Agrobiznes w Czarnowcu w czasach Wielkiego Kryzysu

Ostatnia pozostałość po stawach dworskich w Czarnowcu w tym roku - z powodu suszy hydrologicznej - pokazała dno.
Ostatnia pozostałość po stawach dworskich w Czarnowcu w tym roku – z powodu suszy hydrologicznej – pokazała dno. Fot: Jacek Pawłowski

Co najmniej dwie rodziny z Czarnowca popadły w latach 30. XX wieku w takie długi, że zostały zarządzone licytacje ich dobytku. Prosiaki, kartofle, krowy czarno-pstre i świnie starsze – wystawili na sprzedaż: komornik i urząd skarbowy.

Ogłoszenia drobne i urzędowe, zamieszczane w gazetach, są niezwykle interesującym świadectwem czasów, w których były publikowane. Można z nich wyciągnąć nie mniej informacji niż z artykułów prasowych.

Ostatnio przejrzeliśmy trochę ogłoszeń zamieszczanych w gazetach sprzed II wojny światowej. Udało nam się znaleźć w nich materiał wystarczający do próby naszkicowania obrazu aktywności mieszkańców Czarnowca, pośrednio lub bezpośrednio powiązanych z wytwarzaniem produktów żywnościowych, ich przetwarzaniem oraz produkcją gotowej żywności. Tego rodzaju aktywność gospodarczą obecnie nazywa się agrobiznesem. W tamtych czasach chyba jednak takiego słowa nie było.

Jak pamiętamy z jesiennych spacerów zorganizowanych, tudzież ze spacerów indywidualnych, w okolicach osiedla Działkowego znajduje się rów i ślady urządzeń wodnych, które służyły kiedyś do regulacji poziomu wody w stawach rybnych. Stawy znajdowały się przy dworze. Do dziś przetrwał jeden. Znajduje się w okolicach ulicy Kasztanowej (patrz zdjęcie powyżej).

Wiemy, że ryby w tych stawach hodowała rodzina Wyszomirskich – mająca w Czarnowcu przed II wojną światową 70-hektarowe gospodarstwo rolne, z siedliskiem wokół nieistniejącego dziś dworu – też w okolicach ulicy Kasztanowej. Obecnie ulica Kasztanowa biegnie mniej więcej po śladzie wjazdu na podwórze Wyszomirskich. Wiodła do niego wiejska aleja wysadzana kasztanowcami. Co najmniej jeden z tych kasztanowców jest dziś pomnikiem przyrody. Został nim ustanowiony 51 (!) lat temu. Kiedyś jeszcze o tym napiszemy.

Ostatnio jednak dowiedzieliśmy się, że ryby w czarnowieckich stawach były hodowane jeszcze zanim Wyszomirscy sprowadzili się do Czarnowca ze Zdziebórza (dziś gm. Somianka), kupiwszy uprzednio gospodarstwo w naszej wsi. Ryby w tych stawach hodowali również poprzedni właściciele – Doberscy. Skąd to wiemy?

Oto w „Kurjerze Warszawskim” z 10 stycznia 1911 roku ukazuje się ogłoszenie drobne. „Kroczków 40 kóp potrzebuję. Proszę adresować: poczta Ostrołęka w Czarnówcu, Doberski”.

Kroczek to – jak podaje Słownik języka polskiego PWN – młoda ryba, otrzymywana w drugim roku hodowli. Kopa to z kolei jednostka miary wynosząca 60 sztuk. Zatem jeżeli Doberski potrzebował 40 kóp, to znaczy, że zamierzał kupić 2400 sztuk ponadrocznych rybek. O gatunku w ogłoszeniu nie ma niestety ani słowa. Tak czy inaczej, przeżywalność kroczka jest znacznie wyższa niż narybku. Doberski po latach mógł więc odłowić tyle ryby, ile wpuścił do stawu. Żadna rodzina tego nie przeje. Najprawdopodobniej część ryb sprzedawał. Dlatego stawy hodowlane Doberskiego kwalifikujemy do agrobiznesu.

Idźmy dalej. Tym razem do prasy urzędowej. A konkretnie do „Dziennika Urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości”. W dodatku do tego Dziennika [R.8, Nr 108) z 13 grudnia 1924 roku znajduje się obwieszczenie, że „do rejestru handlowego, Działu A, sądu okręgowego w Łomży wciągnięto d. 29 listopada 1924 r. następujące firmy:”.

Na liście nowowciągniętych, pod numerem 1980 znajduje się firma: „Michał Lis, sprzedaż towarów łokciowych na straganie, egzystuje od 1 lipca 1924 r. Właśc. Michał Lis. Siedziba firmy i właśc. w. Czarnowiec, gm. Rzekuń, pow. Ostrołęckiego”. Mianem towarów łokciowych określano przed wojną towary, które były sprzedawane na łokcie [przypis 1]. Bo łokieć to była jednostka miary długości. Czyli w asortyment towarów łokciowych wliczały się materiały tekstylne, wstążki, tasiemki, sznurki itp.

Tu drobny wtręt lokalno-językoznawczy. We wpisie do ewidencji handlowej straganu Michała Lisa, zwraca uwagę słowo „egzystuje”. Słowo to obecnie ma dwa znaczenia. Po pierwsze znaczy to tyle co „istnieć, być”, po drugie: „prowadzić życie ograniczone do zaspokajania niezbędnych potrzeb”. Wydaje się, że dziś używa się słowa „egzystuje” przeważnie w tym drugim znaczeniu. Ale w Ostrołęce jest pamiątka tego, że kiedyś firmy „egzystowały” w znaczeniu „istniały”. Najstarsza w Ostrołęce cukiernia, na ulicy Głowackiego, ma wywieszony w oknie szyld. „Wyroby cukiernicze. J. Leszczyński. Firma egzystuje od 1918 roku”. Ten szyld wisi tam od zawsze.

Handel na straganie towarami łokciowymi trudno uznać za agrobiznes w znaczeniu opisanym na początku tekstu. To tylko Kaczka Dziwaczka zjadając tasiemkę starą mówiła, że to makaron. Ludzie tasiemek nie jedzą. Zatem biznes Michała Lisa nie był stricte agrobiznesem. Ale inni ówcześni mieszkańcy Czarnowca o tym samym nazwisku, prawdopodobnie spokrewnieni lub spowinowaceni, prowadzili działalność rolną.

Dowiadujemy się tego z obwieszczenia o licytacji dłużników. W „Przeglądzie Łomżyńskim” nr 34 z 26 sierpnia 1934 roku. „Komornik Sądu Grodzkiego w Ostrołęce II rew. zamieszkały w Ostrołęce przy ul. Szkolnej Nr 1, na zas. art. 602 i 604 K.P.C obwieszcza, że w dn. 1 września 1934 r. od godz. 9-ej w Czarnowcu gm. Rzekuń odbędzie się publiczna licytacja ruchomości, składających się z 7 prosiaków, 20 metrów żyta w słomie i 50 metrów kartofli, oszacowanych na łączną sumę 625 zł., które można oglądać na miejscu sprzedaży w czasie wyżej oznaczonym. Sprawa Państwowego Banku Rolnego Oddz. Gł. w Warszawie p-ko Leonowi Lisowi i inn.”.

Zapewne część Czytelników w tym miejscu zdziwi się. „Jak to? Żyto na metry i kartofle na metry? Coś tu nie gra…”. Tak, ale tylko na pozór. Dawniej na wsi metr był również jednostką miary masy, a nie tylko długości. Metr to było sto kilo. Zwyczajowy metr to oficjalnie kwintal. Kto nie kupował – na metry – zapasu kartofli na zimę, ten jest młodym człowiekiem.

W sprawie Leona Lisa istnieje jednak zagadka, czy odpowiadał za swoje, czy za cudze zobowiązania majątkowe. Oto bowiem pół roku wcześniej – 6 marca 1934 r. – sąd okręgowy w Łomży ustanowił Leona Lissa (tak, przez dwa „s” – zakładamy jednak, że to ten sam obywatel) kuratorem „dla ochrony praw i majątku, powstałego we wsi Czarnowiec, gminy Rzekuń, po nieobecnych w kraju: Feliksie, Bolesławie i Stanisławie Lissach, spadkobiercach Tomasza Lissa i Józefy Liss.” To sądowe obwieszczenie znaleźliśmy w „Kurjerze Warszawskim” nr 299 z 1934 roku.

Ktoś, kto przeczytał obwieszczenie o licytacji ruchomości Leona Lisa, mógł w pierwszym odruchu pomyśleć: „narobił długów, to go zlicytowali, normalne”. Jednak licytacje komornicze czy skarbowe przeprowadzane w latach 30. XX wieku wymykają się temu uproszczonemu rozumowaniu.

Lata 30. XX wieku to czas Wielkiego Kryzysu. Miał on światowy zasięg. Dotknął również polską gospodarkę, a w szczególności rolnictwo.

Pierwszym rokiem kryzysu w rolnictwie był rok gospodarczy 1929/1930. Kryzys potoczył się lawinowo, osiągając dno w 1934/35 roku, kiedy to przychody gospodarstw chłopskich wynosiły zaledwie nieco ponad 35% przychodów z lat 1928-1929. Ceny żywności spadały, bo spadał popyt na żywność. Ludzie w miastach, których dochody też znacznie się obniżyły, albo spadły do zera bo poszli na bezrobocie, zaciskali pasa i kupowali znacznie mniej jedzenia niż kiedyś. Producenci żywności, żeby zachęcić do kupowania, jeszcze bardziej schodzili z cen, jeszcze bardziej przy tym obniżając swoje dochody. I tak ta spirala się nakręcała.

Doszło to tego, że aby otrzymać kwotę pieniędzy taką samą jak w 1928 roku, w 1935 roku rolnik musiał sprzedać trzykrotnie większą ilość produktów.

Jednocześnie banki i skarbówka bezwzględnie dochodziły swoich należności. W tamtym czasie podatnicy nie zrzucali się na dopłaty do produkcji rolnej. Sami rolnicy płacili zaś aż dziewięć podatków (gruntowy, dochodowy, 10-procentowy nadzwyczajny dodatek do podatku głównego, nadzwyczajna darowizna majątkowa, dodatek na interwencję zbożową, opłaty i dopłaty drogowe, podatek wyrównawczy, podatek inwestycyjny i szarwark). [przypis 2]

Biorąc więc pod uwagę, że Bogdana Lisa bank chciał zlicytować w 1934 roku, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że Lis był ofiarą wielkiego kryzysu w rolnictwie.

Prawdopodobnie również z powodu złej sytuacji ekonomicznej wywołanej kryzysem w długi wobec urzędu skarbowego popadli Wyszomirscy – ziemiańska rodzina z Czarnowca mieszkająca w dworze.

Działo się to również w 1934 roku. Urząd Skarbowy w Ostrołęce obwieścił w „Przeglądzie Łomżyńskim” (nr 11; 18 marca 1934), że „dnia 28 marca 1934 r. o godz. 10 rano celem uregulowania zaległych należności skarbowych od p. Wyszomirskiego Romana zam w Czarnówcu gm. Rzekuń odbędzie się licytacja następujących przedmiotów: 1) 2 krowy czarno-pstre 280 zł., 2) 5 sztuk jałowizny 100 zł., 3) 3 cielaki 30 zł., 4) 6 świń starszych 300 zł., 5) 8 prosiąt 8-mio miesięcznych 320 zł., 6) 19 prosiąt 19-miesięcznych 190 zł. Zajęte przedmioty można oglądać w dniu licytacji od godz. 10 rano do godz. 13-ej u zobowiązanego.” Obwieszczenie w zastępstwie kierownika urzędu skarbowego podpisał Adam Aloszyn.

Utrata siedmiu sztuk bydła musiała być uszczerbkiem dla zdolności produkcyjnych gospodarstwa Wyszomirskich. Przypomnijmy, że mleko z ich gospodarstwa było sprzedawane w Warszawie. Pierwszy poranny pociąg do Warszawy zatrzymywał się w Czarnowcu w polu, bo nie było przecież u nas stacji, a furmani przeładowywali konwie z mlekiem z udoju w dworskiej oborze.

Na podstawie analizy obwieszczeń o licytacjach, wiemy tylko tyle, że zostały one ogłoszone. Czy się odbyły i z jakim skutkiem – tego nie wiemy.

Wiadomo natomiast na pewno, że Wyszomirscy poszukiwali innych źródeł dochodu niż tylko produkcja żywności. W 1935 roku wynajmowali pokoje letnikom. 2 czerwca 1935 roku w „Kurjerze Warszawskim” nr 150 zamieścili ogłoszenie o treści: „Dwór Czarnowiec, koło Ostrołęki przyjmuje gości. Obfite odżywianie. Sporty. Miejscowość lesista. Ceny przystępne. Wiadomość: Waliców 10 m. 33, telefon 6-60-19”.

Obfite odżywianie w lesistej miejscowości i do tego „sporty”… Aż chciałoby się poodpoczywać w Czarnowcu. Rozbudza wyobraźnię jakie sporty oferowali gościom Wyszomirscy, ale poza tym jednym słowem w ogłoszeniu drobnym, nic o sportach nie wiadomo. Na pewno klubu kolarskiego wówczas w Czarnowcu nie było 🙂

Ciekawość budzi też adres i telefon, pod które mieli się zgłaszać amatorzy agroturystyki w Czarnowcu. W „Spisie Abonentów Sieci Telefonicznej m. st. Warszawy” za rok 1939/40 wskazany w ogłoszeniu numer przypisany jest do… paszteciarni „Styl”. Ta paszteciarnia mieściła się jednak na Krakowskim Przedmieściu 53, a nie na Waliców 10. Do numeru 6 60 19 i paszteciarni „Styl” książka telefoniczna przyporządkowuje trzy nazwiska: Jerzego Grabowskiego, Józefa Dembińskiego i Stanisława Kowalczyka. Ale też żaden z nich – nie widnieje na liście lokatorów kamienicy na Waliców 10. Niewykluczone więc, że w sprzedaży wiejskiego wypoczynku u Wyszomirskich pośredniczyły, równolegle, dwa podmioty: paszteciarnia „Styl” i tajemniczy ktoś, mieszkający na Waliców 10. [przypis 3]

I na koniec jeszcze dwa przejawy aktywności agrobiznesowej mieszkańców Czarnowca przed wojną. Rolnicy z naszej wsi postanowili się zrzeszyć. „Dnia 20 lutego 1936 roku odbyło się zebranie mieszkańców wsi Czarnowiec, gminy Rzekuń, na którem postanowiono wznowić działalność Kółka Rolniczego. Na zebraniu obecny był p. Bełczowski, kier. Pow. Zw. Roln.” – donosi „Przegląd Łomżyński” z 22 marca 1936 r.

W tym samym numerze czasopisma znajduje się również odredakcyjna notatka, że „Dnia 9 marca w sali Zarządu Gminnego w Rzekuniu odbył się pod przew. p. Dzierżawskiego kurs ogrodniczo-pszczelarski, w którym wzięło udział około 30 osób. Po skończonym kursie postanowiono założyć przy Kółku Rolniczem w Czarnowcu Gminną Sekcję Ogrodniczo-Pszczelarską z siedzibą w Rzekuniu”.

Przypomnijmy też, że młody dziedzic Zygmunt Wyszomirski, który był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie, spotykał się społecznie z rolnikami i dzielił się swoją uczelnianą i praktyczną wiedzą o rolniczych sprawach.

Jacek Pawłowski

[przypis 1] Podracki Jerzy, 2006, Dawne (i nowsze) jednostki miar, [w:] Czynić słowami. Studia ofiarowane Krystynie Długosz-Kurczabowej, Warszawa, s. 259-265.

[przypis 2] Opis wielkiego kryzysu w polskim rolnictwie sporządziłem na podstawie artykułu Wiesława Musiała „Wielki kryzys ekonomiczny w rolnictwie polskim – przypomnienie i przestroga” w „Journal of Agribusiness and Rural Development” nr 3 (13) 2009, str. 155-162.

[przypis 3] Numer telefonu z adresem skojarzył – po przeczytaniu pierwszej wersji tego tekstu – dziennikarz i historyk Mariusz Nowik. Akapit opatrzony przypisem 3 został zaktualizowany – w stosunku do wersji z 28 września – na podstawie tropów podpowiedzianych nam przez autora „Palmir” i „Krwawych dożynek – 1943”.




Zobowiązanie do „nie powrotu”

Kolejny dokument dotyczący historii Czarnowca.

Krok po kroku wzbogacamy nasze internetowe archiwum dokumentów, zdjęć i świadectw z historii Czarnowca. Dziś – ponieważ mamy jeszcze parę nie publikowanych tu jeszcze dokumentów – powracamy do tragicznej historii Wyszomirskich.

Przypomnijmy, to ziemiańska rodzina, właściciele dworu i siedemdziesięciohektarowego gospodarstwa rolnego w Czarnowcu – w latach przed II wojną światową. Cztery lata przed wybuchem wojny umiera Roman Wyszomirski. Jeszcze zanim wybuchnie wojna, wychodzi za mąż Zofia – jedna z dwóch córek Romana i Marii (Maria Wyszomirska – na zdjęciu obok). Z nazwiskiem po mężu – Żyłowska – wyjeżdża i osiedla się w Warszawie.

Troje z rodzeństwa Wyszomirskich walczy z najeźdźcami. Zygmunt uczestniczy w wojnie obronnej 1939 roku. Kończy szlak bojowy na części terytorium Polski zajętej przez Sowietów. Trafia do niewoli. NKWD rozstrzela go w Katyniu, podobnie jak 22 tysiące innych polskich obywateli.

Jan to również uczestnik kampanii wrześniowej, potem żołnierz oddziału Hubala. W czasie okupacji niemieckiej działacz konspiracyjnej Konfederacji Narodu i żołnierz Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Adiutant Bolesława Piaseckiego. Rozstrzelany po politycznym procesie, za działalność antykomunistyczną w Warszawie. Był to mord sądowy.
O podkomendnym z Czarnowca pisaliśmy tu ->
Kilka nowych ustaleń o Janie Wyszomirskim “Wrońskim” tu ->

Ludwika była wojskową sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim. Ranna ewakuowała się na prawy brzeg Wisły. Dożyła do końca wojny. Zmarła w latach 70. XX wieku.
Zapraszamy do lektury o Ludwice -> “Xenia” i “Wroński” – rodzeństwo w konspiracji

Matką rodzeństwa była Maria Wyszomirska. Gdy Zygmunt i Jan są w 1939 roku na wojnie, po kapitulacji Ostrołęki dwór i majątek w Czarnowcu zajmują Niemcy. Domowników, a dokładnie dwie domowniczki – matkę Marię i córkę Ludwikę, okupanci wysiedlają. Matka z córką znajdują schronienie w Warszawie u wspomnianej na początku Zofii Żyłowskiej (córki Marii, a siostry Ludwiki). Tam też spędzają cały okres niemieckiej okupacji.

Koniec wojny oznacza nowe porządki. Nie tylko na świecie, ale również w sprawach wewnętrznych Polski. Zależne od Związku Sowieckiego nowe władze wprowadzają dekret o reformie rolnej. W myśl jego przepisów gospodarstwa rolne większe niż pięćdziesiąt hektarów miały zostać rozparcelowane, a ziemia podzielona pomiędzy małorolnych i bezrolnych chłopów. Gospodarstwo Wyszomirskich, w przedwojennym kształcie, miało hektarów siedemdziesiąt.

Maria Wyszomirska i jej córka Zofia Żyłowska, gdy tylko nadarzyła się taka możliwość, wróciły do Czarnowca do domu. Żeby ocalić gospodarstwo przed parcelacją Maria Wyszomirska zrzekła się części lasów wchodzących w skład majątku, W ten sposób jej gospodarstwo skurczyło się poniżej 50 hektarów.
Do lektury o dworze Wyszomirskich zapraszamy tu -> Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach

W czasie gdy Maria i jej córka Zofia podejmowały rozpaczliwe próby ocalenia rodzinnej posiadłości (pożyczyły konia, same pracowały fizycznie) [1], w Ostrołęce instalowała się nowa władza.

Miasto, z którego po ciężkich walkach Sowieci wyparli Niemców, było zniszczone w 55 procentach. Większość ludności władze okupacyjne wysiedliły do okolicznych wsi w gminach: Czerwin, Goworowo, Piski i Troszyn. Armia sowiecka zajęła Ostrołękę we wrześniu 1944 roku, ale przez cztery miesiące nie posuwała się dalej. Po drugiej stronie Narwi znajdowały się wojska niemieckie. Dopiero w lutym 1945 roku ostrołęczanie zaczęli wracać do swojego miasta.

W tym samym czasie działy się rzeczy, które pokazywały jaki będzie kształt nowej, powojennej Polski. 19 stycznia 1945 roku gen. Leopold Okulicki rozwiązał Armię Krajową, czyli siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego działającego w okresie okupacji. W lutym na konferencji w Jałcie przywódcy ZSRS – Józef Stalin, Wielkiej Brytanii – Winston Churchill i Stanów Zjednoczonych – Franklin Roosevelt uzgodnili nowe granice Polski, kształt nowego rządu – który choć miał zostać politycznie poszerzony, to i tak w większości składał się z komunistów przysłanych przez Moskwę.

Kamienica Ostaszewskich, w której zaraz po wojnie urzędowała milicja i bezpieka. Dziś to róg ulic Bogusławskiego i 11 Listopada.

Nowego porządku politycznego w Polsce miała strzec Armia Czerwona, której oddziały pozostały w Polsce przez następne 48 lat, Ludowe Wojsko Polskie oraz wewnętrzne organy bezpieczeństwa – Milicja Obywatelska i Urząd Bezpieczeństwa. Cywilna bezpieka, będąca de facto policją polityczną, instytucjonalnie i często lokalowo była związana z mundurową milicją. Do samego końca jej dni.
Tak też działo się i w Ostrołęce. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa i siedziba milicji znajdowały się w kamienicy Ostaszewskich, zwanej tak od nazwiska przedwojennych właścicieli.

Nie wszyscy żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego złożyli broń. Część z nich nie podporządkowała się rozkazowi generała Okulickiego i na własną rękę walczyła – teraz z komunistami, którzy zaprowadzali swoje rządy w całej Polsce w jej nowych granicach.

Liczne oddziały niepodległościowego podziemia zbrojnego znajdowały się w powiecie ostrołęckim. Do tego stopnia liczne, że potrafiły – jak w maju 1945 roku – zablokować całe miasto, otoczyć i zablokować komendę milicji i wywieźć z urzędu skarbowego kasę pancerną pełną pieniędzy [2].

Po tym incydencie komunistyczna władza postanowiła pokazać kto rządzi w Ostrołęce. Do miasta skierowano czterdziestoosobową grupę funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki, czyli NKWD, a wkrótce przybył specjalny oddział pacyfikacyjny Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Do pracy w milicji i bezpiece zgłaszali się głównie karierowicze z nizin społecznych. Była to dla nich szansa na szybki awans i poprawę sytuacji materialnej we wszechobecnej powojennej biedzie. W jednym z raportów ostrołęckiego obwodu organizacji Wolność i Niezawisłość można przeczytać, że funkcjonariusze PUBP w Ostrołęce to zwyrodnialcy traktujący jednakowo ludzi i zwierzęta.

Na czele Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce komuniści postawili porucznika Stefana Koca (na zdjęciu obok), który zaraz po nominacji zmienił imię i nazwisko na Stanisław Wasilewski, motywując to względami bezpieczeństwa. We współczesnej publikacji na jego temat jawi się jako karierowicz i niezbyt rozgarnięty megaloman. [3]

To właśnie za czasów komendantury Koca vel. Wasilewskiego do aresztu ostrołęckiej bezpieki trafia Maria Wyszomirska. Niewiele wiadomo w jakich warunkach przebywała, czym ją straszono, szantażowano, bądź w inny sposób dręczono. Wiadomo jaki był efekt jej pobytu w zamknięciu. Jesienią 1945 Maria oraz jej córka Zofia podpisały dokument, na mocy którego zrzekły się prawa własności dworu i pozostałości majątku rolnego w Czarnowcu.

Podpisy Marii i Zofii Wyszomirskich są odręczne, natomiast zobowiązanie zostało napisane na maszynie, co każe domyślać się z dużą dozą prawdopodobieństwa, że zobowiązanie napisał funkcjonariusz, a Wyszomirskie je tylko podpisały.

Przytoczenie tego zobowiązania w oryginalnej pisowni też daje pewien obraz poziomu intelektualnego i znajomości zasad ojczystego języka u ówczesnych komunistycznych strażników porządku publicznego.

Reprodukcję zobowiązania, znajdującego się w zbiorach Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, na potrzeby tej publikacji, pozyskał Marek Karczewski.

„Ostrołęka 4.X.1945 r.

My niżej podpisane, Wyszomirska Marjia oraz moja curka Zyłowska Zofia byłe właścicielki majątku Czarnowiec gm. Rzekuń pow. Ostrołęka, kture na podstawie manifestu P.K.W.N. /o reformie rolnej/ zostaie rozparcelowany. My natomiast obieramy miejsce stałego zamieszkania w pow. Warszawskim woj. Warszawskiego.
Własnoręcznym podpisem zobowiązujemy się do nie powrotu i ścisłego zastosowania się do zobowiązania.”

Tak 4 października zakończyła się historia części Czarnowca należącej do Wyszomirskich zwanego urzędowo Czarnowcem Folwarkiem. Od tamtego czasu dwór i ziemia stały się własnością państwa, czyli niczyją. Dwór przez lata niszczał, aż w końcu, na początku 1979 roku zawalił się. Jego resztki zostały rozebrane w kolejnych dziesięciu latach. Dziś jedynym śladem po nim są stare kasztanowce przy pozostałościach ale wjazdowej i lipy tworzące charakterystyczną altanę.

W pobliżu tych lip znajduje się tablica informacyjna o przedwojennych właścicielach tego kawałka naszej wsi.
Tablica upamiętniająca Dwór Wyszomirskich zamontowana ->

[Opracowanie: Jacek Pawłowski]

Źródła:
[1] Jacek Karczewski, „Śladami Niezłomnych”, Księgarnia „Naszego Dziennika” 2018, str. 18.
[2] Jerzy Kijowski „Dzieje Ostrołęki 1944 – 2000”, Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, 2002.
[3] Jerzy Kurstak, „Stefan Koc – pierwszy szef PUBP w Ostrołęce”, w: „Głos Niezłomny” Pismo Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. nr 2/2022, str. 12




Czarnowiec w słowniku i w przewodniku

Dzieło, bez którego nie znalibyśmy szczegółowo geografii dziewiętnastowiecznych ziem polskich, udało się opublikować dzięki fortelowi wobec carskiej cenzury. Na stronie tytułowej dzieła wydanego w 1880 roku widnieją następujące słowa: „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”.

Autorzy wychodzili ze słusznego założenia, że gdy zechcą opublikować usystematyzowaną wiedzę geograficzną o Królestwie Polskim, rosyjska cenzura powie im stanowcze „niet”. Wszak i Polacy, i zaborcy mieli jeszcze świeżo w pamięci powstanie styczniowe. Ale gdy twórcy „Słownika” zaproponowali rosyjskim cenzorom, że w dziele znajdą się również „inne kraje słowiańskie”, uzyskali zgodę. „Dozwolieno cenzuroju”. Było to w grudniu 1879 roku.

Projekt graficzny strony tytułowej odzwierciedla prawdziwe intencje autorów. „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…” zapisano rzucającą się w oczy czcionką. Druga część tytułu „…i innych krajów słowiańskich” – już wyraźnie mniejszym stopniem pisma.

„Słownik” – historia jego powstawania, ludzie którzy przy nim pracowali i jego znaczenie dla polskiej historii i geografii – to temat na osobną, pasjonującą opowieść. Na przykład, wśród ok. 150 współautorów wpisów w „Słowniku” znajduje się Ludwik Krzywicki. To spod jego pióra wyszły opisy wielu miejscowości na Kurpiach.

W słowniku znajduje się oczywiście wpis o Czarnowcu, choć już nie autorstwa Krzywickiego. Z inicjałów widniejących w zakończeniu czarnowieckiej notki, można wnioskować, że jednym z jej autorów był współredaktor „Słownika” Bronisław Chlebowski – profesor literatury i encyklopedysta. Kto jeszcze – trudno z inicjałów rozczytać. Może ktoś z Czytelników pomoże. Wygląda to tak, jak poniżej.

Nota o Czarnowcu ze „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego”. Dlatego na początku jest tylko Cz., ponieważ wcześniej były wymieniane inne polskie wsie o tej samej nazwie, lecz leżące gdzie indziej.

W notce o Czarnowcu zapisano, że jest to wieś i folwark w powiecie ostrołęckim. W roku 1827 (wtedy powstała „Tabella miast, wsi i osad Królestwa Polskiego”, sporządzona po spisie ludności i domów z lat 1824-1826 – przyp. JP) było w Czarnowcu dziesięć domów i 83 mieszkańców. Z kolei w okresie powstawania informacji do „Słownika” w Czarnowcu było 14 domów i 136 mieszkańców, 1435 mórg ziemi dworskiej i 28 mórg ziemi włościańskiej. Połowę obszaru dworskiego zajmują lasy. Osad włościańskich było 20 – taka informacja znajduje się w „Słowniku”. Jak to się ma do 14 domów – nie sposób rozstrzygnąć.

„Słownik” jest dziełem typowo tekstowym. Obiekty geograficzne ułożone są w kolejności alfabetycznej. Nie zawiera map. „Uważaliśmy i uważamy dopełnienie 'Słownika’ obszernym atlasem z kilkunastu mapp złożonym a przedstawiającym te ziemie , o których dzieło wspomina. Lecz wstrzymaliśmy się z tym zamiarem przez wzgląd na znaczne koszta. 'Słownik’ z takim atlasem byłby dwa razy droższy niż jest dzisiaj i w takim razie ceną swą odstraszyłby może publiczność czytającą, to jest chybiłby swego przeznaczenia” – usprawiedliwiają się autorzy.

Musimy więc polegać na powyższym opisie tekstowym Czarnowca. To osadźmy go jeszcze w kontekście sąsiednich wsi. Na przykład takie Borawe (tuż przed 1880 rokiem) liczyło 467 mieszkańców, czyli było prawie cztery razy ludniejsze niż Czarnowiec. Dla Daniszewa dane dostępne są tylko z 1827 r. i wynika z nich, że było tam cztery domy i 71 mieszkańców. W Dzbeninie również w 1827 roku było 9 domów i 86 mieszkańców. Jak oni się tam mieścili?! W Drwęczy – 22 domy i 168 mieszkańców. W Kaczynach-Tobolicach (bo tak się wówczas nazywała wieś), w 1827 r. – 8 domów, 32 mieszkańców. A ok. 1880 r. – 182 mieszkańców. Danych o liczbie domów brak. Zapieczne w 1827 r. – 12 domów, 92 mieszkańców.

Ornament zdobiący stronę tytułową jednego z rozdziałów "Przewodnika"
Ornament zdobiący stronę tytułową jednego z rozdziałów „Przewodnika”. Tu w znacznym powiększeniu

Jest jeszcze inne wydawnictwo, w hasłowy sposób traktujące o Czarnowcu. To „Przewodnik po Królestwie Polskiem” opracowany przez Antoniego Bobińskiego i Józefa Michała Bazewicza z 1901 roku. Na stronie tytułowej znajduje się informacja, iż to „spis alfabetyczny: miast , osad, wsi, kolonii, folwarków i wszelkich miejscowości, jakąkolwiek nazwę noszących”. Zatem wg „Przewodnika” nazwę Czarnowiec nosi wieś i folwark w guberni łomżyńskiej, powiecie ostrołęckim, gminie i parafii Rzekuń. Poczta i telegraf dla Czarnowca znajdowała się wtedy w Ostrołęce. Okręg sądowy (gminny lub sądu pokoju) również w Ostrołęce. „Najbliższa stacya kolejowa” takoż w Ostrołęce. Przewodnik odnotowuje jeszcze odległości Czarnowca od miasta powiatowego, od poczty i telegrafu oraz od stacji kolejowej. Zatem z Czarnowca do poczty w mieście powiatowym Ostrołęce trzeba przemierzyć siedem wiorst (ok. 7,5 km, dość daleko, nawet jak na plac Bema, gdzie wtedy mieściła się poczta, ale należy pamiętać, że wtedy układ dróg w Ostrołęce i sąsiednich wsiach był nieco inny niż dziś), a do stacji kolejowej w Ostrołęce – dwie wiorsty.

Dodajmy jeszcze, że ówczesny powiat ostrołęcki składał się z miasta Ostrołęki (niecałe 9 tys. mieszkańców) oraz gmin: Czerwin, Dylewo, Goworowo, Myszyniec, Nakły, Nasiadki, Ostrołęka, Piski, Rzekuń, Szczawin, Troszyn, Wach.

Jacek Pawłowski

Zdjęcie główne to ornament zdobiący stronę tytułową jednego z rozdziałów „Przewodnika”. Tu w znacznym powiększeniu.

Zdjęcie strony tytułowej Słownika.
Zdjęcie strony tytułowej Przewodnika.