4 października przypada rocznica brutalnego wygnania Marii Wyszomirskiej i jej córki Zofii
Category: Historia,historyczne
written by Marek | 4 października 2026
Reprodukcję zobowiązania, znajdującego się w zbiorach Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, na potrzeby publikacji Jacka Pawłowskiego z 2024 r., pozyskał Marek Karczewski.
Komunistyczna grabież w Czarnowcu.
Zaglądając do działów „historia” oraz „kalendarium” wyświetla nam się data 4 października 1945 roku. Wspominaliśmy już o tym w 2024 roku, gdy udało się dotrzeć do źródłowych dokumentów komunistycznych władz. Dziś chcemy przypomnieć jedynie czytelnikom tę datę, która na stałe zapisała się do kalendarium naszej wioski.
Ale to nie wszystko. Dziś, przy tej okazji prezentujemy jedno „premierowe” zdjęcie, którego nie mieliście Państwo okazji jeszcze zobaczyć. Przy tej okazji dziękujemy serdecznie Panu Janowi Trzasce z Przeczek za udostępnienie tej cennej pamiątki.
Dokładnie 81 lat temu, 4 października 1945 roku, rozegrał się ostatni akt tragedii rodziny Wyszomirskich – przedwojennych właścicieli majątku Czarnowiec Folwark. Podczas gdy synowie Marii Wyszomirskiej oddawali życie za Ojczyznę (Zygmunt został zamordowany przez NKWD w Katyniu, Jan rozstrzelany przez komunistów w Warszawie), córka Ludwika Wyszomirska walczyła w Powstaniu Warszawskim, lokalny aparat bezpieczeństwa w Ostrołęce brutalnie rozprawił się z pozostałymi na miejscu kobietami. Maria Wyszomirska i jej córka Zofia zostały uwięzione, zastraszone i zmuszone przez funkcjonariuszy UB do podpisania bezprawnego pisma – tzw. „Zobowiązania do nie powrotu”. W ten ohydny sposób odebrano im dach nad głową, a rodzinny dwór i ziemię rozgrabiono.
Zdjęcie z kolekcji Jana Trzaski, syna Ludwiki. 1930-1936 – Czarnowiec Dwór brama.
4 października przypada rocznica brutalnego wygnania z przedwojennego majątku w Czarnowcu, przez komunistyczny aparat represji.
Zmuszono je do podpisania „Zobowiązania do nie powrotu”, sankcjonując grabież gospodarstwa, podczas gdy synowie Marii i Romana zginęli walcząc za ojczyznę. Główną przyczyną wypędzenia rodziny Wyszomirskich z Czarnowca była komunistyczna reforma rolna oraz brutalna polityka nowego aparatu władzy, wymierzona w przedwojennych właścicieli ziemskich. Jakie były bezpośrednie powody i okoliczności zmuszenia kobiet do opuszczenia majątku?
Przed wojną Wyszomirscy posiadali 70-hektarowe gospodarstwo. Nowe, zależne od Związku Sowieckiego władze komunistyczne nakazały parcelację wszystkich majątków powyżej 50 hektarów.
Maria Wyszomirska próbowała ominąć przepisy dekretu – zrzekła się części lasów, aby formalnie zmniejszyć obszar gospodarstwa poniżej 50 hektarów. To działanie spotkało się z oporem lokalnych komunistów.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Ostrołęce, kierowany przez por. Stefana Koca (Stanisława Wasilewskiego), stosował brutalne metody nacisku. Maria Wyszomirska została zaaresztowana i poddana dręczeniu, szantażowi oraz zastraszaniu.
Efektem uwięzienia i psychicznego złamania kobiet było podpisanie 4 października 1945 roku przygotowanego na maszynie dokumentu. Wyszomirskie zrzekły się w nim praw do dworu i zobowiązały do „nie powrotu” do powiatu ostrołęckiego.
Dziś po dworku zostały już tylko stare kasztanowce i lipy. Nie pozwólmy jednak, by zatarła się pamięć o parszywych metodach „władzy ludowej” i o ludziach, których z dnia na dzień wyrzucono z ich własnego domu.
Pamiętamy!
Zdjęcie z kolekcji Jana Trzaski syna Ludwiki Wyszomirskiej Trzaska. 1980-1986 – Czarnowiec Dwór.
Zapraszamy do przeczytania tej poruszającej historii o wygnaniu, którą opracował Jacek Pawłowski, tu -> Zobowiązanie do nie powrotu
Dziś, tradycyjnie, w pierwszych dniach nowego miesiąca przedstawiamy Państwu krótki indeks historyczny, zarejestrowany na naszym portalu. Indeks jest na bieżąco aktualizowany, w chwili odszukania w archiwach państwowych i prywatnych ważnych dat w historii wsi Czarnowiec.
Najważniejsze wydarzenia czarnowieckie (warte podkreślenia)
W tym kalendarium wyraźnie widać trzy główne motywy, które ukształtowały dzisiejszy Czarnowiec:
Wielka Historia i dramat osobisty (4, 13 i 14 października): Wygnanie Wyszomirskich (1945 r.) to symboliczny koniec epoki ziemiańskiej i początek PRL-u. Z kolei postać Aleksandra Smolińskiego (żołnierza Armii USA z XIX wieku) oraz podział z 1933 roku na Czarnowiec-Włościański i Czarnowiec-Dwór pokazują głębokie, historyczne korzenie wsi.
Sąsiedzka solidarność i budowanie wspólnoty (30 października): Budowa świetlicy wiejskiej w 1978 roku przez samych mieszkańców, wymienionych z nazwiska, to piękny przykład czynu społecznego. To fundamentalny moment dla tożsamości wsi.
Nowoczesność i sport (15, 16, 17, 28 października): Bardzo wysoka frekwencja wyborcza w 2023 r. (ponad 80%) świadczy o ogromnym zaangażowaniu obywatelskim. Czarnowiec jawi się też jako lokalne centrum sportu (Bieg AG, Kurpie MTB).
Streszczenie wydarzeń październikowych
Październik w historii Czarnowca to miesiąc wielkich przemian. W sferze historycznej wspominamy podział wsi z 1933 r., narodziny żołnierza armii USA Aleksandra Smolińskiego (1892) oraz tragiczne wygnanie rodziny Wyszomirskich przez komunistów w 1945 r. Październik to także czas kluczowych inwestycji: od budowy świetlicy rękami samych mieszkańców (1978), przez pierwszy wodociąg (1986) i nowe drogi (2013), aż po otwarcie Biedronki (2025). Wieś zapisała się też na mapie sportowej regionu (Bieg AG w 2011 r., Kurpie MTB w 2021 r.) oraz zyskała status ważnego punktu obywatelskiego, co potwierdziła rekordowa, ponad 80-procentowa frekwencja w nowym lokalu wyborczym w 2023 r. W tym miesiącu wspominamy również zasłużonych sołtysów: Mieczysława Rejcha i Edwarda Dawida oraz leśniczego Eugeniusza Kęsika.
Zapraszamy do tablicy graficznej oraz do działu KALENDARIUM
Skorzystano z maszyny „trybAIgoogle”
MK, 1.10.2026 r.
27 września 1944 r. w nocnym nalocie ginie oficer z Czarnowca
Category: historyczne
written by Marek | 4 października 2026
To była jedna z najtragiczniejszych pomyłek w drugiej wojnie światowej.
Osiemdziesiąt dwa lata temu nalot brytyjskiego lotnictwa zrzucił bomby na obóz jeniecki Oflag VI B Dössel (dziś to miejsce znajduje się pod Warburgiem w Nadrenii Północnej-Westfalii). Zginęło 90 (!) polskich oficerów.
Wśród zabitych był lotnik z Czarnowca…
O tym wydarzeniu ciężko znaleźć informacje choćby w brytyjskim Imperial War Museum… Pamiętniki ocalałych przechowuje dziś Centralne Muzeum Jeńców Wojennych
…”Baraki zamieszkiwało po 100 oficerów, których odnaleziono bez głów, rąk lub nóg, zgniecionych, poranionych na twarzach. W sali teatralnej zgromadzono trupy zabitych, którzy leżeli pokotem cała sala trup obok trupa”.
„Brytyjski samolot zrzucił tylko trzy bomby i był to wielki pech jeńców, bo jedna trafiła centralnie w przepełniony barak, dwie inne obok kolejnych. Wskutek wybuchów zniszczone zostały baraki mieszkalne 19A, 21 i 22, a kaplica i świetlica obozowa z kantyną. Eksplozje od razu zabiły 90 oficerów… …Rannych było ponad 300… W sumie w Dössel zginęło 141 jeńców.”
Szerzej o Wiktorze Złotkowskim – lotniku z Czarnowca pisaliśmy w artykule Wojenne losy pilota z Czarnowca Zapraszamy do lektury, w rocznicę nocnej tragedii z Dossel.
MK, 27.09.2026 r.
Bunt chłopów z Czarnowca? A może Ławski (Grabowski) okradał księdza?
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Dziś nadszedł czas na próbę przetłumaczenia archiwalnych dokumentów z XVI wieku. Z dostępnych źródeł można wrócić głęboko do przeszłości Czarnowca. Można dzięki nim poznać kolejne, nieodkryte dotychczas historyczne karty naszej wsi.
Spróbujmy zatem przenieść się ponad 500 lat wstecz. Dostępne dokumenty są mniej lub bardziej zrozumiałe, bo często z bardzo krótkich wpisów kościelnych archiwistów trudno jest wyciągnąć głębszy sens zapisków. Trudne są często tłumaczenia przekręcanych nazw miejscowości oraz osób. To, że w kilku przypadkach tłumaczenie może być wyłącznie naszą interpretacją, nie zmienia faktu, że nawet ponad 500 lat temu nasi przodkowie również korzystali z sądów (wtedy kościelnych), a poddani potrafili się też „postawić” oraz robić szwindle.
Historia Mazowsza w 1522 roku – w pigułce.
W 1522 roku na Mazowszu nie rządził bezpośrednio żaden król, ponieważ region ten stanowił jeszcze niezależne Księstwo Mazowieckie, w którym władzę sprawowali lokalni książęta z dynastii Piastów. W tym okresie suwerennymi współwładcami dzielnicy byli bracia: Stanisław oraz Janusz III. Warto jednak uzupełnić, że Księstwo Mazowieckie było lennem Korony Królestwa Polskiego, formalnym królem-zwierzchnikiem (seniorem) dla mazowieckich książąt był urzędujący wówczas król Polski Zygmunt I Stary. Do marca 1522 roku faktyczną, silną władzę jako regentka sprawowała matka Stanisława i Janusza, księżna Anna Radziwiłłówna, po której śmierci młodzi bracia w pełni przejęli samodzielne kierowanie księstwem. Niedługo później, po bezpotomnej śmierci obu braci (Stanisława w 1524 r. i Janusza III w 1526 r.), linia Piastów mazowieckich wygasła, a król Zygmunt Stary dokonał formalnego przyłączenia Mazowsza bezpośrednio do Królestwa Polskiego.
Ostatni książęta mazowieccy (od lewej): Janusz, Stanisław i Anna Radziwiłłówna. Fot: Muzeum Historii Polski
1522 rok – Czarnowiec pod wpływami Sielunia
Czarnowycz / Ostroleka (1522). Teolis pro parte Zwchorzyna coursa de. Lawsky 1. testis honor. Joan. vicar. in Selkowo…. si d. Lawsky olim Raphad, pater predicte Stan! recepisset decimans de villis Czarnowyec Lawy et Sabynyno olim Nic. in Syelwn plebano? induceus mutuo dederat predicts dui Nic. pleb. pecuniaus 30. sexag. as solvendaus pre- dictam daveus, quam emerat, et hanc pec- niam pro dictis decimis (post) Lawy, Za- by no et Czyarnow yeur.. ad manus diete inducentis promisit du re…. ADJ. Pł., Ep. 204, 1550-156 Tłum. Czarnowiec / Ostrołęka (1522). W sprawie dziesięcin z części wsi Zwchorzyn. Czcigodny Jan, wikariusz w Szelkowie, zeznał, że pan Ławski, a konkretnie Rafał, ojciec wspomnianego Stanisława pobierał dziesięciny ze wsi Czarnowiec, Ławy i Zbynino (Dzbenin); (które wcześniej należały do Mikołaja, proboszcza w Szelkowie), oraz że on [Rafał] pożyczył wspomnianemu proboszczowi Mikołajowi sumę 30 kop groszy na opłacenie nabytego prawa do pobierania dziesięciny i zobowiązał się przekazać te pieniądze w zamian za wspomniane dziesięciny z Ław, Zbynina (Dzbenina) i Czarnowca owemu wierzycielowi. ADJ. Pł., Ep. 204, 1550–156.
Jak język archiwistów przetłumaczyć i przenieść tę sytuację do teraźniejszości?
W imieniu [strony], przeciwko panu Ławskiemu – świadek pierwszy, czcigodny Jan, wikariusz w Szelkowie zeznawał w kwestii, czy pan Ławski (Rafał, ojciec wspomnianego Stanisława?) pobierał dziesięciny ze wsi Czarnowiec, Ławy i Dzbenin należące wcześniej do Mikołaja, proboszcza w Sieluniu. Osoba powołująca świadka pożyczyła wspomnianemu panu Mikołajowi (proboszczowi) sumę 30 kop groszy na opłacenie wspomnianego prawa do dziesięciny, które ten nabył; a Ławski zobowiązał się przekazać wspomnianej osobie powołującej świadka pieniądze uzyskane z rzeczonych dziesięcin ze wsi: Ławy, Dzbenin i Czarnowiec. Jest to dokument o wsi Czarnowiec w gminie Rzekuń. Przekładając ten tekst z urzędowego, XVI-wiecznego języka sądowo-kościelnego na współczesny, potoczny język, cała sprawa wyglądała jak klasyczny spór o spłatę długu zabezpieczonego na dochodach ze wsi.
Oto jak można tę historię opowiedzieć „po naszemu”, kto jest kim w tej sprawie. Wierzyciel – osoba powołująca świadka. Tajemniczy inwestor, który wyłożył pieniądze. Ksiądz Mikołaj – proboszcz z Sielunia to człowiek, który kupił prawo do zbierania podatków (dziesięcin), ale nie miał na to własnej gotówki i musiał pożyczyć pieniądze od Wierzyciela. Pan Ławski biznesowy partner lub gwarant umowy, który faktycznie zarządzał tymi wsiami i fizycznie zbierał z nich plony/pieniądze. Syn pana Ławskiego, który po latach „odziedziczył” ten spór sądowy. Ksiądz Jan – wikariusz z Szelkowa jest świadkiem w sądzie, który po latach opowiada, jak to wszystko naprawdę wyglądało.
O co mogło pójść w tym sporze? Dawno, dawno temu, przed 1522 rokiem proboszcz z Sielunia, ksiądz Mikołaj, postanowił kupić prawo do pobierania dziesięciny, czyli ówczesnego podatku w naturze lub gotówce, z trzech wsi: Czarnowca (wtedy Czarnowieja/Czarnowycz), Ław i Dzbenina (wtedy Zbynino). Był to świetny interes, ale ksiądz nie miał grosza przy duszy. Poszedł więc do bogatego znajomego (wspomnianego Wierzyciela) i pożyczył od niego ogromną jak na tamte czasy sumę – 30 kop groszy (dla wyobrażenia – za jedną kopę, czyli 60 groszy, można było wtedy kupić parę dobrych koni lub kilka krów). W interesie pojawił się też pan Ławski (właściciel Ław, Czarnowca, Dzbenina), który zarządzał tymi terenami. Umowa była prosta – Ławski miał osobiście ściągać dziesięcinę z Czarnowca, Ław oraz Dzbenina i zamiast oddawać ją proboszczowi, miał przekazywać te zyski bezpośrednio Wierzycielowi, aż do momentu, gdy dług (te 30 kop) zostanie w pełni spłacony. Była to forma zabezpieczenia pożyczki – coś jak dzisiejsze przepisanie dochodów z najmu mieszkania na bank. Gdzie pojawił się problem? Z dokumentu wynika, że minęły lata, a Wierzyciel prawdopodobnie nie zobaczył swoich pieniędzy. Pan Ławski starszy zmarł, a sprawę przejął jego syn, Stanisław. Wierzyciel poszedł więc do sądu i wezwał na świadka księdza Jana z Szelkowa. Ksiądz Jan stanął przed sądem i potwierdził: „Tak, pamiętam tę sprawę. Stary Ławski rzeczywiście brał te dziesięciny z Czarnowca i innych wsi, które należały do proboszcza Mikołaja z Sielunia. I tak Ławski osobiście zobowiązał się oddać te pieniądze człowiekowi, który tę całą inwestycję skredytował”.
A co zapisano w archiwach, w 1506 roku?
638 Ostrol / Czarnovyecz (1506) In cause Nicolai curati in Syelun cum methoni- bus de Lawy, Czarnovyees, biriro decretum fuit probare solucionem eorum doctorum pro quibus impetuntur per dictum plebanum A.DJ.Pł.p.16, 222v Tłum. 638 Ostrołęka / Czarnowiec (1506) W sprawie Mikołaja, proboszcza z Sielunia, przeciwko mieszkańcom Ław i Czarnowca wydano zarządzenie nakazujące przedstawienie dowodu uiszczenia opłat, których zwrotu domaga się od nich wspomniany proboszcz. A.DJ.Pł.p.16, 222v
Z tego właśnie dokumentu – wcześniejszego, bo z roku 1506 widać, że Mikołaj upominał się o pieniądze od mieszkańców Czarnowca i Ław. Jak to powiązać z dokumentem z 1522 roku? Ten dokument z 1506 roku to absolutny hit i „brakujące ogniwo”, które idealnie tłumaczy, dlaczego w 1522 roku sprawa wylądowała w sądzie i skąd w ogóle wziął się ten gigantyczny dług z lat 1506-1522. Gdy zestawimy zapisy z obu tych dokumentów, układa nam się z tego fascynujący, 16-letni kryminał finansowy na linii Ksiądz – Mieszkańcy Czarnowca, Ław [i może Dzbenina] – lokalny potentat (Ławski) i tajemniczy inwestor.
Oto jak można połączyć te kropki „na nasze”. Rok 1506: Bunt chłopów i kmieci w Czarnowcu Ksiądz Mikołaj, proboszcz z Sielunia, ma pełne prawo do zbierania podatków (dziesięcin) z Czarnowca i Ław [prawdopodobnie i Dzbenina]. Problem w tym, że mieszkańcy Czarnowca i Ław po prostu przestali mu płacić. Ksiądz idzie więc do sądu biskupiego w Płocku (stąd sygnatura A.DJ.Pł. – Archiwum Diecezjalne w Płocku). Sąd wydaje oficjalny nakaz: „Mieszkańcy, albo natychmiast pokażecie kwity, że zapłaciliście proboszczowi, albo macie mu oddać zaległą kasę!”
Co mogło dziać się pomiędzy 1506 a 1522 rokiem? Procesy z całymi wsiami były drogie, ciągnęły się latami, a ściąganie długów od kilkudziesięciu upartych gospodarzy graniczyło z cudem. Ksiądz Mikołaj prawdopodobnie miał już dość użerania się z mieszkańcami Czarnowca i potrzebował gotówki „na już”. Wtedy w grę wchodzi pan Ławski (szlachcic z sąsiedztwa) oraz wierzyciel (inwestor). Panowie musieli zawrzeć układ, który w biznesie nazywa się faktoringiem lub cesją wierzytelności. Ksiądz Mikołaj „sprzedał” lub zastawił swoje prawo do dziesięcin z Czarnowca i Ław panu Ławskiemu. Żeby transakcja doszła do skutku, wierzyciel pożyczył księdzu 30 kop groszy na sfinansowanie tego biznesu. Pan Ławski wziął na siebie ryzyko i „czarną robotę” – jako lokalny pan i sąsiad miał znacznie lepsze narzędzia (w tym siłowe), żeby zmusić mieszkańców Czarnowca do zapłaty zaległych podatków. Ławski miał te ściągnięte od mieszkańców pieniądze przekazywać bezpośrednio wierzycielowi, żeby spłacić dług księdza.
Wielki finał w 1522 roku i oszustwo. Pan Ławski okazał się sprytniejszy, niż wszyscy myśleli. Wykorzystał swoją pozycję, wszedł do Czarnowca i Ław, i skutecznie ściągnął od mieszkańców wszystkie zaległe pieniądze (dziesięciny), o które ksiądz Mikołaj walczył od 1506 roku. Jednak, zamiast oddać te pieniądze wierzycielowi, który wyłożył 30 kop groszy, Ławski schował całą gotówkę do własnej kieszeni. Dlatego w 1522 roku wierzyciel wściekły idzie do sądu, a wezwany świadek potwierdza – „Widziałem na własne oczy, że stary Ławski brał te dziesięciny z Czarnowca, które należały się proboszczowi, a grosza z tego nie oddał człowiekowi, który dał na to pieniądze.”
30 kop groszy (takich jak na zdjęciu) byli winni księdzu chłopi z Czarnowca, Ław i prawdopodobnie Dzbenina.
Podsumowanie afery 1506-1522. Proboszcz Mikołaj procesuje się z mieszkańcami Czarnowca i Ław, bo ci nie chcą mu płacić dziesięciny. Ok. 1510–1515 roku, proboszcz ma dość walki, bierze 30 kop groszy pożyczki od inwestora, a ściąganie długów z Czarnowca zleca sąsiadowi – panu Ławskiemu. Pan Ławski zebrał podatki z Czarnowca, ale oszukał inwestora i przywłaszczył pieniądze.
Sprawa znowu trafia do sądu, a my dzięki zachowaniu takich dokumentów mamy genialny dowód na to, jak wyglądało życie w Czarnowcu 520 lat temu.
Dlaczego proboszcz z Sielunia pobierał „podatki” z Czarnowca w XVI wieku?
Sama Parafia pw. Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika w Sieluniu została erygowana w XIII wieku. Dokument erekcyjny parafii był odnowiony w 1387 roku przez biskupa płockiego Ścibora. Jak dobrze pamiętamy, Parafia pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Rzekuniu została erygowana (dopiero) w 1413 r. przez biskupa płockiego Jakuba z Kurdwanowa, a więc dokładnie 26 lat później (po odnowieniu aktu sieluńskiego). Gdy jednak cofniemy się do wieku XIII, to Parafia Sieluńska powstała ponad 200 lat wcześniej niż Rzekuńska.
Czarnowiec leżał w strefie granicznej wielkich dóbr szlacheckich i kościelnych. Jak podają źródła historyczne (m.in. monografie regionalne, np. Jerzego Kijowskiego), w 1474 roku książę mazowiecki Kazimierz III (który był jednocześnie biskupem płockim) regulował sprawy podatkowe i sądownicze z ówczesnymi właścicielami Czarnowca (m.in. Pawłem Grabowskim). W tamtych czasach powszechną praktyką było, że władca lub fundator przeznaczał dziesięcinę z danej wsi na utrzymanie konkretnego ołtarza, prepozytury lub seminarium – w tym przypadku na bogate i prestiżowe beneficjum sieluńskie. W rezultacie dochodziło do częstych w średniowieczu paradoksów: chłop z Czarnowca chrzcił dzieci, spowiadał się i brał ślub w pobliskim Rzekuniu, ale w czasie żniw co dziesiąty snop zboża (lub jego równowartość w gotówce) musiał oddać na podwody i przetransportować do spichlerza prepozyta[1] w Sieluniu.
[1] – W XVI wieku prepozyt (z łac. praepositus – przełożony) był wysokiej rangi duchownym katolickim pełniącym funkcję zarządcy lub przewodniczącego w strukturach kościelnych i zakonnych. W ówczesnej polszczyźnie słowo to stosowano również zamiennie z określeniem proboszcz.
Atlas historyczny Polski – Polska Akademia Nauk. Instytut Historii. Mapy szczegółowe XVI wieku /wycinek/ Fot: rcin.org.pl
Wyjaśnienie tego, dlaczego proboszcz z Sielunia (oddalonego od Czarnowca o ponad 30 kilometrów) „zarządzał” finansami wsi, kryje się w specyfice prawa kościelnego, podatkowego i własnościowego XVI-wiecznej Polski. Kluczowe jest tutaj rozróżnienie – proboszcz Mikołaj nie zarządzał wtedy Czarnowcem w sensie administracyjnym – on zarządzał prawem do pobierania podatków (dziesięcin) z tej wsi. Stało się tak z kilku powodów.
Dziesięcina jako prawo majątkowe. W XVI wieku dziesięcina nie była dobrowolną ofiarą na tacę, lecz przymusowym podatkiem na rzecz Kościoła, stanowiącym dziesiątą część zbiorów z pól. Co niezwykle ważne, prawa do zbierania dziesięcin z konkretnych wsi były traktowane jak prywatne aktywa (papiery wartościowe). Można je było nadawać, kupować, sprzedawać, a nawet zastawiać pod pożyczki. Z dokumentu z 1522 roku wprost wynika, że proboszcz Mikołaj nabył (kupił) to prawo. Wyłożył pieniądze (a dokładnie pożyczył od inwestora 30 kop groszy), aby stać się oficjalnym właścicielem prawa do zysków z Czarnowca, Ław i Dzbenina.
Choć parafia Rzekuń powstała już w 1413 roku i Czarnowiec znalazł się w jej granicach geograficznych, nie oznaczało to automatycznie, że lokalny pleban z Rzekunia zbierał stamtąd wszystkie podatki. Parafia Sieluń była jedną z najstarszych i najbardziej wpływowych w regionie. Sieluń stanowił centrum potężnych dóbr kapituły katedralnej. Bardzo często bogate, stare parafie lub ich zarządcy posiadali historyczne, nadane jeszcze przez książąt mazowieckich prawa do pobierania dziesięcin z miejscowości leżących daleko poza ich własnymi granicami parafialnymi.
Czarnowiec jako wieś szlachecka, a nie kościelna w tamtym okresie był własnością prywatną (szlachecką) – należał m.in. do rodu Strzegocińskich (właścicieli Ław i Rzekunia), a później Grabowskich [Ławskiego]. Właściciel ziemski zarządzał ziemią i ludźmi, ale miał prawny obowiązek dopuścić poborcę podatkowego (w tym przypadku proboszcza Mikołaja z Sielunia) do zebrania należnej części plonów.
Projekt inwestycyjny w Czarnowcu, prepozyta z Sielunia.
W XVI wieku Czarnowiec był dla proboszcza z Sielunia „projektem inwestycyjnym”. Ksiądz Mikołaj kupił udziały w zyskach z tej wsi. Gdy chłopi z Czarnowca i Ław zorientowali się, że ich pieniądze mają trafiać do odległego Sielunia, w 1506 roku zbuntowali się i przestali płacić. To zmusiło proboszcza do wejścia na drogę sądową, a w konsekwencji – do odsprzedania tego długu lokalnemu szlachcicowi, panu Ławskiemu [Grabowskiemu?].
W archiwach płockich są jeszcze inne, ale mniej zrozumiałe i czytelne dokumenty z tego okresu.
plik 1503 r. Pow. Ostroleka/ Rzekun (1503) Czyarnowyecz (Czarnowiec) Stan. olim Raphoulis (Lawski) de Strzegoczino, bona: Strzegaczino, Sulikowo, Cossyorowo, Grabows, Sbinino, Cz. et alio_ Może Ostrołęka / Kleczkowo lub Rzekuń Zahr. vein. wieer. vel. 15, 582 Tłum. pow. Ostrołęka/ Rzekuń (1503) Czarnowiec Stana. niegdyś Raphoulis (Ławski) ze Strzegoczina, towary: Strzegaczino, Sulikowo, Goworowo, Grabowo, Dzbenino (Dzbenin), Czarnowycz (Czarnowiec) i jeszcze jeden_ Może Ostrołęka / Kleczkowo lub Rzekuń Zahr. żyła wierna. lub 15 582
602 Ostroleka Czynowecz (1504) Paulus in Szylwn plebars accusavit contumaciam Losz de Sbylyno, Mathie Johannis Golanka, Suuidro, Martini, Cristini,baurencii Pasternak, Barthek de Czyarnowecz, Alberti, Andree, Stanislai, Petri Gosdo de Lawy in causa pro rapte decime A.D.Pł.Ep.16.205 Tłum. 602 Ostrołęka Czarnowiec (1504) Paweł w szylwńskim plebarze? oskarżył o bezczelność Loszę z Sbylyno (z Dzbenina), Mathiasa Johannisa Golanki, Suuidro, Martiniego, Cristiniego, Baurenciusa Pasternaka, Bartłomieja z Czyarnowecza (z Czarnowca), Albertiego, Andree, Stanislai, Petri Gosdo de Ławy w sprawie o kradzież dziesięciny. A.D.Pł.Ep.16.205
Ostroleka / Rzekun (1506) Dziarnowycz Aul de Dz. Testis in cauza décime. inter haethones [de slang (206)] et plebonum in Sayelyon X) Smiarowo Zarnowiec, lub Wysniewo Dziarnowo ray/Gendin = Czarnowlec A Dj. Pł. Ep. 149, 79 Tłum. Ostrołęka / Rzekuń (1506) Czarnowiec Aul de Dz. Świadek w dziesiątej sprawie pomiędzy Haethonami [de slang (206)] a zwykłymi ludźmi w Sayelyon X) Śmiarowo Żarnowiec, lub Wyśniewo Dziarnowo ray/Gendin = Czarnowiec DJ. Pł. Odc. 149, 79
Ciarnovica / Ostroleka (1527) Jester.. honds. Nic. de Rzekunye plebani occasione decime manipularis in Danyschews ad mensam apalem pertinentis. – 2 tertio lab. Andr. vilicus de villa C. Domini Lawski.. ADJ. Pł., Ep. 204, 335-336 Tłum. Czarnowiec / Ostrołęka (1527) W sprawie Mikołaja z Rzekunia, proboszcza, dotyczącej dziesięciny snopowej w Daniszewie, należącej do stołu biskupiego. Andrzej, sołtys wsi Czarnowca, należącej do pana Ławskiego. ADJ. Pł., Ep. 204, 335-336
Wartość tych dokumentów jest dziś bezcenna.
Czy tak mógł wyglądać prepozyt Mikołaj z Sielunia? Jego wizerunek wygenerowany przez czatgpt.
Co takie szesnastowieczne dokumenty wnoszą do historii Czarnowca? Dla dzisiejszego Czarnowca są to fantastyczne dokumenty! Dowodzą one, że już na początku XVI wieku wieś Czarnowiec (wówczas Czarnowieja/Czarnowycz/Czarnowyecz) istniała, była zagospodarowana i na tyle bogata, że opłacało się toczyć procesy o podatki z jej pól. Czarnowiec był wymieniany jednym tchem z sąsiednimi Ławami i Dzbeninem (Zbynino) co pokazuje, że te trzy miejscowości od ponad 500 lat idą w historii ramię w ramię.
Źródła: – rcin.org.pl – skany dokumentów XVI-wiecznych – Muzeum Historii Polski (zdjęcie), dostęp 15.09.2026 r. – Warszawskie Centrum Numizmatyczne Marek Kondrat (zdjęcie), dostęp 15.09.2026 r.
W nocy z 13 na 14 września 1949 r. żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW)* Edmund Chrostowski „Chrobry” stoczył ostatni bój z grupą operacyjną w kolonii Czarnowiec, w gminie Rzekuń.
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” był w 1947 roku powiązany ze strukturami Komendy Powiatowej NZW Łomża o kryptonimie „Podhale”, w ramach której objął później dowództwo nad wydzielonym patrolem Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS). Wokół tragicznych wydarzeń w Czarnowcu z 1947 roku i roli lokalnego podziemia narodowego należy jednak wyróżnić kluczowe fakty historyczne.
Struktura ta obejmowała swoim zasięgiem m.in. teren pogranicza powiatów łomżyńskiego i ostrołęckiego.
Chrostowski przeszedł do niej dopiero na jesieni 1947 r., po fali amnestii z wiosny 1947 roku, gdy zdecydował się nie ujawniać i kontynuować walkę w podziemiu jako dowódca patrolu PAS. Został szefem Batalionu PAS 1. września 1947 r. (Cudnych zastrzelono 14 sierpnia 1947 r.). Z dostępnych dotychczas materiałów wynika, że rodzinę Cudnych – pomimo braku rozkazów („Jerzyny”) zlikwidowali partyzanci PAS, w osobach: N.N., „Migdał” i „Sokół”, a samego „Śmiałego” jego towarzysze broni zastrzelili w zasadzce już w lipcu 1947 r. za bezwzględność i brak zaufania dowódców do jego osoby i działań. Nie mógł zatem w sierpniu „Śmiały” strzelać do Cudnych, jak wynikało z wcześniejszych relacji, a „Chrobry” dostał się do „Podhala” dopiero we wrześniu.
Do tematu tragicznego sierpnia 1947 r. powrócimy w odrębnym materiale…
Chrostowski Edmund
Urodzony w miejscowości Borowce, pow. ostrołęcki, partyzant podziemia antykomunistycznego był członkiem oddziału Feliksa Przybytniewskiego „Mieczysława”. Nie skorzystał z amnestii ogłoszonej w 1947 r. i objął dowództwo patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) Komendy Powiatowej Łomża – krypt. „Podhale”.
Podkomendni „Chrobrego” kilkukrotnie wychodzili zwycięsko z potyczek z bezpieką, likwidując agentów i funkcjonariuszy UB. M.in. 24 listopada 1948 r. w Rzekuniu zabili referenta PUBP w Ostrołęce, zdobywając przy okazji listę konfidentów.
Feralnej wrześniowej nocy Edmund Chrostowski został zwabiony w pułapkę przez agenta UB . Zginął w walce z siłami bezpieki. Do dzisiaj nie ustalono miejsca jego pochówku.
Na zdjęciu: Edmund Chrostowski „Chrobry”. Źródło: Robert Radzik, Naszym hasłem Bóg i Ojczyzna. Okręg Białostocki NZW w fotografiach i dokumentach (1945-1956), Kraków 2021.
* – NZW – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Była to polska konspiracyjna organizacja wojskowa o charakterze narodowym, działająca w okresie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu (w latach 1945–1956). NZW walczyło zarówno przeciwko okupantowi niemieckiemu, jak i później przeciwko władzy komunistycznej oraz narzuconemu przez ZSRR aparatowi bezpieczeństwa (UB, KBW, MO).
Edmund Chrostowski „Chrobry”. Białostocczyzna 1948 r. Fot. AIPN
Materiał Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Opowiada Michał Ostapiuk, zdjęcia/montaż Robert Majkowski.
„Śmierć „Chrobrego” 13 września 1949 r. w godzinach popołudniowych kpt. Kwiatkowski, naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie, dzięki „V kolumnie” otrzymał informację, że „Chrobry” przebywa na terenie kolonii Czarnowiec (gm. Rzekuń). Według oficjalnego raportu w kierunku wsi podążyła grupa operacyjna złożona w większości z żołnierzy KBW, którą kierował szef ostrołęckiego UB, por. Pęski. Wieczorem oddział dotarł do celu. „Chrobry” zorientował się, że we wsi znajdują się komunistyczni funkcjonariusze. Uzbrojony w pistolet i dwa granaty podjął próbę ucieczki, wybiegł z zabudowań, w których się ukrywał, i skierował się w stronę pobliskiego lasu. Niestety, został zauważony i za uciekającym posypał się grad kul. „Chrobry” padł ranny,..” [2] [2] – Biuletyn IPN 3 (244) marzec 2026 / Michał Ostapiuk.
Czytelników zainteresowanych pełną treścią artykułu o Chrostowskim, zamieszczoną w biuletynie odsyłamy do pobrania dokumentu: Biuletyn IPN 3 (244).PDF
Poniżej prezentujemy indeks akt w IPN, z których osoby zainteresowane mogą korzystać.
IPN BU 0203/3497 (39119/II/1) t. 1, 3, 4.
Edmund Chrostowski pseud. „Chrobry” figuruje w obszernych materiałach operacyjnych UB z PUBP w Ostrołęce i WUBP w Warszawie z lat 1946-1953. Te materiały UB dot. rozpracowania i likwidacji „nielegalnej organizacji” Narodowe Zjednoczenie Wojskowe z Okręgu XV NZW i kilku jej partyzanckich oddziałów. Edmund Chrostowski pseud. „Chrobry” figuruje jako „dowódca patrolu” NZW w kilku szczegółowych planach operacyjnych działań UB z PUBP w Ostrołęce z roku 1947, 1948 i 1949. Występuje także między innymi (jako już „zabity”) w „spisie osób figurujących w agenturalnym rozpracowaniu krypt. >Bunt<„.
IPN BU 0203/1258 (21173/II).
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” w materiałach użytkowych UB z PUBP w Ostrołęce i WUBP w Warszawie z lat 1947-1955. Materiały UB dot. rozpracowania kilku partyzanckich oddziałów NSZ i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) z Okręgu XVI NZW, w tym wykonawczym pod dowództwem Feliksa Przybytniewskiego ps. „Mieczysław”, a następnie por. Mariana Kraśniewskiego ps. „Burza” (działający w latach 1945-1947 na terenach powiatów Ostrołęka, Ostrów Mazowiecka, Maków i Przasnysz). Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” w kilku aktach UB – spisach partyzantów i praktycznych planach działań UB.
IPN BU 0203/549 (7521/II).
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” w materiałach użytkowych UB z PUBP Ostrów Mazowiecka z lat 1947-1955 i KW MO w Warszawie. Te materiały UB dot. rozpracowania i kilku partyzantów z oddziałów NSZ/ NZW pod dowództwem Feliksa Przybytniewskiego ps. „Mieczysław” i Mariana Kraśniewskiego ps. „Burza” (działający w latach 1945-1947 na terenach powiatów Ostrołęka, Ostrów Mazowiecka, Maków i Przasnysz). Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” dostępne w spisie partyzantów NZW z ww. oddziałów (pod numerem 24).
IPN BU 0180/52 (Opracowanie nr 37).
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” figuruje w opracowaniu Wydz. „C” KW MO w Warszawie z lat 1973-1986 charakterystycznym „Opracowaniem nr 37”. Akta te kropka. zbrojnego zbrojnego NSZ/ NZW pod dowództwem por. Feliksa Przybytniewskiego ps. „Mieczysław” – działającygo w latach 1945-1946 w zastosowaniach powiatów Ostrów Mazowiecka, Ostrołęka, Maków Mazowiecki i Przasnysz. Akta te obejmują charakterystykę oddziałów NSZ i NZW, specyfikę osobowych partyzantów i notatki UB. W zapytaniu kropka. Edmunda Chrostowskiego ps. „Chrobry” zapisano między innymi, że ww. „w okresie 1946 r. jako członek bandy NZW pod dowództwem >Mieczysława< i >Burzy< na terenie powiatów Maków Mazowiecki i Przasnysz udział w napadach zbrojnych na oddziałach UB, MO, członkowie PPR i innych”.
IPN Bi 019/91 (2/39) t. 1.
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” figuruje wraz z opracowaniem Wydz. „C” KW MO w Białymstoku z lat 1973-1980 charakterystycznym „Kwestionariusze osobowe do charakterystyki nr 50”. Do opracowania dot. partyzanckich oddziałów i żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego podległych Komendzie Powiatu Łomża NZW krypt. „Zaporoże”/ „Łaba”/ „Podhale” – walczący z komunistycznymi okupantami kraju w latach 1945-1949 w zastosowaniach powiatu Łomża, pow. Ostrołęka, pow. Ostrów Mazowiecka i pow. Kolno. Zawiera następujące dokumenty: karty Dp-14 oraz osobowe kilkuset żołnierzy i NZW, które są powiązane z aktami różnych jednostek UB i MO z lat 1946-1950. W zapytaniu kropka. Edmunda Chrostowskiego ps. „Chrobry” zapisano między innymi, że ww. „w okresie od 1947 r. do 1949 był kluczowy dowódcy patrolu PAS na terenie V-go batalionu wchodzącego do składu Komendy Powiatowej NZW krypt. >Podhale<. Na początku 1949 r. podczas operacji [tj. obławy UB-KBW] został uruchomiony”.
IPN BU 0180/77 t. 1-2 (Charakterystyka nr 61 s. 63).
Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” figuruje w aktach KS MO w Warszawie z roku 1977 charakterystycznych „Charakterystyka nr 61, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe – Okręg Białystok nr XV”. Materiały dot. komenda i oddziały NZW z terenu pow. Ostrów Mazowiecka, część pow. Łomża i część pow. Ostrołęka z lat 1945-1951 (komenda powiatowa NZW krypt. „Olkusz” i komenda powiatowa NZW krypt. „Podhale”). Akta te obejmują m.in. charakterystyki tych komend i ich dowodówców oraz kwestionariusze osobowe NZW – zostały one przekazane w roku 1977 (na dane UB z lat 1940-ch i 1950-ch) przez Wydział „C” Komendy Stołecznej MO w Warszawie. Między innymi na ul. 22-23 (w t. 2) zamieszczono opis obławy UB-KBW prowadził w dniu 13/14 września 1949 na Edmunda Chrostowskiego pseud. „Chrobry” i okolicznościowe zabicia ww. partyzanta NZW na kolonii wsi Czarnowiec gm. Rzekuń pow. Ostrołęka.
Wpis na podstawie zapisów ewidencyjno-kartotecznych.
Edmund Chrostowski w latach 1944-1945 był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), a od jesieni 1945 żołnierzem antykomunistycznego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) na terenach powiatów Maków Maz., Ostrołęka i pow. sąsiednich. Nosił pseudonim „Chrobry”. Plutonowy NZW Edmund Chrostowski walczy z komunistycznymi okupantami kraju między innymi w szeregach medycznych NSZ/NZW pod dowództwem por. Feliksa Przybytniewskiego ps. „Mieczysław” i sierż. Franciszka Jarzyny ps. „Jabłoń”. Edmund Chrostowski ps. „Chrobry” figuruje w aktach i zapisach ewidencyjnych oraz w kartotekach WUBP w Warszawie, WUBP w Białymstoku, PUBP w Makowie Maz. i PUBP w Ostrołęce z lat 1947-1950. Zapisano w nich między innymi, że Edmund Chrostowski to „członek bojówki PAS [tj. Pogotowia Akcji Specjalnej NZW] organizacji NZW od jesieni 1946 r. Za aktywną działalność mianowany dowódcą patrolu na terenie powiatu Ostrołęka. W czerwcu 1948 r. wszedł do bandy >Nocy< [tj. o NZW pod dowództwem por. Zbigniewa Żwańskiego ps. >Noc<]”. Zanotowano, że ww. został „zabity na początku 1949 r. podczas akcji UB i MO”. Miejsce zapisano, że Edmund Chrostowski został „zabity 13/14 IX 1949 r.” we wsi Czarnowiec gm. Rzekuń pow. Ostrołęka.
Patrol „Chrobrego”. 1948 r.; plut. Chrostowski leży pierwszy z prawej. Fot. AIPN
Czy miejscem pochówku może być las czarnowiecki?
„…Miejsce ukrycia zwłok Edmunda Chrostowskiego „Chrobrego” pozostaje nieznane…” pisze na zakończenie Michał Ostapiuk.
Choć oficjalne dokumenty milczą, pamięć o Chrostowskim wciąż żyje w lokalnych opowieściach. Od pokoleń mieszkańcy przekazują sobie bowiem historię, jakoby „Chrobry” spoczął w Czarnowcu, w rejonie/na terenie „Lisa Gór”. Czy akurat ten leśny zakątek faktycznie stał się jego ostatecznym schronieniem? Dzisiaj, bez twardych dowodów i badań, nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie z pełną pewnością. Tajemnica ta wciąż czeka na swoje ostateczne wyjaśnienie.
Źródła: – Muzeum Żołnierzy Wyklętych, Michał Ostapiuk – AIPN
Marek Karczewski, 12.09.2026 r.
Wrześniowy Czarnowiec, w przeszłości…
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
W historii Czarnowca (gmina Rzekuń) daty wrześniowe wiążą się przede wszystkim z przełomowymi wydarzeniami z czasów II wojny światowej:
4 września 1944 roku – zakończyła się okupacja niemiecka w Czarnowcu. Wieś znajdowała się pod hitlerowskim fetterem od 22 lipca 1941 roku, włączona bezpośrednio do III Rzeszy w strukturach Landkreis Scharfenwiese (rejencja ciechanowska). Tego dnia wojska niemieckie opuściły miejscowość w wyniku przesuwającego się frontu wschodniego i ofensywy Armii Czerwonej. [1]
Czy wpadnięcie pod sierp sowiecki to było „wyzwolenie i szczęście” dla mieszkańców wsi?
Wejście Armii Czerwonej na tereny kurpiowskie i mazowieckie w 1944 roku przyniosło mieszkańcom skrajnie sprzeczne doświadczenia, dlatego trudno oceniać je w kategoriach jednoznacznego „szczęścia”. Z jednej strony oznaczało to kres brutalnej okupacji niemieckiej, z drugiej – początek nowego, narzuconego systemu i kolejnych represji.
Bilans tamtych wydarzeń dla Czarnowca i okolicznych miejscowości składał się z kilku kluczowych wymiarów:
1. Koniec niemieckiego terroru
Dla lokalnej ludności wyparcie Wehrmachtu było przede wszystkim ratunkiem przed fizyczną eksterminacją i przymusowymi wysiedleniami. Niemcy realizowali na tych terenach brutalną politykę: masowe łapanki, wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy oraz bezwzględne kontyngenty żywnościowe, za których niedostarczenie groziła śmierć. Pod tym względem odejście frontu przyniosło natychmiastową ulgę.
2. Nowa okupacja i represje NKWD
Radość z odejścia Niemców trwała bardzo krótko. Miejsce Gestapo szybko zajęło NKWD oraz tworzący się aparat bezpieczeństwa (UB).
Aresztowania i wywózki: Dla regionu ostrołęckiego, gdzie niezwykle silna była partyzantka Armii Krajowej (AK) oraz Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), „wyzwolenie” oznaczało początek polowania na polskich patriotów. Wielu żołnierzy podziemia z gminy Rzekuń zostało aresztowanych, poddanych torturom lub wywiezionych w głąb ZSRR.
Grabieże i gwałty: Przejście frontu oraz stacjonowanie oddziałów sowieckich wiązało się z masowymi rekwizycjami żywności, ubrań, inwentarza żywego oraz aktami przemocy wobec ludności cywilnej.
3. Druga faza wojny (wojna domowa)
Dla mieszkańców Czarnowca i okolic wrzesień 1944 roku nie zakończył dramatu wojny, a jedynie zmienił front. Ziemia ostrołęcka stała się terenem zaciętych walk podziemia antykomunistycznego (Żołnierzy Wyklętych) z nową władzą ludową, co niosło za sobą kolejne pacyfikacje wsi, obławy i strach przez następne lata.
Podsumowując, wydarzenia np. z 4 września 1944 roku mieszkańcy postrzegali nie jako pełną wolność, ale jako zamianę jednej totalitarnej okupacji na drugą – dającą szansę na przeżycie biologiczne, ale odbierającą suwerenność.
Gdy Sowieci przyszli do wsi, sołtys mógł realizować swoje zadania jak za okupacji niemieckiej?
Zdecydowanie nie. Gdy we wrześniu 1944 roku do Czarnowca wkroczyła Armia Czerwona, praca sołtysa stała się skrajnie niebezpieczna, a jej charakter diametralnie się zmienił. Pojęcie „spokojnego realizowania zadań” na tym terenie przestało istnieć. [1]
Sytuacja przedwojennego lub okupacyjnego sołtysa po wejściu Sowietów załamała się z kilku kluczowych powodów:
1. Piętno „niemieckiego kolaboranta”
Dla sowieckich komendantów wojennych oraz nowo powstałego aparatu bezpieki (Resortu Bezpieczeństwa Publicznego), każdy, kto pełnił funkcje administracyjne pod okupacją niemiecką, automatycznie stawał się podejrzany. Choć sołtysi w czasie wojny byli często wybierani przez wieś i pełnili rolę „bufora” chroniącego sąsiadów przed Niemcami (pośrednicząc w kontyngentach czy robotach), Sowieci i polscy komuniści traktowali ich z ogromną nieufnością. Wielu z nich zostało natychmiast odsuniętych, a część aresztowano pod zarzutem kolaboracji.
2. Śmiertelny klincz: NKWD kontra Podziemie
Ziemia ostrołęcka i gmina Rzekuń były bastionami Armii Krajowej oraz Narodowych Sił Zbrojnych. Po 4 września 1944 roku sołtys znalazł się w sytuacji bez wyjścia:
Sowieci i NKWD żądali od sołtysa list mieszkańców, pomocy w kwaterunku żołnierzy oraz wskazywania osób powiązanych z partyzantką.
Polskie podziemie antykomunistyczne (które w Czarnowcu i okolicznych lasach było bardzo aktywne) karało śmiercią lub chłostą każdego urzędnika, który zbyt gorliwie współpracował z nową władzą lub donosił na partyzantów.
Sołtys musiał lawirować między lufami karabinów NKWD a wyrokami polskiego podziemia.
3. Nowe, bezwzględne zadania (Reformy i Kontyngenty)
Sowieci nie przynieśli „spokoju”, lecz natychmiastowe, brutalne egzekwowanie świadczeń rzeczowych na rzecz przesuwającego się frontu. Nowa władza nałożyła na rolników obowiązkowe dostawy żywności (często gorsze i bardziej bezwzględne niż niemieckie kontyngenty), a sołtys musiał je osobiście ściągać od swoich głodujących sąsiadów. Dodatkowo od jesieni 1944 roku sołtysów zaangażowano w realizację dekretu o reformie rolnej, co we wsiach wywoływało ogromne konflikty społeczne i sąsiedzkie.
W praktyce wielu dotychczasowych sołtysów w tym okresie rezygnowało z funkcji, uciekało lub ukrywało się, obawiając się aresztowania przez UB/NKWD bądź odwetu ze strony podziemia. Ich miejsce często zajmowali ludzie wskazani bezpośrednio przez nową władzę komunistyczną, traktowani przez lokalną społeczność jak obcy.
Czy znani są sołtysi z tego okresu, osoby pełniące bardzo trudną rolę w czasach okupacji?
Oficjalne, powojenne i okupacyjne kroniki nie zachowały jednego konkretnego nazwiska z przypisaną datą „wrzesień 1944”, jednak analizując lokalne dokumenty, akta metrykalne i rejestry Historii sołtysów na oficjalnym portalu Czarnowca, można z ogromnym prawdopodobieństwem wskazać osoby, które pełniły tę funkcję w tamtym krytycznym momencie: [1]
W 1944 roku – w trakcie przejścia frontu z rąk niemieckich w sowieckie – sołtysem Czarnowca był najpewniej Ryszard Złotkowski albo Julian Borkowski.
Kto tworzy ten krąg historycznych kandydatów?
Ryszard Złotkowski (ur. 1906, zm. 1994) – to jedna z najważniejszych postaci w historii wsi. Był kapralem Armii Krajowej i synem lokalnego murarza. Z lokalnych zapisków wynika, że pełnił funkcję sołtysa w okresie wojennym/powojennym. Jako żołnierz podziemia (odznaczony później Krzyżem AK) idealnie wpisuje się w postać zaufanego, lokalnego gospodarza, który mógł być wyznaczony przez wieś w końcówce okupacji. Po wejściu Sowietów jako akowiec musiał się ukrywać lub ograniczyć aktywność. [1, 2, 3]
Julian Borkowski (ur. 1899, zm. 1982/1983) – przedwojenny i powojenny działacz społeczny. Był szanowanym obywatelem: pierwszym we wsi nauczycielem czytania i pisania, a później założycielem i prezesem Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Rzekuniu (od 1947 r.). W kronikach Czarnowca figuruje jako dawny sołtys. Ze względu na autorytet i brak bezpośredniego uwikłania w struktury komunistyczne w 1944 roku, mógł być osobą, którą wieś powołała na sołtysa w celu „dogadania się” z nową administracją. [1, 2]
Franciszek Gierłowski (lub ktoś z rodu Gierłowskich) – Gierłowscy to stary, zasłużony ród rolników z Czarnowca. W zachowanych przekazach dom pod numerem 4 (w którym mieszkał późniejszy znany sołtys Marek Karczewski) nazywany jest tradycyjnie „domem po babci i sołtysie Gierłowskich”. To wskazuje, że senior rodu pełnił tę funkcję w pierwszej połowie XX wieku – niewykluczone, że również pod okupacją niemiecką. [1, 2]
Ryszard Złotkowski
Jak wyglądała sytuacja w urzędzie?
Warto pamiętać, że we wrześniu 1944 roku, gdy do gminy Rzekuń weszli Sowieci, nastąpił administracyjny chaos. Dotychczasowi sołtysi wyznaczeni przez Niemców (tzw. Scharfenwiese-Land) uciekali w obawie przed samosądem lub aresztem NKWD. Z kolei nowi, narzucani przez PPR i instalujący się PKWN, dopiero tworzyli zręby rad narodowych.
Bardzo często w tamtych tygodniach funkcję tę sprawowali tymczasowo tzw. „podsołtysi” lub wyznaczeni naprędce zakwaterowani komendanci wojenni Armii Czerwonej, dopóki w urzędzie gminy w Rzekuniu nie sformowano oficjalnej, komunistycznej ewidencji.
Czy we wsi Czarnowiec pielęgnują pamięć o przeszłości?
W Czarnowcu pamięć o dramacie II wojny światowej oraz brutalnej rzeczywistości powojennej pod rządami Sowietów jest pielęgnowana w sposób bardzo zauważalny, głęboki i zróżnicowany.
Nie są to wyłącznie oficjalne, państwowe uroczystości – pamięć ta opiera się na unikalnym połączeniu niezwykle aktywnego archiwum oddolnego oraz lokalnych miejsc kultu religijnego i patriotycznego.
Można wyróżnić trzy najważniejsze filary, na których opiera się ochrona tej tożsamości historycznej:
1. Cyfrowe Archiwum i Obywatelska Pasja
Najbardziej unikalnym elementem pielęgnowania pamięci w Czarnowcu jest działalność lokalnych pasjonatów i regionalistów, na czele z dawnym sołtysem Markiem Karczewskim oraz Jackiem Pawłowskim. Prowadzą oni oficjalną stronę miejscowości czarnowiec.pl, która stała się żywym, cyfrowym pomnikiem historii. [1]
Na portalu regularnie publikowane są niezwykle szczegółowe, historyczne opracowania, które nie uciekają od tematów trudnych, skomplikowanych i tragicznych.
Opisywane są tam losy konkretnych mieszkańców wsi z tamtego okresu, jak chociażby historia pochodzącej z Czarnowca Ludwiki Wyszomirskiej (ps. „Ksenia”) – łączniczki i sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim. Portal wprost przypomina o jej motywacjach: walce o wypędzenie Niemców i niedopuszczenie do nowej, sowieckiej okupacji. [1]
Archiwum porusza bolesne i krwawe lokalne tematy powojenne (w tym niewyjaśnione, tragiczne losy rodu Cudnych, którzy zginęli w realiach powojennej, bratobójczej wojny domowej oraz komunistycznego bezprawia). [1]
Marek Karczewski, Jacek Pawłowski
2. Parafialne i Gminne Miejsca Pamięci (Rzekuń)
Czarnowiec historycznie i administracyjnie jest nierozerwalnie związany z sąsiednim Rzekuniem, który stanowi centrum pamięci narodowej dla całej gminy. To na cmentarzu parafialnym w Rzekuniu oraz przy lokalnym kościele skupiają się materialne dowody pamięci o poległych mieszkańców regionu.
Znajdują się tam mogiły żołnierzy wojny obronnej września 1939 roku, a lokalna społeczność, szkoły oraz władze gminy każdego roku (zarówno 1 września, jak i w rocznice bitewne) organizują tam uroczyste apele pamięci, składanie kwiatów i zapalanie zniczy.
3. Bliskość Ostrołęki i Muzeum Żołnierzy Wyklętych
Mieszkańcy Czarnowca mają bezpośredni dostęp i czynnie uczestniczą w upamiętnianiu ofiar terroru komunistycznego w skali regionalnej. W sąsiedniej Ostrołęce pamięć o sowieckim zniewoleniu realizuje się poprzez:
Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce – to nowoczesna instytucja, która dokumentuje antykomunistyczny opór całego regionu Kurpiowszczyzny i Mazowsza, w tym potyczki lokalnych oddziałów z gmin Rzekuń, rządzonych twardą ręką przez bezpiekę i NKWD.
Pomnik Ofiar Terroru Komunistycznego w Ostrołęce – miejsce na skwerze im. Lecha Kaczyńskiego, pod którym mieszkańcy powiatu oddają hołd osobom zamordowanym, torturowanym i wywiezionym na Syberię przez Sowietów po 1944 roku. [1]
Mieszkańcy Czarnowca w Muzeum Żołnierzy Wyklętych
Pamięć w Czarnowcu nie zatarła się dzięki temu, że historia ma tu ludzką twarz – nie mówi się o abstrakcyjnych procesach politycznych, lecz o konkretnych domach, nazwiskach i rodzinach, które doświadczyły dramatu obu totalitaryzmów. [1, 2]
Tryb AI google, 4.09.2026 r.
Kalendarium Czarnowca – wrzesień 2026 r.
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Historii zmienić się nie da. Historia może być barwna, bądź smutna. Czarnowiec powstał w 1413 roku i wiele jeszcze kart swojej historii nie odkrył…
Jakże obyć się dziś bez AI? Można, ale czy nie warto „ją” zapytać co wie o wydarzeniach wrześniowych w naszej wiosce?
Pytamy. Oto wynik:
🏛️ Okres Przedwojenny (Od założenia do 1938 r.)
1413 r. – Włączenie osady Czarnowiec do nowo erygowanej parafii Rzekuń przez biskupa płockiego Jakuba.
🎖️ II Wojna Światowa (1939–1945)
1939 r. – Wybuch wojny, przemarsz polskiego 71. Pułku Piechoty oraz zajęcie wsi przez wojska niemieckie.
1939 r. – Atak ZSRR na Polskę i początek pierwszej okupacji sowieckiej.
1944 r. – Tragiczna śmierć ppor. Wiktora Złotkowskiego w bombardowaniu oflagu w Dössel oraz wkroczenie 3. Armii Radzieckiej (początek drugiej okupacji sowieckiej).
1945 r. – Śmierć czterech żołnierzy Armii Krajowej (Jakackiego, Perzanowskiego, Kaczyńskiego, Stepnowskiego).
☭ Okres Powojenny i PRL (1946–1989)
1949 r. – Śmierć Edmunda Chrostowskiego „Chrobrego” w walce z siłami bezpieki.
1980 r. – Budowa drogi asfaltowej (obecnej ul. Radosnej) oraz decyzja architekta wojewódzkiego o zburzeniu dworu Wyszomirskich.
🏡 Czasy Współczesne (Po 1989 r.)
2018 r. – Otwarcie powiatowej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej „Dom dla Dzieci”.
2019 r. – Oddanie do użytku toru rowerowego Pump Track.
Dodatkowo poprosiłem AI, aby na tej podstawie utworzyła historyczny – graficzny kalendarz września dla Czarnowca.
Oto wynik:
Czy takie przedstawienie wydarzeń podoba się czytelnikowi? Ocenę pozostawiam Państwu.
KALENDARIUM WRZEŚNIA
Marek Karczewski, 31.08.2026 r.
Źródła AI: „tryb AI google”, „Chat GBT”.
110. rocznica urodzin „Kseni”
Category: Historia,historyczne
written by Marek | 4 października 2026
Na naszych łamach już wielokrotnie pisaliśmy o powstańczyni z Czarnowca Ludwice Wyszomirskiej (Trzaska) – „Kseni”.
Dziś, 26 sierpnia 2026 r. przypada 110. rocznica urodzin naszej mieszkanki – z bohaterskiej rodziny Wyszomirskich (Ludwika, Jan, Zygmunt).
Postanowiliśmy w telegraficznym skrócie przypomnieć czytelnikom historię Ludwiki i rodziny Wyszomirskich.
26 sierpnia1916 r. – Urodziła się Ludwika Wyszomirska, córka Romana i Marii. Była żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły udział w Powstaniu Warszawskim (1.08.1944 – 2.10.1944). Nosiła pseudonim “Ksenia” / „Xsenia”. (26.08.1916-Kręgi – 24.09.1987-Warszawa)
Oto wybrane artykuły, w których wspominaliśmy o bohaterce:
Bohaterowie z Czarnowca Ludwika Wyszomirska ps. „Ksenia” (1916–1987) W 110. rocznicę urodzin [1]
Młodość i pochodzenie
Ludwika Wyszomirska urodziła się 26 sierpnia 1916 roku w Kręgach jako córka Romana i Marii. Była dziedziczką majątku ziemskiego w Czarnowcu (około 70-hektarowego gospodarstwa). Dorastała w patriotycznej atmosferze, która ukształtowała silny kręgosłup moralny jej oraz jej braci – Jana i Zygmunta.
Działalność konspiracyjna i Powstanie Warszawskie
W czasie II wojny światowej zaangażowała się w działalność podziemną. Wstąpiła do Konfederacji Narodu, radykalnej organizacji konspiracyjnej. Podczas Powstania Warszawskiego (1 sierpnia – 2 października 1944 r.) służyła jako sanitariuszka w jednym z dwóch plutonów KN, które weszły w skład elitarnego batalionu „Czata 49”. Nosiła pseudonimy „Ksenia” oraz „Xsenia”. Przeszła niezwykle ciężki szlak bojowy batalionu, niosąc pomoc rannym w najkrwawszych rejonach walk.
Tragedia rodzinna i powojenne represje
Rodzina Wyszomirskich zapłaciła ogromną cenę za swoją niezłomną postawę: • Jan Wyszomirski ps. „Wroński” – brat Ludwiki, żołnierz podziemia, został aresztowany i rozstrzelany przez władze komunistyczne. • Utrata majątku – po wejściu Armii Czerwonej i ustanowieniu władzy ludowej, rodzinny dwór w Czarnowcu został bezprawnie przejęty i rozparcelowany. Rodzina została brutalnie zmuszona do opuszczenia swoich rodzinnych stron. • Represje – sama Ludwika była inwigilowana i represjonowana przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa (NKWD/UB).
Zderzenie z Realem: Prawda o ASP i Cholewkarstwie
Jesienią 1946 roku Ludwika podjęła próbę rozpoczęcia nowego życia i zapisała się na Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Brutalna rzeczywistość oraz wojenne traumy zniweczyły te plany. W zachowanych podaniach pisała wprost: „Jeśli chodzi o moje zdolności plastyczne – to nie miałam nigdy złudzeń…„. Przyznała, ze przez traumę potrafiła miesiącami nie spojrzeć na glinę. Drugiego roku studiów już nie ukończyła. Aby przeżyć w zrujnowanej stolicy, Ludwika musiała porzucić marzenia o sztuce i zająć się twardym rzemiosłem – cholewkarstwem. Zarabiała na życie szyjąc cholewki do butów, co sama kwitowała słowami: „Powstanie warszawskie – i potem znów cholewki!!’. Wkrótce odnalazł ją przedwojenny narzeczony, Zygmunt Trzaska, który wrócił z obozu jenieckiego w Murnau. Wzięli ślub i doczekali się trójki dzieci. Ludwika nigdy nie wróciła do Czarnowca.
Zmarła 24 wrzesnia 1987 roku w Warszawie.
[1] – treść wytworzona za pomocą narzędzia „Tryb AI google”, które to jako źródło wiedzy (w 95%) podało witrynę Czarnowiec.pl
Marek Karczewski, 26.08.2026 r.
15 sierpnia Dzień Wojska Polskiego oraz bitwy z bolszewikami
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
15 sierpnia Dzień Wojska Polskiego jest też dniem chwały dla Ostrołęki i jej okolic. To właśnie pod Zabielem, Rzekuniem, Ostrołęką rozegrały się potężne zmagania z bolszewikami w 1920 roku.
Ciekawy film (już w 2023 r.) na ten temat nagrał Poseł Arkadiusz Czartoryski, na pamiątkę bitwy z bolszewikami pod Ostrołęką i Rzekuniem w dniach 3-8 sierpnia 1920 roku. W hołdzie marynarzom 1 Batalionu 1-go Pułku Morskiego.
W tle tych opowieści kryją się również wątki czarnowieckie.
Pierwszy, o maszyniście
„3 sierpnia1920 r.– I Batalion Pułku Morskiego oraz pododdziały 108. Pułku Ułanów Wojska Polskiego starły się pod Ostrołęką z 18 Dywizją Strzelców Armii Czerwonej. Marynarzy do Ostrołęki przywiózł pociąg pancerny „Mściciel”, który też wziął udział w walkach. Maszynistą tego pociągu był Dominik Złotkowski — mieszkaniec Czarnowca.„ Wątek tego kawałka historii o Mieszkańcach Czarnowca odnotowaliśmy w naszym KALENDARIUM – zapraszamy do śledzenia.
Drugi o cmentarzu i stojącej na nim XIX wiecznej kaplicy
„29 września1857 r. – Mistrz murarski z Czarnowca Teodor Złotkowski muruje kaplicę na cmentarzu parafialnym w Rzekuniu, który założono w 1851 roku — obecny cmentarz przy ul. Kościuszki. „8 sierpnia 1856 r. – „założenie węgielnego kamienia”. 29 września 1857 r. – „odbyć się mogło poświęcenie tej pięknej kaplicy”.„
Polecamy tę ciekawą, lokalną historię, w którą również wpisani są mieszkańcy Czarnowca.
Marek Karczewski, 15.08.2026 r.
Kalendarium Czarnowca – sierpień 2026 r.
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
W historii wsi Czarnowiec miesiąc sierpień zapisał się przede wszystkim jako czas organizacji ważnych wydarzeń społecznych oraz istotnych momentów z okresu II wojny światowej.
🏗️ Infrastruktura i rozwój wsi
Uroczystość położenia kamienia węgielnego: 8 sierpnia 1856 roku położono kamień pod budowę kaplicy na cmentarzu parafialnym w Rzekuniu, którą murował mistrz z Czarnowca Teodor Złotkowski.
Pierwszy plac zabaw: Otwarto go przy świetlicy wiejskiej 8 sierpnia 2017 roku.
🎖️ Historia wojskowa i wojenna
Wizyta Kozaków (1914 r.): Do majątku Aleksandra Iżyckiego przybyli Kozacy z chorążym Leonowem.
I wojna światowa (1915 r.): Przez wieś maszerował i nocował w obozie w Czarnowcu niemiecki Batalion Bischofsburger.
Wojna polsko-bolszewicka (1920 r.): 3 sierpnia polskie wojska starły się pod Ostrołęką z Armią Czerwoną. Maszynistą biorącego udział w walkach pociągu pancernego „Mściciel” był mieszkaniec Czarnowca, Dominik Złotkowski.
Tragedia z rąk NZW (1947 r.): 14 sierpnia Narodowe Zjednoczenie Wojskowe zamordowało w Czarnowcu czteroosobową rodzinę Cudnych pod zarzutem współpracy z „czerwonym reżymem”.
🎈 Oraz inne wydarzenia integracyjne i społeczne (szczegóły na grafice)
KGW w sercu polskiej państwowości – Sejm i Zamek Królewski. Historyczny dzień.
Category: historyczne,inne,KGW-News,Wydarzenia
written by Marek | 4 października 2026
Po pierwsze!
Absolutnie historyczną wizytą w murach parlamentu był udział w czwartek 30 lipca 2026 r. w obradach sejmu RP, w dniu zmian statusowych dla naszej wsi, siedziby gminy Rzekuń. Członkowie Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu byli naocznymi świadkami historii przekształcenia wsi w miasto, podczas wizyty w stolicy kraju. Zmiana statusu miejscowości to kluczowy, często jednorazowy moment w dziejach danej społeczności, który diametralnie zmienia jej prestiż.
Wyjątkowa wizyta członków naszego Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu w Sejmie RP zbiegła się z jednym z najważniejszych wydarzeń w nowoczesnej historii naszej gminy. Z parlamentarnych galerii mieliśmy zaszczyt z bliska śledzić procesy decyzyjne, które przypieczętowały przyznanie statusu miasta dla Rzekunia. Jako reprezentanci lokalnej społeczności powiatu ostrołęckiego staliśmy się naocznymi świadkami historii, obserwując przełomowy moment transformacji naszej wsi w ośrodek miejski. Ta chwila na stałe wpisze się w dzieje całego regionu, otwierając przed nowym miastem zupełnie inne perspektywy. Jesteśmy dumni, że serce naszej lokalnej tradycji bije w rytmie tak wielkich, przełomowych zmian historycznych.
Fakt prawny z 30 lipca 2026 r.
Formalną decyzję o nadaniu statusu miasta Rzekuń podjęła Rada Ministrów poprzez rozporządzenie podpisane przez Premiera.
Członków KGW do Warszawy, zaprasza poseł ziemi ostrołęckiej Marcin Grabowski.
W miniony czwartek reprezentanci naszej lokalnej społeczności (Członkowie KGW) wespół z członkami Stowarzyszenia „Drwęczanka” mieli wyjątkową okazję odwiedzić gmach Sejmu RP, gdzie tradycja i współczesność łączą się na każdym kroku. Przekraczając progi parlamentu pod czujnym okiem Straży Marszałkowskiej, poczuliśmy ogromną dumę, reprezentując naszą małą wioskę w miejscu, w którym ważą się losy całej Polski. Z zapartym tchem śledziliśmy dynamikę sejmowej debaty, czując się nie tylko gośćmi, ale pełnoprawnymi uczestnikami demokratycznego życia kraju. Rozmowy w kuluarach oraz możliwość bezpośredniego spotkania z parlamentarzystami pokazały, że głos mniejszych społeczności jest w Warszawie słyszany i szanowany.
Ta pełna wrażeń wizyta w sercu polskiej demokracji na długo zapadnie w naszej pamięci i z pewnością zainspiruje nas do dalszego działania na rzecz naszego regionu. Podczas debaty (pomijając aspekty polityczne parlamentarzystów) mieliśmy okazję wysłuchać przemówień trzech posłów z zupełnie przeciwnych stron układów politycznych – odpowiednio (PiS, Lewica, Konfederacja). Mogliśmy na „własnej skórze” odczuć atmosferę sporów przemawiających polityków oraz żywej reakcji sali obrad. Nie uczestniczyliśmy w kampanii popierającej kogokolwiek, ale byliśmy świadkami stanowienia prawa niemalże od samego środka.
Podczas obrad, zerkając na salę sejmową mogliśmy zauważyć pozostałych parlamentarzystów regionu ostrołęckiego. Na sali dostrzegliśmy (alfabetycznie): Żaneta Cwalina-Śliwowska, Arkadiusz Czartoryski, Mariusz Popielarz. Ograniczony czas zwiedzania parlamentu nie pozwolił na choćby parę zdań z każdym ostrołęckim przedstawicielem w sejmie.
Z tego miejsca dziękujemy serdecznie Panu posłowi Marcinowi Grabowskiemu za zaproszenie na tak wyjątkowy, historyczny dzień dla wsi – ups już dla MIASTA RZEKUŃ. 🙂
Co warto w budynku Sejmu zobaczyć?
Kompleks budynków przy ulicy Wiejskiej kryje w sobie mnóstwo detali, na które warto zwrócić szczególną uwagę podczas zwiedzania z przewodnikiem: – Galeria Sali Posiedzeń (Sala Plenarna), – Holl Główny i makieta Sejmu, – Tablice pamiątkowe, – Korytarz Marszałkowski i kuluarowe schody.
Przywitanie stowarzyszenia przez Marszałka.
Bardzo miłym akcentem naszej wizyty było oficjalne przywitanie przez prowadzącego obrady Marszałka Krzysztofa Bosaka.
Prosimy o zwrócenie uwagi (podczas odtwarzania poniższego materiału wideo) na wyraz twarzy Pana Marszałka odczytującego nazwę naszego stowarzyszenia. 🙂 Dziękujemy.
Odwiedzamy monumentalną Salę Senatorską w Zamku Królewskim.
3 maja 1791 roku właśnie w tej sali król Stanisław August Poniatowski złożył uroczystą przysięgę na ustawę zasadniczą na ręce bieskupa krakowskiego Feliksa Turskiego.
Zwiedzając dzisiejszą, pieczołowicie zrekonstruowaną Salę Senatorską w Zamku Królewskim, można zobaczyć oryginalny fotel królewski oraz fragmenty zaplecka i baldachimu tronowego, które przetrwały zniszczenia wojenne.
„Trasą Królewską” oprowadziła nas przesympatyczna przewodniczka warszawska Pani Beata Meller – przewodniczka miejska po Warszawie, po Zamku Królewskim, po Pałacu Wilanowskim, po Muzeum POLIN, Zdecydowanie polecamy zwiedzanie Warszawy z Panią Beatą – 608 677 824
Dziękujemy za fascynujące opowieści w każdej z królewskich komnat. Do Zamku Królewskiego warto powrócić, ponieważ jedna wizyta to za mało, by w pełni poznać i docenić wszystkie wielkie wydarzenia, które się tutaj rozegrały.
Zarząd Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu zrealizował tym samym projekt dla członków i zaproszonych gości pod nazwą: „Śladami władzy i historii. Od Zamku do Sejmu.”
11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę.
Dla upamiętnienia tego dnia, nazywanego Krwawą Niedzielą, co roku obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów.
Wiarygodne źródła wiedzy o zbrodni
Badania nad zbrodnią wołyńską opierają się na relacjach naocznych świadków, nielicznych dokumentach sprawców (OUN-UPA) oraz raportach Polskiego Państwa Podziemnego. Za najbardziej rzetelne źródła informacji uznaje się Instytut Pamięci Narodowej (IPN). Prowadzi on oficjalne śledztwa, wydaje publikacje źródłowe oraz rozwija internetową Bazę Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, która pozwala na bieżąco weryfikować nazwiska zamordowanych osób.
Bilans ofiar w liczbach.
Historycy Instytutu Pamięci Narodowej oraz niezależni badacze dzielą ofiary antypolskiej akcji OUN-UPA ze względu na regiony historyczne.
Dzisiejsze ziemie polskie (głównie Lubelszczyzna i Podkarpacie)
ok. 4 000
Łączny bilans ofiar ludobójstwa
ok. 100 000 (maksymalnie do 120 000)
Upamiętnienie
7 lipca 2016 Senat RP przyjął uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939–1945.
9 lipca 2016 uczestniczący w szczycie NATO w Warszawie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył przed stołecznym Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej hołd ofiarom tego wydarzenia, klękając przed monumentem.
22 lipca 2016 Sejm RP – w trybie uchwały – ustanowił 11 lipca „Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP”. Sejm oddał w niej hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.
4 czerwca 2025 r. roku Sejm RP jednogłośnie przyjął ustawę ustanawiającą 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.
Odzyskiwana pamięć
kwiat lnu
„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – głosi napis na pomniku ofiar ukraińskich nacjonalistów na krakowskim cmentarzu Rakowickim. Pamięć o Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej z trudem jednak powraca do społecznej świadomości. W latach PRL starano się o tej zbrodni nie mówić, z jednej strony dlatego, że kluczowe dla tego dramatu wydarzenia rozgrywały się na zagarniętych przez ZSRR polskich Kresach, z drugiej strony dlatego, by nie wzbudzać niechęci do jednego z narodów tworzących sowiecką wspólnotę.
Wywieś flagę narodową
Wywieszenie flagi w tym dniu jest symbolem pamięci o setkach tysięcy Polaków, którzy stracili życie oraz o tych, którzy do dziś nie mają własnych grobów.
Źródła: IPN. ksgrm, wiki.
MK
„Zaściankowe Korzenie…” z MBP i Drwęczanką.
Category: historyczne,inne,KGW-News,Wydarzenia
written by Marek | 4 października 2026
„Miejska Biblioteka Publiczna im. W. Gomulickiego w Ostrołęce wraz ze Stowarzyszeniem „Drwęczanka” z siedzibą w Drwęczy (gmina Rzekuń) realizuje projekt „Zaściankowe Korzenie. Dziedzictwo szlachty z powiatu ostrołęckiego”. Zapraszamy całe rodziny – dzieci z opiekunami, młodzież oraz dorosłych – do udziału w bezpłatnym cyklu zajęć wakacyjnych, które odbędą się w dniach 13–18 lipca 2026 r. Podczas spotkań uczestnicy poznają historię i tradycje szlachty zagrodowej z naszego regionu, nauczą się poszukiwać swoich rodzinnych korzeni, wezmą udział w warsztatach genealogicznych, tanecznych i kulinarnych oraz wspólnie stworzą drzewa genealogiczne i pieczątki rodowe…”
PROGRAM: – 13 LIPCA (PONIEDZIAŁEK),GODZ. 9.00–13.30, Miejsce: I gr. – świetlica wiejska w Drwęczy; II gr. – Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 14 LIPCA (WTOREK), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 15 LIPCA (ŚRODA), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 16 LIPCA (CZWARTEK), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: świetlica wiejska w Czarnowcu, – 18 LIPCA (SOBOTA), GODZ. 15.45… SZCZEGÓŁOWY PROGRAM tu ->
W lipcu 2026 próbujemy po raz pierwszy streścić kalendarium naszej wioski za pomocą narzędzia AI (google)
Lipcowe wydarzenia z historii Czarnowca pokazują, jak ta podostrołęcka wieś ewoluowała od tradycyjnego majątku ziemskiego, przez dramatyczne momenty wojenne, aż po nowoczesną, zintegrowaną społeczność.
Oto zwięzłe podsumowanie najistotniejszych wątków z przedstawionego kalendarium:
🏰 Dziedzictwo dawnych majątków (XIX/XX wiek)
Związki z historycznymi postaciami: Wpisy dotyczące Aleksandra Iżyckiego (właściciela w latach 1912–1919) oraz Magdaleny Glinki z d. Skarżyńskiej (właścicielki w latach 1913–1914) przypominają, że Czarnowiec był niegdyś prężnym majątkiem ziemskim. Śmierć Magdaleny Glinki w Moskwie w 1917 roku oraz narodziny Iżyckiego na Podolu pokazują, jak burzliwe losy i migracje dotykały dawnych właścicieli tych ziem.
🪖 Tragedia wojenna i pamięć (1939–1945)
Okupacja niemiecka: Przypomnienie o przynależności do Landkreis Scharfenwiese (niemiecka nazwa Ostrołęki) w rejencji ciechanowskiej podkreśla trudny okres administracji hitlerowskiej, która zakończyła się dla wsi 4 września 1944 roku wraz z nadejściem frontu.
Upamiętnienie ofiar: Ufundowany przez Bogdana Piastę głaz z cytatem z K.K. Baczyńskiego, stojący przy Buku Pamięci, to kluczowy element lokalnej tożsamości. Stanowi on trwały hołd dla mieszkańców, którzy stracili życie w walce z oboma okupantami (niemieckim i sowieckim).
🏆 Rozwój i integracja współczesnej społeczności (XXI wiek)
Budowanie więzi sąsiedzkich: Turnieje piłkarskie (Mistrzostwa Czarnowca) oraz „Wyprzedaże garażowe” (organizowane przez M. Karczewskiego i T. Łępicką) udowadniają, że mieszkańcy potrafią oddolnie organizować czas wolny. Co ciekawe, pierwsze mistrzostwa z 2020 roku ruszyły na działce prywatnej (państwa Gorzębów), co idealnie obrazuje ogromne zaangażowanie tutejszej społeczności.
Infrastruktura i promocja: Oddanie drogi asfaltowej na ul. Leszczynowej (2017) to krok milowy w modernizacji wsi przez Gminę Rzekuń. Z kolei wizyta Polskiego Radia (2022) i prezentacja tras rowerowych przez sołtysa pokazały Czarnowiec na arenie ogólnokrajowej jako aktywne i zielone miejsce do życia.
Najważniejsze, w nowoczesnej historii Polski i jednocześnie Czarnowca to słowa o 4 czerwca 1989 r.
Joanna Szczepkowska wypowiedziała słynne słowa „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”, aby dać jasny, publiczny wyraz głębokiej transformacji ustrojowej, jaka dokonała się w kraju po pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych.
I choć samą formułę wypowiedziała dopiero 28 października 1989 roku podczas wywiadu w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego, to 4 czerwca zapadł w pamięci.
Choć formalnie ustrój i instytucje państwowe zmieniały się stopniowo (działał już rząd Tadeusza Mazowieckiego), aktorka intuicyjnie uznała datę 4 czerwca 1989 roku za znaczący punkt zwrotny. To właśnie wtedy masowy głos Polaków w wyborach parlamentarnych odebrał komunistom legitymację do sprawowania władzy absolutnej.
Słowa Joanny Szczepkowskiej zakorzeniły datę 4 czerwca w zbiorowej pamięci Polaków jako oficjalny koniec PRL.
MK
Czy w Czarnowcu czytano Polaka?
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Na początku XX w., w okresie zaborów, gdy nasz region był częścią imperium rosyjskiego, trwała intensywna rusyfikacja społeczeństwa. Do pełnej rusyfikacji Polaków zabrakło niewiele, jak oceniają niektórzy, wystarczyłoby jeszcze jedno – dwa pokolenia. W trakcie tego procesu był m.in. zakaz czytania prasy, która nie była kontrolowana przez rosyjskie władze. Lektura lub posiadanie zakazanych gazet groziło represjami. Jedną z takich gazet był miesięcznik „Polak”, wydawany w Krakowie i przemycany do Ostrołęki przez Prusy. Ślady represji jakie spotykały mieszkańców naszego regionu można znaleźć w archiwach. W „Archiwum Głównym Akt Dawnych”. W aktach prokuratorskich znajdziemy taki dokument:
„Do Prokuratora Warszawskiej Izby Sądowej Prokurator Sądu Okręgowego w Łomży Na podstawie art. 1085 Kodeksu Karnego informuję Waszą Ekscelencję, że 4 listopada bieżącego roku otrzymałem od komendanta żandarmerii okręgu ostrołęckiego, ostrowskiego i makowskiego, raport o zatrzymaniu przez niego i osadzeniu w więzieniu w Łomży chłopów z powiatu ostrołęckiego: Tomasza Krupy, Bolesława Rittera, Adama Kozłowskiego i Franciszka Kaczyńskiego w następujących okolicznościach.
Rankiem 1 listopada komendant wspomnianego okręgu żandarmerii, rotmistrz Mazurin, otrzymał informację od agenta, że poprzedniej nocy do Bolesława Rittera, w Ostrołęce, który był pod obserwacją tajnego agenta, dostarczono paczkę gazety „Polak”. Obserwacja Rittera w tym dniu, prowadzona przez funkcjonariuszy Komendy Żandarmerii w Ostrołęce, wykazała, że z rana wyszedł on z domu na miasto i spotykał się z osobami, które agenci zidentyfikowali jako starszyznę z kręgów stowarzyszenia „Oświata Narodowa”, i przekazywał im jakieś informacje.
Około godziny 17:00 Ritter powrócił do swojego mieszkania, przyprowadzając ze sobą mieszkańców gminy Rzekuń: Tomasza Krupę, Adama Kozłowskiego i Franciszka Kaczyńskiego, znanych również jako liderzy społeczni. Uznając za stosowne przeprowadzić natychmiastowe przeszukanie, rotmistrz Mazurin przybył do mieszkania Rittera, przeprowadził zarówno osobistą kontrolę obecnych, jak i szczegółowe przeszukanie całego lokalu, w wyniku czego odkryto: u samego Rittera – ukryte pod płaszczem 16 egzemplarzy nr 6 gazety „Polak”, a w pomieszczeniach gospodarczych, w kącie, w słomie dwa pakunki, z których w jednym znajdowało się 50 egzemplarzy nr 6, a w drugim 67 egzemplarzy nr 7 tej samej gazety; u Krupy – w drewnianym pudełku, które trzymał w rękach, 12 egzemplarzy nr 6 i 9 egzemplarzy nr 7 gazety „Polak”, a także, zszyte pod podszewką czapki – drukowany statut koła „Oświaty Narodowej”; u Kozłowskiego w ręku, pod płaszczem, który miał na sobie, 5 egzemplarzy nr 6 i 4 egzemplarze nr 7 gazety „Polak”; u Franciszka Kaczyńskiego 6 egzemplarzy nr 7 tej samej gazety. Po przeszukaniu mieszkania Rittera przeprowadzono przeszukanie mieszkań pozostałych osób, przy czym u Krupy znaleziono jeszcze 1 egzemplarz nr 5 gazety „Polak”. Łomża, 5 listopada 1902 r.”
Do gazet takich jak „Polak” pisali również mieszkańcy naszego regionu. Aby nie narazić się na represje używali pseudonimów. Jeden z takich tekstów, napisany przez kogoś o pseudonimie „Nadnarwiak”, zamieszczony w gazecie zacytuję w całości, zachowując oryginalną pisownię. „Polak”, nr 6, czerwiec 1901 r.
„Listy do „Polaka”. Z pod Ostrołęki.
Nie zginęła nasza Polska i u nas, a kiedyśmy się z Polakiem zapoznali, to da Bóg, że już nie zginie, bośmy dopiero poznali, jak mamy żyć w naszej Polsce i nową ojczyznę budować, dopierośmy się poznali na zasadzkach złodziejskich t. j Moskali, którzy wszelkimi sposobami naszą Ojczyznę okradają.
Rząd drze podatki a urzędnicy oszukują, przez to gospodarze muszą pracować od rana do nocy, a tu coraz ciężej, coraz to więcej podatków i wszelakich kar, doprawdy trudno będzie nam wytrzymać. Już nawet i ci, ma się rozumieć ludzie zmoskwiczeni, którzy wychwalali z początku cara Mikołaja, ci sami mówią teraz, że za nowego cara to bodaj gorzej jeszcze, niż było.
Chwała Bogu, jużeśmy poznali, że tylko oświatą możemy polepszyć nasz byt. Ale oświatą prawdziwie polską i prawdziwemi gazetami, a nie tą przeklętą moskiewską, co jej dali nazwę Oświata w której malują niby świętych lecz na modę pijanych kacapów, w której opisują tylko potęgę carów i mówią, że trzeba za cara się modlić i caru służyć. Tak chcą naszą narodową oświatę zmoskwiczyć, ale u nas ludzie tego paskudztwa do rąk nawet nie biorą. Prawda, jest jedna wioska, Tobolice, w której czytają Oświatę moskiewską, chociaż wiedzą, że to jest podła gazeta. Swego sąsiada Czaplickiego skarżyli do żandarmów, że czytał „Polaka”, więc robili u niego żandarmi rewizyę i nic nie znaleźli. Najgorsi są […] i […], którzy przynoszą Oświatę z kancelaryi i dają innym, żeby czytali w całej wsi. Ale da Bóg Najwyższy każdego na zdrajcę przyjdzie czas.
W Rzekuniu jest strażnik St[…] Ch[…], z rodu Polak, który przyszedł do jednego gospodarza w tejże wsi i jak chytry lis mówi: „Daj mi bracie Polaka i ja chcę ojczyźnie służyć a ciebie nie wydam”. W samej rzeczy ten człowiek nie miał Polaka, powiada więc: „Czekaj bracie, mam ja znajomego człowieka w „Puszczy” (kurpiowskiej) to on mi da, a ja tobie”, i powiedział mu w jakiej wiosce ten człowiek mieszka. Tak ów Ch[…] duchem do żandarmów i naczelnika pognał. Zrobili rewizye i u tego gospodarza w Rzekuniu i u drugiego na „Puszczy”, ale nic nie znaleźli.
Nic już nas nie straszy, niechaj nas prześladują chociażby najciężej, będziem się o Polaka starali. Z wielkim zapałem przyjmujemy każden numer i dziękujemy serdecznie wszystkim panom, którzy pracujecie nad tą bardzo dla nas pożyteczną gazetą. Panowie przebaczą, że nie umiem biegle pisać i proszę p. redaktora o umieszczenie tego listu w Polaku.
Nadnarwiak.”
Mimo, że od tych wydarzeń minęło ponad 120 lat, to zakropkowałem nazwiska mieszkańców naszego regionu, którzy służyli władzom rosyjskim.
Zostawiłem nazwisko mieszkańca Tobolic, u którego zrobiono rewizję w poszukiwaniu zakazanej prasy. Był to z dużym prawdopodobieństwem mój prapradziadek. Senior mojej rodziny w Tobolicach i częściowy właściciel Tobolic (jak opisano go w aktach). Szymon Czaplicki, był wójtem Rzekunia w latach 1895 i 1896. Artykuł z gazety Polak dziękuję Marcie Wojciechowskiej, prowadzącej na facobook stronę: „Historie w aktach zapisane”.
Jacek Czaplicki, 10.05.2026 r.
Czy w Czarnowcu czytano Polaka? Będziemy poszukiwać… [MK]
Dziękuję Panu Jackowi Czaplickiemu, który już wielokrotnie pomógł nam odszukać wiele ciekawych historii o Czarnowcu. Polecam śledzić Jego profile na fejsbuku: Rowerem wokół Ostrołęki i Fotki Pijącego. [MK]
Kalendarium Czarnowca – maj (2026)
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Dziś kolejna kartka z kalendarza najważniejszych (dotychczas ustalonych) wydarzeń naszej małej wioski.
W 1912 roku, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami, autorzy piszący do lokalnych gazet (często krytycznie o rzeczywistości) używali pseudonimów takich jak „parafjanin” głównie z obawy przed represjami ze strony władz carskich. Głównym zagrożeniem była odpowiedzialność karna za „nieprawomyślne” publikacje. Ówczesne prawo prasowe w zaborze rosyjskim było bardzo restrykcyjne. Za krytykę porządku publicznego, administracji czy nawoływanie do oporu groziły surowe kary pozbawienia wolności. Ochrana (tajna policja) śledziła autorów tekstów, które mogły budzić nastroje narodowe lub społeczne. Redakcje i autorzy mogli zostać obciążeni ogromnymi grzywnami, które prowadziły do bankructwa gazety. Podpisując się jako „parafjanin”, autor chronił swoją tożsamość, aby uniknąć osobistych prześladowań, a jednocześnie nadawał swojej wypowiedzi ton głosu „zwykłego człowieka”, co miało zwiększać wiarygodność opisu lokalnych problemów.
Artykuły w „Gazecie Świątecznej” z 1912 roku opisywały inicjatywę ks. Stanisława Żebrowskiego budowy neogotyckiego kościoła w Rzekuniu, zaprojektowanego przez Józefa Piusa Dziekońskiego. Relacje „Parafjanina” dokumentowały mobilizację parafian, gromadzenie materiałów oraz ofiarność społeczną na rzecz nowej świątyni, która zastąpiła stary, drewniany kościół.
Stan Polski w 1912 roku
W 1912 roku państwo polskie formalnie nie istniało na mapie świata. Ziemie polskie znajdowały się pod rozbiorami trzech mocarstw: Rosji, Niemiec (Prus) oraz Austro-Węgier. Sytuacja Polaków zależała od zaboru, w którym mieszkali. Rzekuń był w zaborze rosyjskim (Królestwo Polskie). Panowała tu silna rusyfikacja i represje. Polacy żyli w atmosferze inwigilacji przez tajną policję (Ochranę), a dzieci w szkołach zmuszano do nauki w języku rosyjskim i ograniczano polską własność ziemi.
W tym czasie nie istniał jeden oficjalny rząd Polski ani instytucja „przywódcy na uchodźstwie” w takim sensie, jak w trakcie II wojny światowej. Rolę liderów narodu pełnili przywódcy głównych obozów politycznych, którzy przygotowywali się do nadchodzącego konfliktu światowego. Józef Piłsudski – Stał na czele nurtu niepodległościowego szykując kadry do przyszłej walki zbrojnej przeciwko Rosji. Roman Dmowski – Lider Narodowej Demokracji (tzw. orientacja prorosyjska). Uważał, że największym zagrożeniem dla Polski są Niemcy, dlatego dążył do zjednoczenia ziem polskich pod berłem cara, co miało być krokiem do przyszłej niepodległości. Wincenty Witos – Rosnący w siłę lider ruchu ludowego, walczący o interesy chłopów w parlamencie austriackim.
Rzekuń w Królestwie Polskim (NAC)
Budowa kościoła a administracja carska
Przez dekady po powstaniu styczniowym władze rosyjskie prowadziły politykę ograniczania wpływów Kościoła katolickiego, co objawiało się m.in. zakazem budowy nowych świątyń oraz zamienianiem kościołów na cerkwie. Dopiero wydanie „Ukazu Tolerancyjnego w 1905 r. przez cara Mikołaja II umożliwiło starania o budowę nowych obiektów sakralnych. Kościół w Rzekuniu, zaprojektowany przez Józefa Piusa Dziekońskiego, powstał w stylu neogotyku wiślano-bałtyckiego. Styl ten był celowo wybierany przez Polaków jako manifestacja tożsamości narodowej w kontrze do narzucanego przez zaborcę stylu bizantyjsko-rosyjskiego. Inicjatywa i plany ruszyły w 1912 roku (za czasów ks. Stanisława Żebrowskiego), właściwe prace budowlane trwały z przerwami aż do 1935 roku.
Czy parafianie byli represjonowani?
W 1912 roku chodzenie do kościoła katolickiego samo w sobie nie było już karane więzieniem, ale wierni mierzyli się z innymi formami ucisku. Duchowni znajdowali się pod stałą obserwacją Ochran (tajnej policji), a kazania nie mogły zawierać treści patriotycznych. Władze dążyły do wprowadzenia języka rosyjskiego do ksiąg parafialnych i administracji kościelnej. Choć w Rzekuniu dominował katolicyzm, w innych częściach zaboru (szczególnie na Podlasiu) zmuszano do przechodzenia na prawosławie.
Wspomniany, tytułowy „parafjanin” pisał do prasy anonimowo, ponieważ każda wzmianka o problemach lokalnych, która mogła być odebrana jako krytyka urzędników carskich lub nawoływanie do solidarności narodowej, groziła aresztem lub grzywną dla redakcji.
Z krótkich informacji na stronie Parafii Rzekuń dowiadujemy się, że budowę rozpoczęto w 1914 roku. Z artykułu w Gazecie Świątecznej czytamy: „…To też wielu żyje tą Jedyną myślą, aby jak najprędzej oglądać już kościół wykończony...” Z kontekstu przekazu prasowego wynika, że budowa została już rozpoczęta w 1912 roku. Nie stanowi to w zasadzie żadnego sporu o datę rozpoczęcia wznoszenia świątyni, ale raczej o braku dokładnych danych z tego okresu.
Gazeta Świąteczna z 1912 roku
29 kwietnia (12 maja) 1912 roku
Z Rzekunia, wsi kościelnéj w powiecie ostrołęckim, gubernji łomżyńskiej, pisze do nas jeden czytelnik:
„Mam pod ręką obliczenia dotyczące parafiji Rzekuńskiej, więc chce się niemi podzielić ze spólczytelnikami Gazety.
Parafja Rzekuńska, według obliczenia dokonanego w tym roku, ma ogółem 7270 dusz, z których w Ameryce przebywa mężczyzn 458-ech, koblét-124, w Prusiech mężczyzn 19-tu, kobiét 5, czyli razem 601 osób. Na miejscu więc w parafji znajduje się 6569 dusz. W tej liczbie nieumiejących czytać, prócz małych dzieci, jest 675 osób. W pracy oświatowej i spółecznej parafja nasza stara się nie pozostawać w tyle za innemi. Gazet różnych przychodki do nas 149; jest to liczba dosyć pokaźna. Mamy dwa kółka rolnicze: jedno w Rzekuniu, drugle w Borowem; co miesiąc odbywają ale w tych kółkach pożyteczne pogadanki. W Kaczynach zaś, gdzie jest stacja koleji żelaznéj, znajduje się stowarzyszenie spożywcze, które się bardzo dobrze rozwija. Mamy też w Rzekunlu książnicę, z której bierzemy do czytania książki bardzo pożyteczne i ciekawe.
– Największą naszą troską obecną jest budowa wspaniałej świątyni, o dwóch wysokich wieżach, która ma nam zastąpić mały stary kościołek. Piękny ten kościół będzie chlubą parafjan rzekuńskich, a pokolenia następne po kilkuset latach jeszcze wspominać będą, jaki to dom Boży wystawili ich praojcowie. To też wielu żyje tą Jedyną myślą, aby jak najprędzej oglądać już kościół wykończony.
Jeden staruszek, dając ofiarę na budowę kościoła powiedział: Chciałbym choć przed śmiercią jeszcze zobaczyć ten kościół, a potém już będę mógł umrzeć. – Mamy w Bogu nadzieję, że w tym roku pokryjemy mury dachem, zasklepimy i postawimy wieże. A gdy Bóg dopomoże nam to zrobić, wówczas, choćby na wiosnę roku przyszłego, postawimy sobie przy kościele piękny „dom ludowy” parafjalny, aby mieć gdzie się zbierać i radzić nad polepszeniem naszego bytu, a nawet i uczciwie się zabawić, naprzykład urządzać na Boże Narodzenie jasełka, a w innym czasie pokazywać ciekawe i pożyteczne obrazy przy pomocy malowanych szkiełek i latarni. Mogłaby się tam mieścić i czytelnia, i ochrona dla dzieci, i, o ile by można było, inne też pożyteczne urządzenia. Chociaż, co prawda, ciężko nam na razie przy tej budowie kościoła, ale mamy w Bogu nadzieję, że przy dobrych chęciach i zgodzie wystarczy nam jeszcze i na dobrą gazetę, i na książkę pouczającą. I na „dom ludowy”.”
Parafjanin.
Widok kościoła i chałup w Rzekuniu, w roku 1914. (Fotopolska.eu)
Władze świeckie w okresie rozpoczęcia budowy kościoła – 1912-1915.
Pismo od naczelnika powiatu ostrołęckiego, z 4 czerwca 1912 r. do gubernatora łomżyńskiego.
„Zawiadamiam Waszą Ekscelencję, oczekując rozporządzeń z Waszej strony, że w związku z rozpoczęciem trzyletniej kadencji 1912–1915, zgodnie z decyzją zgromadzenia gminnego w Rzekuniu, nie ma przeszkód do powołania Jana Francewicza Laskowskiego na stanowisko wójta gminy oraz Antona Francewicza Mierzejewskiego na stanowisko zastępcy wójta tejże gminy.”
W źródłach historycznych postać Jana Laskowskiego, sprawującego urząd wójta gminy Rzekuń w latach 1912–1915, pojawia się rzadko.
Imię ojca („Francewicz” – syn Franciszka). Nazwisko Laskowski może być związane z Laskowcem w gminie Rzekuń, która historycznie mogło być gniazdem rodowym Laskowskich. Można przypuszczać, że Jan był przedstawicielem lokalnej ludności, co dawało mu odpowiedni autorytet do objęcia urzędu. Jego urzędowanie (1912–1915) przypadło na wybuch I wojny światowej. Rzekuń i Ostrołęka stały się w 1915 roku areną krwawych walk między wojskami rosyjskimi a niemieckimi – między innymi walki w Kamiance. Jako wójt musiał zmierzyć się z rekwizycjami wojennymi, mobilizacją oraz ewakuacją urzędów przed wkroczeniem Niemców latem 1915 roku. W miarę zbliżania się frontu w lipcu i sierpniu 1915 roku, rekwizycje przybrały formę „rabunkową”. Rosjanie stosowali taktykę spalonej ziemi, zabierając wszystko, co mogłoby przydać się nacierającym Niemcom. Kiedy Rosjanie, opuszczając te tereny, palili zabudowania i wysadzali kluczowe obiekty, księży, mieszkańców i wójta dotykały ogromne problemy przy budowie kościoła.
Legenda o Złotkowskich z Czarnowca – murarzach
Wśród mieszkańców Czarnowca oraz żyjącej jeszcze rodziny Złotkowskich krąży legenda o budowniczym kościoła. Prawdopodobnie w rzekuńskim kościele, za ołtarzem głównym wmurowana jest cegła z wygrawerowanym napisem „Złotkowcy”. Legenda głoszona przez rodzinę i mieszkańców brzmi:
„Złotkowski – murarz z Czarnowca pracował przy wznoszeniu świątyni za darmo. Ustalił wówczas z księdzem Stanisławem Żebrowskim, że od chwili pobudowania kościoła, na zawsze rodzina Złotkowskich (Złotkowscy) otrzyma wszelkie sakramenty od rzekuńskich duchownych za darmo…”
Czy istnieje za ołtarzem taka cegła? Czy w księgach parafialnych istnieje zapis o umowie Złotkowskiego i Żebrowskiego? Żaden z dotychczasowych proboszczów nie potwierdził powyższego faktu.
Teodor Złotkowski ukończył kaplicę cmentarną w 1857 roku. Budowa obecnego murowanego kościoła ruszyła dopiero w 1912 roku. Od zakończenia prac przy kaplicy do rozpoczęcia budowy kościoła minęło aż 57 lat. Gdyby w 1857 roku był już ukształtowanym murarzem (mającym ok. 25–30 lat), w 1912-1914 roku musiałby mieć ponad 80 lat.
Jest jednak bardzo możliwe, że w budowie kościoła brał udział syn lub wnuk Teodora. W tamtym czasie zawód murarza (mularza) był często dziedziczny, a lokalni mistrzowie cieszyli się zaufaniem parafii przez pokolenia. Nazwisko Złotkowski jest silnie zakorzenione w gminie Rzekuń.
Kaplica z 1857 roku to skromniejsza forma późnoklasycystyczna. Kościół z 1912-1914 roku to potężny, skomplikowany inżynieryjnie neogotyk autorstwa Józefa Piusa Dziekońskiego. Tak wielkie inwestycje wymagały młodszych, sprawniejszych fizycznie ekip, które potrafiły pracować na bardzo wysokich rusztowaniach przy wznoszeniu wież.
Teodor Złotkowski z Czarnowca niemal na pewno nie kładł cegieł pod obecny kościół, ale niewykluczone, że jego potomkowie kontynuowali mularskie tradycje przy tej budowie. Co więcej, Teodor Stanisław Złotkowski, o którym pisaliśmy tu -> również nie mógł uczestniczyć w budowie kościoła, bo urodził się w roku 1910. Jednak, gdy zauważymy, że prace przy wznoszeniu trwały aż do 1935 roku, to rzeczywiście Teodor Stanisław mógł w tych pracach murarskich uczestniczyć.
Niewykluczone, że syn lub wnuk murarza Teodora budował kościół w Rzekuniu, ale na chwilę obecną nie znajdujemy w dokumentach takich informacji.
Nagrobek księdza Stanisława Żebrowskiego na cmentarzu rzekuńskim (założonym w 1851 r.) Foto: Marek KarczewskiNagrobek Teodora Złotkowskiego na cmentarzu rzekuńskim (założonym w 1851 r.) Foto: Marek Karczewski
Marek Karczewski, 23.04.2026 r.
Źródła: – Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, – Fotopolska.eu, – Narodowe Archiwum Cyfrowe, – Archiwum Państwowe w Białymstoku – Jacek Czaplicki.
Podczas lutowego spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ostrołęce, gdy na zaproszenie Anny Wołosz oraz dyrektorki Katarzyny Kossakowskiej wespół z Jackiem Pawłowskim opowiadaliśmy o dworze Wyszomirskich, oraz o innych historycznych miejscach i zdarzeniach w Czarnowcu — usłyszeliśmy: „gdzieś czytałam w Trybunie Mazowieckiej lub Naszej Trybunie o Czarnowcu…” Powiedziała Anna Wołosz bibliotekarka MBP, która niebawem podesłała skany artykułów z 1980 i 1981 roku. Nie było to łatwe zadanie, bo obszerne segregatory Naszej Trybuny mieszczą kilkaset egzemplarzy tej gazety. Udało się wyłuskać w gąszczu informacji kilka zdań o upadającym dworze. Z tego miejsca serdecznie dziękujemy bibliotekarkom za pomoc w odkrywaniu kolejnych kart z historii naszej wioski.
1975 rok
18 stycznia 1980 rok. Nasza Trybuna publikuje krótki artykuł.
W rubryce „Z ukosa” Zabytek czy ruina? „W podostrołęckich gminach nie ma zbyt wielu obiektów zabytkowych. Z tym większym pietyzmem od paru lat mówiło się więc o potrzebie pełnego zagospodarowania tych, które ocalały do naszych czasów i wpisane zostały do konserwatorskich rejestrów jako świadectwa minionych epok. Taka właśnie budowla — zabytkowy dworek murowany znajduje się w Czarnowcu (gmina Rzekuń), kilka kilometrów od Ostrołęki, tuż przy drodze do Goworowa. Do niedawna w dworku w Czarnowcu mieszkali jeszcze lokatorzy. Ze względu na stan obiektu zostali oni wprowadzeni do innych pomieszczeń. Były różne propozycje, związane z dalszymi losami czarnowieckiego dworku. M.in. miano tam urządzić zajazd turystyczny, później mówiło się o ośrodku wypoczynkowym, domu pracy twórczej itp. Ostatecznie zdecydowano, że murowany dworek w Czarnowcu przejmie Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa, przeznaczając go po niezbędnej adaptacji na cele kulturalne swoich członków. Takie były plany. A rzeczywistość? Wystarczy pojechać do Czarnowca, aby naocznie przekonać się, iż opuszczony i zapomniany zabytek sypie się po prostu w ruinę. Jeśli nie zostanie natychmiast zabezpieczony, trzeba będzie, niestety, rozebrać resztę starych murów, wykreślić jeszcze jedną pozycję w konserwatorskich rejestrach. Skąd my to znamy?…” (WMS)
18 lutego 1980 r. kolejny artykuł w tej samej gazecie.
Śladem naszych publikacji” – tym razem decyduje się na przedstawienie kilku szczegółów więcej. Historia jednego zabytku „18 stycznia br. ukazała się na tym miejscu publikacja pt., „Zabytek czy ruina”. Pisaliśmy w niej o losie uznanego za zabytek dworku w Czarnowcu (gm. Rzekuń). Obiekt miał być odrestaurowany, tymczasem popadł w ruinę. Otrzymaliśmy w tej sprawie szybkie i rzeczowe wyjaśnienie od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Ostrołęce mgr. Stanisława Łojewskiego: – Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce w porozumieniu z Centralnym Związkiem Budownictwa Mieszkaniowego, wyszła z inicjatywą odrestaurowania dworku w Czarnowcu w celu adaptowania go na Klub Budowlanych. Inicjatywą tą zainteresowały się również ostrołęckie zakłady pracy jak: Kombinat Budowlany, Beton-Stal. – Rejon Budów w Ostrołęce, oraz „Prefabet” zgłosiły swój akces w procesie odbudowy.
Sztab odbudowy dworku złożony z kierowników ww. przedsiębiorstw i instytucji na swych naradach roboczych dokonał podziału zadań. I tak: Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa miała przejąć obiekt we władanie i sprawować rolę koordynatora robót oraz zlecić wykonanie inwentaryzacji i ekspertyzy technicznej obiektu. Przedsiębiorstwo budowlane podzieliły między siebie wykonanie robót remontowo-budowlanych.
WSM w 1978 r., sporządziła dokumentację fotograficzną obiektu, zaś jesienią tegoż roku ,,Prefabet” w uzgodnieniu z naczelnikiem gminy w Rzekuniu (bez uzgodnienia z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków), dokonał rozbiórki więźby dachowej i stropu. Ponieważ powstały wątpliwości co do dostatecznej wytrzymałości ścian konstrukcyjnych dyrektor „Beton-Stalu” zobowiązany do wykonania nowego stropu zażądał opracowania ekspertyzy technicznej stwierdzającej przydatność istniejącej konstrukcji do dalszego wykorzystania. W dniu 5.VI.1979 r. WSM zleciła wykonanie ekspertyzy technicznej przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. Jednak po zmianach, jakie nastąpiły w Zarządzie Spółdzielni (nowy prezes), we wrześniu zlecenie to zostało anulowane. W międzyczasie nastąpiły zmiany na stanowisku dyrektora w „Prefabecie” oraz w „Beton-Stalu”, które w decydujący sposób wpłynęły na wstrzymanie działalności sztabu odbudowy dworku.
Obecnie Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa po zasięgnięciu opinii w CZSBM, a także wobec aktualnej sytuacji finansowej — nie widzi możliwości pozostania udziałowcem przedsięwzięcia odbudowy dworku w Czarnowcu. Natomiast przedstawiciele pozostałych przedsiębiorstw wyrazili chęć dalszego współdziałania przy odbudowie zabytkowego dworku w Czarnowcu.
Wojewódzki Konserwator Zabytków w Ostrołęce zlecił wykonanie ekspertyzy technicznej obiektu (fundamenty, mury), przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. W oparciu o tę ekspertyzę podjęta zostanie decyzja (po uzgodnieniu w WKZ oraz władzami budowlanymi) co do dalszego remontu i przeznaczenia dworku.” WMS
26 stycznia 1981 roku Nasza Trybuna pisze.
Podzwonne dla dworku w Czarnowcu „Nie opodal rogatek Ostrołęki, do Goworowa tuż przy szosie jeszcze do niedawna stał stary uważany przez większość za zabytek, dworek. Obiekt w Czarnowcu nie wykorzystany, chylił się ku ruinie, o czym swego czasu pisaliśmy na lamach „NT”. Dziś pozostały li tylko smętne jego resztki. Warto więc zaprezentować sprawie stanowisko, jakie w dawnego dworku w Czarnowcu zajmuje wojewódzki konserwator zabytków, mgr Stanisław Łojewski:
Na początek wyjaśnienie. Otóż W 1978 r. Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w porozumieniu z Centralnym Związkiem Budownictwa Mieszkaniowego wyszła z inicjatywą odrestaurowania dworku w celu adaptowania go na klub budowlanych. Inicjatywą tą zainteresował się również miejscowy Kombinat Budowlany, „Beton-Stal” i „Prefabet”, które zawiązały nieformalne porozumienie w sprawie remontu tego dworku. Sztab odbudowy dworku, złożony z kierownictw tych przedsiębiorstw na swych naradach roboczych dokonał podziału zadań. I tak Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa miała przejąć obiekt od naczelnika gminy w Rzekuniu i sprawować rolę koordynatora robót oraz zlecić wykonanie inwentaryzacji i ekspertyzy technicznej obiektu, zaś przedsiębiorstwa budowlane podzieliły między siebie wykonanie robót remontowo-budowlanych. W ramach roboczych poza wymienionymi przedsiębiorstwami brał udział naczelnik gminy Rzekuń oraz jeden raz został zaproszony wojewódzki konserwator zabytków. Zgodnie z ustaleniami WSM w 1978 r. sporządziła dokumentację fotograficzną obiektu. Jesienią tegoż roku „Prefabet” w uzgodnieniu z naczelnikiem gminy w Rzekuniu dokonał rozbiórki więźby dachowej i stropu. Ponieważ powstały wątpliwości co do wytrzymałości ścian konstrukcyjnych, dyrektor „Beton-Stalu” zobowiązany do wykonania nowego stropu, zażądał opracowania ekspertyzy technicznej stwierdzającej przydatność istniejącej konstrukcji do dalszego wykorzystania. W dniu 5 czerwca 1979 r. WSM zleciła wykonanie ekspertyzy technicznej przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. Jednak po zmianach kadrowych w zarządzie spółdzielni, nowy prezes we wrześniu 1979 r. anulował to zlecenie i wycofał się z całego przedsięwzięcia. W międzyczasie nastąpiły zmiany na stanowisku dyrektora w „Prefabecie” oraz w „,Beton-Stalu”, co również w decydujący sposób wpłynęło na wstrzymanie działalności sztabu odbudowy dworku. Chociaż dworek nie został jeszcze wpisany do rejestru zabytków, wojewódzki konserwator zabytków złożył informację do Prokuratury Wojewódzkiej w Ostrołęce w sprawie ustalenia odpowiedzialności rozebranie dworku. W toku postępowania prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa. W tej sytuacji na podstawie opinii technicznej Wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Ostrołęce oraz opinii biegłego z Ministerstwa Kultury i Sztuki stwierdzono, że istniejące resztki ścian dworku nie nadają się do dalszej odbudowy z powodu złego stanu technicznego (spękane i rozpadające się mury, brak izolacji poziomej i pionowej). Koszt odbudowy, a raczej rekonstrukcji obiektu w poważnym stopniu przerastałby jego ewentualne, walory zabytkowe. Dlatego uznano, że resztki murów zostaną rozebrane. Decyzję w tej sprawie wystosował architekt wojewódzki do naczelnika gminy w Rzekuniu dnia 23 września 1980 r. Natomiast Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego zaprojektuje najbardziej korzystne, z punktu widzenia ekonomicznego i społecznego, rozwiązanie zagospodarowania tego terenu. Jest między innymi propozycja wykorzystania terenu przez Koło Łowieckie nr 1 w Ostrołęce.” (E)
W 1984 r. Wojciech Woźniak (dziennikarz i publicysta) podsumował krótko rozebranie dworu.
Na łamach Tygodnika Ostrołęckiego, który ukazał się 26 sierpnia 1984 r. Wojciech Woźniak rozważając o różnych historiach z przedmieść Ostrołęki wspomina również Czarnowiec.
Korzystając z notatek Henryka Ciszewskiego (w zasadzie o wsi Ławy) wspomina również o czasach założenia dworu w Czarnowcu: „…W roku 1477 ksiądz Paweł Ławski, mając na wyposażeniu parafii dwór Rzekuń i dwór Ławy, założył dwór Czarnowiec…” oraz w kolejnym akapicie, już z widocznym poirytowaniem: „…(rozebranie XIX-wiecznego już dworku w Czarnowcu w ostatnich latach, dla zrzucenia z łysiny kłopotu z konserwacją zabytku, to osobna historia, nowiutka i na ćwierć kryminalna)…”
Co w 1984 r. autor miał na myśli określając rozbiórkę „ćwierć kryminalną”?
1986 rok
W 1987 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków mówi: „…trudno skłonić do opieki nad zabytkami architektury właścicieli państwowych…”
Adam Gułajski na łamach Tygodnika Ostrołęckiego Nr 17 z dnia 26 kwietnia 1987 r. w rozmowie z Aldoną Rusinek „Zrujnowana Kultura” żali się na niemoc konserwatorów.
„…Każdy obiekt ma swego właściciela, prywatnego bądź państwowego. Większość tych budynków jest wykorzystywana ale niestety; duża ich część jest obecnie w opłakanym stanie…”
AR – Tymczasem po pięknym dworku w Czarnowcu pozostał dziś zaorany ugór. „Właśnie, i przykro by było, gdyby inne obiekty tego typu podzieliły smutny los Czarnowca…”
AR – Z tego co pan mówi wynika, że Wojewódzki Konserwator Zabytków ma raczej niewielki wpływ na stan swego posiadania. Nie ma sankcji, więc nie ma władzy. Nie może nikogo zmusić do opieki nad zabytkami, sam nie może być inwestorem, bowiem nie ma ku temu uprawnień ani środków. Co zatem może?…
kliknij w obrazek aby przeczytać całą rozmowę.
Kto zatem dążył do odbudowy/ratowania, a kto nie chciał?
Kilka poczynionych ustaleń, kto w rzeczonym okresie zajmował najwyższe stanowiska w tak zwanym „komitecie odbudowy” bądź burzenia dworu w Czarnowcu.
– Naczelnik gminy Rzekuń – Paweł Sacewicz (1920-1991) – naczelnik do 1988 r. – Prefabet – dyrektor Kazimierz Głowala (1945-2017) – dyrektor od 1980 r. Głowala był również rzeźbiarzem amatorem. – Centralny Związek Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego (CZSBM) – dyrektor Stanisław Edward Kukuryka. – Wojewódzka Spółdzielnie Mieszkaniowa (WSM) – prezes Mirosław Chełchowski. Później: Wiesław Podbielski, Zdzisław Sulmirski, Kazimierz Parszewski i Ryszard Dragun. – Warszawskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni i Przemysłu (WPBEiP) „Beton-Stal” Oddział Budów Ostrołęka – dyrektor Jerzy Bagiński.
Po zmianach podziału administracyjnego kraju w 1975 r. w Ostrołęce awansowanej na siedzibę nowego województwa powstała Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa. Pierwszym prezesem WSM został Mirosław Chełchowski łącząc przez pewien czas to stanowisko z funkcją prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Ostrołęce. Kolejni prezesi Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej (przemianowanej w 1982 r. na Wojewódzki Związek Spółdzielni Mieszkaniowych) to: Wiesław Podbielski, Zdzisław Sulmirski, Kazimierz Parszewski i Ryszard Dragun. Z dniem 1 stycznia 1982 r. Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce postawiona została w stan likwidacji, a w jej miejsce utworzono Wojewódzki Związek Spółdzielni Mieszkaniowych.
Warszawskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni i Przemysłu „Beton-Stal” Oddział Budów Ostrołęka – dyrektor Jerzy Bagiński. Bagiński pełnił funkcję dyrektora oddziału w Ostrołęce w okresie intensywnego rozwoju przemysłowego miasta, m.in. podczas prac związanych z rozbudową lokalnej infrastruktury energetycznej i przemysłowej. „Beton-Stal” Ostrołęka funkcjonował wówczas jako oddział terenowy dużego warszawskiego przedsiębiorstwa państwowego (WPBEiP „Beton-Stal”), które było generalnym wykonawcą kluczowych inwestycji energetycznych w Polsce, takich jak Elektrownia Kozienice. Przedsiębiorstwo to odegrało istotną rolę w historii budownictwa w Ostrołęce, a jego tradycje kontynuuje dzisiejsza firma Beton-Stal Ostrołęka Sp. z o.o., która zajmuje się obecnie m.in. produkcją betonu i budownictwem mieszkaniowym. Obecnie postać Jerzego Bagińskiego pojawia się w opracowaniach historycznych dotyczących rozwoju gospodarczego regionu oraz we wspomnieniach pracowników sektora budowlanego z tamtego okresu.
Kazimierz Głowala – jako dyrektor „Prefabetu” i społecznik podejmował próby rozmów z lokalnymi władzami na temat ratowania dworu w Czarnowcu. Stanowisko naczelnika gminy Rzekuń w tym czasie sprawował Paweł Sacewicz. Kazimierz Głowala, widząc postępującą ruinę dworu Wyszomirskich, interweniował u władz gminnych. Proponował m.in. zabezpieczenie obiektu lub przekazanie go na cele społeczne (np. izbę regionalną). Ówczesne władze gminne (w tym naczelnik Sacewicz) reprezentowały oficjalną linię polityczną, która nie sprzyjała ratowaniu „pańskich” zabytków. Czy naczelnik Sacewicz utrudniał działania „komitetu odbudowy” twierdząc, że obiekt nie przedstawia wartości lub że gmina nie ma funduszy na jego utrzymanie? Czy dyrektor Prefabetu oferował materiały lub pomoc, ale spotykał się z odmową lub lekceważeniem ze strony naczelnika? Brak porozumienia i brak decyzji o zabezpieczeniu dachu doprowadziły do ostatecznej zagłady dworu. Należy wnioskować, że opieszałość władz była główną przyczyną utraty zabytku. Rozmowy miały miejsce, ale nie przyniosły efektu z powodu niechętnej postawy ówczesnego naczelnika, co doprowadziło do rozbiórki resztek dworu w latach 80.
Paweł Sacewicz – naczelnik gminy Rzekuń
Czy Mirosław Chełchowski prezes Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej w 1980 roku pomagał w odbudowie dworu w Czarnowcu? Czy był prezesem, który który pomagał i aktywnie dążył do odbudowy obiektu? Chełchowski widział w niszczejącym dworku potencjał użytkowy i kulturalny. WSM chciało przejąć ruiny dworu od gminy Rzekuń, aby po odbudowie przeznaczyć go na ośrodek szkoleniowo-konferencyjny lub dom pracy twórczej dla pracowników Spółdzielni Mieszkaniowej. Działał w porozumieniu z Kazimierzem Głowalą. Obaj panowie uważali, że zaangażowanie dużego podmiotu, jakim była WSM, to jedyna realna szansa na sfinansowanie i przeprowadzenie tak kosztownej renowacji. Mimo gotowości Chełchowskiego do wyłożenia środków na odbudowę, plany te zostały ostatecznie zablokowane. Główną przeszkodą był brak zgody ówczesnego Naczelnika Gminy Rzekuń, Pawła Sacewicza, oraz skomplikowana sytuacja prawna i polityczna (niechęć do przekazywania „miastu” obiektów znajdujących się na terenie gminy). Z powodu braku porozumienia między prezesem WSM a naczelnikiem gminy, dwór nie został zabezpieczony przed zimą 1978/79, co doprowadziło do zawalenia dachu, dalszej degradacji i ostatecznej decyzji o rozbiórce.
Czy ktoś jeszcze oferował konkretne wsparcie finansowe i organizacyjne, jednak jego inicjatywa przegrała z oporem lokalnej administracji gminnej?
W kontekście historycznym, który potwierdza, że w latach 70. i 80. XX wieku w gminie Rzekuń priorytetem były inwestycje rolnicze i socjalistyczne, a obiekty kojarzone z dawnym ziemiaństwem (jak dwór w Czarnowcu) celowo pozostawiano bez opieki, co prowadziło do ich „naturalnej” likwidacji.
Czy dowiemy się jeszcze o osobach zaangażowanych w ratowanie dworu? Czy była szansa i kto ją ostatecznie zaprzepaścił? Może w archiwach państwowych są dostępne dokumenty z tego okresu…?
Te wydarzenia przedstawiamy jako przykład „zmarnowanej szansy” na ocalenie dziedzictwa regionu.
Dzięki wielu, wspaniałym technologicznym narzędziom, przedstawiamy dziś obraz upadającego dworu. Na obrazach (zdjęciach) pozyskanych od Państwa Andrzeja i Wandy Piersów widzimy Syrenę 105, Skodę 1000MB, i Trabanta 601. Czy we wrześniu 1975 roku była tak piękna pogoda, śpiewały ptaki? Przyroda na pewno nie zamierzała się poddawać.
Prosimy o zerknięcie na ożywione zdjęcia.
Do historii z tych lat pewnie nie raz jeszcze będziemy wracać…
ZWRACAMY SIĘ DO CZYTELNIKÓW POSIADAJĄCYCH WIEDZĘ, ZDJĘCIA, DOKUMENTY O DWORZE W CZARNOWCU, O KONTAKT – 533 613 913
Źródła: – Nasza Trybuna – archiwum Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce – Anna Wołosz, – Tygodnik Ostrołęcki – archiwum Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, – Andrzej i Wanda Piersowie z Czarnowca, – Jan Trzaska – zdjęcia z 1986 r. – Monografia OSM – 60- lat OSM, Jerzy Kijowski, – Wikipedia org,
13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, zbrodni o której przez wiele lat nie mówiono. Święto zostało uchwalone przez Sejm RP 14 listopada 2007 roku, w hołdzie oficerom i przedstawicielom polskiego państwa pomordowanym w 1940 roku na rozkaz Kremla. W tym roku obchodzimy 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej.
Obchody rocznicy w Ostrołęce.
Prezydent Miasta Ostrołęki, Paweł Niewiadomski, zaprosił dziś mieszkańców do udziału w miejskich obchodach Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Uroczystości odbyły się w poniedziałek, 13 kwietnia 2026 roku. O godzinie 10:00 w kaplicy na cmentarzu przy ul. Krańcowej została odprawiona msza święta w intencji blisko 22 tysięcy zamordowanych obywateli Polski – oficerów Wojska Polskiego, urzędników, policjantów, naukowców, profesorów, artystów, lekarzy, nauczycieli, sportowców, prawników, którzy stanowili elitę ówczesnego narodu. Po nabożeństwie uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikiem Golgota Wschodu, oddając hołd ofiarom tej tragicznej karty historii.
Wspólnie uczczono pamięć ofiar. Obchody stanowią ważny element pielęgnowania pamięci historycznej oraz wyraz szacunku wobec tych, którzy oddali życie za Ojczyznę.
Foto: Robert Majkowski
Jak dotrzeć do świadomości młodego pokolenia?
Przekazanie prawdy o Katyniu – Wam – młodzieży wymaga odejścia od martyrologicznego tonu na rzecz autentyczności i odniesień do wartości, które są Wam bliskie tu i teraz.
Dziś nie chcemy mówić wyłącznie o „ofiarach”, ale uważamy, że warto je pokazać jako ludzi sukcesu. To byli inżynierowie, lekarze, sportowcy (np. Janina Lewandowska – jedyna kobieta zamordowana w Katyniu, pilotka), nauczyciele i prawnicy. Skupiamy się dziś na „elicie” jako potencjale narodu. Katyń to nie była tylko śmierć żołnierzy. To była próba wykasowania „mózgu” narodu – ludzi, którzy tworzyli kulturę, naukę i gospodarkę. Wyobraźcie sobie, że nagle znikają wszyscy wasi ulubieni aktorzy, piosenkarze, twórcy, mentorzy i specjaliści. Jesteście bardzo wyczuleni na punkcie manipulacji i fake newsów. Historia Katynia to doskonały przykład walki o prawdę przeciwko potężnej machinie dezinformacji sowieckiej – „Kłamstwa Katyńskiego”. Przez dekady świat musiał milczeć o tym, co się stało. Ta historia uczy, jak ważna jest odwaga w mówieniu prawdy, nawet gdy wszyscy wokół próbują ją zagłuszyć.
Statystyki (ponad 21 tysięcy ofiar) są trudne do ogarnięcia rozumem. Słyszeliście o przedmiotach wydobytych z dołów śmierci? W kieszeniach płaszczy znajdowano guziki z orzełkiem, medaliki, zdjęcia dzieci, niedopisane listy. To byli ludzie tacy jak my – mieli plany na wakacje, marzenia, rodziny. Każdy z nich to osobna, przerwana historia…
Historia Katynia to nie tylko odległa data w kalendarzu. To przestroga przed tym, do czego prowadzi nienawiść i totalitarne systemy, które jednostkę traktują jak numer. Dziś wspominamy tych ludzi nie po to, by żyć przeszłością, ale by docenić wolność, którą mamy. Ich milczenie przez lata było krzykiem, którego dziś jesteśmy echem. Pamięć to nasza jedyna tarcza przed powtórką z historii.
Zygmunt Wyszomirski z Czarnowca
Z zapisków, na naszej stronie internetowej, opowieściom Jacka Pawłowskiego i Marka Karczewskiego o Wyszomirskich z Czarnowca mogliście już dowiedzieć się lub nie. Chcemy w takim dniu przypomnieć Wam młodym, że właśnie w Katyniu zamordowano w dniach 16-19 kwietnia 1940 r. mieszkańca Czarnowca Zygmunta Wyszomirskiego. Chcielibyśmy uświadomić, jaką wagę historii ma Zygmunt Wyszomirski. Chcemy pokazać Go nie jako bohatera, ale jako Waszego sąsiada, którego życie zostało nagle przerwane. Zygmunt nie był tylko nazwiskiem na liście katyńskiej – był człowiekiem z Czarnowca, który budował lokalną społeczność.
On był takim lokalnym influencerem swoich czasów! Miał pasje. Zygmunt Wyszomirski nie tylko służył w wojsku jako podporucznik, ale był przede wszystkim nowoczesnym rolnikiem i edukatorem. Zygmunt nie siedział z założonymi rękami. Po studiach w Cieszynie wrócił tutaj, do Czarnowca, i uczył rolników z gminy Rzekuń, jak gospodarować nowocześnie. Był kimś, kto chciał zmieniać świat wokół siebie – dokładnie tak, jak wy dzisiaj chcecie zmieniać rzeczywistość przez technologię czy ekologię.
Pamięć o Katyniu to często pamięć o drobiazgach, o pojedynczych historiach wyjątkowych ludzi – naszych sąsiadów. Zygmunt urodził się 1 stycznia 1912 roku – zginął mając zaledwie 28 lat. Miał przed sobą całe życie. On chodził tymi samymi ścieżkami, co Wy. Cieszył się tym samym lasem i widokami. Jego historia to nie historia z podręcznika, to historia naszego konkretnego podwórka. Zróbcie sobie w tych dniach spacer historyczny na ulicę Kasztanową w Czarnowcu. Stańcie przed miejscem, w którym stał dom, w którym mieszkał, przejdźcie drogą, którą prawdopodobnie szedł na mobilizację. Zerknijcie na pamiątkową tablicę, zeskanujcie kod QR i czytajcie o Zygmuncie i Jego rodzinie.
Wyobraźcie sobie takie media społecznościowe
Co by zrobił Zygmunt Wyszomirski na fejsbuku, instagramie, iksie czy tiktoku gdyby nie 1940 rok? Miał pasję do rolnictwa i edukacji, i gdyby miał dzisiejsze możliwości jak macie Wy oraz wolny od sowietyzacji kraj – co by zrobił? Jaką byłby postacią w dzisiejszym świecie?
Pamiętajmy, że świadomość o kimś z naszej „małej ojczyzny” jest częścią wielkiej, tragicznej historii świata. Ta świadomość buduje naszą dumę i poczucie tożsamości, których nie zastąpi żadna lekcja historii.
O Zygmuncie Wyszomirskim, zamordowanym w Katyniu pomiędzy 16. a 19. kwietnia 1940 r. przeczytacie w kilku artykułach na naszej stronie w dziale HISTORIA. Poniżej również udostępniony indeks tego działu, w którym wyszukacie historie o rodzinie Wyszomirskich.
Przedstawiamy, dla sympatyków Czarnowca i jego historii kolejny miesiąc z ważnymi wydarzeniami, które zaistniały w naszej wsi, bądż dotyczą mieszkańców Czarnowca.
W kwietniu odnajdujemy sporo ważnych dat. Szersze, szczegółowe kalendarium prowadzone jest w odrębnym dziale KALENDARIUM.
– Dziś obciodzimy siódme urodziny strony Czarnowiec.pl – pomiędzy 16 a 19 – 1940 r. – komuniści mordują Zygmunta Wyszomirskiego w Katyniu. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca nie jest znany do dziś. – 18 – 1945 r. – Stefan Sakowski w wieku 24 lat poległ w walkach z Niemieckim najeźdźcą podczas operacji łużyckiej w trakcie forsowania rzeki Nysa. – 24 – 1978 r. – Umiera Stanisław Gierłowski, syn Franciszka i Marianny z Malinowskich. Jeniec Stalag IA, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys Czarnowca.
Tradycyjnie, na grafice poniżej daty i wydarzenia, warte odnotowania.
Marek Karczewski, 1.04.2026 r.
KTO KOGO OKŁAMUJE
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
W maju br. wojewoda obiecał osobiście mieszkańcom kolonii Czarnowca, że sfinansuje budowę drogi żwirowej z Czarnowca do Daniszewa. W połowie czerwca z Urzędu Wojewódzkiego nadeszło pismo informujące, że przydzielono gminie na tę drogę 20 tys. zł. Wójt […] z Rzekunia twierdzi, że do 7 października na konto Urzędu Gminy w Rzekuniu nie wpłynęła ani złotówka na ten cel. Tadeusz Olkowski, jeden z siedmiu gospodarzy z Czarnowca kolonii, pojechał w tej sprawie do wojewody. W ostatniej chwili rozmyślił się i zamiast do Urzędu Wojewódzkiego, przyszedł do redakcji. „Wychodzi na to, że ktoś nas okłamuje” – stwierdził. Sprawdziliśmy i znamy już odpowiedź na to pytanie.
Aby dojechać do kolonii Czarnowca, należy skręcić w prawo z szosy prowadzącej do Rzekunia. Najpierw przez ok. pół kilometra jedzie się drogą gruntową. Mniej więcej na przejeździe kolejowym droga polepsza się. Jest już szersza, okopana rowami i ma nawierzchnię żwirową. To rezultat gminnej inwestycji w 1994 i 1995 roku. Na tyle starczyło wówczas pieniędzy.
Dalej, kiedy jedzie się w kierunku na Daniszewo i minie się już zabudowania Czarnowca kolonii, droga staje się tragiczna. I tak jest do samego Daniszewa (ok. 1 km). To ważny odcinek drogi, bo wszyscy dostawcy z Czarnowca kolonii wożą mleko właśnie do Daniszewa.
Nie tylko Tadeusz Olkowski, ale i pozostali mieszkańcy Czarnowca kolonii, twierdzą, że gmina o nich zupełnie zapomniała. Nie dość, że droga niedokończona, to nie ma tu jednego telefonu, nie ma wodociągu, nie doprowadzono gazu, mimo że sam Czarnowiec go ma. Ludzie czują się więc pokrzywdzeni. „A przecież produkcję rolniczą dajemy nie mniejszą niż cała reszta Czarnowca” – podkreśla Tadeusz Olkowski.
W marcu br. napisali pismo do wójta gminy. Wymienili wszystkie bolączki, zawarli swoje postulaty i wszyscy się pod tym podpisali. W połowie kwietnia otrzymali z gminy odpowiedź. Sekretarz gminy […] z upoważnienia wójta poinformował mieszkańców Czarnowca kolonii, że w roku 1994 gmina wydała na drogę do ich przysiółka 2700 zł, a w 1995 – 14 tys. zł, co stanowiło odpowiednio 5,4 i 18,7 proc. wszystkich gminnych wydatków. – Natomiast w roku 1996 nie będzie się budowało w gminie żadnych dróg żwirowych, bo wszystkie pieniądze przeznaczone na drogi pochłonie wyasfaltowanie kilometrowego odcinka z Rozwór do Przytuł, co ma związek z wybudowaniem tam szkoły rolniczej. Sekretarz ustosunkował się także do innych problemów poruszanych w piśmie. Podkreślił przede wszystkim, że warunkiem koniecznym wszelkich gminnych inwestycji jest udział własny mieszkańców. Zasugerował – zdaje się, że z tym udziałem mieszkańców Czarnowca kolonii nie jest najlepiej.
Lucjan Stepnowski 1990 r.
Pomagaliśmy przy budowie drogi, a ja ze swojego pola dałem na drogę 2-metrowy pas – powiada Lucjan Stepnowski, który wiele lat temu był przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu, a który jest antagonistą wójta […]. – Z tą pomocą nie było aż tak różowo, jak mówią mieszkańcy – ripostuje wójt gminy […], a za chwilę pokazuje mi starą mapę geodezyjną. – Co do tego pola, to niech pan spojrzy: zaznaczone jest, że droga ta ma w niektórych miejscach 2 metry, a w innych aż 4 metry! I to jest oficjalna mapa geodezyjna… Pretensje mieszkańców dotyczące niedoprowadzenia gazu wójt zbija stwierdzeniem, że kiedy gazyfikacja miała być rozpoczęta, mieszkańcy Czarnowca kolonii nie wykazywali nią zainteresowania. Gazyfikacja gminy wchodzi właśnie w trzeci etap, ale szanse na doprowadzenie rury do kolonii nie są wielkie, bo półtora kilometra gazociągu zaspokoiłoby potrzeby zaledwie siedmiu odbiorców, a jakie będą koszty takiej inwestycji?… Co do telefonów, to – jak tłumaczy wójt – Telekomunikacja Polska SA ma swoje reguły i załatwia te sprawy bez pośrednictwa Urzędu Gminy. Najważniejszą sprawą jest jednak droga. Po otrzymaniu odpowiedzi z gminy, mieszkańcy kolonii zrozumieli, że w tym roku – a może także i w paru następnych? – nie mają szans na to, żeby gmina im ją poprawiła. Wtedy to do wojewody […] udał się Lucjan Stepnowski, stary działacz ZSL-owski. W wyniku tej wizyty wojewoda obiecał przyjechać do wsi.
Był na kolonii w Czarnowcu w maju. Zaproszono także wójta, sekretarza i jednego z członków Zarządu Gminy. Wojewoda w towarzystwie władz gminy obejrzał drogę do Daniszewa i obiecał sfinansowanie jej budowy. Tak to zrozumieli mieszkańcy wsi. Tak też napisano w piśmie z 12 czerwca br., podpisanym przez Genowefę Żebrowską, dyrektora Wydziału Infrastruktury Technicznej i Komunikacji UW. Oto jego treść: „Uprzejmie informuję, że wniosek mieszkańców kolonii Czarnowiec w sprawie budowy drogi żwirowej relacji Czarnowiec – Daniszewo został załatwiony pozytywnie. W bieżącym roku na realizację wyżej wymienionego zadania przydzielono środki finansowe w wysokości 20.000 zł. Dysponentem środków jest Urząd Gminy w Rzekuniu. Zadanie to zostanie wprowadzone do planu na najbliższej sesji Rady Gminy w Rzekuniu”.
– Zgodnie z umową sporządziliśmy kosztorys na tę drogę, a pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego do 7 października jeszcze nie wpłynęły – mówi wójt […]. – My tu we wsi czujemy, że w tej sprawie jest jakaś złośliwość ze strony wójta – twierdzi Lucjan Stepnowski. – Jeśli pieniędzy gmina nie dostała, to wójt powinien na piśmie zawiadomić nas, że to Urząd Wojewódzki zawinił. – Ja myślę, że gdyby wójt dostał te pieniądze, to by drogę zrobił – broni wójta Tadeusz Olkowski. Gdzie więc podziało się 20 tys. zł, które w piśmie z 12 czerwca br. obiecała mieszkańcom wsi dyrektor Żebrowska? Spytaliśmy ją o to. Wyjaśniła, że oczekiwanie wójta na jakieś dodatkowe pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego będzie bezowocne, bo istota sprawy polega na czymś zupełnie innym i wójt na pewno to rozumie. Wojewoda nie może otóż dać pieniędzy na drogę gminną. Co roku jednak zawierane jest z każdą gminą porozumienie, na mocy którego wojewoda przekazuje pieniądze na drogi wojewódzkie. Po wizycie wojewody w Czarnowcu, porozumienie z Rzekuniem zostało zmienione i środki wojewody na drogi wojewódzkie w gminie zostały zwiększone o 20 tys. zł. Wójt powinien zabrać ze swojej puli na drogi wojewódzkie taką samą kwotę i przeznaczyć ją na drogę z Czarnowca do Daniszewa. Wcześniej powinna zostać podjęta uchwała Rady Gminy w tej sprawie.
„Wójt o tym wszystkim dokładnie wiedział” – zapewnia dyr. Żebrowska.
Odpowiedzi na tytułowe pytanie każdy niech więc udzieli sobie sam. Wszelki komentarz wydaje się zbyteczny.
Powyższy tekst pochodzi z papierowego wydania Tygodnika Ostrołęckiego Nr 43/96, z dnia 27 października 1996 r. Pod tekstem podpisał się Mieczysław Bubrzycki.
Poruszony w artykule temat tragicznego stanu drogi dotyczy drogi powiatowej 2581W relacji Czarnowiec – Daniszewo. Obecnie to ulica Słoneczna (w granicach wsi Czarnowiec).
Zdjęcia na osiedlu, kiedyś zwanym „kolonia” wykonałem dnia 5 marca 2026 r. Na zdjęciach dawne posiadłości Stepnowskich i Olkowskich. Obecnie to ulice: Słoneczna, Leszczynowa i Polna. Ze swojej strony bardzo zachęcam do spaceru w te zupełnie jeszcze wolne od technologii cyfrowych i urbanistycznych rejony Czarnowca. Jeśli kogoś oko cieszy droga gruntowa, naturalny widok ptactwa i zwierzyny, to można udając się na południe przedłużeniem ul. Leszczynowej to wszystko zobaczyć.
Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa. Foto w artykule: Marek Karczewski, Aldona Stepnowska, Monografia Gminy Rzekuń Jerzy Dziewirski, Dzieje Ostrołęki 1944-1975 Jerzy Kijowski.
Po bardziej szczegółowe notatki z historii Czarnowca zapraszamy do menu KALENDARIUM
Marek Karczewski, 28.02.2026 r.
Władza śledzi ludzi, czyli rzecz o samowolnym wydalaniu się
Category: Historia,historyczne
written by Jacek | 4 października 2026
Osoby, które samowolnie „wydaliły się” z miejsca zamieszkania, są wymieniane z imienia i nazwiska w rubrykach ogłoszeń urzędowych w gazetach. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. W takich ogłoszeniach figurują również mieszkańcy Czarnowca.
Ogłoszenie nosi datę 13 listopada 1866 roku. „Poniżej wymienione osoby z Gubernii Płockiej wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd. Rząd Gubernialny (…) poleca Wójtom gmin, Burmistrzom i Prezydentom miast, aby w obrębie swej administracyi, zarządzili śledztwo pobytu tychże osób, a po wynalezieniu postąpili z niemi w myśl przepisów. O rezultacie poszukiwania, jeżeli właściwi Naczelnicy Powiatowi nie otrzymają od nich raportów w dniach 15, a Rząd Gubernialny od tych ostatnich w dniach 30, takowe na ich odpowiedzialność uważanem będzie za bezskuteczne”.
Dalej następuje długa lista osób, które „wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd”. Są wśród nich mieszkańcy podostrołęckich wsi – Zabiela, Laskowca, Ołdak, Rzekunia, Przytuł Dzbenina i innych. Są też wskazani z nazwiska mieszkańcy Czarnowca, którzy opuścili wieś, a miejsce ich pobytu nie jest znane. „Wieś Czarnowiec: Maryanna Kobyleńska, Krystyna Komrat, Katarzyna z Teodorów Stojnowska, Józef Landa, Heim Welsztejn, Józef Łuba”.
Takie ogłoszenie ukazało się w „Dzienniku Urzędowy Gubernii Warszawskiej” w 1866 r. (nr 47 z 24 listopada).
Sto sześćdziesiąt lat po ukazaniu się tego ogłoszenia ten dziwny czasownik w formie zwrotnej „wydalić się” może się wydawać cokolwiek niezrozumiały. Ale w dziewiętnastym wieku i w pierwszej połowie dwudziestego „wydalić się” znaczyło tyle co „opuścić jakieś miejsce bez pozwolenia”, albo szerzej – opuścić jakieś miejsce, do którego z jakichś przyczyn było się przypisanym, przywiązanym. Spotykamy go na przykład w rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych z 1929 roku w sprawie ruchu cudzoziemców w Polsce. I tak na przykład cudzoziemiec, który miał przepustkę lądową pasażerską, musiał zwrócić się do polskich władz, jeżeli zamierzał „wydalić się poza obręb portu oraz miasta portowego”.
„Właśnie ukończył dwudziesty rok życia. Nie wydalił się dotąd nigdy poza okolice najbliższe swego rodzinnego miasta, a świat znany był mu jedynie z opowiadań”. To fragment przetłumaczonego na polski arcydzieła niemieckiego romantyzmu.
To upewnienie się o co chodzi z tym wydalaniem się pozwala zrozumieć ogłoszenie, a nie tylko domyślać się z kontekstu. Wynika z niego, że kilkoro obywateli Cesarstwa Rosyjskiego, których choć władza miała zanotowanych jako mieszkańców Czarnowca, to w Czarnowcu ich nie było. Władza zarządziła więc poszukiwania w trybie administracyjnym.
Przepisy meldunkowe w zaborze rosyjskim były bardzo rygorystyczne. Wręcz opresyjne i represyjne zarazem. W Cesarstwie Rosyjskim, żeby wyjechać poza miejsce stałego pobytu, trzeba było mieć paszport wewnętrzny. Lokalne władze prowadziły księgi meldunkowe, a przetrzeganie miejsca stałego pobytu podlegało policyjnej kontroli. Po przybyciu na nowe miejsce pobytu, należało w ciągu doby zgłosić się do władz, aby się zameldować. Gminy prowadziły księgi pobytu ludności stałej i niestałej. Za wyjazd z miejsca zamieszkania bez powiadomienia władz, albo za pobyt w nowym miejscu bez zameldowania się groziły kary.
Zasady pobytu, przemieszczania się i meldowania ludzi określała instrukcja Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z 1861 roku. Instrukcja ta szczegółowo, by nie powiedzieć szczególarsko okreśała jak gminy powinny prowadzić księgi meldunkowe. „Na jednej stronnicy ksiągi ludności, zapisywać można odtąd tylko 10. osób stosownie do linij poprzeczych” – głosi aneks do instrukcji z 1862 roku. „Wszystkie wyrazy i liczby w księgach tych wpisywać należy całkowicie, bez zastępowania ich używaniem 'ditto’ [tak samo – przyp. JP] lub t.p. [prawdopodobnie 'temu podobne’ – przyp.JP]. „O osobach ubyłych bez wiedzy Urzędu gminnego, prowadzoną ma być oddzielna kontrolla”.
Udało mi się dotrzeć tylko do przepisów przejściowych i tzw. „czyszczących”, czyli przepisów o przepisach. Z nich wiadomo jedynie, że w przywołanej instrukcji „art. 51-54 określają: znaczenie stałego zamieszkania; co się zowie przesiedleniem, a co emigracyą; skutki wynikające z samowolnego opuszczenia miejsca swego zamieszkania; przyjęcia na stałe mieszkanie osoby w stosówne pozwolenie nie opatrzonej; niezameldowania Władzy o przybyłej na mieszkanie osobie i wydania niewłaściwego świadectwa przesiedlenia”.
I jeszcze jeden przepis, będący świadectwem czasów, w których powstał. „Niewiasta zamężna zapisaną być ma w miejscu stałego zamieszkania, jej męża; nie może więc bez zezwolenia jego, uzyskać przesiedlenia w inne miejsce”.
Jak dotąd nigdzie nie udało mi się trafić na jakąkolwiek informację czy poszukiwani obywatele zostali odnalezieni i co z nimi władza zrobiła. Najprawdopodobniej dlatego, że fakt zaginięcia był podawany do publicznej wiadomości, a fakt odnalezienia lub nieodnalezienia, już niekoniecznie.
Jacek Pawłowski
PS. Jak to często ze sprawami dziewiętnastowiecznymi bywa, brakuje zdjęć z epoki. Żeby wzrok miał na czym spocząć zamieszczam tegoroczne zdjęcie zimowego Czarnowca. Dawno nie było takiej zimy, więc na swój sposób obecna pora roku ma również walor historyczny 🙂
Od kilku miesięcy publikujemy, w telegraficznym skrócie kalendarium wydarzeń, które wpisały się na stałe do ksiąg naszej historii.
W lutym, jak się okazuje występuje data najważniejsza dla naszej miejscowości – wpis w akcie erekcyjnym Parafii Rzekuń.
W lutym rodzą się i umierają sołtysi oraz bohaterowie naszej czarnowieckiej ziemi.
Do śledzenia kalendarium naszej wsi zapraszamy w dziale KALENDARIUM
Dziś, tradycyjnie tablica z najważniejszymi wydarzeniami odnotowanymi dotychczas…
Marek Karczewski, 1.02.2026 r.
„W końcu normalnego sołysa Czarnowiec ma…” Napisała jedna z mieszkanek.
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Właśnie dziś, 23 stycznia, roku pańskiego 2025-ego wypowiedziano słowa, które pozostaną na zawsze zapisane na kartach historii Czarnowca.
Dziś, tak naprawdę, zupełnie przypadkowo, przeglądając materiały o kolarstwie ostrołęckim, gdzieś na kolejnym podłączanym dysku wyświetlił mi się folder inne/czarnowiec. Co ja tam wrzuciłem myślę? Zaglądam i widzę skopiowane – podesłane przez znajomych screeny (zrzuty ekranów). Pytanie dlaczego podesłane? Bo już na wigilii wiejskiej w Czarnowcu, w 2023 r., przy łamaniu się opłatkiem, wójt rzekuński usunął moją osobę ze znajomych fejsbukowych. Zostałem (już chyba wcześniej) poblokowany na wszelkich profilach fejsbukowych gminy i gminnych jednostek. Nie widziałem i nadal nie widzę tych profili. Ludzie jednak podsyłali swoje spostrzeżenia.
Więc przeglądam…
Kilkanaście plików, które podsyłali ludzie po zebraniu wiejskim zwołanym i zorganizowanym przez wójta gminy Rzekuń w świetlicy wiejskiej w Czarnowcu na dzień 23 stycznia 2025 r.
Myślę, że wielu z Państwa wie po co było zwołane zebranie. Wójt właśnie tego dnia postanowił obsadzić na stanowisku sołtysa/świetlicowego swojego jedynego kandydata. Przybyli Mieszkańcy Czarnowca, choć z przekazów niektórych obecnych na zebraniu wynikało, że niektórzy to już byli mieszkańcy. Odbyło się liczenie głosów i wygrał. Wygrała nareszcie normalność! Użyłem wcześniej sformułowania „świetlicowego”. Tę funkcję wójt ustanowił dla nowego wybranego sołtysa już wtedy gdy jeszcze pełnił swoją kadencję poprzedni – ten nienormalny (było to pod koniec 2024 r.).
Można by wiele pisać o zachwycie mieszkanki, która w euforii wyraziła swoją normalną opinię, ale czy warto?
Chyba jednak trochę warto – tak w ekspresowym podsumowaniu:
Ten NIENORMALNY ogłaszał konsultacje wśród Mieszkańców na co wydać pieniądze z Budżetu Sołeckiego. Ten NORMALNY nie musi, i tak rajczyni o tym zadecyduje.
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców ile gmina przydzieliła środków na sołectwo w ramach Funduszu Sołeckiego (jest wszystko na stronie Czarnowiec.pl). Ten NORMALNY nie informuje, bo i tak rajczyni postanawia prawie cały fundusz zwrócić do gminy. To po co Mieszkańców irytować?
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców SMS-ami o śmieciach, podatkach, wydarzeniach, zebraniach… Ten NORMALNY nie musi, bo i tak ten kto ma wiedzieć, wie.
Ten NIENORMALNY nazywał się na fejsbuku Marek Karczewski (tak nazywa się nadal). Ten NORMALNY nazywa się na fejsbuku (imię) Sołectwo, nazwisko (Czarnowiec). Po co podawać prawdziwe imię i nazwisko, skoro i tak kto ma wiedzieć wie.
Ten NIENORMALNY realizował Uchwały Zebrania Wiejskiego w sprawie wydatkowania FS. Gdy miała nastąpić zmiana zwoływano Zebranie i Mieszkańcy sami decydowali jak wydatkować FS po zmianach. Ten NORMALNY nawet nie wie na co był przeznaczony FS, bo i tak pomimo Uchwały Zebrania wiejskiego z 2024 r. rajczyni zdecydowała, że jednak będzie realizowany tak jak ona wskaże. Po co zwoływać jakieś dziwne zebrania jak i tak ludzie się nie zorientują, że były inne ustalenia. A głosowali za przeznaczeniem całych środków FS 2025 na oświetlenie uliczne – według listy zaproponowanej przez samą rajczynię. Podczas realizacji FS 2025 lampy stanęły w zupełnie innych miejscach niż Zebranie Wiejskie uchwaliło!
Ten NIENORMALNY dbał o siedem tablic ogłoszeniowych, tak aby wyglądały schludnie, a żaden szarpany papier (nieaktualny) nie był zdejmowany przez wiatr czy ulewę. Ten NORMALNY – można zobaczyć (jeśli ktoś lubi spacery), jak wyglądają tablice po roku…
Ten NIENORMALNY organizował z Radą Sołecką i Radą Świetlicy (w późniejszym okresie także z KGW) dla Mieszkańców: Mistrzostwa Czarnowca w piłce nożnej, Mistrzostwa Czarnowca w tenisie stołowym, rajdy rowerowe, Zjazdy na ByleCzym, wigilie wiejskie, slajdowiska, warsztaty, potańcówki. Możecie Państwo przeglądnąć ten dział – WYDARZENIA Ten NORMALNY nie musi, bo latem wójt zorganizował w Czarnowcu festyn przed świetlicą dla (podobno Mieszkańców). Zdjęcia ukazały, że to była impreza dla rajców gminy.
Ten NIENORMALNY (przez sześć lat) nie wziął za użyczanie budynku świetlicy ani grosza! Świetlicą zarządzała (jedyna w gminie zgodnie z Uchwałą z 2015 r.) Rada Świetlicy, która również nie pobierała opłat, a jedynie wynajmujący jako darowiznę na rzecz świetlicy przekazywali: zastawę, środki czystości, inne urządzenia i rzeczy użyteczne dla budynku świetlicy. Ten NORMALNY (według Uchwały jako świetlicowy) pobiera zgodnie z Uchwałą z 2024 r. prowizję w kwocie 20% wpłaconych do gminy pieniędzy. Świetlica zaczęła żyć! W przeciągu roku 2025 na 52 tygodnie, (jeśli ktoś chciał sobie zaprzątać bzdurami głowę), to ok. 50 razy była puszczona w obieg. Nie chce mi sie wyszukiwać zarządzeń i uchwał, ale coś około 500 zł. wynajmujący płacili, a teraz od nowego roku 2026 podobno 1000 zł? W tej kwestii możliwe, że się mylę, ale nie znajduję w żadnych oficjalnych sprawozdaniach świetlicowego ile wpływa na konto za otwieranie drzwi świetlicy. Czy to aby nie jest informacja publiczna?
Ten NIENORMALNY informował oficjalnie jaki jest skład Rady Sołeckiej i Rady Świetlicy. (wszystko do dziś jest na Czarnowiec.pl) Ten NORMALNY nie musi informować, bo kto ma wiedzieć, nie wie. Na stronie gminy (BIP) też nikt tego nie wyczyta!
Ten NIENORMALNY sam pisał ogłoszenia, sprawozdania, zaproszenia, informacje. Ten NORMALNY nic nie musi pisać. Ma od tego sekretarkę lub sekretarki. Choć po dziesięciu wpisach z całego roku 2025 można zauważyć jeden styl, jednej sekretarki, która mocno kładzie nacisk na miłość i wyrozumiałość: „…jak silna i zgrana jest nasza lokalna społeczność. Takie chwile budują więzi i pozostają w pamięci na długo.” A podpisuje: „Z wyrazami szacunku Sołtys wsi Czarnowiec”. To jest normalne, bo każda sekretarka podpisuje: prezes, dyrektor, wójt, burmistrz, prezydent, minister itp. I to jest pomimo wszystko normalne.
Ten NIENORMALNY nie woził księży po kolędzie, bo miał za słabo wypasione auta i był dość długo bezrobotnym. Czy podstawienie czerwonego sejaka byłoby dobrze odebrane? Ten NORMALNY przynajmniej wozi…
Ten NIENORMALNY wywalczył w czasie pandemi 2020/2021 aby ksiądz jednak przybył do Czarnowca na święcenie pól i upraw. Większość sołtysów parafii upierała się aby wziąć ziemię w worek i iść do kościoła ją święcić. Ten NORMALNY nawet wszystkich Mieszkańców nie poinformował o tym, że rajczyni organizuje święcenie pól.
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców o szczepieniu psów. Ten NORMALNY nie musi. Dlaczego? Ponieważ Mieszkańcy do mnie dzwonili i dzwonią, kiedy będzie szczepienie, bo na stronie czarnowiec.pl nie ma takiej informacji.
Najbardziej parszywa sytuacja w 2025 r.
Wydarzyła się podczas pokątnej decyzji o ustaleniu nazwy dla drogi powiatowej 2550W! Nawet sam wójt rzekuński powiedział do jednego z Mieszkańców, że do Karczewskiego to i tak nie pójdą pytać. Radni oczywiście z naruszeniem prawa podjęli Uchwałę o nadaniu nazwy naszej drogi bez żadnych konsultacji, ogłoszenia zebrania, demokratycznego głosowania! Do dziś, gdy spotykam Mieszkańców DP2550W i pytam czy ktoś z nimi rozmawiał – robią wielkie oczy i nie dowierzają, że można zrobić coś poza ich plecami. Ten NIENORMALNY pytał wszystkich Mieszkańców DP2550W na specjalnie zwołanym zebraniu (wyłącznie dla Mieszkańców tej drogi). Wnioski o nadanie nazwy dla DP2550W zostały odrzucone. Można to było zrobić w demokratyczny sposób, ale ani rajczyni, ani jej podwładny świetlicowy nie uznają demokracji, bo folwark to jednak folwark…
Podesłane pliki graficzne
Postanowiłem wrzucić tu kilka plików, bo wiem, że sporo ludzi nie posiada fejsbuków i instagramów. Z tych obrazków możecie sobie Państwo wyczytać, wypatrzeć, kto był uszczęśliwiony obsadzeniem nareszczie NORMALNEGO… ps. Zauważyłem (na jednym ze skreenów), że pan NORMALNY dnia 5 maja 2024 r. wypisał się z Czarnowca, po tym jak wójt zebrał ludzi specjalnie w długi wekkend majowy aby obsadzić swojego. Obraził się, bo się nie udało, pomimo, że elektorat NIENORMALNEGO był we Włoszech, Szwajcarii, Kanadzie i na Filipinach, na długiej majowej „majówce”. Ten termin zebrania (z 2024 r.) zapewnie niespecjanie sekretariat wójta wskazał, bo taki był w kalendarzu wolny od wszelkich wydarzeń gminnych, długiego majowego weekendu. Wszyscy: wójt, jego kandydat i rajczyni otrzymali czarną polewkę od Mieszkańców Czarnowca.
Aha, w tych szpargałach dyskowych pozostały jeszcze takie:
Oczywiście, ja wiem kto te informacje do mnie pisał, ale je zanonimizuję.
Mieszkaniec Czarnowca – 14.12.2024 r. „Odjebałeś dziś numer stulecia… Jesteś najlepszym sołtysem jakiego kiedykolwiek znałem. Podejrzewam, że nigdy się nie dowiemy o co chodziło…”
Przedsiębiorca z Czarnowca – 15.12.2024 r. „Marek, pamiętam jak Cię poznałem: wracałem do domu autem, zatrzymałeś mnie i spytałeś czy tu mieszkam. Co Cię to obchodzi dziwaku na rowerze – pomyślałem. Powiedziałeś, że jesteś sołtysem i masz dla mnie decyzję podatkową – no spoko 🙂 Po jakimś czasie poznaliśmy się bliżej, a ja byłem coraz bardziej zaskoczony jak wygląda życie społeczne w takiej małej miejscowości. To niebywałe co się tutaj działo przez te kilka ostatnich lat, a jak opowiadałem innym to zwieszali głowy i z zazdrością mówili: „u nas tak nie ma”. Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że trafiliśmy z przeprowadzką akurat wtedy, kiedy byłeś sołtysem (nie znałem poprzedniczki i nigdy wcześniej nie mieszkałem „na wsi”). Cieszy mnie bardzo czego doświadczyliśmy z rodziną przez te lata i mimo, że jakoś wybitnie aktywnie nie uczestniczyliśmy w organizowanych przez Ciebie imprezach to i tak mamy mnóstwo fantastycznych wspomnień i pamiątek. Gdy mieszkańcy Czarnowca zdecydowali, że nienależne jest Tobie miejsce w radzie gminy, pomyślałem ( i wówczas Ci to powiedziałem), że te sołectwo na Ciebie nie zasługuje. Niemniej zgodnie z Twoją prośbą głosowałem, byś został sołtysem. Głosowałem wbrew sobie – to nie była moja „bądź wola twoja”, bo wiedziałem, że będziesz miał pod górę, że będzie Cię te sołtysowanie bardzo dużo kosztować. Że będziesz starał się dla ludzi, którzy i tak tego nie docenią. Cieszę się, że podjąłeś taką decyzję, choć w sercu też jest trochę żalu, bo przecież…nie oszukujemy się – Andrzej się do takich rzeczy po prostu nie nadaje, nie ma takiej charyzmy jaką masz Ty. Dużo się zmieni, a raczej, jak mawiał pewien Podlaski „celebryta” – nie będzie niczego. No cóż fajnie i wesoło to już było i jak to mówią nasi południowi sąsiedzi: „to se ne vrati”. Podjęcie takiej decyzji na pewno nie było łatwe, na pewno nie spadło na Ciebie z dnia na dzień. Nie chcę nawet się domyślać ile Cię to kosztowało nerwów itd. Mam jednak nadzieję, że w końcu odetchniesz, odpoczniesz zajmiesz się swoimi pasjami, rodziną. Mam też nadzieję, że czasem przycyklujesz na nasze osiedle pogadać o czymkolwiek 🙂 Dziękuję Ci za twoje poświecenie i zaangażowanie na rzecz rozwoju naszego sołectwa i jednoczenia jego Mieszkańców. Do zobaczenia”
Doktor historii z Mazowsza – 31.12.2024 r. „Szkoda, że podjąłeś taką, a nie inną decyzję. Smutne, że ludzie tak zaangażowani w działania na rzecz lokalnych społeczności z tych, czy innych względów wycofują się ze swych aktywności … wszystkiego dobrego w 2025 r. Marku …”
Sołtys z gminy Lelis – 29.01.2025 r. „Jako obserwator powiem, że byłeś jednym z najaktywniejszych sołtysów jakich znam ..a znam ich całkiem sporo. Kawał świetnej roboty!”
Influenserka z Wyszkowa – 29.01.2025 r. „Nie wiem o co chodzi, mogę się tylko domyślać, że wpis jest związany z wyborami w miejscowości, w której mieszkasz. Z doświadczenia wiem, że jeśli coś się kończy to wkrótce rozpocznie się coś nowego o wiele lepszego, czego z całego serca Ci życzę. Niech otworzą się nowe drzwi z wszelkimi dobrami dla Ciebie, pozdrawiam.”
Mieszkanka osiedla Działkowego – 29.01.2025 r. „To teraz wszyscy zobaczą jak nowy sołtys się będzie wykazywał. A Marek Karczewski zawsze będzie naszym zapamiętanym sołtysem, który każdego znał przywitał się z każdym i pogadał. Angażowal się we wszystko co mógł. Ale tacy ludzie zawsze zawadzają. Nie pasują bo nie przytakują na wszystko. Mają własne zdanie.”
Współwaścicielka stacji diagnostycznej – 29.01.2025 r. „Nie jestem mieszkanką Czarnowca. A bywam tam właśnie dlatego że mają cudownego sołtysa. Tylko pozazdrościć co robi dla mieszkańców. Organizator do potęgi entej, niesamowity umysł scalania ludzi w jedność. Pozdrawiam cały Czarnowiec, a przede wszystkim Sołtysa z dużej litery.”
Honor, czy to w dzisiejszych, folwarcznych czasach możliwe?
Wielu Mieszkańców oraz obserwatorów, zarzuca mi, że niepotrzebnie zrezygnowałem. Wielu pyta dlaczego? – „przecież mogłeś jeszcze rok wytrzymać i mieć dodatek do emerytury”. Odpowiadam wszystkim to samo: Ja sołtysem nie po to zostałem wybrany, aby zbić na tym fortunę. Nie byłem sołtysem dla pieniędzy tylko dla ludzi. Może za honorowo…? Ocenę pozostawiam Państwu.
Świętujmy rocznicę NORMALNOŚCI.
Marek Karczewski, Czarnowiec, 23.01.2026 r.
Michniewicz z Czarnowca wystawiał ogiera anglo-trakeńskiego. Czy został skrytykowany?
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Niezdecydowanie, zdawać by się mogło wydawca dziewiętnastowiecznej „Gazety Rolniczej” Nr 25 z 1897 r. podaje datę publikacji 7(19) czerwca. Czy zatem gazetę wydrukowano 7 czy może 19 czerwca? Otórz obie daty są prawidłowe. W XIX wieku różnica między kalendarzami wynosiła 12 dni, co sprawiało, że data juliańska przypadała wcześniej niż jej gregoriański odpowiednik. Zapis 7 (19) czerwca 1897 oznacza: 7 czerwca – data według kalendarza juliańskiego, 19 czerwca – data według kalendarza gregoriańskiego (używanego obecnie). Taki podwójny zapis był powszechny w dokumentach z terenów zaboru rosyjskiego, gdzie kalendarz juliański obowiązywał urzędowo aż do 1915/1918 roku.
Z racji na fakt, że kalendarz juliański spóźniał się o 1 dzień na każde 128 lat, 24 lutego 1582 roku, Papież Grzegorz XIII w bulli papieskiej[1] „Inter Gravissimas” ogłosił reformę kalendarza, zwanego odtąd kalendarzem gregoriańskim. Dokument nakazywał pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza, dlatego też po środzie, 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek, 15 października.
Napotykając w dostępnych źródłach podwójne datowanie już wiemy, że te daty prezentowane w nawiasie są podawane według „naszego” gregoriańskiego kalendarza.
Teraz już wiemy, że fakty poniżej opisane będą dotyczyć tych dat z nawiasów. Tyle o podwójnych datach. Wyszło trochę długo, a mieliśmy się w tym wpisie dowiedzieć o Michniewiczu…
Co wiemy z Gazety Rolniczej o Maurycym Michniewiczu – właścicielu majątku Czarnowiec?
Na pierwszej stronie gazety czytamy:
„Wystawa inwentarzy. W dniu 12 b. m. o god. 2-ej po południu otwarto, po dziewięcioletniej przerwie, wystawę inwentarzy, które, jak się spodziewać uależy, odtąd już stale, co roku, powtarzać się będzie. Wbrew naszym, a i ogólnym przewidywaniom, opartym na tak bardzo spóźnionej decyzji, wystawa obesłaną została bardzo licznie. Liczba dostarczonych okazów przewyższa o wiele ilość, jaką widywaliśmy na wystawach poprzednich; stąd prosty wniosek, że gdyby nie spóźniona decyzja, wystawa tegoroczna byłaby wprost imponującą i że takiemi też będą następne.
Lista eksponentów przedstawia się szczegółowo jak następuje: W dziale koni...”
Wystawa inwentarzy, otwarta 12 czerwca 1897 roku po dziewięcioletniej przerwie, odbyła się w Warszawie. Wystawy tego typu organizowano na placach wystawowych w Warszawie, najczęściej na tzw. Polu Ujazdowskim (rejon dzisiejszego Parku Ujazdowskiego i Al. Ujazdowskich). Za organizację odpowiadało Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, a konkretnie jego Sekcja Rolnicza.
Co było przyczyną wspomnianej w gazecie przerwy? Wspomniana przerwa w organizowaniu Wystaw Inwentarzy była spowodowana przede wszystkim zagrożeniem epidemiologicznym (pomorem bydła i chorobami trzody) oraz restrykcjami administracyjnymi władz carskich. Główną przyczyną zawieszenia wystaw po 1888 roku były powtarzające się epidemie chorób zakaźnych zwierząt, które wymuszały na władzach wprowadzanie surowych zakazów przemieszczania inwentarza. Organizowanie dużych skupisk zwierząt z różnych regionów kraju niosło zbyt wielkie ryzyko rozprzestrzenienia się zarazy na całe Królestwo Polskie. Władze rosyjskie, w ramach polityki po powstaniu styczniowym, niechętnie patrzyły na wszelkie inicjatywy sprzyjające konsolidacji polskich środowisk ziemiańskich i gospodarczych. Brak zgody na zjazdy i wystawy był formą kontroli nad aktywnością społeczną Polaków. Po 1888 roku sekcje rolnicze działające przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie borykały się z trudnościami w uzyskaniu odpowiedniego terenu (później wystawy odbywały się na Polu Ujazdowskim) oraz funduszy na budowę tymczasowych pawilonów. Wystawa była wielkim wydarzeniem, ponieważ po raz pierwszy od niemal dekady hodowcy mogli zaprezentować postępy w hodowli bydła, koni i trzody.
Wśród 63. wystawców koni tejże wystawy, przy pozycji 48 widzimy nazwisko Maurycego Michniewicza z Czarnowca, który wystawił jednego ogiera anglo-trakeńskiego.
Wspomniany ogier anglo-trakeński Maurycego Michniewicza był jednym z eksponatów (choć nielicznych) mających dowieść postępu w hodowli prywatnej, która po latach zastoju spowodowanego epidemiami mogła wreszcie zaprezentować swoje wyniki szerokiej publiczności i potencjalnym nabywcom w stolicy.
Ogier Michniewicza (anglo-trakeński) był jedynym egzemplarzem warszawskiej wystawy. Wystawiono araby, oldenburskie, konie wierzchowe swego chowu, anglo-arabskie i inne, ale anglo-traken z Czarnowca był jedyny na warszawskiej wystawie.
Czy ogier Michniewicza (anglo-trakeński) pod koniec XIX wieku był popularny w hodowlach?
Pod koniec XIX wieku ogiery o pochodzeniu anglo-trakeńskim (czyli konie trakeńskie z silną domieszką pełnej krwi angielskiej) były nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe dla europejskiej hodowli koni szlachetnych. Cieszyły się uznaniem. Były fundamentem kawalerii. Rasa trakeńska, rozwijana w Prusach Wschodnich, była głównym dostawcą koni dla armii. Pod koniec XIX wieku dążono do uzyskania koni lżejszych i szybszych, co osiągano właśnie poprzez krzyżowanie lokalnych klaczy z ogierami pełnej krwi angielskiej (anglo-trakeny). W latach 60. XIX wieku ponad 68% klaczy w Stadninie Głównej w Trakenach było krytych ogierami pełnej krwi angielskiej. Do roku 1912 wskaźnik ten wzrósł do ponad 84%, co pokazuje, jak potężny był trend uszlachetniania rasy. Trakeny były symbolem luksusu i sprawności. Konie słynęły z niezwykłej wytrzymałości i szybkości. Pod koniec wieku potrafiły pokonywać trasy długodystansowe znacznie szybciej niż inne ówczesne rasy. W tamtym okresie na ziemiach polskich konie te były marzeniem każdego ziemianina, łącząc elegancję konia wierzchowego z twardością potrzebną w rolnictwie i wojsku.
Jak traken czy anglo-traken Michniewicza mógł wyglądać w 1897 r.?
TEMPELHÜTER ur.1905 w Stadninie w Trakenach. Foto: skrzypiec.net/historia
Królewska Stadnina Koni w Trakenach (Hauptgestüt Trakehnen) była prawdziwym „klejnotem w koronie” Prus Wschodnich. Była to najznamienitsza, najbardziej znana i największa w Europie do wybuchu II wojny światowej hodowla koni szlachetnych.
Początek XIX wieku przyniósł w stadninie rewolucyjne zmiany w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. Koniowi trakeńskiemu nadano typ bardziej wierzchowy poprzez stanowienie ogierami pełnej krwi angielskiej. Koniec XIX wieku to starania hodowlane w kierunku konia trakeńskiego cięższego kalibru, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia.
Dlaczego właściciel ziemski wsi Czarnowiec Maurycy Michniewicz w roku 1897 posiadał w gospodarstwie pełnokrwistego ogiera anglo-trakeńskiego? Michniewicz posiadał ogiera anglo-trakeńskiego z tych samych powodów, dla których rasa ta była wówczas powszechnie ceniona – prestiż, potrzeby wojska (kawalerii) oraz rolnictwa. Można przypuszczać, że będąc aktywnym hodowcą oraz uczestnikiem wspomnianej wystawy, kierował się wieloma motywacjami. Dążeniem do doskonałości hodowlanej, bo konie anglo-trakeńskie uchodziły za konie „szlachetne”, łączące pożądaną wytrzymałość z elegancją i szybkością, co było wynikiem intensywnego uszlachetniania ich krwią angielską. Posiadanie takiego ogiera świadczyło o nowoczesnym podejściu do hodowli i statusie właściciela. Konie te były wszechstronne i posiadały wysoką użyteczność. Choć hodowcy pod koniec XIX wieku dążyli do uzyskania nieco masywniejszych koni na potrzeby rolnictwa, to konie trakeńskie wciąż były cenione jako wierzchowce i konie zaprzęgowe (kawaleryjskie). Ich wytrzymałość i dzielność czyniły je idealnymi do pracy w majątku ziemskim, jak i na użytek wojska.
Wystawy, takie jak ta wznowiona w 1897 r., były miejscem prezentacji najlepszego inwentarza i zawierania transakcji. Michniewicz mógł sprowadzić lub wyhodować takiego ogiera, aby podnieść wartość swojego stada i odnieść sukces na prestiżowej wystawie. Hodowla koni pełnej krwi była często pasją ziemian, a sukcesy hodowlane przynosiły im rozgłos i satysfakcję w środowisku arystokratycznym i gospodarczym. Posiadanie ogiera tej rasy było wówczas inwestycją w najlepszą dostępną „technologię” hodowlaną, gwarantującą potomstwo o pożądanych cechach użytkowych i dużej wartości rynkowej.
Skrytykowano Michniewicza czy wystawę?
Tygodnik rolniczo-przemysłowy „Rolnik i Chodowca” z 1 lipca 1987 roku krytykuje wystawę?
Tak streszcza „ECHA z miasta i z zagona. Treść: … – Z jakiej strony przedstawiony został коń? – Jakie konie mamy, a jakich nam brak?- Nędza koni warszawskich…”
„…Wiele było powodów, dla których wystawa „koni i zwierząt gospodarskich” mogła się nie udać. Najważniejszy ten, że zabrano się do niej zbyt późno i że gdy zabrano się, mówiono zbyt mało. Pomimo to jednak wystawa się udała. O ileżby się więc udała lepiej gdyby… Ale dajmy pokój. Stało się! Na przyszły rok można się będzie po- prawić…”
„…Co do koni, które wyniesione zostały nawet po nad zwierzęta domowe, to te cieszyły się jeszcze innemi honorami, jakie im się należą od towarzystwa wyścigów; umieszczono je w „głównym” pawilonie, przeprowadzano je przed publicznością, jeżdżono na nich wierzchem i w powozach… Koń przedstawiony został ze strony piękna i przyjemności i ewentualnie wojny; jakby zapomniano, że jest on także przyjacielem pracy człowieka i zwierzęciem pociągowem. Na 233 okazy, przedstawiono 20 zaledwie koni roboczych, z których…”
„…Reszta to paradjery pod wierzch i trochę do zaprzęgu. Mamy mnóstwo drobiazgu marnego na wszystkich jarmarkach, hodowanego przez włościan, a kupowanego przez dwory na „fornalki”[2]. Nie brak nam koni i do powozu i do bryczki, ale jeżeli przemysłowiec nasz w Warszawie chce kupić konia pociągowego, silnego do furgonu, to musi go szukać albo za granicą, albo kontentować się przyprowadzonemi przez handlarzy z Cesarstwa. Te ostatnie zaś przychodzą do nas po większej części jako trzylatki (tak jak na wyścigi), a po latach dwóch, lub trzech, z nogami krzywemi i opojami[3] przedstawiają obraz, do czego hodowla racyonalna nie powinna dopuszczać. Tak nędznych koni, jakie się widzi w Warszawie, nie zdarzyło mi się widzieć w żadnem mieście europejskiem. Niktby się nie domyślił u nas tego zamiłowania do koni, z jakiego się ciągle chwalimy i tego „znawstwa” naturalnie. U nas każdy jest znawcą koni!..”
„…Pragnąłbym i życzyłbym, by co rok było lepiej, co rok świetlej. A komitetowi wystawy i tym wszystkim i chrzestnym i rodzonym ojcom wystawy także zapewne o to chodzi. Więc zgoda i do zobaczenia się za rok!” Podsumował Adam Brona.
Czy Brona skrytykował między innymi Maurycego Michniewicza z Czarnowca za wystawienie swojego „paradjera”?
Gdyby kogoś zainteresował tekst pełnego artykułu oraz inne sparawy rolnicze z 1897 roku, to można przeczytać gazetę pobraną z Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej -> (PDF)
Marek Karczewski, 15.01.2026 r.
[1] – Bulla papieska to uroczysty, oficjalny dokument papieski. [2] – Fornalki to najczęściej określenie na zaprzęgi konne (zwykle składające się z dwóch lub czterech koni roboczych). Były one przydzielane do pracy fornalom, czyli stałym robotnikom rolnym w dawnym majątku ziemskim. [3] – Opoje to miękkie, niebolesne obrzęki (wypukłości) występujące najczęściej w okolicach stawów lub pochewek ścięgnistych nóg u koni obciążonych pracą.
Spotkali się przy kamieniu – Czerniejewski i Jaworowski.
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 4 października 2026
Tak kiedyś ustalono granicę pomiędzy Ostrołęką a Dzbeninem i Czarnowcem.
W dość już starej, bo z XX wieku gazecie wydawanej na ziemi łomżyńskiej „Kontakty” wypatrzyłem taki oto wycinek:
„W pobliżu drogi wiodącej z Ostrołęki do Dzbenina leży nad rzeką Narwią głaz. Okoliczna ludność uważa go za niezwykły.
Dawniej stał na nim krzyż. Na płaskiej powierzchni wielkości 3-4 metrów kwadratowych posiada odciśniętą dłoń dziecka z szeroko rozstawionymi palcami. Ów tajemniczy kamień znajdował się w przeszłości na terenach spornych. W końcu XIX wieku o tutejszy las toczył się konflikt pomiędzy dziedzicem Dzbenina i Czarnowca, Czerniejewskim, a właścicielem gospodarstwa rolnego, pasieki oraz młyna wodnego, Jaworowskim, który posiadał grunty w obrębie granic miejskich. Pewnego wiosennego dnia obaj gospodarze spotkali się przy kamieniu. I wtedy zdarzyła się rzecz niezwykła. W wyniku powodzi woda zmyła wierzchnią warstwę ziemi i odsłoniła górną część głazu. Ku zdumieniu zauważyli na kamieniu odcisk ręki dziecka. Uznali, iż nie jest to wybryk natury, lecz znak Opatrzności. Doszli między sobą do porozumienia i ustalili granicę.
Na pamiątkę pojednania pan Jaworowski ustawił na kamieniu krzyż, który został zniszczony przez Niemców w 1915 roku.”
Na poniższym zdjęciu z lat 70-tych XX wieku widzimy siedzącą Gabriellę Kuderską z Jaworowskich, znaną ostrołęcką bibliotekarkę. Górna powierzchnia kamienia znajdowała się wtedy kilkadziesiąt centymetrów nad poziomem gruntu. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Legenda o kamieniu świętojańskim i Milenie oraz o diable Chachluzie.
Legenda legendą, a kamień nadal leży w tym samym miejscu – od wieków nad brzegiem Narwi, który wciąż można podziwiać. Leżał także przed konfliktem granicznym Jaworowskiego i Czerniejewskiego. Leży dziś (w styczniu 2026 r.) przy obecnie budowanej w jego sąsiedztwie, bardzo potrzebnej przeprawy mostowej przez rzekę Narew. Z nadzieją liczymy, że w tym miejscu zostanie zabezpieczony, a lokalni sympatycy historii i legend będą mogli nadal na nim zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Na stronie stowarzyszenia Ekomena z Ostrołęki możemy znaleźć artykuł o głazie, który w 2019 r. „odgrzebano” dosłownie z zalegającej na nim ziemii. W pracach odkrywkowych pomagał członek Ekomeny Paweł Niewiadomski (obecnie prezydent miasta Ostrołęki). Zdjęcie z prac poniżej.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Członkowie Ekomeny o kamieniu piszą tak:
„Kamień legenda, magiczne miejsce” – tak o Kamieniu Świętojańskim pisał Witold Popiołek w swojej książce „Narew pełna wspomnień”. Niestety, nie napisał nic więcej. Kiedyś kamień powszechnie znany, od wielkiej powodzi w roku 1979 zapomniany, gdyż został przysypany warstwą ziemi. Równo 40 lat nie było wiadomo, gdzie się znajduje, lecz w roku 2019 członkowie naszego Stowarzyszenia go odnaleźli i odkopali. To ogromny granitowy głaz o nietypowej, płaskiej powierzchni. Na głazie znajdują się inskrypcje – wyryte dwa krzyże. Głaz ten intrygował nas od początku, a zwłaszcza tajemnicze słowa Witolda Popiołka o legendzie i magicznym miejscu. Wiele lat zbieraliśmy strzępki informacji o nim. Z pojedynczych fragmentów udało się napisać legendę o tym kamieniu:
„Siedział sobie diabeł Chachluz na bagnisku i rozmyślał: – Jak to jest, że inne diabły dorobiły się a to opuszczonego młyna, a to rozlatującej się karczmy, a diabeł Boruta w Łęczycy miał już nawet swój zamek. Za to on, mimo wielu starań, jak był czartem błotnym, tak i dalej czartem błotnym pozostał. Czyli w hierarchii diabłów stał najniżej. Śmiały się z niego inne diabły, że taki nieporadny i tylko wychodzą mu niegroźne psikusy. A to czasem zaplącze w kołtun koński ogon na pastwisku, a to porozrzuca siano w stogach, a to ukradnie kurę. Ludzie się go nie bali, raczej żartowali, czasami straszono nim małe dzieci. A i te, gdy dorosły do słusznego wieku sześciu lat, naśmiewały się z niego. Ściemniało się. Z oddali słychać było coraz głośniejsze dźwięki rytmicznej melodii. Nadchodziła Noc Świętojańska, zwana też Nocą Kupały. Na brzegu Narwi zajaśniało ogromne ognisko. Kto żyw zmierzał w jego stronę aby bawić się do białego rana. Ocknął się Chachluz z zadumy. Czuł, że to będzie jego noc… Na święto wybierał się także Janko, sierota. Rodzice zmarli mu wiele lat temu, podczas epidemii. Wychowywała go babcia, ale też pomarła niedawno. Od tego czasu tułał się między gospodarzami, wykonując drobne prace. Pasał krowy, pomagał w pracach gospodarskich za wikt i opierunek. Janko wykombinował sobie, że na Święcie Kupały na pewno pozna jakąś miłą pannę. Miał w końcu 17 wiosen i czas już był najwyższy. Ubrał się zatem w swój najlepszy przyodziewek i ruszył w stronę rzeki. Zabawa już się rozkręciła na dobre. Z początku wszyscy tańczyli razem. Kiedy jednak zaczęli dobierać się w pary, Janka nikt nie chciał. Dziewczęta wyśmiewały jego biedny ubiór, nieśmiałość, brak pewności siebie. Po wielu próbach Janko zwątpił. Przeklął swój los, po czym wykrzyknął w przestworza: – Oddam wszystko, żeby być takim, jak inni młodzieńcy...”
„…Kamień pozostał do tej pory na starym miejscu. Bagno z biegiem lat wokół niego wyschło. Do lat 70-tych XX wieku kamień był ogólnie znany i często odwiedzany. W roku 1979 Ostrołękę nawiedziła wielka powódź. Aby ratować miasto, zdecydowano o budowie wału. Od strony Dzbenina wał bierze początek w pobliżu głazu. W to właśnie miejsce była zwożona ziemia na budowę wału. Niewykorzystana ziemia tak podniosła okoliczny teren, że na kolejne lata głaz znalazł się pod około 20-centymetrową warstwą ziemi. Na czterdzieści lat pozostał w zapomnieniu… Ludzie powiadają, że kamień ten ma cudowne moce, pomaga nieszczęśliwie zakochanym dokonać właściwego wyboru, a tym szczęśliwie zakochanym daje siłę na różne zmartwienia i frasunki. Bije od niego pozytywna energia. Bywa nazywany kamieniem zakochanych lub kamieniem świętojańskim...”
Tu można przeczytać pełną treść artykułu o kamieniu i legendy -> EKOMENA
Poniżej zdjęcie posiadłości Państwa Jaworowskich z początków XX wieku. Obecnie (po prawej) to dzika plaża przy moście kolejowym oraz miejsce budowy nowej przeprawy mostowej przez Narew. Z prawej strony od wiatraka znajduje się kamień świętojański. Kamień kiedyś wyznaczał granice posiadłości Jaworowskich i Czerniejewskich. W tej chwili przez kamień przebiega również granica Miasta Ostrołęki i gminy Rzekuń – wsi Dzbenin. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Czesław Parzych, znany poeta, regionalista, kronikarz miasta
Czesław Parzych opisał historię sporu granicznego między Wojciechem Czerniejewskim a Tomaszem Jaworowskim w swojej publikacji zatytułowanej: „Dzbenin – wieś nad Narwią” (wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki). W tej monografii Parzych przytacza historyczne dokumenty (m.in. z XVIII wieku), które obrazują życie dawnej szlachty zagrodowej w okolicach Ostrołęki. Spór właściciela Czarnowca Wojciecha Czerniejewskiego z Tomaszem Jaworowskim jest tam przedstawiony jako klasyczny przykład sąsiedzkich zatargów o miedzę i granice posiadłości w dawnym Dzbeninie, co rzuca światło na ówczesne stosunki własnościowe i krewkość lokalnych właścicieli ziemskich.
Parzych opisuje spór Wojciecha, a o Walentym, Tomaszu czy Władysławie (Czerniejewskich) nie. Czy wszyscy Czerniejewscy toczyli spór z Jaworowskimi? Czy od momentu ustalenia granicy na kamieniu spory ustały?
W historycznych zestawieniach właścicieli ziemskich (do których dotarliśmy) Wojciecha Czerniejewskiego trudno znaleźć jako właściciela głównego majątku w Czarnowcu, ale w sąsiednim Dzbeninie. Głównymi i najbardziej znanymi właścicielami majątku w Czarnowcu była rodzina Wyszomirskich, która zarządzała dworem do czasu nacjonalizacji po II wojnie światowej. Wcześniej wśród właścicieli wymieniani są również przedstawiciele rodzin Michniewiczów, Doberskich, Glinki, czy Iżyckich. Wojciech Czerniejewski (szlachcic zagrodowy) posiadał swoje dobra, które graniczyły bezpośrednio z gruntami Tomasza Jaworowskiego. To właśnie na styku tych dwóch posiadłości w miejscowości Dzbenin dochodziło do opisywanych przez Czesława Parzycha sporów granicznych. Obie miejscowości graniczą ze sobą (Dzbenin gmina Rzekuń i Ostrołęka), historyczne dokumenty według Parzycha przypisują Wojciecha Czerniejewskiego do szlachty dzbenińskiej, oraz właścicieli folwarku w Czarnowcu.
Ludwik Jaworowski (zm. 26 grudnia 1945 r. w wieku 62 lat). Przedstawiciel rozległej dziś rodziny Jaworowskich, przybyłej do Ostrołęki z Wołynia za króla Zygmunta III Wazy. Jaworowscy byli rolnikami i młynarzami, trudnili się też pszczelarstwem, a ich grunta obejmowały tereny od wsi Drężewo do fortu, część Otoku, teren obecnego osiedla Sienkiewicza, Jaracza, Łęczysk i Piaski, granicząc z gruntami Czerniejewskich, dziedziców dworów Czarnowiec i Dzbenin.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Źródła: – Gazeta „Kontakty” str. 13, Nr 34 (825) 25.08.1996 r. – strona www Ekomena org pl, dostęp 11.01.2026 r. – Zeszyty Naukowe Nr III (1989)
Skoro dziś posiadamy już sporo wiedzy o czarnowieckim dworze – majątku – dobrach, to wypadałoby to w jakiś logiczny sposób zindeksować.
Zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam do doskonałości dat w postaci dd.MM.rrrr, a obecnie możemy podawać same lata (w przybliżeniu). Może jeszcze okaże się, że zaistnieją w bliżej nieokreślonym czasie takie możliwości, aby dogrzebać się do protokołów, aktów notarialnych, umów pomiędzy poszczególnymi właścicielami majątku w Czarnowcu, ale czy aż tak musiałoby wyglądać zestawienie, aby ocenić je na „celujący”?,
W menu „HISTORIA” dodaliśmy „INDEKS DZIEDZICÓW”, który ma pomóc Państwu w odszukaniu informacji, np. Kto w roku 1939 – podczas wybuchu II wojny światowej zarządzał gospodarstwem (dworem) w Czarnowcu?
Indeks jest oczywiście niekompletny i wyłącznie od Państwa zaangażowania może zależeć jego aktualizacja. Każdy kto chciałby zgłosić swoje uwagi, lub posiada wiedzę o innych zarządcach majątkiem czarnowieckim proszony jest o kontakt pod nr 533 613 913 – Marek Karczewski lub napisanie swojej opinii na adres: wiesczarnowiec@gmail.com.
UWAGA! Na stronie „indeks dziedziców”, aby przeczytać szerszy opis o właścicielu/dzierżawcy, należy kliknąć w obrazek/awatar.
Dziękujemy za wszelkie sugestie i uwagi do naszej strony.
Proszę kliknąć w poniższy obrazek aby przejść do indeksu właścicieli dworu w Czarnowcu.
Strzelała z dubeltówki, uczyła ochroniarki. Kim była dzierżawczyni Czarnowca sprzed wielkiej wojny
Category: Historia,historyczne
written by Jacek | 4 października 2026
Magdalena Glinczanka z bratem Janem w 1896 roku. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.
W ostatnich tygodniach znaleźliśmy dwa źródła wskazujące na to, że dzierżawcą majątku Czarnowiec, na początku XX wieku, był Władysław Glinka z Suska, który przekazał dzierżawę w ręce swojej córki – Magdaleny.
Kim była Magdalena Glinczanka, po mężu Skarżyńska, dowiadujemy się z pośmiertnego wspomnienia zamieszczonego w „Gazecie Polskiej” z 26 lipca 1917 roku. Poniżej przytaczamy to wspomnienie w oryginalnym brzmieniu, nie poprawiając błędów, które wyglądają na błędy zecerskie, niezależne od woli autora. Kilka objaśnień do poniższego tekstu zamieszczamy na końcu.
Ś.p. Magdalena z Glinków SKARŻYŃSKA
Zakończyła żywot na obczyźnie w Moskwie świętej pamięci Magdalena z Glinków Skarżyńska.
Kilka słów o autorze tego wspomnienia. Franciszek Ksawery Pusłowski był wojskowym i polskim dyplomatą. Zapisał się w historii bo w czasie konferencji w Paryżu (tej, na której podpisano traktat wersalski, sankcjonujący powstanie niepodległego państwa polskiego) pracował jako osobisty tłumacz Ignacego Jana Paderewskiego. Pusłowski, najprawdopodobniej znał się z Władysławem Glinką, a na pewno Władysław Glinka doskonale znał polityczną działalność Pusłowskiego.
Uważny czytelnik zapewne dostrzeże w powyższym tekście literówki typu „wychodźtwem” zamiast „wychodźstwem”, albo „wynarowienia” zamiast „wynarodowienia”, czy zdanie rozpoczęte od małej litery, czy niezbyt logiczne stosowanie wielkich i małych liter w nazwie wydziału i uczelni, na której studiowała, czy w końcu iście rosyjską odmianę nazwy miasta Rosław (ros. Rosławl) „Rosławlu”, zamiast „Rosławiu”. Zachowaliśmy te błędy w cytowanym tekście, bo są one świadectwem czasów, w których powstawał. Zecerzy, układający w pośpiechu odlane z ołowiu (albo ze stopu ołowiu, antymonu i cyny) czcionki, nie zawsze układali je w sposób w stu procentach odzwierciedlający brzmienie dostarczonego im tekstu. Takie były warunki powstawania gazet na czcionkach z ołowiu.
A ten nieszczęsny „Rosławl” w czasie powstawania tekstu-wspomnienia o Magdalenie był prawdopodobnie bardzo rozpowszechnionym uzusem językowym. Pamiętajmy, działo się to w czasach, gdzie urzędowy rosyjski przenikał się z naturalnym dla naszych ziem, powszechnie używanym językiem polskim. Sądzimy tak, bo w innych materiałach z tamtych czasów również występuje odmiana „w Rosławlu”. Zresztą, co tu dużo mówić – również dziś w polskiej publicystyce politycznohistorycznej bez większego trudu można trafić np. na rosyjsko odmienioną „dynastię Romanowych” zamiast dynastię Romanowów.
Niezależnie od tego warto zwrócić też uwagę, że na styl hrabiego Pusłowskiego – z jednej strony patetyczny i poetycki, z drugiej: osobisto-familiarny. Magdaleny z Glinków Skarżyńskiej nie żegnał na łamach „Gazety Polskiej” ktoś, dla kogo było to jednym z wielu obowiązków. Jest to bardzo osobiste wspomnienie.
Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Druga od lewej: Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.
Kto inny zada sobie pytanie dlaczego w tekście pojawia się „Glinczanka”. Dziś w dobie coraz powszechniejszego, niepoprawnego, nieodmieniania nazwisk nawet przez przypadki, chyba wymaga to wyjaśnienia. W dawnych czasach nazwiska żeńskie przybierały różną formę w zależności od stanu cywilnego kobiety. Gdy nazwisko w formie podstawowej kończyło się na „a”, nazwiska panien odmieniano dodając końcówkę „-anka”, a kobiet zamężnych „-yna” albo „-ina”. Żeby nie było za łatwo, to w żeńskich formach nazwiska Glinka, „k” naturalnie wymieniało się na „cz”. Zatem panna z rodu Glinków była Glinczanką, a żona męża o nazwisku Glinka była Glinczyną.
Zupełnie inną zasadę odmiany nazwisk żeńskich w zależności od stanu cywilnego nasz piękny, fleksyjny, język ojczysty przewidywał dla nazwisk zakończonych na spółgłoskę. Tu wobec panien stosowano końcówkę „-ówna”, a wobec kobiet, które przyjęły nazwisko męża – „-owa”.
Wróćmy jednak do tekstu Pusłowskiego. Wydaje się dość oczywiste, ale dla porządku wyjaśnijmy o co chodzi w zdaniu: „Panienka ze dwora utrzymywała tajną szkołę a ojciec jej, dziedzic, płacił kary”. Prowadzenie polskich szkół było w Rosji (a tereny, na których mieszkamy były wtedy częścią Rosji) zakazane pod groźbą kar.
Magdalena z narzeczonym Stefanem na krótko przed ślubem. Zdjęcie ze zbiorów Tomasza Komornickiego.
Najłagodniejsze były kary pieniężne i jak wynika z tekstu, takie właśnie nakładano na szkołę Magdaleny Glinczanki. Ktoś, kto wbrew zakazowi prowadził polską szkołę, narażał się również na więzienie, albo na zsyłkę na Syberię. O dotkliwszych karach niż pieniężne Franciszek Ksawery Pusłowski w przytoczonym tekście nie wspomina.
Wyjaśnienia wymaga również co kryje się za skrótowcem CKO, zapisywanym przez autora jako C.K.O. We współczesnej polszczyźnie w skrótowcach nie stosuje się kropek, ale – jak wspomnieliśmy – przepisaliśmy tekst z gazety dokładnie tak, jak wyglądał na łamach. Chodzi o Centralny Komitet Obywatelski – organizację społecznej samopomocy świadczonej przez Polaków, Polakom, którzy doznali krzywd z powodu I wojny światowej, zwanej wtedy wielką wojną. Komitet powstał w 1915 roku. Polskim uchodźcom wojennym udzielał pomocy żywnościowej, finansowej, kulturalno-oświatowej, religijnej, sanitarnej i w znalezieniu pracy. CKO organizował również opiekę dla dzieci i młodzieży. W tym kontekście należy czytać „dwa pokolenia ochroniarek”, ponieważ wtedy placówki opieki nad dziećmi nazywały się ochronkami.
O Magdalenie z Glinków Skarżyńskiej wiadomo jest znacznie więcej. Materiały o rodzinie Glinków niestrudzenie zbierają i opracowują Barbara Cywińska i Piotr Plewka. W naszych publikacjach zajmujemy się osobami i wydarzeniami w kontekstach ściśle związanych z Czarnowcem. Jeżeli jednak ktoś chce głębiej poznać życie dawnej dzierżawczyni Czarnowca oraz jej rodziny, powinien sięgnąć po publikacje m.in. Radia dla Ciebie, „Tygodnika Ostrołęckiego”, czy „Nowego Kuriera Mławskiego”.
Pan Piotr Plewka na prośbę Marka Karczewskiego udostępnił nam sporo materiałów o Magdalenie, zwanej przez rodzinę Madlenką. Dzięki temu mieszkańcy Czarnowca i inni czytelnicy naszej strony mogą zobaczyć również jak wyglądała ta – jak określił ją Pusłowski – panna samodzielnie gospodarująca w Czarnowcu.