Szczęśliwego Nowego Roku 2021!

Życzę lokalnej społeczności Czarnowca i sympatykom oraz ziomkom w nadchodzącym nowym roku samych sukcesów na płaszczyźnie zawodowej, rodzinnej, sportowej i oczywiście sołeckiej.
Życzę Państwu i sobie wielu spotkań w samych przyjemnych okolicznościach. W zdrowiu i znakomitej formie, na naszych wspólnych wydarzeniach podczas radosnych uniesień!
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Obowiązki, obowiązkami, Sylwester sylwestrem ale przyjemności również trzeba planować.
Poniżej przedstawiam plan naszych wydarzeń na 2021 rok.

Kalendarz imprez czarnowieckich w 2021r.
1. 24.01 (niedz) – III Mistrzostwa Czarnowca w Tenisie Stołowym
2. 07.02 (niedz) – III Zjazd na ByleCzym
3. 18.04 (niedz) – 4. Czarnowiecka wyprzedaż garażowa
4. 13-16.05* – 2. czarnowiecki czarny czwartek (ccc) – wystawka
5. 29.05 (s) – Piknik Rodzinny
6. 10.07 (s) – II Mistrzostwa Czarnowca w piłce nożnej
7. 11.09 (s) – 5. Czarnowiecka wyprzedaż garażowa
8. 14.11 (niedz) – VIII Jesienne Liczenie Liści – Spacer
9. 25-28.11* – 3. czarnowiecki czarny czwartek (ccc) – wystawka
10. 31.12 (Pt) – Sylwester wiejski
* termin ostateczny po ukazaniu się harmonogramu odbioru.
Do których imprez Państwo się przygotowują?

Marek Karczewski
Sołtys




Lampa solarna stanęła przy 4403W

Dziś, w środę 30 grudnia 2020r. stanęła lampa, która oświetli skrzyżowanie.

Jak działa lampa solarna?

Zasada działania lamp solarnych jest bardzo prosta. W ciągu dnia panel solarny wystawiony jest na działanie promieni słonecznych. Ogniwo fotowoltaiczne ogrzewane jest promieniami słonecznymi. W tym ogniwie kryje się cała tajemnica. Ogniwo służy bowiem do bezpośredniej konwersji energii słonecznej na energię elektryczną. Krótko mówiąc ten mały prostokącik zamienia energię ze słońca w energię elektryczną. Energia magazynowana jest następnie w akumulatorach, które zamontowane są w lampie. Po zmierzchu lampa będzie się włączać korzystając z energii zmagazynowanej w akumulatorkach zamiast z energii elektrycznej, z sieci. Proste i oszczędne!

Lampa stanęła na wniosek mieszkańców Osiedla Działkowego, którzy prosili o „zaznaczenie” – oświetlenie tego niebezpiecznego skrzyżowania.
Dziś ekipa pracująca na zlecenie Urzędu Gminy w Rzekuniu zamontowała przy zjeździe z drogi powiatowej 4403W, w ulicę Działkową słup z lampą.

Koszt lampy to ponad 5 tys zł. a 4997,63 zł zostało pokryte z funduszu sołeckiego.
Fundusz na ten cel był uchwalony przez mieszkańców sołectwa w ubiegłym roku – TU

30.12.2020
30.12.2020
3.01.2021

foto: Krzysztof Chojnowski




Nie odbiorą zielonych i niebieskich!

Pojawił się nowy harmonogram odbioru śmieci w 2021 roku ale niestety bez możliwości pozbycia się papieru i szkła!

Nowelizowane przepisy, które wręcz przymuszają mieszkańców do sortowania śmieci na pięć frakcji prześcigają rzeczywistość i planowane odbiory śmieci, których mieszkańcy produkują najmniej będą odbierane dwa razy w miesiącu.
W styczniu i lutym Nowego Roku nie odbiorą od nas śmieci sortowanych.

W koszach czarnych jest coraz mniej śmieci zmieszanych, a „brązowe” mało kto produkuje w zimie. Pomimo wszystko śmieciarka przyjedzie po te frakcje dwa razy w miesiącu!

Sprawa zamiany odbiorów została zgłoszona do Urzędu Gminy.
Oczekujemy na pozytywne załatwienie sprawy.

Harmonogram odbioru jak zawsze na naszej stronie w zakładce „Informacje – śmieci„.

Polecamy także zainstalowanie bezpłatnej aplikacji „Kiedy śmieci?”, o której pisaliśmy tu: czarnowiec.pl/kiedy-smieci-bezplatna-aplikacja/




Od nowego roku kolejne obostrzenia… w sortowaniu śmieci!

Informujemy, iż w związku z wejściem w życie w dniu 6 września 2019 r. przepisów ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. nowelizującej ustawę o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, wprowadza się powszechny obowiązek zbierania powstałych na terenie nieruchomości odpadów komunalnych w sposób selektywny!

W związku z powyższym właściciele nieruchomości, którzy dotychczas prowadzili na swojej nieruchomości wyłącznie nieselektywną zbiórkę odpadów komunalnych zobowiązani są do zmiany sposobu gromadzenia odpadów poprzez wprowadzenie właściwej ich selekcji na 5 frakcji zgodnie z grafiką.

Dotychczas właściciele nieruchomości mogli zdecydować czy powstałe na ich posesji odpady zbierane będą w sposób selektywny czy nieselektywny. Znowelizowane przepisy ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nie dają możliwości dokonania wyboru sposobu gromadzenia odpadów. Ustawodawca zobowiązał właścicieli nieruchomości do zbierania odpadów wyłącznie poprzez właściwą ich selekcję.

W przypadku niedopełnienia przez właścicieli nieruchomości obowiązku selektywnego zbierania odpadów komunalnych, podmiot odbierający odpady komunalne przyjmuje je jako niesegregowane odpady komunalne i powiadamia o tym Wójta Gminy, który określa właścicielowi nieruchomości wysokość opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi w drodze decyzji, stosując wysokość stawki opłaty podwyższonej.

Od 1 stycznia 2021r. w przypadku niedopełnienia przez właścicieli nieruchomości obowiązku selektywnego zbierania odpadów komunalnych Wójt Gminy Rzekuń, określi właścicielowi nieruchomości wysokość opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi w drodze decyzji, stosując wysokość stawki opłaty podwyższonej w wysokości 50 zł za mieszkańca zamieszkującego daną nieruchomość.

Właściciele nieruchomości kompostujący bioodpady stanowiące odpady komunalne w kompostowniku przydomowym mogą skorzystać ze zwolnienia (5 zł) za mieszkańca zamieszkującego daną nieruchomość.
Z tej nieruchomości nie będą odbierane bioodpady. Właściciel nieruchomości nie będzie też mógł przekazać bioodpadów do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK).

Przypominamy o odpowiednim oznakowaniu pojemników lub worków do gromadzenia odpadów komunalnych. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Środowiska z dnia 29 grudnia 2016r. w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów, odpady należy zbierać w pojemnikach o odpowiedniej kolorystyce i oznakowaniu!

SZKŁO – w skład której wchodzą odpady ze szkła, w tym odpady opakowaniowe ze szkła, zbiera się w pojemnikach lub workach koloru zielonego.

PLASTIK i METAL – w skład których wchodzą odpady metali, w tym odpady opakowaniowe z metali, odpady tworzyw sztucznych, w tym odpady opakowaniowe tworzyw sztucznych, oraz odpady opakowaniowe wielomateriałowe, zbiera się w pojemnikach lub workach koloru żółtego.

PAPIER – w skład której wchodzą odpady z papieru, w tym tektury, odpady opakowaniowe z papieru i odpady opakowaniowe z tektury, zbiera się w pojemnikach lub workach koloru niebieskiego.

BIO – odpady ulegające biodegradacji, ze szczególnym uwzględnieniem bioodpadów – zbiera się w pojemnikach lub workach koloru brązowego.

ZMIESZANE – niesegregowane (zmieszane) odpady komunalne zbierane są do pojemnika koloru czarnego.




Komunikat OPWiK

Ostrołęckie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji

ℹ️

Informacja 22.12.2020r.

Szanowni odbiorcy z terenu gm. Rzekuń,
W dniu wczorajszym – tj. 21.12.2020r. w siedzibie Ostrołęckiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. podpisano umowy z Urzędem Gminy w Rzekuniu reprezentowaną przez Bartosza Podolaka – Wójta Gminy Rzekuń na hurtowe wprowadzanie ścieków oraz hurtową sprzedaż wody.

Dzięki nowo zawartym umowom od 01.01.2021r. OPWiK zapewni bezpieczeństwo odbioru ścieków i dostaw wody mieszkańcom gminy Rzekuń i dołoży wszelkich starań, aby odbywało się to w sposób ciągły i niezawodny ze szczególnym uwzględnieniem dbałości o środowisko.

Wyrażamy nadzieję, że dalsza współpraca będzie się odbywać z korzyścią dla mieszkańców gminy Rzekuń.

Andrzej Lech
Prezes OPWiK

źródło facebook/opwik




Życzenia świąteczne 2020

Drodzy mieszkańcy.

Nadszedł właśnie kolejny piękny i wyczekiwany okres, okres Świąt Bożego Narodzenia.
W tym wyjątkowym czasie pomimo naszej ogromnej radości pozostaje jednak niepewność o nasze zdrowie i zdrowie naszych najbliższych.
Pandemia spowodowana koronawirusem panującym na całym świecie pokrzyżowała miliony zamierzeń w naszych rodzinach i firmach, które są naszymi żywicielami.
Odwołała wiele uroczystości rodzinnych, sportowych, państwowych i kościelnych. Wirus spowodował śmierć wielu naszych kolegów, znajomych, sąsiadów oraz najbliższych osób z rodziny.
Szalejący wirus nie pozwala nawet na wielomiesięczne spotkania z osobami bliskimi naszemu sercu.

Pragnieniem naszym jest spotkać się w tak pięknych świątecznych dniach z rodzicami, dziadkami, wnukami, bliższą i dalszą rodziną. Jednak to wszystko w tym roku może być trudne do zrealizowania.
Musimy z całą mocą wierzyć, że te trudne dla wszystkich czasy szybko przeminą i miłość do bliźnich będziemy mogli okazać w spotkaniach osobistych – nie tylko online przez dostępne obecnie cuda techniki.

Usiądźmy do stołu wigilijnego i wspominajmy najbliższych, których z nami nie może być w tych pięknych choć trudnych dniach.

W Dzień Bożego Narodzenia, życzę wszystkim mieszkańcom i sympatykom Czarnowca oraz Ich rodzinom dużo wytrwałości i ogromu nadziei, że już niedługo powróci normalność.
Do życzeń dołączam również aby spełniły się Wasze marzenia i mikołaj przyniósł pod choinkę trafiony prezent 🙂

Świętujmy w gronie rodzinnym – pozostańmy w domach!

Sołtys Czarnowca Marek Karczewski
oraz Rada Sołecka i Rada Świetlicy.




Gdzie wyrzucać styropian?

Gdzie wyrzucić styropian? (odpowiedź UG w Rzekuniu)

Styropian to materiał zaliczany do tworzyw sztucznych, z którym często mamy dylemat dotyczący segregowania. Niektóre samorządy nakazują wyrzucać go do plastiku, inne do odpadów zmieszanych, sugerując, że nie da się go dalej przetworzyć.
Jak jest naprawdę?
Czym jest styropian?

Styropian to ekspandowany polistyren, w skrócie EPS. Powstaje w wyniku wtłoczenia powietrza w granulki polistyrenu, dzięki czemu tworzywo jest lekkie, ale też zajmuje objętościowo więcej miejsca. Materiał dobrze izoluje ciepło i wilgoć, dlatego chętnie używany jest przez firmy budowlane do ocieplania budynków, ale też producentów opakowań spożywczych na produkty mające zachować temperaturę, np. kubeczki na ciepłe napoje czy pojemniki na jedzenie na wynos. EPS jest tani w produkcji, co jest korzystne dla stosujących go firm, ale niekorzystne dla ceny surowca w przypadku jego ponownego przetwarzania.

Do jakiego pojemnika wyrzucać styropian?

Kupujesz mięso na styropianowej tacce albo nowy telewizor zapakowany w karton i zabezpieczony styropianem, a potem zastanawiasz się, co dalej z nim zrobić?

Można przyjąć pewną regułę, że…

  • Styropian opakowaniowy czysty trafia do żółtego pojemnika,
  • Czyste opakowania styropianowe po żywności wyrzucamy do żółtego pojemnika,
  • Brudne opakowania styropianowe po żywności trafiają do czarnego pojemnika,
  • Styropian budowlany i resztki styropianu po remoncie powinny zostać odebrane przez firmę wywożącą odpady poremontowe,
  • Duże ilości styropianu można przywieźć do PSZOKu (punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych), ale też nie każdy PSZOK go przyjmie – najlepiej sprawdzić na lokalnej stronie zakładu lub zadzwonić i zapytać.
    Tak też jest prawdopodobnie z „naszym” PSZOK przy ul.Turskiego gdzie z relacji mieszkańców wynika, że nie przyjmują tam styropianu.

Składować czy przetwarzać?
Przede wszystkim styropian jest szkodliwy dla środowiska i nie powinien być składowany. Rozkłada się od kilku, kilkudziesięciu do nawet miliona lat, w zależności od warunków środowiskowych. Poza tym, z tworzywa wydzielają się toksyczne substancje, które mogą przenikać do wód gruntowych, jeśli odpad trafi w takie miejsce.

Nie wszystkie miasta współpracują z firmami odbierającymi styropian z sortowni, ale takie firmy istnieją na rynku i z powodzeniem zajmują się odbiorem i przetwarzaniem EPS.
Jeszcze kilka lat temu firmy odbierające styropian budowlany w kontenerach, wywoziły go na składowisko. To jest rozwiązanie, które kosztuje i nie jest przyjazne dla środowiska.

Styropian jest czasem nie do uniknięcia, szczególnie w branży budowlanej i w pakowaniu sprzętów RTV-AGD. Jednak te tworzywa, których używamy do pakowania jedzenia, nie są najlepsze w recyklingu i na co dzień lepiej ich jednak unikać.

Nie ma zatem jednoznacznej odpowiedzi jak mamy postępować ze styropianem, opakowaniowym, spożywczym i budowlanym.

Pytanie gdzie mieszkańcy Czarnowca mają wyrzucać styropian skierowaliśmy do:

  • Urzędu Gminy w Rzekuniu,
  • Zakładu Gospodarki Komunalnej w Ostrowi Mazowieckiej, Sp. z o.o. – odbiorca śmieci,
  • Ostrołęckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, Sp. z o.o. – zarządca PSZOK.

SKAN DOKUMENTU
ODPOWIEDŹ URZĘDU GMINY W RZEKUNIU

/SC/




Nie segregujesz śmieci? Resort klimatu wie, jak cię na tym przyłapać.

Nie segregujesz śmieci? Resort klimatu wie, jak cię na tym przyłapać. Jest projekt.

Już wkrótce trudno będzie uciec przed odpowiedzialnością za nieodpowiednie segregowanie śmieci. Ministerstwo Klimatu chce bowiem, by lokalne władze mogły identyfikować osoby wyrzucające odpady do kubłów – na przykład przez stosowanie indywidualnych worków.

Kto nie segreguje śmieci, już dziś musi się liczyć z dotkliwym podniesieniem opłat.

Źle segregujesz śmieci? Władze będą mogły sprawdzić, co wyrzucasz. Umożliwi to identyfikowanie osób, które ignorują przepisy.

Nowa ustawa wprowadzi dla gmin przepis, który umożliwi stworzenie systemu identyfikowania konkretnych odpadów.

Zmiana ma obniżyć koszty gospodarowania odpadami. To właśnie brak odpowiedniego sortowania odpadów jest jedną z przyczyn wzrostu opłat ponoszonych przez obywateli i firmy. W ciągu zaledwie kilku lat cena, jaką samorządy płacą za odbiór tony śmieci, wzrosła z ok. 300 do nawet 1000 zł!

Polacy tymczasem nadal na kwestię dzielenia odpadów na odpowiednie frakcje, czyli metal, papier, szkło, tworzywa sztuczne i odpady biologiczne, są oporni – jedynie 30 proc. jest zbieranych selektywnie. Tymczasem góra śmieci rośnie – w zeszłym roku zebrano ich łącznie blisko 13 mln ton, o 2 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Resort klimatu planuje też zaostrzyć kary za nielegalne pozbywanie się śmieci. Chodzi m.in. o podrzucanie odpadów na drogach, placach czy terenach zielonych. Podwyższone kary, wraz z udoskonalonymi metodami identyfikowania sprawców, pozwolą na ograniczenie tego typu cwaniackich zachowań.

Pamiętajmy również, o zaopatrzenie swojego gospodarstwa w odpowiedni kolor koszy. Już niedługo firmy odbierające odpady nie zabiorą śmieci z zielonego kosza gdy w tym dniu będzie planowany odbiór odpadów zmieszanych! Trzeba wystawić w koszu czarnym, bo zielony zgodnie z Ustawą, z 2017r. służy do gromadzenia szkła.

W chwili obecnej, w Gminie Rzekuń trwa weryfikacja umów śmieciowych pod względem ilości zamieszkałych osób w gospodarstwie, a wpisanych w deklaracji. (pisaliśmy o tym tu)
Trwa również weryfikacja na podstawie zużycia wody, energii elektrycznej i gazu gospodarstw, w których już kilka lat zamieszkują rodziny, a deklaracji śmieciowej nie złożyły. W takiej sytuacji będą wystawiane kary ustawowe za okres zamieszkiwania. Proszę o sprawdzenie czy deklarację złożyliśmy. Informacja w Urzędzie Gminy, w dni robocze pn-pt 7-15 tel. 29 643 24 34.

Prawidłowe kolory koszy do odpowiedniej frakcji:

Zachęcam do sortowania, bo warto.
Marek Karczewski – Sołtys




Ścieki tylko do 31 grudnia 2020r.?

Dnia 14 grudnia 2020r. ukazał się komunikat na stronie OPWiK, który dotyczy również mieszkańców Czarnowca.

Ostrołęckie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji

Komunikat 14.12.2020

‼️

Szanowni Odbiorcy usług z terenu Gminy Rzekuń, Ostrołęckie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Ostrołęce z przykrością informuje, że począwszy od dnia 01.01.2021r. nasza Spółka utraci prawo do realizacji zadania własnego Państwa Gminy w ramach zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków tj. dostarczania wody i odprowadzania ścieków na podstawie zawartych umów bezpośrednio do Państwa nieruchomości w warunkach stosowania przepisów ustawy z dnia 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 1437 ze zm.). Zadanie własne w tym zakresie realizować będzie bezpośrednio Państwa Gmina, bowiem począwszy od dnia 01.01.2021 r. na mocy powołanych wyżej przepisów będzie bezpośrednio zobowiązana do zapewnia Państwu zdolności posiadanych urządzeń wodociągowych i urządzeń kanalizacyjnych do realizacji dostaw wody w wymaganej ilości i pod odpowiednim ciśnieniem oraz dostaw wody i odprowadzania ścieków w sposób ciągły i niezawodny, a także zapewnienia należytej jakości dostarczanej wody i odprowadzanych ścieków.

Wyjaśniamy przy tym, iż w następstwie utraty przez naszą Spółkę prawa do prowadzenia działalności na terenie Państwa Gminy z przyczyn nieleżących po naszej stronie, z dniem 31.12.2020 r. rozwiązaniu ulegną zawarte z Państwem umowy o zaopatrzenie w wodę i odprowadzanie ścieków i w tej dacie nastąpi również rozliczenie należności z tytułu dostarczonej wody i odprowadzonych ścieków.

Mając powyższe na uwadze, informujemy, że od dnia 01.01.2021 r. wszystkie sprawy dotyczące dostawy wody lub odprowadzania ścieków, a w szczególności wydawania warunków przyłączania, zawierania umów i rozliczeń będą realizowane bezpośrednio przez Państwa Gminę.

Dziękując Państwu za współpracę, przepraszamy za ewentualne utrudnienia i prosimy o wyrozumiałość, pozostając z Państwem w stałym kontakcie pod nr tel. 29 769 47 55 lub 29 769 47 57 oraz email ebok@opwik.pl

Z poważaniem
Prezes Zarządu
Andrzej Lech”

OFICJALNY KOMUNIKAT

Informuję mieszkańców, że ani woda ani ścieki nie zostaną dnia 1 stycznia 2021r. zakręcone!
Władze Gminy opracowują procedurę postępowania w zaistniałej sytuacji i już niebawem pojawi się oficjalny komunikat w tej sprawie.
Marek Karczewski
Sołtys Czarnowca




Żołnierze byli głodni…

Fot. Sławomir Fiebig/Europejskie Centrum Solidarności

Trzydzieści dziewięć lat temu w Czarnowcu również wprowadzono stan wojenny tak jak na terytorium całego kraju.
Dziś mój znajomy stomatolog i fan dwóch kółek Zbigniew Zajewski podesłał do mnie list ze wspomnieniami tych pamiętnych dni.
Najbardziej utkwiły mi w pamięci słowa, że żołnierze byli głodni…
Zapraszam do lektury:

„W dniu wybuchu stanu wojennego byłem u swojej dziewczyny w Lęborku. Miałem wtedy 23 lata i byłem studentem ostatniego roku stomatologii. Gdy rano obudziliśmy się i włączyłem TV na ekranie był tylko „śnieg”.
Postanowiliśmy wybrać się na spacer. Wyszliśmy na rogatki miasta od strony Słupska. W pewnej chwili dostrzegłem kolumnę czołgów jadącą szosą od strony Słupska w kierunku Gdańska. Na jednym z wiaduktów przebiegających nad szosą grupa młodych ludzi rzucała w przejeżdżające dołem czołgi kamieniami. Pomyślałem sobie, że to miejscowi chuligani wymyślili sobie tak niebezpieczną zabawę.
Tknęło mnie także złe przeczucie, że stało się w Gdańsku coś niedobrego.
Powiedziałem swojej dziewczynie, żebyśmy wracali do domu. Po powrocie natychmiast włączyłem TV i zobaczyłem gen. Wojciecha Jaruzelskiego ogłaszającego wprowadzenie na terytorium Polski stanu wojennego. Zacząłem przeraźliwie krzyczeć i płakać. Moja dziewczyna Mirka uspokajała mnie, ale ja byłem przerażony. Nie wiedziałem jak wrócę do domu w Gdańsku, czy jeżdżą pociągi i czy rodzicom i znajomym w Gdańsku nie stało się nic złego.
Wieczorem udałem się na dworzec.
Pociąg do Gdańska przybył nieznacznie opóźniony. Bezpiecznie dojechałem do Gdyni i przesiadłem się na kolejkę elektryczną w kierunku Gdańska. Wysiadłem na Zaspie i udałem się do domu, który znajdował się przy ul. Startowej.
Podczas podróży nie widziałem żadnego milicjanta ani żołnierza. Dopiero dochodząc do swojej klatki zobaczyłem jak z sąsiedniej klatki panowie w czarnych płaszczach wyprowadzają sąsiada skutego kajdankami. Człowiek ten był w piżamie i kapciach. Sąsiada wsadzono do samochodu i powieziono w nieznanym kierunku. Pomyślałem, że sąsiad musiał być działaczem „S”. W domu zastałem przerażonych rodziców. Bardzo się o mnie martwili.
Następnego dnia udałem się kolejką do Gdańska i poszedłem pod stocznię.
Przed bramą główną na placu „Solidarności” zebrał się duży tłum ludzi. Na bramie i na płotach siedzieli stoczniowcy. Milicji i wojska nie widziałem.
Atmosfera pod bramą stoczni była bardzo gorąca. Co chwila ktoś przemawiał z utworzonego na stoczni komitetu strajkowego. Dowiedziałem się o aresztowaniu Lecha Wałęsy i wielu innych działaczy „S”. Stoczniowcy byli zdecydowani kontynuować strajk do czasu odwołania stanu wojennego i wypuszczenia wszystkich aresztowanych. Ludzie pod bramą byli pewni zwycięstwa „S”. Brama była udekorowana kwiatami jak w sierpniu 80. Jednemu ze stoczniowców podałem przywiezione z domu konserwy i kupione po drodze papierosy. Jeden z przemawiających na bramie stoczniowców powiedział, że obawiają się w nocy próby pacyfikacji stoczni przez ZOMO i wojsko. Powiedział, że stoczniowcy stawią opór. Gdy zrobiło się ciemno udałem się kolejką do domu.
Nazajutrz 15 grudnia udałem się z samego rana do Gdańska. Wysiadłem na stacji Gdańsk Stocznia. Pod trzecią bramą stoczni zobaczyłem stojące czołgi. Na bramie stoczni siedzieli stoczniowcy. Było ich znacznie mniej niż dzień wcześniej. Wokół czołgów niepewnie kręciło się kilka osób. Zszedłem z kładki nad torami pod trzecią bramę stoczni. Czułem ogromny strach. Powoli zbliżyłem się do jednego z czołgów. Z jakimś mężczyzną weszliśmy na czołg. Na bramie przemawiał jeden stoczniowiec. Powiedział, że w nocy nastąpił desant z powietrza morza i lądu zomowców i wojska. Część stoczniowców uciekła ze stoczni, część się ukryła na terenie stoczni a część starła się z zomowcami. Nad ranem zomowcy i wojsko wycofali się z terenu stoczni zabierając ze sobą wielu aresztowanych i pobitych stoczniowców, a stocznia została otoczona czołgami. Zabrano też i zniszczono cały sprzęt nagłaśniający. Została tylko jedna kolumna i wzmacniacz, przez którą przemawiał ów stoczniowiec.
Wokół czołgów zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi. Widząc, że z czołgów nie strzelają ludzie otoczyli czołgi ciasnym pierścieniem. Właz czołgu, na którym stałem uchylił się i wyjrzał z niego jakiś młody żołnierz. Wyglądał na nieco przestraszonego. Zapytałem, czy mogę wejść do czołgu. Pozwolił. Gdy wszedłem do czołgu zapytałem siedzących w nim żołnierzy skąd przyjechali.
Powiedzieli, że z jednostki ze Słupska. Wtedy ja powiedziałem, że prawdopodobnie widziałem ich czołgi 13 grudnia rano jak przejeżdżały przez Lębork. Żołnierze to potwierdzili. Zapytałem ich, po co przyjechali pod stocznię. Powiedzieli, że taki mieli rozkaz. Jeden z żołnierzy wspomniał, że słyszał jakoby na stocznię zrobili desant Niemcy. W tym czasie do czołgu wsunął się jeszcze jeden cywil. Zaczęliśmy im tłumaczyć, że żadnego.
Niemieckiego desantu na stocznie nie było. Był natomiast desant zomowców i Wojska Polskiego, ale stoczniowcy obronili się. Żołnierze powiedzieli nam, że trzeci dzień nic nie mieli w ustach i są bardzo głodni. Poprosiłem jednego z żołnierzy, żeby pokazał mi jakiś dokument. Ten wyjął książeczkę wojskową, z której odczytałem jego nazwisko, i nr jednostki wojskowej.
Wyszedłem z czołgu i udałem się pod bramę stoczni, żeby powiedzieć stoczniowcom, że żołnierze są głodni i, że zostali oszukani opowieścią o desancie niemieckim na stocznię. Przemawiający na bramie stoczniowiec
zaprosił żołnierzy na zupę, którą stoczniowcy ugotowali dla siebie. Pobiegłem z powrotem do tego samego czołgu i powiedziałem żołnierzom, że są zaproszeni na zupę do stoczni. W tym czasie czołgi zostały oklejone plakatami Solidarności a w lufy ludzie powtykali wiązanki kwiatów. Odpowiedzieli, że nie mogą opuszczać czołgu, ale bardzo dziękują.
Wyszedłem z czołgu i zobaczyłem, jak jakaś dziewczyna wdrapała się na czołg i zaczęła całować w usta jakiegoś czołgistę.
Po jakimś czasie pod drugą bramą stoczni pojawiła się Anna Walentynowicz i zaczęła nawoływać stoczniowców, którzy w nocy uciekli do domów, żeby wracali na stocznię. Mówiła, żeby przełamali strach i wspomogli kolegów, którzy zostali na terenie stoczni. Na moich oczach z tłumu ludzi, którzy stali pod stocznią część zaczęła wchodzić przez bramę na stocznię. W pewnym momencie obok przemawiającego stoczniowca pojawił się oficer w mundurze wojskowym. Wziął od niego mikrofon i powiedział, że jest dowódcą batalionu czołgów otaczającego stocznię. Powiedział, że wojsko jest z narodem i że w razie ataku ZOMO na stocznię jego żołnierze obronią stoczniowców. Dostał od zgromadzonych ludzi i stoczniowców ogromne brawa. Gdy zbliżał się wieczór czołgi nagle uruchomiły silniki i zaczęły opuszczać teren wokół stoczni.
Byliśmy tym faktem mocno zmartwieni. Prowadzący wiec stoczniowiec wzywał wszystkich, aby przybyli w dniu następnym pod pomnik trzech krzyży w rocznicę wydarzeń grudniowych. Wieczorem wróciłem do domu i opowiedziałem o wszystkim rodzicom i bratu.
Nazajutrz od samego rana słychać było na Zaspie odgłosy wybuchów i strzelaniny dochodzące od strony Gdańska. Po śniadaniu poszedłem na kolejkę i pojechałem do Gdańska. Wysiadłem na stacji Gdańsk Stocznia. Wszedłem na kładkę nad torami. W dole ukazał mi się makabryczny widok. Ogromne ilości zomowców uzbrojonych w tarcze i pały oraz pistolety okupowały teren stoczni i wokół stoczni. Na ulicach wokół stoczni i na terenie stoczni widziałem dużo transporterów opancerzonych i dużo tzw. bud z zomowcami. Z terenu stoczni dochodziły odgłosy wybuchów petard i strzały. Słychać było krzyki bitych ludzi.
Na kładce nad torami zebrał się duży tłum ludzi. Krzyczeliśmy do zomowców „gestapo”, „wrona skona”. Zomowcy zaczęli strzelać do nas z petard i rac świetlnych i gazów łzawiących. Zepchnęli nas z kładki do parku w okolicy Placu Zebrań Ludowych. Tam po uzbrojeniu się w kamienie próbowaliśmy odeprzeć atak ZOMO. Udało nam się wykurzyć ZOMO z kładki nad torami i obrzucić ich kamieniami. Przyjemnie było widzieć jak uciekają z kładki.
Niestety zaczęli strzelać prosto w nas z rac świetlnych i gazów łzawiących i znów wykurzyli nas z kładki. Jeszcze kilka razy kładka nad koleją przechodziła z rąk do rąk. Po opanowaniu kładki przez ZOMO udałem się z dużym tłumem ludzi na most Błędnik. Próbowaliśmy przedostać się w rejon dworca głównego. Zagrodziły nam drogę zwarte oddziały ZOMO. Utworzyły one czworoboki podobne do czworoboków, jakie widziałem na filmie o rzymskich legionach. Z boków i od góry osłonięci byli przez tarcze. Dla dodania sobie animuszu i w celu przestraszenia tłumu uderzali pałami w tarcze. Starli się z czołem pochodu. Zaczęły dobiegać mnie przeraźliwe krzyki bitych ludzi i okrzyki hura. Tłum zaczął się cofać w stronę Placu Zebrań Ludowych. W pewnym momencie cofającemu się tłumowi ludzi zajechały drogę ciężarówki wojskowe, z których wysypali się żołnierze z bagnetami na karabinach. Skierowali bagnety w stronę ludzi. Stałem za jakimś wysokim i grubym mężczyzną. Z tyłu słyszałem przeraźliwe krzyki bitych ludzi i widziałem zbliżających się zomowców. Część ludzi zaczęła skakać z Błędnika na tory kolejowe. Facet stojący przede mną i ja schowany za jego plecami ruszyliśmy w stronę żołnierzy. Żołnierz skierował bagnet w pierś owego mężczyzny. Ten krzyknął do niego „Dźgaj! Kiedyś ojca swojego zabijesz w tłumie” i ruszył w stronę żołnierza. Żołnierz zaczął się cofać. Inni żołnierze też zaczęli się cofać mimo krzyków ich dowódcy by nie ustępowali.
Razem z dużą grupą ludzi udało mi się wycofać na Plac. Tam uzbrojeni w kamienie odparliśmy atak ZOMO i wojska. Później z dużym tłumem ludzi udałem się ul. 3 Maja w stronę dworca PKS. Zostaliśmy tam ostrzelani przez ZOMO racami świetlnymi, petardami i gazami łzawiącymi. Po obrzuceniu zomowców kamieniami udało mi się dostać na peron kolejki. Tam z drugim młodym mężczyzną podnieśliśmy leżącego w kałuży krwi młodszego od nas chłopaka. Był przytomny, ale nie mógł się podnieść. Miał rozciętą skórę na głowie. Z rany lała się krew. Zawiązaliśmy mu głowę szalikiem i weszliśmy z nim do stojącej kolejki. Po jakimś czasie kolejka ruszyła. Wysiadłem na Zaspie a ten młody chłopak pojechał dalej pod opieka tego drugiego mężczyzny.
Przez całą noc i następnego dnia od strony Gdańska słychać było wybuchy petard i wystrzały. Dopiero 18 grudnia wszystko ucichło. Gdańsk został spacyfikowany przez ZOMO i wojsko.
Potem każdego 13-go ludzie wychodzili na ulice i zacierali się z ZOMO. A na 1 maja zebraliśmy się Na placu Solidarności pod Krzyżami na pochód. Przebieg pochodu opiszę przy innej okazji.

W listopadzie 1982 roku opuściłem Gdańsk i udałem się do pracy w Ostrołęce gdzie mieszkam do dzisiaj. Rodzice nadal mieszkają w Gdańsku. Stan wojenny wpłynął na całe moje dalsze życie. Opowiadałem o tych wydarzeniach pacjentom w Ostrołęce.
Poznałem ludzi, których bliscy byli internowani. Zacząłem u nich bywać.
Zostałem namierzony przez miejscowe SB. Próbowano nakłonić mnie do współpracy. Gdy odmówiłem Przesłuchujący mnie esbek straszył mnie internowaniem, ale potem stwierdził, że nie potrzebny im jest nowy więzień polityczny i że zrobią ze mnie kryminalistę. Przysyłano mi podejrzanych pacjentów, którzy próbowali załatwić u mnie zwolnienie lekarskie wkładając pieniądze do książeczek zdrowia i prosząc o kilka dni zwolnienia. Co drugi dzień moja szefowa przychodziła do mojego gabinetu i sprawdzała moje bloczki zwolnień lekarskich. Byłem przez kilka lat pozbawiony premii, które stanowiły 20% wynagrodzenia. Premia była uznaniowa. Nasyłano na mnie IRCHĘ. Byłem często wzywany no rozmowy do dyrekcji szpitala, gdzie upominano mnie, żebym w gabinecie nie poruszał tematów politycznych. Mieszkanie służbowe, jakie otrzymałem ze szpitala było przydzielone na dwa lata. Po upływie tych dwóch lat nie przedłużono mi przydziału. W każdej chwili mogli mi je zabrać.
Wszystkie szykany ustały po okrągłym stole.
Dzisiaj po 39 latach cieszę się, że żyję w wolnej Polsce.

Zbigniew Zajewski – Ostrołęka

Jak było w Czarnowcu?

Ja w 1981 roku 13 grudnia miałem zaledwie 15 lat i nie bardzo zdawałem sobie sprawę ilu ludzi musiało być wcielonych do wojska, do ZOMO, do służb od zadań specjalnych.
Pamiętam tylko z tego dnia, że mój ojciec płakał, że będzie musiał iść do wojska, a tego nie chce, bo nie można strzelać do Polaków.
Wyszedłem rano na drogę, było wtedy dużo śniegu. Z rana lub dzień wcześniej wieczorem przejechał pług śnieżny jak co dzień.
Wyszedłem zobaczyć co dzieje się w Czarnowcu, bo na dwa dostępne programy telewizyjne (jedynka i dwójka) był tylko jeden, na którym generał Wojciech Jaruzelski i szeregowy Marek Tumanowicz przebrany za wojskowego powtarzali w koło, że „nadszedł dzień próby”.
Wyszedłem z domu na drogę powiatową 2550W i w skarpie odgarniętego przez pług śnieżny śniegu znalazłem 100 zł polskich.
Na co przeznaczyłem te 100 zł nie pamiętam, ale wiem, że tuż po szkole trzeba było szybko wracać do domu i nie planować spotkań, ponieważ od 22:00 do 6:00 obowiązywała „godzina milicyjna*”.
* – Milicja to to samo co Policja, tylko za czasów Polski pod rządami sowietów.

A Państwo posiadają swoje wspomnienia z 13 grudnia 1981 roku?
Może dziś odnajdzie się właściciel tego banknotu?

Marek Karczewski – sołtys, 13.12.2020 r.

Fotografia tytułowa: Sławomir Fiebig/Europejskie Centrum Solidarności

Taki banknot 100zł Polskich znalazłem 13 grudnia 1981 roku w Czarnowcu.



Choinka przed świetlicą ubrana

Choinka przed świetlicą ubrana.
W niedzielę 13 grudnia 2020r. o godz. 14:00 przed świetlicą wiejską mieszkanki Czarnowca wraz ze swoimi pociechami ubierały podarowaną w ubiegłym roku przez Państwa Kananowicz z ul. Działkowej choinkę.
Choinka przyjęła się dzięki pielęgnacji gospodarzy świetlicy, więc co rok będzie coraz większa.
Dziękujemy za liczny udział w strojeniu drzewka świątecznego.

Ozdoby elektryczne dzięki zamontowanemu zegarowi będą włączały się o godz. 14:00 i świeciły się do rana, do godz. 8:00.

Więcej zdjęć.
foto: Marek Karczewski

Za przybycie dziękują Sołtys Czarnowca i Rada Świetlicy.

MK




Osiedle „działkowe” będzie oznaczone

Osiedle „działkowe” będzie oznaczone.

Na osiedle „działkowe” w Czarnowcu już nie zabłądzą kurierzy, dostawcy pizzy, karetka, straż, policja i może w przyszłości turyści.
Z funduszu sołeckiego zaplanowanego w ubiegłym roku, na rok 2020 zostały zamówione dwie drogowe tablice informacyjne.
Tablice staną przy drodze powiatowej 4403W w pobliżu skrzyżowania z ulicą Działkową. Jedna od strony Ostrołęki druga od strony Goworowa.
Wykonawcą tablic będzie ostrołęcka firma, która po podliczeniu kosztów sprzeda nam je za 1190zł brutto.
Z funduszu sołeckiego 2020 została przeznaczona na ten cel kwota brutto 900 zł.
Fundusz na ten cel był uchwalony przez mieszkańców sołectwa w ubiegłym roku – TU

Tablice w najbliższym czasie powinny pojawić się na drodze.
O tablice informujące, o osiedlu zwracali się wielokrotnie mieszkańcy do władz gminy. W tym roku staną, informując kierowców gdzie należy skręcać aby dojechać do ulic: Baśniowa, Brzozowa, Dębowa, Działkowa i Topolowa.

Czekamy na pracowników ZOG, którzy w.w. tablice zamontują.




W niedzielę 13 grudnia ubieramy wiejską choinkę

W niedzielę 13 grudnia 2020r. ubierzemy choinkę przed Świetlicą Wiejską przy ul. Dzikiej Róży 2.
Zapraszamy chętnych mieszkańców wsi do wspólnego ubierania świątecznego świerku, który w ubiegłym roku podarowali nam Państwo Kananowicz z Czarnowca.
Świerk został posadzony przed świetlicą i będzie ubrany jak w roku ubiegłym, w barwy BIAŁO-CZERWONE.

Jeśli ktoś z mieszkańców Czarnowca posiada zbędne oświetlenie białe lub czerwone to bardzo chętnie takie przyjmiemy aby nasze drzewko przypominało nie tylko nadchodzące Święta Bożego Narodzenia ale również było wyrazem naszego patriotyzmu. A może komuś znudziły się bombki białe i czerwone – to również chętnie przyjmiemy 🙂

Ktoś kto miałby ochotę i możliwość zakupić nowe – to wyłącznie białe i czerwone!

Przyda się również super elektryk, który wszystkie komplety światełek połączy w jeden obwód 🙂

ZAPRASZAMY SERDECZNIE DO WSPÓLNEGO STROJENIA NASZEGO DRZEWKA!
PRZYBYWAJCIE Z DZIEĆMI 😉

Zbiórka w niedzielę 13 grudnia przed świetlicą wiejską o godz. 14:00.

Sołtys i Rada Świetlicy




Co to za zima?

ZIMOWE UTRZYMANIE DRÓG W ŚWIETLE PRAWA POLSKIEGO

Kierowco – chcesz zimą przejechać – przepuść, udostępnij drogę do odśnieżenia.
Zadaniem kierowców obsługujących specjalistyczny sprzęt do zimowego utrzymania dróg jest zapewnienie przejezdności. Sprzęty są szerokie, niektóre zajmują cały pas drogi zatem oczekując na odśnieżenie zjedź bądź w przypadku parkowania na ulicy zabierz samochód na podwórko.
Z obawy o uszkodzenie czyjegoś mienia – pojazdu pozostawionego w pasie drogowym – służby mogą omijać takie ulice, które podlegają odśnieżaniu.

Kto zarządza drogami?
Krajowe – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad,
Wojewódzkie – Zarząd Dróg Wojewódzkich,
Powiatowe – Zarząd powiatu,
Gminne – wójt, burmistrz, prezydent.
Prywatne – prywaciarz.

Zarządzenie Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad w sprawie standardów zimowego utrzymania dróg krajowych dla których zarządcą jest Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad określa pięć standardów zimowego utrzymania dróg:
I – śnieg, szron, gołoledź mają być sprzątnięte do 2 godzin, błoto pośniegowe do 4 godzin – w Czarnowcu nie występuje.
II – śnieg, szron, gołoledź mają być sprzątnięte do 4 godzin, błoto pośniegowe do 6 godzin – w Czarnowcu nie występuje.
III – jezdnia powinna zostać odśnieżona, a śliskość zimowa zlikwidowana na skrzyżowaniach z utwardzonymi drogami publicznymi, liniami kolejowymi, na odcinkach o nachyleniu powyżej 4%, przystankach autobusowych.
IV – jezdnię należy odśnieżyć na całej szerokości, a po ustaniu opadów, śnieg może zalegać maksymalnie do 8 godzin.
V – jezdnię należy odśnieżyć w miejscach ustalonych przez zarząd drogi. Śnieg luźny może zalegać do 16 godzin, a śnieg zajeżdżony oraz zaspy mogą występować do 24h. W miejscach wskazanych przez zarządcę, gołoledź należy zlikwidować do 8 godzin.
STANDARD PRYWATNY – według uznania właściciela drogi.

Do działań służb zalicza się usuwanie śliskości zimowej (gołoledź, lodowica, śliskość pośniegowa), za pomocą jednej z trzech metod:

  • zapobiegawczą,
  • likwidacyjną,
  • zwiększania szorstkości.
    Metody te polegają na pokryciu jezdni środkami chemicznymi, niechemicznymi (piasek, kruszywo naturalne, sztuczne), lub jednoczesnym zastosowaniu środków chemicznych i naturalnych.

Rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie rodzajów i warunków stosowania środków, jakie mogą być używane na drogach publiczny, określa środki chemiczne takie, które nie będą pogarszały stanu środowiska przyrodniczego, ale jednocześnie zapewniały bezpieczne poruszanie się po drodze.
Kontrowersyjny wydaje się zapis o jednoczesnym spełnieniu powyższych warunków:

  • niepogorszenia stanu środowiska przyrodniczego środkiem chemicznym,
  • zapewnienie bezpiecznego poruszania się po drodze.

KAŻDY ŚRODEK CHEMICZNY dopuszczony do stosowania w zimowym utrzymaniu dróg w Polsce wpływa negatywnie na środowisko przyrodnicze!
Dotyczy to w szczególności chlorku sodu, który w wielu krajach europejskich nie jest stosowany, z uwagi na prawny zakaz stosowania tej soli.
Sól stosowana na drogach, chodnikach, placach zabaw niszczy nie tylko lód, śnieg, gołoledź! Niszczy również samochody, obuwie, rowery i wszystko co w tym czasie porusza się po tej soli.

Prawny zakaz stosowania środków chemicznych bezpośrednio na świeży opad śniegu, wymusza na zarządcach zastosowanie w pierwszej kolejności metod mechanicznych.

RODZAJE ŚLISKOŚCI:
GOŁOLEDŹ – jest to rodzaj śliskości zimowej powstałej w wyniku utworzenia się warstwy lodu grubości do 1,0 mm na skutek opadu mgły roszącej, mżawki lub deszczu na nawierzchnię o ujemnej temperaturze.
LODOWICA – jest to rodzaj śliskości zimowej powstałej w wyniku utworzenia się warstwy lodu o grubości do kilku centymetrów z zamarznięcia nieusuniętej z nawierzchni wody pochodzącej ze stopnienia śniegu, lodu lub opadu deszczu.
ŚLISKOŚĆ POŚNIEGOWA – jest to rodzaj śliskości zimowej powstającej w wyniku zalegania na jezdni przymarzniętej do nawierzchni pozostałości nie usuniętego ubitego śniegu, pokrywającego ją całkowicie lub częściowo warstewką o grubości kilku milimetrów.
SZRON – jest to osad lodu, mający na ogół wygląd krystaliczny, przybierający kształt lasek, igiełek itp.
SZADŹ – jest to osad atmosferyczny utworzony z ziarenek lodu rozdzielonych pęcherzykami powietrza, powstający z nagłego zamarzania przechłodzonych kropelek wody (mgły lub chmury), gdy temperatura wyziębionych powierzchni jest niższa lub nieznacznie wyższa od 0°C.

Reasumując:

  • w Czarnowcu występują drogi ważne i ważniejsze, które są odśnieżane w miarę potrzeb przez służby gminne i powiatowe, nie mamy autostrad czy ekspresówek więc Gmina czy Powiat nie mają obowiązku utrzymania ich w stanie „czarnym”,
  • mieszkańcy z rozsądkiem powinni zgłaszać drogę do zimowego utrzymania,
  • użytkownicy pojazdów powinni stosować opony zimowe (w rowerach nie jest to obowiązkowe),
  • zalecamy zakupić łopatę do odśnieżania, najlepiej dwie – jedną na podwórko, drugą do auta,
  • parkować pojazdy na posesjach – nie w drodze/ulicy,
  • w razie intensywnych opadów śniegu zalecamy zakup nart biegowych – to naprawdę wspaniały sport poprawiający wydolność organizmu i odporności człowieka na wirusy 😉
  • zaopatrzyć rodzinę w sanki – dzieci uwielbiają śnieg 🙂
  • DOSTOSOWAĆ PRĘDKOŚĆ DO WARUNKÓW PANUJĄCYCH NA DRODZE!

Sołtys

Wczorajsze zabawy na śniegu Pana Mateusza i Jego rodziny z ul. Dzikiej Róży 🙂
Dzieci uwielbiają śnieg 🙂
Takim autobusem „ogórkiem”, w takie zimy sołtys dojeżdżał do szkoły 🙂



Kolejna partia tabliczek dotarła. Kto następny?

Już są kolejne zamówione (identyczne) tabliczki z numerem posesji do montażu na płocie.
Od dziś będę sukcesywnie dostarczał do zamawiających.
Może tym samym wzorem sąsiada, sąsiadki ktoś jeszcze zamówi?
Dodam, że nie musicie Państwo być zameldowani w Czarnowcu!
Można zwrócić się do UG w Rzekuniu o nadanie numeru posesji i już kurierzy czy dostawcy pizzy będą dokładnie wiedzieć gdzie dostarczyć towar – bez zbędnego błądzenia 🙂
ZAPRASZAM!

Zachęcam mieszkańców Czarnowca do wykonania i zawieszenia na furtkach swoich ogrodzeń identycznych tabliczek z numerem posesji. Tabliczki (wzór na zdjęciu) można zamówić u sołtysa. Koszt tabliczki 21x30cm to 25zł. Wystarczy SMS o treści np: „ul. Polska 123” na numer 533 613 913

Zdarza się, że pogotowie, straż pożarna, policja lub kurier szuka posesji przez kilka bądź kilkanaście minut ponieważ właściciel czy administrator nie dopełnił obowiązku umieszczenia numeru.

W przypadku ratowania życia i zdrowia ludzkiego każda minuta ma ogromne znaczenie.

Prawidłowe i widoczne oznakowanie posesji jest sprawą bardzo istotną dla bezpieczeństwa mieszkańców. Zdarza się, że wezwane na pomoc służby ratunkowe błądzą bezskutecznie szukając konkretnego adresu. W ten sposób tracone są sekundy i minuty, które mogą uratować komuś życie.

W obowiązku właściciela lub zarządcy pozostaje zadbanie, aby tabliczka z ustalonym numerem porządkowym wraz z nazwą ulicy zawieszona została w widocznym miejscu. Najlepiej jest umieścić numer posesji na ogrodzeniu.

Oznaczenie posesji nieruchomości zawarte jest w ustawie z dnia 17 maja 1989r. Prawo geodezyjne i kartograficzne art. 47b, który mówi że: właściciele nieruchomości zabudowanych lub inne podmioty uwidocznione w ewidencji gruntów i budynków, które takimi nieruchomościami władają, mają obowiązek umieszczenia w widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym w terminie 30 dni od dnia otrzymania zawiadomienia o ustaleniu tego numeru. Na tabliczce tej oprócz numeru porządkowego zamieszcza się również nazwę ulicy lub placu, a w miejscowościach bez ulic lub placów albo posiadających ulice i place bez nazw – nazwę miejscowości. W przypadku zaś, gdy budynek położony jest w głębi ogrodzonej nieruchomości, tabliczkę z numerem porządkowym umieszcza się również na ogrodzeniu.

Niedopełnienie obowiązku umieszczania w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości uregulowany jest w ustawie z dnia 20 maja 1971r. art. 64§ 1 i § 2 ( Kodeks wykroczeń)

Art. 64. § 1. Kto, będąc właścicielem, administratorem, dozorcą lub użytkownikiem nieruchomości, nie dopełnia obowiązku umieszczenia w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Marek Karczewski
Sołtys




C-19 odwołuje III MC w TS

Pandemia koronawirusa Covid-19 odwołuje (przekłada) III Mistrzostwa Czarnowca w Tenisie Stołowym na styczeń 2021!
To kiedy odbędzie się trzecia edycja mistrzostw zależne będzie od rozwoju sytuacji epidemicznej.
Zawody wstępnie planowane były na niedzielę 13 grudnia 2020r.

Wielu z Was już się szykowało, już kupowało nowy sprzęt do gry, już liczyło na kolejny tytuł …
Niestety w 2020r. nie odbędzie się turniej, a z formą trzeba poczekać co najmniej do stycznia 🙂

Przypominam kto dłużej będzie miał zaszczyt nosić tytuł MISTRZA CZARNOWCA W TENISIE STOŁOWYM:
Mistrz 2019 – Karol Dzwonkowski – Leśna
Wicemistrz 2019 – Mariusz Gawrysiak – Działkowa
II Wicemistrz 2019 – Zenon Dzwonkowski – Leśna
Mistrzyni 2019 – Paulina Mierzejewska – Leśna
Wicemistrzyni 2019 – Iwona Waszczak – Sosnowa
II Wicemistrzyni 2019 – Bogumiła Dzwonkowska – Leśna
w roku 2018 tytuły zdobyli:
Mistrz 2018 – Karol Dzwonkowski – Leśna
Wicemistrz 2018 – Zenon Dzwonkowski – Leśna
II Wicemistrz 2018 – Paweł Bacławski – Leśna
Mistrzyni 2018 – Paulina Mierzejewska – Leśna
Wicemistrzyni 2018 – Iwona Waszczak – Sosnowa
II Wicemistrzyni 2018 – Sylwia Wojsz – radna

Tymczasem czekamy na rozwój sytuacji i dla poprawienia nastroju czytamy o ubiegłorocznych mistrzostwach.

Marek Karczewski – Sołtys




Krzyż nie jako prima aprilis

Krzyż nie jako prima aprilis
W nocy z niedzieli na poniedziałek, dnia 1 kwietnia 2019r. mieszkaniec wsi Zapieczne jadący od strony Daniszewa nie dostosował prędkości do panujących warunków drogowych i w związku z tym wylądował swoim autem niemieckiego producenta na przydrożnym krzyżu. Zdarzenie miało miejsce u zbiegu ulic Słonecznej i Leszczynowej.
Następnego dnia rano po oględzinach zniszczonego krzyża okazało się, że nieuszkodzony został tylko kamień, na którym posadowiono metalowy krzyż.
Ogrodzenie, które w latach 80-tych XX wieku wykonał w czynie społecznym Pan Lesław Kupis z Czarnowca zostało doszczętnie zniszczone.
Tego samego dnia otrzymałem dokumenty z Komendy Miejskiej Policji w Ostrołęce o przebiegu zdarzenia.
Sprawę skierowałem do Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeń ERGO – ubezpieczyciela pojazdu sprawcy.
Pierwsze informacje jakie dotarły z ERGO to deklaracja wypłaty w wysokości 300zł! za uznaną szkodę.

Podczas wolnych wniosków na jednej z Sesji Rady Gminy Rzekuń zadałem pytanie władzom gminy czy Gmina posiada środki prawne do udzielenia nam pomocy jako społeczności wsi przy odbudowie krzyża. Gmina nie ma możliwości finansowania takich inwestycji – usłyszałem.

Skierowaliśmy razem z Panem Czesławem Żebrowskim zapytanie do trzech kowali/ślusarzy, którzy wykonają naprawę za 300zł – odpowiedzi mogą sobie Państwo udzielić sami – co powiedzieli kowale 🙂
Ponownie kierowaliśmy z Panem Żebrowskim zapytania do kowali, za jaką kwotę wykonają naprawę/remont.
Odpowiedzi były rozbieżne. Od 6 do 10 tys zł.
Lokalny ślusarz (nie z Czarnowca!) nawet zaprezentował mi już gotowe ogrodzenie, jednak do transakcji nie doszło, bo nie odbierał telefonów 🙁
Czesław Żebrowski i ja szukaliśmy kolejnego wykonawcę, na próżno. Za oferowane pieniądze przez ubezpieczyciela nie było chętnych do pracy.
W tym czasie dobrzy ludzie z Gminy Rzekuń podrzucili nam dwie wywrotki żwiru aby podnieść teren, bo na dotychczasowej niskiej łące krzyża tam stojącego widać byłoby tylko wierzchołek. Powiat ostrołęcki przebudował, poszerzył i podniósł drogę powiatową (ul. Słoneczną) i dlatego krzyż trzeba było również podnieść.

Z powodu posadowienia krzyża możliwe, że 100 lat temu na gruncie prywatnym stał on tam i nikomu nie wadził. Jednak w obecnej chwili, po przewróceniu i przesunięciu kamienia należało zapytać o zgodę właściciela gruntu czy wyraża nadal dobrą wolę aby krzyż ustawić w tym samym miejscu.
W tym celu zaprosiłem Pana Romana Stepnowskiego, właściciela łąki aby ocenił sytuację i wypowiedział się o ewentualnych zmianach.
Pan Stepnowski wykazał dobrą wolę i pozwolił na postawienie kamienia w tym samym miejscu co przed wypadkiem.
Już po sobotnim, rannym oporządku w gospodarstwie Żebrowskich umówiony byłem z Nimi na „akcję” budowlano-inżynieryjną 🙂 1 lutego 2020r. z rana rodzina Państwa Żebrowskich (Czesław i syn Jarosław) pod moim okiem i okiem aparatu fotograficznego ustawiliśmy kamień w pionie, tak przynajmniej nam się wydawało, bo kamień pionu nie chciał trzymać. Przyczyną komplikacji ustawienia kamienia było zapewne to, że ani ja ani Żebrowscy nie posiadamy doświadczenia budowlanego ani tym bardziej inżynierki budowlanej. Oni rolnicy, ja menedżer od organizacji sportu 🙂
Po kilku próbach i poprawkach kamień stanął na swoim miejscu.

Również w lutym otrzymaliśmy kosztorys i ostateczną zgodę na pokrycie kosztów remontu, na kwotę 4800zł brutto.
Wykonania zadania podjął się:
ZUHP Jerzy Adam Małkowski, 07-410 Ostrołęka ul Targowa 15
Podjął się… i pandemia spowodowana koronawirusem C-19, zamknęła zakład.
Ale mieliśmy nadzieję z Czesławem Żebrowskim, że uda się dobrnąć do końca. Dzwoniliśmy do kowala na zmianę, chyba co 2 tygodnie z ponaglaniem. Oczekiwanie było dość długie…

W środę 5 sierpnia 2020r. stanęło nowe ogrodzenie, a na kamieniu zamontowano nowy krzyż.
W piątek 11 września 2020r. ukończono układanie kostki betonowej.

W tym czasie do Czarnowca, na posesję po Państwu Stepnowskich sprowadzili się Państwo Grażyna i Kazimierz Gawryś. To oni zajęli się wystrojem i pielęgnacją otoczenia wokół krzyża.

Zaraz po wykonaniu podłoża udałem się do potencjalnego sponsora donic marmurowych – mieszkańca Czarnowca Pana Bogdana Piasty. Nie odmówił i obiecał, że „będziesz miał takie jakie chcesz”. Znakomita postawa kamieniarza, który zaproponował wykonanie i ustawienie pięknych donic za 0,0zł brutto 🙂
Wiadomo, że przed dniem Wszystkich Świętych dnia 1 listopada nikt nie oczekuje cudów, że nasze donice już staną, czekaliśmy cierpliwie do wtorku 8 grudnia 2020r.
Donice stanęły przytwierdzone do podłoża przez pracowników Granity-Kamieniarstwo PIASTA, a na dodatek (niespodzianka) Pan Bogdan wykonał super kamienne przykrywki na zimę aby lód nie rozsadził ścianek wartościowych doniczek.
Na wiosnę zobaczymy w nich zieleń 🙂

Muszę również dodać, że w czasie tych wszystkich prac wpłynęło doniesienie do lokalnej prasy od mieszkańca Czarnowca, że „sołtys nic nie robi z krzyżem”. Mieszkańca, który obok krzyża zapewne codziennie przechodzi lub przechodził/przejeżdżał.
Natomiast przy pracach uczestniczyli wyłącznie Żebrowscy i Gawrysie, ja pilnowałem spraw formalnych i jeździłem na miejsce gdy tylko „coś się działo”. Wspomnę również niekorzystne komentarze na jednym z portali ostrołęckich o braku dbałości o krzyż, a raczej o braku krzyża, gdy w najlepsze krzyż już stał 🙂 Zamiast krytykować miał już możliwość się przy nim modlić.
Jako sołtys nadal nie mam prawa czuć się właścicielem krzyży czy kapliczek ustawionych na terenie sołectwa, bo one są własnością lokalnej społeczności – tych mieszkańców, którzy najbliżej nich zamieszkują. Są ogólnodostępne, bądź na prywatnych działkach (ogrodzone). Te krzyże czy kapliczki przydrożne mieszkańcy Czarnowca stawiali w XIX i XX wieku na rogatkach wsi aby najbliżsi mieszkańcy mieli się gdzie pożegnać po śmierci ze swoją wsią i sąsiadami przed odprowadzeniem ciała do kościoła i na cmentarz.
Obecnie zauważamy zanikanie tej wielowiekowej tradycji lecz krzyże pozostały nadal we władaniu najbliższych mieszkańców – nie Sołtysa, nie Wójta, nie Gminy!
Z przyjemnością zaangażuję się w remont czy ustawienie kolejnego krzyża w sołectwie jeśli tylko będzie taka wola mieszkańców lecz na własność ich żaden dotychczasowy sołtys nie przejmował i ja również nie mam ani zamiaru ani prawa tego robić.
Te krzyże, kapliczki są Wasze – mieszkańców.

Ostatnim „etapem” jaki planujemy przeprowadzić to poświęcenie przez kapłana tego nowego krzyża w najbliższych dniach.
O terminie przybycia księdza będziemy na bieżąco informować.

Z tego miejsca dziękuję serdecznie za zaangażowanie podczas odbudowy:
Czesław Żebrowski – Słoneczna,
Jarosław Żebrowski – Słoneczna,
Grażyna Gawryś – Leszczynowa,
Kazimierz Gawryś – Leszczynowa,
Bogdan Piasta – Sosnowa.

Marek Karczewski
Sołtys

WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII NA FB
Krzyże i kapliczki czarnowieckie można zlokalizować na MAPA CZARNOWCA.

2019.04.01
2020.02.01
2020.12.08



Kontrole umów śmieciowych!

Kontrole deklaracji śmieciowych!
Gmina Rzekuń przypomina.
Może ktoś zapomniał, może ktoś gdzieś dokument zawieruszył.
Może jednak lepiej złożyć deklarację niż płacić z odsetkami?
W bardzo prosty sposób każdy urzędnik oceni jak długo zamieszkujemy i ile potencjalnie wyprodukowaliśmy śmieci.
Wystarczy wprowadzić się do domu, odkręcić wodę, korzystać ze ścieków, prądu i gazu. Za te media są wystawiane rachunki przez rok, dwa, trzy, a za śmieci z tego okresu rachunków brak.
Czy w tym okresie nie produkujemy śmieci?
Gmina przypomina!
Proszę o potraktowanie sprawy jako pilna!
Marek Karczewski Sołtys
ps. mam jednak nadzieję, że tą wyrywkowo kontrolowaną miejscowością nie był Czarnowiec 🙂

Szanowni Państwo,
uprzejmie informujemy, iż od 14 grudnia 2020r. pracownicy Urzędu Gminy przeprowadzają kontrole złożonych przez mieszkańców deklaracji o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi nieruchomości. Kontrole dotyczą nieruchomości:

  • przed którymi wystawione są worki z odpadami, a których właściciele nie złożyli deklaracji,
  • których właściciele nie wystawiają odpadów, a zamieszkują daną posesję.

W wyniku dotychczas przeprowadzonych wyrywkowych kontroli stwierdzono, że na terenie Gminy Rzekuń znajdują się mieszkańcy, którzy nie złożyli deklaracji, tym samym nie płacą za śmieci, a wystawiają worki i pojemniki. Takie działanie powoduje, że płacą za nich pozostali mieszkańcy. Obowiązkowych pierwszych deklaracji nie złożyło ok. 30 zobowiązanych właścicieli w losowo wybranych miejscowościach. Kontrole będą prowadzone nadal.

System gospodarowania odpadami komunalnymi zorganizowany przez gminę powinien się samofinansować, co przekłada się na obowiązek ustalania wysokości ponoszonych przez mieszkańców gminy opłat na poziomie zabezpieczającym pokrycie kosztów funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Warto pamiętać, że koszty, które nie bilansują się – obciążają pozostałych mieszkańców, którzy złożyli deklaracje o odpadach.

Wobec właścicieli nieruchomości, którzy nie złożyli deklaracji o odpadach prowadzone będzie postępowanie administracyjne.

W świetle przepisów art. 6m ust. 1 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach właściciel nieruchomości jest obowiązany złożyć do wójta deklarację o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi w terminie 14 dni od dnia zamieszkania na danej nieruchomości pierwszego mieszkańca lub powstania na danej nieruchomości odpadów komunalnych.

W przypadku nie dopełnienia tego obowiązku zgodnie z art. 6o ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach w razie niezłożenia deklaracji wójt określa w drodze decyzji wysokość opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, biorąc pod uwagę uzasadnione szacunki, w tym średnią ilość odpadów komunalnych powstających na nieruchomościach o podobnym charakterze.
Czytamy na stronie Rzekun.pl




Na zasypanie rowu na działce potrzebne pozwolenie wodnoprawne!

Spacerowicze, którzy odwiedzają różne rejony Czarnowca natknęli się na prace podczas zasypywania rowu i zapytali czy aby na pewno można zasypać taki rów melioracyjny?

Jeśli na twojej działce jest rów, to prawdopodobnie jest on tam niezbędny. Zasypując go bez pozwolenia narażasz się na poważne kłopoty finansowe, karne i administracyjne.

Rów na działce jest urządzeniem wodnym, o którym mówi art. 9 ust. 1 pkt 19 ustawy Prawo wodne. Takie urządzenia pozwalają utrzymać odpowiedni stan wody na gruntach, a ich likwidacja lub niewłaściwe utrzymanie może naruszyć stosunki wodne na danym terenie i skutkować szkodami związanymi z zalaniem okolicznych działek. Dlatego na ewentualne zasypanie rowu należy uzyskać tzw. pozwolenie wodnoprawne.

Czyść i nic nie zmieniaj

Właściciel gruntu jest także właścicielem wód stojących na tym gruncie (także tych pod ziemią) oraz wód w rowach znajdujących się w granicach jego posesji (art. 12 ust. 1  prawa wodnego). Może z nich korzystać np. wykopując studnię lub staw, ale tak, by nie szkodziło to stosunkom wodnym w okolicy. Ma obowiązek utrzymywać dobry stan wód i regulować go stosownie do możliwości wynikających ze znajdujących się na nich urządzeń wodnych oraz warunków hydrologicznych. Co do zasady nie może zmieniać stanu wody na gruncie, a zwłaszcza kierunku odpływu znajdującej się na jego gruncie wody opadowej, ani kierunku odpływu ze źródeł – ze szkodą dla gruntów sąsiednich. Nie może także odprowadzać wód oraz ścieków na grunty sąsiednie. Co więcej – ciąży na nim obowiązek usunięcia przeszkód oraz zmian w odpływie wody szkodliwych dla sąsiadów, choćby powstały na jego gruncie wskutek przypadku lub działania osób trzecich.

Koszty samowolki

Zaniedbania obowiązku należytego utrzymywania urządzenia wodnego może być brzemienne w skutki. Jeśli spowoduje zmianę  funkcji urządzenia lub szkodliwe oddziaływanie na grunty, organ właściwy do wydania pozwolenia wodnoprawnego może, w drodze decyzji, nakazać przywrócenie poprzedniej funkcji urządzenia wodnego lub likwidację szkód, określając warunki i termin wykonania tych czynności (art. 64 b prawa wodnego). Nie trzeba dodawać, z jakimi kosztami dla właściciela nieruchomości może się wiązać wykonanie takiej decyzji. Równie wysokie mogą być koszty przywrócenia poprzedniego stanu wody na gruncie np. po samowolnej likwidacji , przebudowie, rozbudowie lub przeniesieniu. Wójt (burmistrz lub prezydent miasta) mogą też nakazać wykonanie urządzeń zapobiegających szkodom. Za szkody spowodowane zalaniem sąsiednich nieruchomości właściciel ponosi też odpowiedzialność odszkodowawczą na ogólnych zasadach określonych w art. 415 kodeksu cywilnego. Właściciel gruntu, który wbrew obowiązkowi nie utrzymuje w należytym stanie wód lub urządzeń wodnych czy też zmienia stan wód na gruncie, musi liczyć się z karą grzywny. Natomiast wykonanie urządzenia wodnego, jego likwidacja lub przebudowa bez pozwolenia wodnoprawnego jest wykroczeniem, za które grozi kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (art. 192 prawa wodnego). Co zatem zrobić, żeby pozbyć się rowów i być w zgodzie z przepisami?

Jak zdobyć pozwolenie wodnoprawne?

Zarówno likwidacja rowu jak i jego budowa, odbudowa, rozbudowa, przebudowa czy przesunięcie wymagają uzyskania pozwolenia wodnoprawnego (art.9 ust. 2 pkt 2 prawa wodnego). Wniosek w tej sprawie zwykle kieruje się do starosty lub prezydenta miasta na prawach powiatu. Należy dołączyć operat wodnoprawny, którego wykonaniem zajmują się wyspecjalizowane firmy.

W dniu zgłoszenia przez spacerowiczów nie było informacji (dokumentów) o zasypaniu rowu w Gminie Rzekuń.
Do sprawy powrócimy.

/SC/

Właśnie dowiedzieliśmy się ze strony BIP Urzędu Gminy w Rzekuniu, że wszczęto postępowanie administracyjne w sprawie. DOKUMENT Z BIP.




Na ul.Lazurowej, Błękitnej, Szafirowej działa kanalizacja.

Na ul.Lazurowej, Błękitnej, Szafirowej działa już kanalizacja. O budowie pisaliśmy tu.
W poniedziałek 30 listopada 2020r. dyrekcja Ostrołęckiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podpisała wymagane dokumenty techniczne.
Od dziś właściciele w.w. ulic mogą składać w OPWiK wnioski o uzyskanie warunków technicznych przyłączy.

Jeszcze do dnia 31.12.2020r. umowy na odbiór ścieków będą podpisane przez OPWiK w Ostrołęce, natomiast od 1 stycznia 2021r. obowiązek zawarcia umów z wszystkimi mieszkańcami Gminy Rzekuń spadnie na lokalny samorząd.
OPWiK w Ostrołęce wypowiedział wszystkim mieszkańcom z dniem 31 grudnia 2020r. umowy na odbiór ścieków.
Na pewno nie ma zagrożenia, że mieszkańcy gminy Rzekuń zostaną bez wody i z nieodprowadzonymi ściekami – świadczenia te gwarantowane są przepisami prawa. Gminy z miastem ustalają nowe zasady i sposób realizowania obu usług. Gminy zapewne w części wezmą nowe obowiązki na siebie i np. będą dostarczać wodę z własnych ujęć. Istnieje też możliwość, że na skutek decyzji miasta gminy będą dążyć do pełnej autonomii w zakresie dostaw wody i odbioru ścieków.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie z siedzibą w Warszawie, Zarząd Zlewni w Ostrołęce ul. Poznańska 19, zalecają Gminie utrzymanie stawek za odbiór ścieków na dotychczasowym poziomie.

Od Nowego Roku faktury za ilość odprowadzonych ścieków będziemy otrzymywać z Gminy Rzekuń.
Do tematu będziemy powracać.

MK




Ppor. Stefan Sakowski

STEFAN SAKOWSKI ur. 17.02.1921r. Poległ dn. 18.04.1945r.

Podporucznik 29 Pułku Piechoty, 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty urodzony i wychowany w Czarnowcu, gmina Rzekuń, powiat ostrołęcki. Syn Anastazji i Bolesława Sakowskich.
Publikacja w trakcie opracowania …




W poniedziałek 30 listopada odbiorą gabaryty!

W poniedziałek 30 listopada 2020r. odbiorą:
GABARYTY;
ELEKTROŚMIECI
.
Wystawiamy przed posesję śmieci typu:
tapczany, komody, żyrandole, fotele, krzesła, kredensy – meble
monitory, telewizory, pralki, lodówki – elektrośmieci

Zbiórka odpadów wielkogabarytowych i elektrośmieci jest prowadzona w Gminie Rzekuń dwa razy do roku by umożliwić właścicielom nieruchomości pozbycia się odpadów, których gabaryty nie pozwalają na włożenie ich do pojemników lub są to odpady niebezpieczne i nie można ich wrzucić do pojemnika na odpady komunalne.

  • Jakie odpady można
    wystawiać w dniu odbioru odpadów gabarytowych i elektrośmieci?

  • W jaki sposób
    należy je przygotować?

  • Jaką ilość
    odpadów można przekazać?

W związku z tym, każdy właściciel nieruchomości, który chce się pozbyć takich odpadów powinien wystawić je przed nieruchomość, tak aby operator mógł te odpady zabrać. Koniecznym jest, by dojazd do tych miejsc był swobodny, aby pracownicy firm mogli podjechać samochodem bezpośrednio do miejsca, gdzie złożone są odpady.

Odpady wielkogabarytowe i elektrośmieci
(m.in. pralki, lodówki, tapczany, telewizory, wersalki, opony,
meble, ramy okienne, drzwi, komputery, monitory, drukarki) wystawiane
są bez umieszczania ich w workach; natomiast pozostałe należy
posegregować wg następujących grup tj.:

  1. chemikalia, w tym farby, rozpuszczalniki, oleje odpadowe,
  2. zużyte baterie i akumulatory, drobny zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny w tym wszelkiego rodzaju lampy żarowe, halogenowe, świetlówki,
  3. inny sprzęt będący na wyposażeniu gospodarstw domowych,
  4. odpady budowlano-remontowe i rozbiórkowe.
  5. opakowania po środkach ochrony roślin i nawozach, należy wkładać do przeźroczystych worków, tak by możliwa była identyfikacja ich zawartości.
  6. NIE WYSTAWIAMY ETERNITU! – wnioski na odbiór eternitu składamy w UG!

Odbiór w poniedziałek 30 listopada 2020r.

Osoby, które mają chęć oddać sprawne rzeczy mogą je dostarczyć na plac Świetlicy Wiejskiej przy ul. Dzikiej Róży 2 gdzie od czwartku do poniedziałku trwa:

czarnowiecki czarny czwartek (ccc)” – WYSTAWKA.

Wiele osób już skorzystało.
Wystawiono sprawne rzeczy, którymi ucieszyła się niejedna osoba.
Gratis wzięto już z wystawki: rowery, lampy, radio, monitor, drukarkę, wózki dziecięce, zabawki, fotelik do samochodu, fotele i wiele innych sprawnych rzeczy.
Na placu stoją jeszcze: meble, drukarki, monitory, odkurzacze, wózki dziecięce, i wiele innych rzeczy do wzięcia.
Zapraszamy!




Liczy się pomysł!

Liczy się pomysł! 🙂
Co jakiś czas przypominam Państwu o obowiązku posiadania oznaczenia swojej posesji czytelnym numerem.
Wynika to z ustawy – pisaliśmy o tym tu.
Można z całą stanowczością powiedzieć, że w naszej wiosce jest naprawdę nieźle.
Są jednak jeszcze braki.
Zachęcam do zamawiania takich tabliczek jak na przedstawionym zdjęciu. Można o tym przeczytać tu.

Gmina Rzekuń i Zakład Obsługi Gminy postarały się o estetyczne i bardzo czytelne oznaczenia z nazwami ulic.
Do dziś (26.11.2020r.) ZOG zainstalował na sześciu ulicach nowe oznaczenia, a kolejne najprawdopodobniej będą ustawione już w 2021r.
Nowe tablice stoją już przy ulicach: Leszczynowej, Polnej, Słonecznej, Złotej, Łącznej, Nad Stawem, Szafirowej. Do oznaczenia pozostało jeszcze na obecną chwilę 30 ulic. WYKAZ ULIC CZARNOWCA.
Zachęcam również do śledzenia zmian na mapie naszego sołectwa.

Dodam również, że ustawiono cztery tablice przy ul. Jodłowej jednak jest to informacja mylna dla wszystkich służb, bo na tabliczkach wpisano „Tobolice”. W Czarnowcu przy tej ulicy zameldowanych jest wiele osób natomiast w Tobolicach nikt! Błąd zgłosiłem odpowiednim służbom aby jak najszybciej powieszono tabliczki z nazwą „Ul. Jodłowa Czarnowiec | Tobolice” gdyż jest to ulica graniczna pomiędzy naszymi miejscowościami.

Dziękujemy serdecznie władzom gminy za poprawę estetyki na każdym skrzyżowaniu.

A tak na marginesie. Czy ktoś rozpoznaje to miejsce ze zdjęcia?

Pozdrawiam
Marek Karczewski
Sołtys




czarnowiecki czarny czwartek (ccc) – wystawka.

czarnowiecki czarny czwartek (ccc) – wystawka.

DLA MIESZKAŃCÓW CZARNOWCA!
Masz coś niepotrzebnego, co Ci się znudziło i zamierzasz wyrzucić to do śmietnika w najbliższy poniedziałek 30 listopada 2020r.?
A może szkoda wyrzucać do śmieciarki?
Może ktoś jeszcze z tego skorzysta?
– znudził Ci się telewizor i chcesz go oddać,
– stary ale sprawny fotel komputerowy ma niewłaściwy kolor do nowego wystroju – Twojego pokoju,
– Twoje dziecko wyrosło z fotelika samochodowego,
– Twoje dzieci nie chcą już bawić się koniem na biegunach, czy klockami lego,
– zmieniłeś ulubioną dyscyplinę i Twój rower zawala miejsce w garażu – nie masz gdzie wstawić motorówki,
Może jeszcze inne rzeczy są w znakomitym stanie – są sprawne i ktoś mógłby z tego skorzystać?

Odbiór GABARYTÓW i ELEKTROŚMIECI w Czarnowcu odbędzie się w poniedziałek 30 listopada b.r. Jeśli chcesz oddać za darmo na tzw. „wystawce” swoje sprawne rzeczy to przynieś je pod świetlicę Wiejską w Czarnowcu przy ul. Dzikiej Róży 2 już od czwartku 26 listopada. Osoby, które postanowią wziąć bezpłatnie daną rzecz będą mogły w jednym miejscu obejrzeć i ocenić co im się jeszcze przyda i otrzyma drugie życie w innym gospodarstwie.
W przypadku wystawienia gabarytów i elektrośmieci przed posesję dla wielu osób może sprawiać trudność w odnalezieniu podczas poszukiwań po całej wiosce.
Na placu pod świetlicą rzeczy wystawione do odbioru będą stały do poniedziałku 30.11.2020r., do czasu odbioru przez MPK z Ostrowi Mazowieckiej.
Do tego czasu można je sobie po prostu wziąć!

UWAGA!
Prosimy nie przywozić przed świetlicę „śmieci” czyli:
– opon;
– połamanych mebli;
– dziurawych dywanów;
– potłuczonej zastawy czy przepalonych garnków

itp.!

Plac przy świetlicy będzie dostępny już od czwartku 26.11.2020, od godz. 9:00 do poniedziałku 30.11.2020, do godz przyjazdu śmieciarki.
Gabaryty i elektrośmieci z przed posesji będą odebrane jak dotychczas.

Dziękujemy kierownictwu ZGK w Ostrowi Mazowieckiej za pomoc w organizacji WYSTAWKI 🙂

/SC/




Mapa Czarnowca już jest!

Mapa Czarnowca już jest!
Wielu mieszkańców Czarnowca oraz goście, którzy Czarnowiec odwiedzają błądzą bądź nie wiedzą co w naszej miejscowości można zobaczyć.
Wielu kreatywnych mieszkańców postanawia pomóc nam wszystkim angażując się w sprawy sołectwa i w ten oto sposób powstała MAPA CZARNOWCA. Znajdziecie ją Państwo na naszej stronie w menu „CZARNOWIEC/MAPA CZARNOWCA”. Widać ją będzie również na każdej podstronie, na dole. Na mapie można zaznaczać (włączać/wyłączać) interesujące nas warstwy. Dostęp do tej opcji jest w lewym górnym rogu.
Mapa nie jest jeszcze w 100% uzupełniona ale będziemy nad tym pracować aby każde ważne miejsce na niej się znalazło.

Twórcą mapy jest Pan Artur Krzynówek z ul. Dębowej.
Pan Artur ma jeszcze wiele pomysłów aby wykorzystać obecne możliwości techniki i technologii XXI Wieku 🙂
Przypominam również, że Pan Artur wraz z kolegą z Różana napisał dla nas aplikację KIEDY ŚMIECI. Pisaliśmy o tym tu.
Jeśli ktoś z Państwa nie pobrał jej jeszcze to bardzo zachęcam – już nigdy nie zapomnicie wystawić śmieci.

Zapraszam do korzystania z mapy oraz proszę o sugestie jakie miejsca jeszcze zaznaczyć.

Pozdrawiam
Marek Karczewski
Sołtys




Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów

Ciekawostka historyczna o Czarnowcu, w której niewiadomych jest co najmniej tyle, co danych. Uwagi i poprawki mile widziane.
Poniższe dokumenty do tłumaczenia dostarczył sołtysowi Markowi Karczewskiemu, w maju 2020r. Pan Jacek Czaplicki z Ostrołęki, który przywraca pamięć okolicznym cmentarzom z okresu Wielkiej Wojny.
Jego profil z dokumentacją fotograficzną i video znajduje się tu: ROWEREM WOKÓŁ OSTROŁĘKI
Dziękujemy Panu Jackowi za „zdobycie” tych starych dokumentów.

W Archiwum Państwowym w Białymstoku znajdują się dokumenty administracji carskiej z XIX wieku. 6 października 1977 roku operator pracowni mikrofilmowej Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie Halina Olszak sporządziła z nich mikrofilmy. Dokumenty te – z dziewiętnastowiecznego rosyjskiego na polski – przełożył nam Pan Michaił Barkowski, znakomity tłumacz i niezawodny Kolega, prowadzący na Facebooku świetny profil @niestrasznyrosyjski. Za co serdecznie dziękujemy. Bo to kawał dobrej roboty był.

Wątpliwości Tłumacza rozstrzygaliśmy własnym rozumem. Jeżeli ktokolwiek oglądając kopie akt, stwierdzi że jakieś rozstrzygnięcie było nietrafne bądź niesłuszne, reklamację pokornie przyjmiemy.Najogólniej rzecz biorąc, załączone tu archiwalia, zawierają dokumentację opisującą własność gospodarstw pól i lasów w Czarnowcu po uwłaszczeniu chłopów w Królestwie Polskim przez cara Aleksandra II w 1864 roku. Gdyby chcieć to jakoś odnieść do współczesności, to co do metody i skutków przypomina to trochę Powszechny Spis Rolny (w tym roku trwa kolejny spis). Jednak jego przyczyny, przesłanki i państwo przeprowadzające były zupełnie inne. Własność ziem na polskiej wsi w XIX wieku to bardzo skomplikowane zagadnienie.

W bardzo wielkim, być może zbyt wielkim, uproszczeniu można powiedzieć, że przed uwłaszczeniem chłopi posiadali niewielkie kawałki ziemi, ale nie byli ich właścicielami. Własność należała do szlachty. Chłopi za możliwość posiadania swych gospodarstw odrabiali pańszczyznę lub płacili czynsz (w pracy, w naturze, w gotówce). Posiadanie a własność to były (i są zresztą do dziś) dwa różne tytuły prawne do nieruchomości. Ruchomości takoż. Żeby zyskać poparcie chłopów dla powstania styczniowego polski Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 r. ogłosił, że chłopi stają się właścicielami swoich gospodarstw bez konieczności wykupywania się od właścicieli ziemskich. Mniej więcej miesiąc przed upadkiem powstania, 2 marca (19 lutego w obowiązującym w Rosji kalendarzu juliańskim) car wydał ukaz, w którym uwłaszczał chłopów na tych samych zasadach, co rząd powstańczy. W ten sposób osiągnął polityczny cel.

I znowu w dużym uproszczeniu… pokazał chłopom: zobaczcie, macie od rosyjskiej administracji to samo co od powstańczego rządu. Jednocześnie, jak ujmuje to część polskich historyków, car wbił w ten sposób klin między dwory a wsie. Uwłaszczenie na prawie carskim musiało generować konflikty, a – jak wiadomo nie od dziś – skonfliktowane społeczeństwo jest mniej skłonne do buntowania się przeciw władzy. Chłopi stali się więc właścicielami swoich zabudowań i pól. Zamiast czynszu do dziedzica mieli wnosić podatek gruntowy do skarbu. Właściciele ziemscy mieli prawo do odszkodowania od państwa za utracone grunty rolne. Pastwiska oraz lasy formalnie pozostały własnością ziemian, ale chłopi mieli prawo paść na nich swe zwierzęta i pozyskiwać z lasu opał oraz drewno budowlane. Żeby zapobiec rabunkowej gospodarce w lasach, lokalni urzędnicy rosyjskiej administracji mieli ustalać ile i jakiego drewna chłopi mogą pozyskać z dworskich lasów. Ziemi nie dostali chłopi bezrolni i robotnicy folwarczni, no bo przecież przed uwłaszczeniem jej nie posiadali. Mieli dostać ją z gruntów państwowych, bezpańskich albo opuszczonych. Niestety gruntów takich było mniej niż chętnych. W drugiej połowie XIX wieku tworzyli więc półmilionową rzeszę tzw. wolnych najmitów. Wolnych od jakiejkolwiek własności, a najmujących się do prac w folwarkach i z tego żyjących. Do wolnych najmitów zaliczali się również chłopscy bankruci, którzy z powodu nieurodzajów, klęsk żywiołowych nie byli w stanie płacić wygórowanych podatków i tracili w ten sposób swoje gospodarstwa (patrz „Wolny najmita” Marii Konopnickiej).

Któż więc gospodarował na Czarnowcu po uwłaszczeniu na mocy ukazu z 1864 roku. Pokazuje to tabela w załączonych dokumentach. Figurują w niej następujący gospodarze, których nazwiska zapisano cyrylicą i przypisano im rosyjskie odpowiedniki polskich imion. Polskie imiona podajemy w nawiasach. Poniższe zestawienie może zawierać niewielkie błędy i odstępstwa, a także braki, wynikające z tego, że po pierwsze w XIX wieku w rosyjskim występowały niektóre litery, których nie ma we współczesnym rosyjskim alfabecie. Po drugie, odręczne pismo urzędnika sporządzającego protokoły i tabele jest miejscami zwyczajnie nieczytelne.

1. Dribnica Iwan (Jan Dribnica/Drybnica/Drobnica)
2. Kowalczyk Michaił (Michał)
3. Ambroziak Wikentij (Wincenty)
4. Lewicki Stepan (Stefan)
5. Laskowski Osip (Józef)
6. Chludziński Paulin
7. Wasilewski Francisk (Franciszek)
8. Stefaniak Andriej (Andrzej)
9. Lis Foma (Tomasz)
10. Tymuś Marcin
11. Słowikowski Francisk (Franciszek)
12. Złotkowski Samuel
13. Malinowski Foma (Tomasz)
14. Lis Szymon
15. Lis Iwan (Jan)
16. Iłonak lub Iłosznak (nieczytelne nazwisko) Walenty
17. Kruk Piotr.

W kolejnych kolumnach tabeli znajdują się wyrażone w morgach i prętach (rosyjskie odpowiedniki polskich liter M i P w główkach tabeli) powierzchnie poszczególnych rodzajów użytków.
Od lewej:
* budynek mieszkalny z ogródkiem lub bez ogródka
* grunty orne
* łąki
* pastwiska
* nieużytki
* razem.
Ostatnie dwie kolumny tabeli to wyrażony w rublach i kopiejkach „rozmiar zniesionej powinności podlegającej wynagrodzeniu od Rządu na mocy art. 14-26 Ukazu o Komisji Likwidacyjnej”. Tu pojawia się nowe pojęcie – „Komisja Likwidacyjna”. Wyjaśnijmy więc, że był to organ administracji carskiej na ziemiach zaboru rosyjskiego mający operacyjnie przeprowadzić uwłaszczenie – nadać nowe tytuły własności, porachować grunta oraz na tej podstawie obliczyć odszkodowania należne właścicielom ziemskim. Przewodniczącym Centralnej Komisji był J. Sołowiow, członkami zaś – Brunschweig i W. Trubnikow. W podsumowaniu działań komisji w Czarnowcu czytamy, że 2 kwietnia (21 marca) 1866 roku zostało oficjalnie i ostatecznie zatwierdzone nadanie wyżej wymienionym mieszkańcom Czarnowca w sumie 27 mórg i 285 prętów użytków rolnych, i 16 prętów nieużytków.

Dawny właściciel wsi Czarnowiec Władysław Czerniejewski otrzymał za to 546 rubli i 72 kopiejki odszkodowania. Rzecz jasna, majątek ziemski Czerniejewskiego został uszczuplony, ale nie ograbiony. Ówczesny właściciel dworu w Czarnowcu nadal miał swoją ziemię, która wcześniej nie była w posiadaniu chłopów. Na innych archiwalnych kartach można wyczytać również na jakich zasadach uwłaszczeni chłopi z Czarnowca mogli korzystać z dworskich pastwisk i lasów. Trudno wyjaśnić to w przystępny sposób, ale żeby dać Czytelnikom pewien ogląd sytuacji, wrzucamy kilka dosłownych, przetłumaczonych, cytatów.

Pierwszy, ze względu na nieczytelność niektórych odręcznie spisanych słów, polega po części na domysłach i tak naprawdę nie jest cytatem, a omówieniem. Tak czy inaczej spróbujmy…”(…) wszystkie gospodarstwa od nr 1 do nr 20 mają prawo do wypasania bydła [?], mogą otrzymywać siano, [jest coś o liczbie sztuk bydła]; wszystkie uwłaszczone gospodarstwa mają prawo do zbierania w lesie chrustu, suszki oraz wywrotów niezdatnych do użycia w budownictwie, każde gospodarstw po 76 jednokonnych wozów. [dalej jest coś o wyrębach] Każda osada ma prawo do otrzymania rocznie po 50 żerdzi z jesionu lub olchy lub, przy braku żerdzi, po 4 wozy chrustu [dalej fragment nieczytelny], prawo do otrzymywania rocznie drzew sosnowych o średnicy 20 cali”. Kolejne wpisy dotyczą rozstrzygnięć administracji carskiej z późniejszych lat – 1872, 1875, 1878, 1880.”(…) postanowiono, że przynależny folwarkowi Czarnowiec las obciążony na mocy niniejszej tabeli serwitutami włościan obejmuje 587 mórg i 77 prętów i oddzielony jest od lasu przynależnego folwarkowi Dzbenin miedzą biegnąca od wsi szlacheckiej Kaczyny-Tobolice poprzez łąkę [nazwa mało czytelna – Krzykiew? – przypis Tłumacza], a od tejże łąki – przez działkę z lasem liściastym w kierunku na wprost lasu sosnowego do granicy wsi szlacheckiej Korczaki”. „(…) postanowiono co następuje: przyznać na mocy niniejszej tabeli likwidacyjnej po 76 wozów jednokonnych z paliwem na osadę, co równa się 26 wozom parokonnym, a zatem 1520 przyznanych na całą wieś wozów jednokonnych z powyższym materiałem stanowią odpowiednik 520 wozów parokonnych rocznie oraz przyznać na mocy tejże tabeli po 50 żerdzi na osadę [wyraz nieczytelny] o długości 3 sążnie i grubości 3 cale w średnicy”.

Jest też wpis z 1903 roku. Bardzo obszerny, liczący około dwóch tysięcy znaków. Niezwykle szczegółowo i dość hermetycznie opisuje on zależności i stosunki ziemskie w Czarnowcu po tym jak w 1900 roku właścicielka dóbr Czarnowiec Antonina Michniewicz zawarła porozumienie ze wszystkimi włościanami wsi Czarnowiec, na mocy której włościanie zrzekli się na jej rzecz praw do serwitutów leśnych i pastwiskowych, w zamian za co otrzymali na własność część gruntów dworskich. Dalej jest istny labirynt sążni, dziesięcin, serwituów, mórg, prętów. Żeby się w tym połapać, trzeba by jakiegoś rzeczoznawcy w dziedzinie zarządzania nieruchomościami z doktoratem z historii 🙂

W tamtych czasach to wielce skomplikowane przekształcenie gruntowe rozmierzył i rozliczył mierniczy Julian Płaczkowski.

2020.08.23 /Jacek Pawłowski/

Objaśnienia pojęć za Wikipedia:
1. sążni (sążnia) – Sążeń – niemetryczna, antropometryczna jednostka długości. Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna.
W Polsce sążeń (lub inaczej siąg) zmieniał się na przestrzeni wieków, oscylując w granicach 2 metrów:
– sążeń staropolski – 1,786 m (według konstytucji 1764),
– sążeń nowopolski – 1,728 m = 3 łokcie = 6 stóp = 72 cale = 864 linie (obowiązywał w Królestwie Polskim 1819-1848)
2. mórg (morg) – Morga (także mórg, jutrzyna) – historyczna jednostka powierzchni, używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła – zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi w Europie 0,33–1,07 hektara.
3. dziesięcin – (dziesięcina) – Dziesięcina, także: dziesiatyna – dawna miara powierzchni gruntu.
Dziesięcina na terenach zaboru rosyjskiego, które nie tworzyły Królestwa Kongresowego, czyli na wschód od Bugu i linii Ciechanowiec-Łapy-Tykocin-Biebrza-Niemen, w XIX wieku i na początku XX, była urzędową miarą powierzchni gruntów.
Stosowane były dwie jednostki o tej nazwie:
– dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha, inne przeliczenia tej miary: 1 dziesięcina = 2400 sążni kw. = 1,9508 morgów n. p. = 109,252 arów
– dziesięcina tzw. większa (o 1/3, nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha.
Obie były stosowane równolegle, co stwarza trudność w przeliczaniu wielkości gruntów na dzisiejsze jednostki.
4. serwituów – Serwitut, serwituty – uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich łąk i pastwisk oraz lasów, wywodzące się z okresu feudalnego, będące powodem licznych zatargów między wsią a dworem. Na ziemiach polskich zostały zlikwidowane w większości do końca XIX w. Sprawę serwitutów regulowała ustawa z dnia 7 maja 1920 r. o likwidacji serwitutów na terenie b. Królestwa Kongresowego i rozporządzenie Prezydenta z dnia 1 lutego 1927 r.
Część lasu objętą serwitutem nazywano cerklem lub cyrklem. Serwituty, zwane też służebnościami, były rodzajem prawa rzeczowego. Serwituty oparte były na aktach jednostronnych (np. przywilejach nadanych osadźcom wsi przez królów polskich), na umowach ustnych lub zwyczajach. Początkowo serwituty dotyczyły własności królewskiej lub dworskiej, później w miarę, jak zmieniali się właściciele lasów, również prywatnej lub państwowej.
5. prętów – Pręt – historyczna miara długości i powierzchni.
– Miary rolne i budowlane:
1 pręt = 2,5 sążnia = 4,32 m
– Rolne miary powierzchni:
1 pręt kwadratowy = 18,66 m2
6. żerdzi – Żerdź – strzała drzewa lub jej część o średnicy mierzonej w odległości 1 metra od grubszego końca (tzw. średnicy znamionowej, przy uwzględnieniu kory) wynoszącej dla drzew iglastych 7-14 cm, dla drzew liściastych 7-18 cm. W sortymentacji drewna jest to drewno okrągłe średniowymiarowe. Wyróżnia się żerdzie użytkowe i przemysłowe.
7. Chrust – małowymiarowy sortyment drzewny. Rozróżniany jest w dwóch odmianach: jako chrust opałowy oraz chrust użytkowy.
8. Suszka – w leśnictwie określenie na stojące, częściowo lub całkowicie martwe, suche drzewo, zamarłe na skutek działania szkodliwych czynników, np.: owadów lub grzybów, zanieczyszczeń atmosferycznych, bądź z powodu naturalnego procesu starzenia rośliny.
9. wywrotów – Wywrót, wykrot, wiatrował – drzewo z naderwanym korzeniem, lub całkowicie wywrócone w wyniku działania wiatru.
/MK/




Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. I

Sołtys Czarnowca Marek Karczewski, jednocześnie organizator ostrołęckiego rodzinnego rajdu rowerowego, zaplanowanego na 1 sierpnia br., kilka dni wcześniej oznaczył na Facebooku Panią Wandę Piersę, Pana Jana Grzyba i mnie. I wyznaczył taki – modnie mówiąc – czelendż. Zgromadzić możliwie dużo materiałów o dworze w Czarnowcu i o mieszkającej w nim przed II wojną światową rodzinie Wyszomirskich. Informacje te miały być przekazane uczestnikom wyżej wspomnianego rajdu, którego trasa miała wieść właśnie przez Czarnowiec, ulicą Kasztanową, w sąsiedztwie dawnej dworskiej nieruchomości. (O RAJDZIE PISALIŚMY TU)

Sołtys prosi, nie wypada odmówić. Trochę wyszperałem w internecie, trochę w biblioteczce, trochę w bibliotece. Czytelnia wprawdzie zamknięta z powodu epidemii. Ale Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce świadczy taką usługę, że wskazane, dostępne w czytelni, publikacje skanuje i wysyła na wskazany adres. Skorzystałem z tej możliwości już po raz drugi w tym sezonie. Jestem pod wrażeniem sprawności działania tej instytucji.
Zgromadziłem. Wysłałem. Nagle w piątek 31 lipca wieczorem otrzymuję wiadomość. „Zapraszam Cię o 10:30 pod lipy na 'plac Wyszomirskich’ przy Kasztanowej. Gdybyś się zdecydował być i powiedzieć parę słów…”.

Cóż było robić? W sobotę 1 sierpnia – w miarę przygotowany – stawiłem się we wskazanym miejscu. Tremę przed wystąpieniem publicznym osłodziły morwy z przydrożnego drzewa wypatrzonego wprawnym okiem policjanta z drogówki, który obstawiał rajd. Trema tym większa, że rano Sołtys wyznaczył mi czas prelekcji – pięć minut. Słusznie. Przecież nie po to ludzie jadą na rowery, żeby słuchać przydługich wykładów. Ale to jednak tylko pięć minut. Zmieścić w pięciu minutach to, co należało opowiedzieć, było trudno. Mówiłem więc nieco chaotycznie, skacząc po wątkach. Na koniec myślę, że to czego nie udało się powiedzieć na placu podworskim, można zamieścić w internecie, który ma przecież nieograniczoną pojemność. No więc posłuchajcie bracia miła…

(Żeby lepiej się czytało, trochę pofabularyzuję. Źródła, z których korzystałem, wskażę na końcu).

Jest początek maja 1939 roku. Nad Europą wisi groźba wielkiej wojny. Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę i nie odda nawet guzika. W wielkich miastach wiszą plakaty podnoszące morale społeczeństwa i informacje o zbiórkach pieniędzy i darów na ewentualną wojnę obronną.

W przeddzień pamiętnego wystąpienia ministra spraw zagranicznych Józefa Becka o tym, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę, na placu Piłsudskiego w Warszawie odbywa się podniosła uroczystość.

Uczniowie warszawskich szkół zebrali pieniądze dla wojska. Kupili za nie cztery karabiny maszynowe i 64 rowery. Zdjęcia „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z tej uroczystej parady robią dziś wielkie wrażenie. Przed naczelnym wodzem widać prężących się oficerów z ich epoletami, lampasami, akselbantami oraz dzieci w szkolnych berecikach prowadzące wielkie rowery dla dorosłych. Gdy powiększy się te zdjęcia (sygnatura NAC 1-W-3100-6), na obliczach dorosłych widać powagę, a twarze uczniów wyrażają zwykły dziecięcy strach. Dzieci boją się wojny.

Wszyscy… Chyba wszyscy chcą jednak wierzyć, że wojny nie będzie.

Z dala od wielkich miast życie płynie powoli. Mija lato. W majątku Przeczki pod Troszynem właśnie posadzili kartofle. Młody dziedzic Zygmunt Trzaska z wysokości końskiego grzbietu ogląda świeże redliny. Pogwizduje „Umówiłem się z nią na dziewiątą…” – szlagier Schlechtera i Warsa rozsławiony dwa lata wcześniej brawurowym wykonaniem Eugeniusza Bodo.

Ma powody tak by tak gwizdać. Jest zakochany. Ma narzeczoną. Co sobota po zakończeniu prac w gospodarstwie przebiera się w odświetną koszulę i cwałuje konno do dworu Wyszomirskich w Czarnowcu. Tu mieszka jego 23-letnia narzeczona Ludwika. Mają – jak to się wtedy mawiało – poważne zamiary. Chcą wziąć ślub.

Datę wyznaczono na pierwszy tydzień września.

Maj jest ostatnim miesiącem względnego spokoju w tym narzeczeństwie. W czerwcu o Zygmunta Trzaskę upomina się ojczyzna. Jako podporucznik rezerwy odbiera wezwanie i jedzie na przeszkolenie wojskowe.

W środę 23 sierpnia brat Ludwiki, 27-letni Zygmunt Wyszomirski, również przeszkolony rezerwista, otrzymuje rozkaz aby natychmiast stawić się w 33 pułku piechoty w Łomży. To już nie przeszkolenie wojskowe. To mobilizacja.
W sobotę 26 sierpnia. Ludwika obchodzi 23. urodziny. Smutne to urodziny. Brat i narzeczony w wojsku. Gazety i radio podają coraz to bardziej niepokojące wiadomości.

Pierwszego dnia września Niemcy napadają na Polskę. Polskie Radio nadaje komunikat wygłoszony przez spikera Józefa Małgorzewskiego. „A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”.
Na plan dalszy – i to znacznie dalszy – schodzi więc ślub Zygmunta Trzaski z Przeczek i Ludwiki Wyszomirskiej z Czarnowca.
Do domu Wyszomirskich wprowadza się polskie wojsko. Zaczyna tu działać sztab dowództwa obrony Ostrołęki. Do lasów między stacją kolejową a miastem konie wciągają działa przeciwlotnicze sprowadzone z Komorowa pod Ostrowią Mazowiecką.

CIĄG DALSZY POD ZDJĘCIEM

[Zdjęcie pozostałości dworu w Czarnowcu, zamieszczone w „Herbarzu szlachty ostrołęckiej”, pochodzi z Biuletynu Informacyjnego Gminy Rzekuń. Stylizacja retro jest wynikiem naszych wiejskich prac redakcyjnych :-)]

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. II

Każdego września z kasztanowców otaczających dwór Wyszomirskich w
Czarnowcu spadały kasztany. We wrześniu 1939 roku nikt się jednak z tego
nie cieszył. Nikt nie robił kasztanowych ludzików i nalewki na
reumatyzm.

Po klęsce wojny obronnej do dworu przyszli niemieccy
żołnierze. Kazali domownikom spakować po dwadzieścia kilo bagażu i
wynosić się. Mężczyźni byli na wojnie. W dworze zostały tylko matka
Maria i 23-letnia córka Ludwika. Wypędzone z domu, pojechały do
Warszawy, do Zofii Wyszomirskiej, która była starszą siostrą Ludwiki a
jednocześnie starszą córką Marii.

Co zabrały ze sobą do kufrów
czy walizek Maria i Ludwika Wyszomirskie – nie wiadomo. Można domyślać
się, że najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia. Może jakieś pamiątki
rodzinne o wartości czysto sentymentalnej. Bo czegokolwiek wartościowego
okupanci na pewno nie pozwoliliby zabrać. Może w bagażu były jakieś
zdjęcia, dokumenty zaświadczające o pochodzeniu rodziny i skąd się ona
wzięła w Czarnowcu…

Wzięła się spod Pułtuska. Wyszomirscy
pochodzą ze szlacheckiej wsi Zdziebórz w gminie Somianka, obecnie w
powiecie wyszkowskim, przed wojną – w powiecie pułtuskim. Po pierwszej
wojnie światowej Roman Wyszomirski kupił majątek ziemski w Czarnowcu.
Wcześniej jego właścicielami byli Skłodowscy, przed nimi Doberscy, a
przed Doberskimi – Czerniejewscy.

Roman Wyszomirski sprowadził
się do Czarnowca wraz z żoną Marią i dziećmi: Janem, Zygmuntem, Ludwiką i
Zofią. Jego dzieci przyszły na świat jeszcze na starym gospodarstwie.
Synowie urodzili się w Zdziebórzu a córka Ludwika w pobliskich Kręgach.

Dzieci kształciły się już po przeprowadzce. Jan i Zygmunt pobierali
nauki w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Ostrołęce. Potem
wyjechali uczyć się dalej. Jan Wyszomirski poszedł na Wydział
Mechaniczny Politechniki Warszawskiej. Zygmunt, który miał przejąć
gospodarstwo po ojcu, ukończył trzyletnią wyższą szkołę zawodową –
Państwową Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie. Tam poznał swojego
imiennika – młodego dziedzica z nieodległego majątku w Przeczkach,
Zygmunta Trzaskę.

Cieszyńska zawodowa uczelnia rolnicza była
ciekawą szkołą. Zarówno ze względów społecznych, jak i naukowych. Jej
słuchaczami byli ramię w ramię chłopscy synowie i panicze z rodzin
ziemiańskich. Na uczelni tej prowadzono bardzo dobrze rokujące prace nad
metodami zwalczania raka ziemniaczanego – choroby, która w tamtych
czasach potrafiła dosłownie zdziesiątkować uprawy na zarażonym terenie.
Szkoła miała ponadto własną mleczarnię, serownię, sad, szkółkę drzew
owocowych, a nawet stację meteorologiczną będącą elementem światowego
systemu przewidywania pogody. Nic, tylko uczyć się rolnictwa!

Młody Trzaska, dyplomowany rolnik po cieszyńskiej szkole, jak
wspomnieliśmy w pierwszym odcinku, zamierzał pojąć za żonę siostrę
swojego przyjaciela Wyszomirskiego – Ludwikę. Choć wojna brutalnie
przerwała te plany, Zygmunt Trzaska i Ludwika Wyszomirska po latach i po
wojnie zostali małżonkami. Obaj Zygmuntowie nie zostali jednak
szwagrami. To też tragiczny efekt wojny, o którym jeszcze tu powiemy.

Tymczasem wróćmy jednak do przedwojennego Czarnowca.

Przed wojną były formalnie dwie wsie – Czarnowiec Włościański i
Czarnowiec-Dwór, które tworzyły jedną tzw. gromadę Czarnowiec, wchodzącą
w skład gminy Rzekuń. To podział administracyjny z 1933 roku dokonany
przez wojewodę białostockiego.

W połowie lat 30. Czarnowiec był
jeszcze wsią spokojną. Dla Wyszomirskich do 1935 roku może nawet był
wsią wesołą. Ale w 1935 roku w wieku 67 lat umiera na zawał serca
właściciel majątku – Roman. Zygmunt przejmuje po nim
siedemdziesięciohektarowe gospodarstwo.

Siedemdziesiąt hektarów
to w uproszczeniu taki prostokąt ziemi: kilometr na siedemset metrów.
Gospodarstwo Wyszomirskich nie było oczywiście prostokątne, ale warto
wyobrazić sobie ile to ziemi. Pracy co niemiara. Właściciele zatrudniali
rzecz jasna pracowników. Zygmunt Wyszomirski znajdował przy tym czas,
żeby swoją wiedzę i umiejętności zdobyte w cieszyńskiej szkole
przekazywać rolnikom z gminy Rzekuń. Organizował szkolenia. Propagował
nowoczesne – na miarę tamtych czasów – metody gospodarowania.

Zygmunt Wyszomirski organizował również dla okolicznych mieszkańców
zabawy taneczne oraz majówki. Podobno też właściciele ziemscy w gminie
Rzekuń (w Ławach, Susku i właśnie Czarnowcu) mieli zwyczaj obdarowywania
swoich pracowników prezentami na Gwiazdkę. Bywały one skromne, np. szal
czy materiał na sukienkę, ale każdy zawsze coś dostawał. To podobno
była stara szlachecka tradycja.

Ale jesienią 1939 roku czasy
zabaw, sukni, ozdobnych szalów na szyję i szałów w galopie w czasie
pędzenia konno wśród plonującego żyta, wydawały się bardzo odległym
wspomnieniem. Trzeba było ściskać pas i walczyć. Dwaj Zygmuntowie,
którzy nie zostali szwagrami, również walczyli.

Zygmunt
Wyszomirski z Czarnowca w pierwszych dniach wojny razem z 33 pułkiem
piechoty z Łomży bronił linii Narwi na odcinku od Łomży do Nowogrodu.
Jego pułk próbował zdobyć Zambrów. Następnie Zygmunt Wyszomirski
uczestniczył w bitwie pod Andrzejewem (obecnie powiat ostrowski) i
Łętownicą (obecnie powiat zambrowski).

[Tu następuje znaczna
niespójność w kwestii tego co działo się z Wyszomirskim po bitwie pod
Andrzejewem-Łętownicą. Przyjmuję jedną z wersji. Nie wiem czy prawdziwą.
Istotę niespójności – niejedynej zresztą w kwestii tej rodziny –
objaśnię w ostatnim odcinku.]

Bitwa pod Andrzejewem-Łętownicą
zakończyła się 13 września klęską polskich wojsk. Część żołnierzy 33
pułku piechoty wydostała się z okrążenia. Wśród nich podporucznik
Wyszomirski. Cztery dni później wschodnie tereny RP zajmują Sowieci.
Oddział z Wyszomirskim w składzie kończy swój szlak bojowy pod Rawą
Ruską – 150 kilometrów na południe od Lublina.

„Jego pułk
rozbili pod Rawą…” pisał Broniewski o symbolicznym żołnierzu polskim. W
tym sensie szlak bojowy podporucznika Wyszomirskiego z Czarnowca – o
ile jest prawdziwy – okazał się również symboliczny.

Po tą Rawą
Ruską dochodzi do niezwykłego spotkania. Zygmunt Wyszomirski odnajduje
swojego imiennika, przyjaciela i kandydata na szwagra – Zygmunta Trzaskę
z Przeczek pod Troszynem.
Już prawie na pewno wiadomo, że ta wojna
jest przegrana. Trzaska i Wyszomirski ponuro żartują sobie, w której
niewoli może być im lepiej – niemieckiej czy sowieckiej.

Gdyby
spotkali się po wojnie, mogliby wymienić doświadczenia. Trzaskę pojmali
Niemcy i zawieźli do obozu jenieckiego dla oficerów w Murnau – 25
kilometrów na północ od Garmisch-Partenkirchen. Wojnę przeżył.
Wyszomirski znalazł się natomiast w niewoli sowieckiej.

Najpierw
został przewieziony w lasy pod Kaługą, gdzie w dawnym sanatorium, z
którego NKWD wypędziło gruźlików, NKWD zorganizowało obóz jeniecki dla
Polaków. W listopadzie 1939 roku trafił do obozu w Kozielsku i ślad po
nim na trzy lata zaginął.

W 1943 roku Niemcy odkrywają masowe
groby polskich oficerów w Katyniu. Dla hitlerowskiej machiny
propagandowej jest to nie lada gratka. Zawiadamiają Międzynarodowy
Czerwony Krzyż. Rozpoczyna się ekshumacja i identyfikacja ciał z mogił
katyńskich.

W Warszawie na słupach ogłoszeniowych i w Kurierze
Polskim wkrótce ukazują się listy z nazwiskami zidentyfikowanych ciał. W
ten sposób Maria, Zofia i Ludwika Wyszomirskie dowiadują się, że ich
syn i brat Zygmunt został zastrzelony w Katyniu. Późniejsze prace
dokumentacyjno-historyczne wskażą, że stało się to między 16 a 19
kwietnia 1940 roku. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca
nie jest znany do dziś.

W Ludwice narasta gniew…

[CIĄG DALSZY TEKSTU POD PONIŻSZĄ SERIĄ ZDJĘĆ]

Na zdjęciach: Zygmunt Wyszomirski, fotografia ze zbiorów Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Czarnowieckie kasztanowce późnym latem. Widok współczesny, stylizowany na retro. Tabliczka z orłem w koronie. Widok współczesny, stylizowany na retro. Ta tabliczka znajduje się w ogólnodostępnym miejscu publicznym w Czarnowcu.
Kto zgadnie gdzie?

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. III

W Ludwice Wyszomirskiej narastał gniew od dawna. Wojna zniszczyła jej
plany założenia rodziny. Niemcy wypędzili i ją, i matkę z domu w
Czarnowcu. Narzeczony w obozie tysiąc kilometrów od rodzinnych stron.
Teraz – w maju 1943 roku – dowiedziała się, że ciało jej brata
odnaleziono w zbiorowej mogile tysięcy polskich oficerów na terytorium
Związku Sowieckiego.

Siostry i matka Zygmunta nie wiedzą nawet
jak mają traktować tę wiadomość. Podaną przecież w końcu przez wrogą
niemiecką propagandę. Czy to prawda? Kto zabił? Co Niemcy chcą osiągnąć
informując Polaków o tym? A może to jakaś gra dwóch wojujących
totalitaryzmów, w których zwykli ludzie kompletnie się nie liczą?

Pytania w głowie mnożą się. Serce bije jak oszalałe. Żołądek boleśnie
się kurczy. Głowa pulsuje. Do oczu napływają łzy. Ciemność…

* * *

Jest 6 lipca 2017 roku. Czwartek. Na placu Krasińskich w Warszawie
przegląda się w słońcu dostojny gmach Biblioteki Narodowej. Na
trawnikach stoją artystyczne pegazy upamiętniające wybitnego polskiego
poetę Zbigniewa Herberta. Od północy i wschodu plac okala nowoczesny
XXI-wieczny gmach sądów: Najwyższego i Apelacyjnego w Warszawie. O
tragicznej przeszłości tego miejsca przypomina pomnik Powstania
Warszawskiego. Tego dnia plac Krasińskich jest szczelnie wypełniony
ludźmi.

Właśnie w tym miejscu i tego dnia przemawia do Polaków
prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, goszczący z oficjalną
wizytą w Polsce. Porywa zgromadzonych odnosząc się do epizodu z
Powstania Warszawskiego. Porywa dlatego, bo mówi tak, jak by znał
historię powstania od podszewki, a topografia Warszawy nie stanowiła dla
niego tajemnic.

A mówił między innymi tak: „W sierpniu 1944 roku, tak jak teraz, Aleje Jerozolimskie były jedną z głównych arterii przecinających miasto ze wschodu na zachód. Kontrola nad nią miała kluczowe znaczenie dla obu stron bitwy o Warszawę. Wojsko niemieckie chciało ją przejąć jako najkrótszą drogę przemieszczania oddziałów na front i z frontu.

Dla członków Polskiej Armii Krajowej natomiast, możliwość przedostawania się na północ i na południe przez Aleje Jerozolimskie miała zasadnicze znaczenie dla utrzymania Śródmieścia, a tym samym utrzymania przy życiu samego Powstania.

Noc w noc, pod obstrzałem broni maszynowej, Polacy znosili worki z piaskiem, by bronić swojego wąskiego przejścia w poprzek Alei Jerozolimskich. Dzień w dzień, wróg rozbijał je w drobny mak. Wtedy Polacy zrobili okop, a wkrótce – barykadę. W ten sposób nieustraszeni powstańcy zaczęli przekraczać tę arterię.

(…)

Przesmyk przez Aleje Jerozolimskie wymagał ciągłej obrony, napraw i umocnień. Ale wola obrońców, nawet w obliczu śmierci, była niezachwiana; przejście istniało do ostatnich dni Powstania. Nigdy nie zostało zapomniane, dzięki Polakom było zawsze dostępne.

Pamięć o ofiarach tego heroicznego wydarzenia woła do nas przez dziesięciolecia, a wspomnienia o obrońcach przejścia przez Aleje Jerozolimskie należą do najbardziej żywych” – mówił Trump.

To przejście przez Aleje Jerozolimskie znajdowało się w okolicach skrzyżowania z ulicą Kruczą. Tak… Aleje Jerozolimskie były strategicznym pasem na powstańczej mapie Warszawy. Od samego początku powstania.

Aleje Jerozolimskie o godzinie W., godzinie wybuchu Powstania
Warszawskiego – o 17.00, 1 sierpnia 1944 r., są również miejscem
zgrupowania oddziału Ludwiki Wyszomirskiej. Miała stawić się pod
numerem 49, po sąsiedzku z fotoplastikonem warszawskim, niecałe 500
metrów na zachód od barykady, o której po 73 latach będzie mówił w
wolnej Warszawie prezydent USA. Tę 28-letnią sanitariuszkę ze
zgrupowania „Radosław” pięć lat wcześniej Niemcy wypędzili z domu w
Czarnowcu. Wraz z matką zamieszkały w Warszawie u siostry Ludwiki –
Zofii.

Ludwika jeszcze w 1939 roku przystąpiła do konspiracyjnej
Konfederacji Narodu – organizacji, która sama siebie nazywała
niepodległościową. Została zaś stworzona między innymi przez działaczy
przedwojennego ONR Falanga, a na jej czele stał Bolesław Piasecki.

Początkowo Konfederacja Narodu działała w opozycji wobec Związku Walki
Zbrojnej, ponieważ konfederaci postrzegali ZWZ jako organizację związaną
z przedwojennym obozem sanacyjnym. Z czasem jednak Konfederacja i
Związek zaczęły współpracować, aż w końcu stały się jedną ogólnopolską,
konspiracyjną organizacją.

Konfederacja miała swoje zbrojne
ramię – Uderzeniowe Bataliony Kadrowe. Decyzją dowództwa AK prowadziły
one wojnę partyzancką w terenie. Poza Warszawą. Głównie na
Wileńszczyźnie, Polesiu, Podlasiu i Białostocczyźnie. Walczył w nich
pochodzący z Czarnowca drugi brat Ludwiki – Jan Wyszomirski. Jego
postaci poświęcimy kolejny odcinek.

Ludwika natomiast była
żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły
udział w Powstaniu Warszawskim. Nosiła pseudonim „Ksenia”.

Po
wybuchu powstania, wieczorem 1 sierpnia przeszła wraz z grupą łączniczek
i sanitariuszek Konfederacji Narodu do fabryki Telefunkena na Woli. Tam
dostała przydział do służby sanitarnej plutonu „Mieczyki” – oddziału
składającego się z 37 szesnasto- osiemnastoletnich chłopców. Pluton ten
początkowo pełnił funkcje wartownicze i zabezpieczające, ale w kolejnych
dniach powstania został skierowany do bezpośrednich działań bojowych.
„Mieczyki” były częścią zgrupowania „Radosław”. Od 8 sierpnia Ludwika
Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie porucznika „Piotra”
(Zdzisława Zołocińskiego).

Pracowała w szpitalu Karola i Marii. Z
Woli przedostała się na Stare Miasto. Stamtąd kanałami przeszła na plac
Bankowy, a pod koniec powstania – na Górny Czerniaków. Tu została ranna
w rękę. Wraz z grupą rannych 20 września przepłynęła na drugą stronę
Wisły, gdzie Sowieci wcale nie czekali z otwartymi ramionami. Ludwika
Wyszomirska została aresztowana przez NKWD. Została zwolniona, ale na
krótko. Sowiecka policja polityczna uwięziła ją ponownie w związku z
antykomunistyczną działalnością jej brata Jana Wyszomirskiego. Jan
Wyszomirski jako wróg ludu został rozstrzelany przez komunistów. Rodzina
jednak o tym nie wiedziała.

Maria Wyszomirska wraz z córką Zofią Żyłowską wróciły w 1945 roku do Czarnowca. Gospodarstwo i dwór były w takim stanie, że nie wiadomo było w co ręce włożyć. Dwie kobiety pożyczyły konia od sąsiadów i próbowały gospodarować na swoim. Ale był to już czas reformy rolnej.

Nowe władze ustanowiły prawo, na
mocy którego gospodarstwa rolne większe niż 50 hektarów podlegały
obowiązkowej parcelacji. Ziemia obszarników miała zostać rozdana
chłopom. Maria wiedziała o tym i próbowała ratować gospodarstwo przed
parcelacją. Zrzekła się na rzecz państwa części lasów, dzięki czemu
majątek Wyszomirskich przestał być majątkiem obszarniczym. Przynajmniej w
rozumieniu dekretu o reformie rolnej.

Jednak stanowione przez
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego prawo nie nadążało – jak się potem
okazało – za wolą polityczną komunistów i apetytami lokalnych kacyków na
władzę. To czego nie byli w stanie zrobić prawnie, egzekwowali siłą.

Zupełnie przypadkowym ale ciekawym zbiegiem okoliczności dekret PKWN o
reformie rolnej został wydany w tym samym dniu, w którym sowiecka armia
generała Gorbatowa wyparła Niemców z Ostrołęki – 6 września 1944 roku. W
mieście zaczęła się instalować nowa, zależna od ZSRS władza.

Nowym władzom w Ostrołęce nie w smak było, że oto przedwojenna
dziedziczka wraca na swoje i będzie tu gospodarować. I nic to, że pod
dekretem wyznaczającym 50 hektarów jako krytyczną masę znienawidzonego
przez bolszewików obszarnictwa, podpisał się między innymi szef resortu
bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz. Ten podpis nie znaczył
nic i niczego nie gwarantował. Ludzie Radkiewicza i tak robili reformę
rolną po swojemu. Przynajmniej w Czarnowcu.

Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego w Ostrołęce w 1945 roku wezwał do siebie właścicielkę
pomniejszonego już o lasy Czarnowca-Folwarku i uwięził ją.
Prawdopodobnie w piwnicach swojej siedziby, w nieistniejącej dziś
kamienicy na rogu ulic 11 Listopada i Bogusławskiego.

Szantażowana i zastraszana podpisała w końcu dokument, że całkowicie zrzeka się swojego majątku. W ten sposób Maria Wyszomirska drugi raz została wypędzona ze swojego domu. Tym razem, wprawdzie formalnie przez polski urząd, faktycznie jednak przez sowieckich mocodawców nowej polskiej administracji. Maria przyjechała znów do Warszawy, gdzie mieszkały jej dwie córki, które ocalały z wojny.

Jej druga córka, Ludwika Wyszomirska, po wojnie podjęła studia na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Tymczasem z wojennej niewoli w Murnau w powiecie
Garmisch-Partnenkirchen wraca Zygmunt Trzaska, narzeczony Ludwiki.
Pierwsze co stawia sobie za cel po powrocie do kraju, to odnalezienie
ukochanej. Poszukiwania są owocne. Para znowu się schodzi i zgodnie
uznają, że wojna mogła co najwyżej odłożyć w czasie, ale na pewno nie
pokrzyżowała ich wspólnych planów. Biorą ślub. Z tego małżeństwa rodzi
się troje dzieci. Jeden z synów Zygmunta i Ludwiki Trzasków, mieszkający
w Paryżu Jan Trzaska odwiedził Czarnowiec w 2007 roku. Czy kiedykolwiek
potem – nie wiem.

O tym, że w 1945 roku ubowcy po karykaturze
procesu i wyroku, rozstrzelali drugiego brata Ludwiki – Jana, siostra
dowiedziała się dopiero w 1958 roku. Prawdopodobnie na fali
popaździernikowej odwilży państwo PRL łaskawie powiadomiło rodzinę, jaki
wyrok został wydany w imieniu komunistycznej RP trzynaście lat
wcześniej. Matka Maria zmarła w 1956 roku. Nie dowiedziała się nigdy w
jakich okolicznościach zginął jej drugi syn.

Ludwika Trzaska, z
domu Wyszomirska, zmarła w 1975 lub 1977 roku. Tu kolejna niezborność
informacji podawanych przez różne źródła, które – tak jak zapowiedziałem
– wskażę na końcu.

CIĄG DALSZY TEKSTU POD PONIŻSZĄ SERIĄ ZDJĘĆ

NA ZDJĘCIACH:

Ludwika Wyszomirska na zdjęciach ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego.
Dwa zdjęcia w jednym pliku to reprodukcja fragmentu monografii Rzekunia Jerzego Dziewirskiego – Ludwika Wyszomirska i Zygmunt Trzaska. Na tej reprodukcji widać, że wojenne zdjęcie „Kseni” zostało wykorzystane na okładce tygodnika „Stolica”. Niestety nie mogę odczytać który to numer, bo być może w środku jest napisane coś więcej o okładkowej postaci. Szukanie na piechotę to zbyt benedyktyńska praca – ponad dwa tysiące wydań 🙂

Wojskowy blok mieszkalny przy ulicy Inżynierskiej w Warszawie, stan z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. To w nim prawdopodobnie mieszkała Ludwika Wyszomirska wraz z matką Marią i siostrą Zofią w czasach okupacji, po wypędzeniu przez Niemców z Czarnowca. Prawdopodobnie, bo skojarzyłem następujące fakty. Zofia Wyszomirska jeszcze przed wybuchem wojny wyszła za mąż za oficera nazwiskiem Żyłowski. Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że Ludwika Wyszomirska „Ksenia” przed wybuchem powstania mieszkała na ulicy Inżynierskiej. Zakładając, że mąż Zofii – Żyłowski – dostał przed wojną mieszkanie z zasobu wojskowego, a adres Ludwiki „Kseni” – Inżynierska – jest tak naprawdę adresem Zofii, która przygarnęła bezdomną matkę i siostrę, to jest to ten blok co na zdjęciu, wybudowany z Funduszu Kwaterunku Wojskowego – jedyny blok wojskowy na Inżynierskiej. Możliwe są oczywiście alternatywne scenariusze. Ten jednak wydaje się dość prawdopodobny. Niestety w książce teleadresowej Warszawy nie znalazłem żadnego Żyłowskiego na Inżynierskiej. Faktem jednak jest również, że jedyna książka teleadresowa, Warszawy do jakiej udało mi się dotrzeć, pochodzi z roku 1930. Wtedy Żyłowski nie musiał mieć jeszcze mieszkania jako za młody wiekiem i stopniem. [Taka dygresja i ciekawostka na marginesie. Szukając Żyłowskiego, zupełnie przypadkiem zatrzymałem wzrok na pewnym bardzo znanym nazwisku, którego właściciela porządek abecadła polskiego ustawił na przedostatniej stronie książki między urzędniczką Żurawską, a subiektem Żurawiem. Tym kimś jest „Jerzy Żurawlew, muzyk, Wiejska 19, telefon 510-99”. Niesamowite! Dziś nie do pomyślenia.

Seria współczesnych zdjęć z dawnego majątku Przeczki, z którego pochodził narzeczony i mąż Ludwiki Wyszomirskiej – Zygmunt Trzaska. Dziś Przeczki to nieużywana administracyjnie, lecz tylko zwyczajowo, nazwa części wsi Borowce. Zdjęcia przedstawiają widok na dawną posiadłość Trzasków od strony południowej; wierzbową aleję wiodącą do dawnego dworu i krzyż przy bramie wjazdowej. Dziś dawne gospodarstwo Trzasków wygląda na prywatną zadbaną posiadłość. Kadry zdjęć dobrałem tak, żeby nie naruszać prawa do prywatności obecnych właścicieli. Zdjęcia są również stylizowane na retro/vintage.

/Jacek Pawłowski/

Czarnowiec i Wyszomirscy cz. IV

W Józefowcu, na Józefowskiej, Józef Światło wyszedł z ciemności.

Jakkolwiek głupio to nie brzmi, tak właśnie było.

Znany na całym świecie oficer komunistycznej bezpieki, który uciekł na
Zachód, był tak ukryty, że nie wiadomo było nawet czy żyje, czy nie
żyje.

Data jego śmierci została oficjalnie ujawniona dla potrzeb
śledztwa dotyczącego mordu sądowego popełnionego na Janie Wyszomirskim z
Czarnowca.

(* * *)

Jest 6 sierpnia 2010 roku. Na
katowickim osiedlu Józefowiec życie toczy się powoli. Wręcz sennie. Jak
to w piątek w środku wakacji. Co jakiś czas słychać samochody
przeciskające się uliczkami wśród jedenastopiętrowych bloków. Z radia,
nastawionego w osiedlowym spożywczaku, dobiegają słowa transmitowanej na
żywo przysięgi prezydenckiej. Tego dnia Bronisław Komorowski obejmuje
urząd głowy państwa.

Józefowiacy z niepewnością spoglądają w
niebo. Zastanawiają się: jechać na weekend do Wisły albo Ustronia, czy
nie jechać. Wczesnym popołudniem termometry wskazują wprawdzie 26
stopni i jest duszno, ale pogodynki w telewizjach ostrzegają przed
nadchodzącą falą ulew i nawałnic. Ktoś wychodzi właśnie z piwnicy bloku,
taszcząc oburącz dachowy bagażnik na rowery. Stoi chwilę na parkingu i
zawraca do wejścia…

W jednopiętrowym biurowcu przy ulicy
Józefowskiej, w którym mieści się oddział Instytutu Pamięci Narodowej,
prokurator Marzena Matysik-Folga kończy pisać postanowienie o umorzeniu
śledztwa. Dotyczy ono zbrodni komunistycznych popełnionych w latach
1944-45 przez oficerów bezpieki Józefa Światłę i Mieczysława
Godlewskiego. Śledztwo musiało zostać umorzone bo obaj sprawcy nie
żyją. Zmarłych – z oczywistych względów – nie da się postawić przed
sądem i wtrącić do więzienia.

Prokuratorka, zanim wydrukuje
postanowienie wraz z uzasadnieniem, przegląda jeszcze dokument pod kątem
pisowni. Skupia się na nazwiskach. Światło, Godlewski, Briesemeister,
Lipka, Grądzki, Wyszomirski…

Jan Wyszomirski, pseudonim „Wroński”. Zgadza się.

Kolejne nazwiska, kolejne daty, kolejne nazwy własne. Dokument jest
obszerny. Wielowątkowe śledztwo, z mnóstwem pokrzywdzonych i świadków.

Edytor Word, który zawsze chce być mądrzejszy od autora, złośliwie
zamienia w tym dokumencie łagier w Workucie na łagier w… Workujcie.

( * * * )

„Workujcie!” – krzyczy do pracowników folwarku w Czarnowcu, właściciel
siedemdziesięciohektarowego majątku Roman Wyszomirski. Polecenie
właściciela z trudem przedziera się przez hałas kieratowej młocarni. Z
wylotów maszyny właśnie zaczęły wysypywać się pierwsze ziarna
wymłóconego zboża. Trzeba wsypać je do worków.

W tumanach kurzu
Roman czuje że zaschło mu w gardle. Bierze blaszany kubek z ręcznie
namalowaną niezapominajką. Zagłębia go w kance z kompotem
morwowo-jeżynowym. Na wyloty młocarni nałożone są już worki i zaciśnięte
zatrzaski. Widać jak pęcznieją pod wpływem wpadających do nich ziaren.

Jest koniec lata. I początek lat 30. XX wieku. Roman Wyszomirski może
być dumny. Gospodarstwo kwitnie. Dzieci dorastają. Starszy syn Zygmunt
jest na studiach rolniczych w Cieszynie. Młodszy – Jan – właśnie dostał
się na elitarny Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej.
Wcześniej ukończył ostrołęckie Gimnazjum imienia Króla Stanisława
Leszczyńskiego.

STUDIA JANA WYSZOMIRSKIEGO I ZNAJOMOŚĆ Z PIASECKIM

Janowi Wyszomirskiemu przychodzi studiować w burzliwym okresie dla
świata akademickiego. Władza państwowa ogranicza autonomię uczelni
wyższych, podwyższane są stawki czesnego, dochodzi do protestów
studenckich, które nierzadko mają burzliwy przebieg.

W czasie
studiów Jan Wyszomirski poznaje Bolesława Piaseckiego, studenta Wydziału
Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i kierownika akademickiego oddziału
Obozu Wielkiej Polski i działacza Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego.

Na studiach Jan Wyszomirski odbywa obowiązkowe przeszkolenie
wojskowe i jako podchorąży zostaje przeniesiony do rezerwy. W czasie
mobilizacji w 1939 roku trafia do 102 rezerwowego pułku ułanów w
Wołkowysku – 90 kilometrów na wschód od Białegostoku. Miał on stanowić
wsparcie dla Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. W pierwszych
tygodniach wojny obronnej koncepcja wykorzystania rezerwowych sił
kawalerii zmieniała się.

Z ODDZIAŁEM WYDZIELONYM PIECHOTĄ DO WARSZAWY

Gdy 17 września Polskę zaatakował Związek Sowiecki, naczelny wódz
rozkazał: „z bolszewikami nie walczyć”, chyba że w obronie własnej. 102
pułk ułanów walczył więc w obronie Grodna. Obrona miasta nie powiodła
się. 22 września sowieci wkroczyli do miasta.

Część żołnierzy
102 pułku ułanów – w tym Jan Wyszomirski – przedostała się do wsi
Podmacharce nad Jeziorem Serwy między Sejnami a Augustowem. Tam
dołączyli do 110 pułku rezerwowego, dowodzonego wówczas przez majora
Henryka Dobrzańskiego (późniejszego „Hubala”).

Żołnierze
Dobrzańskiego, w tym Wyszomirski, nie podporządkowali się rozkazowi aby
wycofać się na Litwę i rozformować jednostki. Ruszyli w kierunku
oblężonej Warszawy przez Grajewo, Stawiski, Łomżę, Czerwony Bór i Ostrów
Mazowiecką. W drodze przyjęli nazwę Oddział Wydzielony Wojska Polskiego
mjr. Dobrzańskiego.

Nie zdążyli pomóc w obronie stolicy. 28
września wieczorem, gdy byli pod Wołominem, dotarła do nich wiadomość,
że Warszawa skapitulowała.

Oddział Dobrzańskiego wyruszył więc
na południe do Dęblina. Tam przeprawił się przez Wisłę na Kielecczyznę.
Dowódca zarządził, że będą prowadzić walkę partyzancką. Żołnierze
przyjęli konspiracyjne pseudonimy. Dobrzański został „Hubalem”. W Górach
Świętokrzyskich walczyli z Niemcami do kwietnia 1940 roku, gdy ich
dowódca został zastrzelony przez wroga pod Anielinem.

Z
dostępnych mi źródeł nie wynika, w którym momencie Jan Wyszomirski
przedostał się do Warszawy. Czy walczył z „Hubalem” do końca, czy też
odłączył się od oddziału wcześniej? W czasie działania „oddziału
wydzielonego” były dwa momenty, gdy część żołnierzy zrezygnowała z
dalszej walki pod dowództwem Dobrzańskiego. Pierwszy raz – po
kapitulacji Warszawy, 28 września 1939 roku dowódca dał żołnierzom
możliwość wyboru – iść dalej z nim, bądź wrócić do domu. Drugi – gdy w
Górach Świętokrzyskich Dobrzański zmienił swoją początkową decyzję o
marszu do południowej granicy Polski w celu jej przekroczenia.
Postanowił zostać na Kielecczyźnie i prowadzić walkę partyzancką bo
zaczął wierzyć, że alianci zaatakują Niemców już na wiosnę 1940 roku.
Wtedy również część żołnierzy opuściła oddział.

Nazwisko
podchorążego Jana Wyszomirskiego widnieje na tablicy będącej elementem
ścieżki edukacyjnej pod Anielinem. Lista ta liczy jednak aż 318 nazwisk
żołnierzy „oddziału wydzielonego”. Tymczasem gdy Hubal rozpoczynał walkę
partyzancką, zostało przy nim zaledwie kilkudziesięciu członków
„oddziału wydzielonego”.

WSYPA NA WYPRAWIE PO PIENIĄDZE

Faktem jest, że Jan Wyszomirski przedostał się do Warszawy. I tam niemal
natychmiast zaangażował się w działalność konspiracyjną wymierzoną
przeciw niemieckim okupantom. Odnowił kontakty z kolegami ze studiów i
wstąpił do konspiracyjnej organizacji Konfederacja Narodu. Co to była za
organizacja – wskazałem nieco szerzej w odcinku poświęconym siostrze
Jana Ludwice Wyszomirskiej. Ona również działała w Konfederacji.

Jednym z przywódców Konfederacji Narodu był przyjaciel Jana
Wyszomirskiego z czasu studiów Bolesław Piasecki. Konfederacja była
konkurencyjną organizacją wobec Związku Walki Zbrojnej. Konfederacji nie
finansował rząd polski na uchodźstwie w Londynie. Organizacja ta sama
musiała więc zapewnić sobie byt. Zabierała więc cywilom ich własność.
Takie działanie ma swoje umocowanie w prawie. Nazywa się ekspropriacją.
Sprowadza się do tego, że w czasie wojny państwo ma prawo zabrać
obywatelowi pieniądze albo wartościowe ruchomości, albo zająć
nieruchomości celem prowadzenia walki z wrogiem. Konfederacja uważała
się za polską organizację państwowo-wojskową i nakazywała obywatelom,
żeby ją utrzymywali.

Zanim wrócimy ponownie do postaci Jana
Wyszomirskiego, jeszcze dwie ciekawostki personalne. W akcjach
ekspropriacyjnych Konfederacji Narodu uczestniczył Ryszard Reiff,
późniejszy członek najwyższych władz powojennego komunistycznego państwa
polskiego nazywanego Polską Rzeczpospolitą Ludową. Reiff zapisał się
na kartach najnowszej historii między innymi głosowaniem, w 1981 roku
jako jedyny członek Rady Państwa przeciw wprowadzeniu stanu wojennego.
Stracił za to stanowisko. W Radzie Państwa PRL zasiadał również „za
Gierka” przywódca Konfederacji Narodu Bolesław Piasecki.

Wróćmy
jednak do czasów okupacji. W 1942 roku, w czasie jednej z akcji
ekspropriacyjnych z bronią w ręku, doszło do wsypy. Ktoś zaalarmował
Niemców, wskutek czego pięciu konspiratorów Konfederacji zostało
aresztowanych przez Gestapo. Trafili do aresztu na ulicy
Daniłowiczowskiej w Warszawie. Konfederacja Narodu zorganizowała akcję
ich odbicia. W przygotowaniach i w samej akcji brał udział Jan
Wyszomirski.

ZBARANIELI NIEMIECCY KLAWISZE

W nocy z 26 na
27 lipca 1942 roku do aresztu na Daniłowiczowskiej weszło – normalnie,
jawnie, przez dyżurkę – kilku mężczyzn w mundurach Gestapo.
Oświadczyli, że przejmują pięciu więźniów i przewożą ich na
przesłuchanie do centrali, w aleję Szucha. Wystawiają pokwitowania.
Podpisują protokoły. Wychodzą.

Następnego dnia rano we wszystkich
jednostkach Gestapo potężna awantura. Nikt nie dowiózł na Szucha
polskich więźniów przejętych z Daniłowiczowskiej. Gestapowcy, którzy
złożyli nocną niespodziewaną wizytę na Daniłowiczowskiej okazali się
przebierańcami.

Nie trzeba dodawać, że w mundury policji
politycznej III Rzeszy przebrali się konspiratorzy z Konfederacji
Narodu. W ten sposób, bez jednego wystrzału, udało się odbić pięciu
więźniów.

Niemcy byli tak zaskoczeni i tak zawstydzeni tym
faktem, że w odwecie nie przeprowadzili żadnych łapanek i rozstrzelań
cywilów. Przyjęli taktykę „ciszej nad tą trumną”, bo gdyby wiadomość o
akcji na Daniłowiczowskiej dotarła do Berlina, paru ważnych niemieckich
oficerów musiałoby zamienić wygodne posady w Warszawie na walkę na
froncie wschodnim w Związku Sowieckim.

TĘSKNOTA PRZEZ LORNETKĘ

Jan Wyszomirski posługuje się pseudonimami „Wroński” albo „Bej”. Jest
przeszkolonym i doświadczonym żołnierzem. Trafia więc do Uderzeniowych
Batalionów Kadrowych. To było zbrojne ramię Konfederacji Narodu.
Bataliony miały wyruszyć ze stolicy na Białostocczyznę. Tam – zjednać
sobie poparcie miejscowych i prowadzić wojnę partyzancką z Niemcami.

Główne siły, dowodzone przez Bolesława Piaseckiego, w maju 1943 roku
zbierają się w okolicy stacji kolejowej Dalekie – na linii
Ostrołęka-Tłuszcz. Stamtąd, lasami, mieli przedostać się na
Białostocczyznę. Niestety, miejsce koncentracji zostało otoczone przez
Niemców. Partyzantom udało się wydostać z otoczenia, choć czterech ludzi
zostało zabitych. Uznali, że bezpieczniej będzie podzielić się na dwie
grupy i iść dwiema różnymi drogami.

Jan Wyszomirski „Wroński”
idzie w grupie, która przedziera się na północny wschód w okolicach
Ostrołęki. Podobno towarzysze broni zapamiętali jak wspiął się na jedno z
leśnych wzgórz i długo patrzył przez lornetkę w kierunku Czarnowca.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że nigdy już nie powróci do rodzinnego domu.

ADIUTANT

Bataliony Konfederacji 17 sierpnia 1943 roku
zostały włączone do Armii Krajowej. Stały się 3 batalionem 77 pułku
piechoty AK. Na czele tego batalionu staje Bolesław Piasecki.
Wyszomirski „Wroński”, w stopniu podporucznika, otrzymuje nominację na
adiutanta dowódcy.

Batalion walczył z Niemcami w okolicach
Nowogródka i Lidy. Potem, w lipcu 1944 r. brał udział w operacji „Ostra
Brama” będącej elementem szerszej akcji „Burza”. Celem tej akcji i tej
operacji miało być samodzielne wyzwolenie spod niemieckiej okupacji
wschodnich terenów RP, zanim zrobią to Sowieci. Gdy zaś nadejdą, polskie
państwo podziemne miało wystąpić wobec Armii Czerwonej jako niezależna,
legalna władza, gospodarze terenu.

Samodzielne wyparcie Niemców
z Wilna nie powiodło się. Niektóre oddziały AK wspomagały Sowietów w
zdobyciu Wilna, po czym zostały podstępnie rozbrojone.

Z PORUCZNIKA REDAKTOR

Jan Wyszomirski wrócił do Warszawy. Tam zajął się wydawaniem
antykomunistycznych czasopism. Było to o tyle niebezpieczne, że Sowieci,
ich armia oraz bezpieka zajęły już prawobrzeżną część stolicy.

Ta działalność wydawnicza odbywała się z inicjatywy byłych członków
Armii Krajowej oraz delegatury rządu londyńskiego na kraj. We wrześniu
1944 roku podjęli oni próbę zorganizowania Polskiej Organizacji
Niepodległościowej mającej skupić wszystkie polskie siły, które
sprzeciwiały się nowej, sowieckiej okupacji. PON podjęła działania
organizacyjne, wywiadowcze, informacyjne i propagandowe. Te ostatnie
miały polegać właśnie na drukowaniu czasopisma.

W Warszawie
zaczął się ukazywać „Przegląd Tygodniowy”, którego redaktorem był
Czesław Grądzki „Krzemień”. Pomagał mu Jan Wyszomirski „Wroński”. Jednak
w pierwszych dniach listopada 1944 r. „Krzemienia” zabił niewypał.
„Przegląd Tygodniowy” przestał się ukazywać.

W międzyczasie z
inicjatywy Bolesława Piaseckiego zaczęła ukazywać się inna
antykomunistyczna gazeta – „Alarm”. Piasecki powierzył jej redagowanie
właśnie Wyszomirskiemu. Druk zlecono drukarni księży z parafii przy
ulicy Grochowskiej. Udało się wydać trzy numery „Alarmu”. Dwa w
październiku i jeden w listopadzie. Listopadowego numeru nie udało się
rozprowadzić w całym nakładzie. Polską Organizację Niepodległościową
tropiła już sowiecka i polska bezpieka.

KOMANDO ŚMIERCI W WILLYSIE

W połowie lat 90. XX wieku w Warszawie żyli jeszcze świadkowie, którzy
pamiętali jak podporucznik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Józef
Światło w towarzystwie enkawudzistów jeździł wojskowym willysem ulicą
Grochowską i aresztował ludzi związanych z „Alarmem” – redaktorów,
drukarzy i kolporterów. W sumie przeszło sto osób.

Wyszomirskiego, choć został zatrzymany 19 listopada, dopiero 6 grudnia
poddano rewizji osobistej. Choć bezpieczniacy doskonale wiedzieli, że
zatrzymany jest oficerem wojska polskiego, ta poniżająca czynność
prowadzona była w obecności ubeków niższych stopniem niż „Wroński”.
Rewizję osobistą, w czasie której nic nie znaleziono, prowadził
wprawdzie osobiście Światło, ale towarzyszyli mu przy tym kapral
podchorąży Chojnowski i strzelec Kardas.

Dopiero 9 stycznia 1945
roku bezpieka przeszukała mieszkanie Jana Wyszomirskiego. Jedyne co w
czasie niej zabezpieczono, to 51 egzemplarzy „Przeglądu Tygodniowego”,
dwa egzemplarze „Alarmu” i egzemplarz „Dziennika Radiowego” – bardziej
ulotki niż czasopisma, w formie maszynopisu sporządzanego na podstawie
nasłuchu radiowego, powielanego i rozprowadzanego wśród powstańców.

Śledztwo przeciw Wyszomirskiemu było prowadzone na podstawie dopiero co
wydanego dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego o ochronie
państwa. PKWN wydał ten dekret 30 października, a więc niecałe trzy
tygodnie przed zatrzymaniem porucznika z Czarnowca. Artykuł pierwszy
tego dekretu brzmiał: „Kto zakłada związek mający na celu obalenie
demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku
bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela mu innej
pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci”.

Śledztwo z
tego dekretu wszczęto przeciw Wyszomirskiemu 3 stycznia 1945 roku.
Areszt formalnie nałożono 5 stycznia. Nie przeszkadzało to komunistom
trzymać go w zamknięciu już od 19 listopada poprzedniego roku. Śledztwo
prowadził ubek w stopniu podporucznika Kazimierz Peret.

Postępowanie przygotowawcze przeciw Janowi Wyszomirskiemu zakończyło się
16 stycznia 1945 roku. Trzy dni później chorąży podprokurator Henryk
Podlaski skierował akt oskarżenia do Sądu Wojskowego Garnizonu
Warszawskiego.

OSKARŻONY NA MOCY PRAWA DZIAŁAJĄCEGO WSTECZ

Gdyby prawnik praktykujący w normalnym demokratycznym państwie prawnym
przeczytał akt oskarżenia przeciw Janowi Wyszomirskiemu, na pewno włosy
stanęłyby mu dęba na głowie.

Choć dekret karzący zakładanie,
wspieranie i członkostwo w nielegalnych związkach został wydany w
przedostatnim dniu października 1944 roku, akt oskarżenia obejmował
czyny Wyszomirskiego już od września 1944. A zatem w dużej części został
on oskarżony o czyn, który w chwili popełnienia przestępstwem nie był.

Nic to jednak. Bezpieka i pośpiesznie awansowani prokuratorzy po
wieczorowych kursach prawa, nie przejmowali zasadami, nie wierzyli w
miecz Temidy. Być może nawet nie wiedzieli co to takiego ta temida i po
co temu czemuś jakiś miecz. Jedyne narzędzia, w które wierzyli były dwa –
ostre i tępe. Sierp i młot. Jan Wyszomirski został oskarżony o to, że
„w okresie od września 1944 r. do chwili zatrzymania tj. do dnia 19
listopada 1944 r. na [warszawskiej] Pradze brał czynny udział w pracy
nielegalnego związku AK, mającego na celu obalenie demokratycznego
ustroju Państwa Polskiego, zajmując się wydawaniem nielegalnego organu
prasowego tegoż związku pod nazwą 'Alarm'”.

W aktach sprawy
znajduje się adnotacja, że Wyszomirski przyznał się do popełnienia
zarzucanych mu przestępstw. To dość zagadkowa historia. Wiem o niej
tylko tyle co zostało zapisane jednym zdaniem w postanowieniu IPN z 2010
r. o umorzeniu śledztwa w sprawie tamtego śledztwa. „Wroński” mógł
potwierdzić w śledztwie, że redagował pismo „Alarm”, bo też zapewne nie
miał powodów, żeby się tego wypierać. Ale czy rzeczywiście ubrał to w
słowa przyznania się do winy? To pytanie musi pozostać otwarte. Bezpieka
potrafiła torturami zmusić do przyznania się do całkowicie
wyimaginowanych czynów. Bezpieka chodziła też na skróty. Podejrzany mógł
potwierdzić tylko, że coś robił, a gorliwy ubek protokołował to jako
przyznanie się do winy.

UROCZYSTE ZATWIERDZENIE AKTU OSKARŻENIA

Proces Jana Wyszomirskiego z Czarnowca brutalnie pokazał ponurą zasadę
sądownictwa krajów totalitarnych, wedle której wyrok jest uroczystym
zatwierdzeniem aktu oskarżenia.

Dziś ta maksyma przypisywana A.W.
Wieniedyktowowi jest przedmiotem ponurych żartów prawników, polityków,
czy dziennikarzy. Wtedy jednak sędziowie sądów specjalnych, wychowani na
podręcznikach Wieniediktowa, gorliwie wcielali ją w życie.

22
stycznia 1945 roku w Otwocku, na sesji wyjazdowej, odbyła się rozprawa
porucznika „Wrońskiego”. Rozprawa odbywała się bez oskarżyciela i
obrońców. Tylko sąd i oskarżony. W składzie orzekającym zasiadali:
porucznik Władysław Garnowski, podporucznicy Władysław Sobiech i
Eugeniusz Krzewski. Protokołował podporucznik Ignacy Leszcz. Na jednej
rozprawie sąd zamknął cały proces. Skazał Wyszomirskiego na karę
śmierci.

Nie było drugiej instancji. Komunistyczna
sprawiedliwość nie przewidywała zaskarżania wyroków. Prezydent Bolesław
Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Karę śmierci wykonano 29 stycznia w
ubeckim więzieniu przy ulicy 11 Listopada w Warszawie.

Podsumujmy. Bezprawne „przybicie” Wyszomirskiemu czynów popełnionych
przed wejściem w życie dekretu o ochronie państwa. Bezprawne uwięzienie
przez półtora miesiąca, przed formalną decyzją o aresztowaniem.
Pozbawienie prawa do obrony. Brak możliwości zaskarżenia wyroku.
Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przesądzają, że na Wyszomirskim
popełniono klasyczną zbrodnię mordu sądowego.

REHABILITACJA

Nie dało się osądzić tych, którzy skazali na śmierć porucznika z
Czarnowca. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez Oddziałową Komisję
Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie w 2001 roku,
trzeba było umorzyć bo ci, którzy wydali bezprawny wyrok śmierci już nie
żyli.

Sam wyrok został uznany za bezprawny dopiero rok później.
27 marca 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił ten wyrok. Była
to oficjalna rehabilitacja Jana Wyszomirskiego. Niezawisły sąd wolnej
Polski uznał, że czyny przypisane skazanemu „związane były z
działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

Postępowanie rehabilitacyjne trwało dziesięć (!) lat. Wniosek o
unieważnienie wyroku śmierci złożyła w 1992 roku wdowa po Janie
Wyszomirskim, mieszkająca wtedy w Hiszpanii Maria
Bartoszewicz-Biernacki. Po trzech latach od złożenia tego wniosku Sąd
Warszawskiego Okręgu Wojskowego uznał się za niewłaściwy w tej sprawie i
przekazał akta do sądu powszechnego. W 1997 roku wniosek o
rehabilitację „Wrońskiego” złożył prezes Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej. Dopiero w 2002 roku Sąd Okręgowy w Warszawie połączył
sprawy do wspólnego prowadzenia i unieważnił wyrok sądu komunistów.

GDZIE JEST ŚWIATŁO?

Pozostała jednak jeszcze kwestia odpowiedzialności Józefa Światły,
który nadzorował śledztwo przeciw Wyszomirskiemu. Józef Światło to,
przypomnijmy, wysoki i wpływowy funkcjonariusz komunistycznej bezpieki,
który w 1953 roku uciekł do Berlina Zachodniego, a potem uzyskał azyl w
Stanach Zjednoczonych. Znany jest z cyklu audycji „Za kulisami partii
bezpieki” nadawanych w Radiu Wolna Europa, w których ujawnił zbrodnicze
praktyki komunistycznego państwa polskiego i jego resortów siłowych.

Choć na Światle ciążyła odpowiedzialność za represjonowanie i
aresztowania działaczy antykomunistycznego podziemia, Amerykanie
udzielili mu azylu, poddali operacji plastycznej i schowali przed
możliwą zemstą komunistycznych służb specjalnych. Bardzo długo nie było
wiadomo czy Światło żyje, czy też umarł. Strona amerykańska odmówiła
polskiemu historykowi Andrzejowi Paczkowskiemu dostępu do dokumentów na
temat Światły. Paczkowski spotkał się z nieudowodnioną hipotezą jakoby
Światło zmarł w 1985 roku.

Oficjalnie o dacie śmierci Światły
Stany Zjednoczone poinformowały Polskę dopiero w związku ze śledztwem w
sprawie śledztwa przeciw Janowi Wyszomirskiemu z Czarnowca. Ministerstwo
Sprawiedliwości w Waszyngtonie 11 stycznia 2010 roku podało polskiej
prokuraturze, że Józef Światło zmarł w Stanach Zjednoczonych 2 września
1994 roku. Czy administracja USA kiedykolwiek podałaby sama z siebie
taką informację? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że podała ją na wniosek
prokuratorów prowadzących sprawę legalności postępowania
komunistycznych władz przeciw Wyszomirskiemu.

Podanie przez
Amerykanów informacji o śmierci Światły stało się natychmiast sensacją w
Polsce. Media nią żyły. Pion śledczy IPN również, ale w innym sensie.
Bo był to kłopot. Amerykanie podali lakoniczną informację o dacie
śmierci. Odmówili jednak przekazania kopii aktu zgonu oraz opisu jego
okoliczności. Nie ma aktu zgonu? Nie ma dowodu. Co dalej więc ze
śledztwem?

BYŁA ZBRODNIA, NIE MA SPRAWCÓW

Decyzja zapadła
po pół roku. Śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci podejrzanego.
Jednocześnie IPN – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
– uznała, że zebrany w śledztwie materiał dowodowy w pełni uzasadnia
podejrzenie, że inicjując i nadzorując śledztwo w sprawie redaktorów i
kolporterów „Alarmu” Światło dopuścił się zbrodni komunistycznej.

„Nie budzi bowiem wątpliwości fakt, że opisanych powyżej aresztowań
dokonano bezprawnie, ze względów politycznych, tj. z powodu
przynależności pokrzywdzonych do Armii Krajowej, a następnie przekazano
ich we władztwo obcego państwa tj. ZSRR. Było to – w styczniu 1945 r. i
miesiącach następnych – zjawisko masowe i dotykało wielu tysięcy
żołnierzy AK” – napisano w uzasadnieniu umorzenia śledztwa IPN.

Wolne państwo polskie, w odróżnieniu od komunistycznego, oceniało czyn
Józefa Światły zgodnie z ogólnie przyjętymi w cywilizowanym świecie
zasadami odpowiedzialności karnej. Prokuratorzy IPN badali czy
postępowanie Światły wyczerpywało znamiona przestępstwa z kodeksu
karnego z 1932 roku (zwanego od nazwiska autora kodeksem Makarewicza).
Bo taki obowiązywał w Polsce przed wojną i po wojnie, dopóki komuniści
nie uchwalili tzw. kodeksu Andrejewa.

W kodeksie Makarewicza
była opisana kwalifikowana postać bezprawnego pozbawienia wolności –
dłuższe niż 14 dni, połączenie ze szczególnym udręczeniem, oddaniem we
władztwo obcego państwa. Czyż nie taki los spotkał Jana Wyszomirskiego?
Przypomnijmy, Światle w zatrzymaniu porucznika z Czarnowca towarzyszyli
enkawudziści.

MIEJSCE POCHÓWKU BLIŻEJ NIEZNANE

Nie
wiadomo gdzie spoczywa ciało Jana Wyszomirskiego. Są przypuszczenia, że
na Cmentarzu Bródzieńskim w Warszawie (kwatera 45N), bo tam grzebano
ciała zabitych w ubeckim więzieniu na 11 Listopada na Pradze. W
ekshumacjach i badaniach prowadzonych pod kierunkiem prof. Krzysztofa
Szwagrzyka nie potwierdzono jednoznacznie, że szczątki Wyszomirskiego
spoczywają w tej kwaterze. Na tablicy natomiast znajduje się adnotacja,
że w tej zbiorowej mogile spoczywa między innymi porucznik Jan
Wyszomirski „Wroński” 1913-1945. Jego nazwisko, daty urodzenia i śmierci
znajdują się również na dostępnej w internecie oficjalnej liście
pochowanych na Cmentarzu Bródnowskim.

Symboliczny grób Jana
Wyszomirskiego znajduje się również na cmentarzu w Rzekuniu. Na tablicy
nagrobnej przedwojennego właściciela Czarnowca Romana Wyszomirskiego
znajdują się również nazwiska dwóch jego synów. „Jan Wyszomirski,
1913-1945, oficer AK zamordowany przez komunistów” – brzmi inskrypcja.

Jak już wspomnieliśmy, matka Jana Wyszomirskiego, choć żyła do 1956
roku, nie dowiedziała się że jej młodszego syna zabili komuniści. Jego
siostry i żona dowiedziały się o tym, że został skazany na karę śmierci,
dopiero w 1958 roku. Żona, która zmarła w Hiszpanii w 2007 roku, nie
poznała nawet prawdopodobnego miejsca pochówku swojego pierwszego męża.
Podobnie jak jego siostra Zofia zmarła w Wielkiej Brytanii w 2005 roku.
I siostra Ludwika, zmarła w latach 70. w Warszawie.

Komunistyczne śledztwo w sprawie czasopisma „Alarm” obejmowało wiele
wątków i wiele osób. Tylko Wyszomirski i drugi redaktor Tomasz
Malczewski – zostali skazani na śmierć. Pozostali – opisani po latach
przez IPN – aresztowani, zostali wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego.

Stąd ta Workuta, co pojawiła się na początku…

KONIEC

2020.11.19 /Jacek Pawłowski/

NA ZDJĘCIACH
Fragment tablicy upamiętniającej oddział „Hubala” z wymienionymi nazwiskami wszystkich żołnierzy Oddziału Wydzielonego, znajdującej się pod Anielinem na ścieżce edukacyjnej. Pod pozycją 306 widnieje nazwisko Jana Wyszomirskiego, wtedy jeszcze podchorążego. Zdjęcie autorstwa Jarosława Kruka zamieszczone w Wikipedii.

Tak wyglądał samochód Willys. Podobnym jeździł Józef Światło po ulicy Grochowskiej w Warszawie w listopadzie 1944 roku, w towarzystwie funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, wyłapując ludzi związanych z redakcją „Alarmu”. Fragment zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego, przedstawiającego Willysa w akcji kompanii sanitarnej w Bolonii w kwietniu 1945 roku.

Niewyraźne zdjęcie żołnierzy na ganku drewnianego domu to dowództwo nowogródzkiego III batalionu 77. pp AK (Uderzeniowe Bataliony Kadrowe). Jan Wyszomirski stoi pierwszy z lewej między dwoma słupami w czapce z orzełkiem. Pozostali widoczni na zdjęciu to (od lewej): Bolesław Piasecki „Sablewski” komendant UBK, Stanisław Briesenmeister „Kowalski” oficer informacyjny, Wojciech Kętrzyński „Wołkowyski” szef sztabu, Stanisław Hniedziewicz „Olgierd” dowódca 3. kompanii, R. Korab-Żebryk „Operacja Ostra Brama”. Zdjęcie z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej.

Rodzeństwo Wyszomirskich. Od lewej: Jan, Ludwika i Zygmunt. Plakat Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.

Mężczyzna w krawacie to Józef Światło. Fotografia z akt osobowych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Obecnie w domenie publicznej.

Tablica nagrobna Romana Wyszomirskiego z wyrytymi nazwiskami dwóch synów zamordowanych przez przeciwników politycznych w okresie II wojny światowej. Zdjęcie wykonał Marek Karczewski

——————————————————————–

Źródła, z których korzystałem przy pisaniu wszystkich czterech części:
Postanowienie o umorzeniu śledztwa. Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Badania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu, sygn. akt S 139/08/Zk
Dariusz Baliszewski, „Zakłamana historia ucieczki Józefa Światły”, „Uważam Rze Historia” 18.04.2019
„Polski kodeks karny z 11 VII 1932”, Księgarnia Nakładowa Dr Maksymilian Bodek, Lwów 1932
Książka adresowa miasta stołecznego Warszawy, 1930 r., udostępniona na stronach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej.
Jerzy Dziewirski, „Monografia gminy Rzekuń, 2014
Jacek Karczewski, „Zostaną tylko drzewa”, „Nasz Dziennik”, 20.02.2017
Paweł Krajewski, „Ocalić dla potomnych:. „Tygodnik Ostrołęcki”, 27.03.2007
Komunikat nr 12 Instytutu Śląskiego w Katowicach, 1936 r.
„Przemówienie prezydenta Donalda J. Trumpa przy Pomniku Powstania Warszawskiego na Placu Krasińskich”, strona internetowa Ambasady USA w Polsce. https://pl.usembassy.gov/pl/przemowienie_potus/
Małgorzata Pieczyńska, „Śladami rzekuńskich zabytków. Czarnowiec”. Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 5/2012
Bernard Kielak, „Tradycje Wigiijne”, Biuletyn Informacyjny Gminy Rzekuń nr 7/2012
Biogram Ludwiki Wyszomirskiej na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, https://www.1944.pl/powstan…/ludwika-wyszomirska,46446.html…
Profile społecznościowe Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce i Muzeum Powstania Warszawskiego.

/Jacek Pawłowski/




Za brak tabliczki możemy zapłacić karę!


PODSTAWA PRAWNA I PRAKTYCZNE PORADY

Zgodnie z obowiązującym prawem właściciele nieruchomości zabudowanych, zobowiązani są do oznaczenia ich numerami porządkowymi.

Nie wymaga to dużo wysiłku, ale za
to znacznie ułatwia dotarcie karetkom pogotowia, straży pożarnej,
kurierom, listonoszom, czy po prostu osobom, które chcą nas
odwiedzić.

Podstawą prawną, która reguluje
kwestie oznakowania posesji jest art. 47b ustawy z dnia 17 maja 1989
r.
– Prawo Geodezyjne i Kartograficzne ( Dz. U. z 2010 r. Nr 193 poz.
1287 ze zm.), w którym czytamy:

Właściciele nieruchomości zabudowanych lub inne podmioty uwidocznione w ewidencji gruntów i budynków, które takimi nieruchomościami władają, mają obowiązek umieszczenia w  widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości w terminie 30 dni od dnia otrzymania informacji o ustaleniu tego numeru.

W przypadku gdy budynek położony jest w głębi ogrodzonej nieruchomości, tabliczkę z numerem porządkowym umieszcza się również na ogrodzeniu.

Właściciele posesji często nie zdają sobie sprawy z tego, że ciąży na nich obowiązek właściwego oznakowania nieruchomości. Chodzi o umieszczenie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości. Co więcej, taką tabliczkę należy odpowiednio oświetlić.

Stanowi o tym art. 64 Ustawy z 20 maja 1971 roku Kodeks wykroczeń.
Mówi on, że kto, będąc właścicielem, administratorem, dozorcą lub użytkownikiem nieruchomości, nie dopełnia obowiązku umieszczenia w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.
Taka sama kara grozi osobie, która nie dopełnia obowiązku oświetlenia tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości.
Karę może nałożyć straż gminna lub policja w formie mandatu.

Zachęcam mieszkańców Czarnowca do wykonania i zawieszenia na furtkach czy płotach swoich ogrodzeń identycznych tabliczek z numerem posesji.
Tabliczki (wzór na zdjęciu) można zamówić u mnie.
Koszt tabliczki 21x30cm to 25zł brutto.

Marek Karczewski
Sołtys




Plac zabaw Nr 2 z nowym wyposażeniem.

Plac zabaw Nr 2 z nowym wyposażeniem.
Od poniedziałku 16.11.2020r. na placu zabaw przy ulicy Działkowej stoi nowiutka ławeczka dla mam i dziadków – tata musi pilnować swoich pociech i nie może siadać 😉

Pracownicy Zakładu Obsługi Gminy w Rzekuniu ustawili ławeczkę specjalnie pod rosnącą w pobliżu sosną aby w upalne letnie dni można było spocząć w cieniu.
Ławka jest dodatkowo wyposażona w stojaki do rowerów i pomimo, że te stojaki to pospolite „wyrwikółka” to i tak wiele osób zapewne będzie korzystać z ustawienia w nich rowerów.

Dzieciaki nie mogą doczekać się kolejnych zabawek, piasku pod zabawkami, mamy ogrodzenia aby niepowołane zwierzęta nie wchodziły do przyszłej piaskownicy a dziadkowie kosza na śmieci :).

Dziękujemy władzom Gminy Rzekuń za doposażanie naszego placu, a czarnowieckim działkowcom za udostępnienie działki nr 166 pod plac zabaw.




Korkorower przejechał.

Dziś nasz korkorower przejechał z placu przed świetlicą, który jest zamknięty i tym samym niedostępny.
Na plac zabaw przenieśliśmy go z Gospodarzem Świetlicy Panem Eugeniuszem Łępickim.
W ten sposób na placu zabaw będzie całodobowy dostęp dla osób, które chcą wrzucać zakrętki.

Zakrętki w Czarnowcu zbieramy dla chorej Lenki Mazur, o której pisaliśmy TU.

Dla przypomnienia tym, którzy dopytują kto wykonał nam taki fajny korkorower – PISALIŚMY TU.

Zapraszamy – wrzucajcie zakrętki!

/SC/