GDY BRYTYJCZYCY ZBOMBARDOWALI OBÓZ Z POLSKIMI JEŃCAMI
1944-Dössel(7) – fb/historiajakienieznacie
To była jedna z najtragiczniejszych pomyłek w drugiej wojnie światowej.
Osiemdziesiąt lat temu nalot brytyjskiego lotnictwa zrzucił bomby na obóz jeniecki Oflag VI B Dössel (dziś to miejsce znajduje się pod Warburgiem w Nadrenii Północnej-Westfalii). Zginęło 90 (!) polskich oficerów.
Wśród zabitych lotnik z Czarnowca…
O tym wydarzeniu ciężko znaleźć informacje choćby w brytyjskim Imperial War Museum… Pamiętniki ocalałych przechowuje dziś Centralne Muzeum Jeńców Wojennych
…”Baraki zamieszkiwało po 100 oficerów, których odnaleziono bez głów, rąk lub nóg, zgniecionych, poranionych na twarzach. W sali teatralnej zgromadzono trupy zabitych, którzy leżeli pokotem cała sala trup obok trupa”.
W Oflagu Dössel jeńcy zmagali się z trudnymi warunkami – długimi apelami, zatłoczonymi barakami czy niewystarczającymi racjami żywnościowymi.
27 września 1944 w nocy zdarzyła się tragedia. Bombowce brytyjskie, mając za cel stację kolejową w Nörde, przez pomyłkę zbombardowały obóz, zabijając 90 oficerów. Łącznie w Dössel zginęło 141 jeńców.
Oflag Dössel to nie jedyne miejsce nieszczęśliwe dla wojennej historii polskich jeńców w II wojnie światowej. W 1943 roku doszło tu do jednej z największych ucieczek jeńców. Przez wydrążony w ziemi podkop zbiegło aż 47, z czego tylko 10 udało się przeżyć ucieczkę. 37 złapano i zamordowano w Buchenwaldzie, a część w siedzibie gestapo w Dortmundzie.
Rok później 27 września 1944 dochodzi do omyłkowego nalotu Brytyjczyków. O godzinie 22:00 trwała cisza nocna. Obóz tonął w ciemności, bo słońce skryło się na zachodzie już ponad trzy godziny wcześniej. I to zachodu przyszła hekatomba, która rozegrała się w ciągu zaledwie kilkunastu sekund. Baraki zamykano na noc do godziny 6 rano, obowiązywało zaciemnienie. Do dziś nie wiadomo dlaczego właśnie ten jeden aliancki bombowiec zrzucił ładunek nad obozem.
„Nie miał takich rozkazów, nie miał prawa go potraktować jako cel. Ponoć pomylił go ze stacją kolejową. W relacjach jednego z jeńców, które udostępniło mi muzeum, widnieje informacja, że przy jednym z baraków strażnik nie wygasił lampki karbidowej.” – administrator fb/historiajakiejnieznacie
1941-Dössel(6) – Kriegsgefangenenlager Oflag VIB in Dössel_Christof Störmer_flickr
„Brytyjski samolot zrzucił tylko trzy bomby i był to wielki pech jeńców, bo jedna trafiła centralnie w przepełniony barak, dwie inne obok kolejnych. Wskutek wybuchów zniszczone zostały baraki mieszkalne 19A, 21 i 22, a kaplica i świetlica obozowa z kantyną. Eksplozje od razu zabiły 90 oficerów… …Rannych było ponad 300… W sumie w Dössel zginęło 141 jeńców.” – administrator fb/historiajakiejnieznacie
Rodzina Złotkowskich z Czarnowca
Na naszych łamach pisaliśmy już o tej znanej rodzinie z Czarnowca. Wiktor Złotkowski wywodził się z tego samego domu co Teodor Złotkowski, Teodor Stanisław Złotkowski, Michał Złotkowski i Ryszard Złotkowski – sołtys Czarnowca. Mieszkali na początku wsi jadąc od strony Rzekunia. Obecnie stoi tu dom o numerze 3.
O tejże rodzinie mamy również krótką, historyczną wzmiankę z 1920 roku: „3 sierpnia – I Batalion Pułku Morskiego oraz pododdziały 108 Pułku Ułanów Wojska Polskiego starły się pod Ostrołęką z 18 Dywizją Strzelców Armii Czerwonej. Marynarzy do Ostrołęki przywiózł pociąg pancerny „Mściciel”, który też wziął udział w walkach. Maszynistą tego pociągu był Dominik Złotkowski – mieszkaniec Czarnowca.” – wpis ten znajduje się w dziale KALENDARIUM To tylko wybrane opowieści o nieistniejącej już w Czarnowcu rodzinie. Jednego ze Złotkowskich wykształcono na lotnika…
Wiktor Złotkowski latał wodnosamolotem CANT Z-506
CANT Z.506 AironeCANT Z.506 Airone był trójsilnikowym wodnosamolotem produkowanym przez CANT od 1935 roku. Służył jako samolot transportowy i pocztowy. Wersja wojskowa okazała się jednym z najlepszych wodnosamolotów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Pomimo drewnianej konstrukcji był w stanie operować na bardzo wzburzonym morzu. ź: en.wikipedia.org
W notatkach o Morskim Dywizjonie Lotniczym znajdujemy taki wpis:
1 Polska Morska Eskadra Bombowa we Włoszech 30 sierpnia 1939 kpt. mar. pil. Antoni Wacięga przekazał obowiązki dowódcy II eskadry liniowej kpt. mar. obs. Marianowi Janczewskiemu i tego samego dnia wieczorem, razem z pięcioma podoficerami, wyjechał koleją do Warszawy. Następnego dnia w Kierownictwie Marynarki Wojennej otrzymał zadanie opracowania powrotnego lotu wodnosamolotem Cant z Włoch do Polski. 3 września razem kmdr. por. inż. Tadeuszem Kinelem, kpt. mar. obs. Wiktorem Złotkowskim i inż. Wędrychowskim udał się do Parczewa z zadaniem przygotowania bazy dla wodnosamolotów Cant na pobliskim jeziorze Siemień. 5 września razem z podległymi podoficerami wyleciał samolotem PLL LOT z lotniska polowego pod Warszawą do Budapesztu. Następnego dnia wyjechał koleją do Włoch. 7 września przybył do Monfalcone, gdzie zameldował się u przewodniczącego Komisji odbiorczej wodnosamolotów kpt. mar. pil. Feliksa Baczyńskiego. W tym samym miesiącu z rozkazu attaché wojskowego w Rzymie, płk dypl. Mariana Romeyki z członków Komisji odbiorczej wodnosamolotów i grupy kapitana Wacięgi została utworzona 1 Polska Morska Eskadra Bombowa. Na stanowisko dowódcy eskadry wyznaczony został kapitan Baczyński. Po 18 października eskadra przeniosła się do Grignano k. Triestu. W tym czasie z rozkazu płk. Romeyki do eskadry wcielonych zostało 16 podoficerów lotnictwa, którzy ewakuowali się z obozów na Węgrzech. W czasie pobytu w Grignano personel eskadry szkolił się oraz rozpoczął naukę języka angielskiego. 10 stycznia 1940 eskadra wyjechała przez Francję do Anglii. 14 stycznia przybyła do Londynu. 7 stycznia 1940 w Grignano w ewidencji eskadry znajdowało się 5 oficerów, 7 podoficerów marynarki oraz 16 majstrów wojskowych. ź: pl.wikipedia.org/wiki/Morski_Dywizjon_Lotniczy
Złotkowski urodził się w Czarnowcu 23 marca
Wiktor Złotkowski urodzony w Czarnowcu 24.03.1904 r. (choć z aktu chrztu wynika, że 23 marca!)
Absolwent Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie (3 promocja) mianowany ppor.obs. (podporucznik obserwator) 15 sierpnia 1929 r. Po promocji został przydzielony do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Z braku samolotów brał udział w walkach na ziemi w obronie Helu we wrześniu 1939 r. Po kapitulacji garnizonu helskiego został wzięty do niewoli. Awansował do stopnia kapitana.
Wiktor otrzymał przydział wojskowy jako pilot lotnictwa do Lotnictwa Marynarki Wojennej.
Więziony od 1940 r. w Oflag VI B Dössel (Doessel) – niemieckim obozie jenieckim dla oficerów jeńców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obóz powstał w 1940 r., 5 km na południowy zachód od Dössel (dzisiaj część miasta Warburg).
Początkowo trafiali tam brytyjscy i francuscy oficerowie, jednak pod koniec 1942 roku zostali przeniesieni, a do oflagu sprowadzono niemal dwa i pół tysiąca polskich oficerów, w tym 200 szeregowych, między innymi z jenieckiego obozu specjalnego w Colditz, a także wydanych przez Rumunię.
Wiktor Złotkowski, pojmany przez Niemców, zginął jako jeniec w Dössel (Niemcy) – 27.09.1944 r.
Akt chrztu Wiktora Złotkowskiego – tłumaczenie Marta Wojciechowska
Poniżej wybrane skany dokumentów z Dössel, z Niemieckich archiwów państwowych – spisy zabitych polskich oficerów w dniu 27 września 1944 r.
Ofiary tej tragicznej pomyłki zostały pochowane na miejscowym cmentarzu.
2021-Dössel(4) – Pomnik grobu wojennego na cmentarzu w Dössel_Christof Störmer_flickr2021-Dössel(3) – Tablica pamiątkowa przy wejściu do byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickr2021-Dössel(5) – Plan usytuowania z 1941 r. byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickrCmentarz Dössel dziś -2024.06.30, fot: porta-polonica.deZe strony: Doessel_oflag-doessel.comZe strony: Doessel_oflag-doessel.com
Obóz został oswobodzony przez armię amerykańską 1 kwietnia 1945 roku.
1945-Dössel(1) – Sygnatura: SPP_FOT_00476, Maj 1945, Dössel, Niemcy. Polscy jeńcy wojenni w Oflagu VI B Dössel, po wyzwoleniu. Fot. NN, Studium Polski Podziemnej w Londynie_fotokarta
Ciekawostka z ostatniej chwili o Kseni (20.12.2024)
Cmentarz Prawosławny na Woli. Fot. Warszawa w Pigułce
O bohaterce z Czarnowca Kseni/Xseni pisaliśmy na naszych łamach wielokrotnie (Ludwika Wyszomirska). Dziś z opowieści najstarszej mieszkanki Czarnowca, która w latach swojej młodości mieszkała naprzeciwko licznej rodziny Złotkowskich dowiadujemy się o Kseni. Nie o „Kseni” Ludwice Wyszomirskiej ale o Kseni Złotkowskiej urodzonej w Petersburgu, która wyszła za mąż za Wiktora Złotkowskiego. Ksenia (Aksynia lub Oksana) po mężu Złotkowska z domu Czuwarowska była Ukrainką – stąd to imię. Mieszkali z Wiktorem w Warszawie przy ulicy Grochowskiej.
Ksenia Złotkowska była starsza od „Kseni” Wyszomirskiej. Gdy Ludwika Wyszomirska przyjmowała swój pseudonim, z którego jest już znana jako chociażby uczestniczka Powstania Warszawskiego, to Ksenia (Aksynia) Złotkowska z Czuwarowskich była w tym momencie wdową po Wiktorze. Czy inspiracją do przyjęcia pseudonimu przez Ludwikę Wyszomirską mogło być imię wdowy po lotniku z Czarnowca? Możliwe, że nigdy nie rozwikłamy tej zagadki…
Ksenia Złotkowska została pochowana na Cmentarzu Prawosławnym, na Woli. Ksenia i Wiktor byli bezdzietni.
Dziękujemy za wiadomości przekazane telefonicznie: Pani Iwonie Mieszczyńskiej (Złotkowskiej) i Panu Pawłowi Złotkowskiemu.
Poniżej zamieszczamy kilka zdjęć/skanów z 1943 r., z Obozu polskich oficerów w Dössel. Skany pochodzą ze strony Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych
ZDJĘCIA: 1945-Dössel(1) – Sygnatura: SPP_FOT_00476, Maj 1945, Dössel, Niemcy. Polscy jeńcy wojenni w Oflagu VI B Dössel, po wyzwoleniu. Fot. NN, Studium Polski Podziemnej w Londynie_fotokarta 1944-Dössel(2) – Bóg się rodzi. Wigilia 1944 – kartka świąteczna. Linoryt, na dole, pośrodku, sygnatura ołówkiem A.D., w prawym dolnym rogu, ołówkiem: Dössel-Warburg 1944_onebird 2021-Dössel(3) – Tablica pamiątkowa przy wejściu do byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickr 2021-Dössel(4) – Pomnik grobu wojennego na cmentarzu w Dössel_Christof Störmer_flickr 2021-Dössel(5) – Plan usytuowania z 1941 r. byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickr 1941-Dössel(6) – Kriegsgefangenenlager Oflag VIB in Dössel_Christof Störmer_flickr 1944-Dössel(7) – fb/historiajakienieznacie
Kilka zdań o kaplicy ale nie o Złotkowskim z Czarnowca
Category: Historia,NEWS
written by Marek | 22 grudnia 2024
Kilka zdań o kaplicy ale nie o Złotkowskim z Czarnowca
W 1859 roku ukazał się kolejny numer czasopisma p.t. Pamiętnik Religijno-Moralny. Wydawcą/drukarzem byli: J. Glücksberg, Antoni Hlebowicz.
Wprawdzie w wydawnictwie z 1859 roku nie wspomniano słowem o czarnowieckim budowniczym kaplicy cmentarnej ale za to z poniżej zamieszczonego tekstu dowiadujemy się o dwóch datach. 8 sierpnia 1856 r. – „założenie węgielnego kamienia” 29 września 1857 r. – „odbyć się mogło poświęcenie tej pięknej kaplicy”. Z podpisu pod tekstem „Jeden z parafian Rzekuńskich” nie dowiemy się kto był autorem artykułu.
Na wstępie artykułu czytamy:
Z parafii Rzekuń pod Ostrołęką. Kilka razy odbiła się o uszy moje nazwa Ostrołęckiego ciemną gwiazdą, i słusznie, bo u nas najchwalebniejsze czyny, najzaszczytniejsze zamiary pozostają w ukryciu. Ja przeto chociaż mniej zdolny jestem do oddania rzeczy w należytych kolorach, skreśliłem wiadomość następną. Dwie tu w przeciągu roku obchodziliśmy dość rzadkie uroczystości:…
dalej:
…Dziwnem jakiemś zrządzeniem wszystkie roboty nieprzewidzianie ani wyrachowanie rozpoczynały się lub kończyły w dni piątkowe, śmierć Jezusa Chrystusa przypominające, szczególnie zaś obraz w Wielki Piątek ukończony został…
i:
Lud w tej parafii jest pobożny, tak dalece że gdyby wszedł do kościoła obcy jaki człowiek, a zobaczył wszystkich klęczących, podczas Mszy świętej, młodych obywateli z książkami w ręku, zbudowaćby się musiał. Wiele jeszcze: ks. Nówek proboszcz zamyśla wykonać, Boże wspomagaj go w jego zamiarach...
Z tekstu napisanego w XIX wieku można wnioskować, że czynności rozpoczęte i zakończone w piątki przynoszą wielki, wspaniały efekt. Kiedy zatem powstało powiedzenie powtarzane wielokrotnie „w piątek to zły początek”?
„…zobaczył wszystkich klęczących, podczas Mszy świętej, młodych obywateli z książkami w ręku, zbudowaćby się musiał…”
Zainteresowanych zapraszamy do przeczytania artykułu o czarnowieckim budowniczym kaplicy. W zlinkowanym wpisie znajdziecie Państwo również pełną wersję pamiętnika. – kliknij w obrazek aby przeczytać cały artykuł
Za dostarczenie skanów dziękuję Pani Marcie Wojciechowskiej z Myszyńca.
Wprawdzie w wydawnictwie z 1859 roku nie wspomniano słowem o czarnowieckim budowniczym kaplicy cmentarnej ale za to z poniżej zamieszczonego tekstu dowiadujemy się o dwóch datach. 8 sierpnia 1856 r. – „założenie węgielnego kamienia” 29 września 1857 r. – „odbyć się mogło poświęcenie tej pięknej kaplicy”. Z podpisu pod tekstem „Jeden z parafian Rzekuńskich” nie dowiemy się kto był autorem artykułu.
Pamiętnik religijno-moralny rok XVIII – 1895 serya nowa Nr 6 miesiąc czerwiec
Z parafii Rzekuń pod Ostrołęką. Kilka razy odbiła się o uszy moje nazwa Ostrołęckiego ciemną gwiazdą, i słusznie, bo u nas najchwalebniejsze czyny, najzaszczytniejsze zamiary pozostają w ukryciu. Ja przeto chociaż mniej zdolny jestem do oddania rzeczy w należytych kolorach, skreśliłem wiadomość następną. Dwie tu w przeciągu roku obchodziliśmy dość rzadkie uroczystości: Pierwsza w dniu 8 sierpnia 1856 roku, założenia węgielnego kamienia do kaplicy na cmentarzu grzebalnym. Ceremonii tej dopełnił miejscowy proboszcz W. ks. Michał Nowek wobec licznie zgromadzonego ludu; piękny i nader czuły sprawił widok wykopany dół na wymurowanie katakumb przeznaczony, wieńcem ludzi otoczony, tu i owdzie przysposobione materyały, mularze z kielniami, wreszcie sam proboszcz klęczący pod krzyżem zatkniętym nad dołem, gdzie dla siebie i następców swoich, wymurował katakumbę[2]; to wszystko połączone ze śpiewem kościelnych modłów, tak było rzewne i tak poruszające, że mimowolnie łzy stanęły w oczach.
Gdy wreszcie przemówił proboszcz we właściwych mu czułych wyrazach, rzewny płacz ogarnął obecnych parafian. Każdy rzucał wdowi grosz na kamień w kwadrat obrobiony, i niejeden nawet żałował że mało mógł ofiarować na tak piękny cel. Ja po raz pierwszy byłem obecny takiej ceremonii, i po raz pierwszy zazdrością ogarnięty, iź nie ja lecz W. Mikołaj Glinka kollator powołanym był do dźwigania kamienia wraz z poświęcającym proboszczem na miejsce przeznaczone, ale za to rzuciłem dwie kielnie wapna. Roboty szybko postępowały, tak iź w dniu 29 września 1857 roku w dniu imienin proboszcza, głównego fundatora, odbyć się mogło poświęcenie tej pięknej kaplicy, pod wezwaniem św. Krzyża, w kształcie równoramiennym krzyża wymurowanej, z kopułą na środku białą blachą obitą; cały zaś dach kaplicy pokryty blachą żelazną. Wnętrze kaplicy zdobi wielki obraz w ołtarzu, z wyobrażeniem Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, konającego; wykonany i w darze przez Jerzego Majewskiego miłośnika Sztuk pięknych ofiarowany.
Dziwnem jakiemś zrządzeniem wszystkie roboty nieprzewidzianie ani wyrachowanie rozpoczynały się lub kończyły w dni piątkowe, śmierć Jezusa Chrystusa przypominające, szczególnie zaś obraz w Wielki Piątek ukończony został. Poświęcenie kaplicy dopełnił W. Jks. Maryan Skowroński dziekan w assystencyi 6 kapłanów i bardzo licznego zgromadzenia parafian. Pierwszą Mszą świętą tutaj odprawił W. Jks. Michał Nowek proboszcz. Główniejsze apparaty kościelne ofiarowała W. Marya Glinka kollatorka[1], inne zaś parafianie. Kaplica ta ma kosztować około 6,000 złotych polskich; na to wpłynęło z ofiar parafian 2,800, resztę zaś staraniom proboszcza zawdzięczyć należy. Może obrażę jego skromność, lecz muszę choć kilka słów przyrzucić o nim: kapłan ten powszechnie szanowany i poważany, okazuje ciągłą dążność do upiększenia Świątyni Pańskiej, polepszenia probostwa, i moralnego prowadzenia ludzi, wszystkie zabudowania nowo wystawił, grunta pozamieniał i znacznie podniósł dochody tego dziś dobrego probostwa. Wszystko już jest doprowadzone do należytego porządku. Kościół wyreparowany, cmentarze obmurowane, jedna tylko plebania stara dysharmonizuje z ogółem.
Szczególnie na uwagę zasługuje cmentarz grzebalny dobrze urządzony, i porządnie utrzymany, podzielony na kwatery numerami oznaczone, obsadzony topolami a w części krzewami; słowem miło jest popatrzeć chociaż na to smutkiem przejmujące miejsce spoczynku naszych poprzedników kaplica w środku stojąca przedstawia piękny widok i wabi mimowolnie oko przechodnia. Lud w tej parafii jest pobożny, tak dalece że gdyby wszedł do kościoła obcy jaki człowiek, a zobaczył wszystkich klęczących, podczas Mszy świętej, młodych obywateli z książkami w ręku, zbudowaćby się musiał. Wiele jeszcze: ks. Nowek proboszcz zamyśla wykonać, Boże wspomagaj go w jego zamiarach. Jeden z parafian Rzekuńskich.
Skany i tekst pochodzi z dokumentów źródłowych: Tytuł: Pamiętnik Religijno-Moralny – czasopismo ku zbudowaniu i pożytkowi tak duchownych jako i świeckich osób. Serya nowa. 1859, T. 3, no 6 Wydawca / drukarz: Druk. J. Glücksberg, Antoni Hlebowicz Miejsce wydania / druku: Warszawa Data: 1859 Język: polski Typ źródła: czasopismo Lokalizacja oryginału: Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie
Podziękowania za podesłanie skanów dla Pani Marty Wojciechowskiej z Myszyńca.
Gdyby ktoś z Państwa miał ochotę zapoznania się z treścią pamiętnika to cały dokument zamieszczony jest poniżej. (PDF)
[1] – kollatorka (kolator/kolatorka) – kolator to fundator kościoła lub jego spadkobierca mający dawniej prawo przedstawiania kandydatów na urzędy kościelne; – szczególnie czynne w tej przestrzeni były owdowiałe kobiety, których pobożność i działalność kolatorska wynikała z jednej strony z głoszonego przez Kościół i propagowanego przez literaturę parenetyczną wzorca zacnej i pobożnej wdowy, z drugiej zaś z posiadanych przez wdowę znacznych przywilejów prawnych, finansowych i społecznych, których ta nabywała w chwili utraty męża; – tradycyjnie kolatorami byli właściciele majątków ziemskich na terenie parafii. Mieli oni prawo do umieszczania w kościele kolateralnym tablic nagrobkowych i dysponowali własnymi ławkami (ława kolatorska). [2] – katakumba – podziemia kościołów lub budynków cmentarnych, gdzie składa się trumny z ciałami zmarłych.
Poniżej zamieszczamy w plikach pdf karty kaplicy (białą i zieloną) źródło: https://zabytek.pl/pl/obiekty/g-298676
W jednej z flagowych wystaw Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce znajduje się czarnowiecki akcent. Dzięki uprzejmości Muzeum otrzymaliśmy trzy razy więcej niż widać na wystawie. Udostępnione przezMuzeumreprodukcje publikujemy w galerii na końcu tego tekstu.
Wystawa ma charakter stały. Nosi tytuł „Ostrołęka i Kurpie. Między wątkiem historii a osnową życia”. Jej autorką i kuratorem jest Barbara Kalinowska. W pomieszczeniu o nazwie „Szepty codzienności” zgromadzone zostały dokumenty i przedmioty codziennego użytku przypominające o codzienności ostrołęckich kupców i rzemieślników z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Guziki od Waltzów, replika diabelskich skrzypiec i inne cuda. A między nimi w szufladach pochowane dokumenty. Gdy otworzy się jedną z szuflad, ukazuje się świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika przez Teodora Stanisława Złotkowskiego – datowane na piątek 27 czerwca 1930 r.
Okaziciel tego świadectwa urodził się 7 kwietnia 1910 roku w Czarnowcu. Gdyby pominąć drugie imię, nazywałby się tak samo jak budowniczy kaplicy na cmentarzu w Rzekuniu. Kaplica powstała w 1857 roku, czyli ponad pół wieku przed urodzeniem okaziciela świadectwa. Jeżeli więc obu Teodorów łączyło jakieś pokrewieństwo, to Teodor Złotkowski – budowniczy, musiał być przodkiem Teodora Stanisława Złotkowskiego, którego świadectwo czeladnicze znajduje się w zbiorach ostrołęckiego muzeum. Czy w prostej linii, czy w bocznej, trudno powiedzieć. Z dat wynika, że dzieliły ich co najmniej dwa pokolenia. Trochę faktów na temat różnych Złotkowskich związanych z Czarnowcem przytoczymy na końcu tego tekstu.
Czytelniku, jeżeli masz w kwestii tego artykułu coś do dodania; znasz relacje przodków, sąsiadów, krewnych; dysponujesz jakimiś dokumentami lub źródłami; podziel się swoją wiedzą – w komentarzu pod tym tekstem lub pisząc mail na adres wiesczarnowiec@gmail.com.
Świadectwo w każdym znaczeniu
Świadectwo, wyeksponowane w szufladzie wystawowej, jest nie tylko historycznym dokumentem urzędowym. Jest nomen omen świadectwem czasów, w których powstało i było używane. Można z niego wyczytać pewne rzeczy wprost, a niektóre – między wierszami. Żeby było ciekawiej, Muzeum udostępniło nam również inne świadectwo, nieeksponowane na wystawie. To świadectwo ukończenia szkoły przez Teodora Stanisława Złotkowskiego.
Legendarna ostrołęcka szkoła
Teodor Stanisław Złotkowski rozpoczął naukę w Szkole Rzemieślniczo-Przemysłowej w Ostrołęce – 1 września 1925 roku. Miał wtedy 15 lat. Ale swój „trzyletni kurs nauki na wydziale ślusarsko-mechanicznym” ukończył pięć lat później. Świadectwo ukończenia szkoły nosi bowiem datę 27 maja 1930 roku. Co było przyczyną, że trzyletni kurs Złotkowskiego trwał pięć lat – trudno powiedzieć. Domysły jakie się nasuwają to: powtarzanie klas, stan zdrowia, albo przejściowe braki pieniędzy. Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa w Ostrołęce była bowiem szkołą odpłatną. Nie wiadomo ile wynosiło wpisowe i czesne w czasach gdy naukę pobierał Złotkowski. Wiadomo natomiast, że w 1932 roku wpisowe wynosiło 10 złotych, czesne – 15 zł miesięcznie, a opłata za materiały – od 20 do 50 zł rocznie [1]. Rok nauki w tej szkole kosztował więc co najmniej 180 złotych. W tamtych czasach robotnicza tygodniówka wynosiła ok. 30 zł, choć w Polsce B robotnicy pracowali i za 10 zł tygodniowo [2].
Szkołę rzemieślniczo-przemysłową, widok zaraz po przebudowie, pokazywał na swoim profilu społecznościowym dyrektor ZSZ nr 1 w Ostrołęce Tadeusz Olszewski.
Miejsce, w którym uczył się Złotkowski – Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa Polskiej Macierzy Szkolnej w Ostrołęce. Do jej tradycji odwołuje się obecny Zespół Szkół Zawodowych nr 1, czyli szkoła zwana „metalówką”. O historii tej szkoły napisano już wiele. Przypomnijmy więc jedynie hasłowo.
Powstała z inicjatywy doktora Józefa Psarskiego, jednego z najbardziej zasłużonych ostrołęczan w XX wieku. Początkowo mieściła się w budynku poklasztornym, a pięć lat później przeniosła się do przebudowanej na szkolne potrzeby dawnej cerkwi. W tym miejscu, w wielokrotnie przebudowywanej siedzibie, funkcjonuje zresztą do dziś.
Polska Macierz Szkolna dawała szkole szyld, ale większość trudu organizacyjnego i wysiłku finansowego brał na siebie doktor Psarski [3]. PSM była organizacją społeczną, już wówczas z chwalebną tradycją. Powstała na początku XX wieku, gdy car Rosji zgodził się na zakładanie prywatnych szkół, w których nauczano po polsku. Nie miały one jednak uprawnień szkół publicznych. Nie były też w żadnym stopniu finansowane przez państwo. Spośród licznych działaczy zakładających Polską Macierz Szkolną, dwa są znane chyba każdemu – Henryk Sienkiewicz i Roman Dmowski. Po 1918 roku, w niepodległej Polsce, Polska Macierz Szkolna zbierała pieniądze i tworzyła szkoły uzupełniające państwową sieć oświatową. Taką właśnie szkołą była przedwojenna metalówka. Społeczną, odpłatną, ale posiadającą uprawnienia szkoły publicznej.
Szczegóły pewnej pieczęci
Pieczęć ze świadectwa Teodora Stanisława Złotkowskiego
Na świadectwach Teodora Stanisława Złotkowskiego widnieją charakterystyczne okrągłe pieczęcie. Wokół zewnętrznej krawędzi znajduje się nazwa szkoły, a w środku – obrazek. Długowłosa postać w białej szacie do ziemi, trzymająca w ręku księgę, na kartach której widoczne są pierwsze litery łacińskiego alfabetu. Postać ta spogląda w kierunku przesłoniętego horyzontem słońca. U stóp ma (chyba) pole uprawne. W tle znajduje się las, a może góry. Na drugim planie widać budynek.
Obrazek wewnątrz pieczęci jest inny niż znaki, którymi posługiwała się Polska Macierz Szkolna. Były to zazwyczaj stylizowane orły w koronie, stąpające po jakiejś karcie rozwijającej się z rulonu. Czasami ta karta miewa postać mapy. Takich znaków Polskiej Macierzy Szkolnej nie ma jednak na świadectwie Teodora Złotkowskiego. Jest ta tajemnicza postać na pieczęci.
Podobna postać z księgą, w podobnym kadrze, znajduje się w godle Polskiej Macierzy Szkolnej na Białorusi, organizacji działającej do dziś dnia. Chociaż budynek na drugim planie ma wyraźny kształt kościoła, a słońca przesłoniętego horyzontem już na tym godle nie widać.
Godło Polskiej Macierzy Szkolnej na Białorusi
To podobieństwo znaku z pieczęci ostrołęckiej szkoły z 1930 roku i z godła Polskiej Macierzy Szkolnej na Białorusi można wytłumaczyć tylko w jeden sposób. Przed wojną Ostrołęka znajdowała się w brzeskim okręgu oświatowym. Kuratorium mieściło się w Brześciu nad Bugiem. Jeżeli znak z pieczęci był symbolem Polskiej Macierzy Szkolnej w okręgu brzeskim, to tłumaczyłoby to dlaczego widnieje na pieczęci na świadectwie Złotkowskiego i w godle PMS działającej na terytorium obecnej Białorusi.
Proste dedukcje wiodą jednak czasami na manowce, o czym świadczy kilka niewyszukanych dowcipów z lat słusznie minionych 🙂 . Zasiejmy więc ziarno wątpliwości. Jeżeli nawet Polska Macierz Szkolna w okręgu brzeskim używała takiej pieczęci, to skąd wzięła się postać w białej szacie przedstawiona na tle współśrodkowych promieni na horyzoncie, na pieczęci… amerykańskiego miasta Alameda? Może to jakiś ikonograficzny trop. Tu już potrzeba bardzo specjalistycznej wiedzy.
Odpuszczamy więc. Ale pieczęć na świadectwie Złotkowskiego ładna. Nieprawdaż? Dziś już pieczęcie z obrazkami stosuje się rzadko. Bardziej okolicznościowo, niż w oficjalnym urzędowym obiegu.
Praktyczna wiedza przede wszystkiem
Ze świadectwa ukończenia szkoły dowiadujemy się jakich przedmiotów nauczano na wydziale ślusarsko-mechanicznym – najstarszym wydziale Szkoły Rzemieślniczo-Przemysłowej, bo funkcjonującym w niej od początku, od 1921 roku. Przedmioty na świadectwie wymieniono w następującej kolejności:
praktyczna nauka zawodu
rysunek zawodowy odręczny i geometryczny
wiadomości z fizyki, chemji oraz materjałoznawstwo w zastosowaniu do zawodu
technologja
religja
język polski i korespondencja zawodowa
nauka o Polsce
rachunki, zasady kalkulacji, rachunkowość przemysłowa
higjena
gimnastyka.
Z nazw wyżej wymienionych przedmiotów można wnioskować, że nauka w tej szkole była ukierunkowana przede wszystkim w praktykę. Jeżeli fizyka i chemia, to w odniesieniu do materiałoznawstwa. Należy podejrzewać, że na takim przedmiocie na profilu ślusarsko-mechanicznym uczono o właściwościach fizycznych i chemicznych metali, kwasach, korozji, sprężystości, tarciu, smarowaniu etc. Nie ma na liście przedmiotów matematyki. Są rachunki, zasady kalkulacji i rachunkowość przemysłowa.
Język polski w nazwie przedmiotu został powiązany z korespondencją zawodową. No bo do czegóż może rzemieślnik używać języka polskiego? Swoją drogą przed wojną ludzie pisali do siebie na papierze piękne listy. Czy to prywatne, czy służbowe, ale starannie napisane, a w wielu widać starania by nie uchybić prawidłom polszczyzny.
Przykładowego listu służbowego to pod ręką nie mamy. Ale mamy inny ciekawy dokument przemysłowy z tamtych czasów. Jest nim katalog rowerów produkowanych przez Polskie Fabryki Uzbrojenia. Kawałek wstępu do tego katalogu – zapewne ku uciesze mieszkających w Czarnowcu miłośników rowerów retro i współczesnych – poniżej pokazujemy.
Słowo wstępne do katalogu rowerów Polskich Fabryk Uzbrojenia
Ot i piękny przykład że umiejętność posługiwania się językiem polskim ważna jest również w przemyśle. Po takim wstępie aż chce się kupić rower, albo chociaż przynajmniej zębatkę.
Wychowanie obywatela posłusznego
Tymczasem na świadectwie Złotkowskiego uwagę zwraca nazwa jeszcze jednego przedmiotu. Nazywa się on „nauka o Polsce”. Zauważmy jednocześnie, że na świadectwie nie ma ani historii, ani geografii. Prawdopodobnie więc „nauka o Polsce” konsumowała oba te przedmioty w wersji uproszczonej, plus zapewne zawierała elementy wychowania obywatelskiego.
Grób Nieznanego Żołnierza w podcieniach Pałacu Saskiego w Warszawie. Zaduszki 1929 roku. | Zdjęcie Ilustrowanego Kuriera Codziennego w zasobach Narodowego Archiwum Cyfrowego
Tu lekka dygresja oddająca atmosferę tamtych czasów w dziedzinie wychowania narodowego i obywatelskiego. Ważna, żeby zrozumieć co to był za przedmiot ta „nauka o Polsce”. Ale jeżeli kogoś z Czytelników nie zainteresuje, może przeskoczyć do następnego rozdziału. Tymczasem…
Na takie wychowanie – narodowe i obywatelskie zarazem – ówczesne władze oświatowe kładły bardzo duży nacisk. Jesienią 1925 roku, gdy Złotkowski zaczynał swoją edukację w szkole rzemieślniczej, państwo polskie kończyło dopiero siódmy rok swojej niepodległości. Uczniowie uczyli się w państwie, które dla ich rodziców i żyjących dziadków było nowością, a pradziadowie nie przeżyli w niepodległym państwie polskim ani jednego dnia. Po 123 latach gdy Polski nie było, szkoły – poza tym że uczyły – miały za zadanie również budować świadomość narodową.
Na świadectwie Złotkowskiego przedmiot nazywa się „nauka o Polsce”. W publikacjach dotyczących przedwojennej oświaty znajdujemy również nazwę tego przedmiotu brzmiącą „nauka o Polsce współczesnej”.
„(…) w przedmiocie nauka o Polsce współczesnej. Nadrzędny cel wychowania narodowego 'pokazuje związek życia narodu z ziemią, życia jednostki z życiem społeczeństwa, przygotowuje do zrozumienia zadań obywatela Rzeczypospolitej’ (Lipowska, 1961, s. 85). Najlepszym wizerunkiem dobrego obywatela był model człowieka 'posłusznego prawom i przepisom’ (Program nauki… Nauka o Polsce współczesnej, 1922, s. 13–16, 29–31), świadomego patriotycznego obowiązku służby wojskowej i rzetelnego podatnika państwa. Nauka o Polsce współczesnej zajmowała nadrzędne miejsce w stosunku do innych przedmiotów nauczania, pełniąc rolę katalizatora treści wychowania obywatelskiego. Definicje ojczyzny i Rzeczypospolitej miały skupiać wokół siebie wszelkie informacje rozproszone niemal po wszystkich przedmiotach nauczania i uzupełniać podstawowe wiadomości z zakresu wiedzy obywatelskiej. W problematyce moralnej, jak pisze Lipowska, zadanie tego przedmiotu 'polegało na wychowaniu czynnego patriotyzmu przez ukazanie zależności między bytem każdego obywatela a losem kraju, a także odpowiedzialności każdego obywatela za życie zbiorowe’ „. [4]
Resort siłowy II Rzeczpospolitej – Policja Państwowa, a dokładnie dwaj funkcjonariusze w strojach kuloodpornych. Kolekcja z 1930 roku | Zdjęcie Ilustrowanego Kuriera Codziennego w zasobach Narodowego Archiwum Cyfrowego
Z kolei czasopismo wielkopolskich działaczy oświatowych „Oświata pozaszkolna” potrzebę wychowania obywatelsko-narodowego ujmowało w takim – trzeba przyznać – płomiennym manifeście z roku 1922.
„W obecnym splocie stosunków naszych nie ma pilniejszej rzeczy nad szerzenie wśród obywateli nauki o Polsce. […] To nieuświadomienie narodowe i obywatelskie, ogarniając olbrzymią większość obywateli Państwa, to najgroźniejsze niebezpieczeństwo dla oswobodzonej Polski, i póty należałoby wołać: 'Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie!’, dopóki nauka o Polsce nie dotrze do najcichszych i najdalszych zakątków kraju, bo przecież wszędzie mieszkają obywatele o szerokiej pełni praw obywatelskich. Państwowość powstaje z tak licznych i tak niezwykle pokomplikowanych czynników, że chociażby najogólniejsze pojęcie o nich musi mieć każdy obywatel Państwa, a tym bardziej obywatele o tak wielkiej sumie praw, jakie mają każdy Polak i każda Polka. […] Nauka o Polsce Współczesnej powinna być przedmiotem wykładów w każdej szkole, na Kursach dla dorosłych, w wojsku, w instytucjach oświatowych, kółkach rolniczych, kooperatywach, słowem wszędzie, gdzie się czegoś uczy. Dalej nawet iść należy: wykładów o Polsce współczesnej winien słuchać każdy obywatel obowiązkowo, zmuszony do tego, jak do innych świadczeń na rzecz Państwa. Bez silnej akcji w tym kierunku byt Państwa zawsze opierać się będzie tylko na porywie młodzieńczym i na protekcji sprzymierzeńców.” [5]
Z takich więc pobudek powstał przedmiot szkolny „nauka o Polsce”. I, jak widać, po świadectwie Teodora Stanisława Złotkowskiego, nauczano go również w szkołach rzemieślniczych.
Świadectwo, egzamin i fach
Okaziciel świadectwa ukończył szkołę z ocenami głównie dostatecznymi. Wyjątkiem była praktyczna nauka zawodu – ocena dobra i gimnastyka – ocena bardzo dobra.
Przy czym – należy uczynić tu zastrzeżenie – w czasach edukacji Teodora Stanisława Złotkowskiego ocena dostateczna oznaczała dokładnie tyle ile zawiera się w semantyce słowa „dostatecznie”, czyli że uczeń wystarczająco i zadowalająco przyswoił sobie wiedzę oraz umiejętności wymagane przez program. Oceny dobre przysługiwały uczniom biegłym w danej dziedzinie. A bardzo dobre – wybitnym. Ocena dostateczna nie była powodem do wstydu. Natomiast w ówczesnych normach społecznych nie mieściło się antyszambrowanie przez rodziców w dyrekcjach szkół, żeby naciągnąć oceny ponad umiejętności dziecka. Tylko po to aby móc obnosić się wśród znajomych z hasłem „dumna mama”/”dumny tata”.
Świadectwo szkoły rzemieślniczej z ocenami dostatecznymi to było coś. Nie każdemu młodzieńcowi ze wsi było wówczas dane ukończyć szkołę i mieć fach w ręku.
Ale zanim Złotowski dostał fach do ręki, musiał zdać egzamin zawodowy. Egzamin, jak czytamy na druku świadectwa, odbywał się na mocy artykułu 156 rozporządzenia prezydenta RP „o prawie przemysłowem”.
Podpisy na świadectwie czeladniczym Teodora Stanisława Złotkowskiego
„Uczniowie szkół rzemieślniczo-przemysłowych państwowych lub przez Państwo uznanych zdają egzamin na czeladników przed komisjami egzaminacyjnemi, utworzonymi przy każdej z takich szkół; skład komisji ustalają państwowe władze szkolne. Jednym z członków komisji powinien być przedstawiciel izby rzemieślniczej” [6] – brzmi prawo przemysłowe z 1927 roku.
Rzeczywiście na świadectwie uprawnień zawodowych Złotkowskiego widnieją dwa podpisy – przewodniczącego komisji i przedstawiciela izby rzemieślniczej w Ostrołęce. Niestety podpisy nieczytelne.
„Komisja wydaje świadectwo złożenia egzaminu w razie pomyślnego wyniku. W razie niepomyślnego wyniku egzaminu komisja wyznaczy termin, po upływie którego uczeń może ponownie poddać się egzaminowi. Uczeń, który złożył egzamin z pomyślnym wynikiem, zostaje czeladnikiem” – głosi kolejne zdanie rozporządzenia prezydenta.
Uczeń Złotkowski zdał egzamin zawodowy z wynikiem pomyślnym. Uzyskał tytuł czeladnika przemysłu ślusarsko-mechanicznego. Zrobił to – jak wszystko wskazuje – w pierwszym terminie. Równo miesiąc po uzyskaniu świadectwa ukończenia szkoły.
Po szkole o Złotkowskiego upomniała się ojczyzna. Sprawny ślusarz-mechanik służył w artylerii jako rusznikarz i bombardier. 20 maja 1935 roku rozpoczął pracę jako maszynista parowozów na ostrołęckim węźle kolejowym. Jeśli poprawnie rozumiem kilkukrotnie złożone zdanie z wtrąceniami, z monografii Rzekunia autorstwa Jerzego Dziewirskiego, to Teodor Złotkowski ps. „Bzura” w czasie okupacji był w grupie kolejarzy, którzy wyskoczyli z pociągu w Czerwonym Borze i tam nawiązali kontakt z miejscowym oddziałem AK, z którym wcześniej jako kolejarze współpracowali. [7]
Dworzec kolejowy w Ostrołęce. Widok z 1937 r. Fotografia Franciszka Waltza w zbiorach rodziny Karczewskich
Z kolei z okolicznościowej publikacji Czesława Parzycha [8] wynika, że Teodor Złotkowski pracował na kolei również po wojnie. Mieszkał w Ostrołęce na Stacji na ulicy Żeromskiego.
Teodor Złotkowski miał trzech braci. Jerzy (ur. 1900) był również maszynistą. W jego życiorysie ciekawostka. Pracę na kolei w Ostrołęce podjął w dość charakterystycznej dacie – 11 listopada 1918 r. Z kolei Ryszard (ur. 1906) po wojnie pracował w ostrołęckim handlu i był sołtysem Czarnowca. Trzeci brat prawdopodobnie miał na imię Wiktor. Prawdopodobnie, bo Czesław Parzych nie wymienia imienia, ale podaje, że był pilotem wojskowym, pułkownikiem lotnictwa i zginął w czasie wojny w Anglii. Wśród pilotów polskiego lotnictwa poległych w czasie II wojny światowej znaleźliśmy tylko jednego Złotkowskiego, właśnie Wiktora [9]. Urodzonego w 1904 roku, absolwenta szkoły w Dęblinie, który jednak po kapitulacji Polski w 1939 roku trafił do niewoli i zginął w czasie bombardowania przez aliantów niemieckiego oficerskiego obozu jenieckiego w Doessel w Nadrenii-Północnej Westfalii. Zgadza się, że pilot, że Złotowski i że zginął w czasie wojny. Reszta to rozbieżności. Nawet stopień wojskowy się nie zgadza. Wiktor Złotkowski uwięziony i poległy w Doessel nosił stopień kapitana.
Rodzicami Teodora Złotowskiego byli Michał i Zofia z Szustakiewiczów. Ojciec, urodzony w 1860 roku w Czarnowcu. Miał we wsi gospodarstwo, ale jednocześnie był mistrzem murarskim. Prowadził budowę pierwszego dworca kolejowego i parowozowni w Ostrołęce. W latach 1906-1914 budował kościół w Rzekuniu.
To prawdopodobnie jego, czyli Michała ojcem był Teodor Złotkowski pierwszy. Mistrz murarski, który wybudował w 1857 roku kaplicę na cmentarzu w Rzekuniu. Jeżeli tak by było, to okaziciel opisywanych tu świadectw – Teodor Stanisław Złotkowski – nosił imię na cześć swojego dziadka.
[1] Janusz Gołota, „Z dziejów Szkoły Rzemieślniczo-Przemysłowej Polskiej Macierzy Szkolnej”, Ostrołęckie Zeszyty Naukowe – 2019.
[2] Sebastian Adamkiewicz, „Statystyka w II Rzeczypospolitej”, w serwisie: niepodlegla.gov.pl
[3] Henryk Maćkowiak, „Polska oświata szkolna w powiecie ostrołęckim u progu niepodległości w 1918 r.”, Ostrołęckie Zeszyty Naukowe – 1989.
[4] Andrzej Niedojadło, ” Wpływ Rady Szkolnej Krajowej na wdrażanie narodowego modelu wychowawczego w latach 1918–1926 (na przykładzie OSK) „Edukacja – Technika – Informatyka” nr specj. 1/2018
[5] „Oświata Pozaszkolna”, 1922, z. 1-2, s. 75-77. Cytat przejęty metodą ctr c ctrl v ze strony Muzeum Historii Polski.
[6] Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 7 czerwca 1927 r. o prawie przemysłowem. Dziennik Ustaw 1927, nr 53, poz. 468.
[7] Jerzy Dziewirski, „Rzekuń. Monografia gminy”, wydanie drugie poszerzone i uzupełnione, 2014.
[8] Czesław Parzych, „Sto lat ostrołęckiej kolei”, Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, 1993.
[9] Hubert Kazimierz Kujawa, „Księga lotników polskich poległych, zmarłych i zaginionych w latach 1939-1946”
Poniżej świadectwa Teodora Stanisława Złotkowskiego, urodzonego w Czarnowcu absolwenta Szkoły Rzemieślniczo-Przemysłowej Polskiej Macierzy Szkolnej w Ostrołęce i czeladnika przemysłu ślusarsko-mechanicznego. Reprodukcje nieodpłatnie udostępniło nam Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, za co serdecznie dziękujemy.
Wszystkie świadectwa Teodora Stanisława Złotkowskiego z Czarnowca, jakie udostępniło nam Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce
Złotkowski Ryszard
Category: Historia sołtysów,Mieszkańcy
written by Marek | 22 grudnia 2024
Ryszard Złotkowski (17.01.1906 – 29.03.1994), syn Michała i Zofii z Szustakiewiczów. Był pracownikiem ostrołęckiego handlu. Kadencja –
edit: 21.11.2023 W Archiwum Państwowym w Warszawie-Pułtusku Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca odnajduje i tłumaczy kartotekę/akt urodzenia/chrztu Ryszarda Złotkowskiego. Oto treść aktu: „17/1906 Czarnowiec Działo się we wsi Rzekuń dnia 15/28 stycznia 1906 roku o drugiej popołudniu. Stawił się Michał Złotkowski murarz z Czarnowca lat 45 w obecności Stanisława Drobnicy lat 36 i Franciszka Gierłowskiego, lat 36, rolników z Czarnowca i okazał nam dziecię płci męskiej, mówiąc, że urodziło w Czarnowcu 4/17 stycznia tego roku o siódmej wieczorem z prawnej jego małżonki Zofii z Szostakiewiczów, lat 27. Dziecięciu temu na chrzcie świętym dzisiaj odbytym przez ks. Ludwika Łukaszewicza nadano imię Ryszard, a rodzicami jego chrzestnymi byli Władysław Mierzejewski i Helena Krupa. Akt ten zgłaszającemu i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez nas tylko podpisany. Administrator Parafii Rzekuń utrzymujący akty stanu cywilnego Ks. Stanisław Żebrowski (Na marginesie adnotacja: zmarł 29 marca 1994 r. w Ostrołęce. Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Danuta Glinka)”
Ojciec Ryszarda – Michał urodził się w Czarnowcu, w 1860 r. gdzie mieszkał i gospodarzył. Był mistrzem murarskim, prowadził budowę pierwszego dworca kolejowego i parowozowni na Stacji Ostrołęka. W latach 1906-1914 budował kościół w Rzekuniu. Michał Złotkowski zmarł 18 lutego 1944 r., spoczywa na rzekuńskim cmentarzu. Miał czterech? (sic!) (?) synów i (?) córek: Jerzego, Teodora, Ryszarda.
W błędnych przekazach pojawiają się informacje o czwartym synu (bracie Ryszarda) o nieznanym imieniu, który był pułkownikiem lotnictwa i zginął w czasie II Wojny Światowej, w bitwie o Anglię. Okazuje się, że ten bezimienny syn Michała i brat Ryszarda miał na imię Wiktor – opis poniżej ->
Wiktor Złotkowski urodzony w Czarnowcu 24.3.1904 r., pojmany przez Niemców, zginął jako jeniec w Dössel (Niemcy) – 27.9.1944 r. Absolwent OSL (Oficerska Szkoła Lotnicza?) w Dęblinie (3 promocja) mianowany ppor.obs. (podporucznik obsługi) 15 sierpnia 1929 r. Po promocji został przydzielony do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Z braku samolotów brał udział w walkach na ziemi w obronie Helu we wrześniu 1939 r. Po kapitulacji garnizonu helskiego został wzięty do niewoli. Wiktor otrzymał przydział wojskowy jako pilot lotnictwa do Lotnictwa Marynarki. Awansował do stopnia kapitana. Więziony od 1940 r. w Oflag VI B Dössel (Doessel) – niemieckim obozie jenieckim dla oficerów jeńców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obóz powstał w 1940 r., 5 km na południowy zachód od Dössel (dzisiaj część miasta Warburg). 27 września 1944 w nocy zdarzyła się tragedia. Bombowce brytyjskie, mając za cel stację kolejową w Nörde, omyłkowo zrzuciły bombę na obóz, zabijając 90 oficerów, wśród nich Wiktora Złotkowskiego z Czarnowca. ! do tłumaczenia: kpt.sł.st.obs. (kapitan sł.(?) st.(?) obserwator)
Młodszy brat Ryszarda – Teodor Stanisław urodził się w Czarnowcu (7.04.1910 data z książki Czesława Parzycha) 2.05.1910 r. zmarł 11.01.1997 r. w Ostrołęce. Teodor ukończył Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową (pisaliśmy o tym tu). Służbę wojskową odbywał jako bombardier-rusznikarz w artylerii. Pracę na kolei rozpoczął 20 maja 1935 r. jako maszynista parowozów, pracował także po II Wojnie Światowej. Po wojnie zamieszkał na Stacji przy ul. Żeromskiego.
Starszy brat Ryszarda – Jerzy(sic! – Józef-Gabriel) urodził się w Czarnowcu 15.03.1900 r. Jerzy ukończył 7. klas szkoły powszechnej w Ostrołęce. Służbę wojskową odbywał jako szeregowiec w wojskach kolejowych. Pracę na kolei podjął 11 listopada 1918 r., czyli w dniu Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Pracował jako maszynista parowozów również po II Wojnie Światowej. Mieszkał na Stacji przy ul. Piłsudskiego (później zmienionej na Żeromskiego).
Po zakończonej II Wojnie Światowej w roku 1945 Komisja Odznaczeń w Londynie dla upamiętnienia wysiłku żołnierza Polski Podziemnej odznacza kpr. Ryszarda Złotkowskiego Krzyżem Armii Krajowej.
Skany pochodzą z opracowania Czesława Parzycha „Sto lat ostrołęckiej kolei”, pozyskane z zasobów Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu, (28.09.2022).
Jest pomysł, aby kaplicę cmentarną w Rzekuniu przywrócić do celów liturgicznych. Ten śmiały plan proboszcz obwieścił parafianom w czasie ogłoszeń po mszy świętej odprawionej na cmentarzu 1 listopada.
Odnotowujemy ten fakt, bo kaplica na cmentarzu ma ścisły związek z Czarnowcem. Kaplicę tę wybudował mistrz murarski – z Czarnowca właśnie – o nazwisku Złotkowski.(z opowieści najstarszych mieszkańców Czarnowca Teodor Złotkowski)
Skończył robotę w 1857 roku. Neoklasycystyczna kaplica zbudowana została z kamieni otoczaków na zaprawie wapiennej częściowo jest otynkowana. Okna wykonano w kształcie półkolistym w promienistym układem szczelin. Dach przykryto dachówką, a na skrzyżowaniu kalenic umieszczono kuty żelazny krzyż. Przed elewacją frontową wykonano proste dwuspadowe betonowe schody. [Dziewirski, 1999]
Patrząc dziś na kaplicę przed generalnym remontem trzeba przyznać, że w jednym mistrz Złotkowski i przedstawiciel inwestora proboszcz ks. Michał Nowek wyprzedzili swoją epokę.
Kaplica została otynkowana częściowo, a nie w całości, dzięki czemu widać do dziś dnia fragmenty surowego kamiennego muru. Dzisiaj przecież nowi świeccy właściciele różnych zabytkowych budynków każą sobie robić tzw. odkrywki w tynku i taką odsłoniętą dziurę, w której widać zabytkowe cegły dwuręczne czy mur kamienny, traktują jako ozdobę wnętrz, Taki szpan! A tu na cmentarzu w Rzekuniu, na elewacji kaplicy taka ozdobna odkrywka jest od zawsze 🙂
Doceniając piękno tego zabytku, i niezwykle oryginalną elewację, pozostaje mieć nadzieję, że prace przy renowacji kaplicy zostaną otoczone drobiazgowym i starannym nadzorem konserwatorskim. Najnowsza historia renowacji polskich zabytków pełna jest przykładów zakrywania styropianem i klejem wzmacnianym plastikową siatką pięknych zabytkowych elewacji. Oby tak nie stało się z kamiennymi elementami dzieła mistrza Złotkowskiego z Czarnowca.
Tym bardziej kamienne elementy warte są uwidocznienia, bo polne otoczaki w tej części Mazowsza były przez wieki powszechnie używanym materiałem budowlanym.
Nie przypadkiem również mur wokół cmentarza w Rzekuniu jest kamienny.
Tereny na południe od Ostrołęki mają charakter sandrowy. Kamieni więc w nich był dostatek.
Kamień nie jest łatwym w obróbce materiałem budowlanym. Budowanie z kamienia to sztuka odrębna od całej reszty sztuki budowlanej. I doprawdy niewielu ludziom udaje się tę sztukę opanować do perfekcji.
Nie mamy w zasięgu ręki wspomnień mistrza Złotkowskiego z Czarnowca z budowy kaplicy. Nie wiemy nawet czy w ogóle takie istnieją. Ale o specyfice budowania z kamienia polnego obiektów sakralnych – 120 lat później – można nieco dowiedzieć się ze wspomnień nieżyjącego od kilku lat księdza Zdzisława Mikołajczyka, który z kamienia polnego w odległym o 10 km od Czarnowca Troszynie wybudował kościół parafialny. Skończył w 1974 roku.
Przy budowie kościoła w Troszynie pracowali trzej majstrzy znający się na obróbce kamienia. Uchodzili za artystów. „Trzeba było bardzo delikatnie się obchodzić z nimi, by nie porzucili pracy” – wspominał po latach ks. Zdzisław w książce, którą napisał o nim pochodzący z Chrostowa, wybitny biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski [współaut. Katarzyna Martowska, 2006].
Chrostowski – choć ksiądz – z godnym podziwu znawstwem pisze w tej książce o trudnościach wznoszenia świątyni z polnych kamieni.
„Kamienie trzeba było wykopywać na polach a potem rozcinać. Niejednokrotnie zdarzało się, że wydobyty z wielkim trudem z ziemi kamień nie nadawał się na materiał budowlany. Jeżeli był odpowiedni, trzeba go było przywieźć na miejsce budowy, dociąć i ułożyć w murze. Takich kamieni należało sprowadzić tysiące. Podnosiły się głosy, że to niezwykłe przedsięwzięcie przypomina budowę piramid. (…) Ze względu na to, że kościół miał mieć dużo gzymsów, okien i drzwi – każdy kamień trzeba było zaostrzonymi dłutami ręcznie obrobić do kantu”.
Złotkowski z Czarnowca całego kościoła nie budował. Kapliczkę tylko wznosił na cmentarzu. Ale robił to 120 lat wcześniej. Różnica polegała na przykład na tym, że w XX wieku kamienie można było wciągać na górę windą budowlaną. A w XIX wieku trzeba było targać je ręcznie.
Znawcy sztuki murowania z kamienia polnego wiedzą, że do łączenia kamieni trzeba używać innej zaprawy niż do łączenia cegieł. Wiedzą też oni gdzie trzeba przyłożyć dłuto, albo przecinak, żeby kamień rozłupał się równo po całej szerokości, a nie tylko uszczypał się kawałek. Mówią oni, że kamienie mają szwy i trzeba kamień rozpruć wzdłuż szwu. Laikowi trudno taki szew dostrzec. A może kamieniarze mówiąc o tych szwach zwyczajnie sobie kpią z tych, co na kamieniach się nie znają?
Tak czy inaczej, ktokolwiek będziesz na cmentarzu w Rzekuniu, wpatrz się w kamienie na ścianach kaplicy i wspomnij, że budowlę tę 161 lat temu wzniósł nasz dawny ziomek z Czarnowca.