Dla Was młodzi ludzie – o Katyniu.

13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, zbrodni o której przez wiele lat nie mówiono. Święto zostało uchwalone przez Sejm RP 14 listopada 2007 roku, w hołdzie oficerom i przedstawicielom polskiego państwa pomordowanym w 1940 roku na rozkaz Kremla. W tym roku obchodzimy 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej.

Obchody rocznicy w Ostrołęce.

Prezydent Miasta Ostrołęki, Paweł Niewiadomski, zaprosił dziś mieszkańców do udziału w miejskich obchodach Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.
Uroczystości odbyły się w poniedziałek, 13 kwietnia 2026 roku. O godzinie 10:00 w kaplicy na cmentarzu przy ul. Krańcowej została odprawiona msza święta w intencji blisko 22 tysięcy zamordowanych obywateli Polski – oficerów Wojska Polskiego, urzędników, policjantów, naukowców, profesorów, artystów, lekarzy, nauczycieli, sportowców, prawników, którzy stanowili elitę ówczesnego narodu.
Po nabożeństwie uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikiem Golgota Wschodu, oddając hołd ofiarom tej tragicznej karty historii.

Wspólnie uczczono pamięć ofiar. Obchody stanowią ważny element pielęgnowania pamięci historycznej oraz wyraz szacunku wobec tych, którzy oddali życie za Ojczyznę.

Jak dotrzeć do świadomości młodego pokolenia?

Przekazanie prawdy o Katyniu – Wam – młodzieży wymaga odejścia od martyrologicznego tonu na rzecz autentyczności i odniesień do wartości, które są Wam bliskie tu i teraz.

Dziś nie chcemy mówić wyłącznie o „ofiarach”, ale uważamy, że warto je pokazać jako ludzi sukcesu. To byli inżynierowie, lekarze, sportowcy (np. Janina Lewandowska – jedyna kobieta zamordowana w Katyniu, pilotka), nauczyciele i prawnicy. Skupiamy się dziś na „elicie” jako potencjale narodu.
Katyń to nie była tylko śmierć żołnierzy. To była próba wykasowania „mózgu” narodu – ludzi, którzy tworzyli kulturę, naukę i gospodarkę. Wyobraźcie sobie, że nagle znikają wszyscy wasi ulubieni aktorzy, piosenkarze, twórcy, mentorzy i specjaliści.
Jesteście bardzo wyczuleni na punkcie manipulacji i fake newsów. Historia Katynia to doskonały przykład walki o prawdę przeciwko potężnej machinie dezinformacji sowieckiej – „Kłamstwa Katyńskiego”.
Przez dekady świat musiał milczeć o tym, co się stało. Ta historia uczy, jak ważna jest odwaga w mówieniu prawdy, nawet gdy wszyscy wokół próbują ją zagłuszyć.

Statystyki (ponad 21 tysięcy ofiar) są trudne do ogarnięcia rozumem. Słyszeliście o przedmiotach wydobytych z dołów śmierci?
W kieszeniach płaszczy znajdowano guziki z orzełkiem, medaliki, zdjęcia dzieci, niedopisane listy. To byli ludzie tacy jak my – mieli plany na wakacje, marzenia, rodziny. Każdy z nich to osobna, przerwana historia…

Historia Katynia to nie tylko odległa data w kalendarzu. To przestroga przed tym, do czego prowadzi nienawiść i totalitarne systemy, które jednostkę traktują jak numer. Dziś wspominamy tych ludzi nie po to, by żyć przeszłością, ale by docenić wolność, którą mamy. Ich milczenie przez lata było krzykiem, którego dziś jesteśmy echem. Pamięć to nasza jedyna tarcza przed powtórką z historii.

Zygmunt Wyszomirski z Czarnowca

Z zapisków, na naszej stronie internetowej, opowieściom Jacka Pawłowskiego i Marka Karczewskiego o Wyszomirskich z Czarnowca mogliście już dowiedzieć się lub nie.
Chcemy w takim dniu przypomnieć Wam młodym, że właśnie w Katyniu zamordowano w dniach 16-19 kwietnia 1940 r. mieszkańca Czarnowca Zygmunta Wyszomirskiego.
Chcielibyśmy uświadomić, jaką wagę historii ma Zygmunt Wyszomirski. Chcemy pokazać Go nie jako bohatera, ale jako Waszego sąsiada, którego życie zostało nagle przerwane. Zygmunt nie był tylko nazwiskiem na liście katyńskiej – był człowiekiem z Czarnowca, który budował lokalną społeczność.

On był takim lokalnym influencerem swoich czasów!
Miał pasje. Zygmunt Wyszomirski nie tylko służył w wojsku jako podporucznik, ale był przede wszystkim nowoczesnym rolnikiem i edukatorem. Zygmunt nie siedział z założonymi rękami. Po studiach w Cieszynie wrócił tutaj, do Czarnowca, i uczył rolników z gminy Rzekuń, jak gospodarować nowocześnie. Był kimś, kto chciał zmieniać świat wokół siebie – dokładnie tak, jak wy dzisiaj chcecie zmieniać rzeczywistość przez technologię czy ekologię.

Pamięć o Katyniu to często pamięć o drobiazgach, o pojedynczych historiach wyjątkowych ludzi – naszych sąsiadów. Zygmunt urodził się 1 stycznia 1912 roku – zginął mając zaledwie 28 lat. Miał przed sobą całe życie. On chodził tymi samymi ścieżkami, co Wy. Cieszył się tym samym lasem i widokami. Jego historia to nie historia z podręcznika, to historia naszego konkretnego podwórka. Zróbcie sobie w tych dniach spacer historyczny na ulicę Kasztanową w Czarnowcu. Stańcie przed miejscem, w którym stał dom, w którym mieszkał, przejdźcie drogą, którą prawdopodobnie szedł na mobilizację. Zerknijcie na pamiątkową tablicę, zeskanujcie kod QR i czytajcie o Zygmuncie i Jego rodzinie.

    Wyobraźcie sobie takie media społecznościowe

    Co by zrobił Zygmunt Wyszomirski na fejsbuku, instagramie, iksie czy tiktoku gdyby nie 1940 rok?
    Miał pasję do rolnictwa i edukacji, i gdyby miał dzisiejsze możliwości jak macie Wy oraz wolny od sowietyzacji kraj – co by zrobił? Jaką byłby postacią w dzisiejszym świecie?

    Pamiętajmy, że świadomość o kimś z naszej „małej ojczyzny” jest częścią wielkiej, tragicznej historii świata. Ta świadomość buduje naszą dumę i poczucie tożsamości, których nie zastąpi żadna lekcja historii.

    O Zygmuncie Wyszomirskim, zamordowanym w Katyniu pomiędzy 16. a 19. kwietnia 1940 r. przeczytacie w kilku artykułach na naszej stronie w dziale HISTORIA.
    Poniżej również udostępniony indeks tego działu, w którym wyszukacie historie o rodzinie Wyszomirskich.

    Zapraszamy serdecznie.

    Marek Karczewski, 13.04.2026 r.




    Kalendarium Czarnowca – kwiecień

    Kalendarium Czarnowca – kwiecień

    Przedstawiamy, dla sympatyków Czarnowca i jego historii kolejny miesiąc z ważnymi wydarzeniami, które zaistniały w naszej wsi, bądż dotyczą mieszkańców Czarnowca.

    W kwietniu odnajdujemy sporo ważnych dat.
    Szersze, szczegółowe kalendarium prowadzone jest w odrębnym dziale KALENDARIUM.

    – Dziś obciodzimy siódme urodziny strony Czarnowiec.pl
    – pomiędzy 16 a 19 – 1940 r. – komuniści mordują Zygmunta Wyszomirskiego w Katyniu. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca nie jest znany do dziś.
    18 – 1945 r.Stefan Sakowski w wieku 24 lat poległ w walkach z Niemieckim najeźdźcą podczas operacji łużyckiej w trakcie forsowania rzeki Nysa.
    24 – 1978 r. – Umiera Stanisław Gierłowski, syn Franciszka i Marianny z Malinowskich. Jeniec Stalag IA, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys Czarnowca.

    Tradycyjnie, na grafice poniżej daty i wydarzenia, warte odnotowania.

    Marek Karczewski, 1.04.2026 r.




    KTO KOGO OKŁAMUJE

    W maju br. wojewoda obiecał osobiście mieszkańcom kolonii Czarnowca, że sfinansuje budowę drogi żwirowej z Czarnowca do Daniszewa. W połowie czerwca z Urzędu Wojewódzkiego nadeszło pismo informujące, że przydzielono gminie na tę drogę 20 tys. zł. Wójt […] z Rzekunia twierdzi, że do 7 października na konto Urzędu Gminy w Rzekuniu nie wpłynęła ani złotówka na ten cel. Tadeusz Olkowski, jeden z siedmiu gospodarzy z Czarnowca kolonii, pojechał w tej sprawie do wojewody. W ostatniej chwili rozmyślił się i zamiast do Urzędu Wojewódzkiego, przyszedł do redakcji. „Wychodzi na to, że ktoś nas okłamuje” – stwierdził. Sprawdziliśmy i znamy już odpowiedź na to pytanie.

    Aby dojechać do kolonii Czarnowca, należy skrę­cić w prawo z szosy prowadzącej do Rzekunia. Najpierw przez ok. pół kilometra jedzie się drogą gruntową. Mniej więcej na przejeździe kolejowym droga polepsza się. Jest już szersza, okopana rowami i ma nawierzchnię żwirową. To rezultat gminnej inwestycji w 1994 i 1995 roku. Na tyle starczyło wówczas pieniędzy.

    Dalej, kiedy jedzie się w kierunku na Daniszewo i minie się już zabudowania Czarnowca kolonii, droga staje się tragiczna. I tak jest do samego Daniszewa (ok. 1 km). To ważny odcinek drogi, bo wszyscy dostawcy z Czarnowca kolonii wożą mleko właśnie do Daniszewa.

    Nie tylko Tadeusz Olkowski, ale i pozostali mieszkańcy Czarnowca kolonii, twierdzą, że gmina o nich zupełnie zapomniała. Nie dość, że droga niedokończona, to nie ma tu jednego telefonu, nie ma wodociągu, nie doprowadzono gazu, mimo że sam Czarnowiec go ma. Ludzie czują się więc pokrzywdzeni. „A przecież produkcję rolniczą dajemy nie mniejszą niż cała reszta Czarnowca” – podkreśla Tadeusz Olkowski.

    W marcu br. napisali pismo do wójta gminy. Wymienili wszystkie bolączki, zawarli swoje postulaty i wszyscy się pod tym podpisali. W połowie kwietnia otrzymali z gminy odpowiedź. Sekretarz gminy […] z upo­ważnienia wójta poinformował mieszkańców Czarnowca kolonii, że w roku 1994 gmina wydała na drogę do ich przysiółka 2700 zł, a w 1995 – 14 tys. zł, co stanowiło odpowiednio 5,4 i 18,7 proc. wszystkich gminnych wydatków.
    – Natomiast w roku 1996 nie będzie się budowało w gminie żadnych dróg żwirowych, bo wszystkie pieniądze przeznaczone na drogi pochłonie wyasfaltowanie kilometrowego odcinka z Rozwór do Przytuł, co ma związek z wybudowaniem tam szkoły rolniczej. Sekretarz ustosunkował się także do innych problemów poruszanych w piśmie. Podkreślił przede wszystkim, że warunkiem koniecznym wszelkich gminnych inwestycji jest udział własny mieszkańców. Zasugerował – zdaje się, że z tym udziałem mieszkańców Czarnowca kolonii nie jest najlepiej.

    Lucjan Stepnowski 1990 r.

    Pomagaliśmy przy budowie drogi, a ja ze swojego pola dałem na drogę 2-metrowy pas – powiada Lucjan Stepnowski, który wiele lat temu był przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu, a który jest antagonistą wójta […].
    – Z tą pomocą nie było aż tak różowo, jak mówią mieszkańcy – ripostuje wójt gminy […], a za chwilę pokazuje mi starą mapę geodezyjną. – Co do tego pola, to niech pan spojrzy: zaznaczone jest, że droga ta ma w niektórych miejscach 2 metry, a w innych aż 4 metry! I to jest oficjalna mapa geodezyjna…
    Pretensje mieszkańców dotyczące niedoprowadzenia gazu wójt zbija stwierdzeniem, że kiedy gazyfikacja miała być rozpoczęta, mieszkańcy Czarnowca kolonii nie wykazywali nią zainteresowania. Gazyfikacja gminy wchodzi właśnie w trzeci etap, ale szanse na doprowadzenie rury do kolonii nie są wielkie, bo półtora kilometra gazociągu zaspokoiłoby potrzeby zaledwie siedmiu odbiorców, a jakie będą koszty takiej inwestycji?… Co do telefonów, to – jak tłumaczy wójt – Telekomunikacja Polska SA ma swoje reguły i załatwia te sprawy bez pośrednictwa Urzędu Gminy. Najważniejszą sprawą jest jednak droga. Po otrzymaniu odpowiedzi z gminy, mieszkańcy kolonii zrozumieli, że w tym roku – a może także i w paru następnych? – nie mają szans na to, żeby gmina im ją poprawiła. Wtedy to do wojewody […] udał się Lucjan Stepnowski, stary działacz ZSL-owski. W wyniku tej wizyty wojewoda obiecał przyjechać do wsi.

    Był na kolonii w Czarnowcu w maju. Zaproszono także wójta, sekretarza i jednego z członków Zarządu Gminy. Wojewoda w towarzystwie władz gminy obejrzał drogę do Daniszewa i obiecał sfinansowanie jej budowy. Tak to zrozumieli mieszkańcy wsi. Tak też napisano w piśmie z 12 czerwca br., podpisanym przez Genowefę Żebrowską, dyre­ktora Wydziału Infrastruktury Technicznej i Komunikacji UW. Oto jego treść: „Uprzejmie informuję, że wniosek mieszkańców kolonii Czarnowiec w sprawie budowy drogi żwirowej relacji Czarnowiec – Daniszewo został załatwiony pozytywnie. W bieżącym roku na realizację wyżej wymienio­nego zadania przydzielono środki finansowe w wysokości 20.000 zł. Dysponentem środków jest Urząd Gminy w Rzeku­niu. Zadanie to zostanie wprowadzone do planu na najbliż­szej sesji Rady Gminy w Rzekuniu”.

    – Zgodnie z umową sporządziliśmy kosztorys na tę drogę, a pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego do 7 października jeszcze nie wpłynęły – mówi wójt […].
    – My tu we wsi czujemy, że w tej sprawie jest jakaś złośliwość ze strony wójta – twierdzi Lucjan Stepnowski. – Jeśli pieniędzy gmina nie dostała, to wójt powinien na piśmie zawiadomić nas, że to Urząd Wojewódzki zawinił. – Ja myślę, że gdyby wójt dostał te pieniądze, to by drogę zrobił – broni wójta Tadeusz Olkowski.
    Gdzie więc podziało się 20 tys. zł, które w piśmie z 12 czerwca br. obiecała mieszkańcom wsi dyrektor Żebrowska? Spytaliśmy ją o to. Wyjaśniła, że oczekiwanie wójta na jakieś dodatkowe pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego bę­dzie bezowocne, bo istota sprawy polega na czymś zupełnie innym i wójt na pewno to rozumie. Wojewoda nie może otóż dać pieniędzy na drogę gminną. Co roku jednak zawierane jest z każdą gminą porozumienie, na mocy którego wojewoda przekazuje pieniądze na drogi wojewódzkie. Po wizycie wojewody w Czarnowcu, porozumienie z Rzekuniem zostało zmienione i środki wojewody na drogi wojewódzkie w gminie zostały zwiększone o 20 tys. zł. Wójt powinien zabrać ze swojej puli na drogi wojewódzkie taką samą kwotę i prze­znaczyć ją na drogę z Czarnowca do Daniszewa. Wcześniej powinna zostać podjęta uchwała Rady Gminy w tej sprawie.

    „Wójt o tym wszystkim dokładnie wiedział” – zapewnia dyr. Żebrowska.

    Odpowiedzi na tytułowe pytanie każdy niech więc udzieli sobie sam. Wszelki komentarz wydaje się zbyteczny.


    Powyższy tekst pochodzi z papierowego wydania Tygodnika Ostrołęckiego Nr 43/96, z dnia 27 października 1996 r.
    Pod tekstem podpisał się Mieczysław Bubrzycki.

    Poruszony w artykule temat tragicznego stanu drogi dotyczy drogi powiatowej 2581W relacji Czarnowiec – Daniszewo. Obecnie to ulica Słoneczna (w granicach wsi Czarnowiec).

    Zdjęcia na osiedlu, kiedyś zwanym „kolonia” wykonałem dnia 5 marca 2026 r. Na zdjęciach dawne posiadłości Stepnowskich i Olkowskich. Obecnie to ulice: Słoneczna, Leszczynowa i Polna.
    Ze swojej strony bardzo zachęcam do spaceru w te zupełnie jeszcze wolne od technologii cyfrowych i urbanistycznych rejony Czarnowca. Jeśli kogoś oko cieszy droga gruntowa, naturalny widok ptactwa i zwierzyny, to można udając się na południe przedłużeniem ul. Leszczynowej to wszystko zobaczyć.

    Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.
    Foto w artykule: Marek Karczewski, Aldona Stepnowska, Monografia Gminy Rzekuń Jerzy Dziewirski, Dzieje Ostrołęki 1944-1975 Jerzy Kijowski.

    Marek Karczewski, 5.03.2026 r.




    Co wydarzyło się w marcu? Kalendarium czarnowieckie.

    Co wydarzyło się w marcu? Kalendarium czarnowieckie.

    Jak w każdym miesiącu, tak i w marcu prezentujemy kartę z kalendarium naszej wioski.

    Najbliższa sercu rocznica marcowa, to zbyt wczesne odejście Eugeniusza Łępickiego – pisaliś o tym tu ->

    W marcu 2022 roku pierwsi uchodźcy ukraińscy przybywają do świetlicy w Czarnowcu… O pożegnaniu pierwszych „lokatorów” ->

    26 marca 2022 r. odbyła się uroczystość sadzenia „Dębu Przyjaźni Mieszkańców” ->

    Po bardziej szczegółowe notatki z historii Czarnowca zapraszamy do menu KALENDARIUM

    Marek Karczewski, 28.02.2026 r.




    Władza śledzi ludzi, czyli rzecz o samowolnym wydalaniu się

    Osoby, które samowolnie „wydaliły się” z miejsca zamieszkania, są wymieniane z imienia i nazwiska w rubrykach ogłoszeń urzędowych w gazetach. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. W takich ogłoszeniach figurują również mieszkańcy Czarnowca.

    Ogłoszenie nosi datę 13 listopada 1866 roku. „Poniżej wymienione osoby z Gubernii Płockiej wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd. Rząd Gubernialny (…) poleca Wójtom gmin, Burmistrzom i Prezydentom miast, aby w obrębie swej administracyi, zarządzili śledztwo pobytu tychże osób, a po wynalezieniu postąpili z niemi w myśl przepisów. O rezultacie poszukiwania, jeżeli właściwi Naczelnicy Powiatowi nie otrzymają od nich raportów w dniach 15, a Rząd Gubernialny od tych ostatnich w dniach 30, takowe na ich odpowiedzialność uważanem będzie za bezskuteczne”.

    Dalej następuje długa lista osób, które „wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd”. Są wśród nich mieszkańcy podostrołęckich wsi – Zabiela, Laskowca, Ołdak, Rzekunia, Przytuł Dzbenina i innych. Są też wskazani z nazwiska mieszkańcy Czarnowca, którzy opuścili wieś, a miejsce ich pobytu nie jest znane. „Wieś Czarnowiec: Maryanna Kobyleńska, Krystyna Komrat, Katarzyna z Teodorów Stojnowska, Józef Landa, Heim Welsztejn, Józef Łuba”.

    Takie ogłoszenie ukazało się w „Dzienniku Urzędowy Gubernii Warszawskiej” w 1866 r.  (nr 47 z 24 listopada).

    Sto sześćdziesiąt lat po ukazaniu się tego ogłoszenia ten dziwny czasownik w formie zwrotnej „wydalić się” może się wydawać cokolwiek niezrozumiały. Ale w dziewiętnastym wieku i w pierwszej połowie dwudziestego  „wydalić się” znaczyło tyle co „opuścić jakieś miejsce bez pozwolenia”, albo szerzej – opuścić jakieś miejsce, do którego z jakichś przyczyn było się przypisanym, przywiązanym.  Spotykamy go na przykład w rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych z 1929 roku w sprawie ruchu cudzoziemców w Polsce. I tak na przykład cudzoziemiec, który miał przepustkę lądową pasażerską, musiał zwrócić się do polskich władz, jeżeli zamierzał „wydalić się poza obręb portu oraz miasta portowego”.

    „Właśnie ukończył dwudziesty rok życia. Nie wydalił się dotąd nigdy poza okolice najbliższe swego rodzinnego miasta, a świat znany był mu jedynie z opowiadań”. To fragment przetłumaczonego na polski arcydzieła niemieckiego romantyzmu.

    To upewnienie się o co chodzi z tym wydalaniem się pozwala zrozumieć ogłoszenie, a nie tylko domyślać się z kontekstu. Wynika z niego, że kilkoro obywateli Cesarstwa Rosyjskiego, których choć władza miała zanotowanych jako mieszkańców Czarnowca, to w Czarnowcu ich nie było. Władza zarządziła więc poszukiwania w trybie administracyjnym.

    Przepisy meldunkowe w zaborze rosyjskim były bardzo rygorystyczne. Wręcz opresyjne i represyjne zarazem. W Cesarstwie Rosyjskim, żeby wyjechać poza miejsce stałego pobytu, trzeba było mieć paszport wewnętrzny. Lokalne władze prowadziły księgi meldunkowe, a przetrzeganie miejsca stałego pobytu podlegało policyjnej kontroli. Po przybyciu na nowe miejsce pobytu, należało w ciągu doby zgłosić się do władz, aby się zameldować. Gminy prowadziły księgi pobytu ludności stałej i niestałej. Za wyjazd z miejsca zamieszkania bez powiadomienia władz, albo za pobyt w nowym miejscu bez zameldowania się groziły kary.

    Zasady pobytu, przemieszczania się i meldowania ludzi określała instrukcja Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z 1861 roku. Instrukcja ta szczegółowo, by nie powiedzieć szczególarsko okreśała jak gminy powinny prowadzić księgi meldunkowe. „Na jednej stronnicy ksiągi ludności, zapisywać można odtąd tylko 10. osób stosownie do linij poprzeczych” – głosi aneks do instrukcji z 1862 roku. „Wszystkie wyrazy i liczby w księgach tych wpisywać należy całkowicie, bez zastępowania  ich używaniem 'ditto’ [tak samo – przyp. JP] lub t.p. [prawdopodobnie 'temu podobne’ – przyp.JP]. „O osobach ubyłych bez wiedzy Urzędu gminnego, prowadzoną ma być oddzielna kontrolla”.

    Udało mi się dotrzeć tylko do przepisów przejściowych i tzw. „czyszczących”, czyli przepisów o przepisach. Z nich wiadomo jedynie, że w przywołanej instrukcji „art. 51-54 określają: znaczenie stałego zamieszkania; co się zowie przesiedleniem, a co emigracyą; skutki wynikające z samowolnego opuszczenia miejsca swego zamieszkania; przyjęcia na stałe mieszkanie osoby w stosówne pozwolenie nie opatrzonej; niezameldowania Władzy o przybyłej  na mieszkanie osobie i wydania niewłaściwego świadectwa przesiedlenia”.

    I jeszcze jeden przepis, będący świadectwem czasów, w których powstał. „Niewiasta zamężna zapisaną być ma w miejscu stałego zamieszkania, jej męża; nie może więc bez zezwolenia jego, uzyskać przesiedlenia w inne miejsce”.

    Jak dotąd nigdzie nie udało mi się trafić na jakąkolwiek informację czy poszukiwani obywatele zostali odnalezieni i co z nimi władza zrobiła. Najprawdopodobniej dlatego, że fakt zaginięcia był podawany do publicznej wiadomości, a fakt odnalezienia lub nieodnalezienia, już niekoniecznie.

    Jacek Pawłowski

    PS. Jak to często ze sprawami dziewiętnastowiecznymi bywa, brakuje zdjęć z epoki. Żeby wzrok miał na czym spocząć zamieszczam tegoroczne zdjęcie zimowego Czarnowca. Dawno nie było takiej zimy, więc na swój sposób obecna pora roku ma również walor historyczny 🙂




    Kalendarium Czarnowca – luty 2026

    Od kilku miesięcy publikujemy, w telegraficznym skrócie kalendarium wydarzeń, które wpisały się na stałe do ksiąg naszej historii.

    W lutym, jak się okazuje występuje data najważniejsza dla naszej miejscowości – wpis w akcie erekcyjnym Parafii Rzekuń.

    W lutym rodzą się i umierają sołtysi oraz bohaterowie naszej czarnowieckiej ziemi.

    Do śledzenia kalendarium naszej wsi zapraszamy w dziale KALENDARIUM

    Dziś, tradycyjnie tablica z najważniejszymi wydarzeniami odnotowanymi dotychczas…

    Marek Karczewski, 1.02.2026 r.




    „W końcu normalnego sołysa Czarnowiec ma…” Napisała jedna z mieszkanek.

    Właśnie dziś, 23 stycznia, roku pańskiego 2025-ego wypowiedziano słowa, które pozostaną na zawsze zapisane na kartach historii Czarnowca.

    Dziś, tak naprawdę, zupełnie przypadkowo, przeglądając materiały o kolarstwie ostrołęckim, gdzieś na kolejnym podłączanym dysku wyświetlił mi się folder inne/czarnowiec. Co ja tam wrzuciłem myślę?
    Zaglądam i widzę skopiowane – podesłane przez znajomych screeny (zrzuty ekranów).
    Pytanie dlaczego podesłane? Bo już na wigilii wiejskiej w Czarnowcu, w 2023 r., przy łamaniu się opłatkiem, wójt rzekuński usunął moją osobę ze znajomych fejsbukowych. Zostałem (już chyba wcześniej) poblokowany na wszelkich profilach fejsbukowych gminy i gminnych jednostek. Nie widziałem i nadal nie widzę tych profili. Ludzie jednak podsyłali swoje spostrzeżenia.

    Więc przeglądam…

    Kilkanaście plików, które podsyłali ludzie po zebraniu wiejskim zwołanym i zorganizowanym przez wójta gminy Rzekuń w świetlicy wiejskiej w Czarnowcu na dzień 23 stycznia 2025 r.

    Myślę, że wielu z Państwa wie po co było zwołane zebranie. Wójt właśnie tego dnia postanowił obsadzić na stanowisku sołtysa/świetlicowego swojego jedynego kandydata. Przybyli Mieszkańcy Czarnowca, choć z przekazów niektórych obecnych na zebraniu wynikało, że niektórzy to już byli mieszkańcy.
    Odbyło się liczenie głosów i wygrał. Wygrała nareszcie normalność!
    Użyłem wcześniej sformułowania „świetlicowego”. Tę funkcję wójt ustanowił dla nowego wybranego sołtysa już wtedy gdy jeszcze pełnił swoją kadencję poprzedni – ten nienormalny (było to pod koniec 2024 r.).

    Można by wiele pisać o zachwycie mieszkanki, która w euforii wyraziła swoją normalną opinię, ale czy warto?

    Chyba jednak trochę warto – tak w ekspresowym podsumowaniu:

    Ten NIENORMALNY ogłaszał konsultacje wśród Mieszkańców na co wydać pieniądze z Budżetu Sołeckiego.
    Ten NORMALNY nie musi, i tak rajczyni o tym zadecyduje.

    Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców ile gmina przydzieliła środków na sołectwo w ramach Funduszu Sołeckiego (jest wszystko na stronie Czarnowiec.pl).
    Ten NORMALNY nie informuje, bo i tak rajczyni postanawia prawie cały fundusz zwrócić do gminy. To po co Mieszkańców irytować?

    Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców SMS-ami o śmieciach, podatkach, wydarzeniach, zebraniach…
    Ten NORMALNY nie musi, bo i tak ten kto ma wiedzieć, wie.

    Ten NIENORMALNY nazywał się na fejsbuku Marek Karczewski (tak nazywa się nadal).
    Ten NORMALNY nazywa się na fejsbuku (imię) Sołectwo, nazwisko (Czarnowiec). Po co podawać prawdziwe imię i nazwisko, skoro i tak kto ma wiedzieć wie.

    Ten NIENORMALNY realizował Uchwały Zebrania Wiejskiego w sprawie wydatkowania FS. Gdy miała nastąpić zmiana zwoływano Zebranie i Mieszkańcy sami decydowali jak wydatkować FS po zmianach.
    Ten NORMALNY nawet nie wie na co był przeznaczony FS, bo i tak pomimo Uchwały Zebrania wiejskiego z 2024 r. rajczyni zdecydowała, że jednak będzie realizowany tak jak ona wskaże. Po co zwoływać jakieś dziwne zebrania jak i tak ludzie się nie zorientują, że były inne ustalenia. A głosowali za przeznaczeniem całych środków FS 2025 na oświetlenie uliczne – według listy zaproponowanej przez samą rajczynię. Podczas realizacji FS 2025 lampy stanęły w zupełnie innych miejscach niż Zebranie Wiejskie uchwaliło!

    Ten NIENORMALNY dbał o siedem tablic ogłoszeniowych, tak aby wyglądały schludnie, a żaden szarpany papier (nieaktualny) nie był zdejmowany przez wiatr czy ulewę.
    Ten NORMALNY – można zobaczyć (jeśli ktoś lubi spacery), jak wyglądają tablice po roku…

    Ten NIENORMALNY organizował z Radą Sołecką i Radą Świetlicy (w późniejszym okresie także z KGW) dla Mieszkańców: Mistrzostwa Czarnowca w piłce nożnej, Mistrzostwa Czarnowca w tenisie stołowym, rajdy rowerowe, Zjazdy na ByleCzym, wigilie wiejskie, slajdowiska, warsztaty, potańcówki. Możecie Państwo przeglądnąć ten dział – WYDARZENIA
    Ten NORMALNY nie musi, bo latem wójt zorganizował w Czarnowcu festyn przed świetlicą dla (podobno Mieszkańców). Zdjęcia ukazały, że to była impreza dla rajców gminy.

    Ten NIENORMALNY (przez sześć lat) nie wziął za użyczanie budynku świetlicy ani grosza! Świetlicą zarządzała (jedyna w gminie zgodnie z Uchwałą z 2015 r.) Rada Świetlicy, która również nie pobierała opłat, a jedynie wynajmujący jako darowiznę na rzecz świetlicy przekazywali: zastawę, środki czystości, inne urządzenia i rzeczy użyteczne dla budynku świetlicy.
    Ten NORMALNY (według Uchwały jako świetlicowy) pobiera zgodnie z Uchwałą z 2024 r. prowizję w kwocie 20% wpłaconych do gminy pieniędzy. Świetlica zaczęła żyć! W przeciągu roku 2025 na 52 tygodnie, (jeśli ktoś chciał sobie zaprzątać bzdurami głowę), to ok. 50 razy była puszczona w obieg. Nie chce mi sie wyszukiwać zarządzeń i uchwał, ale coś około 500 zł. wynajmujący płacili, a teraz od nowego roku 2026 podobno 1000 zł? W tej kwestii możliwe, że się mylę, ale nie znajduję w żadnych oficjalnych sprawozdaniach świetlicowego ile wpływa na konto za otwieranie drzwi świetlicy. Czy to aby nie jest informacja publiczna?

    Ten NIENORMALNY informował oficjalnie jaki jest skład Rady Sołeckiej i Rady Świetlicy. (wszystko do dziś jest na Czarnowiec.pl)
    Ten NORMALNY nie musi informować, bo kto ma wiedzieć, nie wie. Na stronie gminy (BIP) też nikt tego nie wyczyta!

    Ten NIENORMALNY sam pisał ogłoszenia, sprawozdania, zaproszenia, informacje.
    Ten NORMALNY nic nie musi pisać. Ma od tego sekretarkę lub sekretarki. Choć po dziesięciu wpisach z całego roku 2025 można zauważyć jeden styl, jednej sekretarki, która mocno kładzie nacisk na miłość i wyrozumiałość: „…jak silna i zgrana jest nasza lokalna społeczność. Takie chwile budują więzi i pozostają w pamięci na długo.” A podpisuje: „Z wyrazami szacunku Sołtys wsi Czarnowiec”. To jest normalne, bo każda sekretarka podpisuje: prezes, dyrektor, wójt, burmistrz, prezydent, minister itp. I to jest pomimo wszystko normalne.

    Ten NIENORMALNY nie woził księży po kolędzie, bo miał za słabo wypasione auta i był dość długo bezrobotnym. Czy podstawienie czerwonego sejaka byłoby dobrze odebrane?
    Ten NORMALNY przynajmniej wozi…

    Ten NIENORMALNY wywalczył w czasie pandemi 2020/2021 aby ksiądz jednak przybył do Czarnowca na święcenie pól i upraw. Większość sołtysów parafii upierała się aby wziąć ziemię w worek i iść do kościoła ją święcić.
    Ten NORMALNY nawet wszystkich Mieszkańców nie poinformował o tym, że rajczyni organizuje święcenie pól.

    Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców o szczepieniu psów.
    Ten NORMALNY nie musi. Dlaczego? Ponieważ Mieszkańcy do mnie dzwonili i dzwonią, kiedy będzie szczepienie, bo na stronie czarnowiec.pl nie ma takiej informacji.

    Najbardziej parszywa sytuacja w 2025 r.

    Wydarzyła się podczas pokątnej decyzji o ustaleniu nazwy dla drogi powiatowej 2550W!
    Nawet sam wójt rzekuński powiedział do jednego z Mieszkańców, że do Karczewskiego to i tak nie pójdą pytać. Radni oczywiście z naruszeniem prawa podjęli Uchwałę o nadaniu nazwy naszej drogi bez żadnych konsultacji, ogłoszenia zebrania, demokratycznego głosowania! Do dziś, gdy spotykam Mieszkańców DP2550W i pytam czy ktoś z nimi rozmawiał – robią wielkie oczy i nie dowierzają, że można zrobić coś poza ich plecami.
    Ten NIENORMALNY pytał wszystkich Mieszkańców DP2550W na specjalnie zwołanym zebraniu (wyłącznie dla Mieszkańców tej drogi). Wnioski o nadanie nazwy dla DP2550W zostały odrzucone.
    Można to było zrobić w demokratyczny sposób, ale ani rajczyni, ani jej podwładny świetlicowy nie uznają demokracji, bo folwark to jednak folwark…

    Podesłane pliki graficzne

    Postanowiłem wrzucić tu kilka plików, bo wiem, że sporo ludzi nie posiada fejsbuków i instagramów. Z tych obrazków możecie sobie Państwo wyczytać, wypatrzeć, kto był uszczęśliwiony obsadzeniem nareszczie NORMALNEGO…
    ps. Zauważyłem (na jednym ze skreenów), że pan NORMALNY dnia 5 maja 2024 r. wypisał się z Czarnowca, po tym jak wójt zebrał ludzi specjalnie w długi wekkend majowy aby obsadzić swojego. Obraził się, bo się nie udało, pomimo, że elektorat NIENORMALNEGO był we Włoszech, Szwajcarii, Kanadzie i na Filipinach, na długiej majowej „majówce”. Ten termin zebrania (z 2024 r.) zapewnie niespecjanie sekretariat wójta wskazał, bo taki był w kalendarzu wolny od wszelkich wydarzeń gminnych, długiego majowego weekendu. Wszyscy: wójt, jego kandydat i rajczyni otrzymali czarną polewkę od Mieszkańców Czarnowca.

    Aha, w tych szpargałach dyskowych pozostały jeszcze takie:

    Oczywiście, ja wiem kto te informacje do mnie pisał, ale je zanonimizuję.

    Mieszkaniec Czarnowca – 14.12.2024 r.
    „Odjebałeś dziś numer stulecia… Jesteś najlepszym sołtysem jakiego kiedykolwiek znałem. Podejrzewam, że nigdy się nie dowiemy o co chodziło…”

    Przedsiębiorca z Czarnowca – 15.12.2024 r.
    „Marek, pamiętam jak Cię poznałem: wracałem do domu autem, zatrzymałeś mnie i spytałeś czy tu mieszkam. Co Cię to obchodzi dziwaku na rowerze – pomyślałem. Powiedziałeś, że jesteś sołtysem i masz dla mnie decyzję podatkową – no spoko 🙂
    Po jakimś czasie poznaliśmy się bliżej, a ja byłem coraz bardziej zaskoczony jak wygląda życie społeczne w takiej małej miejscowości. To niebywałe co się tutaj działo przez te kilka ostatnich lat, a jak opowiadałem innym to zwieszali głowy i z zazdrością mówili: „u nas tak nie ma”.
    Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że trafiliśmy z przeprowadzką akurat wtedy, kiedy byłeś sołtysem (nie znałem poprzedniczki i nigdy wcześniej nie mieszkałem „na wsi”). Cieszy mnie bardzo czego doświadczyliśmy z rodziną przez te lata i mimo, że jakoś wybitnie aktywnie nie uczestniczyliśmy w organizowanych przez Ciebie imprezach to i tak mamy mnóstwo fantastycznych wspomnień i pamiątek.
    Gdy mieszkańcy Czarnowca zdecydowali, że nienależne jest Tobie miejsce w radzie gminy, pomyślałem ( i wówczas Ci to powiedziałem), że te sołectwo na Ciebie nie zasługuje. Niemniej zgodnie z Twoją prośbą głosowałem, byś został sołtysem. Głosowałem wbrew sobie – to nie była moja „bądź wola twoja”, bo wiedziałem, że będziesz miał pod górę, że będzie Cię te sołtysowanie bardzo dużo kosztować. Że będziesz starał się dla ludzi, którzy i tak tego nie docenią.
    Cieszę się, że podjąłeś taką decyzję, choć w sercu też jest trochę żalu, bo przecież…nie oszukujemy się – Andrzej się do takich rzeczy po prostu nie nadaje, nie ma takiej charyzmy jaką masz Ty. Dużo się zmieni, a raczej, jak mawiał pewien Podlaski „celebryta” – nie będzie niczego. No cóż fajnie i wesoło to już było i jak to mówią nasi południowi sąsiedzi: „to se ne vrati”.
    Podjęcie takiej decyzji na pewno nie było łatwe, na pewno nie spadło na Ciebie z dnia na dzień. Nie chcę nawet się domyślać ile Cię to kosztowało nerwów itd. Mam jednak nadzieję, że w końcu odetchniesz, odpoczniesz zajmiesz się swoimi pasjami, rodziną.
    Mam też nadzieję, że czasem przycyklujesz na nasze osiedle pogadać o czymkolwiek 🙂
    Dziękuję Ci za twoje poświecenie i zaangażowanie na rzecz rozwoju naszego sołectwa i jednoczenia jego Mieszkańców.
    Do zobaczenia”

    Doktor historii z Mazowsza – 31.12.2024 r.
    „Szkoda, że podjąłeś taką, a nie inną decyzję. Smutne, że ludzie tak zaangażowani w działania na rzecz lokalnych społeczności z tych, czy innych względów wycofują się ze swych aktywności … wszystkiego dobrego w 2025 r. Marku …”

    Sołtys z gminy Lelis – 29.01.2025 r.
    „Jako obserwator powiem, że byłeś jednym z najaktywniejszych sołtysów jakich znam ..a znam ich całkiem sporo.
    Kawał świetnej roboty!”

    Influenserka z Wyszkowa – 29.01.2025 r.
    „Nie wiem o co chodzi, mogę się tylko domyślać, że wpis jest związany z wyborami w miejscowości, w której mieszkasz.
    Z doświadczenia wiem, że jeśli coś się kończy to wkrótce rozpocznie się coś nowego o wiele lepszego, czego z całego serca Ci życzę.
    Niech otworzą się nowe drzwi z wszelkimi dobrami dla Ciebie, pozdrawiam.”

    Mieszkanka osiedla Działkowego – 29.01.2025 r.
    „To teraz wszyscy zobaczą jak nowy sołtys się będzie wykazywał. A Marek Karczewski zawsze będzie naszym zapamiętanym sołtysem, który każdego znał przywitał się z każdym i pogadał. Angażowal się we wszystko co mógł. Ale tacy ludzie zawsze zawadzają. Nie pasują bo nie przytakują na wszystko. Mają własne zdanie.”

    Współwaścicielka stacji diagnostycznej – 29.01.2025 r.
    „Nie jestem mieszkanką Czarnowca. A bywam tam właśnie dlatego że mają cudownego sołtysa. Tylko pozazdrościć co robi dla mieszkańców. Organizator do potęgi entej, niesamowity umysł scalania ludzi w jedność. Pozdrawiam cały Czarnowiec, a przede wszystkim Sołtysa z dużej litery.”

    Honor, czy to w dzisiejszych, folwarcznych czasach możliwe?

    Wielu Mieszkańców oraz obserwatorów, zarzuca mi, że niepotrzebnie zrezygnowałem.
    Wielu pyta dlaczego? – „przecież mogłeś jeszcze rok wytrzymać i mieć dodatek do emerytury”.
    Odpowiadam wszystkim to samo:
    Ja sołtysem nie po to zostałem wybrany, aby zbić na tym fortunę. Nie byłem sołtysem dla pieniędzy tylko dla ludzi.
    Może za honorowo…?
    Ocenę pozostawiam Państwu.

    Świętujmy rocznicę NORMALNOŚCI.

    Marek Karczewski, Czarnowiec, 23.01.2026 r.




    Michniewicz z Czarnowca wystawiał ogiera anglo-trakeńskiego. Czy został skrytykowany?

    Niezdecydowanie, zdawać by się mogło wydawca dziewiętnastowiecznej „Gazety Rolniczej” Nr 25 z 1897 r. podaje datę publikacji 7(19) czerwca. Czy zatem gazetę wydrukowano 7 czy może 19 czerwca?
    Otórz obie daty są prawidłowe. W XIX wieku różnica między kalendarzami wynosiła 12 dni, co sprawiało, że data juliańska przypadała wcześniej niż jej gregoriański odpowiednik. Zapis 7 (19) czerwca 1897 oznacza: 7 czerwca – data według kalendarza juliańskiego, 19 czerwca – data według kalendarza gregoriańskiego (używanego obecnie). Taki podwójny zapis był powszechny w dokumentach z terenów zaboru rosyjskiego, gdzie kalendarz juliański obowiązywał urzędowo aż do 1915/1918 roku.

    Z racji na fakt, że kalendarz juliański spóźniał się o 1 dzień na każde 128 lat, 24 lutego 1582 roku, Papież Grzegorz XIII w bulli papieskiej[1] „Inter Gravissimas” ogłosił reformę kalendarza, zwanego odtąd kalendarzem gregoriańskim. Dokument nakazywał pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza, dlatego też po środzie, 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek, 15 października.

    Napotykając w dostępnych źródłach podwójne datowanie już wiemy, że te daty prezentowane w nawiasie są podawane według „naszego” gregoriańskiego kalendarza.

    Teraz już wiemy, że fakty poniżej opisane będą dotyczyć tych dat z nawiasów. Tyle o podwójnych datach.
    Wyszło trochę długo, a mieliśmy się w tym wpisie dowiedzieć o Michniewiczu…

    Co wiemy z Gazety Rolniczej o Maurycym Michniewiczu – właścicielu majątku Czarnowiec?

    Na pierwszej stronie gazety czytamy:

    Wystawa inwentarzy.

    W dniu 12 b. m. o god. 2-ej po południu otwar­to, po dziewięcioletniej przerwie, wystawę inwentarzy, które, jak się spodziewać uależy, odtąd już stale, co roku, powtarzać się będzie.

    Wbrew naszym, a i ogólnym przewidywaniom, opartym na tak bardzo spóźnionej decyzji, wystawa obesłaną została bardzo licznie.
    Liczba dostarczonych okazów przewyższa o wiele ilość, jaką widywaliśmy na wystawach poprzednich; stąd prosty wniosek, że gdyby nie spóźniona decyzja, wystawa tegoroczna byłaby wprost imponującą i że takiemi też będą następne.

    Lista eksponentów przedstawia się szczegółowo jak następuje: W dziale koni...”

    Wystawa inwentarzy, otwarta 12 czerwca 1897 roku po dziewięcioletniej przerwie, odbyła się w Warszawie. Wystawy tego typu organizowano na placach wystawowych w Warszawie, najczęściej na tzw. Polu Ujazdowskim (rejon dzisiejszego Parku Ujazdowskiego i Al. Ujazdowskich). Za organizację odpowiadało Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, a konkretnie jego Sekcja Rolnicza.

    Co było przyczyną wspomnianej w gazecie przerwy?
    Wspomniana przerwa w organizowaniu Wystaw Inwentarzy była spowodowana przede wszystkim zagrożeniem epidemiologicznym (pomorem bydła i chorobami trzody) oraz restrykcjami administracyjnymi władz carskich.
    Główną przyczyną zawieszenia wystaw po 1888 roku były powtarzające się epidemie chorób zakaźnych zwierząt, które wymuszały na władzach wprowadzanie surowych zakazów przemieszczania inwentarza. Organizowanie dużych skupisk zwierząt z różnych regionów kraju niosło zbyt wielkie ryzyko rozprzestrzenienia się zarazy na całe Królestwo Polskie.
    Władze rosyjskie, w ramach polityki po powstaniu styczniowym, niechętnie patrzyły na wszelkie inicjatywy sprzyjające konsolidacji polskich środowisk ziemiańskich i gospodarczych. Brak zgody na zjazdy i wystawy był formą kontroli nad aktywnością społeczną Polaków. Po 1888 roku sekcje rolnicze działające przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie borykały się z trudnościami w uzyskaniu odpowiedniego terenu (później wystawy odbywały się na Polu Ujazdowskim) oraz funduszy na budowę tymczasowych pawilonów.
    Wystawa była wielkim wydarzeniem, ponieważ po raz pierwszy od niemal dekady hodowcy mogli zaprezentować postępy w hodowli bydła, koni i trzody.

    Wśród 63. wystawców koni tejże wystawy, przy pozycji 48 widzimy nazwisko Maurycego Michniewicza z Czarnowca, który wystawił jednego ogiera anglo-trakeńskiego.

    Wspomniany ogier anglo-trakeński Maurycego Michniewicza był jednym z eksponatów (choć nielicznych) mających dowieść postępu w hodowli prywatnej, która po latach zastoju spowodowanego epidemiami mogła wreszcie zaprezentować swoje wyniki szerokiej publiczności i potencjalnym nabywcom w stolicy.

    Ogier Michniewicza (anglo-trakeński) był jedynym egzemplarzem warszawskiej wystawy. Wystawiono araby, oldenburskie, konie wierzchowe swego chowu, anglo-arabskie i inne, ale anglo-traken z Czarnowca był jedyny na warszawskiej wystawie.

    Czy ogier Michniewicza (anglo-trakeński) pod koniec XIX wieku był popularny w hodowlach?

    Pod koniec XIX wieku ogiery o pochodzeniu anglo-trakeńskim (czyli konie trakeńskie z silną domieszką pełnej krwi angielskiej) były nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe dla europejskiej hodowli koni szlachetnych. Cieszyły się uznaniem. Były fundamentem kawalerii. Rasa trakeńska, rozwijana w Prusach Wschodnich, była głównym dostawcą koni dla armii. Pod koniec XIX wieku dążono do uzyskania koni lżejszych i szybszych, co osiągano właśnie poprzez krzyżowanie lokalnych klaczy z ogierami pełnej krwi angielskiej (anglo-trakeny). W latach 60. XIX wieku ponad 68% klaczy w Stadninie Głównej w Trakenach było krytych ogierami pełnej krwi angielskiej. Do roku 1912 wskaźnik ten wzrósł do ponad 84%, co pokazuje, jak potężny był trend uszlachetniania rasy.
    Trakeny były symbolem luksusu i sprawności. Konie słynęły z niezwykłej wytrzymałości i szybkości. Pod koniec wieku potrafiły pokonywać trasy długodystansowe znacznie szybciej niż inne ówczesne rasy.
    W tamtym okresie na ziemiach polskich konie te były marzeniem każdego ziemianina, łącząc elegancję konia wierzchowego z twardością potrzebną w rolnictwie i wojsku.

    Jak traken czy anglo-traken Michniewicza mógł wyglądać w 1897 r.?

    TEMPELHÜTER ur.1905 w Stadninie w Trakenach. Foto: skrzypiec.net/historia

    Królewska Stadnina Koni w Trakenach (Hauptgestüt Trakehnen) była prawdziwym „klejnotem w koronie” Prus Wschodnich. Była to najznamienitsza, najbardziej znana i największa w Europie do wybuchu II wojny światowej hodowla koni szlachetnych.

    Początek XIX wieku przyniósł w stadninie rewolucyjne zmiany w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. Koniowi trakeńskiemu nadano typ bardziej wierzchowy poprzez stanowienie ogierami pełnej krwi angielskiej.
    Koniec XIX wieku to starania hodowlane w kierunku konia trakeńskiego cięższego kalibru, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia.

    Dlaczego właściciel ziemski wsi Czarnowiec Maurycy Michniewicz w roku 1897 posiadał w gospodarstwie pełnokrwistego ogiera anglo-trakeńskiego?
    Michniewicz posiadał ogiera anglo-trakeńskiego z tych samych powodów, dla których rasa ta była wówczas powszechnie ceniona – prestiż, potrzeby wojska (kawalerii) oraz rolnictwa.
    Można przypuszczać, że będąc aktywnym hodowcą oraz uczestnikiem wspomnianej wystawy, kierował się wieloma motywacjami. Dążeniem do doskonałości hodowlanej, bo konie anglo-trakeńskie uchodziły za konie „szlachetne”, łączące pożądaną wytrzymałość z elegancją i szybkością, co było wynikiem intensywnego uszlachetniania ich krwią angielską. Posiadanie takiego ogiera świadczyło o nowoczesnym podejściu do hodowli i statusie właściciela. Konie te były wszechstronne i posiadały wysoką użyteczność. Choć hodowcy pod koniec XIX wieku dążyli do uzyskania nieco masywniejszych koni na potrzeby rolnictwa, to konie trakeńskie wciąż były cenione jako wierzchowce i konie zaprzęgowe (kawaleryjskie). Ich wytrzymałość i dzielność czyniły je idealnymi do pracy w majątku ziemskim, jak i na użytek wojska.

    Wystawy, takie jak ta wznowiona w 1897 r., były miejscem prezentacji najlepszego inwentarza i zawierania transakcji. Michniewicz mógł sprowadzić lub wyhodować takiego ogiera, aby podnieść wartość swojego stada i odnieść sukces na prestiżowej wystawie. Hodowla koni pełnej krwi była często pasją ziemian, a sukcesy hodowlane przynosiły im rozgłos i satysfakcję w środowisku arystokratycznym i gospodarczym.
    Posiadanie ogiera tej rasy było wówczas inwestycją w najlepszą dostępną „technologię” hodowlaną, gwarantującą potomstwo o pożądanych cechach użytkowych i dużej wartości rynkowej.

    Skrytykowano Michniewicza czy wystawę?

    Tygodnik rolniczo-przemysłowy „Rolnik i Chodowca” z 1 lipca 1987 roku krytykuje wystawę?

    Tak streszcza „ECHA z miasta i z zagona.
    Treść: … – Z jakiej strony przedstawiony został коń? – Jakie konie mamy, a jakich nam brak?- Nędza koni warszawskich…”

    „…Wiele było powodów, dla których wystawa „koni i zwierząt gospodarskich” mogła się nie udać. Najważniejszy ten, że zabrano się do niej zbyt późno i że gdy zabrano się, mówiono zbyt mało. Pomimo to jednak wystawa się udała.
    O ileżby się więc udała lepiej gdyby… Ale dajmy pokój. Stało się! Na przyszły rok można się będzie po- prawić…”

    „…Co do koni, które wyniesione zostały nawet po nad zwierzęta domowe, to te cieszyły się jeszcze innemi honorami, jakie im się należą od towarzystwa wyścigów; umieszczono je w „głównym” pawilonie, przeprowadzano je przed publicznością, jeżdżono na nich
    wierzchem i w powozach… Koń przedstawiony został ze strony piękna i przyjemności i ewentualnie wojny; jakby zapomniano, że jest on także przyjacielem pracy człowieka i zwierzęciem pociągowem. Na 233 okazy, przedstawiono 20 zaledwie koni roboczych, z których…”

    „…Reszta to paradjery pod wierzch i trochę do zaprzęgu. Mamy mnóstwo drobiazgu marnego na wszystkich jarmarkach, hodowanego przez włościan, a kupowanego przez dwory na „fornalki”[2]. Nie brak nam koni i do powozu i do bryczki, ale jeżeli przemysłowiec nasz w Warszawie chce kupić konia pociągowego, silnego do furgonu, to musi go szukać albo za granicą, albo kontentować się przyprowadzonemi przez handlarzy z Cesarstwa.
    Te ostatnie zaś przychodzą do nas po większej części jako trzylatki (tak jak na wyścigi), a po latach dwóch, lub trzech, z nogami krzywemi i opojami[3] przedstawiają obraz, do czego hodowla racyonalna nie powinna dopuszczać. Tak nędznych koni, jakie się widzi w Warszawie, nie zdarzyło mi się widzieć w żadnem mieście europejskiem. Niktby się nie domyślił u nas tego zamiłowania do koni, z jakiego się ciągle chwalimy i tego „znawstwa” naturalnie. U nas każdy jest znawcą koni!..”

    „…Pragnąłbym i życzyłbym, by co rok było lepiej, co rok świetlej. A komitetowi wystawy i tym wszystkim i chrzestnym i rodzonym ojcom wystawy także zapewne o to chodzi. Więc zgoda i do zobaczenia się za rok!”
    Podsumował Adam Brona.

    Czy Brona skrytykował między innymi Maurycego Michniewicza z Czarnowca za wystawienie swojego „paradjera”?

    Gdyby kogoś zainteresował tekst pełnego artykułu oraz inne sparawy rolnicze z 1897 roku, to można przeczytać gazetę pobraną z Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej -> (PDF)

    Marek Karczewski, 15.01.2026 r.

    [1] – Bulla papieska to uroczysty, oficjalny dokument papieski.
    [2] – Fornalki to najczęściej określenie na zaprzęgi konne (zwykle składające się z dwóch lub czterech koni roboczych). Były one przydzielane do pracy fornalom, czyli stałym robotnikom rolnym w dawnym majątku ziemskim.
    [3] – Opoje to miękkie, niebolesne obrzęki (wypukłości) występujące najczęściej w okolicach stawów lub pochewek ścięgnistych nóg u koni obciążonych pracą.

    Źródła:
    – cyfrowemazowsze.pl/dlibra
    – skrzypiec.net/historia




    Spotkali się przy kamieniu – Czerniejewski i Jaworowski.

    Tak kiedyś ustalono granicę pomiędzy Ostrołęką a Dzbeninem i Czarnowcem.

    W dość już starej, bo z XX wieku gazecie wydawanej na ziemi łomżyńskiej „Kontakty” wypatrzyłem taki oto wycinek:

    W pobliżu drogi wiodącej z Ostrołęki do Dzbenina leży nad rzeką Narwią głaz. Okoliczna ludność uważa go za niezwykły.

    Dawniej stał na nim krzyż. Na płaskiej powierzchni wielkości 3-4 metrów kwadratowych posiada odciśniętą dłoń dziecka z szeroko rozstawionymi palcami.

    Ów tajemniczy kamień znajdował się w przeszłości na terenach spornych.

    W końcu XIX wieku o tutejszy las toczył się konflikt pomiędzy dziedzicem Dzbenina i Czarnowca, Czerniejewskim, a właścicielem gospodarstwa rolnego, pasieki oraz młyna wodnego, Jaworowskim, który posiadał grunty w obrębie granic miejskich.

    Pewnego wiosennego dnia obaj gospodarze spotkali się przy kamieniu.

    I wtedy zdarzyła się rzecz niezwykła. W wyniku powodzi woda zmyła wierzchnią warstwę ziemi i odsłoniła górną część głazu. Ku zdumieniu zauważyli na kamieniu odcisk ręki dziecka. Uznali, iż nie jest to wybryk natury, lecz znak Opatrzności. Doszli między sobą do porozumienia i ustalili granicę.

    Na pamiątkę pojednania pan Jaworowski ustawił na kamieniu krzyż, który został zniszczony przez Niemców w 1915 roku.”

    Na poniższym zdjęciu z lat 70-tych XX wieku widzimy siedzącą Gabriellę Kuderską z Jaworowskich, znaną ostrołęcką bibliotekarkę. Górna powierzchnia kamienia znajdowała się wtedy kilkadziesiąt centymetrów nad poziomem gruntu. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.

    Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)

    Legenda o kamieniu świętojańskim i Milenie oraz o diable Chachluzie.

    Legenda legendą, a kamień nadal leży w tym samym miejscu – od wieków nad brzegiem Narwi, który wciąż można podziwiać. Leżał także przed konfliktem granicznym Jaworowskiego i Czerniejewskiego. Leży dziś (w styczniu 2026 r.) przy obecnie budowanej w jego sąsiedztwie, bardzo potrzebnej przeprawy mostowej przez rzekę Narew. Z nadzieją liczymy, że w tym miejscu zostanie zabezpieczony, a lokalni sympatycy historii i legend będą mogli nadal na nim zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

    Na stronie stowarzyszenia Ekomena z Ostrołęki możemy znaleźć artykuł o głazie, który w 2019 r. „odgrzebano” dosłownie z zalegającej na nim ziemii.
    W pracach odkrywkowych pomagał członek Ekomeny Paweł Niewiadomski (obecnie prezydent miasta Ostrołęki).
    Zdjęcie z prac poniżej.

    Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)

    Członkowie Ekomeny o kamieniu piszą tak:

    „Kamień legenda, magiczne miejsce” – tak o Kamieniu Świętojańskim pisał Witold Popiołek w swojej książce „Narew pełna wspomnień”. Niestety, nie napisał nic więcej. Kiedyś kamień powszechnie znany, od wielkiej powodzi w roku 1979 zapomniany, gdyż został przysypany warstwą ziemi. Równo 40 lat nie było wiadomo, gdzie się znajduje, lecz w roku 2019 członkowie naszego Stowarzyszenia go odnaleźli i odkopali. To ogromny granitowy głaz o nietypowej, płaskiej powierzchni. Na głazie znajdują się inskrypcje – wyryte dwa krzyże. Głaz ten intrygował nas od początku, a zwłaszcza tajemnicze słowa Witolda Popiołka o legendzie i magicznym miejscu. Wiele lat zbieraliśmy strzępki informacji o nim. Z pojedynczych fragmentów udało się napisać legendę o tym kamieniu:

    Siedział sobie diabeł Chachluz na bagnisku i rozmyślał: – Jak to jest, że inne diabły dorobiły się a to opuszczonego młyna, a to rozlatującej się karczmy, a diabeł Boruta w Łęczycy miał już nawet swój zamek. Za to on, mimo wielu starań, jak był czartem błotnym, tak i dalej czartem błotnym pozostał. Czyli w hierarchii diabłów stał najniżej. Śmiały się z niego inne diabły, że taki nieporadny i tylko wychodzą mu niegroźne psikusy. A to czasem zaplącze w kołtun koński ogon na pastwisku, a to porozrzuca siano w stogach, a to ukradnie kurę. Ludzie się go nie bali, raczej żartowali, czasami straszono nim małe dzieci. A i te, gdy dorosły do słusznego wieku sześciu lat, naśmiewały się z niego.
    Ściemniało się. Z oddali słychać było coraz głośniejsze dźwięki rytmicznej melodii. Nadchodziła Noc Świętojańska, zwana też Nocą Kupały. Na brzegu Narwi zajaśniało ogromne ognisko. Kto żyw zmierzał w jego stronę aby bawić się do białego rana. Ocknął się Chachluz z zadumy. Czuł, że to będzie jego noc…
    Na święto wybierał się także Janko, sierota. Rodzice zmarli mu wiele lat temu, podczas epidemii. Wychowywała go babcia, ale też pomarła niedawno. Od tego czasu tułał się między gospodarzami, wykonując drobne prace. Pasał krowy, pomagał w pracach gospodarskich za wikt i opierunek. Janko wykombinował sobie, że na Święcie Kupały na pewno pozna jakąś miłą pannę. Miał w końcu 17 wiosen i czas już był najwyższy. Ubrał się zatem w swój najlepszy przyodziewek i ruszył w stronę rzeki. Zabawa już się rozkręciła na dobre. Z początku wszyscy tańczyli razem. Kiedy jednak zaczęli dobierać się w pary, Janka nikt nie chciał. Dziewczęta wyśmiewały jego biedny ubiór, nieśmiałość, brak pewności siebie. Po wielu próbach Janko zwątpił. Przeklął swój los, po czym wykrzyknął w przestworza: – Oddam wszystko, żeby być takim, jak inni młodzieńcy...”

    „…Kamień pozostał do tej pory na starym miejscu. Bagno z biegiem lat wokół niego wyschło. Do lat 70-tych XX wieku kamień był ogólnie znany i często odwiedzany. W roku 1979 Ostrołękę nawiedziła wielka powódź. Aby ratować miasto, zdecydowano o budowie wału. Od strony Dzbenina wał bierze początek w pobliżu głazu. W to właśnie miejsce była zwożona ziemia na budowę wału. Niewykorzystana ziemia tak podniosła okoliczny teren, że na kolejne lata głaz znalazł się pod około 20-centymetrową warstwą ziemi. Na czterdzieści lat pozostał w zapomnieniu… Ludzie powiadają, że kamień ten ma cudowne moce, pomaga nieszczęśliwie zakochanym dokonać właściwego wyboru, a tym szczęśliwie zakochanym daje siłę na różne zmartwienia i frasunki. Bije od niego pozytywna energia. Bywa nazywany kamieniem zakochanych lub kamieniem świętojańskim...”

    Tu można przeczytać pełną treść artykułu o kamieniu i legendy -> EKOMENA

    Poniżej zdjęcie posiadłości Państwa Jaworowskich z początków XX wieku. Obecnie (po prawej) to dzika plaża przy moście kolejowym oraz miejsce budowy nowej przeprawy mostowej przez Narew. Z prawej strony od wiatraka znajduje się kamień świętojański. Kamień kiedyś wyznaczał granice posiadłości Jaworowskich i Czerniejewskich. W tej chwili przez kamień przebiega również granica Miasta Ostrołęki i gminy Rzekuń – wsi Dzbenin. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.

    Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)

    Czesław Parzych, znany poeta, regionalista, kronikarz miasta

    Czesław Parzych opisał historię sporu granicznego między Wojciechem Czerniejewskim a Tomaszem Jaworowskim w swojej publikacji zatytułowanej: „Dzbenin – wieś nad Narwią” (wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki).
    W tej monografii Parzych przytacza historyczne dokumenty (m.in. z XVIII wieku), które obrazują życie dawnej szlachty zagrodowej w okolicach Ostrołęki. Spór właściciela Czarnowca Wojciecha Czerniejewskiego z Tomaszem Jaworowskim jest tam przedstawiony jako klasyczny przykład sąsiedzkich zatargów o miedzę i granice posiadłości w dawnym Dzbeninie, co rzuca światło na ówczesne stosunki własnościowe i krewkość lokalnych właścicieli ziemskich.

    Parzych opisuje spór Wojciecha, a o Walentym, Tomaszu czy Władysławie (Czerniejewskich) nie. Czy wszyscy Czerniejewscy toczyli spór z Jaworowskimi? Czy od momentu ustalenia granicy na kamieniu spory ustały?

    W historycznych zestawieniach właścicieli ziemskich (do których dotarliśmy) Wojciecha Czerniejewskiego trudno znaleźć jako właściciela głównego majątku w Czarnowcu, ale w sąsiednim Dzbeninie. Głównymi i najbardziej znanymi właścicielami majątku w Czarnowcu była rodzina Wyszomirskich, która zarządzała dworem do czasu nacjonalizacji po II wojnie światowej. Wcześniej wśród właścicieli wymieniani są również przedstawiciele rodzin Michniewiczów, Doberskich, Glinki, czy Iżyckich.
    Wojciech Czerniejewski (szlachcic zagrodowy) posiadał swoje dobra, które graniczyły bezpośrednio z gruntami Tomasza Jaworowskiego. To właśnie na styku tych dwóch posiadłości w miejscowości Dzbenin dochodziło do opisywanych przez Czesława Parzycha sporów granicznych.
    Obie miejscowości graniczą ze sobą (Dzbenin gmina Rzekuń i Ostrołęka), historyczne dokumenty według Parzycha przypisują Wojciecha Czerniejewskiego do szlachty dzbenińskiej, oraz właścicieli folwarku w Czarnowcu.

    Ludwik Jaworowski (zm. 26 grudnia 1945 r. w wieku 62 lat). Przedstawiciel rozległej dziś rodziny Jaworowskich, przybyłej do Ostrołęki z Wołynia za króla Zygmunta III Wazy. Jaworowscy byli rolnikami i młynarzami, trudnili się też pszczelarstwem, a ich grunta obejmowały tereny od wsi Drężewo do fortu, część Otoku, teren obecnego osiedla Sienkiewicza, Jaracza, Łęczysk i Piaski, granicząc z gruntami Czerniejewskich, dziedziców dworów Czarnowiec i Dzbenin.

    Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)

    Źródła:
    – Gazeta „Kontakty” str. 13, Nr 34 (825) 25.08.1996 r.
    – strona www Ekomena org pl, dostęp 11.01.2026 r.
    – Zeszyty Naukowe Nr III (1989)

    Marek Karczewski, 11.01.2026 r.





    Ułatwienie dla czytelnika w dziale „historia”.

    Skoro dziś posiadamy już sporo wiedzy o czarnowieckim dworze – majątku – dobrach, to wypadałoby to w jakiś logiczny sposób zindeksować.

    Zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam do doskonałości dat w postaci dd.MM.rrrr, a obecnie możemy podawać same lata (w przybliżeniu).
    Może jeszcze okaże się, że zaistnieją w bliżej nieokreślonym czasie takie możliwości, aby dogrzebać się do protokołów, aktów notarialnych, umów pomiędzy poszczególnymi właścicielami majątku w Czarnowcu, ale czy aż tak musiałoby wyglądać zestawienie, aby ocenić je na „celujący”?,

    W menu „HISTORIA” dodaliśmy „INDEKS DZIEDZICÓW”, który ma pomóc Państwu w odszukaniu informacji, np. Kto w roku 1939 – podczas wybuchu II wojny światowej zarządzał gospodarstwem (dworem) w Czarnowcu?

    Indeks jest oczywiście niekompletny i wyłącznie od Państwa zaangażowania może zależeć jego aktualizacja. Każdy kto chciałby zgłosić swoje uwagi, lub posiada wiedzę o innych zarządcach majątkiem czarnowieckim proszony jest o kontakt pod nr 533 613 913 – Marek Karczewski lub napisanie swojej opinii na adres: wiesczarnowiec@gmail.com.

    UWAGA!
    Na stronie „indeks dziedziców”, aby przeczytać szerszy opis o właścicielu/dzierżawcy, należy kliknąć w obrazek/awatar.

    Dziękujemy za wszelkie sugestie i uwagi do naszej strony.

    Proszę kliknąć w poniższy obrazek aby przejść do indeksu właścicieli dworu w Czarnowcu.

    Marek Karczewski, 7.01.2026 r.





    Strzelała z dubeltówki, uczyła ochroniarki. Kim była dzierżawczyni Czarnowca sprzed wielkiej wojny

    Magdalena Glinczanka z bratem Janem w 1896 roku. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    W ostatnich tygodniach znaleźliśmy dwa źródła wskazujące na to, że dzierżawcą majątku Czarnowiec, na początku XX wieku, był Władysław Glinka z Suska, który przekazał dzierżawę w ręce swojej córki – Magdaleny.

    Kim była Magdalena Glinczanka, po mężu Skarżyńska, dowiadujemy się z pośmiertnego wspomnienia zamieszczonego w „Gazecie Polskiej” z 26 lipca 1917 roku. Poniżej przytaczamy to wspomnienie w oryginalnym brzmieniu, nie poprawiając błędów, które wyglądają na błędy zecerskie, niezależne od woli autora. Kilka objaśnień do poniższego tekstu zamieszczamy na końcu.

    Ś.p. Magdalena z Glinków SKARŻYŃSKA

    Zakończyła żywot na obczyźnie w Moskwie świętej pamięci Magdalena z Glinków Skarżyńska.

    Panna młoda,‎ ‎której‎ ‎tak‎ ‎niedawno‎ ‎składano‎ ‎weselne‎ ‎życzenia‎ ‎i‎ ‎powinszowania.‎ ‎Choroba‎ ‎była lekka‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎wytrzymało‎ ‎tylko‎ ‎serce…

    Kim-że‎ ‎była‎ ‎ta‎ ‎istota‎ ‎przedwcześnie w‎ ‎pączku‎ ‎złamana?‎ ‎ta‎ ‎córka‎ ‎powszechnym‎ ‎szacunkiem‎ ‎i‎ ‎sympatią‎ ‎otaczanego pana‎ ‎Władysława‎ ‎Glinki,‎ ‎właściciela‎ ‎dóbr ziemskich‎ ‎w‎ ‎Łomżyńskiem‎ ‎i‎ ‎społecznego działacza,‎ ‎a‎ ‎wnuczka‎ ‎Mikołaja‎ ‎Glinki,‎ ‎znanego‎ ‎z‎ ‎gorliwości,‎ ‎z‎ ‎jaką‎ ‎pracował‎ ‎w Ameryce‎ ‎około ‎sprawy‎ ‎opieki‎ ‎nad‎ ‎polskiem‎ ‎wychodźtwem?

    Magdalena przed dworem w Susku Starym ok. 1907 r.
    Magdalena przed dworem w Susku Starym ok. 1907 r. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    Cóż‎ ‎pozostaje‎ ‎zbolałej‎ ‎rodzinie‎ ‎prócz wspomnień‎ ‎w‎ ‎sercach‎ ‎najbliższych,‎ ‎kilku listów,‎ ‎i‎ ‎innych‎ ‎pamiątek,‎ ‎może‎ ‎wizerunku,‎ ‎z‎ ‎którego‎ ‎późniejsze‎ ‎pokolenia‎ ‎odgadują‎ ‎coś‎ ‎nie‎ ‎coś‎ ‎o‎ ‎młodo‎ skoszonym życiu?

    Cóż‎ ‎może‎ ‎usprawiedliwić‎ ‎zawsze‎ ‎nieopatrzne,‎ ‎jeśli‎ ‎nie‎ ‎szorstkie‎ ‎i‎ ‎bolesne dotykanie‎ ‎się‎ ‎żałoby‎ ‎zacnej‎ ‎i‎ ‎zasłużonej rodziny,‎ ‎podawaniem‎ ‎do‎ ‎szerszej‎ ‎wiadomości‎ ‎rysów‎ ‎z‎ ‎życia‎ ‎nieopłakanego‎ ‎jej członka?

    Św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Glinczanka urodziła‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎r.‎ ‎1893,‎ ‎w‎ ‎Łomżyńskiem maj‎ątk‎u‎ Glinków‎ ‎w‎ ‎Susku.
    W‎ ‎Krakowie‎ ‎odebrała‎ ‎wykształcenie w‎ ‎klasztorze‎ ‎Sióstr‎ ‎Urszulanek,‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎mając‎ ‎jeszcze‎ ‎18‎ ‎lat,‎ ‎za‎ ‎osobnem‎ ‎pozwoleniem‎ ‎zdawała‎ ‎maturę.

    Przedtem‎ ‎jeszcze‎ ‎korzystała‎ ‎z‎ ‎wakacji,‎ ‎by‎ ‎pójść‎ ‎za‎ ‎powołaniem‎ ‎społecznem. Zaczęła,‎ ‎jak‎ ‎tyle‎ ‎młodych‎ ‎polek‎ ‎od‎ uczenia‎ ‎dzieci‎ ‎wiejskich.

    Panienka‎ ‎ze‎ ‎dwora‎ ‎utrzymywała‎ ‎tajną szkołę‎ ‎a‎ ‎ojciec‎ ‎jej,‎ ‎dziedzic,‎ ‎płacił‎ ‎kary… normalne‎ ‎polskie‎ ‎stosunki…

    Oprócz‎ ‎kursów‎ ‎dla‎ ‎analfabetów miała jeszcze‎ ‎św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Glinczanka‎ ‎pracę‎ ‎w‎ ‎Kółkach‎ ‎rolniczych,‎ ‎przy Tow.‎ ‎rol.‎ ‎okręgowym‎ ‎w‎ ‎Ostrołęce.

    W‎ ‎r.‎ ‎1913‎ ‎kończy‎ ‎Wydział‎ ‎rolniczy na‎ ‎uniwersytecie‎ ‎Jagiellońskim‎ ‎zaczyna gospodarować,‎ ‎pomagając‎ ‎ojcu.

    Wieczory‎ ‎zimowe‎ ‎spędza‎ ‎ucząc‎ ‎służbę‎ ‎i‎ ‎ludzi‎ ‎wiejskich.‎ ‎Ojciec‎ ‎bierze‎ ‎w dzierżawę‎ ‎majątek‎ ‎Czarnowiec‎ ‎i‎ ‎oddaje go‎ ‎córce.‎ ‎Był‎ ‎to‎ ‎jedyny‎ ‎w‎ ‎powiecie przykład ko‎biety,‎ ‎panny,‎ ‎gospodarującej samodzielnie,‎ ‎a‎ ‎pracowała‎ ‎wstając o czwartej‎ ‎z‎ ‎rana,‎ ‎niestrudzenie.

    Wybuchła‎ ‎wojna,‎ ‎trzeba‎ ‎było‎ ‎iść‎ ‎gorzkim‎ ‎szlakiem‎ ‎wygnania.

    W‎ ‎Mińsku‎ ‎odnajdujemy‎ ‎św.‎ ‎pamięci Magdalenę:‎ ‎prowadzi‎ ‎ochroną‎ ‎C.‎K.‎O. Potem‎ ‎w‎ ‎Rosławlu.‎ ‎Potem‎ ‎zaproszona przez‎ ‎Zarząd‎ ‎rejonu‎ ‎zachodniego‎ ‎C.‎‎K.O.‎ ‎obejmuje‎ ‎kierownictwo‎ ‎nad‎ ‎kolonią Kozłówka.‎

    Magdalena przed stajnią w Susku Starym. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    ‎Prowadzi‎ ‎szkołę‎ ‎ochroniarek i‎ ‎odrazu‎ ‎przeciwdziała‎ ‎prądom‎ ‎wynarowienia…‎ ‎zarządza‎ ‎również‎ ‎kolonią‎ ‎200 sierot.‎ ‎Dzieli‎ ‎wszystkie‎ ‎trudy,‎ ‎niewygody i‎ ‎zimno‎ ‎ze‎ ‎swemi‎ ‎współpracowniczkami, wypuszcza‎ ‎dwa‎ ‎pokolenia‎ ‎ochroniarek‎ ‎na całą‎ ‎Rosyję.‎ ‎Po‎ ‎zamknięciu‎ ‎szkoły,‎ ‎pomaga‎ ‎w‎ ‎kierowaniu‎ ‎szkołą‎ ‎dla‎ ‎gospodyń wiejskich w Nowosiółkach.

    W zeszłym czerwcu przeznacza jej los‎ ‎małżeństwo.‎ ‎Po‎ ‎miesiącu‎ ‎miodowym wyrywa‎ ‎się‎ ‎jeszcze‎ ‎do‎ ‎Nowosiółek… ‎nie może‎ ‎przestać‎ ‎pracować‎ ‎społecznie,‎ ‎gdy naród‎ ‎cierpi.‎ ‎Ale‎ ‎sama‎ ‎była‎ ‎zapomniała o‎ ‎własnych‎ ‎cierpieniach‎ ‎—‎ ‎na‎ ‎to‎ ‎nie miała‎ ‎czasu.‎ ‎Ale‎ ‎już‎ ‎dopala‎ ‎się‎ ‎światło i ‎ ‎kończy‎ ‎się‎ ‎jej‎ ‎dzień‎ ‎żniwa.
    Choroba‎ ‎lekka‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎wytrzymało tylko‎ ‎serce.

    Czytamy‎ ‎nekrologi‎ ‎znanych‎ ‎obywateli i‎ ‎nieraz‎ ‎znajdujemy‎ ‎opisy‎ ‎życia‎ ‎długiego, mniej‎ ‎pełnego‎ ‎od‎ ‎tej‎ ‎wiązki‎ ‎suchych faktów‎ ‎podanych‎ ‎o‎ ‎św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalenie‎ ‎Skarżyńskiej!

    Mocą‎ ‎szczęśliwsze‎ ‎krainy‎ ‎włoskie‎ ‎lub francuskie‎ ‎opłakiwać‎ ‎swe‎ ‎córy‎ ‎i‎ ‎powtarzać‎ ‎za‎ ‎poetą:

    Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    „I‎ ‎życie‎ ‎róży‎ ‎miała‎ ‎ta‎ ‎wybranka,
    Okres‎ ‎jednego‎ ‎poranka…”

    Przypatrzmy‎ ‎się‎ ‎życiu‎ ‎tej‎ ‎jednej‎ ‎z tysiąca‎ ‎polskiej‎ ‎córy‎ ‎z‎ ‎zacnego‎ ‎domu,‎ ‎a zrozumiemy ‎uprzywilejowane‎ ‎stanowisko naszych‎ ‎kobiet‎ ‎Nie‎ ‎darmo‎ ‎stały‎ ‎się‎ ‎symbolem‎ ‎naszego‎ ‎patrjotyzmu.
    Jakaż‎ ‎tradycja‎ ‎więcej‎ ‎zasługuje uznanie‎ ‎i‎ ‎pielęgnowanie,‎ ‎w‎ ‎naszem‎ ‎społecznem‎ i‎ ‎narodem‎ ‎życiu!

    Św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Skarżyńska zrobiła‎ ‎swoje.‎ ‎„Dobrego‎ ‎dzieła‎ ‎dokonała”.‎ ‎Nic‎ ‎z‎ ‎jej‎ ‎trudów‎ ‎nie‎ ‎pójdzie‎ ‎na marno,‎ ‎bo‎ ‎też‎ ‎w‎ ‎jej‎ ‎kobiecej‎ ‎pracy‎ ‎pomyłki‎ ‎nie‎ ‎było.‎ ‎Nie‎ ‎zwiędła‎ ‎jak‎ ‎kwiat, lub‎ ‎zżęte‎ ‎siano.‎ ‎Raczej‎ ‎zagasła‎ ‎gwiazdka na‎ ‎niebie‎ ‎wiecznej‎ ‎kobiecości‎ ‎polskiej…

    Zanim‎ ‎zniknęła,‎ ‎rozsypała‎ ‎tysiące‎ iskier‎ ‎po‎ ‎naszem‎ ‎ściemnionem‎ ‎widnokręgu, zamigotały‎ ‎iskry‎ ‎polskiej‎ ‎cnoty,‎ ‎poświęcenia,‎ ‎miłości‎ ‎i‎ ‎pracy.

    Nie ‎jest‎ ‎ubogim‎ ‎naród,‎ ‎który‎ ‎takiemi światły,‎ ‎jak‎ ‎klejnot‎ ‎Glinków‎ ‎połyska.

    Magdalena z bratem Janem w Wenecji. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    Franciszek-Xawery‎ ‎Pusłowski,
    b.‎ ‎sekretarz‎ ‎pełnomocnika‎ ‎C.‎ ‎K.‎ ‎O.
    na‎ ‎gub.‎ ‎moskiewską.

    Kilka słów o autorze tego wspomnienia. Franciszek Ksawery Pusłowski był wojskowym i polskim dyplomatą. Zapisał się w historii bo w czasie konferencji w Paryżu (tej, na której podpisano traktat wersalski, sankcjonujący powstanie niepodległego państwa polskiego) pracował jako osobisty tłumacz Ignacego Jana Paderewskiego. Pusłowski, najprawdopodobniej znał się z Władysławem Glinką, a na pewno Władysław Glinka doskonale znał polityczną działalność Pusłowskiego.

    Uważny czytelnik zapewne dostrzeże w powyższym tekście literówki typu „wychodźtwem” zamiast „wychodźstwem”, albo „wynarowienia” zamiast „wynarodowienia”, czy zdanie rozpoczęte od małej litery, czy niezbyt logiczne stosowanie wielkich i małych liter w nazwie wydziału i uczelni, na której studiowała, czy w końcu iście rosyjską odmianę nazwy miasta Rosław (ros. Rosławl) „Rosławlu”, zamiast „Rosławiu”. Zachowaliśmy te błędy w cytowanym tekście, bo są one świadectwem czasów, w których powstawał. Zecerzy, układający w pośpiechu odlane z ołowiu (albo ze stopu ołowiu, antymonu i cyny) czcionki, nie zawsze układali je w sposób w stu procentach odzwierciedlający brzmienie dostarczonego im tekstu. Takie były warunki powstawania gazet na czcionkach z ołowiu.

    A ten nieszczęsny „Rosławl” w czasie powstawania tekstu-wspomnienia o Magdalenie był prawdopodobnie bardzo rozpowszechnionym uzusem językowym. Pamiętajmy, działo się to w czasach, gdzie urzędowy rosyjski przenikał się z naturalnym dla naszych ziem, powszechnie używanym językiem polskim. Sądzimy tak, bo w innych materiałach z tamtych czasów również występuje odmiana „w Rosławlu”. Zresztą, co tu dużo mówić – również dziś w polskiej publicystyce politycznohistorycznej bez większego trudu można trafić np. na rosyjsko odmienioną „dynastię Romanowych” zamiast dynastię Romanowów.

    Niezależnie od tego warto zwrócić też uwagę, że na styl hrabiego Pusłowskiego – z jednej strony patetyczny i poetycki, z drugiej: osobisto-familiarny. Magdaleny z Glinków Skarżyńskiej nie żegnał na łamach „Gazety Polskiej” ktoś, dla kogo było to jednym z wielu obowiązków. Jest to bardzo osobiste wspomnienie.

    Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Druga od lewej: Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

    Kto inny zada sobie pytanie dlaczego w tekście pojawia się „Glinczanka”. Dziś w dobie coraz powszechniejszego, niepoprawnego, nieodmieniania nazwisk nawet przez przypadki, chyba wymaga to wyjaśnienia. W dawnych czasach nazwiska żeńskie przybierały różną formę w zależności od stanu cywilnego kobiety. Gdy nazwisko w formie podstawowej kończyło się na „a”, nazwiska panien odmieniano dodając końcówkę „-anka”, a kobiet zamężnych „-yna” albo „-ina”. Żeby nie było za łatwo, to w żeńskich formach nazwiska Glinka, „k” naturalnie wymieniało się na „cz”. Zatem panna z rodu Glinków była Glinczanką, a żona męża o nazwisku Glinka była Glinczyną.

    Zupełnie inną zasadę odmiany nazwisk żeńskich w zależności od stanu cywilnego nasz piękny, fleksyjny, język ojczysty przewidywał dla nazwisk zakończonych na spółgłoskę. Tu wobec panien stosowano końcówkę „-ówna”, a wobec kobiet, które przyjęły nazwisko męża – „-owa”.

    Wróćmy jednak do tekstu Pusłowskiego. Wydaje się dość oczywiste, ale dla porządku wyjaśnijmy o co chodzi w zdaniu: „Panienka‎ ‎ze‎ ‎dwora‎ ‎utrzymywała‎ ‎tajną szkołę‎ ‎a‎ ‎ojciec‎ ‎jej,‎ ‎dziedzic,‎ ‎płacił‎ ‎kary”. Prowadzenie polskich szkół było w Rosji (a tereny, na których mieszkamy były wtedy częścią Rosji) zakazane pod groźbą kar.

    Magdalena z narzeczonym Stefanem na krótko przed ślubem. Zdjęcie ze zbiorów Tomasza Komornickiego.

    Najłagodniejsze były kary pieniężne i jak wynika z tekstu, takie właśnie nakładano na szkołę Magdaleny Glinczanki. Ktoś, kto wbrew zakazowi prowadził polską szkołę, narażał się również na więzienie, albo na zsyłkę na Syberię. O dotkliwszych karach niż pieniężne Franciszek Ksawery Pusłowski w przytoczonym tekście nie wspomina.

    Wyjaśnienia wymaga również co kryje się za skrótowcem CKO, zapisywanym przez autora jako C.K.O. We współczesnej polszczyźnie w skrótowcach nie stosuje się kropek, ale – jak wspomnieliśmy – przepisaliśmy tekst z gazety dokładnie tak, jak wyglądał na łamach. Chodzi o Centralny Komitet Obywatelski – organizację społecznej samopomocy świadczonej przez Polaków, Polakom, którzy doznali krzywd z powodu I wojny światowej, zwanej wtedy wielką wojną. Komitet powstał w 1915 roku. Polskim uchodźcom wojennym udzielał pomocy żywnościowej, finansowej, kulturalno-oświatowej, religijnej, sanitarnej i w znalezieniu pracy. CKO organizował również opiekę dla dzieci i młodzieży. W tym kontekście należy czytać „dwa pokolenia ochroniarek”, ponieważ wtedy placówki opieki nad dziećmi nazywały się ochronkami.

    O Magdalenie z Glinków Skarżyńskiej wiadomo jest znacznie więcej. Materiały o rodzinie Glinków niestrudzenie zbierają i opracowują Barbara Cywińska i Piotr Plewka. W naszych publikacjach zajmujemy się osobami i wydarzeniami w kontekstach ściśle związanych z Czarnowcem. Jeżeli jednak ktoś chce głębiej poznać życie dawnej dzierżawczyni Czarnowca oraz jej rodziny, powinien sięgnąć po publikacje m.in. Radia dla Ciebie, „Tygodnika Ostrołęckiego”, czy „Nowego Kuriera Mławskiego”.

    Pan Piotr Plewka na prośbę Marka Karczewskiego udostępnił nam sporo materiałów o Magdalenie, zwanej przez rodzinę Madlenką. Dzięki temu mieszkańcy Czarnowca i inni czytelnicy naszej strony mogą zobaczyć również jak wyglądała ta – jak określił ją Pusłowski – panna samodzielnie gospodarująca w Czarnowcu.

    Jacek Pawłowski, 6.01.2026 r.





    Właściciel pięciu ślicznych pokojów chciał wyrąbać dojrzałe drzewa

    Z jednego z prasowych doniesień wynika, że już na początku XX wieku władze zdawały sobie sprawę, że nie można bezrefleksyjnie wycinać drzew. Że liczba drzew jest ograniczona, a zasób ten odtwarza się bardzo wolno. W przypadku Czarnowca wycinkę drzew limitowały władze zależne od Petersburga, bo państwa polskiego wtedy nie było, a Czarnowiec znajdował się wówczas w granicach Rosji.

    „Łomżyński komitet ochrony lasów na ostatnim posiedzeniu postanowił (…) odrzucić prośbę właściciela dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim na wyrąb drzew dojrzałych w tych dobrach” – czytamy w „Kurjerze Warszawskim” z 30 kwietnia 1901 roku. Właścicielem dóbr Czarnowiec  był wówczas Zygmunt Doberski.

    Carskie imperium słynęło z niezwykle rozbudowanego aparatu biurokratycznego. Gubernialne komitety ochrony lasów były w nim tzw. organem administracji specjalnej, czyli działającym w terenie, ale nie podlegającym gubernatorowi, tylko bezpośrednio  władzom w Moskwie. Komitety ochrony lasów podlegały więc bezpośrednio Ministerstwu Rolnictwa i Majątku Państwowego i miały pilnować w terenie przestrzegania ustawy o ochronie lasów (’położenije o sbierieżenii liesow’). W skład każdego z komitetów wchodzili: gubernator, wicegubernator, prezes sądu okręgowego (lub osoba przez niego wyznaczona), urzędowy zarządca nieruchomości państwa na terenie guberni, rewizor leśny oraz stały członek gubernialnego kolegium ds. włościańskich, prezes Gubernialnej  Dyrekcji Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i dwóch przedstawicieli właścicieli lasów, czasem też jeden z leśniczych.

    Ten ośmio- lub dziewięcioosobowy komitet miał w rękach niemałą władzę. To komitet ochrony lasów decydował które lasy są chronione, a które nie. Ale nawet w lasach niechronionych nie można było wycinać drzew jak komu się podoba. Wydawanie zezwoleń na wycinkę należało właśnie do komitetu. Komitet, jeśli dawał pozwolenie, to nakazywał również w określonym terminie ponownie sadzić drzewa na terenach po wyrębie. Chyba, że ktoś chciał przeznaczyć wyrąbany teren na cele inne niż las. Wtedy musiał się zwrócić o zgodę do… komitetu ochrony lasów. [1]

    Tak wyglądały kompetencje i struktura komitetów ochrony lasów. Czy komitety te dobrze chroniły dobra leśne? Tu już nie można mieć pewności. Carska administracja uchodziła za bardzo skorumpowaną. Równie dobrze mogła kierować się innymi interesami niż potrzeba ochrony przyrody.

    W gazetach z początku wieku można znaleźć też inne decyzje komitetu ochrony lasów, dotyczące Czarnowca. Na przykład rok wcześniej komitet zatwierdził „plany gospodarstw leśnych” m.in. „w majątku Czarnówiec gm. Rzekuń w pow. ostrołęckim”, o czym dowiadujemy się również z „Kurjera Warszawskiego” z 25 czerwca 1900 r.

    Na tym samym posiedzeniu łomżyński komitet ochrony lasów postanowił „uznać za pustoszący i powstrzymać wyrąb lasów na przestrzeni leśnej pod wsią Przetycz gm. Długosiodło”.

    Kto jeździ pociągami, ten wie, że koło wsi Przetycz biegnie linia kolejowa z Warszawy do Ostrołęki. Jest nawet stacja o nazwie Przetycz, choć znajduje się w Bosewie Starym.  Lasy, w których wkrótce doszło do „pustoszącego” wyrębu mogli podziwiać z okien pociągów letnicy przyjeżdżający na wypoczynek do Czarnowca. A bawiąc u Doberskiego wczasowicze mogli się cieszyć niewyciętym, nawet częściowo, lasem. Bo w 1899 roku (być może także w późniejszych Doberski wynajmował letnikom pokoje. I to nie byle jakie. Były to „śliczne” pokoje. Dowiadujemy się tego z ogłoszenia drobnego, zamieszczonego również w „Kurjerze Warszawskim” 3 maja 1899 r. Brzmiało ono: „Nowość! W dobrach Czarnowiec pod Ostrołęką do wynajęcia ślicznych 5 pokojów, weranda, kuchnia, etc., w oficynie murowanej w ogrodzie, las blizko, konie produkty na żądanie, miejscowość rzadko zdrowotna, 2 wiorsty od stacji. Wiadomość: Sadowa 4 mieszk. 7. rano”.

    Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ogłoszeniu, bo między wierszami można w nim wyczytać parę ciekawych informacji o Czarnowcu. Pokoje do wynajęcia dla letników znajdowały się w murowanej oficynie w ogrodzie, a więc nie w samym dworze. Właściciel nie dzielił więc swojego domu z letnikami. Miał dla nich osobny budynek.

    Uwagę czytelnika tego ogłoszenia na pewno zwraca nieużywana dziś konstrukcja słowna: „miejscowość rzadko zdrowotna”. Dziś, gdyby przeanalizować tę frazę dosłownie, wyszłoby że Czarnowiec rzadko jest zdrowotny, częściej zdrowotny nie jest, ale to absurd. Przytoczone wyżej trzy słowa należy rozumieć, że Czarnowiec był wtedy miejscowością zdrowotną, jak rzadko która (dziś powiedzielibyśmy: „mało która”) podobna mu miejscowość.

    Kto na temat letniska w Czarnowcu mógł udzielać informacji pod adresem Sadowa 4 m. 7 pozostaje na razie niewiadomą. Niech ciekawych nie zwiodą próby poszukiwania ulicy Sadowej na dzisiejszej mapie Warszawy. Owszem, w Warszawie jest taka ulica, ale w 1899 roku miejsce to było bardzo daleko od ówczesnej Warszawy. Śladem tamtej, wymienionej w ogłoszeniu, ulicy Sadowej idzie dziś śródmiejska niewielka uliczka Skorupki.

    Stali czytelnicy rubryki „Historia” na stronie Czarnowiec.pl pamiętają zapewne, że pokoje letnikom wynajmowali również późniejsi właściciele czarnowieckiego dworu – Wyszomirscy. Dalsze przeszukiwanie przedwojennych gazet przyniosło ten efekt, że znaleźliśmy identyczne ogłoszenie, nadane rok później – w lipcu 1936 r. 

    To jeszcze na koniec odnotujmy, że w jednej z gazet z 1917 roku (na razie rozmyślnie nie napiszemy której, ale już wkrótce to wyjawimy 🙂 ) znaleźliśmy publikację potwierdzającą to, co tuż przed Bożym Narodzeniem ub. r. zamieścił tu Marek Karczewski.  Tak, Magdalena Glinczanka z Suska dzierżawiła majątek Czarnowiec. Choć tu akurat nie zostało napisane od kogo. Wiadomo tylko, że było to w 1913 roku lub później. W artykule napisane jest tylko tyle, że jej „ojciec bierze w dzierżawę majątek Czarnowiec i oddaje go córce. Był to jedyny w powiecie  przykład kobiety, panny, gospodarującej samodzielnie, a pracowała wstając od czwartej z rana, niestrudzenie”.

    W kolejnej publikacji przybliżymy postać Magdaleny Glinczanki, która dzierżawiła Czarnowiec, a w jeszcze następnych pokażemy kolejne epizody z życia naszej wsi, odtworzone na podstawie ogłoszeń urzędowych i drobnych, zamieszczanych w gazetach.

    Jacek Pawłowski

    [1] Umocowanie prawne i kompetencje komitetu ochrony lasów podaję za pracą Artura Góraka i Krzysztofa Latawca „Rosyjska administracja specjalna w Królestwie Polskim 1839-1918”, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2015.

    PS. Na przełomie XIX i XX wieku fotografia nie była powszechną formą komunikowania. Z braku zdjęć z epoki, żeby było na czym oko zawiesić, zamieszczam stylizowane kadry z dzisiejszego spaceru po Czarnowcu 🙂






    W 1981 r.! w Czarnowcu było dużo śniegu…

    To już 44 lata, gdy w Polsce nadeszła wielka godzina próby.
    13. grudnia 1981 r. obudziliśmy się w innej rzeczywistości.

    Dziś należy wspominać ten dzień, bo wielu obecnych Mieszkańców nie było jeszcze na świecie, a my młodzi ludzie nie zdawaliśmy sobie sprawy z zagrożeń ze wschodu.
    Co gorsza, w szkołach podstawowych, średnich i na studiach wpajano nam, że sowieci, to nasi przyjaciele i wybawcy!
    W co mieliśmy wierzyć, gdy propaganda telewizyjna, radiowa i prasowa docierała do nas co dzień.
    Nie każdy historyk – nauczyciel odważył się głosić prawdę.
    Społeczeństwo Polski było przesiąknięte miłością do ZSRR (CCCP)…
    Aż przyszła niedziela, 13. grudnia 1981 r.

    Dziś internet z rana podrzuca taki oto tekst z Newsweek, z którym zachęcam się zapoznać (tekst oryginalny):

    W grudniu 1980[1981] sowieckie czołgi stały nad polską granicą. „Interwencja w ciągu 48 godzin”

    9 grudnia 1980 r.[1981] katastrofa wydawała się nieunikniona. Zbigniew Brzeziński pokazał prezydentowi Carterowi raport CIA: co najmniej 27 dywizji osiągnęło gotowość natychmiastowego wkroczenia do Polski.

    Obserwujemy ruchy wojsk wzdłuż niemal wszystkich granic Polski, ciągnące zewsząd kolumny ciężarówek. Dywizje, pułki i ośrodki łączności zostały postawione w stan pełnej gotowości. Przyszykowano także zaplecze logistyczne oraz szpitale. Wyposażenie wojsk spadochronowych zostało załadowane na samoloty” – zanotował 9 grudnia 1980 r.[1981] w swoim dzienniku Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA.

    Zdaniem amerykańskiego wywiadu interwencja miała nastąpić najdalej w ciągu 48 godzin. „Rozmawiałem z prezydentem. Jedyne, co możemy zrobić, to pozbawić Sowietów elementu zaskoczenia i uświadomić im, jaką cenę będę musieli zapłacić na arenie międzynarodowej” – podsumował Brzeziński.

    Amerykanie od początku grudnia śledzili na zdjęciach satelitarnych koncentrację sprzętu pancernego wzdłuż granic Polski. Wywiad radiowy odnotował gwałtowny przyrost szyfrowanych komunikatów między dowództwami armii i dywizji. Amerykańscy dyplomaci z państw ościennych depeszowali, że wstrzymany został ruch na przejściach granicznych z Polską, a nawet dostęp do obszarów w pasie przygranicznym.

    Najcenniejsze informację pochodziły jednak od Jacka Stronga, agenta ulokowanego w Sztabie Generalnym polskiej armii. Jedynie kilka osób w CIA wiedziało wtedy, że pod tym kryptonimem kryje się płk Ryszard Kukliński.

    W pierwszych dniach grudnia Strong donosił: „Przedstawiciele »bratnich armii« przebrani w stroje cywilne przeprowadzają zwiad na trasach inwazji, wytyczają marszruty i sprawdzają warunki terenowe przyszłych działań. Scenariusz interwencji zakłada zgrupowanie wkraczających armii w pobliżu najważniejszych ośrodków stacjonowania wojsk polskich w celu przeprowadzenie ćwiczeń z wykorzystaniem ostrej amunicji. Następnie, w zależności od rozwoju wydarzeń, wszystkie większe polskie miasta, zwłaszcza ośrodki przemysłowe, zostaną odcięte od świata. Zgodnie z planem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR Armia Polska pozostanie w koszarach, podczas gdy wojska »sojusznicze« będą prowadziły przegrupowania na całym terytorium Polski”.

    Sytuacja w Polsce była głównym przedmiotem narad w Białym Domu z udziałem prezydenta, sekretarzy stanu i obrony oraz doradcy ds. bezpieczeństwa. Interwencja zbrojna w Polsce przekreślałaby nadzieję na oddolną demokratyzację bloku sowieckiego, ale bardziej niepokojący był jej wymiar militarny. Tysiące czołgów oraz setki tysięcy żołnierzy znalazłoby się bliżej wschodnich granic NATO, co znacząco zmieniało scenariusz ewentualnej wojny.

    Pierwszy sekretarz PZPR próbował ratować i państwo i siebie, składając wiernopoddańczy hołd Breżniewowi. „Utrzymujemy stałe kontakty z kierownictwem KPZR i bardzo cenimy sobie, towarzyszu Leonidzie Iljiczu, waszą opinię i rady, których nam udzielacie – mówił podczas obrad. – Uznajemy fundamentalne znaczenie waszej oceny dotyczącej naszych trudności, pokrywa się ona z naszą oceną co do przyczyn konfliktów, które występują w Polsce. Pod kierownictwem premiera pracuje sztab utworzony przez Biuro Polityczne i przygotowuje cały szereg różnych środków. Do nich należy między innymi kwestia wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Przygotowywana jest też operacja aresztowania szczególnie aktywnych działaczy kontrrewolucji. Utworzymy też specjalne grupy składające się ze szczególnie zaufanych członków partii, jeżeli będzie to konieczne, zostaną one wyposażone w broń. (…) Bądźcie pewni, towarzysze, że wówczas wykażemy się dużym zdecydowaniem w stosunku do kontrrewolucji, w obronie socjalizmu, socjalistycznej władzy w Polsce”.

    Kreml wydawał się udobruchany upokorzeniem Kani. Na zakończenie obrad Breżniew wygłosił co prawda zwyczajową litanię pretensji pod adresem polskiego kierownictwa, ale też pochwalił je za gotowość do podjęcia zdecydowanych kroków. Zebrani jednogłośnie przyjęli treść lakonicznego komunikatu i nie podejmowali już tematu wspólnych manewrów.

    Sprawa wróciła jednak tego samego wieczoru podczas rozmowy w cztery oczy między Kanią i Breżniewem. „A więc dobrze, nie wejdziemy. Chyba że sytuacja się skomplikuje – wtedy wejdziemy. Ale bez twojej zgody nie wejdziemy” – miał powiedzieć radziecki przywódca.

    Z raportów CIA wiadomo, że przygotowania do interwencji bynajmniej nie ustały w tym momencie. Kolejne jednostki dołączały do wojsk zgrupowanych wzdłuż granicy z Polską. Amerykanie odpowiedzieli eskalacją gróźb: Carter zapowiedział, że Stany Zjednoczone rozważają wzmocnienie obecności militarnej na Bliskim Wschodzie, a kwatera główna NATO ogłosiła podniesienie gotowości bojowej sił Sojuszu w obliczu „potencjalnego zagrożenia”.

    Być może decydujące znaczenie miała lista amerykańskich sankcji gospodarczych planowanych wobec Związku Radzieckiego, która za sprawą Brzezińskiego wyciekła do prasy. 12 grudnia wywiad satelitarny poinformował, że radzieckie dywizje wracają do koszar.

    Historycy do dzisiaj mają problem, jak zinterpretować sowieckie działania wobec Polski w pierwszej połowie grudnia 1980 r.[1981] Blef? Skala mobilizacji i mnogość uruchomionych procedur wydają się sugerować, że Kreml naprawdę gotów był na militarną interwencję.

    Co zatem odwiodło Kreml od „udzieleniu bratniej pomocy”? Co zatrzymało radzieckie dywizje pancerne? Przemówienie Kani w Moskwie oprócz ogólnych obietnic nie zawierało niczego, co zmieniałoby radziecką ocenę sytuację w Polsce – Solidarność nadal była w ofensywie, a PZPR wciąż w defensywie.

    Prawdopodobnie zatem narada przywódców państw Układu Warszawskiego została przez ekipę Breżniewa wykorzystana jako zasłona dymna, dzięki której można było wycofać się z podjętej już decyzji, zachowując twarz. Decydująca była szybka i zdecydowana reakcja Waszyngtonu, która uświadomiła Kremlowi, jaki będzie koszt zlikwidowania Solidarności. Politbiuro uznało, że per saldo bardziej opłaca się dać polskim towarzyszom czas na przygotowanie własnego stanu wojennego.

    Echa sytuacji międzynarodowej docierały rzecz jasna do polskiego społeczeństwa, chociaż pogłoski o mobilizacji Układu Warszawskiego traktowano trochę jako propagandową grę władzy – przysłowiowe strachy na Lachy. „Oświadczenia rosyjskie wskazują pośrednio, że przynajmniej na razie nie wkroczą – notował w swoim dzienniku Waldemar Kuczyński. – Jednak nigdzie nie stwierdza się wprost, że w ogóle nie mają takich planów. Interwencja jest dość powszechnym tematem rozmów, ale mam wrażenie, że nie dostaje nam wyobraźni i mówimy o tej ewentualności zadziwiająco spokojnie. Może po prostu nie wierzymy w taką ewentualność?”.

    A było naprawdę blisko.

    Źródło: Piotr Osęka, „W grudniu 1980[1981] sowieckie czołgi stały nad polską granicą. „Interwencja w ciągu 48 godzin”, „Newsweek Polska” 50/2020

    Tyle Newsweek…
    Pomijając fakt, że autor pomylił daty, które oczywiście dotyczą 13 grudnia 1981 r! (nie 1980!) jest tu zawarte sporo treści, jak zawsze do dyskusji.
    Czy Kukliński i Jaruzelski pozostali zdrajcami dla naszego kraju, czy może bohaterami?
    Opinie jak zawsze są podzielone.
    W opinii Polaków jest zawsze różnica zdań, nie tylko w tej kwestii.

    W okresie, po wyzwoleniu kraju z wpływów państwa sowieckiego, jedynym, wspólnym dniem ze zdecydowaną, zgodną decyzją Polaków były wybory parlamentarne…

    25 września 2025 r. podczas zorganizowanego spotkania autorskiego przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce ze znanym historykiem Antonim Dudkiem padło dużo słów o trudnym dla Polaków okresie, m.in. stanie wojennym.
    Zadałem wówczas profesorowi Antoniemu Dudkowi pytanie: „Kiedy zatem narodziła się Trzecia Rzeczpospolita i jaką datę wyznaczyłby Pan na świętowanie tak znaczących przemian?”.
    Profesor odpowiedział: „jedynym dniem w powojennej historii Polski jest dzień 4 czerwca 1989 r. gdzie Polacy jednoznacznie opowiedzieli się za obaleniem dotychczasowej władzy i zdecydowane oderwanie się od wpływów sowieckich.”
    To był jedyny dzień po II wojnie światowej gdzie Polacy pokazali swą jedność.

    W przypadku wprowadzenia, w 1981 r. przez Jaruzelskiego stanu wojennego na terytorium całego kraju, oraz współpracy Ryszarda Kuklińskiego z CIA (Centralną Agencją Wywiadowczą) opinie Polaków są wielce różniące się.

    Jeśli ktoś z Państwa posiada własne doświadczenia z 13 grudnia 1981 r., prosimy o wpisanie w komentarzu.

    Wspomnienia z 2020 r.

    Chciałbym przypomnieć również opowieść kolegi Zbyszka, którą publikowaliśmy na naszych łamach. Można to przeczytać tu ->

    Wyobraźcie sobie Państwo sytuację ze zdjęcia poniżej, gdzie dziecko czeka na wieczorynkę, a w ekranie telewizora widzi Jaruzelskiego…

    Marek Karczewski, 13.12.2025 r.




    Taka historia z Wyszomirskimi? Na śmietnik!

    „Notatnik czarnowiecki” Nr 3

    „Każde zdjęcie ma swoją historię, niektóre historie mają swoje zdjęcia.”

    W środę 26 listopada 2025 r. otrzymałem pismo od włodarza gminy Rzekuń o usunięcie historii z historii Czarnowca. 𝓒𝔃𝓪𝓻𝓷𝓸𝔀𝓲𝓮𝓬.𝓹𝓵

    To w skrócie.

    Gdy w kwietniu, maju 2023 r. na okoliczność organizacji wielkiego jubileuszu – 610-lecia istnienia Czarnowca, w zespole organizacyjnym postanowiliśmy upamiętnić naszą wioskę namiastką faktów historycznych zawartą w obrazach – wszyscy okazali się przychylni.
    W zespole: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Krzysztof Chojnowski, postanowiliśmy z kilkunastu zdjęć wybrać te, na które nas stać.
    Pozyskaliśmy sponsorów i Krzysztof Chojnowski zamówił wykonanie zdjęć wielkogabarytowych.

    3 czerwca 2023 r. podczas uroczystości Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca opowiadał o historii powstania tychże oraz o historiach bohaterów zdjęć.
    Można o tym przeczytać tu ->
    Wideo ->
    Po uroczystościach 3 i 4 czerwca 2023 r. (za decyzją wszystkich organizatorów) zdjęcia zawisły na ogrodzeniu obiektu świetlicy wiejskiej.
    O uroczystości 610-lecia Czarnowca można poczytać tu ->

    Wieszałem te zdjęcia z dwoma chłopcami, którzy zatrzymali się na przystanku, oczekując na autobus do Ostrołęki.
    Chłopcy zmęczeni jazdą na hulajnogach po PumpTrack Rzekuń nie odmówili pomocy, aby przytrzymać sporych rozmiarów obrazy przy montażu na płotach.

    Wiecie co powiedzieli Ci ok. 13-letni chłopcy?

    „…ale to fajne co pan robi, można się wiele dowiedzieć z takich zdjęć historycznych. Jak będziemy teraz przejeżdżać to się zatrzymamy i poczytamy…”

    Tak było.

    Młodzi chłopcy widocznie niedoświadczeni i mówili rzeczy od rzeczy… Krótki materiał z tych dni ->

    Dorośli, i to obecni mieszkańcy Czarnowca mają w tej kwestii odmienne zdanie (na szczęście nie wszyscy)!

    Jedna z pań mieszkanek, która przyszła tu mieszkać do męża rozpowiadała w autobusie MZK relacji Rzekuń – Ostrołęka takie bezeceństwa, że aż ludzie donieśli co mówiła. Musiała się z tym nie kryć i powtarzać to w różnych miejscach oraz różnych godzinach kursowania miejskiego autobusu wielokrotnie, bo dotarły do mnie informacje od dwóch osób o jej oburzeniu.

    „… Karczewski powywieszał te głupoty na płocie…”

    Co miała na myśli mieszkanka niepochodząca z Czarnowca?
    Wyszomirską Ludwikę, która walczyła w Powstaniu Warszawskim?
    Wyszomirskiego Jana, którego zamordowali komuniści, bo pisał gazetki po polsku?
    Wyszomirskiego Zygmunta, którego ruskie zastrzelili w Katyniu?
    Sakowskiego Stefana, który zginął na polu bitwy pod Nysą Łużycką?
    Rodzinę Cudnych, którą wybiła banda?
    … kogo?

    Później, za jakiś czas wszystkie zdjęcia zostały uszkodzone!

    Zdjęciami targały wichury i ulewy, zdjęcia były zrywane, ale Pan Jacek Pawłowski zawsze je ratował…

    Dziś kończy się krótka historia starej historii Czarnowca.

    Należy bohaterów zdjąć, bo?

    No właśnie, kto z zawiści i zazdrości (tylko o co?) zawnioskował o wyrzucenie naszych czarnowieckich bohaterów na śmietnik?
    Sołtys?
    Radna?
    Komu przeszkadzały sylwetki Ludwiki Wyszomirskiej, Jana Wyszomirskiego, Zygmunta Wyszomirskiego, Stefana Sakowskiego, Cudnych
    Przecież ci ludzie walczyli za Polskę i wolność naszą, a nawet za wolność obecnie obsadzonych przez wójta sołtysa i radnej!

    Jak można stosować zawiść do Karczewskiego poprzez usuwanie bohaterów Czarnowca?

    Wyobrażacie sobie Państwo, że którykolwiek prezydent Ostrołęki zdemontuje pomnik gen. Bema, bo pobudowali go za kadencji innego?

    Jest tylko nadzieja, że sama historia oceni skrzywianie historii przez obecnych przedstawicieli wójta.

    Sponsorami zdjęć byli:
    1. Krzysztof Chojnowski – Czarnowiec
    2. Filip Wilczynski – Czarnowiec
    3. Przemysław Rykowski – Czarnowiec
    4. Marek Karczewski – Czarnowiec.

    Czy można wierzyć obecnej ekipie rządzących w gminie oraz w Czarnowcu, w choć jedno zdanie, które w swojej treści ma wpisane, że „projekt jest realizowany w dobrej wierze”?

    Ja w to już nie wierzę.

    Nie wierzę również, że kiedykolwiek (za tej ekipy) wrócą one na płot! Na płot przy świetlicy.

    Wykonując kilka zdjęć z demontażu pomyślałem, że warto, aby ta historia miała swoje zdjęcie.

    Pozdrawiam.
    Marek Karczewski z Czarnowca, 26.11.2025 r.




    Eugeniusz Kęsik – ostatni leśniczy w Czarnowcu

    Eugeniusz Kęsik – ostatni (i jedyny?) leśniczy w Czarnowcu?

    Ptoki – nic o tym nie wiedzą,
    Krzoki – coś tam słyszały, lecz nie wiedzą, na którym drzewie ptaki śpiewały,
    Pnioki – pamiętają leśniczówkę i Leśniczego Eugeniusza Kęsika.

    Leśnicy nie tylko dbają o znajdujące się w lasach pozostałości po burzliwej historii naszego kraju, ale wielu z nich czynnie tę historię tworzyło i to nierzadko na pierwszej linii frontu.
    Jedną z wyjątkowych postaci leśników jest obecny Leśniczy Leśnictwa Borawe, (w skład którego wchodzą lasy czarnowieckie) Pan Krzysztof Olejniczak. To pasjonat historii swojego leśnictwa!.
    Dzięki niemu dowiadujemy się dziś o „naszym” ostatnim (przyp. MK – jedynym) Leśniczym w Czarnowcu.

    Znaczenie lasów i leśników

    Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Zajmują one ok. 29% terytorium kraju, rosną na obszarze ponad 9 mln ha. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego prawie 7,6 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe.

    Adam Loret

    Lasy Państwowe mają już ponad 100 lat! Mimo historycznych zakrętów i zmian organizacja funkcjonuje do dziś, łącząc bogatą tradycję z nowoczesnością.
    Tuż po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. podejmowano pierwsze decyzje ukierunkowane na tworzenie administracji leśnej.
    W 1924 r. powstało przedsiębiorstwo Polskie Lasy Państwowe, któremu prezydent Polski Stanisław Wojciechowski powierzył gospodarowanie polskimi lasami.
    Pierwszym dyrektor Lasów Państwowych został Adam Loret.
    Gdy wybuchła II wojna światowa okupanci natychmiast wprowadzili swoją administrację leśną. Prowadzona na terenach zajętych przez hitlerowskie Niemcy i Związek sowiecki gospodarka miała charakter rabunkowy.
    Wielu leśników oddało podczas walk swoje życie. Szacuje się, że łącznie na wszystkich frontach II wojny światowej walczyło ok. 11 tys. leśników. 724 z nich zostało zamordowanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Adam Loret został aresztowany 19 września 1939 r. i zaginął.
    Przez całą wojnę leśnicy wspierali oddziały partyzanckie, znajdujące schronienie w lasach. Bywało, że ginęły przez to całe leśne rodziny. Wydarzenia tamtego okresu upamiętniają liczne mogiły, rozsiane w lasach całego kraju. Leśnicy otaczają je opieką, aby przetrwała pamięć zmagań o wolną Polskę…

    Na straży lasów od zawsze stoi leśnik.
    Doglądanie drzew, sadzenie, trzebieże, usuwanie szkodników to tylko drobny wycinek jego pracy. Nie mniej ważna jest służba społeczna: działalność kulturalno-oświatowa, wychowawcza, charytatywna. Leśnicy to grupa zawodowa, w której patriotyzm zawsze odgrywał główną rolę.
    Przed laty mieszkańcy mieli dużo spraw do leśniczego.
    Praca w lesie od zawsze wymagała nie tylko fizycznej wytrzymałości i dobrej znajomości leśnych zagadnień, lecz także hartu ducha i społecznikowskiego zacięcia. Praca leśnika wymagała nie tylko gotowości do ciężkiego fizycznego wysiłku, lecz także odporności psychicznej. Była zarazem ściśle związana ze służbą społeczną. Kontakty z okolicznymi mieszkańcami, osobami pracującymi w lasach i nabywcami drewna dawały szerokie pole do oddziaływania, prowadzenia edukacji.

    1935 r. L.P. Leśnictwo Borawe. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej na Stacji Ostrołęka.

    „A gdy po pracy do domu zajdzie, domu oddalonego od siedzib ludzkich i otoczonego zewsząd szumiącą puszczą leśną […], to ileż to trzeba rezygnacji i samozaparcia, ażeby żyć tak miesiącami i latami całemi. Jedynym przyjacielem i towarzyszem leśnika staje się wówczas rodzina i książka oraz radio – zastąpić one winny leśnikowi szerokie areny życia miejskiego” – pisał Adam Schwarz („Zawód leśnika”, „Echa leśne” nr 3, 1933).

    W Czarnowcu stała Leśniczówka. 1 listopada upływa 67 lat gdy Eugeniusz Kęsik objął stanowisko naszego leśnictwa.

    Na zdjęciu obok Kęsik Eugeniusz – Leśniczy z Czarnowca.
    (zdjęcie od obecnego Leśniczego Krzysztofa Olejniczaka)
    Urodzony 17.10.1922 r., syn Pawła…
    Ukończył Technikum Leśne w Krasiczynie.
    Rozpoczął swoją pracę w Lasach Państwowych 27 stycznia 1950 r.
    W Nadleśnictwie Ostrołęka zostaje zatrudniony 15 września 1952 r. (został przeniesiony z Nadleśnictwa Różan).

    W Nadleśnictwie Ostrołęka pracował na stanowiskach:
    – podleśniczy p.o. leśniczego Leśnictwa Dąbrówka,
    – od 1 lipca 1955 r. leśniczy Leśnictwa Dąbrówka,
    – od 1 listopada 1958 r. leśniczy Leśnictwa Borawe (w skład którego zawsze wchodziły i wchodzą grunty wsi Czarnowiec),
    – od 31 grudnia 1982 r. uzyskuje status emerytowanego leśnika.

      Ciekawostka odnotowana przez urzędników leśnych Nadleśnictwa Ostrołęka.
      Dwóch leśniczych w jednym leśnictwie!
      Z akt leśnych:
      „W okresie od 1 do 31 grudnia 1982 r. Pan Kęsik przed przejściem na emeryturę przebywał na urlopie wypoczynkowym zaległym i bieżącym. Przekazał Leśnictwo Borawe Panu Kazimierzowi Grono, który z dniem 1 października 1982 r. został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe. I tym sposobem w okresie od 1 października do 31 grudnia 1982 r. było dwóch leśniczych Leśnictwa Borawe. A to jest błąd.
      Błąd zakładu polegał na tym, że Pan Grono został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe bez odwołania z tego stanowiska urzędującego leśniczego Leśnictwa Borawe Pana Kęsika Eugeniusza.”

      Czy zatem przez te trzy miesiące, dwaj leśniczy „bili” się o „stołek”, kto powinien na nim siedzieć? Z pewną dozą pewności można domniemać, że nawet tego nie zauważyli. 🙂

      Pan Kęsik, nasz czarnowiecki leśniczy to nie tylko zasłużony leśnik, ale również obywatel – patriota.

      Był wielokrotnie odznaczany. Oto Jego odznaczenia, przyznane przez Radę Państwa:

      KRZYŻ PARTYZANCKI
      Uchwała nr D-63799 z dnia 27.08.1959 r.

      Krzyż Partyzancki został ustanowiony dekretem Rady Ministrów w 1945 r. Odznaczenie to zostało ustanowione „w celu upamiętnienia bohaterskiej walki zbrojnej żołnierzy oddziałów partyzanckich z hitlerowskim okupantem o Niepodległość, Wolność i Demokrację oraz celem nagrodzenia bojowych zasług w tej walce„.

      KRZYŻ WALECZNYCH za na udział w walkach z hitlerowskim okupantem w latach 1939-1945.
      Uchwała nr DK-2629/W z dnia 5.03.1965 r.

      Krzyż Walecznych został ustanowiony rozporządzeniem Rady Obrony Państwa w 1920 r. „…celem nagrodzenia czynów męstwa i odwagi, wykazanych w boju..” przez oficerów, podoficerów i szeregowców. W wyjątkowych przypadkach mógł być nadany osobom cywilnym współdziałającym z armią czynną.

      Krzyż Walecznych Rozkazem Naczelnego Wodza z 1940 r. został uznany za odznaczenie nadawane za czyny męstwa dokonane w czasie wojny. W rozkazie podkreślono, że …każdorazowe nadanie „Krzyża Walecznych” może mieć miejsce tylko za określony oddzielny czyn męstwa i odwagi wykazanej w boju„.

      SREBRNY KRZYŻ ZASŁUGI
      Uchwała nr 3-69-71 z dnia 25.02.1969 r.

      Krzyż Zasługi ustanowiono na mocy ustawy z 1923 r. To polskie cywilne odznaczenie państwowe, nadawane za zasługi dla Państwa lub obywateli. Nadawane do chwili obecnej.

      KRZYŻ SREBRNY ORDERU VIRTUTI MILITARI
      Uchwała nr DK-8514/W z dnia 17.06.1971 r.

      Order Wojenny Virtuti Militari (Męstwu wojskowemu – (cnocie) dzielności żołnierskiej). To najwyższe polskie odznaczenie wojenne, nadawane za wybitne zasługi bojowe. Jest jednym z najstarszych orderów wojennych na świecie. Ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1792 r.

      Medal za udział w walkach o Berlin
      Uchwała nr 82011 z dnia 9.05.1972 r.

      Medal „Za udział w walkach o Berlin” został ustanowiony przez Sejm w 1966 r. dla uczczenia zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem oraz wkładu ludowego Wojska Polskiego w zdobyciu Berlina w 1945 r. Zgodnie z ustawą medal stanowił uznanie dla osób, które brały udział w walkach o Berlin.

      MEDAL 30-LECIA POLSKI LUDOWEJ
      Uchwała nr 1288/74 M z dnia 22.07.1974 r.

      Medal 30-lecia Polski Ludowej został ustanowiony dekretem Rady Państwa w 1974 r. dla uczczenia trzydziestej rocznicy powstania Polski Ludowej, „dając wyraz uznaniu dla wkładu ludzi pracy w budownictwo socjalistyczne i rozwój społeczno-gospodarczy kraju” Polskie jubileuszowe, cywilne odznaczenie państwowe.

        W walce o las, skarb całego państwa i narodu, leśnik był równy żołnierzowi walczącemu na froncie o dobro ojczyzny. „Gajowy to […] żołnierz dzielny, odważny, sprytny a czujny. […] Gajowy strzeże i chroni lasu, bo wie, że las to najpiękniejszy, najcudowniejszy twór BOGA i NATURY (B. Pasztyński, Znaczenie…).

        Eugeniusz Kęsik zmarł 20 kwietnia 1985 roku, przeżywszy, tylko! 63 lata. Umiera zaledwie dwa i pół roku po odejściu na zasłużoną emeryturę. Miejscem Jego pochówku jest rzekuński cmentarz parafialny przy ul. Kościuszki. Za wskazanie miejsca dziękuję wnukowi Łukaszowi Chojnowskiemu z Czarnowca.

        Budynek leśniczówki w Czarnowcu mógł być zbudowany początkiem lat 60-tych XX wieku. Dziś (30.10.2025 r.) leśniczówka przy ul. Kasztanowej wygląda tak:



        Jak pamiętamy, na początku tekstu, zadane było pytanie „czy jednocześnie ostatni oraz jedyny?”.
        Leśniczówka w Czarnowcu powstała początkiem lat 60-tych XX wieku, tuż po nominowaniu Eugeniusza Kęsika na leśniczego. Pan Eugeniusz zamieszkał w niej razem z rodziną. Doczekał z małżonką Apolonią czterech córek (Ewa, Hanna, Jolanta, Małgorzata). Gdy w roku 1982 przeniesiono go na emeryturę, leśniczówkę niebawem sprzedano i nigdy już w niej nie zamieszkał inny leśniczy. Zatem Pan Kęsik był pierwszym i ostatnim leśniczym w Czarnowcu. Piastował swoje stanowisko przez ponad 25 lat.

        Poniżej przedstawiamy, zdjęcie od Pana Krzysztofa Olejniczaka – Leśniczego Leśnictwa Borawe, które było inspiracją do napisania paru zdań o leśniczym z Czarnowca. Na zdjęciu ok. 1970 r. stoją od lewej Mieczysław Bojarski i Eugeniusz Kęsik. Stoją przy szkółce leśnej. Starsi mieszkańcy pamiętają parking leśny w tym miejscu z nazwą „SZKÓŁKA”.

        Dodatkowo, przedstawiamy mapę Leśnictwa Borawe, z potocznymi nazwami miejsc, których używali Kęsik, Bojarski, a teraz używa Olejniczak. Czy warto znać te dość dziwaczne nazwy obszarów w „swoim” lesie?

        Z powyższej mapy, przygotowanej przez leśniczego możemy nawet w prawym, górnym rogu wypatrzeć obszar „szkółki Kęsikowej”, 🙂 która pozostała na pamiątkę, po naszym leśniczym.

        Ściana chwały w leśniczówce – obecnie Kancelarii dwóch Leśnictw (Borawe i Kruszewo).
        Prowadzi ją Pan Krzysztof Olejniczak.
        Leśnictwo Borawe trwa nieprzerwanie od 1922 roku.
        Dziękujemy za pamięć o naszych leśnikach.

        Marek Karczewski, Czarnowiec, 31.10.2025 r.

        Źródła:
        – Nadleśnictwo Ostrołęka, Leśnictwo Borawe, Krzysztof Olejniczak, Damian Piekarski
        – lasy.gov.pl
        – historia.dorzeczy.pl
        – wikipedia.org




        Kalendarium Czarnowca – październik

        Kalendarium Czarnowca – październik

        Mieszkańcy Czarnowca dnia 15 października 2023 r. mieli okazję pierwszy raz w historii obiektu Świetlicy Wiejskiej oddać swój głos w wyborach parlamentarnych.
        Jaka była frekwencja i wyniki wyborów pisaliśmy tu – >

        Oprócz głosowania na posłów i senatorów, zachęcano również mieszkańców do udziału w Referendum, którego pytania brzmiały:

        “Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?”
        “Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?”
        “Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn?”

        Referendum uznano za nieważne.

        Kalendarium Czarnowca (uzupełniane na bieżąco) znajduje się w dziale HISTORIA/KALENDARIUM

        Poniżej skrócona grafika najważniejszych wydarzeń październikowych.

        MK




        Kalendarium Czarnowca – wrzesień

        Dnia pierwszego września, roku pamiętnego
        Wróg napadł na Polskę z kraju sąsiedniego

        Najwięcej się uwziął na naszą Warszawę
        Warszawo kochana tyś jest miasto krwawe

        Kiedyś byłaś piękna bogata wspaniała
        Teraz tylko kupa gruzów pozostała

        Domy popalone, szpitale zburzone
        Gdzie się mają podziać ludzie poranione

        Lecą bomby z nieba brak jest ludziom chleba
        Nie tylko od bomby umrzeć będzie trzeba

        Gdy biedna Warszawa w gruzach pozostała
        To biedna Warszawa poddać się musiała

        I tak się broniła całe trzy tygodnie
        Jeszcze Pan Bóg pomści taką straszną zbrodnie.

        Pieśń „Dnia pierwszego września” powstała w pierwszych miesiącach II Wojny Światowej. Autorką pieśni była Julia Ryczer, która napisała ją na cześć zamordowanej w bombardowaniu córki. Pieśń Dnia pierwszego września, bardzo szybko zyskała popularność zwłaszcza wśród warszawskich śpiewaków. Julia Ryczer jako autorka niewygodnej pieśni była poszukiwana przez Niemców – wydano na nią wyrok. Ogromne kary, jakie spadały na pieśniarzy, którzy odważyli się śpiewać lub intonować pieśni Dnia pierwszego września, a także inne polskie pieśni, nie odstraszały okupowanego narodu od śpiewu.

        Dziś obchodzimy 86. rocznicę wybuchu II wojny światowej.

        W kalendarium Czarnowca również nie mogło zabraknąć daty 1 września 1939 r.

        Tak, chronologicznie przedstawiony kalendarz, istotnych dla naszej wsi wydarzeń będziemy publikować w każdym miesiącu.

        Czytelników, mieszkańców i sympatyków Czarnowca zapraszam do przesyłania sugestii co do naszego kalendarium.
        Jakie ważne daty powinny być w takim kalendarium zamieszczone według Państwa?

        1939 rok. Niemcy w Dworze Wyszomirskich. Foto: FotoPolska.eu

        Marek Karczewski, 1.09.2025 r.




        Rolnik, jeniec, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys – Stanisław Gierłowski (1909-1978)

        Rolnik, murarz, nauczyciel – każdy musiał odsłużyć swoje

        Stanisław Gierłowski urodził się w rodzinie rolniczej. Był synem rolników – Franciszka Gierłowskiego i Marianny z Malinowskich. Rodzice Stanisława z liczną rodziną gospodarzyli na czarnowieckiej, słabo urodzajnej ziemi. Gospodarstwo Gierłowskich było jednak jednym z największych we wsi i nie tylko gospodarz, ale również sześcioro Jego dzieci, mieli sporo obowiązków w obejściu. Stanisław od najmłodszych lat musiał, tak jak i jego rodzeństwo, ciężko pracować przy dobytku i na roli…

        Grodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski (przy karabinie C.K.M.).
        Foto z kolekcji Marka Karczewskiego

        Gdy po I wojnie światowej Polska jeszcze przez wiele lat nie mogła podnieść swojej, zniszczonej przez najeźdźców gospodarki, już trzeba było szykować się do kolejnej wojny.

        Stanisława Gierłowskiego wysłano do piechoty, aby szkolił się na operatora ckm-u (ciężki karabin maszynowy) i km-u (karabin maszynowy).

        Karabinowy Gierłowski 4 marca 1933 r. trafił do jednostki wojskowej w Grodnie, gdzie został dowódcą zespołu obsługującego karabin.

        Wcielono go do 81. Pułku Piechoty. Od 17 września 1932 do 10 marca 1933 r. przeszedł szkolenie w szkole podoficerskiej. 20 września 1933 r. został przeniesiony do rezerwy.

        8 listopada 1935 r.
        dostał wezwanie na sześciotygodniowe ćwiczenia wojskowe. Otrzymał wówczas awans na stopień kaprala.

        Gdy wybuchła wojna

        1 września 1939 r. o 4.45 obrońcy Westerplatte musieli stawić czoła niemieckiemu pancernikowi Schleswig-Holstein. Czarnowiec tego poranka spał jeszcze spokojnie. Stanisław Gierłowski, jak się później okazało, niedługo po napaści Niemców zaczął dzielić pod jednym dachem (namiotem) wspólną miskę z bohaterskimi obrońcami Westerplatte.

        Z roli, mobilizacja i do obozu

        Hitler wydał wyrok na Polskę.
        Stanisława Gierłowskiego zmobilizowano do 71. Pułku Piechoty już 24 sierpnia 1939 r. Młody rolnik (lat 30), który niedawno zawarł związek małżeński, musiał zostawić ciężarną żonę oraz kilkumiesięczne dziecko. Został wcielony do wojska, a wkrótce znalazł się w niewoli w Prusach Wschodnich.
        Do wojska spakował jedynie niewielki tobołek z maszynką do golenia, mydłem i onucami.

        71. Pułk Piechoty od 1926 r. stacjonował w Zambrowie. Stanisław właśnie tutaj trafił podczas mobilizacji. Już 1 września 1939 r. rozpoczął walki z Niemcami w okolicach Zambrowa, Nowogrodu, Ostrołęki…

        Mobilizacja

        24 sierpnia, we wczesnych godzinach rannych, w koszarach w Zambrowie rozpoczęto mobilizację alarmową. Zmobilizowano kompletne pododdziały 71. Pułku Piechoty oraz dywizyjne: Samodzielną Kompanię Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej nr 12 i Kolumnę Taborową nr 110. Prace przebiegały bardzo sprawnie. Już następnego dnia rano pułk osiągnął gotowość bojową (dziesięć godzin wcześniej niż zakładały plany mobilizacyjne). W niedzielę 27 sierpnia cały pułk wziął udział w mszy polowej, podczas której nastąpiło zaprzysiężenie zmobilizowanych żołnierzy. W nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczął się wymarsz 71. Pułku Piechoty do rejonu koncentracji (na zachód od Łomży). Pododdziały przeszły do pobliskich wiosek, by uniknąć ewentualnych skutków nalotów.

        8 i 9 września 1939 r. 71. Pułk Piechoty, po decyzji o odwrocie, mógł przemieszczać się z Borawego przez Czarnowiec w kierunku Kleczkowa. Czy Stanisławowi pozwolono na odwiedzenie żony i córki?

        Ostrołękę i Czarnowiec wojska niemieckie zajęły 9 września 1939 r.

        Prawdopodobnie już 13 września 1939 r. Stanisław Gierłowski trafił do obozu jenieckiego Stalag IA w Stabławkach (Stablack).
        Stanisława wraz z innymi mieszkańcami okolicy Niemcy wywieźli więc prawie 200 kilometrów od domu.

        Do dziś (sierpień 2025 r.) nie dotarliśmy do dokumentów źródłowych o przebiegu walk, w których uczestniczył Stanisław. Podjęto starania o pozyskanie dokumentów z kilku źródeł. W momencie pojawienia się nowych informacji – uzupełnimy.

        Czarnowiec 1942 r. Żona Janina Gierłowska z dwójką dzieci na gospodarstwie.
        Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.

        Na poniższym zdjęciu/mapie zaprezentowany jest szlak bojowy 71. Pułku Piechoty z Zambrowa. Widać na mapie przemieszczanie się pułku podczas kampanii wrześniowej przez Czarnowiec. Opracowanie: Jerzy Dąbrowski i córka Maria.

        Foto: mokzambrow.pl – dostęp 16.07.2025 r.

        Stalag IA – Stablack

        Stalag IA Stablack 1939 r.
        Foto: stablack.gorowoilaweckie.eu
        „…Święto Bożego Ciała w niemieckim obozie jenieckim Stalag IA Stablack – 4 czerwca 1942 roku. Zdjęcie ukazujące jak w nawet najcięższych warunkach Polacy nie tracili wiary i nadziei…”
        Foto z kolekcji Paweł Dyrkacz – Retrokolor
        1940-1944 Stalag IA
        Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org
        1940-1944 Drużyna Piłkarska.
        Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org

        Stalag IA Stablack to niemiecki obóz jeniecki z przeznaczeniem dla podoficerów i szeregowców wojsk lądowych, utworzony  we wrześniu 1939 roku, w północnej części dawnego niemieckiego poligonu Stablack, znajdującego się w obecnych Stabławkach i Kamińsku, w gminie Górowo Iławeckie.

        Był największym obozem jenieckim w Prusach Wschodnich.  Pierwsi jeńcy obozu to żołnierze Armii „Pomorze”, obrońcy Westerplatte, wśród których byli m.in. dowódcy mjr Henryk Sucharski oraz kpt. Franciszek Dąbrowski, następnie obrońcy Modlina i Warszawy.

        Łącznie do końca września 1939 roku do obozu trafiło ponad 40 tysięcy osób, w tym 39 458 szeregowych, 36 oficerów i 1187 jeńców cywilnych. Następnie przez cały okres wojny do Stalagu przybyły setki tysięcy jeńców z całej Europy, w tym obrońcy Dunkierki. Po wybuchu wojny między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, w stalagu zaczęto umieszczać również jeńców rosyjskich.  Na początku, na terenie obozu nie istniały jakiekolwiek pomieszczenia mieszkalne. Teren ogrodzony był jedynie drutem kolczastym.

        W Stalagu IA Stablack dla żołnierzy września 1939 roku nie przygotowano pomieszczeń mieszkalnych, toteż początkowo spali oni pod gołym niebem. Następnie sprowadzono namioty wojskowe przeznaczone do pomieszczenia jednego plutonu, ale jeńców musiało się w nich zmieścić o wiele więcej. Budowane w następnej kolejności baraki – wiaty osłaniały ludzi jedynie od góry. Za posłania służyła jeńcom sieczka lub trociny. W późniejszym czasie zaczęło przybywać namiotów. Jedyną ich zaletą było to, że posiadały drewniane podłogi, chroniące nieco od wilgoci i chłodu.

        Tragiczne były warunki zaopatrzenia w żywność. Brakowało manierek, niezbędników, kociołków, opatrunków, leków itd. Jeńcy sami musieli zaopatrzyć się w jakieś naczynia do ciepłej strawy, najczęściej były to puszki po konserwach.

        Do wojska powoływano zarówno kapelanów, jak i księży z rezerwy. I jedni i drudzy dostali się wraz ze swymi żołnierzami do niewoli. Mieli oni prawo odprawiać nawet codziennie nabożeństwo w różnych sektorach obozu.

        Pomimo obozowych trudów rozwijało się życie kulturalne. Z zebranych książek otrzymanych w paczkach przez jeńców francuskich i belgijskich powstał zalążek biblioteki obozowej. Sporządzono też spis instrumentów muzycznych i sprzętu sportowego. Powstawały grupy teatralne.

        Jeńcy organizowali życie kulturalne w baraku-kaplicy. Latem 1942 roku powstał polski zespół  wokalny, kierowany przez p. Wiśniewskiego oraz zespół teatralny. Podczas Bożego Narodzenia organizowane były skromne choinki i śpiewano kolędy, a także piosenki patriotyczne. Robiono to, mimo że kary były bardzo dotkliwe.[2]

        Funkcjonowały także drużyny sportowe – piłkarskie, a od czasu do czasu rozgrywane były turnieje międzynarodowe pomiędzy Polakami, Włochami, Francuzami, Belgami i Rosjanami.

        Biorąc pod uwagę zachowane dokumenty zawierające numerację grobów, można zakładać, że w Stalagu IA Stablack do końca jego funkcjonowania zmarło ok. trzech tysięcy jeńców narodowości polskiej. Przypuszczalnie liczba ta była jednak co najmniej wyższa o tysiąc… [4]

        Obóz rozwiązano 25/26 stycznia 1945 r.

        Rolnicy, rzemieślnicy, robotnicy – wszyscy byli potrzebni

        Skan ze strony nr 8 paszportu jenieckiego Stanisława Gierłowskiego.
        Z kolekcji Małgorzaty Szarwackiej.

        Polscy rolnicy wywiezieni na przymusowe roboty do III Rzeszy doświadczyli tragicznych skutków w niemieckiej niewoli. Zostali poddani przymusowej pracy, wysiedleniom, a ich gospodarstwa były narażone na grabież. Sytuacja wspomnianych osób była dramatyczna i miała dalekosiężne skutki dla polskiej wsi.

        Jedynym pozytywnym aspektem sytuacji, w której się znaleźli był fakt, że po wojnie większość z nich powróciła na swoje gospodarstwa – do żon i dzieci, których nie widzieli przez długie lata.

        Oznaczenia „Berufsgruppe 1A” i „Berufsart 2C” pochodzą z niemieckiej klasyfikacji zawodów używanej w czasie II wojny światowej – szczególnie w dokumentach dotyczących jeńców wojennych. Były to kody wykorzystywane przez Wehrmacht i administrację obozową do określania przydatności jeńców do pracy.

        1. „Berufsgruppe 1A” – Grupa zawodowa

        1A oznaczała rolników, chłopów, pracowników rolnych.

        To była jedna z podstawowych kategorii – osoby pochodzące ze wsi, mające doświadczenie w rolnictwie lub gospodarstwie.

        2. „Berufsart 2C” – Rodzaj zawodu / specjalizacji

        2C oznaczało prawdopodobnie pracownika fizycznego wykwalifikowanego w sektorze budowlanym lub pomocnika budowlanego, często z umiejętnościami ciesielskimi lub murarskimi, ale bez pełnego rzemieślniczego wykształcenia. [1]

        Do dziś nie udało się nam dotrzeć do księgi osadzonych w Stalagu IA. Znajduje się ona najprawdopodobniej w którymś z niemieckich archiwów.

        Z książeczki jenieckiej Stanisława Gierłowskiego wynika, że został on osadzony w Stalagu IA we wrześniu 1939 r., a 9 grudnia 1940 r. „zwolniony” do pracy na roli w pobliskich Kumkiejmach (Kumkeim), gm. Górowo Iławeckie. Zatem ponad rok spędził w niezwykle trudnych warunkach obozowych.

        Czy po wysłaniu do właściciela ziemskiego o nazwisku Penno było mu lżej (jako rolnikowi), gdy pracował w gospodarstwie rolnym?

        Pracownik (rolnik) nie był odgrodzony żadnym murem ani płotem. Otrzymywał zadania do wykonania, które musiał sumiennie zrealizować.

        Miał tylko dwie możliwości – uciec i zginąć lub pracować, czekać na zakończenie wojny i wrócić do rodziny.
        Stanisław Gierłowski wybrał ciężką pracę oraz nadzieję na powrót do Czarnowca.

        Kumkeim (Kumkiejmy)

        Kumkiejmy to wieś w Polsce, położona w woj. warmińsko-mazurskim (pow. bartoszycki, gm. Górowo Iławeckie). W 1939 r. był to obszar przedwojennej Rzeszy.

        Z Czarnowca do Kumkiejm jest prawie 200 km, które można przejechać rowerem w około dziesięć godzin. Samochodem ten sam odcinek pokonamy w trzy godziny i 15 minut. Jak długo musielibyśmy jechać konno? Mapy Google nie podają takiej informacji.

        Dziadek w niemieckiej niewoli zajmował się uprawą roli, hodowlą zwierząt, zbiorem plonów, a także innymi pracami związanymi z zaopatrzeniem w żywność dla wojska niemieckiego. Praca była wykonywana bez odpowiedniego sprzętu, w trudnych warunkach atmosferycznych, często bez dni wolnych oraz odpoczynku. Racje żywnościowe były bardzo skąpe i nie wystarczały na pokrycie potrzeb energetycznych. Prowadziło to do osłabienia i chorób. Jeńcy byli często ubrani w zużyte i nieodpowiednie do pory roku ubrania. W połączeniu z brakiem ogrzewanych pomieszczeń prowadziło to do wyziębienia i chorób.

        Podczas niewoli zostało wykonane wspólne zdjęcie z właścicielem gospodarstwa. Do pozowanej fotografii pozwolono jeńcom ubrać garnitury świąteczne, aby po wysłaniu do rodzin nie było widać jenieckiej katorgi. Po twarzach robotników widać, że ich nieszczęścia, nawet w odświętnych strojach, nie dało się ukryć.

        Na fotografii obok stoi Stanisław Gierłowski (trzeci od lewej), który przesłał w 1941 r. swoją podobiznę (wraz z innymi pracownikami przymusowymi oraz niemieckimi gospodarzami) z oddalonego od Kumkeim (Kumkiejm) zaledwie dwa kilometry Wokelen (Wokieli). Na rewersie zdjęcia znajduje się opis: Dla kochanej żony przesyła mąż Stach, Wokelen 22-XI-41r.

        Po wojnie, gdy Polska była już „wolna”, ale wciąż pozostawała pod okupacją Związku Sowieckiego, dziadek niewiele mówił o okresie niewoli w Prusach Wschodnich. W trakcie wieczornych rozmów tylko szeptem z Panem Julianem Borkowskim (sołtysem) wymieniali się swoimi opowieściami. Gdy się spotykali babcia mówiła: … i znów się nafta w lampie wypali…

        Wokelen 1941.
        Foto z kolekcji Marka Karczewskiego
        Wokelen 1941 – rewers

        Niemiec nie zastrzelił

        Nasza babcia Janina (żona Stanisława) była odważną i zdecydowaną rolniczką.

        Czarnowiec od początku wojny znajdował się pod okupacją niemiecką, a granice sowieckiej Rosji ustalono na wschód, tuż za Rzekuniem.

        Pewnego dnia na podwórze Gierłowskich przyjechali konno niemieccy oficerowie zarekwirować konia dla potrzeb wojska. Koń był kary (miał całkowicie czarną sierść, grzywę i ogon). Nadawał się nie tylko do pracy na roli. Niemcom się spodobał i chcieli go zabrać. Janina Gierłowska stanowczo odmówiła, stwierdzając: mąż pracuje u was, a ja z dwójką malutkich dzieci na gospodarstwie bez konia sobie nie poradzę. Gdy Niemcy nie ustępowali, Janina stanęła przed koniem i powiedziała: zastrzelcie mnie, a później weźcie konia! Wtedy odjechali…

        Po wojnie był sołtysem i przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej

        Po powrocie do Czarnowca w 1945 r. jako jeden z największych gospodarzy pracował nie tylko na roli. Skupił również swoją aktywność na pracy dla dobra mieszkańców wsi i gminy.

        W 1955 r. jego podpis pod uchwałą Gromadzkiej Rady Narodowej położył fundamenty pod późniejsze powstanie Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, którą ostatecznie otwarto w 1960 r.

        29 maja 2025 r. obchodzono w Rzekuniu hucznie jubileusz szkoły. Zapomniano o Stanisławie, który sprzedał pięć hektarów ziemi, aby później przekazać pieniądze ze sprzedaży na budowę szkoły. Pisaliśmy o tym tu ->

        W 1955 roku Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Oto ona: 

        Uchwała nr III (2) 55:
        Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postana­wia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawie­nie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
        Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podsta­wowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, es­tetycznymi, ogrzanymi salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majów­ka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
        Niżej pieczęć i podpis
        [3]
        Gierłowski Stanisław
        Pisaliśmy o tym tu ->

        W latach powojennych (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968) pełnił społeczną funkcję Sołtysa Czarnowca, którą ostatecznie przekazał na ręce młodszego sąsiada Mieczysława Rejcha.

        Był zmęczony i schorowany po latach pracy w Prusach Wschodnich. Siedział często w kożuchu oraz zajadał się gorącymi ziemniakami, których brakowało w obozie Stabławki oraz w Kumkiejmach.

        Stanisław Gierłowski odegrał istotną rolę w życiu publicznym Czarnowca i gminy Rzekuń po II wojnie światowej.

        Pełnił kilka znaczących funkcji w bardzo trudnych politycznie czasach.

        Był pierwszym przewodniczącym Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu — objął tę funkcję po reformie administracyjnej z 1950 roku, która zlikwidowała urząd wójta i wprowadziła jednolite organy władzy państwowej.

        Zasiadał na stanowisku Przewodniczącego GRN w latach: 1955-1959, 1959-1964, 1964-1968.

        Był Inicjatorem budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu — w 1955 roku podpisał uchwałę Gromadzkiej Rady Narodowej, która rozpoczęła starania o budowę nowego obiektu szkolnego. Jego zaangażowanie i mobilizacja lokalnej społeczności doprowadziły do wpisania inwestycji do ogólnopolskiego planu budowy tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.

        Na lata 1955–1965 powierzono mu również stanowisko sekwestratora, który jako urzędnik administracyjny był odpowiedzialny za egzekwowanie podatków i opłat – pomagał mieszkańcom w rozwiązywaniu spraw podatkowych i administracyjnych.

        Stanisław Gierłowski był nie tylko lokalnym liderem, ale też osobą, która realnie wpływała na rozwój infrastruktury i edukacji w regionie.

        Był wyjątkowo zaangażowanym i cenionym sołtysem Czarnowca.
        Był osobą szanowaną, pracowitą i oddaną swojej społeczności.


        Po wielu latach w Czarnowcu na sołtysa wsi, 8 lutego 2019 r. zostaje wybrany wnuk Stanisława – Marek Karczewski. Córka Stanisława i matka Marka – Marianna mówi: 
        Ty przejąłeś chyba papiery po swoim dziadku, który zawsze rzucał sprawy rodzinne, aby pomóc ludziom – oby Ci ludzie o Tobie kiedyś nie zapomnieli.

        Marek Karczewski:
        Nie mam wspólnego zdjęcia z dziadkiem. W pamięci pozostaje jednak wspólne jeżdżenie wozem/furmanką na pola i łąki pod Leszczynę, na Zaborze, pod Górę, na Przece, na Bagno, podczas których dziadek opowiadał:
        Marulek, to było moje [wskazywał na pole], sprzedałem [tu nazwisko, którego nie pamiętam], kolejne – sprzedałem itd. …tu jest granica z tym, a tu z tamtym… Pamiętam do dziś wakacyjne przejażdżki z dziadkiem, które dla miastowego chłopaka stanowiły dużą atrakcję. Może te pola i łąki zostały sprzedane w celu pomocy w pobudowaniu szkoły w Rzekuniu? Byłem za młody, aby o cokolwiek dziadka pytać.
        Dziś pozostaje tylko pamięć…

        Rodzina Stanisława

        Gierłowski Stanisław (25.01.1909-24.04.1978), syn Franciszka i Marianny z Malinowskich.
        Gierłowscy doczekali sześciorga dzieci: Wacława, Józefa, Antoniego, Stanisława, Wincentę i Anastazję.
        Stanisław ożenił się 26.01.1938 r. z Janiną Krupówną z Kamianki. Ze wspomnianego związku na świat przyszła trójka dzieci: Marianna-Regina (1939 r.), Stanisław-Teofil (1940-1995), Danuta (1946-2000).

        Stanisław Gierłowski spoczywa na cmentarzu rzekuńskim (w środkowej jego części), w mogile z rodzicami, siostrą Anastazją Sakowską i synem Stanisławem-Teofilem.

        Poniżej kilka wybranych fotografii Stanisława Gierłowskiego z kolekcji rodzinnych: Marianny Karczewskiej, Małgorzaty Szarwackiej, Marka Karczewskiego.

        Literatura:
        [1] – Kinga Szwed – komentarz na tablicy „Rzekuń gmina mniej znana (Rgmz) – 13.07.2025 r.
        [2] – stablack.gorowoilaweckie.eu/ – dostęp 14.07.2025 r.
        [3] – Monografia gminy Rzekuń – Jerzy Dziewirski
        [4] – https://rodzinaorlowskich1 – dostęp 14.07.2025 r.
        – pl.Wikipedia.org
        – Paweł Dyrkacz – Retrokolor
        – JanuszKamiński_pegasusarchive.org
        – www.mokzambrow.pl
        Zbiory własne: Marianna Karczewska, Marek Karczewski, Małgorzata Szarwacka

        Konsultacje: Krzysztof Dąbkowski, Jacek Pawłowski, dr Paweł Ślaza.

        W 86. rocznicę mobilizacji na wojnę.
        wnuk Stanisława Gierłowskiego

        Marek Karczewski
        24 sierpnia 2025 r.





        1 sierpnia, piosenka o Czarnowcu

        Już w ubiegłym roku dzięki własnym słowom i pomocy AI Suno stworzyliśmy piosenkę.

        Może się podobać lub nie ale w telegraficznym skrócie pokazuje obrazki historyczne o naszej wiosce.

        A może ktoś z Państwa ma własny pomysł na nową piosenkę o Czarnowcu? Patriotyczną, historyczną?

        Zachęcam do wysłuchania tej ubiegłorocznej.

        O Powstańcach Warszawskich ->
        Dziedziczka, która została sanitariuszką ->

        „Ksenia” z Czarnowca w Powstaniu Warszawskim ->

        MK, 1.08.2025 r.




        Czy w Czarnowcu powstanie trzecie rondo…

        Czy w Czarnowcu powstanie trzecie rondo… w gminie Rzekuń?

        Ile rond w gminie Rzekuń pobudował obecnie Zarząd Powiatu Ostrołęckiego – starostowie?

        Pierwsze

        Pierwsze, a jakby inaczej powstało w stolicy gminy, w samym centrum Rzekunia. Pobudował je Powiat Ostrołęcki w 2013 roku gdy gminą rządził ówczesny wójt Stanisław Godzina, a na stołku Starosty Ostrołęckiego zasiadał Stanisław Kubeł. Rondo pobudowano w ciągu drogi powiatowej 2550W, u zbiegu ulic Kościuszki i Mazowieckiej.
        Do dziś nie znamy wnioskodawcy nadania takiego patronatu, ale zagłębiając się w karty historii Rzekunia, był to bardzo dobry pomysł aby uczcić marynarzy i ułanów, którzy spoczywają we wspólnej mogile na rzekuńskim cmentarzu parafialnym.
        Na stronie BIP Urzędu Gminy odnajdujemy Uchwałę w tej sprawie, którą bez uzasadnienia zamieszczono do wglądu, wyłącznie z załącznikiem graficznym. Kto głosował za, a kto przeciw też nie wiemy, bo brak protokołów z posiedzenia.
        Uchwałę podjęto 11 listopada 2013 r., – podpisał Przewodniczący Rady Gminy Rzekuń Edward Gryczka z Borawego.

        O rzekuńskich ułanach oraz marynarzach wspomina się wielokrotnie podczas uroczystości gminnych zapoczątkowanych przez wójta Bogusława Tyszkę.

        W roku 2020 „Goniec Ostrołęcki” donosił, że Gmina Rzekuń planuje ufundować pomnik upamiętniający poległych sto lat temu marynarzy i ułanów.

        Z tej okazji przypomniał obszerny i szczegółowy opis uroczystości odsłonięcia pomnika ku czci ułanów na rzekuńskim cmentarzu parafialnym, zamieszczony w „Gazecie Świątecznej” 17 listopada 1929. Zwróćcie uwagę na fragment pięknie objaśniający symbolikę płaskorzeźby. Pomnik stoi do dziś i zachował się w ogólnie dobrym stanie, choć brakuje kilku mobilnych elementów (m.in. wspomnianych w opisie symboli kawaleryjskich). Inaczej też oczywiście wygląda otoczenie pomnika…

        „Pomnik obrońcom Ojczyzny. W Rzekuniu, w powiecie ostrołęckim, dnia 20 października [1929] poświęcono pomnik na grobie żołnierzy z 2-go pułku ułanów, poległych w 1920-ym roku podczas najścia bolszewików. Już od wczesnego rana ludność zaczęła się gromadzić, żeby wziąć udział w tej uroczystości. Przybył z kapelą szwadron ułanów, z pułkownikiem Jezierskim na czele, oraz oddział armat konnych, a następnie liczne związki miejscowe z Ostrołęki: sokoli, straże ogniowe, kolejarze, szkoła kolejowa, rada gminna, przedstawiciele władz, harcerstwo, hufiec szkoły rzemieślniczo-przemysłowej. Przybyli też z Suwałk wysłańcy oficerów 2-go pułku ułanów z jenerałem Waraksiewiczem i majorem Andersem na czele, oraz kilku dawnych ułanów, którzy brali udział w walkach w okolicy Rzekunia. Po nabożeństwie utworzył się pochód na cmentarz do grobu poległych. Tu rozsunęły się zasłony i ukazał się wspaniały pomnik. Na podstawie z polnych kamieni jest odlew z żelaznym krzyżem u góry, przedstawiający matkę-Polskę, trzymającą na kolanach umierającego ułana; obok niej goreje znicz, z którego unoszą się dymy kadzideł, z drugiej zaś strony pożoga wojenna; na niebie widać 9 gwiazd – to dziewięciu poległych ułanów. O podstawę pomnika stoi oparta tablica marmurowa, z wyrytemi nazwiskami bohaterów; nad nią zwiesza się krzyż »Wirtuti military«, którego wstęgi obejmują tablicę; pod tablicą leży lanca, szabla i ułanka. Po przemówieniu ks. proboszcza Sulińskiego i poświęceniu pomnika nastąpiła wzruszająca chwila składania wieńców. Pierwszy prześliczny wieniec z żywych kwiatów złożyli oficerowie 2-go pułku ułanów, potem koledzy, 10-ty oddział drogowy, związek maszynistów, oddział ruchu, szkoła. Podczas składania wieńców przygrywały kapele, a zespół śpiewaczy wykonał śpiewy żałobne. W imieniu komitetu budowy pomnika przemawiał p. Kurdwanowski z kolei, a następnie jenerał Waraksiewicz. Pomnik wzniesiono szybko dzięki sprężystości pracowników kolei i kilku innych osób z ks. prefektem Murawskim na czele. Niech to będzie zachętą dla innych do zajęcia się grobami naszych bohaterów, których tak wiele mamy rozrzuconych po całej Polsce, a tak nieraz zaniedbanych.
        [podpisano:] Dąbrowa.”

        Dziś, w czerwcu 2025 roku „ani widu, ani słychu” o zapowiedziach z 2020 roku.

        skany ze strony FB: facebook.com/GoniecOstrolecki – dostęp 10.06.2025 r.


        Drugie

        Drugie rondo pobudował ponownie Powiat Ostrołęcki ze starostą ostrołęckim Stanisławem Kubełem, a odda do użytku obecny Starosta Piotr Liżewski.
        Drugie rondo powstało również na terenie gminy Rzekuń (na terenie sołectwa Teodorowo), tym razem w ciągu drogi wojewódzkiej Nr 760 – na wschodzie miasta Ostrołęki. W kompetencji Rady Gminy Rzekuń było nadanie imienia temu rondu.
        Rada Gminy Rzekuń na wniosek Związku Sybiraków Oddział w Ostrołęce podjęła Uchwałę o treści:
        „Nadaje się nazwę „Rondo im. Zesłańców Sybiru”, rondu położonemu w pasie drogi wojewódzkiej nr 760 na skrzyżowaniu ulic Łomżyńskiej i Krańcowej oraz drogi powiatowej, prowadzącej na nowo budowany most przez rzekę Narew.”

        Oto treść wniosku/uzasadnienie:
        „Uzasadnienie do uchwały Nr X1/84/2024, Rady Gminy Rzekuń z dnia 18 grudnia 2024 r.
        Z wnioskiem o nadanie nazwy „Rondo im. Zesłańców Sybiru” wystąpił Związek Sybiraków Oddział w Ostrołęce. Nazwanie ronda tym imieniem będzie wyrazem pamięci i złożeniem należytego hołdu wszystkim ofiarom okupacji rosyjskiej, które w latach 1939-1941 zostały deportowane w głąb ZSSR i Kazachstanu.
        Rondo znajduje się w poblizu miejscowości, z terenu których zostata deportowana największa liczba Rodaków z naszego regionu. Żyjący sybiracy iich rodziny wnioskują otę formę upamiętnienia osób zesłanych na Sybir, aby przypominało nam i kolejnym pokoleniom Polaków,
        bardzo bolesny, ale jakże ważny okres w naszej historii.
        Nazwa ronda była konsultowana z Generalnym Dyrektorem Dróg Krajowych i Autostrad, Mazowieckim Zarządem Dróg Wojewódzkich w Warszawie, Starostą Ostrołęckim, Urzędem Miasta Ostrołęki.”

        Przy podjęciu Uchwały, o nadanie nazwy, rękę „za” podnieśli następujący radni gminni:
        Chrzanowski Tomasz, Dmochowski Stanisław, Gajda Paweł, Kowalczyk Grzegorz, Krupka Arkadiusz, Rogoziński Wojciech, Milewska Wiesława, Mierzejewski Ireneusz, Namiotko Jarosław, Olech Dariusz, Suchta Piotr, Szarwacki Artur, Wojsz Sylwia, Żebrowska Małgorzata. Jeden radny był nieobecny.

        Czy podjęto dobrą decyzję o doborze rondu patrona/patronów?

        Zdecydowanie tak!
        Układ geograficzny ronda, na skraju Ostrołęki choć już na terenie gminy Rzekuń – patrzący na wschód to doskonałe upamiętnienie deportowanych mieszkańców gminy na Sybir.

        Wywózka na Sybir. Fot. zbiory Muzeum Niepodległości w Warszawie

        W czerwcu upływa kolejna rocznica tragicznych wydarzeń z 1941 roku, kiedy to przeprowadzono deportację mieszkańców gminy Rzekuń na Sybir. W gminie Rzekuń kilka lat temu wybudowano obelisk poświęcony Sybirakom. Przy remizie w Rozworach stoi obelisk (odsłonięty 19 czerwca 2021 r.) upamiętniający Sybiraków z rodzin Choroszańskich, Kryszpinów i Kurpiewskich deportowanych przez NKWD w 1941 roku.
        8 czerwca 2025 r. w związku z kolejną rocznicą wywózki odbyły się w Rozworach uroczystości poświęcone tym tragicznym wydarzeniom. Rozpoczęły się od wysłuchania Hymnu Sybiraków, po czym odbyła się prelekcja poświęcona historii czterech deportacji, która przybliżyła zebranym kontekst historyczny tych tragicznych wydarzeń.
        Szczególnie wzruszający był moment uroczystego odczytania nazwisk deportowanych mieszkańców ze wsi: Nowa Wieś Wschodnia, Ołdaki, Przytuły Nowe, Zabiele, Przytuły Stare oraz Rozwory. Ten symboliczny akt miał na celu przywrócenie pamięci o konkretnych osobach, które zostały wyrwane ze swoich domów i wywiezione w nieludzkich warunkach na Sybir.

        Adolf Białobrzeski, Lat 61, † (zm. Na Syberii, Lat 64)
        Franciszka Białobrzeska, Lat 55
        Helena Białobrzeska, Lat 28
        Weronika Białobrzeska, Lat 21
        Kazimiera Białobrzeska, Lat 16
        Kacper Bloch, Lat 87, † (zm. Na Syberii)
        Józefa Bloch, Lat 85
        Helena Bloch, Lat 41
        Stefan Bloch, Lat 18
        Ceceylia Bloch, Lat 16
        Czesław Bloch, Lat 14
        Eugeniusz Bloch, Lat 8
        Ryszard Bloch, Lat 4
        Damian Bloch, Lat 3
        Michał Dolinski, Lat 35
        Apolonia Dolińska, Lat 32
        Zofia Dolińska, Lat 7
        Izabela Dolinska, Lat 5
        Kacper Gromek, Lat 87 †
        Józefa Gromek, Lat 85 † (zm. W Drodze Powrotnej Do Ojczyzny)
        Alojzy Grzybowski, Lat 34 †
        Czesława Grzybowska, Lat 29
        Mirosław Grzybowski, Lat 8
        Edwadr Grzybowski, Lat 4
        Jadwiga Grzybowska, 1 Rok
        Marianna Kalinowska, Lat 70
        Julianna Wiewióra, Lat 46
        Helena Załęska, Lat 32
        Mirosław Załęski, Lat 10
        Teofil Załuska † (zm. Na Syberii)
        Leokadia Załuska † (zm. Na Syberii)
        Lucjan Załuska, Lat 20
        Wincenty Załuska, Lat 14

        Stanisława Boguniecka
        Boguniecki (zaginął)
        Boguniecka – Dziecko † (zmarło Z Głodu)
        Boguniecka – Dziecko † (zmarło Z Głodu)
        Boguniecka – babcia † (zm. w drodze powrotnej do Ojczyzny w wieku 103 lat)

        Helena Borkowska, Lat 37
        Michalina Borkowska, Lat 16
        Mieczysława Borkowska, Lat 14
        Krystyna Borkowska, Lat 12
        Irmina Irena Borkowska, Lat 10
        Barbara Borkowska, Lat 8
        Myślak Bolesław, Lat 22
        Michał Zalewski, Lat 66
        Emilia Zalewska, Lat 63
        Henryk Żerański, Lat 42
        Tadeusz Żerański, Lat 36 † (zm. Na Syberii)
        Wacław Żerański

        Adolf Młodzianowski, Lat 62
        Bronisław Młodzianowski, Lat 32
        Michalina Młodzianowska, Lat 31
        Mieczysław Młodzianowski, 1 Rok
        Marianna Choromańska
        Hanna Choromańska
        Teresa Choromańska
        Zofia Choromańska
        Jadwiga Choromańska
        Agata Choromańska
        Stanisław Choromański
        Waleria Mierzejewska
        Halina Mierzejewska
        Alicja Mierzejewska
        Wacław Mierzejewski
        Feliks Mierzejewski
        Helena Mierzejewska
        Janina Mierzejewska
        Kazimiera Mierzejewska
        Władysław Mierzejewski
        Joanna Maria Mierzejewska
        Jan Zalewski
        Teofila Zalewska
        Genowefa Zalewska
        Teresa Zalewska

        Julianna Choroszewska, Lat 53
        Stanisław Choroszweski, Lat 17
        Stefan Choroszewski, Lat 15
        Stefania Kryszpin, Lat 21, †
        Mieczysław Kryszpin, Lat 17
        Roman Kurpiewski, Lat 59, †
        Marcjanna Kurpiewska, Lat 47
        Stefan Kurpiewski, Lat 17
        Henryka Kurpiewska, Lat 15
        Marian Kurpiewski, Lat 11
        Apolonia Kurpiewska, Lat 7

        Za pełną listę deportowanych (odczytaną na uroczystości) dziękuję Panu dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Ołdakach, Sylwestrowi Wocialowi (z Czarnowca).


        Trzecie?

        Czy w Czarnowcu, w ciągu drogi powiatowej 4403W powstanie największe rondo w gminie?
        Czy połączy w ten sposób DP4403W, DP2550W, ulice Kasztanową i Działkową?

        W środku ronda znajdzie się staw rybny, w którym przed laty właściciele dworu w Czarnowcu hodowali ryby na sprzedaż. Takich stawów na terenie folwarku/dworu było siedem lub osiem. O hodowli ryb pisaliśmy tu ->

        Kim był robotnik folwarczny?

        Robotnik folwarczny, zwany też parobkiem, był pracownikiem najemnym, pracującym w folwarku, czyli gospodarstwie rolnym właściciela ziemskiego. Oznacza to, że nie był właścicielem ziemi, na której pracował, a wykonywał pracę fizyczną w zamian za wynagrodzenie. 

        • Rodzaje pracy: Robotnicy folwarczni wykonywali różnorodne prace związane z rolnictwem, takie jak orka, siew, żniwa, pielenie, oraz prace związane z hodowlą zwierząt.
        • Forma zatrudnienia: Mogło być zatrudnienie sezonowe (np. na żniwa) lub stałe (parobek).
        • Relacje z właścicielem: Robotnicy folwarczni byli pod kontrolą właściciela folwarku, który decydował o warunkach pracy i wynagrodzeniu.
        • Status społeczny: Robotnicy folwarczni należeli do niższej warstwy społecznej, a ich życie i warunki pracy były często trudne.
        • Przepisy prawne: Po zniesieniu pańszczyzny pojawiły się nowe przepisy dotyczące pracy najemnej w folwarkach, ale nadal status robotników folwarcznych był trudny. 

        W Czarnowcu ostatnimi robotnikami/parobkami byli mieszkańcy, którzy w wielu przypadkach mieszkali w tak zwanych czworakach. Czworaki to typ budynków mieszkalnych, w których znajdowały się cztery oddzielne mieszkania, często przeznaczone dla służby folwarcznej lub sezonowych robotników. Zazwyczaj budynki te wchodziły w skład kompleksu zabudowań dworskich lub folwarcznych. Czworaki miały charakterystyczną konstrukcję, gdzie każde mieszkanie posiadało osobne wejście, zwykle z sieni. Budowano dla służb również dwojaki, sześcioraki czy ośmioraki.
        W Czarnowcu, w kompleksie dworu/folwarku również takie budynki stały, a potomkowie byłej służby nadal żyją i mieszkają w Czarnowcu, Rzekuniu, Borawem, Ostrołęce. Z opowieści żyjących jeszcze starszych mieszkańców oraz potomków robotników wiemy, że pracowały tam rodziny: Galaków, Gawkowskich, Gorzębów, Jarockich, Lemańskich, Łępickich, Marzewskich, Pawłowskich.

        We dworze czarnowieckim pracowali (do wybuchu wojny) – później dwór przejęli Niemcy, a po wojnie komunistyczne Państwo Polskie, które wypędziło właścicielki dworu do Warszawy. Pisaliśmy o tym tu ->
        Robotnicy folwarczni zamieszkali w przydzielonych przez gminę izbach (we dworze), a część ziemi z ponad 70-cio hektarowego gospodarstwa Wyszomirskich rozparcelowano wśród nich, w latach 70-tych XX wieku.

        Praca w polu kosami. Foto: studzionka.net.pl, dostęp 10.06.2025

        Dwa ronda na terenie gminy, a trzecie w Czarnowcu?

        To byłaby znakomita inwestycja Powiatu Ostrołęckiego w bezpieczeństwo na drodze powiatowej 4403W, gdzie szczególnie w okresie wakacyjnym „warszawka” sieje strach na tym niebezpiecznym odcinku drogi. Inne dni nie są „lepsze” gdy kierowcy pędzą tu po 100/h, a skrzyżowanie dróg 4403W/Złota/Sosnowa jest jednym z najbardziej niebezpiecznych skrzyżowań w regionie. Dochodzi tu do kilkunastu kolizji w roku.
        Budowa ronda w Czarnowcu zdecydowanie rozwiązałaby problem bezpieczeństwa tego odcinka drogi.

        Co do nazewnictwa obu istniejących już w gminie rond – jedno od 2013 r. drugie od 2024 r., to nawet nie tylko okoliczni mieszkańcy nie wiedzą o nadaniu imienia rondom, ale również same mapy google. Na obu rondach nie można (14.06.2025 r.) dostrzec żadnych tablic informacyjnych o patronach. W czyjej zatem gestii jest właściwe oznaczenie rond, Powiatu Ostrołęckiego czy gminy Rzekuń?

        Dobór patronów obu rond (w Rzekuniu i Teodorowie) uważam za właściwy. Uważam również, że patroni rond zasługują na wyeksponowanie tablic świadczących o ich pamięci.

        Marek Karczewski





        70 lat temu mieszkaniec Czarnowca podpisał wniosek o budowę szkoły

        70 lat temu mieszkaniec Czarnowca podpisał wniosek o budowę szkoły w Rzekuniu

        Dziś w przeddzień pięknego jubileuszu Szkoły Podstawowej im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu chcemy mieszkańcom – przybyszom oraz mieszkańcom urodzonym w Czarnowcu, w XXI wieku wspomnieć o kilku ważnych kartach podczas wznoszenia murów szkoły.
        Swoją rękę do wzniesienia szkoły tysiąclatki przyłożył również mieszkaniec Czarnowca!

        Historia

        Szkolnictwo w gminie Rzekuń, w okresie międzywojennym

        1915 r. zabudowania w Rzekuniu, foto z tablicy FB Remigiusza Makowieckiego

        W sierpniu 1915 roku Rosjanie opuścili gminę Rzekuń i wycofali się na wschód. Na ich miejsce wkroczyło wojsko niemieckie. W początkowym okresie nowy okupant, tym razem niemiecki niezbyt chętnie szedł na ustępstwa w sprawach swobód narodowych Polaków. Z czasem jednak, gdy rosły jego trudności militarne, wówczas Niemcy mieli ważniejsze sprawy niż kwestia polskiego szkolnictwa. Poza tym chcieli jak najwięcej zaangażować Polaków do walki z Rosjanami. W takiej sytuacji musieli iść na ustępstwa w kwestii narodowej. Polacy więc zaczęli samodzielnie zakładać polskie szkoły i stawiać okupanta wobec faktów dokonanych. Wznowiła działalność Polska Macierz Szkolna, która główny wysiłek skupiła na przygotowaniu nauczycieli do polskiej szkoły. Duże ułatwienie w rozwoju polskiego szkolnictwa przyniosło ogłoszenie Aktu 5 listopada 1916 roku. Już 30 stycznia 1917 roku został powołany Departament Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, który dał dodatkowy impuls do rozwoju polskiego szkolnictwa. Ludność gminy Rzekuń liczyła w tym czasie 3737 mieszkańców. Na terenie gminy funkcjonowało wówczas trzy szkoły publiczne: w Rzekuniu, Borawem i na Stacji Kaczyny oraz pięć szkół prywatnych, utrzymywanych przez rodziców dzieci uczęszczających na zajęcia lekcyjne. W szkołach tych pracowało 8 nauczycieli i były to szkoły o jednym nauczycielu, tzw. jednoklasówki. W szkołach publicznych uczyło się 156 uczniów, w tym 60 dziewcząt, a w szkołach prywatnych uczyło się 219 uczniów, w tym 105 dziewcząt. Ogółem w gminie pobierało naukę 375 uczniów, co przypadało 100 uczniów na 1000 mieszkańców. W skali kraju oświata w Rzekuniu była zapóźniona. Do szkół w gminie Rzekuń uczęszczało 372 dzieci wyznania rzymsko-katolickiego, dwoje prawosławnego i jedno dziecko wyznania żydowskiego.

        Skan: Monografia Gminy Rzekuń

        Szkoła Powszechna w Rzekuniu

        W czasie wojny w Publicznej Szkole Powszechnej w Rzekuniu uczyła dzieci L. Kowalska. Była to szkoła jednoklasowa (o jednym nauczycielu). Po odzyskaniu niepodległości w oparciu o dekret o obowiązku szkolnym z dnia 7 lutego 1919 soku inspektorat okręgowy w Ostrołęce przystąpił do opracowania sieci szkolnej. Zaczynał się nowy etap polskiej oświaty ludowej, tworzący podstawy obowiązkowej powszechnej szkoły. Przy opracowywaniu nowej sieci szkolnej brano pod uwagę zastępujące sprawy: posiadanie lokalu na szkołę i mieszkania dla nauczyciela, dobre drogi dojściowe z pozostałych miejscowości do szkoły, nie przekraczające 3 do 4 kilometrów od siedziby szkoły. W wyniku tych zmian na terenie gminy Rzekuń zaczęło funkcjonować 9 szkół, w których uczyło 17 nauczycieli. Najwięcej nauczycieli przyjechało z Warszawy, ale byli też nauczyciele z Galicji. Byli to ludzie wychowani na patriotycznej literaturze niepodległościowej + duchu miłości do Ojczyzny, a swoją pracę traktowali jak służbę, by zmniejszyć zaniedbania oświatowe polskiej wsi. Wszystkie szkoły miały charakter publiczny, szkoły prywatne przestały już funkcjonować. Tylko dwie szkoły w gminie miały swoje budynki, pozostałe mieściły się w lokalach wynajętych.

        1941 r. Rzekuń. Fot: Fotopolska-Eu

        Szkoła Podstawowa w Rzekuniu w dalszym ciągu była zlokalizowana w prywatnym budynku zbudowanym przez Adama Mierzejewskiego. Po spaleniu budynku w 1933 roku szkoła została przeniesiona do murowanego, piętrowego budynku Wacława Jakackiego. W Publicznej Szkole Powszechnej w Rzekuniu nauczyciele zmieniali się dość często. Pracowali: L. Kowalska, Janina Komorowska, Maria Cholewicka, po wyjściu za mąż Herbaczewska. Maria Mikicińska, Apolonia Dolińska i kierownik szkoły Henryk Rogowski z małżonką Marią. Mąż Apolonii, Michał Doliński był nauczycielem-instruktorem w szkole zawodowej w Ostrołęce, ale mieszkali w Rzekuniu. Tu zamontował urządzenie (wiatraczek), wytwarzające prąd elektryczny, wykorzystywany do oświetlenia mieszkania. Na owe czasy była to wielka rewelacja techniczna.

        Po wydzieleniu placu szkolnego w wyniku przeprowadzonej w 1938 r. komasacji wsi w Rzekuniu, kierownik szkoły Henryk Rogowski wspólnie z rodzicami przystąpił do budowy budynku szkolnego. W budowie szkoły mieli dopomóc marynarze z Gdyni, którzy w ten sposób chcieli uczcić pamięć swoich kolegów marynarzy, poległych w wojnie bolszewickiej w 1920 roku i spoczywających we wspólnej mogile na cmentarzu w Rzekuniu. W celu ułatwienia dowozu materiałów budowlanych na plac szkolny została wybrukowana ulica. Zwieziono odpowiednią ilość kamieni polnych, potrzebnych do budowy fundamentów, ale dalsze prace zostały przerwane przez wybuch wojny w 1939 roku. Po wkroczeniu Niemców przygotowane materiały budowlane zostały wykorzystane do innych celów. Kierownik szkoły rzekuńskiej Henryk Rogowski został zabity przez Niemców w 1944 roku.

        Szkoła Podstawowa w Rzekuniu

        1957 r. – szkoła „u Jakackich”, nauczyciel Henryk Bobiński z uczniami klasy V. Foto ze zbiorów Anny Nosek.

        Jeszcze w czasie działań wojennych, ale już na wolnych terenach gminy trzy nauczycielki: Maria Herbaczewska, Janina Kaliszek i Eugenia Olszewska przystąpiły do zorganizowania szkoły w Rzekuniu. Została ona uruchomiona 15 lutego 1945 roku w prywatnym budynku Wacława Jakackiego. W niedługim czasie przybył do Rzekunia Jan Ogonowski, który został pierwszym kierownikiem szkoły. Do szkoły uczęszczały dzieci ze wsi: Rzekuń, Ławy, Czarnowiec i Susk Nowy. Zgłosiło się 161. uczniów z klas I – V. W 1948 roku kierownikiem szkoły został Wiktor Przybyłowski. Do szkoły w Rzekuniu dołączyły dzieci ze wsi Daniszewo.
        W 1949/1950, został zorganizowany dla ludności wsi Rzekuń kurs dla analfabetów[1], a następnie dla mieszkańców Ław i Czarnowca.

        W 1950 roku zmarł w wieku 47 lat kierownik szkoły Wiktor Przybyłowski, a na jego miejsce na stanowisko kierownika szkoły została powołana Zdzisława Piasecka. W 1953 roku funkcję kierownika szkoły objął Józef Michalak.
        Kierownictwo szkoły i Komitetu Rodzicielskiego rozpoczęło starania aby w czynie społecznym wybudować budynek szkolny. W myśl obowiązujących przepisów, przy tego rodzaju budowie szkół potrzebny był wkład społeczeństwa w kości 30% kosztów budowy. Zorganizowano wiele imprez dochodowych w loterii fantowych, zabaw tanecznych i powoli gromadzono środki finansowe.
        [1] – taką szkołę dla analfabetów prowadził również w Czarnowcu Sołtys Julian Borkowski.

        Skromny, ale bardzo ważny podpis pod uchwałą GRN, Sołtysa Gierłowskiego z Czarnowca

        Dnia 24 lutego 1955 r. na plenarnym posiedzeniu Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu kierownik szkoły pan Józef Michalak wystąpił z wnioskiem budowy nowej szkoły, podkreślając ciężkie warunki lokalowe. Wniosek został przyjęty przez G.R.N. Wniosek odpowiednio umotywowano i wysłano do Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce – tekst uchwały poniżej:

        Stanisław Gierłowski (21.01.1908 -24.04.1978) – Sołtys Czarnowca, Przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w Rzekuniu. Foto z kolekcji Marka Karczewskiego.
        W tym budynku „u Jakackich” mieściła się szkoła do 1959 r., obecnie ul. Bema. Foto z 1999 r., z kolekcji Anny Nosek.
        W 2023 r. budynek został zburzony.

        W 1955 roku Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
        Oto ona: Uchwała nr III (2) 55:
        „Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postana­wia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawie­nie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.
        Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podsta­wowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, es­tetycznymi, ogrzanymi .salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majów­ka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych.
        Niżej pieczęć i podpis

        Gierłowski Stanisław

        Ofiarność i zapał społeczeństwa gminy Rzekuń oraz jego gotowość do wszelkich działań, by zdobywać środki finansowe na budowę szkoły spowodowały, że w późniejszym terminie została ujęta w planie budowy ty­siąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.
        W styczniu 1956 r. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce zaplanowało budowę szkoły w Rzekuniu w Pięciolatce 1956-1960.
        W tym roku szkolnym rodzice opodatkowali się po 50 zł na zakup kamienia pod budowę szkoły. W miesiącach: maj, czerwiec i lipiec zwieziono 48 m3 kamienia.

        W październiku 1958 r. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej poinformowało, że budowa nowej szkoły wyszła z planu inwestycyjnego na rok 1959, z powodu braku gotówki. Mimo niepowodzeń Komitet Rodzicielski nie zaprzestał działać. Delegacje K.R. wyjeżdżały interweniować do Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego i do Ministerstwa Oświaty. W niedługim czasie sprawa budowy szkoły w Rzekuniu wzięła zupełnie inny obrót. W związku z hasłem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej „1000 szkół pomników na 1000-lecie istnienia Państwa Polskiego” w dniu 28. lutego 1959 r. nadany został komunikat Polskiego Radia, a w dniu 2. marca 1959 r. ukazał się komunikat w Trybunie Ludu (gazecie, M.K.) o budowie Szkoły Pomnika 1000-lecia w Rzekuniu.

        Jeszcze przed przeprowadzką do nowego budynku w skład Rady Pedagogicznej w 1957 r. wchodzili: Józef Michalak – kierownik szkoły i nauczyciele: Michalak Janina, Kowalczyk Irena, Stepnowska Krystyna (z Czarnowca, M.K.), Bobiński Henryk i ks. Truskolaski Marian.

        1959 r. trwa wznoszenie budynków szkoły. Foto z kolekcji Anny Nosek.

        15 lipca 1959 roku odbyło się uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę szkoły.
        Został sporządzony specjalny Akt i został, odczytany przy licznie zgromadzonej społeczności Rzekunia i okolic.

        „Realizując hasło (…) na <1000-lecie istnienia Państwa Polskiego 1000 szkół w czynie społecznym> z inicjatywy Społecznego Komitetu Budowy Szkoły Tysiąclecia przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych przy poparciu społeczeństwa wsi Rzekuń, Czarnowiec, Ławy, Daniszewo, część Suska Starego oraz społeczeństwa całego powiatu ostrołęckiego, biorąc udział w gromadzeniu Społecznego Funduszu Budowy Szkół w dniu 15 lipca 1959 roku kosztem 2 939 000 złotych rozpoczyna się budowę pierwszej Szkoły Pomnika Tysiąclecia imienia generała Józefa Bema w Rzekuniu…

        28. sierpnia 1960 roku następuje uroczyste otwarcie szkoły!

        W części oficjalnej odbyły się przemówienia oraz odczytanie Aktu Przekazania Szkoły Pomnika 1000-lecia im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu.

        Treść aktu:
        „Społeczny Komitet Budowy Szkoły w dniu 28. sierpnia 1960 r. uroczyście przekazuje do użytku nowo wybudowaną, kompletnie wyposażoną szkołę podstawową oraz salę świetlicową i bibliotekę przeznaczoną dla mieszkańców Rzekunia. Obiekt ten jest Pomnikiem Tysiąclecia, wzniesionym w odpowiedzi na apel PZPR. Szkole nadaje się imię generała Józefa Bema, gorącego patrioty i bohaterskiego dowódcy…”

        1960 r. Uroczystość otwarcia szkoły tysiąclatki. Foto z kolekcji Anny Nosek.
        1962 r. – klasy VI i VII przed wejściem z nauczycielką Krystyną Stepnowską z Czarnowca. Foto z kolekcji Anny Nosek.

        1975 r. uroczystość przekazania Sztandaru. Foto z www szkoły (dostęp 20.05.2025 r.)

        SZATANDAR DLA ZBIORCZEJ SZKOŁY GMINNEJ

        24 maja 1975 r. Zbiorcza Szkoła Gminna w Rzekuniu otrzymała sztandar, ufundowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Uroczystość przekazania sztandaru zgromadziła młodzież szkolną, mieszkańców Rzekunia i okolicznych wiosek.
        
        Młodzież szkoły serdecznie wita licznie przybyłych gości z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
        Akt przekazania Szkole Sztandaru odczytuje płk. Jerzy Szlendak.
        
        "Obiekt ten jest Pomnikiem Tysiąclecia wzniesionym (...) z dobrowolnych składek pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Społecznego Funduszu Budowy Szkół Tysiąclecia."
        

        Historia Szkoły nie ma końca i początku

        Wejście do budynku, widok obecny (2025 r.). Foto z tablicy FB Szkoły Podstawowej w Rzekuniu.

        Historia Szkoły Podstawowej w Rzekuniu ma oczywiście swój początek i nie może mieć końca. Dyrekcja, grono pedagogiczne, uczniowie, absolwenci, byli pracownicy, dyrektorzy i członkowie Rad Rodziców – Komitetów Rodzicielskich poświęcili w jej murach wiele dni, miesięcy, lat.
        Nawet tacy absolwenci jak ja, który nigdy (w czasach szkolnych) nie cierpiał historii, bo na pewno uczono nas nie tego co powinniśmy wiedzieć; np. o ZSRR, o zbrodniczym CCPP, o kacapach i odwiecznych wrogach Polski i Polaków – ruskiej dziczy, która okupowała nasz kraj od wieków…

        Dziś czytając o historii (również mojej, uczęszczałem do niej w latach 1977-1980) szkoły brakuje mi trochę serca w przygotowaniu tak ważnych wątków z przeszłości placówki.
        Gdy czyta się krótkie streszczenie o dziejach szkoły na stronie www to chciałoby się powiedzieć – prosimy o więcej!
        Indeks historyczny kończy się na 2009 roku, a przecież w kolejnych latach szkoła rozkwitła, rozbudowała się, uczniowie zdobyli zaszczytne tytuły, a byli dyrektorzy szczycą się, że mogli tu pracować. Pamiętamy, że w latach 1999-2019 w tym samym budynku oddanym do użytku w 1960 r. funkcjonowało Gimnazjum, a szkoła została zmodernizowana i rozbudowana.
        Gdyby dyrekcja przychyliła się do zainicjowania odkrycia na nowo historii placówki to powstałaby zapewne piękna publikacja – może już na kolejną rocznicę/jubileusz?
        Można w tych, wszelakich (jeszcze nieistniejących) indeksach przytoczyć, kto i kiedy był kierownikiem, dyrektorem. Jakie, w którym roku sukcesy odnosiły szkolne chóry, drużyny sportowe, nauczyciele itp.
        W okresie 1918-2025 tak dużo się wydarzyło w budynku Szkoły Podstawowej imienia gen. Józefa Bema…

        Może w swoim wpisie za dużo się rozmarzyłem, bo zdaję sobie również sprawę, że przytaczanie i wygrzebywanie wielu historycznych kart z naszej jeszcze zapamiętanej przeszłości nie jest łatwe i pochłania setki godzin mrówczej pracy.
        Ale może komuś by się chciało czy zachciało i taką historię Szkoły Podstawowej w Rzekuniu by na nowo opracował?
        Możliwe, że taka już jest ale wcześniej się tym nie interesowałem.
        A może niezmordowana Pani Anna Nosek? Setki jak nie tysiące absolwentów zapewne z chęcią wzięłoby pozycję o historii swojej szkoły do domowej biblioteczki.

        Dzięki nieocenionej pracy Pana Jerzego Dziewirskiego – byłego dyrektora szkoły w Rzekuniu, w Jego „Monografii Gminy Rzekuń” można wyszukać wiele informacji o placówce.

        To dzięki Jego pracy, dziś przytoczone teksty w powyższym artykule są w zdecydowanej większości Jego autorstwa – „Monografia gminy Rzekuń”.

        Jerzy Dziewirski – Dyrektor i autor Monografii Gminy Rzekuń.

        Jerzy Dziewirski urodził się w 1931 r. w Ostrołęce, w rodzinie wojskowej (ojciec służył zawodowo w 5 Pułku Ułanów Zasławskich). Jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Po ukończeniu studiów pracował w Liceum Ogólnokształcącym w Sobolewie, potem w Liceum Pedagogicznym w Ostrołęce i w Zespole Szkół Zawodowych nr 3, w Ostrołęce. Po utworzeniu województwa ostrołęckiego pracował w Kuratorium Oświaty i Wychowania w Ostrołęce. Następnie byt dyrektorem Szkoty Podstawowej w Rzekuniu, ostatnia praca to Zespół Kolegiów Nauczycielskich w Ostrołęce. Jest autorem licznych szkiców i artykułów publicystycznych publikowanych w prasie. oraz w wydawnictwach zbiorowych “Powstanie Styczniowe w Puszczy Zielonej’, „Mieszkańcy województwa ostrołęckiego na regularnych frontach drugiej wojny Światowej”, „Funkcjonowanie tradycji niepodległościowych z okresu powstań narodowych”, “Powstanie kościuszkowskie w symbolach kultury regionu”). Jest współautorem książki „5 Pułk Ułanów Zasławskich i autorem książek: „General Ludwik Kicki bohater nie tylko Ostrołęki”, „Rzekuń i okolice”, “Mała Troszyńska Ojczyzna”, „Goworowo i okolice” oraz „Olszewo-Borki Monografia Gminy”, “Bitwa pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku”. W 2009 r. otrzymał doroczną nagrodę starosty ostrołęckiego za szczególne osiągnięcia w upowszechnianiu i ochronie kultury regionalnej.

        Na powyższym obrazku z dyrektorem Dziewirskim czytamy jakże aktualne przesłanie (także w 2025 r.):

        Kilka ważnych dat z życia szkoły

        1999.01.18 – budynek szkoły, widok od ul. Szkolnej. Foto z kolekcji Anny Nosek.

        (indeks skopiowany ze szkolnej strony www)
        1939 r. – wybuch II Wojny Światowej uniemożliwia planowaną budowę szkoły
        1945 r. – powstaje szkoła w kamienicy Wacława Jakackiego
        1956 r. – planowana budowa szkoły w pięciolatce 1956-1960 r.
        1960 r. – uroczyste otwarcie szkoły „Pomnika 1000 – lecia na 1000 – lecie istnienia Państwa Polskiego”. Nadanie imienia szkole
        1975 r. – Zbiorcza Szkoła Gminna otrzymuje sztandar ufundowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych
        1977 r. – funkcje patronackie nad szkołą przejmuje Wojewódzka Komenda Milicji Obywatelskiej w Ostrołęce
        1987 r. – została wydana pierwsza szkolna gazetka
        1989 r. – Inspektor Oświaty i Wychowania Aniela Smugorzewska otrzymuje Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a Ewa Jaroń Złoty Krzyż Zasługi, nadany przez Prezydenta Polski
        1998 r. – pierwsze w dziejach szkoły prawdziwie demokratyczne wybory do Rady Samorządu Uczniowskiego
        1999 r. – przeprowadzamy się do nowego budynku szkoły (nowy budynek przy ul. Nowej, M.K.)
        2001 r. – spotkanie przedstawicieli różnych typów samorządów
        2009 r. – uroczyste otwarcie hali sportowej oraz przekazanie nowego sztandaru szkoły

        Dziś na stronie fejsbukowej Szkoły Podstawowej w Rzekuniu znajdujemy zaproszenie na uroczystości

        Skan z informacją, z tablicy FB Szkoły – dostęp 20.05.2025 r.

        20.05.2025 r.
        „Szanowni Państwo,
        Z okazji 107 rocznicy powstania szkoły, 65 rocznicy utworzenia/pobudowania szkoły „Tysiąclatki” oraz 50 rocznicy nadania imienia[2] naszej szkole, pragniemy uczcić to wyjątkowe wydarzenie w sposób szczególny, który podkreśli nasze wspólne wspomnienia, wdzięczność i więź, jaka łączy nas ze szkołą.
        Serdecznie zapraszamy do przesyłania kartek z życzeniami jubileuszowymi.
        Wasze kartki zostaną zaprezentowane podczas jubileuszowych obchodów oraz umieszczone na tablicy, stronie facebook i stronie internetowej naszej szkoły.
        Kartki prosimy przesyłać na adres:
        Szkoła Podstawowa im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu, ul. Nowa 7, 07-411 Rzekuń
        Termin nadsyłania kartek: 26.05.2025
        Z góry dziękujemy za każde słowo i gest pamięci.
        Razem twórzmy historię naszej szkoły!
        Z wyrazami szacunku,
        Dyrektor szkoły Ewa Borowska – Sawicka”
        [2] – prawdopodobnie chodziło o ufundowanie Sztandaru?

        I choć nie ma tu żadnej konkretnej daty, kiedy i gdzie mają się odbyć uroczystości, to warto przytoczyć zaproszenie Pani Dyrektor, bo zapewne nie wszyscy absolwenci korzystają z fejsbuka, a możliwe, że jako sympatycy szkoły chcieliby złożyć życzenia Szkole kolejnych stu lat.

        Zachęcam mieszkańców Czarnowca do składania życzeń Szkole Podstawowej w Rzekuniu z okazji pięknego jubileuszu.

        I na koniec ciekawostki technologiczne i rowerowe

        W roku szkolnym 1949/1950 szkoła została zradiofonizowana. Komitet Rodzicielski zakupił radioodbiornik firmy „Aga” oraz 3 głośniki.

        przykładowy wygląd radia AGA RSZ-F

        Dnia 10. listopada 1973 r. uczniowie otrzymali rowery. W szkole odbyło się uroczyste wręczenie.

        Skan ze strony www szkoły (dostęp 20.05.2025 r.)

        Marek Karczewski


        Źródła:
        – Rzekuń, Monografia gminy – Jerzy Dziewirski
        – strona www sprzekun.ddv.pl – dostęp 20.05.2025 r.
        – tablica FB Remigiusz Makowiecki
        – tablica FB Szkoły Podstawowej w Rzekuniu
        – strona www fotopolska.eu
        – zdjęcia z kolekcji Anny Nosek

        edit: 2025.05.23

        Pani Anna Nosek podesłała kilka zdjęć ze zjazdów absolwentów

        2000.06.03 I zjazd absolwentów Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Organizatorka Anna Nosek w sukience, w kwiaty. Foto: z kolekcji Anny Nosek.
        2000.06.03 I zjazd absolwentów Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Organizatorka Anna Nosek w sukience, w kwiaty. W środku, w czarnej sukience siedzi Pani Krystyna Stepnowska z Czarnowca. Foto: z kolekcji Anny Nosek.
        2000.06.03 I zjazd absolwentów Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Organizatorka Anna Nosek w sukience, w kwiaty. W czarnej sukience siedzi Krystyna Stepnowska z Czarnowca. Foto: z kolekcji Anny Nosek.
        2016.06.11 II zjazd absolwentów Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Organizatorka Anna Nosek siedzi druga od lewej z czerwoną teczką. Foto: z kolekcji Anny Nosek.



        Kolejarze i Stacja Ostrołęka

        Tym razem wyjątek. Tym razem nie o samym Czarnowcu. Tym razem nie o rdzennych mieszkańcach Czarnowca.
        Jednak sama wieś Czarnowiec jak Rzekuń i Stacja Ostrołęka to przed laty (w XIX i XX wieku) były miejsca bardzo od siebie zależne i ze sobą powiązane.
        Wielokrotnie przytaczaliśmy już w naszych artykułach historycznych zdarzenia związane z mieszkańcami Czarnowca, którzy często „żyli z kolei”. Pisaliśmy o rodzinie Złotkowskich, a także innych rodzinach, które utrzymywały się nie tylko z uprawy roli na słabej klasy ziemi, a przede wszystkim z kolejarstwa.

        Dziś zaciekawiła mnie historia przybyszy do naszej gminy/parafii rzekuńskiej, którzy możliwe, że pozostawili po sobie potomków stąpających również po ziemi naszej wioski.

        Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, od wielu lat znakomicie wyłuskuje pozagrobowe historie, które są publikowane na stronie fejsbukowej pod nazwą HISTORIE W AKTACH ZAPISANE.
        Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników nie korzysta z facebook`a, więc postanowiłem opublikować dziś tę historię.
        Czy będzie to wyjątek od reguły? Nie jestem w stanie Państwu odpowiedzieć, bo nie znamy, jak się okazuje jeszcze setek, tysięcy czy milionów historii naszych przodków i nie wiemy co jeszcze wydłubie z akt parafialnych Pani Marta.

        Jest to nieoceniona pomoc, która zdecydowanie odsłania, często zapomniane karty z naszej lokalnej historii.

        Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować Pani Marcie za dotychczasowe podsyłanie dziesiątek już aktów urodzeń/chrztów, ślubów, zgonów mieszkańców Czarnowca!
        Wspólnie liczymy na więcej.

        Osobiście interesuje mnie „wykaz” pochowanych mieszkańców Czarnowca na cmentarzu (starym cmentarzu 1410-1899 red.) – naprzeciwko kościoła w Rzekuniu. Chodzi o to miejsce gdzie stał „Ludaszek”, a teraz w tym miejscu został urządzony trawnik.

        Marek Karczewski

        Dziś artykuł Pani Marty Wojciechowskiej, którego treści opublikowane również na naszej stronie, może dotrą w szerszy sposób do potomków wspominanej rodziny.
        Oryginał na FB


        Foto 2025: Marta Wojciechowska

        W pobliżu zabytkowej kaplicy na cmentarzu w Rzekuniu znajduje się nagrobek rodziny Kozdajewskich. Spoczywają pod nim małżonkowie Roman i Jadwiga z Sulińskich oraz ich córeczka Marysia. Imiona i nazwiska małżonków wypisano na pionowej płycie, a dziewczynkę upamiętniono na poziomej, pokruszonej niestety przez upływający czas.

        Podczas indeksowania rzekuńskich metryk nauczyłam się już po trochu rozpoznawać nazwiska typowe dla tej parafii i te, które pochodziły „ze świata”. W przypadku rodziny Kozdajewskich byłam niemal pewna, że należą do tej drugiej grupy.

        Zaciekawiona, gdzie tym razem zaprowadzą mnie ścieżki poszukiwań zabrałam się za lekturę metryk – najpierw tych spisanych w parafii Rzekuń. Pierwszy ślad rodziny Kozdajewskich znalazłam w księdze urodzeń z 1908 roku. W niej 26 grudnia zapisano akt chrztu Marii Kozdajewskiej córki czterdziestopięcioletniego maszynisty zamieszkałego na Stacji Ostrołęka i jego dziesięć lat młodszej małżonki Jadwigi z Sulińskich. Rodzicami chrzestnymi urodzonej 20 września 1908 roku Marysi zostali Stefan Suliński i Czesława Pawełkiewicz, żona nadkonduktora ze Stacji Ostrołęka. Dziewczynka bardzo krótko była radością swoich rodziców, zmarła trzy miesiące po swoich pierwszych urodzinach 21 grudnia 1909 roku.

        Niecały rok po śmierci Marysi 17 listopada 1910 roku Roman i Jadwiga doczekali się narodzin córeczki, której nadali imię Aleksandra. Dziewczynka została ochrzczona 22 kwietnia 1911 roku, a jej rodzicami chrzestnymi byli Antoni i Aleksandra Kozdajewscy. Na marginesie aktu chrztu małej Oli znalazłam adnotację o zawarciu przez nią związku małżeńskiego.

        Kolejna córka Kozdajewskich Stanisława przyszła na świat 1 kwietnia 1914 roku. Dziewczynka przeżyła jedynie trzy miesiące, zmarła 5 lipca. Po czterech i pół roku od śmierci Stasi, 7 stycznia 1919 roku rodzina Romana i Jadwigi powiększyła się o Lucjannę Jadwigę. Jej chrzest odbył się w Rzekuniu 17 maja 1919 roku. Ojcem chrzestnym dziewczynki był Zygmunt Chruszczewski, maszynista ze Stacji Ostrołęka.

        W 1930 roku Roman Kozdajewski przeszedł na zasłużoną emeryturę otrzymując odprawę emerytalną w wysokości tysiąca złotych.

        Dwa lata później 11 lutego 1932 roku emeryt kolejowy ze Stacji Ostrołęka stracił żonę, a jego córki matkę. Zgodnie z aktem zgonu jego żona przyszła na świat w Irkucku z Józefa i Marii z Kilińskich małżonków Sulińskich i przeżyła pięćdziesiąt dziewięć lat.

        Udało mi się odnaleźć akt ślubu rodziców Jadwigi, którzy pobrali się 10 lipca 1859 roku w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Jana. Przyszły ojciec Jadwigi pracował wówczas jako urzędnik komunikacji lądowych i wodnych. Starsze siostry przyszłej pani Kozdajewskiej Marianna i Justyna przyszły na świat w Warszawie, odpowiednio w 1860 i 1862 roku. Trafiłam jeszcze na brata sióstr Sulińskich – Józefa Jana, który urodził się w Krasnojarsku na Syberii około 1866 roku. Wygląda na to, że rodzina Józefa i Marii być może w związku z powstaniem styczniowym trafiła na Syberię, gdzie przyszli na świat Józef Jan i Jadwiga, a być może także inne ich rodzeństwo.

        Informacja o odprawie emerytalnej Romana Kozdajewskiego
        Maszynista: organ Zawodowego Związku Maszynistów Kolejowych R. 11, nr 19/20 z 15 pażdziernika 1930 r
        .

        Informacja wyjeździe Romana Kozdajewskiego do pracy w Kolei Wschodniochińskiej w czasie wojny rosyjsko – japońskiej
        Gazeta Polska : (dawniej Codzienna) nr 53 z 4 marca 1905 r
        .

        Roman Kozdajewski bardzo krótko pozostał wdowcem, już w następnym roku 5 maja 1933 roku dołączył do zmarłej żony. Z jego aktu zgonu dowiedziałam się, że emeryt kolejowy ze Stacji Ostrołęka przyszedł na świat w Żelechowie powiatu łukowskiego z Antoniego i Aleksandry z Samborskich małżonków Kozdajewskich.

        Nie udało mi się odnaleźć ani aktu chrztu Romana, ani aktu ślubu jego rodziców. Trafiłam jedynie na akty chrztu braci Romana : Antoniego i Jana Pawła oraz siostry Stanisławy, którzy przyszli na świat w parafii Radoryż w powiecie łukowskim, obecnie w województwie lubelskim. Rodzice Kozdajewskich Antoni i Aleksandra zmarli w Kielcach. Ich akty zgony sporządzono w tamtejszej parafii katedralnej. Antoni zmarł w 1910 roku, a jego żona dziewiętnaście lat później.

        Nie wiem, gdzie i kiedy pobrali się Roman i Jadwiga Kozdajewscy, ani czy mieli inne, starsze niż wymienione w poście, dzieci. Ich nagrobek z rzekuńskiej nekropolii zapisany na niedoskonałej fotografii zaprowadził mnie w miejsca wcześniej zupełnie nieznane.

        A to spotkanie było konieczne, aby o nich przypomnieć…

        Ps. Serdecznie dziękuję Pani Wioletcie Czaplickiej, bez której życzliwości odwiedziny rzekuńskiego cmentarza nie byłyby możliwe.

        Marta Wojciechowska





        W Czarnowcu urodziło się trzynaścioro dzieci (aktualizacja)

        W Czarnowcu urodziło się trzynaścioro dzieci

        Dzięki starym, parafialnym aktom dowiadujemy się dziś, kto urodził się w Czarnowcu na początku dwudziestego wieku.

        Jednak sam fakt, że w archiwach państwowych są dostępne akta papierowe nie oznacza, że każdy znajdzie czas czy chęci aby pofatygować się do Łomży, Pułtuska, Warszawy lub innej odległej miejscowości.
        Są wśród nas takie osoby, dzięki którym – dzięki Ich ofiarności i mrówczej pracy możemy docierać do coraz głębszych korzeni naszych przodków.
        Taką osobą jest zapewne Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, która nie tylko pracuje zawodowo ale w wolnych chwilach, po pracy wyłuskuje i indeksuje na stronie geneteka.pl wszelkie dostępne akta – już w formie cyfrowej.

        Dziś podesłała nam listę nazwisk urodzonych (ochrzczonych) dzieci z Czarnowca, w latach 1904-1907 (aktual. 23.04.2025)

        Dziś, w 2025 r. w Czarnowcu po ówczesnych nazwiskach pozostała wyłącznie pamięć – za wyjątkiem jednego nazwiska. Z tą niewiedzą pozostawiam Państwa, tych którzy są tu „krzokami” i „ptokami”.

        Pokuszę się jedynie o przybliżenie (z pamięci), które rodziny mieszkały tu gdzie teraz mieszka ktoś inny (za wyjątkiem tej jedynej, która mieszka tu od początku XX wieku).
        Drobnica – tu gdzie mieszkali Cudni
        Galak – później Koziccy
        Malinowscy, Gierłowscy, Pałubińscy – teraz Karczewscy
        Pałubińscy – Sikorscy
        Złotkowscy – Chełstowscy

        Dane zdygitalizowane znajdują się m.in. na stronie geneteka.

        „Geneteka została stworzona przez Jacka Młochowskiego w 2006 roku, jeszcze przed powstaniem Polskiego Towarzystwa Genealogicznego jako realizacja dwóch pasji. Informatycznej administratora strony polskiego wsparcia CMS-a postnuke i genealogicznej użytkownika nieistniejącego dziś forum na portalu GenPol. Inspiracją był Ogólnopolski Indeks Małżeństw do 1899 r. – projekt Marka Minakowskiego. Inspiracją była potrzeba tworzenia takiej bazy ale pomysł na jej realizację był odmienny, autorski, nie opierający się na założeniach programowych innych osób, o których autor nie miał żadnej wiedzy.”
        więcej o bazie ->

        SKANOTEKA – Czarnowiec
        SKANOTEKA – Rzekuń

        Pani Marto – dziękuję serdecznie
        Marek Karczewski




        „Miesiącami nie spojrzałam na glinę…” Nowe fakty o Ludwice Wyszomirskiej

        Personalną teczkę studentki Ludwiki Wyszomirskiej przeanalizowaliśmy niedawno w archiwum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Kryje ona nieznane wcześniej fakty z życia powstanki warszawskiej pochodzącej z Czarnowca.

        Zanim odkryjemy te fakty, przypomnijmy w skrócie co o niej wiadomo.

        • Ukończyła ostrołęckie gimnazjum w 1936 roku. Chodziła do klasy z późniejszymi żołnierzami Armii Krajowej – Norbertem Adamowiczem i Witoldem Popiołkiem. Popiołek zapamiętał, że była dowożona do szkoły bryczką.
          LINK DO ARTYKUŁU
        • Miała siostrę Zofię i dwóch braci – Zygmunta i Jana. Siostra po zamążpójściu wyprowadziła się do Warszawy. Bracia w 1939 roku zostali zmobilizowani i poszli do wojska.
          LINK DO ARTYKUŁU
        • W pierwszych dniach września 1939 roku Ludwika miała wziąć ślub z Zygmuntem Trzaską, dziedzicem z majątku Przeczki (dziś: Borowce). Wojna pokrzyżowała te plany. Narzeczony trafił do niemieckiej niewoli i wojnę spędził w oflagu Murnau pod Garmisch Partenkirchen.
          LINK DO ARTYKUŁU
        • Ludwikę i jej matkę Niemcy wypędzili z dworu w Czarnowcu. Osiedliły się w Warszawie. Prawdopodobnie u Zofii Wyszomirskiej, po mężu Żyłowskiej.
          LINK DO ARTYKUŁU
        • Ludwika brała udział w Powstaniu Warszawskim – jako sanitariuszka batalionu Czata 49. Po upadku powstania udało jej się przedrzeć na prawy brzeg Wisły. Po wojnie studiowała na Akademii Sztuk Pięknych. Wyszła za mąż za Zygmunta Trzaskę, który po wojnie powrócił z Niemiec i odnalazł narzeczoną.
          LINK DO ARTYKUŁU

        W archiwum Akademii Sztuk Pięknych zachowała się teczka personalna Ludwiki Wyszomirskiej. Odnalazł ją Marek Karczewski, a niżej podpisany przeanalizował i opracował.

        Archiwistów z ASP musiała w jakimś stopniu zainteresować nasza społeczna działalność na rzecz utrwalenia historii Czarnowca i jego mieszkańców. „A wiecie panowie, że w naszych aktach jest inna data urodzenia, niż podajecie na swojej stronie?” – pyta jeden z archiwistów. Jeszcze nie wiemy. Jeszcze do teczki nie zajrzeliśmy. Ale już wiemy, że oni czytali nasze artykuły o rodzinie Wyszomirskich.

        O społecznym, niezarobkowym i niezależnym od władz charakterze naszego utrwalania historii wsi informujemy również rektora ASP. Jego magnificencja zwalnia więc nas od opłat licencyjnych i pozwala na opublikowanie pierwszej strony podania Ludwiki o przyjęcie na uczelnię.

        „Powstanie warszawskie – i potem znów cholewki!!”

        Przejrzeliśmy teczkę Ludwiki Wyszomirskiej w archiwum ASP. Dokumenty ułożone są chronologicznie. Najstarszym jest podanie o przyjęcie na uczelnię z 1946 roku. A w nim życiorys. Kandydatka na studia pisze:

        „Nauki pobierałam w Państwowym Gimn. im. kr. St. Leszczyńskiego w Ostrołęce. Po ukończeniu 7 klas, na skutek śmierci ojca i choroby matki przerwałam naukę, aby objąć kierownictwo odziedziczonego po ojcu majątku. W roku 1938 wyjechałam do Wilna, gdzie w grudniu zdałam maturę przy Gimn. Państw. im. Elizy Orzeszkowej jako eksternistka. Wybuch wojny a następnie wysiedlenie dokonane przez Niemców zmienia całkowicie ramy mego życia. Znalazłszy się w Warszawie nauczyłam się cholewkarstwa i przez cały czas okupacji szyjąc cholewki zarabiałam na życie. Powstanie warszawskie – i potem znów cholewki!! Jeśli chodzi o moje zdolności plastyczne – to nie miałam nigdy złudzeń, pracowałam dorywczo, bardzo mię zresztą rzeźba absorbowała – ale jeśli przestałam to miesiącami nie spojrzałam na glinę. Warszawa 30 września 1946 r.”

        Pierwsza strona podania Ludwiki Wyszomirskiej z 1946 r., o przyjęcie na studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie | Reprodukcja dokumentu z archiwum ASP opublikowana za zgodą rektora.

        Już z tego pierwszego dokumentu wynikają trzy nowe fakty z życia Ludwiki.

        • Wyjazd do Wilna i eksternistyczna matura.
        • Cholewkarstwo jako źródło utrzymania w czasie okupacji. Tu wyjaśnijmy, że cholewkarz/cholewkarka to osoba zajmująca się produkcją albo naprawą cholewek do butów. Produkcja polegała na wykrawaniu, szyciu i modelowaniu cholew. Naprawa zaś na wymianie zamków, pasków, lub zszywaniu. W uproszczeniu: o ile szewcy zajmowali się dolną częścią butów – podeszwami, zelówkami, obcasami, flekami oraz poszyciem części butów bezpośrednio związanych z podeszwami. O tyle cholewkarstwo, zwane również kamasznictwem było rzemiosłem skupiającym się na wysokich butach, a konkretnie ich częściach od kostki w górę. W praktyce często te specjalności przenikały się.
        • Wywód z ostatniego zdania życiorysu jest dość niezrozumiały, ale można z niego wnioskować, że przed podjęciem studiów na ASP Ludwika pasjami rzeźbiła w glinie. Zresztą w rubryce podania zatytułowanej „dotychczasowe studia artystyczne” wpisała „samouk”.

        W tym pierwszym podaniu na studia z 1946 roku Ludwika podaje datę urodzenia 26 sierpnia 1918 roku. Dotychczas jako datę urodzenia sanitariuszki „Xeni” podawaliśmy tu 26 sierpnia 1916 roku – za biogramem opublikowanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Sprawę daty urodzenia omówimy jeszcze później, jako że w dokumentach pojawia się… jeszcze inna data, różna od dwóch tu przytoczonych.

        Idźmy dalej. Kandydatka Wyszomirska nie przedstawiła władzom uczelni swojego świadectwa maturalnego. Spłonęło ono w czasie Powstania Warszawskiego. W teczce znajdujemy za to oświadczenie dwojga świadków – mieszkańców Warszawy Jana Niżnikowskiego i Cezarii Iljin -, którzy potwierdzili „pod skutkami odpowiedzialności sądowo-karnej”, że Ludwika zdała maturę i uzyskała Świadectwo Dojrzałości. To oświadczenie świadków zostało potwierdzone przez notariusza Stanisława Pliszczyńskiego.

        Urzędnik pisze „Wyszkuf”

        Załącznikiem, jaki do podania przedstawia kandydatka na studia, jest dokument o zaskakującym tytule… „zaświadczenie lojalności”, wystawione przez Starostwo Grodzkie w Warszawie.

        „Starostwo Grodzkie stwierdza na podstawie przeprowadzonego dochodzenia, że ob. Wyszomirska Ludwika, córka Romana i Marii, urodz. 25[sic! – przyp. JP].8.1918, Kręgi gm. Wyszkuf [sic! sic! – przyp. JP] zam. w Warszawie, ul. Inżynierska 11 m. 10, karana sądownie nie była, jest lojalna wobec Państwa i Narodu Polskiego i nie jest podejrzana i poszukiwana o popełnienie przestępstwa wynikającego z dekretu o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla Zdrajców Narodu Polskiego w brzmieniu ustalonym Obwieszczenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 11 grudnia 1946.

        Zaświadczenie niniejsze wydaje się ob. Wyszomirskiej Ludwice celem przedłożenia w Akademii Sztuk Pięknych.

        Za starostę grodzkiego podpisał Wrocławski Roman, Kierownik Referatu Porządku Publicznego.

        Opłatę kancelaryjną w wysokości zł 49 [dalej pieczęć nieczytelna]”

        Tu również krótkie wyjaśnienie co to za dokument. Z jednej strony wygląda na odpowiednik dzisiejszego świadectwa niekaralności. Zauważmy słowa: „karana sądownie nie była”. Ale „zaświadczenie lojalności” nie dotyczy tylko braku sądowego skazania, ale również tego, że nie toczy się wobec niej żadne postępowanie o kolaborację z niemieckim okupantem ani o szmalcownictwo. Czyli w roku 1946 przeszkodą w podjęciu studiów było samo podejrzenie kandydata/kandydatki przez organy ścigania o wyżej wspomniane przestępstwa.

        Zwróćmy też uwagę, że w „zaświadczeniu lojalności” znajduje się stwierdzenie, że Ludwika Wyszomirska „jest lojalna wobec Państwa i Narodu Polskiego”. Nie ma wątpliwości, że za życia była lojalna wobec swojej ojczyzny i współrodaków. Choć budzi ciekawość wedle jakich kryteriów starosta grodzki oceniał, że jest się lojalnym. Można zaryzykować stwierdzenie, że (w odróżnieniu od popartych sprawdzeniem w dokumentach – niekaralności i pozostawania poza podejrzeniem) – było to stwierdzenie uznaniowe albo pusta urzędowa formuła. Choć – podkreślmy to jeszcze raz – z życiorysu Ludwiki wynika, że do niej ta formuła z pewnością pasowała.

        Podaniu o przyjęcie na studia towarzyszą dwie odbitki tej samej fotografii. Jedna – przyklejona do podania. Druga jest luzem, dzięki czemu możemy przeczytać na odwrocie, że zdjęcie to zostało wykonane w atelier fotograficznym K. Floryańskiej na ulicy Stalowej 15.

        Studia u sławy i nestora polskiego rzeźbiarstwa

        Tadeusz Breyer, fresk na elewacji jednej z kamienic na ulicy Freta w Warszawie | Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons | Olekwarszawiak – Praca własna | CC BY-SA 3.0 pl

        Z formularza podania można jeszcze wyczytać, że kandydatka Wyszomirska przedstawiła uczelni trzy swoje rzeźby.

        Kolejnym dokumentem jest karta informacyjna już studentki, a nie kandydatki. Wynika z niej, że Ludwika została przyjęta na pierwszy rok do pracowni rzeźby profesora Tadeusza Breyera. Był to wybitny rzeźbiarz okresu międzywojennego, którego jednak większość dorobku artystycznego nie przetrwała wojny. Jednak jedno z jego najbardziej emblematycznych dzieł można podziwiać do dziś na warszawskiej Woli w parku Sowińskiego. Jest to pomnik generała Józefa Sowińskiego.

        W karcie informacyjnej studentki profesora Breyera Ludwiki Wyszomirskiej można jeszcze znaleźć informację, że studentka utrzymuje się z własnych zarobków. Musiała też podać czym zajmował się jej ojciec. Romana Wyszomirskiego (nieżyjącego od 1936 roku) odkreślono w rubryce „właściciele i dzierżawcy powyżej 50 ha”. Przypomnijmy, gospodarstwo Romana Wyszomirskiego przed wojną liczyło ok. 70 hektarów.

        Pierwszy i drugi semestr w pracowni rzeźby Ludwika Wyszomirska kończy z wynikiem bardzo dobrym, co profesor Tadeusz Breyer potwierdza własnoręcznym podpisem na świadectwie z datą 25 czerwca 1947 roku. Z kolei „egzamin szczegółowy” z rysunku Ludwika zdaje z wynikiem dostatecznym.

        „W roku 1948 wyszłam za mąż…”

        Drugiego roku studiów Ludwika Wyszomirska nie ukończyła. Przerwała studia, o czym dowiadujemy się z dokumentu datowanego na 1954 rok.

        „Warszawa, dn. 28.I.1954 r.
        [Odręczny dopisek kogoś z uczelni w lewym górnym rogu] >>Dla Rady Wydz.<<
        Do Jego Magnificencji Rektora Akademii Sztuk Plastycznych w Warszawie
        Podanie Ludwiki Wyszomirskiej-Trzaskowej, zam. w Warszawie, ul. Śmiała [tu numer budynku i mieszkania – przyp. JP]. Nawiązując do ustnej rozmowy z Ob. Dziekanem Wydziału Rzeźby ASP proszę o zaliczenie mnie w poczet słuchaczów II roku Wydziału Rzeźby ASP.
        Umotywowanie: w roku 1946 wstąpiłam na Wydział Rzeźby ASP (pracownia prof. Breyera). Pierwszy rok studiów miałam zaliczony z wynikiem b. dobrym. W marcu 1948 r. nastąpiła przerwa w studiach z powodu zamążpójścia i wyjazdu z Warszawy. Obecnie znowu mieszkam w Warszawie i pragnę kontynuować studia.
        Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie na II rok studiów. Jednocześnie zobowiązuję się w ciągu bieżącego roku uzupełnić przedmioty wchodzące w zakres programu II roku na Wydziale Rzeźby.
        Ludwika Wyszomirska-Trzaska”.

        Podaniu o ponowne przyjęcie na studia towarzyszy…

        „Życiorys
        Urodziłam [się] 25.VIII. 1918 roku we wsi Kręgi, pow. Pułtusk, gmina Somianka. Uczęszczałam do Państwowego Gimnazjum im. Stanisława Leszczyńskiego w Ostrołęce ale będąc w 7mej klasie z powodów rodzinno-bytowych musiałam naukę przerwać. Pracując zarobkowo przygotowywałam się do egzaminu maturalnego, który zdałam w końcu 1938 roku jako eksternistka w Państwowym Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Wilnie, uzyskując świadectwo dojrzałości. W roku 1940 wysiedlona przez hitlerowców zamieszkałam w Warszawie, gdzie pracowałam w Instytucie Spraw Społecznych aż do wybuchu powstania. Po wyzwoleniu nadal pracowałam zarobkowo. W roku 1946 wstąpiłam na Wydział Rzeźby ASP.
        W roku 1948 wyszłam za mąż i ponieważ mąż pracował na prowincji, przerwałam studia i wyjechałam z Warszawy. W roku 1949 urodziłam syna, w 1950 – córkę, a w 1952 – drugiego syna.
        Obecnie mieszkam w Warszawie i mam warunki na kontynuację studiów.
        Ludwika Wyszomirska-Trzaska”

        Pamiętamy z wcześniejszych opracowań na stronie czarnowiec.pl/historia, że po wojnie Zygmunt Trzaska wrócił z obozu jenieckiego z Niemiec do Polski i w końcu odnalazł narzeczoną. Do tej pory trudno nam było to ponowne spotkanie narzeczonych po wojnie umiejscowić w konkretnym roku.

        Dziś na podstawie dokumentów z ASP można oszacować, że Zygmunt odnalazł Ludwikę w 1947 albo 1948 roku. Raczej nie wcześniej. Bo gdyby spotkali się wcześniej Ludwika z pewnością powołałaby Zygmunta na świadka swojego średniego wykształcenia i zdanej matury. Mieli się przecież pobrać w 1939 roku. Zygmunt musiał więc wiedzieć jaką szkołę z jakim świadectwem skończyła jego przyszła małżonka. Narzeczony nie wystąpił jednak w roli świadka przed wstąpieniem Ludwiki na studia. Należy zatem zakładać, że w II połowie 1946 roku Ludwika nie miała jeszcze Zygmunta pod ręką. A skoro wzięli ślub w 1948 roku, to znaczy, że najpóźniej w tym roku udało im się ponownie spotkać po latach rozłąki.

        Miejsce pracy, po którym nie ma śladu

        W drugim życiorysie Ludwiki Wyszomirskiej, zarchiwizowanym w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie nie ma ani słowa o cholewkarstwie. Ludwika twierdzi za to, że w czasie okupacji pracowała w Instytucie Spraw Społecznych. Fakt ten jest największą zagadką, jaką znaleźliśmy w teczce. I zagadki tej nie udało się nam jak dotąd rozwikłać. Przetrząsnęliśmy biblioteki i archiwa. Zasięgnęliśmy porady u pięciu historyków specjalizujących się w II wojnie światowej i okupacji Polski przez Niemców. Przeglądaliśmy opracowania dotyczące Polskiego Państwa Podziemnego. Nic! Ani słowa o Instytucie Spraw Społecznych.

        Owszem, przed wojną była organizacja pozarządowa o tej nazwie. Zajmowała się szeroko rozumianą ochroną pracy. Ale drukowane ślady po tamtym Instytucie urywają się w 1939 roku.

        Pamiętajmy, że niemieccy okupanci rozwiązali wszystkie uczelnie i instytucje naukowe w okupowanej Polsce. Jeżeli więc w latach okupacji istniała jakaś organizacja nosząca polską nazwę, a w nazwie tej „instytut”, to albo to była jakaś fasadowo-kolaboracyjna organizacja służąca hitlerowskiej propagandzie, albo była tajną instytucją Polskiego Państwa Podziemnego.

        Pierwszą możliwość, w przypadku Ludwiki, wykluczamy. Teoretycznie mogła pracować w jakiejś instytucji założonej przez okupantów. Polskie Państwo Podziemne miało bowiem swój wywiad i kontrwywiad. W niemieckich strukturach okupacyjnych prawie na pewno nie było instytutu o takiej nazwie. Poza tym jeżeli nawet Ludwika byłaby polską szpieżką w jakiejś okupacyjnej instytucji, na pewno w 1954 roku nie przyznałaby się do tego na piśmie. Ludzie związani z Polskim Państwem Podziemnym (zależnym od rządu na uchodźstwie w Londynie) byli w latach stalinizmu prześladowani, więzieni, torturowani, a nawet zabijani.

        Na podstawie rozmów z ekspertami, ukuliśmy inną hipotezę. Przedwojenny Instytut Spraw Społecznych mógł w latach okupacji – jako niesformalizowana i niemająca ram organizacyjnych grupa ekspertów – przygotowywać zasady funkcjonowania i odbudowy Polski gdy skończy się wojna. W dodatku nie musiał być związany z Polskim Państwem Podziemnym. Z przedwojennych publikacji ISP wynika, że patrząc w uproszczonych kategoriach „lewica-prawica” można dojść do wniosku, że był to instytut głoszący myśl lewicową – ochronę ludzi pracy przed wyzyskiem, zabezpieczenie socjalne, likwidację bezrobocia itd. Jeżeli tak, to nie strach było się przyznać, że współpracowało się z taką instytucją. Nawet w najmroczniejszych latach stalinizmu.

        Ale podkreślmy, to tylko nasza hipoteza. Gdybyśmy wkrótce trafili na jakieś źródła, niezwłocznie zastąpimy domysły faktami.

        Tajemnica daty urodzenia

        Tymczasem wróćmy do studenckich dokumentów Ludwiki Wyszomirskiej. Zwraca w nich uwagę jeszcze jedna zagadka. Ludwika we własnoręcznie sporządzanych wpisach w tych dokumentach podaje różne daty swego urodzenia.

        W podaniu o przyjęcia na studia pisze, że załącza metrykę urodzenia z „26.VIII.1918 r.” Rzeczywiście metryka urodzenia, wystawiona przez parafię rzymskokatolicką w Wyszkowie (w 1946 roku w Wyszkowie była jedna parafia). Na drugiej stronie podania w rubryce „data urodzenia” widnieje odręczny wpis „26.VIII.1918”. Tymczasem w omawianym wyżej „zaświadczeniu lojalności” jako dzień urodzenia Ludwiki Wyszomirskiej widnieje „25.8.1918 r.”. Zważywszy, że „zaświadczenie lojalności” sporządził urzędnik, który o Wyszkowie pisze „Wyszkuf”, można by uznać, że kolejność cyfr była mu tak samo obca, jak ortografia. Ale… data 25 sierpnia, jako dzień urodzenia Ludwiki powtarza się jeszcze w innych dokumentach – na przykład w zaświadczeniu o przyjęciu na studia, wystawionym przez Państwową Komisję Weryfikacyjno-Kwalifikacyjną dla kandydatów do szkół wyższych. Można byłoby to jeszcze złożyć na karb bałaganu w administracji. Często zdarza się tak, że błąd raz wprowadzony w system biurokratyczny system, powiela się i namnaża. I bardzo trudno jest go skorygować. Jednak i ta koncepcja nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością, bo o tym, że urodziła się 25, a nie 26 sierpnia pisze… sama Ludwika. W życiorysie towarzyszącym podaniu o ponowne przyjęcie na studia. Gdy dodać do tego, że Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że sanitariuszka „Xenia” urodziła się 26 sierpnia, ale 1916 roku, to mamy w urzędowym obiegu aż trzy daty urodzenia Ludwiki Wyszomirskiej.

        Trudno przesądzić która data jest najprawdziwszą z prawdziwych. Chciałoby się wierzyć tej z metryki urodzenia i chrztu – czyli 26 sierpnia 1918, ale w teczce Ludwiki Wyszomirskiej jest taki galimatias z datami, że naprawdę można się pogubić. Np. profesor Breyer w odręcznie wstawionych datach w świadectwie ukończenia pierwszego roku, pisze że Ludwika była jego studentką w roku akademickim… 1936/37 [w tamtym roku szkolnym Ludwika kończyła gimnazjum w Ostrołęce], po czym wystawia jej ocenę bardzo dobrą z poprawną już datą 25 czerwca 1947 roku. Ech, to artystyczne roztargnienie…

        Jednak po prawie osiemdziesięciu latach, poza wyeliminowaniem oczywistych nielogiczności, trudno w sprawie przytaczanych wtedy dat cokolwiek dziś przesądzać.

        Metryka wystawiona na probostwie w Wyszkowie

        Kościół św. Idziego w Wyszkowie. Widok z 2015 r. | Fot. J. Pawłowski

        Pewnie Czytelnicy są już ciekawi czy Ludwika została ponownie przyjęta na studia, czy nie. Ale jeszcze przez chwilę pozostańmy w niepewności. Spróbujmy jeszcze osadzić w historii moment przyjścia na świat Ludwiki Wyszomirskiej.

        Zakładając, że urodziła się w sierpniu 1918 roku, to przyszła na świat jako obywatelka Rosji. Państwo polskie, po 123 latach zaborów, odrodziło się oficjalnie 11 listopada 1918 roku.

        Metrykę urodzenia i chrztu Ludwiki wystawiła parafia w Wyszkowie, w której została ona ochrzczona 2 września 1918 roku, czyli dwa miesiące przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości.

        Ktoś, kto choć raz widział tamte okolice (a zakładamy, że mieszkańcy naszych stron widzieli je wiele razy), gdy czyta lub słyszy słowa „parafia w Wyszkowie”, oczyma wyobraźni widzi biały kościółek na skarpie nad Bugiem, a za nim parterową plebanię przypominającą szlachecki dworek.

        To tu, niespełna dwa lata po chrzcie Ludwiki, rozegra się jeden z najbardziej znanych epizodów wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. To „na probostwie w Wyszkowie” [tak brzmi tytuł noweli Stefana Żeromskiego inspirowanej tamtymi wydarzeniami – przyp. JP] gdy hordy bolszewików podchodzą już pod Warszawę, instaluje się Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski złożony z Feliksa Dzierżyńskiego, Juliana Marchlewskiego i Feliksa Kona. Po wyzwoleniu zaś miasta przez polskie wojsko, kościół i probostwo odwiedza m.in. generał Józef Haller.

        To kolejny przykład tego, jak życiorysy dawnych mieszkańców Czarnowca splatają się z wielkimi wydarzeniami historycznymi. W taki właśnie sposób od pięciu lat staramy się ukazywać lokalną historię Czarnowca. Stąd też wziął się tytuł książeczki „Czarnowiec – nasza mała wielka historia” wydanej w 2022 roku.

        No dobrze, ale czy Ludwice udało się wrócić na studia, czy nie?

        Zanim odpowiemy na to pytanie, prześledźmy treść trzech kolejnych dokumentów znajdujących się w teczce zachowanej w archiwum ASP.

        „Wydział Rzeźby. Do Rektoratu A.S.P. (w miejscu). W związku z podaniem ob[ywatelki]. Ludwiki Wyszomirskiej-Trzaska z dn. 28.I.br. doświadczenie wykazało, że 5-letnia przerwa w studiach przekreśla dotychczasowe osiągnięcia w nauce, także przepisy formalne nie zezwalają kontynuować studiów po takiej przerwie bez egzaminu. Dziekan Wydziału Rzeźby A.S.P. A. Jesion”

        [Rektorat Akademii Sztuk Pięknych] „W-wa, dn. 8.4.54. Do Dziekanatu Wydziału Rzeźby w/m. W związku ze złożonym podaniem ob.[ywatelki] Wyszomirskiej-Trzaska Ludwiki oraz wnioskiem Ob.[ywatela]. Dziekana Wydz.[iału] Rzeźby, Rektorat zawiadamia, że decyzją z dn.[ia] 8 b[ieżącego] m[iesiąca] potwierdza wniosek Wydziału. O powyższym Dziekanat zechce powiadomić zainteresowaną. Rektor, prof. M. Wnuk.”

        [Pismo bez nagłówka.] „Warszawa dn. 10 kwietnia 1954 r. Ob. Ludwika Wyszomirska-Trzaska, ul. Śmiała [tu numer budynku i mieszkania – przyp. JP]. Odpowiadając na podanie Obywatelki w sprawie przyjęcia na II rok studiów Wydziału Rzeźby, Dziekanat zawiadamia, że po pięcioletniej przerwie przepisy nie zezwalają na kontynuowanie studiów bez ponownego egzaminu. Zgodnie więc z decyzją Rektora Obywatelka winna przystąpić do normalnego egzaminu wstępnego, który odbędzie się w lipcu; prace i dokumenty należy złożyć do 20 maja br. Dokładnych informacji w sprawie przyjęcia udziela Sekretariat Studencki od godz. 12-ej do 14-ej. Prof. A Jesion.”

        Jest to ostatni z chronologicznie ułożonych dokumentów w teczce studenckiej Ludwiki Wyszomirskiej. Należy więc wnioskować, że 36-letnia wówczas Ludwika nie przystąpiła do egzaminu wstępnego, albo przystąpiła i go nie zdała.


        Post scriptum

        Archiwalne dokumenty są jak mapa i ogień. Można się w nie wpatrywać godzinami i wielokrotnie. I zawsze, i za każdym razem zobaczy się coś nowego. W dokumentach Ludwiki Wyszomirskiej zwracają uwagę pozornie nieistotne szczegóły, które są jednak fascynującym świadectwem czasów, w których zaistniały.

        Dość wspomnieć, że formularz podania o przyjęcie na studia przewiduje przedstawianie „świadectwa moralności”. Należy rozumieć, że to archaiczna nazwa czegoś, co komunistyczne państwo praktykowało jako „zaświadczenie lojalności”. A może nie?

        Widać, że rubryka „stan cywilny” dla kandydatów na studia (a po wojnie, która wyrwała prawie sześć lat z normalnych życiorysów Polaków na uczelnie wstępowali stosunkowo starzy kandydaci) przewidywała tylko dwa stany cywilne: kawaler/panna; żonaty/zamężna. Druk nie zakłada, że o przyjęcie na studia mogliby się ubiegać wdowy/wdowcy i rozwódki/rozwodnicy. O ile ta ostatnia możliwość jest łatwa do wytłumaczenia – polskie prawo wprowadziło instytucję rozwodu, jednolitą dla całego kraju, dopiero w 1965 roku; o tyle niemożliwe wydaje się, że rok po wojnie wykluczono z góry z kandydowania na studia osoby, które straciły żonę bądź męża w czasie wojny. Wytłumaczenie może być tylko jedno. ASP w 1946 roku używała jeszcze przedwojennych formularzy. Na co wskazywałoby też to „świadectwo moralności”.

        Po dokumentach widać też, że linia pióra profesorskiego różni się od linii pióra kandydatki na studia. Najprawdopodobniej profesor Breyer miał drogie pióro wieczne, kreślące litery piękną nieprzerwaną linią o jednolitym nasyceniu niebieskiego koloru. Z kolei w życiorysach Ludwiki poszczególne fragmenty zdań zaczynają się intensywnym granatem, który stopniowo blaknie, aż na nowo gwałtownie odzyskuje swą intensywność. Widać więc, że Ludwika wiecznego pióra nie miała. Pisała stalówką osadzoną na obsadce, maczaną w kałamarzu.

        Tych ulotnych szczegółów w dokumentach Ludwiki są dziesiątki. Ale opowieść o nich to temat na zupełnie inną publikację.

        Marek Karczewski [namierzenie, odnalezienie teczki i pierwszy kontakt z Akademią Sztuk Pięknych]

        Jacek Pawłowski [analiza dokumentów i opracowanie artykułu]




        Film o wójcie gminy Rzekuń

        „Stepna – Stara 19 X 1949 r.

        „Najukochańszy mój Tatusiu! Piszę do Ciebie, Kochany Tato, te parę słów, przez ten martwy papier. Kiedy mamusia powróciła od paczek z Ostrołęki i powiedziała, że Tatuś jest w więźniu, to Miecia zaczęła wołać, że tatuś idzie do domu, i zaczęła klaskać w rączki, że Tatuś przyniesie „byby i cucu”. I otworzyła sobie drzwi i nic się nie bała, że jest wieczór, tylko szła do Tatusia. Teraz zawsze pisze listy do Tatusia. Kochany Tatusiu! Żyjemy jak możemy, jesteśmy z Łaski Pana Boga zdrowe. Do szkoły staramy się chodzić, chociaż nie tak często, bo musimy pomagać mamusi. Ale staramy się uczyć dobrze, aby Kochany Tatuś cieszył się z nas. Jasia jest w piątym, Reniuś w trzecim, a Wituś w pierwszym oddziale. Chociaż jest urwis taki jak dawniej był. Kochany Władziu, czekamy wszyscy na list od Ciebie, żebyś mógł odpisać jak najprędzej. U nas całą naszą rozrywką jest Miecia, ona wszystkim rządzi, zawsze chodzi i śpiewa, że tatuś przyjdzie. Więcej nie mamy co pisać. Całujemy Cię, mężu i najdroższy nasz tatusiu, niezliczone razy Twoje ręce i nogi i czekamy, kiedy się zobaczymy. Zostań z Bogiem. Co źle napisane, to wybacz, co będzie Ci potrzeba, to napisz. Kochająca Cię żona i dzieci”.

        Władysław Stepnowski urodzony 10 marca 1902 r., od 1946 r. zastępca, a od 10 marca 1948 r. wójta gminy Rzekuń.

        Komunistyczny Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na sesji wyjazdowej w Ostrołęce 21 listopada 1949 r. skazał Władysława Stepnowskiego na karę śmierci. Mimo braku dowodów na bezpośredni udział w akcjach bojowych Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Wyrok wykonano 13 stycznia 1950 r. w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Komuniści zastosowali wobec Stepnowskich odpowiedzialność zbiorową. Byli aresztowani, skazywani i prześladowani.

        Polecam film o wójcie gminy Rzekuń, zrealizowany przez Telewizję Polską w 2023 roku.

        Źródło: Fundacja łączka

        Marek Karczewski




        Zobowiązanie do „nie powrotu”

        Kolejny dokument dotyczący historii Czarnowca.

        Krok po kroku wzbogacamy nasze internetowe archiwum dokumentów, zdjęć i świadectw z historii Czarnowca. Dziś – ponieważ mamy jeszcze parę nie publikowanych tu jeszcze dokumentów – powracamy do tragicznej historii Wyszomirskich.

        Przypomnijmy, to ziemiańska rodzina, właściciele dworu i siedemdziesięciohektarowego gospodarstwa rolnego w Czarnowcu – w latach przed II wojną światową. Cztery lata przed wybuchem wojny umiera Roman Wyszomirski. Jeszcze zanim wybuchnie wojna, wychodzi za mąż Zofia – jedna z dwóch córek Romana i Marii (Maria Wyszomirska – na zdjęciu obok). Z nazwiskiem po mężu – Żyłowska – wyjeżdża i osiedla się w Warszawie.

        Troje z rodzeństwa Wyszomirskich walczy z najeźdźcami. Zygmunt uczestniczy w wojnie obronnej 1939 roku. Kończy szlak bojowy na części terytorium Polski zajętej przez Sowietów. Trafia do niewoli. NKWD rozstrzela go w Katyniu, podobnie jak 22 tysiące innych polskich obywateli.

        Jan to również uczestnik kampanii wrześniowej, potem żołnierz oddziału Hubala. W czasie okupacji niemieckiej działacz konspiracyjnej Konfederacji Narodu i żołnierz Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Adiutant Bolesława Piaseckiego. Rozstrzelany po politycznym procesie, za działalność antykomunistyczną w Warszawie. Był to mord sądowy.
        O podkomendnym z Czarnowca pisaliśmy tu ->
        Kilka nowych ustaleń o Janie Wyszomirskim “Wrońskim” tu ->

        Ludwika była wojskową sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim. Ranna ewakuowała się na prawy brzeg Wisły. Dożyła do końca wojny. Zmarła w latach 70. XX wieku.
        Zapraszamy do lektury o Ludwice -> “Xenia” i “Wroński” – rodzeństwo w konspiracji

        Matką rodzeństwa była Maria Wyszomirska. Gdy Zygmunt i Jan są w 1939 roku na wojnie, po kapitulacji Ostrołęki dwór i majątek w Czarnowcu zajmują Niemcy. Domowników, a dokładnie dwie domowniczki – matkę Marię i córkę Ludwikę, okupanci wysiedlają. Matka z córką znajdują schronienie w Warszawie u wspomnianej na początku Zofii Żyłowskiej (córki Marii, a siostry Ludwiki). Tam też spędzają cały okres niemieckiej okupacji.

        Koniec wojny oznacza nowe porządki. Nie tylko na świecie, ale również w sprawach wewnętrznych Polski. Zależne od Związku Sowieckiego nowe władze wprowadzają dekret o reformie rolnej. W myśl jego przepisów gospodarstwa rolne większe niż pięćdziesiąt hektarów miały zostać rozparcelowane, a ziemia podzielona pomiędzy małorolnych i bezrolnych chłopów. Gospodarstwo Wyszomirskich, w przedwojennym kształcie, miało hektarów siedemdziesiąt.

        Maria Wyszomirska i jej córka Zofia Żyłowska, gdy tylko nadarzyła się taka możliwość, wróciły do Czarnowca do domu. Żeby ocalić gospodarstwo przed parcelacją Maria Wyszomirska zrzekła się części lasów wchodzących w skład majątku, W ten sposób jej gospodarstwo skurczyło się poniżej 50 hektarów.
        Do lektury o dworze Wyszomirskich zapraszamy tu -> Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach

        W czasie gdy Maria i jej córka Zofia podejmowały rozpaczliwe próby ocalenia rodzinnej posiadłości (pożyczyły konia, same pracowały fizycznie) [1], w Ostrołęce instalowała się nowa władza.

        Miasto, z którego po ciężkich walkach Sowieci wyparli Niemców, było zniszczone w 55 procentach. Większość ludności władze okupacyjne wysiedliły do okolicznych wsi w gminach: Czerwin, Goworowo, Piski i Troszyn. Armia sowiecka zajęła Ostrołękę we wrześniu 1944 roku, ale przez cztery miesiące nie posuwała się dalej. Po drugiej stronie Narwi znajdowały się wojska niemieckie. Dopiero w lutym 1945 roku ostrołęczanie zaczęli wracać do swojego miasta.

        W tym samym czasie działy się rzeczy, które pokazywały jaki będzie kształt nowej, powojennej Polski. 19 stycznia 1945 roku gen. Leopold Okulicki rozwiązał Armię Krajową, czyli siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego działającego w okresie okupacji. W lutym na konferencji w Jałcie przywódcy ZSRS – Józef Stalin, Wielkiej Brytanii – Winston Churchill i Stanów Zjednoczonych – Franklin Roosevelt uzgodnili nowe granice Polski, kształt nowego rządu – który choć miał zostać politycznie poszerzony, to i tak w większości składał się z komunistów przysłanych przez Moskwę.

        Kamienica Ostaszewskich, w której zaraz po wojnie urzędowała milicja i bezpieka. Dziś to róg ulic Bogusławskiego i 11 Listopada.

        Nowego porządku politycznego w Polsce miała strzec Armia Czerwona, której oddziały pozostały w Polsce przez następne 48 lat, Ludowe Wojsko Polskie oraz wewnętrzne organy bezpieczeństwa – Milicja Obywatelska i Urząd Bezpieczeństwa. Cywilna bezpieka, będąca de facto policją polityczną, instytucjonalnie i często lokalowo była związana z mundurową milicją. Do samego końca jej dni.
        Tak też działo się i w Ostrołęce. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa i siedziba milicji znajdowały się w kamienicy Ostaszewskich, zwanej tak od nazwiska przedwojennych właścicieli.

        Nie wszyscy żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego złożyli broń. Część z nich nie podporządkowała się rozkazowi generała Okulickiego i na własną rękę walczyła – teraz z komunistami, którzy zaprowadzali swoje rządy w całej Polsce w jej nowych granicach.

        Liczne oddziały niepodległościowego podziemia zbrojnego znajdowały się w powiecie ostrołęckim. Do tego stopnia liczne, że potrafiły – jak w maju 1945 roku – zablokować całe miasto, otoczyć i zablokować komendę milicji i wywieźć z urzędu skarbowego kasę pancerną pełną pieniędzy [2].

        Po tym incydencie komunistyczna władza postanowiła pokazać kto rządzi w Ostrołęce. Do miasta skierowano czterdziestoosobową grupę funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki, czyli NKWD, a wkrótce przybył specjalny oddział pacyfikacyjny Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

        Do pracy w milicji i bezpiece zgłaszali się głównie karierowicze z nizin społecznych. Była to dla nich szansa na szybki awans i poprawę sytuacji materialnej we wszechobecnej powojennej biedzie. W jednym z raportów ostrołęckiego obwodu organizacji Wolność i Niezawisłość można przeczytać, że funkcjonariusze PUBP w Ostrołęce to zwyrodnialcy traktujący jednakowo ludzi i zwierzęta.

        Na czele Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce komuniści postawili porucznika Stefana Koca (na zdjęciu obok), który zaraz po nominacji zmienił imię i nazwisko na Stanisław Wasilewski, motywując to względami bezpieczeństwa. We współczesnej publikacji na jego temat jawi się jako karierowicz i niezbyt rozgarnięty megaloman. [3]

        To właśnie za czasów komendantury Koca vel. Wasilewskiego do aresztu ostrołęckiej bezpieki trafia Maria Wyszomirska. Niewiele wiadomo w jakich warunkach przebywała, czym ją straszono, szantażowano, bądź w inny sposób dręczono. Wiadomo jaki był efekt jej pobytu w zamknięciu. Jesienią 1945 Maria oraz jej córka Zofia podpisały dokument, na mocy którego zrzekły się prawa własności dworu i pozostałości majątku rolnego w Czarnowcu.

        Podpisy Marii i Zofii Wyszomirskich są odręczne, natomiast zobowiązanie zostało napisane na maszynie, co każe domyślać się z dużą dozą prawdopodobieństwa, że zobowiązanie napisał funkcjonariusz, a Wyszomirskie je tylko podpisały.

        Przytoczenie tego zobowiązania w oryginalnej pisowni też daje pewien obraz poziomu intelektualnego i znajomości zasad ojczystego języka u ówczesnych komunistycznych strażników porządku publicznego.

        Reprodukcję zobowiązania, znajdującego się w zbiorach Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, na potrzeby tej publikacji, pozyskał Marek Karczewski.

        „Ostrołęka 4.X.1945 r.

        My niżej podpisane, Wyszomirska Marjia oraz moja curka Zyłowska Zofia byłe właścicielki majątku Czarnowiec gm. Rzekuń pow. Ostrołęka, kture na podstawie manifestu P.K.W.N. /o reformie rolnej/ zostaie rozparcelowany. My natomiast obieramy miejsce stałego zamieszkania w pow. Warszawskim woj. Warszawskiego.
        Własnoręcznym podpisem zobowiązujemy się do nie powrotu i ścisłego zastosowania się do zobowiązania.”

        Tak 4 października zakończyła się historia części Czarnowca należącej do Wyszomirskich zwanego urzędowo Czarnowcem Folwarkiem. Od tamtego czasu dwór i ziemia stały się własnością państwa, czyli niczyją. Dwór przez lata niszczał, aż w końcu, na początku 1979 roku zawalił się. Jego resztki zostały rozebrane w kolejnych dziesięciu latach. Dziś jedynym śladem po nim są stare kasztanowce przy pozostałościach ale wjazdowej i lipy tworzące charakterystyczną altanę.

        W pobliżu tych lip znajduje się tablica informacyjna o przedwojennych właścicielach tego kawałka naszej wsi.
        Tablica upamiętniająca Dwór Wyszomirskich zamontowana ->

        [Opracowanie: Jacek Pawłowski]

        Źródła:
        [1] Jacek Karczewski, „Śladami Niezłomnych”, Księgarnia „Naszego Dziennika” 2018, str. 18.
        [2] Jerzy Kijowski „Dzieje Ostrołęki 1944 – 2000”, Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, 2002.
        [3] Jerzy Kurstak, „Stefan Koc – pierwszy szef PUBP w Ostrołęce”, w: „Głos Niezłomny” Pismo Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. nr 2/2022, str. 12




        Pamięć o Katyniu (zdjęcia)

        Pamięć o Katyniu (zdjęcia)

        To było kolejne spotkanie w ramach projektu „Pamięć o Katyniu w świadomości lokalnej i w kulturze”.

        W czwartkowy wieczór odbyło się spotkanie historyczne poświęcone zbrodniom katyńskim. Na zaproszenie sołtysa Marka Karczewskiego przybył do świetlicy w Czarnowcu Pan Jacek Karczewski z Fundacji Splot Pamięci w Ostrołęce. Pan Jacek w bardzo dokładny i obszerny sposób opowiadał o bohaterach, o Ich rodzinach i o wieloletnim zdobywaniu materiałów o zabitych polskich oficerach w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku, Katyniu, Miednoje, i Charkowie.

        Wideo ze spotkania w Ostrołęckiej Bibliotece Pedagogicznej, w którym Jacek Karczewski wspomina również o spotkaniu w Czarnowcu.

        Najbardziej wzruszająca była historia o dziewczynie z balkonu, która siedem lat czekała na swojego ukochanego…

        Poza tematem zbrodni katyńskiej – wspominano losy rodziny Wyszomirskich, która w sposób szczególny zapisała się w historii naszej miejscowości. Cała rodzina walczyła o wolność ojczyzny, a Zygmunt Wyszomirski został stracony właśnie w Katyniu.

        Poruszono również inne wątki historyczne związane z rodzinami czarnowieckimi. Mówiono o Wyszomirskich, Złotkowskich, Cudnych i ich wojennych, tragicznych losach.

        Dziękujemy Panu Jackowi za przygotowanie wystawy i obszerny materiał o Katyniu.
        Dziękujemy uczestnikom za udział w spotkaniu.

        Spotkanie „Pamięć o Katyniu w świadomości lokalnej i w kulturze” odbyło się w czwartek 23 listopada 2023 r.

        Marek Karczewski

        Foto: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski




        17 września 1939 r. Związek Sowiecki zbrojnie zaatakował Polskę

        17 września 1939 r. Związek Sowiecki zbrojnie zaatakował Polskę

        17 września 1939 r. około godziny czwartej nad ranem Związek Sowiecki zbrojnie zaatakował Polskę. W ten sposób Stalin wywiązał się z sierpniowego, tajnego porozumienia z Hitlerem (pakt Ribbentrop-Mołotow), które przewidywało wspólną agresję na Rzeczpospolitą, zajęcie i podział jej terytorium oraz faktyczną likwidację państwa polskiego. III Rzesza i ZSRS na przestrzeni nieco ponad 2 tygodni zapoczątkowały w ten sposób wybuch II wojny światowej.

        foto: ciekawostkihistoryczne.pl

        Przed samym atakiem, komisarz spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesław Mołotow odczytał ambasadorowi RP w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu krótką notę, w której nie wspominając ani słowem o antypolskiej zmowie Stalina z Hitlerem, za powód wkroczenia wojsk sowieckich do Polski i unieważnienia polsko-sowieckiej umowy o nieagresji podawał „wewnętrzne bankructwo państwa polskiego” i „troskę Rządu Sowieckiego o zamieszkującą terytorium Polski pobratymczą ludność ukraińską i białoruską”.

        Armia Czerwona uderzyła na Polskę na całej długości wschodniej granicy II RP (ponad 1400 km). Inwazję poprzedziło szczegółowe wywiadowcze rozpoznanie potencjału militarnego polskich sił wojskowych i przygotowanie zakrojonych na szeroką skalę aresztowań polskiej elity państwowej. Atak został przeprowadzony z ogromną siłą na dwóch frontach. Polakom zacięcie zmagającym się od 1 września z armią III Rzeszy został wbity nóż w plecy. Sytuację dodatkowo pogarszała dyrektywa Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego o unikaniu walk z jednostkami ACz i wycofywaniu oddziałów WP do Rumunii i na Węgry.

        17 września 1939 r. w Polsce rozpoczęła się okupacja sowiecka, która w niedługim czasie doprowadziła do ludobójstwa w Katyniu i masowych deportacji Polaków na wschód. Poza tym ta data to symboliczny początek trwałej utraty Kresów Wschodnich i pozbawienia Rzeczypospolitej niepodległości na kilkadziesiąt następnych lat.
        źródło: muzeum1939.pl

        W Czarnowcu, w lesie istnieją jeszcze ślady z tamtych lat.

        Są jeszcze widoczne, nawet w tej chwili najbardziej, bo wycina się kolejny czarnowiecki las jednocześnie odkrywając ślady historii Drugiej Wojny Światowej.
        Na wykonanych w lipcu tego roku zdjęciach widać okopy, transzeje oraz leje po bombach lotniczych.
        Z opowieści już nieżyjących mieszkańców wynika, że w tych lasach siedzieli ruskie (Ukraińcy)…

        Nieżyjący już mieszkańcy opowiadali również swoje przeżycia jak było podczas okupacji niemieckiej i ruskiej. Jak zachowywali się i jak traktowali Polaków po napaści Niemieccy żołnierze a jak ruskie (Ukraińcy).
        Do tych opowieści będziemy jeszcze wracać na łamach naszej strony, w dziale HISTORIA.

        Dążymy do tego aby dotrzeć do choć jednego śladu kto i kiedy walczył na tym terenie (ze zdjęć).
        Gdyby ktoś z Państwa posiadał wiedzę i materiały świadczące o walkach z II wojny światowej na terenach Czarnowca to serdecznie prosimy o udostępnianie.

        Dziś mija 84 lata od napaści sowietów…

        Pamiętajmy.

        MK

        Na poniższej grafice z portalu https://mapy.zabytek.gov.pl/nid/ widać doskonale to miejsce.




        1 sierpnia 2023 kawałek historii trafił na płot

        1 sierpnia 2023 kawałek historii trafił na płot

        1 sierpnia to doskonały moment na powieszenie naszych zdobyczy historycznych.

        Z okazji obchodzonej 79. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego postanowiliśmy powiesić wizerunek naszej sanitariuszki i łączniczki, która walczyła o Warszawę i suwerenną Polskę.
        Jednak powieszenie jednego zdjęcia z „Ksenią” nie miałoby sensu, bo specjalnie przygotowane zdjęcia wielkoformatowe na jubileusz 610-lecia Czarnowca były wyprodukowane właśnie w tym celu aby je zaprezentować szerszej rzeszy mieszkańców i sympatyków Czarnowca.

        Zdjęcia wydrukowano w maju b.r. na podstawie ustaleń trzech mieszkańców Czarnowca: Krzysztofa Chojnowskiego, Marka Karczewskiego i Jacka Pawłowskiego.
        O powyższych obrazach opowiadał ze sceny w czerwcu podczas naszego święta Pan Jacek Pawłowski. Można to wszystko zobaczyć i wysłuchać w materiale wideo – tu ->

        Czy zdjęcia trafią w gusta mieszkańców i przygodnych przejezdnych?

        Podczas prac wtorkowych, środowych i czwartkowych udział wzięli: Marek Karczewski, Piotr Mierzejewski, Paulina Mierzejewska, Kamil Szczubełek oraz chłopcy z klas 6 i 7 Szkoły Podstawowej Nr 3 w Ostrołęce.

        Zapraszamy do zatrzymania się i zerknięcia choć przez chwilkę na stary Czarnowiec (zaprezentowany na zdjęciach).

        Produkcję zdjęć sfinansowali mieszkańcy Czarnowca, panowie: Przemysław Rykowski i Filip Wilczyński.

        Marek Karczewski




        79. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

        79rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

        Tadeusz Bór-Komorowski wydał decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie. 79 lat temu, 31 lipca 1944 roku, dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał komendantowi Okręgu AK Warszawa-Miasto płk. Antoniemu Chruścielowi „Monterowi” decyzję o rozpoczęciu Powstania 1 sierpnia 1944 roku.

        Na mocy rozkazu dowódcy Armii Krajowej, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” powstanie warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 r. o 17.00, tzw. godzinie „W”. Miało na celu wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej. Powstańcy chcieli doprowadzić do wyzwolenia Stolicy spod okupacji hitlerowskiej przed przybyciem armii sowieckiej, a tym samym zapewnić Polsce suwerenność po zakończeniu wojny. Oddziały powstańcze, chociaż liczne, ale bez odpowiedniego uzbrojenia stanęły do walki z regularną, w pełni zmilitaryzowaną armią niemiecką.

        List 11-letniego ucznia do Powstańca Warszawskiego z 2019 roku.

        „Jestem małym chłopcem i dopiero teraz zaczynam uczyć się historii i zdobywać wiedzę na temat Powstania Warszawskiego. Jestem pełen podziwu dla bohaterstwa powstańców i odwagi jaką mieli ci młodzi ludzie. Mam młodszego brata i siostrę i cieszę się, że dzięki Waszemu poświęceniu mogę mieszkać i żyć w wolnym kraju.
        (…)
        Mam nadzieję, że żadne z następnych pokoleń Polaków już nigdy nie będzie musiało poświęcać swojego życia za Ojczyznę. (…)
        P.S. Gratuluję zdobycia Krzyża Virtuti Militari! 🇵🇱
        Szkoła Podstawowa Nr 1 w Łomiankach

        Skan listu opublikowany na stronie „BohaterON”

        Mieszkańcy Czarnowca również bronili Warszawy

        W Powstaniu Warszawskim walczyli wszyscy, którzy chcieli żyć w wolnej, suwerennej Polsce!
        Znamy historię jednej z mieszkanek Czarnowca – Ludwiki Wyszomirskiej, która była łączniczką i sanitariuszką w czasie powstania.
        Ludwika była żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły udział w Powstaniu Warszawskim. Nosiła pseudonim “Ksenia”.
        Możliwe, że w tym ważnym dla Polski powstaniu walczyli inni mieszkańcy naszej małej wioski ale o nich na tę chwilę nic nie wiemy. Dla nich wszystkich ważne było aby wypędzić ze stolicy okupantów – Niemców i nie wpuszczenie ruskiej swołoczy!

        „Po wybuchu powstania, wieczorem 1 sierpnia przeszła wraz z grupą łączniczek i sanitariuszek Konfederacji Narodu do fabryki Telefunkena na Woli. Tam dostała przydział do służby sanitarnej plutonu “Mieczyki” – oddziału składającego się z 37 szesnasto- osiemnastoletnich chłopców. Pluton ten początkowo pełnił funkcje wartownicze i zabezpieczające, ale w kolejnych dniach powstania został skierowany do bezpośrednich działań bojowych. “Mieczyki” były częścią zgrupowania “Radosław”. Od 8 sierpnia Ludwika Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie porucznika “Piotra” (Zdzisława Zołocińskiego).”
        O Kseni z Czarnowca pisaliśmy tu ->

        Pisaliśmy również tu ->
        oraz tu ->

        Pamiętajmy!
        Dzięki Nim żyjemy!

        Źródło zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe

        1 sierpnia 2023 r. MK