Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów

Ciekawostka historyczna o Czarnowcu, w której niewiadomych jest co najmniej tyle, co danych. Uwagi i poprawki mile widziane.
Poniższe dokumenty do tłumaczenia dostarczył sołtysowi Markowi Karczewskiemu, w maju 2020r. Pan Jacek Czaplicki z Ostrołęki, który przywraca pamięć okolicznym cmentarzom z okresu Wielkiej Wojny.
Jego profil z dokumentacją fotograficzną i video znajduje się tu: ROWEREM WOKÓŁ OSTROŁĘKI
Dziękujemy Panu Jackowi za „zdobycie” tych starych dokumentów.

W Archiwum Państwowym w Białymstoku znajdują się dokumenty administracji carskiej z XIX wieku. 6 października 1977 roku operator pracowni mikrofilmowej Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie Halina Olszak sporządziła z nich mikrofilmy. Dokumenty te – z dziewiętnastowiecznego rosyjskiego na polski – przełożył nam Pan Michaił Barkowski, znakomity tłumacz i niezawodny Kolega, prowadzący na Facebooku świetny profil @niestrasznyrosyjski. Za co serdecznie dziękujemy. Bo to kawał dobrej roboty był.

Wątpliwości Tłumacza rozstrzygaliśmy własnym rozumem. Jeżeli ktokolwiek oglądając kopie akt, stwierdzi że jakieś rozstrzygnięcie było nietrafne bądź niesłuszne, reklamację pokornie przyjmiemy.Najogólniej rzecz biorąc, załączone tu archiwalia, zawierają dokumentację opisującą własność gospodarstw pól i lasów w Czarnowcu po uwłaszczeniu chłopów w Królestwie Polskim przez cara Aleksandra II w 1864 roku. Gdyby chcieć to jakoś odnieść do współczesności, to co do metody i skutków przypomina to trochę Powszechny Spis Rolny (w tym roku trwa kolejny spis). Jednak jego przyczyny, przesłanki i państwo przeprowadzające były zupełnie inne. Własność ziem na polskiej wsi w XIX wieku to bardzo skomplikowane zagadnienie.

W bardzo wielkim, być może zbyt wielkim, uproszczeniu można powiedzieć, że przed uwłaszczeniem chłopi posiadali niewielkie kawałki ziemi, ale nie byli ich właścicielami. Własność należała do szlachty. Chłopi za możliwość posiadania swych gospodarstw odrabiali pańszczyznę lub płacili czynsz (w pracy, w naturze, w gotówce). Posiadanie a własność to były (i są zresztą do dziś) dwa różne tytuły prawne do nieruchomości. Ruchomości takoż. Żeby zyskać poparcie chłopów dla powstania styczniowego polski Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 r. ogłosił, że chłopi stają się właścicielami swoich gospodarstw bez konieczności wykupywania się od właścicieli ziemskich. Mniej więcej miesiąc przed upadkiem powstania, 2 marca (19 lutego w obowiązującym w Rosji kalendarzu juliańskim) car wydał ukaz, w którym uwłaszczał chłopów na tych samych zasadach, co rząd powstańczy. W ten sposób osiągnął polityczny cel.

I znowu w dużym uproszczeniu… pokazał chłopom: zobaczcie, macie od rosyjskiej administracji to samo co od powstańczego rządu. Jednocześnie, jak ujmuje to część polskich historyków, car wbił w ten sposób klin między dwory a wsie. Uwłaszczenie na prawie carskim musiało generować konflikty, a – jak wiadomo nie od dziś – skonfliktowane społeczeństwo jest mniej skłonne do buntowania się przeciw władzy. Chłopi stali się więc właścicielami swoich zabudowań i pól. Zamiast czynszu do dziedzica mieli wnosić podatek gruntowy do skarbu. Właściciele ziemscy mieli prawo do odszkodowania od państwa za utracone grunty rolne. Pastwiska oraz lasy formalnie pozostały własnością ziemian, ale chłopi mieli prawo paść na nich swe zwierzęta i pozyskiwać z lasu opał oraz drewno budowlane. Żeby zapobiec rabunkowej gospodarce w lasach, lokalni urzędnicy rosyjskiej administracji mieli ustalać ile i jakiego drewna chłopi mogą pozyskać z dworskich lasów. Ziemi nie dostali chłopi bezrolni i robotnicy folwarczni, no bo przecież przed uwłaszczeniem jej nie posiadali. Mieli dostać ją z gruntów państwowych, bezpańskich albo opuszczonych. Niestety gruntów takich było mniej niż chętnych. W drugiej połowie XIX wieku tworzyli więc półmilionową rzeszę tzw. wolnych najmitów. Wolnych od jakiejkolwiek własności, a najmujących się do prac w folwarkach i z tego żyjących. Do wolnych najmitów zaliczali się również chłopscy bankruci, którzy z powodu nieurodzajów, klęsk żywiołowych nie byli w stanie płacić wygórowanych podatków i tracili w ten sposób swoje gospodarstwa (patrz „Wolny najmita” Marii Konopnickiej).

Któż więc gospodarował na Czarnowcu po uwłaszczeniu na mocy ukazu z 1864 roku. Pokazuje to tabela w załączonych dokumentach. Figurują w niej następujący gospodarze, których nazwiska zapisano cyrylicą i przypisano im rosyjskie odpowiedniki polskich imion. Polskie imiona podajemy w nawiasach. Poniższe zestawienie może zawierać niewielkie błędy i odstępstwa, a także braki, wynikające z tego, że po pierwsze w XIX wieku w rosyjskim występowały niektóre litery, których nie ma we współczesnym rosyjskim alfabecie. Po drugie, odręczne pismo urzędnika sporządzającego protokoły i tabele jest miejscami zwyczajnie nieczytelne.

1. Dribnica Iwan (Jan Dribnica/Drybnica/Drobnica)
2. Kowalczyk Michaił (Michał)
3. Ambroziak Wikentij (Wincenty)
4. Lewicki Stepan (Stefan)
5. Laskowski Osip (Józef)
6. Chludziński Paulin
7. Wasilewski Francisk (Franciszek)
8. Stefaniak Andriej (Andrzej)
9. Lis Foma (Tomasz)
10. Tymuś Marcin
11. Słowikowski Francisk (Franciszek)
12. Złotkowski Samuel
13. Malinowski Foma (Tomasz)
14. Lis Szymon
15. Lis Iwan (Jan)
16. Iłonak lub Iłosznak (nieczytelne nazwisko) Walenty
17. Kruk Piotr.

W kolejnych kolumnach tabeli znajdują się wyrażone w morgach i prętach (rosyjskie odpowiedniki polskich liter M i P w główkach tabeli) powierzchnie poszczególnych rodzajów użytków.
Od lewej:
* budynek mieszkalny z ogródkiem lub bez ogródka
* grunty orne
* łąki
* pastwiska
* nieużytki
* razem.
Ostatnie dwie kolumny tabeli to wyrażony w rublach i kopiejkach „rozmiar zniesionej powinności podlegającej wynagrodzeniu od Rządu na mocy art. 14-26 Ukazu o Komisji Likwidacyjnej”. Tu pojawia się nowe pojęcie – „Komisja Likwidacyjna”. Wyjaśnijmy więc, że był to organ administracji carskiej na ziemiach zaboru rosyjskiego mający operacyjnie przeprowadzić uwłaszczenie – nadać nowe tytuły własności, porachować grunta oraz na tej podstawie obliczyć odszkodowania należne właścicielom ziemskim. Przewodniczącym Centralnej Komisji był J. Sołowiow, członkami zaś – Brunschweig i W. Trubnikow. W podsumowaniu działań komisji w Czarnowcu czytamy, że 2 kwietnia (21 marca) 1866 roku zostało oficjalnie i ostatecznie zatwierdzone nadanie wyżej wymienionym mieszkańcom Czarnowca w sumie 27 mórg i 285 prętów użytków rolnych, i 16 prętów nieużytków.

Dawny właściciel wsi Czarnowiec Władysław Czerniejewski otrzymał za to 546 rubli i 72 kopiejki odszkodowania. Rzecz jasna, majątek ziemski Czerniejewskiego został uszczuplony, ale nie ograbiony. Ówczesny właściciel dworu w Czarnowcu nadal miał swoją ziemię, która wcześniej nie była w posiadaniu chłopów. Na innych archiwalnych kartach można wyczytać również na jakich zasadach uwłaszczeni chłopi z Czarnowca mogli korzystać z dworskich pastwisk i lasów. Trudno wyjaśnić to w przystępny sposób, ale żeby dać Czytelnikom pewien ogląd sytuacji, wrzucamy kilka dosłownych, przetłumaczonych, cytatów.

Pierwszy, ze względu na nieczytelność niektórych odręcznie spisanych słów, polega po części na domysłach i tak naprawdę nie jest cytatem, a omówieniem. Tak czy inaczej spróbujmy…”(…) wszystkie gospodarstwa od nr 1 do nr 20 mają prawo do wypasania bydła [?], mogą otrzymywać siano, [jest coś o liczbie sztuk bydła]; wszystkie uwłaszczone gospodarstwa mają prawo do zbierania w lesie chrustu, suszki oraz wywrotów niezdatnych do użycia w budownictwie, każde gospodarstw po 76 jednokonnych wozów. [dalej jest coś o wyrębach] Każda osada ma prawo do otrzymania rocznie po 50 żerdzi z jesionu lub olchy lub, przy braku żerdzi, po 4 wozy chrustu [dalej fragment nieczytelny], prawo do otrzymywania rocznie drzew sosnowych o średnicy 20 cali”. Kolejne wpisy dotyczą rozstrzygnięć administracji carskiej z późniejszych lat – 1872, 1875, 1878, 1880.”(…) postanowiono, że przynależny folwarkowi Czarnowiec las obciążony na mocy niniejszej tabeli serwitutami włościan obejmuje 587 mórg i 77 prętów i oddzielony jest od lasu przynależnego folwarkowi Dzbenin miedzą biegnąca od wsi szlacheckiej Kaczyny-Tobolice poprzez łąkę [nazwa mało czytelna – Krzykiew? – przypis Tłumacza], a od tejże łąki – przez działkę z lasem liściastym w kierunku na wprost lasu sosnowego do granicy wsi szlacheckiej Korczaki”. „(…) postanowiono co następuje: przyznać na mocy niniejszej tabeli likwidacyjnej po 76 wozów jednokonnych z paliwem na osadę, co równa się 26 wozom parokonnym, a zatem 1520 przyznanych na całą wieś wozów jednokonnych z powyższym materiałem stanowią odpowiednik 520 wozów parokonnych rocznie oraz przyznać na mocy tejże tabeli po 50 żerdzi na osadę [wyraz nieczytelny] o długości 3 sążnie i grubości 3 cale w średnicy”.

Jest też wpis z 1903 roku. Bardzo obszerny, liczący około dwóch tysięcy znaków. Niezwykle szczegółowo i dość hermetycznie opisuje on zależności i stosunki ziemskie w Czarnowcu po tym jak w 1900 roku właścicielka dóbr Czarnowiec Antonina Michniewicz zawarła porozumienie ze wszystkimi włościanami wsi Czarnowiec, na mocy której włościanie zrzekli się na jej rzecz praw do serwitutów leśnych i pastwiskowych, w zamian za co otrzymali na własność część gruntów dworskich. Dalej jest istny labirynt sążni, dziesięcin, serwituów, mórg, prętów. Żeby się w tym połapać, trzeba by jakiegoś rzeczoznawcy w dziedzinie zarządzania nieruchomościami z doktoratem z historii 🙂

W tamtych czasach to wielce skomplikowane przekształcenie gruntowe rozmierzył i rozliczył mierniczy Julian Płaczkowski.

2020.08.23 /Jacek Pawłowski/

Objaśnienia pojęć za Wikipedia:
1. sążni (sążnia) – Sążeń – niemetryczna, antropometryczna jednostka długości. Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna.
W Polsce sążeń (lub inaczej siąg) zmieniał się na przestrzeni wieków, oscylując w granicach 2 metrów:
– sążeń staropolski – 1,786 m (według konstytucji 1764),
– sążeń nowopolski – 1,728 m = 3 łokcie = 6 stóp = 72 cale = 864 linie (obowiązywał w Królestwie Polskim 1819-1848)
2. mórg (morg) – Morga (także mórg, jutrzyna) – historyczna jednostka powierzchni, używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła – zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi w Europie 0,33–1,07 hektara.
3. dziesięcin – (dziesięcina) – Dziesięcina, także: dziesiatyna – dawna miara powierzchni gruntu.
Dziesięcina na terenach zaboru rosyjskiego, które nie tworzyły Królestwa Kongresowego, czyli na wschód od Bugu i linii Ciechanowiec-Łapy-Tykocin-Biebrza-Niemen, w XIX wieku i na początku XX, była urzędową miarą powierzchni gruntów.
Stosowane były dwie jednostki o tej nazwie:
– dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha, inne przeliczenia tej miary: 1 dziesięcina = 2400 sążni kw. = 1,9508 morgów n. p. = 109,252 arów
– dziesięcina tzw. większa (o 1/3, nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha.
Obie były stosowane równolegle, co stwarza trudność w przeliczaniu wielkości gruntów na dzisiejsze jednostki.
4. serwituów – Serwitut, serwituty – uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich łąk i pastwisk oraz lasów, wywodzące się z okresu feudalnego, będące powodem licznych zatargów między wsią a dworem. Na ziemiach polskich zostały zlikwidowane w większości do końca XIX w. Sprawę serwitutów regulowała ustawa z dnia 7 maja 1920 r. o likwidacji serwitutów na terenie b. Królestwa Kongresowego i rozporządzenie Prezydenta z dnia 1 lutego 1927 r.
Część lasu objętą serwitutem nazywano cerklem lub cyrklem. Serwituty, zwane też służebnościami, były rodzajem prawa rzeczowego. Serwituty oparte były na aktach jednostronnych (np. przywilejach nadanych osadźcom wsi przez królów polskich), na umowach ustnych lub zwyczajach. Początkowo serwituty dotyczyły własności królewskiej lub dworskiej, później w miarę, jak zmieniali się właściciele lasów, również prywatnej lub państwowej.
5. prętów – Pręt – historyczna miara długości i powierzchni.
– Miary rolne i budowlane:
1 pręt = 2,5 sążnia = 4,32 m
– Rolne miary powierzchni:
1 pręt kwadratowy = 18,66 m2
6. żerdzi – Żerdź – strzała drzewa lub jej część o średnicy mierzonej w odległości 1 metra od grubszego końca (tzw. średnicy znamionowej, przy uwzględnieniu kory) wynoszącej dla drzew iglastych 7-14 cm, dla drzew liściastych 7-18 cm. W sortymentacji drewna jest to drewno okrągłe średniowymiarowe. Wyróżnia się żerdzie użytkowe i przemysłowe.
7. Chrust – małowymiarowy sortyment drzewny. Rozróżniany jest w dwóch odmianach: jako chrust opałowy oraz chrust użytkowy.
8. Suszka – w leśnictwie określenie na stojące, częściowo lub całkowicie martwe, suche drzewo, zamarłe na skutek działania szkodliwych czynników, np.: owadów lub grzybów, zanieczyszczeń atmosferycznych, bądź z powodu naturalnego procesu starzenia rośliny.
9. wywrotów – Wywrót, wykrot, wiatrował – drzewo z naderwanym korzeniem, lub całkowicie wywrócone w wyniku działania wiatru.
/MK/




Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. I

Sołtys Czarnowca Marek Karczewski, jednocześnie organizator ostrołęckiego rodzinnego rajdu rowerowego, zaplanowanego na 1 sierpnia br., kilka dni wcześniej oznaczył na Facebooku Panią Wandę Piersę, Pana Jana Grzyba i mnie. I wyznaczył taki – modnie mówiąc – czelendż. Zgromadzić możliwie dużo materiałów o dworze w Czarnowcu i o mieszkającej w nim przed II wojną światową rodzinie Wyszomirskich. Informacje te miały być przekazane uczestnikom wyżej wspomnianego rajdu, którego trasa miała wieść właśnie przez Czarnowiec, ulicą Kasztanową, w sąsiedztwie dawnej dworskiej nieruchomości. (O RAJDZIE PISALIŚMY TU)

Sołtys prosi, nie wypada odmówić. Trochę wyszperałem w internecie, trochę w biblioteczce, trochę w bibliotece. Czytelnia wprawdzie zamknięta z powodu epidemii. Ale Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce świadczy taką usługę, że wskazane, dostępne w czytelni, publikacje skanuje i wysyła na wskazany adres. Skorzystałem z tej możliwości już po raz drugi w tym sezonie. Jestem pod wrażeniem sprawności działania tej instytucji.
Zgromadziłem. Wysłałem. Nagle w piątek 31 lipca wieczorem otrzymuję wiadomość. „Zapraszam Cię o 10:30 pod lipy na 'plac Wyszomirskich’ przy Kasztanowej. Gdybyś się zdecydował być i powiedzieć parę słów…”.

Cóż było robić? W sobotę 1 sierpnia – w miarę przygotowany – stawiłem się we wskazanym miejscu. Tremę przed wystąpieniem publicznym osłodziły morwy z przydrożnego drzewa wypatrzonego wprawnym okiem policjanta z drogówki, który obstawiał rajd. Trema tym większa, że rano Sołtys wyznaczył mi czas prelekcji – pięć minut. Słusznie. Przecież nie po to ludzie jadą na rowery, żeby słuchać przydługich wykładów. Ale to jednak tylko pięć minut. Zmieścić w pięciu minutach to, co należało opowiedzieć, było trudno. Mówiłem więc nieco chaotycznie, skacząc po wątkach. Na koniec myślę, że to czego nie udało się powiedzieć na placu podworskim, można zamieścić w internecie, który ma przecież nieograniczoną pojemność. No więc posłuchajcie bracia miła…

(Żeby lepiej się czytało, trochę pofabularyzuję. Źródła, z których korzystałem, wskażę na końcu).

Jest początek maja 1939 roku. Nad Europą wisi groźba wielkiej wojny. Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę i nie odda nawet guzika. W wielkich miastach wiszą plakaty podnoszące morale społeczeństwa i informacje o zbiórkach pieniędzy i darów na ewentualną wojnę obronną.

W przeddzień pamiętnego wystąpienia ministra spraw zagranicznych Józefa Becka o tym, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę, na placu Piłsudskiego w Warszawie odbywa się podniosła uroczystość.

Uczniowie warszawskich szkół zebrali pieniądze dla wojska. Kupili za nie cztery karabiny maszynowe i 64 rowery. Zdjęcia „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z tej uroczystej parady robią dziś wielkie wrażenie. Przed naczelnym wodzem widać prężących się oficerów z ich epoletami, lampasami, akselbantami oraz dzieci w szkolnych berecikach prowadzące wielkie rowery dla dorosłych. Gdy powiększy się te zdjęcia (sygnatura NAC 1-W-3100-6), na obliczach dorosłych widać powagę, a twarze uczniów wyrażają zwykły dziecięcy strach. Dzieci boją się wojny.

Wszyscy… Chyba wszyscy chcą jednak wierzyć, że wojny nie będzie.

Z dala od wielkich miast życie płynie powoli. Mija lato. W majątku Przeczki pod Troszynem właśnie posadzili kartofle. Młody dziedzic Zygmunt Trzaska z wysokości końskiego grzbietu ogląda świeże redliny. Pogwizduje „Umówiłem się z nią na dziewiątą…” – szlagier Schlechtera i Warsa rozsławiony dwa lata wcześniej brawurowym wykonaniem Eugeniusza Bodo.

Ma powody tak by tak gwizdać. Jest zakochany. Ma narzeczoną. Co sobota po zakończeniu prac w gospodarstwie przebiera się w odświetną koszulę i cwałuje konno do dworu Wyszomirskich w Czarnowcu. Tu mieszka jego 23-letnia narzeczona Ludwika. Mają – jak to się wtedy mawiało – poważne zamiary. Chcą wziąć ślub.

Datę wyznaczono na pierwszy tydzień września.

Maj jest ostatnim miesiącem względnego spokoju w tym narzeczeństwie. W czerwcu o Zygmunta Trzaskę upomina się ojczyzna. Jako podporucznik rezerwy odbiera wezwanie i jedzie na przeszkolenie wojskowe.

W środę 23 sierpnia brat Ludwiki, 27-letni Zygmunt Wyszomirski, również przeszkolony rezerwista, otrzymuje rozkaz aby natychmiast stawić się w 33 pułku piechoty w Łomży. To już nie przeszkolenie wojskowe. To mobilizacja.
W sobotę 26 sierpnia. Ludwika obchodzi 23. urodziny. Smutne to urodziny. Brat i narzeczony w wojsku. Gazety i radio podają coraz to bardziej niepokojące wiadomości.

Pierwszego dnia września Niemcy napadają na Polskę. Polskie Radio nadaje komunikat wygłoszony przez spikera Józefa Małgorzewskiego. „A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”.
Na plan dalszy – i to znacznie dalszy – schodzi więc ślub Zygmunta Trzaski z Przeczek i Ludwiki Wyszomirskiej z Czarnowca.
Do domu Wyszomirskich wprowadza się polskie wojsko. Zaczyna tu działać sztab dowództwa obrony Ostrołęki. Do lasów między stacją kolejową a miastem konie wciągają działa przeciwlotnicze sprowadzone z Komorowa pod Ostrowią Mazowiecką.

CIĄG DALSZY POD ZDJĘCIEM

[Zdjęcie pozostałości dworu w Czarnowcu, zamieszczone w „Herbarzu szlachty ostrołęckiej”, pochodzi z Biuletynu Informacyjnego Gminy Rzekuń. Stylizacja retro jest wynikiem naszych wiejskich prac redakcyjnych :-)]

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. II

Każdego września z kasztanowców otaczających dwór Wyszomirskich w
Czarnowcu spadały kasztany. We wrześniu 1939 roku nikt się jednak z tego
nie cieszył. Nikt nie robił kasztanowych ludzików i nalewki na
reumatyzm.

Po klęsce wojny obronnej do dworu przyszli niemieccy
żołnierze. Kazali domownikom spakować po dwadzieścia kilo bagażu i
wynosić się. Mężczyźni byli na wojnie. W dworze zostały tylko matka
Maria i 23-letnia córka Ludwika. Wypędzone z domu, pojechały do
Warszawy, do Zofii Wyszomirskiej, która była starszą siostrą Ludwiki a
jednocześnie starszą córką Marii.

Co zabrały ze sobą do kufrów
czy walizek Maria i Ludwika Wyszomirskie – nie wiadomo. Można domyślać
się, że najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia. Może jakieś pamiątki
rodzinne o wartości czysto sentymentalnej. Bo czegokolwiek wartościowego
okupanci na pewno nie pozwoliliby zabrać. Może w bagażu były jakieś
zdjęcia, dokumenty zaświadczające o pochodzeniu rodziny i skąd się ona
wzięła w Czarnowcu…

Wzięła się spod Pułtuska. Wyszomirscy
pochodzą ze szlacheckiej wsi Zdziebórz w gminie Somianka, obecnie w
powiecie wyszkowskim, przed wojną – w powiecie pułtuskim. Po pierwszej
wojnie światowej Roman Wyszomirski kupił majątek ziemski w Czarnowcu.
Wcześniej jego właścicielami byli Skłodowscy, przed nimi Doberscy, a
przed Doberskimi – Czerniejewscy.

Roman Wyszomirski sprowadził
się do Czarnowca wraz z żoną Marią i dziećmi: Janem, Zygmuntem, Ludwiką i
Zofią. Jego dzieci przyszły na świat jeszcze na starym gospodarstwie.
Synowie urodzili się w Zdziebórzu a córka Ludwika w pobliskich Kręgach.

Dzieci kształciły się już po przeprowadzce. Jan i Zygmunt pobierali
nauki w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Ostrołęce. Potem
wyjechali uczyć się dalej. Jan Wyszomirski poszedł na Wydział
Mechaniczny Politechniki Warszawskiej. Zygmunt, który miał przejąć
gospodarstwo po ojcu, ukończył trzyletnią wyższą szkołę zawodową –
Państwową Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie. Tam poznał swojego
imiennika – młodego dziedzica z nieodległego majątku w Przeczkach,
Zygmunta Trzaskę.

Cieszyńska zawodowa uczelnia rolnicza była
ciekawą szkołą. Zarówno ze względów społecznych, jak i naukowych. Jej
słuchaczami byli ramię w ramię chłopscy synowie i panicze z rodzin
ziemiańskich. Na uczelni tej prowadzono bardzo dobrze rokujące prace nad
metodami zwalczania raka ziemniaczanego – choroby, która w tamtych
czasach potrafiła dosłownie zdziesiątkować uprawy na zarażonym terenie.
Szkoła miała ponadto własną mleczarnię, serownię, sad, szkółkę drzew
owocowych, a nawet stację meteorologiczną będącą elementem światowego
systemu przewidywania pogody. Nic, tylko uczyć się rolnictwa!

Młody Trzaska, dyplomowany rolnik po cieszyńskiej szkole, jak
wspomnieliśmy w pierwszym odcinku, zamierzał pojąć za żonę siostrę
swojego przyjaciela Wyszomirskiego – Ludwikę. Choć wojna brutalnie
przerwała te plany, Zygmunt Trzaska i Ludwika Wyszomirska po latach i po
wojnie zostali małżonkami. Obaj Zygmuntowie nie zostali jednak
szwagrami. To też tragiczny efekt wojny, o którym jeszcze tu powiemy.

Tymczasem wróćmy jednak do przedwojennego Czarnowca.

Przed wojną były formalnie dwie wsie – Czarnowiec Włościański i
Czarnowiec-Dwór, które tworzyły jedną tzw. gromadę Czarnowiec, wchodzącą
w skład gminy Rzekuń. To podział administracyjny z 1933 roku dokonany
przez wojewodę białostockiego.

W połowie lat 30. Czarnowiec był
jeszcze wsią spokojną. Dla Wyszomirskich do 1935 roku może nawet był
wsią wesołą. Ale w 1935 roku w wieku 67 lat umiera na zawał serca
właściciel majątku – Roman. Zygmunt przejmuje po nim
siedemdziesięciohektarowe gospodarstwo.

Siedemdziesiąt hektarów
to w uproszczeniu taki prostokąt ziemi: kilometr na siedemset metrów.
Gospodarstwo Wyszomirskich nie było oczywiście prostokątne, ale warto
wyobrazić sobie ile to ziemi. Pracy co niemiara. Właściciele zatrudniali
rzecz jasna pracowników. Zygmunt Wyszomirski znajdował przy tym czas,
żeby swoją wiedzę i umiejętności zdobyte w cieszyńskiej szkole
przekazywać rolnikom z gminy Rzekuń. Organizował szkolenia. Propagował
nowoczesne – na miarę tamtych czasów – metody gospodarowania.

Zygmunt Wyszomirski organizował również dla okolicznych mieszkańców
zabawy taneczne oraz majówki. Podobno też właściciele ziemscy w gminie
Rzekuń (w Ławach, Susku i właśnie Czarnowcu) mieli zwyczaj obdarowywania
swoich pracowników prezentami na Gwiazdkę. Bywały one skromne, np. szal
czy materiał na sukienkę, ale każdy zawsze coś dostawał. To podobno
była stara szlachecka tradycja.

Ale jesienią 1939 roku czasy
zabaw, sukni, ozdobnych szalów na szyję i szałów w galopie w czasie
pędzenia konno wśród plonującego żyta, wydawały się bardzo odległym
wspomnieniem. Trzeba było ściskać pas i walczyć. Dwaj Zygmuntowie,
którzy nie zostali szwagrami, również walczyli.

Zygmunt
Wyszomirski z Czarnowca w pierwszych dniach wojny razem z 33 pułkiem
piechoty z Łomży bronił linii Narwi na odcinku od Łomży do Nowogrodu.
Jego pułk próbował zdobyć Zambrów. Następnie Zygmunt Wyszomirski
uczestniczył w bitwie pod Andrzejewem (obecnie powiat ostrowski) i
Łętownicą (obecnie powiat zambrowski).

[Tu następuje znaczna
niespójność w kwestii tego co działo się z Wyszomirskim po bitwie pod
Andrzejewem-Łętownicą. Przyjmuję jedną z wersji. Nie wiem czy prawdziwą.
Istotę niespójności – niejedynej zresztą w kwestii tej rodziny –
objaśnię w ostatnim odcinku.]

Bitwa pod Andrzejewem-Łętownicą
zakończyła się 13 września klęską polskich wojsk. Część żołnierzy 33
pułku piechoty wydostała się z okrążenia. Wśród nich podporucznik
Wyszomirski. Cztery dni później wschodnie tereny RP zajmują Sowieci.
Oddział z Wyszomirskim w składzie kończy swój szlak bojowy pod Rawą
Ruską – 150 kilometrów na południe od Lublina.

„Jego pułk
rozbili pod Rawą…” pisał Broniewski o symbolicznym żołnierzu polskim. W
tym sensie szlak bojowy podporucznika Wyszomirskiego z Czarnowca – o
ile jest prawdziwy – okazał się również symboliczny.

Po tą Rawą
Ruską dochodzi do niezwykłego spotkania. Zygmunt Wyszomirski odnajduje
swojego imiennika, przyjaciela i kandydata na szwagra – Zygmunta Trzaskę
z Przeczek pod Troszynem.
Już prawie na pewno wiadomo, że ta wojna
jest przegrana. Trzaska i Wyszomirski ponuro żartują sobie, w której
niewoli może być im lepiej – niemieckiej czy sowieckiej.

Gdyby
spotkali się po wojnie, mogliby wymienić doświadczenia. Trzaskę pojmali
Niemcy i zawieźli do obozu jenieckiego dla oficerów w Murnau – 25
kilometrów na północ od Garmisch-Partenkirchen. Wojnę przeżył.
Wyszomirski znalazł się natomiast w niewoli sowieckiej.

Najpierw
został przewieziony w lasy pod Kaługą, gdzie w dawnym sanatorium, z
którego NKWD wypędziło gruźlików, NKWD zorganizowało obóz jeniecki dla
Polaków. W listopadzie 1939 roku trafił do obozu w Kozielsku i ślad po
nim na trzy lata zaginął.

W 1943 roku Niemcy odkrywają masowe
groby polskich oficerów w Katyniu. Dla hitlerowskiej machiny
propagandowej jest to nie lada gratka. Zawiadamiają Międzynarodowy
Czerwony Krzyż. Rozpoczyna się ekshumacja i identyfikacja ciał z mogił
katyńskich.

W Warszawie na słupach ogłoszeniowych i w Kurierze
Polskim wkrótce ukazują się listy z nazwiskami zidentyfikowanych ciał. W
ten sposób Maria, Zofia i Ludwika Wyszomirskie dowiadują się, że ich
syn i brat Zygmunt został zastrzelony w Katyniu. Późniejsze prace
dokumentacyjno-historyczne wskażą, że stało się to między 16 a 19
kwietnia 1940 roku. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca
nie jest znany do dziś.

W Ludwice narasta gniew…

[CIĄG DALSZY TEKSTU POD PONIŻSZĄ SERIĄ ZDJĘĆ]

Na zdjęciach: Zygmunt Wyszomirski, fotografia ze zbiorów Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Czarnowieckie kasztanowce późnym latem. Widok współczesny, stylizowany na retro. Tabliczka z orłem w koronie. Widok współczesny, stylizowany na retro. Ta tabliczka znajduje się w ogólnodostępnym miejscu publicznym w Czarnowcu.
Kto zgadnie gdzie?

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. III

W Ludwice Wyszomirskiej narastał gniew od dawna. Wojna zniszczyła jej
plany założenia rodziny. Niemcy wypędzili i ją, i matkę z domu w
Czarnowcu. Narzeczony w obozie tysiąc kilometrów od rodzinnych stron.
Teraz – w maju 1943 roku – dowiedziała się, że ciało jej brata
odnaleziono w zbiorowej mogile tysięcy polskich oficerów na terytorium
Związku Sowieckiego.

Siostry i matka Zygmunta nie wiedzą nawet
jak mają traktować tę wiadomość. Podaną przecież w końcu przez wrogą
niemiecką propagandę. Czy to prawda? Kto zabił? Co Niemcy chcą osiągnąć
informując Polaków o tym? A może to jakaś gra dwóch wojujących
totalitaryzmów, w których zwykli ludzie kompletnie się nie liczą?

Pytania w głowie mnożą się. Serce bije jak oszalałe. Żołądek boleśnie
się kurczy. Głowa pulsuje. Do oczu napływają łzy. Ciemność…

* * *

Jest 6 lipca 2017 roku. Czwartek. Na placu Krasińskich w Warszawie
przegląda się w słońcu dostojny gmach Biblioteki Narodowej. Na
trawnikach stoją artystyczne pegazy upamiętniające wybitnego polskiego
poetę Zbigniewa Herberta. Od północy i wschodu plac okala nowoczesny
XXI-wieczny gmach sądów: Najwyższego i Apelacyjnego w Warszawie. O
tragicznej przeszłości tego miejsca przypomina pomnik Powstania
Warszawskiego. Tego dnia plac Krasińskich jest szczelnie wypełniony
ludźmi.

Właśnie w tym miejscu i tego dnia przemawia do Polaków
prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, goszczący z oficjalną
wizytą w Polsce. Porywa zgromadzonych odnosząc się do epizodu z
Powstania Warszawskiego. Porywa dlatego, bo mówi tak, jak by znał
historię powstania od podszewki, a topografia Warszawy nie stanowiła dla
niego tajemnic.

A mówił między innymi tak: „W sierpniu 1944 roku, tak jak teraz, Aleje Jerozolimskie były jedną z głównych arterii przecinających miasto ze wschodu na zachód. Kontrola nad nią miała kluczowe znaczenie dla obu stron bitwy o Warszawę. Wojsko niemieckie chciało ją przejąć jako najkrótszą drogę przemieszczania oddziałów na front i z frontu.

Dla członków Polskiej Armii Krajowej natomiast, możliwość przedostawania się na północ i na południe przez Aleje Jerozolimskie miała zasadnicze znaczenie dla utrzymania Śródmieścia, a tym samym utrzymania przy życiu samego Powstania.

Noc w noc, pod obstrzałem broni maszynowej, Polacy znosili worki z piaskiem, by bronić swojego wąskiego przejścia w poprzek Alei Jerozolimskich. Dzień w dzień, wróg rozbijał je w drobny mak. Wtedy Polacy zrobili okop, a wkrótce – barykadę. W ten sposób nieustraszeni powstańcy zaczęli przekraczać tę arterię.

(…)

Przesmyk przez Aleje Jerozolimskie wymagał ciągłej obrony, napraw i umocnień. Ale wola obrońców, nawet w obliczu śmierci, była niezachwiana; przejście istniało do ostatnich dni Powstania. Nigdy nie zostało zapomniane, dzięki Polakom było zawsze dostępne.

Pamięć o ofiarach tego heroicznego wydarzenia woła do nas przez dziesięciolecia, a wspomnienia o obrońcach przejścia przez Aleje Jerozolimskie należą do najbardziej żywych” – mówił Trump.

To przejście przez Aleje Jerozolimskie znajdowało się w okolicach skrzyżowania z ulicą Kruczą. Tak… Aleje Jerozolimskie były strategicznym pasem na powstańczej mapie Warszawy. Od samego początku powstania.

Aleje Jerozolimskie o godzinie W., godzinie wybuchu Powstania
Warszawskiego – o 17.00, 1 sierpnia 1944 r., są również miejscem
zgrupowania oddziału Ludwiki Wyszomirskiej. Miała stawić się pod
numerem 49, po sąsiedzku z fotoplastikonem warszawskim, niecałe 500
metrów na zachód od barykady, o której po 73 latach będzie mówił w
wolnej Warszawie prezydent USA. Tę 28-letnią sanitariuszkę ze
zgrupowania „Radosław” pięć lat wcześniej Niemcy wypędzili z domu w
Czarnowcu. Wraz z matką zamieszkały w Warszawie u siostry Ludwiki –
Zofii.

Ludwika jeszcze w 1939 roku przystąpiła do konspiracyjnej
Konfederacji Narodu – organizacji, która sama siebie nazywała
niepodległościową. Została zaś stworzona między innymi przez działaczy
przedwojennego ONR Falanga, a na jej czele stał Bolesław Piasecki.

Początkowo Konfederacja Narodu działała w opozycji wobec Związku Walki
Zbrojnej, ponieważ konfederaci postrzegali ZWZ jako organizację związaną
z przedwojennym obozem sanacyjnym. Z czasem jednak Konfederacja i
Związek zaczęły współpracować, aż w końcu stały się jedną ogólnopolską,
konspiracyjną organizacją.

Konfederacja miała swoje zbrojne
ramię – Uderzeniowe Bataliony Kadrowe. Decyzją dowództwa AK prowadziły
one wojnę partyzancką w terenie. Poza Warszawą. Głównie na
Wileńszczyźnie, Polesiu, Podlasiu i Białostocczyźnie. Walczył w nich
pochodzący z Czarnowca drugi brat Ludwiki – Jan Wyszomirski. Jego
postaci poświęcimy kolejny odcinek.

Ludwika natomiast była
żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły
udział w Powstaniu Warszawskim. Nosiła pseudonim „Ksenia”.

Po
wybuchu powstania, wieczorem 1 sierpnia przeszła wraz z grupą łączniczek
i sanitariuszek Konfederacji Narodu do fabryki Telefunkena na Woli. Tam
dostała przydział do służby sanitarnej plutonu „Mieczyki” – oddziału
składającego się z 37 szesnasto- osiemnastoletnich chłopców. Pluton ten
początkowo pełnił funkcje wartownicze i zabezpieczające, ale w kolejnych
dniach powstania został skierowany do bezpośrednich działań bojowych.
„Mieczyki” były częścią zgrupowania „Radosław”. Od 8 sierpnia Ludwika
Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie porucznika „Piotra”
(Zdzisława Zołocińskiego).

Pracowała w szpitalu Karola i Marii. Z
Woli przedostała się na Stare Miasto. Stamtąd kanałami przeszła na plac
Bankowy, a pod koniec powstania – na Górny Czerniaków. Tu została ranna
w rękę. Wraz z grupą rannych 20 września przepłynęła na drugą stronę
Wisły, gdzie Sowieci wcale nie czekali z otwartymi ramionami. Ludwika
Wyszomirska została aresztowana przez NKWD. Została zwolniona, ale na
krótko. Sowiecka policja polityczna uwięziła ją ponownie w związku z
antykomunistyczną działalnością jej brata Jana Wyszomirskiego. Jan
Wyszomirski jako wróg ludu został rozstrzelany przez komunistów. Rodzina
jednak o tym nie wiedziała.

Maria Wyszomirska wraz z córką Zofią Żyłowską wróciły w 1945 roku do Czarnowca. Gospodarstwo i dwór były w takim stanie, że nie wiadomo było w co ręce włożyć. Dwie kobiety pożyczyły konia od sąsiadów i próbowały gospodarować na swoim. Ale był to już czas reformy rolnej.

Nowe władze ustanowiły prawo, na
mocy którego gospodarstwa rolne większe niż 50 hektarów podlegały
obowiązkowej parcelacji. Ziemia obszarników miała zostać rozdana
chłopom. Maria wiedziała o tym i próbowała ratować gospodarstwo przed
parcelacją. Zrzekła się na rzecz państwa części lasów, dzięki czemu
majątek Wyszomirskich przestał być majątkiem obszarniczym. Przynajmniej w
rozumieniu dekretu o reformie rolnej.

Jednak stanowione przez
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego prawo nie nadążało – jak się potem
okazało – za wolą polityczną komunistów i apetytami lokalnych kacyków na
władzę. To czego nie byli w stanie zrobić prawnie, egzekwowali siłą.

Zupełnie przypadkowym ale ciekawym zbiegiem okoliczności dekret PKWN o
reformie rolnej został wydany w tym samym dniu, w którym sowiecka armia
generała Gorbatowa wyparła Niemców z Ostrołęki – 6 września 1944 roku. W
mieście zaczęła się instalować nowa, zależna od ZSRS władza.

Nowym władzom w Ostrołęce nie w smak było, że oto przedwojenna
dziedziczka wraca na swoje i będzie tu gospodarować. I nic to, że pod
dekretem wyznaczającym 50 hektarów jako krytyczną masę znienawidzonego
przez bolszewików obszarnictwa, podpisał się między innymi szef resortu
bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz. Ten podpis nie znaczył
nic i niczego nie gwarantował. Ludzie Radkiewicza i tak robili reformę
rolną po swojemu. Przynajmniej w Czarnowcu.

Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego w Ostrołęce w 1945 roku wezwał do siebie właścicielkę
pomniejszonego już o lasy Czarnowca-Folwarku i uwięził ją.
Prawdopodobnie w piwnicach swojej siedziby, w nieistniejącej dziś
kamienicy na rogu ulic 11 Listopada i Bogusławskiego.

Szantażowana i zastraszana podpisała w końcu dokument, że całkowicie zrzeka się swojego majątku. W ten sposób Maria Wyszomirska drugi raz została wypędzona ze swojego domu. Tym razem, wprawdzie formalnie przez polski urząd, faktycznie jednak przez sowieckich mocodawców nowej polskiej administracji. Maria przyjechała znów do Warszawy, gdzie mieszkały jej dwie córki, które ocalały z wojny.

Jej druga córka, Ludwika Wyszomirska, po wojnie podjęła studia na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Tymczasem z wojennej niewoli w Murnau w powiecie
Garmisch-Partnenkirchen wraca Zygmunt Trzaska, narzeczony Ludwiki.
Pierwsze co stawia sobie za cel po powrocie do kraju, to odnalezienie
ukochanej. Poszukiwania są owocne. Para znowu się schodzi i zgodnie
uznają, że wojna mogła co najwyżej odłożyć w czasie, ale na pewno nie
pokrzyżowała ich wspólnych planów. Biorą ślub. Z tego małżeństwa rodzi
się troje dzieci. Jeden z synów Zygmunta i Ludwiki Trzasków, mieszkający
w Paryżu Jan Trzaska odwiedził Czarnowiec w 2007 roku. Czy kiedykolwiek
potem – nie wiem.

O tym, że w 1945 roku ubowcy po karykaturze
procesu i wyroku, rozstrzelali drugiego brata Ludwiki – Jana, siostra
dowiedziała się dopiero w 1958 roku. Prawdopodobnie na fali
popaździernikowej odwilży państwo PRL łaskawie powiadomiło rodzinę, jaki
wyrok został wydany w imieniu komunistycznej RP trzynaście lat
wcześniej. Matka Maria zmarła w 1956 roku. Nie dowiedziała się nigdy w
jakich okolicznościach zginął jej drugi syn.

Ludwika Trzaska, z
domu Wyszomirska, zmarła w 1975 lub 1977 roku. Tu kolejna niezborność
informacji podawanych przez różne źródła, które – tak jak zapowiedziałem
– wskażę na końcu.

CIĄG DALSZY TEKSTU POD PONIŻSZĄ SERIĄ ZDJĘĆ

NA ZDJĘCIACH:

Ludwika Wyszomirska na zdjęciach ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego.
Dwa zdjęcia w jednym pliku to reprodukcja fragmentu monografii Rzekunia Jerzego Dziewirskiego – Ludwika Wyszomirska i Zygmunt Trzaska. Na tej reprodukcji widać, że wojenne zdjęcie „Kseni” zostało wykorzystane na okładce tygodnika „Stolica”. Niestety nie mogę odczytać który to numer, bo być może w środku jest napisane coś więcej o okładkowej postaci. Szukanie na piechotę to zbyt benedyktyńska praca – ponad dwa tysiące wydań 🙂

Wojskowy blok mieszkalny przy ulicy Inżynierskiej w Warszawie, stan z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. To w nim prawdopodobnie mieszkała Ludwika Wyszomirska wraz z matką Marią i siostrą Zofią w czasach okupacji, po wypędzeniu przez Niemców z Czarnowca. Prawdopodobnie, bo skojarzyłem następujące fakty. Zofia Wyszomirska jeszcze przed wybuchem wojny wyszła za mąż za oficera nazwiskiem Żyłowski. Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że Ludwika Wyszomirska „Ksenia” przed wybuchem powstania mieszkała na ulicy Inżynierskiej. Zakładając, że mąż Zofii – Żyłowski – dostał przed wojną mieszkanie z zasobu wojskowego, a adres Ludwiki „Kseni” – Inżynierska – jest tak naprawdę adresem Zofii, która przygarnęła bezdomną matkę i siostrę, to jest to ten blok co na zdjęciu, wybudowany z Funduszu Kwaterunku Wojskowego – jedyny blok wojskowy na Inżynierskiej. Możliwe są oczywiście alternatywne scenariusze. Ten jednak wydaje się dość prawdopodobny. Niestety w książce teleadresowej Warszawy nie znalazłem żadnego Żyłowskiego na Inżynierskiej. Faktem jednak jest również, że jedyna książka teleadresowa, Warszawy do jakiej udało mi się dotrzeć, pochodzi z roku 1930. Wtedy Żyłowski nie musiał mieć jeszcze mieszkania jako za młody wiekiem i stopniem. [Taka dygresja i ciekawostka na marginesie. Szukając Żyłowskiego, zupełnie przypadkiem zatrzymałem wzrok na pewnym bardzo znanym nazwisku, którego właściciela porządek abecadła polskiego ustawił na przedostatniej stronie książki między urzędniczką Żurawską, a subiektem Żurawiem. Tym kimś jest „Jerzy Żurawlew, muzyk, Wiejska 19, telefon 510-99”. Niesamowite! Dziś nie do pomyślenia.

Seria współczesnych zdjęć z dawnego majątku Przeczki, z którego pochodził narzeczony i mąż Ludwiki Wyszomirskiej – Zygmunt Trzaska. Dziś Przeczki to nieużywana administracyjnie, lecz tylko zwyczajowo, nazwa części wsi Borowce. Zdjęcia przedstawiają widok na dawną posiadłość Trzasków od strony południowej; wierzbową aleję wiodącą do dawnego dworu i krzyż przy bramie wjazdowej. Dziś dawne gospodarstwo Trzasków wygląda na prywatną zadbaną posiadłość. Kadry zdjęć dobrałem tak, żeby nie naruszać prawa do prywatności obecnych właścicieli. Zdjęcia są również stylizowane na retro/vintage.

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. IV

W Józefowcu, na Józefowskiej, Józef Światło wyszedł z ciemności.

Jakkolwiek głupio to nie brzmi, tak właśnie było.

Znany na całym świecie oficer komunistycznej bezpieki, który uciekł na
Zachód, był tak ukryty, że nie wiadomo było nawet czy żyje, czy nie
żyje.

Data jego śmierci została oficjalnie ujawniona dla potrzeb
śledztwa dotyczącego mordu sądowego popełnionego na Janie Wyszomirskim z
Czarnowca.

(* * *)

Jest 6 sierpnia 2010 roku. Na
katowickim osiedlu Józefowiec życie toczy się powoli. Wręcz sennie. Jak
to w piątek w środku wakacji. Co jakiś czas słychać samochody
przeciskające się uliczkami wśród jedenastopiętrowych bloków. Z radia,
nastawionego w osiedlowym spożywczaku, dobiegają słowa transmitowanej na
żywo przysięgi prezydenckiej. Tego dnia Bronisław Komorowski obejmuje
urząd głowy państwa.

Józefowiacy z niepewnością spoglądają w
niebo. Zastanawiają się: jechać na weekend do Wisły albo Ustronia, czy
nie jechać. Wczesnym popołudniem termometry wskazują wprawdzie 26
stopni i jest duszno, ale pogodynki w telewizjach ostrzegają przed
nadchodzącą falą ulew i nawałnic. Ktoś wychodzi właśnie z piwnicy bloku,
taszcząc oburącz dachowy bagażnik na rowery. Stoi chwilę na parkingu i
zawraca do wejścia…

W jednopiętrowym biurowcu przy ulicy
Józefowskiej, w którym mieści się oddział Instytutu Pamięci Narodowej,
prokurator Marzena Matysik-Folga kończy pisać postanowienie o umorzeniu
śledztwa. Dotyczy ono zbrodni komunistycznych popełnionych w latach
1944-45 przez oficerów bezpieki Józefa Światłę i Mieczysława
Godlewskiego. Śledztwo musiało zostać umorzone bo obaj sprawcy nie
żyją. Zmarłych – z oczywistych względów – nie da się postawić przed
sądem i wtrącić do więzienia.

Prokuratorka, zanim wydrukuje
postanowienie wraz z uzasadnieniem, przegląda jeszcze dokument pod kątem
pisowni. Skupia się na nazwiskach. Światło, Godlewski, Briesemeister,
Lipka, Grądzki, Wyszomirski…

Jan Wyszomirski, pseudonim „Wroński”. Zgadza się.

Kolejne nazwiska, kolejne daty, kolejne nazwy własne. Dokument jest
obszerny. Wielowątkowe śledztwo, z mnóstwem pokrzywdzonych i świadków.

Edytor Word, który zawsze chce być mądrzejszy od autora, złośliwie
zamienia w tym dokumencie łagier w Workucie na łagier w… Workujcie.

( * * * )

„Workujcie!” – krzyczy do pracowników folwarku w Czarnowcu, właściciel
siedemdziesięciohektarowego majątku Roman Wyszomirski. Polecenie
właściciela z trudem przedziera się przez hałas kieratowej młocarni. Z
wylotów maszyny właśnie zaczęły wysypywać się pierwsze ziarna
wymłóconego zboża. Trzeba wsypać je do worków.

W tumanach kurzu
Roman czuje że zaschło mu w gardle. Bierze blaszany kubek z ręcznie
namalowaną niezapominajką. Zagłębia go w kance z kompotem
morwowo-jeżynowym. Na wyloty młocarni nałożone są już worki i zaciśnięte
zatrzaski. Widać jak pęcznieją pod wpływem wpadających do nich ziaren.

Jest koniec lata. I początek lat 30. XX wieku. Roman Wyszomirski może
być dumny. Gospodarstwo kwitnie. Dzieci dorastają. Starszy syn Zygmunt
jest na studiach rolniczych w Cieszynie. Młodszy – Jan – właśnie dostał
się na elitarny Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej.
Wcześniej ukończył ostrołęckie Gimnazjum imienia Króla Stanisława
Leszczyńskiego.

STUDIA JANA WYSZOMIRSKIEGO I ZNAJOMOŚĆ Z PIASECKIM

Janowi Wyszomirskiemu przychodzi studiować w burzliwym okresie dla
świata akademickiego. Władza państwowa ogranicza autonomię uczelni
wyższych, podwyższane są stawki czesnego, dochodzi do protestów
studenckich, które nierzadko mają burzliwy przebieg.

W czasie
studiów Jan Wyszomirski poznaje Bolesława Piaseckiego, studenta Wydziału
Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i kierownika akademickiego oddziału
Obozu Wielkiej Polski i działacza Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego.

Na studiach Jan Wyszomirski odbywa obowiązkowe przeszkolenie
wojskowe i jako podchorąży zostaje przeniesiony do rezerwy. W czasie
mobilizacji w 1939 roku trafia do 102 rezerwowego pułku ułanów w
Wołkowysku – 90 kilometrów na wschód od Białegostoku. Miał on stanowić
wsparcie dla Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. W pierwszych
tygodniach wojny obronnej koncepcja wykorzystania rezerwowych sił
kawalerii zmieniała się.

Z ODDZIAŁEM WYDZIELONYM PIECHOTĄ DO WARSZAWY

Gdy 17 września Polskę zaatakował Związek Sowiecki, naczelny wódz
rozkazał: „z bolszewikami nie walczyć”, chyba że w obronie własnej. 102
pułk ułanów walczył więc w obronie Grodna. Obrona miasta nie powiodła
się. 22 września sowieci wkroczyli do miasta.

Część żołnierzy
102 pułku ułanów – w tym Jan Wyszomirski – przedostała się do wsi
Podmacharce nad Jeziorem Serwy między Sejnami a Augustowem. Tam
dołączyli do 110 pułku rezerwowego, dowodzonego wówczas przez majora
Henryka Dobrzańskiego (późniejszego „Hubala”).

Żołnierze
Dobrzańskiego, w tym Wyszomirski, nie podporządkowali się rozkazowi aby
wycofać się na Litwę i rozformować jednostki. Ruszyli w kierunku
oblężonej Warszawy przez Grajewo, Stawiski, Łomżę, Czerwony Bór i Ostrów
Mazowiecką. W drodze przyjęli nazwę Oddział Wydzielony Wojska Polskiego
mjr. Dobrzańskiego.

Nie zdążyli pomóc w obronie stolicy. 28
września wieczorem, gdy byli pod Wołominem, dotarła do nich wiadomość,
że Warszawa skapitulowała.

Oddział Dobrzańskiego wyruszył więc
na południe do Dęblina. Tam przeprawił się przez Wisłę na Kielecczyznę.
Dowódca zarządził, że będą prowadzić walkę partyzancką. Żołnierze
przyjęli konspiracyjne pseudonimy. Dobrzański został „Hubalem”. W Górach
Świętokrzyskich walczyli z Niemcami do kwietnia 1940 roku, gdy ich
dowódca został zastrzelony przez wroga pod Anielinem.

Z
dostępnych mi źródeł nie wynika, w którym momencie Jan Wyszomirski
przedostał się do Warszawy. Czy walczył z „Hubalem” do końca, czy też
odłączył się od oddziału wcześniej? W czasie działania „oddziału
wydzielonego” były dwa momenty, gdy część żołnierzy zrezygnowała z
dalszej walki pod dowództwem Dobrzańskiego. Pierwszy raz – po
kapitulacji Warszawy, 28 września 1939 roku dowódca dał żołnierzom
możliwość wyboru – iść dalej z nim, bądź wrócić do domu. Drugi – gdy w
Górach Świętokrzyskich Dobrzański zmienił swoją początkową decyzję o
marszu do południowej granicy Polski w celu jej przekroczenia.
Postanowił zostać na Kielecczyźnie i prowadzić walkę partyzancką bo
zaczął wierzyć, że alianci zaatakują Niemców już na wiosnę 1940 roku.
Wtedy również część żołnierzy opuściła oddział.

Nazwisko
podchorążego Jana Wyszomirskiego widnieje na tablicy będącej elementem
ścieżki edukacyjnej pod Anielinem. Lista ta liczy jednak aż 318 nazwisk
żołnierzy „oddziału wydzielonego”. Tymczasem gdy Hubal rozpoczynał walkę
partyzancką, zostało przy nim zaledwie kilkudziesięciu członków
„oddziału wydzielonego”.

WSYPA NA WYPRAWIE PO PIENIĄDZE

Faktem jest, że Jan Wyszomirski przedostał się do Warszawy. I tam niemal
natychmiast zaangażował się w działalność konspiracyjną wymierzoną
przeciw niemieckim okupantom. Odnowił kontakty z kolegami ze studiów i
wstąpił do konspiracyjnej organizacji Konfederacja Narodu. Co to była za
organizacja – wskazałem nieco szerzej w odcinku poświęconym siostrze
Jana Ludwice Wyszomirskiej. Ona również działała w Konfederacji.

Jednym z przywódców Konfederacji Narodu był przyjaciel Jana
Wyszomirskiego z czasu studiów Bolesław Piasecki. Konfederacja była
konkurencyjną organizacją wobec Związku Walki Zbrojnej. Konfederacji nie
finansował rząd polski na uchodźstwie w Londynie. Organizacja ta sama
musiała więc zapewnić sobie byt. Zabierała więc cywilom ich własność.
Takie działanie ma swoje umocowanie w prawie. Nazywa się ekspropriacją.
Sprowadza się do tego, że w czasie wojny państwo ma prawo zabrać
obywatelowi pieniądze albo wartościowe ruchomości, albo zająć
nieruchomości celem prowadzenia walki z wrogiem. Konfederacja uważała
się za polską organizację państwowo-wojskową i nakazywała obywatelom,
żeby ją utrzymywali.

Zanim wrócimy ponownie do postaci Jana
Wyszomirskiego, jeszcze dwie ciekawostki personalne. W akcjach
ekspropriacyjnych Konfederacji Narodu uczestniczył Ryszard Reiff,
późniejszy członek najwyższych władz powojennego komunistycznego państwa
polskiego nazywanego Polską Rzeczpospolitą Ludową. Reiff zapisał się
na kartach najnowszej historii między innymi głosowaniem, w 1981 roku
jako jedyny członek Rady Państwa przeciw wprowadzeniu stanu wojennego.
Stracił za to stanowisko. W Radzie Państwa PRL zasiadał również „za
Gierka” przywódca Konfederacji Narodu Bolesław Piasecki.

Wróćmy
jednak do czasów okupacji. W 1942 roku, w czasie jednej z akcji
ekspropriacyjnych z bronią w ręku, doszło do wsypy. Ktoś zaalarmował
Niemców, wskutek czego pięciu konspiratorów Konfederacji zostało
aresztowanych przez Gestapo. Trafili do aresztu na ulicy
Daniłowiczowskiej w Warszawie. Konfederacja Narodu zorganizowała akcję
ich odbicia. W przygotowaniach i w samej akcji brał udział Jan
Wyszomirski.

ZBARANIELI NIEMIECCY KLAWISZE

W nocy z 26 na
27 lipca 1942 roku do aresztu na Daniłowiczowskiej weszło – normalnie,
jawnie, przez dyżurkę – kilku mężczyzn w mundurach Gestapo.
Oświadczyli, że przejmują pięciu więźniów i przewożą ich na
przesłuchanie do centrali, w aleję Szucha. Wystawiają pokwitowania.
Podpisują protokoły. Wychodzą.

Następnego dnia rano we wszystkich
jednostkach Gestapo potężna awantura. Nikt nie dowiózł na Szucha
polskich więźniów przejętych z Daniłowiczowskiej. Gestapowcy, którzy
złożyli nocną niespodziewaną wizytę na Daniłowiczowskiej okazali się
przebierańcami.

Nie trzeba dodawać, że w mundury policji
politycznej III Rzeszy przebrali się konspiratorzy z Konfederacji
Narodu. W ten sposób, bez jednego wystrzału, udało się odbić pięciu
więźniów.

Niemcy byli tak zaskoczeni i tak zawstydzeni tym
faktem, że w odwecie nie przeprowadzili żadnych łapanek i rozstrzelań
cywilów. Przyjęli taktykę „ciszej nad tą trumną”, bo gdyby wiadomość o
akcji na Daniłowiczowskiej dotarła do Berlina, paru ważnych niemieckich
oficerów musiałoby zamienić wygodne posady w Warszawie na walkę na
froncie wschodnim w Związku Sowieckim.

TĘSKNOTA PRZEZ LORNETKĘ

Jan Wyszomirski posługuje się pseudonimami „Wroński” albo „Bej”. Jest
przeszkolonym i doświadczonym żołnierzem. Trafia więc do Uderzeniowych
Batalionów Kadrowych. To było zbrojne ramię Konfederacji Narodu.
Bataliony miały wyruszyć ze stolicy na Białostocczyznę. Tam – zjednać
sobie poparcie miejscowych i prowadzić wojnę partyzancką z Niemcami.

Główne siły, dowodzone przez Bolesława Piaseckiego, w maju 1943 roku
zbierają się w okolicy stacji kolejowej Dalekie – na linii
Ostrołęka-Tłuszcz. Stamtąd, lasami, mieli przedostać się na
Białostocczyznę. Niestety, miejsce koncentracji zostało otoczone przez
Niemców. Partyzantom udało się wydostać z otoczenia, choć czterech ludzi
zostało zabitych. Uznali, że bezpieczniej będzie podzielić się na dwie
grupy i iść dwiema różnymi drogami.

Jan Wyszomirski „Wroński”
idzie w grupie, która przedziera się na północny wschód w okolicach
Ostrołęki. Podobno towarzysze broni zapamiętali jak wspiął się na jedno z
leśnych wzgórz i długo patrzył przez lornetkę w kierunku Czarnowca.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że nigdy już nie powróci do rodzinnego domu.

ADIUTANT

Bataliony Konfederacji 17 sierpnia 1943 roku
zostały włączone do Armii Krajowej. Stały się 3 batalionem 77 pułku
piechoty AK. Na czele tego batalionu staje Bolesław Piasecki.
Wyszomirski „Wroński”, w stopniu podporucznika, otrzymuje nominację na
adiutanta dowódcy.

Batalion walczył z Niemcami w okolicach
Nowogródka i Lidy. Potem, w lipcu 1944 r. brał udział w operacji „Ostra
Brama” będącej elementem szerszej akcji „Burza”. Celem tej akcji i tej
operacji miało być samodzielne wyzwolenie spod niemieckiej okupacji
wschodnich terenów RP, zanim zrobią to Sowieci. Gdy zaś nadejdą, polskie
państwo podziemne miało wystąpić wobec Armii Czerwonej jako niezależna,
legalna władza, gospodarze terenu.

Samodzielne wyparcie Niemców
z Wilna nie powiodło się. Niektóre oddziały AK wspomagały Sowietów w
zdobyciu Wilna, po czym zostały podstępnie rozbrojone.

Z PORUCZNIKA REDAKTOR

Jan Wyszomirski wrócił do Warszawy. Tam zajął się wydawaniem
antykomunistycznych czasopism. Było to o tyle niebezpieczne, że Sowieci,
ich armia oraz bezpieka zajęły już prawobrzeżną część stolicy.

Ta działalność wydawnicza odbywała się z inicjatywy byłych członków
Armii Krajowej oraz delegatury rządu londyńskiego na kraj. We wrześniu
1944 roku podjęli oni próbę zorganizowania Polskiej Organizacji
Niepodległościowej mającej skupić wszystkie polskie siły, które
sprzeciwiały się nowej, sowieckiej okupacji. PON podjęła działania
organizacyjne, wywiadowcze, informacyjne i propagandowe. Te ostatnie
miały polegać właśnie na drukowaniu czasopisma.

W Warszawie
zaczął się ukazywać „Przegląd Tygodniowy”, którego redaktorem był
Czesław Grądzki „Krzemień”. Pomagał mu Jan Wyszomirski „Wroński”. Jednak
w pierwszych dniach listopada 1944 r. „Krzemienia” zabił niewypał.
„Przegląd Tygodniowy” przestał się ukazywać.

W międzyczasie z
inicjatywy Bolesława Piaseckiego zaczęła ukazywać się inna
antykomunistyczna gazeta – „Alarm”. Piasecki powierzył jej redagowanie
właśnie Wyszomirskiemu. Druk zlecono drukarni księży z parafii przy
ulicy Grochowskiej. Udało się wydać trzy numery „Alarmu”. Dwa w
październiku i jeden w listopadzie. Listopadowego numeru nie udało się
rozprowadzić w całym nakładzie. Polską Organizację Niepodległościową
tropiła już sowiecka i polska bezpieka.

KOMANDO ŚMIERCI W WILLYSIE

W połowie lat 90. XX wieku w Warszawie żyli jeszcze świadkowie, którzy
pamiętali jak podporucznik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Józef
Światło w towarzystwie enkawudzistów jeździł wojskowym willysem ulicą
Grochowską i aresztował ludzi związanych z „Alarmem” – redaktorów,
drukarzy i kolporterów. W sumie przeszło sto osób.

Wyszomirskiego, choć został zatrzymany 19 listopada, dopiero 6 grudnia
poddano rewizji osobistej. Choć bezpieczniacy doskonale wiedzieli, że
zatrzymany jest oficerem wojska polskiego, ta poniżająca czynność
prowadzona była w obecności ubeków niższych stopniem niż „Wroński”.
Rewizję osobistą, w czasie której nic nie znaleziono, prowadził
wprawdzie osobiście Światło, ale towarzyszyli mu przy tym kapral
podchorąży Chojnowski i strzelec Kardas.

Dopiero 9 stycznia 1945
roku bezpieka przeszukała mieszkanie Jana Wyszomirskiego. Jedyne co w
czasie niej zabezpieczono, to 51 egzemplarzy „Przeglądu Tygodniowego”,
dwa egzemplarze „Alarmu” i egzemplarz „Dziennika Radiowego” – bardziej
ulotki niż czasopisma, w formie maszynopisu sporządzanego na podstawie
nasłuchu radiowego, powielanego i rozprowadzanego wśród powstańców.

Śledztwo przeciw Wyszomirskiemu było prowadzone na podstawie dopiero co
wydanego dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego o ochronie
państwa. PKWN wydał ten dekret 30 października, a więc niecałe trzy
tygodnie przed zatrzymaniem porucznika z Czarnowca. Artykuł pierwszy
tego dekretu brzmiał: „Kto zakłada związek mający na celu obalenie
demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku
bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela mu innej
pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci”.

Śledztwo z
tego dekretu wszczęto przeciw Wyszomirskiemu 3 stycznia 1945 roku.
Areszt formalnie nałożono 5 stycznia. Nie przeszkadzało to komunistom
trzymać go w zamknięciu już od 19 listopada poprzedniego roku. Śledztwo
prowadził ubek w stopniu podporucznika Kazimierz Peret.

Postępowanie przygotowawcze przeciw Janowi Wyszomirskiemu zakończyło się
16 stycznia 1945 roku. Trzy dni później chorąży podprokurator Henryk
Podlaski skierował akt oskarżenia do Sądu Wojskowego Garnizonu
Warszawskiego.

OSKARŻONY NA MOCY PRAWA DZIAŁAJĄCEGO WSTECZ

Gdyby prawnik praktykujący w normalnym demokratycznym państwie prawnym
przeczytał akt oskarżenia przeciw Janowi Wyszomirskiemu, na pewno włosy
stanęłyby mu dęba na głowie.

Choć dekret karzący zakładanie,
wspieranie i członkostwo w nielegalnych związkach został wydany w
przedostatnim dniu października 1944 roku, akt oskarżenia obejmował
czyny Wyszomirskiego już od września 1944. A zatem w dużej części został
on oskarżony o czyn, który w chwili popełnienia przestępstwem nie był.

Nic to jednak. Bezpieka i pośpiesznie awansowani prokuratorzy po
wieczorowych kursach prawa, nie przejmowali zasadami, nie wierzyli w
miecz Temidy. Być może nawet nie wiedzieli co to takiego ta temida i po
co temu czemuś jakiś miecz. Jedyne narzędzia, w które wierzyli były dwa –
ostre i tępe. Sierp i młot. Jan Wyszomirski został oskarżony o to, że
„w okresie od września 1944 r. do chwili zatrzymania tj. do dnia 19
listopada 1944 r. na [warszawskiej] Pradze brał czynny udział w pracy
nielegalnego związku AK, mającego na celu obalenie demokratycznego
ustroju Państwa Polskiego, zajmując się wydawaniem nielegalnego organu
prasowego tegoż związku pod nazwą 'Alarm'”.

W aktach sprawy
znajduje się adnotacja, że Wyszomirski przyznał się do popełnienia
zarzucanych mu przestępstw. To dość zagadkowa historia. Wiem o niej
tylko tyle co zostało zapisane jednym zdaniem w postanowieniu IPN z 2010
r. o umorzeniu śledztwa w sprawie tamtego śledztwa. „Wroński” mógł
potwierdzić w śledztwie, że redagował pismo „Alarm”, bo też zapewne nie
miał powodów, żeby się tego wypierać. Ale czy rzeczywiście ubrał to w
słowa przyznania się do winy? To pytanie musi pozostać otwarte. Bezpieka
potrafiła torturami zmusić do przyznania się do całkowicie
wyimaginowanych czynów. Bezpieka chodziła też na skróty. Podejrzany mógł
potwierdzić tylko, że coś robił, a gorliwy ubek protokołował to jako
przyznanie się do winy.

UROCZYSTE ZATWIERDZENIE AKTU OSKARŻENIA

Proces Jana Wyszomirskiego z Czarnowca brutalnie pokazał ponurą zasadę
sądownictwa krajów totalitarnych, wedle której wyrok jest uroczystym
zatwierdzeniem aktu oskarżenia.

Dziś ta maksyma przypisywana A.W.
Wieniedyktowowi jest przedmiotem ponurych żartów prawników, polityków,
czy dziennikarzy. Wtedy jednak sędziowie sądów specjalnych, wychowani na
podręcznikach Wieniediktowa, gorliwie wcielali ją w życie.

22
stycznia 1945 roku w Otwocku, na sesji wyjazdowej, odbyła się rozprawa
porucznika „Wrońskiego”. Rozprawa odbywała się bez oskarżyciela i
obrońców. Tylko sąd i oskarżony. W składzie orzekającym zasiadali:
porucznik Władysław Garnowski, podporucznicy Władysław Sobiech i
Eugeniusz Krzewski. Protokołował podporucznik Ignacy Leszcz. Na jednej
rozprawie sąd zamknął cały proces. Skazał Wyszomirskiego na karę
śmierci.

Nie było drugiej instancji. Komunistyczna
sprawiedliwość nie przewidywała zaskarżania wyroków. Prezydent Bolesław
Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Karę śmierci wykonano 29 stycznia w
ubeckim więzieniu przy ulicy 11 Listopada w Warszawie.

Podsumujmy. Bezprawne „przybicie” Wyszomirskiemu czynów popełnionych
przed wejściem w życie dekretu o ochronie państwa. Bezprawne uwięzienie
przez półtora miesiąca, przed formalną decyzją o aresztowaniem.
Pozbawienie prawa do obrony. Brak możliwości zaskarżenia wyroku.
Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przesądzają, że na Wyszomirskim
popełniono klasyczną zbrodnię mordu sądowego.

REHABILITACJA

Nie dało się osądzić tych, którzy skazali na śmierć porucznika z
Czarnowca. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez Oddziałową Komisję
Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie w 2001 roku,
trzeba było umorzyć bo ci, którzy wydali bezprawny wyrok śmierci już nie
żyli.

Sam wyrok został uznany za bezprawny dopiero rok później.
27 marca 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił ten wyrok. Była
to oficjalna rehabilitacja Jana Wyszomirskiego. Niezawisły sąd wolnej
Polski uznał, że czyny przypisane skazanemu „związane były z
działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

Postępowanie rehabilitacyjne trwało dziesięć (!) lat. Wniosek o
unieważnienie wyroku śmierci złożyła w 1992 roku wdowa po Janie
Wyszomirskim, mieszkająca wtedy w Hiszpanii Maria
Bartoszewicz-Biernacki. Po trzech latach od złożenia tego wniosku Sąd
Warszawskiego Okręgu Wojskowego uznał się za niewłaściwy w tej sprawie i
przekazał akta do sądu powszechnego. W 1997 roku wniosek o
rehabilitację „Wrońskiego” złożył prezes Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej. Dopiero w 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie połączył
sprawy do wspólnego prowadzenia i unieważnił wyrok sądu komunistów.

GDZIE JEST ŚWIATŁO?

Pozostała jednak jeszcze kwestia odpowiedzialności Józefa Światły,
który nadzorował śledztwo przeciw Wyszomirskiemu. Józef Światło to,
przypomnijmy, wysoki i wpływowy funkcjonariusz komunistycznej bezpieki,
który w 1953 roku uciekł do Berlina Zachodniego, a potem uzyskał azyl w
Stanach Zjednoczonych. Znany jest z cyklu audycji „Za kulisami partii
bezpieki” nadawanych w Radiu Wolna Europa, w których ujawnił zbrodnicze
praktyki komunistycznego państwa polskiego i jego resortów siłowych.

Choć na Światle ciążyła odpowiedzialność za represjonowanie i
aresztowania działaczy antykomunistycznego podziemia, Amerykanie
udzielili mu azylu, poddali operacji plastycznej i schowali przed
możliwą zemstą komunistycznych służb specjalnych. Bardzo długo nie było
wiadomo czy Światło żyje, czy też umarł. Strona amerykańska odmówiła
polskiemu historykowi Andrzejowi Paczkowskiemu dostępu do dokumentów na
temat Światły. Paczkowski spotkał się z nieudowodnioną hipotezą jakoby
Światło zmarł w 1985 roku.

Oficjalnie o dacie śmierci Światły
Stany Zjednoczone poinformowały Polskę dopiero w związku ze śledztwem w
sprawie śledztwa przeciw Janowi Wyszomirskiemu z Czarnowca. Ministerstwo
Sprawiedliwości w Waszyngtonie 11 stycznia 2010 roku podało polskiej
prokuraturze, że Józef Światło zmarł w Stanach Zjednoczonych 2 września
1994 roku. Czy administracja USA kiedykolwiek podałaby sama z siebie
taką informację? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że podała ją na wniosek
prokuratorów prowadzących sprawę legalności postępowania
komunistycznych władz przeciw Wyszomirskiemu.

Podanie przez
Amerykanów informacji o śmierci Światły stało się natychmiast sensacją w
Polsce. Media nią żyły. Pion śledczy IPN również, ale w innym sensie.
Bo był to kłopot. Amerykanie podali lakoniczną informację o dacie
śmierci. Odmówili jednak przekazania kopii aktu zgonu oraz opisu jego
okoliczności. Nie ma aktu zgonu? Nie ma dowodu. Co dalej więc ze
śledztwem?

BYŁA ZBRODNIA, NIE MA SPRAWCÓW

Decyzja zapadła
po pół roku. Śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci podejrzanego.
Jednocześnie IPN – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
– uznała, że zebrany w śledztwie materiał dowodowy w pełni uzasadnia
podejrzenie, że inicjując i nadzorując śledztwo w sprawie redaktorów i
kolporterów „Alarmu” Światło dopuścił się zbrodni komunistycznej.

„Nie budzi bowiem wątpliwości fakt, że opisanych powyżej aresztowań
dokonano bezprawnie, ze względów politycznych, tj. z powodu
przynależności pokrzywdzonych do Armii Krajowej, a następnie przekazano
ich we władztwo obcego państwa tj. ZSRR. Było to – w styczniu 1945 r. i
miesiącach następnych – zjawisko masowe i dotykało wielu tysięcy
żołnierzy AK” – napisano w uzasadnieniu umorzenia śledztwa IPN.

Wolne państwo polskie, w odróżnieniu od komunistycznego, oceniało czyn
Józefa Światły zgodnie z ogólnie przyjętymi w cywilizowanym świecie
zasadami odpowiedzialności karnej. Prokuratorzy IPN badali czy
postępowanie Światły wyczerpywało znamiona przestępstwa z kodeksu
karnego z 1932 roku (zwanego od nazwiska autora kodeksem Makarewicza).
Bo taki obowiązywał w Polsce przed wojną i po wojnie, dopóki komuniści
nie uchwalili tzw. kodeksu Andrejewa.

W kodeksie Makarewicza
była opisana kwalifikowana postać bezprawnego pozbawienia wolności –
dłuższe niż 14 dni, połączenie ze szczególnym udręczeniem, oddaniem we
władztwo obcego państwa. Czyż nie taki los spotkał Jana Wyszomirskiego?
Przypomnijmy, Światle w zatrzymaniu porucznika z Czarnowca towarzyszyli
enkawudziści.

MIEJSCE POCHÓWKU BLIŻEJ NIEZNANE

Nie
wiadomo gdzie spoczywa ciało Jana Wyszomirskiego. Są przypuszczenia, że
na Cmentarzu Bródzieńskim w Warszawie (kwatera 45N), bo tam grzebano
ciała zabitych w ubeckim więzieniu na 11 Listopada na Pradze. W
ekshumacjach i badaniach prowadzonych pod kierunkiem prof. Krzysztofa
Szwagrzyka nie potwierdzono jednoznacznie, że szczątki Wyszomirskiego
spoczywają w tej kwaterze. Na tablicy natomiast znajduje się adnotacja,
że w tej zbiorowej mogile spoczywa między innymi porucznik Jan
Wyszomirski „Wroński” 1913-1945. Jego nazwisko, daty urodzenia i śmierci
znajdują się również na dostępnej w internecie oficjalnej liście
pochowanych na Cmentarzu Bródnowskim.

Symboliczny grób Jana
Wyszomirskiego znajduje się również na cmentarzu w Rzekuniu. Na tablicy
nagrobnej przedwojennego właściciela Czarnowca Romana Wyszomirskiego
znajdują się również nazwiska dwóch jego synów. „Jan Wyszomirski,
1913-1945, oficer AK zamordowany przez komunistów” – brzmi inskrypcja.

Jak już wspomnieliśmy, matka Jana Wyszomirskiego, choć żyła do 1956
roku, nie dowiedziała się że jej młodszego syna zabili komuniści. Jego
siostry i żona dowiedziały się o tym, że został skazany na karę śmierci,
dopiero w 1958 roku. Żona, która zmarła w Hiszpanii w 2007 roku, nie
poznała nawet prawdopodobnego miejsca pochówku swojego pierwszego męża.
Podobnie jak jego siostra Zofia zmarła w Wielkiej Brytanii w 2005 roku.
I siostra Ludwika, zmarła w latach 70. w Warszawie.

Komunistyczne śledztwo w sprawie czasopisma „Alarm” obejmowało wiele
wątków i wiele osób. Tylko Wyszomirski i drugi redaktor Tomasz
Malczewski – zostali skazani na śmierć. Pozostali – opisani po latach
przez IPN – aresztowani, zostali wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego.

Stąd ta Workuta, co pojawiła się na początku…

KONIEC

2020.11.19 /Jacek Pawłowski/

NA ZDJĘCIACH
Fragment tablicy upamiętniającej oddział „Hubala” z wymienionymi nazwiskami wszystkich żołnierzy Oddziału Wydzielonego, znajdującej się pod Anielinem na ścieżce edukacyjnej. Pod pozycją 306 widnieje nazwisko Jana Wyszomirskiego, wtedy jeszcze podchorążego. Zdjęcie autorstwa Jarosława Kruka zamieszczone w Wikipedii.

Tak wyglądał samochód Willys. Podobnym jeździł Józef Światło po ulicy Grochowskiej w Warszawie w listopadzie 1944 roku, w towarzystwie funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, wyłapując ludzi związanych z redakcją „Alarmu”. Fragment zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego, przedstawiającego Willysa w akcji kompanii sanitarnej w Bolonii w kwietniu 1945 roku.

Niewyraźne zdjęcie żołnierzy na ganku drewnianego domu to dowództwo nowogródzkiego III batalionu 77. pp AK (Uderzeniowe Bataliony Kadrowe). Jan Wyszomirski stoi pierwszy z lewej między dwoma słupami w czapce z orzełkiem. Pozostali widoczni na zdjęciu to (od lewej): Bolesław Piasecki „Sablewski” komendant UBK, Stanisław Briesenmeister „Kowalski” oficer informacyjny, Wojciech Kętrzyński „Wołkowyski” szef sztabu, Stanisław Hniedziewicz „Olgierd” dowódca 3. kompanii, R. Korab-Żebryk „Operacja Ostra Brama”. Zdjęcie z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej.

Rodzeństwo Wyszomirskich. Od lewej: Jan, Ludwika i Zygmunt. Plakat Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.

Mężczyzna w krawacie to Józef Światło. Fotografia z akt osobowych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Obecnie w domenie publicznej.

Tablica nagrobna Romana Wyszomirskiego z wyrytymi nazwiskami dwóch synów zamordowanych przez przeciwników politycznych w okresie II wojny światowej. Zdjęcie wykonał Marek Karczewski

——————————————————————–

Źródła, z których korzystałem przy pisaniu wszystkich czterech części:
Postanowienie o umorzeniu śledztwa. Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Badania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu, sygn. akt S 139/08/Zk
Dariusz Baliszewski, „Zakłamana historia ucieczki Józefa Światły”, „Uważam Rze Historia” 18.04.2019
„Polski kodeks karny z 11 VII 1932”, Księgarnia Nakładowa Dr Maksymilian Bodek, Lwów 1932
Książka adresowa miasta stołecznego Warszawy, 1930 r., udostępniona na stronach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej.
Jerzy Dziewirski, „Monografia gminy Rzekuń, 2014
Jacek Karczewski, „Zostaną tylko drzewa”, „Nasz Dziennik”, 20.02.2017
Paweł Krajewski, „Ocalić dla potomnych:. „Tygodnik Ostrołęcki”, 27.03.2007
Komunikat nr 12 Instytutu Śląskiego w Katowicach, 1936 r.
„Przemówienie prezydenta Donalda J. Trumpa przy Pomniku Powstania Warszawskiego na Placu Krasińskich”, strona internetowa Ambasady USA w Polsce. https://pl.usembassy.gov/pl/przemowienie_potus/
Małgorzata Pieczyńska, „Śladami rzekuńskich zabytków. Czarnowiec”. Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 5/2012
Bernard Kielak, „Tradycje Wigiijne”, Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 7/2012
Biogram Ludwiki Wyszomirskiej na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, https://www.1944.pl/powstan…/ludwika-wyszomirska,46446.html…
Profile społecznościowe Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce i Muzeum Powstania Warszawskiego.

/Jacek Pawłowski/




Za brak tabliczki możemy zapłacić karę!


PODSTAWA PRAWNA I PRAKTYCZNE PORADY

Zgodnie z obowiązującym prawem właściciele nieruchomości zabudowanych, zobowiązani są do oznaczenia ich numerami porządkowymi.

Nie wymaga to dużo wysiłku, ale za
to znacznie ułatwia dotarcie karetkom pogotowia, straży pożarnej,
kurierom, listonoszom, czy po prostu osobom, które chcą nas
odwiedzić.

Podstawą prawną, która reguluje
kwestie oznakowania posesji jest art. 47b ustawy z dnia 17 maja 1989
r.
– Prawo Geodezyjne i Kartograficzne ( Dz. U. z 2010 r. Nr 193 poz.
1287 ze zm.), w którym czytamy:

Właściciele nieruchomości zabudowanych lub inne podmioty uwidocznione w ewidencji gruntów i budynków, które takimi nieruchomościami władają, mają obowiązek umieszczenia w  widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości w terminie 30 dni od dnia otrzymania informacji o ustaleniu tego numeru.

W przypadku gdy budynek położony jest w głębi ogrodzonej nieruchomości, tabliczkę z numerem porządkowym umieszcza się również na ogrodzeniu.

Właściciele posesji często nie zdają sobie sprawy z tego, że ciąży na nich obowiązek właściwego oznakowania nieruchomości. Chodzi o umieszczenie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości. Co więcej, taką tabliczkę należy odpowiednio oświetlić.

Stanowi o tym art. 64 Ustawy z 20 maja 1971 roku Kodeks wykroczeń.
Mówi on, że kto, będąc właścicielem, administratorem, dozorcą lub użytkownikiem nieruchomości, nie dopełnia obowiązku umieszczenia w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.
Taka sama kara grozi osobie, która nie dopełnia obowiązku oświetlenia tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości.
Karę może nałożyć straż gminna lub policja w formie mandatu.

Zachęcam mieszkańców Czarnowca do wykonania i zawieszenia na furtkach czy płotach swoich ogrodzeń identycznych tabliczek z numerem posesji.
Tabliczki (wzór na zdjęciu) można zamówić u mnie.
Koszt tabliczki 21x30cm to 25zł brutto.

Marek Karczewski
Sołtys




Plac zabaw Nr 2 z nowym wyposażeniem.

Plac zabaw Nr 2 z nowym wyposażeniem.
Od poniedziałku 16.11.2020r. na placu zabaw przy ulicy Działkowej stoi nowiutka ławeczka dla mam i dziadków – tata musi pilnować swoich pociech i nie może siadać 😉

Pracownicy Zakładu Obsługi Gminy w Rzekuniu ustawili ławeczkę specjalnie pod rosnącą w pobliżu sosną aby w upalne letnie dni można było spocząć w cieniu.
Ławka jest dodatkowo wyposażona w stojaki do rowerów i pomimo, że te stojaki to pospolite „wyrwikółka” to i tak wiele osób zapewne będzie korzystać z ustawienia w nich rowerów.

Dzieciaki nie mogą doczekać się kolejnych zabawek, piasku pod zabawkami, mamy ogrodzenia aby niepowołane zwierzęta nie wchodziły do przyszłej piaskownicy a dziadkowie kosza na śmieci :).

Dziękujemy władzom Gminy Rzekuń za doposażanie naszego placu, a czarnowieckim działkowcom za udostępnienie działki nr 166 pod plac zabaw.




Korkorower przejechał.

Dziś nasz korkorower przejechał z placu przed świetlicą, który jest zamknięty i tym samym niedostępny.
Na plac zabaw przenieśliśmy go z Gospodarzem Świetlicy Panem Eugeniuszem Łępickim.
W ten sposób na placu zabaw będzie całodobowy dostęp dla osób, które chcą wrzucać zakrętki.

Zakrętki w Czarnowcu zbieramy dla chorej Lenki Mazur, o której pisaliśmy TU.

Dla przypomnienia tym, którzy dopytują kto wykonał nam taki fajny korkorower – PISALIŚMY TU.

Zapraszamy – wrzucajcie zakrętki!

/SC/




102 rocznica odzyskania niepodległości!

Jutro Święto Niepodległości.
Warto uczcić ten dzień, wywieszając flagę narodową.

Mimo wielu akcji społecznych, wciąż niewielu mieszkańców wywiesza flagę narodową za oknem bądź na ścianach frontowych swoich domów. Zachęcam, by o tym pamiętać.

Warto dodać, że zgodnie z ustawą uchwaloną 20 lutego 2004 r. o zmianie ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej, każdy może legalnie wywieszać flagę narodową nie tylko z okazji świąt państwowych, narodowych czy lokalnych, ale także z okazji uroczystości i wydarzeń z życia prywatnego. Flagę można zatem wywieszać kiedy się chce i kiedy się czuje taką potrzebę również z okazji prywatnych uroczystości aby w ten sposób manifestując szczęście, że jest się Polakiem. Wcześniej przez 50 lat istniał zakaz wywieszania flagi poza wyznaczonymi świętami.

102 lata temu, w 1918 r., Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu pełnię władzy państwowej,
po 123 latach Polska odzyskała niepodległość!

Teraz możemy, a nawet powinniśmy w takim dniu jak 11 listopada wywiesić flagę!

Sołtys Czarnowca
Marek Karczewski




Szczury. Jak się ich pozbyć?

Wraz z nadejściem pierwszych chłodów szczury chętnie szukają schronienia i pożywienia w naszych domach/obejściach. Gryzonie te nie tylko wyrządzają wiele szkód, ale także są nosicielami chorób i pasożytów. Walkę z nimi należy rozpocząć natychmiast, ponieważ bardzo szybko się rozmnażają.

Szczury gnieżdżą się najczęściej w piwnicach, garażach oraz na strychach, ale mogą się też dostać rurami kanalizacyjnymi, oknami lub drzwiami do pomieszczeń mieszkalnych. Na obszarach wiejskich na chłodne miesiące szukają kryjówek w chlewach, stodołach magazynach ze zbożem itp. Jeśli zauważymy poprzegryzane przewody elektryczne, uszkodzone meble, naruszone zapasy żywności, nieprzyjemnie pachnące odchody, to wszystko może świadczyć o obecności tych gryzoni w naszym lokum.

Aby pozbyć się szczura z naszego obejścia możemy zastosować trutki, pułapki, urządzenia odstraszające lub „zatrudnić” kota. Jeśli te działania nie przyniosą oczekiwanego rezultatu najlepiej skorzystać z usług firmy deratyzacyjnej.

Najważniejsze jest, by działać naprawdę szybko. Jak podaje Wikipedia, w ciągu roku samica szczura wędrownego jednego z gatunków najbardziej rozpowszechnionych w Polsce może przeciętnie wydać na świat siedem miotów, łącznie do sześćdziesięciu młodych, a śniadego do dziewięćdziesięciu młodych.

Do wyboru mamy kilka metod zwalczania szczurów.
Trutki.
Preparaty te są dostępne w różnych postaciach, np. gotowych do wyłożenia saszetek, zatrutego ziarna lub kostek. Szczury giną po ich zażyciu w ciągu kilku dni, nie wzbudzając nieufności innych gryzoni i nie powodując w nich awersji na preparat, co umożliwia skuteczne pozbycie się ich z naszego gospodarstwa. Trutki dodatkowo zawierają także gorzką substancję, która zapobiega jej przypadkowemu spożyciu przez ludzi i zwierzęta domowe.
Pułapki.
Najprostsze w działaniu są tradycyjne pułapki drewniane z metalowym mechanizmem zatrzaskowym.
Urządzenia odstraszające.
Fale ultradźwiękowe emitowane przez te urządzenia atakują system nerwowy i słuchowy szczurów, więc wynoszą się one z domu. Co istotne ultradźwięki te są poza zasięgiem słyszalności człowieka i większości domowych zwierząt. Nie zakłócają też pracy telewizora, radia oraz systemu alarmowego zamontowanego w domu.

Problem dla nas wszystkich!
Jeśli macie Państwo własne skuteczne metody to warto się nimi podzielić, bo nie wystarczy pozbyć się szczura/szczurów na własnej posesji – przyjdzie od sąsiadów.

Prawdopodobnie „znakomitym” pożywieniem dla tych inteligentnych zwierząt jest trutka o handlowej nazwie Ratimor.
Czy ktoś opowie o swoich doświadczeniach? Co sprawdziło się u Was?
Prosimy o dyskusję.

/SC/




Ulica Złota oznaczona.

Ulica Złota oznaczona.
W piątek 6 listopada 2020r. pracownicy Zakładu Obsługi Gminy w Rzekuniu ustawili nowe, estetyczne oznaczenie z nazwą ulicy.
Cieszymy się tak małymi rzeczami, ale jakże ważnymi dla mieszkańców. Kurierzy i służby ratunkowe nie będą już błądzić w poszukiwaniu podanego adresu.
Nowych tablic informacyjnych nie mamy jeszcze za wiele, bo dotychczas oznaczone są tylko ul. Łączna i ul. Złota i w kolejce czeka jeszcze ponad 30 ulic ale już wiemy, że warto chwilę poczekać na te estetyczne tablice.

Obecnie będą zamawiane sukcesywnie w pierwszej kolejności tablice dla nowo nazwanych odcinków dróg, zaraz po podjęciu Uchwały przez Radę Gminy Rzekuń.
W kolejce czekają zatem ulice: Lawendowa i Wspólna.

Dziękujemy za te „małe rzeczy” dla naszej czarnowieckiej społeczności.
Dodać należy, że nasze zgłoszenie zostało zrealizowane przez Gminę w dość krótkim okresie.
Aktualna lista wszystkich zgłoszeń z sołectwa Czarnowiec znajduje się w zakładce ZGŁOSZENIA.

SPIS WSZYSTKICH ULIC CZARNOWCA




Czwarta rata podatku 2020.

CZWARTA RATA PODATKU
Zbliża się termin płatności IV raty podatku rolnego, leśnego i od nieruchomości.
Opłatę można dokonywać:
– u sołtysa – prowizja pozostaje w sołectwie,
– przelewem na konto Urzędu Gminy – sołectwo traci prowizję,
Od dziś (piątek 06.11.2020) można już płacić u mnie – 533 613 913
Wpłaty maksymalnie do czwartku 19 listopada 2020r.

Marek Karczewski
Sołtys




Kiedy śmieci? Bezpłatna aplikacja.

Od dziś można już korzystać z bezpłatnej aplikacji, która przypomni nam o odbiorze śmieci.
Dla mieszkańców Czarnowca oraz wszystkich sołectw Gminy Rzekuń aktualny harmonogram uzupełnili Panowie: Artur Krzynówek i Piotr Daszewski.
Aplikacja została zaprojektowana i wykonana między innymi przez Pana Artura Krzynówka – mieszkańca Czarnowca przy współpracy z Panem Piotrem Daszewskim z Różana.
Jest własnością firmy FX Systems Piotr Daszewski.
W przypadku pytań bądź uwag prosimy o kontakt: kontakt@kiedysmieci.info
Zapraszamy do korzystania

Co mówią twórcy o aplikacji:
Aplikacja „Kiedy śmieci” została stworzona przez firmę FX Systems Piotr Daszewski z Różana we współpracy z firmą Dataprocess Artur Krzynówek z Czarnowca. Instalacja i użytkowanie aplikacji jest bezpłatne i nie zawiera żadnych reklam. Kiedy Śmieci to ogólnopolska aplikacja udostępniająca harmonogramy odbioru odpadów. Umożliwia otrzymywanie powiadomień o odbiorach śmieci, a wyprzedzenie można ustawić w zakresie od 1 do 5 dni. Można również ustalić godzinę otrzymywanego powiadomienia. Jeśli ktoś z mieszkańców używa kompostownika można wyłączyć powiadomienia o odpadach biodegradowalnych. Odbiór śmieci już nigdy Cię nie zaskoczy. Ilość miejscowości i ich harmonogramów dostępnych w aplikacji systematycznie będzie wzrastać. Aktualnie z Kiedy Śmieci może korzystać każdy mieszkaniec gminy Rzekuń, Różan, Olszewo-Borki, Goworowo, Miastkowo, Sypniewo. Aplikacja jest w fazie rozwojowej i należy spodziewać się dość częstych aktualizacji które wprowadzać będą dodatkowe funkcjonalności i ulepszenia.

/AK/

Nowoczesna i bezpieczna technologia

Aplikacja jest anonimowa, nie zbieramy żadnych danych. Jedyne co przekazujesz to miejscowość, dla której chcesz otrzymywać powiadomienia.

Brak konieczności drukowania harmonogramów

Nie trzeba już drukować harmonogramów,
ani jako gmina ani jako jej mieszkaniec. Aktualny harmonogram będzie
zawsze pod ręką w telefonie.

Nigdy nie zapomnisz wystawić odpowiedniego kosza

Otrzymasz
powiadomienie o konieczności wystawienia odpowiedniego kosza. Sam
zdecydujesz na ile wcześniej chcesz otrzymywać powiadomienia.

Informacje o aplikacji kiedysmieci.info
Bezpośredni link do pobrania aplikacji




Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny inny niż wszystkie.

1 i 2 listopada, to dni podczas których szczególnie wspominamy zmarłych z naszych rodzin, przyjaciół czy bohaterów narodowych. Na początku listopada odwiedzamy cmentarze po to, aby złożyć na grobach kwiaty i symboliczne znicze.

Jednak w tym roku decyzją Premiera Mateusza Morawieckiego z piątku 30 października 2020r. cmentarze zostały zamknięte aż do środy!
Z powodu pandemii koronawirusa (Covid-19) w tych dniach nie odwiedzimy grobów naszych bliskich.
Pozostaje w tych dniach oglądanie starych zdjęć w gronie rodzinnym i wspominanie o zmarłych, bliskich naszemu sercu oraz modlitwa za Ich dusze.

Wszystkich Świętych to w kościele katolickim, ale i w wielu kościołach protestanckich dzień wspominania i oddania hołdu tym, którzy dostali się już do nieba. Według tradycji, chrześcijanie czczą wyniesionych na ołtarze, jak i anonimowych świętych.

Dzień Wszystkich Świętych w kościele katolickim obchodzony jest od IX wieku. Na 1 listopada wyznaczył go w 837 roku papież Grzegorz IV. 1 listopada kościół wspomina wszystkich świętych i zmarłych, których życie nacechowane było świętością. Widzi w nich tzw. orędowników Boga i przykłady godne naśladowania. Uroczystość ta wywodzi się głównie z czci oddawanej męczennikom, którzy oddali życie dla Chrystusa.

Uroczystość Wszystkich Świętych jest dla nas wszystkich szczególnym dniem, ponieważ przypomina nam o naszym powszechnym obowiązku odwiedzenia naszych najbliższych.
Pamiętajmy, że uroczystość Wszystkich Świętych winna napełniać nas radością, spokojem i wiarą. Cieszmy się tym, że jesteśmy jedną ogromną wspólnotą złożoną z pokoleń, które żyły przed nami, żyją obecnie i żyć będą w przyszłości.

W tym szczególnym dniu wspominamy również naszych mieszkańców sołectwa Czarnowiec, którzy odeszli do wieczności w tym roku.
Odeszli nasi sąsiedzi, nasi rodzice, nasi kuzyni czy kolega lub koleżanka z pracy, wujek lub ciocia i nasi dziadkowie.
Wspominajmy Ich z tej najlepszej strony.

Pokój Ich Duszom.




Spotkamy się „na Wspólnej”

Tak wielu fanów serialu, który leci gdzieś, w jakiejś stacji telewizyjnej mogłoby skojarzyć hasło o spotkaniu.
Od 30 października 2020 roku możemy jednak mówić, że spotkamy się na Wspólnej w Czarnowcu 🙂
Pomysł nadania nazwy dla tego odcinka drogi był mój ale bez jakiegokolwiek nacisku na wybór nazwy dla tego odcinka drogi – nr geodezyjny 413.
W tym miejscu można by rzec Czarnowiec zaczyna się przynajmniej „geodezyjnie”, bo tu właśnie w Czarnowcu leżą działki Nr 1, 2, 3, 4, 5 itd. Geodeci w latach 40-tych XX wieku podczas reformy rolnej – nowej inwentaryzacji stwierdzili, że przy ulicy Wspólnej rozpoczną numerację czarnowieckich gruntów.
Rodzina Państwa Sikorów, która w demokratyczny sposób, podczas jawnego głosowania wskazała tę nazwę, a Rada Gminy na posiedzeniu tym razem w Świetlicy, w Czarnowcu, postanowiła przychylić się do prośby mieszkańców. Uchwała Rady Gminy
Nadanie nazwy dla tego starego odcinka drogi jest naszym kolejnym wspólnym sukcesem w dążeniu do zaprowadzenia ładu urbanistycznego i geodezyjnego na terenie sołectwa.

Zaczęły pojawiać się już nowe tablice z nazwami ulic, co w znacznym stopniu ułatwi wszystkim dotarcie w krótkim czasie do wskazanego adresu.
Dziękuję serdecznie wszystkim mieszkańcom, którzy robią krok do przodu wyprzedzając w ten sposób wszystkie inne sołectwa w Gminie Rzekuń.
„Na tapecie” są kolejne stare drogi/ulice – stare, bo istniejące już od dziesiątek lat ale wciąż bez nazwy.
Gdy nazwy otrzymają wszystkie drogi/ulice, pozbędziemy się problemów „rozstrzelonej” numeracji gdzie nr 24D jest oddalony od nr 26C ponad 2 km, a pomiędzy nimi, gdzieś po drodze jest nr 31A.

Stara numeracja powinna odejść w zapomnienie aby już nikt nie musiał czekać na ważną przesyłkę oraz aby karetka pogotowia dotarła pod wskazany adres w 5 a nie 25 minut.

To nie wszystko co zatwierdziła Rada Gminy Rzekuń. Lawendowa to kolejna nowa ulica, która będzie miała swój początek w okolicy posesji „Sosnowa 55”.
Pomysłodawcą i jednocześnie nowym mieszkańcem tej ulicy jest okulista, Pan Michał Jarząbek z rodziną.

Dziękuję serdecznie mieszkańcom za Waszą nowoczesność, a radnym za przychylne rozpatrzenie wniosków.

SPIS WSZYSTKICH ULIC CZARNOWCA

Marek Karczewski
Sołtys




Woda, kanalizacja – ZMIANY

Zmiana zasad wydawania warunków przyłączenia do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej

Zakład Obsługi Gminy w Rzekuniu informuje, że na podstawie ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane (Dz. U. z 2020 r., poz. 1333) od 19 września br. zmieniły się zasady składania, rozpatrywania i wydawania wniosków o wydanie warunków przyłączenia do sieci wodociągowej alti kanalizacyjnej oraz realizacji budowy przyłączy.

Wniosek o wydanie warunków przyłączenia:
– dane zawarte we wniosku są ustalone w w/w ustawie. Do wniosku należy dołączyć plan zabudowy lub szkic sytuacyjny, określający usytuowanie przyłącza w stosunku do istniejącej sieci wodociągowej lub kanalizacyjnej oraz innych obiektów i sieci uzbrojenia terenu. Wniosek jest do pobrania na stronie internetowej lub w siedzibie Zakładu.

Terminy rozpatrywania wniosku:
1) 21 dni na wydanie warunków przyłączenia do sieci, w przypadku budynków mieszkalnych jednorodzinnych, w tym znajdujących się w zabudowie zagrodowej.
2) 45 dni na wydanie warunków przyłączenia do sieci, w pozostałych przypadkach.

Realizacja budowy przyłącza:
Realizacja budowy przyłączy wodociągowych i kanalizacyjnych może być wykonana w trybie art. 29 Prawa Budowlanego: na zgłoszenie lub w trybie art. 29a bez zgłoszenia:tj.:
a) budowa przyłączy w trybie art. 29 wymaga sporządzenia projektu zagospodarowania działki lub terenu z opisem technicznym instalacji, wykonanym przez projektanta posiadającego odpowiednie uprawnienia budowlane
b) budowa przyłącza w trybie art. 29a wymaga sporządzenia planu sytuacyjnego na kopii aktualnej mapy zasadniczej lub mapy jednostkowej przyjętej do państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego.

Sporządzenie planu sytuacyjnego, o którym mowa w art. 29a ust. 1 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane, uwzględniającego warunki przyłączenia do sieci wydane przez przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne upoważnia podmiot ubiegający się o przyłączenie do sieci lub inny podmiot działający z jego upoważnienia lub na jego zlecenie do wykonania przyłącza wodociągowego lub przyłącza kanalizacyjnego zgodnie z tym planem.

Zakład informuje, że zgodnie z ustawą z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane obowiązuje nowy wzór wniosku o wydanie warunków przyłączania do sieci.
Prawidłowo wypełniony wniosek, uzupełniony o niezbędny załącznik graficzny pozwoli na przystąpienie Zakładu do opracowania warunków przyłączania do sieci, które stanowić będą podstawę wykonania i odbioru technicznego przyłączy wodno-kanalizacyjnego.
źródło: rzekun.pl

Wnioski, formularze, druki do pobrania




Umalowano cokolik

Pracownicy Zakładu Obsługi Gminy wykonali naprawę/konserwację cokolika zgłoszoną dnia 2019-09-10.

Przypominamy, że na naszej stronie w meny ZGŁOSZENIA znajdziecie Państwo wszystkie swoje uwagi i pomysły co do napraw, budowy, rozbudowy itp.

Na liście zgłoszeń jest jeszcze kilka rzeczy do wykonania ale mamy nadzieję, że gmina i powiat uporają się z wszystkimi trudnościami.

/SC/




Migracja miasta do Czarnowca czyli jak powstawały na wsi ulice

Migracja miasta do Czarnowca czyli jak powstawały na wsi ulice
Wiele na to wskazuje, że w naszej wiosce lub osadzie już w czasach rzymskich jacyś ludzie się po naszych terenach kręcili, o czym świadczy tekst opracowany przez Pana Jacka Pawłowskiego (czytaj tu).
Wieki później ludzie zaczęli się osiedlać na stałe lecz nie przypuszczali, że aż po stu latach zaczną się nowe problemy … z numeracją budynków 🙂

Tak oto powstał w Czarnowcu na przełomie wieków XX i XXI pomysł osadników na terenie byłego Dworu Wyszomirskich nadania nazwy dla drogi/ulicy aby doręczyciel czy sanitarka szybciej dotarły pod wskazany adres. Pierwszymi mieszkańcami Czarnowca, którzy zamieszkali „przy ulicy” nie „na wsi” są osadnicy z obecnej ulicy Kasztanowej.
I choć nowe budynki z Kasztanowej nie były pierwszymi w tym miejscu to jednak mieszkańcy postanowili upamiętnić piękną aleję kasztanowców, pozostałość po dworze Wyszomirskich. (opracowanie P.J.Pawłowskiego 1, 2, 3, 4)
Przed nadaniem nazwy ulicy w ówczesnych budynkach przy tej drodze zamieszkiwał m.in. Leśniczy Leśnictwa Czarnowiec Pan Eugeniusz Kęsik, który pod lasem Nadleśnictwa Ostrołęka wychował z małżonką cztery piękne córki :). Po śmierci Leśniczego Kęsika zlikwidowano leśniczówkę, a nowy właściciel rozbudował budynek i do dziś pozostały tylko wspomnienia tego miejsca w postaci starych lip.

Pomimo braku na tę chwilę dokładnej daty nadania nazwy przez Radę Gminy Rzekuń dla ulicy Kasztanowej wiemy, że jest to pierwsza w historii Czarnowca „ulica” z nazwą.
Później następuje wysyp kolejnych i kolejnych. Poniżej lista w jakiej kolejności powstawały nazwy naszych ulic choć nie zawsze wiązało się to z utworzeniem takiej ulicy/drogi. Niektórzy mieszkańcy „dorastają” sukcesywnie do tej XXI wiecznej zmiany i decydują się na zaprowadzenie ładu urbanistycznego w naszym Sołectwie.
Obecnie w kolejce na najbliższą Sesję Rady Gminy Rzekuń czekają następne dwie drogi/ulice na „ochrzczenie” przez radnych. Są to ul. Lawendowa i Wspólna – co łatwo wyczytać w projekcie uchwały na stronie UG w Rzekuniu. W podpisie u mieszkańców są również trzy można by rzec ostatnie drogi bez nazwy, przy których znajdują się nieruchomości.
Jeśli niebawem uda się zebrać podpisy i złożyć do Szanownej Rady to w naszej miejscowości pozostanie tylko ostatni bastion, który nazywa się „2550W” 🙂

Gdybyśmy nadali również dla tego odcinka drogi nazwę to bylibyśmy sołectwem wyjątkowym przynajmniej na skalę powiatu ostrołęckiego.
Pożyjemy – dojrzejemy 🙂
SPIS ULIC CZARNOWCA

Historia nadawania nazw dla dróg/ulic Czarnowca:

1 Kasztanowa ? ?
2 Klonowa XIX/74/2007.11.05 2007
3 Bukowa XXX/123/2008.05.30 2008
4 Brzozowa XXXII/133/2008.07.08 2008
5 Dębowa XXXII/133/2008.07.08 2008
6 Jesionowa LX/249/2010.08.18 2010
7 Jodłowa IV/11/2010.12.30 2010
8 Leśna IV/11/2010.12.30 2010
9 Sosnowa XIX/125/2011.12.16 2011
10 Cisowa XXIV/164/2012.05.30 2012
11 Świerkowa XXXI/213/2012.11.29 2012
12 Dzikiej Róży XLIV/284/2013.11.29 2013
13 Wierzbowa XLIV/284/2013.11.29 2013
14 Działkowa XLV/294/2013.12.30 2013
15 Błękitna XLVI/304/2014.01.28 2014
16 Lazurowa XLVI/304/2014.01.28 2014
17 Baśniowa VI/41/2015.05.27 2015
18 Topolowa X/72/2015.09.24 2015
19 Modrzewiowa XV/128/2016.03.09 2016
20 Akacjowa XLII/264/2017.12.27 2017
21 Jarzębinowa XLII/264/2017.12.27 2017
22 Turkusowa XXXVII/243/2017.09.27 2017
23 Porannej Rosy XLVII/290/2018.04.20 2018
24 Głogowa XLVIII/292/2018.06.29 2018
25 Słoneczna XLVIII/292/2018.06.29 2018
26 Leszczynowa XVIII/113/2019.12.09 2019
27 Nad Stawem XXIV/161/2020.05.19 2020
28 Polna XXIV/161/2020.05.19 2020
29 Łączna XXV/186/2020.06.23 2020
30 Szafirowa XXV/186/2020.06.23 2020
31 Złota XXV/186/2020.06.23 2020

I jeszcze na koniec prośba do mieszkańców Czarnowca.
Bardzo proszę o zgłaszanie w google maps uwag do „swoich” ulic, bo od trzech lat wysyłając zgłoszenie nie mam odzewu od googla, że coś zostanie zmienione. Muszę jednak przyznać, że od wczoraj dodali zgłoszone ulice Turkusowa i Szafirowa. Kurierzy i karetki już nie zabłądzą :). Pozostałe zgłoszone nazwy mają obecnie status „oczekuje”.
Gdy będzie więcej zgłoszeń – szybciej będą dokonane zmiany na mapach. Proszę o aktywność mieszkańców.

Pozdrawiam
Marek Karczewski – sołtys

errata:
Wielu mieszkańców sołectwa pamięta rok 2017 gdy urzędująca Sołtys Czarnowca Pani Wiesława Milewska zaproponowała mieszkańcom aby dokonać zmian, nadając każdej drodze nazwę. Sam jako szary mieszkaniec nie mogłem tego zrozumieć po co takie zmiany? Jednak dopiero gdy wybraliście mnie Państwo na urząd sołtysa zauważyłem ten sam problem co Pani Milewska.
Dziękuję Pani Sołtys za podjęcie tego trudnego tematu, bo teraz dopiero widzę jak było to potrzebne i jak jest to trudne zadanie aby przekonać mieszkańców (szczególnie rdzennych) do takich zmian.
Mam nadzieję, że dobrniemy do końca i już żaden kurier czy karetka nie będą błądzić godzinami aby odnaleźć np. nieruchomość Czarnowiec 42G.
ps. Czekamy również z niecierpliwością na nowe oznaczenie ulic.
Jedyne, które na tę chwilę się pojawiło to na ulicy Łącznej skrz. z 4403W. Drugie błędne oznaczenie z ulicy Jodłowej (Tobolice) powinno być niebawem naprawione, gdyż w ten sposób wprowadzono w błąd kurierów – w.g tego oznaczenia nie ma ulicy Jodłowej w Czarnowcu, co jest nieprawdą.




Fundusz sołecki 2020 – nowe wyposażenie świetlicy

Nowe wyposażenie świetlicy – fundusz sołecki
Ukończono montaż wykonanych szafek na zamówienie do naszej świetlicy. Meble/usługa kosztowały nas 2100zł Brutto.
Fundusz na ten cel był uchwalony przez mieszkańców sołectwa w ubiegłym roku – TU

Co to jest “Fundusz Sołecki”?

  • Fundusz sołecki jest formą budżetu partycypacyjnego.
  • Fundusz sołecki to środki finansowe wyodrębnione w budżecie gminy, które są zagwarantowane dla sołectw na wykonanie przedsięwzięć służących poprawie warunków ich życia. To zebranie wiejskie – czyli mieszkańcy danego sołectwa podejmują decyzje na co mają zostać wykorzystane przydzielone środki finansowe. Dlatego też, to samym mieszkańcom zależy na tym, aby środki były wydawane w sposób prawidłowy i efektywny.
  • Ustawą o funduszu sołeckim wprowadzono zestandaryzowany system wsparcia inicjatyw lokalnych, który umożliwia realizację ważnych społecznie przedsięwzięć na terenie sołectwa. Dzięki ustawie o funduszu sołeckim nastąpił znaczny wzrost aktywności społecznej i inicjatyw obywatelskich na terenach wiejskich.

Fundusz uchwalony na zebraniu sołeckim dnia 4.09.2020r., na rok 2021 znajduje się TU
Poszczególne zadania do wykonania w następnym roku zgłosiło i ostatecznie przegłosowało o wydatkowaniu 18 osób zamieszkałych w Czarnowcu!

Marek Karczewski – Sołtys




Tabliczka z numerem posesji na płot

Zachęcam mieszkańców Czarnowca do wykonania i zawieszenia na furtkach swoich ogrodzeń identycznych tabliczek z numerem posesji. Tabliczki (wzór na zdjęciu) można zamówić u sołtysa. Koszt tabliczki 21x30cm to 25zł. Wystarczy SMS o treści np: „ul. Polska 123” na numer 533 613 913

Zdarza się, że pogotowie, straż pożarna, policja lub kurier szuka posesji przez kilka bądź kilkanaście minut ponieważ właściciel czy administrator nie dopełnił obowiązku umieszczenia numeru.

W przypadku ratowania życia i zdrowia ludzkiego każda minuta ma ogromne znaczenie.

Prawidłowe i widoczne oznakowanie posesji jest sprawą bardzo istotną dla bezpieczeństwa mieszkańców. Zdarza się, że wezwane na pomoc służby ratunkowe błądzą bezskutecznie szukając konkretnego adresu. W ten sposób tracone są sekundy i minuty, które mogą uratować komuś życie.

W obowiązku właściciela lub zarządcy pozostaje zadbanie, aby tabliczka z ustalonym numerem porządkowym wraz z nazwą ulicy zawieszona została w widocznym miejscu. Najlepiej jest umieścić numer posesji na ogrodzeniu.

Oznaczenie posesji nieruchomości zawarte jest w ustawie z dnia 17 maja 1989r. Prawo geodezyjne i kartograficzne art. 47b, który mówi że: właściciele nieruchomości zabudowanych lub inne podmioty uwidocznione w ewidencji gruntów i budynków, które takimi nieruchomościami władają, mają obowiązek umieszczenia w widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym w terminie 30 dni od dnia otrzymania zawiadomienia o ustaleniu tego numeru. Na tabliczce tej oprócz numeru porządkowego zamieszcza się również nazwę ulicy lub placu, a w miejscowościach bez ulic lub placów albo posiadających ulice i place bez nazw – nazwę miejscowości. W przypadku zaś, gdy budynek położony jest w głębi ogrodzonej nieruchomości, tabliczkę z numerem porządkowym umieszcza się również na ogrodzeniu.

Niedopełnienie obowiązku umieszczania w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości uregulowany jest w ustawie z dnia 20 maja 1971r. art. 64§ 1 i § 2 ( Kodeks wykroczeń)

Art. 64. § 1. Kto, będąc właścicielem, administratorem, dozorcą lub użytkownikiem nieruchomości, nie dopełnia obowiązku umieszczenia w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Marek Karczewski
Sołtys




MTB XC w Czarnowcu

DOJAZD DO STARTU

Klub Kolarski 24h z siedzibą w Czarnowcu zaprasza sympatyków dwóch kółek na sobotnią imprezę kolarską.
Wyścig (Otwarte Mistrzostwa Klubu Kolarskiego 24h) rozpocznie się o godz. 12:00 – START OSTRY!
Kolarze będą się ścigać na specjalnie wyznaczonej trasie, do której należy dojechać skręcając w ulicę Leśną.
RowerPark Czarnowiec to runda single tracków o długości 2,5km zbudowana na potrzeby doskonalenia techniki kolarstwa MTB.
Sobotnia impreza skierowana jest do wszystkich!

Nie trzeba być zrzeszonym w żadnym klubie czy stowarzyszeniu. Nie trzeba być profesjonalnym kolarzem. Nie trzeba obawiać się trasy. Każdy jedzie dowolną ilość okrążeń.

NALEŻY POSIADAĆ ROWER i KASK! – tylko tyle… no i oczywiście chęci 🙂

Dla najlepszych puchary, ognisko, kiełbaski, słodycze.

Podczas zawodów rozdamy (prawie za darmo 🙂 ) 37 pucharów!
Dekorować będziemy:
– Zwycięzców OPEN
– Zwycięzców Mistrzostw KK24h
– Zwycięzców Junior
– Zwycięzców Młodzik
– Zwycięzców OwK (Ostrołęka w KOŁO z Decathlon`em Ostrołęka)
– Zwycięzców WSC (Wiejski Szosowy Czwartek)

Tak było w ubiegłym roku (13.10.2019) – FOTO

Zapraszam serdecznie!
Czarnowiec ul. Leśna, RowerPark
sobota 17.10.2020r.
start ostry 12:00

WYDARZENIE NA FB

Marek Karczewski
Prezes KK24h / Sołtys Czarnowca

OBOSTRZENIA
DLA UCZESTNIKÓW PODCZAS PANDEMII. (Covid-19)

Zasady uczestnictwa związane z COVID-19

1. Jestem świadoma/y , że podczas trwania wydarzenia obowiązują mnie zalecenia GIS i WHO wraz z kolejnymi aktualizacjami.
2. Oświadczam, że zapoznałem/łam się z zasadami bezpieczeństwa wyznaczonymi przez Organizatora, które zostały opublikowane poniżej.
3. Nie jestem ja, ani moi najbliżsi domownicy (osoby zamieszkałe pod tym samym adresem) objęci kwarantanną, a każdy z domowników jest zdrowy.
4. Jestem świadoma/y iż podanie nieprawdziwych informacji naraża na kwarantannę wszystkich uczestników wydarzenia oraz organizatorów.
5. Odpowiedzialność za podjętą przeze mnie decyzję związaną z uczestnictwem w wydarzeniu jest po mojej stronie.
6. W ciągu ostatnich 24 godzin nie wystąpiły u mnie: gorączka, duszności, katar, kaszel oraz nie miałem styczności z osobami, które wróciły z zagranicy lub odbywały kwarantannę.
7. Wyrażam zgodę na przekazanie terenowej jednostce Sanepidu danych osobowych w przypadku zarażenia COVID-19.

Wytyczne dla uczestników w czasie pandemii:

  • należy
    w strefie Miasteczka Zawodów zachować obowiązujący dystans
    społeczny;
  • zawodnicy,
    trenerzy, masażyści i obsługa zawodnika powinni w strefie
    Miesteczka Zawodów zasłaniać nos i usta maseczką, szalem,
    chustą, buffem itp.
  • przed
    wejściem do Biura Zawodów obowiązkowa dezynfekcja dłoni;
  • uczestnicy
    na przywitanie/pożegnanie/gratulacje nie powinni podawać sobie
    rąk;
  • zawodnicy
    mogą zdjąć maseczki dopiero minutę przed startem;
  • wejście
    na podium wyłącznie z zasłoniętym nosem i ustami.



Przedszkolaki w Czarnowcu

Przedszkolaki w Czarnowcu

Ulicę Kasztanową w Czarnowcu odwiedziły maluchy z Przedszkola Montessori „Bambi” w Ostrołęce. Głównym celem wycieczki były oczywiście kasztany. Maluchy nie tylko szukały owoców wokół największego kasztanowca na łące przy ul. Kasztanowej, ale odwiedziły także pobliski las Lasów Państwowych Nadleśnictwa Ostrołęka i piknikowały na łące pod lasem.

Maluchy były zachwycone wycieczką, a opiekunki wielokrotnie podkreślały, jak bardzo spokojne i ładne jest to miejsce. Dopisała także piękna słoneczna pogoda, w południe było niemal 20 stopni Celsjusza.

Wycieczka odbyła się w poniedziałek 5 października br. Maluchy do Czarnowca zaprosił nasz mieszkaniec Krzysztof Chojnowski.

Ulica Kasztanowa w Czarnowcu łączy ul. Sosnową i tzw. szosę goworowską. W pobliżu kasztanowców znajdował się Dwór Wyszomirskich, a jedyną pozostałością po nim są piękne drzewa. Na tej samej ulicy, w pobliżu lip, stanie w przyszłym roku tablica upamiętniająca nieistniejący już Dwór.

Dodać należy, że zapoczątkowana akcja w 2011 roku przez nauczycieli, rodziców i dzieci ze Szkoły Podstawowej w Rzekuniu opieki nad czarnowieckimi kasztanowcami odbywa się corocznie aby uratować te piękne okazy.
Akcja polega na grabieniu liści kasztanowca. Podczas sprzątania liści dzieci uczą się na temat szkodnika kasztanowców: szrotówka kasztanowcowiaczka. Ten motyl niszczy liście drzew w całej Europie, w Polsce jest od kilkunastu lat. Dzieci w czasie sprzątania liści nie tylko uczą się o szrotówku, przy okazji również wychowują się poprzez zabawę oraz uczą się przy okazji, że w lesie należy zachowywać czystość.
foto: Krzysztof Chojnowski

/KCH/




Inwentaryzacja indywidualnych źródeł ciepła

Inwentaryzacja indywidualnych źródeł ciepła

Wszystkim nam zależy na świeżym i czystym powietrzu, którym oddychamy.
Dlatego liczymy na Państwa zaangażowanie. Skuteczne rozpoznanie stanu pieców grzewczych w Czarnowcu pozwoli na dofinansowanie i wymianę stary kotłów na urządzenia nowoczesne, ekonomiczne i ekologiczne.

Informujemy, że na terenie Gminy Rzekuń rozpoczyna się inwentaryzacja indywidualnych źródeł ciepła we wszystkich budynkach.

Poniżej znajdą Państwo załączniki, które można pobrać, wydrukować, wypełnić, zeskanować bądź pobrać wersję edytowalną i wypełnić komputerowo.
Po wypełnieniu wysłać na adres inwentaryzacjarzekun@op.pl
W razie problemów prosimy o kontakt z ankieterem: 530 537 920

Prosimy o potraktowanie sprawy jako pilna!

ANKIETA PDF
ANKIETA DOC
ANKIETA ODT

Marek Karczewski
Sołtys

Ulotka ze strony Gminy Rzekuń



Za jedną rzecz grozi ci teraz 5 tys. zł mandatu!

Uważaj, co robisz w lesie. Za jedną rzecz grozi ci teraz 5 tys. zł mandatu

Z uwagi na wysokie koszta ponoszone przez Lasy Państwowe na cele oczyszczania lasu ze śmieci zadecydowano o podniesieniu kar za zaśmiecanie terenów leśnych i wzmożenie ich nadzoru. Mandat za zaśmiecanie lasu wzrośnie z 500 do 5 tys. zł. Czy teraz wywózka śmieci do lasu przestanie się opłacać?
Lasy Państwowe podwyższają mandat

Przygotowany został projekt zmian ustawowych, mających na celu podwyższenie kar za zaśmiecanie lasu. Mandat, który dotychczas wynosił 500 zł, wzrośnie do 5 tys. zł. Ponadto, ustawa przewiduje możliwość nałożenia na osobę dopuszczającą się zaśmiecania terenów leśnych kary sprzątania lasu. Lasy będą także w większym stopniu monitorowane, pojawi się pięciokrotnie więcej fotopułapek, które pomogą zwiększyć skuteczność wykrywania tego rodzaju wykroczeń. Aktualnie w lasach działa 2 tys. takich urządzeń, jednak do końca 2020 roku Lasy Państwowe mają wydać 2 mln zł na 3 tys. kolejnych, a w roku 2021 stanąć ma ich jeszcze 5 tysięcy. Monitoring lasów prowadzony będzie także za pomocą dronów.

Za co grozi mandat od Lasów Państwowych?

Podwyższenie kar wynika nie tylko ze względów środowiskowych, ale także finansowych – na oczyszczanie ze śmieci terenów leśnych Lasy Państwowe wydają 20 mln zł rocznie. – Wszyscy chcemy mieć czyste lasy, a nie porozrzucane śmieci, butelki i – co gorsza – większe gabaryty, np. opony – cytuje ministra Wosia portal money.pl. Zaśmiecanie lasu to wykroczenie, za które grozi nie tylko mandat, ale nawet – w skrajnych przypadkach, gdy ktoś zakopuje, zatapia, odprowadza do gruntu lub w inny sposób składuje w lesie odpady – kara 30-dniowego aresztu.

Jak informują Lasy Państwowe, za zaśmiecanie lasu uważane jest m.in. zanieczyszczanie gleby lub wody, jak również wyrzucanie do lasu kamieni, sieci, złomu, padliny oraz innych nieczystości. Zgodnie z art. 162 Kodeksu wykroczeń w przypadku popełnienia tego rodzaju wykroczeń wystawiony może zostać nie tylko mandat, ale także nawiązka równa cenie rekultywacji gleby, oczyszczenia wody, wydobycia, wykopania, usunięcia z lasu albo zniszczenia czy neutralizacji pozostawionych w lesie odpadów. Lasy Państwowe przestrzegają również, że osoby wywożące śmieci do lasu nie są całkiem anonimowe, jako że same odpady pozwalają czasem na identyfikację sprawcy ich wywózki. Ponadto, tereny leśne pozostają pod stałym nadzorem, zdarza się więc, że osoba taka przyłapana zostaje na gorącym uczynku.




Wesprzyj Gminę Rzekuń

Drodzy Rolnicy,
Wasz udział w Powszechnym Spisie Rolnym 2020 jest bardzo ważny dla naszej gminy. Dzięki temu będziemy wiedzieć, ilu Was jest, jaka jest Wasza sytuacja i jak możemy Was wspierać. Dlatego bardzo liczymy, że wszyscy możliwie szybko spiszecie swoje gospodarstwa rolne przez samo-spis internetowy.
Mamy dla Was dodatkową motywację – poprzez liczny udział w Powszechnym Spisie Rolnym możecie zapewnić szkołom i przedszkolom Waszych dzieci atrakcyjne nagrody!

Każda gmina województwa mazowieckiego bierze udział w specjalnym konkursie Powszechnego Spisu Rolnego 2020. Zwycięzcą konkursu zostanie gmina lub miasto z największym odsetkiem osób, które spisały się samodzielnie przez Internet.
Konkurs trwa od 16 września do 16 listopada 2020 r. Ogłoszenie wyników nastąpi 20 listopada.
Nagrodą dla zwycięskiej gminy/miasta będzie 50 sztuk zestawów sportowych dla szkół podstawowych oraz atrakcyjne zestawy edukacyjne dla przedszkoli i edukacji wczesnoszkolnej.

Rolnicy, bardzo na Was liczymy – wystarczy się spisać! Spełnicie swój obowiązek, a przy okazji Wasze dzieci mają szansę na atrakcyjne zestawy do nauki i sportu!

KLIKNIJ ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W SPISIE

/SC/




Przypomnienie o opłatach za śmieci!

Przypomnienie o opłatach za śmieci!

Szanowni mieszkańcy Sołectwa Czarnowiec.

Przypominam, że od 1 sierpnia 2020r. obowiązują następujące opłaty od 1 osoby zamieszkującej w gospodarstwie:

  • 20 zł śmieci sortowane z odbiorem BIO;
  • 15 zł śmieci sortowane dla gospodarstwa z własnym kompostownikiem;
  • 50 zł śmieci niesortowane.
    STAWKI ZA 1 OSOBĘ / MIESIĄC.

Numery indywidualnych rachunków bankowych do dokonywania wpłat z tytułu opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi nie uległy zmianie. Otrzymaliście je Państwo podczas składania deklaracji.
Wpłat dokonują Państwo za tyle osób ile zamieszkuje daną posesję!

Właściciele nieruchomości, którzy nie złożyły jeszcze deklaracji i nie wnoszą opłat za faktyczną ilość zamieszkujących osób proszone są o jak najszybsze wypełnienie obowiązku złożenia, bądź korektę w deklaracji ilości zamieszkałych osób.

Gmina Rzekuń w najbliższym czasie przystąpi do weryfikacji złożonych deklaracji „śmieciowych”.
Właściciele posesji bez spełniania obowiązku opłat za śmieci będą weryfikowani na podstawie: zużycia wody, zużycia energii elektrycznej, zużycia gazu, ilości odprowadzanych ścieków itp. Powyższe czynniki pomogą urzędnikom w naliczeniu opłat karnych za długość okresu zamieszkiwania bez uiszczania opłat za śmieci!

Uprzejmie proszę o terminowe dokonywanie wpłat.

Sołtys Czarnowca
Marek Karczewski




Zakrętki do „korkorowera” wrzucamy dla Lenki

Nie wyrzucaj zakrętek – przynieś do „korkorowera” przy świetlicy w Czarnowcu!
Wszystkie zebrane zakrętki zostaną przekazane rodzinie Lenki, która czeka na naszą pomoc!

Lenka Mazur walczy z SMA czyli rdzeniowym zanikiem mięśni. Żeby mogła normalnie żyć potrzebuje najdroższego leku świata za prawie 10 mln złotych!
Możesz wspomóc zbiórkę dokonując bezpośredniej wpłaty na: siepomaga.pl.lenka

OPIS CHOROBY
SMA (ang. spinal muscular atrophy), czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka choroba rzadka, w której z powodu wady genetycznej obumierają neurony w rdzeniu kręgowym odpowiadające za skurcze i rozkurcze mięśni. Brak impulsów nerwowych prowadzi do uogólnionego osłabienia i postępującego zaniku mięśni szkieletowych, a w ostatecznosci częściowego albo całkowitego paraliżu.

Choroba dotyka osób w różnym wieku, jednak w ponad 90% przypadków objawy pojawiają się w niemowlęctwie albo wczesnym dzieciństwie.

SMA jest wynikiem wady genetycznej – mutacji w genie SMN1. Mutację tę osoba chora otrzymuje po obojgu rodziców, którzy zazwyczaj nie są świadomi jej posiadania.

Do czasu wprowadzenia nowoczesnych metod opieki oddechowej i leczenia farmakologicznego SMA była najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do drugiego roku życia.

SMA nie ma wpływu na rozwój poznawczy i intelektualny. Dzieci z SMA są przeważnie bardzo inteligentne, pogodne i czerpią ogromną radość z życia.

Tradycyjnie choroba dzieli się na cztery typy lub postaci w zależności od etapu rozwoju motorycznego, na którym ją zaobserwowano, a więc pośrednio od wieku. U niemowląt i małych dzieci pierwsze objawy zwykle pojawiają się nagle, a stan zdrowia pogarsza się z tygodnia na tydzień. Jeśli natychmiast nie wprowadzi się leczenia, dzieci zatrzymują się w rozwoju fizycznym, nie nabywają umiejętności samodzielnego siedzenia, stopniowo tracą możliwość oddychania i przełykania, narażając się na ciężkie infekcje. Wymagają całodobowej opieki. Jest to najcięższa, niemowlęca postać SMA, tzw. postać 1, która, o ile szybko nie wprowadzi się leczenia farmakologicznego, nieubłaganie prowadzi do całkowitej niewydolności oddechowej i śmierci.

Jeśli pojawi się u starszych dzieci lub później, choroba przebiega łagodniej. W momencie wystąpienia pierwszych objawów dzieci są już w stanie siedzieć (tzw. druga postać SMA) lub nawet chodzić (postać 3), albo w bardzo rzadkich przypadkach choroba pojawia się dopiero w wieku dorosłym (postać 4). Zawsze jednak SMA powoduje postępujący niedowład, osłabienie, przykurcze mięśniowe, upośledzając zdolność samodzielnego poruszania się. Niemal wszyscy chorzy na SMA poruszają się na wózkach inwalidzkich.

Właściwa opieka medyczna, w tym szczególnie fizjoterapia, potrafi znacznie spowolnić postęp choroby. Nowoczesne leczenie farmakologiczne nie tylko zatrzymuje postęp choroby, ale przynosi wymierną poprawę stanu zdrowia – jest tym skuteczniejsze, im szybciej zostanie rozpoczęte. Leczenie wprowadzone przed wystąpieniem pierwszych objawów choroby, np. niedługo po urodzeniu, jest w stanie całkowicie zapobiec wystąpieniu objawów. Z tego powodu na świecie wprowadza się badania przesiewowe wszystkich noworodków w kierunku SMA, tak aby móc rozpocząć leczenie natychmiast po wykryciu wady genetycznej, jeszcze zanim rozpocznie się śmierć neuronów i utrata funkcji przez mięśnie.

SMA rozwija się wskutek wady genetycznej (mutacji) w genie odpowiedzialnym za kodowanie SMN – białka, które jest niezbędne dla komórek neuronów motorycznych. Taką mutację ma w Polsce i w Europie średno jedna na 35 osób (liczby są nieco inne na innych kontynentach). Jeżeli oboje rodziców okaże się nosicielami tej wady, istnieje około 22–25% prawdopodobieństwa, że ich dziecko będzie miało SMA.

Rozpowszechnienie rdzeniowego zaniku mięśni w Polsce nie jest dokładnie znane. Szacuje się, że obecnie w naszym kraju żyje około 800–1000 chorych na SMA, a co roku rodzi się około 40–50 dzieci, u których rozpozna się rdzeniowy zanik mięśni, w tym 30–40 dzieci z najcięższą postacią choroby.
ź: fsma.pl




Jutro wystawiamy kosze zielone!

Z małą intensywnością gmina odbiera tę frakcję, więc nie zapomnijmy wystawić zielonych koszy!
Jutro (środa) 23 września 2020 od 7:00 – gotowość!

Co możemy wrzucać do kosza zielonego?

Pojemnik na szkło ZIELONY
puste szklane butelki po napojach i żywności, bez nakrętek i reklamówek
puste szklane słoiki
puste szklane butelki po kosmetykach

nie wrzucamy:
reklamówek, w których były gromadzone odpady szklane
szkła okiennego
porcelany, ceramiki, kryształów, żyrandoli
żarówek lamp, reflektorów, izolatorów
zastawy stołowej
luster, szyb samochodowych
te śmieci wrzucamy do „czarnych”




Dożynki czarnowieckich rolników

DOŻYNKI PARAFIALNE W RZEKUNIU
Okres jesienny to czas dziękowania za plony. Odbywają się dożynki różnego szczebla.
W niedzielę, 13 września 2020 r. przeżywaliśmy Dożynki Parafialne, czyli wielki dzień dziękczynienia za plony ziemi.
Dziś do naszej świątyni na uroczystą Sumę przybyli rolnicy z każdej wioski w naszej parafii i przynieśli wieńce dożynkowe oraz kosze pełne owoców.

Czarnowieckimi starostami dożynek w tym roku byli państwo Edyta i Andrzej Chełstowscy – przedstawiciele rolników Sołectwa Czarnowiec.
Dziękowaliśmy nie tylko za udane zbiory, ale też za ciężką pracę, bez której nie brakuje nam chleba na stole.
Jest to święto rolników, sadowników, ogrodników, pszczelarzy i działkowców, którzy tego dnia proszą Boga o błogosławieństwo dla swojej pracy.
Centralnym punktem dożynkowego dziękczynienia za plony była msza święta sprawowana o godz. 13:00.
Kosz z darami od czarnowieckich rolników ufundowały i przygotowały Panie z Rady Świetlicy i Rady Sołeckiej.
Dziękujemy rolnikom z Czarnowca za udane plony.
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.
foto: Teresa Łępicka

/SC/




…temat kontaktów handlowych Czarnowca z Warszawą…

2020.09.13 (niedziela)
Dziś kartka z historii o przebiegającej przez naszą wieś linii kolejowej Ostrołęka – Tłuszcz. W „Przeglądzie Ostrołęckim” (nr bożonarodzeniowy z 1936 r.) znajdujemy notatkę zatytułowaną „O nocny pociąg z Warszawy do Ostrołęki”, o treści następującej.

„Sąsiedztwo Ostrołęki z Warszawą nie może być w 100 procentach
wykorzystane wskutek braku pociągu wychodzącego z Warszawy do Ostrołęki
o godz. 24-tej.

Delegacja bawiąca w Warszawie poczyniła więc równocześnie odpowiednie starania
w Ministerstwie Komunikacji, albo o uruchomienie specjalnego pociągu
wychodzącego z Warszawy o g. 24 tej, albo o przedłużenie pociągu
Warszawa – Tłuszcz do Ostrołęki.

Uruchomienie takiego pociągu przyczyni się do ożywienia stosunków
handlowych Ostrołęki z Warszawą, umożliwi korzystanie z z urządzeń
kulturalnych stolicy, przyczyni się wreszcie do wzmożenia ruchu
pasażerskiego między Ostrołęką, a Warszawą, który obecnie jest
skrępowany wczesnym odchodzeniem pociągu z Warszawy. Departament ruchu
przyrzekł postulat ten uwzględnić”.

Ta krótka notka jest dość
zagadkowa. Nie mówi bowiem kto i kiedy był w Ministerstwie Komunikacji,
aby starać się o nocny pociąg do Ostrołęki. Dziwne, bo dalej, już pod
innym tytułem znajduje się informacja, że 19 grudnia (ale już w sprawie
budowy kolei z Ostrołęki do Mławy i przeniesienia dworca do miasta) była
u ministra komunikacji delegacja w składzie: burmistrz Mantey, poseł
Kukliński i podpułkownik Busler.

Niewykluczone, że to ta sama
delegacja namawiała ministra na nocny pociąg do Ostrołęki. Tylko, że
jakiś pomysłowy zecer złożył w drukarni te informacje w odwrotnej
kolejności. Gdyby najpierw była informacja mławska, a potem warszawska,
to tłumaczyłby się brak nazwisk i daty w informacji warszawskiej i
stojące w drugim akapicie – ni w pięć, ni w dziewięć – słowo
„równocześnie”.

Nie badamy, na czym polegały kontakty handlowe
Ostrołęki z Warszawą. Wpadliśmy natomiast na ciekawe wspomnienie,
przekazywane już niestety pośrednio, przez kolejne pokolenie, na temat
kontaktów handlowych Czarnowca z Warszawą. Otóż jeden z pociągów
jadących codziennie z Ostrołęki do Warszawy zatrzymywał się w polu w
Czarnowcu. Tu z furmanek wstawiano do wagonów konwie z mlekiem z udoju w
folwarku. I mleko to jechało do Warszawy, gdzie było sprzedawane.
Trudne do weryfikacji, ale jeżeli ktoś z przodków obecnych mieszkańców
zapamiętał takie zdarzenie, piszcie.

A korzystanie z urządzeń
kulturalnych stolicy? Ech, i dzisiaj chciałoby się zabawić w Warszawie
dłużej i nie pod presją ostatniego pociągu z przesiadką, który od
trzydziestu lat, a może i dłużej odjeżdża z Warszawy już o 21.30. A
następny dopiero rano.

/Jacek Pawłowski/

trakcja Ostrołęka-Tłuszcz



Będzie tablica u Wyszomirskich

Dnia 12 września 2020 roku przy ulicy Kasztanowej w Czarnowcu odbyło się spotkanie inicjatorów powstania miejsca upamiętniającego po już nieistniejącym Dworze Wyszomirskich.
O Dworze pisaliśmy obszernie tu: cz.1, cz.2, cz.3, cz.4
Są to opracowania Pana Jacka Pawłowskiego z Czarnowca.

Na zebraniu sołeckim, które odbyło się dnia 4 września 2020r. mieszkańcy, uczestnicy zebrania postanowili, że pewną kwotę funduszu sołeckiego należy przeznaczyć na upamiętnienie ostatnich właścicieli dworku w Czarnowcu.

Dziś na rannym spotkaniu ustalono wstępnie, że tablica informacyjna ma stanąć przy ulicy Kasztanowej w okolicy zespołu lip – pomnika przyrody.

Do sprawy upamiętnienia tego miejsca oraz charakteru w jaki sposób będzie to zaprezentowane będziemy wracać. Obecnie trwają konsultacje inicjatorów.

Na spotkaniu dnia 12.09.2020 byli obecni mieszkańcy Czarnowca:
– Jan Grzyb – rekonstruktor ułański, członek stowarzyszenia ułanów;
– Krzysztof Chojnowski – właściciel i redaktor naczelny portalu Moja-Ostroleka.pl;
– Zdzisław Gadomski – Nadleśniczy Nadleśnictwa Ostrołęka, zarządca terenu przy ul. Kasztanowej;
– Marek Karczewski – Sołtys Sołectwa Czarnowiec;
– Jacek Pawłowski – redaktor, autor opracowań historycznych o Czarnowcu.

Piękne zdjęcia z lotu ptaka i film wykonał Krzysztof Chojnowski




Azbest aż do roku 2576!

Z danych NIK wynika, że samorządy zbyt wolno usuwają azbest. Dotychczas usunięto zaledwie kilka procent wyrobów zawierających azbest. NIK oblicza /dane z roku 2010!/, że jeśli działoby się to w tempie zaobserwowanym na terenie jednej z gmin, to azbest w Polsce będzie obecny jeszcze przez 568 lat – aż do roku 2576. NIK twierdzi również, że urzędy nie mają wiedzy o ilości azbestu na swoim terenie. Opierają się głównie na danych szacunkowych.
Czy tak jest w rzeczywistości?

Zgodnie z obowiązującym krajowym Programem Oczyszczania Kraju z Azbestu na lata 2009-2032, zadaniem własnym gminy jest zorganizowanie usuwania wyrobów zawierających azbest.

Pytanie:
Czy demontaż z budynków mieszkalnych jednorodzinnych osób fizycznych wyrobów zawierających azbest należy do zadań własnych gminy?
Czy w ich zakres wchodzi jedynie transport i zdeponowanie odpadów?

Odpowiedź:
Zgodnie z obowiązującym krajowym Programem Oczyszczania Kraju z Azbestu na lata 2009-2032, zadaniem własnym gminy jest zorganizowanie usuwania wyrobów zawierających azbest. Nie jest zadaniem własnym gminy fizyczne usuwanie wyrobów zawierających azbest (np. zdejmowanie pokryć dachów) czy ich transport lub unieszkodliwienie. Natomiast do zadań własnych należy sfinansowanie z budżetu przeznaczonego na realizację zadań ekologicznych usługi transportu i unieszkodliwienia wyrobów zawierających azbest.

Uzasadnienie:
W świetle art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym – dalej u.s.g., gmina wykonuje zadania publiczne w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność. Natomiast, zgodnie z art. 6 ust. 1 powoływanej wyżej ustawy do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, nie zastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów.

Jednakże, wśród zadań własnych gmin, przepisy nie wymieniają finansowania usuwania azbestu, który zgodnie z rozporządzeniem Ministra Środowiska z dnia 9 grudnia 2014 r. w sprawie katalogu odpadów zaliczany jest do odpadów niebezpiecznych.
Z kolei zgodnie z § 7 ust. 1 rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 2 kwietnia 2004 r. w sprawie sposobów i warunków bezpiecznego usuwania wyrobów zawierających azbest wyroby zawierające azbest zakwalifikowane zgodnie z oceną do wymiany na skutek nadmiernego zużycia lub uszkodzenia powinny być usunięte przez właściciela, użytkownika wieczystego lub zarządcę nieruchomości, urządzenia budowlanego, instalacji przemysłowej lub innego miejsca zawierającego azbest.

W Programie Oczyszczania Kraju z Azbestu na lata 2009-2032, stanowiącym załącznik do Uchwały Rady Ministrów z dnia 14 lipca 2009 r. w pkt 3.3.1. – „Usuwanie wyrobów azbestowych z budynków jednorodzinnych i gospodarskich oraz oczyszczanie terenów nieruchomości” zapisano, że gmina powinna zapewnić wywóz odpadów zawierających azbest na składowisko odpadów lub zapewnić ich dostarczenie do przewoźnego urządzenia do przetwarzania odpadów zawierających azbest.
Koszt transportu i unieszkodliwiania odpadów zawierających azbest powinien zostać pokryty ze środków własnych gminy, przy udziale środków właścicieli nieruchomości, dotacji i pożyczek funduszy ochrony środowiska lub innych źródeł dostępnych dla gminy.

Przygotowanie przez właściciela nieruchomości eternitu do odbioru przez Gminę.

Informacja dla mieszkańców Gminy Rzekuń składających wniosek o bezpłatny wywóz eternitu.

Właściwe przygotowanie eternitu do transportu i utylizacji.

Eternit powinien być składowany w miejscu dogodnego podjazdu środka transportowego odbierającego eternit: samochodu ciężarowego o dużym tonażu.
Zapakowany eternit oznacza się literą „a” na czarnym tle oraz ustalonym napisem ostrzegawczym umieszczonym na tle koloru czerwonego.
W przypadku możliwości podjazdu do miejsca składowania eternitu ciężkiego pojazdu transportującego z podnośnikiem, płyty eternitowe winny być zapakowane szczelnie w „paczki” folią o grubości nie mniejszej niż 0,2 mm, zaklejone, ułożone na paletach, tak aby umożliwić wsunięcie podnośnika pod płyty i przeniesienie do pojazdu. W przypadku pokruszonego eternitu winien być zapakowany w worki (2 warstwy : plastikowe + mocne chroniące przed rozerwaniem).
W przypadku braku możliwości dojazdu do miejsca składowania pojazdu transportującego wyposażonego w podnośnik, przy dostępności środka transportującego o małym tonażu bez podnośnika, eternit winien być zapakowany w paczki o takiej objętości i ciężarze, aby możliwe było ich ręczne załadowanie do pojazdu.
Ulokowanie eternitu w dogodnym miejscu w celu odbioru, leży po stronie posiadacza eternitu (właścicielu nieruchomości).
Eternit winien być zapakowany w sposób dostosowany do możliwych warunków jego załadowania, przygotowanie do transportu i ewentualne przepakowanie lub przeniesienie eternitu leży po stronie jego właściciela.
Niewłaściwe zapakowanie eternitu przez właściciela lub ułożenie go w nieodpowiednim miejscu, może skutkować odmową odebrania tego odpadu przez firmę usługową.

Wymagany sposób postępowania z wyrobami zawierającymi azbest, w tym zabezpieczenia i przechowywania eternitu wynika z przepisów prawa, m.in.: Ustawy o zakazie stosowania wyrobów zawierających azbest (Dz.U. nr 3 z 2004 r. poz. 20 ze zmian), Rozporządzenia Ministra Gospodarki w sprawie sposobów i warunków bezpiecznego użytkowania i usuwania wyrobów zawierających azbest (Dz. U. nr 71 z 2004 r poz. 649 ze zmian., Rozporządzenia Ministra Gospodarki w sprawie wymagań w zakresie wykorzystywania i przemieszczania azbestu oraz wykorzystania i oczyszczania instalacji lub urządzeń, w których był lub jest wykorzystywany azbest (Dz. U. Nr 192 z 2003 r., poz. 1876).
Sposób przygotowania eternitu przez jego właściciela wynika także z zakresu proponowanej przez Gminę bezpłatnej usługi, a jest nią transport i utylizacja, która nie obejmuje pakowania i przygotowania do transportu, tzn. firma usługowa uprzednio zapakowany przez właściciela eternit, ładuje podnośnikiem lub ręcznie z miejsca jego składowania do podstawionego w pobliże pojazdu, transportując go na odpowiednie wysypisko odpadów w celu utylizacji.

Urząd Gminy w Rzekuniu, nie zwraca kosztów utylizowania eternitu indywidualnie przez właściciela.
W przypadku wywozu eternitu na własny koszt, należy przechować dowód zapłaty za usługę.
Wszelkie działania (zdjęcie z dachu, pakowanie, przewóz itp.) związane z odpadem niebezpiecznym jakim jest eternit mogą być realizowane tylko przez uprawnione firmy, posiadające stosowne zezwolenia związane z odpadami niebezpiecznymi.

Jak postępować przed demontażem?
Zgłoś z 7-dniowym wyprzedzeniem rozpoczęcie prac do inspekcji sanitarnej, inspekcji pracy i organu nadzoru budowlanego.
W przypadku demontażu i wywozu na własny koszt sprawdź na stronie bazaazbestowa.gov.pl czy odpady zostaną wywiezione na uprawnione składowisko odpadów zawierających azbest.
Stosowaną metodą unieszkodliwiania odpadów azbestowych jest ich składowanie na składowiskach odpadów niebezpiecznych lub też na wydzielonych częściach składowisk odpadów innych niż niebezpieczne i obojętne. Dopuszczalne jest także składowanie na składowiskach podziemnych.

Odległy termin.
Zdjął eternit z dachu, ale na jego utylizację musi poczekać do przyszłego roku!
„Sam zdjąłem z dachu eternit, potem pojechałem do gminy, by poprosić o jego wywiezienie. Usłyszałem, że muszę poczekać rok – mówi mieszkaniec Czarnowca. Jeśli go ofoliuje, to nie będzie pylić – mówią w urzędzie i tłumaczą, że wnioski o usunięcie i odbiór rozpatrywane są zgodnie z procedurą raz w roku” (w 2020r. wnioski były zbierane do końca lutego).

„Mieszkam w domu jednorodzinnym. W sierpniu 2020r. przyszli fachowcy od dachu i razem zdjęliśmy eternit, ułożyliśmy go na paletach, zafoliowałem. Pojechałem złożyć do gminy dokumenty w sprawie jego usunięcia i dowiedziałem się, że czas na składanie wniosków minął i muszę poczekać rok – relacjonuje mężczyzna. – Mam małe dzieci, na podwórku basen, trampolinę, sporo dzieciaków z sąsiedztwa do mnie przychodzi, narażone są na rakotwórcze substancje. Mam czekać rok?” – denerwuje się mieszkaniec gminy.

Najpierw wniosek, potem wywóz.
Gmina Rzekuń corocznie występuje do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej o dofinansowanie zadania „Demontaż i utylizacja wyrobów zawierających azbest z terenu gminy”. – W tym roku Gmina Rzekuń otrzymała częściowe dofinansowanie, resztę kosztów gmina pokrywa z własnych środków.
Mieszkańcy gminy corocznie przez określony czas mogą składać w naszym urzędzie wnioski o demontaż i utylizację azbestu ze swoich posesji. Na podstawie tych wniosków gmina występuje do WFOŚiGW o dofinansowanie, by móc odebrać azbest jeszcze w danym roku.
Wnioski mieszkańców rozpatrywane są w kolejności, jeśli więc komuś zależało na usunięciu eternitu w tym roku, powinien swój złożyć najpóźniej w lutym.
Teraz też można składać, ale ze świadomością, że na odbiór trzeba będzie poczekać.

Dwa rozwiązania.
Mieszkańcy gminy Rzekuń mogą korzystać z dwóch rozwiązań usunięcia azbestu ze swojej posesji. Pierwszym z nich jest wezwanie wykwalifikowanej ekipy, która dokona demontażu, odbioru, transportu na składowisko i utylizacji azbestu na koszt właściciela posesji. Drugie rozwiązanie polega tylko na odbiorze zdjętego już azbestu i przewiezieniu go na składowisko na podstawie złożonej wcześniej deklaracji do UG (w określonym terminie!).
Złożenie wniosku po terminie bądź nie złożenie uniemożliwia gminie odbiór eternitu w szybkim terminie. Gmina na podstawie złożonych wniosków w procesie przetargowym ustala z firmą odbierającą azbest kwoty za odbiór zadeklarowanych kilogramów eternitu.

Druga strona medalu!
Trzymasz eternit na podwórku? Grozi ci areszt lub wysoka grzywna!
Zgodnie z ustawą każdy, kto składuje lub magazynuje odpady w miejscach do tego nieprzeznaczonych podlega karze w wysokości od pięciu do 20 tysięcy złotych lub karze aresztu od 5 dni do 30. Ludzie obawiają się, że zostaną ukarani.
Osoby, które nielegalnie magazynują odpady azbestowe mogą zapłacić podwyższoną opłatę za ich składowanie, zgodnie z art. 279 ust. 2 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 roku. Prawo ochrony środowiska (tekst jedn.: Dz. U. z 2008 r. Nr 25, poz. 150, z późn. zm.) mówi, że osoba, która nielegalnie składuje lub magazynuje odpady azbestowe musi uiścić opłaty podwyższone o 0,7 jednostkowej stawki opłaty za magazynowanie odpadów na składowisku za każdą dobę składowania i za każdą tonę odpadów.
Chociaż podczas wyrywkowych kontroli w kraju Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie miał większych zastrzeżeń do sposobu magazynowania odpadów z azbestem, to kontrolerzy NIK na terenie różnych gmin wykryli przypadki nieprawidłowego składowania, np. wolno leżących płyt azbestowo-cementowych na terenie wielu prywatnych posesji. Za takie właśnie metody składowania nakładane są wysokie kary.

Jak rozwiązać problem długotrwałego składowania eternitu?
Gdyby Gmina Rzekuń zdobyła się na organizację tymczasowego składowiska materiałów niebezpiecznych (na terenie gminy) to mieszkańcy po demontażu pokrycia mogliby po wcześniejszym zgłoszeniu o szacowanej ilości (kg bądź m3) dowieźć palety z azbestem w ustalone miejsce. Gmina i firma odbierająca materiały niebezpieczne miała by przy tego typu rozwiązaniach ułatwiony odbiór (z jednego miejsca). Jednak czy procedury pozwalają na takie rozwiązania?
Jeśli tak to może odpowiednim miejscem byłoby nieczynne od lat składowisko odpadów w Drwęczy?
Może nawet za niewielką odpłatnością właściciela?

UWAGA NA NIELEGALNE POZBYWANIE SIĘ ETERNITU!
Eternit czyli płyty azbestowe, którymi pokrytych jest jeszcze wiele budynków na terenie gminy jest zinwentaryzowany.
Właściciel, który pozbędzie się pokrycia na własny koszt zamawiając specjalistyczną firmę musi legitymować się „papierami” na odbiór odpowiedniej ilości ze swojego gospodarstwa. Właściciel, który „pozbędzie” się eternitu – azbestu w sposób nielegalny (bez zgłoszenia) podlega karze grzywny!
Za wyrzucenie azbestu w nielegalnym miejscu grozi kara grzywny w wysokości od 20 zł do 5 tys. zł. W przypadku, gdy osoba ta nie zapłaciłaby grzywny, kara może być zamieniona na pracę społecznie użyteczną, a w wypadku, gdyby ukarany nie zgodzi się na to, na karę do 30 dni aresztu.
Gdyby właściciel nieruchomości pozbył się pokrycia niebezpiecznego, w sposób niezgodny z prawem, przy najbliższej inwentaryzacji będzie musiał „wyspowiadać się” przed organami ścigania co stało się z Jego eternitem.

Dodać należy, że Polska ma usunąć azbest do 2032 roku. Później Unia będzie nakładać kary.
KLIKNIJ ABY POBRAĆ DO WYDRUKU OZNACZENIE „a”

Marek Karczewski
Sołtys




Trzecia rata podatku 2020

TRZECIA RATA PODATKU
Zbliża się termin płatności III raty podatku rolnego, leśnego i od nieruchomości.
Opłatę można dokonywać:
– u sołtysa,
– przelewem na konto Urzędu Gminy w Rzekuniu,
Od dziś (wtorek 8.09.2020) można już płacić u mnie – 533-613-913
Wpłaty maksymalnie do czwartku 17 września 2020r.

Marek Karczewski
Sołtys