Kalendarium Czarnowca – wrzesień

Dnia pierwszego września, roku pamiętnego
Wróg napadł na Polskę z kraju sąsiedniego

Najwięcej się uwziął na naszą Warszawę
Warszawo kochana tyś jest miasto krwawe

Kiedyś byłaś piękna bogata wspaniała
Teraz tylko kupa gruzów pozostała

Domy popalone, szpitale zburzone
Gdzie się mają podziać ludzie poranione

Lecą bomby z nieba brak jest ludziom chleba
Nie tylko od bomby umrzeć będzie trzeba

Gdy biedna Warszawa w gruzach pozostała
To biedna Warszawa poddać się musiała

I tak się broniła całe trzy tygodnie
Jeszcze Pan Bóg pomści taką straszną zbrodnie.

Pieśń „Dnia pierwszego września” powstała w pierwszych miesiącach II Wojny Światowej. Autorką pieśni była Julia Ryczer, która napisała ją na cześć zamordowanej w bombardowaniu córki. Pieśń Dnia pierwszego września, bardzo szybko zyskała popularność zwłaszcza wśród warszawskich śpiewaków. Julia Ryczer jako autorka niewygodnej pieśni była poszukiwana przez Niemców – wydano na nią wyrok. Ogromne kary, jakie spadały na pieśniarzy, którzy odważyli się śpiewać lub intonować pieśni Dnia pierwszego września, a także inne polskie pieśni, nie odstraszały okupowanego narodu od śpiewu.

Dziś obchodzimy 86. rocznicę wybuchu II wojny światowej.

W kalendarium Czarnowca również nie mogło zabraknąć daty 1 września 1939 r.

Tak, chronologicznie przedstawiony kalendarz, istotnych dla naszej wsi wydarzeń będziemy publikować w każdym miesiącu.

Czytelników, mieszkańców i sympatyków Czarnowca zapraszam do przesyłania sugestii co do naszego kalendarium.
Jakie ważne daty powinny być w takim kalendarium zamieszczone według Państwa?

1939 rok. Niemcy w Dworze Wyszomirskich. Foto: FotoPolska.eu

Marek Karczewski, 1.09.2025 r.




Rolnik, jeniec, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys – Stanisław Gierłowski (1909-1978)

Rolnik, murarz, nauczyciel – każdy musiał odsłużyć swoje

Stanisław Gierłowski urodził się w rodzinie rolniczej. Był synem rolników – Franciszka Gierłowskiego i Marianny z Malinowskich. Rodzice Stanisława z liczną rodziną gospodarzyli na czarnowieckiej, słabo urodzajnej ziemi. Gospodarstwo Gierłowskich było jednak jednym z największych we wsi i nie tylko gospodarz, ale również sześcioro Jego dzieci, mieli sporo obowiązków w obejściu. Stanisław od najmłodszych lat musiał, tak jak i jego rodzeństwo, ciężko pracować przy dobytku i na roli…

Grodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski (przy karabinie C.K.M.).
Foto z kolekcji Marka Karczewskiego

Gdy po I wojnie światowej Polska jeszcze przez wiele lat nie mogła podnieść swojej, zniszczonej przez najeźdźców gospodarki, już trzeba było szykować się do kolejnej wojny.

Stanisława Gierłowskiego wysłano do piechoty, aby szkolił się na operatora ckm-u (ciężki karabin maszynowy) i km-u (karabin maszynowy).

Karabinowy Gierłowski 4 marca 1933 r. trafił do jednostki wojskowej w Grodnie, gdzie został dowódcą zespołu obsługującego karabin.

Wcielono go do 81. Pułku Piechoty. Od 17 września 1932 do 10 marca 1933 r. przeszedł szkolenie w szkole podoficerskiej. 20 września 1933 r. został przeniesiony do rezerwy.

8 listopada 1935 r.
dostał wezwanie na sześciotygodniowe ćwiczenia wojskowe. Otrzymał wówczas awans na stopień kaprala.

Gdy wybuchła wojna

1 września 1939 r. o 4.45 obrońcy Westerplatte musieli stawić czoła niemieckiemu pancernikowi Schleswig-Holstein. Czarnowiec tego poranka spał jeszcze spokojnie. Stanisław Gierłowski, jak się później okazało, niedługo po napaści Niemców zaczął dzielić pod jednym dachem (namiotem) wspólną miskę z bohaterskimi obrońcami Westerplatte.

Z roli, mobilizacja i do obozu

Hitler wydał wyrok na Polskę.
Stanisława Gierłowskiego zmobilizowano do 71. Pułku Piechoty już 24 sierpnia 1939 r. Młody rolnik (lat 30), który niedawno zawarł związek małżeński, musiał zostawić ciężarną żonę oraz kilkumiesięczne dziecko. Został wcielony do wojska, a wkrótce znalazł się w niewoli w Prusach Wschodnich.
Do wojska spakował jedynie niewielki tobołek z maszynką do golenia, mydłem i onucami.

71. Pułk Piechoty od 1926 r. stacjonował w Zambrowie. Stanisław właśnie tutaj trafił podczas mobilizacji. Już 1 września 1939 r. rozpoczął walki z Niemcami w okolicach Zambrowa, Nowogrodu, Ostrołęki…

Mobilizacja

24 sierpnia, we wczesnych godzinach rannych, w koszarach w Zambrowie rozpoczęto mobilizację alarmową. Zmobilizowano kompletne pododdziały 71. Pułku Piechoty oraz dywizyjne: Samodzielną Kompanię Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej nr 12 i Kolumnę Taborową nr 110. Prace przebiegały bardzo sprawnie. Już następnego dnia rano pułk osiągnął gotowość bojową (dziesięć godzin wcześniej niż zakładały plany mobilizacyjne). W niedzielę 27 sierpnia cały pułk wziął udział w mszy polowej, podczas której nastąpiło zaprzysiężenie zmobilizowanych żołnierzy. W nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczął się wymarsz 71. Pułku Piechoty do rejonu koncentracji (na zachód od Łomży). Pododdziały przeszły do pobliskich wiosek, by uniknąć ewentualnych skutków nalotów.

8 i 9 września 1939 r. 71. Pułk Piechoty, po decyzji o odwrocie, mógł przemieszczać się z Borawego przez Czarnowiec w kierunku Kleczkowa. Czy Stanisławowi pozwolono na odwiedzenie żony i córki?

Ostrołękę i Czarnowiec wojska niemieckie zajęły 9 września 1939 r.

Prawdopodobnie już 13 września 1939 r. Stanisław Gierłowski trafił do obozu jenieckiego Stalag IA w Stabławkach (Stablack).
Stanisława wraz z innymi mieszkańcami okolicy Niemcy wywieźli więc prawie 200 kilometrów od domu.

Do dziś (sierpień 2025 r.) nie dotarliśmy do dokumentów źródłowych o przebiegu walk, w których uczestniczył Stanisław. Podjęto starania o pozyskanie dokumentów z kilku źródeł. W momencie pojawienia się nowych informacji – uzupełnimy.

Czarnowiec 1942 r. Żona Janina Gierłowska z dwójką dzieci na gospodarstwie.
Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.

Na poniższym zdjęciu/mapie zaprezentowany jest szlak bojowy 71. Pułku Piechoty z Zambrowa. Widać na mapie przemieszczanie się pułku podczas kampanii wrześniowej przez Czarnowiec. Opracowanie: Jerzy Dąbrowski i córka Maria.

Foto: mokzambrow.pl – dostęp 16.07.2025 r.

Stalag IA – Stablack

Stalag IA Stablack 1939 r.
Foto: stablack.gorowoilaweckie.eu
„…Święto Bożego Ciała w niemieckim obozie jenieckim Stalag IA Stablack – 4 czerwca 1942 roku. Zdjęcie ukazujące jak w nawet najcięższych warunkach Polacy nie tracili wiary i nadziei…”
Foto z kolekcji Paweł Dyrkacz – Retrokolor
1940-1944 Stalag IA
Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org
1940-1944 Drużyna Piłkarska.
Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org

Stalag IA Stablack to niemiecki obóz jeniecki z przeznaczeniem dla podoficerów i szeregowców wojsk lądowych, utworzony  we wrześniu 1939 roku, w północnej części dawnego niemieckiego poligonu Stablack, znajdującego się w obecnych Stabławkach i Kamińsku, w gminie Górowo Iławeckie.

Był największym obozem jenieckim w Prusach Wschodnich.  Pierwsi jeńcy obozu to żołnierze Armii „Pomorze”, obrońcy Westerplatte, wśród których byli m.in. dowódcy mjr Henryk Sucharski oraz kpt. Franciszek Dąbrowski, następnie obrońcy Modlina i Warszawy.

Łącznie do końca września 1939 roku do obozu trafiło ponad 40 tysięcy osób, w tym 39 458 szeregowych, 36 oficerów i 1187 jeńców cywilnych. Następnie przez cały okres wojny do Stalagu przybyły setki tysięcy jeńców z całej Europy, w tym obrońcy Dunkierki. Po wybuchu wojny między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, w stalagu zaczęto umieszczać również jeńców rosyjskich.  Na początku, na terenie obozu nie istniały jakiekolwiek pomieszczenia mieszkalne. Teren ogrodzony był jedynie drutem kolczastym.

W Stalagu IA Stablack dla żołnierzy września 1939 roku nie przygotowano pomieszczeń mieszkalnych, toteż początkowo spali oni pod gołym niebem. Następnie sprowadzono namioty wojskowe przeznaczone do pomieszczenia jednego plutonu, ale jeńców musiało się w nich zmieścić o wiele więcej. Budowane w następnej kolejności baraki – wiaty osłaniały ludzi jedynie od góry. Za posłania służyła jeńcom sieczka lub trociny. W późniejszym czasie zaczęło przybywać namiotów. Jedyną ich zaletą było to, że posiadały drewniane podłogi, chroniące nieco od wilgoci i chłodu.

Tragiczne były warunki zaopatrzenia w żywność. Brakowało manierek, niezbędników, kociołków, opatrunków, leków itd. Jeńcy sami musieli zaopatrzyć się w jakieś naczynia do ciepłej strawy, najczęściej były to puszki po konserwach.

Do wojska powoływano zarówno kapelanów, jak i księży z rezerwy. I jedni i drudzy dostali się wraz ze swymi żołnierzami do niewoli. Mieli oni prawo odprawiać nawet codziennie nabożeństwo w różnych sektorach obozu.

Pomimo obozowych trudów rozwijało się życie kulturalne. Z zebranych książek otrzymanych w paczkach przez jeńców francuskich i belgijskich powstał zalążek biblioteki obozowej. Sporządzono też spis instrumentów muzycznych i sprzętu sportowego. Powstawały grupy teatralne.

Jeńcy organizowali życie kulturalne w baraku-kaplicy. Latem 1942 roku powstał polski zespół  wokalny, kierowany przez p. Wiśniewskiego oraz zespół teatralny. Podczas Bożego Narodzenia organizowane były skromne choinki i śpiewano kolędy, a także piosenki patriotyczne. Robiono to, mimo że kary były bardzo dotkliwe.[2]

Funkcjonowały także drużyny sportowe – piłkarskie, a od czasu do czasu rozgrywane były turnieje międzynarodowe pomiędzy Polakami, Włochami, Francuzami, Belgami i Rosjanami.

Biorąc pod uwagę zachowane dokumenty zawierające numerację grobów, można zakładać, że w Stalagu IA Stablack do końca jego funkcjonowania zmarło ok. trzech tysięcy jeńców narodowości polskiej. Przypuszczalnie liczba ta była jednak co najmniej wyższa o tysiąc… [4]

Obóz rozwiązano 25/26 stycznia 1945 r.

Rolnicy, rzemieślnicy, robotnicy – wszyscy byli potrzebni

Skan ze strony nr 8 paszportu jenieckiego Stanisława Gierłowskiego.
Z kolekcji Małgorzaty Szarwackiej.

Polscy rolnicy wywiezieni na przymusowe roboty do III Rzeszy doświadczyli tragicznych skutków w niemieckiej niewoli. Zostali poddani przymusowej pracy, wysiedleniom, a ich gospodarstwa były narażone na grabież. Sytuacja wspomnianych osób była dramatyczna i miała dalekosiężne skutki dla polskiej wsi.

Jedynym pozytywnym aspektem sytuacji, w której się znaleźli był fakt, że po wojnie większość z nich powróciła na swoje gospodarstwa – do żon i dzieci, których nie widzieli przez długie lata.

Oznaczenia „Berufsgruppe 1A” i „Berufsart 2C” pochodzą z niemieckiej klasyfikacji zawodów używanej w czasie II wojny światowej – szczególnie w dokumentach dotyczących jeńców wojennych. Były to kody wykorzystywane przez Wehrmacht i administrację obozową do określania przydatności jeńców do pracy.

1. „Berufsgruppe 1A” – Grupa zawodowa

1A oznaczała rolników, chłopów, pracowników rolnych.

To była jedna z podstawowych kategorii – osoby pochodzące ze wsi, mające doświadczenie w rolnictwie lub gospodarstwie.

2. „Berufsart 2C” – Rodzaj zawodu / specjalizacji

2C oznaczało prawdopodobnie pracownika fizycznego wykwalifikowanego w sektorze budowlanym lub pomocnika budowlanego, często z umiejętnościami ciesielskimi lub murarskimi, ale bez pełnego rzemieślniczego wykształcenia. [1]

Do dziś nie udało się nam dotrzeć do księgi osadzonych w Stalagu IA. Znajduje się ona najprawdopodobniej w którymś z niemieckich archiwów.

Z książeczki jenieckiej Stanisława Gierłowskiego wynika, że został on osadzony w Stalagu IA we wrześniu 1939 r., a 9 grudnia 1940 r. „zwolniony” do pracy na roli w pobliskich Kumkiejmach (Kumkeim), gm. Górowo Iławeckie. Zatem ponad rok spędził w niezwykle trudnych warunkach obozowych.

Czy po wysłaniu do właściciela ziemskiego o nazwisku Penno było mu lżej (jako rolnikowi), gdy pracował w gospodarstwie rolnym?

Pracownik (rolnik) nie był odgrodzony żadnym murem ani płotem. Otrzymywał zadania do wykonania, które musiał sumiennie zrealizować.

Miał tylko dwie możliwości – uciec i zginąć lub pracować, czekać na zakończenie wojny i wrócić do rodziny.
Stanisław Gierłowski wybrał ciężką pracę oraz nadzieję na powrót do Czarnowca.

Kumkeim (Kumkiejmy)

Kumkiejmy to wieś w Polsce, położona w woj. warmińsko-mazurskim (pow. bartoszycki, gm. Górowo Iławeckie). W 1939 r. był to obszar przedwojennej Rzeszy.

Z Czarnowca do Kumkiejm jest prawie 200 km, które można przejechać rowerem w około dziesięć godzin. Samochodem ten sam odcinek pokonamy w trzy godziny i 15 minut. Jak długo musielibyśmy jechać konno? Mapy Google nie podają takiej informacji.

Dziadek w niemieckiej niewoli zajmował się uprawą roli, hodowlą zwierząt, zbiorem plonów, a także innymi pracami związanymi z zaopatrzeniem w żywność dla wojska niemieckiego. Praca była wykonywana bez odpowiedniego sprzętu, w trudnych warunkach atmosferycznych, często bez dni wolnych oraz odpoczynku. Racje żywnościowe były bardzo skąpe i nie wystarczały na pokrycie potrzeb energetycznych. Prowadziło to do osłabienia i chorób. Jeńcy byli często ubrani w zużyte i nieodpowiednie do pory roku ubrania. W połączeniu z brakiem ogrzewanych pomieszczeń prowadziło to do wyziębienia i chorób.

Podczas niewoli zostało wykonane wspólne zdjęcie z właścicielem gospodarstwa. Do pozowanej fotografii pozwolono jeńcom ubrać garnitury świąteczne, aby po wysłaniu do rodzin nie było widać jenieckiej katorgi. Po twarzach robotników widać, że ich nieszczęścia, nawet w odświętnych strojach, nie dało się ukryć.

Na fotografii obok stoi Stanisław Gierłowski (trzeci od lewej), który przesłał w 1941 r. swoją podobiznę (wraz z innymi pracownikami przymusowymi oraz niemieckimi gospodarzami) z oddalonego od Kumkeim (Kumkiejm) zaledwie dwa kilometry Wokelen (Wokieli). Na rewersie zdjęcia znajduje się opis: Dla kochanej żony przesyła mąż Stach, Wokelen 22-XI-41r.

Po wojnie, gdy Polska była już „wolna”, ale wciąż pozostawała pod okupacją Związku Sowieckiego, dziadek niewiele mówił o okresie niewoli w Prusach Wschodnich. W trakcie wieczornych rozmów tylko szeptem z Panem Julianem Borkowskim (sołtysem) wymieniali się swoimi opowieściami. Gdy się spotykali babcia mówiła: … i znów się nafta w lampie wypali…

Wokelen 1941.
Foto z kolekcji Marka Karczewskiego
Wokelen 1941 – rewers

Niemiec nie zastrzelił

Nasza babcia Janina (żona Stanisława) była odważną i zdecydowaną rolniczką.

Czarnowiec od początku wojny znajdował się pod okupacją niemiecką, a granice sowieckiej Rosji ustalono na wschód, tuż za Rzekuniem.

Pewnego dnia na podwórze Gierłowskich przyjechali konno niemieccy oficerowie zarekwirować konia dla potrzeb wojska. Koń był kary (miał całkowicie czarną sierść, grzywę i ogon). Nadawał się nie tylko do pracy na roli. Niemcom się spodobał i chcieli go zabrać. Janina Gierłowska stanowczo odmówiła, stwierdzając: mąż pracuje u was, a ja z dwójką malutkich dzieci na gospodarstwie bez konia sobie nie poradzę. Gdy Niemcy nie ustępowali, Janina stanęła przed koniem i powiedziała: zastrzelcie mnie, a później weźcie konia! Wtedy odjechali…

Po wojnie był sołtysem i przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej

Po powrocie do Czarnowca w 1945 r. jako jeden z największych gospodarzy pracował nie tylko na roli. Skupił również swoją aktywność na pracy dla dobra mieszkańców wsi i gminy.

W 1955 r. jego podpis pod uchwałą Gromadzkiej Rady Narodowej położył fundamenty pod późniejsze powstanie Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, którą ostatecznie otwarto w 1960 r.

29 maja 2025 r. obchodzono w Rzekuniu hucznie jubileusz szkoły. Zapomniano o Stanisławie, który sprzedał pięć hektarów ziemi, aby później przekazać pieniądze ze sprzedaży na budowę szkoły. Pisaliśmy o tym tu ->

W 1955 roku Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Oto ona: 

Uchwała nr III (2) 55:
Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postana­wia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawie­nie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podsta­wowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, es­tetycznymi, ogrzanymi salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majów­ka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
Niżej pieczęć i podpis
[3]
Gierłowski Stanisław
Pisaliśmy o tym tu ->

W latach powojennych (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968) pełnił społeczną funkcję Sołtysa Czarnowca, którą ostatecznie przekazał na ręce młodszego sąsiada Mieczysława Rejcha.

Był zmęczony i schorowany po latach pracy w Prusach Wschodnich. Siedział często w kożuchu oraz zajadał się gorącymi ziemniakami, których brakowało w obozie Stabławki oraz w Kumkiejmach.

Stanisław Gierłowski odegrał istotną rolę w życiu publicznym Czarnowca i gminy Rzekuń po II wojnie światowej.

Pełnił kilka znaczących funkcji w bardzo trudnych politycznie czasach.

Był pierwszym przewodniczącym Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu — objął tę funkcję po reformie administracyjnej z 1950 roku, która zlikwidowała urząd wójta i wprowadziła jednolite organy władzy państwowej.

Zasiadał na stanowisku Przewodniczącego GRN w latach: 1955-1959, 1959-1964, 1964-1968.

Był Inicjatorem budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu — w 1955 roku podpisał uchwałę Gromadzkiej Rady Narodowej, która rozpoczęła starania o budowę nowego obiektu szkolnego. Jego zaangażowanie i mobilizacja lokalnej społeczności doprowadziły do wpisania inwestycji do ogólnopolskiego planu budowy tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.

Na lata 1955–1965 powierzono mu również stanowisko sekwestratora, który jako urzędnik administracyjny był odpowiedzialny za egzekwowanie podatków i opłat – pomagał mieszkańcom w rozwiązywaniu spraw podatkowych i administracyjnych.

Stanisław Gierłowski był nie tylko lokalnym liderem, ale też osobą, która realnie wpływała na rozwój infrastruktury i edukacji w regionie.

Był wyjątkowo zaangażowanym i cenionym sołtysem Czarnowca.
Był osobą szanowaną, pracowitą i oddaną swojej społeczności.


Po wielu latach w Czarnowcu na sołtysa wsi, 8 lutego 2019 r. zostaje wybrany wnuk Stanisława – Marek Karczewski. Córka Stanisława i matka Marka – Marianna mówi: 
Ty przejąłeś chyba papiery po swoim dziadku, który zawsze rzucał sprawy rodzinne, aby pomóc ludziom – oby Ci ludzie o Tobie kiedyś nie zapomnieli.

Marek Karczewski:
Nie mam wspólnego zdjęcia z dziadkiem. W pamięci pozostaje jednak wspólne jeżdżenie wozem/furmanką na pola i łąki pod Leszczynę, na Zaborze, pod Górę, na Przece, na Bagno, podczas których dziadek opowiadał:
Marulek, to było moje [wskazywał na pole], sprzedałem [tu nazwisko, którego nie pamiętam], kolejne – sprzedałem itd. …tu jest granica z tym, a tu z tamtym… Pamiętam do dziś wakacyjne przejażdżki z dziadkiem, które dla miastowego chłopaka stanowiły dużą atrakcję. Może te pola i łąki zostały sprzedane w celu pomocy w pobudowaniu szkoły w Rzekuniu? Byłem za młody, aby o cokolwiek dziadka pytać.
Dziś pozostaje tylko pamięć…

Rodzina Stanisława

Gierłowski Stanisław (25.01.1909-24.04.1978), syn Franciszka i Marianny z Malinowskich.
Gierłowscy doczekali sześciorga dzieci: Wacława, Józefa, Antoniego, Stanisława, Wincentę i Anastazję.
Stanisław ożenił się 26.01.1938 r. z Janiną Krupówną z Kamianki. Ze wspomnianego związku na świat przyszła trójka dzieci: Marianna-Regina (1939 r.), Stanisław-Teofil (1940-1995), Danuta (1946-2000).

Stanisław Gierłowski spoczywa na cmentarzu rzekuńskim (w środkowej jego części), w mogile z rodzicami, siostrą Anastazją Sakowską i synem Stanisławem-Teofilem.

Poniżej kilka wybranych fotografii Stanisława Gierłowskiego z kolekcji rodzinnych: Marianny Karczewskiej, Małgorzaty Szarwackiej, Marka Karczewskiego.

Literatura:
[1] – Kinga Szwed – komentarz na tablicy „Rzekuń gmina mniej znana (Rgmz) – 13.07.2025 r.
[2] – stablack.gorowoilaweckie.eu/ – dostęp 14.07.2025 r.
[3] – Monografia gminy Rzekuń – Jerzy Dziewirski
[4] – https://rodzinaorlowskich1 – dostęp 14.07.2025 r.
– pl.Wikipedia.org
– Paweł Dyrkacz – Retrokolor
– JanuszKamiński_pegasusarchive.org
– www.mokzambrow.pl
Zbiory własne: Marianna Karczewska, Marek Karczewski, Małgorzata Szarwacka

Konsultacje: Krzysztof Dąbkowski, Jacek Pawłowski, dr Paweł Ślaza.

W 86. rocznicę mobilizacji na wojnę.
wnuk Stanisława Gierłowskiego

Marek Karczewski
24 sierpnia 2025 r.





Wojenne losy pilota z Czarnowca

1944-Dossel(2) - Bóg się rodzi. Wigilia 1944 - kartka świąteczna. Linoryt, na dole, pośrodku, sygnatura ołówkiem A.D., w prawym dolnym rogu, ołówkiem: Dössel-Warburg 1944_onebird

Wojenne losy pilota z Czarnowca

GDY BRYTYJCZYCY ZBOMBARDOWALI OBÓZ Z POLSKIMI JEŃCAMI

1944-Dossel(7) - fb/historiajakienieznacie
1944-Dössel(7) – fb/historiajakienieznacie

To była jedna z najtragiczniejszych pomyłek w drugiej wojnie światowej.

Osiemdziesiąt lat temu nalot brytyjskiego lotnictwa zrzucił bomby na obóz jeniecki Oflag VI B Dössel (dziś to miejsce znajduje się pod Warburgiem w Nadrenii Północnej-Westfalii). Zginęło 90 (!) polskich oficerów.

Wśród zabitych lotnik z Czarnowca…

O tym wydarzeniu ciężko znaleźć informacje choćby w brytyjskim Imperial War Museum… Pamiętniki ocalałych przechowuje dziś Centralne Muzeum Jeńców Wojennych

…”Baraki zamieszkiwało po 100 oficerów, których odnaleziono bez głów, rąk lub nóg, zgniecionych, poranionych na twarzach. W sali teatralnej zgromadzono trupy zabitych, którzy leżeli pokotem cała sala trup obok trupa”.

W Oflagu Dössel jeńcy zmagali się z trudnymi warunkami – długimi apelami, zatłoczonymi barakami czy niewystarczającymi racjami żywnościowymi.

27 września 1944 w nocy zdarzyła się tragedia. Bombowce brytyjskie, mając za cel stację kolejową w Nörde, przez pomyłkę zbombardowały obóz, zabijając 90 oficerów. Łącznie w Dössel zginęło 141 jeńców.

Oflag Dössel to nie jedyne miejsce nieszczęśliwe dla wojennej historii polskich jeńców w II wojnie światowej. W 1943 roku doszło tu do jednej z największych ucieczek jeńców. Przez wydrążony w ziemi podkop zbiegło aż 47, z czego tylko 10 udało się przeżyć ucieczkę. 37 złapano i zamordowano w Buchenwaldzie, a część w siedzibie gestapo w Dortmundzie.

Rok później 27 września 1944 dochodzi do omyłkowego nalotu Brytyjczyków. O godzinie 22:00 trwała cisza nocna. Obóz tonął w ciemności, bo słońce skryło się na zachodzie już ponad trzy godziny wcześniej. I to zachodu przyszła hekatomba, która rozegrała się w ciągu zaledwie kilkunastu sekund. Baraki zamykano na noc do godziny 6 rano, obowiązywało zaciemnienie. Do dziś nie wiadomo dlaczego właśnie ten jeden aliancki bombowiec zrzucił ładunek nad obozem.

„Nie miał takich rozkazów, nie miał prawa go potraktować jako cel. Ponoć pomylił go ze stacją kolejową. W relacjach jednego z jeńców, które udostępniło mi muzeum, widnieje informacja, że przy jednym z baraków strażnik nie wygasił lampki karbidowej.”
– administrator fb/historiajakiejnieznacie

1941-Dossel(6) - Kriegsgefangenenlager Oflag VIB in Dössel_Christof Störmer_flickr
1941-Dössel(6) – Kriegsgefangenenlager Oflag VIB in Dössel_Christof Störmer_flickr

„Brytyjski samolot zrzucił tylko trzy bomby i był to wielki pech jeńców, bo jedna trafiła centralnie w przepełniony barak, dwie inne obok kolejnych. Wskutek wybuchów zniszczone zostały baraki mieszkalne 19A, 21 i 22, a kaplica i świetlica obozowa z kantyną. Eksplozje od razu zabiły 90 oficerów…
…Rannych było ponad 300… W sumie w Dössel zginęło 141 jeńców.”

– administrator fb/historiajakiejnieznacie

Rodzina Złotkowskich z Czarnowca

Na naszych łamach pisaliśmy już o tej znanej rodzinie z Czarnowca. Wiktor Złotkowski wywodził się z tego samego domu co Teodor Złotkowski, Teodor Stanisław Złotkowski, Michał Złotkowski i Ryszard Złotkowski – sołtys Czarnowca. Mieszkali na początku wsi jadąc od strony Rzekunia. Obecnie stoi tu dom o numerze 3.

Pisaliśmy tu:
Święty kamień w polu…
Świadectwo czeladnika urodzonego w Czarnowcu
Złotkowski murował, prasa nie odnotowała…
Złotkowski Ryszard

O tejże rodzinie mamy również krótką, historyczną wzmiankę z 1920 roku: „3 sierpnia – I Batalion Pułku Morskiego oraz pododdziały 108 Pułku Ułanów Wojska Polskiego starły się pod Ostrołęką z 18 Dywizją Strzelców Armii Czerwonej. Marynarzy do Ostrołęki przywiózł pociąg pancerny „Mściciel”, który też wziął udział w walkach. Maszynistą tego pociągu był Dominik Złotkowski – mieszkaniec Czarnowca.” – wpis ten znajduje się w dziale KALENDARIUM
To tylko wybrane opowieści o nieistniejącej już w Czarnowcu rodzinie.
Jednego ze Złotkowskich wykształcono na lotnika…

Wiktor Złotkowski latał wodnosamolotem CANT Z-506

CANT Z.506 Airone
CANT Z.506 Airone był trójsilnikowym wodnosamolotem produkowanym przez CANT od 1935 roku. Służył jako samolot transportowy i pocztowy. Wersja wojskowa okazała się jednym z najlepszych wodnosamolotów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Pomimo drewnianej konstrukcji był w stanie operować na bardzo wzburzonym morzu. ź: en.wikipedia.org

W notatkach o Morskim Dywizjonie Lotniczym znajdujemy taki wpis:

1 Polska Morska Eskadra Bombowa we Włoszech
30 sierpnia 1939 kpt. mar. pil. Antoni Wacięga przekazał obowiązki dowódcy II eskadry liniowej kpt. mar. obs. Marianowi Janczewskiemu i tego samego dnia wieczorem, razem z pięcioma podoficerami, wyjechał koleją do Warszawy. Następnego dnia w Kierownictwie Marynarki Wojennej otrzymał zadanie opracowania powrotnego lotu wodnosamolotem Cant z Włoch do Polski. 3 września razem kmdr. por. inż. Tadeuszem Kinelem, kpt. mar. obs. Wiktorem Złotkowskim i inż. Wędrychowskim udał się do Parczewa z zadaniem przygotowania bazy dla wodnosamolotów Cant na pobliskim jeziorze Siemień. 5 września razem z podległymi podoficerami wyleciał samolotem PLL LOT z lotniska polowego pod Warszawą do Budapesztu. Następnego dnia wyjechał koleją do Włoch. 7 września przybył do Monfalcone, gdzie zameldował się u przewodniczącego Komisji odbiorczej wodnosamolotów kpt. mar. pil. Feliksa Baczyńskiego. W tym samym miesiącu z rozkazu attaché wojskowego w Rzymie, płk dypl. Mariana Romeyki z członków Komisji odbiorczej wodnosamolotów i grupy kapitana Wacięgi została utworzona 1 Polska Morska Eskadra Bombowa. Na stanowisko dowódcy eskadry wyznaczony został kapitan Baczyński. Po 18 października eskadra przeniosła się do Grignano k. Triestu. W tym czasie z rozkazu płk. Romeyki do eskadry wcielonych zostało 16 podoficerów lotnictwa, którzy ewakuowali się z obozów na Węgrzech. W czasie pobytu w Grignano personel eskadry szkolił się oraz rozpoczął naukę języka angielskiego. 10 stycznia 1940 eskadra wyjechała przez Francję do Anglii. 14 stycznia przybyła do Londynu. 7 stycznia 1940 w Grignano w ewidencji eskadry znajdowało się 5 oficerów, 7 podoficerów marynarki oraz 16 majstrów wojskowych.
ź: pl.wikipedia.org/wiki/Morski_Dywizjon_Lotniczy

Złotkowski urodził się w Czarnowcu 23 marca

Wiktor Złotkowski urodzony w Czarnowcu 24.03.1904 r. (choć z aktu chrztu wynika, że 23 marca!)

Absolwent Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie (3 promocja) mianowany ppor.obs. (podporucznik obserwator) 15 sierpnia 1929 r. Po promocji został przydzielony do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Z braku samolotów brał udział w walkach na ziemi w obronie Helu we wrześniu 1939 r. Po kapitulacji garnizonu helskiego został wzięty do niewoli. Awansował do stopnia kapitana.

Wiktor otrzymał przydział wojskowy jako pilot lotnictwa do Lotnictwa Marynarki Wojennej.

Więziony od 1940 r. w Oflag VI B Dössel (Doessel) – niemieckim obozie jenieckim dla oficerów jeńców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obóz powstał w 1940 r., 5 km na południowy zachód od Dössel (dzisiaj część miasta Warburg).

Początkowo trafiali tam brytyjscy i francuscy oficerowie, jednak pod koniec 1942 roku zostali przeniesieni, a do oflagu sprowadzono niemal dwa i pół tysiąca polskich oficerów, w tym 200 szeregowych, między innymi z jenieckiego obozu specjalnego w Colditz, a także wydanych przez Rumunię.

Wiktor Złotkowski, pojmany przez Niemców, zginął jako jeniec w Dössel (Niemcy) – 27.09.1944 r.

Akt chrztu Wiktora Złotkowskiego - tłumaczenia Marta Wojciechowska
Akt chrztu Wiktora Złotkowskiego – tłumaczenie Marta Wojciechowska

Poniżej wybrane skany dokumentów z Dössel, z Niemieckich archiwów państwowych – spisy zabitych polskich oficerów w dniu 27 września 1944 r.

Ofiary tej tragicznej pomyłki zostały pochowane na miejscowym cmentarzu.

Obóz został oswobodzony przez armię amerykańską 1 kwietnia 1945 roku.

1945-Dossel(1) - Sygnatura: SPP_FOT_00476, Maj 1945, Dössel, Niemcy. Polscy jeńcy wojenni w Oflagu VI B Dössel, po wyzwoleniu. Fot. NN, Studium Polski Podziemnej w Londynie_fotokarta
1945-Dössel(1) – Sygnatura: SPP_FOT_00476, Maj 1945, Dössel, Niemcy. Polscy jeńcy wojenni w Oflagu VI B Dössel, po wyzwoleniu. Fot. NN, Studium Polski Podziemnej w Londynie_fotokarta

Ciekawostka z ostatniej chwili o Kseni (20.12.2024)

Cmentarz Prawosławny na Woli. Fot. Warszawa w Pigułce

O bohaterce z Czarnowca Kseni/Xseni pisaliśmy na naszych łamach wielokrotnie (Ludwika Wyszomirska).
Dziś z opowieści najstarszej mieszkanki Czarnowca, która w latach swojej młodości mieszkała naprzeciwko licznej rodziny Złotkowskich dowiadujemy się o Kseni. Nie o „Kseni” Ludwice Wyszomirskiej ale o Kseni Złotkowskiej urodzonej w Petersburgu, która wyszła za mąż za Wiktora Złotkowskiego. Ksenia (Aksynia lub Oksana) po mężu Złotkowska z domu Czuwarowska była Ukrainką – stąd to imię. Mieszkali z Wiktorem w Warszawie przy ulicy Grochowskiej.

Ksenia Złotkowska była starsza od „Kseni” Wyszomirskiej. Gdy Ludwika Wyszomirska przyjmowała swój pseudonim, z którego jest już znana jako chociażby uczestniczka Powstania Warszawskiego, to Ksenia (Aksynia) Złotkowska z Czuwarowskich była w tym momencie wdową po Wiktorze.
Czy inspiracją do przyjęcia pseudonimu przez Ludwikę Wyszomirską mogło być imię wdowy po lotniku z Czarnowca?
Możliwe, że nigdy nie rozwikłamy tej zagadki…

Ksenia Złotkowska została pochowana na Cmentarzu Prawosławnym, na Woli.
Ksenia i Wiktor byli bezdzietni.

Dziękujemy za wiadomości przekazane telefonicznie: Pani Iwonie Mieszczyńskiej (Złotkowskiej) i Panu Pawłowi Złotkowskiemu.

Poniżej zamieszczamy kilka zdjęć/skanów z 1943 r., z Obozu polskich oficerów w Dössel. Skany pochodzą ze strony Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych

ZDJĘCIA:
1945-Dössel(1) – Sygnatura: SPP_FOT_00476, Maj 1945, Dössel, Niemcy. Polscy jeńcy wojenni w Oflagu VI B Dössel, po wyzwoleniu. Fot. NN, Studium Polski Podziemnej w Londynie_fotokarta
1944-Dössel(2) – Bóg się rodzi. Wigilia 1944 – kartka świąteczna. Linoryt, na dole, pośrodku, sygnatura ołówkiem A.D., w prawym dolnym rogu, ołówkiem: Dössel-Warburg 1944_onebird
2021-Dössel(3) – Tablica pamiątkowa przy wejściu do byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickr
2021-Dössel(4) – Pomnik grobu wojennego na cmentarzu w Dössel_Christof Störmer_flickr
2021-Dössel(5) – Plan usytuowania z 1941 r. byłego obozu jenieckiego_Christof Störmer_flickr
1941-Dössel(6) – Kriegsgefangenenlager Oflag VIB in Dössel_Christof Störmer_flickr
1944-Dössel(7) – fb/historiajakienieznacie

Marek Karczewski
konsultacje: Jacek Pawłowski