O historii Czarnowca i nie tylko – w miejskiej bibliotece (zdjęcia, wideo)
Category: kulturalne,NEWS,Wydarzenia
written by Marek | 20 lutego 2026
O historii Czarnowca i nie tylko – w miejskiej bibliotece
Pełna sala. Zabrakło miejsc do siedzenia. Niektórzy goście stali.
Tak byliśmy zaaferowani tym spotkaniem, że nie zdążyliśmy oszacować ile osób przyszło.
Było nam bardzo miło, gdy w styczniu dowiedzieliśmy się, że Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęcezaprasza nas na otwarte spotkanie z czytelnikami, żebyśmy opowiedzieli jak opowiadamy lokalne historie. Przyszliśmy więc. Wymieniając w kolejności alfabetycznej: Marek Karczewski i Jacek Pawłowski.
Od sześciu lat – a jak dobrze sięgnąć pamięcią, to nawet od ośmiu – dokumentujemy różne historyczne epizody związane z Czarnowcem. Opowiadamy je najlepiej jak potrafimy.
Na początku to były jakieś punktowe opowieści. Jak pojedyncze kropki w dziecięcej łamigłówce. Jak kamyczki mozaiki, które do niczego nie pasują, dopóki nie będzie ich więcej. Jak pogubione puzzle z fragmentami obrazków, na podstawie których można tylko zdać sobie sprawę jak coś mogło wyglądać, choć nieprecyzyjnie i nie w całości. Jak w tym szlagierze z tekstem Alana i Marilyn Bergmanów o odwijanych obrazach w kołowrotku wieczności.
Tak było na początku. Ale przez te wszystkie lata udało się zgromadzić tyle historii, że rysuje się już jakiś obraz w jaki sposób wielkie procesy dziejowe oddziaływały na życie małej wsi i jej mieszkańców.
Druga wojna światowa, która nieodwracalnie zmienia życie: rodzeństwa Wyszomirskich, Stefana Sakowskiego, Kazimierza Budnego, Wiktora Złotkowskiego i innych.
Uwłaszczenie chłopów po powstaniu styczniowym przez cara Aleksandra II, które przysporzyło ziemi mieszkającym w Czarnowcu rodzinom Drobniców, Kowalczyków, Ambroziaków, Lewickich, Laskowskich, Chludzińskich, Wasilewskich, Stefaniaków, Lisów, Tymusiów, Słowikowskich, Złotkowskich, Malinowskich, Krupów.
Trudny gospodarczo czas przed wielką wojną czy w okresie dwudziestolecia wojennego, w tym wielki kryzys, w których próbowali odnaleźć się: Doberski, Lis czy Wyszomirski.
I cały zestaw innych opowieści o życiu mieszkańców i gości w czasie zwykłym w ciągu historii – czyli okresach bez wojen i bez kryzysów: archeologach, dziedzicach, działkowcach, konserwatorce zabytków, murarzach, leśniczym, pachciarzu, rolnikach, sołtysie, społecznikach, ślusarzu-mechaniku i innych.
To nasza wspólna pamięć o wiejskiej codzienności, która na pewno nie znajdzie się w podręcznikach historii; ale wiejska, społeczna, niezależna od władzy, strona internetowa jest idealnym – by tak to ująć: polem eksploatacji dla takiej dziedziny wiedzy.
Nie robimy tego dla sławy czy innych form rozgłosu. Ale miło nam, gdy ktoś dostrzeże efekt tej pracy. Czasami dostajemy informacje zwrotne z regionu, czy z Polski, że mało która wieś ma tak szczegółowo opisaną historię. I doceniamy, że Miejska Biblioteka Publiczna uznała, że warto poświęcić czas, prąd, amortyzację sprzętu, a przede wszystkim pracę swoich ludzi, żebyśmy o tej historii Czarnowca opowiedzieli. Nie tylko zresztą o historii, ale o naszych przygodach w czasie docierania do źródeł, dokumentowania i pisania. Opowiadaliśmy też o naturalnej ciekawości świata, która towarzyszy wyprawom rowerowym, narciarskim czy pieszym jednego czy drugiego z nas.
Licznie zgromadzonej publiczności przedstawiła nas dyrektor Biblioteki Katarzyna Kossakowska, a nasze nieuporządkowane myśli na jakiś logiczny tor kierowała prowadząca spotkanie Anna Wołosz. Chyba wyszło nieźle, bo przez pierwszą godzinę spotkania nikt nie wyszedł, a pytania od gości były mocno osadzone w meritum spotkania.
Dziękujemy Wszystkim, którzy przyszli na spotkanie z nami. Dziękujemy za uwagę i za uważność. Wierzymy, że była to pierwsza, ale nie jedyna okazja, aby się spotkać i porozmawiać o lokalnych historiach.
Spotkanie p.t.: „Historia regionu – Jacek Pawłowski i Marek Karczewski” odbyło się 19 lutego 2026 r.
Foto w artykule i galerii autorstwa: Krzysztofa Chojnowskiego i Małgorzaty Szarwackiej
Jacek Pawłowski, 20.02.2026 r.
Bieg w narciarstwie klasycznym dla Kurpiów i dla WOŚP. (zdjęcia)
Category: FELIETONY,NEWS,sportowe,Wydarzenia
written by Marek | 20 lutego 2026
Bieg w narciarstwie klasycznym dla Kurpiów i dla WOŚP.
W tym roku biegliśmy razem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy – przed biegiem można było wesprzeć WOŚP, wrzucając datki do puszki. Wolontariuszami w Przystani, w biurze zawodów byli Państwo Karolina i Paweł Niewiadomscy (Prezydent Ostrołęki z małżonką).
W niedzielę 25 stycznia 2026 roku WOŚP gra na rzecz leczenia chorób przewodu pokarmowego u dzieci.
Bieg odbył się w Przystani na dystansie 10,5 km i 4,5 km, po trasie przygotowanej maszyną do wyciskania śladu. Start i meta zlokalizowane były na polanie przy Szkole Podstawowej w Przystani. Start biegu nastąpił o godz. 11:00.
Zawodnicy wystartowali w plastronach z numerami startowymi. Wpisowe zostało określone na minimum 50 zł, wrzucone do puszki WOŚP.
Dla najlepszych zawodników (miejsca I-III) przewidziane były puchary w dwóch kategoriach: – kobiety, – mężczyźni oraz dla najmłodszego i najstarszego zawodnika.
Oto skrócone wyniki biegu:
KOBIETY OPEN: 1. Aleksandra Nerwińska 2. Justyna Matejunas 3. Anna Zarzycka MĘŻCZYŻNI OPEN: 1. Waldemar Spychalski 2. Wojciech Zarzycki 3. Wojciech Broniek DZIECI OPEN: 1. Adam Klemendorf 2. Kalina Topa 3. Łucja Topa NAJMŁODSZA: Łucja Topa (8 lat), NAJSTARSZY: Marcin Zaurski (79 lat).
Mieszkańcy Czarnowca również pobiegli.
Trzech, a właściwie czterech mieszkańców Czarnowiec.pl wzięło udział w dzisiejszym biegu. Oto ich wyniki:
4 miejsce Dariusz Aleksandrowicz – 0:48:48 9 miejsce Norbert Siemiątkowski – 1:10:10 13 miejsce Marek Karczewski – 1:15:15 15 miejsce Jacek Pawłowski – 1:30:30
Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszego „V Biegu Kurpsiów” w narciarstwie klasycznym. Foto: Marek Karczewski, moja-ostroleka.pl, Elżbieta Podeszwa, Jacek Pawłowski, MOSiR w Ostrołęce.
Polecamy wszystkim tę formę rekreacji, a nawet rywalizacji!
V Bieg Kurpsiów w narciarstwie klasycznym odbył się w Przystani dnia 25 stycznia 2026 r.
Marek Karczewski, 25.01.2026 r.
Gdy śniegu za dużo napada, w Czarnowcu…(wideo)
Category: NEWS,sportowe,Wydarzenia
written by Marek | 20 lutego 2026
Gdy śniegu za dużo napada, w Czarnowcu…
„Jest zima, musi być zimno” „Gdy nie wymrozi zima, sierpień zbierać co nima” „W zimie odkryte ucho, to w lecie sucho”
No to na narty!
Wczoraj i dziś (17,18 stycznia 2026 r.) trochę narciarze polatali. Ale aby mogło się udać bieganie na nartach biegówkach, na komfortowej trasie, trzeba było ją wykonać.
W sobotę Pan Piotr (w dodatku jubilat! Piotr) zrobił maszynowy ślad, z którego mogą korzystać narciarze biegowi – stylu klasycznego. Dziękujemy!
Z nagrań Pana Jacka wyszło coś takiego. 🙂
Dodatkowo dziś podesłał swoje fotki z trasy w Czarnowcu oraz troszkę z Lipianki. Dziękujemy za przepiękne ujęcia.
Dziękujemy serdecznie za wykonane prace Panom: Piotrowi i Jackowi.
Marek Karczewski, 18.01.2026 r.
Czy drzewo i kamień mogą jednoczyć?
Category: NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
To było naprawdę wyjątkowe wydarzenie.
Sadzenie Dębu Przyjaźni Mieszkańców Czarnowca odbyło się 26 marca 2022 roku przed świetlicą wiejską, jako symbol wspólnoty, pamięci i przyjaźni. Uroczystość miała szczególny charakter — była odpowiedzią na tajemnicze zniknięcie 200-letniej sosny, która przez lata zdobiła plac przy świetlicy.
Podczas wydarzenia Sołtys przypomniał historię zaginionej sosny i podkreślił wartość przyjaźni jako fundamentu lokalnej wspólnoty. Zasadzono dąb, a obok niego ustawiono pamiątkowy głaz z cytatem prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona: Przyjaźń jest jedynym cementem, który utrzyma świat razem. W uroczystości wzięli udział, byli sołtysi Czarnowca, radni z Czarnowca, mieszkańcy oraz goście honorowi, w tym przedstawiciele lokalnych instytucji i organizacji. Każdy uczestnik mógł symbolicznie podlać drzewko, a zaproszeni goście otrzymali certyfikaty zasadzenia. Spotkanie zakończyło się wspólnym toastem, ciastem i rozmowami — a także niespodziewanym pojawieniem się pierwszych uchodźców z Ukrainy, co nadało wydarzeniu głębszy wymiar solidarności.
To nie był tylko akt sadzenia drzewa — to było zakorzenienie wartości, które ma łączyć ludzi.
Kilka symbolicznych fotografii z sadzenia Dębu Przyjaźni w Czarnowcu, z marca 2022 roku. Poniżej zobaczycie Państwo obrazy, które oddają ducha wspólnoty, zaangażowania mieszkańców i uroczysty charakter tej chwili. Są tam ujęcia samego dębu, uczestników wydarzenia oraz pamiątkowego głazu z cytatem Thomasa Woodrowa Wilsona.
Jaki był odbiór inicjatywy przez mieszkańców?
Uroczystość miała charakter bardzo symboliczny i emocjonalny — wielu uczestników wspominało z żalem zniknięcie 200-letniej sosny, która wcześniej zdobiła plac przy świetlicy. Dąb stał się nowym symbolem wspólnoty i trwałości.
Ówczesny sołtys Marek Karczewski podkreślił, że „przyjaźń to wartość godna uroczystej oprawy”, a liczny udział mieszkańców pokazał, że lokalna społeczność ceni takie gesty.
Certyfikaty zasadzenia dębu, które otrzymali uczestnicy, były miłym akcentem — podkreślały osobiste zaangażowanie i wspólne działanie.
Wystąpienie Jacka Pawłowskiego o symbolice dębu wywołało refleksję i uśmiech — mówił o dębie jako „królu drzew”, o jego obecności w języku, kulturze i nawet na monetach. Jego przemowa była pełna humoru i lokalnych odniesień.
Nastroje i komentarze po uroczystości
W relacjach pojawiały się słowa takie jak: „wzruszające”, „piękna inicjatywa”, „symbol jedności”.
Uczestnicy chwalili pomysłowość i zaangażowanie Rady Sołeckiej, a także fakt, że wydarzenie połączyło pokolenia — obecni byli dawni sołtysi Czarnowca, ich rodziny, radni, nauczyciele, leśnicy, lokalni działacze i młodzież.
Pojawienie się uchodźców z Ukrainy wpisało się w ideę przyjaźni i solidarności.
To nie była tylko ceremonia — to był manifest wspólnoty, pamięci i nadziei.
Inicjatorzy, przodownicy, sprawcy, organizatorzy
Sam fakt zasadzenia Dębu Przyjaźni nie odbyłby się, gdyby nie pomysł, który zaproponował podczas zebrania wiejskiego w 2021 r. Pan Sławomir Kuźmiński – mieszkaniec Czarnowca. Od pomysłu zakupienia drzewa zmieniły się jednak kolejne działania, bo Pan Piotr Mierzejewski wyhodował już w swoim prywatnym lesie ładny okaz dębu, który wspólnie z małżonką Pauliną (Przewodniczącą KGW) przekazali nieodpłatnie na rzecz sołectwa. Pozostały tylko sprawy związane z przygotowaniem uroczystości zasadzenia drzewka, zaproszeń gości, przygotowaniem certyfikatów i małym poczęstunkiem kulinarnym. Sprawcami byli: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Teresa Łępicka (Społeczna Gospodyni Świetlicy). Pod dębem spoczął głaz z wyrytym cytatem, ufundowany przez mieszkańców Czarnowca, Panów Grzegorza i Przemysława Rykowskich.
Drzewa mogą jednoczyć. Mogą być miejscem spotkań, symbolem wspólnoty, a także punktem odniesienia dla lokalnych tradycji i historii. Mogą być miejscem koncertów, nabożeństw i spotkań czytelniczych, jednocząc lokalną społeczność.
Drzewa pełnią również ważną rolę w ekosystemach, wspierając bioróżnorodność i pomagając w utrzymaniu równowagi, w przyrodzie. Mogą być również symbolem odrodzenia, ciągłości życia i przemijania, co jest widoczne w wielu kulturach i religiach. Drzewo Życia, postrzegane jako wzorzec kulturowy, symbolizuje wieczne odradzanie się przyrody, a dla chrześcijan drzewo Krzyża jest miejscem, w którym śmierć stała się początkiem życia.
Drzewa nie tylko są ważnym elementem środowiska naturalnego, ale również mogą pełnić funkcję społeczną i kulturową, jednocząc ludzi i stanowiąc punkt odniesienia dla wspólnot.
Ostatnie stwierdzenie należy czytać ze zdecydowanym naciskiem na użyte tam słowo „mogą”.
MK, 27.07.2025 r.
Z Czarnowca na Kurpie – w jeden dzień
Category: FELIETONY,NEWS
written by Jacek | 20 lutego 2026
Mieszkaniec Czarnowca ukończył wyzwanie rowerowe „Kurpie w jeden dzień”. Polegało one na przejechaniu 150 kilometrów po Kurpiach w ciągu jednego dnia i udokumentowaniu pobytu w co najmniej czterech punktach kontrolnych. Poniżej relacja uczestnika.
Nie wiem czy kogoś to zainteresuje, ale lider grupy rowerowej, do której nie należę, namawiał, żeby napisać 🙂 No to piszę 🙂
Jako rowerzysta niezrzeszony, jeżdżący na ogół indywidualnie, z zasady (są wyjątki) unikam zbiorowych imprez rowerowych. Czelendż „Kurpie w jeden dzień” miał jednak ten urok, że nie narzucał z góry trasy. Każdy uczestnik mógł sobie wybrać ją sam i pokonać ją w dowolnie wybranym dniu. Wyzwanie zorganizowała organizacja społeczna, a nie władza publiczna. Społeczników trzeba popierać.
Był jeszcze jeden ważny powód. „Kurpie w jeden dzień” w pewnym sensie przypominały naszą dwukrotnie rozegraną grę wiejską „Czar Czarnowca”. Ona też polegała na dotarciu do punktów kontrolnych dowolnie wybraną trasą. Różnica polegała na tym, że „Czar Czarnowca” był grą pieszą, na czas, a w punktach kontrolnych trzeba było wykonać zadania, a nie zdjęcia.
Trasę „Kurpi w jeden dzień” wybierałem w zasadzie na bieżąco. Sama się ułożyła w trakcie jazdy. Ostatecznie była taka: Czarnowiec – Ostrołęka – oba Łęgi – Kurpiewskie – Szkwa – Ruda Osowiecka – Tabory Rzym – Pianki – Zbójna – Nowogród – Zbójna – Laski – Gąski – Dąbrówka – Płoszyce – Grale – Golanka – Sul – Lipniki – Łyse – Dęby – Myszyniec – Zdunek – Olszyny – Zawady – Brodowe Łąki – Zawady – Kopaczyska – Kierzek – Gleba – Chudek – Obierwia – Olszewka – Łazy – Ostrołęka – Czarnowiec.
Moje fotografie z punktów kontrolnych przedstawiały: kurpiowski dworek w Nowogrodzie, drewniany kościół w Łysych, bazylikę w Myszyńcu i drewniany kościół w Brodowych Łąkach.
W sumie trasa objęła 162 i pół kilometra. Jazda trwała sześć godzin i 41 minut. W rzeczywistości wycieczka była dłuższa bo aplikacja nie zlicza postojów. A przecież wyprawa rowerowa bez posiłku regeneracyjnego na trasie to nie wyprawa, prawda? 🙂
Wyzwanie „Kurpie w jeden dzień” zostało przygotowane przez obierwiańskie stowarzyszenie Projekt Radomir. Podsumowanie przedsięwzięcia w sobotę 28 czerwca wieczorem w Nowogrodzie. Ponieważ już wiem, że nie wygrałem w konkursie na najlepsze zdjęcie z punktów kontrolnych, wrzucam je tu jako ilustrację.
Gdyby jakaś organizacja społeczna chciała w przyszłości przeprowadzić podobny projekt, z tym że w punktach kontrolnych trzeba byłoby jeszcze rozwiązywać zagadki, służę pomysłami. 🙂 🙂 🙂
Czterdzieści dwie osoby wzięły udział w wydarzeniu „XI Spacer Leśny Liczenie Liści 2024”. Na tę chwilę nie posiadamy dokładnych danych statystycznych odnośnie frekwencji przeszłych spacerów, ale z racji na wręcz obrzydliwą pogodę musimy uznać tę liczbę uczestników jako rekordową. Wracając pamięcią do poprzednich dziesięciu edycji gdzie zdarzał się deszcz i śnieg nie było dotychczas aż tak niesprzyjających warunków jak w niedzielę 17 listopada 2024 roku.
Co na koniec uratowało przemarzniętych i przemoczonych piechurów? O tym później…
Na początek jednak zacytujemy przesłany list od Pani Anny Nosek:
XI edycja niesamowitej akcji „Liczenie liści” Nawet przez głowę mi nie przeszła myśl, że odrzucę wyjątkowe zaproszenie, które otrzymałam od sołtysa sołectwa Czarnowiec – pana Marka Karczewskiego. Czułam się wyróżniona i uhonorowana, mogąc podczas przystanku na trasie Spaceru Leśnego „Liczenia liści”, na ulicy kpt. Bednarczyka – przy krzyżu przydrożnym na trasie Rzekuń – Daniszewo wspomnieć o bohaterze ziemi rzekuńskiej i ostrołęckiej (jestem bratanicą bohatera). To wystąpienie miało dla mnie szczególne znaczenie. Po raz pierwszy uczestniczyłam w ciekawej formie przekazania na żywo historii mojej rodziny z akcentem na świadectwo losów kpt. „Adama”, stryjka. Mimo solidnego przygotowania się do zabrania głosu „urwałam” sporo wiadomości, ponieważ wiało i padało, a młodzi i starsi wiekiem uczestnicy wyprawy po leśnym terenie czuli ziąb. Spacerowicze pokonali trasę ponad 10 km, podziwiając jesienny pejzaż okolic Czarnowca, Daniszewa, Rzekunia i wsłuchując się w ciekawe opowieści. Program, dotyczący wiedzy historycznej o miejscach na mapie tej małej Ojczyzny, opracowali dwaj panowie: sołtys Marek Karczewski i dziennikarz – Jacek Pawłowski. Mnie na trasie nie było ze względów zdrowotnych. Oczekiwałam na spacerowiczów w aucie mego byłego ucznia, który zachwycił opowieścią o swych sukcesach zawodowych. Podwiózł też do miejsca, gdzie przygotowano kolejne atrakcje i niespodzianki. Posiłek dla wszystkich przygotowało kilkoro aktywistów sołeckiej wspólnoty m.in żona sołtysa, kucharz, panowie, których nie znam z nazwiska. Gorąca kawa, herbata, pyszny bigos, chlebek , kiełbasa z grilla i ciasteczka – to bardzo miła i smaczna niespodzianka! Dziękujemy! Następnie odbył się konkurs wiedzy historycznej z nagrodami i dyplomami przygotowany przez dwóch panów: Marka i Jacka. Pięciu ochotników dało popis wiedzy zdobytej podczas spaceru. To bardzo pozytywny finał spotkania i wiele wspólnej radości. Dla mnie ważna była okazja do ciekawych rozmów i poznania nowych ludzi, oddanych społecznym działaniom dla dobra wspólnego. Całość akcji „Liczenia liści” to – moim zdaniem – fenomenalna i pożyteczna impreza, organizowana od 2014 r., w powiecie ostrołęckim (na dyplomach wymieniono miejscowości): Przystań – Lelis – Dąbrówka – Tobolice – Daniszewo – Rzekuń – Czarnowiec. Brawo Czarnowiec! Podziwiam, gratuluję, wyrażam uznanie i podziękowanie za organizację pomysłowych spotkań z żywą lekcją historii lokalnej. Na zakończenie na pamiątkę uczestnicy otrzymali ode mnie – portret kpt. Bednarczyka z krótkim biogramem.
Anna Nosek, 18 listopada 2024 r.
Scenariusz zrealizowany w 80%
Powodem pogoda. Nie mogliśmy w takim wietrze i opadach deszczu zrealizować założonego planu, ale ostatecznie jesteśmy usatysfakcjonowani.
Na starcie Sołtys Czarnowca przywitał wszystkich gości, którzy przybyli na plac przed Świetlicą Wiejską. Opowiedział w skrócie o historii spacerów, podziękował nagrodą rzeczową najaktywniejszemu uczestnikowi – Grzegorzowi Ziemkowi, który opuścił (z przyczyn od Niego niezależnych) tylko jedną edycję spaceru! Głos zabrał również Prezes Ekomeny Ostrołęka Pan Wojciech Jarząbek, z którym to dziesięć lat temu (2014 r.) otwieraliśmy pierwszy spacer z pierwszym oficjalnym otwarciem mostka w środku Lasu Państwowego, w Przystani. To wtedy dzięki naszym staraniom, przede wszystkim na potrzeby przeprowadzenia wyścigu kolarskiego MTB, wójt gminy Olszewo-Borki Pan Krzysztof Szewczyk w porozumieniu z Nadleśniczym Nadleśnictwa Ostrołęka Panem Zdzisławem Gadomskim (mieszkańcem Czarnowca :)) zgodzili się i sfinansowali ten jak się później okazało potrzebny obiekt.
Pan Jarząbek podkreślił, że będzie uczestniczył ze swoim Stowarzyszeniem do ostatniej edycji i przy okazji zaprosił na spacer Ekomenowy, który zawsze startuje 1 stycznia, w samo południe.
Głos zabrał Pan Jacek Pawłowski i wtedy się zaczęło 🙂 Wszyscy zaczęli słuchać, bo nie sposób nie skupić uwagi na tym w jaki sposób Pan Jacek opowiada o obiektach, wydarzeniach historycznych i semantyce oraz fonetyce. Z najbardziej ciekawych rzeczy jakie przytoczył – wziął to z z opisu na stronie gminy, to „siłownia napowietrzna”. Okazało się, że takiej nie ma lub jest ale nie taka, bo przecież ona jest na ziemi a nie w powietrzu…
Opowieść pierwsza – ŚWIETLICA
O początkach czarnowieckiej świetlicy wiejskiej dowiadujemy się m.in. z pożegnalnego przemówienia Marka Karczewskiego wygłoszonego na pogrzebie mieszkańca Czarnowca Eugeniusza Łępickiego. „Gdy w połowie lat siedemdziesiątych rozpoczęto budowę Świetlicy w Czarnowcu Gieniek miał 20 lat. Razem z młodymi kolegami, z Czarnowca Zbyszkiem Sobolem (1958) i innymi, pilotowali, pomagali, angażowali się aby jak najszybciej powstał ten budynek. Aby społeczność wiejska miała schronienie nad głową i aby młodzież taka jak On miała gdzie potańczyć na wiejskiej potańcówce. Budowa wlokła się latami, bo wciąż brakowało funduszy ale już w latach 80-tych okoliczna młodzież mogła potańczyć na świeżo wylanej posadzce, na tak zwanych 'wichurach'”. Takie były początki świetlicy. W drugiej dekadzie XX wieku świetlica została przebudowana i unowocześniona. Niestety inwestor zaplanował i wyciął wiekową sosnę, która była symbolem Czarnowca. W zasadzie mogłaby być pomnikiem przyrody, bo jej wiek był szacowany na 150-200 lat. Czarnowiecka sosna na ochronę przyrodniczą się nie załapała. Niewielka to rekompensata, ale może za dwieście lat będzie widać efekty. Wiosną 2022 roku został przed świetlicą zasadzony dąb przyjaźni mieszkańców Czarnowca. JP
Prawie 200. letnia sosna została wycięta dokładnie dnia 4 stycznia 2012 roku na zlecenie wójta gminy Rzekuń Stanisława Godziny. O wycięcie sosny wnioskowała ówczesna sołtyska Czarnowca Wiesława Milewska. Członek Rady Sołeckiej Marek Karczewski odmówił podpisania wniosku o likwidacji sosny. Wyciął ją mieszkaniec Laskowca. MK
Opowieść druga – RowerPark Czarnowiec
RowerPark Czarnowiec. Własność Marka Karczewskiego. Terenu za drogą/ulicą Leśną użyczają Państwo: Wróblewscy, Chełstowscy, Rejch, Sikorscy, Kupis. Powstał w okresie jesiennym 2015 roku z pomysłu i zamiłowania do kolarstwa – Marka Karczewskiego. Począwszy od 1 stycznia 2017 roku na trasie organizowano wiele wyścigów kolarskich MTB oraz biegi terenowe. Trasa utrzymywana jest z pracy i środków finansowych właściciela. Wielką pomoc w budowę trasy włożyli członkowie Klubu Kolarskiego 24h z siedzibą w Czarnowcu. Odbyło się tu sześć wyścigów kolarskich MTB XC oraz jeden bieg przełajowy zorganizowany przez Marka Karczewskiego i Norberta Siemiątkowskiego. Obecnie trasa jest dostępna dla kolarzy górskich przez 24 godz. na dobę i przez 365 dni w roku. MK
Opowieść trzecia – stacja kolejowa
Za okupacji w Daniszewie był przystanek osobowy i mijanka pociągów. Ale w 1945 roku został zlikwidowany. Przywrócony na nowo dopiero w 1959 roku. Mieszkańcy Daniszewa przez wiele lat zabiegali u władz o przywrócenie tego przystanku. W końcu się udało. 15 października 1959 r. nastąpiło uroczyste otwarcie przystanku osobowego Daniszewo. Jest to jedno z ważniejszych wydarzeń w dziejach wsi po 1945 r. Przybyli mieszkańcy. I to licznie. Fakt ten został odnotowany na kartach kroniki szkolnej. „Nowo wybudowany budynek przystrojony zielenią. Na tle świeżo otynkowanych ścian widniały flagi biało-czerwone. Na torze natomiast zbudowana została brama. W poprzek szyn kolejowych zawieszono barwną szarfę, przed którą zatrzymał się po raz pierwszy pociąg osobowy, zdążający z Warszawy do Łomży o godz. 12.45. Orkiestra odegrała hymn narodowy a przedstawiciel DOKP Olsztyn przeciął barwną taśmę i pociąg ruszył w dalszą drogę. Dzieci wręczyły kwiaty przedstawicielom władz kolejowych i terenowych, a obsługę pociągu obsypały kwiatami.” JP
Opowieść czwarta – cmentarz z 1915 r.
Cmentarz wojenny w Daniszewie pochodzi z 1915 roku. Spoczywają tu żołnierze polegli w czasie I wojny światowej – zwanej wtedy po prostu wojną światową lub wielką wojną. Jest wpisany do rejestru zabytków gminy Rzekuń. W karcie zabytku zamieszczonym na oficjalnej stronie gminy można przeczytać m.in. „Cmentarz na planie prostokąta z półkolistym występem od północnego wschodu , nawiązujący do narysu świątyni z absydą; od NE, SE i SW otoczony rowem; mogiły o ziemnych nasypach, pierwotnie oznakowane drewnianymi krzyżami, w okresie międzywojennym wymienionymi na betonowe, numerowane płyty. Obecnie zachowane są trzy płyty nagrobne – nr 3, 4, 5. Brakuje płyty o nr 24, która znajdowała się na terenie cmentarza przed zniszczeniami w sierpniu 2020 r. (…) W sierpniu 2020 r. powierzchnia nekropolii została zniwelowana; nasypy mogił wyrównane; zaginęła większość płyt nagrobnych (zachowane trzy); brak innych elementów infrastruktury cmentarnej, w tym betonowego ogrodzenia wystawionego w okresie międzywojennym; część terenu cmentarza (cmentarnej działki geodezyjnej) zagarnięta (wygrodzona) przez sąsiadów. „ JP
Cmentarz w Daniszewie z 1915 roku. Cmentarz w Daniszewie jest zabytkiem ujętym w wojewódzkiej ewidencji zabytków i podlega ochronie. Posiada on kartę zabytku o numerze 254. Wszelkie prace ziemne mogą się na nim odbywać tylko za zgodą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. 29 sierpnia 2020 r. na polecenie wójta gminy Rzekuń wjechał na cmentarz ciężki sprzęt – koparki. Zniszczono i wywieziono w nieznanym kierunku płyty nagrobne… „W dniu 15 września 2020 r. na cmentarzu wojennym z Wielkiej Wojny w Daniszewie, gm. Rzekuń miało miejsce spotkanie Ośrodka Badań Europy Środkowo – Wschodniej i Rowerem wokół Ostrołęki z wójtem gminy Rzekuń. W trakcie rozmów otrzymaliśmy ustne zapewnienie, że jak tylko postępowania dotyczące zniszczenia cmentarza w Daniszewie zostaną zakończone, cmentarz będzie wyremontowany z najwyższą starannością, wg obowiązujących przepisów prawa. Sprawę zniszczenia cmentarza prowadzą w tej chwili Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków, Wojewoda Mazowiecki i inne instancje powiadomione przez wymienione instytucje. MK
Opowieść piąta – punkt graniczny
W latach 1939-44 między Daniszewem, a Zapiecznymi była granica państwa – jak napisano w starej kronice szkolnej – „strzeżona przez niemiecką straż graniczną (punkt graniczny most kolejowy na 6.600.) Granica dzieliła Generalną Gubernię (Generalne Gubernatorstwo) i dzielnicę Południowych Prus Wschodnich (Sudostpreussen). W związku z istniejącą granicą, w Daniszewie była wybudowana placówka straży granicznej – baraki które znajdował się przy drodze biegnącej jako odgałęzienie od drogi z Rzekunia do Daniszewa (tak zwana droga wiejska) na polu Krupińskiego Aleksandra. Tu znajdował się olbrzymi barak i bunkier betonowy, w którym często nocowali ludzie przechodzący granicę w celach handlowych z gubernatorstwem, a przyłapani przez straż graniczną.” JP
Opowieść szósta – trasa czasówki
Trasa jazdy Indywidualnej na czas – czasówki (ITT). Czasówka „rzekuńska” została zainicjowana przez Marka Karczewskiego w Czarnowcu, w roku 2010 r. (I edycja 15.08.2010 r.) i odbywała się na trasie Czarnowiec-Daniszewo – 4 edycje. Na trasie z Rzekunia do Drwęczy i Zapiecznego odbyło się 6 edycji tej kolarskiej imprezy, w latach 2013-2018. Ostatnia edycja (11) odbyła się w innej gminie – Zapieczne, gmina Troszyn. Organizatorem czasówki był Marek Karczewski początkowo z grupą AG bez Limitu Ostrołęka i okolice, a od 2014 r. z Klubem Kolarskim 24h z siedzibą w Czarnowcu. W ITT startowali przede wszystkim kolarze z Gdańska, Warszawy, Białegostoku, Siedlec, Bielska-Białej, Elbląga, Torunia, Olsztyna, Przasnysza, Ostrowi Mazowieckiej, Makowa Mazowieckiego Łomży i oczywiście z Ostrołęki. W rzekuńskiej czasówce wystartowali również zawodnicy z Rosji i z Wielkiej Brytanii. MK
opowieść siódma – „Adam”, ul. Aleksandra Bednarczyka
Ulica Aleksandra Bednarczyka „Adama”. Aleksander Bednarczyk (1913-1946) ps. „Adam”. Urodził się w rodzinie chłopskiej 21 sierpnia 1913 r. w Rzekuniu, syn Adama i Emilii z Nawrockich. Miał liczne rodzeństwo: 5 braci i siostrę. Po ukończeniu Szkoły Powszechnej w Rzekuniu w 1927 r., podjął dalszą naukę w państwowym Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Ostrołęce. W nocy z 19 na 20 grudnia 1946 będąc na kwaterze w gospodarstwie Czesława Kruczyka we wsi Gnaty (gm. Lelis), został otoczony przez grupę operacyjną UB z Ostrołęki. Śmiertelnie postrzelony bez pomocy medycznej umarł w czasie transportu do Ostrołęki. Według relacji jego zwłoki zostały wrzucone do Narwi i odnalezione kilkanaście kilometrów dalej przez rybaka, który powiadomił rodzinę. Pogrzeb odbył się nocą w ścisłej tajemnicy, wiedziało o nim tylko kilka osób z najbliższego otoczenia i ksiądz Marian Skłodowski. Ciało złożono w grobowcu rodzinnym Bednarczyków na cmentarzu w Rzekuniu. W czasie pochówku ziemię składano na płachty, aby nie pozostawić żadnych śladów. MK
Pocztówka Anna NosekPocztówka Anna Nosek
Tekst, który przygotowała na ten przystanek Pani Anna Nosek znajduje się poniżej (do pobrania).
Pump track w Rzekuniu. Pobudowany w roku 2019 r. Pierwsze łopaty pod budowę wbito dnia 12.10.2019 r. Obiekt oddano do użytku pod koniec listopada 2019 r. Od samego początku funkcjonowania toru do 31 grudnia 2022 r. społecznym administratorem był Sołtys Czarnowca Marek Karczewski. Inwestycja kosztowała prawie 440 tys. złotych. Samorządu Województwa Mazowieckiego dał 95 tys. zł i Starostwo Powiatowe w Ostrołęce – 130 tys. zł. Oficjalne otwarcie toru odbyło się w kwietniu 2020 r. Na torze zorganizowano w latach 2020-2024 łącznie cztery zawody w kolarstwie grawitacyjnym. Trzy z nich organizował Sołtys Czarnowca Marek Karczewski – jako pracownik gminy Rzekuń. MK
Rewers pocztówek wydrukowanych przez firmę Best_Office w Ostrołęce – Jarosław Jakubiak.
Wszyscy uczestnicy mieli możliwość zgromadzenia dziewięciu pocztówek ale to był podchwytliwy ruch sołtysa. Dopiero na mecie, ci którzy je zbierali dowiedzieli się, że za komplet pocztówek można było zdobyć 9. pkt. w konkursie rozegranym pod wiatą – na mecie.
Konkurs został nazwany przez sołtysa „Jeden z jedenastu” – to tak na okoliczność jedenastej edycji spaceru.
Na mecie, przy świetlicy na uczestników czekała nie tylko gorąca kiełbaska ufundowana przez Pana Krzysztofa Chojnowskiego – moja-ostroleka.pl… Kiełbaski znalazły się również w innym pysznym daniu, które uczestnicy pochłaniali do ostatniego kęsa 🙂
Na szwedzkim stole pod wiatą znalazły się również ufundowane przez sołtysa słodycze, smalec z fasoli, który przygotowała żona sołtysa, kawa, herbata i napoje zimne, które nie cieszyły się za bardzo powodzeniem tak zimnego dnia.
DANIE DNIA! Na tak przepyszny bigos warto było czekać ponad dziesięć kilometrów. Uczestnicy byli zaskoczeni taką pyszną potrawą przygotowaną przez niezawodnego Andrzeja Paszczyka z Rzekunia. Naczynia po bigosie były dokładnie wyskrobywane łyżką, że niektórzy omal dziury w nich nie wydłubali 🙂 Były oczywiście dokładki – pychota, że jeszcze dziś ślinka leci na myśl o takim kulinarnym smakołyku.
Dla Pana Andrzeja jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI!
Konkurs z nagrodami
W tym miejscu należy wspomnieć, że zdanie w górnych akapitach o procentowej realizacji scenariusza spaceru właśnie w tym miejscu (z powodu przenikliwego zimna) dopełniło się. Aby nie przedłużać konkursu, który miał być troszeczkę w innej formie i z dużo większą ilością pytań – został skrócony do minimum potrzebnego na wyłonienie zwycięzcy. Pytania konkursowe przygotowali Pan Jacek i Pan Marek, ale ostatecznie uczestnicy odpowiadali wyłącznie – na zupełnie, nieprawdopodobnie zaskakujące zagadki Pana Jacka. Odpowiedzi nie były dla wszystkich tak oczywiste jak na początku się wydawały. Z konkursu zwycięsko wyszli: 1 miejsce – Pani Krystyna, 13 pkt. 2 miejsce – Pani Anna, 12 pkt. 3 miejsce – ex aequo – Pani Bożena i Pan Serhei, 11 pkt. 5 miejsce – Pan Krzysztof, 7 pkt. Wszyscy uczestnicy otrzymali nagrody rzeczowe i dyplomy ufundowane przez sołtysa.
Nagrodami rzeczowymi zostały również wyróżnione wszystkie dzieci, które w tak trudnych warunkach atmosferycznych pokonały całą trasę spaceru.
A oto przykładowe pytanie konkursowe: „W kronice szkoły w Daniszewie napisano o „barwnej taśmie” na otwarciu stacji. W tej właśnie kolejności 1. barwna, 2. taśma. A gdyby odwrócić te słowa i powiedzieć „taśma barwna”, to co one by znaczyły? a) część drukarki komputerowej b) nośnik obrazu w kamerach analogowych c) obie odpowiedzi są poprawne.” Pozostałych pytań nie ujawniamy, bo wyłącznie Ci, którzy mieli przyjemność na nie odpowiadać wiedzą, że były doskonale dobrane do okoliczności niedzielnego spaceru.
Podziękowania
Z tego miejsca chciałbym gorąco podziękować WSZYSTKIM UCZESTNIKOM SPACERU! Wszystkim uczestnikom wydarzenia, których było łącznie 42 osoby, co przy tak paskudnej pogodzie jest naszym wspólnym sukcesem! Sponsorami wydarzenia byli: sklep Państwa Chojnowskich ze stacji Ostrołęka, Krzysztof Chojnowski – moja-ostroleka.pl, Jarosław Jakubiak – Best-Office Ostrołęka, Marek Karczewski – Sołtys. Wielkie podziękowania dla Pani Małgorzaty Karczewskiej za wyjątkowy smalec z fasoli, dla Pani Pauliny Mierzejewskiej za przepyszne ciasto, dla Państwa Nicewiczów i Mierzejewskich za pomoc przed i po wydarzeniu. Dziękujemy niezawodnemu Pijącemu_mleko (Rowerem wokół Ostrołęki) za kolejne ciekawe ujęcia z trasy spaceru. Na koniec wielkie ukłony dla kucharza Andrzeja oraz naszego niezastąpionego lektora Jacka! Dzięki całej ekipie impreza „XI Spacer leśny Liczenie liści 2024” wypadła znakomicie! – choć pogoda próbowała ją zepsuć 🙂
Dziękujemy również wszystkim, którzy zaangażowali się w organizację wydarzenia!
W niedzielę 28 kwietnia 2024 r. mieszkańcy Czarnowca uczestniczyli w niecodziennej imprezie kolarskiej, która miała swój początek w Ostrołęce, naprzeciw Komendy Miejskiej Policji.
Wyjątkowe otwarcie OwK z TdK 🙂
Dziś wyjątkowe otwarcie, bo: – była rekordowa frekwencja – ponad 50 osób!; – były dzieci, młodzież, dorośli; – było wielu zawodników „Wyścigu dookoła Kurpi” – (WdK) i „Wyścigu dookoła Ziemi Kurpiowskiej” – (WdZK), którzy startowali w tym wyścigu ponad czterdzieści lat temu; – była wspaniała pogoda; – otworzył wszystko Cezary Zamana!
Spotkaliśmy się o 10-ej by ruszyć na objazd trasy wyścigu Tour de Kurpie, który odbędzie się w czerwcu w naszym regionie. Dokładnie w dniach 12-16 czerwca 2024 r.
Na otwarciu miałem możliwość przedstawić w telegraficznym skrócie historię WdK: „I młodzież i dorośli może nie wiedzą, że ten wyścig zaczął się w 1956 roku. Pierwszą edycję zwyciężył zawodnik z Laskowca, trener wielu z nas tu obecnych, pan Kazimierz Górski. Później drugi z ostrołęczan, Antoni Suska, wygrał w 1971 roku. Mamy dwóch ostrołęczan, którzy w ciągu 36 lat tego wyścigu zwyciężali w tej lokalnej imprezie kolarskiej… …W tym roku można z pewnością powiedzieć, że ostrołęczanin wyścigu nie wygra, bo w Tour de Kurpie pojadą zawodowi kolarze, a takich Ostrołęka nie ma. Ale w wyścigu amatorów jest już to możliwe!”
Przewodniczący rady miasta Wojciech Zarzycki wyraził radość z powodu obecności dzieci i młodzieży na tym niedzielnym, kolarskim treningu.
Cezary Zamana powiedział, że w Goworowie przygotowany jest pit-stop z muzyką, kawą i słodkościami, który zorganizowała Pani dyrektor GOK – Agata Majk.
Do Goworowa dojechał bez mała cały peleton. Później, ci bardziej spragnieni intensywnego treningu pojechali szybciej, kolejni ciut wolniej, a dzieci zostały „zagospodarowane” przez rodziców i wróciły z Goworowa do domów.
Jedni przejechali dziś ponad 80 km, inni ok. 70-ciu, 40-tu lub 20-tu. „Ostrołęka w KOŁO” dziękuje za śliczną pogodę, wspaniałe uśmiechy, wielką frekwencję i możliwość zapoznania się z trasą ostatniego etapu Tour de Kurpie 2024.
Na niedzielne wydarzenie zaprosili ostrołęckie środowisko kolarskie, Dariusz Banaszek i Cezary Zamana.
Oto planowane etapy trasy Tour de Kurpie 2024:
Etap 1, 12 czerwca: Kadzidło – „Pśejak”, 177 km
Etap 2, 13 czerwca: Rezerwat Czarnia – „Mlekovita Byki Wita”, 183 km
Etap 3, 14 czerwca: Wykrot – „Kurpiowska Kraina”, 9 km
Etap 4, 15 czerwca: Łyse – „Wilki Na Szutry”, 194 km
Etap 5, 16 czerwca: Ostrołęka – ” Wielki Finał”, 206 km Szczegóły o wyścigu TdK można znaleźć tu ->
Na tradycyjne OwK zapraszamy również: – 1 maja – środa; – 3 maja – piątek; – 5 maja – niedziela. 10:00 przy rondzie Kuklińskiego
W niedzielnym wydarzeniu wzięło udział dwóch mieszkańców Czarnowca: Marek Karczewski, który poprowadził trasą ostatniego etapu TdK i Jacek Pawłowski, który wykonał pamiątkowe zdjęcia oraz nagrał materiał wideo – trasę również przejechał! Oto ślad niedzielnego objazdu:
foto: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, moja-ostroleka.pl
Sympatyków kolarstwa, którzy chcieliby dowiedzieć się o historii tego wyścigu (przed laty przejeżdżał wielokrotnie przez Czarnowiec) – zapraszamy tu ->
Objazd trasy odnotowały również lokalne portale (zdjęcia): eOstroleka.pl (Piotr Ossowski) moja-ostroleka.pl (Michał Kowalczyk)
Serdeczne podziękowania kierujemy do panów policjantów z KMP w Ostrołęce za pilotowanie kolarskiej kolumny.
niedziela, 2024.04.28, Marek Karczewski
Czarnowiec i jego mieszkańcy
Category: NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
Czarnowiec i jego mieszkańcy
Lokalna legenda wróciła po 35. latach! Koncert Ilicz i Przyjaciele w Ostrołęce.
To wydarzenie odbyło się oczywiście nie w Czarnowcu ale w Ostrołęce jednak należy na naszych łamach wspomnieć o wielkim wkładzie w sukces tegoż naszego mieszkańca Pana Jacka Pawłowskiego. Jacek jest nie tylko fanem wsi Czarnowiec (od czasu zamieszkania) ale również dobrej muzyki lat 80-tych dwudziestego wieku.
W tym dniu Pan Jacek – On może się z tym nie zgadzać z powodu swojej skromności, był bardzo ważnym ogniwem odniesionego sukcesu organizacyjnego wspaniałego wydarzenia muzycznego! Wśród publiki zauważamy również innych czarnowieckich fanów prezentowanych dziś na ostrołęckiej scenie Ostrołęckiego Centrum Kultury nurtów muzycznych.
foto: eOstroleka.pl
To podobno było coś więcej niż koncert? Na scenie ostrołęckiego OCK-u wystąpił Ilicz. Jedyny zespół z naszego miasta, który wystąpił na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Muzycy Ilicza wrócili na scenę w Ostrołęckim Centrum Kultury po 35. latach!
Marek Karczewski: Chciałbym, na samym początku spytać, choć wiedziałem o tym już dużo wcześniej, czy Ty Jacku miałeś coś wspólnego z tym głośnym w naszym mieście wydarzeniem? Jacek Pawłowski: Był to niewielki, ale dla mnie bardzo satysfakcjonujący, udział w sferze informacyjnej tego projektu. Najważniejsza oczywiście była sfera artystyczna i to ona stanowiła o wyjątkowości tego przedsięwzięcia. Kto o tej sferze chce dowiedzieć się więcej, niech poobserwuje profil „Ilicz i przyjaciele” na Facebooku. Ale, jako że koncert miał jubileuszowy charakter, trzeba było trochę poukładać informacje o charakterze tego jubileuszu. W grupie osób, którą autoironicznie nazwaliśmy komitetem organizacyjnym, odpowiadałem za przygotowanie drukowanego programu koncertu. Nadaliśmy mu kształt jednodniówki, czyli okolicznościowego czasopisma, wydanego jednorazowo. Moją rolą, już w dniu koncertu, było też przekazywanie publiczności informacji o tym, co dzieje się na scenie, a czasami i poza nią. No i zauważyłem, że w niektórych miejscach scenariusza wydarzenia zostały wzięte pod uwagę również moje inspiracje.
MK: Ilicz wystąpił w 1988 roku w koncercie Debiuty na opolskim festiwalu. Czy Ty to pamiętasz? Czy ktoś z twoich przyjaciół Ci o tym opowiedział? A może któryś z członków zespołu to Twój kumpel? JP: Pamiętam występ Ilicza w Opolu w 1988 roku. Był transmitowany w telewizji. Panowie wykonali utwór „Valerie”. To taki kawałek, który – jak raz się go wysłucha, to już zostaje w świadomości słuchacza na zawsze. Wtedy nie znałem nikogo z Ilicza. Potem jakoś te znajomości się ponawiązywały. Znałem więc trzech muzyków z zespołu. Teraz znam wszystkich.
MK: To było ukoronowanie (występ w Opolu) krótkiej acz błyskotliwej kariery zespołu Ilicz, który był reprezentantem niezwykle wówczas popularnego nurtu „zimnej fali”. Zespół Ilicz występował wówczas w składzie: Robert Pawlak – wokal, gitara, Grzegorz Ćwintal – gitara basowa, Andrzej Groda – klawisze, Robert Mierzejewski – perkusja. Czy dziś wszyscy członkowie zespołu pojawili się na scenie? JP: Wszyscy członkowie zespołu pojawili się na scenie. Założyciel i lider Ilicza Robert Pawlak – jako gość honorowy. Pozostali członkowie zespołu uzupełnili skład o młodą generację artystów. Ze sceny zaśpiewał więc Tomasz Pawlak i gościnnie Karol Kruczek. Na gitarze zagrał Przemysław Zera. To połączenie pokoleń dało – jak sądzę – bardzo wartościowy efekt artystyczny.
MK: Koncert Ilicz i Przyjaciele to było muzyczne wydarzenie roku w Ostrołęce. Takie są przynajmniej opinie środowiska. Czy uważasz, że takie (możliwe, że spontanicznie) zorganizowane wydarzenia są potrzebne? JP: Uważam, że każde wydarzenie biorące się z tego, że ktoś ma coś odkrywczego do powiedzenia o świecie – czy to w formie artystycznej, naukowej, czy publicystycznej – jest warte tego, żeby się odbyło. O każdym czasie i w każdym miejscu. Nie zawsze musi być to wielkie przedsięwzięcie. Z takich odkrywczych rzeczy, o bardziej kameralnej atmosferze, które mnie zaskoczyły w tym roku w Ostrołęce, to spotkanie z prof. Grzegorzem Zieziulą w miejskiej bibliotece i spacery historyczne po Ostrołęce. Mało kto wie, że pochodzący z Ostrołęki naukowiec, będący uosobieniem skromności, na swojej drodze naukowej odkrył na przykład dzieło Moniuszki, o którym badacze nie mieli do tej pory pojęcia. Fakt ten został przywołany na spotkaniu, które było poświęcone zupełnie innej tematyce, ale robi wrażenie, nieprawdaż? Na tym spotkaniu byłem. Na spacerach nie miałem okazji, ale dobry człowiek z Ostrołęki podrzucił mi książkę, dzięki której poznałem wiele nieznanych mi wcześniej miejskich historii.
MK: Kogo jeszcze gościła ostrołęcka scena w tym dniu? JP: Długo by opowiadać… Więc w telegraficznym, skrócie. Pierwsza część koncertu to blok polskich przebojów z lat 80., brawurowo wykonanych przez ostrołęckich artystów. Potem: były muzyk Republiki Leszek Biolik oraz jego zespół i najważniejsze utwory Republiki i Obywatela GC. Następnie Variete – zespół, który nie da się zaszufladkować w jednym gatunku muzycznym, wciąż ewoluujący, wciąż poszukujący, którego album „Dziki książę” został nominowany do Fryderyka 2022. I na finał koncert Ilicza, przeplatany rozmowami z ważnymi dla zespołu osobami.
Wiemy, że nie tylko prowadzący i publiczność czarnowiecka brała udział w wydarzeniu ale również na scenie występowała mieszkanka Czarnowca Monika Batogowska.
foto: Krupek Paweł Krupka (Krupek FotoPstryk)
MK: Postanowiłem zadać Tobie te pytania, bo tak jak już wcześniej wspominałem – wiedziałem o Twoim zaangażowaniu w to wielkie przedsięwzięcie. Cieszy mnie niezmiernie jako sołtysa, że po raz kolejny wielkie wydarzenia w okolicy organizują lub współorganizują mieszkańcy Czarnowca.Jaka była Twoja rola przed koncertem i podczas wielogodzinnych występów w sobotę wielu kapel? JP: Muzycy zapraszali mnie na próby, z czego skrzętnie korzystałem. Dzięki temu łatwiej mi było dostosować sferę informacyjną do sfery artystycznej.
MK: Po dostępnych w sieci zdjęciach widzimy, że coś mówiłeś na scenie, przeprowadzałeś wywiady. Jaką miałeś funkcję lub rolę w tym dniu? Z kim i o czym rozmawiałeś? JP: Koncert Ilicza miał charakter benefisu, czyli wydarzenia artystycznego zawierającego elementy uczczenia jubileuszu. Bloki utworów muzycznych były przeplatane rozmowami – z założycielem i liderem Ilicza Robertem Pawlakiem, pierwszym instruktorem Tadeuszem Kowalewskim i klasykiem nurtu muzycznego nazywanego zimną falą – Grzegorzem Kaźmierczakiem, liderem Variete.
foto: eOstroleka.pl
MK: Czytając opinie i komentarze w sieci odnoszę wrażenie, że publiczność jest zachwycona a sala w tym dniu pękała w szwach. Podobno tylko zabrakło kawy? Czy ktoś zabronił pić kawy? JP: Była kawa – w bufecie nazwanym okolicznościowo „Jedz i licz” i na pewno jej nie zabrakło. Wiem to, choć sfera gastro nie należała do moich zadań. Anonimowymi komentarzami nie zwracam sobie głowy. Krytyczne opinie przyjmuję z uwagą, czasami nawet z pokorą, gdy wiem kto je wygłasza.
MK: Czy otrzymałeś pamiątkową statuetkę wykonaną przez Wiolettę Domurad-Pragacz? Pochwalisz się nią? JP: Otrzymałem pamiątkową statuetkę jako wyraz uznania dla społecznego zaangażowania w to przedsięwzięcie. Urocza jest.
Statuetka Jacka
MK: Komu chciałbyś podziękować, za to że znalazłeś się w składzie zespołu organizacyjnego? JP: Chcę podziękować wszystkim, co wspaniałomyślnie przeszli do porządku dziennego nad moimi potknięciami tego wieczoru, które też się zdarzyły.
Dziękuję Jacku, że poświęciłeś parę chwil na obszerne odpowiedzi.
Wielkie gratulacje za udaną imprezę, która otrzymała najlepsze recenzje wśród uczestników i krytyków!
Koncert Ilicz i Przyjaciele odbył się w Ostrołęce, w sobotę 18 listopada 2023 r.
W materiale użyto obrazów autorstwa: Krupek Paweł Krupka (Krupek FotoPstryk), Jacek Pawłowski, eOstroleka.pl, moja-ostroleka.pl
MK
foto: Krupek Paweł Krupka (Krupek FotoPstryk)
Na sam koniec dorzucam ciekawą grafikę, którą zapraszali i dziękowali członkowie Ilicza.
Przekraczali granice podczas spaceru (zdjęcia)
Category: NEWS,Wydarzenia,wypoczynek
written by Marek | 20 lutego 2026
Przekraczali granice podczas spaceru (zdjęcia)
Dziesiąta, jubileuszowa edycja spacerów leśnych „Liczenie Liści” przeszła do historii. Tym razem, po kilku latach spacerów po zakątkach Czarnowca uczestnicy skierowali się w stronę Tobolic. Piechurzy ruszając przy Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu przy ulicy Dzikiej Róży 2 skierowali się nie tylko na granicę z Tobolicami ale granice przekraczali wielokrotnie. Trasa wiodła przez tereny gminy Rzekuń ale również przez miasto Ostrołęka. Miejscowości (tereny geodezyjne), które piechurzy „zaliczyli” to: Czarnowiec – Tobolice – Ostrołęka – Tobolice – Dzbenin – Czarnowiec – Korczaki – Borawe – Czarnowiec. Do przejścia było niecałe 11 km.
Zanim doszło do startu „10. Liczenia Liści” pasjonaci wędrówek musieli wysłuchać kilku wskazówek o zasadach dzisiejszego spaceru. Organizator tego wydarzenia od samego początku (od 2014 roku) stara się przeprowadzać uczestników przez mało znane lub zupełnie nieuczęszczane obszary okolicznych lasów i terenów bezdrożnych. Tak było również w tym roku lecz wyzwanie przeprowadzenia uczestników przez Tobolice bezdrożami graniczy z cudem. Nie ma w tym przypadku możliwości pominięcia zwartej zabudowy podmiejskiej. Organizator Marek Karczewski przybliżył w kilku zdaniach historię powstania tego listopadowego wydarzenia i przypomniał o miejscówkach, które dotychczas piechurzy odwiedzali. Były to: 1. 2014.11.09 – Przystań 2. 2015.11.15 – Lelis 3. 2016.11.13 – Dąbrówka 4. 2017.11.12 – Przystań 5. 2018.11.18 – Czarnowiec 6. 2019.11.17 – Czarnowiec 7. 2020.11.15 – Czarnowiec 8. 2021.11.14 – Czarnowiec 9. 2022.11.13 – Czarnowiec 10. 2023.11.12 – Tobolice-Czarnowiec
Przed wymarszem uczestnicy otrzymali mapki z trasą, którą znało dotychczas tylko dwie osoby – organizator Marek Karczewski i Jacek Pawłowski. I właśnie o tym przed startem zarówno Marek jak i Jacek opowiedzieli oraz uczulili, aby podczas każdego postoju gdy tylko będą zabierać głos i opowiadać o historii i geografii danego miejsca należy się skupić i wychwycić w czasie tych przemówień odpowiedzi, które przydadzą się do rozstrzygnięcia konkursu na mecie. Podczas postojów rzeczywiście, wszyscy uczestnicy słuchali uważnie, bo na mecie czekały wartościowe nagrody. Już podczas samego konkursu przy świetlicy okazało się, że niektórzy na postojach robili notatki zapisując je na swoich ściągawkach 🙂 Marsz trwał do godziny czternastej. Po wędrówce, na miejscu startu i mety wszyscy biesiadowali przy ognisku z pyszną kiełbaską od lokalnego wytwórcy, przy cieście własnej roboty, kawie, herbacie i innych napojach.
Trasa spaceru na aktualnej mapie.Trasa spaceru naniesiona na starą mapę z 1932 r.
Podczas wydarzenia piechurzy mogli nie tylko podziwiać piękne okoliczności przyrody, ale też wysłuchać opowieści o historii Tobolic i Czarnowca.
Pan Jacek Pawłowski opowiada – uczestnicy notują 🙂
Ten spacer to również rekordowa ilość dzieci na trasie. Wszystkie dzielnie zniosły trudy wędrówki pomimo nudnych historycznych opowieści Pana Marka i Pana Jacka. Jednak na mecie każde dziecko w nagrodę za dzielność otrzymało dyplom oraz nagrodę rzeczową. Dziękujemy wszystkim dzieciakom za wytrwałość!
Jednym z ciekawszych akcentów spaceru był konkurs z czterdziestoma pytaniami – ostatecznie plus jednym. Wszystkie pytania i zasady konkursu opracował Pan Jacek Pawłowski. Do konkursu zostały dopuszczone wyłącznie chętne – zgłoszone wcześniej osoby. Każdy „zawodnik” otrzymał numer startowy aby podczas konkursu łatwo było wskazywać do odpowiedzi kolejnych uczestników.
Dziesięcioro śmiałków.
Oto pytania, które padły podczas konkursu. Prawidłowe odpowiedzi wytłuszczono.
1. Jak nazywały się jednostka administracyjna, grupująca kilka wsi, która po reformie administracyjnej 1973 roku została zamieniona przez gminę. a) ziemia b) gromada c) gubernia
2. W jakim województwie znajdował się Czarnowiec przed 1939 rokiem a) białostockim b) warszawskim c) mazowieckim
3. W powiecie ostrołęckim są trzy wsie, których nazwy zaczynają się od sylab czarno-. Która trójka jest poprawna? a) Czarnowiec, Czarnowo, Czarnotrzew b) Czarnowiec, Czarnotrzew, Czarnolas c) Czarnowiec, Czarnków, Czarnowo
4. Wieś Czarnowiec dzieliła się po 1933 roku na trzy jednostki administracyjne (wg przywoływanego w czasie spaceru artykułu). Która trójka jest poprawna? a) C dwór, C włościański, C majątek b) C dwór, C wieś, C bór c) C dwór, C włościański, C ranczo
5. Czy po II wojnie światowej Czarnowiec kiedykolwiek znajdował się w innej gminie niż Rzekuń? a) tak b) nie
6. Czy w Czarnowcu kiedykolwiek była stacja kolejowa? a) tak b) nie
7. Czy braci Wyszomirskich w czasie II wojny światowej zamordowali Niemcy? a) tak b) nie
8. Ile przejazdów kolejowo drogowych na drogach powiatowych znajduje się w Czarnowcu a) 1 b) 2 c) 3
9. Z okazji, której rocznicy powstania Czarnowca przypadającej w tym roku, odbyły się we wsi Dni Czarnowca? a) 105 b) 610 c) 65
10. W Czarnowcu znajdują się dwie ulice o nazwach składających się z dwóch słów. Która para jest poprawna. a) Dzikiej Róży i Wyniosłych Kasztanowców b) Dzikiej Róży i Wieczornych Mgieł c) Dzikiej Róży i Porannej Rosy
11. Która edycja czarnowieckiego spaceru leśnego odbyła się w tym roku a) piąta b) dziesiąta c) piętnasta
12. Jak nazywa się rząd owadów, których samice pasożytują w ciałach szerszeni, os i pszczół? a) jętki b) muchówki c) wachlarzoskrzydłe
13. Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca? a) Sahara b) Sacharyn c) Sachalin
14. Które wsie sąsiadują ze sobą na trójstyku, który mijaliśmy w czasie spaceru a) Tobolice, Daniszewo, Czarnowiec b) Czarnowiec, Borawe, Korczaki c) Dzbenin, Korczaki, Czarnowiec
15. W Czarnowcu są trzy gatunki drzew, których egzemplarze mają status pomników przyrody a) lipy i jodły b) lipy, modrzew i kasztanowce c) wiązy i jesiony
16. Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca? a) Zaborze b) Zabuże c) Borowce
17. Czy Zygmunt Wyszomirski brał udział w powstaniu warszawskim? a) tak b) nie
18 Czy Czarnowiec bezpośrednio przylega do Narwi a) tak b) nie
19. Od czego pochodzi nazwa świetlica a) od nazwy owadów w miejscu gniazdowania których powstała pierwsza świetlica w Polsce b) od tego, że świetlica z powodu zajęć oświatowych była oknem na świat c) od miejsca, gdzie było światło i dzieci mogły się uczyć nawet po zmroku w niezelektryfikowaych wsiach polskich
20. Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca? a) Przechlew b) Przece c) Przeczki
21. Czy w Czarnowcu kiedykolwiek prowadzono wykopaliska archeologiczne? a) tak b) nie
22. Czy linie kolejowe wiodące przez Czarnowiec są: a) wąskotorowe b) normalnotorowe c) szerokotorowe
23. W drugiej części spaceru mijaliśmy a) paśnik b) paździerz c) pastuch
24. Urządzenie, które stało przy paśniku to a) lizak b) lizus c) lizawka
25. W lesie czarnowieckim została niedawno utwardzona żwirem gruntowa droga, z której przez lata korzystali mieszkańcy Kamianki, aby na skróty dostać się do Rzekunia. Nazwa tej drogi to: a) Kobylnica b) Kościelnica c) Kostnica
26. Na szosie goworowskiej stoją dwa przystanki, które kiedyś były przystankami PKS. Jak prawidłowo rozwija się ten skrótowiec. a) Polska Komunikacja Samochodowa b) Państwowa Komunikacja Samochodowa c) Polska Komunikacja Szosowa
27. Mapa, która pokazuje granice wsi, miast, powiatów i województw to mapa… a) administracyjna b) hipsometryczna c) hydrograficzna
28. Czy Czarnowiec sąsiaduje bezpośrednio z Ostrołęką? a) tak b) nie
29. Jak nazywa się rodzinny ogród działkowy znajdujący się w Czarnowcu a) Czarnowiec b) pod Gruszą c) Eden
30. Mijaliśmy w czasie spaceru pozostałości wojskowej ciężarówki. Jak nazywał się pakt militarny, do którego należała Polska w czasach świetności tej ciężarówki, czyli przed 1989 rokiem. a) Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej b) Układ Warszawski c) Ruch Państw Niezaangażowanych
31. Czy przez Czarnowiec biegnie zelektryfikowana linia kolejowa? a) tak b) nie
32. W lesie czarnowieckim rośnie charakterystyczna roślina motylkowa występująca dziko oraz jako roślina uprawna. Jej nazwa to: a) łubin b) lublin c) łupek
33. W dawnych czasach liczbę gospodarstw liczono według dymów, albo dachów. Jaka jest poprawna nazwa konstrukcji dachu. a) wierzba dachowa b) więźba dachowa c) wiedźma dachowa
34. A skoro jesteśmy przy konstrukcjach z drewna… Grupa lip będąca pomnikiem przyrody nosi zwyczajową nazwę pochodzącą od budowli. Czy jest to. a) altana b) maneż c) wiata
35. Która para nazw słodkich ciast/deserów pochodzi od rzeczy, spotykanych w lasach i na łąkach, tym w Czarnowcu, z których korzystają organizmy zwierzęce. a) dziupla i paśnik b) kopiec kreta i mrowisko c) ul i lizawka
36. Dlaczego w Czarnowcu nie ma brukowanych chodników dla pieszych, oddzielonych krawężnikiem i wyniesionych ponad jezdnię? a) nigdy ich nie było, b) zostały rozkradzione przez szabrowników po wojnie, c) nie ma ich, bo ich zbudowania zabraniają przepisy o ochronie przyrody
37. Czy w Czarnowcu znajduje się przejazd kolejowy z zaporami? a) tak b) nie
38. Wracamy do pozostałości ciężarówki. Podobny środek transportu, czyli ciężarówka, która wyglądała jak autobus był używany również w cywilnym transporcie pod nazwą osinobus. Takimi pojazdami za komuny dowożono dzieci do szkół. Skąd ta dziwna nazwa – osinobus. a) bo buda była nieogrzewana i dzieci siniały z zimna b) od nazwy miejscowości Osiny, gdzie produkowano to cudo c) od nazwiska inżyniera Henryka Osińskiego, który zaprojektował ten środek transportu
39. Czy w Czarnowcu znajduje się skrzyżowanie dróg o ruchu okrężnym? a) tak b) nie
40. W Czarnowcu znajduje się ulica Porannej Rosy. A jaka była rosa – kultowy napój w czasach PRL a) złota b) srebrna c) kryształowa
41. Jaką długości ma granica sołectwa Czarnowiec? a) około 23 km b) ponad 11 km c) prawie 50 km
Uczestnicy okazali się znakomicie przygotowani i tylko na trzy pytania odpowiedzieli niewłaściwie.
Zwyciężczynią konkursu została Pani Iwona Tyszka-Piersa z Czarnowca – 8 pkt. Drugie miejsce zajął Mariusz Drobnikowski z Ostrołęki – 5 pkt. Trzecie miejsce to ex aequo trzy osoby, które zdobyły 4 punkty. – Olena Konstantinowa, Krzysztof Chojnowski i Artur Krzynówek wszyscy z Czarnowca. Kolejne miejsca zajęli: 6. miejsce również ex aequo po zdobyciu 3. punktów, Serhei Palamarczuk, Arkadiusz Sikora, Anna Kosińska, 9. miejsce po zdobyciu jednego punktu Marcin Piersa i Grzegorz Ziemek. Za prawidłowe odpowiedzi uczestnicy zostali udekorowani dyplomami i nagrodami rzeczowymi. Gratulujemy zwycięzcom i pozostałym uczestnikom konkursu za dobre przygotowanie historyczno-geograficzne!
Zwycięzcy konkursu z nagrodami.
Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom spaceru za liczny udział i wiele radosnych rozmów podczas marszu. Dziękuję serdecznie Panu Jackowi Pawłowskiemu za przygotowanie pytań, przeprowadzenie konkursu i obszerne opowieści na trasie przemarszu. Dziękuję koleżankom i koledze z KGW Czarna Owca w Czarnowcu za przygotowanie ciast, stolika kawowego i ogniska z pysznie ugrillowanymi kiełbaskami. Podziękowania dla Pań: Małgorzaty Karczewskiej, Teresy Łępickiej i Pauliny Mierzejewskiej oraz dla Pana Piotra Mierzejewskiego.
Podziękowania należą się również sponsorom wydarzenia, którzy pomogli zorganizować dziesiąty spacer. – Przemysławowi Rykowskiemu, Czarnowiec – Granit-Ost; – Krzysztofowi Chojnowskiemu, Czarnowiec – moja-ostroleka.pl; – Jarosławowi Jakubiakowi, Ławy – Best_Office.
Spacer „10. Liczenie Liści 2023” odbył się w niedzielę 12 listopada 2023 r. w Czarnowcu. W spacerze wzięło udział 40 osób.
Zapraszamy do bogatej galerii zdjęć – po kliknięciu w poniższy obrazek.
Galeria autorstwa: Marek Karczewski, Pijący_mleko, Krzysztof Chojnowski, Olena Konstantinowa.
Organizator Marek Karczewski
10. Liczenie Liści – SPACER
written by Marek | 20 lutego 2026
Spacer “Liczenie Liści 2023” już 12 listopada
Będzie to już DZIESIĄTA edycja spacerów, które wcześniej przebiegały przez Przystań, Lelis, Dąbrówkę i Czarnowiec.
Tym razem skierujemy się w stronę wsi Tobolice gminy Rzekuń i wrócimy do Czarnowca na ognisko przy świetlicy.
Trasa utrzymywana jest w tajemnicy ponieważ na całej trasie przewidziane są zagadki historyczno-geograficzne, za rozwiązanie których przewidziane są nagrody rzeczowe.
W dotychczasowych edycjach nie zwiedzaliśmy ulic i technologii obecnej cywilizacji ale w tym roku trudno będzie przejść przez „sypialnię miasta” bez zawitania na osiedla mieszkaniowe. Druga część trasy zrekompensuje natura w Lasach Państwowych Nadleśnictwa Ostrołęka.
Na spacer należy przygotować odpowiedni strój. Trasa ma często charakter crossowy więc do marszu potrzebne jest odpowiednie obuwie i plecak. Do plecaka możemy zabrać napoje i przekąski.
Łączna długość trasy to około 11 km.
Podczas przemarszu powiemy Państwu o historii Tobolic i Czarnowca oraz poszczególnych miejsc, w których będziemy się zatrzymywać. Na mecie przy świetlicy zadamy pytania uczestnikom i rozdamy nagrody rzeczowe.
Zapraszam serdecznie.
Startujemy w niedzielę 12 listopada 2023 r. o godz. 11:00
Zbiórka w Czarnowcu przy Świetlicy Wiejskiej ul. Dzikiej Róży 2
ps. na spacer nie można iść z wózkiem dziecięcym, o kulach, z osobą o słabej kondycji fizycznej.
Slajdowisko odbyło się w międzynarodowym składzie.
Uczestnicy opowiadali o przygodach, które spotkały ich podczas tegorocznych wakacji, o swoich przeżyciach w trakcie wypoczynku. W tym roku tematem przewodnim opowieści był rower i jego miejsce w przestrzeni miejskiej oraz wiejskiej. Mogliśmy obejrzeć i wysłuchać ciekawych opowieści podróżników. Zaprezentowano również zdjęcia mieszkańców, które podesłali do ogłoszonego na początku wakacji konkursu.
Swoje wrażenia związane z rowerem na wakacjach przedstawili i opowiedzieli o prezentowanych na dużym ekranie obrazach: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Jolanta Gąska. Inne prace (zdjęcia), które zaprezentowano były autorstwa: Pijącego_mleko, Krzysztofa Chojnowskiego, Edyty Chełstowskiej, Oleny Konstantinowej, Mariusza Siemińskiego, Mariusza Zajkowskiego.
Slajdowisko zaczęło się o godz. 18:00, w czwartek 14 września 2023 r. w budynku świetlicy wiejskiej przy ul. Dzikiej Róży 2.
A tak opisał slajdowisko jeden z prelegentów:
„To się musiało tak skończyć. Zostałem dyplomowanym (patrz: dyplom) społecznym prelegentem w zakresie rowerów w przestrzeni miejskiej. Stało się to na slajdowisku w przestrzeni wiejskiej. Na co dzień i od święta fotografuję sobie różne rowerowe motywy w publicznych miejscach, co jest zajęciem równie odlotowym jak pasja tych biegaczy co biegając fotografowali okolice, w filmie „Yes Man” – jednej z moich ulubionych komedii. No i dziś udało mi się paroma ujęciami podzielić na naszym wiejskim slajdowisku w Czarnowiec. Mam nadzieję, że była to prezentacja co najmniej tak wbijająca w ścianę jak ten rower w San Berillo w Katanii. Drugie zdjęcie pochodzi z osady Góry Glebowskie w gminie Kadzidło w powiecie ostrołęckim.„ Jacek Pawłowski
W trakcie slajdowiska na stoliku kawowym widzieliśmy ciasta własnych wypieków, słodycze, napoje.
Dziękuję serdecznie wszystkim za obecność na 2. Czarnowieckim Slajdowisku
Marek Karczewski
Slajdowisko „Wakacje 2022” za nami
Category: kulturalne,NEWS,Wydarzenia
written by Marek | 20 lutego 2026
Slajdowisko „Wakacje 2022” za nami
Trzech a nawet czterech prelegentów przedstawiło w piątkowy wieczór 4 listopada 2022 roku swoje obrazki z tegorocznych wakacji.
W Świetlicy Wiejskiej spotkali się mieszkańcy Czarnowca i powiatu ostrołęckiego aby powspominać letnie podróże po Polsce i Europie.
Przed prezentacją sołtys Czarnowca podziękował za przybycie mieszkańcom Czarnowca i Ukrainkom z Odessy, które również uczestniczyły w spotkaniu. Został wyświetlony film zrealizowany na początku tego roku podczas projektu Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu „Równać Szanse – Jestem tam, gdzie byłem…” Film został nagrany i zmontowany przez Marka Karczewskiego. Pytania zadawała mieszkanka Czarnowca Małgorzata Siekierska ze Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
Po prezentacji filmu bohater nagrania podziękował za zaproszenie i opowiedział zgromadzonym o swojej pasji do 5. Pułku Ułanów Zasławskich.
Następnie wyświetlono teledysk pt. „Podły czas” Piotra Grzyba z Czarnowca i Larysy Tsoy z Ukrainy.
Przyszedł czas na prezentacje obrazków z wakacji.
Jako pierwszy zaprezentował swoją przygodę wakacyjną sołtys. Pokazał w krótkim filmie swoją podróż do powiatu bieszczadzkiego.
Następnie Państwo Marija i Rafał Kędzierscy opowiedzieli o podróży wakacyjnej na Cypr do miejscowości Pafos oraz Vištytis (Wisztyniec) na Litwie.
Jako ostatni wystąpił ze swoją prezentacją Pan Jacek Pawłowski, który na trzydziestoletnim rowerze podróżował z Czarnowca na Mazury aby przypomnieć sobie podobne wyprawy sprzed trzydziestu lat na wówczas nowiutkim Romecie. W wyprawie Panu Jackowi towarzyszył syn.
Oto co o swojej przygodzie wakacyjnej powiedział Pan Jacek:
„Chciałem tylko pokazać, że można uprawiać turystykę rowerową bez popadania w kosztowne gadżeciarstwo. Na wyprawę pojechałem trzydziestoletnim polskim rowerem, którym jeździłem na długie wyprawy zanim stało się to modne. A sakwy miałem z dyskontu. Celem tegorocznej przejażdżki po Mazurach była sama przyjemność jazdy. Choć trzeciego dnia na parę godzin zatrzymaliśmy się w Sztynorcie. To dawny majątek ziemski Heinricha Lehndorffa – Niemca, który był współorganizatorem zamachu na Hitlera. Na zdjęciach: trzydziestolatek odpoczywa w Szczytnie. Miejsce wiecznego spoczynku przodków Heinricha Lehndorffa. Oraz – jak dla mnie wzór – jak powinno się budować drogi w regionach turystycznych.”
Relacja ze spotkania jest niekompletna, ponieważ na slajdowisku zaprezentowano mnóstwo obrazów i wypowiedziano niezliczoną ilość opowieści. Chcemy zachęcić Państwa do osobistego uczestnictwa w tego typu spotkaniach. Następne slajdowisko z opowieściami mieszkańców Czarnowca już niebawem.
Podczas spotkania wszyscy uczestnicy mieli możliwość skosztować własnych wypieków oraz wypić kawę czy herbatę.
Zapraszamy serdecznie na kolejne spotkania – Organizatorzy.
W imieniu Organizatorów Marek Karczewski
Biegali i zostali mistrzami!
Category: NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
Biegali i zostali mistrzami!
5. bieg uliczny „Szybka Dycha Bez Limitu” odbył się w Rzekuniu dnia 7 maja 2022 roku.
Historia tego biegu jest ciut rozciągnięta w czasie, bo rozpoczyna się już w 2011 roku.
Tylko 5. edycji podczas 11. lat? Pomysł organizacji tego biegu, który przekształcił się z biegu czarnowieckiego na bieg rzekuński powstał w 2010 roku gdy ówczesny włodarz gminy zaproponował wsparcie finansowe imprezy pod warunkiem przesunięcia startu z Czarnowca do Rzekunia. Tak też się stało, bo 5. edycja „Biegu Amatorskiej Grupy Bez Limitu Ostrołęka i okolice” stała się 1. edycją biegu ulicznego w Rzekuniu. Cztery pierwsze edycje były zorganizowane w Czarnowcu przez kolegów „AG Bez Limitu” – Marka Karczewskiego, Norberta Siemiątkowskiego, Jacka Kołakowskiego, Sławka Saja i Roberta Biedkę.
W 2011 roku nastąpiło tak mocne otwarcie tej imprezy, że na Gali Sportu, (w lutym 2012 r.) okazało się, iż impreza rzekuńska została uznana z „IMPREZĘ ROKU” w regionie ostrołęckim. Gala była organizowana (do dziś trwa) przez portal moja-ostroleka.pl.
Dokumenty historyczne zachowane w archiwum Marka Karczewskiego mówią (w telegraficznym skrócie) o tym kto organizował dotychczasowe edycje biegu rzekuńskiego: 1. Bieg w 2011 r. organizowała Amatorska Grupa Bez Limitu Ostrołęka i okolice – dyrektor biegu Marek Karczewski 2. Bieg w 2013 r. również AG bez limitu – dyrektor biegu Jacek Kołakowski 3. Bieg w 2015 r. zorganizowała Rzekunianka Rzekuń – dyrektor biegu Łukasz Chojnacki 4. Bieg w 2019 r. ponownie Rzekunianka – dyrektor biegu Przemysław Dąbrowski Tegoroczną edycję (2022) zorganizowała Gminna Biblioteka Publiczna w Rzekuniu – dyrektor biegu Marek Karczewski.
DOTYCHCZASOWE NAZWY BIEGU:
2011.10.16 V Bieg AG Bez Limitu Ostrołęka i okolice – AG Bez Limitu – Marek Karczewski, Jacek Kołakowski, Robert Biedka, Sławomir Saj, Norbert Siemiątkowski
2013.06.30 VI Bieg AG Bez Limitu – AG Bez Limitu – Jacek Kołakowski, Marek Karczewski, Sławomir Saj, Robert Biedka, Norbert Siemiątkowski
2015.08.16 II Bieg imienia Adama Chętnika – Rzekunianka Rzekuń, Łukasz Chojnacki, Przemysław Dąbrowski
2022.05.07 V Szybka Dycha Bez Limitu – Gminna Biblioteka Publiczna w Rzekuniu – Marek Karczewski
Tyle wstępem o historii sobotniego biegu…
Kto biegał w sobotę, w Rzekuniu?
Mieszkańcy Czarnowca! Sołtys zaprosił aktywnych mieszkańców, którzy chcieliby zostać w tej sportowej konkurencji „mistrzami”.
Mamy już w Czarnowcu mistrzów tenisa stołowego, piłki nożnej, zjeżdżających na „ByleCzym” i teraz przyszedł czas na biegaczy 🙂 Właśnie w sobotę wyłonili się mistrzowie w biegach ulicznych. Do przebiegnięcia był dystans 10 km. Z powodu deficytu „odważnych” biegaczy czarnowieckich sołtys Czarnowca przygarnął wśród kobiet Natalię Chojnowską z BBL`a, która zamieszkuje ten sam okręg wyborczy Nr 1 – Czarnowiec-Tobolice. W ten właśnie sposób Natalia została Wicemistrzynią Czarnowca! Natomiast niekwestionowaną Mistrzynią Czarnowca już na samym starcie została Ewelina Szczubełek-Rykowska z ul. Świerkowej. Ewelina zdobyła również tytuł mistrzyni gminy Rzekuń! Dobiegła do mety na 2. pozycji OPEN wśród kobiet, tracąc do zwyciężczyni jedyne 29 sekund!
Wśród panów sytuacja okazała się trochę skomplikowana, bo podczas spisywania wyników okazało się, że to Jacek Pawłowski z ul. Dzikiej Róży został Mistrzem Czarnowca w biegach ulicznych. Taka informacja obiegła świat! Pomiar elektroniczny jest również omylny i po weryfikacji excelowych plików (dopiero po dekoracji) okazało się, że Jacek nie biega najszybciej 🙂
Sytuacja wśród klasyfikacji męskiej części czarnowieczan stała się dość nieoczekiwana, bo uczestnikami sobotniego biegu okazali się czterej obecni i „na dniach” zamieszkujący swoje nieruchomości mieszkańcy 🙂 Okazało się, że Dariusz Aleksandrowicz, Bogdan Antośkiewicz, Jacek Pawłowski i Grzegorz Rykowski to pretendenci do tytułów 🙂 Z powodu wpisania w rubryce „miasto” niewłaściwej miejscowości, Dariusz Aleksandrowicz został odrzucony z tej klasyfikacji.
Ostateczne wyniki Mistrzostw Czarnowca w biegach ulicznych: KOBIETY: 1. Ewelina Szczubełek-Rykowska, czas 00:41:31 2. Natalia Chojnowska, czas 01:00:11 MĘŻCZYŹNI: 1. Grzegorz Rykowski, czas 00:46:54 2. Jacek Pawłowski, czas 00:57:13 3. Bogdan Antośkiewicz, czas 01:17:05
Gratuluję wszystkim uczestnikom sobotniego biegu, a w szczególności mieszkańcom Czarnowca za liczny udział w imprezie.
Z tego miejsca dziękuję serdecznie sponsorom nagród rzeczowych dla dzieci – mieszkańcom Czarnowca, właścicielom firmy Granit-OST Rykowscy, Grzegorzowi i Przemysławowi Rykowskim. Kibicom czarnowieckim za gorący doping na trasie biegu!
Dąb Przyjaźni Mieszkańców Czarnowca rośnie. Zasadziliśmy go wspólnie po dziesięciu latach od tajemniczego zniknięcia wiekowej sosny, która zdobiła plac przy świetlicy. Zasadziliśmy dąb uroczyście. Bo przyjaźń to wartość godna uroczystej oprawy.
Spotkanie zaczęło się od przypomnienia tego, co było.
Gdzie podziała się sosna? To już dziesięć lat od jej zaginięcia.
4 stycznia 2012 roku w lokalnej prasie mogliśmy przeczytać o “zaginięciu” 200-letniej sosny.
Okazała sosna, rosnąca jeszcze do niedawna w Czarnowcu (gm. Rzekuń), wywołała spore zamieszanie nie tylko we wsi, ale także w urzędach. Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy 5 stycznia do naszej redakcji dotarł anonimowy list. Jego nadawcy napisali, że jeszcze dzień wcześniej – 4 stycznia w centrum wsi Czarnowiec, ok. 3-4 m od budynku świetlicy wiejskiej, rosła piękna sosna. Jej wiek przez wielu mieszkańców oceniany był na ok. 200 lat. Nie pozostał żaden ślad po drzewie. Autorzy pisma, a jednocześnie mieszkańcy wsi mają ogromny żal o to, co się stało. Twierdzą, że w ubiegłym roku złożyli do urzędu gminy wniosek o ustanowienie sosny pomnikiem przyrody. Niestety, w ustawowym terminie nie otrzymali odpowiedzi.
Czy po dziesięciu latach od “zaginięcia” ktokolwiek z mieszkańców wie, gdzie podziała się sosna?
Było, minęło…” – powiedział Sołtys Czarnowca Marek Karczewski.
Głaz, który został posadowiony obok nowo zasadzonego drzewa, przedstawia napis: Dąb Przyjaźni Mieszkańców Czarnowca oraz cytat z 28. prezydenta Stanów Zjednoczonych piastującego stanowisko w latach (1913–1921). Thomasa Woodrowa Wilsona: Przyjaźń jest jedynym cementem, który utrzyma świat razem.
Kontynuując przemówienie. Sołtys witał gości i dziękował tym, którzy przyczynili się do zasadzenia dębu.
„Dziękuję serdecznie wszystkim przybyłym mieszkańcom Czarnowca za liczny udział w uroczystości. Dziękuję Panom Grzegorzowi i Przemysławowi Rykowskim z ul. Świerkowej za podarowanie i dowóz granitu oraz wykonanie napisu na wieczną pamiątkę. Dziękuję Panu Piotrowi Mierzejewskiemu z ul. Leśnej za wyhodowanie i dostarczenie sadzonki dębu w miejsce tu naznaczone.”
Mam zaszczyt z tego miejsca powitać na naszej uroczystości gości honorowych – mieszkańców Czarnowca:
– Mariannę Dawid – żonę sołtysa Edwarda Dawida kadencji 1994-1998 – Bogumiłę Dzwonkowską – radną Czarnowca w kadencji 2016-2019 – Henryka Gwiazdowskiego – radnego kadencji 1990-1993 – Zofię Jarocką – córkę sołtysa Michała Pawłowskiego kadencji w latach 50-tych XX wieku – Reginę Karczewską – córkę sołtysa Stanisława Gierłowskiego kadencji (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968), matkę sołtysa Marka Karczewskiego. – Wiesławę Milewską – sołtyskę kadencji (2006-2010), (2010-2014), (2014-2019) – Cezarego Rejcha – sołtysa kadencji (1990-1994), (1998-2002), (2002-2006) – Czesława Żebrowskiego – podsołtysa Mieczysława Rejcha sołtysa w latach 70. XX wieku
oraz:
– Krzysztofa Chojnowskiego – prezesa, właściciela portalu internetowego moja-ostroleka.pl – Zdzisława Gadomskiego – Nadleśniczego Nadleśnictwa Ostrołęka – Jana Grzyba – prezesa Stowarzyszenia Regimentu Kolarzy 5 Pułku Ułanów Zasławskich (wojska na rowerach), wieloletniego prezes Stowarzyszenia Sympatyków 5 Pułku Ułanów Zasławskich. – Artura Laskowskiego – Prezesa Koła Łowieckiego, myśliwego, rolnika, Prezesa Klubu Sportowego OTS Korona Ostrołęka. – Jacka Pawłowskiego – dziennikarza, lokalnego propagatora przywracania pamięci o zdarzeniach i miejscach historycznych w Czarnowcu, twórcę materiałów historycznych zamieszczanych na stronie Czarnowiec.pl – Przemysława Rykowskiego – prezesa firmy Granit-Ost Rykowscy – sponsora pamiątkowego granitu pod dębem – Grzegorza Rykowskiego – prezesa firmy Granit-Ost Rykowscy – sponsora pamiątkowego granitu pod dębem – Monikę Sobczak – kierowniczkę Delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska z siedzibą w Ostrołęce – Małgorzatę Szarwacką – pedagoga, nauczycielkę SP Nr 6 w Ostrołęce, inicjatorkę akcji ekologicznych i przyrodniczych wśród młodzieży szkolnej Tadeusza Tadrzaka – wieloletniego redaktora gazety „Sztandar Młodych”, redaktora Telewizyjnego Kuriera Województw, Telewizyjnego Kuriera Mazowieckiego, przez 15 lat Prezesa Ligi Ochrony Przyrody w Ostrołęce – Filipa Wilczyńskiego – prezesa Radia OKO
Członków Rady Sołeckiej:
Aldonę Grono – Przewodniczącą Rady Sołeckiej, Annę Gwiazdowską, Agnieszkę Kośnik, Sławomira Kuźmińskiego, Teresę Łępicką, Jolantę Michniewicz, Piotra Mierzejewskiego
Witam również pozostałych mieszkańców Czarnowca, którzy aktywnie uczestniczą w sołeckich wydarzeniach oraz wspierają i pomagają sołtysowi i Radzie Sołeckiej, a także małżonkę Małgorzatę Karczewską, która się mną opiekuje.
Pomysłodawcą zasadzenia dębu przed świetlicą w Czarnowcu jest członek Rady Sołeckiej Pan Sławomir Kuźmiński – podkreślił na koniec sołtys.
Do zaszczytnej czynności sołtys zaprosił żyjących sołtysów Wiesławę Milewską, Cezarego Rejcha i siebie oraz do symbolicznego podlania dębu byłych radnych gminnych z Czarnowca Bogumiłę Dzwonkowską i Henryka Gwiazdowskiego. Następnie inne zgromadzone osoby mogły również podlać drzewko.
Zaproszeni goście otrzymali z rąk sołtysa certyfikaty zasadzenia Dębu Przyjaźni Mieszkańców Czarnowca.
Była również lampka szampana, ciasto i wspólne rozmowy…
Na tym uroczystość zakończono, ale w tym właśnie momencie niespodziewanie pojawił się Wójt gminy Rzekuń i dwoje uchodźców z Ukrainy! Wójt powiedział, że są to pierwsi uchodźcy, którzy zostają zakwaterowani w gminnych obiektach (świetlicach wiejskich)! Kobieta i mężczyzna pochodzą z Odessy.
Scenariusz uroczystości był inaczej zaplanowany, lecz w takich okolicznościach, w sobotę 26 marca 2022 roku, możliwe, że dzień przyszłego święta Czarnowca poczuliśmy na własnej skórze skutki wojny na Ukrainie.
MK, Czarnowiec, 26.03.2022 r.
Obszerna relacja fotograficzna Krzysztofa Chojnowskiego w albumie na FACEBOOK.
Jan Grzyb z Czarnowca w projekcie „Równać Szanse”.
Category: kulturalne,NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
Dziś (25.01.2022) odbyła się premiera filmu z jednym, z mieszkańców Czarnowca Janem Grzybem z ul. Kasztanowej.
Projekt pod nazwą „Jestem tam, gdzie byłem…” został zrealizowany przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Rzekuniu przy współpracy z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności i Fundacją CIVIS POLONUS. Ma on na celu zachęcić młodzież do kontaktów z seniorami przez siebie wskazanymi i przeprowadzenie wywiadów „jak to dawniej bywało?”
Jedną z wielu postaci (bohaterów) wywiadów młodych ludzi jest dziś Pan Grzyb, nasz mieszkaniec.
W projekt bezpośrednio i pośrednio zaangażowani byli również mieszkańcy Czarnowca. Młoda dziennikarka Małgosia Siekierska, uczennica klasy ósmej Szkoły Podstawowej im. Gen. Józefa Bema w Rzekuniu, którą dziś na uroczystości bacznie obserwowali, podziwiali i dopingowali rodzice Marzena i Paweł. Małgosia przeprowadzała wywiad z Panem Grzybem razem z koleżanką Karoliną Orzołek. Dziś również prowadziła z koleżanką uroczystą galę.
Drugim zaangażowanym w projekt mieszkańcem, jest oczywiście nasz pierwszy redaktor rubryki „historia”, Pan Jacek Pawłowski, który na spotkaniach z młodzieżą przekazywał Im wiedzę jak postępować podczas wywiadów i o co pytać seniorów. O spotkaniach w Czarnowcu pisaliśmy tu -> Dziś Pan Jacek został nagrodzony z rąk koordynatorki projektu Pani Katarzyny Kossakowskiej, Dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu dyplomem „Dla propagatora lokalnej historii”.
Trzecim (prawie) mieszkańcem Czarnowca był dziś na gali Pan Piotr Grzyb – syn Jana, który umilił muzycznie uczestnikom popołudniowe spotkanie podsumowujące projekt.
Czwartym… o tym na końcu.
Poniżej zamieszczony film miał swoją premierę podczas dzisiejszego spotkania. Seniorzy oglądali premierowy odcinek z zaciekawieniem, a na koniec projekcji bohater z Czarnowca otrzymał gromkie brawa.
Więcej relacji o projekcie „Równać Szanse” znajdziecie Państwo na stronie Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu rzekun.pl/biblioteka
Czwartym mieszkańcem Czarnowca, który brał udział w tym projekcie jest autor zdjęć, obrazu wideo i montażu filmu – Marek Karczewski.
Zapraszam do udostępniania filmu.
MK
Gminna Biblioteka Publiczna w Rzekuniu. Foto: Marek KarczewskiKarolina Orzołek, Jan Grzyb, Małgorzata Siekierska
Poniżej pełna relacja o podsumowaniu projektu:
W Urzędzie Gminy w Rzekuniu odbyło się podsumowanie półrocznej pracy w projekcie „Tutaj jestem, gdzie byłem…” w ramach programu Równać Szanse Polsko – Amerykańskiej Fundacji Wolności w współpracy z Fundacją Civis Polonus. W ramach projektu powstały: wystawa mobilna, ulotki, seria pocztówek, cykl postów i filmików, zdjęcia wielkoformatowe i filmy – wywiady z seniorami.
Wystawa prezentuje sylwetki dziewięciu seniorów z gminy Rzekuń. Wyboru seniorów dokonała młodzież z projektu. Wystawa odwiedziła Laskowiec i Urząd Gminy w Rzekuniu. Była otwarta dla uczniów i mieszkańców gminy.
Podczas podsumowania zostały zaprezentowane działania projektowe, sylwetki seniorów i ich biogramy, filmy-wywiady, wręczono podziękowania, zaświadczenia oraz upominki. Na spotkanie zaproszenie otrzymali wszyscy związani z projektem seniorzy, dyrektorzy szkół z gminy Rzekuń, przedstawiciele instytucji i urzędów, trenerzy i przyjaciele projektu oraz dziennikarze z radia OKO.
Seniorami biorącymi udział w projekcie byli: – Pani Helena Górska z Laskowca, – Pani Cecylia Kamińska z Rzekunia/Stacji, – Pani Teresa Kaszuba z Nowej Wsi Wschodniej, – Panie Jolanta Mierzejewska i Alicja Zaborowska z Zabiela, – Pan Czesław Chorążewicz z Suska Nowego, – Pan Jan Grzyb z Czarnowca, – Pan Janusz Pińkowski z Suska Starego, – Pan Marek Podolak z Rzekunia.
Uczestnikami projektu byli: uczniowie szkół podstawowych z gminy Rzekuń: – Szkoły Podstawowej im. gen Józefa Bema w Rzekuniu, – Szkoły Podstawowej Nr 1 im. ks. Antoniego Pęksy w Laskowcu, – Szkoły Podstawowej w Ołdakach, – Szkoły Podstawowej im. Orła Białego w Borawem, Julia Borkowska, Lena Chmielewska, Emilia Chojnowska, Natalia Jakacka, Nikola Jakubiak, Maja Jasińska, Alicja Kiernozek, Julia Kubeł, Lena Maliszewska, Klaudia Nowacka, Karolina Orzołek, Julia Piskowska, Karolina Podeszwa, Małgorzata Siekierska, Paulina Szabłowska, Olga Szymańczyk, Szymon Szymańczyk, Julia Zaborowska, Amelia Zadrożna, Julia Zyśk oraz wychowankowie Zakładu Poprawczego w Laskowcu.
Partnerami projektu byli: – Tomasz Chrzanowski – sołtys Nowej Wsi Wschodniej, – Małgorzata Jakacka – mama uczestniczki, – Wiesław Frydrych – właściciel firmy Drew Master, – Marek Karczewski – sołtys wsi Czarnowiec, – Piotr Kossakowski – nauczyciel w Zakładzie Poprawczym i Schronisku dla Nieletnich w Laskowcu, – Michał Kowarski – radiowiec, – Ewa Krupka – radiowiec, – Marta Mierzejewska – radiowiec, – Jack Pawłowski – propagator historii lokalnej, – Anna Suchcicka – fotograf oraz trener, – Paulina Wółkowska – pomysłodawczyni i trener w projekcie.
Projekt realizowała Gminna Biblioteka Publiczna w Rzekuniu.
„Cudze chwalicie, Swego nie znacie…” myśl autorstwa Stanisława Jachowicza odzwierciedla główne idee projektu: wzmocnienie poczucia przynależności narodowej i dumy ze swoich korzeni. W ramach projektu młodzież wzięła udział w cyklu szkoleń rozwijających umiejętności SMART, na temat roli facylitatora w życiu społecznym, samorządności oraz warsztatach integrujących. Młodzi ludzie samodzielnie dokonali wyboru dziewięciu seniorów, których losy związane są z gminą Rzekuń. Grupa uczestników, na bazie dostarczonych im narzędzi oraz wsparcia merytorycznego, stworzyła wizję wystawy pokazującej swoją małą ojczyznę z perspektywy wspomnień najstarszej grupy jej mieszkańców. Uczestnicy projektu to dziewczęta i chłopcy z gminy Rzekuń, w tym podopieczni ZPiSdN w Laskowcu.
Podczas uroczystości wyświetlono premierowe nagrania wywiadów przeprowadzonych z seniorami. Wywiady przeprowadzili: – z Panią Heleną Górską – Julia Borkowska, Natalia Jakacka, Maja Jasińska i Karolina Podeszwa, – z Panią Cecylią Kamińską – Lena Chmielewska i Emilia Chojnowska, – z Panią Teresą Kaszubą – Klaudia Nowacka, – z Paniami Jolantą Mierzejewską i Alicją Zaborowską – Paulina Szabłowska, Julia Zaborowska i Julia Zyśk, – z Panem Czesławem Chorążewiczem – Karolina Orzołek i Szymon Szymańczyk, – z Panem Janem Grzybem – Karolina Orzołek i Małgorzata Siekierska, – z Panem Januszem Pińkowskim – Alicja Kiernozek i Amelia Zyśk, – z Panem Markiem Podolakiem – Julia Piskowska i Amelia Zadrożna.
Po projekcji filmów, wójt gminy Rzekuń Bartosz Podolak wręczył zaświadczenia i upominki dla wszystkich uczestników projektu. Podczas uroczystości był również czas na muzyczną niespodziankę, którą sprawił uczestnikom pan Piotr Grzyb, znany wokalista i kompozytor, prywatnie syn pana Jana Grzyba. Młodzież nagrodziła również „niespodzianką” koordynatorkę projektu panią Katarzynę Kossakowską. Nagrodą były oprawione w ramę skarpetki z autografami uczestników, z logo programu „Równać Szanse”, podziękowania i kwiaty. Dla wszystkich uczestników był także przygotowany słodki poczęstunek. Wtorkową uroczystość zaszczycił także Pan Mirosław Augustyniak, radny sejmiku województwa mazowieckiego, który pogratulował młodzieży odwagi i pomysłodawcom projektu dobrego kierunku propagowania i upamiętniania lokalnej historii.
– Nie doszłoby do realizacji projektu i zorganizowania tej uroczystości, gdyby nie zaangażowanie i pomoc wielu osób – powiedziała Katarzyna Kossakowska, dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu, koordynator projektu.
Składamy gorące podziękowania wszystkim seniorom za zaufanie i otwartość na nasze, czasem niekonwencjonalne pomysły, rodzicom młodzieży za cierpliwość. Dziękujemy za wspieranie nas w naszych działaniach projektowych: Bartoszowi Podolakowi – Wójtowi Gminy Rzekuń, Krzysztofowi Żebrowskiemu – Sekretarzowi Gminy Rzekuń, Małgorzacie Żebrowskiej – Przewodniczącej Rady Gminy Rzekuń, Danucie Orzołek – Dyrektor Zakładu Obsługi Gminy Rzekuń, Katarzynie Grzymale – Dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Rzekuniu, Waldemarowi Skurzyńskiemu – Dyrektorowi Centrum Usług Wspólnych w Rzekuniu, Ewie Borkowskiej – Sawickiej – Dyrektor Szkoły Podstawowej im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu, Małgorzacie Pieczyńskiej – Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 im. Księdza Antoniego Pęksy w Laskowcu, Krzysztofowi Dawidowi – Dyrektorowi Szkoły Podstawowej im. Orła Białego w Borawem, Sylwestrowi Wocialowi – Dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Ołdakach, Dyrekcji Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Laskowcu, Mediom lokalnym – eOstroleka.pl, moja-ostroleka.pl, radiooko.pl, terazOstroleka.pl, to.com.pl.
Podziękowania płyną również do pracowników Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu, bez których projekt nie zostałby zrealizowany: Klaudii Baczewskiej, Dorocie Boguskiej, Wioletcie Dzbeńskiej, Markowi Karczewskiemu, Magdalenie Kowalskiej, Ewelinie Pardo, a także pracownikom Urzędu Gminy w Rzekuniu za pomoc w organizacji wydarzenia.
Uroczystą Galę dnia 25 stycznia 2022 r. poprowadziły – Małgorzata Siekierska i Lena Maliszewska.
Mobilna wystawa będzie do dyspozycji przez najbliższe tygodnie w Urzędzie Gminy w Rzekuniu. Filmy zarejestrowane podczas projektu można oglądać na kanele YouTube Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu. Zapraszamy. MK
Liczenie Liści… i morsowanie
Category: natura,NEWS,wypoczynek
written by Marek | 20 lutego 2026
Liczenie Liści… i morsowanie Tak było dziś na VIII Spacerze Leśnym w koło Czarnowca.
Dwadzieścia dwie osoby ruszyło 14 listopada 2021 roku o godzinie 11:00 spod nowo wybudowanej wiaty przy świetlicy na kolejny już spacer „pozastodolu” Czarnowca. Trasa przemarszu tegorocznego spaceru do ostatniej chwili była tajemnicą aby żaden piechur przed wymarszem się nie zniechęcił 🙂 Trasa na stravie
Pomaszerowaliśmy w stronę ulicy Leśnej aby już na 1. kilometrze zatrzymać się i posłuchać o RowerParku w Czarnowcu. Omawianie regulaminu, wspominanie o bezpieczeństwie, przypomnienie o odbywających się tu treningach kolarskich oraz zaproszenie na kolejną edycję Zjazdu NaByleCzym 🙂
Dalej zatrzymujemy się mijając Zaborze i tu krótka opowieść Pana Jacka Pawłowskiego o kolejnictwie ostrołęckim. O historii kolejnictwa od czasów carskich do dziś, do tego filmu z kabiny maszynisty.
Przechodzimy przez ulicę Słoneczną i dalej przez łąki nieopodal granicy z Daniszewem a później z Borawem, docieramy do Wilczych Gór. Tu krótka opowieść o czasach II Wojny Światowej i mieszkańcach nieistniejących już zabudowań. Z tego miejsca pochodził późniejszy sołtys Michał Pawłowski.
Długi marsz aż do czarnowieckich Ogródków Działkowych, na których ponownie głos zabiera Pan Jacek, opowiadając tym razem historię powstawania w latach 80-tych Ogródków Pracowniczych, teraz zwanych rodzinnymi.
Kolejny przystanek przy Kamiennym Kręgu – Pan Jacek w skrócie przybliża temat o wykopaliskach archeologicznych na skalę europejską… i odsyła po szerszy materiał na stronę Czarnowiec.pl do działu historia.
Maszerujemy dalej single-trackiem w stronę „szerokiej linii”, drogi już na terenie sołectwa Borawe. Single-track utworzyłem za zgodą dyrekcji Nadleśnictwa Ostrołęka na potrzebę wyścigu kolarskiego w Czarnowcu pod nazwą „Kurpie MTB – Wyścig Jesieni”. W wyścigu wzięła udział liczna grupa mieszkańców Czarnowca. Pisaliśmy o tym tu.
Krótki przystanek przy dziwnym pieńku z solą na wierzchołku. Pan Wojciech Jarząbek – Prezes Ekomena Ostrołęka wyjaśnił nam co to jest „lizawka” i do czego służy zwierzynie leśnej.
Mała przeprawa przez rów z wodą i już jesteśmy na terenie dworskim u Wyszomirskich. Tu ponownie słuchamy opowieści Pana Jacka o zasługach Wyszomirskich przede wszystkim z okresu II Wojny Światowej. Po więcej informacji odsyłamy ponownie do działu historia.
11 kilometr! Docieramy do ogniska. Pan Krzysztof, Piotr i Jan walczyli o utrzymanie ognia prawie godzinę, bo okazało się, że za wolno maszerowaliśmy i mieliśmy 55. minutowe spóźnienie! Za przygotowanie ogniska dziękujemy serdecznie Panu Arturowi Laskowskiemu.
Kilka kiełbasek, kilka smażonych bułeczek i różne napitki zachęciły w pierwszej chwili dwóch uczestników do wejścia, do pobliskiego stawu u Pana Jana Grzyba. Wszyscy uczestnicy gorąco kibicowali dwóm morsom aby nie zamarzli… i w sposób spontaniczny pojawiły się okrzyki „jeszcze jeden, jeszcze jeden!”. Znalazł się odważny i wskoczył bez większego namysłu. Pan Mariusz Drobnikowski! Wielkie brawa za odwagę i pierwsze w życiu wejście do wody w tak niskiej temperaturze powietrza (ok. 5 st.). Właściciel stawu Pan Jan udostępnił morsom swój domek holenderski ale to są twardzi ludzie i żaden z nich po wyjściu z wody nie myślał o ciepłym pomieszczeniu 🙂 Podczas rozmów przy ognisku okazało się, że jest więcej chętnych mieszkańców Czarnowca do morsowania. Mnie również zachęcano, 🙂 ale może następnym razem?
Dziękuję serdecznie wszystkim uczestnikom za liczne przybycie na Liczenie Liści 🙂 Dziękuję bardzo Panu Jackowi Pawłowskiemu za doskonałe przygotowanie się do „zarzuconych” tematów, z rozległych dziedzin życia naszej wioski.
Kolejnym wydarzeniem w Czarnowcu będą III Mistrzostwa Czarnowca w Tenisie Stołowym, na które serdecznie zapraszam.
ps. Po spacerze bolą mnie nogi, chyba pora zacząć trenować spacerowanie 🙂
Pod wiatą, przed wymarszemOd Zaborza do Słonecznej.Przez torowisko „na Tłuszcz”.Działki rodzinne „na Czarnowcu”.Wszyscy byli szczęśliwi, że trasa wiodła przez chaszcze :).Kamienny Krąg. Opowiada Pan Jacek Pawłowski.Kamienny Krąg. Uczestnicy słuchają opowieści o wykopaliskach archeologicznych w latach 90-tych XX wieku.Wyjście z single-tracka.Lizawka, Prezes Wojciech Jarząbek.Przy uprawach leśnych.Przeprawa przez rów z wodą u Wyszomirskich.Nad stawem u Wyszomirskich.Zdjęcie dworku z roku 1978.Już wcinają kiełbasy. Ognisko przygotował Pan Artur Laskowski.Morsy gotowe! Mariusz Szafaryn.Taka więź miedzy morsami jest 🙂 Grzegorz Ziemek i Mariusz Szafaryn.BRAWO!Witamy morsa debiutanta Mariusza Drobnikowskiego. On z białostocczyzny więc nie straszne Mu chłody i mrozy 🙂
Czarnowiec nieodbudowany. Jak dwór Wyszomirskich popadał w ruinę
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Jacek | 20 lutego 2026
Dwór, z którego komuniści wypędzili w 1946 Marię Wyszomirską i jej córkę Zofię Żyłowską, przez ponad trzydzieści lat nie był konserwowany ani remontowany. Gdy w 1979 roku zawalił się dach, władze zaczęły zastanawiać się nad odbudową. Na zastanawianiu się poprzestały. Dzięki życzliwości Państwa Wandy i Andrzeja Piersów oraz determinacji sołtysa Marka Karczewskiego pokazujemy tu wcześniej nigdzie nie publikowane zdjęcia dworu oraz dokumenty.
„Budynek zlokalizowany jest w odległości 7-8 km na północny-wschód od Ostrołęki w terenie nieznacznie pofałdowanym przy drodze gruntowej w miejscowości Czarnowiec”.
Autorka „opinii dotyczącej stanu technicznego i możliwości wykorzystania do odbudowy budynku d. dworku w Czarnowcu koło Ostrołęki” musiała położyć mapę do góry nogami. Ten północny-wschód… 🙂 Ale w sumie to drobiazg.
Strona tytułowa opracowania Lidii Szindler
Opinia jest bardzo ciekawym dokumentem. Dostarcza sporo informacji o nieistniejącym już dworze, należącym przed wojną do rodziny Wyszomirskich, a po wojnie – do komunistycznego państwa. Ale oprócz dawki informacji, dokument ten rozbudza ciekawość i wyobraźnię. Jest w nim kilka enigmatycznych sformułowań, które aż chciałoby się wyjaśnić do cna. Do samego spodu. Ale minęło tyle lat. Zachowało się bardzo niewiele dokumentów. Nie sposób ustalić wszystkiego co rozbudza ciekawość. Ale może dzięki tej publikacji odezwie się ktoś, kto coś pamięta, ma jakieś papiery, spisane wspomnienia po rodzicach/dziadkach, albo chociaż fotografie. Taką mamy nadzieję.
Postaramy się tu odtworzyć fakty i wskazać znaki zapytania. Na podstawie wyżej wspomnianego dokumentu, serii fotografii i ustnych wspomnień, które sołtys Marek Karczewski odebrał od Państwa Wandy i Andrzeja Piersów.
Ale najpierw o autorce opinii. Opracowanej na podstawie wizji lokalnej w Czarnowcu jesienią 1979 roku, a napisanej w Warszawie w lutym 1980 roku.
Mgr inż. Lidia Szindler z Warszawy. Była inżynierem budownictwa lądowego, specjalizowała się w odbudowie i ochronie zabytków. Pochodziła z Wileńszczyzny. Mieszkała w Warszawie na górnym Mokotowie. Otrzymywała zlecenia dotyczące ochrony zabytków z różnych stron kraju. Lidia Szindler nie żyje. Syn, do którego udało nam się dotrzeć latem 2022 roku, nie pamiętał wyjazdów matki do Czarnowca. W 1979 roku miał sześć lat. Nie dysponuje też żadnymi zapiskami świadczącymi i pracy Lidii Szindler w Czarnowcu. Po śmierci matki pozostawił w domu wyłącznie dokumenty mające wartość pamiątek rodzinnych. Syn wspominał, że matka była zaangażowana w społeczny ruch mający uzdrowić siedlisko patologii, jakim była peerelowska spółdzielczość mieszkaniowa.
Istotnie, Lidia Szindler w 1981 roku była w zespole ekspertów “Solidarności” Regionu Mazowsze zajmującym się problemami budownictwa mieszkaniowego – jednego z największych problemów bytowych w komunistycznej Polsce. Nie czas i miejsce, by się nad tym rozwodzić. Dość wspomnieć, że skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie było dziewiętnastym spośród dwudziestu jeden postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego latem 1980 roku. Szindler była współautorką “Raportu o naprawie budownictwa mieszkaniowego” opublikowanego w “Zeszytach Ośrodka Badań Społecznych NSZZ Solidarność Regionu Mazowsze”.
Wróćmy dodokumentu o czarnowieckim dworze. W opinii jest napisane, że jednym ze źródeł opracowania był „wywiad z dawnym mieszkańcem obiektu”. Z kim konkretnie? O tym już opinia milczy. Ale może ktoś z żyjących obecnych czy byłych mieszkańców Czarnowca kojarzy z kim rozmawiała ekspertka z Warszawy w 1979 roku?
Ktokolwiek ma coś do dodania w tej kwestii, piszcie. Albo komentarze, albo mail na wiesczarnowiec@gmail.com
Tak wyglądał dwór od strony ogrodu w październiku 1975 r.
Opinia została sporządzona na zlecenie Urzędu Wojewódzkiego w Ostrołęce, Wydziału Kultury i Sztuki. Skoro było zlecenie, to ktoś w urzędzie musiał wpaść na pomysł odbudowy dworu w Czarnowcu. Po co? Dla kogo? Informacje są szczątkowe. W 1978 roku dwór przejęła Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce „celem przeprowadzenia w nim remontu” – dowiadujemy się z „Ewidencji parku dworskiego w Czarnowcu”, wykonanej trzy lata później przez Stowarzyszenie Naukowo-Techniczne Inżynierów i Techników Rolnictwa dla Biura Badań i Dokumentacji Zabytów w Ostrołęce. Tu więc dwa fakty wyglądają na zbieżne – dwór przejęła spółdzielczość mieszkaniowa. Opinię na temat odbudowy wykonała specjalistka związana ze spółdzielczością mieszkaniową.
Na pomysł odbudowy urzędnicy wpadli rychło w czas. Jesienią 1979 roku sterczały tu już tylko kikuty ścian. Ze wspomnień mieszkańców Czarnowca wynika, że dach dworu zawalił się podczas zimy stulecia 1978/1979 roku. Po zdjęciach z 1975 roku, które też tu publikujemy, widać wyraźnie, że jeszcze pięć lat wcześniej można było próbować ratować – i tak już wtedy bardzo zaniedbany – dwór. Po 1980 roku możliwe było co najwyżej postawienie nowego budynku przypominającego dawną siedzibę Wyszomirskich. Z wykorzystaniem fragmentów istniejących ścian.
Jak można było dopuścić do takiego zniszczenia? Odpowiedź jest brutalna w swojej prostocie. Komunistom, rządzącym krajem przez pięćdziesiąt lat po wojnie, nie zależało na pielęgnowaniu pamiątek po przedwojennej Polsce. W propagandzie tamtej epoki, wszystko co działo się przed nadejściem komunistów, było złe, opierało się na wyzysku biednych przez bogatych, krzywdzie i zgniliźnie moralnej.
Do pewnego momentu dawny dwór Wyszomirskich był wykorzystywany na cele mieszkalne. Władze kwaterowały w nim lokatorów. Ale budynek nigdy nie został poddany generalnemu remontowi.
Ściana szczytowa dworu przed zawaleniem się (rozebraniem?) dachu; październik 1975 r.
Na zdjęciach z 1975 roku widać, że dwór jest już opuszczony. W oknach brakuje szyb. Niektóre otwory okienne są zabite deskami. W bocznym wejściu nie ma drzwi. Z kolei do drzwi ogrodowych przylepiona jest jakaś rozpadająca się drewniana szopa z resztkami pomarszczonej papy na dachu. Obok jednego z okien od strony ogrodu wystaje ze ściany zagięta rura skierowana do góry. Prawdopodobnie jest to prowizoryczny komin odprowadzający dym z jakiegoś równie prowizorycznego piecyka typu koza. Być może ktoś z lokatorów rozwiązał sobie w ten sposób problem ogrzewania w jednej z izb. Nie jest wykluczone, że oryginalne piece i kominy po prostu nie działały. Wskazywałby na to stan wylotów kominów wystających z dachu. Są one zwyczajnie zrujnowane. Jako tako trzyma się jedynie komin w szczycie budynku. Prawdopodobnie jest to jednak komin wentylacyjny, a nie paleniskowy.
Otoczenie budynku jest zaniedbane. Dookoła jakieś chaszcze i chwasty, sterta zeschłego zielska; pozostałości studni; ślady ogrodzenia. Nad tym krajobrazem górują stare drzewa, które na pewno rosły tu w czasach świetności dworu. Pozostałości świadczą, że był to ładny i stylowy budynek.
Od frontu wyelegancony ryzalitem, zwieńczonym od góry ostrym wierzchołkiem i z wystającymi po bokach kolumnami. Okna na parterze – tylko prostokątne, dzielone szprosami na sześć części każde. Okna na poddaszu – wyłącznie łukowate. Otwory okienne i drzwiowe na parterze zdobione od góry gzymsami. Na dole jednej z bocznych ścian łukowaty otwór. Na wsiach używano takich do wsypywania do piwnicy węgla, albo kartofli.
Ściana szczytowa dworu, stan z października 1975 .
W sumie dwór Wyszomirskich to zwarta, proporcjonalna bryła, bez zbędnych udziwnień, ładnie wkomponowująca się w krajobraz. Na podstawie jednego z tych zdjęć można by nawet namalować obraz – ziemiański dworek wśród starych drzew. Ale w kadrze znalazł się obcy element. Są nim trzy samochody – polski, czeski i wschodnioniemiecki. Syrena, skoda i trabant. Wszystkie na tablicach rejestracyjnych TF – wspólnych dla powiatu ostrołęckiego i ostrowskiego, znajdujących się wówczas w województwie warszawskim. Na innym ujęciu widać jeszcze fragment… autobusu. Jest to albo san, albo jelcz ogórek.
To też zagadkowa sytuacja. Tyle pojazdów wokół opuszczonego budynku, w którym nikt nie mieszka? Do głowy przychodzą co najmniej trzy domysły.
Pierwszy to taki, że opuszczone budynki w tamtych czasach często przyciągały ludzi, którzy chcieli – nazwijmy to – pobiesiadować z dala od niechętnych spojrzeń domowników czy wścibskich sąsiadów.
Drugi wynika ze skojarzenia z ważną datą. Październik 1975 roku, kiedy powstały zdjęcia opuszczonego dworu, to był zaledwie piąty miesiąc istnienia nowego województwa ostrołęckiego. I piąty miesiąc nieistnienia starego powiatu ostrołęckiego. Niewykluczone, że pojazdy na zdjęciu należą do jakiejś urzędniczej delegacji, która inwentaryzuje mienie skarbu państwa po reformie administracyjnej.
Trzeci wiąże się z faktem, że w okolicach dworu była szkółka leśna. Mogło więc być i tak, że widocznym na zdjęciu autobusem grupa młodzieży, albo dorosłych uczestników jakiegoś czynu społecznego przyjechała na sadzenie lasu. Pora roku – październik – uprawdopodobnia tę wersję.
W tej publikacji również zawarto wizję zagospodarowania dworu. Pozostała tylko wizją
Jest też publikacja „Zabytki województwa ostrołęckiego przeznaczone do zagospodarowania” (oprac. E. Jaworowska, A. Kalinowska, S. Łojewski) Widać na niej zdjęcie dworu – już zniszczonego, ale jeszcze nie pozbawionego dachu i bardzo konkretny opis. „Dwór murowany. Wzniesiony w XIX w. w stylu klasycystycznym z cegły, otynkowany, dwukondygnacyjny, kubatura 900 m3. Powierzchnia użytkowa 260 m2, pomieszczeń 9. Jest własnością Urzędu Gminy w Rzekuniu, nieużytkowany, półruina. (…) Otoczony pozostałością parku„.
Na tym kończy się rzut oka na czarnowiecki dwór z połowy lat 70. W roku 1979 dwór jest już kompletną ruiną bez dachu. W swojej opinii Lidia Szindler powątpiewa czy dach aby na pewno zawalił się samoistnie.
W 1980 roku dwór nie miał już dachu
„Charakterystyczny dla omawianego obiektu jest fakt dokonania rozbiórki dachu i stropu, a nie zawalenia się tych części budynku, co wskazuje na działanie nieformalne w odniesieniu do obiektu stanowiącego przedmiot zainteresowania Urzędu Konserwatorskiego”.
Niestety bliższych informacji brak. Nie wiadomo na czym autorka opiera swe stwierdzenie, że dach został jednak rozebrany, a nie zawalił się.
Nie wiadomo też, czy autorka opinii oraz władze województwa ostrołęckiego zdawały sobie sprawę, że w tamtym czasie odbudowa dworu była ideą czysto teoretyczną. Kraj pogrążał się w kryzysie gospodarczym. W latach 1979-1980 zaczęła się recesja. Inflacja niebezpiecznie zbliżyła się do dziesięciu procent. Kasa państwa świeciła pustkami.
Kraj w ruinie. Dwór w Czarnowcu w ruinie…
Pozostałości ścian i ryzalitu; luty 1980 r.
„Obiekt znajduje się obecnie w stanie ruiny pozbawionej stropu i dachu” – czytamy w opinii. „Brak podstawowego zabezpieczenia murów przed bezpośrednim działaniem na nie czynników atmosferycznych spowodował określone, niszczące skutki zarówno w strukturze materiałów ścian, jak i w ich ustrojach. (…) Częściowemu wyburzeniu uległy ściany podziału wewnętrznego oraz fragmenty ściany szczytowej.(…) Zawilgocenie cegły i zaprawy w spoinach, powstałe w ostatnim okresie, nie doprowadziło jeszcze do większych zniszczeń w strukturze materiału. Zaleganie na stropie [piwnicy] gruzu z częściowo wyburzonych ścian wewnętrznych – w tym przypadku działa pozytywnie dla sklepienia, izolując je od wód opadowych.”
Autorka opinii proponuje aby, w razie ewentualnej odbudowy, najpierw zadaszyć ruiny, nawet prowizorycznie, a dopiero potem odgruzować wnętrze. Ostrzega jednak, że „sytuacja” (należy się domyślać, pozostawienie gruzu na stropach piwnic) „nie powinna być zbytnio przedłużana”. To ostrzeżenie zostało zignorowane i miało po dziesięciu latach opłakane skutki, o czym tu jeszcze wspomnimy.
Szkic Lidii Szindler ukazujący miejsca spękań ścian i erozji cegieł w lutym 1980 r.
Tymczasem Lidia Szindler, dopuszczając wykorzystanie istniejących ścian w ewentualnej odbudowie, dalej kreśli obraz zniszczeń. Konkretnie odnosi się do ścian nośnych, których stopień zniszczenia sprowadza się do „zerodowania [zniszczenia wskutek erozji – przyp. red.] powierzchniowych warstw w dużych fragmentach ścian, oraz korony wszystkich murów; spękania wszystkich nadproży w ścianach zewnętrznych; odspojenia się murów centralnego ryzalitu wejściowego od ściany podłużnej – frontowej; częściowego zawalenia się niektórych murów wewnętrznych. (…) Wielkość erozji wgłębnej w murach sięga 20 cm. (…) Zrysowania ścian są przelotowe przy czym niektóre z nich /w osiach skrajnych/ biegną przez całą wysokość i prawdopodobnie sięgają fundamentów. Zakres zniszczeń pozwala przypuszczać, że do ewentualnego wykorzystania można zakwalifikować około 30% istniejących ścian.”
Lidia Szindler zaznacza, że można próbować wykorzystać w odbudowie większą niż 30% część zrujnowanych ścian, ale będzie to bardzo dużo kosztowało. Uzasadnieniem dla ewentualnych nadzwyczajnych wydatków mogły być tylko „szczególne walory konserwatorskie”, a roboty powinny były być – zdaniem autorki – wykonywane przez najwyższej klasy fachowców.
Pozostałości dworu od strony ogrodu w lutym 1980 r.
Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają zdjęcia wykonane w czasie wizji lokalnej. Przy jednej z wcześniejszych naszych publikacji o czarnowieckim dworze znalazł się komentarz. Relacjonuje on zasłyszane wspomnienie kogoś kto pamięta dwór i fakt, że były w nim „piękne kręcone schody”. Te schody widać na jednej z fotografii z wizji lokalnej. Widok z zewnątrz przez okno z wybitymi szybami. W środku zaś widać spiralne schody, okręcone wokół pionowej belki, wiodące na poddasze, którego w chwili zrobienia zdjęcia, już w budynku nie było.
Oglądając uważnie wszystkie zachowane fotografie, nawet okiem niefachowca, nasuwa się wniosek, że przez 34 lata od wypędzenia Wyszomirskich przez komunistów z Czarnowca nikt nie zadał sobie trudu, żeby w jakikolwiek sposób powstrzymać postępującą rujnację dworu. Nie widać śladów aby komuś chciało się naprawiać ubytki w odpadającym tynku zewnętrznym, czy wdzierające się w ściany zawilgocenia, czy uzupełniać odpadające fragmentami gzymsy, czy też naprawiać kruszące się kominy.
Okno z widokiem na kręte schody
Władze województwa ostrołęckiego nie odbudowały dworu w Czarnowcu, choć Wanda i Andrzej Piersowie, bardzo chcieli, żeby został odbudowany. Wspominają, że władze były przychylnie nastawione do ich pomysłu. Zachęty jednak miały charakter nieformalny. Nie przybrały formy żadnego dokumentu. Wśród zachęt było również zapewnienie, że Wojewódzkie Biuro Konserwacji Zabytków dofinansuje odbudowę. Zlecili i sfinansowali projekt odbudowy. Architekt dostał stare fotografie budynku…
Niewykluczone, że jakieś wstępne prace remontowe zostały podjęte, ale nie były kontynuowane. „W trakcie prac remontowych okazało się, że obiekt ten nie nadaje się, ze względu na słaby stan murów, do renowacji i prace nad jego odrestaurowaniem zostały zaniechane” – czytamy we wspomnianej wcześniej Ewidencji Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Rolnictwa.
Gdyby przyłożyć do tamtych czasów dzisiejsze realia polegające na tym, że nieruchomość jest zawsze czyjaś, a nie bezpańska. Gdy w wolnorynkowej gospodarce nieruchomości z tradycją i w atrakcyjnym położeniu osiągają zawrotne ceny… Gdyby poczynić takie założenia, to dwór i jego okolice byłyby nieruchomością z wielkim potencjałem. Dostrzega go również Lidia Szindler, nawet w warunkach pogrążonej w kryzysie gospodarki nakazowo-rozdzielczej.
„Odosobniona lokalizacja budynku daje swobodę dla prawidłowego zagospodarowania terenu przyległego, co może dodatkowo uatrakcyjnić jego program użytkowo-funkcjonalny” – czytamy w opinii.
„Po przeprowadzonym remoncie kapitalnym, uporządkowaniu parku i otoczenia obiekt może być wykorzystany na cele rekreacyjno-wypoczynkowe” – takie zdanie znalazło się z kolei we wspomnianej wyżej publikacji, „Zabytki województwa ostrołęckiego przeznaczone do zagospodarowania” .
W dokumencie autorstwa Lidii Szindler znajdują się jeszcze stwierdzenia o piaszczystych gruntach z niewielkimi gliniastymi domieszkami i o niskim poziomie lustra wód podziemnych. Nic tylko budować i gospodarować. Ale w tamtym czasie stała tam bezpańska ruina, która zagrażała „bezpieczeństwu ludzi przypadkowo przebywających na terenie obiektu, tym bardziej że jest on całkowicie dostępny i brak jest tablic ostrzegających przed niebezpieczeństwem”.
Analizując spostrzeżenia zawarte w opinii Lidii Szindler, warto poczynić pewien wtręt zabytkoznawczy.
Na polskich ziemiach – potarganych przez liczne wojny, a najbardziej przez drugą światową – nie ma zbyt wielu starych budowli, pamiętających zamierzchłe czasy. Część zniszczonych w wojennej zawierusze zabytków wznoszono na nowo. Nazywano to odbudową. Tak powstało istniejące Stare Miasto w Warszawie, odtworzone na podstawie obrazów Bernarda Belotto. I Zamek Królewski, który gdy Lidia Szindler lustrowała ruinę w Czarnowcu, był już wprawdzie w większości odbudowany, ale jeszcze nieudostępniony dla zwiedzających.
Ściana szczytowa, stan z 1980 r.
Takie odbudowane zabytki jak starówka czy zamek, choć imponujące i/lub piękne, są atrakcją turystyczną, bywają wpisywane na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO, po prawdzie są namiastką zbytków, bo co by nie mówić, powstały jednak w nowoczesnych czasach. Znakiem szczególnym tych powojennych czasów są jednak również podwójne standardy w traktowaniu zabytków przez władzę. W czasie gdy jedne zabytki odbudowywano praktycznie od ław fundamentowych, wielkim nakładem sił i pieniędzy, inne zabytki – zachowane w znacznie lepszym stanie – niszczały i popadały w kompletną ruinę.
Ale zmieniły się czasy i zmieniła się doktryna konserwatorska. Gdyby ruiny dworu w Czarnowcu w stanie takim, jak na części zaprezentowanych tu zdjęć, przetrwały do dziś, projekt odbudowy obiektu zapewne wzbudziłby kontrowersje. W ochronie zabytków zaczyna przeważać pogląd, że jeżeli jakaś ruina ma być rzeczywiście świadectwem dawnych czasów, to konserwuje się ruinę, ale nie buduje się na nowo czegoś co miałoby przypominać historyczny pierwowzór.
Pozostałości dworu, stan z 1980 r.
Obecnie, jak ujmują to fachowcy, ochrona zabytków polega przede wszystkim na ochronie oryginalnej substancji zabytku. I taka też jest polityka państwa wynikająca z ustawy o ochronie zabytków. Na mocy jej przepisów publiczne pieniądze z Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków mogą być przeznaczone na utrwalenie istniejącej substancji zabytkowej obiektu oraz wyposażenie go w instalacje przeciwwłamaniową, przeciwpożarową i odgromową. Dopuszcza się częściową odbudowę zniszczonych zabytkowych budowli, ale tylko wtedy gdy oryginalna substancja stanowi co najmniej połowę obiektu. Doktryna konserwatorska dopuszcza odbudowywanie zabytków od podstaw tylko wtedy, gdy mają one wielką i bezsporną wartość symboliczną.
Puszczając więc wodze fantazji… Gdyby dziś ktoś chciał zrekonstruować dwór w Czarnowcu, to zapewne mógłby to sobie zrobić, ale na własny koszt. Do uzyskania dofinansowania państwa nie byłoby podstawy prawnej.
Nie byłoby też podstawy faktycznej. Ziemia, na której stał dwór, została na przełomie lat 80. i 90. podzielona na działki, które gmina sprzedała prywatnym właścicielom. Wśród nabywców byli Wanda i Andrzej Piersowie. Ale od pomysłu odbudowy dworu minęło już wtedy dziesięć lat i podworska ruina była jeszcze bardziej zrujnowana. W zasadzie zostały tylko piwnice. Stan techniczny ścian i stropu piwnic oceniał rzeczoznawca. Oglądał, lustrował, dziobał długopisem zaprawę w spoinach. Wstępnie doszedł do wniosku, że piwnice są w katastrofalnym stanie. I cudem uszedł z życiem. Strop piwnicy zawalił się następnego dnia po wizycie rzeczoznawcy. Pozostały już tylko fundamenty.
Na tych fundamentach nowi właściciele postawili nowy dom – szkieletowy, w rzadko spotykanej wówczas w Polsce technologii kanadyjskiej. Jedynym śladem przeszłości na tej ziemi pozostały stare drzewa. Choć i tu nie obyło się bez potrzeby interwencji.
Dwie wiekowe sosny amerykańskie zostały zaatakowane przez przypłaszczka granatka, jednego z najgroźniejszych szkodników drzewostanów sosnowych. Trzeba było je wyciąć. Pozostałe drzewa udało się zachować. Nowi właściciele posadzili na podworskiej ziemi dwa pamiątkowe orzechy włoskie.
Widoczny z daleka, wyróżniający się na tle czarnowieckiego krajobrazu starodrzew na dawnej dworskiej ziemi, to pozostałości parku otaczającego dwór. Trochę danych na jego temat znajdujemy w publikacji Jana Zglińskiego, wydanej przez Regionalną Pracownię Krajoznawczą w Ostrołęce – Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego (seria maszynopisów zwielokrotnionych chyba na powielaczu, w obwolucie wydrukowanej przez Spółdzielnię Inwalidów Narew w Ostrołęce). Inwentaryzacja prawdopodobnie z pierwszej połowy lat 80. XX wieku. Wynika z niej, że park otaczający dwór Wyszomirskich miał powierzchnię, 2,35 hektara, a w czasie oględzin zachowany był w słabym stanie. Autor odnotowuje kasztanowiec będący pomnikiem przyrody o obwodzie pnia 332 cm, oraz dwa modrzewie o obwodzie pni 275 i 210 cm oraz altanę 16 lip.
Zgliński objechał 65 parków wiejskich na obszarze ówczesnego województwa ostrołęckiego. Na koniec swej publikacji podzielił się następującą refleksją.
„Często (…) opanowywały mnie uczucia smutku, głębokiego żalu, gdy stykałem się ze śladami zniszczeń. Gdy patrzyłem na miejsca, gdzie występowały już tylko zarysy fundamentów dawnych, zarastających obecnie samosiewami drzew lub chwastami – budowli. Gdy obserwowałem ubytki drzew wśród parkowych zadrzewień i wśród starych, wspaniałych alei czy szpalerów. A ileż smutku niosły za sobą relacje nielicznie już żyjących najstarszych ludzi, którzy wspominali minione bezpowrotnie okresy dawnej świetności tych obiektów, a następnie kreślili obraz zniszczeń, spowodowanych działaniami wojennymi lub zwykłą ludzką bezmyślnością. Bolesna jest również świadomość, że szkód tych nie można już będzie naprawić. Są to bowiem, szczególnie w środowisku przyrodniczym, straty nieodwracalne.
Musimy więc uświadomić sobie, że wszystkie parki, a nawet ich resztki, powinny być objęte ścisłą ochroną i opieką. (…) Należy chronić i pielęgnować występującą w parkach roślinność, gdyż już tylko tam można spotkać tak wielką jej różnorodność, a rosnące w nich stare, okazałe drzewa niech spełniają jak najdłużej rolę żywych pomników przyrody”.
Nic dodać, nic ująć. Niech przynajmniej drzewa stoją jak najdłużej.
Starodrzew w miejscu, gdzie stał dwór. Widok współczesny
2021.05.18 /Jacek Pawłowski/
Podziękowania. Po raz kolejny okazuje się, że są jeszcze wspaniali ludzie, którym zależy na ratowaniu historii od zapomnienia. Po dworku w Czarnowcu nie pozostał już ślad, nie licząc starych drzew włącznie z altaną lipową, pod którą wypoczywał dziedzic Wyszomirski. Dokumenty i wspomnienia, które nie przepadły w czeluściach piwnic czy strychów są świadectwem, że warto pielęgnować wspomnienia. Może za parę lat taki „kawał” znakomitego opracowania Pana Jacka Pawłowskiego, mieszkańca Czarnowca z ul. Dzikiej Róży posłuży naszemu pokoleniu do inspiracji i początku nowej historii? Serdecznie dziękuję autorowi, który otrzymując moje „zlecenia” wkłada serce i ogrom czasu abyśmy wszyscy mogli wrócić pamięcią w dawne czasy. Wielkie podziękowania dla Państwa Wandy i Andrzeja Piersów z ul. Kasztanowej, który udostępnili mi swoje prywatne archiwum. Bez tego materiału nie byłoby tego tekstu!
Serdecznie dziękuję Marek Karczewski Sołtys 19 maja 2021r.
ps. ciąg dalszy (z czasów II WŚ) historii dworku znajdziecie Państwo tu:DWÓR WYSZOMIRSKICH
18 kwietnia 2021 odsłonięto pamiątkową tablicę
Category: historyczne,kulturalne,NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
18 kwietnia 2021r. odsłonięto pamiątkową tablicę.
Mała uroczystość patriotyczno-rodzinna odbyła się wczoraj przy posesji Nr 4 w Czarnowcu. W setną rocznicę urodzin i w 76. rocznicę śmierci, odsłonięto pamiątkową tablicę Podporucznika z Czarnowca.
Sto lat temu 12 lutego 1921 roku w tym właśnie miejscu urodził się Stefan Henryk Sakowski. Samo odsłonięcie zaplanowane było pierwotnie na dzień urodzin czyli 12 lutego, jednak nieprzewidziane okoliczności sprawiły, że do odsłonięcia mogło dojść ostatecznie w dniu rocznicy, gdy Stefan Sakowski poległ na polu bitwy, w Operacji Łużyckiej.
W uroczystości odsłonięcia pamiątkowej tablicy uczestniczyli zaproszeni goście: Wójt Gminy Rzekuń Pan Bartosz Podolak, Pan Jan Grzyb – czarnowiecki ułan na koniu i Jego przyboczni szeregowi „kolarze” (rekonstruktorzy) z wojennego oddziału bojowego, Pan Krzysztof Chojnowski – właściciel portalu moja-ostroleka.pl, który wykonał dokumentację fotograficzną oraz Państwo Katarzyna i Jacek Pawłowscy.
Ze strony rodziny podporucznika uczestniczyli: Marianna Karczewska, Małgorzata i Janusz Szarwaccy, Małgorzata i Marek Karczewscy.
Z zaproszenia skorzystał również Pan Jerzy Kijowski – historyk, który w ostatniej chwili z powodów zdrowotnych nie mógł przybyć na uroczystość ale przesłał życzenia wszystkim uczestnikom i informację o zdobytych nowych dokumentach w sprawie Stefana Sakowskiego.
Prelegentem podczas odsłonięcia tablicy był Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca, który zebrał i uporządkował wszystkie dotychczas dostępne materiały o życiu podporucznika Stefana Sakowskiego. Kompletny opis o Stefanie Sakowskim autorstwa Pana Jacka Pawłowskiego na dzień 18.04.2021r. znajduje się w dziale HISTORIA. Wspomnienie żyjącej jeszcze przyjaciółki Stefana, Pani Zofii Sikorskiej opisywaliśmy tu: stefan-sakowski-setna-rocznica-urodzin
Symbolicznego odsłonięcia tablicy dokonała Marianna Regina Karczewska – siostra cioteczna Stefana Sakowskiego w asyście Bartosza Podolaka – wójta gminy.
Mamy wciąż nadzieję, że kolejne fakty z życiorysu podporucznika, z Czarnowca będą pojawiać się po ponownym otwarciu archiwów państwowych oraz zdobytych informacjach przez Pana Jacka Pawłowskiego i Pana Jerzego Kijowskiego.
Dziękujemy serdecznie Rodzina Karczewskich, Gierłowskich, Sakowskich
Sympatyków historii Czarnowca odsyłamy do działu HISTORIA, w którym staramy się pozostawić ślad dla potomnych o naszej niewielkiej wiosce.
historyczne materiały zdjęciowe, skany dokumentów z kolekcji Małgorzaty Szarwackiej, Marianny Karczewskiej, Marka Karczewskiego
foto 18.04.2021 – Krzysztof Chojnowski, Marek Karczewski
wykonanie tablicy marmurowej i zdjęcia z kodem QR – Bogdan Piasta Czarnowiec.
Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
Ciekawostka historyczna o Czarnowcu, w której niewiadomych jest co najmniej tyle, co danych. Uwagi i poprawki mile widziane. Poniższe dokumenty do tłumaczenia dostarczył sołtysowi Markowi Karczewskiemu, w maju 2020r. Pan Jacek Czaplicki z Ostrołęki, który przywraca pamięć okolicznym cmentarzom z okresu Wielkiej Wojny. Jego profil z dokumentacją fotograficzną i video znajduje się tu: ROWEREM WOKÓŁ OSTROŁĘKI Dziękujemy Panu Jackowi za „zdobycie” tych starych dokumentów.
W Archiwum Państwowym w Białymstoku znajdują się dokumenty administracji carskiej z XIX wieku. 6 października 1977 roku operator pracowni mikrofilmowej Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie Halina Olszak sporządziła z nich mikrofilmy. Dokumenty te – z dziewiętnastowiecznego rosyjskiego na polski – przełożył nam Pan Michaił Barkowski, znakomity tłumacz i niezawodny Kolega, prowadzący na Facebooku świetny profil @niestrasznyrosyjski. Za co serdecznie dziękujemy. Bo to kawał dobrej roboty był.
Wątpliwości Tłumacza rozstrzygaliśmy własnym rozumem. Jeżeli ktokolwiek oglądając kopie akt, stwierdzi że jakieś rozstrzygnięcie było nietrafne bądź niesłuszne, reklamację pokornie przyjmiemy.Najogólniej rzecz biorąc, załączone tu archiwalia, zawierają dokumentację opisującą własność gospodarstw pól i lasów w Czarnowcu po uwłaszczeniu chłopów w Królestwie Polskim przez cara Aleksandra II w 1864 roku. Gdyby chcieć to jakoś odnieść do współczesności, to co do metody i skutków przypomina to trochę Powszechny Spis Rolny (w tym roku trwa kolejny spis). Jednak jego przyczyny, przesłanki i państwo przeprowadzające były zupełnie inne. Własność ziem na polskiej wsi w XIX wieku to bardzo skomplikowane zagadnienie.
W bardzo wielkim, być może zbyt wielkim, uproszczeniu można powiedzieć, że przed uwłaszczeniem chłopi posiadali niewielkie kawałki ziemi, ale nie byli ich właścicielami. Własność należała do szlachty. Chłopi za możliwość posiadania swych gospodarstw odrabiali pańszczyznę lub płacili czynsz (w pracy, w naturze, w gotówce). Posiadanie a własność to były (i są zresztą do dziś) dwa różne tytuły prawne do nieruchomości. Ruchomości takoż. Żeby zyskać poparcie chłopów dla powstania styczniowego polski Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 r. ogłosił, że chłopi stają się właścicielami swoich gospodarstw bez konieczności wykupywania się od właścicieli ziemskich. Mniej więcej miesiąc przed upadkiem powstania, 2 marca (19 lutego w obowiązującym w Rosji kalendarzu juliańskim) car wydał ukaz, w którym uwłaszczał chłopów na tych samych zasadach, co rząd powstańczy. W ten sposób osiągnął polityczny cel.
I znowu w dużym uproszczeniu… pokazał chłopom: zobaczcie, macie od rosyjskiej administracji to samo co od powstańczego rządu. Jednocześnie, jak ujmuje to część polskich historyków, car wbił w ten sposób klin między dwory a wsie. Uwłaszczenie na prawie carskim musiało generować konflikty, a – jak wiadomo nie od dziś – skonfliktowane społeczeństwo jest mniej skłonne do buntowania się przeciw władzy. Chłopi stali się więc właścicielami swoich zabudowań i pól. Zamiast czynszu do dziedzica mieli wnosić podatek gruntowy do skarbu. Właściciele ziemscy mieli prawo do odszkodowania od państwa za utracone grunty rolne. Pastwiska oraz lasy formalnie pozostały własnością ziemian, ale chłopi mieli prawo paść na nich swe zwierzęta i pozyskiwać z lasu opał oraz drewno budowlane. Żeby zapobiec rabunkowej gospodarce w lasach, lokalni urzędnicy rosyjskiej administracji mieli ustalać ile i jakiego drewna chłopi mogą pozyskać z dworskich lasów. Ziemi nie dostali chłopi bezrolni i robotnicy folwarczni, no bo przecież przed uwłaszczeniem jej nie posiadali. Mieli dostać ją z gruntów państwowych, bezpańskich albo opuszczonych. Niestety gruntów takich było mniej niż chętnych. W drugiej połowie XIX wieku tworzyli więc półmilionową rzeszę tzw. wolnych najmitów. Wolnych od jakiejkolwiek własności, a najmujących się do prac w folwarkach i z tego żyjących. Do wolnych najmitów zaliczali się również chłopscy bankruci, którzy z powodu nieurodzajów, klęsk żywiołowych nie byli w stanie płacić wygórowanych podatków i tracili w ten sposób swoje gospodarstwa (patrz „Wolny najmita” Marii Konopnickiej).
Któż więc gospodarował na Czarnowcu po uwłaszczeniu na mocy ukazu z 1864 roku. Pokazuje to tabela w załączonych dokumentach. Figurują w niej następujący gospodarze, których nazwiska zapisano cyrylicą i przypisano im rosyjskie odpowiedniki polskich imion. Polskie imiona podajemy w nawiasach. Poniższe zestawienie może zawierać niewielkie błędy i odstępstwa, a także braki, wynikające z tego, że po pierwsze w XIX wieku w rosyjskim występowały niektóre litery, których nie ma we współczesnym rosyjskim alfabecie. Po drugie, odręczne pismo urzędnika sporządzającego protokoły i tabele jest miejscami zwyczajnie nieczytelne.
W kolejnych kolumnach tabeli znajdują się wyrażone w morgach i prętach (rosyjskie odpowiedniki polskich liter M i P w główkach tabeli) powierzchnie poszczególnych rodzajów użytków. Od lewej: * budynek mieszkalny z ogródkiem lub bez ogródka * grunty orne * łąki * pastwiska * nieużytki * razem. Ostatnie dwie kolumny tabeli to wyrażony w rublach i kopiejkach „rozmiar zniesionej powinności podlegającej wynagrodzeniu od Rządu na mocy art. 14-26 Ukazu o Komisji Likwidacyjnej”. Tu pojawia się nowe pojęcie – „Komisja Likwidacyjna”. Wyjaśnijmy więc, że był to organ administracji carskiej na ziemiach zaboru rosyjskiego mający operacyjnie przeprowadzić uwłaszczenie – nadać nowe tytuły własności, porachować grunta oraz na tej podstawie obliczyć odszkodowania należne właścicielom ziemskim. Przewodniczącym Centralnej Komisji był J. Sołowiow, członkami zaś – Brunschweig i W. Trubnikow. W podsumowaniu działań komisji w Czarnowcu czytamy, że 2 kwietnia (21 marca) 1866 roku zostało oficjalnie i ostatecznie zatwierdzone nadanie wyżej wymienionym mieszkańcom Czarnowca w sumie 27 mórg i 285 prętów użytków rolnych, i 16 prętów nieużytków.
Dawny właściciel wsi Czarnowiec Władysław Czerniejewski otrzymał za to 546 rubli i 72 kopiejki odszkodowania. Rzecz jasna, majątek ziemski Czerniejewskiego został uszczuplony, ale nie ograbiony. Ówczesny właściciel dworu w Czarnowcu nadal miał swoją ziemię, która wcześniej nie była w posiadaniu chłopów. Na innych archiwalnych kartach można wyczytać również na jakich zasadach uwłaszczeni chłopi z Czarnowca mogli korzystać z dworskich pastwisk i lasów. Trudno wyjaśnić to w przystępny sposób, ale żeby dać Czytelnikom pewien ogląd sytuacji, wrzucamy kilka dosłownych, przetłumaczonych, cytatów.
Pierwszy, ze względu na nieczytelność niektórych odręcznie spisanych słów, polega po części na domysłach i tak naprawdę nie jest cytatem, a omówieniem. Tak czy inaczej spróbujmy…”(…) wszystkie gospodarstwa od nr 1 do nr 20 mają prawo do wypasania bydła [?], mogą otrzymywać siano, [jest coś o liczbie sztuk bydła]; wszystkie uwłaszczone gospodarstwa mają prawo do zbierania w lesie chrustu, suszki oraz wywrotów niezdatnych do użycia w budownictwie, każde gospodarstw po 76 jednokonnych wozów. [dalej jest coś o wyrębach] Każda osada ma prawo do otrzymania rocznie po 50 żerdzi z jesionu lub olchy lub, przy braku żerdzi, po 4 wozy chrustu [dalej fragment nieczytelny], prawo do otrzymywania rocznie drzew sosnowych o średnicy 20 cali”. Kolejne wpisy dotyczą rozstrzygnięć administracji carskiej z późniejszych lat – 1872, 1875, 1878, 1880.”(…) postanowiono, że przynależny folwarkowi Czarnowiec las obciążony na mocy niniejszej tabeli serwitutami włościan obejmuje 587 mórg i 77 prętów i oddzielony jest od lasu przynależnego folwarkowi Dzbenin miedzą biegnąca od wsi szlacheckiej Kaczyny-Tobolice poprzez łąkę [nazwa mało czytelna – Krzykiew? – przypis Tłumacza], a od tejże łąki – przez działkę z lasem liściastym w kierunku na wprost lasu sosnowego do granicy wsi szlacheckiej Korczaki”. „(…) postanowiono co następuje: przyznać na mocy niniejszej tabeli likwidacyjnej po 76 wozów jednokonnych z paliwem na osadę, co równa się 26 wozom parokonnym, a zatem 1520 przyznanych na całą wieś wozów jednokonnych z powyższym materiałem stanowią odpowiednik 520 wozów parokonnych rocznie oraz przyznać na mocy tejże tabeli po 50 żerdzi na osadę [wyraz nieczytelny] o długości 3 sążnie i grubości 3 cale w średnicy”.
Jest też wpis z 1903 roku. Bardzo obszerny, liczący około dwóch tysięcy znaków. Niezwykle szczegółowo i dość hermetycznie opisuje on zależności i stosunki ziemskie w Czarnowcu po tym jak w 1900 roku właścicielka dóbr Czarnowiec Antonina Michniewicz zawarła porozumienie ze wszystkimi włościanami wsi Czarnowiec, na mocy której włościanie zrzekli się na jej rzecz praw do serwitutów leśnych i pastwiskowych, w zamian za co otrzymali na własność część gruntów dworskich. Dalej jest istny labirynt sążni, dziesięcin, serwituów, mórg, prętów. Żeby się w tym połapać, trzeba by jakiegoś rzeczoznawcy w dziedzinie zarządzania nieruchomościami z doktoratem z historii 🙂
W tamtych czasach to wielce skomplikowane przekształcenie gruntowe rozmierzył i rozliczył mierniczy Julian Płaczkowski.
2020.08.23 /Jacek Pawłowski/
Objaśnienia pojęć za Wikipedia: 1. sążni (sążnia) – Sążeń – niemetryczna, antropometryczna jednostka długości. Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna. W Polsce sążeń (lub inaczej siąg) zmieniał się na przestrzeni wieków, oscylując w granicach 2 metrów: – sążeń staropolski – 1,786 m (według konstytucji 1764), – sążeń nowopolski – 1,728 m = 3 łokcie = 6 stóp = 72 cale = 864 linie (obowiązywał w Królestwie Polskim 1819-1848) 2. mórg (morg) – Morga (także mórg, jutrzyna) – historyczna jednostka powierzchni, używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła – zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi w Europie 0,33–1,07 hektara. 3. dziesięcin – (dziesięcina) – Dziesięcina, także: dziesiatyna – dawna miara powierzchni gruntu. Dziesięcina na terenach zaboru rosyjskiego, które nie tworzyły Królestwa Kongresowego, czyli na wschód od Bugu i linii Ciechanowiec-Łapy-Tykocin-Biebrza-Niemen, w XIX wieku i na początku XX, była urzędową miarą powierzchni gruntów. Stosowane były dwie jednostki o tej nazwie: – dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha, inne przeliczenia tej miary: 1 dziesięcina = 2400 sążni kw. = 1,9508 morgów n. p. = 109,252 arów – dziesięcina tzw. większa (o 1/3, nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha. Obie były stosowane równolegle, co stwarza trudność w przeliczaniu wielkości gruntów na dzisiejsze jednostki. 4. serwituów – Serwitut, serwituty – uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich łąk i pastwisk oraz lasów, wywodzące się z okresu feudalnego, będące powodem licznych zatargów między wsią a dworem. Na ziemiach polskich zostały zlikwidowane w większości do końca XIX w. Sprawę serwitutów regulowała ustawa z dnia 7 maja 1920 r. o likwidacji serwitutów na terenie b. Królestwa Kongresowego i rozporządzenie Prezydenta z dnia 1 lutego 1927 r. Część lasu objętą serwitutem nazywano cerklem lub cyrklem. Serwituty, zwane też służebnościami, były rodzajem prawa rzeczowego. Serwituty oparte były na aktach jednostronnych (np. przywilejach nadanych osadźcom wsi przez królów polskich), na umowach ustnych lub zwyczajach. Początkowo serwituty dotyczyły własności królewskiej lub dworskiej, później w miarę, jak zmieniali się właściciele lasów, również prywatnej lub państwowej. 5. prętów – Pręt – historyczna miara długości i powierzchni. – Miary rolne i budowlane: 1 pręt = 2,5 sążnia = 4,32 m – Rolne miary powierzchni: 1 pręt kwadratowy = 18,66 m2 6. żerdzi – Żerdź – strzała drzewa lub jej część o średnicy mierzonej w odległości 1 metra od grubszego końca (tzw. średnicy znamionowej, przy uwzględnieniu kory) wynoszącej dla drzew iglastych 7-14 cm, dla drzew liściastych 7-18 cm. W sortymentacji drewna jest to drewno okrągłe średniowymiarowe. Wyróżnia się żerdzie użytkowe i przemysłowe. 7. Chrust – małowymiarowy sortyment drzewny. Rozróżniany jest w dwóch odmianach: jako chrust opałowy oraz chrust użytkowy. 8. Suszka – w leśnictwie określenie na stojące, częściowo lub całkowicie martwe, suche drzewo, zamarłe na skutek działania szkodliwych czynników, np.: owadów lub grzybów, zanieczyszczeń atmosferycznych, bądź z powodu naturalnego procesu starzenia rośliny. 9. wywrotów – Wywrót, wykrot, wiatrował – drzewo z naderwanym korzeniem, lub całkowicie wywrócone w wyniku działania wiatru. /MK/
Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 20 lutego 2026
Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów Ciekawostka historyczna o Czarnowcu, w której niewiadomych jest co najmniej tyle, co danych. Uwagi i poprawki mile widziane.
W Archiwum Państwowym w Białymstoku znajdują się dokumenty administracji carskiej z XIX wieku. 6 października 1977 roku operator pracowni mikrofilmowej Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie Halina Olszak sporządziła z nich mikrofilmy. Dokumenty te – z dziewiętnastowiecznego rosyjskiego na polski – przełożył nam Pan Michaił Barkowski, znakomity tłumacz i niezawodny Kolega, prowadzący na Facebooku świetny profil @niestrasznyrosyjski. Za co serdecznie dziękujemy. Bo to kawał dobrej roboty był.
Wątpliwości Tłumacza rozstrzygaliśmy własnym rozumem. Jeżeli ktokolwiek oglądając kopie akt, stwierdzi że jakieś rozstrzygnięcie było nietrafne bądź niesłuszne, reklamację pokornie przyjmiemy.Najogólniej rzecz biorąc, załączone tu archiwalia, zawierają dokumentację opisującą własność gospodarstw pól i lasów w Czarnowcu po uwłaszczeniu chłopów w Królestwie Polskim przez cara Aleksandra II w 1864 roku. Gdyby chcieć to jakoś odnieść do współczesności, to co do metody i skutków przypomina to trochę Powszechny Spis Rolny (w tym roku trwa kolejny spis). Jednak jego przyczyny, przesłanki i państwo przeprowadzające były zupełnie inne. Własność ziem na polskiej wsi w XIX wieku to bardzo skomplikowane zagadnienie.
W bardzo wielkim, być może zbyt wielkim, uproszczeniu można powiedzieć, że przed uwłaszczeniem chłopi posiadali niewielkie kawałki ziemi, ale nie byli ich właścicielami. Własność należała do szlachty. Chłopi za możliwość posiadania swych gospodarstw odrabiali pańszczyznę lub płacili czynsz (w pracy, w naturze, w gotówce). Posiadanie a własność to były (i są zresztą do dziś) dwa różne tytuły prawne do nieruchomości. Ruchomości takoż. Żeby zyskać poparcie chłopów dla powstania styczniowego polski Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 r. ogłosił, że chłopi stają się właścicielami swoich gospodarstw bez konieczności wykupywania się od właścicieli ziemskich. Mniej więcej miesiąc przed upadkiem powstania, 2 marca (19 lutego w obowiązującym w Rosji kalendarzu juliańskim) car wydał ukaz, w którym uwłaszczał chłopów na tych samych zasadach, co rząd powstańczy. W ten sposób osiągnął polityczny cel.
I znowu w dużym uproszczeniu… pokazał chłopom: zobaczcie, macie od rosyjskiej administracji to samo co od powstańczego rządu. Jednocześnie, jak ujmuje to część polskich historyków, car wbił w ten sposób klin między dwory a wsie. Uwłaszczenie na prawie carskim musiało generować konflikty, a – jak wiadomo nie od dziś – skonfliktowane społeczeństwo jest mniej skłonne do buntowania się przeciw władzy. Chłopi stali się więc właścicielami swoich zabudowań i pól. Zamiast czynszu do dziedzica mieli wnosić podatek gruntowy do skarbu. Właściciele ziemscy mieli prawo do odszkodowania od państwa za utracone grunty rolne. Pastwiska oraz lasy formalnie pozostały własnością ziemian, ale chłopi mieli prawo paść na nich swe zwierzęta i pozyskiwać z lasu opał oraz drewno budowlane. Żeby zapobiec rabunkowej gospodarce w lasach, lokalni urzędnicy rosyjskiej administracji mieli ustalać ile i jakiego drewna chłopi mogą pozyskać z dworskich lasów. Ziemi nie dostali chłopi bezrolni i robotnicy folwarczni, no bo przecież przed uwłaszczeniem jej nie posiadali. Mieli dostać ją z gruntów państwowych, bezpańskich albo opuszczonych. Niestety gruntów takich było mniej niż chętnych. W drugiej połowie XIX wieku tworzyli więc półmilionową rzeszę tzw. wolnych najmitów. Wolnych od jakiejkolwiek własności, a najmujących się do prac w folwarkach i z tego żyjących. Do wolnych najmitów zaliczali się również chłopscy bankruci, którzy z powodu nieurodzajów, klęsk żywiołowych nie byli w stanie płacić wygórowanych podatków i tracili w ten sposób swoje gospodarstwa (patrz „Wolny najmita” Marii Konopnickiej).
Któż więc gospodarował na Czarnowcu po uwłaszczeniu na mocy ukazu z 1864 roku. Pokazuje to tabela w załączonych dokumentach. Figurują w niej następujący gospodarze, których nazwiska zapisano cyrylicą i przypisano im rosyjskie odpowiedniki polskich imion. Polskie imiona podajemy w nawiasach. Poniższe zestawienie może zawierać niewielkie błędy i odstępstwa, a także braki, wynikające z tego, że po pierwsze w XIX wieku w rosyjskim występowały niektóre litery, których nie ma we współczesnym rosyjskim alfabecie. Po drugie, odręczne pismo urzędnika sporządzającego protokoły i tabele jest miejscami zwyczajnie nieczytelne.
W kolejnych kolumnach tabeli znajdują się wyrażone w morgach i prętach (rosyjskie odpowiedniki polskich liter M i P w główkach tabeli) powierzchnie poszczególnych rodzajów użytków. Od lewej: * budynek mieszkalny z ogródkiem lub bez ogródka * grunty orne * łąki * pastwiska * nieużytki * razem. Ostatnie dwie kolumny tabeli to wyrażony w rublach i kopiejkach „rozmiar zniesionej powinności podlegającej wynagrodzeniu od Rządu na mocy art. 14-26 Ukazu o Komisji Likwidacyjnej”. Tu pojawia się nowe pojęcie – „Komisja Likwidacyjna”. Wyjaśnijmy więc, że był to organ administracji carskiej na ziemiach zaboru rosyjskiego mający operacyjnie przeprowadzić uwłaszczenie – nadać nowe tytuły własności, porachować grunta oraz na tej podstawie obliczyć odszkodowania należne właścicielom ziemskim. Przewodniczącym Centralnej Komisji był J. Sołowiow, członkami zaś – Brunschweig i W. Trubnikow. W podsumowaniu działań komisji w Czarnowcu czytamy, że 2 kwietnia (21 marca) 1866 roku zostało oficjalnie i ostatecznie zatwierdzone nadanie wyżej wymienionym mieszkańcom Czarnowca w sumie 27 mórg i 285 prętów użytków rolnych, i 16 prętów nieużytków.
Dawny właściciel wsi Czarnowiec Władysław Czerniejewski otrzymał za to 546 rubli i 72 kopiejki odszkodowania. Rzecz jasna, majątek ziemski Czerniejewskiego został uszczuplony, ale nie ograbiony. Ówczesny właściciel dworu w Czarnowcu nadal miał swoją ziemię, która wcześniej nie była w posiadaniu chłopów. Na innych archiwalnych kartach można wyczytać również na jakich zasadach uwłaszczeni chłopi z Czarnowca mogli korzystać z dworskich pastwisk i lasów. Trudno wyjaśnić to w przystępny sposób, ale żeby dać Czytelnikom pewien ogląd sytuacji, wrzucamy kilka dosłownych, przetłumaczonych, cytatów.
Pierwszy, ze względu na nieczytelność niektórych odręcznie spisanych słów, polega po części na domysłach i tak naprawdę nie jest cytatem, a omówieniem. Tak czy inaczej spróbujmy…”(…) wszystkie gospodarstwa od nr 1 do nr 20 mają prawo do wypasania bydła [?], mogą otrzymywać siano, [jest coś o liczbie sztuk bydła]; wszystkie uwłaszczone gospodarstwa mają prawo do zbierania w lesie chrustu, suszki oraz wywrotów niezdatnych do użycia w budownictwie, każde gospodarstw po 76 jednokonnych wozów. [dalej jest coś o wyrębach] Każda osada ma prawo do otrzymania rocznie po 50 żerdzi z jesionu lub olchy lub, przy braku żerdzi, po 4 wozy chrustu [dalej fragment nieczytelny], prawo do otrzymywania rocznie drzew sosnowych o średnicy 20 cali”. Kolejne wpisy dotyczą rozstrzygnięć administracji carskiej z późniejszych lat – 1872, 1875, 1878, 1880.”(…) postanowiono, że przynależny folwarkowi Czarnowiec las obciążony na mocy niniejszej tabeli serwitutami włościan obejmuje 587 mórg i 77 prętów i oddzielony jest od lasu przynależnego folwarkowi Dzbenin miedzą biegnąca od wsi szlacheckiej Kaczyny-Tobolice poprzez łąkę [nazwa mało czytelna – Krzykiew? – przypis Tłumacza], a od tejże łąki – przez działkę z lasem liściastym w kierunku na wprost lasu sosnowego do granicy wsi szlacheckiej Korczaki”. „(…) postanowiono co następuje: przyznać na mocy niniejszej tabeli likwidacyjnej po 76 wozów jednokonnych z paliwem na osadę, co równa się 26 wozom parokonnym, a zatem 1520 przyznanych na całą wieś wozów jednokonnych z powyższym materiałem stanowią odpowiednik 520 wozów parokonnych rocznie oraz przyznać na mocy tejże tabeli po 50 żerdzi na osadę [wyraz nieczytelny] o długości 3 sążnie i grubości 3 cale w średnicy”.
Jest też wpis z 1903 roku. Bardzo obszerny, liczący około dwóch tysięcy znaków. Niezwykle szczegółowo i dość hermetycznie opisuje on zależności i stosunki ziemskie w Czarnowcu po tym jak w 1900 roku właścicielka dóbr Czarnowiec Antonina Michniewicz zawarła porozumienie ze wszystkimi włościanami wsi Czarnowiec, na mocy której włościanie zrzekli się na jej rzecz praw do serwitutów leśnych i pastwiskowych, w zamian za co otrzymali na własność część gruntów dworskich. Dalej jest istny labirynt sążni, dziesięcin, serwituów, mórg, prętów. Żeby się w tym połapać, trzeba by jakiegoś rzeczoznawcy w dziedzinie zarządzania nieruchomościami z doktoratem z historii 🙂
W tamtych czasach to wielce skomplikowane przekształcenie gruntowe rozmierzył i rozliczył mierniczy Julian Płaczkowski.
2020.08.23 /Jacek Pawłowski/
Objaśnienia pojęć za Wikipedia: 1. sążni (sążnia) – Sążeń – niemetryczna, antropometryczna jednostka długości. Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna. W Polsce sążeń (lub inaczej siąg) zmieniał się na przestrzeni wieków, oscylując w granicach 2 metrów: – sążeń staropolski – 1,786 m (według konstytucji 1764), – sążeń nowopolski – 1,728 m = 3 łokcie = 6 stóp = 72 cale = 864 linie (obowiązywał w Królestwie Polskim 1819-1848) 2. mórg (morg) – Morga (także mórg, jutrzyna) – historyczna jednostka powierzchni, używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła – zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi w Europie 0,33–1,07 hektara. 3. dziesięcin – (dziesięcina) – Dziesięcina, także: dziesiatyna – dawna miara powierzchni gruntu. Dziesięcina na terenach zaboru rosyjskiego, które nie tworzyły Królestwa Kongresowego, czyli na wschód od Bugu i linii Ciechanowiec-Łapy-Tykocin-Biebrza-Niemen, w XIX wieku i na początku XX, była urzędową miarą powierzchni gruntów. Stosowane były dwie jednostki o tej nazwie: – dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha, inne przeliczenia tej miary: 1 dziesięcina = 2400 sążni kw. = 1,9508 morgów n. p. = 109,252 arów – dziesięcina tzw. większa (o 1/3, nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha. Obie były stosowane równolegle, co stwarza trudność w przeliczaniu wielkości gruntów na dzisiejsze jednostki. 4. serwituów – Serwitut, serwituty – uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich łąk i pastwisk oraz lasów, wywodzące się z okresu feudalnego, będące powodem licznych zatargów między wsią a dworem. Na ziemiach polskich zostały zlikwidowane w większości do końca XIX w. Sprawę serwitutów regulowała ustawa z dnia 7 maja 1920 r. o likwidacji serwitutów na terenie b. Królestwa Kongresowego i rozporządzenie Prezydenta z dnia 1 lutego 1927 r. Część lasu objętą serwitutem nazywano cerklem lub cyrklem. Serwituty, zwane też służebnościami, były rodzajem prawa rzeczowego. Serwituty oparte były na aktach jednostronnych (np. przywilejach nadanych osadźcom wsi przez królów polskich), na umowach ustnych lub zwyczajach. Początkowo serwituty dotyczyły własności królewskiej lub dworskiej, później w miarę, jak zmieniali się właściciele lasów, również prywatnej lub państwowej. 5. prętów – Pręt – historyczna miara długości i powierzchni. – Miary rolne i budowlane: 1 pręt = 2,5 sążnia = 4,32 m – Rolne miary powierzchni: 1 pręt kwadratowy = 18,66 m2 6. żerdzi – Żerdź – strzała drzewa lub jej część o średnicy mierzonej w odległości 1 metra od grubszego końca (tzw. średnicy znamionowej, przy uwzględnieniu kory) wynoszącej dla drzew iglastych 7-14 cm, dla drzew liściastych 7-18 cm. W sortymentacji drewna jest to drewno okrągłe średniowymiarowe. Wyróżnia się żerdzie użytkowe i przemysłowe. 7. Chrust – małowymiarowy sortyment drzewny. Rozróżniany jest w dwóch odmianach: jako chrust opałowy oraz chrust użytkowy. 8. Suszka – w leśnictwie określenie na stojące, częściowo lub całkowicie martwe, suche drzewo, zamarłe na skutek działania szkodliwych czynników, np.: owadów lub grzybów, zanieczyszczeń atmosferycznych, bądź z powodu naturalnego procesu starzenia rośliny. 9. wywrotów – Wywrót, wykrot, wiatrował – drzewo z naderwanym korzeniem, lub całkowicie wywrócone w wyniku działania wiatru.
Rajd rowerowy przejechał przy Placu Wyszomirskich
Category: historyczne,kulturalne,NEWS,sportowe
written by Marek | 20 lutego 2026
W sobotę 1 sierpnia 2020r. przez naszą wieś przejechał Wakacyjny Rodzinny Rajd Rowerowy, który wystartował z Ostrołęki. Trasą rajdu były miejscowości: Ostrołęka, Pomian, Dzbenin, Czarnowiec, Rzekuń, Daniszewo, Zapieczne, Drwęcz, Susk Nowy, Janochy, Grucele, Zabiele, Susk Nowy – Zielony Zakątek. Prawie stu sympatyków dwóch kółek przejechało przez Czarnowiec przy eskorcie Pana Jana Grzyba „ułana” z ul. Kasztanowej oraz Bogusza Wołczuka na rowerze rekonstrukcyjnym V Pułku Ułanów Zasławskich oddział kolarzy. Peleton Rajdu zatrzymał się na chwilę przy Placu rodziny Wyszomirskich (ul. Kasztanowa), a w telegraficznym skrócie o historii Dworku czarnowieckiego i Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku, w którym brała udział mieszkanka Czarnowca i Dworku Ludwika Wyszomirska opowiedział Pan Jacek Pawłowski (mieszkaniec Czarnowca). Dziękuję Panu Arturowi Laskowskiemu za wykoszenie placu przy Dworku.
Planując postój w Czarnowcu zamierzałem wspomnieć w tym właśnie miejscu, że ze specjalnie powołanym zespołem życzliwych osób planujemy odtworzyć pamięć tego miejsca. Zwane dawniej miejsce „dworek” i „folwark” czy też „trakt” zainspirowało mnie do próby zgromadzenia jak największej ilości informacji o tej historycznej posiadłości.
Rajd skierował się dalej na „tor na Czarnowcu” czyli Pump Track Rzekuń, którego z ramienia Wójta Gminy Rzekuń Bartosza Podolaka zostałem ustanowiony administratorem. Na torze kolarz Radek Lenkiewicz dał krótki pokaz prawidłowej jazdy … i rajd pojechał dalej … Po przejechaniu 32 km zakończyliśmy spacer rowerowy kiełbaską i pysznym kompotem w Zielonym Zakątku. Na mecie najmłodszym uczestnikom wręczono medale ufundowane przez MZOSTiIT w Ostrołęce i nagrody rowerowe ufundowane przez Gminę Rzekuń.
Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować za zaangażowanie mieszkańcom Czarnowca: 1. Jan Grzyb – ułan, 2. Piotr Grzyb – foto, 3. Artur Laskowski – agro, 4. Jacek Pawłowski – info, 5. Rodzina Sikorów – za „Wspólną” 😉 czynną i liczną obecność! Dziękuję również koleżance Sołtys Drwęczy Pani Sylwii Drężek za udostępnienie świetlicy.
Do tematu historii Wyszomirskich i Czarnowca będziemy niebawem wracać.
Marek Karczewski Sołtys
FOTO: moja-ostroleka.pl, eOstroleka.pl, UM Ostrołęka, Piotr Ossowski, Piotr Grzyb, Olga Gawrych
Pawłowski Michał
Category: Historia sołtysów
written by Marek | 20 lutego 2026
Michał Pawłowski, syn Aleksandra i Stanisławy (1909.09.29 – ) Kadencja –
Słyszeliście o wyprzedaży?
Category: Bez kategorii
written by Marek | 20 lutego 2026
Od żółtej febry do czterech nóg krzesła z Nyon
Skoro sobotnia
Pierwsza Czarnowiecka Wyprzedaż Garażowa wzbudziła zainteresowanie
klientów, to chyba jest sens, żeby spisać dwa słowa o historii i sensie
wyprzedaży garażowych w ogóle…
Gorączka! Amok! Choroba jak
żółta febra… Tymi i innymi psychoepidemiologicznymi porównaniami
amerykańscy publicyści opisywali szał wyprzedaży garażowych, których
szczyt przypadł w USA na lata 80. i pierwszą połowę lat 90.
Powszechnie żartobliwie zestawiano wyprzedaże garażowe z… wielorybami,
bo w angielskim wyprzedaż i wieloryb się rymują. Ale nie tylko. Bo
gdyby amerykańską gospodarkę tamtych lat uznać za morze potrzeb i ocean
możliwości, to wyprzedaże garażowe śmiało mogłyby aspirować do miana
wieloryba.
Dwaj znawcy przedmiotu i autorzy kilku pasjonujących
prac na ten temat – Grethen Herrmann i Stephen Soiffer szacowali, że
pod koniec lat 80. XX wieku organizowano w Stanach co najmniej sześć
milionów wyprzedaży garażowych w roku, których całkowity obrót sięgał
miliarda dolarów. Trochę mało, bo wypada średnio po 166 dolarów obrotu
na jedną wyprzedaż, ale wierzmy, że badacze oszacowali to właściwie.
Jak to wyglądało w skali mikro? Zajrzeliśmy do lokalnej gazety „The
Bryan Times”, wychodzącej Bryan w stanie Ohio. Z wydania z 7 czerwca
1982 wynika, że w tym niespełna dziesięciotysięcznym mieście, regularnie
bądź okazjonalnie, odbywa się aż osiemnaście wyprzedaży garażowych.
Zaproszenia na nie znajdują się w dziale ogłoszeń drobnych w gazecie
[załączamy reprodukcję szpalty]
. Wiadomo – nie było wtedy internetu i
serwisów społecznościowych. Z ogłoszeń dowiadujemy się, że na
wyprzedażach garażowych w Bryan sprzedaje się dosłownie wszystko: meble,
książki, pościel, rośliny, sprzęt elektroniczny, okna na werandę i
oczywiście durnostojki różnego sortu.
W „Daily Reporter” (też
któreś z wydań z epoki szału) znajdujemy całostronicową reklamę
wyprzedaży garażowej. Są nawet… kupony rabatowe.
Wyprzedaże
garażowe w Stanach rozkręcają się więc, bo łączą dwie naturalne ludzkie
potrzeb. To one napędzają podaż i popyt. Podaż wynika z powszechnej
niechęci do bezsensownego wyrzucania niepotrzebnych, ale jeszcze całkiem
dobrych rzeczy. Popyt generowany jest zaś przez instynkt oszczędzania i
zysku. Na wyprzedażach garażowych można kupić towary w znakomitym
stanie, za ułamek ich rynkowej wartości.
Fantastycznym
świadectwem codziennego życia w minionych latach jest oczywiście prasa
lokalna. Po lekturze ogłoszeń drobnych w „The Bryan Times” zaglądamy
więc do „The Fort Scott Tribune”, wychodzącej w ledwie ośmiotysięcznym
miasteczku w stanie Kansas. W jednym z wrześniowych wydań z 1996 roku
miejscowy publicysta Richard Hedges porównuje gorączkę garażowych
zakupów do żółtej febry, która gnębiła budowniczych Kanału Panamskiego.
Nie może wyjść ze zdumienia po co komu analogowy wyświetlacz slajdów
zwany „karuzelą Kodaka” czy odbywa pouczającą rozmowę z młodą kobietą.
Musiała ona sprzedać na wyprzedaży garażowej więcej niż chciała (w tym
nowiutkie łyżwy), żeby mieć dolary na to wszystko co chciała kupić.
Z kolei w „Rockmart Journal” z 14 lipca 1982 roku znajdujemy niezwykle
interesujący poradnik, żeby… pieluchy kupione na wyprzedaży garażowej
gotować co najmniej przez kwadrans, aby pozbyć się bakterii. Tu drobny
przypis: w tamtych czasach nie było pieluch jednorazowych. Były
wielorazowe, nadające się do prania, z luźno tkanej bawełny zwanej
tetrą. Poza tym ostrzegano, żeby na wyprzedażach garażowych nie
kupować: bielizny, strojów kąpielowych, szczotek i grzebieni, używanych
butów etc. Co w sumie wydaje się oczywiste, ale pokazuje, że na
amerykańskich wyprzedażach obracano dosłownie wszystkim.
Kres
szaleństwu wyprzedaży garażowych położył jednak internet. Dziś mało kto
uświadamia sobie, że współczesne serwisy aukcyjne wzięły się z
przeniesienia wyprzedaży garażowych do internetu. Na początku bowiem
handlowano w nich rzeczami używanymi, towarami z nieudanych zakupów czy
nietrafionymi prezentami. Dopiero z czasem serwisy aukcyjne rozwinęły
się ponad handel second hand.
Po latach wyprzedaże garażowe
powróciły jednak w tradycyjnej postaci. Choć już nie w takiej skali jak
kiedyś. Pełnią też zupełnie inną rolę. Spotkania towarzyskie są w nich
tak samo ważne jak handel. Organizują je więc lokalni społecznicy, ruchy
miejskie, stowarzyszenia. Słowem ci, którzy stawiają sobie za cel
integrację ludzi mieszkających w sąsiedztwie.
W Warszawie
wyprzedaże garażowe odbywają się regularnie na Saskiej Kępie, osiedlu
fińskich domków na Jazdowie, czy na ulicy Narbutta na górnym Mokotowie.
Odbywają się zresztą w różnych miejscach Polski. Stały się nawet
przedmiotem badań naukowych. Nie, nie ekonomicznych, a socjologicznych.
Teresa Chmiel i Andrzej Chmiel z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej opisują
(2017) „animatorów działających w społecznościach lokalnych”. Wśród
nich jest pani Elżbieta. Organizuje wyprzedaże garażowe. „Mam
satysfakcję, bo oni się tu spotykają” – mówi o swoich sąsiadach
przychodzących na wyprzedaże garażowe. „To były takie towarzyskie
spotkania” – opisuje ich charakter.
„Wypowiedź ta świadczy o
niezwykłej świadomości znaczenia relacji w prostym akcie handlowania,
które całkowicie modyfikuje kulturę rynku, przywracając mu ludzki
wymiar, służący człowiekowi, a nie systemowi. Daje do myślenia to, że
forma wyprzedaży zainicjowana przez panią Elżbietę rozprzestrzeniła się
na inne dzielnice. Tak jakby ludzie odkryli potencjał i sens rynku
opartego na ludzkich więziach i pozamaterialnych wartościach” –
podsumowują badacze.
Ci sami autorzy autorzy zwracają uwagę, że
wyprzedaż jak wyprzedaż, ale to że ludzie się spotykają i rozmawiają ze
sobą, jest najważniejsze.
„[Wyprzedaż garażowa] ujawnia inny
aspekt korzyści i zysku, który tkwi w samej przyjemności spotkania przy
okazji dokonywania transakcji czy zawarty jest w opowieściach związanych
z konkretnymi sprzedawanymi przedmiotami, a nie tylko z samym wymiernym
zyskiem”. Istotę współczesnych wyprzedaży garażowych trafnie
oddaje podpis pod zdjęcie jednej z publikacji Fundacji „Ziemia i Ludzie”
(2012).
„Stare krzesła czekające na nowego właściciela na
festynie staroci w miasteczku Nyon w Szwajcarii mogą być symbolem
zrównoważonego rozwoju, bo w obu przypadkach stabilność zapewniają tylko
wszystkie nogi. Trzy obrazują środowisko, ekonomię i społeczeństwo, a
czwarta symbolizuje kulturę oszczędności, bo nawet w tak bogatym kraju
jak Szwajcaria pchle targi czy garażowe wyprzedaże cieszą się
popularnością”.
Jeżeli jeszcze więc nie wiedzieliście, że Czarnowiec jest w awangardzie światowego postępu społeczno-ekonomicznego, to teraz już wiecie.