Bo to kawał dobrej roboty był.

Wątpliwości Tłumacza rozstrzygaliśmy własnym rozumem. Jeżeli ktokolwiek oglądając kopie akt, stwierdzi że jakieś rozstrzygnięcie było nietrafne bądź niesłuszne, reklamację pokornie przyjmiemy.Najogólniej rzecz biorąc, załączone tu archiwalia, zawierają dokumentację opisującą własność gospodarstw pól i lasów w Czarnowcu po uwłaszczeniu chłopów w Królestwie Polskim przez cara Aleksandra II w 1864 roku. Gdyby chcieć to jakoś odnieść do współczesności, to co do metody i skutków przypomina to trochę Powszechny Spis Rolny (w tym roku trwa kolejny spis). Jednak jego przyczyny, przesłanki i państwo przeprowadzające były zupełnie inne. Własność ziem na polskiej wsi w XIX wieku to bardzo skomplikowane zagadnienie.

W bardzo wielkim, być może zbyt wielkim, uproszczeniu można powiedzieć, że przed uwłaszczeniem chłopi posiadali niewielkie kawałki ziemi, ale nie byli ich właścicielami. Własność należała do szlachty. Chłopi za możliwość posiadania swych gospodarstw odrabiali pańszczyznę lub płacili czynsz (w pracy, w naturze, w gotówce). Posiadanie a własność to były (i są zresztą do dziś) dwa różne tytuły prawne do nieruchomości. Ruchomości takoż. Żeby zyskać poparcie chłopów dla powstania styczniowego polski Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 r. ogłosił, że chłopi stają się właścicielami swoich gospodarstw bez konieczności wykupywania się od właścicieli ziemskich. Mniej więcej miesiąc przed upadkiem powstania, 2 marca (19 lutego w obowiązującym w Rosji kalendarzu juliańskim) car wydał ukaz, w którym uwłaszczał chłopów na tych samych zasadach, co rząd powstańczy. W ten sposób osiągnął polityczny cel.

I znowu w dużym uproszczeniu… pokazał chłopom: zobaczcie, macie od rosyjskiej administracji to samo co od powstańczego rządu. Jednocześnie, jak ujmuje to część polskich historyków, car wbił w ten sposób klin między dwory a wsie. Uwłaszczenie na prawie carskim musiało generować konflikty, a – jak wiadomo nie od dziś – skonfliktowane społeczeństwo jest mniej skłonne do buntowania się przeciw władzy. Chłopi stali się więc właścicielami swoich zabudowań i pól. Zamiast czynszu do dziedzica mieli wnosić podatek gruntowy do skarbu. Właściciele ziemscy mieli prawo do odszkodowania od państwa za utracone grunty rolne. Pastwiska oraz lasy formalnie pozostały własnością ziemian, ale chłopi mieli prawo paść na nich swe zwierzęta i pozyskiwać z lasu opał oraz drewno budowlane. Żeby zapobiec rabunkowej gospodarce w lasach, lokalni urzędnicy rosyjskiej administracji mieli ustalać ile i jakiego drewna chłopi mogą pozyskać z dworskich lasów. Ziemi nie dostali chłopi bezrolni i robotnicy folwarczni, no bo przecież przed uwłaszczeniem jej nie posiadali. Mieli dostać ją z gruntów państwowych, bezpańskich albo opuszczonych. Niestety gruntów takich było mniej niż chętnych. W drugiej połowie XIX wieku tworzyli więc półmilionową rzeszę tzw. wolnych najmitów. Wolnych od jakiejkolwiek własności, a najmujących się do prac w folwarkach i z tego żyjących. Do wolnych najmitów zaliczali się również chłopscy bankruci, którzy z powodu nieurodzajów, klęsk żywiołowych nie byli w stanie płacić wygórowanych podatków i tracili w ten sposób swoje gospodarstwa (patrz „Wolny najmita” Marii Konopnickiej).

Któż więc gospodarował na Czarnowcu po uwłaszczeniu na mocy ukazu z 1864 roku. Pokazuje to tabela w załączonych dokumentach. Figurują w niej następujący gospodarze, których nazwiska zapisano cyrylicą i przypisano im rosyjskie odpowiedniki polskich imion. Polskie imiona podajemy w nawiasach. Poniższe zestawienie może zawierać niewielkie błędy i odstępstwa, a także braki, wynikające z tego, że po pierwsze w XIX wieku w rosyjskim występowały niektóre litery, których nie ma we współczesnym rosyjskim alfabecie. Po drugie, odręczne pismo urzędnika sporządzającego protokoły i tabele jest miejscami zwyczajnie nieczytelne.

1. Dribnica Iwan (Jan Dribnica/Drybnica/Drobnica)
2. Kowalczyk Michaił (Michał)
3. Ambroziak Wikentij (Wincenty)
4. Lewicki Stepan (Stefan)
5. Laskowski Osip (Józef)
6. Chludziński Paulin
7. Wasilewski Francisk (Franciszek)
8. Stefaniak Andriej (Andrzej)
9. Lis Foma (Tomasz)
10. Tymuś Marcin
11. Słowikowski Francisk (Franciszek)
12. Złotkowski Samuel
13. Malinowski Foma (Tomasz)
14. Lis Szymon
15. Lis Iwan (Jan)
16. Iłonak lub Iłosznak (nieczytelne nazwisko) Walenty
17. Kruk Piotr.

W kolejnych kolumnach tabeli znajdują się wyrażone w morgach i prętach (rosyjskie odpowiedniki polskich liter M i P w główkach tabeli) powierzchnie poszczególnych rodzajów użytków.
Od lewej:
* budynek mieszkalny z ogródkiem lub bez ogródka
* grunty orne
* łąki
* pastwiska
* nieużytki
* razem.
Ostatnie dwie kolumny tabeli to wyrażony w rublach i kopiejkach „rozmiar zniesionej powinności podlegającej wynagrodzeniu od Rządu na mocy art. 14-26 Ukazu o Komisji Likwidacyjnej”. Tu pojawia się nowe pojęcie – „Komisja Likwidacyjna”. Wyjaśnijmy więc, że był to organ administracji carskiej na ziemiach zaboru rosyjskiego mający operacyjnie przeprowadzić uwłaszczenie – nadać nowe tytuły własności, porachować grunta oraz na tej podstawie obliczyć odszkodowania należne właścicielom ziemskim. Przewodniczącym Centralnej Komisji był J. Sołowiow, członkami zaś – Brunschweig i W. Trubnikow. W podsumowaniu działań komisji w Czarnowcu czytamy, że 2 kwietnia (21 marca) 1866 roku zostało oficjalnie i ostatecznie zatwierdzone nadanie wyżej wymienionym mieszkańcom Czarnowca w sumie 27 mórg i 285 prętów użytków rolnych, i 16 prętów nieużytków.

Dawny właściciel wsi Czarnowiec Władysław Czerniejewski otrzymał za to 546 rubli i 72 kopiejki odszkodowania. Rzecz jasna, majątek ziemski Czerniejewskiego został uszczuplony, ale nie ograbiony. Ówczesny właściciel dworu w Czarnowcu nadal miał swoją ziemię, która wcześniej nie była w posiadaniu chłopów. Na innych archiwalnych kartach można wyczytać również na jakich zasadach uwłaszczeni chłopi z Czarnowca mogli korzystać z dworskich pastwisk i lasów. Trudno wyjaśnić to w przystępny sposób, ale żeby dać Czytelnikom pewien ogląd sytuacji, wrzucamy kilka dosłownych, przetłumaczonych, cytatów.

Pierwszy, ze względu na nieczytelność niektórych odręcznie spisanych słów, polega po części na domysłach i tak naprawdę nie jest cytatem, a omówieniem. Tak czy inaczej spróbujmy…”(…) wszystkie gospodarstwa od nr 1 do nr 20 mają prawo do wypasania bydła [?], mogą otrzymywać siano, [jest coś o liczbie sztuk bydła]; wszystkie uwłaszczone gospodarstwa mają prawo do zbierania w lesie chrustu, suszki oraz wywrotów niezdatnych do użycia w budownictwie, każde gospodarstw po 76 jednokonnych wozów. [dalej jest coś o wyrębach] Każda osada ma prawo do otrzymania rocznie po 50 żerdzi z jesionu lub olchy lub, przy braku żerdzi, po 4 wozy chrustu [dalej fragment nieczytelny], prawo do otrzymywania rocznie drzew sosnowych o średnicy 20 cali”. Kolejne wpisy dotyczą rozstrzygnięć administracji carskiej z późniejszych lat – 1872, 1875, 1878, 1880.”(…) postanowiono, że przynależny folwarkowi Czarnowiec las obciążony na mocy niniejszej tabeli serwitutami włościan obejmuje 587 mórg i 77 prętów i oddzielony jest od lasu przynależnego folwarkowi Dzbenin miedzą biegnąca od wsi szlacheckiej Kaczyny-Tobolice poprzez łąkę [nazwa mało czytelna – Krzykiew? – przypis Tłumacza], a od tejże łąki – przez działkę z lasem liściastym w kierunku na wprost lasu sosnowego do granicy wsi szlacheckiej Korczaki”. „(…) postanowiono co następuje: przyznać na mocy niniejszej tabeli likwidacyjnej po 76 wozów jednokonnych z paliwem na osadę, co równa się 26 wozom parokonnym, a zatem 1520 przyznanych na całą wieś wozów jednokonnych z powyższym materiałem stanowią odpowiednik 520 wozów parokonnych rocznie oraz przyznać na mocy tejże tabeli po 50 żerdzi na osadę [wyraz nieczytelny] o długości 3 sążnie i grubości 3 cale w średnicy”.

Jest też wpis z 1903 roku. Bardzo obszerny, liczący około dwóch tysięcy znaków. Niezwykle szczegółowo i dość hermetycznie opisuje on zależności i stosunki ziemskie w Czarnowcu po tym jak w 1900 roku właścicielka dóbr Czarnowiec Antonina Michniewicz zawarła porozumienie ze wszystkimi włościanami wsi Czarnowiec, na mocy której włościanie zrzekli się na jej rzecz praw do serwitutów leśnych i pastwiskowych, w zamian za co otrzymali na własność część gruntów dworskich. Dalej jest istny labirynt sążni, dziesięcin, serwituów, mórg, prętów. Żeby się w tym połapać, trzeba by jakiegoś rzeczoznawcy w dziedzinie zarządzania nieruchomościami z doktoratem z historii 🙂

W tamtych czasach to wielce skomplikowane przekształcenie gruntowe rozmierzył i rozliczył mierniczy Julian Płaczkowski.

2020.08.23 /Jacek Pawłowski/

Objaśnienia pojęć za Wikipedia:
1. sążni (sążnia) – Sążeń – niemetryczna, antropometryczna jednostka długości. Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna.
W Polsce sążeń (lub inaczej siąg) zmieniał się na przestrzeni wieków, oscylując w granicach 2 metrów:
– sążeń staropolski – 1,786 m (według konstytucji 1764),
– sążeń nowopolski – 1,728 m = 3 łokcie = 6 stóp = 72 cale = 864 linie (obowiązywał w Królestwie Polskim 1819-1848)
2. mórg (morg) – Morga (także mórg, jutrzyna) – historyczna jednostka powierzchni, używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła – zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi w Europie 0,33–1,07 hektara.
3. dziesięcin – (dziesięcina) – Dziesięcina, także: dziesiatyna – dawna miara powierzchni gruntu.
Dziesięcina na terenach zaboru rosyjskiego, które nie tworzyły Królestwa Kongresowego, czyli na wschód od Bugu i linii Ciechanowiec-Łapy-Tykocin-Biebrza-Niemen, w XIX wieku i na początku XX, była urzędową miarą powierzchni gruntów.
Stosowane były dwie jednostki o tej nazwie:
– dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha, inne przeliczenia tej miary: 1 dziesięcina = 2400 sążni kw. = 1,9508 morgów n. p. = 109,252 arów
– dziesięcina tzw. większa (o 1/3, nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha.
Obie były stosowane równolegle, co stwarza trudność w przeliczaniu wielkości gruntów na dzisiejsze jednostki.
4. serwituów – Serwitut, serwituty – uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich łąk i pastwisk oraz lasów, wywodzące się z okresu feudalnego, będące powodem licznych zatargów między wsią a dworem. Na ziemiach polskich zostały zlikwidowane w większości do końca XIX w. Sprawę serwitutów regulowała ustawa z dnia 7 maja 1920 r. o likwidacji serwitutów na terenie b. Królestwa Kongresowego i rozporządzenie Prezydenta z dnia 1 lutego 1927 r.
Część lasu objętą serwitutem nazywano cerklem lub cyrklem. Serwituty, zwane też służebnościami, były rodzajem prawa rzeczowego. Serwituty oparte były na aktach jednostronnych (np. przywilejach nadanych osadźcom wsi przez królów polskich), na umowach ustnych lub zwyczajach. Początkowo serwituty dotyczyły własności królewskiej lub dworskiej, później w miarę, jak zmieniali się właściciele lasów, również prywatnej lub państwowej.
5. prętów – Pręt – historyczna miara długości i powierzchni.
– Miary rolne i budowlane:
1 pręt = 2,5 sążnia = 4,32 m
– Rolne miary powierzchni:
1 pręt kwadratowy = 18,66 m2
6. żerdzi – Żerdź – strzała drzewa lub jej część o średnicy mierzonej w odległości 1 metra od grubszego końca (tzw. średnicy znamionowej, przy uwzględnieniu kory) wynoszącej dla drzew iglastych 7-14 cm, dla drzew liściastych 7-18 cm. W sortymentacji drewna jest to drewno okrągłe średniowymiarowe. Wyróżnia się żerdzie użytkowe i przemysłowe.
7. Chrust – małowymiarowy sortyment drzewny. Rozróżniany jest w dwóch odmianach: jako chrust opałowy oraz chrust użytkowy.
8. Suszka – w leśnictwie określenie na stojące, częściowo lub całkowicie martwe, suche drzewo, zamarłe na skutek działania szkodliwych czynników, np.: owadów lub grzybów, zanieczyszczeń atmosferycznych, bądź z powodu naturalnego procesu starzenia rośliny.
9. wywrotów – Wywrót, wykrot, wiatrował – drzewo z naderwanym korzeniem, lub całkowicie wywrócone w wyniku działania wiatru.




Czarnowiec i Wyszomirscy cz. IV

CZARNOWIEC I WYSZOMIRSCY cz. IV

W Józefowcu, na Józefowskiej, Józef Światło wyszedł z ciemności.
Jakkolwiek głupio to nie brzmi, tak właśnie było.

Znany na całym świecie oficer komunistycznej bezpieki, który uciekł na
Zachód, był tak ukryty, że nie wiadomo było nawet czy żyje, czy nie
żyje.

Data jego śmierci została oficjalnie ujawniona dla potrzeb
śledztwa dotyczącego mordu sądowego popełnionego na Janie Wyszomirskim z
Czarnowca.

(* * *)

Jest 6 sierpnia 2010 roku. Na
katowickim osiedlu Józefowiec życie toczy się powoli. Wręcz sennie. Jak
to w piątek w środku wakacji. Co jakiś czas słychać samochody
przeciskające się uliczkami wśród jedenastopiętrowych bloków. Z radia,
nastawionego w osiedlowym spożywczaku, dobiegają słowa transmitowanej na
żywo przysięgi prezydenckiej. Tego dnia Bronisław Komorowski obejmuje
urząd głowy państwa.

Józefowiacy z niepewnością spoglądają w
niebo. Zastanawiają się: jechać na weekend do Wisły albo Ustronia, czy
nie jechać. Wczesnym popołudniem termometry wskazują wprawdzie 26
stopni i jest duszno, ale pogodynki w telewizjach ostrzegają przed
nadchodzącą falą ulew i nawałnic. Ktoś wychodzi właśnie z piwnicy bloku,
taszcząc oburącz dachowy bagażnik na rowery. Stoi chwilę na parkingu i
zawraca do wejścia…

W jednopiętrowym biurowcu przy ulicy
Józefowskiej, w którym mieści się oddział Instytutu Pamięci Narodowej,
prokurator Marzena Matysik-Folga kończy pisać postanowienie o umorzeniu
śledztwa. Dotyczy ono zbrodni komunistycznych popełnionych w latach
1944-45 przez oficerów bezpieki Józefa Światłę i Mieczysława
Godlewskiego. Śledztwo musiało zostać umorzone bo obaj sprawcy nie
żyją. Zmarłych – z oczywistych względów – nie da się postawić przed
sądem i wtrącić do więzienia.

Prokuratorka, zanim wydrukuje
postanowienie wraz z uzasadnieniem, przegląda jeszcze dokument pod kątem
pisowni. Skupia się na nazwiskach. Światło, Godlewski, Briesemeister,
Lipka, Grądzki, Wyszomirski…

Jan Wyszomirski, pseudonim „Wroński”. Zgadza się.

Kolejne nazwiska, kolejne daty, kolejne nazwy własne. Dokument jest
obszerny. Wielowątkowe śledztwo, z mnóstwem pokrzywdzonych i świadków.

Edytor Word, który zawsze chce być mądrzejszy od autora, złośliwie
zamienia w tym dokumencie łagier w Workucie na łagier w… Workujcie.

( * * * )

„Workujcie!” – krzyczy do pracowników folwarku w Czarnowcu, właściciel siedemdziesięciohektarowego majątku Roman Wyszomirski (17.02.1868-Pniewo – ?.?.1935-Czarnowiec). Polecenie właściciela z trudem przedziera się przez hałas kieratowej młocarni. Z wylotów maszyny właśnie zaczęły wysypywać się pierwsze ziarna wymłóconego zboża. Trzeba wsypać je do worków.

W tumanach kurzu
Roman czuje że zaschło mu w gardle. Bierze blaszany kubek z ręcznie
namalowaną niezapominajką. Zagłębia go w kance z kompotem
morwowo-jeżynowym. Na wyloty młocarni nałożone są już worki i zaciśnięte
zatrzaski. Widać jak pęcznieją pod wpływem wpadających do nich ziaren.

Jest koniec lata. I początek lat 30. XX wieku. Roman Wyszomirski może
być dumny. Gospodarstwo kwitnie. Dzieci dorastają. Starszy syn Zygmunt
jest na studiach rolniczych w Cieszynie. Młodszy – Jan – właśnie dostał
się na elitarny Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej.
Wcześniej ukończył ostrołęckie Gimnazjum imienia Króla Stanisława
Leszczyńskiego.

STUDIA JANA WYSZOMIRSKIEGO I ZNAJOMOŚĆ Z PIASECKIM

Janowi Wyszomirskiemu przychodzi studiować w burzliwym okresie dla
świata akademickiego. Władza państwowa ogranicza autonomię uczelni
wyższych, podwyższane są stawki czesnego, dochodzi do protestów
studenckich, które nierzadko mają burzliwy przebieg.

W czasie
studiów Jan Wyszomirski poznaje Bolesława Piaseckiego, studenta Wydziału
Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i kierownika akademickiego oddziału
Obozu Wielkiej Polski i działacza Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego.

Na studiach Jan Wyszomirski odbywa obowiązkowe przeszkolenie
wojskowe i jako podchorąży zostaje przeniesiony do rezerwy. W czasie
mobilizacji w 1939 roku trafia do 102 rezerwowego pułku ułanów w
Wołkowysku – 90 kilometrów na wschód od Białegostoku. Miał on stanowić
wsparcie dla Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. W pierwszych
tygodniach wojny obronnej koncepcja wykorzystania rezerwowych sił
kawalerii zmieniała się.

Z ODDZIAŁEM WYDZIELONYM PIECHOTĄ DO WARSZAWY

Gdy 17 września Polskę zaatakował Związek Sowiecki, naczelny wódz
rozkazał: „z bolszewikami nie walczyć”, chyba że w obronie własnej. 102
pułk ułanów walczył więc w obronie Grodna. Obrona miasta nie powiodła
się. 22 września sowieci wkroczyli do miasta.

Część żołnierzy
102 pułku ułanów – w tym Jan Wyszomirski – przedostała się do wsi
Podmacharce nad Jeziorem Serwy między Sejnami a Augustowem. Tam
dołączyli do 110 pułku rezerwowego, dowodzonego wówczas przez majora
Henryka Dobrzańskiego (późniejszego „Hubala”).

Żołnierze
Dobrzańskiego, w tym Wyszomirski, nie podporządkowali się rozkazowi aby
wycofać się na Litwę i rozformować jednostki. Ruszyli w kierunku
oblężonej Warszawy przez Grajewo, Stawiski, Łomżę, Czerwony Bór i Ostrów
Mazowiecką. W drodze przyjęli nazwę Oddział Wydzielony Wojska Polskiego
mjr. Dobrzańskiego.

Nie zdążyli pomóc w obronie stolicy. 28
września wieczorem, gdy byli pod Wołominem, dotarła do nich wiadomość,
że Warszawa skapitulowała.

Oddział Dobrzańskiego wyruszył więc
na południe do Dęblina. Tam przeprawił się przez Wisłę na Kielecczyznę.
Dowódca zarządził, że będą prowadzić walkę partyzancką. Żołnierze
przyjęli konspiracyjne pseudonimy. Dobrzański został „Hubalem”. W Górach
Świętokrzyskich walczyli z Niemcami do kwietnia 1940 roku, gdy ich
dowódca został zastrzelony przez wroga pod Anielinem.

Z
dostępnych mi źródeł nie wynika, w którym momencie Jan Wyszomirski
przedostał się do Warszawy. Czy walczył z „Hubalem” do końca, czy też
odłączył się od oddziału wcześniej? W czasie działania „oddziału
wydzielonego” były dwa momenty, gdy część żołnierzy zrezygnowała z
dalszej walki pod dowództwem Dobrzańskiego. Pierwszy raz – po
kapitulacji Warszawy, 28 września 1939 roku dowódca dał żołnierzom
możliwość wyboru – iść dalej z nim, bądź wrócić do domu. Drugi – gdy w
Górach Świętokrzyskich Dobrzański zmienił swoją początkową decyzję o
marszu do południowej granicy Polski w celu jej przekroczenia.
Postanowił zostać na Kielecczyźnie i prowadzić walkę partyzancką bo
zaczął wierzyć, że alianci zaatakują Niemców już na wiosnę 1940 roku.
Wtedy również część żołnierzy opuściła oddział.

Nazwisko
podchorążego Jana Wyszomirskiego widnieje na tablicy będącej elementem
ścieżki edukacyjnej pod Anielinem. Lista ta liczy jednak aż 318 nazwisk
żołnierzy „oddziału wydzielonego”. Tymczasem gdy Hubal rozpoczynał walkę
partyzancką, zostało przy nim zaledwie kilkudziesięciu członków
„oddziału wydzielonego”.

WSYPA NA WYPRAWIE PO PIENIĄDZE

Faktem jest, że Jan Wyszomirski przedostał się do Warszawy. I tam niemal
natychmiast zaangażował się w działalność konspiracyjną wymierzoną
przeciw niemieckim okupantom. Odnowił kontakty z kolegami ze studiów i
wstąpił do konspiracyjnej organizacji Konfederacja Narodu. Co to była za
organizacja – wskazałem nieco szerzej w odcinku poświęconym siostrze
Jana Ludwice Wyszomirskiej. Ona również działała w Konfederacji.

Jednym z przywódców Konfederacji Narodu był przyjaciel Jana
Wyszomirskiego z czasu studiów Bolesław Piasecki. Konfederacja była
konkurencyjną organizacją wobec Związku Walki Zbrojnej. Konfederacji nie
finansował rząd polski na uchodźstwie w Londynie. Organizacja ta sama
musiała więc zapewnić sobie byt. Zabierała więc cywilom ich własność.
Takie działanie ma swoje umocowanie w prawie. Nazywa się ekspropriacją.
Sprowadza się do tego, że w czasie wojny państwo ma prawo zabrać
obywatelowi pieniądze albo wartościowe ruchomości, albo zająć
nieruchomości celem prowadzenia walki z wrogiem. Konfederacja uważała
się za polską organizację państwowo-wojskową i nakazywała obywatelom,
żeby ją utrzymywali.

Zanim wrócimy ponownie do postaci Jana
Wyszomirskiego, jeszcze dwie ciekawostki personalne. W akcjach
ekspropriacyjnych Konfederacji Narodu uczestniczył Ryszard Reiff,
późniejszy członek najwyższych władz powojennego komunistycznego państwa
polskiego nazywanego Polską Rzeczpospolitą Ludową. Reiff zapisał się
na kartach najnowszej historii między innymi głosowaniem, w 1981 roku
jako jedyny członek Rady Państwa przeciw wprowadzeniu stanu wojennego.
Stracił za to stanowisko. W Radzie Państwa PRL zasiadał również „za
Gierka” przywódca Konfederacji Narodu Bolesław Piasecki.

Wróćmy
jednak do czasów okupacji. W 1942 roku, w czasie jednej z akcji
ekspropriacyjnych z bronią w ręku, doszło do wsypy. Ktoś zaalarmował
Niemców, wskutek czego pięciu konspiratorów Konfederacji zostało
aresztowanych przez Gestapo. Trafili do aresztu na ulicy
Daniłowiczowskiej w Warszawie. Konfederacja Narodu zorganizowała akcję
ich odbicia. W przygotowaniach i w samej akcji brał udział Jan
Wyszomirski.

ZBARANIELI NIEMIECCY KLAWISZE

W nocy z 26 na
27 lipca 1942 roku do aresztu na Daniłowiczowskiej weszło – normalnie,
jawnie, przez dyżurkę – kilku mężczyzn w mundurach Gestapo.
Oświadczyli, że przejmują pięciu więźniów i przewożą ich na
przesłuchanie do centrali, w aleję Szucha. Wystawiają pokwitowania.
Podpisują protokoły. Wychodzą.

Następnego dnia rano we wszystkich
jednostkach Gestapo potężna awantura. Nikt nie dowiózł na Szucha
polskich więźniów przejętych z Daniłowiczowskiej. Gestapowcy, którzy
złożyli nocną niespodziewaną wizytę na Daniłowiczowskiej okazali się
przebierańcami.

Nie trzeba dodawać, że w mundury policji
politycznej III Rzeszy przebrali się konspiratorzy z Konfederacji
Narodu. W ten sposób, bez jednego wystrzału, udało się odbić pięciu
więźniów.

Niemcy byli tak zaskoczeni i tak zawstydzeni tym
faktem, że w odwecie nie przeprowadzili żadnych łapanek i rozstrzelań
cywilów. Przyjęli taktykę „ciszej nad tą trumną”, bo gdyby wiadomość o
akcji na Daniłowiczowskiej dotarła do Berlina, paru ważnych niemieckich
oficerów musiałoby zamienić wygodne posady w Warszawie na walkę na
froncie wschodnim w Związku Sowieckim.

TĘSKNOTA PRZEZ LORNETKĘ

Jan Wyszomirski posługuje się pseudonimami „Wroński” albo „Bej”. Jest
przeszkolonym i doświadczonym żołnierzem. Trafia więc do Uderzeniowych
Batalionów Kadrowych. To było zbrojne ramię Konfederacji Narodu.
Bataliony miały wyruszyć ze stolicy na Białostocczyznę. Tam – zjednać
sobie poparcie miejscowych i prowadzić wojnę partyzancką z Niemcami.

Główne siły, dowodzone przez Bolesława Piaseckiego, w maju 1943 roku
zbierają się w okolicy stacji kolejowej Dalekie – na linii
Ostrołęka-Tłuszcz. Stamtąd, lasami, mieli przedostać się na
Białostocczyznę. Niestety, miejsce koncentracji zostało otoczone przez
Niemców. Partyzantom udało się wydostać z otoczenia, choć czterech ludzi
zostało zabitych. Uznali, że bezpieczniej będzie podzielić się na dwie
grupy i iść dwiema różnymi drogami.

Jan Wyszomirski „Wroński”
idzie w grupie, która przedziera się na północny wschód w okolicach
Ostrołęki. Podobno towarzysze broni zapamiętali jak wspiął się na jedno z
leśnych wzgórz i długo patrzył przez lornetkę w kierunku Czarnowca.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że nigdy już nie powróci do rodzinnego domu.

ADIUTANT

Bataliony Konfederacji 17 sierpnia 1943 roku
zostały włączone do Armii Krajowej. Stały się 3 batalionem 77 pułku
piechoty AK. Na czele tego batalionu staje Bolesław Piasecki.
Wyszomirski „Wroński”, w stopniu podporucznika, otrzymuje nominację na
adiutanta dowódcy.

Batalion walczył z Niemcami w okolicach
Nowogródka i Lidy. Potem, w lipcu 1944 r. brał udział w operacji „Ostra
Brama” będącej elementem szerszej akcji „Burza”. Celem tej akcji i tej
operacji miało być samodzielne wyzwolenie spod niemieckiej okupacji
wschodnich terenów RP, zanim zrobią to Sowieci. Gdy zaś nadejdą, polskie
państwo podziemne miało wystąpić wobec Armii Czerwonej jako niezależna,
legalna władza, gospodarze terenu.

Samodzielne wyparcie Niemców
z Wilna nie powiodło się. Niektóre oddziały AK wspomagały Sowietów w
zdobyciu Wilna, po czym zostały podstępnie rozbrojone.

Z PORUCZNIKA REDAKTOR

Jan Wyszomirski wrócił do Warszawy. Tam zajął się wydawaniem
antykomunistycznych czasopism. Było to o tyle niebezpieczne, że Sowieci,
ich armia oraz bezpieka zajęły już prawobrzeżną część stolicy.

Ta działalność wydawnicza odbywała się z inicjatywy byłych członków
Armii Krajowej oraz delegatury rządu londyńskiego na kraj. We wrześniu
1944 roku podjęli oni próbę zorganizowania Polskiej Organizacji
Niepodległościowej mającej skupić wszystkie polskie siły, które
sprzeciwiały się nowej, sowieckiej okupacji. PON podjęła działania
organizacyjne, wywiadowcze, informacyjne i propagandowe. Te ostatnie
miały polegać właśnie na drukowaniu czasopisma.

W Warszawie
zaczął się ukazywać „Przegląd Tygodniowy”, którego redaktorem był
Czesław Grądzki „Krzemień”. Pomagał mu Jan Wyszomirski „Wroński”. Jednak
w pierwszych dniach listopada 1944 r. „Krzemienia” zabił niewypał.
„Przegląd Tygodniowy” przestał się ukazywać.

W międzyczasie z
inicjatywy Bolesława Piaseckiego zaczęła ukazywać się inna
antykomunistyczna gazeta – „Alarm”. Piasecki powierzył jej redagowanie
właśnie Wyszomirskiemu. Druk zlecono drukarni księży z parafii przy
ulicy Grochowskiej. Udało się wydać trzy numery „Alarmu”. Dwa w
październiku i jeden w listopadzie. Listopadowego numeru nie udało się
rozprowadzić w całym nakładzie. Polską Organizację Niepodległościową
tropiła już sowiecka i polska bezpieka.

KOMANDO ŚMIERCI W WILLYSIE

W połowie lat 90. XX wieku w Warszawie żyli jeszcze świadkowie, którzy
pamiętali jak podporucznik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Józef
Światło w towarzystwie enkawudzistów jeździł wojskowym willysem ulicą
Grochowską i aresztował ludzi związanych z „Alarmem” – redaktorów,
drukarzy i kolporterów. W sumie przeszło sto osób.

Wyszomirskiego, choć został zatrzymany 19 listopada, dopiero 6 grudnia
poddano rewizji osobistej. Choć bezpieczniacy doskonale wiedzieli, że
zatrzymany jest oficerem wojska polskiego, ta poniżająca czynność
prowadzona była w obecności ubeków niższych stopniem niż „Wroński”.
Rewizję osobistą, w czasie której nic nie znaleziono, prowadził
wprawdzie osobiście Światło, ale towarzyszyli mu przy tym kapral
podchorąży Chojnowski i strzelec Kardas.

Dopiero 9 stycznia 1945
roku bezpieka przeszukała mieszkanie Jana Wyszomirskiego. Jedyne co w
czasie niej zabezpieczono, to 51 egzemplarzy „Przeglądu Tygodniowego”,
dwa egzemplarze „Alarmu” i egzemplarz „Dziennika Radiowego” – bardziej
ulotki niż czasopisma, w formie maszynopisu sporządzanego na podstawie
nasłuchu radiowego, powielanego i rozprowadzanego wśród powstańców.

Śledztwo przeciw Wyszomirskiemu było prowadzone na podstawie dopiero co
wydanego dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego o ochronie
państwa. PKWN wydał ten dekret 30 października, a więc niecałe trzy
tygodnie przed zatrzymaniem porucznika z Czarnowca. Artykuł pierwszy
tego dekretu brzmiał: „Kto zakłada związek mający na celu obalenie
demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku
bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela mu innej
pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci”.

Śledztwo z
tego dekretu wszczęto przeciw Wyszomirskiemu 3 stycznia 1945 roku.
Areszt formalnie nałożono 5 stycznia. Nie przeszkadzało to komunistom
trzymać go w zamknięciu już od 19 listopada poprzedniego roku. Śledztwo
prowadził ubek w stopniu podporucznika Kazimierz Peret.

Postępowanie przygotowawcze przeciw Janowi Wyszomirskiemu zakończyło się
16 stycznia 1945 roku. Trzy dni później chorąży podprokurator Henryk
Podlaski skierował akt oskarżenia do Sądu Wojskowego Garnizonu
Warszawskiego.

OSKARŻONY NA MOCY PRAWA DZIAŁAJĄCEGO WSTECZ

Gdyby prawnik praktykujący w normalnym demokratycznym państwie prawnym
przeczytał akt oskarżenia przeciw Janowi Wyszomirskiemu, na pewno włosy
stanęłyby mu dęba na głowie.

Choć dekret karzący zakładanie,
wspieranie i członkostwo w nielegalnych związkach został wydany w
przedostatnim dniu października 1944 roku, akt oskarżenia obejmował
czyny Wyszomirskiego już od września 1944. A zatem w dużej części został
on oskarżony o czyn, który w chwili popełnienia przestępstwem nie był.

Nic to jednak. Bezpieka i pośpiesznie awansowani prokuratorzy po
wieczorowych kursach prawa, nie przejmowali zasadami, nie wierzyli w
miecz Temidy. Być może nawet nie wiedzieli co to takiego ta temida i po
co temu czemuś jakiś miecz. Jedyne narzędzia, w które wierzyli były dwa –
ostre i tępe. Sierp i młot. Jan Wyszomirski został oskarżony o to, że
„w okresie od września 1944 r. do chwili zatrzymania tj. do dnia 19
listopada 1944 r. na [warszawskiej] Pradze brał czynny udział w pracy
nielegalnego związku AK, mającego na celu obalenie demokratycznego
ustroju Państwa Polskiego, zajmując się wydawaniem nielegalnego organu
prasowego tegoż związku pod nazwą 'Alarm'”.

W aktach sprawy
znajduje się adnotacja, że Wyszomirski przyznał się do popełnienia
zarzucanych mu przestępstw. To dość zagadkowa historia. Wiem o niej
tylko tyle co zostało zapisane jednym zdaniem w postanowieniu IPN z 2010
r. o umorzeniu śledztwa w sprawie tamtego śledztwa. „Wroński” mógł
potwierdzić w śledztwie, że redagował pismo „Alarm”, bo też zapewne nie
miał powodów, żeby się tego wypierać. Ale czy rzeczywiście ubrał to w
słowa przyznania się do winy? To pytanie musi pozostać otwarte. Bezpieka
potrafiła torturami zmusić do przyznania się do całkowicie
wyimaginowanych czynów. Bezpieka chodziła też na skróty. Podejrzany mógł
potwierdzić tylko, że coś robił, a gorliwy ubek protokołował to jako
przyznanie się do winy.

UROCZYSTE ZATWIERDZENIE AKTU OSKARŻENIA

Proces Jana Wyszomirskiego z Czarnowca brutalnie pokazał ponurą zasadę
sądownictwa krajów totalitarnych, wedle której wyrok jest uroczystym
zatwierdzeniem aktu oskarżenia.

Dziś ta maksyma przypisywana A.W.
Wieniedyktowowi jest przedmiotem ponurych żartów prawników, polityków,
czy dziennikarzy. Wtedy jednak sędziowie sądów specjalnych, wychowani na
podręcznikach Wieniediktowa, gorliwie wcielali ją w życie.

22
stycznia 1945 roku w Otwocku, na sesji wyjazdowej, odbyła się rozprawa
porucznika „Wrońskiego”. Rozprawa odbywała się bez oskarżyciela i
obrońców. Tylko sąd i oskarżony. W składzie orzekającym zasiadali:
porucznik Władysław Garnowski, podporucznicy Władysław Sobiech i
Eugeniusz Krzewski. Protokołował podporucznik Ignacy Leszcz. Na jednej
rozprawie sąd zamknął cały proces. Skazał Wyszomirskiego na karę
śmierci.

Nie było drugiej instancji. Komunistyczna
sprawiedliwość nie przewidywała zaskarżania wyroków. Prezydent Bolesław
Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Karę śmierci wykonano 29 stycznia w
ubeckim więzieniu przy ulicy 11 Listopada w Warszawie.

Podsumujmy. Bezprawne „przybicie” Wyszomirskiemu czynów popełnionych
przed wejściem w życie dekretu o ochronie państwa. Bezprawne uwięzienie
przez półtora miesiąca, przed formalną decyzją o aresztowaniem.
Pozbawienie prawa do obrony. Brak możliwości zaskarżenia wyroku.
Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przesądzają, że na Wyszomirskim
popełniono klasyczną zbrodnię mordu sądowego.

REHABILITACJA

Nie dało się osądzić tych, którzy skazali na śmierć porucznika z
Czarnowca. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez Oddziałową Komisję
Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie w 2001 roku,
trzeba było umorzyć bo ci, którzy wydali bezprawny wyrok śmierci już nie
żyli.

Sam wyrok został uznany za bezprawny dopiero rok później.
27 marca 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił ten wyrok. Była
to oficjalna rehabilitacja Jana Wyszomirskiego. Niezawisły sąd wolnej
Polski uznał, że czyny przypisane skazanemu „związane były z
działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

Postępowanie rehabilitacyjne trwało dziesięć (!) lat. Wniosek o
unieważnienie wyroku śmierci złożyła w 1992 roku wdowa po Janie
Wyszomirskim, mieszkająca wtedy w Hiszpanii Maria
Bartoszewicz-Biernacki. Po trzech latach od złożenia tego wniosku Sąd
Warszawskiego Okręgu Wojskowego uznał się za niewłaściwy w tej sprawie i
przekazał akta do sądu powszechnego. W 1997 roku wniosek o
rehabilitację „Wrońskiego” złożył prezes Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej. Dopiero w 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie połączył
sprawy do wspólnego prowadzenia i unieważnił wyrok sądu komunistów.

GDZIE JEST ŚWIATŁO?

Pozostała jednak jeszcze kwestia odpowiedzialności Józefa Światły,
który nadzorował śledztwo przeciw Wyszomirskiemu. Józef Światło to,
przypomnijmy, wysoki i wpływowy funkcjonariusz komunistycznej bezpieki,
który w 1953 roku uciekł do Berlina Zachodniego, a potem uzyskał azyl w
Stanach Zjednoczonych. Znany jest z cyklu audycji „Za kulisami partii
bezpieki” nadawanych w Radiu Wolna Europa, w których ujawnił zbrodnicze
praktyki komunistycznego państwa polskiego i jego resortów siłowych.

Choć na Światle ciążyła odpowiedzialność za represjonowanie i
aresztowania działaczy antykomunistycznego podziemia, Amerykanie
udzielili mu azylu, poddali operacji plastycznej i schowali przed
możliwą zemstą komunistycznych służb specjalnych. Bardzo długo nie było
wiadomo czy Światło żyje, czy też umarł. Strona amerykańska odmówiła
polskiemu historykowi Andrzejowi Paczkowskiemu dostępu do dokumentów na
temat Światły. Paczkowski spotkał się z nieudowodnioną hipotezą jakoby
Światło zmarł w 1985 roku.

Oficjalnie o dacie śmierci Światły
Stany Zjednoczone poinformowały Polskę dopiero w związku ze śledztwem w
sprawie śledztwa przeciw Janowi Wyszomirskiemu z Czarnowca. Ministerstwo
Sprawiedliwości w Waszyngtonie 11 stycznia 2010 roku podało polskiej
prokuraturze, że Józef Światło zmarł w Stanach Zjednoczonych 2 września
1994 roku. Czy administracja USA kiedykolwiek podałaby sama z siebie
taką informację? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że podała ją na wniosek
prokuratorów prowadzących sprawę legalności postępowania
komunistycznych władz przeciw Wyszomirskiemu.

Podanie przez
Amerykanów informacji o śmierci Światły stało się natychmiast sensacją w
Polsce. Media nią żyły. Pion śledczy IPN również, ale w innym sensie.
Bo był to kłopot. Amerykanie podali lakoniczną informację o dacie
śmierci. Odmówili jednak przekazania kopii aktu zgonu oraz opisu jego
okoliczności. Nie ma aktu zgonu? Nie ma dowodu. Co dalej więc ze
śledztwem?

BYŁA ZBRODNIA, NIE MA SPRAWCÓW

Decyzja zapadła
po pół roku. Śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci podejrzanego.
Jednocześnie IPN – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
– uznała, że zebrany w śledztwie materiał dowodowy w pełni uzasadnia
podejrzenie, że inicjując i nadzorując śledztwo w sprawie redaktorów i
kolporterów „Alarmu” Światło dopuścił się zbrodni komunistycznej.

„Nie budzi bowiem wątpliwości fakt, że opisanych powyżej aresztowań
dokonano bezprawnie, ze względów politycznych, tj. z powodu
przynależności pokrzywdzonych do Armii Krajowej, a następnie przekazano
ich we władztwo obcego państwa tj. ZSRR. Było to – w styczniu 1945 r. i
miesiącach następnych – zjawisko masowe i dotykało wielu tysięcy
żołnierzy AK” – napisano w uzasadnieniu umorzenia śledztwa IPN.

Wolne państwo polskie, w odróżnieniu od komunistycznego, oceniało czyn
Józefa Światły zgodnie z ogólnie przyjętymi w cywilizowanym świecie
zasadami odpowiedzialności karnej. Prokuratorzy IPN badali czy
postępowanie Światły wyczerpywało znamiona przestępstwa z kodeksu
karnego z 1932 roku (zwanego od nazwiska autora kodeksem Makarewicza).
Bo taki obowiązywał w Polsce przed wojną i po wojnie, dopóki komuniści
nie uchwalili tzw. kodeksu Andrejewa.

W kodeksie Makarewicza
była opisana kwalifikowana postać bezprawnego pozbawienia wolności –
dłuższe niż 14 dni, połączenie ze szczególnym udręczeniem, oddaniem we
władztwo obcego państwa. Czyż nie taki los spotkał Jana Wyszomirskiego?
Przypomnijmy, Światle w zatrzymaniu porucznika z Czarnowca towarzyszyli
enkawudziści.

MIEJSCE POCHÓWKU BLIŻEJ NIEZNANE

Nie
wiadomo gdzie spoczywa ciało Jana Wyszomirskiego. Są przypuszczenia, że
na Cmentarzu Bródzieńskim w Warszawie (kwatera 45N), bo tam grzebano
ciała zabitych w ubeckim więzieniu na 11 Listopada na Pradze. W
ekshumacjach i badaniach prowadzonych pod kierunkiem prof. Krzysztofa
Szwagrzyka nie potwierdzono jednoznacznie, że szczątki Wyszomirskiego
spoczywają w tej kwaterze. Na tablicy natomiast znajduje się adnotacja,
że w tej zbiorowej mogile spoczywa między innymi porucznik Jan
Wyszomirski „Wroński” 1913-1945. Jego nazwisko, daty urodzenia i śmierci
znajdują się również na dostępnej w internecie oficjalnej liście
pochowanych na Cmentarzu Bródnowskim.

Symboliczny grób Jana
Wyszomirskiego znajduje się również na cmentarzu w Rzekuniu. Na tablicy
nagrobnej przedwojennego właściciela Czarnowca Romana Wyszomirskiego
znajdują się również nazwiska dwóch jego synów. „Jan Wyszomirski,
1913-1945, oficer AK zamordowany przez komunistów” – brzmi inskrypcja.

Jak już wspomnieliśmy, matka Jana Wyszomirskiego, choć żyła do 1956
roku, nie dowiedziała się że jej młodszego syna zabili komuniści. Jego
siostry i żona dowiedziały się o tym, że został skazany na karę śmierci,
dopiero w 1958 roku. Żona, która zmarła w Hiszpanii w 2007 roku, nie
poznała nawet prawdopodobnego miejsca pochówku swojego pierwszego męża.
Podobnie jak jego siostra Zofia zmarła w Wielkiej Brytanii w 2005 roku.
I siostra Ludwika, zmarła w latach 70. w Warszawie.

Komunistyczne śledztwo w sprawie czasopisma „Alarm” obejmowało wiele
wątków i wiele osób. Tylko Wyszomirski i drugi redaktor Tomasz
Malczewski – zostali skazani na śmierć. Pozostali – opisani po latach
przez IPN – aresztowani, zostali wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego.

Stąd ta Workuta, co pojawiła się na początku…

KONIEC

NA ZDJĘCIACH
Fragment tablicy upamiętniającej oddział „Hubala” z wymienionymi nazwiskami wszystkich żołnierzy Oddziału Wydzielonego, znajdującej się pod Anielinem na ścieżce edukacyjnej. Pod pozycją 306 widnieje nazwisko Jana Wyszomirskiego, wtedy jeszcze podchorążego. Zdjęcie autorstwa Jarosława Kruka zamieszczone w Wikipedii.

Tak wyglądał samochód Willys. Podobnym jeździł Józef Światło po ulicy Grochowskiej w Warszawie w listopadzie 1944 roku, w towarzystwie funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, wyłapując ludzi związanych z redakcją „Alarmu”. Fragment zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego, przedstawiającego Willysa w akcji kompanii sanitarnej w Bolonii w kwietniu 1945 roku.

Niewyraźne zdjęcie żołnierzy na ganku drewnianego domu to dowództwo nowogródzkiego III batalionu 77. pp AK (Uderzeniowe Bataliony Kadrowe). Jan Wyszomirski stoi pierwszy z lewej między dwoma słupami w czapce z orzełkiem. Pozostali widoczni na zdjęciu to (od lewej): Bolesław Piasecki „Sablewski” komendant UBK, Stanisław Briesenmeister „Kowalski” oficer informacyjny, Wojciech Kętrzyński „Wołkowyski” szef sztabu, Stanisław Hniedziewicz „Olgierd” dowódca 3. kompanii, R. Korab-Żebryk „Operacja Ostra Brama”. Zdjęcie z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej.

Rodzeństwo Wyszomirskich. Od lewej: Jan, Ludwika i Zygmunt. Plakat Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.

Mężczyzna w krawacie to Józef Światło. Fotografia z akt osobowych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Obecnie w domenie publicznej.

Tablica nagrobna Romana Wyszomirskiego z wyrytymi nazwiskami dwóch synów zamordowanych przez przeciwników politycznych w okresie II wojny światowej. Zdjęcie wykonał Marek Karczewski
UWAGA! (edit.7.10.2024)
Na płycie nagrobnej wygrawerowano omyłkowo rok urodzenia Romana Wyszomirskiego. Z dostępnych źródeł Państwowego Archiwum Cyfrowego wiemy, że Roman urodził się 17 lutego 1868 roku w Zdzieborzu, parafia Pniewo.

——————————————————————–

Źródła, z których korzystałem przy pisaniu wszystkich czterech części:
Postanowienie o umorzeniu śledztwa. Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Badania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu, sygn. akt S 139/08/Zk
Dariusz Baliszewski, „Zakłamana historia ucieczki Józefa Światły”, „Uważam Rze Historia” 18.04.2019
„Polski kodeks karny z 11 VII 1932”, Księgarnia Nakładowa Dr Maksymilian Bodek, Lwów 1932
Książka adresowa miasta stołecznego Warszawy, 1930 r., udostępniona na stronach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej.
Jerzy Dziewirski, „Monografia gminy Rzekuń, 2014
Jacek Karczewski, „Zostaną tylko drzewa”, „Nasz Dziennik”, 20.02.2017
Paweł Krajewski, „Ocalić dla potomnych:. „Tygodnik Ostrołęcki”, 27.03.2007
Komunikat nr 12 Instytutu Śląskiego w Katowicach, 1936 r.
„Przemówienie prezydenta Donalda J. Trumpa przy Pomniku Powstania Warszawskiego na Placu Krasińskich”, strona internetowa Ambasady USA w Polsce. https://pl.usembassy.gov/pl/przemowienie_potus/
Małgorzata Pieczyńska, „Śladami rzekuńskich zabytków. Czarnowiec”. Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 5/2012
Bernard Kielak, „Tradycje Wigiijne”, Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 7/2012
Biogram Ludwiki Wyszomirskiej na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, https://www.1944.pl/powstan…/ludwika-wyszomirska,46446.html…
Profile społecznościowe Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce i Muzeum Powstania Warszawskiego.

/Jacek Pawłowski/




Czarnowiec i Wyszomirscy cz. III

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. III

W Ludwice Wyszomirskiej narastał gniew od dawna. Wojna zniszczyła jej
plany założenia rodziny. Niemcy wypędzili i ją, i matkę z domu w
Czarnowcu. Narzeczony w obozie tysiąc kilometrów od rodzinnych stron.
Teraz – w maju 1943 roku – dowiedziała się, że ciało jej brata
odnaleziono w zbiorowej mogile tysięcy polskich oficerów na terytorium
Związku Sowieckiego.

Siostry i matka Zygmunta nie wiedzą nawet
jak mają traktować tę wiadomość. Podaną przecież w końcu przez wrogą
niemiecką propagandę. Czy to prawda? Kto zabił? Co Niemcy chcą osiągnąć
informując Polaków o tym? A może to jakaś gra dwóch wojujących
totalitaryzmów, w których zwykli ludzie kompletnie się nie liczą?

Pytania w głowie mnożą się. Serce bije jak oszalałe. Żołądek boleśnie
się kurczy. Głowa pulsuje. Do oczu napływają łzy. Ciemność…

* * *

Jest 6 lipca 2017 roku. Czwartek. Na placu Krasińskich w Warszawie
przegląda się w słońcu dostojny gmach Biblioteki Narodowej. Na
trawnikach stoją artystyczne pegazy upamiętniające wybitnego polskiego
poetę Zbigniewa Herberta. Od północy i wschodu plac okala nowoczesny
XXI-wieczny gmach sądów: Najwyższego i Apelacyjnego w Warszawie. O
tragicznej przeszłości tego miejsca przypomina pomnik Powstania
Warszawskiego. Tego dnia plac Krasińskich jest szczelnie wypełniony
ludźmi.

Właśnie w tym miejscu i tego dnia przemawia do Polaków
prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, goszczący z oficjalną
wizytą w Polsce. Porywa zgromadzonych odnosząc się do epizodu z
Powstania Warszawskiego. Porywa dlatego, bo mówi tak, jak by znał
historię powstania od podszewki, a topografia Warszawy nie stanowiła dla
niego tajemnic.

A mówił między innymi tak: „W sierpniu 1944
roku, tak jak teraz, Aleje Jerozolimskie były jedną z głównych arterii
przecinających miasto ze wschodu na zachód. Kontrola nad nią miała
kluczowe znaczenie dla obu stron bitwy o Warszawę. Wojsko niemieckie
chciało ją przejąć jako najkrótszą drogę przemieszczania oddziałów na
front i z frontu.

Dla członków Polskiej Armii Krajowej natomiast,
możliwość przedostawania się na północ i na południe przez Aleje
Jerozolimskie miała zasadnicze znaczenie dla utrzymania Śródmieścia, a
tym samym utrzymania przy życiu samego Powstania.

Noc w noc, pod
obstrzałem broni maszynowej, Polacy znosili worki z piaskiem, by bronić
swojego wąskiego przejścia w poprzek Alei Jerozolimskich. Dzień w dzień,
wróg rozbijał je w drobny mak. Wtedy Polacy zrobili okop, a wkrótce –
barykadę. W ten sposób nieustraszeni powstańcy zaczęli przekraczać tę
arterię.

(…)

Przesmyk przez Aleje Jerozolimskie wymagał
ciągłej obrony, napraw i umocnień. Ale wola obrońców, nawet w obliczu
śmierci, była niezachwiana; przejście istniało do ostatnich dni
Powstania. Nigdy nie zostało zapomniane, dzięki Polakom było zawsze
dostępne.

Pamięć o ofiarach tego heroicznego wydarzenia woła do
nas przez dziesięciolecia, a wspomnienia o obrońcach przejścia przez
Aleje Jerozolimskie należą do najbardziej żywych” – mówił Trump.

To przejście przez Aleje Jerozolimskie znajdowało się w okolicach
skrzyżowania z ulicą Kruczą. Tak. Aleje Jerozolimskie były strategicznym
pasem na powstańczej mapie Warszawy. Od samego początku powstania.

Aleje Jerozolimskie o godzinie W., godzinie wybuchu Powstania
Warszawskiego – o 17.00, 1 sierpnia 1944 r., są również miejscem
zgrupowania oddziału Ludwiki Wyszomirskiej. Miała stawić się pod
numerem 49, po sąsiedzku z fotoplastikonem warszawskim, niecałe 500
metrów na zachód od barykady, o której po 73 latach będzie mówił w
wolnej Warszawie prezydent USA. Tę 28-letnią sanitariuszkę ze
zgrupowania „Radosław” pięć lat wcześniej Niemcy wypędzili z domu w
Czarnowcu. Wraz z matką zamieszkały w Warszawie u siostry Ludwiki –
Zofii.

Ludwika jeszcze w 1939 roku przystąpiła do konspiracyjnej
Konfederacji Narodu – organizacji, która sama siebie nazywała
niepodległościową. Została zaś stworzona między innymi przez działaczy
przedwojennego ONR Falanga, a na jej czele stał Bolesław Piasecki.

Początkowo Konfederacja Narodu działała w opozycji wobec Związku Walki
Zbrojnej, ponieważ konfederaci postrzegali ZWZ jako organizację związaną
z przedwojennym obozem sanacyjnym. Z czasem jednak Konfederacja i
Związek zaczęły współpracować, aż w końcu stały się jedną ogólnopolską,
konspiracyjną organizacją.

Konfederacja miała swoje zbrojne
ramię – Uderzeniowe Bataliony Kadrowe. Decyzją dowództwa AK prowadziły
one wojnę partyzancką w terenie. Poza Warszawą. Głównie na
Wileńszczyźnie, Polesiu, Podlasiu i Białostocczyźnie. Walczył w nich
pochodzący z Czarnowca drugi brat Ludwiki – Jan Wyszomirski. Jego
postaci poświęcimy kolejny odcinek.

Ludwika natomiast była
żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły
udział w Powstaniu Warszawskim. Nosiła pseudonim „Ksenia”.

Po
wybuchu powstania, wieczorem 1 sierpnia przeszła wraz z grupą łączniczek
i sanitariuszek Konfederacji Narodu do fabryki Telefunkena na Woli. Tam
dostała przydział do służby sanitarnej plutonu „Mieczyki” – oddziału
składającego się z 37 szesnasto- osiemnastoletnich chłopców. Pluton ten
początkowo pełnił funkcje wartownicze i zabezpieczające, ale w kolejnych
dniach powstania został skierowany do bezpośrednich działań bojowych.
„Mieczyki” były częścią zgrupowania „Radosław”. Od 8 sierpnia Ludwika
Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie porucznika „Piotra”
(Zdzisława Zołocińskiego).

Pracowała w szpitalu Karola i Marii. Z
Woli przedostała się na Stare Miasto. Stamtąd kanałami przeszła na plac
Bankowy, a pod koniec powstania – na Górny Czerniaków. Tu została ranna
w rękę. Wraz z grupą rannych 20 września przepłynęła na drugą stronę
Wisły, gdzie Sowieci wcale nie czekali z otwartymi ramionami. Ludwika
Wyszomirska została aresztowana przez NKWD. Została zwolniona, ale na
krótko. Sowiecka policja polityczna uwięziła ją ponownie w związku z
antykomunistyczną działalnością jej brata Jana Wyszomirskiego. Jan
Wyszomirski jako wróg ludu został rozstrzelany przez komunistów. Rodzina
jednak o tym nie wiedziała.

Maria Wyszomirska wraz z córką Zofią Żyłowską wróciły w 1945 roku do Czarnowca. Gospodarstwo i dwór były w takim stanie, że nie wiadomo było w co ręce włożyć. Dwie kobiety pożyczyły konia od sąsiadów i próbowały gospodarować na swoim. Ale był to już czas reformy rolnej.

Nowe władze ustanowiły prawo, na
mocy którego gospodarstwa rolne większe niż 50 hektarów podlegały
obowiązkowej parcelacji. Ziemia obszarników miała zostać rozdana
chłopom. Maria wiedziała o tym i próbowała ratować gospodarstwo przed
parcelacją. Zrzekła się na rzecz państwa części lasów, dzięki czemu
majątek Wyszomirskich przestał być majątkiem obszarniczym. Przynajmniej w
rozumieniu dekretu o reformie rolnej.

Jednak stanowione przez
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego prawo nie nadążało – jak się potem
okazało – za wolą polityczną komunistów i apetytami lokalnych kacyków na
władzę. To czego nie byli w stanie zrobić prawnie, egzekwowali siłą.

Zupełnie przypadkowym ale ciekawym zbiegiem okoliczności dekret PKWN o
reformie rolnej został wydany w tym samym dniu, w którym sowiecka armia
generała Gorbatowa wyparła Niemców z Ostrołęki – 6 września 1944 roku. W
mieście zaczęła się instalować nowa, zależna od ZSRS władza.

Nowym władzom w Ostrołęce nie w smak było, że oto przedwojenna
dziedziczka wraca na swoje i będzie tu gospodarować. I nic to, że pod
dekretem wyznaczającym 50 hektarów jako krytyczną masę znienawidzonego
przez bolszewików obszarnictwa, podpisał się między innymi szef resortu
bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz. Ten podpis nie znaczył
nic i niczego nie gwarantował. Ludzie Radkiewicza i tak robili reformę
rolną po swojemu. Przynajmniej w Czarnowcu.

Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego w Ostrołęce w 1945 roku wezwał do siebie właścicielkę
pomniejszonego już o lasy Czarnowca-Folwarku i uwięził ją.
Prawdopodobnie w piwnicach swojej siedziby, w nieistniejącej dziś
kamienicy na rogu ulic 11 Listopada i Bogusławskiego.

Szantażowana i zastraszana podpisała w końcu dokument, że całkowicie zrzeka się swojego majątku. W ten sposób Maria drugi raz została wypędzona ze swojego domu. Tym razem, wprawdzie formalnie przez polski urząd, faktycznie jednak przez sowieckich mocodawców nowej polskiej administracji. Przyjechała znów do Warszawy.

Po urządzeniu sobie życia na nowo, co na pewno nie było łatwe, Ludwika Wyszomirska podjęła studia na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Tymczasem z wojennej niewoli w Murnau w powiecie
Garmisch-Partnenkirchen wraca Zygmunt Trzaska, narzeczony Ludwiki.
Pierwsze co stawia sobie za cel po powrocie do kraju, to odnalezienie
ukochanej. Poszukiwania są owocne. Para znowu się schodzi i zgodnie
uznają, że wojna mogła co najwyżej odłożyć w czasie, ale na pewno nie
pokrzyżowała ich wspólnych planów. Biorą ślub. Z tego małżeństwa rodzi
się troje dzieci. Jeden z synów Zygmunta i Ludwiki Trzasków, mieszkający
w Paryżu Jan Trzaska odwiedził Czarnowiec w 2007 roku. Czy kiedykolwiek
potem – nie wiem.

O tym, że w 1945 roku ubowcy po karykaturze
procesu i wyroku, rozstrzelali drugiego brata Ludwiki – Jana, siostra
dowiedziała się dopiero w 1958 roku. Prawdopodobnie na fali
popaździernikowej odwilży państwo PRL łaskawie powiadomiło rodzinę, jaki
wyrok został wydany w imieniu komunistycznej RP trzynaście lat
wcześniej. Matka Maria zmarła w 1956 roku. Nie dowiedziała się nigdy w
jakich okolicznościach zginął jej drugi syn.

Ludwika Trzaska, z
domu Wyszomirska, zmarła w 1975 lub 1977 roku. Tu kolejna niezborność
informacji podawanych przez różne źródła, które – tak jak zapowiedziałem
– wskażę na końcu.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

NA ZDJĘCIACH:

Ludwika Wyszomirska na zdjęciach ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego.
Dwa zdjęcia w jednym pliku to reprodukcja fragmentu monografii Rzekunia Jerzego Dziewirskiego – Ludwika Wyszomirska i Zygmunt Trzaska. Na tej reprodukcji widać, że wojenne zdjęcie „Kseni” zostało wykorzystane na okładce tygodnika „Stolica”. Niestety nie mogę odczytać który to numer, bo być może w środku jest napisane coś więcej o okładkowej postaci. Szukanie na piechotę to zbyt benedyktyńska praca – ponad dwa tysiące wydań 🙂

Wojskowy blok mieszkalny przy ulicy Inżynierskiej w Warszawie, stan z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. To w nim prawdopodobnie mieszkała Ludwika Wyszomirska wraz z matką Marią i siostrą Zofią w czasach okupacji, po wypędzeniu przez Niemców z Czarnowca. Prawdopodobnie, bo skojarzyłem następujące fakty. Zofia Wyszomirska jeszcze przed wybuchem wojny wyszła za mąż za oficera nazwiskiem Żyłowski. Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że Ludwika Wyszomirska „Ksenia” przed wybuchem powstania mieszkała na ulicy Inżynierskiej. Zakładając, że mąż Zofii – Żyłowski – dostał przed wojną mieszkanie z zasobu wojskowego, a adres Ludwiki „Kseni” – Inżynierska – jest tak naprawdę adresem Zofii, która przygarnęła bezdomną matkę i siostrę, to jest to ten blok co na zdjęciu, wybudowany z Funduszu Kwaterunku Wojskowego – jedyny blok wojskowy na Inżynierskiej. Możliwe są oczywiście alternatywne scenariusze. Ten jednak wydaje się dość prawdopodobny. Niestety w książce teleadresowej Warszawy nie znalazłem żadnego Żyłowskiego na Inżynierskiej. Faktem jednak jest również, że jedyna książka teleadresowa, Warszawy do jakiej udało mi się dotrzeć, pochodzi z roku 1930. Wtedy Żyłowski nie musiał mieć jeszcze mieszkania jako za młody wiekiem i stopniem. [Taka dygresja i ciekawostka na marginesie. Szukając Żyłowskiego, zupełnie przypadkiem zatrzymałem wzrok na pewnym bardzo znanym nazwisku, którego właściciela porządek abecadła polskiego ustawił na przedostatniej stronie książki między urzędniczką Żurawską, a subiektem Żurawiem. Tym kimś jest „Jerzy Żurawlew, muzyk, Wiejska 19, telefon 510-99”. Niesamowite! Dziś nie do pomyślenia.

Seria współczesnych zdjęć z dawnego majątku Przeczki, z którego pochodził narzeczony i mąż Ludwiki Wyszomirskiej – Zygmunt Trzaska. Dziś Przeczki to nieużywana administracyjnie, lecz tylko zwyczajowo, nazwa części wsi Borowce. Zdjęcia przedstawiają widok na dawną posiadłość Trzasków od strony południowej; wierzbową aleję wiodącą do dawnego dworu i krzyż przy bramie wjazdowej. Dziś dawne gospodarstwo Trzasków wygląda na prywatną zadbaną posiadłość. Kadry zdjęć dobrałem tak, żeby nie naruszać prawa do prywatności obecnych właścicieli. Zdjęcia są również stylizowane na retro/vintage.

/Jacek Pawłowski/




Czarnowiec i Wyszomirscy cz. II

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. II

Każdego września z kasztanowców otaczających dwór Wyszomirskich w
Czarnowcu spadały kasztany. We wrześniu 1939 roku nikt się jednak z tego
nie cieszył. Nikt nie robił kasztanowych ludzików i nalewki na
reumatyzm.

Po klęsce wojny obronnej do dworu przyszli niemieccy
żołnierze. Kazali domownikom spakować po dwadzieścia kilo bagażu i
wynosić się. Mężczyźni byli na wojnie. W dworze zostały tylko matka
Maria i 23-letnia córka Ludwika. Wypędzone z domu, pojechały do
Warszawy, do Zofii Wyszomirskiej, która była starszą siostrą Ludwiki a
jednocześnie starszą córką Marii.

Co zabrały ze sobą do kufrów
czy walizek Maria i Ludwika Wyszomirskie – nie wiadomo. Można domyślać
się, że najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia. Może jakieś pamiątki
rodzinne o wartości czysto sentymentalnej. Bo czegokolwiek wartościowego
okupanci na pewno nie pozwoliliby zabrać. Może w bagażu były jakieś
zdjęcia, dokumenty zaświadczające o pochodzeniu rodziny i skąd się ona
wzięła w Czarnowcu…

Wzięła się spod Pułtuska. Wyszomirscy pochodzą ze szlacheckiej wsi Zdziebórz w gminie Somianka, obecnie w powiecie wyszkowskim, przed wojną – w powiecie pułtuskim. Po pierwszej wojnie światowej Roman Wyszomirski (17.02.1868-Zdziebórz – ?.?.1935-Czarnowiec) kupił majątek ziemski w Czarnowcu. Wcześniej jego właścicielami byli Skłodowscy, przed nimi Doberscy, a przed Doberskimi – Czerniejewscy.

Roman Wyszomirski sprowadził
się do Czarnowca wraz z żoną Marią i dziećmi: Janem, Zygmuntem, Ludwiką i
Zofią. Jego dzieci przyszły na świat jeszcze na starym gospodarstwie.
Synowie urodzili się w Zdziebórzu a córka Ludwika w pobliskich Kręgach.

Dzieci kształciły się już po przeprowadzce. Jan i Zygmunt pobierali
nauki w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Ostrołęce. Potem
wyjechali uczyć się dalej. Jan Wyszomirski poszedł na Wydział
Mechaniczny Politechniki Warszawskiej. Zygmunt, który miał przejąć
gospodarstwo po ojcu, ukończył trzyletnią wyższą szkołę zawodową –
Państwową Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie. Tam poznał swojego
imiennika – młodego dziedzica z nieodległego majątku w Przeczkach,
Zygmunta Trzaskę.

Cieszyńska zawodowa uczelnia rolnicza była
ciekawą szkołą. Zarówno ze względów społecznych, jak i naukowych. Jej
słuchaczami byli ramię w ramię chłopscy synowie i panicze z rodzin
ziemiańskich. Na uczelni tej prowadzono bardzo dobrze rokujące prace nad
metodami zwalczania raka ziemniaczanego – choroby, która w tamtych
czasach potrafiła dosłownie zdziesiątkować uprawy na zarażonym terenie.
Szkoła miała ponadto własną mleczarnię, serownię, sad, szkółkę drzew
owocowych, a nawet stację meteorologiczną będącą elementem światowego
systemu przewidywania pogody. Nic, tylko uczyć się rolnictwa!

Młody Trzaska, dyplomowany rolnik po cieszyńskiej szkole, jak
wspomnieliśmy w pierwszym odcinku, zamierzał pojąć za żonę siostrę
swojego przyjaciela Wyszomirskiego – Ludwikę. Choć wojna brutalnie
przerwała te plany, Zygmunt Trzaska i Ludwika Wyszomirska po latach i po
wojnie zostali małżonkami. Obaj Zygmuntowie nie zostali jednak
szwagrami. To też tragiczny efekt wojny, o którym jeszcze tu powiemy.

Tymczasem wróćmy jednak do przedwojennego Czarnowca.

Przed wojną były formalnie dwie wsie – Czarnowiec Włościański i
Czarnowiec-Dwór, które tworzyły jedną tzw. gromadę Czarnowiec, wchodzącą
w skład gminy Rzekuń. To podział administracyjny z 1933 roku dokonany
przez wojewodę białostockiego.

W połowie lat 30. Czarnowiec był
jeszcze wsią spokojną. Dla Wyszomirskich do 1935 roku może nawet był
wsią wesołą. Ale w 1935 roku w wieku 67 lat umiera na zawał serca
właściciel majątku – Roman. Zygmunt przejmuje po nim
siedemdziesięciohektarowe gospodarstwo.

Siedemdziesiąt hektarów
to w uproszczeniu taki prostokąt ziemi: kilometr na siedemset metrów.
Gospodarstwo Wyszomirskich nie było oczywiście prostokątne, ale warto
wyobrazić sobie ile to ziemi. Pracy co niemiara. Właściciele zatrudniali
rzecz jasna pracowników. Zygmunt Wyszomirski znajdował przy tym czas,
żeby swoją wiedzę i umiejętności zdobyte w cieszyńskiej szkole
przekazywać rolnikom z gminy Rzekuń. Organizował szkolenia. Propagował
nowoczesne – na miarę tamtych czasów – metody gospodarowania.

Zygmunt Wyszomirski organizował również dla okolicznych mieszkańców
zabawy taneczne oraz majówki. Podobno też właściciele ziemscy w gminie
Rzekuń (w Ławach, Susku i właśnie Czarnowcu) mieli zwyczaj obdarowywania
swoich pracowników prezentami na Gwiazdkę. Bywały one skromne, np. szal
czy materiał na sukienkę, ale każdy zawsze coś dostawał. To podobno
była stara szlachecka tradycja.

Ale jesienią 1939 roku czasy
zabaw, sukni, ozdobnych szalów na szyję i szałów w galopie w czasie
pędzenia konno wśród plonującego żyta, wydawały się bardzo odległym
wspomnieniem. Trzeba było ściskać pas i walczyć. Dwaj Zygmuntowie,
którzy nie zostali szwagrami, również walczyli.

Zygmunt
Wyszomirski z Czarnowca w pierwszych dniach wojny razem z 33 pułkiem
piechoty z Łomży bronił linii Narwi na odcinku od Łomży do Nowogrodu.
Jego pułk próbował zdobyć Zambrów. Następnie Zygmunt Wyszomirski
uczestniczył w bitwie pod Andrzejewem (obecnie powiat ostrowski) i
Łętownicą (obecnie powiat zambrowski).

[Tu następuje znaczna
niespójność w kwestii tego co działo się z Wyszomirskim po bitwie pod
Andrzejewem-Łętownicą. Przyjmuję jedną z wersji. Nie wiem czy prawdziwą.
Istotę niespójności – niejedynej zresztą w kwestii tej rodziny –
objaśnię w ostatnim odcinku.]

Bitwa pod Andrzejewem-Łętownicą
zakończyła się 13 września klęską polskich wojsk. Część żołnierzy 33
pułku piechoty wydostała się z okrążenia. Wśród nich podporucznik
Wyszomirski. Cztery dni później wschodnie tereny RP zajmują Sowieci.
Oddział z Wyszomirskim w składzie kończy swój szlak bojowy pod Rawą
Ruską – 150 kilometrów na południe od Lublina.

„Jego pułk
rozbili pod Rawą…” pisał Broniewski o symbolicznym żołnierzu polskim. W
tym sensie szlak bojowy podporucznika Wyszomirskiego z Czarnowca – o
ile jest prawdziwy – okazał się również symboliczny.

Po tą Rawą
Ruską dochodzi do niezwykłego spotkania. Zygmunt Wyszomirski odnajduje
swojego imiennika, przyjaciela i kandydata na szwagra – Zygmunta Trzaskę
z Przeczek pod Troszynem.
Już prawie na pewno wiadomo, że ta wojna
jest przegrana. Trzaska i Wyszomirski ponuro żartują sobie, w której
niewoli może być im lepiej – niemieckiej czy sowieckiej.

Gdyby
spotkali się po wojnie, mogliby wymienić doświadczenia. Trzaskę pojmali
Niemcy i zawieźli do obozu jenieckiego dla oficerów w Murnau – 25
kilometrów na północ od Garmisch-Partenkirchen. Wojnę przeżył.
Wyszomirski znalazł się natomiast w niewoli sowieckiej.

Najpierw
został przewieziony w lasy pod Kaługą, gdzie w dawnym sanatorium, z
którego NKWD wypędziło gruźlików, NKWD zorganizowało obóz jeniecki dla
Polaków. W listopadzie 1939 roku trafił do obozu w Kozielsku i ślad po
nim na trzy lata zaginął.

W 1943 roku Niemcy odkrywają masowe
groby polskich oficerów w Katyniu. Dla hitlerowskiej machiny
propagandowej jest to nie lada gratka. Zawiadamiają Międzynarodowy
Czerwony Krzyż. Rozpoczyna się ekshumacja i identyfikacja ciał z mogił
katyńskich.

W Warszawie na słupach ogłoszeniowych i w Kurierze
Polskim wkrótce ukazują się listy z nazwiskami zidentyfikowanych ciał. W
ten sposób Maria, Zofia i Ludwika Wyszomirskie dowiadują się, że ich
syn i brat Zygmunt został zastrzelony w Katyniu. Późniejsze prace
dokumentacyjno-historyczne wskażą, że stało się to między 16 a 19
kwietnia 1940 roku. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca
nie jest znany do dziś.

W Ludwice narasta gniew…

[CIĄG DALSZY NASTĄPI]

Na zdjęciach: Zygmunt Wyszomirski, fotografia ze zbiorów Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Czarnowieckie kasztanowce późnym latem. Widok współczesny, stylizowany na retro. Tabliczka z orłem w koronie. Widok współczesny, stylizowany na retro. Ta tabliczka znajduje się w ogólnodostępnym miejscu publicznym w Czarnowcu.
Kto zgadnie gdzie?

/Jacek Pawłowski/




Czarnowiec i Wyszomirscy cz. I

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. I

Sołtys Czarnowca Marek Karczewski, jednocześnie organizator ostrołęckiego rodzinnego rajdu rowerowego, zaplanowanego na 1 sierpnia br., kilka dni wcześniej oznaczył na Facebooku Panią Wandę Piersę, Pana Jana Grzyba i mnie. I wyznaczył taki – modnie mówiąc – czelendż. Zgromadzić możliwie dużo materiałów o dworze w Czarnowcu i o mieszkającej w nim przed II wojną światową rodzinie Wyszomirskich. Informacje te miały być przekazane uczestnikom wyżej wspomnianego rajdu, którego trasa miała wieść właśnie przez Czarnowiec, ulicą Kasztanową, w sąsiedztwie dawnej dworskiej nieruchomości. (O RAJDZIE PISALIŚMY TU)

Sołtys prosi, nie wypada odmówić. Trochę wyszperałem w internecie, trochę w biblioteczce, trochę w bibliotece. Czytelnia wprawdzie zamknięta z powodu epidemii. Ale Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce świadczy taką usługę, że wskazane, dostępne w czytelni, publikacje skanuje i wysyła na wskazany adres. Skorzystałem z tej możliwości już po raz drugi w tym sezonie. Jestem pod wrażeniem sprawności działania tej instytucji.
Zgromadziłem. Wysłałem. Nagle w piątek 31 lipca wieczorem otrzymuję wiadomość. „Zapraszam Cię o 10:30 pod lipy na 'plac Wyszomirskich’ przy Kasztanowej. Gdybyś się zdecydował być i powiedzieć parę słów…”.

Cóż było robić? W sobotę 1 sierpnia – w miarę przygotowany – stawiłem się we wskazanym miejscu. Tremę przed wystąpieniem publicznym osłodziły morwy z przydrożnego drzewa wypatrzonego wprawnym okiem policjanta z drogówki, który obstawiał rajd. Trema tym większa, że rano Sołtys wyznaczył mi czas prelekcji – pięć minut. Słusznie. Przecież nie po to ludzie jadą na rowery, żeby słuchać przydługich wykładów. Ale to jednak tylko pięć minut. Zmieścić w pięciu minutach to, co należało opowiedzieć, było trudno. Mówiłem więc nieco chaotycznie, skacząc po wątkach. Na koniec myślę, że to czego nie udało się powiedzieć na placu podworskim, można zamieścić w internecie, który ma przecież nieograniczoną pojemność. No więc posłuchajcie bracia miła…

(Żeby lepiej się czytało, trochę pofabularyzuję. Źródła, z których korzystałem, wskażę na końcu ostatniego odcinka).

Jest początek maja 1939 roku. Nad Europą wisi groźba wielkiej wojny. Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę i nie odda nawet guzika. W wielkich miastach wiszą plakaty podnoszące morale społeczeństwa i informacje o zbiórkach pieniędzy i darów na ewentualną wojnę obronną.

W przeddzień pamiętnego wystąpienia ministra spraw zagranicznych Józefa Becka o tym, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę, na placu Piłsudskiego w Warszawie odbywa się podniosła uroczystość.

Uczniowie warszawskich szkół zebrali pieniądze dla wojska. Kupili za nie cztery karabiny maszynowe i 64 rowery. Zdjęcia „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z tej uroczystej parady robią dziś wielkie wrażenie. Przed naczelnym wodzem widać prężących się oficerów z ich epoletami, lampasami, akselbantami oraz dzieci w szkolnych berecikach prowadzące wielkie rowery dla dorosłych. Gdy powiększy się te zdjęcia (sygnatura NAC 1-W-3100-6), na obliczach dorosłych widać powagę, a twarze uczniów wyrażają zwykły dziecięcy strach. Dzieci boją się wojny.

Wszyscy… Chyba wszyscy chcą jednak wierzyć, że wojny nie będzie.
Z dala od wielkich miast życie płynie powoli. Mija lato. W majątku Przeczki pod Troszynem właśnie posadzili kartofle. Młody dziedzic Zygmunt Trzaska z wysokości końskiego grzbietu ogląda świeże redliny. Pogwizduje „Umówiłem się z nią na dziewiątą…” – szlagier Schlechtera i Warsa rozsławiony dwa lata wcześniej brawurowym wykonaniem Eugeniusza Bodo.

Ma powody tak by tak gwizdać. Jest zakochany. Ma narzeczoną. Co sobota po zakończeniu prac w gospodarstwie przebiera się w odświetną koszulę i cwałuje konno do dworu Wyszomirskich w Czarnowcu. Tu mieszka jego 23-letnia narzeczona Ludwika. Mają – jak to się wtedy mawiało – poważne zamiary. Chcą wziąć ślub.

Datę wyznaczono na pierwszy tydzień września.
Maj jest ostatnim miesiącem względnego spokoju w tym narzeczeństwie. W czerwcu o Zygmunta Trzaskę upomina się ojczyzna. Jako podporucznik rezerwy odbiera wezwanie i jedzie na przeszkolenie wojskowe.

W środę 23 sierpnia brat Ludwiki, 27-letni Zygmunt Wyszomirski, również przeszkolony rezerwista, otrzymuje rozkaz aby natychmiast stawić się w 33 pułku piechoty w Łomży. To już nie przeszkolenie wojskowe. To mobilizacja.
W sobotę 26 sierpnia. Ludwika obchodzi 23. urodziny. Smutne to urodziny. Brat i narzeczony w wojsku. Gazety i radio podają coraz to bardziej niepokojące wiadomości.

Pierwszego dnia września Niemcy napadają na Polskę. Polskie Radio nadaje komunikat wygłoszony przez spikera Józefa Małgorzewskiego. „A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”.
Na plan dalszy – i to znacznie dalszy – schodzi więc ślub Zygmunta Trzaski z Przeczek i Ludwiki Wyszomirskiej z Czarnowca.
Do domu Wyszomirskich wprowadza się polskie wojsko. Zaczyna tu działać sztab dowództwa obrony Ostrołęki. Do lasów między stacją kolejową a miastem konie wciągają działa przeciwlotnicze sprowadzone z Komorowa pod Ostrowią Mazowiecką.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

[Zdjęcie pozostałości dworu w Czarnowcu, zamieszczone w „Herbarzu szlachty ostrołęckiej”, pochodzi z Biuletynu Informacyjnego Gminy Rzekuń. Stylizacja retro jest wynikiem naszych wiejskich prac redakcyjnych :-)]

/Jacek Pawłowski/




Dokumenty z 1864 roku – do tłumaczenia

Dokumenty z 1864 roku – do tłumaczenia.

Poszukujemy w Czarnowcu mieszkańca, który przetłumaczy dokumenty z języka rosyjskiego.
Dokumenty pochodzą z Łomżyńskiej Guberni i dotyczą spisu mieszkańców Czarnowca oraz ilości posiadanych przez Nich morgów.
W zestawieniach z 1864 roku widzimy kilka znanych nazwisk rdzennych mieszkańców Czarnowca: Lis, Dąbrowski, Kaczyński.

Czy jest ktoś wśród nas kto potrafi przetłumaczyć te dokumenty?

Proszę o kontakt 533 613 913

Marek Karczewski




Zaborze dawniej i dziś…

Znajdź 10 różnic?
Prosimy pisać w komentarzach.

Zaborze w 1976 roku wyglądało tak:

Dnia 15 marca 2020 roku wygląda tak:




Karczewski Marek

Marek Karczewski (1966)
Kadencja – (8.02.2019-2024 do końca kadencji), (5.05.2024-2029 do końca kadencji)
Rezygnacja z funkcji sołtysa w dniu 14 grudnia 2024 r. podczas 6. Spotkania Opłatkowego dla mieszkańców Czarnowca.
Pełnienie funkcji sołtysa do dnia 31 grudnia 2024 r.

aktualizacja: 10.01.2025 r.

  • Marek Karczewski ur. w 1966 r.
  • zamieszkały Czarnowiec 4, 07-411 Rzekuń.
  • Od 1976 r. z małymi przerwami zamieszkuję w Czarnowcu. Trójka dzieci Antoni, Stefan, Barbara, żona Małgorzata od 1991 r., dom po babci Gierłowskiej (w ciągłym remoncie) około 120m2, samochód marki Citroen C5 rocznik 2003, gospodarstwo rolne o powierzchni niespełna 5ha.
  • Od 2008 r. rozpocząłem działalność związaną z organizacją imprez sportowych dla amatorów biegania i kolarstwa. Pierwszy mój bieg został zorganizowany oczywiście w Czarnowcu. Pierwszy w powiecie ostrołęckim wyścig MTB również zorganizowałem w Czarnowcu. Później było jeszcze wiele innych imprez biegowych i kolarskich na terenie gminy Rzekuń i w powiecie ostrołęckim:
    – Czarnowiec;
    – Kamianka;
    – Ołdaki;
    – Rzekuń;
    – Lelis;
    – Przystań;
    – Laskowiec;
    – Teodorowo;
    – Zapieczne;
    – Dąbrówka;
    – Serafin;
    – Łyse;
    . Do dziś organizuję Kolarską Jazdę indywidualną na czas (ITT) oraz listopadowe spacery leśne, a ostatnio również Mistrzostwa Czarnowca w tenisie stołowym oraz Mistrzostwa Czarnowca w piłce nożnej. Od 2016 roku, 1 stycznia organizuję Oficjalny Trening Kolarski (mały wyścig noworoczny) na trasie RowerParku w Czarnowcu. Chciałbym dodać, że pod słowem „organizuję” kryje się od lat sztab znakomitych przyjaciół z Klubu Kolarskiego 24h – wolontariuszy i mieszkańców Czarnowca, bez których organizacja żadnej imprezy nie byłaby możliwa. Zimą (2018)/2019) zapoczątkowałem również „Zjazd Na Byleczym”. Z nadzieją na kolejne organizacje imprez patrzę w przyszłość i wierzę, że powiedzenie „tyle sołtys może ile mu wieś pomoże” będzie natchnieniem do dalszej wytężonej pracy.
  • Prywatnie jako Marek Karczewski od czerwca 2021 r. jestem zatrudniony w Gminie Rzekuń (Gminna Biblioteka Publiczna) do organizacji imprez sportowych, rekreacyjnych i kulturalnych. Wcześniej do połowy maja 2021 roku pracowałem w Miejskim Zarządzie Obiektów Sportowo-Turystycznych i Infrastruktury Technicznej w Ostrołęce jako menedżer sportu. Odpowiadałem za organizację i marketing wszystkich imprez sportowych organizowanych przez zakład we współpracy z miastem Ostrołęka. Organizowałem zawody typu: Biegi uliczne (Półmaraton Kurpiowski, Bieg Tropem Wilczym, Bieg Mikołajkowy), turnieje piłki nożnej dla dzieci, młodzieży i dorosłych, zawody rangi Mistrzostw Miasta Ostrołęki Szkół Średnich w siatkówce, koszykówce, tenisie stołowym, tenisie ziemnym, piłce ręcznej i piłce nożnej (Licealiady).
  • Jestem również prezesem Klubu Kolarskiego 24h z siedzibą w Czarnowcu (od 1.02.2013 r.). Wciąż startuję jako zawodnik w wyścigach kolarskich MTB i pomimo mojej już zaawansowanej starości jeszcze mi się chce.
  • Kiedyś, jeszcze gdy istniała tak znana firma, jaką był PKS (Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej) pracowałem tam, przez 27 lat jako malarz, urzędnik, informatyk, specjalista d.s. systemów IT.
  • W prywatnym lesie, w 2016 roku zbudowałem trasę crossową do uprawiania kolarstwa MTB i biegów przełajowych. Na odcinku 2,5km są również wydzierżawione tereny prywatne od znakomitych sąsiadów, którzy pozwolili kolarzom spełniać swoje pasje. Są to Państwo Chełstowscy, Kupis, Rejch i Wróblewscy. Gdyby ktoś z mieszkańców nie zastał mnie kiedykolwiek w domu, to jestem zawsze na rowerze, na wyścigu lub w RowerParku Czarnowiec gdzie wciąż wymyślam nowe przeszkody.
  • Jako sołtys Czarnowca staram się zagospodarować wolny czas mieszkańcom podczas różnych wydarzeń, które organizuję wraz z Radą Sołecką, Radą Świetlicy i Przodownikami Czarnowca.
    Wykaz wszystkich organizowanych wydarzeń znajdziecie Państwo w menu WYDARZENIA

Więcej informacji ->




Milewska Wiesława

Wiesława Milewska ()
Kadencja – (2006-2010), (2010-2014), (2014-2019)




Rejch Cezary

Cezary Rejch (1968)
Kadencja – (1990-1994), (1998-2002), (2002-2006)

W 1992 roku sołtys przyjmował wysokie kwoty podatku od nieruchomości.



Dawid Edward

Edward Dawid (19
Kadencja – (1994-1998)

foto: Justyna Sokołowska, Czarnowiec, 31.08.2013



Żebrowski Czesław – podsołtys

Podsołtys Czesław Żebrowski (1953)
Kadencja (1976-1980, 1980-1984, (1984-1988?))

„W razie odwołania sołtysa przed upływem kadencji, zawieszenia go w czynnościach bądź w razie niemożności pełnienia przez sołtysa obowiązków z powodu choroby, nieobecności lub innych przyczyn, stanowiących przeszkodę w wykonywaniu obowiązków sołtysa, naczelnik gminy powierza pełnienie funkcji sołtysa podsołtysowi.” (1972 r.)

Wzmianki o podsołtysie można znaleźć np. w ustawie z dnia 23 marca 1933 roku o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego. Mówiła ona o Radzie Gromadzkiej z 5-letnią kadencją, której członkami zostawali: sołtys, podsołys i radni gromadzcy. We współczesnych aktach (od 1983 r.) nie wyszczególnia się już roli podsołtysa.

Zasady wyborów sołtysów i podsołtysów:

1. Poza ustawą z 1933 roku rolę sołtysów w systemie administracji publicznej regulowały następujące akty prawne: rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych w sprawie regulaminu wyboru sołtysa i podsołtysa, ostatnie z dnia 8 października 1936 r. (dz. u. nr 81, poz. 558)
– Na podstawie zapisów tegoż rozporządzenia sołtysem i podsołtysem mogła zostać osoba o dowolnej płci, która ukończyła 30 lat.
– Warunkiem wyboru była umiejętność władania językiem polskim.
– Sołtysa i podsołtysa na 3 lata wybierali radni gromadzcy.
– Wybory nie mogły odbywać się w dniach uroczystych świąt oraz pilnych robót polowych.
oraz rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z dnia 29 stycznia 1937 r. wydane w porozumieniu z ministrem skarbu o gromadach (dz. u. nr 9, poz. 70), szczegółowo określające zakres zadań oraz zasady wynagrodzeń dla sołtysów i podsołtysów.

2. Rozporządzenie Ministra Administracji Publicznej z dnia 15 marca 1945 r. w sprawie regulaminu wyborów sołtysa i podsołtysa (Dz.U. z 1945 r. nr 10, poz. 53) – rozporządzenie uchylono: 1950-04-13
– Na podstawie zapisów tegoż rozporządzenia sołtysem i podsołtysem mogła zostać osoba o dowolnej płci, która ukończyła 24 lata.
– Osoba wybierana musiała zamieszkiwać obszar gromady (wsi lub kilku wsi – kolonii).
– W zebraniu gromadzkim (wiejskim) i wyborze sołtysa oraz podsołtysa mogli uczestniczyć wyłącznie mieszkańcy, którzy ukończyli 21 lat i mieszkali w danej wiosce co najmniej 6 miesięcy.
– Sołtysa i podsołtysa do 1950 r. wybierano na kadencję trzyletnią.
– Wybory zarządzał starosta powiatowy.

Sołtysów i podsołtysów wybierano w wyborach jawnych na 3-letnią kadencję aż do roku 1972(?).

3. Rozporządzenie Rady Ministrów z 30 listopada 1972 r. (Dz.U.1972.49.319) w sprawie zasad i trybu wyboru, zakresu działania oraz obowiązków i praw sołtysa i podsołtysa. – rozporządzenie uchylono: 1984-07-01
– Wybory zarządzał Naczelnik Gminy.
– Prawo zgłaszania kandydatów na sołtysa i podsołtysa przysługiwało wiejskiemu komitetowi Frontu Jedności Narodu oraz mieszkańcom sołectwa.
– Sołtysa i podsołtysa wybierało Zebranie Wiejskie na okres 4 lat? (brak zapisów w rozporządzeniu)
– Sołtys w czasie pełnienia obowiązków służbowych nosi odznakę służbową. Odznaka służbowa sołtysa była metalowa, okrągła, o średnicy 40 mm, z wizerunkiem orła (bez korony) pośrodku i napisem u dołu: SOŁTYS. Odznakę nosił sołtys na prawej stronie piersi. – podsołtys nie posiadał odznaki.
– Sołtys i podsołtys musiał czuwać nad wypełnianiem obowiązku szkolnego, a w razie zorganizowania dowożenia dzieci do szkół – wyznaczyć osoby do tego.
– Sołtys i podsołtys był zobowiązany do pilnowania harmonijnego współżycia mieszkańców, utrzymania spokoju i porządku na terenie sołectwa
– Byli zobowiązani wzmacniać społeczną dyscyplinę mieszkańców.
– Sprawdzali zagospodarowanie gruntów, prawidłowy przebieg prac polowych oraz stosowanie środków służących zwiększeniu produkcji roślinnej i zwierzęcej.

Ustawa z 20 lipca 1983 r. o systemie rad narodowych i samorządu terytorialnego (DzU z 1983 r. nr. 41, poz. 185) prawdopodobnie zmieniła zasady wyborów sołtysa i podsołtysa.
Nie można w niej doczytać się już o funkcji „podsołtysa”.




Rejch Mieczysław

Mieczysław Rejch (1920)
Kadencja –

1978
W 1978-1980r. między innymi dzięki staraniom sołtysa Rejon Dróg Publicznych w Ostrołęce położył asfalt na drodze od Czarnowca do Rzekunia (obecnie droga 2550W).




Borkowski Julian

Julian Borkowski syn Józefa i Pelagii z Głuchowskich (1899.02.12 – 1983.02.02)
Kadencja –

Prezes Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” (GS „SCh”), w powiecie Ostrołęckim.
W 1947 roku rozpoczynał się proces ich formowania w ramach nowej rzeczywistości politycznej, choć ich największy rozkwit nastąpił później, w czasach PRL. 

1946/1947 – Trudną sytuację w szkolnictwie ratowali mieszkańcy wielu wsi. Tak np. we wsi Drwęcz (gmina Rzekuń) mieszkańcy dali drewno na remont szkoły oraz zapłacili zbożem robotnikom za wykonaną pracę. Często również wynagradzano nauczycieli płodami rolnymi (mleko, kartofle, jajka). Do pracy w szkolnictwie angażowane były osoby posiadające 7 klas szkoły powszechnej, często uczyli nawet rolnicy. W Czarnowcu (gmina Rzekuń) rolnik Julian Borkowski zorganizował kurs dla analfabetów.”

Stronnictwo Ludowe w powiecie ostrołęckim zaczęło się organizować już na jesieni 1944 r. oczywiście na terenach wyzwolonych tj. w południowych gminach powiatu. Pierwsze koła powstały w Tobolicach, Laskach, Malinowie, Goworowie i Troszynie. Pod koniec 1945 było zaledwie 50 członków SL. Czołowymi organizatorami i działaczami byli ludowcy pochodzący z tych terenów m. in. Stanisław Krawczyk z Lask (gmina Czerwin), Julian Borkowski z Czarnowca (gmina Rzekuń), Mieczysław Napiórkowski z Tobolic (gmina Rzekuń). Pierwszym prezesem był Stanisław Radecki, a następnie Stanisław Krawczyk z Laski (gmina Czerwin).

Tekst pochodzi z publikacji „Z kart naszej historii – dzieje ziem nadorzańskich” pod redakcją naukową Jerzego Kijowskiego – Troszyn 2014.
Cytaty z relacji Relacja Mieczysława Borkowskiego (syna Juliana).




Szwelicki Czesław – podsołtys

Czesław Szwelicki ()
Podsołtys kadencji –

  • stolarz

„W razie odwołania sołtysa przed upływem kadencji, zawieszenia go w czynnościach bądź w razie niemożności pełnienia przez sołtysa obowiązków z powodu choroby, nieobecności lub innych przyczyn, stanowiących przeszkodę w wykonywaniu obowiązków sołtysa, naczelnik gminy powierza pełnienie funkcji sołtysa podsołtysowi.” (1972 r.)

Wzmianki o podsołtysie można znaleźć np. w ustawie z dnia 23 marca 1933 roku o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego. Mówiła ona o Radzie Gromadzkiej z 5-letnią kadencją, której członkami zostawali: sołtys, podsołys i radni gromadzcy. We współczesnych aktach (od 1983 r.) nie wyszczególnia się już roli podsołtysa.

Zasady wyborów sołtysów i podsołtysów:

1. Poza ustawą z 1933 roku rolę sołtysów w systemie administracji publicznej regulowały następujące akty prawne: rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych w sprawie regulaminu wyboru sołtysa i podsołtysa, ostatnie z dnia 8 października 1936 r. (dz. u. nr 81, poz. 558)
– Na podstawie zapisów tegoż rozporządzenia sołtysem i podsołtysem mogła zostać osoba o dowolnej płci, która ukończyła 30 lat.
– Warunkiem wyboru była umiejętność władania językiem polskim.
– Sołtysa i podsołtysa na 3 lata wybierali radni gromadzcy.
– Wybory nie mogły odbywać się w dniach uroczystych świąt oraz pilnych robót polowych.
oraz rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z dnia 29 stycznia 1937 r. wydane w porozumieniu z ministrem skarbu o gromadach (dz. u. nr 9, poz. 70), szczegółowo określające zakres zadań oraz zasady wynagrodzeń dla sołtysów i podsołtysów.

2. Rozporządzenie Ministra Administracji Publicznej z dnia 15 marca 1945 r. w sprawie regulaminu wyborów sołtysa i podsołtysa (Dz.U. z 1945 r. nr 10, poz. 53) – rozporządzenie uchylono: 1950-04-13
– Na podstawie zapisów tegoż rozporządzenia sołtysem i podsołtysem mogła zostać osoba o dowolnej płci, która ukończyła 24 lata.
– Osoba wybierana musiała zamieszkiwać obszar gromady (wsi lub kilku wsi – kolonii).
– W zebraniu gromadzkim (wiejskim) i wyborze sołtysa oraz podsołtysa mogli uczestniczyć wyłącznie mieszkańcy, którzy ukończyli 21 lat i mieszkali w danej wiosce co najmniej 6 miesięcy.
– Sołtysa i podsołtysa do 1950 r. wybierano na kadencję trzyletnią.
– Wybory zarządzał starosta powiatowy.

Sołtysów i podsołtysów wybierano w wyborach jawnych na 3-letnią kadencję aż do roku 1972(?).

3. Rozporządzenie Rady Ministrów z 30 listopada 1972 r. (Dz.U.1972.49.319) w sprawie zasad i trybu wyboru, zakresu działania oraz obowiązków i praw sołtysa i podsołtysa. – rozporządzenie uchylono: 1984-07-01
– Wybory zarządzał Naczelnik Gminy.
– Prawo zgłaszania kandydatów na sołtysa i podsołtysa przysługiwało wiejskiemu komitetowi Frontu Jedności Narodu oraz mieszkańcom sołectwa.
– Sołtysa i podsołtysa wybierało Zebranie Wiejskie na okres 4 lat? (brak zapisów w rozporządzeniu)
– Sołtys w czasie pełnienia obowiązków służbowych nosi odznakę służbową. Odznaka służbowa sołtysa była metalowa, okrągła, o średnicy 40 mm, z wizerunkiem orła (bez korony) pośrodku i napisem u dołu: SOŁTYS. Odznakę nosił sołtys na prawej stronie piersi. – podsołtys nie posiadał odznaki.
– Sołtys i podsołtys musiał czuwać nad wypełnianiem obowiązku szkolnego, a w razie zorganizowania dowożenia dzieci do szkół – wyznaczyć osoby do tego.
– Sołtys i podsołtys był zobowiązany do pilnowania harmonijnego współżycia mieszkańców, utrzymania spokoju i porządku na terenie sołectwa
– Byli zobowiązani wzmacniać społeczną dyscyplinę mieszkańców.
– Sprawdzali zagospodarowanie gruntów, prawidłowy przebieg prac polowych oraz stosowanie środków służących zwiększeniu produkcji roślinnej i zwierzęcej.

Ustawa z 20 lipca 1983 r. o systemie rad narodowych i samorządu terytorialnego (DzU z 1983 r. nr. 41, poz. 185) prawdopodobnie zmieniła zasady wyborów sołtysa i podsołtysa.
Nie można w niej doczytać się już o funkcji „podsołtysa”.




Gierłowski Stanisław

Stanisław Gierłowski, syn Franciszka i Marianny (21.01.1908 -24.04.1978)
Kadencja – (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968)

1950
Pierwszy przewodniczący Pre­zydium Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu.
– Nowa Ustawa z dnia 20 marca 1950 r. o terenowych organach jednolitej władzy pań­stwowej, likwidowała podział administracji na państwową i samorządową. W miej­sce dotychczasowych wójtów i Zarządów Gmin wprowadzono Prezydium Gminnej Rady Narodowej z przewodniczącym na czele. *

1955
W 1955r. Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Oto ona: Uchwała nr III (2) 55:
„Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postana­wia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawie­nie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podsta­wowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, es­tetycznymi, ogrzanymi .salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majów­ka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
Niżej pieczęć i podpis Gierłowski Stanisław
*

Ofiarność i zapał społeczeństwa gminy Rzekuń oraz jego gotowość do wszelkich działań, by zdobywać środki finansowe na budowę szkoły spowodowały, że w późniejszym terminie została ujęta w planie budowy ty­siąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.

1955-1965
Pracował jako sekwestrator – urzędnik administracyjny egzekwujący dawniej zaległe podatki i opłaty.

1966?
Prawdopodobna data założenia pierwszego telefonu w Czarnowcu, w domu u sołtysa. Telefonizacją w tych latach zajmowali się pocztowcy z Poczty Polskiej. Sołtysi otrzymywali w tych latach (do końca lat 80-tych) urzędowy przydział telefonu aby mieszkańcy mieli możliwość załatwić sprawę urzędową bądź wezwać straż pożarną, milicję (policję) czy karetkę pogotowia.

(*) – Monografia Gminy Rzekuń, Jerzy Dziewirski (1931-)

Teczka sołtysówka/raportówka Stanisława Gierłowskiego z lat 0-tych XX wieku. W latach 80-tych korzystał z teczki jako tornister szkolny Marek Karczewski – wnuk Stanisława.

Teczka z podpisem sołtysa. Nowe szwy teczki Marek Karczewski.




Pawłowski Michał

Michał Pawłowski, syn Aleksandra i Stanisławy (1909.09.29 – )
Kadencja –




Złotkowski Ryszard

Ryszard Złotkowski (17.01.1906 – 29.03.1994), syn Michała i Zofii z Szustakiewiczów.
Był pracownikiem ostrołęckiego handlu.
Kadencja –

edit: 21.11.2023
W Archiwum Państwowym w Warszawie-Pułtusku Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca odnajduje i tłumaczy kartotekę/akt urodzenia/chrztu Ryszarda Złotkowskiego.
Oto treść aktu:
„17/1906
Czarnowiec
Działo się we wsi Rzekuń dnia 15/28 stycznia 1906 roku o drugiej popołudniu. Stawił się Michał Złotkowski murarz z Czarnowca lat 45 w obecności Stanisława Drobnicy lat 36 i Franciszka Gierłowskiego, lat 36, rolników z Czarnowca i okazał nam dziecię płci męskiej, mówiąc, że urodziło w Czarnowcu 4/17 stycznia tego roku o siódmej wieczorem z prawnej jego małżonki Zofii z Szostakiewiczów, lat 27. Dziecięciu temu na chrzcie świętym dzisiaj odbytym przez ks. Ludwika Łukaszewicza nadano imię Ryszard, a rodzicami jego chrzestnymi byli Władysław Mierzejewski i Helena Krupa. Akt ten zgłaszającemu i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez nas tylko podpisany. Administrator Parafii Rzekuń utrzymujący akty stanu cywilnego Ks. Stanisław Żebrowski
(Na marginesie adnotacja: zmarł 29 marca 1994 r. w Ostrołęce. Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Danuta Glinka)”

Ojciec Ryszarda – Michał urodził się w Czarnowcu, w 1860 r. gdzie mieszkał i gospodarzył. Był mistrzem murarskim, prowadził budowę pierwszego dworca kolejowego i parowozowni na Stacji Ostrołęka. W latach 1906-1914 budował kościół w Rzekuniu. Michał Złotkowski zmarł 18 lutego 1944 r., spoczywa na rzekuńskim cmentarzu. Miał czterech? (sic!) (?) synów i (?) córek: Jerzego, Teodora, Ryszarda.

W błędnych przekazach pojawiają się informacje o czwartym synu (bracie Ryszarda) o nieznanym imieniu, który był pułkownikiem lotnictwa i zginął w czasie II Wojny Światowej, w bitwie o Anglię. Okazuje się, że ten bezimienny syn Michała i brat Ryszarda miał na imię Wiktor – opis poniżej ->

Wiktor Złotkowski urodzony w Czarnowcu 24.3.1904 r., pojmany przez Niemców, zginął jako jeniec w Dössel (Niemcy) – 27.9.1944 r.
Absolwent OSL (Oficerska Szkoła Lotnicza?) w Dęblinie (3 promocja) mianowany ppor.obs. (podporucznik obsługi) 15 sierpnia 1929 r. Po promocji został przydzielony do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Z braku samolotów brał udział w walkach na ziemi w obronie Helu we wrześniu 1939 r. Po kapitulacji garnizonu helskiego został wzięty do niewoli.
Wiktor otrzymał przydział wojskowy jako pilot lotnictwa do Lotnictwa Marynarki. Awansował do stopnia kapitana.
Więziony od 1940 r. w Oflag VI B Dössel (Doessel) – niemieckim obozie jenieckim dla oficerów jeńców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obóz powstał w 1940 r., 5 km na południowy zachód od Dössel (dzisiaj część miasta Warburg). 27 września 1944 w nocy zdarzyła się tragedia. Bombowce brytyjskie, mając za cel stację kolejową w Nörde, omyłkowo zrzuciły bombę na obóz, zabijając 90 oficerów, wśród nich Wiktora Złotkowskiego z Czarnowca.
! do tłumaczenia: kpt.sł.st.obs. (kapitan sł.(?) st.(?) obserwator)

Młodszy brat Ryszarda – Teodor Stanisław urodził się w Czarnowcu (7.04.1910 data z książki Czesława Parzycha) 2.05.1910 r. zmarł 11.01.1997 r. w Ostrołęce. Teodor ukończył Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową (pisaliśmy o tym tu). Służbę wojskową odbywał jako bombardier-rusznikarz w artylerii. Pracę na kolei rozpoczął 20 maja 1935 r. jako maszynista parowozów, pracował także po II Wojnie Światowej. Po wojnie zamieszkał na Stacji przy ul. Żeromskiego.

Starszy brat Ryszarda – Jerzy (sic! – Józef-Gabriel) urodził się w Czarnowcu 15.03.1900 r. Jerzy ukończył 7. klas szkoły powszechnej w Ostrołęce. Służbę wojskową odbywał jako szeregowiec w wojskach kolejowych. Pracę na kolei podjął 11 listopada 1918 r., czyli w dniu Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Pracował jako maszynista parowozów również po II Wojnie Światowej. Mieszkał na Stacji przy ul. Piłsudskiego (później zmienionej na Żeromskiego).

Po zakończonej II Wojnie Światowej w roku 1945 Komisja Odznaczeń w Londynie dla upamiętnienia wysiłku żołnierza Polski Podziemnej odznacza kpr. Ryszarda Złotkowskiego Krzyżem Armii Krajowej.

Skany pochodzą z opracowania Czesława Parzycha „Sto lat ostrołęckiej kolei”, pozyskane z zasobów Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu, (28.09.2022).




Czarnowiec – skąd wzięła się nazwa?

W tle mapa Czarnowca z XIX wieku. Na górze napis Czarnowiec, na dole data 1413 rok. Obraz czarno-biały.

Czarnowiec – skąd wzięła się nazwa?

Chcielibyśmy krótko wytłumaczyć pochodzenie i znaczenie nazwy naszej wioski, czyli słowa „Czarnowiec”.
Często mówi się, iż nazwa każdej miejscowości skrywa w sobie wiele informacji dotyczących jej kultury i historii, początków pierwszych osadników oraz to, że stanowi część tożsamości jej mieszkańców.

Poszukując śladów zapisów historycznych o naszej wiosce w dostępnej literaturze możemy odnaleźć jedynie parę zdań w wydanej, w roku 2014 na zlecenie Urzędu Gminy w Rzekuniu „Monografii Gminy Rzekuń” autorstwa Jerzego Dziewirskiego.

W Czarnowcu mówimy, że „czarna owca” pochodzi z Czarnowca, a nazwa Czarnowiec od czarnej owcy. Na tę okoliczność powstała nawet w czerwcu 2021 r. biblioteczka przydrożna pod nazwą „CzarnaOwca”. Natomiast w listopadzie 2022 r. powstaje „Koło Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu”.
Tak mówimy, jednak w dostępnym tekście znanego regionalisty znajdziemy takie oto wpisy:

Czarnowiec
Czarnowiec jest wymieniony w akcie erekcyjnym parafii Rzekuń, a więc powstał przed rokiem1413. Dokładnie, kiedy powstał nie można określić z powodu braku dokumentu. Wchodził w skład dóbr Jana ze Strzegocina, właściciela Ław i Rzekunia. Następna wzmianka o Czarnowcu pochodzi z 1474 roku. Jest też wymieniony w aktach parafii Rzekuń w 1522 r.

Nazwa wsi prawdopodobnie pochodzi od osobnika nazywanego Czarnym, być może pierwszego osadnika.
Jest także przypuszczenie, że nazwa wsi Czarnowo pochodzi od czarnej, bardzo urodzajnej ziemi i ma charakter topograficzny.

Spośród wszystkich wsi parafii Rzekuń, Czarnowiec w 1578 r. miał najwięcej zagospodarowanych włók ziemi. Było ich 13 i trzy ogrody, podczas gdy Rzekuń, siedziba parafii miała zagospodarowanych włók 10 i cztery ogrody. W 1581 roku właścicielami Czarnowca byli Narzymscy. Narzymscy pieczętowali się herbem Dołęga.
Oto jego opis: w polu błękitnym tarczy srebrna podkowa, na jej barku złoty krzyż kawalerski. Ze środka podkowy wychodzi srebrna strzała żeleźcem w dół. Herb koronowany złotą koroną i wysadzany szlachetnymi kamieniami. W klejnocie nad hełmem w koronie czarne skrzydło przeszyte srebrną strzałą skierowane w prawo.

Z herbem tym związana jest ciekawa legenda. „Gdy Bolesław Krzywousty z Prusakami wojował, rycerz Dołęga nazwany, herbu Pobóg, z boku z zasadzki wodza pruskiego wojska tak dobrze z kuszy uderzył, że z konia zwalił i z życia wyzuł: czym przestraszeni ludzie jego snadniej potem od polskiej szabli porażeni zostali. Za tę przysługę od króla (Bolesław Krzywousty był księciem-JD) do ojczystego herbu swego wziął strzałę w przydatku, a herb od imienia jego Dołęga nazwany”…

W XIV wieku wieś weszła w skład dóbr rodziny Pomianów-Ławskich.
W XIX wieku była to wieś i folwark, donacja, w powiecie ostrołęckim, gminie i parafii Rzekuń, 14 domów,
136 mieszkańców, 1435 mórg ziemi dworskiej i 28 włościańskiej.

Połowę obszaru dworskiego zajmują lasy

Parafia w Rzekuniu
Parafia w Rzekuniu została erygowana 3 lutego 1413.

Zachowała się jedynie kopia aktu erekcyjnego.
Do parafii należały następujące wsie: Rzekunie, Czarnowiec, Kaczyno, Dzbenino, Susko, Troszyno, Laskowiec, Borawe, Niedźwiedzie i Dąbek. Pierwotnym wezwaniem parafii była Najświętsza Maria Panna i Nawrócenie Św. Pawła Apostoła. Parafię uposażono z trzech włók ziemi w Rzekuniu. W 1477 Paweł z Ław i Grabowa ufundował w kościele altarię, czyli ołtarz pod wezwaniem NMP i św. Jana Apostoła i Ewangelisty.
W roku 1578 w skład parafii wchodziły wsie (pisownia oryginalna): Rzekuń, Lawy, Goworki, Cziarnowiecz, (Mierzeiewo) Drwencza, Dzbinino, Daniszewo, Liaskowiecz Wolia, Nowa Wieś, Kaczino Antiqua, Kaczino Tobolicze, Kaczino Wipichi, Susko Janochi, Zabielie...”

Co do pierwszej tezy, że nazwa osady Czarnowiec pochodzi od pierwszego na tych ziemiach osadnika czyli mieszkańca wsi można domniemać, że może to być prawdą.
Jednak drugie przypuszczenie o czarnych, żyznych/urodzajnych glebach/ziemi jest już raczej mocno przesadzone, bo tereny całej osady-wioski (później gromady) Czarnowiec-Włościański i Czarnowiec-Dwór rozpościerają się na bardzo słabych, piaszczystych glebach często oznaczonych tylko klasą V, VI lub VI z. Oznacza to, że przeważająca ilość włók ziemi przeznaczona była pod zalesienie, a wysiane przez rolnika żyto ledwie wznosiło się ponad piaszczyste pole.

źródło dla herbu Dołęga-Narzymskich: Autorstwa Bastian, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14767792

Poniżej skan dokumentu ze strony www https://rcin.org.pl/ – Repozytorium Cyfrowe Instytutów Naukowych z siedzibą w Poznaniu.
Kartoteka wypisów źródłowych dotyczących osad na Mazowszu w okresie średniowiecza sporządzona przez Adama Wolffa i jego współpracowników, m.in. Annę Borkiewicz-Celińską oraz Kazimierza Pacuskiego.

Tytuł: Czarnowiec.
Files of Ostroleka district in the Middle Ages. Files of Historico-Geographical Dictionary of Masovia in the Middle Ages
Czarnowiec. Kartoteka powiatu ostrołęckiego w średniowieczu. Kartoteka Słownika historyczno-geograficznego Mazowsza w średniowieczu.
Twórca: Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk

W poniższych skanach z publikacji, z 1997 roku odnajdujemy wykaz i pochodzenie nazwy Czarnowiec. Na dokumencie odnajdujemy daty i nazwy używane w poszczególnych okresach i tak:
1474 r. – Czarnowyecz,
1522 r. – Czarnowycz,
1578 r. – Cziarnowiecz,
1783 r. – Czarnowiec,
1827 r. – Czarnowiec,
1880 r. – Czarnowiec,
1980 r. – Czarnowiec.
Jest również wymienione pochodzenie słowa „Od nazwy osadnika Czarny”.

Marek Karczewski