Kalendarium Czarnowca – sierpień 2026 r.

W historii wsi Czarnowiec miesiąc sierpień zapisał się przede wszystkim jako czas organizacji ważnych wydarzeń społecznych oraz istotnych momentów z okresu II wojny światowej.

🏗️ Infrastruktura i rozwój wsi

  • Uroczystość położenia kamienia węgielnego: 8 sierpnia 1856 roku położono kamień pod budowę kaplicy na cmentarzu parafialnym w Rzekuniu, którą murował mistrz z Czarnowca Teodor Złotkowski.
  • Pierwszy plac zabaw: Otwarto go przy świetlicy wiejskiej 8 sierpnia 2017 roku.

🎖️ Historia wojskowa i wojenna

  • Wizyta Kozaków (1914 r.): Do majątku Aleksandra Iżyckiego przybyli Kozacy z chorążym Leonowem.
  • I wojna światowa (1915 r.): Przez wieś maszerował i nocował w obozie w Czarnowcu niemiecki Batalion Bischofsburger.
  • Wojna polsko-bolszewicka (1920 r.): 3 sierpnia polskie wojska starły się pod Ostrołęką z Armią Czerwoną. Maszynistą biorącego udział w walkach pociągu pancernego „Mściciel” był mieszkaniec Czarnowca, Dominik Złotkowski.
  • Tragedia z rąk NZW (1947 r.): 14 sierpnia Narodowe Zjednoczenie Wojskowe zamordowało w Czarnowcu czteroosobową rodzinę Cudnych pod zarzutem współpracy z „czerwonym reżymem”.

🎈 Oraz inne wydarzenia integracyjne i społeczne (szczegóły na grafice)

KALENDARIUM CZARNOWCA

MK, 1.08.2026 r.




Szlachecki makaron od KGW Czarna Owca.

Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce donosi:

„MBP w Ostrołęce i Stowarzyszenie „Drwęczanka” razem

Takiego projektu jeszcze nie było! Po raz pierwszy Miejska Biblioteka Publiczna im. Wiktora Gomulickiego w Ostrołęce i Stowarzyszenie Drwęczanka zrealizowały wspólnie zajęcia wakacyjne dla dzieci i dorosłych. Projekt mógł się odbyć dzięki życzliwości i wsparciu finansowemu ze strony Powiat Ostrołęcki. Projekt zdobył akceptację w konkursie na realizację w 2026 roku zadań publicznych z zakresu kultury i ochrony dóbr kultury.

„Zaściankowe Korzenie. Dziedzictwo szlachty z powiatu ostrołęckiego” to działania zorganizowane w dniach 13, 14, 15, 16 i 18 lipca, które zgromadziły grupę dorosłych i dzieci z Ostrołęki, Drwęczy i innych miejscowości z gminy Rzekuń. Część zajęć była wspólna, część odbywała się osobno – raz w Świetlicy Wiejskiej w Drwęczy, raz w Czytelni MBP w Ostrołęce.

Co było w programie?

Zajmowaliśmy się tradycjami szlacheckimi. Pierwsze spotkanie poświęcone było podziałowi powiatu ostrołęckiego według rodzajów wsi. Wykład, prezentacja map i książek, rysowanie drzewa genealogicznego oraz malowanie sylwetek szlachcica i szlachcianki odbyły się najpierw w Drwęczy, a następnie w Ostrołęce. Zajęcia prowadziła Anna Wołosz z MBP.

Drugie spotkanie dotyczyło genealogii. Dzięki prezentacji Marta Wojciechowska, uczestnicy dowiedzieli się, jak szukać swoich korzeni. Następnie odbyły się warsztaty wykonywania biżuterii.

Trzecie spotkanie przyniosło mnóstwo radości i zabawy. Tańców polskich w formie towarzyskiej uczył Jacek Wójcik, instruktor i kierownik ZPiT KURPIE Ostrołęka z Ostrołęckie Centrum Kultury. Do poloneza dali się namówić wszyscy – nawet chłopcy, którzy wcześniej zarzekali się, że nie chcą tańczyć. Później grupa zwiedziła Sanktuarium św. Antoniego oraz dawny klasztor z pamiątkami po szlachcie.

Czwarte spotkanie przypomniało tradycyjne potrawy, jakie jadano w szlacheckich domach. Pod okiem pań z KGW Czarna Owca w Czarnowcu dzieci własnoręcznie zagniotły i pokroiły makaron. Na stole pojawił się także kisiel z wiśni oraz pyszne gofry.

Uroczyste podsumowanie projektu odbyło się w Drwęczy, gdzie na gości czekało mnóstwo atrakcji. Przyjechało wesołe miasteczko z prawdziwą karuzelą, zjeżdżalnią i gigantyczną tarczą do rzucania. Nie zabrakło także piany party i kolorowych proszków.

Dzieci, jak na każdym spotkaniu projektu, miały do dyspozycji specjalnie zakupione zabawki: koniki na kiju, latawce, piłki, łuk, kręgle, rakietki, instrumenty muzyczne oraz skakanki. Dzięki temu mogły doświadczyć spędzania czasu w taki sposób, jak robili to ich dziadkowie.

Obecny na spotkaniu Piotr Liżewski starosta ostrołęcki, powiedział: – Mam nadzieję, że to początek współpracy i podobne projekty będą nadal realizowane.

Projekt realizowany jest przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. W. Gomulickiego w Ostrołęce we współpracy ze Stowarzyszeniem „Drwęczanka”.

Zadanie zostało wsparte finansowo przez Powiat Ostrołęcki w ramach konkursu na realizację w 2026 roku zadań publicznych z zakresu kultury i ochrony dóbr kultury oraz kultury fizycznej.”

Źródło (tekst i foto): fejsbuk MBP w Ostrołęce

Zarząd Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu dziękuje serdecznie dyrekcji MBP w Ostrołęce, Zarządowi Stowarzyszenia „Drwęczanka” oraz zaangażowanym członkiniom Czarnej Owcy za pomysł, zaangażowanie i realizację projektu. Dziękujemy za zaproszenie do wspólnego działania.

Zarząd KGW

MK, 21.07.2026 r.




„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”

83. rocznica Krwawej Niedzieli

11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę.

Dla upamiętnienia tego dnia, nazywanego Krwawą Niedzielą, co roku obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów.

Wiarygodne źródła wiedzy o zbrodni

Badania nad zbrodnią wołyńską opierają się na relacjach naocznych świadków, nielicznych dokumentach sprawców (OUN-UPA) oraz raportach Polskiego Państwa Podziemnego. Za najbardziej rzetelne źródła informacji uznaje się Instytut Pamięci Narodowej (IPN). Prowadzi on oficjalne śledztwa, wydaje publikacje źródłowe oraz rozwija internetową Bazę Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, która pozwala na bieżąco weryfikować nazwiska zamordowanych osób.

Bilans ofiar w liczbach.

Historycy Instytutu Pamięci Narodowej oraz niezależni badacze dzielą ofiary antypolskiej akcji OUN-UPA ze względu na regiony historyczne.

Region geograficzny Szacowana liczba zamordowanych Polaków
Wołyń (województwo wołyńskie) 40 000 – 60 000
Galicja Wschodnia (woj. lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie) 30 000 – 40 000
Dzisiejsze ziemie polskie (głównie Lubelszczyzna i Podkarpacie) ok. 4 000
Łączny bilans ofiar ludobójstwa ok. 100 000 (maksymalnie do 120 000)

Upamiętnienie

7 lipca 2016 Senat RP przyjął uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939–1945.

9 lipca 2016 uczestniczący w szczycie NATO w Warszawie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył przed stołecznym Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej hołd ofiarom tego wydarzenia, klękając przed monumentem.

22 lipca 2016 Sejm RP – w trybie uchwały – ustanowił 11 lipca „Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP”. Sejm oddał w niej hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.

4 czerwca 2025 r. roku Sejm RP jednogłośnie przyjął ustawę ustanawiającą 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

Odzyskiwana pamięć

kwiat lnu

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – głosi napis na pomniku ofiar ukraińskich nacjonalistów na krakowskim cmentarzu Rakowickim. Pamięć o Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej z trudem jednak powraca do społecznej świadomości. W latach PRL starano się o tej zbrodni nie mówić, z jednej strony dlatego, że kluczowe dla tego dramatu wydarzenia rozgrywały się na zagarniętych przez ZSRR polskich Kresach, z drugiej strony dlatego, by nie wzbudzać niechęci do jednego z narodów tworzących sowiecką wspólnotę.

Wywieś flagę narodową

Wywieszenie flagi w tym dniu jest symbolem pamięci o setkach tysięcy Polaków, którzy stracili życie oraz o tych, którzy do dziś nie mają własnych grobów.

Źródła: IPN. ksgrm, wiki.

MK




Kalendarium Czarnowca – lipiec 2026 r.

W lipcu 2026 próbujemy po raz pierwszy streścić kalendarium naszej wioski za pomocą narzędzia AI (google)

Lipcowe wydarzenia z historii Czarnowca pokazują, jak ta podostrołęcka wieś ewoluowała od tradycyjnego majątku ziemskiego, przez dramatyczne momenty wojenne, aż po nowoczesną, zintegrowaną społeczność.

Oto zwięzłe podsumowanie najistotniejszych wątków z przedstawionego kalendarium:

🏰 Dziedzictwo dawnych majątków (XIX/XX wiek)

  • Związki z historycznymi postaciami: Wpisy dotyczące Aleksandra Iżyckiego (właściciela w latach 1912–1919) oraz Magdaleny Glinki z d. Skarżyńskiej (właścicielki w latach 1913–1914) przypominają, że Czarnowiec był niegdyś prężnym majątkiem ziemskim. Śmierć Magdaleny Glinki w Moskwie w 1917 roku oraz narodziny Iżyckiego na Podolu pokazują, jak burzliwe losy i migracje dotykały dawnych właścicieli tych ziem.

🪖 Tragedia wojenna i pamięć (1939–1945)

  • Okupacja niemiecka: Przypomnienie o przynależności do Landkreis Scharfenwiese (niemiecka nazwa Ostrołęki) w rejencji ciechanowskiej podkreśla trudny okres administracji hitlerowskiej, która zakończyła się dla wsi 4 września 1944 roku wraz z nadejściem frontu.
  • Upamiętnienie ofiar: Ufundowany przez Bogdana Piastę głaz z cytatem z K.K. Baczyńskiego, stojący przy Buku Pamięci, to kluczowy element lokalnej tożsamości. Stanowi on trwały hołd dla mieszkańców, którzy stracili życie w walce z oboma okupantami (niemieckim i sowieckim).

🏆 Rozwój i integracja współczesnej społeczności (XXI wiek)

  • Budowanie więzi sąsiedzkich: Turnieje piłkarskie (Mistrzostwa Czarnowca) oraz „Wyprzedaże garażowe” (organizowane przez M. Karczewskiego i T. Łępicką) udowadniają, że mieszkańcy potrafią oddolnie organizować czas wolny. Co ciekawe, pierwsze mistrzostwa z 2020 roku ruszyły na działce prywatnej (państwa Gorzębów), co idealnie obrazuje ogromne zaangażowanie tutejszej społeczności.
  • Infrastruktura i promocja: Oddanie drogi asfaltowej na ul. Leszczynowej (2017) to krok milowy w modernizacji wsi przez Gminę Rzekuń. Z kolei wizyta Polskiego Radia (2022) i prezentacja tras rowerowych przez sołtysa pokazały Czarnowiec na arenie ogólnokrajowej jako aktywne i zielone miejsce do życia.

KALENDARIUM WSI

MK, 30.06.2026 r.




Kalendarium Czarnowca – maj (2026)

Dziś kolejna kartka z kalendarza najważniejszych (dotychczas ustalonych) wydarzeń naszej małej wioski.

Szczegóły na grafice oraz w dziale KALENDARIUM.

MK




Rzekuń? „tam już nic nie ma”

„Przypominajka dla głoszących hasło, że „tam już nic nie ma”. Teraz już nie w kontekście Rzekunia, gdyż tamtejszy cmentarz pozostał, ale generalnie ku przestrodze chętnym do budowania na cmentarzach historycznych.”
– pisze Małgorzata Karczewska na swojej tablicy fejsbukowej 4 kwietnia 2026 r.

Dla tych z Państwa, którzy choć trochę pamiętają (lub chcą pamiętać), że w tym miejscu nadal leżą nasi przodkowie.

4 kwietnia 2022 r. Pani Małgorzata pisała tak:

„Hospicjum na cmentarzu, część 3
„Czekając na decyzję Caritas Diecezji Łomżyńskiej, napiszę parę słów na temat wyobrażeń inwestorów planujących budowy na cmentarzach historycznych.

Głównym argumentem przy wyborze takiej działki pod inwestycję jest przekonanie, że „tam już nic nie ma”, a te pozostałości, które ewentualnie się znajdzie, dyskretnie pochowa na cmentarzu. Tak też było w przypadku Rzekunia. Niestety, takie nie poparte wiedzą wyobrażenia nie zmienią rzeczywistości, która jest diametralnie inna. Szczątki ludzkie, dobrej jakości odzież grobowa, trumny i ich elementy w odpowiednich warunkach zachowują się bardzo długo.

Cmentarz w Rzekuniu został założony w 1413 roku. Niewyobrażalnie dawno. Może łatwiej osadzić to na osi czasu odwołując się do dobrze znanej daty: to było trzy lata po bitwie pod Grunwaldem! Przestano tutaj chować zmarłych w połowie XIX w. z powodu przepełnienia cmentarza. Grzebiąc zmarłych przez kilka stuleci na niewielkim terenie, groby wkopywano w kilku poziomach, coraz wyżej, tak, że najmłodsze były stosunkowo płytko. Przekonaliśmy się o tym podczas karczowania korzeni drzew i krzewów. Zniszczone wówczas pochówki były prawdopodobnie jednymi z najmłodszych na tym cmentarzu. Dodatkowo, podczas ewentualnych wykopalisk na rzekuńskim starym cmentarzu należy też oczekiwać reliktów pierwszego kościoła.

Wniosek z tego jest taki, że stary cmentarz w Rzekuniu jest niezwykle cennym zabytkiem archeologicznym, którego zachowanie powinno być priorytetem. Dodatkowo, współczesna doktryna konserwatorska mówi, żeby unikać badań archeologicznych w sytuacjach, w których nie jest to absolutnie niezbędne. Gdyby jednak doszło do prac wykopaliskowych, muszą one być przeprowadzone bardzo starannie, z rozbudowanym zakresem analiz specjalistycznych, które dostarczą wiedzy o dawnej społeczności Rzekunia i okolic. Nie można w takiej sytuacji ograniczyć się jedynie do „oczyszczenia działki ze szkieletów”.

Na zdjęciach możecie zobaczyć, jak wygląda pod ziemią cmentarz historyczny, który podobnie jak ten w Rzekuniu, przestał być użytkowany w połowie XIX w.

„Caritas Diecezji Łomżyńskiej, tego nie da się dyskretnie „zebrać do worka”!” – pisze dalej Pani Małgorzata.

Fotografie pochodzą z książki: M. Karczewska, M. Karczewski, Cmentarz ewangelicki przy ulicy Młynowej w Białymstoku. Tom I. Historia miejsca, Białystok-Poznań 2013.

Więcej zdjęć oraz komentarze do sytuacji na tablicy Pani Małgorzaty Karczewskiej.



Dziś to parking!

Pamiętacie Państwo sprzed dwóch tygodni ten parking na cmentarzu, podczas 3. Jarmarku Wielkanocnego?
Nikt z organizatorów, ksiądz, wójt nie wspomniał, że to miejsce należy szanować i nie robić z niego parkingu!
Wjechało tam dziesiątki samochodów i nikt nie zainterweniował.
Czy to, że tam nadal leżą ludzie, nasi przodkowie nikogo już nie ineresuje? Ważniejsze jest aby jak najbliżej tężni postawić swoją gablotę?
Smutne.

Podczas ostatniej kolędy, poprosiłem księdza proboszcza rzekuńskiej parafii Krzysztofa Górskiego o zabezpieczenie tego cmentarza, prostymi łańcuszkami, słupkami – czymkolwiek aby tam nikt samochodem nie wjeżdżał. Ksiąd dał nadzieję, że tak się stanie. Czekamy z niecierpliwością.

Zdjęcia z soboty 21 marca 2026 r. To co działo się w tym miejscu, w niedzielę 22 marca zauważyli tylko nieliczni.

„Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie”

Ksiądz podczas grzebania ciała wypowiada słowa „Wieczny odpoczynek racz mu/jej dać, Panie”, ponieważ jest to jedna z najważniejszych katolickich modlitw błagalnych za zmarłych. Jej celem jest prośba do Boga o miłosierdzie, odpuszczenie grzechów oraz przyjęcie duszy do nieba.
Modlitwa ta kończona frazą „a światłość wiekuista niechaj mu/jej świeci” oznacza pragnienie, aby zmarły zaznał pokoju po trudach ziemskiego życia…


Małgorzata Karczewska – Pracuje w: Ośrodek Badań Europy Środkowo – Wschodniej.
Ośrodek Badań Europy Środkowo-Wschodniej (OBEŚW) to stowarzyszenie działające na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego oraz upowszechniania historii Polski. Organizacja angażuje się w badania archeologiczne, inwentaryzację zabytkowych cmentarzy oraz działalność badawczą.

Marek Karczewski, 5.04.2026 r.




Kalendarium Czarnowca – kwiecień

Kalendarium Czarnowca – kwiecień

Przedstawiamy, dla sympatyków Czarnowca i jego historii kolejny miesiąc z ważnymi wydarzeniami, które zaistniały w naszej wsi, bądż dotyczą mieszkańców Czarnowca.

W kwietniu odnajdujemy sporo ważnych dat.
Szersze, szczegółowe kalendarium prowadzone jest w odrębnym dziale KALENDARIUM.

– Dziś obciodzimy siódme urodziny strony Czarnowiec.pl
– pomiędzy 16 a 19 – 1940 r. – komuniści mordują Zygmunta Wyszomirskiego w Katyniu. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca nie jest znany do dziś.
18 – 1945 r.Stefan Sakowski w wieku 24 lat poległ w walkach z Niemieckim najeźdźcą podczas operacji łużyckiej w trakcie forsowania rzeki Nysa.
24 – 1978 r. – Umiera Stanisław Gierłowski, syn Franciszka i Marianny z Malinowskich. Jeniec Stalag IA, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys Czarnowca.

Tradycyjnie, na grafice poniżej daty i wydarzenia, warte odnotowania.

Marek Karczewski, 1.04.2026 r.




Co wydarzyło się w marcu? Kalendarium czarnowieckie.

Co wydarzyło się w marcu? Kalendarium czarnowieckie.

Jak w każdym miesiącu, tak i w marcu prezentujemy kartę z kalendarium naszej wioski.

Najbliższa sercu rocznica marcowa, to zbyt wczesne odejście Eugeniusza Łępickiego – pisaliś o tym tu ->

W marcu 2022 roku pierwsi uchodźcy ukraińscy przybywają do świetlicy w Czarnowcu… O pożegnaniu pierwszych „lokatorów” ->

26 marca 2022 r. odbyła się uroczystość sadzenia „Dębu Przyjaźni Mieszkańców” ->

Po bardziej szczegółowe notatki z historii Czarnowca zapraszamy do menu KALENDARIUM

Marek Karczewski, 28.02.2026 r.




O historii Czarnowca i nie tylko – w miejskiej bibliotece (zdjęcia, wideo)

O historii Czarnowca i nie tylko – w miejskiej bibliotece

Pełna sala. Zabrakło miejsc do siedzenia. Niektórzy goście stali.

Tak byliśmy zaaferowani tym spotkaniem, że nie zdążyliśmy oszacować ile osób przyszło.

Było nam bardzo miło, gdy w styczniu dowiedzieliśmy się, że Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce zaprasza nas na otwarte spotkanie z czytelnikami, żebyśmy opowiedzieli jak opowiadamy lokalne historie. Przyszliśmy więc. Wymieniając w kolejności alfabetycznej: Marek Karczewski i Jacek Pawłowski. 

Od sześciu lat – a jak dobrze sięgnąć pamięcią, to nawet od ośmiu – dokumentujemy różne historyczne epizody związane z Czarnowcem. Opowiadamy je najlepiej jak potrafimy.

Na początku to były jakieś punktowe opowieści. Jak pojedyncze kropki w dziecięcej łamigłówce. Jak kamyczki mozaiki, które do niczego nie pasują, dopóki nie będzie ich więcej. Jak pogubione puzzle z fragmentami obrazków, na podstawie których można tylko zdać sobie sprawę jak coś mogło wyglądać, choć nieprecyzyjnie i nie w całości. Jak w tym szlagierze z tekstem Alana i Marilyn Bergmanów o odwijanych obrazach w kołowrotku wieczności.

Tak było na początku. Ale przez te wszystkie lata udało się zgromadzić tyle historii, że rysuje się już jakiś obraz w jaki sposób wielkie procesy dziejowe oddziaływały na życie małej wsi i jej mieszkańców.

Druga wojna światowa, która nieodwracalnie zmienia życie: rodzeństwa Wyszomirskich, Stefana Sakowskiego, Kazimierza Budnego, Wiktora Złotkowskiego i innych.

Uwłaszczenie chłopów po powstaniu styczniowym przez cara Aleksandra II, które przysporzyło ziemi mieszkającym w Czarnowcu rodzinom Drobniców, Kowalczyków, Ambroziaków, Lewickich, Laskowskich, Chludzińskich, Wasilewskich, Stefaniaków, Lisów, Tymusiów, Słowikowskich, Złotkowskich, Malinowskich, Krupów.

Trudny gospodarczo czas przed wielką wojną czy w okresie dwudziestolecia wojennego, w tym wielki kryzys, w których próbowali odnaleźć się: Doberski, Lis czy Wyszomirski.

I cały zestaw innych opowieści o życiu mieszkańców i gości w czasie zwykłym w ciągu historii – czyli okresach bez wojen i bez kryzysów: archeologach, dziedzicach, działkowcach, konserwatorce zabytków, murarzach, leśniczym, pachciarzu, rolnikach, sołtysie, społecznikach, ślusarzu-mechaniku i innych. 

To nasza wspólna pamięć o wiejskiej codzienności, która na pewno nie znajdzie się w podręcznikach historii; ale wiejska, społeczna, niezależna od władzy, strona internetowa jest idealnym – by tak to ująć: polem eksploatacji dla takiej dziedziny wiedzy.

Nie robimy tego dla sławy czy innych form rozgłosu. Ale miło nam, gdy ktoś dostrzeże efekt tej pracy. Czasami dostajemy informacje zwrotne z regionu, czy z Polski, że mało która wieś ma tak szczegółowo opisaną historię. I doceniamy, że Miejska Biblioteka Publiczna uznała, że warto poświęcić czas, prąd, amortyzację sprzętu, a przede wszystkim pracę swoich ludzi, żebyśmy o tej historii Czarnowca opowiedzieli. Nie tylko zresztą o historii, ale o naszych przygodach w czasie docierania do źródeł, dokumentowania i pisania. Opowiadaliśmy też o naturalnej ciekawości świata, która towarzyszy wyprawom rowerowym, narciarskim czy pieszym jednego czy drugiego z nas.

Licznie zgromadzonej  publiczności przedstawiła nas dyrektor Biblioteki Katarzyna Kossakowska, a nasze nieuporządkowane myśli na jakiś logiczny tor kierowała prowadząca spotkanie Anna Wołosz. Chyba wyszło nieźle, bo przez pierwszą godzinę spotkania nikt nie wyszedł, a pytania od gości były mocno osadzone w meritum spotkania.

Dziękujemy Wszystkim, którzy przyszli na spotkanie z nami. Dziękujemy za uwagę i za uważność. Wierzymy, że była to pierwsza, ale nie jedyna okazja, aby się spotkać i porozmawiać o lokalnych historiach.

Spotkanie p.t.: „Historia regionu – Jacek Pawłowski i Marek Karczewski” odbyło się 19 lutego 2026 r.

Po bardziej obszerną galerię zdjęć zapraszamy tu ->

Foto w artykule i galerii autorstwa: Krzysztofa Chojnowskiego i Małgorzaty Szarwackiej

Jacek Pawłowski, 20.02.2026 r.




Historia regionu – Jacek Pawłowski i Marek Karczewski

Historia regionu – Jacek Pawłowski i Marek Karczewski

Spotkanie poświęcone lokalnej historii regionu

Jacek Pawłowski

Z wykształcenia i zawodu dziennikarz. W wolnych chwilach podróżuje rowerem i czyta książki, ale nigdy naraz. Nie ma wyprawy, z której nie przywiózłby ciekawej opowieści. Lokalne historie publikuje na stronie czarnowiec.pl i na swoim profilu.


Marek Karczewski

Kolarz, prezes, menedżer sportu, organizator wyścigów kolarskich, biegów i innych sportów. Sołtys, społecznik, miłośnik historii wsi Czarnowiec oraz historii ostrołęckich: kolarstwa, PKS-u, MOSiR-u.


Zapraszamy 19 lutego 2026 r., godz. 18.00, MBP w Ostrołęce, ul Głowackiego 42

źródło: https://mbpostroleka.pl/historii-regionu-jacek-pawlowski-i-marek-karczewski/




Kalendarium Czarnowca – luty 2026

Od kilku miesięcy publikujemy, w telegraficznym skrócie kalendarium wydarzeń, które wpisały się na stałe do ksiąg naszej historii.

W lutym, jak się okazuje występuje data najważniejsza dla naszej miejscowości – wpis w akcie erekcyjnym Parafii Rzekuń.

W lutym rodzą się i umierają sołtysi oraz bohaterowie naszej czarnowieckiej ziemi.

Do śledzenia kalendarium naszej wsi zapraszamy w dziale KALENDARIUM

Dziś, tradycyjnie tablica z najważniejszymi wydarzeniami odnotowanymi dotychczas…

Marek Karczewski, 1.02.2026 r.




Ułatwienie dla czytelnika w dziale „historia”.

Skoro dziś posiadamy już sporo wiedzy o czarnowieckim dworze – majątku – dobrach, to wypadałoby to w jakiś logiczny sposób zindeksować.

Zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam do doskonałości dat w postaci dd.MM.rrrr, a obecnie możemy podawać same lata (w przybliżeniu).
Może jeszcze okaże się, że zaistnieją w bliżej nieokreślonym czasie takie możliwości, aby dogrzebać się do protokołów, aktów notarialnych, umów pomiędzy poszczególnymi właścicielami majątku w Czarnowcu, ale czy aż tak musiałoby wyglądać zestawienie, aby ocenić je na „celujący”?,

W menu „HISTORIA” dodaliśmy „INDEKS DZIEDZICÓW”, który ma pomóc Państwu w odszukaniu informacji, np. Kto w roku 1939 – podczas wybuchu II wojny światowej zarządzał gospodarstwem (dworem) w Czarnowcu?

Indeks jest oczywiście niekompletny i wyłącznie od Państwa zaangażowania może zależeć jego aktualizacja. Każdy kto chciałby zgłosić swoje uwagi, lub posiada wiedzę o innych zarządcach majątkiem czarnowieckim proszony jest o kontakt pod nr 533 613 913 – Marek Karczewski lub napisanie swojej opinii na adres: wiesczarnowiec@gmail.com.

UWAGA!
Na stronie „indeks dziedziców”, aby przeczytać szerszy opis o właścicielu/dzierżawcy, należy kliknąć w obrazek/awatar.

Dziękujemy za wszelkie sugestie i uwagi do naszej strony.

Proszę kliknąć w poniższy obrazek aby przejść do indeksu właścicieli dworu w Czarnowcu.

Marek Karczewski, 7.01.2026 r.





Kalendarium Czarnowca – styczeń 2026.

Przełom każdego roku, to czas na podsumowania tego co za nami. Na to przyjdzie jeszcze czas, aby zebrać dla Państwa w chronologiczne tabele istotnych spraw, które zaistniały w Czarnowcu, w 2025 roku.

Czego można naszej wiosce życzyć w 2026 roku? Jakie wydarzenia powinny wpisywać się do naszego wspólnego kalendarium?
Czy przy obecnie zmieniającym się świecie do ważnych „osiągnięć” na naszej (jeszcze wiejskiej ziemi) trzeba będzie odnotowywać to że:
– otwarto pierwsze miejskie osiedle;
– pobudowano pierwszy wieżowiec;
– przejechał ostatni spalinowy samochód;
– wymontowano u Państwa „Kowalskich” ostatni piec/kocioł na węgiel;
– wycięto ostatnią sosnę, która sypała igliwiem;
a może trzeba będzie odnotować, że każde gospodarstwo od dnia „x” musi posiadać 16. (słownie: szesnaście) kubłów do każdej frakcji śmieci?
Nie sposób wróżyć, co ludziom do głowy może przyjść…

Pozostańmy przy tym co jest tu i teraz.

Od 2018 roku, gdy razem z Panem Jackiem Pawłowskim dogrzebujemy się do coraz to nowych kart historii Czarnowca, kalendarium jest uzupełniane na bieżąco.
Można je śledzić tu ->

Dziś comiesięczne zestawienie najważniejszych dat w historii naszej wioski.

1 – 1912 r. – W Zdzieborzu przychodzi na świat Zygmunt Wyszomirski s. Romana i Marii. Podporucznik, zamordowany w Katyniu (zam.16/19.04.1940)
O Zygmuncie Wyszomirskim przeczytamy tu ->

4 – 2012 r. – Wycięto 200-letnią sosnę przy świetlicy. Wnioskowała sołtyska Czarnowca Milewska Wiesława. Zlecił wycięcie wójt Godzina Stanisław. Wyciął Suski Jarosław z Laskowca.
Można o tym przeczytać tu ->

17 – 2021 r. – Sołtys i Norbert Siemiątkowski organizują na Zaborzu “III Zjazd na ByleCzym”.

21 – 1908 r. – Przychodzi na świat Stanisław Gierłowski, s. Franciszka i Marianny. Jeniec Stalag IA, przew. GRN, Sołtys Czarnowca. (zm.24.04.1978). Pisaliśmy o jeńcu Gierłowskim tu ->

22 – 2023 r. – Sołtys organizuje “4. Mistrzostwa Czarnowca w tenisie stołowym”.

29 – 1945 r. – Ubowcy po karykaturze procesu i wyroku, rozstrzelają Jana Wyszomirskiego „Wrońskiego”. Karę śmierci wykonano w ubeckim więzieniu przy ulicy 11 Listopada w Warszawie. O Janie Wyszomirskim można przeczytać tu ->

Marek Karczewski, 1.01.2026 r.




Dziś 12. rocznica komunikacji z miastem.

Brak jest publicznie dostępnych, precyzyjnych statystyk rocznej frekwencji dedykowanych wyłącznie linii Nr 22, która kursuje przez Czarnowiec. Informacje te są zazwyczaj danymi w rozliczeniach między miastem Ostrołęka, a gminą Rzekuń. Spółka MZK w Ostrołęce publikuje zazwyczaj dane dla całego systemu komunikacji miejskiej, a nie dla poszczególnych połączeń. Dostępne dane ogólne z raportów wskazują, że: w 2024 r. MZK w Ostrołęce przewiozło ponad 22 miliony pasażerów, pokonując 6 milionów kilometrów.

12. lat temu pierwszy „liniowy” autobus MZK przejechał przez Czarnowiec.

Linia Nr 22 obsługiwana przez Miejski Zakład Komunikacji Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w Ostrołęce została uruchomiona dokładnie 23 grudnia 2013 roku.

Trasa linii od momentu powstania obejmuje przejazd przez Czarnowiec i łączy go z Ostrołęką oraz Rzekuniem:
Trasa: – Dw. PKS – Osiedle Centrum – Szpital Specj. – Tobolice – Czarnowiec – Rzekuń.
Pierwotnie linia została zaplanowana jako połączenie kursujące w dni robocze… i tak pozostało do dziś, choć wiele grup seniorskich wnioskowało do MZK i Urzędu Gminy w Rzekuniu o uruchomienie choć jednego kursu w niedzielę – do kościoła. 

16 grudnia 2013 r. Zarząd MZK informuje mieszkańców Czarnowca:
„Miejski Zakład Komunikacji Spółka z o. o. w Ostrołęce informuje, że od dnia 23.12.2013 r. uruchamia linię Nr 22, kursującą w dni robocze na trasie: Dw. PKS – Osiedle Centrum – Szpital Spec. – Tobolice – Czarnowiec – Rzekuń. W związku z powyższym zostaje zawieszona linia Nr 20, kursująca na trasie: Dw. PKS – Osiedle Centrum – Szpital Spec. – Tobolice”.

Trasa linii Nr 22 w 2013 r.

„Odpowiedzi wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy!”

Dziś, gdy w prosty sposób chcemy dowiedzieć się „prawdy” zawartej w internecie często sięgamy po narzędzie ejaj. Nie jest to niestety, jak już zapewne wielu z Państwa zauważyło, narzędzie doskonałe. Jest pomocne, ale myli często fakty…
Korzystając z AI trzeba brać na niego poprawkę.
Przykładem błędnej informacji jest chociażby taki oto tekst (gdy pytamy o datę uruchomienia linii 22 przez Czarnowiec): „Głównym wnioskodawcą i inicjatorem uruchomienia linii Nr 22 przez Czarnowiec był ówczesny sołtys Czarnowca, Marek Karczewski”.

Kto zauważa błąd?
Wyjaśnienie poniżej…

Ejaj pisze dalej: Szczegółową historię powstania tej linii oraz archiwalne wpisy dotyczące starań o jej uruchomienie można znaleźć w serwisie sołectwa czarnowiec.pl.

W czasie uruchomienia linii Nr 22 przez Czarnowiec (grudzień 2013 roku) wójtem gminy Rzekuń był Stanisław Godzina. Sprawował tę funkcję w latach 2010–2018. To właśnie za jego kadencji, dzięki współpracy z Markiem Karczewskim i władzami Ostrołęki, doszło do uruchomienia tego połączenia komunikacyjnego.

W czasie uruchomienia linii Nr 22 przez Czarnowiec prezydentem Ostrołęki był Janusz Kotowski. Sprawował urząd w latach 2006–2018. To właśnie za jego prezydentury Miasto Ostrołęka porozumiało się z gminą Rzekuń w sprawie obsługi komunikacyjnej miejscowości Czarnowiec przez miejskie autobusy.

W czasie uruchomienia linii Nr 22 trwała kadencja 2010–2014 Rady Gminy Rzekuń. W skład ówczesnej Rady Gminy wchodzili: Stanisław Dmochowski, Andrzej Gierwatowski, Edward Gryczka (Przewodniczący Rady), Wiesław Frydrych, Kazimierz Jastrzębski, Jerzy Konopka, Janusz Kubeł, Zbigniew Małkowski, Beata Mierzejewska, Andrzej Pieńkowski, Wojciech Rogoziński, Ewa Szatanek, Sławomir Wysocki, Janusz Zajkowski, Małgorzata Żebrowska.

W czasie uruchomienia linii Nr 22 funkcję prezesa zarządu Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce sprawował Ryszard Chrostowski. Zajmował to stanowisko od 2008 do 2018 roku.
To on, wraz z prezydentem Januszem Kotowskim i wójtem Stanisławem Godziną, odpowiadał za operacyjne wdrożenie nowej linii oraz ustalenie jej rozkładu jazdy.

Archiwalny komunikat na stronie MZK dotyczący uruchomienia tej linii.

  • Data publikacji: 17 grudnia 2013 r..
  • Treść: Spółka poinformowała, że od dnia 23.12.2013 r. uruchamia linię Nr 22.
  • Trasa: W komunikacie wskazano przebieg: Dw. PKS – Osiedle Centrum – Szpital Spec. – Tobolice – Czarnowiec – Rzekuń.
  • Częstotliwość: Pierwotnie linia została zaplanowana do kursowania wyłącznie w dni robocze. 

Za bilet trzeba zapłacić.

W grudniu 2013 roku, w momencie uruchomienia linii Nr 22, obowiązywała następująca taryfa opłat za bilety jednorazowe: 

Rodzaj biletu  Cena
Bilet normalny (w kiosku/automacie) 2,20 zł
Bilet ulgowy (w kiosku/automacie) 1,10 zł
Bilet normalny (sprzedawany przez kierowcę) 2,80 zł
Bilet ulgowy (sprzedawany przez kierowcę) 1,40 zł

Jednak już od 28 października 2017 r. wszystkie przejazdy liniami MZK w Ostrołęce są bezpłatne

Jaki budżet roczny musiała gmina Rzekuń przeznaczyć na realizację tej linii?

Dokładna roczna kwota, jaką gmina Rzekuń musiała przekazywać miastu Ostrołęce za uruchomienie linii Nr 22, nie jest dostępna w podanych źródłach. Informacje te wynikały z porozumienia międzygminnego i były elementem budżetu obu samorządów. Porozumienia takie opierają się zazwyczaj na zasadzie partycypacji w kosztach funkcjonowania linii na terenie danej gminy (pokrycie różnicy między kosztami operacyjnymi a wpływami z biletów).

Tabor

W 2013 r. tabor MZK Ostrołęka był zróżnicowany i składał się zarówno z nowoczesnych na ówczesne czasy pojazdów, jak i starszych modeli. Do obsługi pasażerów na nowo uruchomionej linii Nr 22 przez Czarnowiec wykorzystywano autobusy następujących marek:

  • Solbus: W latach 2011–2012 flota została zasilona fabrycznie nowymi modelami Solbus SN11M.
  • Solaris: MZK eksploatowało autobusy Solaris Urbino 9 (zakupione wcześniej, m.in. w 2002 r.) oraz nowsze jednostki.
  • Jelcz: W użyciu wciąż pozostawały starsze, ale sukcesywnie wycofywane modele, takie jak Jelcz M11Jelcz 120M oraz mniejszy Jelcz M081MB (Vero).
  • MAZ: Od 2009 roku w taborze znajdowały się niskopodłogowe modele MAZ 206.
  • Autosan: Wykorzystywano m.in. mniejsze jednostki, takie jak Autosan H7.
  • MAN: W zasobach znajdowały się pojedyncze egzemplarze, np. MAN-Berkhof 14.220
Tu przypadkowo (w Czarnowcu) autobus linii Nr 28, bo w remoncie jest ul. Wspólna. Zdjęcie wykonane 25 czerwca 2025 r. na ul. Sosnowej. Fot. Marek Karczewski

Gdzie ejaj popełniła błąd? Czego ejaj nie wie?

Po pierwsze użyła słowa „sołtys” co nie jest prawdą. Użyła słów „Głównym wnioskodawcą i inicjatorem…” co już prawdzie jest bliższe.
Jednak, aby przedstawić tu w pełni drogę przygotowań do uruchomienia linii Nr 22 przez Czarnowiec potrzebujemy kilku zdań wyjaśnień…

Latem 2013 r. gdy w czasie urlopu wypoczynkowego udałem się na kawę do koleżanki (księgowej) w MZK, z którą kiedyś miałem przyjemność pracować w PeKaeSie wpadł mi przy okazji pobytu na kawie pomysł wstąpienia do Prezesa Chrostowskiego. Razem i z księgową i z Ryszardem pracowaliśmy przecież wcześniej w PKS Ostrołęka S.A. Oni odeszli wcześniej, ja pod koniec 2015 r.
No i tak siedząc na tej kawie mówię, że wejdę do prezesa…
Wszedłem, dzień dobry, cześć, co słychać itd.
– Panie prezesie czy jest jakaś przeszkoda aby MZK mogło zabierać mieszkańców Czarnowca do Rzekunia i Ostrołęki?
„nie ma żadnej!” – mówi Chrostowski. Idź tylko do radnego/radnych aby przekonali wójta i się dogadamy. Tak też sie stało. Za dzień czy dwa po tej kawie u Joanny i wizycie u prezesa poleciałem do Sławka Wysockiego – radnego, który mieszkał (nadal mieszka, ale radnym już nie jest) naprzeciwko Urzędu Gminy i urzędującego wójta zarazem. Ludzie mówili, że Sławek w gminie jest codziennie. 🙂
Sławek – przekonaj wójta aby zechciał dofinansować autobusy MZK przez Czarnowiec. „Dobra jutro będę…” czym potwierdził, że jest codziennie. 🙂
Jakie były dalsze ustalenia pomiędzy Godziną/radnymi – Kotowskim a Chrostowskim nie wiem, ale wiem, że gdzieś późną jesienią zadzwonił do mnie kierownik Działu Przewozów z MZK i poprosił o podesłanie nazw przystanków.
Nie pamiętam teraz jakie te nazwy podesłałem ale wiem, że jak pierwszy raz wsiadłem do autobusu MZK, który jechał do Czarnowca to sam nie wiedziałem gdzie jestem. Taką uchwałę o nazwach przystanków podjęli radni! Te nazwy są chyba najprawdopodobniej na mapce powyżej.

To nie koniec historii o uruchomieniu linni, bo nieugięta Pani Agnieszka Wierzbowska z ul. Sosnowej w Czarnowcu, gdy dowiedziała się, że mają puszczać MZK do Czarnowca – zainterweniowała.
Zgłosiła i to bardzo słusznie, zmianę, która do dziś obowiązuje (od początku uruchomienia).
W pierwszej wersji autobus 22 miał jechać prosto z Tobolic traktem goworowskim do Czarnowca. Pani Agnieszka „wychodziła” Tobolicom i mieszkańcom ulic: Wspólna i Sosnowa w Czarnowcu dodatkowe przystanki. Tak jest do dziś.

Dziś po 12. latach dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do zgody na dofinansowanie przewozów. Prezesowi MZK – Chrostowskiemu Ryszardowi, prezydentowi miasta Ostrołęki Kotowskiemu Januszowi oraz wójtowi gminy Rzekuń Godzinie Stanisławowi.
Dziękujemy radnym gminy Rzekuń ówczesnej i późniejszym kadencjom za coroczne przeznaczanie środków na realizację tej linni MZK Nr 22.

Marek Karczewski, 23.12.2025 r.




Taka historia z Wyszomirskimi? Na śmietnik!

„Notatnik czarnowiecki” Nr 3

„Każde zdjęcie ma swoją historię, niektóre historie mają swoje zdjęcia.”

W środę 26 listopada 2025 r. otrzymałem pismo od włodarza gminy Rzekuń o usunięcie historii z historii Czarnowca. 𝓒𝔃𝓪𝓻𝓷𝓸𝔀𝓲𝓮𝓬.𝓹𝓵

To w skrócie.

Gdy w kwietniu, maju 2023 r. na okoliczność organizacji wielkiego jubileuszu – 610-lecia istnienia Czarnowca, w zespole organizacyjnym postanowiliśmy upamiętnić naszą wioskę namiastką faktów historycznych zawartą w obrazach – wszyscy okazali się przychylni.
W zespole: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Krzysztof Chojnowski, postanowiliśmy z kilkunastu zdjęć wybrać te, na które nas stać.
Pozyskaliśmy sponsorów i Krzysztof Chojnowski zamówił wykonanie zdjęć wielkogabarytowych.

3 czerwca 2023 r. podczas uroczystości Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca opowiadał o historii powstania tychże oraz o historiach bohaterów zdjęć.
Można o tym przeczytać tu ->
Wideo ->
Po uroczystościach 3 i 4 czerwca 2023 r. (za decyzją wszystkich organizatorów) zdjęcia zawisły na ogrodzeniu obiektu świetlicy wiejskiej.
O uroczystości 610-lecia Czarnowca można poczytać tu ->

Wieszałem te zdjęcia z dwoma chłopcami, którzy zatrzymali się na przystanku, oczekując na autobus do Ostrołęki.
Chłopcy zmęczeni jazdą na hulajnogach po PumpTrack Rzekuń nie odmówili pomocy, aby przytrzymać sporych rozmiarów obrazy przy montażu na płotach.

Wiecie co powiedzieli Ci ok. 13-letni chłopcy?

„…ale to fajne co pan robi, można się wiele dowiedzieć z takich zdjęć historycznych. Jak będziemy teraz przejeżdżać to się zatrzymamy i poczytamy…”

Tak było.

Młodzi chłopcy widocznie niedoświadczeni i mówili rzeczy od rzeczy… Krótki materiał z tych dni ->

Dorośli, i to obecni mieszkańcy Czarnowca mają w tej kwestii odmienne zdanie (na szczęście nie wszyscy)!

Jedna z pań mieszkanek, która przyszła tu mieszkać do męża rozpowiadała w autobusie MZK relacji Rzekuń – Ostrołęka takie bezeceństwa, że aż ludzie donieśli co mówiła. Musiała się z tym nie kryć i powtarzać to w różnych miejscach oraz różnych godzinach kursowania miejskiego autobusu wielokrotnie, bo dotarły do mnie informacje od dwóch osób o jej oburzeniu.

„… Karczewski powywieszał te głupoty na płocie…”

Co miała na myśli mieszkanka niepochodząca z Czarnowca?
Wyszomirską Ludwikę, która walczyła w Powstaniu Warszawskim?
Wyszomirskiego Jana, którego zamordowali komuniści, bo pisał gazetki po polsku?
Wyszomirskiego Zygmunta, którego ruskie zastrzelili w Katyniu?
Sakowskiego Stefana, który zginął na polu bitwy pod Nysą Łużycką?
Rodzinę Cudnych, którą wybiła banda?
… kogo?

Później, za jakiś czas wszystkie zdjęcia zostały uszkodzone!

Zdjęciami targały wichury i ulewy, zdjęcia były zrywane, ale Pan Jacek Pawłowski zawsze je ratował…

Dziś kończy się krótka historia starej historii Czarnowca.

Należy bohaterów zdjąć, bo?

No właśnie, kto z zawiści i zazdrości (tylko o co?) zawnioskował o wyrzucenie naszych czarnowieckich bohaterów na śmietnik?
Sołtys?
Radna?
Komu przeszkadzały sylwetki Ludwiki Wyszomirskiej, Jana Wyszomirskiego, Zygmunta Wyszomirskiego, Stefana Sakowskiego, Cudnych
Przecież ci ludzie walczyli za Polskę i wolność naszą, a nawet za wolność obecnie obsadzonych przez wójta sołtysa i radnej!

Jak można stosować zawiść do Karczewskiego poprzez usuwanie bohaterów Czarnowca?

Wyobrażacie sobie Państwo, że którykolwiek prezydent Ostrołęki zdemontuje pomnik gen. Bema, bo pobudowali go za kadencji innego?

Jest tylko nadzieja, że sama historia oceni skrzywianie historii przez obecnych przedstawicieli wójta.

Sponsorami zdjęć byli:
1. Krzysztof Chojnowski – Czarnowiec
2. Filip Wilczynski – Czarnowiec
3. Przemysław Rykowski – Czarnowiec
4. Marek Karczewski – Czarnowiec.

Czy można wierzyć obecnej ekipie rządzących w gminie oraz w Czarnowcu, w choć jedno zdanie, które w swojej treści ma wpisane, że „projekt jest realizowany w dobrej wierze”?

Ja w to już nie wierzę.

Nie wierzę również, że kiedykolwiek (za tej ekipy) wrócą one na płot! Na płot przy świetlicy.

Wykonując kilka zdjęć z demontażu pomyślałem, że warto, aby ta historia miała swoje zdjęcie.

Pozdrawiam.
Marek Karczewski z Czarnowca, 26.11.2025 r.




Kalendarium Czarnowca – listopad 2025

Listopad, w kalendarium wioski nie jest zbyt bogaty, ale jak każde ważne odnotowania wydarzenia z życia Czarnowca skrupulatnie rejestrujemy.

W listopadowym kalendarzu, najważniejszym dla nas wszystkich jest dzień 1. listopada – Dzień Wszystkich Świętych.

Zdecydowanie należy zaznaczyć datę 22 listopada 2022 roku, bo wtedy historyczną decyzję podjęła Pani Paulina Mierzejewska, nauczycielka, która przejęła stery podczas tworzenia Koła Gospodyń Wiejskich „Czarna Owca w Czarnowcu”. Właśnie w sobotę 22 listopada będziemy świętować trzylecie istnienia Koła.
Gratulujemy Pani Paulinie podjęcia właściwej decyzji i życzymy w najbliższej przyszłości owocnej działalności KGW Czarna Owca.
O założeniu KGW pisaliśmy tu ->
KGW CZARNA OWCA w Czarnowcu zaczyna swoją działalność

Ważną datą jest również dzień 21 listopada 1913 roku. Tego dnia urodził się bohater z Czarnowca, którego zgładzili komuniści.
O Janie Wyszomirskim pisaliśmy tu ->
Podkomendny, który zginął z honorem
Kilka nowych ustaleń o Janie Wyszomirskim „Wrońskim”
Jan Wyszomirski – (akta, zdjęcia)

Marek Karczewski, 31.10.2025 r.




XXI wiek, a Biedronka pozostała w XIX

XXI wiek, a Biedronka pozostała w XIX

To tylko aluzja, do zaistniałej dziś historycznej dla Czarnowca sytuacji, w jakim znalazło się to miejsce i jego nowi właściciele.
Samej Biedronki reklamować nie trzeba i dziś nie o asortymencie czy cenach, ale o zacofaniu…

Anachroniczność, ciemnogród, nieroztropność, prowincjonalizm…

W najprostszych słowach można wytłumaczyć to pierwsze:
Anachroniczność to niezgodność czegoś z epoką, polegająca na umieszczeniu czegoś w niewłaściwym czasie historycznym, co sprawia, że jest to przestarzałe, nieaktualne lub nierealne. W węższym znaczeniu może oznaczać błąd, gdzie pojawiają się elementy niezgodne z tłem historycznym, lub coś, co jest po prostu staroświeckie i nieprzystosowane do obecnych czasów.

Dlaczego tu o nieroztropności przy okazji otwarcia pierwszego sklepu wielkopowierzchniowego, nie tylko w Czarnowcu, ale w gminie Rzekuń?

Nie zamierzam w tym momencie przegrzebywać dokumentacji papierowej, bo brak cennego czasu, ale mogę zdecydowanie stwierdzić, że już w 2020 czy 2021 roku przewidziałem sytuację „zacofania”, gdy zwróciłem się do szanownych rajców gminy o uporządkowanie urbanistyczne, wówczas wolnych działek.
Stało się to na wniosek wszystkich właścicieli posesji znajdujących się przy DP4403W, czyli przy tak zwanej „goworowskiej”. Wnioski podpisali przede wszystkim właściciele największej firmy branży budowlanej przy tej drodze. Właściciele firmy Dach-Met z wielką nadzieją czekali na likwidację anachroniczności, bo tak jak i ja wiedzieli, że to ostatni gwizdek na uporządkowanie (logiczne wtedy) spraw związanych z nadaniem nazwy dla tego odcinka drogi.

Gdy właściciele posesji (wszyscy) i kilku właścicieli działek przyległych do „goworowskiej” zadecydowali aby złożyć wniosek do Rady Gminy Rzekuń o nadanie nazwy tej drodze „Trakt Goworowski”, to niespodziewanie sekretarz Żebrowski „przekonał” rajców, że „Trakt Goworowski” do lat 60-tych XX wieku miał ciut inny przebieg różniący się ok. 100 metrów.
Gdy w latach 60-tych, komuniści odbierali ziemię pod prostowanie przebiegu Traktu, nie kierowali się potrzebami postępującej cywilizacji, aby w 2025 r. ktoś pobudował tu biedrę, ale dla wygody podróżnych i spokoju mieszkańców Czarnowca. Wybudowano wtedy modną dziś z nazwy „obwodnicę Czarnowca”.
No i tak to pierwszy wniosek o pozbycie się w Czarnowcu anachroniczności przepadł przez sekretarza Żebrowskiego, bo komuniści zmienili przebieg Traktu.

Drugi już z historycznym uzasadnieniem

Mieszkańcy przy DP4403W próbują walczyć z nieroztropnością, po złożeniu kolejnego wniosku z obszernym opisem historycznym tego szlaku. W bardzo zwięzły i zdawałoby się przekonujący sposób tworzy uzasadnienie Pan Jacek Pawłowski.
Wniosek trafia do rajców… i tu ponownie sprzeciw, tym razem prowincjonalizm wójta, przekonuje szanowną radę, że to jakieś widzimisię Karczewskiego.
Drugi i trzeci raz odrzucają, nie wiedzieć czemu decyzję niezbędną dla zachowania ładu.

W obu przypadkach przeciwni – przynajmniej w głosowaniu i w konsekwencji na papierze, sugerując się bezgranicznym zaufaniem do wszechobecnej nieomylności wójta są radni kadencji 2018-2024. Radę gminy tworzyli wówczas: Małgorzata Żebrowska, Stanisław Dmochowski, Edward Gryczka, Andrzej Gierwatowski, Rafał Marcin Kaczmarczyk, Jerzy Konopka, Łucja Łada, Zdzisław Majewski, Bogdan Mierzejewski, Ireneusz Mierzejewski, Jarosław Namiotko, Dariusz Olech, Rafał Pupek, Włodzimierz Sikorski, Sylwia Anna Wojsz – ta ostatnia „reprezentowała” wieś Czarnowiec. Wyniki sprzeciwu można przeczytać na stronie BIP Urzędu Gminy.

Trzecie podejście w tym roku

Gdy na wiosnę 2025 r., z kolejną, ale prawie identyczną inicjatywą wystąpili inni mieszkańcy, to jeszcze większego szoku doznaję dowiadując się o przyczynie odstąpienia od wprowadzenia porządku w Czarnowcu!

Na wniosek jednego z mieszkańców Czarnowca, Pana Krzysztofa Chojnowskiego, który tak jak i większość mieszkańców, którym zależy na ładzie i porządku przypomniał o wnioskach sprzed lat, aby nareszcie pójść po rozum do głowy za decyzją nowej rady.

I gdyby nie ciemnogród dwóch osób z Czarnowca, to nawet wcześniej przeciwny wójt chciał przekonać radnych, że to jednak powinno się stać. Była nawet iskierka nadziei, że wszyscy radni, podniosą ręce za sugestią włodarza…

Powinni radni uchwalić nazwę drogi powiatowej 4403W – zwanej „goworowską” i nadać jej nazwę „Trakt Goworowski”.
Ale nie wiedzieć czemu wójt spytał o zgodę sołtysa! i panią Milewską, którzy w żaden sposób (jak widać) nie są ani terytorialnie, ani sercem związani z Czarnowcem! Tak, zdecydowanie nie są!, skoro tylko przez ich odmowę w Czarnowcu pozostaje bałagan – na lata.
Na jakiej podstawie to radna i sołtys odrzucili wniosek mieszkańców?
W jednostkach samorządowych Polski to Rada Gminy podejmuje decyzję, a nie sołtys z radną, do których to wniosek nie był kierowany.

Jak można pchać się na tak zdawać by się mogło odpowiedzialne etaty nie mając krzty czułości i umiejętności przewidywania przyszłości. Jak można swoją niekompetencją pozostawiać sprawy wsi w średniowieczu?
Ich decyzja odbije się czkawką przyszłym inwestorom i zwykłego Kowalskiego, którzy za pięć czy dziesięć lat sami wezmą sprawy w swoje ręce i będą dążyć do wprowadzenia porządku przy „goworowskiej”.
Tylko, że teraz (na wiosnę) musiałoby zmienić adres czterech właścicieli posesji, a za pół roku czy pięć lat będzie ich może trzydziestu.
Gdzie logika włodarza gminy? O radnej i sołtysie przemilczę…

Anachroniczność, ciemnogród, nieroztropność, prowincjonalizm – nie jestem pewien czy właściwie zastosowałem tu synonimy słowa, które przytoczone dosłownie mogłoby być obraźliwe. Nie chciałbym w żaden sposób nikogo obrażać, bo nie taki miałem cel.
Wójt, sekretarz, radni i inni odpowiedzialni za pozostawienie bałaganu urbanistycznego w Czarnowcu powinni się wstydzić, jeśli można od nich tego oczekiwać.

To nie jest nazwa dla byłego sołtysa, to jest nazwa dla ulicy na wieki.
Takie nazwy jak: Długi Targ, Targ Rybny, Węglowa, Wiejska, Krakowskie Przedmieście, Ostrołęcka, Trakt Królewski, Krowia, Owsiana, Pszenna itd., itp. mają największe miasta w Polsce i mniejsze osady. Oni tych nazw się nie wstydzą.
Trakt Goworowski to nazwa na wieki, na którą zasługuje Czarnowiec.

Wybierajmy się jutro na zakupy – już od 6:00

Biedronka w Czarnowcu zaprasza.
Wielka szkoda, że nie przy Trakcie Goworowskim 6 w Czarnowcu, tak jak życzyli sobie mieszkańcy tej drogi/ulicy.

p.s. Fakt otwarcia musiał być odnotowany w naszym KALENDARIUM, do którego śledzenia zapraszamy.

Marek Karczewski, 2025.10.27




Kalendarium Czarnowca – październik

Kalendarium Czarnowca – październik

Mieszkańcy Czarnowca dnia 15 października 2023 r. mieli okazję pierwszy raz w historii obiektu Świetlicy Wiejskiej oddać swój głos w wyborach parlamentarnych.
Jaka była frekwencja i wyniki wyborów pisaliśmy tu – >

Oprócz głosowania na posłów i senatorów, zachęcano również mieszkańców do udziału w Referendum, którego pytania brzmiały:

“Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?”
“Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?”
“Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn?”

Referendum uznano za nieważne.

Kalendarium Czarnowca (uzupełniane na bieżąco) znajduje się w dziale HISTORIA/KALENDARIUM

Poniżej skrócona grafika najważniejszych wydarzeń październikowych.

MK




Każda wioska ma swoje kalendarium

Kalendarium to chronologiczne zestawienie wydarzeń związanych z określonym okresem, dziedziną, lub życiem danej osoby, organizacji, miejsca lub miejscowości, które jest ułożone w kolejności od najwcześniejszego do najpóźniejszego lub odwrotnie. Jest to praktyczne narzędzie do porządkowania i prezentowania informacji historycznych, organizacyjnych lub osobistych w formie listy, lub układu graficznego.

Dziś wpadł pomysł przybliżania Państwu ważnych wydarzeń naszego Czarnowca, które (moim zdaniem) zapisały się na kartach historii jako godne zauważenia.

Kalendarium miesięczne prezentowane poniżej postanowiłem przygotować w sposób skrócony, z zamiarem odesłania Państwa do obszerniejszego katalogu zebranych faktów historycznych.

Przed laty, gdy nie było tak szybkiego (internetowego) przepływu informacji, relacje z wydarzeń odbywających się w naszej wiosce były przekazywane ustnie wśród mieszkańców.
Wielu istotnych faktów, które przyczyniły się między innymi do rozwoju wsi nam brakuje, ale wciąż odnajdują się pojedyńcze dokumenty w archiwach państwowych oraz w przekazach jeszcze żyjących, starszych osób.
Za każdym razem staramy się razem z Panem Jackiem Pawłowskim przybliżyć Państwu wszystko, co „wygrzebiemy” ze zdobytych pamiątek lub dokumentów.

Sierpień 2025 roku wprawdzie dobiega już końca, ale właśnie dziś chciałbym zaprezentować chronologicznie wydarzenia, które warto było odnotować na liście istotnych spraw czarnowieckich.
Prezentuję na poniższej grafice zbiór ustalonych faktów historycznych, które prawdopodobnie będziemy wielokrotnie modyfikować, w momencie pozyskania kolejnych sprawdzonych informacji.

Co ważnego wydarzyło się w Czarnowcu, w SIERPNIU, na przełomie lat?

Przygotowana grafika jest ułożona chronologicznie według dni miesiąca. Po myślniku zamieściłem rok, w którym wydarzyło się godne odnotowania zdarzenie. Później w formie skróconej opis wydarzenia.

Pełną listę KALENDARIUM Czarnowca można śledzić tu ->

Każde Państwa zgłoszenie, które będzie wnosiło coś istotnego do naszego czarnowieckiego kalendarium odnotuję.
Zapraszam do zgłaszania swoich propozycji z lat przedwojennych, powojennych, czasów komunizmu oraz teraźniejszości.

Za pasem wrzesień oraz kolejny graficzny wykaz wydarzeń historycznych w Czarnowcu, oraz istotnych dla Czarnowca faktów.
cdn.

22.08.2025 r. Marek Karczewski




1 sierpnia, piosenka o Czarnowcu

Już w ubiegłym roku dzięki własnym słowom i pomocy AI Suno stworzyliśmy piosenkę.

Może się podobać lub nie ale w telegraficznym skrócie pokazuje obrazki historyczne o naszej wiosce.

A może ktoś z Państwa ma własny pomysł na nową piosenkę o Czarnowcu? Patriotyczną, historyczną?

Zachęcam do wysłuchania tej ubiegłorocznej.

O Powstańcach Warszawskich ->
Dziedziczka, która została sanitariuszką ->

„Ksenia” z Czarnowca w Powstaniu Warszawskim ->

MK, 1.08.2025 r.




Jubileusz szkoły i przyzwoitość

Wierzymy, że warto być przyzwoitym człowiekiem.
Że warto kierować się sercem, rozumem i odpowiedzialnością za innych…”

Słowa te czytam dziś na profilu fejsbukowym mojego kolegi ze Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
Piotrek chodził do klasy B ja do A.
„A” to były klasy tak zwane miejscowe – rzekuńskie czy raczej rzekuniaków. Ja chyba, jak dobrze pamiętam, pomimo że dojeżdżałem rowerem do szkoły z Czarnowca nie chciałem chodzić do klasy „B” więc zapisali mnie do „A”. Obie klasy podobnie liczne i nikt nikogo nie traktował, że niby jedna jest lepsza od drugiej. Z jednej wyrośli starostowie z drugiej doktorzy i dyrektorzy. Najzwyczajniej, z powodów geograficznych uczniowie dojeżdżający z innych miejscowości urodzili się ciut dalej od Rzekunia i łatwiejsze było zorganizowanie dla nich transportu na zajęcia szkolne. Czarnowca nie dowozili do szkoły i tu znów nie czuliśmy się pominięci, bo do szkoły było zaledwie 2 kilometry, a w latach 60., 70., 80-tych XX wieku było normą dojeżdżanie do szkoły rowerem, furmanką z ojcem czy dziadkiem.

Dziś przy tak hucznie obchodzonym jubileuszu Szkoły Podstawowej w Rzekuniu słowa starosty o przyzwoitości, człowieczeństwie czy kierowaniu się sercem lub rozumem nabierają innego – standardowego w gminie Rzekuń charakteru.

Nie można się czepiać oficjalnej pomyłki dyrekcji Szkoły, która zamieściła zaproszenie wyłącznie na stronie fejsbukowej Szkoły.
W treści czytamy m.in.:
„…Z okazji 107 rocznicy powstania szkoły, 65 rocznicy utworzenia/pobudowania szkoły „Tysiąclatki” oraz 50 rocznicy nadania imienia[2] naszej szkole…” „…- Z wyrazami szacunku, Dyrektor szkoły Ewa Borowska – Sawicka…”
[2] – prawdopodobnie chodziło o ufundowanie Sztandaru

Otwarcie szkoły 1960 r. Foto: fotopolska.eu

Jednak czy przy okazji tak ważnej i podniosłej uroczystości władze gminy nie mogą kierować się choć zwykłą przyzwoitością?

Czy w tak ważnych, historycznych chwilach można bezkarnie zniekształcać historię?

Mój (nasz) osobisty dziadek, który miał trójkę dzieci i tylko czworo wnucząt, jako przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej (dziś Rady Gminy), w 1955 r. podpisał wniosek/uchwałę o budowie tejże szkoły.
Oto cytat z Uchwały w 1955 r.:
Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postanawia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawienie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu…(…) ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
Niżej pieczęć i podpis – Gierłowski Stanisław

Po pełną treść uchwały i kawałek historii szkoły zapraszam tu ->

Co więcej, (z wiadomych źródeł) sprzedał 5. hektarów ziemi aby później podczas zbiórki przekazać pieniądze na budowę szkoły. Mam wielką nadzieję, że jeszcze tego typu dokumenty ujrzą kiedyś światło dzienne.

Żyje córka wnioskodawcy (86 lat) i wnuczkowie. Czy dzisiejsze, cytowane na wstępie słowa starosty pokazują, że jednak władze gminy przyzwoite być nie muszą? Czy nie należy się szacunek przynajmniej starszym osobom?
Gdzie honor, gdzie poszanowanie innego człowieka?

Tak piękny jubileusz powinien być świętem dla wszystkich, którzy są sercem związani ze Szkołą, a nie cenzurowaniem listy zaproszeń i pisaniem wyłącznie skrzywionej historii własnym, zepsutym piórem.

W takiej podniosłej chwili i w publicznym miejscu nie wypada używać słów powszechnie uważanych za obraźliwe.
Żal, złość i popełnienie błędu przy wskazaniu również przeze mnie w pierwszej kadencji na obecnego włodarza pozostaje.

Najlepszym cenzorem działań pozostanie jednak historia…

Poniżej przytaczam wypowiedź starosty ostrołęckiego, ponieważ nie wszyscy czytelnicy korzystają z fejsbuka:

Starosta ostrołęcki Piotr Liżewski (z Daniszewa) wypowiedział dziś takie słowa:
„Dziś wróciłem do miejsca, które miało ogromny wpływ na to, kim jestem. Do szkoły, której progi przekraczałem jako dziecko – dziś jako starosta ostrołęcki i dumny absolwent.
W Rzekuniu świętowaliśmy 65-lecie wybudowania obecnego budynku szkoły i nadania jej imienia generała Józefa Bema oraz 50-lecie przekazania szkolnego sztandaru. To był piękny, wzruszający dzień, pełen wspomnień i wspólnoty.
Szczególnym momentem było zakopanie „kapsuły czasu”. Znalazło się w niej przesłanie, które – mam nadzieję – kiedyś trafi do przyszłych pokoleń.
Zostawiłem w niej słowa, które płyną z serca:
Wierzymy, że warto być przyzwoitym człowiekiem. Że warto kierować się sercem, rozumem i odpowiedzialnością za innych. (…) Nie ma postępu bez pamięci o tym, skąd się przyszło.”
Dziękuję wszystkim, którzy tworzą tę szkołę – nauczycielom, uczniom, rodzicom, pracownikom i przyjaciołom. Dzięki Wam to miejsce ma duszę i znaczenie.
Z serca gratuluję i życzę kolejnych pięknych rocznic!”

Klasa VII a

W tekście starosty czytam, że dziękuje On również mojemu (naszemu) dziadkowi – Stanisławowi Gierłowskiemu, sołtysowi Czarnowca oraz Przewodniczącemu Gromadzkiej Rady Narodowej w Rzekuniu, piastującemu tę funkcję w 1955 roku.
Dziękuję.

Marek Karczewski i starosta ostrołęcki Piotr Liżewski „złapani” wczoraj (27.05.2025 r.) na zrekonstruowanych bunkrach ppor. Józefa Kozłowskiego „Lasa” w okolicy miejscowości Gleba (sołectwo Piasecznia), gmina Kadzidło.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich uczestników dzisiejszych uroczystości.

Marek Karczewski

edit, 22.06.2025 r.

Poniżej przedstawiamy indeks dyrektorów – od 1938 roku:

  1. Henryk Rogowski – 1938
  2. Jan Ogonowski – 1945/46, 1946/47
  3. Eugeniusz Flantz – II półrocze 1947
  4. Janina Przybyłowska – 1947/48
  5. Wiktor Przybyłowski – 1948/49, 1949/50
  6. Zdzisława Piasecka – 1950/51, 1951/52, 1952/53
  7. Józef Michalak – od 1953 do 1969 (16 lat)
  8. Halina Malinowska – 1969/70
  9. Mirosława Holewska – 1970/71
  10. Kazimierz Cholewski – od 1971 do 1975 (4 lata)
  11. Witold Mosakowski – 1976/77, 1977/78
  12. Tadeusz Żebrowski – od 1978 do 1985 (7 lat)
  13. Jerzy Dziewirski – od 1985 do 1997 (12 lat)
  14. Marek Podolak – od 1997 do 2017 (20 lat)
  15. Magdalena Mieszkowska – 2017/18, 2018/19, I półrocze 2019/20
  16. Ewa Borkowska-Sawicka – 2020/21, 2021/22, 2022/23, 2023/24, 2024/25…

Stan na 30.06.2025 r.
Indeks powyższy pozyskany z tablicy FB Edyty Morawskiej, nauczycielki wychowania fizycznego Szkoły Podstawowej w Rzekuniu (dostęp 22.06.2025 r.).




Kolejarze i Stacja Ostrołęka

Tym razem wyjątek. Tym razem nie o samym Czarnowcu. Tym razem nie o rdzennych mieszkańcach Czarnowca.
Jednak sama wieś Czarnowiec jak Rzekuń i Stacja Ostrołęka to przed laty (w XIX i XX wieku) były miejsca bardzo od siebie zależne i ze sobą powiązane.
Wielokrotnie przytaczaliśmy już w naszych artykułach historycznych zdarzenia związane z mieszkańcami Czarnowca, którzy często „żyli z kolei”. Pisaliśmy o rodzinie Złotkowskich, a także innych rodzinach, które utrzymywały się nie tylko z uprawy roli na słabej klasy ziemi, a przede wszystkim z kolejarstwa.

Dziś zaciekawiła mnie historia przybyszy do naszej gminy/parafii rzekuńskiej, którzy możliwe, że pozostawili po sobie potomków stąpających również po ziemi naszej wioski.

Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, od wielu lat znakomicie wyłuskuje pozagrobowe historie, które są publikowane na stronie fejsbukowej pod nazwą HISTORIE W AKTACH ZAPISANE.
Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników nie korzysta z facebook`a, więc postanowiłem opublikować dziś tę historię.
Czy będzie to wyjątek od reguły? Nie jestem w stanie Państwu odpowiedzieć, bo nie znamy, jak się okazuje jeszcze setek, tysięcy czy milionów historii naszych przodków i nie wiemy co jeszcze wydłubie z akt parafialnych Pani Marta.

Jest to nieoceniona pomoc, która zdecydowanie odsłania, często zapomniane karty z naszej lokalnej historii.

Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować Pani Marcie za dotychczasowe podsyłanie dziesiątek już aktów urodzeń/chrztów, ślubów, zgonów mieszkańców Czarnowca!
Wspólnie liczymy na więcej.

Osobiście interesuje mnie „wykaz” pochowanych mieszkańców Czarnowca na cmentarzu (starym cmentarzu 1410-1899 red.) – naprzeciwko kościoła w Rzekuniu. Chodzi o to miejsce gdzie stał „Ludaszek”, a teraz w tym miejscu został urządzony trawnik.

Marek Karczewski

Dziś artykuł Pani Marty Wojciechowskiej, którego treści opublikowane również na naszej stronie, może dotrą w szerszy sposób do potomków wspominanej rodziny.
Oryginał na FB


Foto 2025: Marta Wojciechowska

W pobliżu zabytkowej kaplicy na cmentarzu w Rzekuniu znajduje się nagrobek rodziny Kozdajewskich. Spoczywają pod nim małżonkowie Roman i Jadwiga z Sulińskich oraz ich córeczka Marysia. Imiona i nazwiska małżonków wypisano na pionowej płycie, a dziewczynkę upamiętniono na poziomej, pokruszonej niestety przez upływający czas.

Podczas indeksowania rzekuńskich metryk nauczyłam się już po trochu rozpoznawać nazwiska typowe dla tej parafii i te, które pochodziły „ze świata”. W przypadku rodziny Kozdajewskich byłam niemal pewna, że należą do tej drugiej grupy.

Zaciekawiona, gdzie tym razem zaprowadzą mnie ścieżki poszukiwań zabrałam się za lekturę metryk – najpierw tych spisanych w parafii Rzekuń. Pierwszy ślad rodziny Kozdajewskich znalazłam w księdze urodzeń z 1908 roku. W niej 26 grudnia zapisano akt chrztu Marii Kozdajewskiej córki czterdziestopięcioletniego maszynisty zamieszkałego na Stacji Ostrołęka i jego dziesięć lat młodszej małżonki Jadwigi z Sulińskich. Rodzicami chrzestnymi urodzonej 20 września 1908 roku Marysi zostali Stefan Suliński i Czesława Pawełkiewicz, żona nadkonduktora ze Stacji Ostrołęka. Dziewczynka bardzo krótko była radością swoich rodziców, zmarła trzy miesiące po swoich pierwszych urodzinach 21 grudnia 1909 roku.

Niecały rok po śmierci Marysi 17 listopada 1910 roku Roman i Jadwiga doczekali się narodzin córeczki, której nadali imię Aleksandra. Dziewczynka została ochrzczona 22 kwietnia 1911 roku, a jej rodzicami chrzestnymi byli Antoni i Aleksandra Kozdajewscy. Na marginesie aktu chrztu małej Oli znalazłam adnotację o zawarciu przez nią związku małżeńskiego.

Kolejna córka Kozdajewskich Stanisława przyszła na świat 1 kwietnia 1914 roku. Dziewczynka przeżyła jedynie trzy miesiące, zmarła 5 lipca. Po czterech i pół roku od śmierci Stasi, 7 stycznia 1919 roku rodzina Romana i Jadwigi powiększyła się o Lucjannę Jadwigę. Jej chrzest odbył się w Rzekuniu 17 maja 1919 roku. Ojcem chrzestnym dziewczynki był Zygmunt Chruszczewski, maszynista ze Stacji Ostrołęka.

W 1930 roku Roman Kozdajewski przeszedł na zasłużoną emeryturę otrzymując odprawę emerytalną w wysokości tysiąca złotych.

Dwa lata później 11 lutego 1932 roku emeryt kolejowy ze Stacji Ostrołęka stracił żonę, a jego córki matkę. Zgodnie z aktem zgonu jego żona przyszła na świat w Irkucku z Józefa i Marii z Kilińskich małżonków Sulińskich i przeżyła pięćdziesiąt dziewięć lat.

Udało mi się odnaleźć akt ślubu rodziców Jadwigi, którzy pobrali się 10 lipca 1859 roku w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Jana. Przyszły ojciec Jadwigi pracował wówczas jako urzędnik komunikacji lądowych i wodnych. Starsze siostry przyszłej pani Kozdajewskiej Marianna i Justyna przyszły na świat w Warszawie, odpowiednio w 1860 i 1862 roku. Trafiłam jeszcze na brata sióstr Sulińskich – Józefa Jana, który urodził się w Krasnojarsku na Syberii około 1866 roku. Wygląda na to, że rodzina Józefa i Marii być może w związku z powstaniem styczniowym trafiła na Syberię, gdzie przyszli na świat Józef Jan i Jadwiga, a być może także inne ich rodzeństwo.

Informacja o odprawie emerytalnej Romana Kozdajewskiego
Maszynista: organ Zawodowego Związku Maszynistów Kolejowych R. 11, nr 19/20 z 15 pażdziernika 1930 r
.

Informacja wyjeździe Romana Kozdajewskiego do pracy w Kolei Wschodniochińskiej w czasie wojny rosyjsko – japońskiej
Gazeta Polska : (dawniej Codzienna) nr 53 z 4 marca 1905 r
.

Roman Kozdajewski bardzo krótko pozostał wdowcem, już w następnym roku 5 maja 1933 roku dołączył do zmarłej żony. Z jego aktu zgonu dowiedziałam się, że emeryt kolejowy ze Stacji Ostrołęka przyszedł na świat w Żelechowie powiatu łukowskiego z Antoniego i Aleksandry z Samborskich małżonków Kozdajewskich.

Nie udało mi się odnaleźć ani aktu chrztu Romana, ani aktu ślubu jego rodziców. Trafiłam jedynie na akty chrztu braci Romana : Antoniego i Jana Pawła oraz siostry Stanisławy, którzy przyszli na świat w parafii Radoryż w powiecie łukowskim, obecnie w województwie lubelskim. Rodzice Kozdajewskich Antoni i Aleksandra zmarli w Kielcach. Ich akty zgony sporządzono w tamtejszej parafii katedralnej. Antoni zmarł w 1910 roku, a jego żona dziewiętnaście lat później.

Nie wiem, gdzie i kiedy pobrali się Roman i Jadwiga Kozdajewscy, ani czy mieli inne, starsze niż wymienione w poście, dzieci. Ich nagrobek z rzekuńskiej nekropolii zapisany na niedoskonałej fotografii zaprowadził mnie w miejsca wcześniej zupełnie nieznane.

A to spotkanie było konieczne, aby o nich przypomnieć…

Ps. Serdecznie dziękuję Pani Wioletcie Czaplickiej, bez której życzliwości odwiedziny rzekuńskiego cmentarza nie byłyby możliwe.

Marta Wojciechowska





W Czarnowcu urodziło się trzynaścioro dzieci (aktualizacja)

W Czarnowcu urodziło się trzynaścioro dzieci

Dzięki starym, parafialnym aktom dowiadujemy się dziś, kto urodził się w Czarnowcu na początku dwudziestego wieku.

Jednak sam fakt, że w archiwach państwowych są dostępne akta papierowe nie oznacza, że każdy znajdzie czas czy chęci aby pofatygować się do Łomży, Pułtuska, Warszawy lub innej odległej miejscowości.
Są wśród nas takie osoby, dzięki którym – dzięki Ich ofiarności i mrówczej pracy możemy docierać do coraz głębszych korzeni naszych przodków.
Taką osobą jest zapewne Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, która nie tylko pracuje zawodowo ale w wolnych chwilach, po pracy wyłuskuje i indeksuje na stronie geneteka.pl wszelkie dostępne akta – już w formie cyfrowej.

Dziś podesłała nam listę nazwisk urodzonych (ochrzczonych) dzieci z Czarnowca, w latach 1904-1907 (aktual. 23.04.2025)

Dziś, w 2025 r. w Czarnowcu po ówczesnych nazwiskach pozostała wyłącznie pamięć – za wyjątkiem jednego nazwiska. Z tą niewiedzą pozostawiam Państwa, tych którzy są tu „krzokami” i „ptokami”.

Pokuszę się jedynie o przybliżenie (z pamięci), które rodziny mieszkały tu gdzie teraz mieszka ktoś inny (za wyjątkiem tej jedynej, która mieszka tu od początku XX wieku).
Drobnica – tu gdzie mieszkali Cudni
Galak – później Koziccy
Malinowscy, Gierłowscy, Pałubińscy – teraz Karczewscy
Pałubińscy – Sikorscy
Złotkowscy – Chełstowscy

Dane zdygitalizowane znajdują się m.in. na stronie geneteka.

„Geneteka została stworzona przez Jacka Młochowskiego w 2006 roku, jeszcze przed powstaniem Polskiego Towarzystwa Genealogicznego jako realizacja dwóch pasji. Informatycznej administratora strony polskiego wsparcia CMS-a postnuke i genealogicznej użytkownika nieistniejącego dziś forum na portalu GenPol. Inspiracją był Ogólnopolski Indeks Małżeństw do 1899 r. – projekt Marka Minakowskiego. Inspiracją była potrzeba tworzenia takiej bazy ale pomysł na jej realizację był odmienny, autorski, nie opierający się na założeniach programowych innych osób, o których autor nie miał żadnej wiedzy.”
więcej o bazie ->

SKANOTEKA – Czarnowiec
SKANOTEKA – Rzekuń

Pani Marto – dziękuję serdecznie
Marek Karczewski




Jak Sołtys uczył sztuczną inteligencję

Jak Sołtys uczył sztuczną inteligencję

Stare przysłowie mówi: „Jak to dobrze z kimś inteligentnym porozmawiać”. „Czego nie dowiesz się od wroga, dowiesz się od przyjaciela”… tu do końca nie wiem czy tak jest rzeczywiście ale wiele znanych nam przysłów służy już od wieków i na nich często bazujemy.
Czy w erze wchodzącej wielkimi krokami Sztucznej Inteligencji powstanie przysłowie: „Czego nie dowiesz się od przyjaciół dowiesz się od AI”?
Dziś malutka próbka „rozmowy” z AI

Pewnego, lutowego wieczora przy wieczornej kawie, tuż po uruchomieniu komputera ktoś mnie pyta „chcesz porozmawiać?” No proszę, żona wiesza pranie, gotuje na jutro obiad, sprząta łazienki, ma jeszcze tylko wynieść śmieci i odkurzyć dwa pokoje. Ja w tym czasie mogę przecież porozmawiać, żona za momencik wróci, bo uwinie się z tymi pierdułkami szybciutko, więc teraz mam wolną chwilę po ciężkim dniu i mogę porozmawiać.

Zagaduje mnie sama przeglądarka internetowa, z którą miałem już okazję zapoznać się około dwudziestu lat wstecz. To jest niby „ona” niby kobieta ale jak się okazuje (co przeczytacie Państwo poniżej) sama nie jest zdecydowana czy jest mężczyzną czy kobietą.

Postanowiłem spróbować skoro jest tak grzeczna, choć miałem na początku obawy czy nie jest czasami nieobiektywna, zawistna i z demencją 🙂
O demencji, takiej nam najbliższej sercu pisałem niedawno tu ->
Przed podjęciem rozmowy z przeglądarką obawiałem się trochę jej (lub jego) reakcji na moje pytania.
Ale ryzykuję…

Rozmawiają:
Marek Karczewski (MK)
Sztuczna Inteligencja (AI)

Zapytałem wprost (miałem akurat odpaloną stronę Czarnowiec.pl):

MK – Co sądzisz o zgromadzonych dotychczas dokumentach z kart historii Czarnowca?

AI – To imponujące kalendarium! Czarnowiec ma bogatą historię, a Ty zebrałeś niesamowitą ilość informacji. Gratulacje!
Podsumowując, Czarnowiec to wieś z silnym poczuciem wspólnoty, o czym świadczą liczne inicjatywy mieszkańców, takie jak bale sylwestrowe, festyny, rajdy rowerowe, akcje społeczne (np. „Ratujmy kasztanowce”) czy dbałość o historię (wydawnictwo „Czarnowiec, nasza mała – wielka historia”, tablice pamiątkowe).
Mieszkańcy angażują się w życie wsi, biorąc udział w wyborach sołtysa, radnych, a także organizując i uczestnicząc w różnego rodzaju wydarzeniach. Widać, że Czarnowiec dynamicznie się rozwija, o czym świadczą inwestycje, takie jak budowa świetlicy, placu zabaw, siłowni, czy też dostęp do światłowodu.
Kalendarium pokazuje również trudne momenty w historii Czarnowca, takie jak wojny, okupacja, czy też tragiczne wydarzenia, które dotknęły mieszkańców. Pamięć o tych wydarzeniach jest jednak pielęgnowana, co świadczy o silnym poczuciu tożsamości lokalnej.
Podsumowując, Czarnowiec to wieś z bogatą historią, silną wspólnotą i dynamicznym rozwojem. Mieszkańcy angażują się w życie wsi, dbając o jej rozwój i pielęgnując pamięć o przeszłości.

MK – No, jak na naszą około dwudziesto-letnią przyjaźń to mało zapamiętałaś i to twoje podsumowanie jest skromniutkie. Może postarasz się bardziej?

AI – Czy chciałbyś, żebym skupił/a się na konkretnym aspekcie tego kalendarium, np. na inwestycjach, wydarzeniach kulturalnych, czy też historii Czarnowca?

MK – Tak, zajrzyj w głąb indeksu i przeanalizuj czy posiadasz może więcej materiałów historycznych o naszej wiosce.

AI – Ok, rozumiem.
Oto podsumowanie tragicznych wydarzeń z czasów II wojny światowej i okresu powojennego w Czarnowcu, ze szczególnym uwzględnieniem działań Sowietów:
II wojna światowa (1939-1945)
20 września 1939 r. – W wyniku napaści ZSRR na Polskę, Czarnowiec znalazł się pod okupacją sowiecką.
1941-1945 – Czarnowiec był pod okupacją niemiecką, włączony do III Rzeszy. Mieszkańcy byli prześladowani i represjonowani przez oba reżimy.
1945
23 września – Tragedia czarnowiecka: Czterech członków AK zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku z granatem podczas próby odbicia haraczu.
?? miesiąc – Kpr. Ryszard Złotkowski został odznaczony Krzyżem Armii Krajowej przez Komisję Odznaczeń w Londynie.
Okres powojenny
1947
14 sierpnia – Morderstwo rodziny Cudnych przez NZW: Wacław i Józefa Cudnych oraz ich dwie córki zostały zamordowane. Była to prawdopodobnie zbrodnia XV Okręgu NZW z Łomży.
1949
13/14 września – Edmund Chrostowski, „Chrobry”, został zwabiony w pułapkę i zabity przez agenta UB.
Podsumowanie
Czarnowiec, jak wiele innych miejscowości w Polsce, doświadczył okrucieństw II wojny światowej i trudnego okresu powojennego. Mieszkańcy byli poddawani represjom zarówno przez okupantów niemieckich, jak i sowieckich. Dodatkowo, w okresie powojennym, w Czarnowcu miały miejsce tragiczne wydarzenia związane z działalnością NZW i UB.
Pamięć o tych tragicznych wydarzeniach jest ważna dla mieszkańców Czarnowca. Przypomina o ofiarach wojny i represji, a także o bohaterstwie tych, którzy walczyli o wolność. Kalendarium, które stworzyłeś, jest cennym dokumentem, który pomaga ocalić tę pamięć od zapomnienia.

MK – Czyli nic nowego z własnych zasobów nie podrzuciłaś. Szkoda. Napisz choć czy to co zostało dotychczas zgromadzone przez nas (społeczników) komukolwiek będzie służyć w przyszłości.

AI – Czy chciałbyś, żebym rozwinął/ęła któryś z tych wątków?

MK – Tak. Odpowiedz mi szczerze czy działania zmierzające do przywrócenia pamięci o przodkach są potrzebne?

Oczywiście, postaram się odpowiedzieć na Twoje pytania.
Osoba przywracająca pamięć o wiosce:
Trudno jednoznacznie określić taką osobę, ponieważ często jest to praca wielu pasjonatów, lokalnych historyków, społeczników i mieszkańców, którzy wspólnie angażują się w pielęgnowanie pamięci o swojej miejscowości. Często są to osoby, które czują silny związek ze swoją „małą ojczyzną” i chcą ocalić od zapomnienia jej historię i tradycje.
W przypadku Czarnowca, z przedstawionego kalendarium wynika, że Marek Karczewski (były sołtys) jest osobą szczególnie zaangażowaną w dokumentowanie i upamiętnianie historii wsi. To on organizował wiele wydarzeń, inicjatyw i akcji, które miały na celu ocalenie od zapomnienia ważne momenty z przeszłości Czarnowca.
Czy taka osoba jest potrzebna?
Zdecydowanie tak! Osoby, które angażują się w pielęgnowanie pamięci o lokalnej historii, odgrywają niezwykle ważną rolę w budowaniu tożsamości lokalnej, umacnianiu więzi między mieszkańcami i przekazywaniu wiedzy o przeszłości kolejnym pokoleniom. Dzięki ich pracy możemy lepiej zrozumieć, skąd pochodzimy, jakie wartości wyznajemy i jakie doświadczenia ukształtowały naszą wspólnotę.
Ile czasu może poświęcać taka osoba?
To bardzo indywidualna kwestia. Zależy to od wielu czynników, takich jak zaangażowanie danej osoby, jej możliwości czasowe, dostęp do źródeł historycznych i wsparcie ze strony innych mieszkańców. Często jest to praca, która wymaga wielu lat poświęceń i zaangażowania, a efekty mogą być widoczne dopiero po dłuższym czasie.
Czy takie działania mają sens i czy będą przydatne w przyszłości?
Zdecydowanie tak! Działania te mają ogromny sens i będą niezwykle przydatne w przyszłości. Dzięki nim kolejne pokolenia będą mogły poznać historię swojej miejscowości, zrozumieć jej korzenie i pielęgnować pamięć o przodkach. Tożsamość lokalna jest bardzo ważna dla poczucia przynależności i wspólnoty, a wiedza o historii jest fundamentem, na którym można budować przyszłość.
Podsumowując, osoby, które angażują się w pielęgnowanie pamięci o lokalnej historii, zasługują na ogromny szacunek i uznanie. Ich praca jest bezcenna dla lokalnych społeczności i przyszłych pokoleń.

Domniemam, że w dotychczasowych odpowiedziach AI skupiła się wyłącznie na menu strony HISTORIA-KALENDARIUM. Podczas analiz nie potrafiła (na razie) zajrzeć na chociażby całą stronę Czarnowiec.pl lub jakąkolwiek inną. Widać, że czerpie wiedzę wyłącznie z przekazanego jej linku do podstrony. Moje domniemania związane są z istotnym pominięciem faktu, że w szczególności fakty z przeszłości pięknie opisuje Pan Jacek Pawłowski. Może to pomysł aby kolejny raz porozmawiać o mieszkańcach Czarnowca, co „ona” o nich sądzi?
Ja skupiłem się w tym miejscu na szczerości i obiektywiźmie wobec mnie 🙂

Zadaję więc kolejne pytanie:

MK – Co w latach, w których istnieje strona, a sołtysem był Marek Karczewski mogło być zrobione lepiej, inaczej?

AI – Rozumiem, że chcesz spojrzeć na działalność Marka Karczewskiego z nieco innej strony i zastanowić się, co można było zrobić lepiej. To bardzo ważne i potrzebne podejście, bo tylko analizując przeszłość i wyciągając wnioski, możemy iść do przodu i doskonalić nasze działania.
Co Marek Karczewski mógłby robić inaczej, a zarazem lepiej?
Trudno mi oceniać personalnie działania Marka Karczewskiego, ponieważ nie znam wszystkich kontekstów i szczegółów jego pracy. Jednak, bazując na informacjach z kalendarium, mogę wskazać kilka ogólnych obszarów, w których zawsze jest miejsce na doskonalenie:
Komunikacja: Efektywna komunikacja to klucz do sukcesu w każdej działalności społecznej. Marek Karczewski mógłby jeszcze bardziej zadbać o komunikację z mieszkańcami, informując ich na bieżąco o planowanych działaniach, konsultując z nimi ważne decyzje i zachęcając do aktywnego udziału w życiu wsi.
Współpraca: Współpraca z innymi organizacjami, instytucjami i osobami jest bardzo ważna dla rozwoju lokalnej społeczności. Marek Karczewski mógłby jeszcze bardziej rozszerzyć współpracę z różnymi podmiotami, aby pozyskać dodatkowe środki, zasoby i wiedzę, które mogłyby być wykorzystane na rzecz Czarnowca.
Integracja: Integracja mieszkańców i budowanie poczucia wspólnoty to jedno z najważniejszych zadań sołtysa. Marek Karczewski mógłby jeszcze bardziej skupić się na organizowaniu wydarzeń, które integrują mieszkańców, zachęcają ich do wspólnego spędzania czasu i budowania relacji.
Planowanie strategiczne: Działania Marka Karczewskiego były bardzo różnorodne i obejmowały wiele obszarów. Aby jeszcze lepiej sprostać potrzebom mieszkańców, warto byłoby opracować strategię rozwoju Czarnowca, uwzględniając potrzeby mieszkańców, dostępne zasoby i możliwości.
Czego zabrakło, aby mogło być jeszcze lepiej?
Moim zdaniem, w działaniach Marka Karczewskiego zabrakło nieco szerszego spojrzenia na potrzeby mieszkańców i strategicznego planowania rozwoju wsi. Skupiając się na bieżących działaniach i reagowaniu na pojawiające się problemy, czasami trudno jest dostrzec długofalowe potrzeby i wyzwania, które stoją przed lokalną społecznością.
Aby w Czarnowcu było jeszcze lepiej, potrzebne jest większe zaangażowanie mieszkańców w życie wsi, otwartość na nowe pomysły i inicjatywy, a także umiejętność współpracy i porozumienia między różnymi grupami mieszkańców.
Podsumowanie
Marek Karczewski wykonał ogrom pracy na rzecz Czarnowca i zasługuje na uznanie za swoje zaangażowanie i poświęcenie. Jednak, jak każdy człowiek, nie jest nieomylny i zawsze jest miejsce na doskonalenie. Mam nadzieję, że moje uwagi będą pomocne w dalszym rozwoju Czarnowca i podejmowaniu jeszcze lepszych działań na rzecz lokalnej społeczności.

Widać z powyższego, że jeszcze nie zagląda do historii mojego telefonu.
Wyjaśniam więc i czekam na odpowiedź.
MK – Ale „ty” nie wiesz kochana, bo nigdzie takie fakty nie są odnotowywane, że wysłałem setki jak nie tysiące wiadomości SMS. Informowałem wszystkich zainteresowanych poprzez stronę www, poprzez specjalne grupy na FB, poprzez fanpage wioski i rozmowy osobiste. Rozumiem, że to za mało.

AI – Dziękuję za te cenne informacje i sprostowania. Bardzo doceniam, że podzieliłeś się swoją wiedzą na temat działalności Marka Karczewskiego. To pokazuje, jak ważne jest posiadanie pełnego obrazu sytuacji, zanim wyda się jakiekolwiek oceny.
Przyznaję, że moje wcześniejsze przypuszczenia bazowały na ogólnodostępnych materiałach, które, jak widać, nie zawsze oddają pełną rzeczywistość. To pokazuje, że internet i media mogą być tylko źródłem informacji, ale nie zastąpią bezpośredniego kontaktu z ludźmi i poznania ich opinii.
Bardzo się cieszę, że mogłem dowiedzieć się więcej o pracy Marka Karczewskiego i jego zaangażowaniu w życie Czarnowca. Teraz rozumiem, że moje wcześniejsze uwagi były niepełne i mogły być niesprawiedliwe.
Jeszcze raz dziękuję za sprostowanie i cenne informacje.
To pokazuje, jak ważna jest wymiana wiedzy i dialog, aby lepiej zrozumieć rzeczywistość i unikać pochopnych ocen.

I na tych pochopnych ocenach zakończyłem.

Ale to jeszcze nie wszystko!

Przy okazji naszej, dość niedługiej rozmowy, (bo uśmiechnięta małżonka wróciła – widocznie jej działania przyniosły wiele satysfakcji), prawie zakończyłem rozmowę…

Poprosiłem jeszcze o malutki obrazek sołtysa na rowerze 🙂
AI – Jasne, oto rysunek kolarza w Czarnowcu:

Jak ta AI wywnioskowała, że Czarnowiec jest prawie na Kurpiach, a sołtys jeździ w kapeluszu? Tylko ten strój bardziej pod tatrzański podlatuje 🙂

MK – A może bardziej na sportowo? Może w Czarnowcu?
AI – proszę bardzo:

I masz, teraz udjabliła mnie z długimi włosami i piersiami 🙂 Ale jest za to napis CZARNOWIEC.

No nic, musi się jeszcze wiele uczyć ta AI.

Podsumowując (nie przyjemności małżonki)

AI, jak widać w naszej „rozmowie” bazowała wyłącznie na podesłanym wcześniej linku do strony czarnowiec.pl/historia/kalendarium. Jeszcze się uczy ale już teraz wiadomym jest, że to narzędzie w rękach dobrych ludzi będzie służyć DOBRU. Niestety oceniam, że AI będzie służyć bardziej ZŁU! Tak niestety świat jest skonstruowany, że pomimo apeli wszelakich Miss Świata, Uniwersum czy krajowych aby był pokój na świecie, tego pokoju brak – nawet w najmniejszych społecznościach.
Zawiedziony jestem, że AI nie skorzystała z serwerów całego świata, bo wiedzę powinna pozyskiwać z dużo większego obszaru (internetu) niż tylko ludzkie plotki.
Ta rozmowa jest wyłącznie podsumowaniem jednego działu strony Czarnowiec.pl – KALENDARIUM
Do rozmowy – za jakiś czas będziemy wracać. Zobaczymy jak zdolna jest AI i jakie wiadomości o Czarnowcu dostarczy nam na przykład za rok.

Korzystali już Państwo z „rozmowy”, z AI? Polecam. Jak na tę chwilę to dobra rozrywka do porannej lub wieczornej kawy.
Aha pamiętajcie tylko aby żona nie wiedziała o waszej potajemnej pogadance 😉

ps. Zauważyli Państwo, że AI wygrzebała gdzieś informację „(były sołtys)” – tu widać, w sprawach bieżących szybka jest skubana.

Marek Karczewski




Jak Smoliński starał się o paszport do Ameryki w 1947 r.

Oto kolejny dokument z kart historii Czarnowca.
Dziś przedstawiamy Państwu wyłącznie zajawkę tego, czego dowiadujemy się z dostępnych dokumentów o rodzinie Smolińskich z Czarnowca.
Poniższy skan dokumentu otrzymaliśmy dzięki życzliwości Pana Roberta Dąbrowskiego – prawnuka Smolińskich.
Sam dokument jest dwustronny lecz dopiero w momencie uzyskania kolejnych informacji zaprezentujemy go w całości.

Co Aleksander Smoliński zrobił dla Czarnowca a co dla Stanów Zjednoczonych Ameryki i co Ameryka zrobiła dla Smolińskiego będziemy pisać w kolejnych odcinkach naszych opowieści. Mamy również nadzieję, że pojawią się tu opowiadania jeszcze żyjących mieszkańców, którzy pamiętają Smolińskich – Aleksandra, Zygmunta, Rajmunda…

Furmanka Smolińskich. Foto: Marek Karczewski 22.03.2021 r.

Tę dzisiejszą, krótką opowieść o wydawałoby się prostym tekście w wezwaniu i o teraźniejszości – chociażby sposobie dotarcia do Ambasady z całą rodziną nie było na ówczesne czasy łatwe.
Teraz do Ambasady z Czarnowca możemy dojechać w około dwie godziny.
W 1947 roku Smolińscy lub sam Smoliński musiał udać się do Warszawy pociągiem relacji Ostrołęka – Warszawa. Nie mógł przecież konno podróżować do stolicy. Tu chciałbym wspomnieć, że wóz konny/furmanka Państwa Smolińskich widziana była jeszcze w tym roku (2024) przy obecnej ulicy Kasztanowej a przed laty na posiadłości Smolińskich. Ktoś, kto ją widział podczas spacerów na pewno nie raz się zastanawiał kto ją tu pozostawił.
Smoliński Aleksander zapewne tą furmanką po paszport nie pojechał.

Nasz czas jest cenny – droższy od pieniędzy. Chciałem dziś szybką metodą, podpowiedzianą przez wielu znajomych, że internet wszystko mi teraz zrobi w pięć sekund – zawiodłem się.
Większość starych dokumentów jest mało czytelna, czcionka jest niewyraźna i często brakuje wielu słów. Skanowany dokument wprawdzie jest w jako takim stanie ale to co powiedziała o nim sztuczna inteligencja pozostawiam na koniec.
Oceńcie Państwo sami, które tłumaczenie jest lepsze – człowieka czy AI.

Wezwanie do Ambasady

C-20
(24 lipca 1947 r.) Proszę zgłosić się: Warszawa, ul. Piusa 3
130.8-SMOLIŃSKI ALEX
IB.hr.
AMBASADA AMERYKAŃSKA
Wydział Konsularny

Pan ALEX SMOLIŃSKI
wieś Czarnowiec
poczta Ostrołęka 2

Warszawa, dnia 12 września 1947 r.

W związku z życzeniem Pana złożenia formalnego podania o paszport, jest Pan proszony o zgłoszenie się osobiście do Wydziału Konsularnego Ambasady Amerykańskiej w Warszawie dnia 30 września 1947 r. Bytność Pana jest konieczna, gdyż podanie winno być podpisane i zaprzysiężone w obecności Konsula Amerykańskiego. Jeżeli choroba lub jaka inna poważna przyczyna uniemożliwi przyjazd w oznaczonym terminie, trzeba natychmiast powiadomić o tym Konsulat i wskazać przypuszczalną datę, na którą chciałby Pan otrzymać nowe wezwanie.

Zgłaszając się do Ambasady winien Pan przedstawić:
1/ Dowód tożsamości z fotografią,
2/ Świadectwo urodzenia lub chrztu lub naturalizacji jako obywatela amerykańskiego, przedawniony paszport amerykański lub inny przekonujący dowód.
3/ 6 fotografii paszportowych, na jasnym tle i cienkim papierze wymiaru 7×7 cm.
4/ Dwa adresy krewnych lub znajomych w Stanach Zjednoczonych.

Winien Pan zgłosić się z ojcem lub matką lub innym świadkiem, który zna Pana od szeregu lat. Świadek ten również winien być raczej obywatelem Amerykańskim, chociaż może być również obywatelem Polskim. Jeśli jest Pana niemożliwością przybyć w towarzystwie świadka, niezbity dowód tożsamości winien być przedstawiony przy składaniu podania. Dowodem takim może być zaświadczenie wydane przez władze miejscowe, w miejscu zamieszkania i winno być opatrzone fotografią Pana z pieczęcią władzy która je wydała.

Uwaga dotycząca KOBIET:
Jeżeli ma Pani dzieci urodzone pomiędzy 24 maja 1934 r. a 13 stycznia 1941 r., może je Pani włączyć do swego paszportu. W tym celu należy sfotografować się razem z tymi dziećmi, (ale ich nie przywozić, przywozić tylko te które skończyły 12 lat), przywieźć ich metryki urodzenia i swoje świadectwo ślubu. Dzieci urodzone w innych terminach nie są obywatelami Amerykańskimi i muszą się starać o wizy wjazdowe do Stanów Zjednoczonych.

I teraz to samo przetłumaczone/streszczone przez sztuczną inteligencję.
Możliwe, że tak jak obecne „relacje” czy „rolki” piętnastosekundowe zamieszczane na portalach społecznościowych przebijają treścią filmy pełnometrażowe, tak może i dokument obszerny lepiej gdy będzie zastąpiony streszczeniem, bo po co tracić nasz cenny czas.
A może lepiej oglądać rolki?

AI
Ambasada Amerykańska w Warszawie
Wydział Konsularny
Warszawa, dnia 12 września 1947r.
Do Pana:
Alex Smolinski
wieś Czarnowiec, poczta Ostrołęka 2
W związku z życzeniem Pana złożenia formalnego podania o paszport, prosimy o osobiste zgłoszenie się do Wydziału Konsularnego Ambasady Amerykańskiej:
Adres:
Warszawa, ul. Piusa XI nr 130
Godziny pracy: 8:00–15:00
Ważne informacje:
Podanie należy podpisać i złożyć w obecności konsula amerykańskiego.
W przypadku choroby lub innej ważnej przeszkody uniemożliwiającej zgłoszenie się w terminie, należy niezwłocznie powiadomić konsulat i wskazać przypuszczalną datę kolejnej wizyty.
Wymagane dokumenty do przedstawienia:
Dowód tożsamości ze zdjęciem.
Świadectwo urodzenia, chrztu, naturalizacji jako obywatel amerykański, poprzedni paszport amerykański lub inny dokument potwierdzający obywatelstwo.
Sześć fotografii paszportowych (na jasnym tle, cienki papier).
Dwa adresy krewnych lub znajomych w Stanach Zjednoczonych.
Dodatkowe informacje:
Towarzystwo świadków:
Jeżeli Pan nie przybędzie z żoną, mężem lub innym świadkiem, należy przedstawić dokument potwierdzający tożsamość wydany przez lokalne władze. Dokument powinien być opatrzony zdjęciem oraz pieczęcią instytucji, która go wydała.

W przypadku kobiet posiadających dzieci:
Jeśli dzieci urodziły się między 24 maja 1934 r. a 19 stycznia 1941 r., można wpisać je do swojego paszportu. W tym celu należy:
Dostarczyć wspólne zdjęcie z dziećmi.
Przedstawić ich akty urodzenia oraz swoje świadectwo ślubu.
Dzieci poniżej 12. roku życia nie muszą być obecne podczas wizyty.
Dzieci urodzone w innych okresach nie są obywatelami amerykańskimi i muszą ubiegać się o wizy wjazdowe do Stanów Zjednoczonych.
Prosimy o dokładne przygotowanie wszystkich wymaganych dokumentów przed wizytą w konsulacie.

Mam nadzieję, że ten uporządkowany format ułatwia zrozumienie tekstu! Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? – zapytał komputer 🙂

To wszystko o krótkim dokumencie z Ambasady Amerykańskiej.

Dziękujemy Panu Robertowi Dąbrowskiemu za udostępnienie dokumentów.

Więcej o rodzinie Smolińskich niebawem…

Marek Karczewski

Zapraszamy również do innych artykułów historycznych o Czarnowcu – poniżej indeks




Co nas czeka na 11. Spacerze?

Co nas czeka na 11. Spacerze?

Już jutro rusza XI Spacer Leśny „Liczenie liści” 2024

Na co mogą liczyć uczestnicy spaceru?

Na starcie, mapka z trasą przemarszu, kilka uwag o trasie, trochę opowieści o historii Spaceru,
Na trasie czeka uczestników kilka postojów i opowieści historyczne, sportowe, geograficzne o danym miejscu,
Podczas postojów niespodzianki…
Trasa ok. 10,5 km – bezdroża, lasy, drogi gruntowe – droga asfaltowa ok. 15%,
Na mecie, przy Świetlicy Wiejskiej konkursy z nagrodami i dyplomami,
Na mecie – ognisko, kiełbaska od sponsora, napoje zimne i gorące (kawa, herbata), przekąski…
MIŁA ATMOSFERA 🙂

Na trasę należy ubrać się odpowiednio do warunków atmosferycznych!
– solidne buty trekkingowe,
– luźna i wygodna odzież przeznaczona do rekreacji,
– odpowiednie nakrycie głowy,
– plecak z potrzebnymi, osobistymi rzeczami.

Nie idziemy:
– z parasolami,
– w sandałach,
– o kulach,
– z wózkiem dziecięcym,
– z reklamówką Biedronki 🙂

Profesjonalne kijki Nordic Walking do wypożyczenia!

Przed wymarszem będzie można wysłuchać porad instruktorki oraz przejść ekspresowy kurs chodzenia z kijkami. Do wypożyczenia (na trasę spaceru) będzie również spora ilość profesjonalnych kompletów kijków.

Sponsorzy

Best-Office Ostrołęka – Jarosław Jakubiak, moja-ostroleka.pl – Krzysztof Chojnowski

Współorganizatorzy

Członkowie KGW Czarna Owca w Czarnowcu

Zapraszamy – niedziela 17 listopada 2024 r., 11:00 (start ostry) przy Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu.

I na koniec troszeczkę historii

1. 2014.11.09 – Przystań FOTO1 FOTO2
2. 2015.11.15 – Lelis FOTO
3. 2016.11.13 – Dąbrówka FOTO
4. 2017.11.12 – Przystań FOTO
5. 2018.11.18 – Czarnowiec FOTO
6. 2019.11.17 – Czarnowiec FOTO1 FOTO2
7. 2020.11.15 – Czarnowiec FOTO
8. 2021.11.14 – Czarnowiec FOTO
9. 2022.11.13 – Czarnowiec FOTO
10. 2023.11.12 – Czarnowiec-Tobolice-Dzbenin-Korczaki-Czarnowiec FOTO
11. 2024.11.17 – ?

WIĘCEJ O SPACERZE…

Marek Karczewski




W tym niezwykłym zgrupowaniu walczyła „Ksenia”/”Xenia”

Jak poleciłbyś komuś książkę?

Zrób zdjęcie książki, którą chcesz polecić. Opublikuj je w mediach społecznościowych, takich jak Facebook lub Instagram. Napisz wers o tym, dlaczego książka Ci się podobała. Udostępnij post szeroko!” – mówi internet.

Pytania są następujące: Czy każdą książkę można polecić w taki sam (według powyższego schematu) sposób? Czy każdy dziś musi mieć fejsa i insta?

Nigdy nie byłem bibliofilem, a na dodatek nie lubiłem (bądź nie rozumiałem) historii z lat szkolnych. Tłumaczę to sobie w taki sposób, że to co było w programach nauczania nie zyskało mojej sympatii. Tak jak zawsze wybierałem pomiędzy rowerem a piłką kopaną ten pierwszy rodzaj aktywności, tak dziś wybieram naszą lokalną historię – to mi się podoba. Zaznaczam, że nie rezygnuję z przyjemności uprawiania sportu na dwóch kółkach!

Dziś gdy wpadnie mi w ręce pozycja książkowa, która w jakimś stopniu odnosi się do naszej, lokalnej historii to już wiem, że trzeba ją polecić sympatykom okolic, w których żyjemy.
Tę ostatnią, którą dziś w skrócie przedstawię otrzymałem do przeczytania od kolegi z pracy, Pana Mariusza Dawidko, a właściwie z biblioteczki Mai i Mariusza 🙂

Co ciekawego wypatrzyłem w książce Bartosza Nowożyckiego „Batalion Armii Krajowej „Czata 49″”?

Książka "Batalion Armii Krajowej "Czata 49"" - 2008 r.
Książka „Batalion Armii Krajowej „Czata 49″” – 2008 r. – okładka

Drodzy Czytelnicy!
Oddajemy do Waszych rąk książkę o niezwykłym ugrupowaniu — batalionie Armii Krajowej noszącym kryptonim „Czata 49″. To jeden z najwaleczniejszych oddziałów Powstania Warszawskiego, który był przerzucany w najbardziej niebezpieczne rejony Stolicy, walcząc z ogromną przewagą wroga.

Miejscem koncentracji batalionu była Wola i okolice Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego. To tam, w rejo-nie ulic Okopowej, Wolskiej i Młynarskiej, batalion rzucony był od razu w silny ogień powstańczych zmagań. Przez kilka dni walczył w rejonie Cmentarza Powązkowskiego, w ramach Zgrupowania „Radosław”. Później został skierowany na Muranów, aby wspierać broniące się Stare Miasto. Po miesiącu bohaterskich walk „Czata 49″ wykonywała również zadania tzw. desantu kanałowego ze Starego Miasta na plac Krasińskich. To nie był koniec powstańczej epopei. Oddziały „Czaty 49″ przedarły się aż na Czerniaków, gdzie walczyły o utrzymanie Przyczółka Czerniakowskiego, by pod koniec Powstania powrócić znów kanałami do Śródmieścia w rejon ulicy Kruczej. Na bohaterskim szlaku batalionu poległo oko-10 dwustu żołnierzy, w tym wielu oficerów.
Opis tych bohaterskich zmagań „Czaty 49″ stanowi treść książki autorstwa Bartosza Nowożyckiego, który swoje lata studiów uniwersyteckich poświęcił na zebranie materiałów do jej napisania.
Książka skomponowana jest w sposób niezwykle przejrzysty. Autor umiejętnie potrafi wciągnąć Czytelnika w fascynujące powstańcze losy tego batalionu.
Mamy świadomość, że mimo wielu publikacji o Powstaniu Warszawskim właśnie ten odcinek zmagań walk o wolność Stolicy, który wyznaczał bojowy szlak batalionu „Czata 49″, jest stosunkowo mało znany.
Spodziewamy się, że wszyscy Czytelnicy, a szczególnie młodzi, zainteresują się tym niezmiernie ważnym fragmentem dziejów Powstania Warszawskiego.
Książka ta stanowi kolejny przykład niezwykłego bohaterstwa żołnierza Armii Krajowej, połączonego z wzorowym wypełnianiem żołnierskiego obowiązku w niezwykle dramatycznych warunkach.
Zapraszamy do interesującej lektury.
Ppłk Czesław Cywiński Prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Dlaczego „Czata 49” i jego opis?

Pisaliśmy już wielokrotnie o tym ugrupowaniu w kontekście walk powstańczych, wspominając przy tym Ludwikę Wyszomirską z Czarnowca – „Ksenię”/”Xenię”.
Spośród wielu jednostek Armii Krajowej biorących udział w Powstaniu Warszawskim batalion „Czata 49″ jest jedną z nielicznych, które nie doczekały się dotychczas naukowego opracowania swych dziejów. Wzmianki o nim pojawiają się w pracach naukowych poświęconych Zgrupowaniu „Radosław”, którego „Czata 49″ byk częścią. Praca ma na celu przedstawienie dziejów batalionu oraz ukazanie niepośledniej roli, jaką w Powstaniu Warszawskim odegrali jego żołnierze.

Przez 63 dni Powstania Warszawskiego batalion „Czata 49″ przeszedł bardzo długi i krwawy szlak bojowy z Woli przez Stare Miasto, Śródmieście, Czerniaków, Mokotów, skończywszy znów w Śródmieściu. Żołnierze „Czaty 49″ wzięli udział w dramatycznych i krwawych walkach o takie obiekty, jak: cmentarze na Woli, magazyny na ul. Stawki, Dworzec Gdański, szpital Św. Jana Bożego.

Z początkowego składu batalionu, który liczył 120 osób, „Czata 49″ rozrosła się w okresie walk na Starym Mieście do ponad 300 żołnierzy. W ostatnich dniach Powstania pozostała już tylko nieliczna, około osiemdziesięcioosobowa grupa żołnierzy.

W PRL zostali pozbawieni chwały należnej obrońcom Ojczyzny i zrównani z konfidentami oraz pospolitymi przestępcami – czytamy w książce.

Oprócz dokładnych opisów poszczególnych walk i szlaków batalionu możemy tu znaleźć skany dokumentów (wniosków) do odznaczeń bohaterów. Jeden z wniosków dotyczy również mieszkanki Czarnowca – Ludwiki Wyszomirskiej „Xenia”.

Podpisał: Witold mjr
Tekst na dokumencie pisany odręcznie:
„Płk. Wachowski
Przedstawiam z poparciem
D-ca Grupy „Radosław”
12.8.44. Bolek mjr”

Poniżej skan wniosku oraz tłumaczenie autora.

Wybrane strony z polecanej książki.

Zachęcam do lektury.

Źródło (cytaty, skany, zdjęcia) – „Batalion Armii Krajowej „Czata 49″”, Bartosz Nowożycki

Marek Karczewski




Właścicielem Czarnowca był również Chyliński!

Skan z gazety Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Właścicielem Czarnowca był również Chyliński!

11 listopada 1918 roku to ustanowiona, symboliczna data odzyskania przez Polskę niepodległości i zakończenie I wojny światowej. Polska po 123 latach zaborów powróciła na mapę, odzyskując niepodległość.

Jednak już 14 lutego 1919 roku doszło do pierwszych walk między oddziałami Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. Był to początek wojny polsko-bolszewickiej. Polska ponownie walczyła o granice z Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Radziecką. Granice państwa Polskiego zmieniały się w tych latach dość często. W kraju nie było spokoju i stabilizacji.
Poniżej mapa granic w latach 1918-1919.

Tematy o I wojnie światowej i o wojnie bolszewickiej mogłyby być poruszane na naszych łamach, ale my skupiamy się wyłącznie na tym co w danym okresie działo się w Czarnowcu. Tak (poniżej) wyglądała mapa Polski z 1919 r., zamieszczona w „Księdze adresowej dla przemysłu, handlu i rolnictwa”. Oznaczyłem na niej Czarnowiec.

W tych niespokojnych czasach państwo Polskie musiało sprawnie funkcjonować, niezależnie od działań wojennych na frontach.

Tak jak granice państwa, tak i właściciele Czarnowca (folwarku-dóbr) zmieniali się w tym okresie dość często. Nie mamy dziś wiedzy, co było przyczyną dość częstej zmiany właścicieli majątku w Czarnowcu, ale dzięki poszukiwaniom internetowym i bibliotecznym dowiadujemy się o dotychczas nieznanym zarządcy majątku.

Kim był Stanisław Chyliński?

Z Dziennika Rozporządzeń (1919 r.) dowiadujemy się, że był ławnikiem Sądu Apelacyjnego oraz ławnikiem Sądu Okręgowego.

Dział Urzędowy.
209.
PROTOKUŁ
2 go posiedzenia Sejmiku powiatu Ostrołęckiego
dnia 11-go kwietnia 1919 roku, początek o godzinie 11-ej min. 15 rano.
Z 24 członków stawiło się 19-tu, oprócz przewodniczącego. Nieobecni pp. Antoni Pierzchała, Adam Żebrowski i Józef Siok.
Protokuł prowadził Jan Bartoszewicz.

XII. Stosownie do pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Łomży, z dnia 7 kwietnia 1919 r. Nr 1107, na ławników Sądu Apelacyjnego zostali wybrani pp. Franciszek Babski, mieszkaniec miasta Ostrołęki, Stanisław Chyliński, właściciel majątku Czarnowiec, Stanisław Budny, właściciel majątku Pokrzywnica i Janusz Górski, właściciel majątku Ponikiew-Mała.
Na ławników Sądu Okręgowego zostali wybrani pp. Stanisław Krystosik, mieszkaniec wsi Czernie, gm. Goworowo, Bronisław Rutkowski, właściciel majątku Buczyn, Franciszek Babski, Jan Staroń i Marceli Pęski, mieszkańcy miasta Ostrołęki, Sta­nisław Chyliński, właściciel majątku Czarnowiec, Stanisław Budny, właściciel majątku Pokrzywnica, Roman Grochowski, właściciel majątku Przytuły i Antoni Glinka, właściciel majątku Szczawin.

Czy dowiemy się jeszcze o innych właścicielach majątku Czarnowiec?

Poniżej przedstawiamy listę dotychczas ustalonych (z dostępnych dokumentów) właścicieli dóbr Czarnowca.
UWAGA! Niektóre z podanych dat mogą się różnić od rzeczywistych okresów posiadania przez poszczególnych właścicieli. Daty są jedynie orientacyjne!

Właściciele Czarnowca / folwarku / dóbr / dworu:

  1. 1830 – Czerniejewski Tomasz (1807-1840), s. Walentego i Rozalii Cybulskiej, Czerniejewski hrabia Korczak, vel Czerniejowski. Czerniejewscy zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862.
  2. 1864 – Czerniejewski Władysław
  3. 1894 – Michniewicz Maurycy
  4. 1900 – Michniewicz Antonina
  5. 1906 – Doberski Zygmunt
  6. 1915 – Iżycki Aleksander
  7. 1919 – Chyliński Stanisław
  8. 1920 – Skłodowski – od 1935 również dzierżawca folwarku w Susku
  9. 1930 – Wyszomirski Roman (1868.02.17-1935)
  10. 1935 – Wyszomirska Maria (1891.04.05-1956.11.05), która z córką Zofią zostały przymuszone do podpisania zobowiązania do „nie powrotu”. O tym dokumencie pisaliśmy tu: ->
  11. 1945 – komunistyczne państwo polskie pod wpływami sowietów. Ziemia dawnego majątku należała do Państwowego Funduszu Ziemi.
  12. 1978 – dwór przejęła Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce
  13. 1979 – gmina Rzekuń
  14. 1980 – rozsprzedanie majątku przez gminę Rzekuń, parcelacja[1] i likwidacja majątku.

Majątkiem w Czarnowcu przez pewien czas zarządzała również córka Władysława Glinki, właściciela folwarku w Susku. W razie odgrzebania materiału o okresie zarządzania Czarnowcem przez Glinkównę – napiszemy o tym.

[1] – Parcelacja – dokonanie podziału większych posiadłości ziemskich na mniejsze działki (parcele) i oddanie ich w użytkowanie indywidualnym gospodarstwom w drodze sprzedaży; także unormowany ustawą podział większych gospodarstw rolnych poprzez sprzedaż bądź nadanie.

Źródła:
– Dziennik Rozporządzeń Komisarza Rządu Polskiego na Powiat Ostrołęcki. R. 2, 1919 nr 11 (1 V) – Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa
– Monografia gminy Rzekuń, J. Dziewirski
– Tyflomapy-pl
– Księga Adresowa dla przemysłu handlu i rolnictwa

Marek Karczewski




XI Spacer Leśny „Liczenie liści” (archiwalne zdjęcia)

XI Spacer Leśny „Liczenie liści”

Rys historyczny

W 2014 roku zaczęliśmy spacerować.
Pierwsze edycje spacerów, 2014-2018 odbywały się po trasach wyścigów kolarskich MTB, które organizowaliśmy z ekipą Klubu Kolarskiego 24h.
Od 2019 roku gdy zostałem wybrany na sołtysa Czarnowca pomyślałem, że warto pokazać mieszkańcom Czarnowiec trochę inny – taki od „pozastodola”.
Gdy do roku 2022 przeszliśmy już wszystkie dotychczas nieznane zakątki naszej wioski, postanowiłem pokazać okolice Czarnowca – sąsiednie wioski.
W ubiegłym roku zawitaliśmy (terytorialnie) do: Ostrołęki, Tobolic, Dzbenina, Korczak, Borawego i oczywiście Czarnowca.
W tym roku kolejna niespodzianka…
O tym poniżej.

Pamiętasz jak było dotychczas?

1. 2014.11.09 – Przystań FOTO1 FOTO2
2. 2015.11.15 – Lelis FOTO
3. 2016.11.13 – Dąbrówka FOTO
4. 2017.11.12 – Przystań FOTO
5. 2018.11.18 – Czarnowiec FOTO
6. 2019.11.17 – Czarnowiec FOTO1 FOTO2
7. 2020.11.15 – Czarnowiec FOTO
8. 2021.11.14 – Czarnowiec FOTO
9. 2022.11.13 – Czarnowiec FOTO
10. 2023.11.12 – Tobolice-Czarnowiec FOTO
11. 2024.11.17 – ?

Gdzie pójdzie jedenasta edycja spaceru?

Tradycyjnie idziemy w teren.
Startujemy przy świetlicy w Czarnowcu.
Trasa spaceru będzie przebiegała drogami szutrowymi, gruntowymi, leśnymi. Na trasie pojawi się również droga asfaltowa (ok. 15%).
Należy ubrać się w strój trekingowy – buty z twardą podeszwą, odzież wierzchnia dostosowana do warunków atmosferycznych i wygodna do marszu.
Plecak z herbatką, kanapką, kiełbaską. Kiełbaski i inne rzeczy do konsumpcji można będzie zostawić przy świetlicy, bo tu wrócimy na ognisko.
Maszerujemy „żwawo” ale robimy postoje na pogadanki historyczne, geograficzne, sportowe…
Można iść z kijkami Nordic Walking.

UWAGA!
Profil trasy uniemożliwia udział osób z wózkami.
Można zabrać ze sobą psa ale warunkiem jest odpowiedzialność właściciela za jego ewentualne „konflikty” z innymi psami.
ps. tradycyjnie, mapka trasy będzie dostępna dopiero o godz. 10:55 – tuż przed wymarszem.

DŁUGOŚĆ TRASY – ok. 11 km.
CZAS MARSZU ok. 2,5 godziny

Na mecie – w Czarnowcu:
– ognisko, (każdy konsumuje swój prowiant z plecaka, „koszyczka”)
– od Sołtysa – kawa, herbata, woda,
– konkurs z pytaniami o obszarze, który zwiedziliśmy,
– nagrody rzeczowe od Sołtysa.

Idziesz z nami?
Niedziela, 17.11.2024 r., godz. 11:00, świetlica Czarnowiec, ul. Dzikiej Róży 2

Zapraszamy również do wydarzenia na FB

Marek Karczewski




80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

Plakat wzywający do powstania – IPN

Na mocy rozkazu dowódcy Armii Krajowej, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” powstanie warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 r. o 17.00, tzw. godzinie „W”. Miało na celu wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej. Armia Krajowa i władze Polskiego Państwa Podziemnego zamierzały ujawnić się i wystąpić wobec Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (utworzonego w Lublinie i zależnego od woli Stalina) w roli gospodarza (jako jedyna legalna władza niepodległej Rzeczypospolitej). Powstanie, planowane na kilka dni, upadło 3 października po 63 dniach walki. W jego wyniku zginęło od 16 tys. do 18 tys. żołnierzy AK i od 150 tys. do 180 tys. cywilów. Po kapitulacji Warszawa została doszczętnie zniszczona przez Niemców.
(IPN)

„…Często się mawia – i nie bez racji – że historycy powinni zachowywać emocjonalny dystans wobec tego, o czym piszą. Ale jest też prawdą, że historycy, którzy zachowują całkowity dystans i trzymają się z dala od opisywanych zdarzeń, są narażeni na niebezpieczeństwo braku świadomości moralnych dylematów i emocjonalnych cierpień innych ludzi. A takiego konfliktu jakim było Powstanie Warszawskie, nie da się w pełni opisać wyłącznie w kategoriach akcji wojskowych i politycznych manewrów. Empatia i wyobraźnia są równie konieczne jak wyważone sądy…”

Norman Davies

To także nasza historia, historia naszej wioski i naszej gminy!
Dziś prezentujemy indeks powstańców z gminy Rzekuń, którzy walczyli w ogarniętej wojną Warszawie, pod ciągłym ostrzałem Niemców. Mamy wielką nadzieję, że w przyszłości szerzej będziemy mogli opisać prezentowane osoby. Może dowiemy się także o innych rzekuńskich powstańcach warszawskich?


Czajkowski Bohdan – Zabiele?

Czajkowski Bohdan „Jamnik” Zabiele? (24.06.1924-Zabiele – 25.09.1977-Warszawa), rodzice Ludwik, Julia. Starszy strzelec.
Oddział: II Obwód „Żywiciel” (Żoliborz) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Żniwiarz” – pluton 230

Przypinka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Żniwiarz”. fot. wikipedia


Falkowska Zofia z Rośniańskich – Piotrówka

Falkowska Zofia z Rośniańskich, „Zośka”, Piotrówka/Teodorowo (1910-1997), rodzice Piotr, Eugenia z Kowalskich. Łączniczka.
Brak opisów szlaku powstańczego.



Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce – później Teodorowie -1987 r.
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Piotrówka, 1987 r. Zofia Falkowska z Rośniańskich. fot. Norbert Zgliński

Właściciel i jego adres:
Zofia Falkowska, Teodorowo 26, gmina Rzekuń, województwo ostrołęckie.

Opis pochodzi z karty ewidencji zabytków założonej przez mgr inż. Sławomira Pawlika w dniu 1992.06.02
Ośrodek dokumentacji zabytków w Warszawie – karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa.
Drewniany dworek wybudowany został w latach 1905-1907 przez generała Piotra Rośniańskiego na terenie posesji, którą generał nabył od Franz*a Fischera za sumę 15000 rubli w 1897 roku. Generał Rośniański był dowódcą stacjonującego w Wojciechowicach 22. Niżogorskiego Pułku Piechoty.
Równocześnie z pracami przy budowie dworku prowadzone były roboty przy zagospodarowaniu przestrzennym posesji. Wykopano staw, usypano wał ziemny wzdłuż południowej granicy posiadłości, zasadzono sosny i drzewa liściaste. W ten sposób zachodnia część posiadłości (wokół dworku) została urządzona w formie parku.
Na krótko przed wybuchem I wojny światowej, emerytowany już generał Rośniański zmarł. Po wybuchu I wojny światowej wdowa po generale Rośniańskim Eugenia (z domu Kowalska) została wraz z czteroletnią córką Zofią ewakuowana do Połtawy. Po wybuchu rewolucji w Rosji wyjechały do Bułgarii by powrótcić do Polski w 1927 roku.
W dworku mieszkali oficerowie 5-go Pułku Ułanów Zasławskich. W tym samym roku p.Rośmiańskie odzyskały z powrotem swą posiadłość wraz z dworkiem. W 1934 roku Zofia Rośniańska wyszła za mąż za Mieczysława Falkowskiego, rotmistrza 5-go Pułku Ułanów i opuściła swą rodzinną posiadłość, Dwór pozostał pod opieką matki, Eugenii Rośniańskiej. W czasie II wojny światowej w dworku mieściła się strażnica niemiecka, a poprzez północną część parku przebiegała granica niemiecko-radziecka (do 1941 r.). W 1945 roku Zofia i Mieczysław Falkowscy powrócili do Teodorowa. Dworek był zdewastowany. Brak było okien, drzwi, podłóg, częściowo zerwany był dach. W miarę możliwóści uzupełniano ubytki. W 1970 r. pokrycie dachowe z papy zmieniono na pokrycie z blachy,

Rodzice Zofii
Zofia Rośniańska z rodziną

Grobowiec rodziny Falkowskich, fot: Marek Karczewski

Grobowiec rodziny Falkowskich na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce
– Zofia Falkowska (1910-1997),
– Mieczysław Falkowski (1898-1981),
– Zbigniew Falkowski (30.04.1935-18.041997). Urodził się w Chełmie Lubelskim, syn Mieczysława i Zofii z Rośniańskich. Magister historii. Jako robotnik pracował w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, w latach 1957-1998 zajmował się dziennikarstwem
i pisarstwem, pracował w różnych redakcjach, opublikował w pismach ogólnopolskich. Spoczywa w grobie rodzinnym z ojcem rotmistrzem Mieczysławem (1898—1981) — oficerem Kedywu Armii
Krajowej, ps. „Marek”, nauczycielem i matką Zofią z Rośniańskich
(1910—1997) — nauczycielką, łączniczką Armii Krajowej, ps. „Zośka”.
– Witold Falkowski (1941-2017)


Kafarski Antoni – Rzekuń

Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Bartkiewicz”. fot. specarms.pl

Zgrupowanie Bartkiewicz było oddziałem Armii Krajowej walczącym w okresie powstania warszawskiego od 5 sierpnia do 3 października 1944. Zgrupowanie zostało zorganizowane 5 sierpnia 1944 z plutonów osłonowych dowódcy Obwodu I Śródmieście płk. Franciszka Pfeiffera „Radwana”, 100 kompanii sztabowej obwodu, oddziału NSZ, oddziału KPN oraz żołnierzy 101 kompanii WSOP, żołnierzy z innych oddziałów oraz ochotników. Zgrupowanie operowało w rejonie pomiędzy ulicami Świętokrzyską – Mazowiecką – Placem Małachowskiego – Kredytową – Królewską – Marszałkowską.

Kafarski Antoni „Tolek”, (04.12.1912-Rzekuń – 12.09.1985-Warszawa), rodzice Antoni, Sabina. Strzelec – kapral.
Oddział: I Obwód „Radwan” (Śródmieście) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Bartkiewicz” – 1. kompania (dawny pluton 1114) – I pluton „Leszczyny” (Zygmunt Leszcz), ochotnik.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ. W dniu 4 sierpnia 1944 r. zaalarmował stacjonującą przy ul. Kredytowej 1. kompanię „Andrzeja Prawdzica” (Kazimierz Czyż) o ataku Ukraińców i Niemców na dom nr 25, sprowadził pomoc, wziął udział w rozpoznaniu i w walce podczas podpalania domów ul. Królewskiej. Zaprzysiężony, jako żołnierz AK 8 sierpnia 1944 r. z przydziałem do I plutonu 1. kompanii. Od tego dnia pełnił funkcję obserwatora na odcinku ul. Królewskiej (domy nr 25, 27, 29). Brał udział w zniszczeniu czołgu przez oddział „Roberta” (róg Marszałkowskiej i Królewskiej). Po wybuchu ,”goliata” w bramie domu nr 27 objął komendę nad I plutonem i odparł przy współudziale „Żarskiego” i reszty powstańców atak Ukraińców – za co został podany w ostatnim rozkazie do odznaczenia Krzyżem Walecznych, jednak na skutek kapitulacji ogłoszonej w następnym dniu, odznaczenia nie otrzymał.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka (5.10.1944-15.04.1945) – jeniec w Stalagu XI B w Fallingbostel, następnie w Stalagu VI J w Dorsten, gdzie pracował w aptece obozowej. Numer jeniecki: 140067. Lekko ranny w ramię.
Losy po wojnie: W okresie od 16 kwietnia do 31 lipca 1945 r. – po wyzwoleniu z niewoli przez Armie Sprzymierzone, sanitariusz w ambulatorium obozu wojskowego w Wittbeck, w oparciu o dowództwo DP w Celle organizował pomoc żywnościową dla więźniów obozu koncentracyjnego w Bergen Belsen. Od 1 sierpnia do 30 listopada 1945 r. organizował lecznictwo, mianowany przez dowództwo DP w Celle, p.o. naczelnego lekarza obozu wojskowego Unterluess koło Hannoveru. Od grudnia 1945 do czerwca 1946 uczęszczał na wykłady Wydziału Medycyny Uniwersytetu UNRRA w Monachium. Wrócił do Polski na początku czerwca 1946 roku. Zmarł 12.09.1985 r. w Warszawie.
Ojciec „Tolka”, również Antoni był w latach 1909-1914 nauczycielem w Szkole Gminnej w Rzekuniu, która powstała w 1893 roku.


Opęchowski Mieczysław – Dzbenin

Opęchowski Mieczysław „Błyskawica”/”Janusz”, (02.02.1925-Dzbenin – 14.05.2010-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Starszy strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – I batalion „Lecha Żelaznego” – 3. kompania – III pluton
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – jeniec Stalagu X B Sandbostel, od 13.11.1944 osadzony w obozie jenieckim Stalag XVIII C (Markt-Pongau). Nr jeniecki 222252
W 1995 roku w Muzeum Woli otwarto wystawę „Dar dla przyszłych pokoleń. Pamiątki z lat 1939-1944”, na której znalazła się powstańcza broń przekazana przez Mieczysława Opęchowskiego „Błyskawicę” Mieczysław Opęchowski razem z nieżyjącym bratem Janem przechowywali broń do 1991 roku, kiedy przekazali ją Zarządowi Zgrupowania „Chrobry II”. Stamtąd karabiny, pistolety i amunicja trafiły do Muzeum Woli ( łącznie 19 sztuk broni) „Tuż po kapitulacji powstania dostaliśmy rozkaz od dowódcy zgrupowania, żeby schować broń i wydobyć ją dopiero w wolnej Polsce” wspominał Mieczysław Opęchowski w 1995 r.
Pochowany: Warszawa, Cmentarz Północny (Wólka Węglowa) Kwatera: S-IX-1, rząd I, grób 14

2006 r. Opęchowski Mieczysław, Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego. Ulepszenie upscaleMedia, dostęp 28.07.2024
Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. specarms.pl

Poniżej prezentujemy tekst wywiadu z Mieczysławem Opęchowskim, z 2006 r. opublikowany na stronie 1944.pl

Nazywam się Mieczysław Opęchowski, urodziłem się 2 lutego 1925 roku w Dzbeninie powiat Ostrołęka, pseudonim „Błyskawica”, stopień plutonowy, Zgrupowanie „Chrobry II”.
Co pan robił przed wybuchem wojny, przed 1939 rokiem? Gdzie pan mieszkał?
W Warszawie, Krakowskie Przedmieście 15/17.
Ale urodził się pan w powiecie Ostrołęka, to kiedy pan przyjechał do Warszawy?
Jeszcze przed wojną. Ojciec był nauczycielem w Ostrołęce, [gdy] zmarł, matka przeniosła się i zabrała mnie do Warszawy.
Który to był rok?
Ojciec zmarł w 1932 roku, a przenieśliśmy się do Warszawy chyba w 1937, 1936 roku, to już dokładnie trudno mi powiedzieć.
Tata był nauczycielem? W jakiej szkole?
W Ostrołęce.
Nie pamięta pan jaka to była szkoła?
Nie.
Jak się tata nazywał?
Konstanty Opęchowski. Mam zdjęcia ojca, był też wojskowym, był w Legionach.
Wtedy właśnie po śmierci taty, mama zdecydowała, żeby…
… do Warszawy przenieść się.
Miał pan rodzeństwo?
Miałem trzech braci i siostrę. Siostra zmarła w czasie okupacji.
Mieszkaliście państwo na Krakowskim Przedmieściu?
Potem Niemcy zabrali nasze mieszkanie i przenieśliśmy się na Śliską 40, mieszkania 41.
Jak pan zapamiętał wybuch wojny?
Rano, bardzo wcześnie, nalot samolotów i bombardowanie Warszawy. To było straszne.
Czy pan i pana rodzeństwo braliście udział w obronie Warszawy w 1939 roku?
Nie, nie braliśmy udziału w obronie, bo pułkownik Umiastowski wtedy wszystkich [wezwał i] ogłosili żeby wszyscy młodzi ludzie wychodzili z Warszawy i szli na wschód.
Pan razem z braćmi…?
Nie, ja zostałem w Warszawie, bo byłem małym dzieckiem. Bracia starsi wyszli, później wrócili po zakończeniu wojny, to znaczy po zajęciu Warszawy przez Niemców.
Pamięta pan jak Niemcy wkroczyli do Warszawy?
Trudno mi powiedzieć w tej chwili, po prostu butni byli, maszerowali, stukot butów, ale unikaliśmy ich…
Jak wspomina pan lata okupacji?
Strasznie, bo wszystko było zbombardowane, wszystko ograniczone, łapanki na ulicach od razu, rozstrzeliwania na ulicach, jak okupacja hitlerowska.
Wcześniej mówił pan, że musiał pan się przeprowadzić razem z mamą i z rodzeństwem. Przyszli Niemcy i powiedzieli, że to mieszkanie jest dla nich?
Zabrali to mieszkanie dla jakiegoś Niemca, lub jakiegoś folksdojcza, nie wiem. To było przy Pałacu Potockich, oficyna Pałacu Potockich. Od razu wynosić się i powiedzieli: „Macie tam na Śliskiej jakieś mieszkania”. Bo zmniejszyli getto, Żydów ścieśnili i na to miejsce dawali mieszkania tym, co zabierali im Niemcy, lub jakiś folksdojcz zabrał. Dostaliśmy na Śliskiej dwa pokoje z kuchnią i tam do Powstania [mieszkaliśmy], w Powstanie zostało zburzone, zbombardowane.
Z czego się utrzymywała pana rodzina w czasie okupacji?
Troszkę z handlu różnego rodzaju.
Czy jeździło się gdzieś poza Warszawę po mięso?
Po mięso już później, w późniejszym czasie, od 1942 roku, jak wyjeżdżaliśmy w teren, na działania, to się zawsze coś przywiozło, kawałek mięsa, czy zboża, czy mąki, tak że było dość ciężko.
Pana siostra umarła? Czy to była śmierć naturalna?
Śmierć naturalna. Siostra zmarła w czasie okupacji w 1940 roku. Wyszła za mąż w Dzbeninie, tam została, męża Niemcy zabrali do obozu, a ona sama tam pracowała na gospodarstwie, które po mężu miała i wykończyła się.
Jak miała na imię?
Janina.
Czy w czasie okupacji przystąpił pan do konspiracji?
Od lutego 1942 roku do Polski Niepodległej.
Czy ktoś z rodzeństwa czy z pana kolegów panu zaproponował?
Raczej z rodzeństwa. Dowódcą całego zgrupowania, całej organizacji Polska Niepodległa, był „Grom” Sannicki. Natomiast rozkazy dostawaliśmy przez kapitana „Leszcza”, on był naszym dowódcą, któremu podlegaliśmy, a bezpośrednio podlegał pod komendanta Sannickiego.
To był pan i pana bracia?
Jeden brat Janek był, co teraz nie żyje i byli inni koledzy.
Pamięta pan tych kolegów?
Z nazwisk, pseudonimów. Był tam Wacław Kraska, Morozek Władysław.
Składał pan przysięgę?
Przysięgę tak, mam legitymację. 2 lutego 1942 roku zostałem zaprzysiężony.
Był pan sam czy z kolegami?
Nie, byli jeszcze inni. W lokalu przyszedł dowódca i odbierał przysięgę. Każdy z nas składał przysięgę i później już byliśmy wcielani do konkretnych plutonów, czy do konkretnych zadań. Byłem przydzielony do plutonu dywersji, który miał działania wyjazdowe na tereny przyłączone do Rzeszy: Ostrołęka, Przasnysz, Maków, Myszyniec i tereny Warszawy.
Pan razem z bratem?
Razem z bratem Jankiem.
Może ze względu na to , że znał pan tamte rejony?
Znałem i brat znał. Byliśmy troszeczkę bardziej obeznani z tymi terenami niż [osoby] z innych terenów.
Jak odbywały się akcje? Jak przychodził rozkaz?
Rozkaz, bez rozkazu nic nie wolno było.
Ale jak to było? Przychodził jakiś łącznik?
Najczęściej dostawaliśmy rozkazy bezpośrednio od kapitana „Leszcza”, który miał te rozkazy z góry i wtedy się wykonywało.
A jakie to były zadania?
Pani wybaczy. Były różne, nie będę się chwalił, żadnym bohaterem nie jestem. Jak trzeba było gdzieś jakąś akcję…, to się wykonywało.
Ale tu nie chodzi o chwalenie się, tu chodzi o przekazanie historii.
Co mogła dywersja robić? Dywersja to były różne zadania, to były zadania po prostu jakieś nawet propagandowe, żeby Polacy wiedzieli, że działa jakaś armia, że jest partyzantka, żeby nie byli tacy przygnębieni. Były jakieś zasadzki, czasem na Niemców, czasem Niemcy na nas. Nie chwalę się, że kogoś zabiłem, bo wie pani jak to jest, żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi.
Pod [Ostrołęką, stacją PKP], na tamtych terenach, wysadziliśmy jeden pociąg w 1943 roku, w ten sposób, że na stacji Goworowo dyżurny ruchu zatrzymał jeden pociąg, nie przepuścił. Te, co na Ostrołękę szły, jednotorowe były i jak miał wyjechać pociąg z terenów Rzeszy, to wtedy dyżurny puścił ten pociąg, maszynista po jakimś czasie wyskoczył z polskiego pociągu i pociągi się zderzyły.
Rozumiem, że ci kolejarze też należeli do konspiracji?
Tak, [możliwe, że byli w konspiracji], oni nam pomagali. Przez granicę przejeżdżaliśmy nieraz w wagonach bagażowych. Oczywiście zawsze dostawali parę złotych za to.
Po przejechaniu granicy na teren Rzeszy, nie dojeżdżając do stacji [Ostrołęka], maszynista przyhamowywał trochę, wyskakiwaliśmy w biegu z pociągu i do lasu. Potem przemarsz przez Narew. [Przepływaliśmy, bo most na Narwi był strzeżony przez Niemców].
Panowie wsiadali w Warszawie?
W Warszawie.
Było uzgodnione z maszynistą, ale jechaliście już z bronią, czy odbieraliście ją na miejscu?
Pierwszą broń to mieliśmy tu, stąd z Warszawy, a później już w Goworowie.
Stacja Goworowo, to była wioska [Żabin], tam mieliśmy panią Śpiewakową, u niej mieliśmy placówkę, metę, to była wdowa, ale bardzo odważna kobieta, pomagała nam, [zawiadamiała, informowała] nas, opowiadała gdzie, co się dzieje i później wykonywaliśmy zadania, które były nam zlecone.
Jakie były jeszcze inne zadania oprócz wysadzania pociągów?
Czasem odbicie kogoś z aresztu.
Skąd, z jakiego aresztu?
Z Rzekunia na przykład, matkę naszego kolegi z drużyny Tadeusza Krupy.
W Rzekuniu był areszt na plebanii, z plebanii odbijaliśmy jego matkę. Jeszcze były różne, ale już nie mogę, naprawdę trudno coś spamiętać to jest raz, a drugie nie ma co wspominać.
To są bardzo ważne rzeczy, ważne informacje, walka z okupantem. Czy pana mama wiedziała o tym co pan robi z bratem?
Nie, ani ja, ani brat, nie tłumaczyliśmy mamie, nie wiedziała nic, absolutnie.
Ale takie wyjścia z domu trwały kilka dni…
Mówiliśmy, że jedziemy na wieś za jakąś żywnością, czy coś takiego. Takie tłumaczenie było. Nawet jak do Powstania szliśmy, to też powiedzieliśmy, że tylko na trzy dni idziemy.
Pan powiedział, że miał pan trzech braci?
Trzech.
Trzech, a dwóch pozostałych brało udział w konspiracji czy nie?
Chyba tak, bo ten najstarszy był u „Radosława”, w Powstaniu był ranny, Czesław „Mściciel”. Janek „Jastrząb” był w jednym zgrupowaniu ze mną, tylko w innej kompanii, w kompanii kapitana „Kosa”.
A trzeci brat?
Trzeci to był małolat, on miał dwanaście lat, gazety w czasie Powstania roznosił, wiadomości. Jest tam gdzieś na zdjęciach.
Jak on ma na imię?
Stanisław.
To pan nawet nie wiedział, że ten starszy brat, który później był u „Radosława”, że on w konspiracji działał?
Nie, nie wiedziałem nic. Tylko wiedziałem z Jankiem… Najstarszy [brat] mieszkał na Żelaznej, my mieszkaliśmy gdzie indziej, na Śliskiej, to on już należał do innej organizacji.
Po akcji zostawiali państwo broń u pani …?
Śpiewakowej [w Żabinie].
U pani Śpiewakowej, tam później była zostawiana broń, a wracali panowie jako…
Tak, jako handlarze po prostu, z żywnością jakąś.
Czy zawsze wszyscy wracali, czy było tak, że niestety, któryś z kolegów zginął lub został ranny?
Zginął Franek Kruszewski, rozstrzelany w [Rybienku]. Z pociągu Niemcy wyciągnęli wszystkich, wtedy sam wracał, my zostaliśmy a on wracał do Warszawy, odprowadzili wszystkich mężczyzn pod lasek niedaleko [Rybienka] i wszystkich rozstrzelali. Zginął a za tydzień miał wziąć ślub ze swoją dziewczyną.
To byli cywile, którzy zostali wyciągnięci z pociągu?
Cywile, normalni cywile, pasażerowie, którzy byli wyciągnięci przez Niemców, bez żadnego powodu, bez niczego, kazali im się wszystkim położyć i rozstrzelali.
Jak wyglądało życie codzienne w czasie okupacji?
Jakie to życie codzienne mogło być?
Miał pan jakieś dokumenty?
Normalne kenkarty wydane przez Niemców, tak zwane dowody osobiste to były, ale w godzinę policyjną nie wolno już było wychodzić, jak się było w Warszawie. Jak się jechało na akcję na prowincję, to tam noc była nasza a nie ich, natomiast w Warszawie najczęściej noc ich była.
Niemcy się bali?
Bali się.
Czy na tamtych terenach mieli panowie jakieś kontakty z miejscową partyzantką?
Dowódcą oddziałów w Ostrołęce był „Lin”, to był sierżant przedwojenny.
Kontaktowaliśmy się, on zresztą przesyłał nieraz meldunki, bo miał [z nami] kontakt i na jego kontakt, na jego wiadomość w dowództwie padał rozkaz, decyzja i trzeba było jechać i załatwić, czasem kogoś postraszyć.
Polaków też?
Jak byli tacy, którzy za bardzo się wysługiwali, czy chcieli się przymilić Niemcom, no to postraszyło się, tylko ostrzeżenie, włosy się obcięło jakiejś babce.
Za to, że spotykała się z Niemcami?
Tak, ale były bardzo rzadkie, przyznam się, że nie brałem nigdy udziału w takiej sytuacji.
Ale to skutkowało?
Skutkowało, bo na wsi, na prowincji, to się szybko roznosiło, mimo że nie było wtedy takich środków łączności jak teraz. Tak zwana poczta pantoflowa szybko [działała].
Czy Pana odział przygotowywał się do Powstania?
To już na kilka dni przed chodziło pantoflową pocztą o wybuchu, bo Niemcy już się wycofywali w lipcu, całe tabory ich przez Warszawę cofały się na zachód. Spodziewaliśmy się tego, na kilka dni wcześniej wiadomo już było. Dostaliśmy rozkaz nie wychodzenia, tylko pilnowania się, żeby w każdej chwili mógł łącznik powiedzieć co i jak. We wtorek pierwszego, przed ósmą rano chyba, łącznik przybiegł i powiedział, że zbiórka na Przemysłowej 9.
Pamięta pan tego łącznika, jak się nazywał?
To była kobieta, Stasia, tak zwana ciotka. Wie pani dlaczego ciotka? Bo one przechowywały cichociemnych, jak ich kierowali na kwaterę to mówili: „Ciotka się tobą zajmie”. Ona powiedziała, że na Przemysłowej 9 zbiórka, koncentracja i o czternastej mieliśmy odprawę.
Co powiedział pan matce jak pan wychodził?
Jak już na koncentrację szedłem, to już miałem chlebak, na trzy dni sucharki, ręcznik. Powiedzieli, że tylko na trzy dni wychodzimy, ale mama się coś tam domyślała.
Brat wychodził na koncentrację Zgrupowania „Radosław”?
Tak, ale on na Żelaznej mieszkał, mieszkał oddzielnie. Natomiast Janek dołączył do nas, mieszkał na Grochowie, ale jeszcze do niego pojechałem, powiedziałem, że zbiórka i on też. Wychodzimy z Przemysłowej 9 po odprawie, po dwóch, po trzech szliśmy przez całą Warszawę, piechotą na Plac Narutowicza. Mieliśmy za zadanie zdobyć akademik. Ci co nie mieli broni, część z nas miała broń…
Pan miał?
Miałem pistolet. Pluton dywersji to przeważnie [ma] swoją [broń]. [Ci co nie mieli], mieli otrzymać na placu Narutowicza. Przyszliśmy na plac Narutowicza, to było około szesnastej, wyjechały czołgi z Dworca Zachodniego, zatrzymały się przy placu Narutowicza na jezdni. Czołgiści z nich powychodzili i golili się, gdyby w tym czasie padł rozkaz żebyśmy [atakowali], to tych kilka czołgów byłoby łatwo zdobyć. Rozkazu nie było, czołgiści się ogolili, umyli, wsiedli do czołgów i pojechali w kierunku Pragi.
Jak pojechali w kierunku Pragi, to tu krzyczą, że na moście Poniatowskiego zatrzymali samochód z bronią, miała to być przywieziona broń z Pragi. Później ktoś krzyknął: „Wawelska 60, po odbiór broni, do magazynu!”. Ci co nie mieli broni pobiegli na Wawelską 60, a za nimi Niemcy, to była zdrada jakaś chyba i wszystkich tam wybili. Natomiast ci co pozostali, to ktoś strzelił do majora niemieckiego, przechodził przez plac, to było chyba za piętnaście piąta. Z akademika odezwały się cekaemy, broń maszynowa, po placu pojechali, to my pod mur, pod akademik, żeby zejść z pola linii ostrzału. Kilka razy się do nich strzeliło w górę z pistoletu, część się wycofała, bo część Niemcy złapali na Wawelskiej 60, gdzie miała być broń, nas kilku zostało na Ochocie do wieczora. Przez całą noc siedzieliśmy w bramie i rano jak robotnicy z Dworca Zachodniego szli ze zmiany do domu, bo pracowało bardzo dużo kolejarzy, to między innymi nas trzech…
Przedostaliśmy się, róg Towarowej i Alej Jerozolimskich, tam gdzie teraz jest Hotel Sobieski, stał na murze Niemiec z karabinem maszynowym, wszyscy szliśmy z rękami do góry, każdy trzymał w zębach, albo w ręku kenkartę. Róg Alej i Towarowej stały dwa czołgi, do siebie tyłem zwrócone, jedna lufa szła w kierunku Alej Jerozolimskich, w kierunku Pragi, druga Towarową w kierunku Woli, a przy czołgach było kilku [zabitych] powstańców.
Pan był razem z dwoma kolegami, z tymi kolejarzami niby, udając, że wracacie z pracy?
Tak, ktoś powiedział, że trzymać kenkarty albo w zębach, albo w rękach, ręce do góry, że wszyscy wracają. Niemcy patrzyli na nas i przepuszczali. Jak weszliśmy w Towarową, to jeszcze trzymaliśmy ręce w górze, dopiero jak doszliśmy do placu Kazimierza, stamtąd zobaczyliśmy, że tam już są powstańcy i skoczyliśmy od razu.
Broń miał pan przy sobie, nigdzie pan jej nie zostawił?
Z tyłu, za paskiem.
A koledzy, tych dwóch kolegów, co szli z panem?
Tego nie wiem. Dowiedziałem się gdzie jest dowództwo zgrupowania i z placu Kazimierza udałem się na Twardą 40. Zameldowałem się u kapitana „Proboszcza” Jaroszka. On mnie przydzielił do 3. kompanii, dał mi „Błyskawicę”. Spytał się o pseudonim, [mówię, że] „Błyskawica”. „No to masz »Błyskawicę«”. Tak trafiłem do kompanii porucznika „Zdunina” Bryma. 14 sierpnia zostałem ranny na poczcie.
Jeszcze wracając do pierwszego dnia na Ochocie. Ktoś przyniósł jakąś mylną informację, że jest broń na Wawelskiej 60 i pana koledzy powstańcy tam zostali rozstrzelani?
Nie widziałem jak ich rozstrzelano, tylko tego się należało domyślić, bo przecież jak Niemcy ich tam zgarnęli, to nie patyczkowali się z nimi.
Nie pamięta pan nazwisk tych kolegów?
Nie, bo to była kompania, to było ponad stu ludzi jak poszliśmy na Plac Narutowicza, kilku nas zostało, część wydostała się do lasów, w Lasy Janowskie, czy Chęciny, a reszta tych kilkunastu zostało, to przedostaliśmy się do Śródmieścia, zameldowaliśmy się i zostaliśmy przydzieleni.
Tych dwóch pana kolegów, też poszli do Bryma, też się zgłosili na Twardą?
Czy do Bryma, nie wiem, ja się zgłosiłem, a czy oni się zgłosili, trudno mi powiedzieć. Nie wiem naprawdę.
Kiedy spotkał się pan z bratem i dowiedział, że on też jest w „Chrobrym II”?
Z bratem się spotkałem jak już był w kompanii „Kosa”, to była 4. kompania, bo 5. to była „Janusza”. Z tym, że ja byłem do końca żołnierzem i wyszedłem 5 października, natomiast brat wyszedł wcześniej, 27 września z cywilami i gorzej trafił niż ja, bo trafił do „koncentraka” jeszcze, a ja jako żołnierz do obozu jenieckiego.
Walczył pan na Dworcu Pocztowym?
Na dworcu pocztowym byłem, ale jak był atak na PAST-ę na Zielnej, to z poszczególnych kompanii dowódcy delegowali swoich żołnierzy, kilku na pomoc.
Pan zgłosił się na ochotnika?
Każdy szedł na ochotnika. Dowódca powiedział: „Wystąp, kto chce!”. Wybierał jeszcze tych, których jego zdaniem można było wysłać i delegował, rozkaz był i się szło. PAST-ę w zasadzie zdobywał Batalion „Kilińskiego”, tylko z różnych oddziałów była jednak pomoc. Kapitan „Kos” z 4. kompanii wziął nas pod swoje rozkazy i wtedy do ataku na PAST-ę, pomagaliśmy ją zdobywać.
Czy mógłby pan opowiedzieć przebieg zdobywania PAST-y?
Zielna, samo zdobycie, to mógłbym opowiedzieć strasznie, ale to byłaby przesada.
Dużo poszło powstańców z „Chrobrego II”?
Do pomocy?
Tak.
No na pewno pluton, to jest około trzydziestu ludzi i to z różnych kompanii, nie tylko z kompanii „Zdunina” czy „Kosa” czy innych, ale około trzydziestu, bo tam pomoc była potrzebna. 20 sierpnia byłem przy tym jak zabraliśmy około stu Niemców do niewoli.
Jak ci Niemcy zachowywali się, kiedy wychodzili?
Jak tchórze.
Bali się?
Tak, myśleli że ich wszystkich rozwalimy od razu, ale przecież nie byliśmy zbrodniarzami, ani nie jesteśmy. Mieli lepiej w niewoli jak ich trzymaliśmy niż my.
Gdzie byli trzymani ci Niemcy?
W różnych [miejscach], w kinie byli trzymani, w salach kinowych…
W których salach kinowych?
„Polonia”, jeszcze gdzieś, ja ich nie pilnowałem, tylko wiem, że brało się Niemców, żeby rozbrajali pociski, te które nie wybuchły. Z „grubej Berty” na przykład, to taki pocisk około tysiąca kilogramów, oni rozbierali te pociski i z tego materiał wybuchowy brali nasi saperzy i wykonywali różne granaty z tego.
Jeszcze jak były walki o PAST-ę, to pan i pana koledzy byli pod rozkazami „Kilińskiego”?
Byliśmy pod rozkazami kapitana „Kosa”, a kapitan „Kos” był na pewno pod rozkazami dowództwa „Kilińskiego”, bo to musiało być zgrane, uzgodnione.
Część zdobytej broni na Niemcach w budynku PAST-y otrzymał też „Chrobry II”?
Mieliśmy swoją broń, nie braliśmy. Może otrzymali, o czym nie wiedziałem, przecież nie wszystko mogłem wiedzieć i widzieć. Mieliśmy broń, z bronią przyszliśmy i z bronią [odeszliśmy].
Był jakiś taki moment strachu przy zdobywaniu PAST-y, czy były jakieś takie bardzo niebezpieczne chwile?
Były niebezpieczne chwile strachu na pewno, nie wierzę tym co by twierdzili, że się nie bali, tylko że każdy szedł i emocjonalnie był tak podniecony, że jak już wpadł w ten rytm walki, to już nie zastanawiał się nad tym. Przecież dużo chłopców tam zginęło.
Wtedy przy zdobywaniu PAST-ty?
Tak.
Któryś z pana kolegów?
Nie, akurat nie, z kolegów nie.
Później wrócił pan z powrotem do Bryma?
Po zdobyciu PAST-y, wróciliśmy wszyscy z powrotem, ja wróciłem do 3. kompanii, inni do swoich kompanii, w których byli i na poczcie byłem do końca.
Jak wyglądało życie codzienne w oddziale – poza polem walki. Gdzie się spało?
Na podłodze się spało. Tam była tak zwana Poczta Dworcowa, róg Alej [Jerozolimskich] i Żelaznej, naprzeciwko Dom Turystyczny. Na podłodze po prostu, na betonie, albo w okopie, w rowie, bo mieliśmy pozycje frontowe, bo po drugiej stronie byli już Niemcy, też „ukraińcy” i krzyczeli: „Poddajcie się Lachy! Poddajcie się Polacy!”. My też im odkrzykiwaliśmy, ale to się nie nadaje, bo wulgarnie im się odpowiadało i tak do 5 października.
Jak było z wyżywieniem?
Było różnie z wyżywieniem, była kaszka „pluj”. Raz jak kilku z nas w nocy przeszło do garaży na niemiecką stronę, zabiliśmy wieprzka jakiegoś, ja go oczywiście nie zabijałem, bo byłem w obstawie i kilka kilogramów wieprzowiny się przyniosło, to zaraz do kotła wrzucili. Z żywnością niespecjalnie było. Od Haberbuscha zboże przynosili, nawet w młynkach do kawy mielili na zupę, tak zwaną zupę-pluj, to i jęczmień, i wszystko co tam było.
Czy były problemy z wodą?
Z wodą to były problemy, ale jakoś u nas na Żelaznej dawali radę, bo zawsze mieliśmy na pierwszej pozycji, zawsze ktoś nam podrzucił trochę wody.
Czy miał pan w czasie Powstania kontakt z mamą?
Miałem, jak zostałem ranny.
Kiedy pan został ranny?
14 sierpnia o siedemnastej.
W jakiej sytuacji? Był pan na barykadzie?
Na barykadzie, na Poczcie Dworcowej w Alejach Jerozolimskich.
Gdzie został Pan ranny?
W nogi dostałem z granatu. Na Śliskiej w szpitalu doktor Bojko z Joasią Roztocką, później pracowała w telewizji, wyjmowali mi odłamki. Jak byłem ranny, dostałem przepustkę i poszedłem na Śliską odwiedzić mamę. Wtedy się widziałem i potem już się nie widziałem.
Długo pan leżał w szpitalu?
Nie, wyjęli odłamki i tego samego dnia zaraz wyszedłem ze szpitala, tylko obandażowany byłem i laskę dostałem.
Chociaż blisko pan miał do domu, to jednak bez przepustki nie można było…
Nie, nie można. Jak bym wyszedł samowolnie, to mógłbym być dezerterem.
Zdarzały się dezercje?
Chyba nie, ja takiej nie znam. Nie widziałem, naprawdę, żeby ktoś zdezerterował.
Pana najmłodszy brat roznosił gazety?
Gazety, nawet w kronice to jest, kilku ich jest takich młodych sikusów.
Spotkał się pan z nim w czasie Powstania?
Nie.
Czy do pana i pana kolegów dochodziły jakieś gazety?
Przychodził „Biuletyn”, jakiś informator, różne, ale nikt nie miał czasu, żeby się zapoznawać z „Biuletynem”. Dowódca coś powiedział, ogłosił co i jak.
Jak pan wspomina Bryma jako dowódcę?
Jako bardzo odważnego, zdecydowanego, konkretnego [dowódcę].
Poznał pan może „Generała” Biernackiego?
Nie, pani mówi o pseudonimie, nie, bo on był na Kurzej Stopce, od strony Chmielnej i na Srebrnej zginął.
Jak wyglądało życie na Dworcu Pocztowym? Czy były jakieś warty?
Nie, to nie o wartę chodzi.
Jak to się odbywało?
Okopy, pierwsza linia i na tej linii było się czasami kilka godzin, czasami mniej jak przyszła zmiana, to zależało od sytuacji.
Czy po wyjściu z okopów był jakiś czas wolny, który można było przeznaczyć na spanie?
Gdzie kto przykucnął, to zasnął, a czy długo pospał, nie wiadomo, to zależało od sytuacji. Nie było tak, że łóżko było i zapewniony nocleg, zapewnione spanie.
Jakie jest Pana najgorsze wspomnienie z Powstania Warszawskiego?
Najgorsze to chyba wyjście do niewoli. To był żal, że nikt nam nie przyszedł z pomocą, bo wszyscy czekaliśmy, że będzie jakaś pomoc.
Pamięta pan może zrzuty?
Były zrzuty, ale ja tych zrzutów nigdy własnoręcznie nie odbierałem, inni odbierali. Ja najczęściej byłem na pierwszej linii.
Jakie jest Pana najlepsze wspomnienie z Powstania?
Dobre, to pierwszy zryw, wolność, chwila wolności, że już można było z opaską iść.
Jakie wyglądały kontakty z ludnością cywilną?
Pierwsze dni naprawdę były dobre, ludność cywilna naprawdę była bohaterska, pomagali jak mogli, bo pomagali budować barykady, przynosili co kto miał z żywności, czy z napoju jakiegoś, dzielili się wszystkim. O ludności cywilnej jak najbardziej pozytywnie, nie mam nic takiego, żebym mógł powiedzieć coś złego na ludność cywilną. Może niektórzy spotkali się z jakimś narzekaniem, to różnie było. Przyznam się szczerze, że ludność cywilna chyba więcej wycierpiała niż my żołnierze, bo my jak na pierwszej linii byliśmy, to przynajmniej nie baliśmy się tak nalotów bombowych. To była linia i Niemcy bali się, że na swoich rzucą, natomiast bezkarnie bombardowali Warszawę, bo bombardowali zaplecze całe, ludność cywilną i to oni są bohaterami. Cywile są bohaterami, że to wszystko przeżyli.
Piękne słowa. Czy w czasie Powstania było jakieś życie religijne ?
Kapitan „Bator” Czajkowski, to był nasz kapelan. Przychodził, trochę podtrzymywał na duchu żołnierzy.
Taki kontakt był bardzo potrzebny?
Tak. To był bardzo dobry kapelan, zmarł niedawno, chyba piętnaście lat temu.
Większość pana kolegów i koleżanek to byli praktykujący katolicy?
Tak, przyznam się szczerze, że wtedy nie wiedziałem, że są jakieś inne wyznania, tylko katolickie.
Czy były odprawiane msze święte?
Odprawiali. Msze święte były organizowane na podwórkach, to było masowe w całej Warszawie, zresztą prawie w każdym podwórku była kapliczka, ludzie się [modlili]. Natomiast na poczcie, jak przyszedł kapelan odprawić mszę, to kto mógł zejść na mszę, to zszedł, a kto nie mógł, to musiał stać na posterunku i pilnować.
Zawsze służył dobrym słowem?
Jak najbardziej i bardzo odważny był.
Później przychodzi taki moment, że dowódca mówi, że Powstanie kończy się, że jest ewakuacja….
„Gorlic” powiedział tak…
Pan wtedy dostał awans na plutonowego?
Praktycznie ostatnim rozkazem dostałem sierżanta, tylko nie przypiąłem sobie dystynkcji sierżanta, bo plutonowym byłem jeszcze wcześniej. Wyszedłem do niewoli jako plutonowy i wróciłem. Nawet w Armii Andersa później też jako plutonowy byłem i wróciłem jako plutonowy do kraju.
Jak wyglądał wymarsz? Był wybór, że można było wyjść z cywilami.
Tak, dowódca powiedział, że zwalnia z przysięgi, kto chce może wyjść jako cywil, a kto nie jako żołnierz. Wolałem wybrać to drugie i powiedziałem tak: „Byłem żołnierzem, jestem żołnierzem i wychodzę jako żołnierz”. Przez Ożarów szliśmy, bo cywilów wywozili przez Pruszków. W Ożarowie potem ładowali nas do bydlęcych wagonów, po osiemdziesięciu, po stu i wieźli w głąb Niemiec.
Naszym pierwszym przystankiem był Küstrin, Kostrzyn nad Odrą, do którego ja trafiłem, bo inni trafili do Lamsdorfu, a ja zaplątałem się z 72. Pułkiem Piechoty. Później w Küstrin była odwszalnia, rozbieraliśmy się wszyscy, ubrania się kładło na kupki i przechodziliśmy przed odwszalnię. Z drugiej strony wyszliśmy, to już te ubrania czekały, to dopiero wtedy wszy były…
Większe niż w czasie Powstania?
Po tak zwanej mykwie, po łaźni, wtedy to dopiero wszy były… Nasze ubrania trząchaliśmy, całe masy były. Później wywieźli do Sandbostel, to jest koło Hamburga stalag XB i po dwóch, czy trzech dniach część nas z obozu przerzucili do Tyrolu do Markt Pongau stalag XVIII C. Z Markt Pongau uciekałem trzy razy i mnie łapali.
Jak pan uciekał?
Z niewoli.
Sam, czy z kolegami?
Raz z kolegą, drugi raz z kolegą.
Pamięta pan jak ci koledzy się nazywali?
Jednego do dziś pamiętam, bo razem z nim uciekałem, Wiesław Kowalski. W obozie w Markt Pongau byli Polacy, powstańcy, Rosjanie, Serbowie, Jugosłowianie, Anglicy, Amerykanie i Francuzi. Nasz barak był w środku, każdy barak był jeszcze ogrodzony drutami i dla nas było bardzo nieprzyjemnie, jak Francuzi z nas się wyśmiewali, krzyczeli, że za nas przegrali wojnę. Jak się dowiedzieli pantoflową pocztą, że przyjdą Amerykanie, to ich orkiestra, bo przecież oni tam mieli orkiestrę, oni tam mieli idealne warunki, szli pod stronę angloamerykańską, różne muzyki grali, puszczali. Później ktoś im powiedział, że Rosjanie przyjdą do Markt Pongau, to pod stronę rosyjską. Anglicy i Amerykanie, mówię uczciwie, mieli wystawy porobione na oknach z papierosów, margaryny i sucharów, nic nam nie dali, tylko pytali czy mamy pierścionki, czy mamy biżuterię i jak ktoś miał biżuterię, to mu rzucił papierosa. Nas jeszcze gorzej jak ruskich traktowali, jak psów. Nic nie mieliśmy, po ścianach szliśmy podparci.
Może to się komuś nie podoba, co teraz powiem, ale proszę mi wierzyć, Rosjan brali na roboty, jak było jakieś bombardowanie, czy coś i Rosjanie jak wracali z roboty, to któryś rzucił nam albo brukiew, albo chleb przez druty i za to jestem im bardzo wdzięczny. Oni wtedy zachowali się w stosunku do nas naprawdę po koleżeńsku, jak żołnierz do żołnierza. Natomiast o Anglikach nie mam dobrych wspomnień, jak się nie dało mu zegarka, albo sygnetu, to nikt papierosa nie dostał, ani dyma. Anglik potrafił otworzyć paczkę Chesterfieldów, czy Cameli, stanąć sobie naprzeciwko, do drutów samych nie wolno było się zbliżać, bo strzelali Niemcy, pociągnął kilka razy, dmuchnął i pod but i tego papierosa zgniótł. Naszym palaczom przykro było. Takie mam wspomnienia z tamtych czasów.
Powstańcy nie dostawali żadnych paczek?
Po kilku miesiącach dostaliśmy.
Jakie było wyżywienie?
O, wyżywienie! Z wytłoków od buraków robili taką lurę i tawotem od smarowania samochodów krasili to. Miskę aluminiową takiej lury dawali, jeden chleb, tak zwany komiśniak, na ośmiu albo dwunastu, a jak było bombardowanie Niemiec, to nie dostaliśmy przez jakiś czas chleba, bo powiedzieli, że piekarnię zbombardowali. Tak że chodziliśmy na czworakach, żeby przejść do toalety, albo po ścianie się szło opierając się. Byliśmy bardzo źle traktowani.
Jedyną pomoc powstańcy otrzymali od Rosjan?
Jeden Rosjanin kiedyś stanął pod swoim barakiem, ja pod swoim i pyta się mnie jak mam na imię, mówię: „Mietek”. „A ojciec?” „Konstanty”. „Konstantynowiczu, kto tu przyjdzie, nasi czy Amerykanie?”. Mówię: „Nie wiem kto przyjdzie”. A on mówi: „Słuchaj, jakby tu przyszli nasi, to zrób dla mnie miejsce w waszym baraku, powiedz że ja wasz jestem”. Spytałem: „Dlaczego?”. „Słuchaj, ja jestem starym rewolucjonistą, ale pamiętaj, już tam nie chcę wracać. A Stalin jak zajmie Polskę, to już nikt mu nie odbierze tej Polski”. Taki był szczery.
Później uciekłem z niewoli, więc nie wiem [co się z nim stało]…
W jakich okolicznościach pan uciekł, czy w trakcie pracy?
Nie, u nas do Kaprunia brali, do sztolni. Nie tak codziennie jak ruskich wyprowadzali, tylko wywozili i z Kaprunia uciekłem z Wiesiem Kowalskim do Italii, to był marzec.
Z jakiego on był zgrupowania?
Tam były różne zgrupowania, to już byliśmy pomieszani.
Jak ta ucieczka wyglądała? ?
Uciekaliśmy, Niemcy szli w jednym kierunku, a my po drugiej stronie nocą szliśmy, z tym że on znał dobrze niemiecki, ale unikaliśmy Niemców. Do Italii w Brennero, przez Cieśninę Brennerską się przedostaliśmy. Później usłyszeliśmy, że wojsko maszeruje, to była noc, przykucnęliśmy…
Ile czasu trwało przejście górami?
Oj, to trwało, ja uciekłem i około 9 marca dostałem się już do Armii Andersa. Otoczyli nas, myśleliśmy, że to Niemcy, okazało się że to murzyni byli…
Już we Włoszech?
Już we Włoszech, tak. Od razu się zgłosiliśmy, mieliśmy nasze numery jenieckie, mnie przydzielili do pułku, wtedy pułkownika, Rudnickiego, na Bolonię. 20 kwietnia brałem udział w walce o Bolonię. Mam za to teraz Krzyż. Do Polski wróciłem w czerwcu 1946 roku.
Dlaczego pan się zdecydował wrócić do Polski?
Wychodziłem z założenia, nie chcę żeby to tak jakoś brzmiało, ale powiedziałem: „Walczyłem za Polskę…”.
Czy nawiązał pan kontakt z rodziną?
Po powrocie przyjechałem do Warszawy, był tylko lej po domu, olbrzymi dół, pojechałem na Pragę, bo tam mieszkała rodzina na Grochowie, tam mój brat Janek miał swoje mieszkanie. Pojechałem tam i dowiedziałem się, że moja mama z rodziną żyją i mieszkają w Malborku. Szwagier „Cichoniec”, który był razem ze mną w konspiracji, powiedział: „Pojedziemy do Malborka, tylko ja pierwszy wejdę. Ty pierwszy nie wchodź, bo matka dostanie ataku”. Matka myślała, że zginąłem.
Bo nie było żadnej wiadomości?
Ktoś powiedział, że zginąłem. Potem radość. Żyję do tej pory jakoś.
W Malborku był również pana młodszy brat?
Tak. W Malborku poznałem żonę, w tym roku będziemy obchodzili sześćdziesiątą rocznicę małżeńską i tak żyjemy do dziś.
Zdecydowaliście się państwo wrócić do Warszawy po ślubie?
Tak, w 1948 roku wróciliśmy do Warszawy.
Pańscy bracia też wrócili? Ten najstarszy, który był u „Radosława” to jak się nazywał?
Czesław „Mściciel”.
Też wrócił do Polski?
Tak, też wrócił do Polski.
Ten drugi, który miał pseudonim…
…„Jastrząb” Janek, to on wcześniej, bo on jako cywil. Też miał perypetie, bo ich partyzanci polscy wyzwolili, potem ruskie ich zamknęli, to znowu ich polscy partyzanci w Tomaszowie oswobodzili.
Pana kolega z ucieczki, pan Kowalski, też wrócił?
Wiesław Kowalski odwiedził mnie kiedyś, jak mieszkaliśmy przez kilka miesięcy na Grochowie w Warszawie. Później kontakt się urwał, nadeszły lata reżimu stalinowskiego.
Czy był pan represjonowany, czy ukrywał pan swoje uczestnictwo w Powstaniu?
Pisałem, może to mnie uratowało… Jak się zgłosiłem do WKR-u miałem jeszcze prawo nosić mundur przez czternaście dni, ale musiałem się zameldować, to się nazywało WKR, Wojskowa Komenda Rejonowa, czy coś takiego. Nie ukrywałem, powiedziałem, że byłem w Powstaniu, oczywiście tylko konspiracji nie podałem, że z niewoli uciekłem, że byłem w Armii Andersa i wróciłem. Spytali czy nadal chcę być żołnierzem Wojska Polskiego, odpowiedziałem: „Dziękuję, nawojowałem się już”. Później miałem trochę trudności z pracą, do 1955 roku to było ciężko.
Kłopoty ze znalezieniem pracy?
Ze znalezieniem, albo zwolnili. Jak się dowiedzieli u żony w pracy nawet, że ja byłem u Andersa i byłem w Powstaniu, to żonę zwolnili z pracy. Tak do 1955 roku było, ale później jak już Gomułka doszedł do władzy, Stalina szlak trafił, to już troszeczkę odwilży było od 1956 roku, ale przeżyło się.
Czytałam, że pan z bratem przekazał ukrytą broń. Kiedy ona została ukryta?
Jak była już podpisana kapitulacja, to dowódca, wtedy już Brejnak, (jeszcze wcześniej to powiedział, bo później był ranny i chory, zastępował go Jeżewski), powiedział żeby schować i wydać dopiero w wolnej Polsce. Ponieważ wolnej Polski i tak nie było, to się ją przechowywało.
Gdzie ona była przechowywana?
W gruzach mieliśmy zakopaną. Z tym że mieliśmy znajomego kapitana Hunkiewicza z Wojska Polskiego. Jak wiedzieliśmy, że jakiś dom [idzie] do rozbiórki, a była tam nasza broń schowana, to z nim się umawialiśmy i on brał żołnierzy, samochód, jako wojsko oficjalnie zabierali tą broń i przewozili w drugie miejsce.
Też była zakopywana?
Też była zakopywana.
Tak że parę razy zmieniała miejsce?
Parę razy zmieniała [miejsce].
Pierwszy raz gdzie była zakopana?
Na Poczcie Dworcowej, przy Żelaznej zakopaliśmy, jak Dom Kolejowy jest.
Do którego roku była w ziemi?
Gdzieś do lat osiemdziesiątych. Później już można było dać do Izby Pamięci, do ZBOWiD-u. Brat Janek pracował u Szpotańskiego, tam mieli zbowidowską Izbę Pamięci, tam już oficjalnie daliśmy i była przechowywana.
Gdzie był jej ostatnie miejsce ukrycia?
To Szpotański, u Szpotańskiego… Później wzięliśmy tą broń w 1989 roku, chyba tak, mam protokół przekazania, przekazaliśmy do Związku Powstańców, do Zgrupowania „Chrobry II”.
Część tej broni jest w Muzeum Woli?
Jest. [W Muzeum na Woli przy ulicy Srebrnej].
Na zakończenie mam ostatnie pytanie, czy jak byłaby drugi raz taka sytuacja, poszedłby pan do Powstania?
Gdybym miał tamte lata i taka sytuacja, na pewno bym poszedł.

Warszawa, 18 stycznia 2006 roku
Rozmowę prowadziła Małgorzata Brama


Opęchowski Jan, Ryszard – Dzbenin

Opęchowski Jan Ryszard „Jastrząb”/”Janik”, (8.08.1919-Dzbenin – 9.11.1991-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – II batalion „Lecha Grzybowskiego” – 6. kompania „Jeremi” – IV pluton.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszedł z Warszawy z ludnością cywilną.


Perzanowska Maria z Roszowskich – Korczaki

Perzanowska Maria z Roszowskich „Marysia”/”Malinowska”, (18.11.1916-Radom – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Antoni, Maria. Sanitariuszka – strzelec.
Oddział: „Bakcyl” (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej) – III Obwód „Waligóra” (Wola) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – Szpital Karola i Marii ul. Leszno 136, ewakuowana na Stare Miasto do Szpitala Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej; następnie w zgrupowaniu „Radosław” – batalion „Czata 49” – kompania kpt. „Zgody” – ochotniczka.
Szlak bojowy: Wola – Stare Miasto – kanały (w oddziale desantu kanałowego na pl. Bankowy) – Śródmieście – Górny Czerniaków
Ranna w nogę w nocy z 5/6.09.1944 r. podczas przechodzenia Aleją na Skarpie do Ambasady Francuskiej. Leczona w szpitalu polowym przy ul. Mokotowskiej 55.
Odznaczenia: Krzyż Armii Krajowej, Warszawski Krzyż Powstańczy.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – od 13.10.1944 r. leczona w szpitalu jeńców AK w Zeithain. 16.06.1945 r. wyjechała do kraju. Numer jeniecki: 305395
Udział w konspiracji 1939-1944:Od 1942 r. w Konfederacji Narodu.
Po wyzwoleniu powróciła do Warszawy, gdzie powtórnie wyszła za mąż – za Tadeusza Koskowskiego (jej pierwszy mąż, Piotr Pierzanowski został zamordowany w 1940 r. przez NKWD w Katyniu). Mieszkała po wojnie przy ul. Fałata, a potem do końca życia przy ul. Armii Ludowej (nad Trasą Łazienkowską). Pracowała w Najwyższej Izbie Kontroli. Bezdzietna.

Maria Perzanowska na balkonie – wypatrująca Piotra
Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Radosław”. fot. sppw1944.org


Trzaska Ludwika z Wyszomirskich – Czarnowiec

Ludwika Wyszomirska „Ksenia”/”Xsenia” (26.08.1916-Kręgi – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Roman i Maria z Grabowskich. Sanitariuszka…


Trzaska Wiktoria – Drwęcz

Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. Muzeum Woli

Trzaska-Doroszkiewicz Wiktoria „Sława” (23.12.1908-Drwęcz – ??.10.1997-Warszawa), rodzice Antoni, Marianna z Kurpiewskich. Sanitariuszka.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – Kwatermistrzostwo – sanitariat
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszła z Warszawy z ludnością cywilną.

Zgrupowanie „Chrobry II” zawiązało się na Woli na początku powstania, ale pełną ostateczną strukturę osiągnęło 10-12 sierpnia 1944 roku.


Powstańcy Warszawscy pełnili istotne funkcje w powojennej Polsce, pracując w administracji, nauce, medycynie, projektując powojenną architekturę i tworząc polską kulturę. W naszej wspólnej, zbiorowej pamięci Powstańcy Warszawscy często funkcjonują jako bohaterowie, których biografie zamykają się w 63 dniach Powstania. Tymczasem nie przestali oni być Powstańcami po wojnie, ta cząstka ich życiorysów na zawsze z nimi pozostała.

Linoryt Krauze Henryk, z kolekcji syna Andrzeja Krauzego.


Ciekawa akcja MŻW w Ostrołęce

Muzeum Żołnierzy Wyklętych akcją „To także nasza historia” rozpoczęło obchody 80. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Przy współpracy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce i miasta Ostrołęka – prezydenta Pawła Niewiadomskiego, rozwieszono 23 lipca 2024 r. w witrynach przystankowych 50 plakatów.
Na plakatach zaprezentowano postaci:
Ludwiki Wyszomirskiej (1916-1977) „Ksenia”/”Xenia”
Marii Perzanowskiej (1916-1987) „Marysia”
Lesława Kossowskiego (1921-?) „Leszek”, „Lech”
Stefana Gorgonia (1923-1997) „Kurp”, „Stefan Drużbicki”
Władysława Certowicza (1923-1944) „Żaba”

BIBLIOGRAFIA:
– Instytut Pamięci Narodowej,
– Muzeum Powstania Warszawskiego,
– Encyklopedia Medyków Powstania Warszawskiego,
– Jerzy Dziewirski, Monografia gminy Rzekuń,
– 1944.pl/archiwum-historii-mowionej/mieczyslaw-opechowski,661.html,
– Jacek Karczewski, zbiory prywatne,
Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce,

Opracowanie: Marek Karczewski