Sikora – strażak z Czarnowca

8 lutego 2026 r. jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Ostrołęce opublikowała list pochwalny skierowany do swojego druha. Oto treść listu:

„W dniu 06.02.2026r. w Ośrodku Szkolenia w Pionkach Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie odbył się egzamin stanowiący zwieńczenie kursu KDR [Kierujących Działaniem Ratowniczym, tzw. Kurs Dowódców]. Do egzaminu z naszej jednostki OSP przystąpił 1-en strażak-ratownik, łącznie 31 strażaków z jednostek OSP z terenu województwa mazowieckiego zdając egzamin przed Komisją Egzaminacyjną z wynikiem pozytywnym. Głównym celem szkolenia było przygotowanie członków Ochotniczych Straży Pożarnych do kierowania działaniami ratowniczymi na poziomie interwencyjnym z umiejętnością dokonywania oceny sytuacji i podejmowania decyzji w działaniach ratowniczych.
Arek
Życzymy. Tyle samo powrotów, co wyjazdów. Niech walka z żywiołami i ratowaniem życia ludzkiego niesie za sobą zadowolenie wewnętrzne, oraz zdrowia, szczęścia oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i zawodowym. Niech podejmowane działania i służba drugiemu człowiekowi będą zawsze źródłem osobistej satysfakcji i społecznego uznania.”

Arek odpowiedział:
„Dziękuję bardzo za życzenia i za to, że mogę wspólnie z Wami podnosić kwalifikacje. Kurs dowódców to kolejny etap i mam nadzieję, że zobytą wiedzę jak najlepiej wykorzystam w działaniach. Służba w OSP to praca zespołowa i cieszę się, że mogę być częścią tak silnej ekipy.

Co skłoniło do zadania kilku pytań naszemu Mieszkańcowi?
W lokalnych mediach i mediach socjalnych napisano, że strażak Sikora Arkadiusz jest z Ostrołęki.
Pominięto jednak fakt, że Arkadiusz Sikora – strażak pochodzi i mieszka w Czarnowcu.

Śledząc już od wielu lat karty historii naszej wioski, nie mogę odgrzebać w pamięci, czy w Czarnowcu mieliśmy strażaków – przed II wojną światową, po wojnie i w czasach teraźniejszych.
Według znaków na niebie i ziemii Arkadiusz Sikora to wyjątek.
Gdybym tym wpisem popełnił błąd, to bardzo proszę o poprawienie, że jednak w Czarnowcu byli strażacy.

Ponieważ Pan Arkadiusz jest bardzo zapracowanym człowiekiem, pytania przesłałem do małżonki Anny, która przekazała informację, że jeśli mąż znajdzie chwilę czasu – odpowie.
Jak widać, przy zdyscyplinowaniu strażaka, nie trzeba było długo czekać na odpowiedzi.
Oto one:

MK – Parę dni temu odbył się egzamin stanowiący zwieńczenie kursu KDR (Kierujących Działaniem Ratowniczym), tzw. Kurs Dowódców. Na czym polegał ten kurs? O jakie działania ratownicze chodzi (na ziemi, na wodzie, w powietrzu)?

AS – Kurs KDR to szkolenie dla strażaków, które przygotowuje do przejęcia dowodzenia nad akcją ratowniczą na miejscu zdarzenia, oceny sytuacji i zagrożenia, wydawania poleceń i koordynowania działań ratowników, współpracowania z innymi służbami (np. policją, pogotowiem), odpowiadania za bezpieczeństwo ratowników i osób poszkodowanych oraz prowadzenie dokumentacji działań.

Działania ratownicze obejmują wszystkie akcje od gaszenia pożarów, wypadków drogowych, po działania na wodzie, czyli np. działania podczas powodzi, osoby tonące, wypadki na akwenach. Straż pożarna nie prowadzi typowego ratownictwa w powietrzu, ale zabezpiecza lądowiska śmigłowców i współpracuje z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym.

MK – Dlaczego tylko 31 strażaków z woj. mazowieckiego przystąpiło do takiego kursu i ostatecznie egzaminu?

AS – Aby przystąpić do kursu KDR trzeba spełnić określone warunki: odpowiedni staż i doświadczenie przez uczestnictwo w wielu akcjach, wcześniejsze szkolenia czy zarekomendowanie przez przełożonego. Trzeba też czuć się na siłach, aby w ekstremalnym stresie zachować zimną krew i wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. To, że z naszego województwa przystąpiło tyle osób, może wynikać z tego, że na każdy kurs jest ograniczona liczba miejsc oraz nie wszyscy mogą wygospodarować czas na taki intensywny kurs. Część druhów ma obowiązki prywatne lub zawodowe uniemożliwiające udział. Z naszej gminy kurs ukończył razem ze mną kolega Karol z OSP Rzekuń, którego serdecznie pozdrawiam oraz całą jednostkę OSP Ostrołęka i OSP Rzekuń.

MK – Co spowodowało, że zdecydował się Pan na taki krok, na wydaje się bardzo dużą odpowiedzialność podczas kierowania akcjami ratowniczymi?

AS – W jednostce OSP wskazane jest, aby więcej niż jedna osoba posiadała taki kurs, gdyż strażacy ochotnicy na co dzień pracują, wyjeżdżają lub chorują i nie zawsze osoba z uprawnieniami może być na akcji, a w każdym zastępie w momencie alarmu, musi znajdować się osoba uprawniona do kierowania działaniem ratowniczym. Oczywiście to duża odpowiedzialność, ale uważam, że doświadczenie zdobyte w trakcie służby oraz odpowiednie szkolenia przygotowują do tej roli. Traktuję to jako kolejny etap rozwoju i formę dalszego doskonalenia.

MK – Czy znana nam cywilom (jako beneficjentom) wielka odpowiedzialność i poświęcenie strażaków daje Wam strażakom satysfakcję niesiena pomocy innym?

AS – Tak, zdecydowanie daje nam to ogromną satysfakcję. Świadomość, że możemy realnie pomóc drugiemu człowiekowi w trudnym momencie jego życia, jest jednym z największych motywatorów w służbie. Oczywiście odpowiedzialność i ryzyko są wpisane w ten zawód, ale poczucie dobrze wykonanej pracy, uratowanego życia czy mienia rekompensuje trud i poświęcenie. Największą satysfakcję daje moment, kiedy nasze działania przynoszą efekt. Kiedy widzimy ulgę i wdzięczność w oczach poszkodowanych, zmęczenie mija natychmiast. To najpiękniejsza strona bycia strażakiem.

MK – Jakie są najtrudniejsze chwile w Waszych akcjach?

AS – Najtrudniejsze chwile w naszych akcjach to przede wszystkim te, w których zagrożone jest ludzkie życie, zwłaszcza dzieci. Bezsilność wobec żywiołu, wypadki drogowe, pożary domów, czy sytuacje, w których mimo podjętych działań nie udaje się uratować poszkodowanego, lub jego mienia – to momenty, które zostają w pamięci na długo.

MK – Czy rodzina wspiera to, że wybrał Pan taki a nie inny styl gotowości niesienia pomocy przez wiele już lat?

AS – Tak, wsparcie rodziny jest niezwykle ważne w naszej służbie. Działalność w Ochotniczej Straży Pożarnej wiąże się z dyspozycyjnością, wyjazdami o każdej porze dnia i nocy oraz dużą odpowiedzialnością. Moja żona martwi się o moje bezpieczeństwo, ale rozumie, że ktoś czeka na szybką pomoc, a mi to sprawia wiele satysfakcji. Bez zrozumienia i wsparcia najbliższych byłoby to znacznie trudniejsze.

MK – Kiedy mężczyzna podejmuje decyzję, że chce być strażakiem?

AS – Myślę, że decyzja o zostaniu strażakiem może rodzić się już w dzieciństwie, a nie raz przychodzi z czasem – gdy chce się robić coś ważnego i pomagać innym. To świadomy wybór drogi życiowej na którą człowiek decyduje się wtedy, gdy czuje, że chce robić coś więcej niż tylko pracować – chce służyć innym.

MK – Mieszka Pan w Czarnowcu, ale nasza wieś nigdy nie miała ani remizy ani strażaków OSP. Skąd pomysł zaciągnięcia się do OSP?

AS – Chęć działania nie musi być ograniczona miejscem zamieszkania. Moją inspiracją byli koledzy druhowie z OSP Ostrołęka i bliskość tej jednostki. To sprawiło, że zdecydowałem się do niej dołączyć. Dla mnie najważniejsze było to, żeby pomagać – niezależnie od tego, gdzie znajduje się jednostka. Poznałem wielu wartościowych ludzi i tworzymy teraz zgraną ekipę.

MK – Czego życzy się strażakom gdy awansują, a czego gdy są wzywani do niesienia pomocy?

AS – Gdy strażak awansuje, najczęściej życzy się mu “tylu samo powrotów, co wyjazdów”, “dalszego rozwoju i satysfakcji ze służby”.
Natomiast gdy wyjeżdża do zdarzenia, najprostsze i najważniejsze życzenie brzmi: “bądźcie ostrożni i bezpiecznego powrotu”. Bo choć jedziemy pomagać innym, nasi bliscy i koledzy zawsze czekają, żebyśmy wrócili cali i zdrowi.

MK – Ja wiem, niektórzy mieszkańcy Czarnowca również wiedzą, że oprócz służby w OSP jesteście Państwo razem z małżonką Anną właścicielami wspaniałej, atrakcyjnej firmy na letnie podróże po rzece Omulew. Czy w związku z tym myślał Pan może o prowadzeniu kursów ratowniczych na wodzie, w przypadkach gdy osoba z łódki/kajaka wypadnie do głębokiej wody? Jak sobie w takiej sytuacji radzić?

AS – Prowadząc taką działalność turystyczną, zajmującą się spływami kajakowymi po rzece Omulew, zdajemy sobie sprawę jak ważne jest bezpieczeństwo uczestników.
Nasze doświadczenie pokazuje, że prewencja jest kluczowa – odpowiednie przeszkolenie turystów, wyposażenie w kamizelki i instrukcje bezpieczeństwa znacząco zmniejszają ryzyko wypadków. Prowadzenie takiej działalności łączy się z dbałością o bezpieczeństwo na wodzie. Zawsze, w razie potrzeby, dzielę się wiedzą z zakresu pierwszej pomocy czy zachowania nad wodą.
Bezpieczeństwo naszych gości to priorytet, a przeszkolenie strażackie daje mi profesjonalne przygotowanie. Rzeka na szczęście nie jest głęboka i jak do tej pory wywrotki kajakowe kończyły się jedynie śmiechem i mokrym ubraniem. Przy okazji zachęcamy do obserwowania naszej strony na Facebooku o nazwie: Turystyka Wodna Ostrołęka.

MK – Lubi Pan chodzić do pracy, pomimo wielkiej niewiadomej, do jak poważnej akcji dziś wyjedziecie?

AS – Tak. Ta niewiadoma, to część tej służby. Zawsze, gdy zawyje syrena, daje adrenalinę i gotowość do działania, mimo że nigdy nie wiadomo, jaka akcja nas dzisiaj czeka. Każdy wyjazd jest inny – od drobnej interwencji po poważne zagrożenie życia i mienia. Ta niepewność sprawia, że nasza służba jest tak wyjątkowa i satysfakcjonująca. Najważniejsze to zachować spokój, współpracować z zespołem i podejmować decyzje tak, aby zapewnić bezpieczeństwo poszkodowanym i ratownikom. Każda akcja, niezależnie od skali, uczy nas czegoś nowego i daje poczucie, że to, co robimy, ma realny sens.

    Dziękuję serdecznie za wyczerpujące odpowiedzi.
    Pytania zadawał Marek Karczewski.

    Panie Arkadiuszu,
    życzymy Panu samych satysfakcjonujących powrotów z każdej akcji.
    Gratulujemy awansu i z niecierpliwością oczekujemy na kolejny sezon z „Turystyką Wodną Ostrołęka” – z Czarnowca. 🙂

    Zdjęcia w artykule z kolekcji Państwa Anny i Arkadiusza Sikorów.

    Marek Karczewski, 14.02.2026 r.




    Cygański wystawił słonia na aukcję

    Cygański wystawił słonia na aukcję

    Parę dni temu, gdy 25 stycznia 2026 r. w całej Polsce hucznie organizowano wielki finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na jednej z tablic fejsbukowych pojawiło się przypomnienie o licytacji słonia Pana Pawła z Czarnowca.
    Licytację ogłoszono jednak rok wcześniej, podczas 33 finału – dnia 26.01.2025 r.

    Młodzieżowa Rada Gminy Czerwin opublikowała informację, że słoń kosztuje (cena wywoławcza) 400 zł.

    Podpisano:
    ❤️Dar nr 24. Słoń narysowany przez lokalnego artystę Pana Pawła Cygańskiego. Wartość wywoławcza: 400 zł.”

    Czy i za ile ostatecznie sprzedano słonia dowiemy się na końcu.

    Nie wszyscy wiedzą, a jest nawet taka ewentualność, że mało kto z mieszkańców naszej wioski wie, że Pan Paweł Cygański stworzył już sporo wspaniałych prac.
    Osoby korzystające z mediów socjalnych mogły już prace obserwować na fejsbuku i instagramie, ale osoby wolne od tego typu uzależnień mogły prac nie widzieć.

    Dziś postanowiliśmy zaprezentować wybrane rysunki oraz zapytać artystę czy ma już swój ulubiony rysunek.

    MK – Czy przeciętny Kowalski może w prosty sposób przyswoić sobie techniki tworzenia ołówkiem?
    PC – Tak przeciętny Kowalski może sobie przyswoić techniki tworzenia ołówkiem. Każdemu zajmie to inną ilość czasu, w zależności ile poświęci na to czasu i systematycznej pracy, ale obecnie jest wiele kursów które uczą w łatwy sposób od podstaw rysunku, by osiągnąć dobry poziom w dość krótkim czasie.

    MK – Kończył Pan w tym konkretnym kierunku szkoły, kursy, studia? A może talent do tworzenia tej sztuki ujawnił się sam w najmniej oczekiwanej sytuacji?
    PC – Nie kończyłem żadnej szkoły artystycznej. Jeśli chodzi o tę sztukę skończyłem jeden kurs rysowania online, polegający na nauce rysowania ołówkiem, co do talentu niektórzy twierdzą że go mam, ja uważam że to ogrom ciężkiej systematycznej pracy.

    MK – Pamięta Pan swoją pierwszą pracę, którą pochwalił się wśród bliskich/rodziny?
    PC – Jedną z pierwszych moich prac, którą pochwaliłem się bliskim był rysunek łabędzia, który narysowałem jeszcze przed ukończonym kursem.

    MK – Czy zaprezentowane prace są tworzone na zwykłych kartkach papieru, czy może jest to specjalnie produkowany karton/brystol aby prace były jeszcze piękniejsze?
    PC – Dobór odpowiednich akcesoriów do pracy też jest istotny, ja używam obecnie bloków z firmy happy color portret o gramaturze 250g/m2, na których dobrze mi się rysuje.

    MK – Które chwile i jakie miejsca pozwalają się Panu skupić nad tworzonym rysunkiem – praca, dom, plener?
    PC – Najlepszym dla mnie miejscem jest moje zacisze domowe. Z rana gdy jestem sam i jeszcze pełen energii, panuje cisza i spokój.

    MK – Jakiego typu prace przynoszą najwięcej satysfakcji? Zwierzęta, ludzie, natura, a może wizerunki członków rodziny?
    PC – Najwięcej satysfakcji do tej pory przynosiły mi prace realistyczne zwierząt i ludzi.

    MK – Czy zabiera Pan córkom ołówki, czy to raczej One podkradają tatusiowi?
    PC – Często córki podkradają mi ołówki i inne rzeczy potrzebne mi do rysowania. Taty ołówki zawsze są lepsze 😊

    MK – W jaki sposób ostrzy się ołówki – temperówką córki?
    PC – Zdarzyło mi się ostrzyć ołówki temperówką dzieci ale najczęściej używam temperówki automatycznej by szybko mieć perfekcyjnie naostrzone ołówki.

    MK – Czy używa Pan specjalnych technik do zabezpieczania gotowych prac?
    PC – Tak używam fiksatywy w spreju, by zabezpieczyć skończone pracę przed rozmazywaniem i pyleniem grafitu dodatkowo wiążąc go z papierem.

    MK – Która z dotychczasowych prac jest dla Pana najbardziej cenna?
    PC – Najbardziej cenną pracą do tej pory był dla mnie rysunek słonia, gdyż włożyłem w jego narysowanie najwięcej czasu i pracy, a efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

    MK – W jaki sposób wspiera Pana rodzina? Czy są dumni z syna, męża i taty, czy mówią, że poświęca Pan za dużo czasu na swoją sztukę?
    PC – Zawsze mogę liczyć na wsparcie i dobre słowo od swoich najbliższych. Nie narzekają, że poświęcam za dużo czasu na swoją pasję bo na pierwszym miejscu jest moja rodzina, a reszta dalej. Dlatego obecnie bardzo mało tworzę gdyż cały mój czas poświęcam moim córkom, szczególnie 17 miesięcznej Zuzi, która wymaga dużo czasu i energii.

    MK – Czy ma pan marzenie – stworzenia rysunku marzeń?
    PC – Moim marzeniem jest odnalezienie swojego wyjątkowego stylu artystycznego i możliwość utrzymywania się z mojej twórczości.

    Nie mogę oprzeć się temu pytaniu, choć to gdzie Pan tworzy może nie mieć większego znaczenia. Jednak z drugiej strony czy komfort posiadania fajnych sąsiadów w Czarnowcu nie jest przypadkiem plusem dla Pana twórczości?

    Czy fajnie jest tworzyć w Czarnowcu? 🙂
    Dobra atmosfera miejsca, w którym tworzę jest niezbędna, więc jak najbardziej posiadanie świetnych sąsiadów i czarnowieckiej społeczności wpływa pozytywnie na moją twórczość.

    Dziękuję serdecznie za poświęcony czas na wyczerpujące odpowiedzi. Pytał Marek Karczewski.

    Galeria zdjęć, prac Pana Pawła Cygańskiego pochodzi z Jego tablicy fejsbukowej.

    A na sam koniec jeszcze ciekawostka o sportowej córce Państwa Cygańskich 🙂 – czytaj tu ->

    Pan Paweł Cygański przy barze.

    Rzeczonego słonia za kwotę sporo przekraczającą cenę wywoławczą, zakupił na aukcji WOŚP 2025 wójt gminy Czerwin Grzegorz Długokęcki.

    Marek Karczewski, 2.02.2026 r.




    Właściciel pięciu ślicznych pokojów chciał wyrąbać dojrzałe drzewa

    Z jednego z prasowych doniesień wynika, że już na początku XX wieku władze zdawały sobie sprawę, że nie można bezrefleksyjnie wycinać drzew. Że liczba drzew jest ograniczona, a zasób ten odtwarza się bardzo wolno. W przypadku Czarnowca wycinkę drzew limitowały władze zależne od Petersburga, bo państwa polskiego wtedy nie było, a Czarnowiec znajdował się wówczas w granicach Rosji.

    „Łomżyński komitet ochrony lasów na ostatnim posiedzeniu postanowił (…) odrzucić prośbę właściciela dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim na wyrąb drzew dojrzałych w tych dobrach” – czytamy w „Kurjerze Warszawskim” z 30 kwietnia 1901 roku. Właścicielem dóbr Czarnowiec  był wówczas Zygmunt Doberski.

    Carskie imperium słynęło z niezwykle rozbudowanego aparatu biurokratycznego. Gubernialne komitety ochrony lasów były w nim tzw. organem administracji specjalnej, czyli działającym w terenie, ale nie podlegającym gubernatorowi, tylko bezpośrednio  władzom w Moskwie. Komitety ochrony lasów podlegały więc bezpośrednio Ministerstwu Rolnictwa i Majątku Państwowego i miały pilnować w terenie przestrzegania ustawy o ochronie lasów (’położenije o sbierieżenii liesow’). W skład każdego z komitetów wchodzili: gubernator, wicegubernator, prezes sądu okręgowego (lub osoba przez niego wyznaczona), urzędowy zarządca nieruchomości państwa na terenie guberni, rewizor leśny oraz stały członek gubernialnego kolegium ds. włościańskich, prezes Gubernialnej  Dyrekcji Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i dwóch przedstawicieli właścicieli lasów, czasem też jeden z leśniczych.

    Ten ośmio- lub dziewięcioosobowy komitet miał w rękach niemałą władzę. To komitet ochrony lasów decydował które lasy są chronione, a które nie. Ale nawet w lasach niechronionych nie można było wycinać drzew jak komu się podoba. Wydawanie zezwoleń na wycinkę należało właśnie do komitetu. Komitet, jeśli dawał pozwolenie, to nakazywał również w określonym terminie ponownie sadzić drzewa na terenach po wyrębie. Chyba, że ktoś chciał przeznaczyć wyrąbany teren na cele inne niż las. Wtedy musiał się zwrócić o zgodę do… komitetu ochrony lasów. [1]

    Tak wyglądały kompetencje i struktura komitetów ochrony lasów. Czy komitety te dobrze chroniły dobra leśne? Tu już nie można mieć pewności. Carska administracja uchodziła za bardzo skorumpowaną. Równie dobrze mogła kierować się innymi interesami niż potrzeba ochrony przyrody.

    W gazetach z początku wieku można znaleźć też inne decyzje komitetu ochrony lasów, dotyczące Czarnowca. Na przykład rok wcześniej komitet zatwierdził „plany gospodarstw leśnych” m.in. „w majątku Czarnówiec gm. Rzekuń w pow. ostrołęckim”, o czym dowiadujemy się również z „Kurjera Warszawskiego” z 25 czerwca 1900 r.

    Na tym samym posiedzeniu łomżyński komitet ochrony lasów postanowił „uznać za pustoszący i powstrzymać wyrąb lasów na przestrzeni leśnej pod wsią Przetycz gm. Długosiodło”.

    Kto jeździ pociągami, ten wie, że koło wsi Przetycz biegnie linia kolejowa z Warszawy do Ostrołęki. Jest nawet stacja o nazwie Przetycz, choć znajduje się w Bosewie Starym.  Lasy, w których wkrótce doszło do „pustoszącego” wyrębu mogli podziwiać z okien pociągów letnicy przyjeżdżający na wypoczynek do Czarnowca. A bawiąc u Doberskiego wczasowicze mogli się cieszyć niewyciętym, nawet częściowo, lasem. Bo w 1899 roku (być może także w późniejszych Doberski wynajmował letnikom pokoje. I to nie byle jakie. Były to „śliczne” pokoje. Dowiadujemy się tego z ogłoszenia drobnego, zamieszczonego również w „Kurjerze Warszawskim” 3 maja 1899 r. Brzmiało ono: „Nowość! W dobrach Czarnowiec pod Ostrołęką do wynajęcia ślicznych 5 pokojów, weranda, kuchnia, etc., w oficynie murowanej w ogrodzie, las blizko, konie produkty na żądanie, miejscowość rzadko zdrowotna, 2 wiorsty od stacji. Wiadomość: Sadowa 4 mieszk. 7. rano”.

    Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ogłoszeniu, bo między wierszami można w nim wyczytać parę ciekawych informacji o Czarnowcu. Pokoje do wynajęcia dla letników znajdowały się w murowanej oficynie w ogrodzie, a więc nie w samym dworze. Właściciel nie dzielił więc swojego domu z letnikami. Miał dla nich osobny budynek.

    Uwagę czytelnika tego ogłoszenia na pewno zwraca nieużywana dziś konstrukcja słowna: „miejscowość rzadko zdrowotna”. Dziś, gdyby przeanalizować tę frazę dosłownie, wyszłoby że Czarnowiec rzadko jest zdrowotny, częściej zdrowotny nie jest, ale to absurd. Przytoczone wyżej trzy słowa należy rozumieć, że Czarnowiec był wtedy miejscowością zdrowotną, jak rzadko która (dziś powiedzielibyśmy: „mało która”) podobna mu miejscowość.

    Kto na temat letniska w Czarnowcu mógł udzielać informacji pod adresem Sadowa 4 m. 7 pozostaje na razie niewiadomą. Niech ciekawych nie zwiodą próby poszukiwania ulicy Sadowej na dzisiejszej mapie Warszawy. Owszem, w Warszawie jest taka ulica, ale w 1899 roku miejsce to było bardzo daleko od ówczesnej Warszawy. Śladem tamtej, wymienionej w ogłoszeniu, ulicy Sadowej idzie dziś śródmiejska niewielka uliczka Skorupki.

    Stali czytelnicy rubryki „Historia” na stronie Czarnowiec.pl pamiętają zapewne, że pokoje letnikom wynajmowali również późniejsi właściciele czarnowieckiego dworu – Wyszomirscy. Dalsze przeszukiwanie przedwojennych gazet przyniosło ten efekt, że znaleźliśmy identyczne ogłoszenie, nadane rok później – w lipcu 1936 r. 

    To jeszcze na koniec odnotujmy, że w jednej z gazet z 1917 roku (na razie rozmyślnie nie napiszemy której, ale już wkrótce to wyjawimy 🙂 ) znaleźliśmy publikację potwierdzającą to, co tuż przed Bożym Narodzeniem ub. r. zamieścił tu Marek Karczewski.  Tak, Magdalena Glinczanka z Suska dzierżawiła majątek Czarnowiec. Choć tu akurat nie zostało napisane od kogo. Wiadomo tylko, że było to w 1913 roku lub później. W artykule napisane jest tylko tyle, że jej „ojciec bierze w dzierżawę majątek Czarnowiec i oddaje go córce. Był to jedyny w powiecie  przykład kobiety, panny, gospodarującej samodzielnie, a pracowała wstając od czwartej z rana, niestrudzenie”.

    W kolejnej publikacji przybliżymy postać Magdaleny Glinczanki, która dzierżawiła Czarnowiec, a w jeszcze następnych pokażemy kolejne epizody z życia naszej wsi, odtworzone na podstawie ogłoszeń urzędowych i drobnych, zamieszczanych w gazetach.

    Jacek Pawłowski

    [1] Umocowanie prawne i kompetencje komitetu ochrony lasów podaję za pracą Artura Góraka i Krzysztofa Latawca „Rosyjska administracja specjalna w Królestwie Polskim 1839-1918”, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2015.

    PS. Na przełomie XIX i XX wieku fotografia nie była powszechną formą komunikowania. Z braku zdjęć z epoki, żeby było na czym oko zawiesić, zamieszczam stylizowane kadry z dzisiejszego spaceru po Czarnowcu 🙂






    Komu z Czarnowca prezydent RP uścisnął dłoń?

    Nie posiadamy dotychczas zapisków historycznych. Nie ma na to dowodów w postaci zdjęć czy nagrań wideo, aż do dziś. Nie wiemy zatem, czy wcześniej komuś z mieszkańców rękę uściskał prezydent kraju.

    Liliana Cygańska jest pierwszą mieszkanką Czarnowca, której dłoń uścisnął prezydent RP Karol Nawrocki.

    8 listopada 2025 r. w Kętrzynie odbyły się „Kętrzyńskie Biegi-Trójka Niepodległości”. Rywalizacja przyniosła niespodziewane emocje związane z wizytą prezydenta kraju Karola Nawrockiego. Wśród najmłodszych uczestników biegu na 100 metrów znalazła się Liliana Cygańska z Czarnowca, która wywalczyła pierwsze miejsce.
    Nie wiedzieliśmy, że będzie prezydent Nawrocki. Podobno potwierdził wizytę dopiero w piątek. Była telewizja, dużo mediów, ochrona… Z jednej strony ogromna motywacja, z drugiej lekkie przerażenie – wspomina mama.

    Dziś osobiście, młodziutkiej gwieździe biegów nie możemy zadać tak trudnych pytań, więc pytamy mamę Paulinę.

    Nie po raz pierwszy czytamy artykuły i oglądamy zdjęcia z zawodów biegowych, w których uczestniczy Wasza córka.
    Kto zaraził bieganiem Lilianę – tata czy mama?

    Smykałkę do sportów, Lili odziedziczyła po Mamie. Bo oprócz biegania jeszcze gra w tenisa i uczy się karate. Lecz to Tata zaraził córkę bieganiem, gdyż to on uprawia ten sport hobbistycznie.

    Kiedy córka pierwszy raz stanęła na starcie zawodów biegowych?
    Pierwszy raz Lili wystartowała na Miodobraniu Kurpiowskim w Myszyńcu [Wykrocie/Zawodziu] w 2025 r., więc miejmy nadzieję że ta przygoda z bieganiem dopiero się zaczyna.

    Czy rano, w dniu zawodów nie jest ciężko zerwać z łóżka taką młodziutką biegaczkę? Nie oponuje, mówiąc że jest niewyspana?
    Lili zawsze była spiochem, lecz gdy ma w danym dniu zawody jest podekscytowana i wstaję bez grymasów.

    Ktoś z rodziców – tata czy mama biega z Lilianą aby „łapała” dobrą formę na zawody? Czy w Czarnowcu jest dobry klimat, dobre zaplecze treningowe, gdzie można szlifować formę biegową?
    Dobra formę Lili zawdzięcza sobie już od najmłodszych lat. Gdy miała niespełna 2 lata uczestniczyła w zajęciach „football baby” i to właśnie one zapoczątkowały systematyczny ruch w jej życiu. Lili często razem z Tatą biega w stronę lasu, niedaleko naszego domu. Swoją trasę w lesie mają opanowana do perfekcji.

    Wracając do dnia 8 listopada, gdzie podczas bieu w Kętrzynie do dekoracji na podium przybył prezydent RP Karol Nawrocki. Czy było to wielkie zaskoczenie? Czy bardziej Liliana czy rodzice przeżywali to wydarzenie?
    8 listopada 2025 r. w Kętrzynie odbyły się „Kętrzyńskie Biegi-Trójka Niepodległości” tam Lili po raz pierwszy stanęła na najwyższym stopniu podium i to ona wtedy była dla Nas najważniejsza. W dniu zawodów dowiedzieliśmy się o obecności prezydenta RP, podobno potwierdził swoją wizytę dzień wcześniej. Więc dodatkowe emocje.

    Dnia 6 grudnia ponownie Liliana staje na najwyższym stopniu podium. Gdzie odbył się ten bieg i jaki miał charakter?
    6 grudnia 2025 r. odbył się ” 4. Charytatywny Bieg Mikołajkowy o Puchar Burmistrza Miasta Kobyłka” gdzie Lilianka zajmuje I miejsce.

    Półka z trofeami zapełnia się powoli. Które z wyróżnień, pucharów dyplomów jest obecnie najcenniejsze?
    Wszystkie zdobyte medale czy puchary mają swoje miejsce w pokoju, jak również już historię i wspomnienia, które na pewno Lili zapamięta.

    Kiedy rodzice Paweł i Paulina przyprowadzą Lilianę na zebranie KGW Czarna Owca w Czarnowcu abyśmy mogli osobiście uścisnąć Jej dłoń?
    Postaramy się któregoś dnia przyjść z Lilianką na zebranie KGW. 🙂 Ten rok córka ma dość intensywny przez zajęcia sportowe-dodatkowe. Dlatego zmieniamy się z Mężem, aby zająć się również młodszą córeczką, bo i ona potrzebuje naszej uwagi. Na pewno nadrobimy jak nam Mała troszkę podrośnie.

    Już wiemy dlaczego rodzice nie przybywają na udziały w pracach Koła – są zaabsorbowani mistrzynią biegów i jako sztab szkoleniowy dowożą zawodniczkę na podium. Czy Waszym zdaniem przydałby się choć jeden bieg w roku, w Czarnowcu – tak jak przed laty, aby rodzice i Liliana mieli start i metę pod domem?
    Inicjatywa biegów w Czarnowcu to świetny pomysł. Jest wiele osób, które uprawia ten sport, a jednocześnie możemy w ten sposób go promować jeszcze bardziej, a co za tym idzie integrowanie się lokalnej społeczności i zachęcanie to uprawiania aktywności.

    Kiedy i gdzie kolejny start naszej czarnowieckiej sprinterki?
    Na tą chwilę Lili odpoczywa i zbiera siły na następny rok, który na pewno będzie również intensywny i owocny.

    Dziękujemy mamie za poświęcony czas na odpowiedzi.
    Pytania zadawał Marek Karczewski

    Gratulujemy Lilianie oraz rodzicom znakomitych wyników sportowych.
    Życzymy jeszcze wielu, wielu wzruszeń z powodu sukcesów sportowych córki.

    Marek Karczewski, 20.12.2025 r.




    Najlepsza biegaczka z Czarnowca nagrodzona przez starostę

    Sportowcy z terenu powiatu ostrołęckiego odebrali Nagrody Okolicznościowe Starosty Ostrołęckiego za osiągnięcia w sezonie 2025.
    Uhonorowano ośmioro zawodników reprezentujących różne dyscypliny – od podnoszenia ciężarów, przez karate i biegi, po nordic walking i sport mażoretkowy.

    Uroczystość wręczenia nagród odbyła się z udziałem starosty ostrołęckiego Piotra Liżewskiego oraz pracowników starostwa. Samorządowcy pogratulowali laureatom imponujących wyników oraz życzyli im dalszych sukcesów na sportowych arenach.

    Wśród nagrodzonych znalazła się także mieszkanka Czarnowca – Ewelina Szczubełek-Rykowska.

    Wyróżnienie starosty to istotne wydarzenie, szczególnie w kontekście prawie 89-tysięcznej populacji powiatu ostrołęckiego. W tej sytuacji kluczowe jest rzetelne ocenienie osiągnięć setek sportowców z tego regionu.

    Oto kilka pytań do laureatki nagrody

    W jakim wymiarze traktujesz dzisiejsze wyróżnienie przez starostę ostrołęckiego? Wśród dziesiątków zdobytych trofeów czy ta nagroda też jest ważna?
    „To wyróżnienie ma dla mnie duże znaczenie, mimo że na przestrzeni lat zdobyłam wiele trofeów. Jest inne niż medale czy puchary, bo jest formą docenienia konkretnego startu i wygranej na 10 km podczas Kurpiowskiej Dychy, jak również systematycznej pracy i zaangażowania. Szczególnie cenne jest dla mnie to, że pochodzi od lokalnych władz. To daje motywację do dalszego rozwoju i potwierdza, że to, co robię, ma sens, bo nie ukrywam, że czasem się zastanawiam, po co mi to.”

    Otrzymałaś je za zwycięstwo w „VII Kurpiowskiej Dziesiątce” – biegu towarzyszącym „XXIX Półmaratonu Kurpiowskiego w Ostrołęce”. Łatwiej jest zwyciężać na krótszych czy dłuższych dystansach?
    „Każdy dystans ma swoją specyfikę i swoje trudności, dlatego nie powiedziałabym, że któryś jest wyraźnie łatwiejszy. Krótsze biegi wymagają dużej dynamiki, szybkości i koncentracji od pierwszych metrów, bo nie ma miejsca na błędy. Z kolei dłuższe dystanse to przede wszystkim wytrzymałość i umiejętne rozłożenie sił. Osobiście dobrze czuję się na dłuższych, mój ulubiony dystans to półmaraton, ale treningi do nich są bardziej czasochłonne, nie zawsze jestem w stanie temu sprostać.”

    Jak godzisz pracę zawodową z rodziną i napiętym grafikiem biegowym? Ile razy w tygodniu wychodzisz na treningi?
    „Nauczyłam się, że kurz może poleżeć, a przechodząc obok kosza na pranie zamykam oczy. Najczęściej trenuję 5–6 razy w tygodniu, więc biegam, gdy inni jeszcze śpią albo już odpoczywają. Na szczęście bliscy wiedzą, że jak nie pobiegam, to jestem trudniejsza do zniesienia, więc wszyscy mamy w tym wspólny interes.”

    Czy jesteś dumna, że podczas rejestracji na zawody w rubryce „miasto” podajesz „Czarnowiec”. Czy to nie za mała wioska? A może wpisujesz „Ostrołęka”, bo nazwy wioski nie wypada?
    „Jestem z tego bardzo dumna i zawsze wpisuję „Czarnowiec”. Jeśli ktoś kojarzy Czarnowiec dzięki moim startom, to tylko powód do radości.”

    Wiem, że razem z małżonkiem Przemysławem jesteście również Członkami KGW Czarna Owca w Czarnowcu. Czy łączenie tylu obowiązków nie obciąża waszego prywatnego czasu?
    „Raczej skutecznie wypełnia każdą wolną chwilę, ale chyba właśnie tak lubimy. Kanapa w naszym domu pełni funkcję dekoracyjną. Grafik wypełniony jest treningami, pracą, zajęciami dodatkowymi dzieci, prowadzeniem klubu sportowego LKS Kurpie oraz udzielaniem się w lokalnej społeczności, ale to jest zawsze połączenie przyjemnego z pożytecznym. Ostatnio na spotkania z KGW Czarna Owca nie straszyło nam czasu, ale obiecujemy nadrobić, bo lubimy na nie przychodzić.”

    Muszę wspomnieć również o wieloletnim wspieraniu wydarzeń czarnowieckich przez rodzinę Rykowskich. Dlaczego twierdzicie, że warto wspierać lokalne inicjatywy?
    „To one integrują ludzi, budują więzi. Wspierając wydarzenia w Czarnowcu, inwestujemy nie tylko w konkretne przedsięwzięcia, ale przede wszystkim w ludzi i relacje. Jeśli każdy dołoży, choć małą cegiełkę, to powstaje coś naprawdę wartościowego, z czego później wszyscy możemy być dumni.”

    Na koniec muszę zapytać o kolejną edycję biegu, którego jesteś Organizatorką wespół z Teamem LKS Kurpie. Jakimi nowościami obdarzycie w tym roku biegaczy podczas 6. Zimowego Ultramaratonu Kurpiowskiego i kiedy ma się odbyć to popularne w ostatnich latach wydarzenie?
    „Pracujemy nad tym, żeby każda edycja była trochę inna, w zeszłym roku zmieniliśmy trasę, która spodobała się biegaczom, więc zostaje z nami również w tej edycji. Będą drobne zmiany w oznakowaniu trasy i nowe elementy w pakietach startowych i jak zawsze, kurpiowski klimat oraz świetna atmosfera na mecie. Zimowy Ultramaraton Kurpiowski to nie tylko rywalizacja, ale też przygoda i spotkanie ludzi, którzy kochają bieganie bez względu na warunki. Ruszyły już zapisy do 6. edycji, która odbędzie się 1.02.2026 r. szczegóły organizacyjne można znaleźć na naszym Facebooku. REGULAMIN I ZAPISY Mogę zdradzić jedno, warto wziąć udział w naszym wydarzeniu 😊”

    Pytania zadawał Marek Karczewski

    Dziękujemy za poświęcony — cenny czas na wyczerpujące odpowiedzi.
    Życzymy Ewelinie dalszych sukcesów w biegowej karierze.

    Półmaraton i Dziesiątka 14 września 2025 r. – „dziesiątkę” zwycięża Ewelina Szczubełek-Rykowska

    Przy okazji nagrody dla Pani Eweliny za zwycięstwo w tegorocznym biegu kieruję wszystkich czytelników do artykułu, w którym opisałem to wydarzenie. Można tam przeczytać krótką relację o historii tego biegu ->

    Cieszy mnie, że mogłem osobiście wspierać dopingiem na trasie.

    I jeszcze kilka zdjęć z dnia zwycięstwa.

    Marek Karczewski, 13.12.2025 r.




    Taka historia z Wyszomirskimi? Na śmietnik!

    „Notatnik czarnowiecki” Nr 3

    „Każde zdjęcie ma swoją historię, niektóre historie mają swoje zdjęcia.”

    W środę 26 listopada 2025 r. otrzymałem pismo od włodarza gminy Rzekuń o usunięcie historii z historii Czarnowca. 𝓒𝔃𝓪𝓻𝓷𝓸𝔀𝓲𝓮𝓬.𝓹𝓵

    To w skrócie.

    Gdy w kwietniu, maju 2023 r. na okoliczność organizacji wielkiego jubileuszu – 610-lecia istnienia Czarnowca, w zespole organizacyjnym postanowiliśmy upamiętnić naszą wioskę namiastką faktów historycznych zawartą w obrazach – wszyscy okazali się przychylni.
    W zespole: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Krzysztof Chojnowski, postanowiliśmy z kilkunastu zdjęć wybrać te, na które nas stać.
    Pozyskaliśmy sponsorów i Krzysztof Chojnowski zamówił wykonanie zdjęć wielkogabarytowych.

    3 czerwca 2023 r. podczas uroczystości Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca opowiadał o historii powstania tychże oraz o historiach bohaterów zdjęć.
    Można o tym przeczytać tu ->
    Wideo ->
    Po uroczystościach 3 i 4 czerwca 2023 r. (za decyzją wszystkich organizatorów) zdjęcia zawisły na ogrodzeniu obiektu świetlicy wiejskiej.
    O uroczystości 610-lecia Czarnowca można poczytać tu ->

    Wieszałem te zdjęcia z dwoma chłopcami, którzy zatrzymali się na przystanku, oczekując na autobus do Ostrołęki.
    Chłopcy zmęczeni jazdą na hulajnogach po PumpTrack Rzekuń nie odmówili pomocy, aby przytrzymać sporych rozmiarów obrazy przy montażu na płotach.

    Wiecie co powiedzieli Ci ok. 13-letni chłopcy?

    „…ale to fajne co pan robi, można się wiele dowiedzieć z takich zdjęć historycznych. Jak będziemy teraz przejeżdżać to się zatrzymamy i poczytamy…”

    Tak było.

    Młodzi chłopcy widocznie niedoświadczeni i mówili rzeczy od rzeczy… Krótki materiał z tych dni ->

    Dorośli, i to obecni mieszkańcy Czarnowca mają w tej kwestii odmienne zdanie (na szczęście nie wszyscy)!

    Jedna z pań mieszkanek, która przyszła tu mieszkać do męża rozpowiadała w autobusie MZK relacji Rzekuń – Ostrołęka takie bezeceństwa, że aż ludzie donieśli co mówiła. Musiała się z tym nie kryć i powtarzać to w różnych miejscach oraz różnych godzinach kursowania miejskiego autobusu wielokrotnie, bo dotarły do mnie informacje od dwóch osób o jej oburzeniu.

    „… Karczewski powywieszał te głupoty na płocie…”

    Co miała na myśli mieszkanka niepochodząca z Czarnowca?
    Wyszomirską Ludwikę, która walczyła w Powstaniu Warszawskim?
    Wyszomirskiego Jana, którego zamordowali komuniści, bo pisał gazetki po polsku?
    Wyszomirskiego Zygmunta, którego ruskie zastrzelili w Katyniu?
    Sakowskiego Stefana, który zginął na polu bitwy pod Nysą Łużycką?
    Rodzinę Cudnych, którą wybiła banda?
    … kogo?

    Później, za jakiś czas wszystkie zdjęcia zostały uszkodzone!

    Zdjęciami targały wichury i ulewy, zdjęcia były zrywane, ale Pan Jacek Pawłowski zawsze je ratował…

    Dziś kończy się krótka historia starej historii Czarnowca.

    Należy bohaterów zdjąć, bo?

    No właśnie, kto z zawiści i zazdrości (tylko o co?) zawnioskował o wyrzucenie naszych czarnowieckich bohaterów na śmietnik?
    Sołtys?
    Radna?
    Komu przeszkadzały sylwetki Ludwiki Wyszomirskiej, Jana Wyszomirskiego, Zygmunta Wyszomirskiego, Stefana Sakowskiego, Cudnych
    Przecież ci ludzie walczyli za Polskę i wolność naszą, a nawet za wolność obecnie obsadzonych przez wójta sołtysa i radnej!

    Jak można stosować zawiść do Karczewskiego poprzez usuwanie bohaterów Czarnowca?

    Wyobrażacie sobie Państwo, że którykolwiek prezydent Ostrołęki zdemontuje pomnik gen. Bema, bo pobudowali go za kadencji innego?

    Jest tylko nadzieja, że sama historia oceni skrzywianie historii przez obecnych przedstawicieli wójta.

    Sponsorami zdjęć byli:
    1. Krzysztof Chojnowski – Czarnowiec
    2. Filip Wilczynski – Czarnowiec
    3. Przemysław Rykowski – Czarnowiec
    4. Marek Karczewski – Czarnowiec.

    Czy można wierzyć obecnej ekipie rządzących w gminie oraz w Czarnowcu, w choć jedno zdanie, które w swojej treści ma wpisane, że „projekt jest realizowany w dobrej wierze”?

    Ja w to już nie wierzę.

    Nie wierzę również, że kiedykolwiek (za tej ekipy) wrócą one na płot! Na płot przy świetlicy.

    Wykonując kilka zdjęć z demontażu pomyślałem, że warto, aby ta historia miała swoje zdjęcie.

    Pozdrawiam.
    Marek Karczewski z Czarnowca, 26.11.2025 r.




    Wspominamy Mieszkańców Czarnowca

    Wspominamy Mieszkańców Czarnowca.

    1. listopada 2025 r., w DNIU WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, prezentujemy kilka wybranych płyt nagrobnych naszych bliskich, Mieszkańców Czarnowca. Zdjęcia wykonano w październiku 2025 r. na cmentarzach parafialnych w Rzekuniu i Ostrołęce.

    PAMIĘTAMY!

    „Umarłych wieczność trwa dotąd, dokąd pamięcią im się płaci.
    Chwiejna waluta. Nie ma dnia, by ktoś wieczności swojej nie stracił.”

    Wisława Szymborska

    Chcesz, aby nagrobek Twojego bliskiego pojawił się w naszej galerii, na „Tablicy Pamięci”?
    Prześlij zdjęcie.
    Marek Karczewski, 533613913
    wiesczarnowiec@gmail.com



    Pomoc nieocenionej Marty Wojciechowskiej z Myszyńca

    To jednak odległy czas, to jednak dla wielu z nas historia już zapomniana, ale gdy ktoś z Państwa zajrzy do poniższego indeksu przypomni sobie swoich przodków.

    Dziś prezentujemy, przygotowaną przez Panią Martę listę osób zmarłych w Czarnowcu, w latach 1885-1934. Jak pamiętamy z opisów historycznych cmentarz parafialny naprzeciwko kościoła, w tym miejscu, gdzie obecnie (2025 r.) pozostała wyłącznie betonowa kapliczna był czynny w latach 1413-1851. Jego obszar to obecny trawnik po lewej stronie i parking asfaltowy po prawej.
    W 1851 roku wmurowano kamień węgielny (jest widoczny przy głównym wejściu, po prawej stronie muru) pod nową nekropolię, gdzie obecnie odwiedzamy zmarłych.
    Nie mamy pewności, gdzie zostali pogrzebani niektórzy przodkowie (z poniższego indeksu). Czy był to cmentarz stary czy nowy. Zapewne w przypadku opieki nad starymi mogiłami wielu zmarłych grzebano jeszcze długo na „starym cmentarzu”. Kości po Nich pozostały w tej ziemi.

    Pani Marta Wojciechowska indeksuje już kilka lat zbiór akt parafialnych z wielu parafii. Zapraszamy na stronę geneteka.pl
    Dziękujemy serdecznie za poświęcony czas na rzecz wioski Czarnowiec.

    Poniżej alfabetyczna tabela utworzona przez Panią Martę Wojciechowską.

    # ROK
    ŚMIERCI
    AKT IMIĘ DRUGIE
    IMIĘ
    NAZWISKO INNE NAZWISKO IMIĘ OJCA IMIĘ MATKI NAZWISKO
    PANIEŃSKIE MATKI
    UWAGI
    1 1899 173 Franciszek Andrzej Franciszek Franciszka Bonus l.1 i m.3, ur. Gury
    2 1927 1 Edmund Auguściński Władysław Marianna Kowalczyk l.1
    3 1930 18 Władysław Auguściński Rozalia Auguścińska l.33, ur. Łęka, par. Pustelnik, pow. Mińsk Mazowiecki, żona Marianna Kowalczyk
    4 1907 26 Jadwiga Baranowska Stanisław Rozalia Lis l.4, ur. Łomża
    5 1922 72 Magdalena Bardzikowska Waleria Bardzikowska l.1 i m.6
    6 1922 95 Józef Borkowski Andrzej Tekla Oknińska l.50, żona Pelagia Głuchowska
    7 1924 118 Ryszard Borkowski Józef Bolesława Napiórkowska d. 6
    8 1928 23 Tadeusz Borkowski Julian Bolesława Napiorkowska Napiórkowska m.7
    9 1925 97 Antonina Buczyńska Adam l.83, wdowa
    10 1897 34 Teofil Budziszewski Józef Franciszka Swider Świder t.7, ur. Borawe
    11 1914 121 Julianna Chludzińska Tercyak Tomasz Marianna Wiewiórka domo Tercyak, l.52, ur. Rzekuń, mąż Franciszek
    12 1888 77 Marcel Chludziński Paulin Marianna Złotkowska t.11
    13 1905 151 Paulin Chludziński Lis Jan Balbina Kowalska l.67, ur. Chludnie- Włodki, par. Mały Płock, żona Marianna ze Złotkowskich
    14 1926 8 Bogdan Paweł Chrząstowski Jan Leonia Dorosz l.2
    15 1924 123 Feliks Józef Cudny Wacław Józefa Nadrowska d.9
    16 1889 125 Karol Czerniejewski Władysław Helena Sempławska l.22, właściciel majątku Dzbenin, ur. Dzbenin
    17 1912 45 Heronim Czuprych Franciszka Świderska m.2, syn wdowy
    18 1891 58 Marianna Dąbrowska Stanisław Joanna Zysk Zyśk t. 1,5
    19 1895 111 Józefa Dąbrowska Stanisław Joanna Zysk Zyśk l.1,5
    20 1899 46 Ewa Dąbrowska Dąmbrowska l.38, ur. Rzekuń, mąż Franciszek
    21 1900 107 Czesława Dąbrowska Stanisław Joanna Zyśk l.2
    22 1901 169 Władysława Dąbrowska Stanisław Joanna Zyśk m.13
    23 1902 6 Stanisława Dąbrowska Stanisław Joanna Zyśk l.10
    24 1902 82 Marianna Dąbrowska Franciszek Julianna Mikołajczyk m.6
    25 1909 18 Konstancja Dąbrowska Franciszek Julianna Mikołajczyk l.5
    26 1917 53 Wincenta Dąbrowska Stanisław Joanna Zysk Zyśk l.15
    27 1897 71 Józef Dąbrowski Jan Elżbieta Kamińska d.2
    28 1902 164 Paweł Dąbrowski Jan Laskowska l.84
    29 1919 117 Stanisław Dąbrowski Paweł Marianna Janicka l.54, żona Julianna Zyśk
    30 1891 91 Jan Doliński Roman Zofia Racka m.9, ur. Ponikiew
    31 1888 70 Marianna Dombrowska Dąbrowska Franciszek Ewa Wszędyrówna l.1
    32 1891 104 Marianna Dombrowska Dąbrowska Janicka Józef Magdalena domo Janicka, l.70, ur. Grondy, mąż Paweł
    33 1892 95 Teofil Dombrowski Dąbrowski Franciszek Ewa Wszędyrówna l.7
    34 1890 124 Antoni Drobnica Stanisław Konstancja Słowikowska l.2
    35 1893 29 Jan Drobnica Michał Franciszka Kurek l.73, żona Rozalia z Rupińskich
    36 1893 104 Franciszek Drobnica Stanisław Konstancja Słowikowska l.2
    37 1897 129 Aleksander Drobnica Stanisław Konstancja Słowikowska l.4
    38 1901 85 Józef Drobnica Stanisław Konstancja Słowikowska l.6
    39 1902 187 Rozalia Drobnica l.82, wdowa po Janie
    40 1890 143 Balbina Dylewska l.60
    41 1886 26 Stanisław Dyspolski Jakub Józefa Repka m.3
    42 1901 161 Waleria Galak Ludwik Rozalia Galak l.5
    43 1907 78 Jadwiga Gałkowska Stanisław Katarzyna Wieczorek m.6
    44 1906 29 Adam Gałkowski Stanisław Katarzyna Wieczorek m.6
    45 1891 82 Marianna Gerłowska Franciszek Marianna Malinowska d.10
    46 1890 161 Feliks Gerłowski Franciszek Marianna Malinowska l.1,5
    47 1902 78 Gerłowski Franciszek Marianna Malinowska martwo urodzony, płci męskiej
    48 1886 106 Józefa Gerwatowska Gierwatowska Jan Barbara Pawlak l. 1,5
    49 1888 7 Marianna Gerwatowska Gierwatowska Jan Barbara Podolak m.9
    50 1922 115 Teofila Gierłowska l.80, wdowa
    51 1918 33 Jan Gierłowski Adam l.80, żona Teofila Pietrzak
    52 1929 102 Franciszek Gierłowski Jan Teofila Pietrzak l.62, ur. Nowa Wieś, żona Marianna Malinowska
    53 1891 47 Feliks Gierwatowski Piotr Marianna l.28, ur. Sieluń
    54 1891 98 Roman Gierwatowski Jan Barbara Podolak l.1
    55 1897 5 Andrzej Głażewski Jan Tekla l.60, ur. Dobki, żona Paulina z Podbielskich
    56 1920 54 Jan Górski l.54, żona Helena Wasielewska
    57 1887 32 Ewa Grala Sadłowska Jan domo Sadłowska, l.50, ur. Dylewo, mąż Jakub
    58 1887 10 Władysław Grodziński Antoni Balbina Traczewska l.3
    59 1892 79 Emilia Grudzińska Antoni Balbina Kraszewska l.1., ur. Kaczyny Tobolice
    60 1910 157 Mateusz Gwara Jakub Jadwiga l.83, ur. Miastkowo, żona Franciszka z Wielochowskich
    61 1892 80 Józefa Idczak Franciszek Anna l.2,5
    62 1896 96 Władysława Idczak Franciszek Anna Kerejś? m.9
    63 1906 25 Władysława Jankowska Marianna Jankowska m.8
    64 1913 26 Czesław Jezierski Antoni Józefa Kośnik m.10
    65 1915 9 Konstanty Jezierski Józef Anna Adamczyk l.54, ur. Zabiele, żona Marianna z Wasielewskich
    66 1918 18 Józef Kacprzak Jan l.58, żona Małgorzata Kowalska
    67 1898 45 Regina Karpowicz Pietrusiewicz Jan Katarzyna Witkowska domo Petrusiewicz, l.80, ur. Jegliwik, wdowa
    68 1911 93 Rozalia Kępista Kempista Grabowska domo Grabowska, l.64, ur. Brewki, par. Zaręby, wdowa
    69 1895 55 Franciszek Kligul Józef Anna l.24, ur. Włajleris, pow. zwiński
    70 1891 84 Józef Kornacki Adam Rozalia Pliszka d.5
    71 1901 162 Waleria Korzeniecka Jan Rozalia Jaskulska l.1, ur. Daniszewo
    72 1922 53 Stanisław Kowalczyk Szymon Emilia Mazewska l.7
    73 1931 79 Katarzyna Kowalczyk Lendo domo Lendo, l. 90
    74 1907 107 Kazimierz Kowalewski Józef Franciszka Kwiatkowska l.4, ur. Janochy
    75 1885 126 Franciszek Kozłowska Franciszek Bregida Madeja t.3
    76 1889 170 Anna Kozłowska Łapińska Bazyli Wozniak Woźniak domo Łapińska, l.70, r. Kosewo, wdowa
    77 1887 139 Franciszek Kozłowski Franciszek Bregida Madeja m.9
    78 1889 14 Franciszek Kozłowski Jan Eleonora Lewicka t.9
    79 1932 124 Józef Kozłowski Aleksander Józefa Rudnik d. 25
    80 1892 62 Leopold Krejmer Marianna Krejmer l.30, syn Marianny Krejmer wdowy, żona Aleksandra Piekut, zam. Piekuty, pow. grodziski
    81 1918 9 Emilia Kuśmierczyk Jan Franciszka Maruszewska l.8
    82 1911 82 Czesława Kuzia Bronisław Julianna Markowska t.3
    83 1922 110 Zofia Legacka Tomasz Rozalia Piotrowska l.1 i m.2
    84 1924 8 Celina Legacka Tomasz Rozalia Piotrowska m.3
    85 1892 17 Marcin Lenkiewicz Franciszek Zofia Wiśniewska l.80, ur. Szwendrowy Most, żona Ewa Pupińska
    86 1891 143 Józefa Lewicka Adam Ewa Stefańska l.2
    87 1897 53 Anna Lewicka Antoni Anna Stefańska d.9
    88 1900 104 Zuzanna Lewicka Antoni Ewa Stefańska d.1
    89 1900 111 Ewa Lewicka Stefańska Andrzej Marianna Ramusiewicz domo Stefańska, l.37, ur. Przytuły, mąż Antoni
    90 1908 125 Katarzyna Lewicka l.85, ur. Pomian, wdowa po Szczepanie
    91 1885 3 Szczepan Lewicki Kazimierz Agnieszka l.57, ur. Rozwory
    92 1889 122 Aleksander Lewicki Antoni Ewa Stefańska l.10
    93 1891 49 Czesław Antoni Lewicki Antoni Ewa Stefańska l.4
    94 1898 252 Władysław Lewicki Antoni Ewa Stefańska l.5
    95 1913 52 Antoni Lewicki Szczepan Katarzyna l.59, wdowiec
    96 1889 16 Marianna Lis Żukowska Mateusz domo Żukowska, l.50, ur. Zabiele, mąż Tomasz
    97 1891 100 Jan Lis Tomasz Marianna Umińska l.1
    98 1902 43 Czesław Lis Tomasz Marianna Umińska l.3
    99 1907 5 Tomasz Lis Paweł Marianna l.74, ur. Przytuły, żona Marianna z Umińskich
    100 1920 9 Marianna Lis Umińska Jan Katarzyna Kwiatkowska domo Umińska, l.60, wdowa
    101 1927 116 Marianna Łuba Stanisław Bronisława Pawłowska t.3
    102 1885 105 Waleria Malinowska Tomasz Franciszka Białousz m.9
    103 1904 188 Franciszka Malinowska Białous Franciszek Józefa Rutkowska domo Białous, l.57, ur. Brańszczyk, wdowa po Tomaszu
    104 1888 37 Tomasz Malinowski Rafał l.42, ur. Nogawki, żona Franciszka z Białouszów
    105 1919 47 Adam Markowski l.86, wdowiec
    106 1894 135 Janina Michniewicz Maurycy Antonina Czerniejewska m.2, ur. Warszawa
    107 1885 8 Stanisława Miednicka Jóżef Anna Swid? l.5, ur. Rydzewo
    108 1909 42 Franciszka Mierzejewska Jarka Antoni Tekla Pieloch domo Jarka, l.70, ur. Borawe, wdowa po Janie
    109 1900 159 Antoni Mierzejewski l.71, ur. Stepna – Michałki, wdowiec po Karolinie z Klimaszewskich
    110 1891 50 Stefania Monikowska Józef Franciszka Szczapa m.9
    111 1887 140 Konstanty Mscichowski Mścichowski Walenty Anna Gołembiewska, Gołębiewska l.29, kawaler, ur. Dzbenin
    112 1892 102 Leon Mscichowski Mścichowski Aleksander Eleonora Wołosz l.1
    113 1901 149 Natalia Mścichowska Aleksander Eleonora Wołosz l.8
    114 1886 100 Czesław Mścichowski Aleksander Eleonora Wołosz l.2
    115 1901 143 Gabriel Dionizy Mścichowski Aleksander Eleonora Wołosz l.12
    116 1921 78 Czesław Nadrowski Józef Bronisława Lewicka l.10
    117 1931 56 Mieczysław Nadrowski Józef Wincenta Lewicka d.1
    118 1933 62 Józef Nadrowski Roch Anna Bosek? l.65, ur. Brudki par. Wąsewo, żona Wincenta z Lewickich
    119 1891 133 Julianna Neumann Trzećkowska Paweł Franciszka domo Trzećkowska, l.76, ur. Łany, powiat włocławski, gub. Warszawska
    120 1888 56 Franciszek Niziołek Adam Rozalia Archacka m.6
    121 1899 87 Konstanty Obrycki l.47, ur. Księżopole, żona Anna z Dąbrowskich
    122 1918 26 Bronisława Pałubińska Jan Tekla Pietrzak l.30, wdowa
    123 1913 6 Franciszek Pałubiński Jan Rozalia Ropek l.38, ur. Czernie par. Wąsewo, żona Bronisława z Gierłowskich
    124 1928 26 Janina Paśk Rozalia Paśk m.3
    125 1894 58 Jan Pawelczyk Konstanty Waleria Szczyglewska l.5, ur. Nowa Wieś
    126 1894 76 Stanisław Pawelczyk Konstanty Waleria Szczyglewska l.1, ur. Grodzisk
    127 1921 96 Franciszek Pawelczyk Wawrzyniec Józefa Minota l.63, żona Teofila
    128 1921 104 Mieczysław Pawelczyk Jan Anna Piątkowska m.8
    129 1931 100 Bolesław Pawelczyk Jan Anna Piątkowska l.18, ur. Susk, zm. w szpitalu w Ostrołęce
    130 1900 6 Aleksander Pionkowski Aleksander Wiktoria Grzejka m.5, ur. Glinki
    131 1920 112 Franciszek Piotrowski l.77, wdowiec
    132 1920 153 Teofila Rakowska Gwara Adam domo Gwara, l.50, mąż Albin
    133 1915 157 Stanisław Ratowski Symforian Józefa Tyszka l.17, ur. Wąsewo
    134 1931 108 Józefa Roguska Jusińska domo Jusińska, l.66, ur. Jasienica par. Klembów, mąż Stanisław
    135 1894 74 Bolesław Sadowski Józef Eleonora Żajkowska Zajkowska m.9, ur. Rzekuń
    136 1915 189 Julian Saganski Sagański Piotr Marianna Bucelska m.9, ur. Karwac, pow. Przasnysz
    137 1919 181 Wincenta Sakowska Gierłowska Franciszek Marianna Malinowska domo Gierłowska, l.23, mąż Bolesław
    138 1920 55 Wanda Henryka Sakowska Bolesław Wincenta Gierłowska m.6
    139 1909 10 Stanisław Samsel Ignacy Wiktoria Zadroga m.8, ur. Nożewo, par. Ostrołęka
    140 1924 69 Józef Stanisław Samsel Szczepan Kazimiera Lis l.1 i m.4
    141 1931 114 Marianna Siekierska Stefan Zofia Kowalczyk t.4
    142 1934 109 Ryszard Siekierski Stefan Zofia Kowalczyk m.6
    143 1932 120 Władysław Siemiński Bronisława Siemińska t.3
    144 1923 36 Julianna Skuziak Markowska Adam Józefa Ceglińska l.43, domo Markowska
    145 1899 185 Weronika Słowikowska Skalska domo Skalska, l.85, wdowa po Józefie
    146 1928 109 Janina Smolińska Aleksander Waleria Żerańska 3 minuty
    147 1932 99 Marian Smoliński Aleksander Waleria Żerańska m.9
    148 1915 7 Andrzej Smurlik Walenty Józefa l.78, ur. Krasne, żona Agnieszka z Krawczyków
    149 1915 161 Władysław Sokołowski Ludwik Anna Darmochwał l.10, ur. Nowa Wieś, zm. 7.08.1915 r.
    150 1926 54 Stanisław Sowa Jan Emilia Morek d.3
    151 1889 129 Adelajda Spiewak Śpiewak Marianna Spiewak Śpiewak d.1
    152 1891 132 Stanisława Spiewak Śpiewak Adolf Helena Gierwatowska l.2
    153 1887 18 Marianna Stefańska Ramusiewicz Szczepan Konstancja domo Ramusiewicz, l.59., ur. Ołdaki, wdowa
    154 1892 136 Anna Stefańska Feliks Ludwika Kowalska l.1
    155 1892 169 Stefania Stefańska Feliks Ludwika Kowalska l.4
    156 1899 64 Ludwika Stefańska Franciszek Marianna Myślak l.38, wdowa
    157 1892 118 Feliks Stefański Andrzej Marianna Ramusiewicz l.31, ur. Przytuły, żona Ludwika z Kowalczyków
    158 1909 128 Jan Stonajski Jan Katarzyna L.86, ur. Goworowo, żona Marianna z Kurpiewskich
    159 1911 79 Marianna Swiderska Świderska Aleksander Bronisława Markowska t.3
    160 1916 58 Szymon Szczucki l.70, żona Tekla Rogalska
    161 1921 8 Wacław Szczucki Jan Władysława Balcerkowska m.7
    162 1927 19 Marianna Szwelicka Napiórkowska Piotr Barbara Widmańska domo Napiórkowska, l.47, mąż Aleksander
    163 1917 29 Roman Szwelicki Aleksander Marianna Napiórkowska m.8
    164 1926 69 Henryk Szwelicki Władysław Władysława Laskowska l.1 i m.3
    165 1894 75 Anna Szydlik Głażewska Tomasz Anna Sadowska domo Głażewska, l.40, ur. Głażewo, pow. makowski, mąż Józef
    166 1894 110 Józef Szydlik Jakub Anna Załęska m.1,5
    167 1924 89 Lucyna Terlikowska Zofia Terlikowska m.10
    168 1918 50 Emilian Terlikowski Teodor Michalina Brzostowska l.26
    169 1913 7 Katarzyna Trojanowska Godlewska domo Godlewska, l.90, wdowa
    170 1891 126 Józef Tymiński Franciszek Wiktoria Broniek l.2
    171 1917 39 Franciszka Ulubińska Czartoryska Wojciech domo Czartoryska, l.80, wdowa
    172 1906 16 Antoni Urbanik Władysław Antonina Dymerska l.1
    173 1927 66 Eugeniusz Jan Warczachowski Jan Rozalia Szczubełek m.7
    174 1885 117 Franciszek Wasielewski Mikołaj Marianna l.60, ur. Dębe?
    175 1913 73 Natalia Witkowska Aleksander Helena Sojka Sójka l.4 i m.10
    176 1887 112 Antoni Wojna Wojno Jan Justyna Sikuła l.48, żona Ewa Popinik
    177 1887 25 Franciszek Wojno Antoni Ewa Pupińska l.1
    178 1898 226 Walenty Wyszkowski Karol Anna Florczyk l.33, ur. Susk, żona Eleonora z Płockich
    179 1924 94 Wiktor Wyszyński Konstanty Anna Kryńska l.49, wdowiec
    180 1921 65 Ignacy Zalewski Ignacy Ewa Białobrzeska l.65, żona Anna
    181 1891 110 Antonina Zielińska Adam Helena Wasniewska Waśniewska l.18
    182 1893 106 Józefa Złotkowska Krupa Stanisław Franciszka Zdanowska domo Krupa, l.26, ur. Kamianka, mąż Michał
    183 1913 110 Katarzyna Złotkowska Chrzanowska domo Chrzanowska, l.91, ur. Gocły par. Czerwin, wdowa
    184 1919 1 Anna Złotkowska Samuel Katarzyna Chrzanowska l.68
    185 1890 1 Edmund Złotkowski Michał Józefa Krupa l.1
    186 1891 15 Stefan Złotkowski Michał Józefa Krupa m.6
    187 1903 52 Samuel Złotkowski Karol Monika Falk l.79, ur. Czerwin, żona Katarzyna z Chrzawckich?
    188 1918 80 Wacław Zuzelski Aleksander Rozalia Balcerzak m.5
    189 1892 66 Antoni Zych Aleksander Anna Peta m.2
    190 1911 30 Jadwiga Żebrowska Antoni Marianna Biedrzycka l.1 i m.8
    191 1916 15 Katarzyna Żebrowska Imieńska Aleksander Rozalia domo Imieńska, l.100, wdowa
    192 1919 175 Marianna Żebrowska l.87, mąż Andrzej
    193 1923 35 Andrzej Żebrowski Adam Rozalia Załęska l.64, wdowiec
    194 1929 43 Władysław Żebrowski Andrzej Marcjanna Chełstowska l.66, ur. Chełsty, par. Sieluń, żona Konstancja Ciszkowska



    Eugeniusz Kęsik – ostatni leśniczy w Czarnowcu

    Eugeniusz Kęsik – ostatni (i jedyny?) leśniczy w Czarnowcu?

    Ptoki – nic o tym nie wiedzą,
    Krzoki – coś tam słyszały, lecz nie wiedzą, na którym drzewie ptaki śpiewały,
    Pnioki – pamiętają leśniczówkę i Leśniczego Eugeniusza Kęsika.

    Leśnicy nie tylko dbają o znajdujące się w lasach pozostałości po burzliwej historii naszego kraju, ale wielu z nich czynnie tę historię tworzyło i to nierzadko na pierwszej linii frontu.
    Jedną z wyjątkowych postaci leśników jest obecny Leśniczy Leśnictwa Borawe, (w skład którego wchodzą lasy czarnowieckie) Pan Krzysztof Olejniczak. To pasjonat historii swojego leśnictwa!.
    Dzięki niemu dowiadujemy się dziś o „naszym” ostatnim (przyp. MK – jedynym) Leśniczym w Czarnowcu.

    Znaczenie lasów i leśników

    Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Zajmują one ok. 29% terytorium kraju, rosną na obszarze ponad 9 mln ha. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego prawie 7,6 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe.

    Adam Loret

    Lasy Państwowe mają już ponad 100 lat! Mimo historycznych zakrętów i zmian organizacja funkcjonuje do dziś, łącząc bogatą tradycję z nowoczesnością.
    Tuż po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. podejmowano pierwsze decyzje ukierunkowane na tworzenie administracji leśnej.
    W 1924 r. powstało przedsiębiorstwo Polskie Lasy Państwowe, któremu prezydent Polski Stanisław Wojciechowski powierzył gospodarowanie polskimi lasami.
    Pierwszym dyrektor Lasów Państwowych został Adam Loret.
    Gdy wybuchła II wojna światowa okupanci natychmiast wprowadzili swoją administrację leśną. Prowadzona na terenach zajętych przez hitlerowskie Niemcy i Związek sowiecki gospodarka miała charakter rabunkowy.
    Wielu leśników oddało podczas walk swoje życie. Szacuje się, że łącznie na wszystkich frontach II wojny światowej walczyło ok. 11 tys. leśników. 724 z nich zostało zamordowanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Adam Loret został aresztowany 19 września 1939 r. i zaginął.
    Przez całą wojnę leśnicy wspierali oddziały partyzanckie, znajdujące schronienie w lasach. Bywało, że ginęły przez to całe leśne rodziny. Wydarzenia tamtego okresu upamiętniają liczne mogiły, rozsiane w lasach całego kraju. Leśnicy otaczają je opieką, aby przetrwała pamięć zmagań o wolną Polskę…

    Na straży lasów od zawsze stoi leśnik.
    Doglądanie drzew, sadzenie, trzebieże, usuwanie szkodników to tylko drobny wycinek jego pracy. Nie mniej ważna jest służba społeczna: działalność kulturalno-oświatowa, wychowawcza, charytatywna. Leśnicy to grupa zawodowa, w której patriotyzm zawsze odgrywał główną rolę.
    Przed laty mieszkańcy mieli dużo spraw do leśniczego.
    Praca w lesie od zawsze wymagała nie tylko fizycznej wytrzymałości i dobrej znajomości leśnych zagadnień, lecz także hartu ducha i społecznikowskiego zacięcia. Praca leśnika wymagała nie tylko gotowości do ciężkiego fizycznego wysiłku, lecz także odporności psychicznej. Była zarazem ściśle związana ze służbą społeczną. Kontakty z okolicznymi mieszkańcami, osobami pracującymi w lasach i nabywcami drewna dawały szerokie pole do oddziaływania, prowadzenia edukacji.

    1935 r. L.P. Leśnictwo Borawe. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej na Stacji Ostrołęka.

    „A gdy po pracy do domu zajdzie, domu oddalonego od siedzib ludzkich i otoczonego zewsząd szumiącą puszczą leśną […], to ileż to trzeba rezygnacji i samozaparcia, ażeby żyć tak miesiącami i latami całemi. Jedynym przyjacielem i towarzyszem leśnika staje się wówczas rodzina i książka oraz radio – zastąpić one winny leśnikowi szerokie areny życia miejskiego” – pisał Adam Schwarz („Zawód leśnika”, „Echa leśne” nr 3, 1933).

    W Czarnowcu stała Leśniczówka. 1 listopada upływa 67 lat gdy Eugeniusz Kęsik objął stanowisko naszego leśnictwa.

    Na zdjęciu obok Kęsik Eugeniusz – Leśniczy z Czarnowca.
    (zdjęcie od obecnego Leśniczego Krzysztofa Olejniczaka)
    Urodzony 17.10.1922 r., syn Pawła…
    Ukończył Technikum Leśne w Krasiczynie.
    Rozpoczął swoją pracę w Lasach Państwowych 27 stycznia 1950 r.
    W Nadleśnictwie Ostrołęka zostaje zatrudniony 15 września 1952 r. (został przeniesiony z Nadleśnictwa Różan).

    W Nadleśnictwie Ostrołęka pracował na stanowiskach:
    – podleśniczy p.o. leśniczego Leśnictwa Dąbrówka,
    – od 1 lipca 1955 r. leśniczy Leśnictwa Dąbrówka,
    – od 1 listopada 1958 r. leśniczy Leśnictwa Borawe (w skład którego zawsze wchodziły i wchodzą grunty wsi Czarnowiec),
    – od 31 grudnia 1982 r. uzyskuje status emerytowanego leśnika.

      Ciekawostka odnotowana przez urzędników leśnych Nadleśnictwa Ostrołęka.
      Dwóch leśniczych w jednym leśnictwie!
      Z akt leśnych:
      „W okresie od 1 do 31 grudnia 1982 r. Pan Kęsik przed przejściem na emeryturę przebywał na urlopie wypoczynkowym zaległym i bieżącym. Przekazał Leśnictwo Borawe Panu Kazimierzowi Grono, który z dniem 1 października 1982 r. został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe. I tym sposobem w okresie od 1 października do 31 grudnia 1982 r. było dwóch leśniczych Leśnictwa Borawe. A to jest błąd.
      Błąd zakładu polegał na tym, że Pan Grono został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe bez odwołania z tego stanowiska urzędującego leśniczego Leśnictwa Borawe Pana Kęsika Eugeniusza.”

      Czy zatem przez te trzy miesiące, dwaj leśniczy „bili” się o „stołek”, kto powinien na nim siedzieć? Z pewną dozą pewności można domniemać, że nawet tego nie zauważyli. 🙂

      Pan Kęsik, nasz czarnowiecki leśniczy to nie tylko zasłużony leśnik, ale również obywatel – patriota.

      Był wielokrotnie odznaczany. Oto Jego odznaczenia, przyznane przez Radę Państwa:

      KRZYŻ PARTYZANCKI
      Uchwała nr D-63799 z dnia 27.08.1959 r.

      Krzyż Partyzancki został ustanowiony dekretem Rady Ministrów w 1945 r. Odznaczenie to zostało ustanowione „w celu upamiętnienia bohaterskiej walki zbrojnej żołnierzy oddziałów partyzanckich z hitlerowskim okupantem o Niepodległość, Wolność i Demokrację oraz celem nagrodzenia bojowych zasług w tej walce„.

      KRZYŻ WALECZNYCH za na udział w walkach z hitlerowskim okupantem w latach 1939-1945.
      Uchwała nr DK-2629/W z dnia 5.03.1965 r.

      Krzyż Walecznych został ustanowiony rozporządzeniem Rady Obrony Państwa w 1920 r. „…celem nagrodzenia czynów męstwa i odwagi, wykazanych w boju..” przez oficerów, podoficerów i szeregowców. W wyjątkowych przypadkach mógł być nadany osobom cywilnym współdziałającym z armią czynną.

      Krzyż Walecznych Rozkazem Naczelnego Wodza z 1940 r. został uznany za odznaczenie nadawane za czyny męstwa dokonane w czasie wojny. W rozkazie podkreślono, że …każdorazowe nadanie „Krzyża Walecznych” może mieć miejsce tylko za określony oddzielny czyn męstwa i odwagi wykazanej w boju„.

      SREBRNY KRZYŻ ZASŁUGI
      Uchwała nr 3-69-71 z dnia 25.02.1969 r.

      Krzyż Zasługi ustanowiono na mocy ustawy z 1923 r. To polskie cywilne odznaczenie państwowe, nadawane za zasługi dla Państwa lub obywateli. Nadawane do chwili obecnej.

      KRZYŻ SREBRNY ORDERU VIRTUTI MILITARI
      Uchwała nr DK-8514/W z dnia 17.06.1971 r.

      Order Wojenny Virtuti Militari (Męstwu wojskowemu – (cnocie) dzielności żołnierskiej). To najwyższe polskie odznaczenie wojenne, nadawane za wybitne zasługi bojowe. Jest jednym z najstarszych orderów wojennych na świecie. Ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1792 r.

      Medal za udział w walkach o Berlin
      Uchwała nr 82011 z dnia 9.05.1972 r.

      Medal „Za udział w walkach o Berlin” został ustanowiony przez Sejm w 1966 r. dla uczczenia zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem oraz wkładu ludowego Wojska Polskiego w zdobyciu Berlina w 1945 r. Zgodnie z ustawą medal stanowił uznanie dla osób, które brały udział w walkach o Berlin.

      MEDAL 30-LECIA POLSKI LUDOWEJ
      Uchwała nr 1288/74 M z dnia 22.07.1974 r.

      Medal 30-lecia Polski Ludowej został ustanowiony dekretem Rady Państwa w 1974 r. dla uczczenia trzydziestej rocznicy powstania Polski Ludowej, „dając wyraz uznaniu dla wkładu ludzi pracy w budownictwo socjalistyczne i rozwój społeczno-gospodarczy kraju” Polskie jubileuszowe, cywilne odznaczenie państwowe.

        W walce o las, skarb całego państwa i narodu, leśnik był równy żołnierzowi walczącemu na froncie o dobro ojczyzny. „Gajowy to […] żołnierz dzielny, odważny, sprytny a czujny. […] Gajowy strzeże i chroni lasu, bo wie, że las to najpiękniejszy, najcudowniejszy twór BOGA i NATURY (B. Pasztyński, Znaczenie…).

        Eugeniusz Kęsik zmarł 20 kwietnia 1985 roku, przeżywszy, tylko! 63 lata. Umiera zaledwie dwa i pół roku po odejściu na zasłużoną emeryturę. Miejscem Jego pochówku jest rzekuński cmentarz parafialny przy ul. Kościuszki. Za wskazanie miejsca dziękuję wnukowi Łukaszowi Chojnowskiemu z Czarnowca.

        Budynek leśniczówki w Czarnowcu mógł być zbudowany początkiem lat 60-tych XX wieku. Dziś (30.10.2025 r.) leśniczówka przy ul. Kasztanowej wygląda tak:



        Jak pamiętamy, na początku tekstu, zadane było pytanie „czy jednocześnie ostatni oraz jedyny?”.
        Leśniczówka w Czarnowcu powstała początkiem lat 60-tych XX wieku, tuż po nominowaniu Eugeniusza Kęsika na leśniczego. Pan Eugeniusz zamieszkał w niej razem z rodziną. Doczekał z małżonką Apolonią czterech córek (Ewa, Hanna, Jolanta, Małgorzata). Gdy w roku 1982 przeniesiono go na emeryturę, leśniczówkę niebawem sprzedano i nigdy już w niej nie zamieszkał inny leśniczy. Zatem Pan Kęsik był pierwszym i ostatnim leśniczym w Czarnowcu. Piastował swoje stanowisko przez ponad 25 lat.

        Poniżej przedstawiamy, zdjęcie od Pana Krzysztofa Olejniczaka – Leśniczego Leśnictwa Borawe, które było inspiracją do napisania paru zdań o leśniczym z Czarnowca. Na zdjęciu ok. 1970 r. stoją od lewej Mieczysław Bojarski i Eugeniusz Kęsik. Stoją przy szkółce leśnej. Starsi mieszkańcy pamiętają parking leśny w tym miejscu z nazwą „SZKÓŁKA”.

        Dodatkowo, przedstawiamy mapę Leśnictwa Borawe, z potocznymi nazwami miejsc, których używali Kęsik, Bojarski, a teraz używa Olejniczak. Czy warto znać te dość dziwaczne nazwy obszarów w „swoim” lesie?

        Z powyższej mapy, przygotowanej przez leśniczego możemy nawet w prawym, górnym rogu wypatrzeć obszar „szkółki Kęsikowej”, 🙂 która pozostała na pamiątkę, po naszym leśniczym.

        Ściana chwały w leśniczówce – obecnie Kancelarii dwóch Leśnictw (Borawe i Kruszewo).
        Prowadzi ją Pan Krzysztof Olejniczak.
        Leśnictwo Borawe trwa nieprzerwanie od 1922 roku.
        Dziękujemy za pamięć o naszych leśnikach.

        Marek Karczewski, Czarnowiec, 31.10.2025 r.

        Źródła:
        – Nadleśnictwo Ostrołęka, Leśnictwo Borawe, Krzysztof Olejniczak, Damian Piekarski
        – lasy.gov.pl
        – historia.dorzeczy.pl
        – wikipedia.org




        Tygodnik Ostrołęcki pisze o naszych

        Dziś (wtorek, 21 października 2025 r.) kolejna historyczna chwila dla Czarnowca.
        Właśnie dziś ukazał się pierwszy numer Tygodnika Ostrołęckiego w formie elektronicznej – PDF.
        Kolejne miłe zaskoczenie, bo w pierwszej, elektronicznej edycji jest artykuł – NAJDŁUŻSZY, o Czarnowcu, a w zasadzie o mieszkańcach Czarnowca, którzy nie przestają zaskakiwać.

        W związku z powyższym nie mogłem się powstrzymać i musiałem pospamować trochę o tych sympatycznych ludziach.
        Gdy Ich spotykamy w ogrodzie czy na scenie zawsze okazują wiele optymizmu i przyjmują z życzliwością.

        Oto nasi mieszkańcy w dzisiejszym wydaniu TO, przesłuchani przez Beatę Modzelewską. Za podesłanie gazety dziękuję Krzysztofowi Chojnowskiemu.

        „Zakochani w naturze i muzyce.
        Magdalena i Krzysztof mieszkają w Czarnowcu gm. Rzekuń. Ona prowadzi firmę, on jest muzykiem. Ich wspólną pasją jest ogród. W tym ogrodzie aż kipi…”

        CZARNOWIEC MAGDA I KRZYSZTOF OPOWIADAJĄ O PASJACH I POKAZUJĄ SWOJE MIEJSCE WYTCHNIENIA I INSPIRACJI

        „Magda prowadzi firmę, Krzysztof jest muzykiem. Mieszkają w Czarnowcu gm. Rzekuń. Łączy ich miłość: wzajemna oraz do przyrody. Część czytelników z pewnością słyszała o bohaterach tego artykułu. Magdalena Jabłońska prowadzi na FB profil Kipi_w_ogrodzie, gdzie dzieli się swoją pasją do gotowania i ogrodnictwa, Krzysztof Bańka zaś czaruje głosem i gitarowymi riffami (jeśli na plakacie promującym jakieś wydarzenie zobaczycie, że zagra i zaśpiewa KRiSU, to właśnie jego pseudonim sceniczny). Zaprosili nas do swojej skąpanej w zieleni przystani… Magda Gdy Magdalena Jabłońska 18 lat temu przeprowadziła się do Czarnowca, na 60–arowej działce nie było ani jednego kwiatka, krzewu, drzewa, nie mówiąc o warzywniku. Zakasała więc rękawy i zaczęła zapełniać roślinami pustą przestrzeń. – Taczką woziłam koński obornik, pod każde drzewko go wkładałam, a moja mama, patrząc na to, ubolewała: dzieciaku, tu ci i tak nic nie urośnie. Ja zaś odpowiadałam: mamusiu, urośnie. I Magda miała rację. Na przestrzeni lat na tej działce powstała zielona oaza – z sosnowym zagajnikiem, jagodnikiem, rabatami, warzywnikiem. Jest tu także staw, miejsce na ognisko i duża klimatyczna altana z kominkiem. Gospodyni zaprasza najpierw do tej części ogrodu, którą odwiedza najczęściej – do warzywnika, gdzie stoi szklarenka, a wokół niej podwyższone grządki i owocowe drzewa. W końcówce września niewiele już warzyw – niskie temperatury roślinom zaszkodziły, ale rośnie jeszcze pietruszka, seler, marchewka, fasolka (obrodziła w tym roku wyjątkowo, jak mówi Magda), bakłażan, szparagi (najnowszy eksperyment Magdy), szczaw, szpinak nowozelandzki, dynie… – W zeszłym roku miałam fasolnika chińskiego, szpinak pnący, miałam melony, arbuzy. Zawsze coś ciekawego wplotę. Jeden eksperyment jest udany, inny nie. To jest moje królestwo – mówi, częstując w szklarence świeżo zerwanymi żółtymi pomidorkami koktajlowymi, które smakują zupełnie jak landrynki…”

        „KRiSU, czyli Krzysztof Bańka jest zawodowym muzykiem i wokalistą. Pochodzi z Zagłębia. W Czarnowcu mieszka od pięciu lat. Muzyka jest jego wielką pasją. – W moim rodzinnym domu zawsze rozbrzmiewała muzyka. A my z bratem wyciągaliśmy pufy, garnki, czyli perkusję oraz rakietkę do badmintona, czyli gitarę i tworzyliśmy zespół. Oczywiście występowaliśmy przed gośćmi – śmieje się. – Gdy któregoś roku pojechaliśmy w odwiedziny do rodziny na Ukrainę – to wtedy jeszcze był ZSRR – mama kupiła nam pierwsze gitary akustyczne. I taki był pierwszy kontakt z muzyką. Ale ja byłem dość oporny w uczeniu się gry na gitarze – przyznaje. – Mój brat bardzo szybko się nauczył i stał się świetnym gitarzystą, a ja głównie patrzyłem, co on robi. Przychodził do nas znajomy, który nas uczył. I pewnego dnia mówi do mnie: jak to, twój brat gra, a ty jeszcze nie? I po prostu włożył mi gitarę do ręki, a ja… zacząłem grać. Okazało się, że dużo zapamiętuję, patrząc. Jak brat przyszedł, nie wierzył, że to ja gram. Mały Krzyś grał więc i śpiewał. – Zazwyczaj ja śpiewałem, a brat mi akompaniował. Często śmiejemy się, wspominając, jak to zabawnie wychodziło gdy przechodziłem mutację. Później śpiewałem w różnych zespołach. Od roku 2004 związany był jako muzyk sesyjny z takimi zespołami jak Rockodyl, OSSA, Klimaty i Sonia Maselik…”

        Beata Modzelewska, Tygodnik Ostrołęcki, 21.10.2025 r.

        Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zapraszam do źródła: to.com.pl

        MK




        Aktywni, łikendowi Mieszkańcy Czarnowca

        Pierwsza mieszkanka wygrywa i druga wygrywa. Jedni biegali inni nie biegali.

        Magda z „Kipi w ogrodzie” – najlepsza!
        Już po raz osiemnasty, 14 września 2025 roku, odbyły się Kurpiowskie Targi Rolnicze w Ostrołęce. Wydarzenie na stałe wpisało się w kalendarz lokalnych tradycji rolniczych. Targi zgromadziły rolników, producentów ekologicznych, miłośników tradycyjnej kuchni i kultury ludowej.
        Jednym z najważniejszych elementów Targów były lokalne specjały. Stoiska z ekologiczną żywnością oraz tradycyjnymi potrawami kuchni kurpiowskiej.
        Przy tej okazji ogłoszono konkurs, w którym wzięła udział Magdalena Jabłońska z „Kipi w ogrodzie”.

        Na swoim profilu napisała tak:

        Niesamowita niespodzianka 🏆🥇i ogromne wyróżnienie dla Kipi w ogrodzie!🌿
        Podczas XVIII Kurpiowskich Targów Rolniczych w Ostrołęce nasze stoisko zostało docenione i nagrodzone I miejscem za najładniejsze stoisko produktów i wyrobów ekologicznych! 🥇🎉
        To dla nas ogromna radość i motywacja do dalszego działania — z sercem, z pasją i z szacunkiem do natury 💚
        Dziękujemy wszystkim, którzy odwiedzili nas, wspierali i dzielili się dobrym słowem. To był piękny dzień! 🌞W prezencie otrzymaliśmy dyplom i piękny ceramiczny serwis dla 6 osób, który z pewnością mi posłuży do prezentacji dań i przyjmowania gości 😀
        Wielkie podziękowania dla MODR Warszawa MODR Oddział w Ostrołęce Bogdan Bagiński

        MJ

        Gratulacje dla Magdaleny Jabłońskiej za kolejne dostrzeżenie jej ciężkiej pracy!

        Biegaczki i biegacze…

        To już 29. edycja tej ostrołęckiej imprezy skierowanej do fanów biegów ulicznych.

        Trochę rysu historycznego tej cyklicznej imprezy w naszym mieście:

        Gdyby ktoś zechciał policzyć wszystkie edycje, które przy obecnym oficjalnym numerku „XXIX” się odbyły, to począwszy od roku 1994, gdy ponownie zaczęto tę biegową imprezę numerować, miałby mały problem z doliczeniem się właściwej liczby.
        Od roku 1994 do 2025 upłynęło już 31 lat, co oznacza, że powinno się odbyć już tych edycji, trzydzieści dwie!
        Gdzie zatem zawieruszyły się Organizatorom trzy lata, trzy edycje?
        Dociekliwi biegacze pamiętają, dlaczego w 2006 r. nie odbyła się trzynasta edycja. Było to spowodowane przebudową tak zwanej „obwodnicy” lub tak zwanego „skrótu Załuski”.
        Kolejne dwie edycje nie odbyły się w latach 2020 i 2021 z powodów pandemii zwanej „C-19”.
        Jednak pomimo zrozumienia odwołania biegu w 2020 roku można wybaczyć, bo wszyscy Organizatorzy byli do tego przymuszani, to już odwołanie w 2021 r. jest niewybaczalne. Było to podyktowane wyłącznie lenistwem i „zwalaniem” winy na wirusa!
        Na szczęście w 2022 r. najważniejsza impreza biegowa w Ostrołęce wróciła.

        Dziś mamy „zaliczoną” 29. edycję, która odbyła się w przeciągu ostatnich 32. latach.

        Niedzielnego poranka, tuż przed biegiem opublikowałem na swojej tablicy mediów socjalnych taki krótki (możliwe, że emocjonalny) wpis, o ważnej dla mnie imprezie:

        2025.09.14(N)
        Dziś kolejna niedziela zwykła, bo z kolejnym Półmaratonem Kurpiowskim. Półmaraton_Kurpiowski
        Czuję sentyment, bo do dziś (choć wielu o tym nie wie lub już zapomniało) jest też w nim trochę mnie. 🙂
        Można pisać wiele o prawie już 30. edycjach, a nawet prawie 40.!
        Dlaczego czterdziestu. A to z prostej przyczyny. Sam jako młody uczeń biegałem w tej imprezie jeszcze w latach 80-tych XX wieku.
        Później diabli wiedzą, dlaczego ktoś zaczął tę imprezę numerować ponownie od „1” jedynki 🙁
        Właśnie w 1994 r. odbył się ponownie „pierwszy” Półmaraton Kurpiowski”, który zwyciężył Dariusz Wieczorek z Legii Warszawa.
        Trasa „naszego” półmaratonu zmieniała się kilkakrotnie. Ale dziś (dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli) opowiem (z przymrużeniem oka) historię trasy (nowej) w 2018 r. – bieg rozgrywa się na niej do dziś!

        Jesienią 2017 r. jako pracownik MOSiR w Ostrołęce, wówczas MZOS-TiIT zaproponowałem dyrektorowi Robert Juchniewicz zmianę trasy, miejsca startu i mety. Dlaczego?
        Od lat jako uczestnik widziałem braki, chociażby w oprawie tej imprezy, która zaczynała się i kończyła na ulicy/trawniku. Tuż obok stał stadion z trybunami, murawą, nagłośnieniem itd. Juhas mówi „rób”. 🙂
        No to robimy…
        Ale jest przeszkoda: po starym mieście i przez mosty nie puszczaj, bo będą kolejne kosmiczne korki. OK. Jako sympatyk mojej gminy Rzekuń, (na której profilu obecnie jestem przez burmistrza zablokowany i nie mogę oznaczyć) pomyślałem, że część trasy zrobię do gminy Rzekuń. Dyrektor mówi „chwilę zaczekaj, prezydent Janusz Kotowski musi to przyklepać”.
        OK. Czekamy.
        Jest decyzja, ale to jaka! Okazuje się, że jesienią 2017 roku wyznaczając nową trasę Półmaratonu Kurpiowskiego, to ja wytyczyłem nowe granice miasta Ostrołęki haha Miasto Ostrołęka. Nic o tym nie wiedząc, że prezydent i radni miejscy (oprócz Łukasz Kulik) zaanektowali teren mojej gminy na podstawie ustalonej trasy biegu. 😉 Stwierdzili, że cała trasa półmaratonu ma się wić wyłącznie po Ostrołęce. 🙂

        Może dziś do mnie dociera powoli, dlaczego burmistrz Rzekunia zablokował mnie na wszelakich gminnych profilach i usunął z grona znajomych. To ja jestem odpowiedzialny za aneksję terenów rzekuńskich. 😉
        Pomimo tragicznych w skutkach konsekwencji dla gminy, cieszę się, że do dziś biegacze biegają po „mojej” trasie, którą po raz pierwszy zatestowaliśmy z Panem Tadeusz Dziekoński.
        Nie wiem tylko do dziś, dlaczego dyrektor MOSiR usunął mnie z grona znajomych na mediach socjalnych? Robi przecież to samo, o co ja walczyłem i wciąż mu podkreślałem, że MOSiR-em nie da się zarządzać z gabinetu „sztucznego wydziału eksperckiego” w ratuszu. Na jakim dziś jest stanowisku? Czy nie robi tak jak mu z uporem maniaka przypominałem?
        Półmaraton Kurpiowski jest dla mnie ważny nie tylko ze względu, że sam również przez parę lat go organizowałem, ale jako zawodnik (amator) kilkanaście razy startowałem.
        Pozdrawiam dzisiejszych uczestników i super komentatora Łukasz Cichowski❤🚲🍾🏃‍♀️
        Pozdrawiam całą ekipę Organizatorów z MOSiR w Ostrołęce❤
        ps. Nadal twierdzę, że termin półmaratonu powinien pozostać majowy! Przecież obecny patron Stanisław Dzięgielewski zginął na wyścigu kolarskim w Łodzi, dnia 26 maja. Najbliższa niedziela tej daty powinna być świętem biegaczy w Ostrołęce – tak jak było to od pierwszej edycji.
        Fotki: z UM 2018 r. konferencja.
        MK

        Foto: Urząd Miasta Ostrołęki

        Tyle wstępem, krótkiej historii, którą do dziś tworzą również nasi Mieszkańcy.

        Dziś Mieszkańcy Czarnowca nie tylko startują, ale także organizują i WYGRYWAJĄ Półmaraton Kurpiowski!

        Uczestnicy, organizatorzy, kibice.

        Na dzisiejszym XXIX Półmaratonie Kurpiowskim mogliśmy zobaczyć wielu Mieszkańców naszej wioski. Jedni postanowili pobiec inni kibicować.

        Jednym z Organizatorów Półmaratonu Kurpiowskiego był Ryszard Moskalik – z Czarnowca.
        Na trasę o długości dziesięciu kilometrów wystartował Radosław Kośnik – z Czarnowca.

        Dobiegł do mety w czasie 00:57:24, 5:44 min/km. Dało to miejsce 68 OPEN na 109 zawodników.

        Również na 10 km pobiegł Grzegorz Rykowski – z Czarnowca.

        Bieg ukończył w czasie 00:50:44, 5:04 min/km. Zajął miejsce 43.

        Jednak najlepszą wśród mieszkańców (biegaczy) kobieta!

        Jej miejsce OPEN (wśród kobiet i mężczyzn) pozytywnie zaskakuje!
        Dobiegła do mety w biegu towarzyszącym „VII Kurpiowska Dycha” jako 8. zawodniczka!
        W biegu na dystansie 10. km wystartowało 109 osób.
        Ewelina Szczubełek-Rykowska zwyciężyła tym samym wśród 40. startujących pań.
        Czas Eweliny to 00:39:12 co dało średnio 3:55 min/km.

        Wielkie brawa dla wszystkich aktywnych Mieszkańców!

        ps. Ten, co jechał rowerem jest autorem obu tras (połówki i dziesiątki). 🙂
        Aha! No i jeszcze nie odbyłaby się dzisiejsza wizyta na stadionie i trasie gdyby nie rower Mieszkańca Czarnowca Dariusza Aleksandrowicza! Poranny defekt mojego roweru uratowała Darkowa Merida. 🙂

        Dla osób zainteresowanych kompletne wyniki biegu ->
        Kilka fotografii Marka Karczewskiego ->

        Fotki w artykule również od moja-ostroleka.pl i eOstroleka.pl

        Gdyby ktokolwiek z Państwa chciał pochwalić się swoją aktywnością – zapraszam do kontaktu.

        Wydarzenia odbyły się w niedzielę 14 września 2025 r.

        Marek Karczewski, Czarnowiec, 15.09.2025 r.




        Rolnik, jeniec, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys – Stanisław Gierłowski (1909-1978)

        Rolnik, murarz, nauczyciel – każdy musiał odsłużyć swoje

        Stanisław Gierłowski urodził się w rodzinie rolniczej. Był synem rolników – Franciszka Gierłowskiego i Marianny z Malinowskich. Rodzice Stanisława z liczną rodziną gospodarzyli na czarnowieckiej, słabo urodzajnej ziemi. Gospodarstwo Gierłowskich było jednak jednym z największych we wsi i nie tylko gospodarz, ale również sześcioro Jego dzieci, mieli sporo obowiązków w obejściu. Stanisław od najmłodszych lat musiał, tak jak i jego rodzeństwo, ciężko pracować przy dobytku i na roli…

        Grodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski (przy karabinie C.K.M.).
        Foto z kolekcji Marka Karczewskiego

        Gdy po I wojnie światowej Polska jeszcze przez wiele lat nie mogła podnieść swojej, zniszczonej przez najeźdźców gospodarki, już trzeba było szykować się do kolejnej wojny.

        Stanisława Gierłowskiego wysłano do piechoty, aby szkolił się na operatora ckm-u (ciężki karabin maszynowy) i km-u (karabin maszynowy).

        Karabinowy Gierłowski 4 marca 1933 r. trafił do jednostki wojskowej w Grodnie, gdzie został dowódcą zespołu obsługującego karabin.

        Wcielono go do 81. Pułku Piechoty. Od 17 września 1932 do 10 marca 1933 r. przeszedł szkolenie w szkole podoficerskiej. 20 września 1933 r. został przeniesiony do rezerwy.

        8 listopada 1935 r.
        dostał wezwanie na sześciotygodniowe ćwiczenia wojskowe. Otrzymał wówczas awans na stopień kaprala.

        Gdy wybuchła wojna

        1 września 1939 r. o 4.45 obrońcy Westerplatte musieli stawić czoła niemieckiemu pancernikowi Schleswig-Holstein. Czarnowiec tego poranka spał jeszcze spokojnie. Stanisław Gierłowski, jak się później okazało, niedługo po napaści Niemców zaczął dzielić pod jednym dachem (namiotem) wspólną miskę z bohaterskimi obrońcami Westerplatte.

        Z roli, mobilizacja i do obozu

        Hitler wydał wyrok na Polskę.
        Stanisława Gierłowskiego zmobilizowano do 71. Pułku Piechoty już 24 sierpnia 1939 r. Młody rolnik (lat 30), który niedawno zawarł związek małżeński, musiał zostawić ciężarną żonę oraz kilkumiesięczne dziecko. Został wcielony do wojska, a wkrótce znalazł się w niewoli w Prusach Wschodnich.
        Do wojska spakował jedynie niewielki tobołek z maszynką do golenia, mydłem i onucami.

        71. Pułk Piechoty od 1926 r. stacjonował w Zambrowie. Stanisław właśnie tutaj trafił podczas mobilizacji. Już 1 września 1939 r. rozpoczął walki z Niemcami w okolicach Zambrowa, Nowogrodu, Ostrołęki…

        Mobilizacja

        24 sierpnia, we wczesnych godzinach rannych, w koszarach w Zambrowie rozpoczęto mobilizację alarmową. Zmobilizowano kompletne pododdziały 71. Pułku Piechoty oraz dywizyjne: Samodzielną Kompanię Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej nr 12 i Kolumnę Taborową nr 110. Prace przebiegały bardzo sprawnie. Już następnego dnia rano pułk osiągnął gotowość bojową (dziesięć godzin wcześniej niż zakładały plany mobilizacyjne). W niedzielę 27 sierpnia cały pułk wziął udział w mszy polowej, podczas której nastąpiło zaprzysiężenie zmobilizowanych żołnierzy. W nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczął się wymarsz 71. Pułku Piechoty do rejonu koncentracji (na zachód od Łomży). Pododdziały przeszły do pobliskich wiosek, by uniknąć ewentualnych skutków nalotów.

        8 i 9 września 1939 r. 71. Pułk Piechoty, po decyzji o odwrocie, mógł przemieszczać się z Borawego przez Czarnowiec w kierunku Kleczkowa. Czy Stanisławowi pozwolono na odwiedzenie żony i córki?

        Ostrołękę i Czarnowiec wojska niemieckie zajęły 9 września 1939 r.

        Prawdopodobnie już 13 września 1939 r. Stanisław Gierłowski trafił do obozu jenieckiego Stalag IA w Stabławkach (Stablack).
        Stanisława wraz z innymi mieszkańcami okolicy Niemcy wywieźli więc prawie 200 kilometrów od domu.

        Do dziś (sierpień 2025 r.) nie dotarliśmy do dokumentów źródłowych o przebiegu walk, w których uczestniczył Stanisław. Podjęto starania o pozyskanie dokumentów z kilku źródeł. W momencie pojawienia się nowych informacji – uzupełnimy.

        Czarnowiec 1942 r. Żona Janina Gierłowska z dwójką dzieci na gospodarstwie.
        Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.

        Na poniższym zdjęciu/mapie zaprezentowany jest szlak bojowy 71. Pułku Piechoty z Zambrowa. Widać na mapie przemieszczanie się pułku podczas kampanii wrześniowej przez Czarnowiec. Opracowanie: Jerzy Dąbrowski i córka Maria.

        Foto: mokzambrow.pl – dostęp 16.07.2025 r.

        Stalag IA – Stablack

        Stalag IA Stablack 1939 r.
        Foto: stablack.gorowoilaweckie.eu
        „…Święto Bożego Ciała w niemieckim obozie jenieckim Stalag IA Stablack – 4 czerwca 1942 roku. Zdjęcie ukazujące jak w nawet najcięższych warunkach Polacy nie tracili wiary i nadziei…”
        Foto z kolekcji Paweł Dyrkacz – Retrokolor
        1940-1944 Stalag IA
        Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org
        1940-1944 Drużyna Piłkarska.
        Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org

        Stalag IA Stablack to niemiecki obóz jeniecki z przeznaczeniem dla podoficerów i szeregowców wojsk lądowych, utworzony  we wrześniu 1939 roku, w północnej części dawnego niemieckiego poligonu Stablack, znajdującego się w obecnych Stabławkach i Kamińsku, w gminie Górowo Iławeckie.

        Był największym obozem jenieckim w Prusach Wschodnich.  Pierwsi jeńcy obozu to żołnierze Armii „Pomorze”, obrońcy Westerplatte, wśród których byli m.in. dowódcy mjr Henryk Sucharski oraz kpt. Franciszek Dąbrowski, następnie obrońcy Modlina i Warszawy.

        Łącznie do końca września 1939 roku do obozu trafiło ponad 40 tysięcy osób, w tym 39 458 szeregowych, 36 oficerów i 1187 jeńców cywilnych. Następnie przez cały okres wojny do Stalagu przybyły setki tysięcy jeńców z całej Europy, w tym obrońcy Dunkierki. Po wybuchu wojny między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, w stalagu zaczęto umieszczać również jeńców rosyjskich.  Na początku, na terenie obozu nie istniały jakiekolwiek pomieszczenia mieszkalne. Teren ogrodzony był jedynie drutem kolczastym.

        W Stalagu IA Stablack dla żołnierzy września 1939 roku nie przygotowano pomieszczeń mieszkalnych, toteż początkowo spali oni pod gołym niebem. Następnie sprowadzono namioty wojskowe przeznaczone do pomieszczenia jednego plutonu, ale jeńców musiało się w nich zmieścić o wiele więcej. Budowane w następnej kolejności baraki – wiaty osłaniały ludzi jedynie od góry. Za posłania służyła jeńcom sieczka lub trociny. W późniejszym czasie zaczęło przybywać namiotów. Jedyną ich zaletą było to, że posiadały drewniane podłogi, chroniące nieco od wilgoci i chłodu.

        Tragiczne były warunki zaopatrzenia w żywność. Brakowało manierek, niezbędników, kociołków, opatrunków, leków itd. Jeńcy sami musieli zaopatrzyć się w jakieś naczynia do ciepłej strawy, najczęściej były to puszki po konserwach.

        Do wojska powoływano zarówno kapelanów, jak i księży z rezerwy. I jedni i drudzy dostali się wraz ze swymi żołnierzami do niewoli. Mieli oni prawo odprawiać nawet codziennie nabożeństwo w różnych sektorach obozu.

        Pomimo obozowych trudów rozwijało się życie kulturalne. Z zebranych książek otrzymanych w paczkach przez jeńców francuskich i belgijskich powstał zalążek biblioteki obozowej. Sporządzono też spis instrumentów muzycznych i sprzętu sportowego. Powstawały grupy teatralne.

        Jeńcy organizowali życie kulturalne w baraku-kaplicy. Latem 1942 roku powstał polski zespół  wokalny, kierowany przez p. Wiśniewskiego oraz zespół teatralny. Podczas Bożego Narodzenia organizowane były skromne choinki i śpiewano kolędy, a także piosenki patriotyczne. Robiono to, mimo że kary były bardzo dotkliwe.[2]

        Funkcjonowały także drużyny sportowe – piłkarskie, a od czasu do czasu rozgrywane były turnieje międzynarodowe pomiędzy Polakami, Włochami, Francuzami, Belgami i Rosjanami.

        Biorąc pod uwagę zachowane dokumenty zawierające numerację grobów, można zakładać, że w Stalagu IA Stablack do końca jego funkcjonowania zmarło ok. trzech tysięcy jeńców narodowości polskiej. Przypuszczalnie liczba ta była jednak co najmniej wyższa o tysiąc… [4]

        Obóz rozwiązano 25/26 stycznia 1945 r.

        Rolnicy, rzemieślnicy, robotnicy – wszyscy byli potrzebni

        Skan ze strony nr 8 paszportu jenieckiego Stanisława Gierłowskiego.
        Z kolekcji Małgorzaty Szarwackiej.

        Polscy rolnicy wywiezieni na przymusowe roboty do III Rzeszy doświadczyli tragicznych skutków w niemieckiej niewoli. Zostali poddani przymusowej pracy, wysiedleniom, a ich gospodarstwa były narażone na grabież. Sytuacja wspomnianych osób była dramatyczna i miała dalekosiężne skutki dla polskiej wsi.

        Jedynym pozytywnym aspektem sytuacji, w której się znaleźli był fakt, że po wojnie większość z nich powróciła na swoje gospodarstwa – do żon i dzieci, których nie widzieli przez długie lata.

        Oznaczenia „Berufsgruppe 1A” i „Berufsart 2C” pochodzą z niemieckiej klasyfikacji zawodów używanej w czasie II wojny światowej – szczególnie w dokumentach dotyczących jeńców wojennych. Były to kody wykorzystywane przez Wehrmacht i administrację obozową do określania przydatności jeńców do pracy.

        1. „Berufsgruppe 1A” – Grupa zawodowa

        1A oznaczała rolników, chłopów, pracowników rolnych.

        To była jedna z podstawowych kategorii – osoby pochodzące ze wsi, mające doświadczenie w rolnictwie lub gospodarstwie.

        2. „Berufsart 2C” – Rodzaj zawodu / specjalizacji

        2C oznaczało prawdopodobnie pracownika fizycznego wykwalifikowanego w sektorze budowlanym lub pomocnika budowlanego, często z umiejętnościami ciesielskimi lub murarskimi, ale bez pełnego rzemieślniczego wykształcenia. [1]

        Do dziś nie udało się nam dotrzeć do księgi osadzonych w Stalagu IA. Znajduje się ona najprawdopodobniej w którymś z niemieckich archiwów.

        Z książeczki jenieckiej Stanisława Gierłowskiego wynika, że został on osadzony w Stalagu IA we wrześniu 1939 r., a 9 grudnia 1940 r. „zwolniony” do pracy na roli w pobliskich Kumkiejmach (Kumkeim), gm. Górowo Iławeckie. Zatem ponad rok spędził w niezwykle trudnych warunkach obozowych.

        Czy po wysłaniu do właściciela ziemskiego o nazwisku Penno było mu lżej (jako rolnikowi), gdy pracował w gospodarstwie rolnym?

        Pracownik (rolnik) nie był odgrodzony żadnym murem ani płotem. Otrzymywał zadania do wykonania, które musiał sumiennie zrealizować.

        Miał tylko dwie możliwości – uciec i zginąć lub pracować, czekać na zakończenie wojny i wrócić do rodziny.
        Stanisław Gierłowski wybrał ciężką pracę oraz nadzieję na powrót do Czarnowca.

        Kumkeim (Kumkiejmy)

        Kumkiejmy to wieś w Polsce, położona w woj. warmińsko-mazurskim (pow. bartoszycki, gm. Górowo Iławeckie). W 1939 r. był to obszar przedwojennej Rzeszy.

        Z Czarnowca do Kumkiejm jest prawie 200 km, które można przejechać rowerem w około dziesięć godzin. Samochodem ten sam odcinek pokonamy w trzy godziny i 15 minut. Jak długo musielibyśmy jechać konno? Mapy Google nie podają takiej informacji.

        Dziadek w niemieckiej niewoli zajmował się uprawą roli, hodowlą zwierząt, zbiorem plonów, a także innymi pracami związanymi z zaopatrzeniem w żywność dla wojska niemieckiego. Praca była wykonywana bez odpowiedniego sprzętu, w trudnych warunkach atmosferycznych, często bez dni wolnych oraz odpoczynku. Racje żywnościowe były bardzo skąpe i nie wystarczały na pokrycie potrzeb energetycznych. Prowadziło to do osłabienia i chorób. Jeńcy byli często ubrani w zużyte i nieodpowiednie do pory roku ubrania. W połączeniu z brakiem ogrzewanych pomieszczeń prowadziło to do wyziębienia i chorób.

        Podczas niewoli zostało wykonane wspólne zdjęcie z właścicielem gospodarstwa. Do pozowanej fotografii pozwolono jeńcom ubrać garnitury świąteczne, aby po wysłaniu do rodzin nie było widać jenieckiej katorgi. Po twarzach robotników widać, że ich nieszczęścia, nawet w odświętnych strojach, nie dało się ukryć.

        Na fotografii obok stoi Stanisław Gierłowski (trzeci od lewej), który przesłał w 1941 r. swoją podobiznę (wraz z innymi pracownikami przymusowymi oraz niemieckimi gospodarzami) z oddalonego od Kumkeim (Kumkiejm) zaledwie dwa kilometry Wokelen (Wokieli). Na rewersie zdjęcia znajduje się opis: Dla kochanej żony przesyła mąż Stach, Wokelen 22-XI-41r.

        Po wojnie, gdy Polska była już „wolna”, ale wciąż pozostawała pod okupacją Związku Sowieckiego, dziadek niewiele mówił o okresie niewoli w Prusach Wschodnich. W trakcie wieczornych rozmów tylko szeptem z Panem Julianem Borkowskim (sołtysem) wymieniali się swoimi opowieściami. Gdy się spotykali babcia mówiła: … i znów się nafta w lampie wypali…

        Wokelen 1941.
        Foto z kolekcji Marka Karczewskiego
        Wokelen 1941 – rewers

        Niemiec nie zastrzelił

        Nasza babcia Janina (żona Stanisława) była odważną i zdecydowaną rolniczką.

        Czarnowiec od początku wojny znajdował się pod okupacją niemiecką, a granice sowieckiej Rosji ustalono na wschód, tuż za Rzekuniem.

        Pewnego dnia na podwórze Gierłowskich przyjechali konno niemieccy oficerowie zarekwirować konia dla potrzeb wojska. Koń był kary (miał całkowicie czarną sierść, grzywę i ogon). Nadawał się nie tylko do pracy na roli. Niemcom się spodobał i chcieli go zabrać. Janina Gierłowska stanowczo odmówiła, stwierdzając: mąż pracuje u was, a ja z dwójką malutkich dzieci na gospodarstwie bez konia sobie nie poradzę. Gdy Niemcy nie ustępowali, Janina stanęła przed koniem i powiedziała: zastrzelcie mnie, a później weźcie konia! Wtedy odjechali…

        Po wojnie był sołtysem i przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej

        Po powrocie do Czarnowca w 1945 r. jako jeden z największych gospodarzy pracował nie tylko na roli. Skupił również swoją aktywność na pracy dla dobra mieszkańców wsi i gminy.

        W 1955 r. jego podpis pod uchwałą Gromadzkiej Rady Narodowej położył fundamenty pod późniejsze powstanie Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, którą ostatecznie otwarto w 1960 r.

        29 maja 2025 r. obchodzono w Rzekuniu hucznie jubileusz szkoły. Zapomniano o Stanisławie, który sprzedał pięć hektarów ziemi, aby później przekazać pieniądze ze sprzedaży na budowę szkoły. Pisaliśmy o tym tu ->

        W 1955 roku Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Oto ona: 

        Uchwała nr III (2) 55:
        Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postana­wia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawie­nie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
        Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podsta­wowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, es­tetycznymi, ogrzanymi salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majów­ka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
        Niżej pieczęć i podpis
        [3]
        Gierłowski Stanisław
        Pisaliśmy o tym tu ->

        W latach powojennych (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968) pełnił społeczną funkcję Sołtysa Czarnowca, którą ostatecznie przekazał na ręce młodszego sąsiada Mieczysława Rejcha.

        Był zmęczony i schorowany po latach pracy w Prusach Wschodnich. Siedział często w kożuchu oraz zajadał się gorącymi ziemniakami, których brakowało w obozie Stabławki oraz w Kumkiejmach.

        Stanisław Gierłowski odegrał istotną rolę w życiu publicznym Czarnowca i gminy Rzekuń po II wojnie światowej.

        Pełnił kilka znaczących funkcji w bardzo trudnych politycznie czasach.

        Był pierwszym przewodniczącym Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu — objął tę funkcję po reformie administracyjnej z 1950 roku, która zlikwidowała urząd wójta i wprowadziła jednolite organy władzy państwowej.

        Zasiadał na stanowisku Przewodniczącego GRN w latach: 1955-1959, 1959-1964, 1964-1968.

        Był Inicjatorem budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu — w 1955 roku podpisał uchwałę Gromadzkiej Rady Narodowej, która rozpoczęła starania o budowę nowego obiektu szkolnego. Jego zaangażowanie i mobilizacja lokalnej społeczności doprowadziły do wpisania inwestycji do ogólnopolskiego planu budowy tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.

        Na lata 1955–1965 powierzono mu również stanowisko sekwestratora, który jako urzędnik administracyjny był odpowiedzialny za egzekwowanie podatków i opłat – pomagał mieszkańcom w rozwiązywaniu spraw podatkowych i administracyjnych.

        Stanisław Gierłowski był nie tylko lokalnym liderem, ale też osobą, która realnie wpływała na rozwój infrastruktury i edukacji w regionie.

        Był wyjątkowo zaangażowanym i cenionym sołtysem Czarnowca.
        Był osobą szanowaną, pracowitą i oddaną swojej społeczności.


        Po wielu latach w Czarnowcu na sołtysa wsi, 8 lutego 2019 r. zostaje wybrany wnuk Stanisława – Marek Karczewski. Córka Stanisława i matka Marka – Marianna mówi: 
        Ty przejąłeś chyba papiery po swoim dziadku, który zawsze rzucał sprawy rodzinne, aby pomóc ludziom – oby Ci ludzie o Tobie kiedyś nie zapomnieli.

        Marek Karczewski:
        Nie mam wspólnego zdjęcia z dziadkiem. W pamięci pozostaje jednak wspólne jeżdżenie wozem/furmanką na pola i łąki pod Leszczynę, na Zaborze, pod Górę, na Przece, na Bagno, podczas których dziadek opowiadał:
        Marulek, to było moje [wskazywał na pole], sprzedałem [tu nazwisko, którego nie pamiętam], kolejne – sprzedałem itd. …tu jest granica z tym, a tu z tamtym… Pamiętam do dziś wakacyjne przejażdżki z dziadkiem, które dla miastowego chłopaka stanowiły dużą atrakcję. Może te pola i łąki zostały sprzedane w celu pomocy w pobudowaniu szkoły w Rzekuniu? Byłem za młody, aby o cokolwiek dziadka pytać.
        Dziś pozostaje tylko pamięć…

        Rodzina Stanisława

        Gierłowski Stanisław (25.01.1909-24.04.1978), syn Franciszka i Marianny z Malinowskich.
        Gierłowscy doczekali sześciorga dzieci: Wacława, Józefa, Antoniego, Stanisława, Wincentę i Anastazję.
        Stanisław ożenił się 26.01.1938 r. z Janiną Krupówną z Kamianki. Ze wspomnianego związku na świat przyszła trójka dzieci: Marianna-Regina (1939 r.), Stanisław-Teofil (1940-1995), Danuta (1946-2000).

        Stanisław Gierłowski spoczywa na cmentarzu rzekuńskim (w środkowej jego części), w mogile z rodzicami, siostrą Anastazją Sakowską i synem Stanisławem-Teofilem.

        Poniżej kilka wybranych fotografii Stanisława Gierłowskiego z kolekcji rodzinnych: Marianny Karczewskiej, Małgorzaty Szarwackiej, Marka Karczewskiego.

        Literatura:
        [1] – Kinga Szwed – komentarz na tablicy „Rzekuń gmina mniej znana (Rgmz) – 13.07.2025 r.
        [2] – stablack.gorowoilaweckie.eu/ – dostęp 14.07.2025 r.
        [3] – Monografia gminy Rzekuń – Jerzy Dziewirski
        [4] – https://rodzinaorlowskich1 – dostęp 14.07.2025 r.
        – pl.Wikipedia.org
        – Paweł Dyrkacz – Retrokolor
        – JanuszKamiński_pegasusarchive.org
        – www.mokzambrow.pl
        Zbiory własne: Marianna Karczewska, Marek Karczewski, Małgorzata Szarwacka

        Konsultacje: Krzysztof Dąbkowski, Jacek Pawłowski, dr Paweł Ślaza.

        W 86. rocznicę mobilizacji na wojnę.
        wnuk Stanisława Gierłowskiego

        Marek Karczewski
        24 sierpnia 2025 r.





        Mieszkańcy Czarnowca – Magdalena Jabłońska i „Kipi_w_ogrodzie”

        „Kipi w ogrodzie” – historia, która zakiełkowała z pasji.

        Czasem najpiękniejsze rzeczy w życiu zaczynają się… przypadkiem. Tak właśnie było z „Kipi w ogrodzie” – projektem, który wyrósł nie z biznesplanu, a z serca, pasji i kobiecej ciekawości świata.

        Zaczęło się od kuchni i ogrodu. Bez wielkich założeń, ale z ogromną miłością do gotowania, natury, eksperymentowania z roślinami i smakami. Moje koleżanki coraz częściej dopytywały: „Co dziś ugotowałaś?”, „Co tam rośnie na Twoich grządkach?”. To właśnie one podsunęły mi pomysł, by zacząć dzielić się tym, co robię – i tak, całkiem spontanicznie, zrodziło się „Kipi w ogrodzie”.
        Miałam to ogromne szczęście, że u mego boku stał człowiek, który z czułością i spokojem wspierał każdy mój krok. To on zbudował szklarnię, gdy tylko o niej wspomniałam, pomagał zakładać nowe grządki, choć nie zawsze rozumiał moje pomysły. Zamiast pytać „po co?”, mówił „zróbmy to razem”. Jego wiara we mnie i we wszystko, co tworzę, dodała mi odwagi, by rozwijać „Kipi w ogrodzie” i przekuć pasję w coś więcej niż tylko hobby.

        Szklarnia, nowe grządki, pomysły – wszystko rosło razem ze mną.

        Z natury jestem ciekawa świata, więc nie mogłam poprzestać na praktyce. Postanowiłam pogłębić wiedzę i z dumą ukończyłam podyplomowe studia rolnicze. Dziś wiem, że warto było zaryzykować – moje działania zostały zauważone i nagrodzone, wieloma nagrodami, co daje mi ogromną motywację do dalszego działania.

        Wyróżnienia – to cieszy

        Każdy gest docenienia, niezależnie od formy, ma ogromne znaczenie.
        Okazywanie uznania buduje pozytywne relacje, podnosi morale i motywację.
        Dyplomy, puchary, słowne podziękowania, mają duże znaczenie i wpływ na dalsze działania.

        Filmy, porady, przepisy, relacje z prac znajdziecie Państwo na profilu Kipi_w_ogrodzie.

        Czarnowiec, sierpień 2025 r. Magdalena Jabłońska

        Z wielkim, pozytywnym nastawieniem czekamy na ciąg dalszy ogrodowych opowieści od Kipi_w_ogrodzie. [MK]




        „Kipi_w_ogrodzie” pojechało do telewizji

        Silver TV – najchętniej oglądana telewizja 50+ tak zapowiedziała dziś Kipi_w_ogrodzie, z Czarnowca:
        W kuchni klasyka z twistem – Magdalena Jabłońska z „Kipi_w_ogrodzie” przygotuje gołąbki z sosem śmietanowym i grzybami! Aromatycznie, domowo i pysznie!”

        Co to jest Silver?

        Silver TV – najchętniej oglądana telewizja 50+ 📺
        Z Wami, dla Was i o Was! 💬
        Oglądaj nas od poniedziałku do piątku o 8:30 na YouTube 🎥
        #NajlepiejRazem

        Dziś, o 8:30 w programie „Na dzień dobry”, w PROGRAMIE ŚNIADANIOWYM Magdalena Jabłońska z Czarnowca zdradziła parę tajemnic swoich specjałów.
        Przypomnijmy, że dnia 14 czerwca 2025 r. na swoim profilu fejsbukowym pochwaliła się gołąbkowym sukcesem:

        „Mamy to! 1. miejsce dla Kipi w ogrodzie!
        Z dumą i wielką radością informujemy, że zdobyliśmy pierwsze miejsce w konkursie „Smaki tej ziemi” za nasze autorskie gołąbki z Trendy lunchem firmy Melvit S.A.!
        To nie tylko wyróżnienie, ale też dowód na to, że tradycja może pięknie współgrać z nowoczesnym podejściem do smaku i zdrowia.
        Dziękujemy organizatorom, jury i wszystkim, którzy trzymają za nas kciuki – wasze wsparcie naprawdę dodaje nam skrzydeł (i przypraw)!
        To zwycięstwo dedykujemy wszystkim, którzy wierzą w kuchnię z serca i ogrodu!”

        Konkurs „Smaki tej ziemi” odbył się w Przystani, gmina Olszewo-Borki podczas festynu gminnego dnia 14.06.2025 r. Foto: Kipi_w_ogrodzie

        Dziś Magda gotuje w Telewizji…

        Zobaczcie i posłuchajcie Państwo, co mówiła i jak pyszne gołąbki ugotowała Magda:

        Materiał wideo z kanału YT – NA DOBRY DZIEŃ W SILVER TV | BEATA BORUCKA I MAGDALENA KOS

        Dla zainteresowanych widzów Telewizji Silver – pełen materiał z dzisiejszego programu ->

        Magda Jabłońska z kipi_w_ogrodzie przygotowała dziś gołąbki z mięsem, kiszoną kapustą i aromatycznym sosem śmietanowo-grzybowym z tymiankiem 🌿
        Chcieliby Państwo spróbować?
        Pyszne!

        Składniki:
        – 1 główka białej kapusty,
        – 1,5 kg mielonej łopatki wieprzowej,
        – 3 opakowania mieszanki Trendy Lunch,
        – ok. 1 kg kapusty kiszonej,
        – świeży tymianek,
        – garść suszonych grzybów,
        – 300 g pieczarek,
        – 1 szklanka śmietany 18%,
        – 1 szklanka śmietany 30%
        – 1 l bulionu,
        – sól i pieprz do smaku.

        Wykonanie:
        1. Ugotuj mieszankę Trendy Lunch,
        2. Połącz ją z mięsem i przyprawami,
        3. Sparz kapustę, zdejmij liście, wytnij zgrubienia,
        4. Nakładaj farsz na liście, dodaj łyżkę kiszonej kapusty i zwiń w gołąbki,
        5. Ułóż w naczyniu żaroodpornym, dodaj resztę kapusty i grzyby,
        6. Zalej bulionem i piecz 2,5 h w 180°C,
        7. Na 20 min przed końcem pieczenia dodaj śmietanę.

        GRATULUJEMY!
        Z niecierpliwością czekamy na kolejne specjały Magdy.

        Marek Karczewski, 8.07.2025 r.




        Sołtys dziękuje za sześć lat owocnej współpracy

        Sołtys dziękuje za sześć lat owocnej współpracy

        Każda podjęta przez nas decyzja jest podejmowana przez czynniki zewnętrzne.
        Takim była decyzja o podjęciu wyzwania – próby wystartowania w wyborach sołeckich na funkcję Sołtysa Czarnowca. Dnia 8 lutego 2019 roku Mieszkańcy wsi Czarnowiec wybrali mnie na tę zaszczytną funkcję. W zdaniu podkreśliłem słowo „mieszkańcy”, bo taka była Ich wola. O tym, że do tej decyzji musiałem dojrzeć przez ponad rok namawiany przez czarnowieckich przyjaciół zapewne gdzieś już wspominałem. Kto i ile razy mnie namawiał możliwe, że również pisałem – jeśli nie to kiedyś wspomnę…

        Każda nasza decyzja jest podejmowana różnie, w zależności od rodzaju czynnika zewnętrznego. Podejmujemy ją w różnoraki sposób: spokojnie, przemyślanie, z żalu, niepewnie, z zawiści, zdecydowanie, emocjonalnie, z przekonaniem, bez przekonania, poprzez wymuszenie itd.

        O mojej ostatecznej decyzji za chwilę…

        Sam dzisiejszy wpis miał być poczyniony dnia 8 lutego 2025 r., w rocznicę wyborów 2019 r.. Życie pisze jak zawsze własne scenariusze i już dziś gdy dowiedzieli się państwo, dzięki sprawnemu systemowi SMS o ważnym wydarzeniu w Czarnowcu, wiadomość zaplanowaną na luty publikuję dziś.

        Dziękuję Radzie Świetlicy

        Rada Świetlicy została powołana do życia zgodnie z Uchwałą Rady Gminy w 2015 roku. Był to prawdopodobnie jedyny skład na 21 sołectw gminy Rzekuń, który funkcjonował na zasadach prawa lokalnego ustanowionego przez radnych.
        Rada działała w zmiennym składzie ale na czele, od samego początku Państwo Łępiccy – ś.p. Eugeniusz i później Pani Teresa.
        Znakomita SPOŁECZNA praca Rady owocowała przez wszystkie lata funkcjonowania.

        Chciałbym przy tej okazji po raz kolejny podziękować osobom zaangażowanym poprzednich kadencji, o których już wspominałem i kadencji minionej.
        Dziękuję serdecznie za wielkie zaangażowanie członkom Rady Świetlicy w osobach:
        Teresa Łępicka – Przewodnicząca
        Paulina Mierzejewska
        Joanna Leszczyńska
        Zenon Dzwonkowski
        Marek Karczewski – Sołtys

        Wyrazy wielkiego uznania dla wszystkich za bezinteresowną SPOŁECZNĄ pracę!

        Dziękuję Radzie Sołeckiej

        Radzie Sołeckiej pierwszej kadencji dziękowałem wielokrotnie i czynię to ponownie szczególnie tym członkom, którzy byli gotowi do pracy SPOŁECZNEJ na każde żądanie sołtysa.
        Skład Rady Sołeckiej drugiej kadencji zmienił się 5 maja 2024 r. podczas wyborów sołeckich, w których to MIESZKAŃCY zdecydowali o ponownym wyborze Marka Karczewskiego na Sołtysa Czarnowca.
        Ze składu Rady Sołeckiej drugiej mojej kadencji chciałbym w szczególności podziękować członkom, którzy zgodnie ze statutem wsi Czarnowiec weszli w skład Rady aby wspierać działania sołtysa.
        Są to w szczególności:
        Piotr Mierzejewski – Przewodniczący Rady
        Mateusz Paszczyk
        Jarosław Żebrowski
        Małgorzata Karczewska

        Składam Państwu gorące podziękowania za SPOŁECZNE, bezinteresowne zaangażowanie w powierzone zadania oraz własne, wspaniałe działania na rzecz sołectwa.

        Ostateczna decyzja Sołtysa

        Po wielotygodniowych przemyśleniach.
        Po ogromnej ilości rozmów z moimi wyborcami.
        Po konsultacjach z rodziną i przyjaciółmi, już dnia 14 grudnia 2024 r. podczas Spotkania Opłatkowego dla Mieszkańców powiedziałem „dość”.

        Wszystkich moich wyborców, którzy w bardzo spontaniczny sposób przybyli, w piękny majowy weekend na wybory, w niedzielę 5 maja 2024 r. chciałbym serdecznie przeprosić, że z powodów oczywistych nie mogłem z Państwem wszystkimi konsultować swojej ostatecznej decyzji.
        Chciałbym jedynie zapewnić Państwa, że nadal kocham Czarnowiec, a Państwa cenię ogromnie za wielkie – słowne, sms-owe, mailowe i osobiste fizyczne wsparcie.
        Nadal chcę być aktywnym mieszkańcem Czarnowca i już dziś do wspólnych inicjatyw zapraszam osoby otwarte, prawdziwe, naturalne i szczere.

        Możemy być dumni z tych dwóch kadencji, bo stało się w Czarnowcu dwukrotnie to czego usilnie nie chciały władze gminne. Sołtysa wybierali MIESZKAŃCY!

        Z dniem 1 stycznia 2025 r. przestałem pełnić funkcję Sołtysa sołectwa Czarnowiec.

        Nowo wybranemu przez Wójta sołtysowi Andrzejowi Chełstowskiemu życzę satysfakcji…

        Pismo o moim podaniu się do dymisji, wysłane do Urzędu Gminy w Rzekuniu dnia 14 grudnia 2024 r. przeczytacie Państwo poniżej.

        Z wyrazami szacunku
        Marek Karczewski

        Foto: Piotr Kowalski



        Radosław Sikora – mieszkaniec z III danem!

        Radosław Sikora – mieszkaniec z III danem!

        50. IKO POLAND SUMMER CAMP 2023, 10 – 13 sierpnia 2023 r. w Hali sportowej KUL w Lublinie przy ul. Konstantynów.

        W tych dniach odbyła się sesja kursu sędziów. Podczas kursu zostały szczegółowo omówione przepisy IKO. Odbył się też egzamin na licencję sędziego IKO na stopień „AJ” i „J”. W seminarium wzięli udział wszyscy, którzy planują sędziować na turniejach IKO, jednak warunkiem przystąpienia do egzaminu na licencję było posiadanie, co najmniej shodan.
        W programie znalazły się: doskonalenie kihon-geiko, ido-geiko, kumite oraz kata w tym interpretacji kata (bunkai), technika i taktyka walki Kyokushin karate, egzaminy do 4 Dan włącznie. Podczas wydarzenia odbyło się kilka sesji kursu dla sędziów, którego celem było szczegółowe zapoznanie się z przepisami rywalizacji sportowej IKO (kumite oraz kata).

        Na stronie internetowej klubu Radosława Sikory odnaleźliśmy króciutki wpis o przekazaniu pasa i certyfikatu.

        „Ostrołęcki Klub Karate Kyokushin – OKKK – Sensei Radosław Sikora posiadaczem III dana!
        50 IKO Poland Summer Camp 2023
        W dniach 10-13.08.2023 w Lublinie odbyła się kolejna edycja międzynarodowego obozu IKO Summer Camp.
        Głównymi prowadzącymi byli Shihan Katsuhito Gorai oraz Ajima Kyohei.
        W wydarzeniu nie mogło zabraknąć zawodników i instruktorów OKKK, którzy przywieźli z obozu sporą dawkę nowej wiedzy.
        Podczas zgrupowania odbył się również egzamin na stopnie mistrzowskie dan.
        Sensei Radosław Sikora pozytywnie zaliczył test na stopień mistrzowski III dan.
        Shihan Wiesław Orzoł oficjalnie przekazał certyfikat i pas potwierdzające zdobyty stopień mistrzowski.
        Gratulujemy
        OSU!”

        Dla nas – mieszkańców Czarnowca to wielki zaszczyt, że w naszej maleńkiej społeczności zamieszkują takie indywidualności.

        Marek Karczewski: Panie Radosławie – dlaczego wczoraj wręczony certyfikat dotarł tak późno? Egzamin odbył się 12 i 13 sierpnia 2023 roku.
        Radosław Sikora: Egzamin odbył się w Lublinie w ciągu dwóg dni. Tu również otrzymaliśmy wyniki o tym czy zdaliśmy czy nie. Jednak sam certyfikat i pas z imieniem i nazwiskiem jest wytwarzany w Japonii. Trochę ta procedura trwa i dlatego dopiero wczoraj dotarła przesyłka, w której był wyczekiwany certyfikat i pas.

        MK: Co zdobycie wyższego dana oznacza w karate? Czy to oznacza, że może Pan startować lub sędziować zawody wyższej kategorii?
        RS: Nie. Zdobycie dana to coś porównywalnego jak stopnie wojskowe czy policyjne. Od majora wymaga się więcej niż od sierżanta. Major ma również powierzane dużo bardziej odpowiedzialne funkcje/stanowiska. Podobnie jest z naszymi stopniami. Każdy wyższy szczebel to większa odpowiedzialność za każdy krok w naszej dyscyplinie.

        MK: Oglądając film z sierpniowego wydarzenia wiemy, że podczas egzaminu nie wolno przebywać na sali osobom postronnym. Na czym polega taki egzamin i czy możecie o nim mówić?
        RS: Tak możemy. Egzamin to oczywiście dowiedzenie przed komisją naszej sprawności fizycznej. Podczas sprawdzianu musimy na przykład przejść na rękach co najmniej dziesięć metrów. Zrobić sto pompek, sto brzuszków oraz wykonać specjalne upady. Są jeszcze inne wymagające ćwiczenia, na podstawie których egzaminujący oceniają naszą sprawność. Egzamin jest dwudniowy. Pierwszy dzień to trzy godziny, drugi półtory godziny. Cieszę się, że lata ćwiczeń nie poszły na marne.

        MK: No właśnie, od kiedy zaczął Pan swoją przygodę z karate?
        RS: W 1991 roku. Jako szesnastolatek poszedłem do Ostrołęcki Klub Karate Kyokushin, do Pana Wiesława Orzoła. Klub został założony w 1979 roku przy ostrołęckim TKKF-ie. Od 1990 roku nieprzerwanie zarządza nim Sensei Wiesław Orzoł. W naszym klubie prowadzimy sekcje między innymi w miejscowościach: Ostrołęka, Myszyniec, Pułtusk, Troszyn, Lelis, Olszewo-Borki, Krasnosielc i Baranowo.

        MK: Jakie ma Pan plany na przyszłość? Może jakieś związane ze swoją wioską – czyli Czarnowcem?
        RS: Tak, nawet już jakiś czas temu gdy rozmawialiśmy w maju przyszedł mi do głowy pomysł aby w naszej świetlicy wiejskiej zorganizować na początek kilka spotkań dla mieszkańców i nie tylko, aby zaprezentować i jednocześnie zachęcić osoby w różnym wieku do aktywności sportowej. W moim przypadku do pokazania sztuki karate. Wiem, że wiek to tylko liczba co pokazują moi przyjaciele z dyscypliny, nigdy nie jest za późno na aktywność fizyczną. Możemy w każdej chwili rozpocząć takie zajęcie pod warunkiem wolnego czasu, którego mam zdecydowanie za mało.

        MK: Bardzo dobry pomysł Panie Radosławie – czekamy na ustalenie konkretnego terminu na pierwsze spotkanie.
        RS: Bardzo chętnie udzielę rad i przeprowadzę treningi nieodpłatnie dla mieszkańców Czarnowca.

        MK: No właśnie. Czy trudno jest mieszkać prawie w dwóch miejscowościach? W dwóch z powodów usytuowania Pana domu. Niektórzy okoliczni mieszkańcy a nawet władze myślą, że mieszkacie w Tobolicach. Jednak granica Tobolic i Czarnowca jest dopiero na połowie ulicy Jodłowej. Geodezyjnie rzecz ujmując jesteście mieszkańcami Czarnowca.
        RS: Tak, jest to trochę dziwna sytuacja i często nasze zamieszkiwanie jest mylone. Mieszkamy w Czarnowcu ale w zwartej zabudowie Tobolic. Tuż za naszym płotem przebiega granica Czarnowca z Tobolicami. Odkąd nadaliśmy nazwę naszej ulicy w Czarnowcu na wniosek pana sołtysa to wszyscy kurierzy nauczyli się, że tu u nas jest Czarnowiec. Wcześniej bez tej nazwy wszyscy zaliczali nas do Tobolic. Wybraliśmy nawet nazwę taką wspólną dla Tobolic i Czarnowca. Ulica Wspólna jest wprawdzie wspólna jako droga ale sama nazwa występuje tylko w Czarnowcu. To, że mieszkańcy Czarnowca i Tobolic traktują nas jak „swoich” jest nawet miłe, bo czujemy się potrzebni i w Tobolicach i w Czarnowcu. Sam jako zapalony sportowiec w miarę swoich możliwości wspieram i Tobolice i Czarnowiec. Taki urok mieszkania na granicy. Dodatkowo dodam jako mieszkaniec Czarnowca, że warto byłoby na granicy naszych wsi ustawić tablicę gdzie zaczyna się Czarnowiec, a gdzie kończą Tobolice.

        MK: Wracając do obozu w Lublinie. Czy było warto w nim uczestniczyć?
        RS: Obóz był intensywny i niezwykle inspirujący. Przećwiczyliśmy wiele nowych kombinacji Igo-geiko i elementów walki. W niedzielę zakończyliśmy treningiem 50. kumite! To kolejny etap w mojej sportowej karierze. Mam nadzieję, że nie ostatni.

        MK: Wielkie gratulacje Panie Radosławie – mieszkańcu Czarnowca!

        Dziękuję serdecznie za rozmowę

        Marek Karczewski, 11.11.2023 r.




        Pożegnaliśmy Przemka Dudziaka

        Pożegnaliśmy Przemka Dudziaka

        Tak właśnie – pożegnaliśmy Przemka, bo to młody chłopak, który za wcześnie nas opuścił.
        Przemek, zaledwie 28 lat, bo dopiero w poniedziałek 17 kwietnia skończyłby 29 lat!
        Zmarł w pracy, którą przez ostatnie kilka miesięcy pokochał. Spędził tam nawet ostatnie święta Wielkiej Nocy z właścicielami gospodarstwa.
        Miejscowość Skolity i gospodarstwo EtnoWarmia koło Olszyna były ostatnim domem Przemka, który w nocy 11 kwietnia 2023 r. opuścił na zawsze.

        Przemysław Dudziak pochodził z Czarnowca. Urodził się 17 kwietnia 1994 r.
        Mieszkał tu od urodzenia, chodził do Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, do Gimnazjum w Rzekuniu, później uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce. Tu zdobył świadectwo dojrzałości i niebawem ze swoim nierozłącznym przyjacielem Antonim Karczewskim podjął studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie…

        Zdjęcie wykonane na ulicy Dzikiej Róży w Czarnowcu podczas IV Biegu AG Bez Limitu Ostrołęka i okolice, dnia 24 kwietnia 2010 roku. Foto: Pijący_mleko

        W dniu tej dla nas wszystkich tragicznej wiadomości o śmierci Przemka, na fejsbukowej tablicy napisałem tak:

        12 kwietnia 2023 r.
        Przemek coś Ty uczynił?!
        Zawsze byłeś mile widzianym gościem w naszych skromnych progach. Na obiadach, kolacjach, śniadaniach i noclegach…
        Wkurzaliśmy się razem z małżonką jak pierwszą noc z jakiegoś koncertu wracaliście z Antkiem na piechotę z Kadzidła.
        Nie było Was do rana a my nie mogliśmy spać.
        Zawsze byłeś pomocny i nie odmawiałeś gdy Cię prosiłem o pomoc przy organizacji wyścigów kolarskich czy biegów. Sam również dawałeś się namawiać do aktywności i nawet nieźle Ci szło.
        W tym roku biegałeś na WOŚP w Olsztynie i było widać radość na Twojej twarzy.
        Zawsze gdy się spotykaliśmy czy w Olsztynie, Gdańsku czy Czarnowcu życzyłem Ci abyś się nie poddawał i walczył o swoją przyszłość.
        Kibicowałem Ci z całego serca, zresztą nie tylko ja. Ludzie w Czarnowcu będą Cię wspominać dobrze, bo byłeś bardzo grzeczny, no może z jednym wyjątkiem 🙂
        Kiedyś z Antkiem tak dla żartów „ostreczowaliście” cały przystanek autobusowy przy świetlicy… PAPIEREM TOALETOWYM haha
        Później dopiero się dowiedziałem dlaczego dziesięć rolek zaginęło 🙂
        Pani ówczesna sołtys Czarnowca Wiesława Milewska przyszła do mnie na skargę, że moje chłopaki (czyli Antek i Przemek) zrobili coś strasznego. A to był tylko papier do d…
        Wiedziała, że u nas nocujesz więc przyszła. Nie wiem czy poszła na skargę do Twojej mamy.
        Wasze próby muzyczne u nas w domu gdy grałeś na basie nie przeszkadzały nam zupełnie. Bardzo lubiliśmy Wasze koncerty gdy graliście na różnych uroczystościach.
        Gdy już wywoziłem Was na studia do Olsztyna to ledwie zmieściłem Wasze toboły na przyczepę i do samochodu rowery dwa.
        Później pomagałeś nam przewieźć się do Gdańska i sam tam trafiłeś na jakiś czas…
        Dziś nie żałuję, że pomimo nędznej pomocy finansowej i mentalnej mogłem choć trochę przyczynić się do wskazywania Tobie dobrej drogi.
        Dziś Przemku płakałem, bo sprawiłeś nam ogromny ból. Byliśmy z Tobą naprawdę mocno związani.
        Już nie zobaczymy Cię idącego na ul. Polną w Czarnowcu z Twoją nierozłączną deską. Nie ukłonisz się nisko jak miałeś w zwyczaju. Teraz to mu będziemy musieli iść na cmentarz do Rzekunia aby Cię powspominać 🙁
        Wielka szkoda, że zaledwie w wieku 29 lat odszedłeś od nas.
        Pokój Twojej duszy.
        Przemysław Dudziak – Czarnowiec (1994-2023)

        Przemka ostatnia droga z zakładu pogrzebowego w Ostrołęce, przez Czarnowiec do kościoła i na cmentarz w Rzekuniu odbyła się dnia 19 kwietnia 2023 r.
        Podczas mszy żałobnej w rzekuńskim kościele pod wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego ksiądz proboszcz Krzysztof Górski podkreślał, że musimy wszyscy zapamiętać wyłącznie dobre uczynki Przemka!
        Tak też stało się przy Jego mogile na cmentarzu gdy wszyscy żałobnicy wysłuchali słów siostry zmarłego Darii, która opowiedziała krótką historię Przemka z jego zdecydowanie za krótkiego życia.

        W świetlicy wiejskiej, w Czarnowcu spotkali się najbliżsi z rodziny i przyjaciele Przemka.
        Wspominaliśmy tego wspaniałego chłopaka, słuchaliśmy Jego ulubionej muzyki i oglądaliśmy slajdy ze zdjęciami.

        2023.04.19 – Świetlica Wiejska w Czarnowcu. fot: Daniel Dudziak

        Z powodu wielkiej tragedii dla najbliższej rodziny i przyjaciół składam najszczersze kondolencje:
        – matce Małgorzacie
        – bratu Dominikowi
        – siostrom Darii i Angelice

        Zostały zamówione msze za duszę Przemka:
        – od sołtysa Czarnowca 9.10.2023 godzina 7:00
        – od mieszkańców Czarnowca 11.10.2023 godzina 7:00
        – od najbliższych sąsiadów 12,13.10.2023 godzina 7:00
        – od Państwa Żebrowskich z Czarnowca 16.10.2023 godzina 7:00
        oraz inne, o których poinformujemy gdy otrzymamy dokładne terminy.

        Marek Karczewski




        Mieszkańcy – Ewelina Szczubełek-Rykowska

        Mieszkańcy – Ewelina Szczubełek-Rykowska

        2022.11.19 (sobota)
        Kontynuując rubrykę „mieszkańcy” jakiś czas temu poprosiłem mieszkankę Czarnowca o przesłanie do mnie kilku zdjęć z opisem swoich osiągnięć sportowych (biegowych).
        Oczywiście przesłała ale w takiej sieczce, że zebranie i zamieszczenie tego materiału zajęło mi sporo czasu.
        Jednak czego się nie robi dla swoich „przodowników” 🙂 – piszemy o Nich tu ->

        Na pomysł przybliżania Państwu sylwetek mieszkańców Czarnowca wpadłem wieki temu ale oczywiście jedyną i najważniejszą przeszkodą w przeprowadzaniu wywiadów jest czas!
        Wiem, że warto pokazywać naszej społeczności nieprzeciętnych sąsiadów, którzy wielokrotnie pozostają anonimowi.
        Co do Pani Eweliny nie moglibyśmy powiedzieć jednoznacznie, że jest anonimowa, bo to „nasza gwiazda” 🙂

        Podchodząc do sprawy bardziej poważnie uważam, że należy się Jej ten wpis.

        Nasza biegaczka maratońska przygodę z bieganiem rozpoczęła gdy stwierdziła, że już jest na to czas – pomógł Jej w tym tata (również maratończyk). Dla osób mylnie interpretujących słowo „maraton” przypominam, że jest to bieg wyłącznie na dystansie 42 kilometrów i 195 metrów. Żaden inny dystans nie jest maratonem!
        Pisząc ten artykuł dowiadujemy się z mediów (ja słyszałem o tych zamierzeniach już wcześniej ), że Pani Ewelina wspólnie ze swoimi biegowymi przyjaciółmi założyła klub biegowy pod nazwą LKS – KURPIE NA LUZIE. Otrzymała w nim zaszczytną funkcję skarbnika.
        Życzymy Ewelinie i całemu Zarządowi Klubu samych sukcesów sportowych oraz organizacyjnych, a także otwartych serc sponsorów, bez których nie mogą funkcjonować tego typu amatorskie stowarzyszenia.

        Zapraszam Państwa serdecznie do śledzenia rubryki MIESZKAŃCY, w której znajdują się opisy wyjątkowych mieszkańców Czarnowca.

        W związku z chronicznym brakiem czasu nie mogę Państwu obiecać, że za tydzień lub dwa pojawi się kolejny materiał o innym wyjątkowym mieszkańcu ale obiecuję, że nadal mam w planach to robić aby przybliżać sylwetki sąsiadów. Zapraszam do komentowania, kogo widzielibyście Państwo w kolejnym materiale.

        Dziękuję za poświęcony czas.
        Zapraszam do lektury.
        MK

        Jak podsumowała swój biegowy sezon 2022 Pani Ewelina?

        Zanim zacznę podsumowanie swoich osiągnięć biegowych w tym roku, chciałabym krótko opowiedzieć, dlaczego biegam i jak narodziła się ta pasja.
        Sport towarzyszy mi od dziecka, ponieważ przez 6 lat szkoły byłam w klasie sportowej. Trenowałam skok wzwyż, taniec towarzyski, pływanie. Często brałam udział w zawodach sportowych, także tych na szczeblu ogólnopolskim. Niestety bez większych sukcesów, ale zostałam tam zauważona i pojawiła się nawet propozycja, aby szkołę średnią kontynuować w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Warszawie. Wtedy nie wiązałam swojej przyszłości ze sportem, wiec zrezygnowałam i na tym etapie skupiłam się na nauce w liceum, później na studiach. Chciałabym w tym miejscu również zaznaczyć, że bieganie nigdy nie było moją ulubioną aktywnością, uważam po prostu, że jest nudne. Osobą, która zaraziła mnie miłością do biegania jest mój tata- Waldemar Szczubełek, który w młodości biegał maratony, a po latach przerwy wrócił do biegania na krótszych dystansach. To z nim w 2019 roku wybrałam się na pierwsze zawody biegowe i od tamtego dnia, poznając po drodze wspaniałą społeczność biegową, zaczęła się przygoda z tym sportem.
        Od dwóch lat biegam z planem treningowym, przygotowywanym bezinteresownie przez kolegę biegowego, Michała Bukowskiego, którego poznałam uczęszczając na treningi Biegam Bo Lubię Ostrołęka. Michał zauważył mój potencjał i zaoferował pomoc w rozpisywaniu treningów, abym przy okazji czerpania radości z biegania, poprawiała swoje wyniki i unikała kontuzji.
        Obecnie trenuję 7 razy w tygodniu: 5 treningów biegowych i 2 uzupełniające, czyli siłownia lub joga. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia mojego męża Przemka, który dzielnie znosi wszystkie moje szalone plany biegowe, wspiera w ich realizacji i daje motywacyjnego kopa.

        Wspierają mnie również moi przyjaciele biegowi, to z nimi zrobiłam pierwsze życiówki i to oni nakręcają mnie do działania.
        Trenowanie biegania na poziomie amatorskim, gdzie łączę to z życiem rodzinnym, pracą i prowadzeniem domu, jest czasochłonne, ale jest to pasja, bez której nie umiem już żyć.

        ESR

        BIEGI – Kalendarium startów w 2022 roku

        27.02.2022 r.
        42. Półmaraton Wiązowski
        Czas: 1:32:31
        Bieg rozpoczynający sezon biegowy.

        12.03.2022 r.
        Bieg charytatywny dla Gabrysia
        Dystans: 10 km po lesie
        Czas: 42:02:58
        Bieg miał charakter koleżeński, cały dochód z biegu został przeznaczony na leczenie Gabrysia Napiórkowskiego z Ostrołęki.
        2 miejsce Open kobiet

        20.03.2022 r.
        Bieg Pomocnych Serc w Pruszkowie
        Dystans: 10 km po parku
        Czas: 44:58:30
        Miejsce: 2 Open Kobiet
        Bieg charytatywny w celu sfinansowanie dalszej rehabilitacji mieszkańca Pruszkowa, chorującego na mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe.

        1.04.2022 r.
        Ultra Hańcza- Cisowa Trail
        Dystans: 25 km w pięknych okolicznościach Suwalskiego Parku Krajobrazowego
        Czas: 1:58:19
        Miejsce: 3 Open Kobiet
        Bieg trailowy, z dużą ilością przewyższeń. Warunki pogodowe dosyć ciężkie, było zimno, mocno wiało i padało.

        23.04.2022 r.
        6 godzin pełnej mocy w Chorzowie.
        Bieg 6 godzinny na stadionowej bieżni lekkoatletycznej, podczas którego serwisowałam/supportowałam koleżankę biegową Patrycję Bereznowską.
        Stadion Śląski w Chorzowie robi wrażenie. Patrycja zajęła 3 miejsce Open Kobiet.

        1.05.2022 r.
        31. Maraton Juranda
        Dystans: 42,195 km
        Czas: 3:09:34
        Miejsce: 2 Open Kobiet
        Jest to impreza biegowa z wieloletnią, ciekawą historią. Trasa asfaltowa, płaska z atestem PZLA.

        7.05.2022 r.
        Szybka Dycha Bez Limitu w Rzekuniu
        Dystans: 10 km (trasa zróżnicowana)
        Czas: 41:51
        Miejsce: 2 Open Kobiet
        1 w kat. wiekowej 30+
        1 Najszybsza z Gminy Rzekuń
        1 Najszybsza z Czarnowca
        Bardzo dobrze zorganizowany, lokalny bieg, w którym wystartowałam tydzień po maratonie.

        Od sołtysa: O biegu i Mistrzach Czarnowca pisaliśmy tu ->

        13.05.2022 r.
        UltraPark Weekend 48h/24h/100km
        Po raz kolejny w tym roku miałam zaszczyt serwisować bieg Patrycji Bereznowskiej, która ustanowiła w Pabianicach nowy rekord świata kobiet w biegu 48-godzinnym: 403,32 km. Przez dwa dni i dwie noce cały zespół dbał o odpowiednie odżywianie, nawodnienie, motywacje, sen, zmianę butów, ubrań itp., aby zawodniczka skupiła się na tym co najważniejsze, czyli na biegu. Niesamowite przeżycie, mało snu, dużo pracy, jeszcze więcej emocji.

        4.06.2022 r.
        7. Wyszkowska Dycha Nocą
        Dystans: 10 km, trasa asfaltowa
        Czas: 41:07
        Miejsce: 2 Open Kobiet

        5.06.2022 r.
        X Goworowski Bieg dla Zdrowia
        Dystans: 10 km trasa asfaltowa
        Czas: 42:15
        Miejsce: 2 Open Kobiet, 2 w kat wiekowej K30+

        12.06.2022 r.
        XIV Hunters Grodziski Półmaraton „Słowaka”
        Dystans: 21,097 km
        Czas: 1:28:43
        Miejsce: 11 Open Kobiet
        1 w kat. wiekowej K35+
        To impreza sportowa na wysokim poziomie. Warto dodać, że w biegu wzięło udział prawie 3000 biegaczy w tym 873 kobiety.

        27.08.2022 r.
        Bieg Miodobrania Kurpiowskiego
        Dystans: 10 km trasa asfaltowa
        Czas: 43:25
        Miejsce: 2 Open Kobiet
        2 Powiat ostrołęcki
        2 w kat wiekowej K30

        28.08.2022 r.
        Dycha Juranda w Spychowie
        Dystans: 10 km po lesie
        Czas: 45:09
        Miejsce: 1 Open Kobiet
        Bardzo ciężka trasa po lesie, ale warto bo jest to świetnie zorganizowany bieg.

        3.09.2022 r.
        7. Nocny Półmaraton Praski w Warszawie
        Dystans: 21,097
        Miałam zaszczyt biec, jako tzw. „zając” i poprowadzić zawodników z grupy biegnącej na czas 1 h 50 min, co udało mi się perfekcyjnie. Wspaniale wyróżnienie, być jedną z dwóch kobiet wśród pacemakerów półmaratonu. (red. z Weroniką Lenkiewicz z Olszewki)

        18.09.2022 r.
        XXVI Półmaraton Kurpiowski im. Stanisława Dzięgielewskiego
        Dystans: 21,097
        Czas: 1:28:54
        Miejsce: 6 Open Kobiet, 3 Powiat ostrołęcki

        25.09.2022 r.
        2. Bieg Kryptonim Szare Szeregi
        Dystans: 9390m po lesie
        Czas: 44:56
        Miejsce: 1 Open Kobiet

        2.10.2022 r.
        VIII Bieg Pamięci Marynarzy i Ułanów poległych w 1920 roku
        Dystans: 10 km trasa asfaltowa z atestem
        Czas: 39:41
        Miejsce: 5 Open kobiet, 3 w kat wiekowej K30
        Bardzo mocno obsadzony bieg. Świetna organizacja.

        23.10.2022 r.
        39. Toruń Maraton i Półmaraton
        Dystans: 21,097 trasa z atestem PZLA
        Czas: 1:26:43
        Miejsce: 2 open kobiet, 1 w kat. wiekowej K35
        Ogromna impreza biegowa ze startem i metą na Motoarenie.

        FOTO: z kolekcji Eweliny Szczubełek-Rykowskiej

        I na sam koniec jeszcze Pani Ewelina do mnie napisała tak:

        Koniec.
        Nie spodziewałeś się ze tak dużo tego było 😂.
        Dobrze że do Krakowa daleko, miałam czas pisać 😉
        Jeszcze dodam podsumowanie jakieś

        Zatem czekamy na to podsumowanie…

        Co mówi o Ewelinie trener Michał Bukowski?

        Współpracę z Eweliną zacząłem jakieś 3 lata temu, biegała rekreacyjnie, bez planu, wyłącznie dla przyjemności. Szybko okazało się, że łatwo przychodzi jej adaptacja do nowych dystansów i prędkości, co zaowocowało marzeniem o przebiegnięciu maratonu, który przebiegła w 2021 roku i nawet poważna kontuzja nie zatrzymała jej przed osiągnięciem celu. Już wtedy wiedziałem, że ma potencjał i głowę do walki🔥 Z czasem stawała się coraz lepsza, dzięki ciężkiej pracy treningowej i pracy nad sobą, dokładała kolejne sukcesy, a życiówki tylko to potwierdzają. Jest zawodniczką zdyscyplinowaną i pracowitą, a do tego przynosi jej to ogrom radości i powód do dumy dla jej taty. W życiowym pędzie znajduje czas na wspólne, owocne treningi z przyjaciółmi, a w ramach przygody i zdobywania kolejnych doświadczeń, supportuje naszą Mistrzynię Świata i Europy w biegach długodystansowych- Patrycję Bereznowską.
        Trener – Michał Bukowski

        Czarnowiec, 19 listopada 2022 r.
        Marek Karczewski




        Mieszkańcy – Dominik Kupis

        2022.02.22
        Dziś podczas prac koleżanek w pracy, które tworzyły piękne wielkanocne koszyczki z papieru (wikliny papierowej) trafiłem w starych numerach Tygodnika Ostrołęckiego na kilka wartych uwagi artykułów sportowych, historycznych. Co najważniejsze jeden z artykułów był o naszym mieszkańcu – Dominiku Kupisie. Postanowiłem uratować ten kawałek papieru, bądź co bądź o historii Czarnowca i jego mieszkańcach.

        Artykuł o Dominiku Kupisie w papierowym TO z dnia 21 lutego 2017 r.

        Nie wszyscy się na wsi znamy i nie wszyscy wiemy o naszych pasjach i talentach.
        Już jakiś czas temu zdecydowałem, że na naszej stronie Czarnowiec.pl w menu MIESZKAŃCY będą opisywani „nietypowi” mieszkańcy naszego sołectwa.
        Planów co do tych „nietypowych” mieszkańców jest wiele ale największą przeszkodą jest czas!
        Z pobieżnych wyliczeń, takich mieszkańców, których historie i pasje wypadałoby opisać jest kilkudziesięciu.
        Czy uda się kiedykolwiek zrealizować plany? Nie wiem.

        Dziś zainspirowany uratowaną kartką z Tygodnika Ostrołęckiego (rocznik 2017) postanowiłem odszukać wersji elektronicznej na stronie internetowej wydawcy.

        Niewielu z Państwa zapewne wiedziało, że Pan Dominik Kupis z Czarnowca robi własne gitary. Jeszcze mniej osób mogło się spodziewać, że w Czarnowcu mamy własną warzelnię piwa – o czym świadczą naklejki na butelkach 🙂

        Poniżej treść artykułu z 21 lutego 2017 r., który w polu autor podpisano „redakcja” – zdjęcia dla TO wykonała Pani Iza Ossowska

        Pasją Dominika Kupisa z Czarnowca w gminie Rzekuń jest tworzenie gitar elektrycznych. W wolnych chwilach mężczyzna warzy także domowe piwo.

        Chcę, żeby tworzenie gitar pozostało moim hobby, bo jeśli stanie się pracą, to być może przestanie być moją pasją – przyznaje 36-letni Dominik Kupis z Czarnowca w gm. Rzekuń.
        Na co dzień prowadzi firmę budowlaną. W wolnych chwilach poświęca się… tworzeniu.
        Ciągle coś robię. Nie mógłbym usiąść przed telewizorem i po prostu patrzeć w ekran. Najbardziej lubię tworzyć – mówi nasz sympatyczny rozmówca.
        Jego przygoda z gitarami zaczęła się kiedy był uczniem szkoły podstawowej.
        – Moja starsza siostra grała na fortepianie, a mama – na gitarze – wspomina. – Zawsze byłem otoczony muzyką. To właśnie mama zachęciła mnie do gitary. Zapisała mnie do ogniska muzycznego. Dwa lata tam chodziłem. Grałem na gitarze klasycznej, ale zawsze ciągnęło mnie do gitary elektrycznej.
        Pierwszą i najważniejszą do tej pory fascynacją muzyczną Dominika jest zespół Queen.
        – Brian May zrobił z ojcem gitarę na początku lat 60. Na tej gitarze gra do tej pory. To był dla mnie wyznacznik, że można. W dzisiejszych czasach zrobienie np. gitary jest tylko kwestią chęci. Całą wiedzę można zdobyć w Internecie – przekonuje.
        Dominik Kupis mówi o sobie – jestem melomanem. Mężczyzna lubi dobre, rockowe brzmienia.https://www.youtube.com/embed/bu0iy0eFNy4
        – Zawsze ciągnęło mnie do muzyki lat 80.: Van Halen, czy White Snake. W tamtych latach ci bogowie gitary tajniki gry na gitarze mieli opanowane do perfekcji. A im jestem starszy tym sięgam głębiej. Teraz słucham muzyki z lat 70. Cenię gitarzystów takich jak Steve Vai, czy Joe Satriani. W związku z fascynacją jednym z tych wykonawców kupiłem kiedyś gitarę sygnowaną jego nazwiskiem. Jako żółtodziób kompletnie się wtedy nie znałem na gitarach elektrycznych. Gitara była kosztowna, ale niestety, okazało się, że feralna. To zniszczyło moje marzenie o byciu gitarzystą.
        Przez to doświadczenie Dominik stracił chęć do intensywnego grania na gitarze elektrycznej. Ale w pewnym momencie zapragnął zbudować gitarę sam.
        – Kupiłem kiedyś gitarę w komisie za grosze. Okazało się, że to była gitara zrobiona przez kogoś w domu. To napędziło moją wyobraźnię – wspomina z uśmiechem. – Po 2000 roku zacząłem sklejać kawałki drewna, by stworzyć pierwszą gitarę. Ale ostatecznie, z braku chęci i czasu, rzuciłem to w kąt.
        Tę pracę odstawił na wiele lat.
        – Skończyłem ją cztery lata temu – mówi. – Przeprowadziliśmy się własnego domu. Wróciłem do pracy i z przyjemnością obserwowałem, jak kolejne elementy gitary wyłaniają się z drewna. W końcu okazało się, że ona gra. I to całkiem nieźle! To mnie zmotywowało do zrobienia następnej. Jeszcze lepszej – opowiada pasjonat.
        Kolejną, białą, zrobił tej samej zimy.
        – Dębową, na której gram, zacząłem robić wiosną 2013 roku. Zimą 2014 skończyłem. Robiłem ją tylko w wolnych chwilach. Następną, czarną, wykonałem dla brata. On grał wcześniej na tej feralnej. Oddałem mu ją, mówiąc, że nie chcę na nią patrzeć. Od czasu, kiedy dostał gitarę zbudowaną przeze mnie, gra tylko na niej – mówi Dominik.
        Nasz rozmówca przekonuje, że zbudowanie gitary nie jest takie trudne.
        – Po prostu należy się stosować się do wytycznych – zaznacza. – Trzeba mieć odpowiedni gatunek drewna. Najbardziej skomplikowane jest trzymanie się wymiarów. Każdy milimetr może mieć znaczenie. Najważniejsze są: po pierwsze, precyzja, pod drugie, precyzja i po trzecie, precyzja – mówi ze śmiechem.
        Mężczyzna zbudował także kolumnę.
        – W ostatnich latach bardzo popularne jest podpinanie gitary elektrycznej pod urządzenia cyfrowo modelujące brzmienie. Miałem takie urządzenie, ale zawsze raziła mnie jakość tego brzmienia. Czułem, że to nie jest prawdziwe. Dokupiłem wzmacniacz, a „paczkę” zrobiłem już sam – mówi.

        Dominik jest też… domowym piwowarem. Wytwarza różne gatunki: ale, ipa, stout, warki.
        – Po sześciu godzinach przy garach, wychodzą dwie skrzynki świetnego piwa. Tylko trzeba pilnować technologii – zaznacza.

        Tekst i zdjęcia z portalu to.com.pl

        Na łamach naszej strony internetowej będziemy zamieszczać informacje o mieszkańcach Czarnowca.
        Zwracam się z prośbą o podsyłanie nazwisk mieszkańców naszej wioski, o których warto napisać.
        Wśród wytypowanych przeze mnie osobach znajdą się niebawem publikacje o: …
        To na razie tajemnica.

        Zapraszam do udostępniania i częstego zaglądania na naszą witrynę, nie tylko na stronę „aktualności” ale również do działu MIESZKAŃCY.

        Pozdrawiam
        Marek Karczewski




        Eugeniusz Łępicki (1956-2021)

        Pierwszy historyczny, legalny, „ustawowy”, powołany przez władze gminy, a wybrany przez mieszkańców Gospodarz Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu.

        „25.01.2016 Zebrania wiejskie
        Urząd Gminy w Rzekuniu informuje mieszkańców o terminie zebrań wiejskich, na których zostanie dokonany wybór Rad Świetlic i Gospodarza Świetlicy. Obowiązek zorganizowania zebrań wiejskich wynika z podjętej Uchwały Nr XII/91/2015 Rady Gminy Rzekuń z dnia 30 listopada 2015 r. w sprawie ustalenia zasad i trybu korzystania ze świetlic i remizo-świetlic będących własnością gminy Rzekuń.
        Zebrania wiejskie odbędą się w świetlicach lub remizo-świetlicach w następujących terminach:
        28 stycznia br. (czwartek) – godz. 17:30 Czarnowiec…”

        źródło: Urząd Gminy w Rzekuniu

        Gdy w połowie lat siedemdziesiątych rozpoczęto budowę Świetlicy w Czarnowcu Gieniek miał 20 lat. Razem z młodymi kolegami, z Czarnowca Zbyszkiem Sobolem (1958) i innymi, pilotowali, pomagali, angażowali się aby jak najszybciej powstał ten budynek. Aby społeczność wiejska miała schronienie nad głową i aby młodzież taka jak On miała gdzie potańczyć na wiejskiej potańcówce.

        Budowa wlokła się latami, bo wciąż brakowało funduszy ale już w latach 80-tych okoliczna młodzież mogła potańczyć na świeżo wylanej posadzce, na tak zwanych „wichurach”. Nie wiemy czy ktoś wtedy z Borawego lub Suska oberwał sztachetą ale wiemy, że były to znakomite atrakcje dla młodzieży – nie mylić z walką na sztachety 🙂

        Przez wiele lat świetlica stała zaniedbana, a Gieniek był w tym zakresie bezsilny, bo w sołectwie, które było właścicielem gruntu i świetlicy nie było chętnych do finansowania remontu/wykończenia tego budynku.
        Dopiero w roku 2011 gdy gmina przejęła nieodpłatnie grunt i budynek świetlicy, ruszyły prace remontowe.
        W roku 2013 trwały intensywne prace budowlane. Sołtysem Czarnowca była w tym czasie siostra Eugeniusza Pani Wiesława Milewska. Razem pilotowali i doglądali aby ten budynek zyskał nowoczesne oblicze.
        31 sierpnia 2013 roku nastąpiło oficjalne otwarcie Świetlicy Wiejskiej po remoncie. Inwestorem była Gmina Rzekuń, władzę sprawował Wójt Stanisław Godzina. Wsparcie: PROW za pośrednictwem Stowarzyszenia LGD Zaścianek Mazowsza i Urzędu Marszałkowskiego.

        Eugeniusz Łępicki trzykrotnie, w latach dziewięćdziesiątych i już w XXI wieku kandydował w wyborach samorządowych do Rady Gminy Rzekuń z nadzieją, że coś dla Czarnowca wywalczy. Układ Okręgów Wyborczych był skonstruowany tak niefortunnie, że kandydat z Czarnowca musiał rywalizować z kandydatem z Rzekunia. Cudem byłoby wygranie z kandydatem rzekuńskim.
        Przez wszystkie lata nie zaprzestał swojej działalności na rzecz sołectwa!

        Razem z sołtysem – Panią Milewską zainicjowali również budowę/ustawienie krzyża przydrożnego w okolicy świetlicy. Gieniek krzyż wykonał sam – ciął, spawał, malował. Sam również posadowił go w podstawie/kamieniu. Ostatnia konserwacja krzyża przy świetlicy była wykonana również prze Niego dnia 27 kwietnia 2019 roku.
        Wszystkie te działania wykonywał oczywiście ze swoimi przyjaciółmi i rodziną.

        foto: Marek Karczewski

        Tydzień przed trafieniem do szpitala małżeństwo Państwa Łępickich zwróciło się do mnie abym poszukał nowych (młodszych) kandydatów na zarządzanie świetlicą. Prosili mnie abym zorientował się w sprawach jak przekazać prawnie to stanowisko. „Odparłem, że nie ma pośpiechu – poczekajmy do lata, usiądziemy przy ognisku i przedyskutujemy, może właśnie z nowym kandydatem lub kandydatami”.
        Wspominał również o nowej inicjatywie w Czarnowcu dla seniorów w Ich wieku. Planował robić spotkania dla osób samotnych z Czarnowca – wdów i wdowców, którzy w samotności spędzają czas. Planował, bo właśnie przeszedł na zasłużoną emeryturę i nie chciał się na niej nudzić. Chciał coś robić dla innych.

        Planował…

        Nie przewidział jednego, że niewidzialny wróg siejący spustoszenie na całym świecie dopadnie właśnie Jego! Jego – pierwszego mieszkańca Czarnowca pokonanego przez koronawirusa Covid-19!

        Wczesnym rankiem 14 marca 2021r. dotarła do nas tragiczna wiadomość …
        Wiadomość wstrząsająca dla rodziny, dla sąsiadów, przyjaciół, kolegów z pracy i nas wszystkich pamiętających Eugeniusza Łępickiego tylko z tej najlepszej strony.

        Z najszczerszymi kondolencjami rodzinie
        Marek Karczewski
        Sołtys

        foto: Marek Karczewski

        Gdy tylko czas na to pozwoli, na krzyżu przy ul. Dzikiej Róży będziemy chcieli razem z Radą Świetlicy powiesić pamiątkową tablicę budowniczego krzyża w centrum Czarnowca.
        Powiesimy również zdjęcie, w honorowym miejscu, w świetlicy z napisem „Eugeniusz Łępicki (1956-2021) – Pierwszy Gospodarz Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu”

        Zdjęcie podesłane przez Panią Bogumiłę. Krzyż, tuż po ustawieniu – rok 2010.




        Stefan Sakowski – setna rocznica urodzin

        RELACJA NIEMIECKICH DOKUMENTALISTÓW:
        16 kwietnia 1945 – rozpoczęła się walka
        Plan działań 1 Frontu Ukraińskiego pod dowództwem marszałka Konjewa w bitwie o Berlin przewidywał boczny atak na południe od Puszczy Mużakowskiej do centrum Rothenburga. Pomiędzy ciągami głównymi a bocznymi miał pozostać wolny korytarz o szerokości około 15 kilometrów, który był tylko słabo obsadzony przez siły polskie i miał więcej za zadanie wiązania wojsk wroga. Nie planowano zatem ataku na Nysę w prostym kierunku zachodnim na Weißwasser.
        Oddział ten miał prowadzić 2 Armia Polska, działająca na południe od 5 Armii Gwardii. Na noc przed rozpoczęciem ataku rosyjskie dywizje przeprowadziły gwałtowny rekonesans z siłami wzmocnionej kompanii karabinowej, gdzie jest bardzo prawdopodobne, że celem był również Weißwasser.
        to początek relacji (tłumaczenie google)

        dalsza część relacji: „…Nach Tschernitz geflüchtet
        Die Muskauer, die schon Ende Februar nach Tschernitz flüchteten, merkten auch, dass der Angriff unmittelbar bevorstehen musste, da bereits zwei Tage zuvor die ersten russischen Granaten in der Stadt und der Umgebung einschlugen. Sie verließen Tschernitz in Richtung Wolfshain. Am 15. April, es war Sonntag, der Tag vor dem Angriff.
        In Weißwassers Kirchen fand der letzte Gottesdienst statt. Ein Unteroffizier einer Landesschützeneinheit bot sich für ein paar Teilnehmer an, die Orgel zu spielen. Am Nachmittag fuhr Vikarin Oehlke von der evangelischen Kirche nach Kromlau, um hier noch einige Kinder zu konfirmieren. In der Nacht wurde Kromlau vollständig geräumt.
        An der Neiße jedoch herrschte auf russischer Seite Ruhe, Ruhe vor dem Sturm. Das Motorengeräusch war verstummt, die letzte Nacht brach an. Die Soldaten standen an Lagerfeuern, aßen, tranken, rauchten und unterhielten sich – für viele das letzte Mal. Es wurde Mitternacht, die Feuer waren kleiner geworden und Stille herrschte über der Neiße.
        Für die eilig umgruppierten deutschen Einheiten war die Nacht kurz, sie mussten sich schnell eingraben und für die Verteidigung vorbereiten, der Angriff stand kurz bevor. Auch gaben russische Gefangene den Angriffsbeginn für den 16. April an.
        Am frühen Morgen lag leichter Nebel über der Neißeaue bei Muskau. Gespannte Ruhe herrschte auf beiden Seiten der Front. Plötzlich zerriss eine Raketensalve russischer Werfer die unheimliche Stille. Es war 4.15 Uhr Ortszeit, als das Signal zum Beginn der Offensive der 1. Ukrainischen Front unter Marschall Konjew zum Kampf um Berlin gegeben wurde.
        Nach 40 Minuten Artillerie- und Luftwaffenvorbereitung auf die deutschen Stellungen entlang der Neiße begann der Auftakt zur letzten großen Schlacht in diesem Krieg. Mit Angriffsbeginn verlagerten die russischen Artilleristen ihr Feuer tiefer auf die deutschen Stellungen, um den nun folgenden Schützen und Panzern den Weg freizumachen.
        Abschnittsweise erfolgten jetzt auch Angriffe der russischen Luftstreitkräfte auf die südliche Flanke ihres Hauptstoßes. Unter diesem Schutz und dem künstlich vernebelten Neißeabschnitt überquerten Infanteristen mit Booten den Fluss und warfen die Deutschen aus ihren Stellungen. Anschließend errichteten russische Pioniertruppen Pontonbrücken, über die Panzer und andere schwere Technik rollten.”

        Pełna treść relacji w następnych publikacjach na naszej stronie w dziale „historia”.

        17 lutego 1921 roku w Czarnowcu (obecnie numer domu 4) urodził się Stefan Sakowski.

        Legitymacja harcerska z 1939r.

        Stefan Sakowski jako uczeń uczęszczał do rzekuńskich i ostrołęckich szkół. Przed Drugą Wojną Światową uczęszczał do Gimnazjum i Liceum w budynku przy obecnej ulicy Traugutta w Ostrołęce (I Liceum Ogólnokształcące).

        Kartka z zeszytu szkolnego Stefana Sakowskiego – wykaz dyżurnych w roku szkolnym 1939.
        Zdjęcie wykonane do legitymacji szkolnej.

        W 1944 roku zaciągnął się do Szkoły Wojskowej i później w Rzeszowie trafił w szeregi formowanej Dywizji Piechoty.
        10. Dywizja Piechoty zwana „Sudecką” została sformowania w końcu 1944 roku w Rzeszowie i do końca wojny działała pod dowództwem 2. Armii Wojska Polskiego.

        Szlak Bojowy10 Sudeckiej Dywizji Piechoty 1945r. FOTO: wikipedia

        Stefan Henryk Sakowski w wieku 24 lat poległ w walkach z Niemieckim najeźdźcą dnia 18 kwietnia 1945r. Podczas operacji łużyckiej w trakcie forsowania rzeki Nysa.
        Ppor. Stefan Sakowski zginął w lasach Muskauer Forst nad Szprewą w rejonie Nelkenberg i Spreefurt (Niemcy).

        Z późniejszych
        opowieści, tych którzy przeżyli, wszedł na minę
        przeciwpiechotną, stracił obie nogi i wykrwawił się na śmierć.

        Grób Stefana Sakowskiego z 1960 roku – Zgorzelec.
        Grób Stefana Sakowskiego na cmentarzu żołnierzy Wojska Polskiego w Zgorzelcu. 2014.05.14

        Pochowany w sektorze 1c, rząd 5, kwatera/grób nr 1953 na cmentarzu żołnierzy Wojska Polskiego w Zgorzelcu wśród 3392 żołnierzy – niektóre źródła mówią o 3420 pochowanych żołnierzach.
        W roku 1946 Uchwałą Prezydium Rady Narodowej został odznaczony „BRĄZOWYM MEDALEM ZASŁUŻONYM NA POLU CHWAŁY
        źródło: „M.P.47.29.247, UCHWAŁA PREZYDIUM KRAJOWEJ RADY NARODOWEJ z dnia 18 września 1946 r.
        Prezydium Krajowej Rady Narodowej na posiedzeniu w dniu 17 września 1946 r. uchwala odznaczyć następujących obywateli:… 37. Sakowski Stefan,…”

        STEFAN SAKOWSKI
        ur. 17.02.1921r. Poległ dn. 18.04.1945r.
        Podporucznik 29 Pułku Piechoty, 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty urodzony i wychowany w Czarnowcu, gmina Rzekuń, powiat ostrołęcki. Syn Anastazji i Bolesława Sakowskich.

        To tylko krótka zajawka opowieść o podporuczniku z Czarnowca.
        Więcej materiałów, zdjęć oraz materiał z odsłonięcia tablicy pamiątkowej nastąpi dnia 18 kwietnia 2021r. w rocznicę śmierci podporucznika. Materiały historyczne gromadzone są przez mieszkańców Czarnowca – będziemy o tym pisać niebawem, a kompletny opis o podporuczniku znajdzie się na stałe tu: HISTORIA.

        CIEKAWOSTKA!
        Dziś udaję się do żyjącej jeszcze sąsiadki Stefana Sakowskiego zza płota, Pani Zofii Sikorskiej z domu Kozłowskiej, która była Jego przyjaciółką!

        Chcę przekazać materiały, które dotychczas zgromadziłem.
        Dowiemy się zatem czy Pani Zofia pamięta jeszcze Stefana.

        Marek Karczewski

        17.02.2021r. (środa)
        Z niewielu faktów, które pamięta jeszcze Pani Zofia:
        ” Stefek chodził do Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, ja chodziłam do szkoły na stację, bo ojciec był kolejarzem i tam byłam wożona – najczęściej rowerem, bądź chodziło się pieszo.
        Później Stefan poszedł do szkoły średniej do Ostrołęki. W wakacje znajdowaliśmy czas oby jechać razem na wycieczki rowerowe. Gdy wybuchła wojna pamiętam jak „ruskie” zabierali Stefka do Szkoły Oficerskiej w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej.
        Nie mogłam z Nim pojechać, bo ruskie mówili, że mnie zastrzelą. Nie mogłam Go również odwiedzać w jednostce wojskowej, bo tego nie chciała Jego matka (Anastazja Sakowska).
        Spotykałam się ze Stefkiem przez dwa lata ale matka wolała aby Jego małżonką była Honorka Wróblewska z Kamianki, która później mieszkała we dworze u Wyszomirskich. Żadna z nas nigdy nie została Jego żoną.
        Matka Stefana bardzo chciała aby zaciągnął się do wojska i bronił Polski przed Niemieckim najeźdźcą. Jednocześnie bardzo chciała aby nie spotykał się ze mną i nie został moim mężem. Pojechał do Rzeszowa i już nie wrócił.
        Miałam również kilka snów, w których Stefek mówił do mnie, że On wszystko widzi i wie co się u nas dzieje.
        Posiadam do dziś zdjęcia ze Stefkiem i bardzo szanuję swojego męża Mariana Sikorskiego, że nigdy tych zdjęć nie zniszczył, leżą nadal w pudełeczku i przypominają mi moją młodość.”

        Spisał Marek Karczewski




        Ppor. Stefan Sakowski

        STEFAN SAKOWSKI ur. 17.02.1921r. Poległ dn. 18.04.1945r.

        Podporucznik 29 Pułku Piechoty, 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty urodzony i wychowany w Czarnowcu, gmina Rzekuń, powiat ostrołęcki. Syn Anastazji i Bolesława Sakowskich.
        Publikacja w trakcie opracowania …




        Rejch Mieczysław

        Mieczysław Rejch (1920)
        Kadencja –

        1978
        W 1978-1980r. między innymi dzięki staraniom sołtysa Rejon Dróg Publicznych w Ostrołęce położył asfalt na drodze od Czarnowca do Rzekunia (obecnie droga 2550W).




        Złotkowski Ryszard

        Ryszard Złotkowski (17.01.1906 – 29.03.1994), syn Michała i Zofii z Szustakiewiczów.
        Był pracownikiem ostrołęckiego handlu.
        Kadencja –

        edit: 21.11.2023
        W Archiwum Państwowym w Warszawie-Pułtusku Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca odnajduje i tłumaczy kartotekę/akt urodzenia/chrztu Ryszarda Złotkowskiego.
        Oto treść aktu:
        „17/1906
        Czarnowiec
        Działo się we wsi Rzekuń dnia 15/28 stycznia 1906 roku o drugiej popołudniu. Stawił się Michał Złotkowski murarz z Czarnowca lat 45 w obecności Stanisława Drobnicy lat 36 i Franciszka Gierłowskiego, lat 36, rolników z Czarnowca i okazał nam dziecię płci męskiej, mówiąc, że urodziło w Czarnowcu 4/17 stycznia tego roku o siódmej wieczorem z prawnej jego małżonki Zofii z Szostakiewiczów, lat 27. Dziecięciu temu na chrzcie świętym dzisiaj odbytym przez ks. Ludwika Łukaszewicza nadano imię Ryszard, a rodzicami jego chrzestnymi byli Władysław Mierzejewski i Helena Krupa. Akt ten zgłaszającemu i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez nas tylko podpisany. Administrator Parafii Rzekuń utrzymujący akty stanu cywilnego Ks. Stanisław Żebrowski
        (Na marginesie adnotacja: zmarł 29 marca 1994 r. w Ostrołęce. Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Danuta Glinka)”

        Ojciec Ryszarda – Michał urodził się w Czarnowcu, w 1860 r. gdzie mieszkał i gospodarzył. Był mistrzem murarskim, prowadził budowę pierwszego dworca kolejowego i parowozowni na Stacji Ostrołęka. W latach 1906-1914 budował kościół w Rzekuniu. Michał Złotkowski zmarł 18 lutego 1944 r., spoczywa na rzekuńskim cmentarzu. Miał czterech? (sic!) (?) synów i (?) córek: Jerzego, Teodora, Ryszarda.

        W błędnych przekazach pojawiają się informacje o czwartym synu (bracie Ryszarda) o nieznanym imieniu, który był pułkownikiem lotnictwa i zginął w czasie II Wojny Światowej, w bitwie o Anglię. Okazuje się, że ten bezimienny syn Michała i brat Ryszarda miał na imię Wiktor – opis poniżej ->

        Wiktor Złotkowski urodzony w Czarnowcu 24.3.1904 r., pojmany przez Niemców, zginął jako jeniec w Dössel (Niemcy) – 27.9.1944 r.
        Absolwent OSL (Oficerska Szkoła Lotnicza?) w Dęblinie (3 promocja) mianowany ppor.obs. (podporucznik obsługi) 15 sierpnia 1929 r. Po promocji został przydzielony do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Z braku samolotów brał udział w walkach na ziemi w obronie Helu we wrześniu 1939 r. Po kapitulacji garnizonu helskiego został wzięty do niewoli.
        Wiktor otrzymał przydział wojskowy jako pilot lotnictwa do Lotnictwa Marynarki. Awansował do stopnia kapitana.
        Więziony od 1940 r. w Oflag VI B Dössel (Doessel) – niemieckim obozie jenieckim dla oficerów jeńców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obóz powstał w 1940 r., 5 km na południowy zachód od Dössel (dzisiaj część miasta Warburg). 27 września 1944 w nocy zdarzyła się tragedia. Bombowce brytyjskie, mając za cel stację kolejową w Nörde, omyłkowo zrzuciły bombę na obóz, zabijając 90 oficerów, wśród nich Wiktora Złotkowskiego z Czarnowca.
        ! do tłumaczenia: kpt.sł.st.obs. (kapitan sł.(?) st.(?) obserwator)

        Młodszy brat Ryszarda – Teodor Stanisław urodził się w Czarnowcu (7.04.1910 data z książki Czesława Parzycha) 2.05.1910 r. zmarł 11.01.1997 r. w Ostrołęce. Teodor ukończył Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową (pisaliśmy o tym tu). Służbę wojskową odbywał jako bombardier-rusznikarz w artylerii. Pracę na kolei rozpoczął 20 maja 1935 r. jako maszynista parowozów, pracował także po II Wojnie Światowej. Po wojnie zamieszkał na Stacji przy ul. Żeromskiego.

        Starszy brat Ryszarda – Jerzy (sic! – Józef-Gabriel) urodził się w Czarnowcu 15.03.1900 r. Jerzy ukończył 7. klas szkoły powszechnej w Ostrołęce. Służbę wojskową odbywał jako szeregowiec w wojskach kolejowych. Pracę na kolei podjął 11 listopada 1918 r., czyli w dniu Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Pracował jako maszynista parowozów również po II Wojnie Światowej. Mieszkał na Stacji przy ul. Piłsudskiego (później zmienionej na Żeromskiego).

        Po zakończonej II Wojnie Światowej w roku 1945 Komisja Odznaczeń w Londynie dla upamiętnienia wysiłku żołnierza Polski Podziemnej odznacza kpr. Ryszarda Złotkowskiego Krzyżem Armii Krajowej.

        Skany pochodzą z opracowania Czesława Parzycha „Sto lat ostrołęckiej kolei”, pozyskane z zasobów Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu, (28.09.2022).