W historii wsi Czarnowiec miesiąc sierpień zapisał się przede wszystkim jako czas organizacji ważnych wydarzeń społecznych oraz istotnych momentów z okresu II wojny światowej.
🏗️ Infrastruktura i rozwój wsi
Uroczystość położenia kamienia węgielnego: 8 sierpnia 1856 roku położono kamień pod budowę kaplicy na cmentarzu parafialnym w Rzekuniu, którą murował mistrz z Czarnowca Teodor Złotkowski.
Pierwszy plac zabaw: Otwarto go przy świetlicy wiejskiej 8 sierpnia 2017 roku.
🎖️ Historia wojskowa i wojenna
Wizyta Kozaków (1914 r.): Do majątku Aleksandra Iżyckiego przybyli Kozacy z chorążym Leonowem.
I wojna światowa (1915 r.): Przez wieś maszerował i nocował w obozie w Czarnowcu niemiecki Batalion Bischofsburger.
Wojna polsko-bolszewicka (1920 r.): 3 sierpnia polskie wojska starły się pod Ostrołęką z Armią Czerwoną. Maszynistą biorącego udział w walkach pociągu pancernego „Mściciel” był mieszkaniec Czarnowca, Dominik Złotkowski.
Tragedia z rąk NZW (1947 r.): 14 sierpnia Narodowe Zjednoczenie Wojskowe zamordowało w Czarnowcu czteroosobową rodzinę Cudnych pod zarzutem współpracy z „czerwonym reżymem”.
🎈 Oraz inne wydarzenia integracyjne i społeczne (szczegóły na grafice)
KGW w sercu polskiej państwowości – Sejm i Zamek Królewski. Historyczny dzień.
Category: historyczne,inne,KGW-News,Wydarzenia
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Po pierwsze!
Absolutnie historyczną wizytą w murach parlamentu był udział w czwartek 30 lipca 2026 r. w obradach sejmu RP, w dniu zmian statusowych dla naszej wsi, siedziby gminy Rzekuń. Członkowie Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu byli naocznymi świadkami historii przekształcenia wsi w miasto, podczas wizyty w stolicy kraju. Zmiana statusu miejscowości to kluczowy, często jednorazowy moment w dziejach danej społeczności, który diametralnie zmienia jej prestiż.
Wyjątkowa wizyta członków naszego Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu w Sejmie RP zbiegła się z jednym z najważniejszych wydarzeń w nowoczesnej historii naszej gminy. Z parlamentarnych galerii mieliśmy zaszczyt z bliska śledzić procesy decyzyjne, które przypieczętowały przyznanie statusu miasta dla Rzekunia. Jako reprezentanci lokalnej społeczności powiatu ostrołęckiego staliśmy się naocznymi świadkami historii, obserwując przełomowy moment transformacji naszej wsi w ośrodek miejski. Ta chwila na stałe wpisze się w dzieje całego regionu, otwierając przed nowym miastem zupełnie inne perspektywy. Jesteśmy dumni, że serce naszej lokalnej tradycji bije w rytmie tak wielkich, przełomowych zmian historycznych.
Fakt prawny z 30 lipca 2026 r.
Formalną decyzję o nadaniu statusu miasta Rzekuń podjęła Rada Ministrów poprzez rozporządzenie podpisane przez Premiera.
Członków KGW do Warszawy, zaprasza poseł ziemi ostrołęckiej Marcin Grabowski.
W miniony czwartek reprezentanci naszej lokalnej społeczności (Członkowie KGW) wespół z członkami Stowarzyszenia „Drwęczanka” mieli wyjątkową okazję odwiedzić gmach Sejmu RP, gdzie tradycja i współczesność łączą się na każdym kroku. Przekraczając progi parlamentu pod czujnym okiem Straży Marszałkowskiej, poczuliśmy ogromną dumę, reprezentując naszą małą wioskę w miejscu, w którym ważą się losy całej Polski. Z zapartym tchem śledziliśmy dynamikę sejmowej debaty, czując się nie tylko gośćmi, ale pełnoprawnymi uczestnikami demokratycznego życia kraju. Rozmowy w kuluarach oraz możliwość bezpośredniego spotkania z parlamentarzystami pokazały, że głos mniejszych społeczności jest w Warszawie słyszany i szanowany.
Ta pełna wrażeń wizyta w sercu polskiej demokracji na długo zapadnie w naszej pamięci i z pewnością zainspiruje nas do dalszego działania na rzecz naszego regionu. Podczas debaty (pomijając aspekty polityczne parlamentarzystów) mieliśmy okazję wysłuchać przemówień trzech posłów z zupełnie przeciwnych stron układów politycznych – odpowiednio (PiS, Lewica, Konfederacja). Mogliśmy na „własnej skórze” odczuć atmosferę sporów przemawiających polityków oraz żywej reakcji sali obrad. Nie uczestniczyliśmy w kampanii popierającej kogokolwiek, ale byliśmy świadkami stanowienia prawa niemalże od samego środka.
Podczas obrad, zerkając na salę sejmową mogliśmy zauważyć pozostałych parlamentarzystów regionu ostrołęckiego. Na sali dostrzegliśmy (alfabetycznie): Żaneta Cwalina-Śliwowska, Arkadiusz Czartoryski, Mariusz Popielarz. Ograniczony czas zwiedzania parlamentu nie pozwolił na choćby parę zdań z każdym ostrołęckim przedstawicielem w sejmie.
Z tego miejsca dziękujemy serdecznie Panu posłowi Marcinowi Grabowskiemu za zaproszenie na tak wyjątkowy, historyczny dzień dla wsi – ups już dla MIASTA RZEKUŃ. 🙂
Co warto w budynku Sejmu zobaczyć?
Kompleks budynków przy ulicy Wiejskiej kryje w sobie mnóstwo detali, na które warto zwrócić szczególną uwagę podczas zwiedzania z przewodnikiem: – Galeria Sali Posiedzeń (Sala Plenarna), – Holl Główny i makieta Sejmu, – Tablice pamiątkowe, – Korytarz Marszałkowski i kuluarowe schody.
Przywitanie stowarzyszenia przez Marszałka.
Bardzo miłym akcentem naszej wizyty było oficjalne przywitanie przez prowadzącego obrady Marszałka Krzysztofa Bosaka.
Prosimy o zwrócenie uwagi (podczas odtwarzania poniższego materiału wideo) na wyraz twarzy Pana Marszałka odczytującego nazwę naszego stowarzyszenia. 🙂 Dziękujemy.
Odwiedzamy monumentalną Salę Senatorską w Zamku Królewskim.
3 maja 1791 roku właśnie w tej sali król Stanisław August Poniatowski złożył uroczystą przysięgę na ustawę zasadniczą na ręce bieskupa krakowskiego Feliksa Turskiego.
Zwiedzając dzisiejszą, pieczołowicie zrekonstruowaną Salę Senatorską w Zamku Królewskim, można zobaczyć oryginalny fotel królewski oraz fragmenty zaplecka i baldachimu tronowego, które przetrwały zniszczenia wojenne.
„Trasą Królewską” oprowadziła nas przesympatyczna przewodniczka warszawska Pani Beata Meller – przewodniczka miejska po Warszawie, po Zamku Królewskim, po Pałacu Wilanowskim, po Muzeum POLIN, Zdecydowanie polecamy zwiedzanie Warszawy z Panią Beatą – 608 677 824
Dziękujemy za fascynujące opowieści w każdej z królewskich komnat. Do Zamku Królewskiego warto powrócić, ponieważ jedna wizyta to za mało, by w pełni poznać i docenić wszystkie wielkie wydarzenia, które się tutaj rozegrały.
Zarząd Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu zrealizował tym samym projekt dla członków i zaproszonych gości pod nazwą: „Śladami władzy i historii. Od Zamku do Sejmu.”
11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę.
Dla upamiętnienia tego dnia, nazywanego Krwawą Niedzielą, co roku obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów.
Wiarygodne źródła wiedzy o zbrodni
Badania nad zbrodnią wołyńską opierają się na relacjach naocznych świadków, nielicznych dokumentach sprawców (OUN-UPA) oraz raportach Polskiego Państwa Podziemnego. Za najbardziej rzetelne źródła informacji uznaje się Instytut Pamięci Narodowej (IPN). Prowadzi on oficjalne śledztwa, wydaje publikacje źródłowe oraz rozwija internetową Bazę Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, która pozwala na bieżąco weryfikować nazwiska zamordowanych osób.
Bilans ofiar w liczbach.
Historycy Instytutu Pamięci Narodowej oraz niezależni badacze dzielą ofiary antypolskiej akcji OUN-UPA ze względu na regiony historyczne.
Dzisiejsze ziemie polskie (głównie Lubelszczyzna i Podkarpacie)
ok. 4 000
Łączny bilans ofiar ludobójstwa
ok. 100 000 (maksymalnie do 120 000)
Upamiętnienie
7 lipca 2016 Senat RP przyjął uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939–1945.
9 lipca 2016 uczestniczący w szczycie NATO w Warszawie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył przed stołecznym Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej hołd ofiarom tego wydarzenia, klękając przed monumentem.
22 lipca 2016 Sejm RP – w trybie uchwały – ustanowił 11 lipca „Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP”. Sejm oddał w niej hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.
4 czerwca 2025 r. roku Sejm RP jednogłośnie przyjął ustawę ustanawiającą 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.
Odzyskiwana pamięć
kwiat lnu
„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – głosi napis na pomniku ofiar ukraińskich nacjonalistów na krakowskim cmentarzu Rakowickim. Pamięć o Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej z trudem jednak powraca do społecznej świadomości. W latach PRL starano się o tej zbrodni nie mówić, z jednej strony dlatego, że kluczowe dla tego dramatu wydarzenia rozgrywały się na zagarniętych przez ZSRR polskich Kresach, z drugiej strony dlatego, by nie wzbudzać niechęci do jednego z narodów tworzących sowiecką wspólnotę.
Wywieś flagę narodową
Wywieszenie flagi w tym dniu jest symbolem pamięci o setkach tysięcy Polaków, którzy stracili życie oraz o tych, którzy do dziś nie mają własnych grobów.
Źródła: IPN. ksgrm, wiki.
MK
„Zaściankowe Korzenie…” z MBP i Drwęczanką.
Category: historyczne,inne,KGW-News,Wydarzenia
written by Marek | 1 sierpnia 2026
„Miejska Biblioteka Publiczna im. W. Gomulickiego w Ostrołęce wraz ze Stowarzyszeniem „Drwęczanka” z siedzibą w Drwęczy (gmina Rzekuń) realizuje projekt „Zaściankowe Korzenie. Dziedzictwo szlachty z powiatu ostrołęckiego”. Zapraszamy całe rodziny – dzieci z opiekunami, młodzież oraz dorosłych – do udziału w bezpłatnym cyklu zajęć wakacyjnych, które odbędą się w dniach 13–18 lipca 2026 r. Podczas spotkań uczestnicy poznają historię i tradycje szlachty zagrodowej z naszego regionu, nauczą się poszukiwać swoich rodzinnych korzeni, wezmą udział w warsztatach genealogicznych, tanecznych i kulinarnych oraz wspólnie stworzą drzewa genealogiczne i pieczątki rodowe…”
PROGRAM: – 13 LIPCA (PONIEDZIAŁEK),GODZ. 9.00–13.30, Miejsce: I gr. – świetlica wiejska w Drwęczy; II gr. – Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 14 LIPCA (WTOREK), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 15 LIPCA (ŚRODA), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: Czytelnia Główna MBP, ul. Głowackiego 42, – 16 LIPCA (CZWARTEK), GODZ. 11.00–13.30, Miejsce: świetlica wiejska w Czarnowcu, – 18 LIPCA (SOBOTA), GODZ. 15.45… SZCZEGÓŁOWY PROGRAM tu ->
W lipcu 2026 próbujemy po raz pierwszy streścić kalendarium naszej wioski za pomocą narzędzia AI (google)
Lipcowe wydarzenia z historii Czarnowca pokazują, jak ta podostrołęcka wieś ewoluowała od tradycyjnego majątku ziemskiego, przez dramatyczne momenty wojenne, aż po nowoczesną, zintegrowaną społeczność.
Oto zwięzłe podsumowanie najistotniejszych wątków z przedstawionego kalendarium:
🏰 Dziedzictwo dawnych majątków (XIX/XX wiek)
Związki z historycznymi postaciami: Wpisy dotyczące Aleksandra Iżyckiego (właściciela w latach 1912–1919) oraz Magdaleny Glinki z d. Skarżyńskiej (właścicielki w latach 1913–1914) przypominają, że Czarnowiec był niegdyś prężnym majątkiem ziemskim. Śmierć Magdaleny Glinki w Moskwie w 1917 roku oraz narodziny Iżyckiego na Podolu pokazują, jak burzliwe losy i migracje dotykały dawnych właścicieli tych ziem.
🪖 Tragedia wojenna i pamięć (1939–1945)
Okupacja niemiecka: Przypomnienie o przynależności do Landkreis Scharfenwiese (niemiecka nazwa Ostrołęki) w rejencji ciechanowskiej podkreśla trudny okres administracji hitlerowskiej, która zakończyła się dla wsi 4 września 1944 roku wraz z nadejściem frontu.
Upamiętnienie ofiar: Ufundowany przez Bogdana Piastę głaz z cytatem z K.K. Baczyńskiego, stojący przy Buku Pamięci, to kluczowy element lokalnej tożsamości. Stanowi on trwały hołd dla mieszkańców, którzy stracili życie w walce z oboma okupantami (niemieckim i sowieckim).
🏆 Rozwój i integracja współczesnej społeczności (XXI wiek)
Budowanie więzi sąsiedzkich: Turnieje piłkarskie (Mistrzostwa Czarnowca) oraz „Wyprzedaże garażowe” (organizowane przez M. Karczewskiego i T. Łępicką) udowadniają, że mieszkańcy potrafią oddolnie organizować czas wolny. Co ciekawe, pierwsze mistrzostwa z 2020 roku ruszyły na działce prywatnej (państwa Gorzębów), co idealnie obrazuje ogromne zaangażowanie tutejszej społeczności.
Infrastruktura i promocja: Oddanie drogi asfaltowej na ul. Leszczynowej (2017) to krok milowy w modernizacji wsi przez Gminę Rzekuń. Z kolei wizyta Polskiego Radia (2022) i prezentacja tras rowerowych przez sołtysa pokazały Czarnowiec na arenie ogólnokrajowej jako aktywne i zielone miejsce do życia.
Najważniejsze, w nowoczesnej historii Polski i jednocześnie Czarnowca to słowa o 4 czerwca 1989 r.
Joanna Szczepkowska wypowiedziała słynne słowa „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”, aby dać jasny, publiczny wyraz głębokiej transformacji ustrojowej, jaka dokonała się w kraju po pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych.
I choć samą formułę wypowiedziała dopiero 28 października 1989 roku podczas wywiadu w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego, to 4 czerwca zapadł w pamięci.
Choć formalnie ustrój i instytucje państwowe zmieniały się stopniowo (działał już rząd Tadeusza Mazowieckiego), aktorka intuicyjnie uznała datę 4 czerwca 1989 roku za znaczący punkt zwrotny. To właśnie wtedy masowy głos Polaków w wyborach parlamentarnych odebrał komunistom legitymację do sprawowania władzy absolutnej.
Słowa Joanny Szczepkowskiej zakorzeniły datę 4 czerwca w zbiorowej pamięci Polaków jako oficjalny koniec PRL.
MK
Czy w Czarnowcu czytano Polaka?
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Na początku XX w., w okresie zaborów, gdy nasz region był częścią imperium rosyjskiego, trwała intensywna rusyfikacja społeczeństwa. Do pełnej rusyfikacji Polaków zabrakło niewiele, jak oceniają niektórzy, wystarczyłoby jeszcze jedno – dwa pokolenia. W trakcie tego procesu był m.in. zakaz czytania prasy, która nie była kontrolowana przez rosyjskie władze. Lektura lub posiadanie zakazanych gazet groziło represjami. Jedną z takich gazet był miesięcznik „Polak”, wydawany w Krakowie i przemycany do Ostrołęki przez Prusy. Ślady represji jakie spotykały mieszkańców naszego regionu można znaleźć w archiwach. W „Archiwum Głównym Akt Dawnych”. W aktach prokuratorskich znajdziemy taki dokument:
„Do Prokuratora Warszawskiej Izby Sądowej Prokurator Sądu Okręgowego w Łomży Na podstawie art. 1085 Kodeksu Karnego informuję Waszą Ekscelencję, że 4 listopada bieżącego roku otrzymałem od komendanta żandarmerii okręgu ostrołęckiego, ostrowskiego i makowskiego, raport o zatrzymaniu przez niego i osadzeniu w więzieniu w Łomży chłopów z powiatu ostrołęckiego: Tomasza Krupy, Bolesława Rittera, Adama Kozłowskiego i Franciszka Kaczyńskiego w następujących okolicznościach.
Rankiem 1 listopada komendant wspomnianego okręgu żandarmerii, rotmistrz Mazurin, otrzymał informację od agenta, że poprzedniej nocy do Bolesława Rittera, w Ostrołęce, który był pod obserwacją tajnego agenta, dostarczono paczkę gazety „Polak”. Obserwacja Rittera w tym dniu, prowadzona przez funkcjonariuszy Komendy Żandarmerii w Ostrołęce, wykazała, że z rana wyszedł on z domu na miasto i spotykał się z osobami, które agenci zidentyfikowali jako starszyznę z kręgów stowarzyszenia „Oświata Narodowa”, i przekazywał im jakieś informacje.
Około godziny 17:00 Ritter powrócił do swojego mieszkania, przyprowadzając ze sobą mieszkańców gminy Rzekuń: Tomasza Krupę, Adama Kozłowskiego i Franciszka Kaczyńskiego, znanych również jako liderzy społeczni. Uznając za stosowne przeprowadzić natychmiastowe przeszukanie, rotmistrz Mazurin przybył do mieszkania Rittera, przeprowadził zarówno osobistą kontrolę obecnych, jak i szczegółowe przeszukanie całego lokalu, w wyniku czego odkryto: u samego Rittera – ukryte pod płaszczem 16 egzemplarzy nr 6 gazety „Polak”, a w pomieszczeniach gospodarczych, w kącie, w słomie dwa pakunki, z których w jednym znajdowało się 50 egzemplarzy nr 6, a w drugim 67 egzemplarzy nr 7 tej samej gazety; u Krupy – w drewnianym pudełku, które trzymał w rękach, 12 egzemplarzy nr 6 i 9 egzemplarzy nr 7 gazety „Polak”, a także, zszyte pod podszewką czapki – drukowany statut koła „Oświaty Narodowej”; u Kozłowskiego w ręku, pod płaszczem, który miał na sobie, 5 egzemplarzy nr 6 i 4 egzemplarze nr 7 gazety „Polak”; u Franciszka Kaczyńskiego 6 egzemplarzy nr 7 tej samej gazety. Po przeszukaniu mieszkania Rittera przeprowadzono przeszukanie mieszkań pozostałych osób, przy czym u Krupy znaleziono jeszcze 1 egzemplarz nr 5 gazety „Polak”. Łomża, 5 listopada 1902 r.”
Do gazet takich jak „Polak” pisali również mieszkańcy naszego regionu. Aby nie narazić się na represje używali pseudonimów. Jeden z takich tekstów, napisany przez kogoś o pseudonimie „Nadnarwiak”, zamieszczony w gazecie zacytuję w całości, zachowując oryginalną pisownię. „Polak”, nr 6, czerwiec 1901 r.
„Listy do „Polaka”. Z pod Ostrołęki.
Nie zginęła nasza Polska i u nas, a kiedyśmy się z Polakiem zapoznali, to da Bóg, że już nie zginie, bośmy dopiero poznali, jak mamy żyć w naszej Polsce i nową ojczyznę budować, dopierośmy się poznali na zasadzkach złodziejskich t. j Moskali, którzy wszelkimi sposobami naszą Ojczyznę okradają.
Rząd drze podatki a urzędnicy oszukują, przez to gospodarze muszą pracować od rana do nocy, a tu coraz ciężej, coraz to więcej podatków i wszelakich kar, doprawdy trudno będzie nam wytrzymać. Już nawet i ci, ma się rozumieć ludzie zmoskwiczeni, którzy wychwalali z początku cara Mikołaja, ci sami mówią teraz, że za nowego cara to bodaj gorzej jeszcze, niż było.
Chwała Bogu, jużeśmy poznali, że tylko oświatą możemy polepszyć nasz byt. Ale oświatą prawdziwie polską i prawdziwemi gazetami, a nie tą przeklętą moskiewską, co jej dali nazwę Oświata w której malują niby świętych lecz na modę pijanych kacapów, w której opisują tylko potęgę carów i mówią, że trzeba za cara się modlić i caru służyć. Tak chcą naszą narodową oświatę zmoskwiczyć, ale u nas ludzie tego paskudztwa do rąk nawet nie biorą. Prawda, jest jedna wioska, Tobolice, w której czytają Oświatę moskiewską, chociaż wiedzą, że to jest podła gazeta. Swego sąsiada Czaplickiego skarżyli do żandarmów, że czytał „Polaka”, więc robili u niego żandarmi rewizyę i nic nie znaleźli. Najgorsi są […] i […], którzy przynoszą Oświatę z kancelaryi i dają innym, żeby czytali w całej wsi. Ale da Bóg Najwyższy każdego na zdrajcę przyjdzie czas.
W Rzekuniu jest strażnik St[…] Ch[…], z rodu Polak, który przyszedł do jednego gospodarza w tejże wsi i jak chytry lis mówi: „Daj mi bracie Polaka i ja chcę ojczyźnie służyć a ciebie nie wydam”. W samej rzeczy ten człowiek nie miał Polaka, powiada więc: „Czekaj bracie, mam ja znajomego człowieka w „Puszczy” (kurpiowskiej) to on mi da, a ja tobie”, i powiedział mu w jakiej wiosce ten człowiek mieszka. Tak ów Ch[…] duchem do żandarmów i naczelnika pognał. Zrobili rewizye i u tego gospodarza w Rzekuniu i u drugiego na „Puszczy”, ale nic nie znaleźli.
Nic już nas nie straszy, niechaj nas prześladują chociażby najciężej, będziem się o Polaka starali. Z wielkim zapałem przyjmujemy każden numer i dziękujemy serdecznie wszystkim panom, którzy pracujecie nad tą bardzo dla nas pożyteczną gazetą. Panowie przebaczą, że nie umiem biegle pisać i proszę p. redaktora o umieszczenie tego listu w Polaku.
Nadnarwiak.”
Mimo, że od tych wydarzeń minęło ponad 120 lat, to zakropkowałem nazwiska mieszkańców naszego regionu, którzy służyli władzom rosyjskim.
Zostawiłem nazwisko mieszkańca Tobolic, u którego zrobiono rewizję w poszukiwaniu zakazanej prasy. Był to z dużym prawdopodobieństwem mój prapradziadek. Senior mojej rodziny w Tobolicach i częściowy właściciel Tobolic (jak opisano go w aktach). Szymon Czaplicki, był wójtem Rzekunia w latach 1895 i 1896. Artykuł z gazety Polak dziękuję Marcie Wojciechowskiej, prowadzącej na facobook stronę: „Historie w aktach zapisane”.
Jacek Czaplicki, 10.05.2026 r.
Czy w Czarnowcu czytano Polaka? Będziemy poszukiwać… [MK]
Dziękuję Panu Jackowi Czaplickiemu, który już wielokrotnie pomógł nam odszukać wiele ciekawych historii o Czarnowcu. Polecam śledzić Jego profile na fejsbuku: Rowerem wokół Ostrołęki i Fotki Pijącego. [MK]
Kalendarium Czarnowca – maj (2026)
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Dziś kolejna kartka z kalendarza najważniejszych (dotychczas ustalonych) wydarzeń naszej małej wioski.
W 1912 roku, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami, autorzy piszący do lokalnych gazet (często krytycznie o rzeczywistości) używali pseudonimów takich jak „parafjanin” głównie z obawy przed represjami ze strony władz carskich. Głównym zagrożeniem była odpowiedzialność karna za „nieprawomyślne” publikacje. Ówczesne prawo prasowe w zaborze rosyjskim było bardzo restrykcyjne. Za krytykę porządku publicznego, administracji czy nawoływanie do oporu groziły surowe kary pozbawienia wolności. Ochrana (tajna policja) śledziła autorów tekstów, które mogły budzić nastroje narodowe lub społeczne. Redakcje i autorzy mogli zostać obciążeni ogromnymi grzywnami, które prowadziły do bankructwa gazety. Podpisując się jako „parafjanin”, autor chronił swoją tożsamość, aby uniknąć osobistych prześladowań, a jednocześnie nadawał swojej wypowiedzi ton głosu „zwykłego człowieka”, co miało zwiększać wiarygodność opisu lokalnych problemów.
Artykuły w „Gazecie Świątecznej” z 1912 roku opisywały inicjatywę ks. Stanisława Żebrowskiego budowy neogotyckiego kościoła w Rzekuniu, zaprojektowanego przez Józefa Piusa Dziekońskiego. Relacje „Parafjanina” dokumentowały mobilizację parafian, gromadzenie materiałów oraz ofiarność społeczną na rzecz nowej świątyni, która zastąpiła stary, drewniany kościół.
Stan Polski w 1912 roku
W 1912 roku państwo polskie formalnie nie istniało na mapie świata. Ziemie polskie znajdowały się pod rozbiorami trzech mocarstw: Rosji, Niemiec (Prus) oraz Austro-Węgier. Sytuacja Polaków zależała od zaboru, w którym mieszkali. Rzekuń był w zaborze rosyjskim (Królestwo Polskie). Panowała tu silna rusyfikacja i represje. Polacy żyli w atmosferze inwigilacji przez tajną policję (Ochranę), a dzieci w szkołach zmuszano do nauki w języku rosyjskim i ograniczano polską własność ziemi.
W tym czasie nie istniał jeden oficjalny rząd Polski ani instytucja „przywódcy na uchodźstwie” w takim sensie, jak w trakcie II wojny światowej. Rolę liderów narodu pełnili przywódcy głównych obozów politycznych, którzy przygotowywali się do nadchodzącego konfliktu światowego. Józef Piłsudski – Stał na czele nurtu niepodległościowego szykując kadry do przyszłej walki zbrojnej przeciwko Rosji. Roman Dmowski – Lider Narodowej Demokracji (tzw. orientacja prorosyjska). Uważał, że największym zagrożeniem dla Polski są Niemcy, dlatego dążył do zjednoczenia ziem polskich pod berłem cara, co miało być krokiem do przyszłej niepodległości. Wincenty Witos – Rosnący w siłę lider ruchu ludowego, walczący o interesy chłopów w parlamencie austriackim.
Rzekuń w Królestwie Polskim (NAC)
Budowa kościoła a administracja carska
Przez dekady po powstaniu styczniowym władze rosyjskie prowadziły politykę ograniczania wpływów Kościoła katolickiego, co objawiało się m.in. zakazem budowy nowych świątyń oraz zamienianiem kościołów na cerkwie. Dopiero wydanie „Ukazu Tolerancyjnego w 1905 r. przez cara Mikołaja II umożliwiło starania o budowę nowych obiektów sakralnych. Kościół w Rzekuniu, zaprojektowany przez Józefa Piusa Dziekońskiego, powstał w stylu neogotyku wiślano-bałtyckiego. Styl ten był celowo wybierany przez Polaków jako manifestacja tożsamości narodowej w kontrze do narzucanego przez zaborcę stylu bizantyjsko-rosyjskiego. Inicjatywa i plany ruszyły w 1912 roku (za czasów ks. Stanisława Żebrowskiego), właściwe prace budowlane trwały z przerwami aż do 1935 roku.
Czy parafianie byli represjonowani?
W 1912 roku chodzenie do kościoła katolickiego samo w sobie nie było już karane więzieniem, ale wierni mierzyli się z innymi formami ucisku. Duchowni znajdowali się pod stałą obserwacją Ochran (tajnej policji), a kazania nie mogły zawierać treści patriotycznych. Władze dążyły do wprowadzenia języka rosyjskiego do ksiąg parafialnych i administracji kościelnej. Choć w Rzekuniu dominował katolicyzm, w innych częściach zaboru (szczególnie na Podlasiu) zmuszano do przechodzenia na prawosławie.
Wspomniany, tytułowy „parafjanin” pisał do prasy anonimowo, ponieważ każda wzmianka o problemach lokalnych, która mogła być odebrana jako krytyka urzędników carskich lub nawoływanie do solidarności narodowej, groziła aresztem lub grzywną dla redakcji.
Z krótkich informacji na stronie Parafii Rzekuń dowiadujemy się, że budowę rozpoczęto w 1914 roku. Z artykułu w Gazecie Świątecznej czytamy: „…To też wielu żyje tą Jedyną myślą, aby jak najprędzej oglądać już kościół wykończony...” Z kontekstu przekazu prasowego wynika, że budowa została już rozpoczęta w 1912 roku. Nie stanowi to w zasadzie żadnego sporu o datę rozpoczęcia wznoszenia świątyni, ale raczej o braku dokładnych danych z tego okresu.
Gazeta Świąteczna z 1912 roku
29 kwietnia (12 maja) 1912 roku
Z Rzekunia, wsi kościelnéj w powiecie ostrołęckim, gubernji łomżyńskiej, pisze do nas jeden czytelnik:
„Mam pod ręką obliczenia dotyczące parafiji Rzekuńskiej, więc chce się niemi podzielić ze spólczytelnikami Gazety.
Parafja Rzekuńska, według obliczenia dokonanego w tym roku, ma ogółem 7270 dusz, z których w Ameryce przebywa mężczyzn 458-ech, koblét-124, w Prusiech mężczyzn 19-tu, kobiét 5, czyli razem 601 osób. Na miejscu więc w parafji znajduje się 6569 dusz. W tej liczbie nieumiejących czytać, prócz małych dzieci, jest 675 osób. W pracy oświatowej i spółecznej parafja nasza stara się nie pozostawać w tyle za innemi. Gazet różnych przychodki do nas 149; jest to liczba dosyć pokaźna. Mamy dwa kółka rolnicze: jedno w Rzekuniu, drugle w Borowem; co miesiąc odbywają ale w tych kółkach pożyteczne pogadanki. W Kaczynach zaś, gdzie jest stacja koleji żelaznéj, znajduje się stowarzyszenie spożywcze, które się bardzo dobrze rozwija. Mamy też w Rzekunlu książnicę, z której bierzemy do czytania książki bardzo pożyteczne i ciekawe.
– Największą naszą troską obecną jest budowa wspaniałej świątyni, o dwóch wysokich wieżach, która ma nam zastąpić mały stary kościołek. Piękny ten kościół będzie chlubą parafjan rzekuńskich, a pokolenia następne po kilkuset latach jeszcze wspominać będą, jaki to dom Boży wystawili ich praojcowie. To też wielu żyje tą Jedyną myślą, aby jak najprędzej oglądać już kościół wykończony.
Jeden staruszek, dając ofiarę na budowę kościoła powiedział: Chciałbym choć przed śmiercią jeszcze zobaczyć ten kościół, a potém już będę mógł umrzeć. – Mamy w Bogu nadzieję, że w tym roku pokryjemy mury dachem, zasklepimy i postawimy wieże. A gdy Bóg dopomoże nam to zrobić, wówczas, choćby na wiosnę roku przyszłego, postawimy sobie przy kościele piękny „dom ludowy” parafjalny, aby mieć gdzie się zbierać i radzić nad polepszeniem naszego bytu, a nawet i uczciwie się zabawić, naprzykład urządzać na Boże Narodzenie jasełka, a w innym czasie pokazywać ciekawe i pożyteczne obrazy przy pomocy malowanych szkiełek i latarni. Mogłaby się tam mieścić i czytelnia, i ochrona dla dzieci, i, o ile by można było, inne też pożyteczne urządzenia. Chociaż, co prawda, ciężko nam na razie przy tej budowie kościoła, ale mamy w Bogu nadzieję, że przy dobrych chęciach i zgodzie wystarczy nam jeszcze i na dobrą gazetę, i na książkę pouczającą. I na „dom ludowy”.”
Parafjanin.
Widok kościoła i chałup w Rzekuniu, w roku 1914. (Fotopolska.eu)
Władze świeckie w okresie rozpoczęcia budowy kościoła – 1912-1915.
Pismo od naczelnika powiatu ostrołęckiego, z 4 czerwca 1912 r. do gubernatora łomżyńskiego.
„Zawiadamiam Waszą Ekscelencję, oczekując rozporządzeń z Waszej strony, że w związku z rozpoczęciem trzyletniej kadencji 1912–1915, zgodnie z decyzją zgromadzenia gminnego w Rzekuniu, nie ma przeszkód do powołania Jana Francewicza Laskowskiego na stanowisko wójta gminy oraz Antona Francewicza Mierzejewskiego na stanowisko zastępcy wójta tejże gminy.”
W źródłach historycznych postać Jana Laskowskiego, sprawującego urząd wójta gminy Rzekuń w latach 1912–1915, pojawia się rzadko.
Imię ojca („Francewicz” – syn Franciszka). Nazwisko Laskowski może być związane z Laskowcem w gminie Rzekuń, która historycznie mogło być gniazdem rodowym Laskowskich. Można przypuszczać, że Jan był przedstawicielem lokalnej ludności, co dawało mu odpowiedni autorytet do objęcia urzędu. Jego urzędowanie (1912–1915) przypadło na wybuch I wojny światowej. Rzekuń i Ostrołęka stały się w 1915 roku areną krwawych walk między wojskami rosyjskimi a niemieckimi – między innymi walki w Kamiance. Jako wójt musiał zmierzyć się z rekwizycjami wojennymi, mobilizacją oraz ewakuacją urzędów przed wkroczeniem Niemców latem 1915 roku. W miarę zbliżania się frontu w lipcu i sierpniu 1915 roku, rekwizycje przybrały formę „rabunkową”. Rosjanie stosowali taktykę spalonej ziemi, zabierając wszystko, co mogłoby przydać się nacierającym Niemcom. Kiedy Rosjanie, opuszczając te tereny, palili zabudowania i wysadzali kluczowe obiekty, księży, mieszkańców i wójta dotykały ogromne problemy przy budowie kościoła.
Legenda o Złotkowskich z Czarnowca – murarzach
Wśród mieszkańców Czarnowca oraz żyjącej jeszcze rodziny Złotkowskich krąży legenda o budowniczym kościoła. Prawdopodobnie w rzekuńskim kościele, za ołtarzem głównym wmurowana jest cegła z wygrawerowanym napisem „Złotkowcy”. Legenda głoszona przez rodzinę i mieszkańców brzmi:
„Złotkowski – murarz z Czarnowca pracował przy wznoszeniu świątyni za darmo. Ustalił wówczas z księdzem Stanisławem Żebrowskim, że od chwili pobudowania kościoła, na zawsze rodzina Złotkowskich (Złotkowscy) otrzyma wszelkie sakramenty od rzekuńskich duchownych za darmo…”
Czy istnieje za ołtarzem taka cegła? Czy w księgach parafialnych istnieje zapis o umowie Złotkowskiego i Żebrowskiego? Żaden z dotychczasowych proboszczów nie potwierdził powyższego faktu.
Teodor Złotkowski ukończył kaplicę cmentarną w 1857 roku. Budowa obecnego murowanego kościoła ruszyła dopiero w 1912 roku. Od zakończenia prac przy kaplicy do rozpoczęcia budowy kościoła minęło aż 57 lat. Gdyby w 1857 roku był już ukształtowanym murarzem (mającym ok. 25–30 lat), w 1912-1914 roku musiałby mieć ponad 80 lat.
Jest jednak bardzo możliwe, że w budowie kościoła brał udział syn lub wnuk Teodora. W tamtym czasie zawód murarza (mularza) był często dziedziczny, a lokalni mistrzowie cieszyli się zaufaniem parafii przez pokolenia. Nazwisko Złotkowski jest silnie zakorzenione w gminie Rzekuń.
Kaplica z 1857 roku to skromniejsza forma późnoklasycystyczna. Kościół z 1912-1914 roku to potężny, skomplikowany inżynieryjnie neogotyk autorstwa Józefa Piusa Dziekońskiego. Tak wielkie inwestycje wymagały młodszych, sprawniejszych fizycznie ekip, które potrafiły pracować na bardzo wysokich rusztowaniach przy wznoszeniu wież.
Teodor Złotkowski z Czarnowca niemal na pewno nie kładł cegieł pod obecny kościół, ale niewykluczone, że jego potomkowie kontynuowali mularskie tradycje przy tej budowie. Co więcej, Teodor Stanisław Złotkowski, o którym pisaliśmy tu -> również nie mógł uczestniczyć w budowie kościoła, bo urodził się w roku 1910. Jednak, gdy zauważymy, że prace przy wznoszeniu trwały aż do 1935 roku, to rzeczywiście Teodor Stanisław mógł w tych pracach murarskich uczestniczyć.
Niewykluczone, że syn lub wnuk murarza Teodora budował kościół w Rzekuniu, ale na chwilę obecną nie znajdujemy w dokumentach takich informacji.
Nagrobek księdza Stanisława Żebrowskiego na cmentarzu rzekuńskim (założonym w 1851 r.) Foto: Marek KarczewskiNagrobek Teodora Złotkowskiego na cmentarzu rzekuńskim (założonym w 1851 r.) Foto: Marek Karczewski
Marek Karczewski, 23.04.2026 r.
Źródła: – Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, – Fotopolska.eu, – Narodowe Archiwum Cyfrowe, – Archiwum Państwowe w Białymstoku – Jacek Czaplicki.
Podczas lutowego spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ostrołęce, gdy na zaproszenie Anny Wołosz oraz dyrektorki Katarzyny Kossakowskiej wespół z Jackiem Pawłowskim opowiadaliśmy o dworze Wyszomirskich, oraz o innych historycznych miejscach i zdarzeniach w Czarnowcu — usłyszeliśmy: „gdzieś czytałam w Trybunie Mazowieckiej lub Naszej Trybunie o Czarnowcu…” Powiedziała Anna Wołosz bibliotekarka MBP, która niebawem podesłała skany artykułów z 1980 i 1981 roku. Nie było to łatwe zadanie, bo obszerne segregatory Naszej Trybuny mieszczą kilkaset egzemplarzy tej gazety. Udało się wyłuskać w gąszczu informacji kilka zdań o upadającym dworze. Z tego miejsca serdecznie dziękujemy bibliotekarkom za pomoc w odkrywaniu kolejnych kart z historii naszej wioski.
1975 rok
18 stycznia 1980 rok. Nasza Trybuna publikuje krótki artykuł.
W rubryce „Z ukosa” Zabytek czy ruina? „W podostrołęckich gminach nie ma zbyt wielu obiektów zabytkowych. Z tym większym pietyzmem od paru lat mówiło się więc o potrzebie pełnego zagospodarowania tych, które ocalały do naszych czasów i wpisane zostały do konserwatorskich rejestrów jako świadectwa minionych epok. Taka właśnie budowla — zabytkowy dworek murowany znajduje się w Czarnowcu (gmina Rzekuń), kilka kilometrów od Ostrołęki, tuż przy drodze do Goworowa. Do niedawna w dworku w Czarnowcu mieszkali jeszcze lokatorzy. Ze względu na stan obiektu zostali oni wprowadzeni do innych pomieszczeń. Były różne propozycje, związane z dalszymi losami czarnowieckiego dworku. M.in. miano tam urządzić zajazd turystyczny, później mówiło się o ośrodku wypoczynkowym, domu pracy twórczej itp. Ostatecznie zdecydowano, że murowany dworek w Czarnowcu przejmie Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa, przeznaczając go po niezbędnej adaptacji na cele kulturalne swoich członków. Takie były plany. A rzeczywistość? Wystarczy pojechać do Czarnowca, aby naocznie przekonać się, iż opuszczony i zapomniany zabytek sypie się po prostu w ruinę. Jeśli nie zostanie natychmiast zabezpieczony, trzeba będzie, niestety, rozebrać resztę starych murów, wykreślić jeszcze jedną pozycję w konserwatorskich rejestrach. Skąd my to znamy?…” (WMS)
18 lutego 1980 r. kolejny artykuł w tej samej gazecie.
Śladem naszych publikacji” – tym razem decyduje się na przedstawienie kilku szczegółów więcej. Historia jednego zabytku „18 stycznia br. ukazała się na tym miejscu publikacja pt., „Zabytek czy ruina”. Pisaliśmy w niej o losie uznanego za zabytek dworku w Czarnowcu (gm. Rzekuń). Obiekt miał być odrestaurowany, tymczasem popadł w ruinę. Otrzymaliśmy w tej sprawie szybkie i rzeczowe wyjaśnienie od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Ostrołęce mgr. Stanisława Łojewskiego: – Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce w porozumieniu z Centralnym Związkiem Budownictwa Mieszkaniowego, wyszła z inicjatywą odrestaurowania dworku w Czarnowcu w celu adaptowania go na Klub Budowlanych. Inicjatywą tą zainteresowały się również ostrołęckie zakłady pracy jak: Kombinat Budowlany, Beton-Stal. – Rejon Budów w Ostrołęce, oraz „Prefabet” zgłosiły swój akces w procesie odbudowy.
Sztab odbudowy dworku złożony z kierowników ww. przedsiębiorstw i instytucji na swych naradach roboczych dokonał podziału zadań. I tak: Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa miała przejąć obiekt we władanie i sprawować rolę koordynatora robót oraz zlecić wykonanie inwentaryzacji i ekspertyzy technicznej obiektu. Przedsiębiorstwo budowlane podzieliły między siebie wykonanie robót remontowo-budowlanych.
WSM w 1978 r., sporządziła dokumentację fotograficzną obiektu, zaś jesienią tegoż roku ,,Prefabet” w uzgodnieniu z naczelnikiem gminy w Rzekuniu (bez uzgodnienia z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków), dokonał rozbiórki więźby dachowej i stropu. Ponieważ powstały wątpliwości co do dostatecznej wytrzymałości ścian konstrukcyjnych dyrektor „Beton-Stalu” zobowiązany do wykonania nowego stropu zażądał opracowania ekspertyzy technicznej stwierdzającej przydatność istniejącej konstrukcji do dalszego wykorzystania. W dniu 5.VI.1979 r. WSM zleciła wykonanie ekspertyzy technicznej przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. Jednak po zmianach, jakie nastąpiły w Zarządzie Spółdzielni (nowy prezes), we wrześniu zlecenie to zostało anulowane. W międzyczasie nastąpiły zmiany na stanowisku dyrektora w „Prefabecie” oraz w „Beton-Stalu”, które w decydujący sposób wpłynęły na wstrzymanie działalności sztabu odbudowy dworku.
Obecnie Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa po zasięgnięciu opinii w CZSBM, a także wobec aktualnej sytuacji finansowej — nie widzi możliwości pozostania udziałowcem przedsięwzięcia odbudowy dworku w Czarnowcu. Natomiast przedstawiciele pozostałych przedsiębiorstw wyrazili chęć dalszego współdziałania przy odbudowie zabytkowego dworku w Czarnowcu.
Wojewódzki Konserwator Zabytków w Ostrołęce zlecił wykonanie ekspertyzy technicznej obiektu (fundamenty, mury), przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. W oparciu o tę ekspertyzę podjęta zostanie decyzja (po uzgodnieniu w WKZ oraz władzami budowlanymi) co do dalszego remontu i przeznaczenia dworku.” WMS
26 stycznia 1981 roku Nasza Trybuna pisze.
Podzwonne dla dworku w Czarnowcu „Nie opodal rogatek Ostrołęki, do Goworowa tuż przy szosie jeszcze do niedawna stał stary uważany przez większość za zabytek, dworek. Obiekt w Czarnowcu nie wykorzystany, chylił się ku ruinie, o czym swego czasu pisaliśmy na lamach „NT”. Dziś pozostały li tylko smętne jego resztki. Warto więc zaprezentować sprawie stanowisko, jakie w dawnego dworku w Czarnowcu zajmuje wojewódzki konserwator zabytków, mgr Stanisław Łojewski:
Na początek wyjaśnienie. Otóż W 1978 r. Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w porozumieniu z Centralnym Związkiem Budownictwa Mieszkaniowego wyszła z inicjatywą odrestaurowania dworku w celu adaptowania go na klub budowlanych. Inicjatywą tą zainteresował się również miejscowy Kombinat Budowlany, „Beton-Stal” i „Prefabet”, które zawiązały nieformalne porozumienie w sprawie remontu tego dworku. Sztab odbudowy dworku, złożony z kierownictw tych przedsiębiorstw na swych naradach roboczych dokonał podziału zadań. I tak Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa miała przejąć obiekt od naczelnika gminy w Rzekuniu i sprawować rolę koordynatora robót oraz zlecić wykonanie inwentaryzacji i ekspertyzy technicznej obiektu, zaś przedsiębiorstwa budowlane podzieliły między siebie wykonanie robót remontowo-budowlanych. W ramach roboczych poza wymienionymi przedsiębiorstwami brał udział naczelnik gminy Rzekuń oraz jeden raz został zaproszony wojewódzki konserwator zabytków. Zgodnie z ustaleniami WSM w 1978 r. sporządziła dokumentację fotograficzną obiektu. Jesienią tegoż roku „Prefabet” w uzgodnieniu z naczelnikiem gminy w Rzekuniu dokonał rozbiórki więźby dachowej i stropu. Ponieważ powstały wątpliwości co do wytrzymałości ścian konstrukcyjnych, dyrektor „Beton-Stalu” zobowiązany do wykonania nowego stropu, zażądał opracowania ekspertyzy technicznej stwierdzającej przydatność istniejącej konstrukcji do dalszego wykorzystania. W dniu 5 czerwca 1979 r. WSM zleciła wykonanie ekspertyzy technicznej przez uprawnionego rzeczoznawcę budowlanego. Jednak po zmianach kadrowych w zarządzie spółdzielni, nowy prezes we wrześniu 1979 r. anulował to zlecenie i wycofał się z całego przedsięwzięcia. W międzyczasie nastąpiły zmiany na stanowisku dyrektora w „Prefabecie” oraz w „,Beton-Stalu”, co również w decydujący sposób wpłynęło na wstrzymanie działalności sztabu odbudowy dworku. Chociaż dworek nie został jeszcze wpisany do rejestru zabytków, wojewódzki konserwator zabytków złożył informację do Prokuratury Wojewódzkiej w Ostrołęce w sprawie ustalenia odpowiedzialności rozebranie dworku. W toku postępowania prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa. W tej sytuacji na podstawie opinii technicznej Wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Ostrołęce oraz opinii biegłego z Ministerstwa Kultury i Sztuki stwierdzono, że istniejące resztki ścian dworku nie nadają się do dalszej odbudowy z powodu złego stanu technicznego (spękane i rozpadające się mury, brak izolacji poziomej i pionowej). Koszt odbudowy, a raczej rekonstrukcji obiektu w poważnym stopniu przerastałby jego ewentualne, walory zabytkowe. Dlatego uznano, że resztki murów zostaną rozebrane. Decyzję w tej sprawie wystosował architekt wojewódzki do naczelnika gminy w Rzekuniu dnia 23 września 1980 r. Natomiast Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego zaprojektuje najbardziej korzystne, z punktu widzenia ekonomicznego i społecznego, rozwiązanie zagospodarowania tego terenu. Jest między innymi propozycja wykorzystania terenu przez Koło Łowieckie nr 1 w Ostrołęce.” (E)
W 1984 r. Wojciech Woźniak (dziennikarz i publicysta) podsumował krótko rozebranie dworu.
Na łamach Tygodnika Ostrołęckiego, który ukazał się 26 sierpnia 1984 r. Wojciech Woźniak rozważając o różnych historiach z przedmieść Ostrołęki wspomina również Czarnowiec.
Korzystając z notatek Henryka Ciszewskiego (w zasadzie o wsi Ławy) wspomina również o czasach założenia dworu w Czarnowcu: „…W roku 1477 ksiądz Paweł Ławski, mając na wyposażeniu parafii dwór Rzekuń i dwór Ławy, założył dwór Czarnowiec…” oraz w kolejnym akapicie, już z widocznym poirytowaniem: „…(rozebranie XIX-wiecznego już dworku w Czarnowcu w ostatnich latach, dla zrzucenia z łysiny kłopotu z konserwacją zabytku, to osobna historia, nowiutka i na ćwierć kryminalna)…”
Co w 1984 r. autor miał na myśli określając rozbiórkę „ćwierć kryminalną”?
1986 rok
W 1987 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków mówi: „…trudno skłonić do opieki nad zabytkami architektury właścicieli państwowych…”
Adam Gułajski na łamach Tygodnika Ostrołęckiego Nr 17 z dnia 26 kwietnia 1987 r. w rozmowie z Aldoną Rusinek „Zrujnowana Kultura” żali się na niemoc konserwatorów.
„…Każdy obiekt ma swego właściciela, prywatnego bądź państwowego. Większość tych budynków jest wykorzystywana ale niestety; duża ich część jest obecnie w opłakanym stanie…”
AR – Tymczasem po pięknym dworku w Czarnowcu pozostał dziś zaorany ugór. „Właśnie, i przykro by było, gdyby inne obiekty tego typu podzieliły smutny los Czarnowca…”
AR – Z tego co pan mówi wynika, że Wojewódzki Konserwator Zabytków ma raczej niewielki wpływ na stan swego posiadania. Nie ma sankcji, więc nie ma władzy. Nie może nikogo zmusić do opieki nad zabytkami, sam nie może być inwestorem, bowiem nie ma ku temu uprawnień ani środków. Co zatem może?…
kliknij w obrazek aby przeczytać całą rozmowę.
Kto zatem dążył do odbudowy/ratowania, a kto nie chciał?
Kilka poczynionych ustaleń, kto w rzeczonym okresie zajmował najwyższe stanowiska w tak zwanym „komitecie odbudowy” bądź burzenia dworu w Czarnowcu.
– Naczelnik gminy Rzekuń – Paweł Sacewicz (1920-1991) – naczelnik do 1988 r. – Prefabet – dyrektor Kazimierz Głowala (1945-2017) – dyrektor od 1980 r. Głowala był również rzeźbiarzem amatorem. – Centralny Związek Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego (CZSBM) – dyrektor Stanisław Edward Kukuryka. – Wojewódzka Spółdzielnie Mieszkaniowa (WSM) – prezes Mirosław Chełchowski. Później: Wiesław Podbielski, Zdzisław Sulmirski, Kazimierz Parszewski i Ryszard Dragun. – Warszawskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni i Przemysłu (WPBEiP) „Beton-Stal” Oddział Budów Ostrołęka – dyrektor Jerzy Bagiński.
Po zmianach podziału administracyjnego kraju w 1975 r. w Ostrołęce awansowanej na siedzibę nowego województwa powstała Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa. Pierwszym prezesem WSM został Mirosław Chełchowski łącząc przez pewien czas to stanowisko z funkcją prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Ostrołęce. Kolejni prezesi Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej (przemianowanej w 1982 r. na Wojewódzki Związek Spółdzielni Mieszkaniowych) to: Wiesław Podbielski, Zdzisław Sulmirski, Kazimierz Parszewski i Ryszard Dragun. Z dniem 1 stycznia 1982 r. Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce postawiona została w stan likwidacji, a w jej miejsce utworzono Wojewódzki Związek Spółdzielni Mieszkaniowych.
Warszawskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni i Przemysłu „Beton-Stal” Oddział Budów Ostrołęka – dyrektor Jerzy Bagiński. Bagiński pełnił funkcję dyrektora oddziału w Ostrołęce w okresie intensywnego rozwoju przemysłowego miasta, m.in. podczas prac związanych z rozbudową lokalnej infrastruktury energetycznej i przemysłowej. „Beton-Stal” Ostrołęka funkcjonował wówczas jako oddział terenowy dużego warszawskiego przedsiębiorstwa państwowego (WPBEiP „Beton-Stal”), które było generalnym wykonawcą kluczowych inwestycji energetycznych w Polsce, takich jak Elektrownia Kozienice. Przedsiębiorstwo to odegrało istotną rolę w historii budownictwa w Ostrołęce, a jego tradycje kontynuuje dzisiejsza firma Beton-Stal Ostrołęka Sp. z o.o., która zajmuje się obecnie m.in. produkcją betonu i budownictwem mieszkaniowym. Obecnie postać Jerzego Bagińskiego pojawia się w opracowaniach historycznych dotyczących rozwoju gospodarczego regionu oraz we wspomnieniach pracowników sektora budowlanego z tamtego okresu.
Kazimierz Głowala – jako dyrektor „Prefabetu” i społecznik podejmował próby rozmów z lokalnymi władzami na temat ratowania dworu w Czarnowcu. Stanowisko naczelnika gminy Rzekuń w tym czasie sprawował Paweł Sacewicz. Kazimierz Głowala, widząc postępującą ruinę dworu Wyszomirskich, interweniował u władz gminnych. Proponował m.in. zabezpieczenie obiektu lub przekazanie go na cele społeczne (np. izbę regionalną). Ówczesne władze gminne (w tym naczelnik Sacewicz) reprezentowały oficjalną linię polityczną, która nie sprzyjała ratowaniu „pańskich” zabytków. Czy naczelnik Sacewicz utrudniał działania „komitetu odbudowy” twierdząc, że obiekt nie przedstawia wartości lub że gmina nie ma funduszy na jego utrzymanie? Czy dyrektor Prefabetu oferował materiały lub pomoc, ale spotykał się z odmową lub lekceważeniem ze strony naczelnika? Brak porozumienia i brak decyzji o zabezpieczeniu dachu doprowadziły do ostatecznej zagłady dworu. Należy wnioskować, że opieszałość władz była główną przyczyną utraty zabytku. Rozmowy miały miejsce, ale nie przyniosły efektu z powodu niechętnej postawy ówczesnego naczelnika, co doprowadziło do rozbiórki resztek dworu w latach 80.
Paweł Sacewicz – naczelnik gminy Rzekuń
Czy Mirosław Chełchowski prezes Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej w 1980 roku pomagał w odbudowie dworu w Czarnowcu? Czy był prezesem, który który pomagał i aktywnie dążył do odbudowy obiektu? Chełchowski widział w niszczejącym dworku potencjał użytkowy i kulturalny. WSM chciało przejąć ruiny dworu od gminy Rzekuń, aby po odbudowie przeznaczyć go na ośrodek szkoleniowo-konferencyjny lub dom pracy twórczej dla pracowników Spółdzielni Mieszkaniowej. Działał w porozumieniu z Kazimierzem Głowalą. Obaj panowie uważali, że zaangażowanie dużego podmiotu, jakim była WSM, to jedyna realna szansa na sfinansowanie i przeprowadzenie tak kosztownej renowacji. Mimo gotowości Chełchowskiego do wyłożenia środków na odbudowę, plany te zostały ostatecznie zablokowane. Główną przeszkodą był brak zgody ówczesnego Naczelnika Gminy Rzekuń, Pawła Sacewicza, oraz skomplikowana sytuacja prawna i polityczna (niechęć do przekazywania „miastu” obiektów znajdujących się na terenie gminy). Z powodu braku porozumienia między prezesem WSM a naczelnikiem gminy, dwór nie został zabezpieczony przed zimą 1978/79, co doprowadziło do zawalenia dachu, dalszej degradacji i ostatecznej decyzji o rozbiórce.
Czy ktoś jeszcze oferował konkretne wsparcie finansowe i organizacyjne, jednak jego inicjatywa przegrała z oporem lokalnej administracji gminnej?
W kontekście historycznym, który potwierdza, że w latach 70. i 80. XX wieku w gminie Rzekuń priorytetem były inwestycje rolnicze i socjalistyczne, a obiekty kojarzone z dawnym ziemiaństwem (jak dwór w Czarnowcu) celowo pozostawiano bez opieki, co prowadziło do ich „naturalnej” likwidacji.
Czy dowiemy się jeszcze o osobach zaangażowanych w ratowanie dworu? Czy była szansa i kto ją ostatecznie zaprzepaścił? Może w archiwach państwowych są dostępne dokumenty z tego okresu…?
Te wydarzenia przedstawiamy jako przykład „zmarnowanej szansy” na ocalenie dziedzictwa regionu.
Dzięki wielu, wspaniałym technologicznym narzędziom, przedstawiamy dziś obraz upadającego dworu. Na obrazach (zdjęciach) pozyskanych od Państwa Andrzeja i Wandy Piersów widzimy Syrenę 105, Skodę 1000MB, i Trabanta 601. Czy we wrześniu 1975 roku była tak piękna pogoda, śpiewały ptaki? Przyroda na pewno nie zamierzała się poddawać.
Prosimy o zerknięcie na ożywione zdjęcia.
Do historii z tych lat pewnie nie raz jeszcze będziemy wracać…
ZWRACAMY SIĘ DO CZYTELNIKÓW POSIADAJĄCYCH WIEDZĘ, ZDJĘCIA, DOKUMENTY O DWORZE W CZARNOWCU, O KONTAKT – 533 613 913
Źródła: – Nasza Trybuna – archiwum Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce – Anna Wołosz, – Tygodnik Ostrołęcki – archiwum Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, – Andrzej i Wanda Piersowie z Czarnowca, – Jan Trzaska – zdjęcia z 1986 r. – Monografia OSM – 60- lat OSM, Jerzy Kijowski, – Wikipedia org,
13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, zbrodni o której przez wiele lat nie mówiono. Święto zostało uchwalone przez Sejm RP 14 listopada 2007 roku, w hołdzie oficerom i przedstawicielom polskiego państwa pomordowanym w 1940 roku na rozkaz Kremla. W tym roku obchodzimy 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej.
Obchody rocznicy w Ostrołęce.
Prezydent Miasta Ostrołęki, Paweł Niewiadomski, zaprosił dziś mieszkańców do udziału w miejskich obchodach Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Uroczystości odbyły się w poniedziałek, 13 kwietnia 2026 roku. O godzinie 10:00 w kaplicy na cmentarzu przy ul. Krańcowej została odprawiona msza święta w intencji blisko 22 tysięcy zamordowanych obywateli Polski – oficerów Wojska Polskiego, urzędników, policjantów, naukowców, profesorów, artystów, lekarzy, nauczycieli, sportowców, prawników, którzy stanowili elitę ówczesnego narodu. Po nabożeństwie uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikiem Golgota Wschodu, oddając hołd ofiarom tej tragicznej karty historii.
Wspólnie uczczono pamięć ofiar. Obchody stanowią ważny element pielęgnowania pamięci historycznej oraz wyraz szacunku wobec tych, którzy oddali życie za Ojczyznę.
Foto: Robert Majkowski
Jak dotrzeć do świadomości młodego pokolenia?
Przekazanie prawdy o Katyniu – Wam – młodzieży wymaga odejścia od martyrologicznego tonu na rzecz autentyczności i odniesień do wartości, które są Wam bliskie tu i teraz.
Dziś nie chcemy mówić wyłącznie o „ofiarach”, ale uważamy, że warto je pokazać jako ludzi sukcesu. To byli inżynierowie, lekarze, sportowcy (np. Janina Lewandowska – jedyna kobieta zamordowana w Katyniu, pilotka), nauczyciele i prawnicy. Skupiamy się dziś na „elicie” jako potencjale narodu. Katyń to nie była tylko śmierć żołnierzy. To była próba wykasowania „mózgu” narodu – ludzi, którzy tworzyli kulturę, naukę i gospodarkę. Wyobraźcie sobie, że nagle znikają wszyscy wasi ulubieni aktorzy, piosenkarze, twórcy, mentorzy i specjaliści. Jesteście bardzo wyczuleni na punkcie manipulacji i fake newsów. Historia Katynia to doskonały przykład walki o prawdę przeciwko potężnej machinie dezinformacji sowieckiej – „Kłamstwa Katyńskiego”. Przez dekady świat musiał milczeć o tym, co się stało. Ta historia uczy, jak ważna jest odwaga w mówieniu prawdy, nawet gdy wszyscy wokół próbują ją zagłuszyć.
Statystyki (ponad 21 tysięcy ofiar) są trudne do ogarnięcia rozumem. Słyszeliście o przedmiotach wydobytych z dołów śmierci? W kieszeniach płaszczy znajdowano guziki z orzełkiem, medaliki, zdjęcia dzieci, niedopisane listy. To byli ludzie tacy jak my – mieli plany na wakacje, marzenia, rodziny. Każdy z nich to osobna, przerwana historia…
Historia Katynia to nie tylko odległa data w kalendarzu. To przestroga przed tym, do czego prowadzi nienawiść i totalitarne systemy, które jednostkę traktują jak numer. Dziś wspominamy tych ludzi nie po to, by żyć przeszłością, ale by docenić wolność, którą mamy. Ich milczenie przez lata było krzykiem, którego dziś jesteśmy echem. Pamięć to nasza jedyna tarcza przed powtórką z historii.
Zygmunt Wyszomirski z Czarnowca
Z zapisków, na naszej stronie internetowej, opowieściom Jacka Pawłowskiego i Marka Karczewskiego o Wyszomirskich z Czarnowca mogliście już dowiedzieć się lub nie. Chcemy w takim dniu przypomnieć Wam młodym, że właśnie w Katyniu zamordowano w dniach 16-19 kwietnia 1940 r. mieszkańca Czarnowca Zygmunta Wyszomirskiego. Chcielibyśmy uświadomić, jaką wagę historii ma Zygmunt Wyszomirski. Chcemy pokazać Go nie jako bohatera, ale jako Waszego sąsiada, którego życie zostało nagle przerwane. Zygmunt nie był tylko nazwiskiem na liście katyńskiej – był człowiekiem z Czarnowca, który budował lokalną społeczność.
On był takim lokalnym influencerem swoich czasów! Miał pasje. Zygmunt Wyszomirski nie tylko służył w wojsku jako podporucznik, ale był przede wszystkim nowoczesnym rolnikiem i edukatorem. Zygmunt nie siedział z założonymi rękami. Po studiach w Cieszynie wrócił tutaj, do Czarnowca, i uczył rolników z gminy Rzekuń, jak gospodarować nowocześnie. Był kimś, kto chciał zmieniać świat wokół siebie – dokładnie tak, jak wy dzisiaj chcecie zmieniać rzeczywistość przez technologię czy ekologię.
Pamięć o Katyniu to często pamięć o drobiazgach, o pojedynczych historiach wyjątkowych ludzi – naszych sąsiadów. Zygmunt urodził się 1 stycznia 1912 roku – zginął mając zaledwie 28 lat. Miał przed sobą całe życie. On chodził tymi samymi ścieżkami, co Wy. Cieszył się tym samym lasem i widokami. Jego historia to nie historia z podręcznika, to historia naszego konkretnego podwórka. Zróbcie sobie w tych dniach spacer historyczny na ulicę Kasztanową w Czarnowcu. Stańcie przed miejscem, w którym stał dom, w którym mieszkał, przejdźcie drogą, którą prawdopodobnie szedł na mobilizację. Zerknijcie na pamiątkową tablicę, zeskanujcie kod QR i czytajcie o Zygmuncie i Jego rodzinie.
Wyobraźcie sobie takie media społecznościowe
Co by zrobił Zygmunt Wyszomirski na fejsbuku, instagramie, iksie czy tiktoku gdyby nie 1940 rok? Miał pasję do rolnictwa i edukacji, i gdyby miał dzisiejsze możliwości jak macie Wy oraz wolny od sowietyzacji kraj – co by zrobił? Jaką byłby postacią w dzisiejszym świecie?
Pamiętajmy, że świadomość o kimś z naszej „małej ojczyzny” jest częścią wielkiej, tragicznej historii świata. Ta świadomość buduje naszą dumę i poczucie tożsamości, których nie zastąpi żadna lekcja historii.
O Zygmuncie Wyszomirskim, zamordowanym w Katyniu pomiędzy 16. a 19. kwietnia 1940 r. przeczytacie w kilku artykułach na naszej stronie w dziale HISTORIA. Poniżej również udostępniony indeks tego działu, w którym wyszukacie historie o rodzinie Wyszomirskich.
Przedstawiamy, dla sympatyków Czarnowca i jego historii kolejny miesiąc z ważnymi wydarzeniami, które zaistniały w naszej wsi, bądż dotyczą mieszkańców Czarnowca.
W kwietniu odnajdujemy sporo ważnych dat. Szersze, szczegółowe kalendarium prowadzone jest w odrębnym dziale KALENDARIUM.
– Dziś obciodzimy siódme urodziny strony Czarnowiec.pl – pomiędzy 16 a 19 – 1940 r. – komuniści mordują Zygmunta Wyszomirskiego w Katyniu. Dokładny dzień śmierci młodego dziedzica z Czarnowca nie jest znany do dziś. – 18 – 1945 r. – Stefan Sakowski w wieku 24 lat poległ w walkach z Niemieckim najeźdźcą podczas operacji łużyckiej w trakcie forsowania rzeki Nysa. – 24 – 1978 r. – Umiera Stanisław Gierłowski, syn Franciszka i Marianny z Malinowskich. Jeniec Stalag IA, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys Czarnowca.
Tradycyjnie, na grafice poniżej daty i wydarzenia, warte odnotowania.
Marek Karczewski, 1.04.2026 r.
KTO KOGO OKŁAMUJE
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
W maju br. wojewoda obiecał osobiście mieszkańcom kolonii Czarnowca, że sfinansuje budowę drogi żwirowej z Czarnowca do Daniszewa. W połowie czerwca z Urzędu Wojewódzkiego nadeszło pismo informujące, że przydzielono gminie na tę drogę 20 tys. zł. Wójt […] z Rzekunia twierdzi, że do 7 października na konto Urzędu Gminy w Rzekuniu nie wpłynęła ani złotówka na ten cel. Tadeusz Olkowski, jeden z siedmiu gospodarzy z Czarnowca kolonii, pojechał w tej sprawie do wojewody. W ostatniej chwili rozmyślił się i zamiast do Urzędu Wojewódzkiego, przyszedł do redakcji. „Wychodzi na to, że ktoś nas okłamuje” – stwierdził. Sprawdziliśmy i znamy już odpowiedź na to pytanie.
Aby dojechać do kolonii Czarnowca, należy skręcić w prawo z szosy prowadzącej do Rzekunia. Najpierw przez ok. pół kilometra jedzie się drogą gruntową. Mniej więcej na przejeździe kolejowym droga polepsza się. Jest już szersza, okopana rowami i ma nawierzchnię żwirową. To rezultat gminnej inwestycji w 1994 i 1995 roku. Na tyle starczyło wówczas pieniędzy.
Dalej, kiedy jedzie się w kierunku na Daniszewo i minie się już zabudowania Czarnowca kolonii, droga staje się tragiczna. I tak jest do samego Daniszewa (ok. 1 km). To ważny odcinek drogi, bo wszyscy dostawcy z Czarnowca kolonii wożą mleko właśnie do Daniszewa.
Nie tylko Tadeusz Olkowski, ale i pozostali mieszkańcy Czarnowca kolonii, twierdzą, że gmina o nich zupełnie zapomniała. Nie dość, że droga niedokończona, to nie ma tu jednego telefonu, nie ma wodociągu, nie doprowadzono gazu, mimo że sam Czarnowiec go ma. Ludzie czują się więc pokrzywdzeni. „A przecież produkcję rolniczą dajemy nie mniejszą niż cała reszta Czarnowca” – podkreśla Tadeusz Olkowski.
W marcu br. napisali pismo do wójta gminy. Wymienili wszystkie bolączki, zawarli swoje postulaty i wszyscy się pod tym podpisali. W połowie kwietnia otrzymali z gminy odpowiedź. Sekretarz gminy […] z upoważnienia wójta poinformował mieszkańców Czarnowca kolonii, że w roku 1994 gmina wydała na drogę do ich przysiółka 2700 zł, a w 1995 – 14 tys. zł, co stanowiło odpowiednio 5,4 i 18,7 proc. wszystkich gminnych wydatków. – Natomiast w roku 1996 nie będzie się budowało w gminie żadnych dróg żwirowych, bo wszystkie pieniądze przeznaczone na drogi pochłonie wyasfaltowanie kilometrowego odcinka z Rozwór do Przytuł, co ma związek z wybudowaniem tam szkoły rolniczej. Sekretarz ustosunkował się także do innych problemów poruszanych w piśmie. Podkreślił przede wszystkim, że warunkiem koniecznym wszelkich gminnych inwestycji jest udział własny mieszkańców. Zasugerował – zdaje się, że z tym udziałem mieszkańców Czarnowca kolonii nie jest najlepiej.
Lucjan Stepnowski 1990 r.
Pomagaliśmy przy budowie drogi, a ja ze swojego pola dałem na drogę 2-metrowy pas – powiada Lucjan Stepnowski, który wiele lat temu był przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu, a który jest antagonistą wójta […]. – Z tą pomocą nie było aż tak różowo, jak mówią mieszkańcy – ripostuje wójt gminy […], a za chwilę pokazuje mi starą mapę geodezyjną. – Co do tego pola, to niech pan spojrzy: zaznaczone jest, że droga ta ma w niektórych miejscach 2 metry, a w innych aż 4 metry! I to jest oficjalna mapa geodezyjna… Pretensje mieszkańców dotyczące niedoprowadzenia gazu wójt zbija stwierdzeniem, że kiedy gazyfikacja miała być rozpoczęta, mieszkańcy Czarnowca kolonii nie wykazywali nią zainteresowania. Gazyfikacja gminy wchodzi właśnie w trzeci etap, ale szanse na doprowadzenie rury do kolonii nie są wielkie, bo półtora kilometra gazociągu zaspokoiłoby potrzeby zaledwie siedmiu odbiorców, a jakie będą koszty takiej inwestycji?… Co do telefonów, to – jak tłumaczy wójt – Telekomunikacja Polska SA ma swoje reguły i załatwia te sprawy bez pośrednictwa Urzędu Gminy. Najważniejszą sprawą jest jednak droga. Po otrzymaniu odpowiedzi z gminy, mieszkańcy kolonii zrozumieli, że w tym roku – a może także i w paru następnych? – nie mają szans na to, żeby gmina im ją poprawiła. Wtedy to do wojewody […] udał się Lucjan Stepnowski, stary działacz ZSL-owski. W wyniku tej wizyty wojewoda obiecał przyjechać do wsi.
Był na kolonii w Czarnowcu w maju. Zaproszono także wójta, sekretarza i jednego z członków Zarządu Gminy. Wojewoda w towarzystwie władz gminy obejrzał drogę do Daniszewa i obiecał sfinansowanie jej budowy. Tak to zrozumieli mieszkańcy wsi. Tak też napisano w piśmie z 12 czerwca br., podpisanym przez Genowefę Żebrowską, dyrektora Wydziału Infrastruktury Technicznej i Komunikacji UW. Oto jego treść: „Uprzejmie informuję, że wniosek mieszkańców kolonii Czarnowiec w sprawie budowy drogi żwirowej relacji Czarnowiec – Daniszewo został załatwiony pozytywnie. W bieżącym roku na realizację wyżej wymienionego zadania przydzielono środki finansowe w wysokości 20.000 zł. Dysponentem środków jest Urząd Gminy w Rzekuniu. Zadanie to zostanie wprowadzone do planu na najbliższej sesji Rady Gminy w Rzekuniu”.
– Zgodnie z umową sporządziliśmy kosztorys na tę drogę, a pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego do 7 października jeszcze nie wpłynęły – mówi wójt […]. – My tu we wsi czujemy, że w tej sprawie jest jakaś złośliwość ze strony wójta – twierdzi Lucjan Stepnowski. – Jeśli pieniędzy gmina nie dostała, to wójt powinien na piśmie zawiadomić nas, że to Urząd Wojewódzki zawinił. – Ja myślę, że gdyby wójt dostał te pieniądze, to by drogę zrobił – broni wójta Tadeusz Olkowski. Gdzie więc podziało się 20 tys. zł, które w piśmie z 12 czerwca br. obiecała mieszkańcom wsi dyrektor Żebrowska? Spytaliśmy ją o to. Wyjaśniła, że oczekiwanie wójta na jakieś dodatkowe pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego będzie bezowocne, bo istota sprawy polega na czymś zupełnie innym i wójt na pewno to rozumie. Wojewoda nie może otóż dać pieniędzy na drogę gminną. Co roku jednak zawierane jest z każdą gminą porozumienie, na mocy którego wojewoda przekazuje pieniądze na drogi wojewódzkie. Po wizycie wojewody w Czarnowcu, porozumienie z Rzekuniem zostało zmienione i środki wojewody na drogi wojewódzkie w gminie zostały zwiększone o 20 tys. zł. Wójt powinien zabrać ze swojej puli na drogi wojewódzkie taką samą kwotę i przeznaczyć ją na drogę z Czarnowca do Daniszewa. Wcześniej powinna zostać podjęta uchwała Rady Gminy w tej sprawie.
„Wójt o tym wszystkim dokładnie wiedział” – zapewnia dyr. Żebrowska.
Odpowiedzi na tytułowe pytanie każdy niech więc udzieli sobie sam. Wszelki komentarz wydaje się zbyteczny.
Powyższy tekst pochodzi z papierowego wydania Tygodnika Ostrołęckiego Nr 43/96, z dnia 27 października 1996 r. Pod tekstem podpisał się Mieczysław Bubrzycki.
Poruszony w artykule temat tragicznego stanu drogi dotyczy drogi powiatowej 2581W relacji Czarnowiec – Daniszewo. Obecnie to ulica Słoneczna (w granicach wsi Czarnowiec).
Zdjęcia na osiedlu, kiedyś zwanym „kolonia” wykonałem dnia 5 marca 2026 r. Na zdjęciach dawne posiadłości Stepnowskich i Olkowskich. Obecnie to ulice: Słoneczna, Leszczynowa i Polna. Ze swojej strony bardzo zachęcam do spaceru w te zupełnie jeszcze wolne od technologii cyfrowych i urbanistycznych rejony Czarnowca. Jeśli kogoś oko cieszy droga gruntowa, naturalny widok ptactwa i zwierzyny, to można udając się na południe przedłużeniem ul. Leszczynowej to wszystko zobaczyć.
Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa. Foto w artykule: Marek Karczewski, Aldona Stepnowska, Monografia Gminy Rzekuń Jerzy Dziewirski, Dzieje Ostrołęki 1944-1975 Jerzy Kijowski.
Po bardziej szczegółowe notatki z historii Czarnowca zapraszamy do menu KALENDARIUM
Marek Karczewski, 28.02.2026 r.
Władza śledzi ludzi, czyli rzecz o samowolnym wydalaniu się
Category: Historia,historyczne
written by Jacek | 1 sierpnia 2026
Osoby, które samowolnie „wydaliły się” z miejsca zamieszkania, są wymieniane z imienia i nazwiska w rubrykach ogłoszeń urzędowych w gazetach. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. W takich ogłoszeniach figurują również mieszkańcy Czarnowca.
Ogłoszenie nosi datę 13 listopada 1866 roku. „Poniżej wymienione osoby z Gubernii Płockiej wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd. Rząd Gubernialny (…) poleca Wójtom gmin, Burmistrzom i Prezydentom miast, aby w obrębie swej administracyi, zarządzili śledztwo pobytu tychże osób, a po wynalezieniu postąpili z niemi w myśl przepisów. O rezultacie poszukiwania, jeżeli właściwi Naczelnicy Powiatowi nie otrzymają od nich raportów w dniach 15, a Rząd Gubernialny od tych ostatnich w dniach 30, takowe na ich odpowiedzialność uważanem będzie za bezskuteczne”.
Dalej następuje długa lista osób, które „wydaliły się samowolnie niewiadomo dokąd”. Są wśród nich mieszkańcy podostrołęckich wsi – Zabiela, Laskowca, Ołdak, Rzekunia, Przytuł Dzbenina i innych. Są też wskazani z nazwiska mieszkańcy Czarnowca, którzy opuścili wieś, a miejsce ich pobytu nie jest znane. „Wieś Czarnowiec: Maryanna Kobyleńska, Krystyna Komrat, Katarzyna z Teodorów Stojnowska, Józef Landa, Heim Welsztejn, Józef Łuba”.
Takie ogłoszenie ukazało się w „Dzienniku Urzędowy Gubernii Warszawskiej” w 1866 r. (nr 47 z 24 listopada).
Sto sześćdziesiąt lat po ukazaniu się tego ogłoszenia ten dziwny czasownik w formie zwrotnej „wydalić się” może się wydawać cokolwiek niezrozumiały. Ale w dziewiętnastym wieku i w pierwszej połowie dwudziestego „wydalić się” znaczyło tyle co „opuścić jakieś miejsce bez pozwolenia”, albo szerzej – opuścić jakieś miejsce, do którego z jakichś przyczyn było się przypisanym, przywiązanym. Spotykamy go na przykład w rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych z 1929 roku w sprawie ruchu cudzoziemców w Polsce. I tak na przykład cudzoziemiec, który miał przepustkę lądową pasażerską, musiał zwrócić się do polskich władz, jeżeli zamierzał „wydalić się poza obręb portu oraz miasta portowego”.
„Właśnie ukończył dwudziesty rok życia. Nie wydalił się dotąd nigdy poza okolice najbliższe swego rodzinnego miasta, a świat znany był mu jedynie z opowiadań”. To fragment przetłumaczonego na polski arcydzieła niemieckiego romantyzmu.
To upewnienie się o co chodzi z tym wydalaniem się pozwala zrozumieć ogłoszenie, a nie tylko domyślać się z kontekstu. Wynika z niego, że kilkoro obywateli Cesarstwa Rosyjskiego, których choć władza miała zanotowanych jako mieszkańców Czarnowca, to w Czarnowcu ich nie było. Władza zarządziła więc poszukiwania w trybie administracyjnym.
Przepisy meldunkowe w zaborze rosyjskim były bardzo rygorystyczne. Wręcz opresyjne i represyjne zarazem. W Cesarstwie Rosyjskim, żeby wyjechać poza miejsce stałego pobytu, trzeba było mieć paszport wewnętrzny. Lokalne władze prowadziły księgi meldunkowe, a przetrzeganie miejsca stałego pobytu podlegało policyjnej kontroli. Po przybyciu na nowe miejsce pobytu, należało w ciągu doby zgłosić się do władz, aby się zameldować. Gminy prowadziły księgi pobytu ludności stałej i niestałej. Za wyjazd z miejsca zamieszkania bez powiadomienia władz, albo za pobyt w nowym miejscu bez zameldowania się groziły kary.
Zasady pobytu, przemieszczania się i meldowania ludzi określała instrukcja Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z 1861 roku. Instrukcja ta szczegółowo, by nie powiedzieć szczególarsko okreśała jak gminy powinny prowadzić księgi meldunkowe. „Na jednej stronnicy ksiągi ludności, zapisywać można odtąd tylko 10. osób stosownie do linij poprzeczych” – głosi aneks do instrukcji z 1862 roku. „Wszystkie wyrazy i liczby w księgach tych wpisywać należy całkowicie, bez zastępowania ich używaniem 'ditto’ [tak samo – przyp. JP] lub t.p. [prawdopodobnie 'temu podobne’ – przyp.JP]. „O osobach ubyłych bez wiedzy Urzędu gminnego, prowadzoną ma być oddzielna kontrolla”.
Udało mi się dotrzeć tylko do przepisów przejściowych i tzw. „czyszczących”, czyli przepisów o przepisach. Z nich wiadomo jedynie, że w przywołanej instrukcji „art. 51-54 określają: znaczenie stałego zamieszkania; co się zowie przesiedleniem, a co emigracyą; skutki wynikające z samowolnego opuszczenia miejsca swego zamieszkania; przyjęcia na stałe mieszkanie osoby w stosówne pozwolenie nie opatrzonej; niezameldowania Władzy o przybyłej na mieszkanie osobie i wydania niewłaściwego świadectwa przesiedlenia”.
I jeszcze jeden przepis, będący świadectwem czasów, w których powstał. „Niewiasta zamężna zapisaną być ma w miejscu stałego zamieszkania, jej męża; nie może więc bez zezwolenia jego, uzyskać przesiedlenia w inne miejsce”.
Jak dotąd nigdzie nie udało mi się trafić na jakąkolwiek informację czy poszukiwani obywatele zostali odnalezieni i co z nimi władza zrobiła. Najprawdopodobniej dlatego, że fakt zaginięcia był podawany do publicznej wiadomości, a fakt odnalezienia lub nieodnalezienia, już niekoniecznie.
Jacek Pawłowski
PS. Jak to często ze sprawami dziewiętnastowiecznymi bywa, brakuje zdjęć z epoki. Żeby wzrok miał na czym spocząć zamieszczam tegoroczne zdjęcie zimowego Czarnowca. Dawno nie było takiej zimy, więc na swój sposób obecna pora roku ma również walor historyczny 🙂
Od kilku miesięcy publikujemy, w telegraficznym skrócie kalendarium wydarzeń, które wpisały się na stałe do ksiąg naszej historii.
W lutym, jak się okazuje występuje data najważniejsza dla naszej miejscowości – wpis w akcie erekcyjnym Parafii Rzekuń.
W lutym rodzą się i umierają sołtysi oraz bohaterowie naszej czarnowieckiej ziemi.
Do śledzenia kalendarium naszej wsi zapraszamy w dziale KALENDARIUM
Dziś, tradycyjnie tablica z najważniejszymi wydarzeniami odnotowanymi dotychczas…
Marek Karczewski, 1.02.2026 r.
„W końcu normalnego sołysa Czarnowiec ma…” Napisała jedna z mieszkanek.
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Właśnie dziś, 23 stycznia, roku pańskiego 2025-ego wypowiedziano słowa, które pozostaną na zawsze zapisane na kartach historii Czarnowca.
Dziś, tak naprawdę, zupełnie przypadkowo, przeglądając materiały o kolarstwie ostrołęckim, gdzieś na kolejnym podłączanym dysku wyświetlił mi się folder inne/czarnowiec. Co ja tam wrzuciłem myślę? Zaglądam i widzę skopiowane – podesłane przez znajomych screeny (zrzuty ekranów). Pytanie dlaczego podesłane? Bo już na wigilii wiejskiej w Czarnowcu, w 2023 r., przy łamaniu się opłatkiem, wójt rzekuński usunął moją osobę ze znajomych fejsbukowych. Zostałem (już chyba wcześniej) poblokowany na wszelkich profilach fejsbukowych gminy i gminnych jednostek. Nie widziałem i nadal nie widzę tych profili. Ludzie jednak podsyłali swoje spostrzeżenia.
Więc przeglądam…
Kilkanaście plików, które podsyłali ludzie po zebraniu wiejskim zwołanym i zorganizowanym przez wójta gminy Rzekuń w świetlicy wiejskiej w Czarnowcu na dzień 23 stycznia 2025 r.
Myślę, że wielu z Państwa wie po co było zwołane zebranie. Wójt właśnie tego dnia postanowił obsadzić na stanowisku sołtysa/świetlicowego swojego jedynego kandydata. Przybyli Mieszkańcy Czarnowca, choć z przekazów niektórych obecnych na zebraniu wynikało, że niektórzy to już byli mieszkańcy. Odbyło się liczenie głosów i wygrał. Wygrała nareszcie normalność! Użyłem wcześniej sformułowania „świetlicowego”. Tę funkcję wójt ustanowił dla nowego wybranego sołtysa już wtedy gdy jeszcze pełnił swoją kadencję poprzedni – ten nienormalny (było to pod koniec 2024 r.).
Można by wiele pisać o zachwycie mieszkanki, która w euforii wyraziła swoją normalną opinię, ale czy warto?
Chyba jednak trochę warto – tak w ekspresowym podsumowaniu:
Ten NIENORMALNY ogłaszał konsultacje wśród Mieszkańców na co wydać pieniądze z Budżetu Sołeckiego. Ten NORMALNY nie musi, i tak rajczyni o tym zadecyduje.
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców ile gmina przydzieliła środków na sołectwo w ramach Funduszu Sołeckiego (jest wszystko na stronie Czarnowiec.pl). Ten NORMALNY nie informuje, bo i tak rajczyni postanawia prawie cały fundusz zwrócić do gminy. To po co Mieszkańców irytować?
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców SMS-ami o śmieciach, podatkach, wydarzeniach, zebraniach… Ten NORMALNY nie musi, bo i tak ten kto ma wiedzieć, wie.
Ten NIENORMALNY nazywał się na fejsbuku Marek Karczewski (tak nazywa się nadal). Ten NORMALNY nazywa się na fejsbuku (imię) Sołectwo, nazwisko (Czarnowiec). Po co podawać prawdziwe imię i nazwisko, skoro i tak kto ma wiedzieć wie.
Ten NIENORMALNY realizował Uchwały Zebrania Wiejskiego w sprawie wydatkowania FS. Gdy miała nastąpić zmiana zwoływano Zebranie i Mieszkańcy sami decydowali jak wydatkować FS po zmianach. Ten NORMALNY nawet nie wie na co był przeznaczony FS, bo i tak pomimo Uchwały Zebrania wiejskiego z 2024 r. rajczyni zdecydowała, że jednak będzie realizowany tak jak ona wskaże. Po co zwoływać jakieś dziwne zebrania jak i tak ludzie się nie zorientują, że były inne ustalenia. A głosowali za przeznaczeniem całych środków FS 2025 na oświetlenie uliczne – według listy zaproponowanej przez samą rajczynię. Podczas realizacji FS 2025 lampy stanęły w zupełnie innych miejscach niż Zebranie Wiejskie uchwaliło!
Ten NIENORMALNY dbał o siedem tablic ogłoszeniowych, tak aby wyglądały schludnie, a żaden szarpany papier (nieaktualny) nie był zdejmowany przez wiatr czy ulewę. Ten NORMALNY – można zobaczyć (jeśli ktoś lubi spacery), jak wyglądają tablice po roku…
Ten NIENORMALNY organizował z Radą Sołecką i Radą Świetlicy (w późniejszym okresie także z KGW) dla Mieszkańców: Mistrzostwa Czarnowca w piłce nożnej, Mistrzostwa Czarnowca w tenisie stołowym, rajdy rowerowe, Zjazdy na ByleCzym, wigilie wiejskie, slajdowiska, warsztaty, potańcówki. Możecie Państwo przeglądnąć ten dział – WYDARZENIA Ten NORMALNY nie musi, bo latem wójt zorganizował w Czarnowcu festyn przed świetlicą dla (podobno Mieszkańców). Zdjęcia ukazały, że to była impreza dla rajców gminy.
Ten NIENORMALNY (przez sześć lat) nie wziął za użyczanie budynku świetlicy ani grosza! Świetlicą zarządzała (jedyna w gminie zgodnie z Uchwałą z 2015 r.) Rada Świetlicy, która również nie pobierała opłat, a jedynie wynajmujący jako darowiznę na rzecz świetlicy przekazywali: zastawę, środki czystości, inne urządzenia i rzeczy użyteczne dla budynku świetlicy. Ten NORMALNY (według Uchwały jako świetlicowy) pobiera zgodnie z Uchwałą z 2024 r. prowizję w kwocie 20% wpłaconych do gminy pieniędzy. Świetlica zaczęła żyć! W przeciągu roku 2025 na 52 tygodnie, (jeśli ktoś chciał sobie zaprzątać bzdurami głowę), to ok. 50 razy była puszczona w obieg. Nie chce mi sie wyszukiwać zarządzeń i uchwał, ale coś około 500 zł. wynajmujący płacili, a teraz od nowego roku 2026 podobno 1000 zł? W tej kwestii możliwe, że się mylę, ale nie znajduję w żadnych oficjalnych sprawozdaniach świetlicowego ile wpływa na konto za otwieranie drzwi świetlicy. Czy to aby nie jest informacja publiczna?
Ten NIENORMALNY informował oficjalnie jaki jest skład Rady Sołeckiej i Rady Świetlicy. (wszystko do dziś jest na Czarnowiec.pl) Ten NORMALNY nie musi informować, bo kto ma wiedzieć, nie wie. Na stronie gminy (BIP) też nikt tego nie wyczyta!
Ten NIENORMALNY sam pisał ogłoszenia, sprawozdania, zaproszenia, informacje. Ten NORMALNY nic nie musi pisać. Ma od tego sekretarkę lub sekretarki. Choć po dziesięciu wpisach z całego roku 2025 można zauważyć jeden styl, jednej sekretarki, która mocno kładzie nacisk na miłość i wyrozumiałość: „…jak silna i zgrana jest nasza lokalna społeczność. Takie chwile budują więzi i pozostają w pamięci na długo.” A podpisuje: „Z wyrazami szacunku Sołtys wsi Czarnowiec”. To jest normalne, bo każda sekretarka podpisuje: prezes, dyrektor, wójt, burmistrz, prezydent, minister itp. I to jest pomimo wszystko normalne.
Ten NIENORMALNY nie woził księży po kolędzie, bo miał za słabo wypasione auta i był dość długo bezrobotnym. Czy podstawienie czerwonego sejaka byłoby dobrze odebrane? Ten NORMALNY przynajmniej wozi…
Ten NIENORMALNY wywalczył w czasie pandemi 2020/2021 aby ksiądz jednak przybył do Czarnowca na święcenie pól i upraw. Większość sołtysów parafii upierała się aby wziąć ziemię w worek i iść do kościoła ją święcić. Ten NORMALNY nawet wszystkich Mieszkańców nie poinformował o tym, że rajczyni organizuje święcenie pól.
Ten NIENORMALNY informował wszystkich Mieszkańców o szczepieniu psów. Ten NORMALNY nie musi. Dlaczego? Ponieważ Mieszkańcy do mnie dzwonili i dzwonią, kiedy będzie szczepienie, bo na stronie czarnowiec.pl nie ma takiej informacji.
Najbardziej parszywa sytuacja w 2025 r.
Wydarzyła się podczas pokątnej decyzji o ustaleniu nazwy dla drogi powiatowej 2550W! Nawet sam wójt rzekuński powiedział do jednego z Mieszkańców, że do Karczewskiego to i tak nie pójdą pytać. Radni oczywiście z naruszeniem prawa podjęli Uchwałę o nadaniu nazwy naszej drogi bez żadnych konsultacji, ogłoszenia zebrania, demokratycznego głosowania! Do dziś, gdy spotykam Mieszkańców DP2550W i pytam czy ktoś z nimi rozmawiał – robią wielkie oczy i nie dowierzają, że można zrobić coś poza ich plecami. Ten NIENORMALNY pytał wszystkich Mieszkańców DP2550W na specjalnie zwołanym zebraniu (wyłącznie dla Mieszkańców tej drogi). Wnioski o nadanie nazwy dla DP2550W zostały odrzucone. Można to było zrobić w demokratyczny sposób, ale ani rajczyni, ani jej podwładny świetlicowy nie uznają demokracji, bo folwark to jednak folwark…
Podesłane pliki graficzne
Postanowiłem wrzucić tu kilka plików, bo wiem, że sporo ludzi nie posiada fejsbuków i instagramów. Z tych obrazków możecie sobie Państwo wyczytać, wypatrzeć, kto był uszczęśliwiony obsadzeniem nareszczie NORMALNEGO… ps. Zauważyłem (na jednym ze skreenów), że pan NORMALNY dnia 5 maja 2024 r. wypisał się z Czarnowca, po tym jak wójt zebrał ludzi specjalnie w długi wekkend majowy aby obsadzić swojego. Obraził się, bo się nie udało, pomimo, że elektorat NIENORMALNEGO był we Włoszech, Szwajcarii, Kanadzie i na Filipinach, na długiej majowej „majówce”. Ten termin zebrania (z 2024 r.) zapewnie niespecjanie sekretariat wójta wskazał, bo taki był w kalendarzu wolny od wszelkich wydarzeń gminnych, długiego majowego weekendu. Wszyscy: wójt, jego kandydat i rajczyni otrzymali czarną polewkę od Mieszkańców Czarnowca.
Aha, w tych szpargałach dyskowych pozostały jeszcze takie:
Oczywiście, ja wiem kto te informacje do mnie pisał, ale je zanonimizuję.
Mieszkaniec Czarnowca – 14.12.2024 r. „Odjebałeś dziś numer stulecia… Jesteś najlepszym sołtysem jakiego kiedykolwiek znałem. Podejrzewam, że nigdy się nie dowiemy o co chodziło…”
Przedsiębiorca z Czarnowca – 15.12.2024 r. „Marek, pamiętam jak Cię poznałem: wracałem do domu autem, zatrzymałeś mnie i spytałeś czy tu mieszkam. Co Cię to obchodzi dziwaku na rowerze – pomyślałem. Powiedziałeś, że jesteś sołtysem i masz dla mnie decyzję podatkową – no spoko 🙂 Po jakimś czasie poznaliśmy się bliżej, a ja byłem coraz bardziej zaskoczony jak wygląda życie społeczne w takiej małej miejscowości. To niebywałe co się tutaj działo przez te kilka ostatnich lat, a jak opowiadałem innym to zwieszali głowy i z zazdrością mówili: „u nas tak nie ma”. Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że trafiliśmy z przeprowadzką akurat wtedy, kiedy byłeś sołtysem (nie znałem poprzedniczki i nigdy wcześniej nie mieszkałem „na wsi”). Cieszy mnie bardzo czego doświadczyliśmy z rodziną przez te lata i mimo, że jakoś wybitnie aktywnie nie uczestniczyliśmy w organizowanych przez Ciebie imprezach to i tak mamy mnóstwo fantastycznych wspomnień i pamiątek. Gdy mieszkańcy Czarnowca zdecydowali, że nienależne jest Tobie miejsce w radzie gminy, pomyślałem ( i wówczas Ci to powiedziałem), że te sołectwo na Ciebie nie zasługuje. Niemniej zgodnie z Twoją prośbą głosowałem, byś został sołtysem. Głosowałem wbrew sobie – to nie była moja „bądź wola twoja”, bo wiedziałem, że będziesz miał pod górę, że będzie Cię te sołtysowanie bardzo dużo kosztować. Że będziesz starał się dla ludzi, którzy i tak tego nie docenią. Cieszę się, że podjąłeś taką decyzję, choć w sercu też jest trochę żalu, bo przecież…nie oszukujemy się – Andrzej się do takich rzeczy po prostu nie nadaje, nie ma takiej charyzmy jaką masz Ty. Dużo się zmieni, a raczej, jak mawiał pewien Podlaski „celebryta” – nie będzie niczego. No cóż fajnie i wesoło to już było i jak to mówią nasi południowi sąsiedzi: „to se ne vrati”. Podjęcie takiej decyzji na pewno nie było łatwe, na pewno nie spadło na Ciebie z dnia na dzień. Nie chcę nawet się domyślać ile Cię to kosztowało nerwów itd. Mam jednak nadzieję, że w końcu odetchniesz, odpoczniesz zajmiesz się swoimi pasjami, rodziną. Mam też nadzieję, że czasem przycyklujesz na nasze osiedle pogadać o czymkolwiek 🙂 Dziękuję Ci za twoje poświecenie i zaangażowanie na rzecz rozwoju naszego sołectwa i jednoczenia jego Mieszkańców. Do zobaczenia”
Doktor historii z Mazowsza – 31.12.2024 r. „Szkoda, że podjąłeś taką, a nie inną decyzję. Smutne, że ludzie tak zaangażowani w działania na rzecz lokalnych społeczności z tych, czy innych względów wycofują się ze swych aktywności … wszystkiego dobrego w 2025 r. Marku …”
Sołtys z gminy Lelis – 29.01.2025 r. „Jako obserwator powiem, że byłeś jednym z najaktywniejszych sołtysów jakich znam ..a znam ich całkiem sporo. Kawał świetnej roboty!”
Influenserka z Wyszkowa – 29.01.2025 r. „Nie wiem o co chodzi, mogę się tylko domyślać, że wpis jest związany z wyborami w miejscowości, w której mieszkasz. Z doświadczenia wiem, że jeśli coś się kończy to wkrótce rozpocznie się coś nowego o wiele lepszego, czego z całego serca Ci życzę. Niech otworzą się nowe drzwi z wszelkimi dobrami dla Ciebie, pozdrawiam.”
Mieszkanka osiedla Działkowego – 29.01.2025 r. „To teraz wszyscy zobaczą jak nowy sołtys się będzie wykazywał. A Marek Karczewski zawsze będzie naszym zapamiętanym sołtysem, który każdego znał przywitał się z każdym i pogadał. Angażowal się we wszystko co mógł. Ale tacy ludzie zawsze zawadzają. Nie pasują bo nie przytakują na wszystko. Mają własne zdanie.”
Współwaścicielka stacji diagnostycznej – 29.01.2025 r. „Nie jestem mieszkanką Czarnowca. A bywam tam właśnie dlatego że mają cudownego sołtysa. Tylko pozazdrościć co robi dla mieszkańców. Organizator do potęgi entej, niesamowity umysł scalania ludzi w jedność. Pozdrawiam cały Czarnowiec, a przede wszystkim Sołtysa z dużej litery.”
Honor, czy to w dzisiejszych, folwarcznych czasach możliwe?
Wielu Mieszkańców oraz obserwatorów, zarzuca mi, że niepotrzebnie zrezygnowałem. Wielu pyta dlaczego? – „przecież mogłeś jeszcze rok wytrzymać i mieć dodatek do emerytury”. Odpowiadam wszystkim to samo: Ja sołtysem nie po to zostałem wybrany, aby zbić na tym fortunę. Nie byłem sołtysem dla pieniędzy tylko dla ludzi. Może za honorowo…? Ocenę pozostawiam Państwu.
Świętujmy rocznicę NORMALNOŚCI.
Marek Karczewski, Czarnowiec, 23.01.2026 r.
Michniewicz z Czarnowca wystawiał ogiera anglo-trakeńskiego. Czy został skrytykowany?
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Niezdecydowanie, zdawać by się mogło wydawca dziewiętnastowiecznej „Gazety Rolniczej” Nr 25 z 1897 r. podaje datę publikacji 7(19) czerwca. Czy zatem gazetę wydrukowano 7 czy może 19 czerwca? Otórz obie daty są prawidłowe. W XIX wieku różnica między kalendarzami wynosiła 12 dni, co sprawiało, że data juliańska przypadała wcześniej niż jej gregoriański odpowiednik. Zapis 7 (19) czerwca 1897 oznacza: 7 czerwca – data według kalendarza juliańskiego, 19 czerwca – data według kalendarza gregoriańskiego (używanego obecnie). Taki podwójny zapis był powszechny w dokumentach z terenów zaboru rosyjskiego, gdzie kalendarz juliański obowiązywał urzędowo aż do 1915/1918 roku.
Z racji na fakt, że kalendarz juliański spóźniał się o 1 dzień na każde 128 lat, 24 lutego 1582 roku, Papież Grzegorz XIII w bulli papieskiej[1] „Inter Gravissimas” ogłosił reformę kalendarza, zwanego odtąd kalendarzem gregoriańskim. Dokument nakazywał pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza, dlatego też po środzie, 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek, 15 października.
Napotykając w dostępnych źródłach podwójne datowanie już wiemy, że te daty prezentowane w nawiasie są podawane według „naszego” gregoriańskiego kalendarza.
Teraz już wiemy, że fakty poniżej opisane będą dotyczyć tych dat z nawiasów. Tyle o podwójnych datach. Wyszło trochę długo, a mieliśmy się w tym wpisie dowiedzieć o Michniewiczu…
Co wiemy z Gazety Rolniczej o Maurycym Michniewiczu – właścicielu majątku Czarnowiec?
Na pierwszej stronie gazety czytamy:
„Wystawa inwentarzy. W dniu 12 b. m. o god. 2-ej po południu otwarto, po dziewięcioletniej przerwie, wystawę inwentarzy, które, jak się spodziewać uależy, odtąd już stale, co roku, powtarzać się będzie. Wbrew naszym, a i ogólnym przewidywaniom, opartym na tak bardzo spóźnionej decyzji, wystawa obesłaną została bardzo licznie. Liczba dostarczonych okazów przewyższa o wiele ilość, jaką widywaliśmy na wystawach poprzednich; stąd prosty wniosek, że gdyby nie spóźniona decyzja, wystawa tegoroczna byłaby wprost imponującą i że takiemi też będą następne.
Lista eksponentów przedstawia się szczegółowo jak następuje: W dziale koni...”
Wystawa inwentarzy, otwarta 12 czerwca 1897 roku po dziewięcioletniej przerwie, odbyła się w Warszawie. Wystawy tego typu organizowano na placach wystawowych w Warszawie, najczęściej na tzw. Polu Ujazdowskim (rejon dzisiejszego Parku Ujazdowskiego i Al. Ujazdowskich). Za organizację odpowiadało Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, a konkretnie jego Sekcja Rolnicza.
Co było przyczyną wspomnianej w gazecie przerwy? Wspomniana przerwa w organizowaniu Wystaw Inwentarzy była spowodowana przede wszystkim zagrożeniem epidemiologicznym (pomorem bydła i chorobami trzody) oraz restrykcjami administracyjnymi władz carskich. Główną przyczyną zawieszenia wystaw po 1888 roku były powtarzające się epidemie chorób zakaźnych zwierząt, które wymuszały na władzach wprowadzanie surowych zakazów przemieszczania inwentarza. Organizowanie dużych skupisk zwierząt z różnych regionów kraju niosło zbyt wielkie ryzyko rozprzestrzenienia się zarazy na całe Królestwo Polskie. Władze rosyjskie, w ramach polityki po powstaniu styczniowym, niechętnie patrzyły na wszelkie inicjatywy sprzyjające konsolidacji polskich środowisk ziemiańskich i gospodarczych. Brak zgody na zjazdy i wystawy był formą kontroli nad aktywnością społeczną Polaków. Po 1888 roku sekcje rolnicze działające przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie borykały się z trudnościami w uzyskaniu odpowiedniego terenu (później wystawy odbywały się na Polu Ujazdowskim) oraz funduszy na budowę tymczasowych pawilonów. Wystawa była wielkim wydarzeniem, ponieważ po raz pierwszy od niemal dekady hodowcy mogli zaprezentować postępy w hodowli bydła, koni i trzody.
Wśród 63. wystawców koni tejże wystawy, przy pozycji 48 widzimy nazwisko Maurycego Michniewicza z Czarnowca, który wystawił jednego ogiera anglo-trakeńskiego.
Wspomniany ogier anglo-trakeński Maurycego Michniewicza był jednym z eksponatów (choć nielicznych) mających dowieść postępu w hodowli prywatnej, która po latach zastoju spowodowanego epidemiami mogła wreszcie zaprezentować swoje wyniki szerokiej publiczności i potencjalnym nabywcom w stolicy.
Ogier Michniewicza (anglo-trakeński) był jedynym egzemplarzem warszawskiej wystawy. Wystawiono araby, oldenburskie, konie wierzchowe swego chowu, anglo-arabskie i inne, ale anglo-traken z Czarnowca był jedyny na warszawskiej wystawie.
Czy ogier Michniewicza (anglo-trakeński) pod koniec XIX wieku był popularny w hodowlach?
Pod koniec XIX wieku ogiery o pochodzeniu anglo-trakeńskim (czyli konie trakeńskie z silną domieszką pełnej krwi angielskiej) były nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe dla europejskiej hodowli koni szlachetnych. Cieszyły się uznaniem. Były fundamentem kawalerii. Rasa trakeńska, rozwijana w Prusach Wschodnich, była głównym dostawcą koni dla armii. Pod koniec XIX wieku dążono do uzyskania koni lżejszych i szybszych, co osiągano właśnie poprzez krzyżowanie lokalnych klaczy z ogierami pełnej krwi angielskiej (anglo-trakeny). W latach 60. XIX wieku ponad 68% klaczy w Stadninie Głównej w Trakenach było krytych ogierami pełnej krwi angielskiej. Do roku 1912 wskaźnik ten wzrósł do ponad 84%, co pokazuje, jak potężny był trend uszlachetniania rasy. Trakeny były symbolem luksusu i sprawności. Konie słynęły z niezwykłej wytrzymałości i szybkości. Pod koniec wieku potrafiły pokonywać trasy długodystansowe znacznie szybciej niż inne ówczesne rasy. W tamtym okresie na ziemiach polskich konie te były marzeniem każdego ziemianina, łącząc elegancję konia wierzchowego z twardością potrzebną w rolnictwie i wojsku.
Jak traken czy anglo-traken Michniewicza mógł wyglądać w 1897 r.?
TEMPELHÜTER ur.1905 w Stadninie w Trakenach. Foto: skrzypiec.net/historia
Królewska Stadnina Koni w Trakenach (Hauptgestüt Trakehnen) była prawdziwym „klejnotem w koronie” Prus Wschodnich. Była to najznamienitsza, najbardziej znana i największa w Europie do wybuchu II wojny światowej hodowla koni szlachetnych.
Początek XIX wieku przyniósł w stadninie rewolucyjne zmiany w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. Koniowi trakeńskiemu nadano typ bardziej wierzchowy poprzez stanowienie ogierami pełnej krwi angielskiej. Koniec XIX wieku to starania hodowlane w kierunku konia trakeńskiego cięższego kalibru, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia.
Dlaczego właściciel ziemski wsi Czarnowiec Maurycy Michniewicz w roku 1897 posiadał w gospodarstwie pełnokrwistego ogiera anglo-trakeńskiego? Michniewicz posiadał ogiera anglo-trakeńskiego z tych samych powodów, dla których rasa ta była wówczas powszechnie ceniona – prestiż, potrzeby wojska (kawalerii) oraz rolnictwa. Można przypuszczać, że będąc aktywnym hodowcą oraz uczestnikiem wspomnianej wystawy, kierował się wieloma motywacjami. Dążeniem do doskonałości hodowlanej, bo konie anglo-trakeńskie uchodziły za konie „szlachetne”, łączące pożądaną wytrzymałość z elegancją i szybkością, co było wynikiem intensywnego uszlachetniania ich krwią angielską. Posiadanie takiego ogiera świadczyło o nowoczesnym podejściu do hodowli i statusie właściciela. Konie te były wszechstronne i posiadały wysoką użyteczność. Choć hodowcy pod koniec XIX wieku dążyli do uzyskania nieco masywniejszych koni na potrzeby rolnictwa, to konie trakeńskie wciąż były cenione jako wierzchowce i konie zaprzęgowe (kawaleryjskie). Ich wytrzymałość i dzielność czyniły je idealnymi do pracy w majątku ziemskim, jak i na użytek wojska.
Wystawy, takie jak ta wznowiona w 1897 r., były miejscem prezentacji najlepszego inwentarza i zawierania transakcji. Michniewicz mógł sprowadzić lub wyhodować takiego ogiera, aby podnieść wartość swojego stada i odnieść sukces na prestiżowej wystawie. Hodowla koni pełnej krwi była często pasją ziemian, a sukcesy hodowlane przynosiły im rozgłos i satysfakcję w środowisku arystokratycznym i gospodarczym. Posiadanie ogiera tej rasy było wówczas inwestycją w najlepszą dostępną „technologię” hodowlaną, gwarantującą potomstwo o pożądanych cechach użytkowych i dużej wartości rynkowej.
Skrytykowano Michniewicza czy wystawę?
Tygodnik rolniczo-przemysłowy „Rolnik i Chodowca” z 1 lipca 1987 roku krytykuje wystawę?
Tak streszcza „ECHA z miasta i z zagona. Treść: … – Z jakiej strony przedstawiony został коń? – Jakie konie mamy, a jakich nam brak?- Nędza koni warszawskich…”
„…Wiele było powodów, dla których wystawa „koni i zwierząt gospodarskich” mogła się nie udać. Najważniejszy ten, że zabrano się do niej zbyt późno i że gdy zabrano się, mówiono zbyt mało. Pomimo to jednak wystawa się udała. O ileżby się więc udała lepiej gdyby… Ale dajmy pokój. Stało się! Na przyszły rok można się będzie po- prawić…”
„…Co do koni, które wyniesione zostały nawet po nad zwierzęta domowe, to te cieszyły się jeszcze innemi honorami, jakie im się należą od towarzystwa wyścigów; umieszczono je w „głównym” pawilonie, przeprowadzano je przed publicznością, jeżdżono na nich wierzchem i w powozach… Koń przedstawiony został ze strony piękna i przyjemności i ewentualnie wojny; jakby zapomniano, że jest on także przyjacielem pracy człowieka i zwierzęciem pociągowem. Na 233 okazy, przedstawiono 20 zaledwie koni roboczych, z których…”
„…Reszta to paradjery pod wierzch i trochę do zaprzęgu. Mamy mnóstwo drobiazgu marnego na wszystkich jarmarkach, hodowanego przez włościan, a kupowanego przez dwory na „fornalki”[2]. Nie brak nam koni i do powozu i do bryczki, ale jeżeli przemysłowiec nasz w Warszawie chce kupić konia pociągowego, silnego do furgonu, to musi go szukać albo za granicą, albo kontentować się przyprowadzonemi przez handlarzy z Cesarstwa. Te ostatnie zaś przychodzą do nas po większej części jako trzylatki (tak jak na wyścigi), a po latach dwóch, lub trzech, z nogami krzywemi i opojami[3] przedstawiają obraz, do czego hodowla racyonalna nie powinna dopuszczać. Tak nędznych koni, jakie się widzi w Warszawie, nie zdarzyło mi się widzieć w żadnem mieście europejskiem. Niktby się nie domyślił u nas tego zamiłowania do koni, z jakiego się ciągle chwalimy i tego „znawstwa” naturalnie. U nas każdy jest znawcą koni!..”
„…Pragnąłbym i życzyłbym, by co rok było lepiej, co rok świetlej. A komitetowi wystawy i tym wszystkim i chrzestnym i rodzonym ojcom wystawy także zapewne o to chodzi. Więc zgoda i do zobaczenia się za rok!” Podsumował Adam Brona.
Czy Brona skrytykował między innymi Maurycego Michniewicza z Czarnowca za wystawienie swojego „paradjera”?
Gdyby kogoś zainteresował tekst pełnego artykułu oraz inne sparawy rolnicze z 1897 roku, to można przeczytać gazetę pobraną z Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej -> (PDF)
Marek Karczewski, 15.01.2026 r.
[1] – Bulla papieska to uroczysty, oficjalny dokument papieski. [2] – Fornalki to najczęściej określenie na zaprzęgi konne (zwykle składające się z dwóch lub czterech koni roboczych). Były one przydzielane do pracy fornalom, czyli stałym robotnikom rolnym w dawnym majątku ziemskim. [3] – Opoje to miękkie, niebolesne obrzęki (wypukłości) występujące najczęściej w okolicach stawów lub pochewek ścięgnistych nóg u koni obciążonych pracą.
Spotkali się przy kamieniu – Czerniejewski i Jaworowski.
Category: Historia,historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Tak kiedyś ustalono granicę pomiędzy Ostrołęką a Dzbeninem i Czarnowcem.
W dość już starej, bo z XX wieku gazecie wydawanej na ziemi łomżyńskiej „Kontakty” wypatrzyłem taki oto wycinek:
„W pobliżu drogi wiodącej z Ostrołęki do Dzbenina leży nad rzeką Narwią głaz. Okoliczna ludność uważa go za niezwykły.
Dawniej stał na nim krzyż. Na płaskiej powierzchni wielkości 3-4 metrów kwadratowych posiada odciśniętą dłoń dziecka z szeroko rozstawionymi palcami. Ów tajemniczy kamień znajdował się w przeszłości na terenach spornych. W końcu XIX wieku o tutejszy las toczył się konflikt pomiędzy dziedzicem Dzbenina i Czarnowca, Czerniejewskim, a właścicielem gospodarstwa rolnego, pasieki oraz młyna wodnego, Jaworowskim, który posiadał grunty w obrębie granic miejskich. Pewnego wiosennego dnia obaj gospodarze spotkali się przy kamieniu. I wtedy zdarzyła się rzecz niezwykła. W wyniku powodzi woda zmyła wierzchnią warstwę ziemi i odsłoniła górną część głazu. Ku zdumieniu zauważyli na kamieniu odcisk ręki dziecka. Uznali, iż nie jest to wybryk natury, lecz znak Opatrzności. Doszli między sobą do porozumienia i ustalili granicę.
Na pamiątkę pojednania pan Jaworowski ustawił na kamieniu krzyż, który został zniszczony przez Niemców w 1915 roku.”
Na poniższym zdjęciu z lat 70-tych XX wieku widzimy siedzącą Gabriellę Kuderską z Jaworowskich, znaną ostrołęcką bibliotekarkę. Górna powierzchnia kamienia znajdowała się wtedy kilkadziesiąt centymetrów nad poziomem gruntu. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Legenda o kamieniu świętojańskim i Milenie oraz o diable Chachluzie.
Legenda legendą, a kamień nadal leży w tym samym miejscu – od wieków nad brzegiem Narwi, który wciąż można podziwiać. Leżał także przed konfliktem granicznym Jaworowskiego i Czerniejewskiego. Leży dziś (w styczniu 2026 r.) przy obecnie budowanej w jego sąsiedztwie, bardzo potrzebnej przeprawy mostowej przez rzekę Narew. Z nadzieją liczymy, że w tym miejscu zostanie zabezpieczony, a lokalni sympatycy historii i legend będą mogli nadal na nim zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Na stronie stowarzyszenia Ekomena z Ostrołęki możemy znaleźć artykuł o głazie, który w 2019 r. „odgrzebano” dosłownie z zalegającej na nim ziemii. W pracach odkrywkowych pomagał członek Ekomeny Paweł Niewiadomski (obecnie prezydent miasta Ostrołęki). Zdjęcie z prac poniżej.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Członkowie Ekomeny o kamieniu piszą tak:
„Kamień legenda, magiczne miejsce” – tak o Kamieniu Świętojańskim pisał Witold Popiołek w swojej książce „Narew pełna wspomnień”. Niestety, nie napisał nic więcej. Kiedyś kamień powszechnie znany, od wielkiej powodzi w roku 1979 zapomniany, gdyż został przysypany warstwą ziemi. Równo 40 lat nie było wiadomo, gdzie się znajduje, lecz w roku 2019 członkowie naszego Stowarzyszenia go odnaleźli i odkopali. To ogromny granitowy głaz o nietypowej, płaskiej powierzchni. Na głazie znajdują się inskrypcje – wyryte dwa krzyże. Głaz ten intrygował nas od początku, a zwłaszcza tajemnicze słowa Witolda Popiołka o legendzie i magicznym miejscu. Wiele lat zbieraliśmy strzępki informacji o nim. Z pojedynczych fragmentów udało się napisać legendę o tym kamieniu:
„Siedział sobie diabeł Chachluz na bagnisku i rozmyślał: – Jak to jest, że inne diabły dorobiły się a to opuszczonego młyna, a to rozlatującej się karczmy, a diabeł Boruta w Łęczycy miał już nawet swój zamek. Za to on, mimo wielu starań, jak był czartem błotnym, tak i dalej czartem błotnym pozostał. Czyli w hierarchii diabłów stał najniżej. Śmiały się z niego inne diabły, że taki nieporadny i tylko wychodzą mu niegroźne psikusy. A to czasem zaplącze w kołtun koński ogon na pastwisku, a to porozrzuca siano w stogach, a to ukradnie kurę. Ludzie się go nie bali, raczej żartowali, czasami straszono nim małe dzieci. A i te, gdy dorosły do słusznego wieku sześciu lat, naśmiewały się z niego. Ściemniało się. Z oddali słychać było coraz głośniejsze dźwięki rytmicznej melodii. Nadchodziła Noc Świętojańska, zwana też Nocą Kupały. Na brzegu Narwi zajaśniało ogromne ognisko. Kto żyw zmierzał w jego stronę aby bawić się do białego rana. Ocknął się Chachluz z zadumy. Czuł, że to będzie jego noc… Na święto wybierał się także Janko, sierota. Rodzice zmarli mu wiele lat temu, podczas epidemii. Wychowywała go babcia, ale też pomarła niedawno. Od tego czasu tułał się między gospodarzami, wykonując drobne prace. Pasał krowy, pomagał w pracach gospodarskich za wikt i opierunek. Janko wykombinował sobie, że na Święcie Kupały na pewno pozna jakąś miłą pannę. Miał w końcu 17 wiosen i czas już był najwyższy. Ubrał się zatem w swój najlepszy przyodziewek i ruszył w stronę rzeki. Zabawa już się rozkręciła na dobre. Z początku wszyscy tańczyli razem. Kiedy jednak zaczęli dobierać się w pary, Janka nikt nie chciał. Dziewczęta wyśmiewały jego biedny ubiór, nieśmiałość, brak pewności siebie. Po wielu próbach Janko zwątpił. Przeklął swój los, po czym wykrzyknął w przestworza: – Oddam wszystko, żeby być takim, jak inni młodzieńcy...”
„…Kamień pozostał do tej pory na starym miejscu. Bagno z biegiem lat wokół niego wyschło. Do lat 70-tych XX wieku kamień był ogólnie znany i często odwiedzany. W roku 1979 Ostrołękę nawiedziła wielka powódź. Aby ratować miasto, zdecydowano o budowie wału. Od strony Dzbenina wał bierze początek w pobliżu głazu. W to właśnie miejsce była zwożona ziemia na budowę wału. Niewykorzystana ziemia tak podniosła okoliczny teren, że na kolejne lata głaz znalazł się pod około 20-centymetrową warstwą ziemi. Na czterdzieści lat pozostał w zapomnieniu… Ludzie powiadają, że kamień ten ma cudowne moce, pomaga nieszczęśliwie zakochanym dokonać właściwego wyboru, a tym szczęśliwie zakochanym daje siłę na różne zmartwienia i frasunki. Bije od niego pozytywna energia. Bywa nazywany kamieniem zakochanych lub kamieniem świętojańskim...”
Tu można przeczytać pełną treść artykułu o kamieniu i legendy -> EKOMENA
Poniżej zdjęcie posiadłości Państwa Jaworowskich z początków XX wieku. Obecnie (po prawej) to dzika plaża przy moście kolejowym oraz miejsce budowy nowej przeprawy mostowej przez Narew. Z prawej strony od wiatraka znajduje się kamień świętojański. Kamień kiedyś wyznaczał granice posiadłości Jaworowskich i Czerniejewskich. W tej chwili przez kamień przebiega również granica Miasta Ostrołęki i gminy Rzekuń – wsi Dzbenin. Zdjęcie z kolekcji Pana Bohdana Wojciechowskiego.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Czesław Parzych, znany poeta, regionalista, kronikarz miasta
Czesław Parzych opisał historię sporu granicznego między Wojciechem Czerniejewskim a Tomaszem Jaworowskim w swojej publikacji zatytułowanej: „Dzbenin – wieś nad Narwią” (wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki). W tej monografii Parzych przytacza historyczne dokumenty (m.in. z XVIII wieku), które obrazują życie dawnej szlachty zagrodowej w okolicach Ostrołęki. Spór właściciela Czarnowca Wojciecha Czerniejewskiego z Tomaszem Jaworowskim jest tam przedstawiony jako klasyczny przykład sąsiedzkich zatargów o miedzę i granice posiadłości w dawnym Dzbeninie, co rzuca światło na ówczesne stosunki własnościowe i krewkość lokalnych właścicieli ziemskich.
Parzych opisuje spór Wojciecha, a o Walentym, Tomaszu czy Władysławie (Czerniejewskich) nie. Czy wszyscy Czerniejewscy toczyli spór z Jaworowskimi? Czy od momentu ustalenia granicy na kamieniu spory ustały?
W historycznych zestawieniach właścicieli ziemskich (do których dotarliśmy) Wojciecha Czerniejewskiego trudno znaleźć jako właściciela głównego majątku w Czarnowcu, ale w sąsiednim Dzbeninie. Głównymi i najbardziej znanymi właścicielami majątku w Czarnowcu była rodzina Wyszomirskich, która zarządzała dworem do czasu nacjonalizacji po II wojnie światowej. Wcześniej wśród właścicieli wymieniani są również przedstawiciele rodzin Michniewiczów, Doberskich, Glinki, czy Iżyckich. Wojciech Czerniejewski (szlachcic zagrodowy) posiadał swoje dobra, które graniczyły bezpośrednio z gruntami Tomasza Jaworowskiego. To właśnie na styku tych dwóch posiadłości w miejscowości Dzbenin dochodziło do opisywanych przez Czesława Parzycha sporów granicznych. Obie miejscowości graniczą ze sobą (Dzbenin gmina Rzekuń i Ostrołęka), historyczne dokumenty według Parzycha przypisują Wojciecha Czerniejewskiego do szlachty dzbenińskiej, oraz właścicieli folwarku w Czarnowcu.
Ludwik Jaworowski (zm. 26 grudnia 1945 r. w wieku 62 lat). Przedstawiciel rozległej dziś rodziny Jaworowskich, przybyłej do Ostrołęki z Wołynia za króla Zygmunta III Wazy. Jaworowscy byli rolnikami i młynarzami, trudnili się też pszczelarstwem, a ich grunta obejmowały tereny od wsi Drężewo do fortu, część Otoku, teren obecnego osiedla Sienkiewicza, Jaracza, Łęczysk i Piaski, granicząc z gruntami Czerniejewskich, dziedziców dworów Czarnowiec i Dzbenin.
Fot. ze strony Ekomena.org.pl (dostęp 11.01.2026 r.)
Źródła: – Gazeta „Kontakty” str. 13, Nr 34 (825) 25.08.1996 r. – strona www Ekomena org pl, dostęp 11.01.2026 r. – Zeszyty Naukowe Nr III (1989)
Skoro dziś posiadamy już sporo wiedzy o czarnowieckim dworze – majątku – dobrach, to wypadałoby to w jakiś logiczny sposób zindeksować.
Zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam do doskonałości dat w postaci dd.MM.rrrr, a obecnie możemy podawać same lata (w przybliżeniu). Może jeszcze okaże się, że zaistnieją w bliżej nieokreślonym czasie takie możliwości, aby dogrzebać się do protokołów, aktów notarialnych, umów pomiędzy poszczególnymi właścicielami majątku w Czarnowcu, ale czy aż tak musiałoby wyglądać zestawienie, aby ocenić je na „celujący”?,
W menu „HISTORIA” dodaliśmy „INDEKS DZIEDZICÓW”, który ma pomóc Państwu w odszukaniu informacji, np. Kto w roku 1939 – podczas wybuchu II wojny światowej zarządzał gospodarstwem (dworem) w Czarnowcu?
Indeks jest oczywiście niekompletny i wyłącznie od Państwa zaangażowania może zależeć jego aktualizacja. Każdy kto chciałby zgłosić swoje uwagi, lub posiada wiedzę o innych zarządcach majątkiem czarnowieckim proszony jest o kontakt pod nr 533 613 913 – Marek Karczewski lub napisanie swojej opinii na adres: wiesczarnowiec@gmail.com.
UWAGA! Na stronie „indeks dziedziców”, aby przeczytać szerszy opis o właścicielu/dzierżawcy, należy kliknąć w obrazek/awatar.
Dziękujemy za wszelkie sugestie i uwagi do naszej strony.
Proszę kliknąć w poniższy obrazek aby przejść do indeksu właścicieli dworu w Czarnowcu.
Strzelała z dubeltówki, uczyła ochroniarki. Kim była dzierżawczyni Czarnowca sprzed wielkiej wojny
Category: Historia,historyczne
written by Jacek | 1 sierpnia 2026
Magdalena Glinczanka z bratem Janem w 1896 roku. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.
W ostatnich tygodniach znaleźliśmy dwa źródła wskazujące na to, że dzierżawcą majątku Czarnowiec, na początku XX wieku, był Władysław Glinka z Suska, który przekazał dzierżawę w ręce swojej córki – Magdaleny.
Kim była Magdalena Glinczanka, po mężu Skarżyńska, dowiadujemy się z pośmiertnego wspomnienia zamieszczonego w „Gazecie Polskiej” z 26 lipca 1917 roku. Poniżej przytaczamy to wspomnienie w oryginalnym brzmieniu, nie poprawiając błędów, które wyglądają na błędy zecerskie, niezależne od woli autora. Kilka objaśnień do poniższego tekstu zamieszczamy na końcu.
Ś.p. Magdalena z Glinków SKARŻYŃSKA
Zakończyła żywot na obczyźnie w Moskwie świętej pamięci Magdalena z Glinków Skarżyńska.
Kilka słów o autorze tego wspomnienia. Franciszek Ksawery Pusłowski był wojskowym i polskim dyplomatą. Zapisał się w historii bo w czasie konferencji w Paryżu (tej, na której podpisano traktat wersalski, sankcjonujący powstanie niepodległego państwa polskiego) pracował jako osobisty tłumacz Ignacego Jana Paderewskiego. Pusłowski, najprawdopodobniej znał się z Władysławem Glinką, a na pewno Władysław Glinka doskonale znał polityczną działalność Pusłowskiego.
Uważny czytelnik zapewne dostrzeże w powyższym tekście literówki typu „wychodźtwem” zamiast „wychodźstwem”, albo „wynarowienia” zamiast „wynarodowienia”, czy zdanie rozpoczęte od małej litery, czy niezbyt logiczne stosowanie wielkich i małych liter w nazwie wydziału i uczelni, na której studiowała, czy w końcu iście rosyjską odmianę nazwy miasta Rosław (ros. Rosławl) „Rosławlu”, zamiast „Rosławiu”. Zachowaliśmy te błędy w cytowanym tekście, bo są one świadectwem czasów, w których powstawał. Zecerzy, układający w pośpiechu odlane z ołowiu (albo ze stopu ołowiu, antymonu i cyny) czcionki, nie zawsze układali je w sposób w stu procentach odzwierciedlający brzmienie dostarczonego im tekstu. Takie były warunki powstawania gazet na czcionkach z ołowiu.
A ten nieszczęsny „Rosławl” w czasie powstawania tekstu-wspomnienia o Magdalenie był prawdopodobnie bardzo rozpowszechnionym uzusem językowym. Pamiętajmy, działo się to w czasach, gdzie urzędowy rosyjski przenikał się z naturalnym dla naszych ziem, powszechnie używanym językiem polskim. Sądzimy tak, bo w innych materiałach z tamtych czasów również występuje odmiana „w Rosławlu”. Zresztą, co tu dużo mówić – również dziś w polskiej publicystyce politycznohistorycznej bez większego trudu można trafić np. na rosyjsko odmienioną „dynastię Romanowych” zamiast dynastię Romanowów.
Niezależnie od tego warto zwrócić też uwagę, że na styl hrabiego Pusłowskiego – z jednej strony patetyczny i poetycki, z drugiej: osobisto-familiarny. Magdaleny z Glinków Skarżyńskiej nie żegnał na łamach „Gazety Polskiej” ktoś, dla kogo było to jednym z wielu obowiązków. Jest to bardzo osobiste wspomnienie.
Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Druga od lewej: Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.
Kto inny zada sobie pytanie dlaczego w tekście pojawia się „Glinczanka”. Dziś w dobie coraz powszechniejszego, niepoprawnego, nieodmieniania nazwisk nawet przez przypadki, chyba wymaga to wyjaśnienia. W dawnych czasach nazwiska żeńskie przybierały różną formę w zależności od stanu cywilnego kobiety. Gdy nazwisko w formie podstawowej kończyło się na „a”, nazwiska panien odmieniano dodając końcówkę „-anka”, a kobiet zamężnych „-yna” albo „-ina”. Żeby nie było za łatwo, to w żeńskich formach nazwiska Glinka, „k” naturalnie wymieniało się na „cz”. Zatem panna z rodu Glinków była Glinczanką, a żona męża o nazwisku Glinka była Glinczyną.
Zupełnie inną zasadę odmiany nazwisk żeńskich w zależności od stanu cywilnego nasz piękny, fleksyjny, język ojczysty przewidywał dla nazwisk zakończonych na spółgłoskę. Tu wobec panien stosowano końcówkę „-ówna”, a wobec kobiet, które przyjęły nazwisko męża – „-owa”.
Wróćmy jednak do tekstu Pusłowskiego. Wydaje się dość oczywiste, ale dla porządku wyjaśnijmy o co chodzi w zdaniu: „Panienka ze dwora utrzymywała tajną szkołę a ojciec jej, dziedzic, płacił kary”. Prowadzenie polskich szkół było w Rosji (a tereny, na których mieszkamy były wtedy częścią Rosji) zakazane pod groźbą kar.
Magdalena z narzeczonym Stefanem na krótko przed ślubem. Zdjęcie ze zbiorów Tomasza Komornickiego.
Najłagodniejsze były kary pieniężne i jak wynika z tekstu, takie właśnie nakładano na szkołę Magdaleny Glinczanki. Ktoś, kto wbrew zakazowi prowadził polską szkołę, narażał się również na więzienie, albo na zsyłkę na Syberię. O dotkliwszych karach niż pieniężne Franciszek Ksawery Pusłowski w przytoczonym tekście nie wspomina.
Wyjaśnienia wymaga również co kryje się za skrótowcem CKO, zapisywanym przez autora jako C.K.O. We współczesnej polszczyźnie w skrótowcach nie stosuje się kropek, ale – jak wspomnieliśmy – przepisaliśmy tekst z gazety dokładnie tak, jak wyglądał na łamach. Chodzi o Centralny Komitet Obywatelski – organizację społecznej samopomocy świadczonej przez Polaków, Polakom, którzy doznali krzywd z powodu I wojny światowej, zwanej wtedy wielką wojną. Komitet powstał w 1915 roku. Polskim uchodźcom wojennym udzielał pomocy żywnościowej, finansowej, kulturalno-oświatowej, religijnej, sanitarnej i w znalezieniu pracy. CKO organizował również opiekę dla dzieci i młodzieży. W tym kontekście należy czytać „dwa pokolenia ochroniarek”, ponieważ wtedy placówki opieki nad dziećmi nazywały się ochronkami.
O Magdalenie z Glinków Skarżyńskiej wiadomo jest znacznie więcej. Materiały o rodzinie Glinków niestrudzenie zbierają i opracowują Barbara Cywińska i Piotr Plewka. W naszych publikacjach zajmujemy się osobami i wydarzeniami w kontekstach ściśle związanych z Czarnowcem. Jeżeli jednak ktoś chce głębiej poznać życie dawnej dzierżawczyni Czarnowca oraz jej rodziny, powinien sięgnąć po publikacje m.in. Radia dla Ciebie, „Tygodnika Ostrołęckiego”, czy „Nowego Kuriera Mławskiego”.
Pan Piotr Plewka na prośbę Marka Karczewskiego udostępnił nam sporo materiałów o Magdalenie, zwanej przez rodzinę Madlenką. Dzięki temu mieszkańcy Czarnowca i inni czytelnicy naszej strony mogą zobaczyć również jak wyglądała ta – jak określił ją Pusłowski – panna samodzielnie gospodarująca w Czarnowcu.
Z jednego z prasowych doniesień wynika, że już na początku XX wieku władze zdawały sobie sprawę, że nie można bezrefleksyjnie wycinać drzew. Że liczba drzew jest ograniczona, a zasób ten odtwarza się bardzo wolno. W przypadku Czarnowca wycinkę drzew limitowały władze zależne od Petersburga, bo państwa polskiego wtedy nie było, a Czarnowiec znajdował się wówczas w granicach Rosji.
„Łomżyński komitet ochrony lasów na ostatnim posiedzeniu postanowił (…) odrzucić prośbę właściciela dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim na wyrąb drzew dojrzałych w tych dobrach” – czytamy w „Kurjerze Warszawskim” z 30 kwietnia 1901 roku. Właścicielem dóbr Czarnowiec był wówczas Zygmunt Doberski.
Carskie imperium słynęło z niezwykle rozbudowanego aparatu biurokratycznego. Gubernialne komitety ochrony lasów były w nim tzw. organem administracji specjalnej, czyli działającym w terenie, ale nie podlegającym gubernatorowi, tylko bezpośrednio władzom w Moskwie. Komitety ochrony lasów podlegały więc bezpośrednio Ministerstwu Rolnictwa i Majątku Państwowego i miały pilnować w terenie przestrzegania ustawy o ochronie lasów (’położenije o sbierieżenii liesow’). W skład każdego z komitetów wchodzili: gubernator, wicegubernator, prezes sądu okręgowego (lub osoba przez niego wyznaczona), urzędowy zarządca nieruchomości państwa na terenie guberni, rewizor leśny oraz stały członek gubernialnego kolegium ds. włościańskich, prezes Gubernialnej Dyrekcji Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i dwóch przedstawicieli właścicieli lasów, czasem też jeden z leśniczych.
Ten ośmio- lub dziewięcioosobowy komitet miał w rękach niemałą władzę. To komitet ochrony lasów decydował które lasy są chronione, a które nie. Ale nawet w lasach niechronionych nie można było wycinać drzew jak komu się podoba. Wydawanie zezwoleń na wycinkę należało właśnie do komitetu. Komitet, jeśli dawał pozwolenie, to nakazywał również w określonym terminie ponownie sadzić drzewa na terenach po wyrębie. Chyba, że ktoś chciał przeznaczyć wyrąbany teren na cele inne niż las. Wtedy musiał się zwrócić o zgodę do… komitetu ochrony lasów. [1]
Tak wyglądały kompetencje i struktura komitetów ochrony lasów. Czy komitety te dobrze chroniły dobra leśne? Tu już nie można mieć pewności. Carska administracja uchodziła za bardzo skorumpowaną. Równie dobrze mogła kierować się innymi interesami niż potrzeba ochrony przyrody.
W gazetach z początku wieku można znaleźć też inne decyzje komitetu ochrony lasów, dotyczące Czarnowca. Na przykład rok wcześniej komitet zatwierdził „plany gospodarstw leśnych” m.in. „w majątku Czarnówiec gm. Rzekuń w pow. ostrołęckim”, o czym dowiadujemy się również z „Kurjera Warszawskiego” z 25 czerwca 1900 r.
Na tym samym posiedzeniu łomżyński komitet ochrony lasów postanowił „uznać za pustoszący i powstrzymać wyrąb lasów na przestrzeni leśnej pod wsią Przetycz gm. Długosiodło”.
Kto jeździ pociągami, ten wie, że koło wsi Przetycz biegnie linia kolejowa z Warszawy do Ostrołęki. Jest nawet stacja o nazwie Przetycz, choć znajduje się w Bosewie Starym. Lasy, w których wkrótce doszło do „pustoszącego” wyrębu mogli podziwiać z okien pociągów letnicy przyjeżdżający na wypoczynek do Czarnowca. A bawiąc u Doberskiego wczasowicze mogli się cieszyć niewyciętym, nawet częściowo, lasem. Bo w 1899 roku (być może także w późniejszych Doberski wynajmował letnikom pokoje. I to nie byle jakie. Były to „śliczne” pokoje. Dowiadujemy się tego z ogłoszenia drobnego, zamieszczonego również w „Kurjerze Warszawskim” 3 maja 1899 r. Brzmiało ono: „Nowość! W dobrach Czarnowiec pod Ostrołęką do wynajęcia ślicznych 5 pokojów, weranda, kuchnia, etc., w oficynie murowanej w ogrodzie, las blizko, konie produkty na żądanie, miejscowość rzadko zdrowotna, 2 wiorsty od stacji. Wiadomość: Sadowa 4 mieszk. 7. rano”.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ogłoszeniu, bo między wierszami można w nim wyczytać parę ciekawych informacji o Czarnowcu. Pokoje do wynajęcia dla letników znajdowały się w murowanej oficynie w ogrodzie, a więc nie w samym dworze. Właściciel nie dzielił więc swojego domu z letnikami. Miał dla nich osobny budynek.
Uwagę czytelnika tego ogłoszenia na pewno zwraca nieużywana dziś konstrukcja słowna: „miejscowość rzadko zdrowotna”. Dziś, gdyby przeanalizować tę frazę dosłownie, wyszłoby że Czarnowiec rzadko jest zdrowotny, częściej zdrowotny nie jest, ale to absurd. Przytoczone wyżej trzy słowa należy rozumieć, że Czarnowiec był wtedy miejscowością zdrowotną, jak rzadko która (dziś powiedzielibyśmy: „mało która”) podobna mu miejscowość.
Kto na temat letniska w Czarnowcu mógł udzielać informacji pod adresem Sadowa 4 m. 7 pozostaje na razie niewiadomą. Niech ciekawych nie zwiodą próby poszukiwania ulicy Sadowej na dzisiejszej mapie Warszawy. Owszem, w Warszawie jest taka ulica, ale w 1899 roku miejsce to było bardzo daleko od ówczesnej Warszawy. Śladem tamtej, wymienionej w ogłoszeniu, ulicy Sadowej idzie dziś śródmiejska niewielka uliczka Skorupki.
To jeszcze na koniec odnotujmy, że w jednej z gazet z 1917 roku (na razie rozmyślnie nie napiszemy której, ale już wkrótce to wyjawimy 🙂 ) znaleźliśmy publikację potwierdzającą to, co tuż przed Bożym Narodzeniem ub. r. zamieścił tu Marek Karczewski. Tak, Magdalena Glinczanka z Suska dzierżawiła majątek Czarnowiec. Choć tu akurat nie zostało napisane od kogo. Wiadomo tylko, że było to w 1913 roku lub później. W artykule napisane jest tylko tyle, że jej „ojciec bierze w dzierżawę majątek Czarnowiec i oddaje go córce. Był to jedyny w powiecie przykład kobiety, panny, gospodarującej samodzielnie, a pracowała wstając od czwartej z rana, niestrudzenie”.
W kolejnej publikacji przybliżymy postać Magdaleny Glinczanki, która dzierżawiła Czarnowiec, a w jeszcze następnych pokażemy kolejne epizody z życia naszej wsi, odtworzone na podstawie ogłoszeń urzędowych i drobnych, zamieszczanych w gazetach.
Jacek Pawłowski
[1] Umocowanie prawne i kompetencje komitetu ochrony lasów podaję za pracą Artura Góraka i Krzysztofa Latawca „Rosyjska administracja specjalna w Królestwie Polskim 1839-1918”, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2015.
PS. Na przełomie XIX i XX wieku fotografia nie była powszechną formą komunikowania. Z braku zdjęć z epoki, żeby było na czym oko zawiesić, zamieszczam stylizowane kadry z dzisiejszego spaceru po Czarnowcu 🙂
To już 44 lata, gdy w Polsce nadeszła wielka godzina próby. 13. grudnia 1981 r. obudziliśmy się w innej rzeczywistości.
Dziś należy wspominać ten dzień, bo wielu obecnych Mieszkańców nie było jeszcze na świecie, a my młodzi ludzie nie zdawaliśmy sobie sprawy z zagrożeń ze wschodu. Co gorsza, w szkołach podstawowych, średnich i na studiach wpajano nam, że sowieci, to nasi przyjaciele i wybawcy! W co mieliśmy wierzyć, gdy propaganda telewizyjna, radiowa i prasowa docierała do nas co dzień. Nie każdy historyk – nauczyciel odważył się głosić prawdę. Społeczeństwo Polski było przesiąknięte miłością do ZSRR (CCCP)… Aż przyszła niedziela, 13. grudnia 1981 r.
Dziś internet z rana podrzuca taki oto tekst z Newsweek, z którym zachęcam się zapoznać (tekst oryginalny):
W grudniu 1980[1981] sowieckie czołgi stały nad polską granicą. „Interwencja w ciągu 48 godzin”
9 grudnia 1980 r.[1981] katastrofa wydawała się nieunikniona. Zbigniew Brzeziński pokazał prezydentowi Carterowi raport CIA: co najmniej 27 dywizji osiągnęło gotowość natychmiastowego wkroczenia do Polski.
Obserwujemy ruchy wojsk wzdłuż niemal wszystkich granic Polski, ciągnące zewsząd kolumny ciężarówek. Dywizje, pułki i ośrodki łączności zostały postawione w stan pełnej gotowości. Przyszykowano także zaplecze logistyczne oraz szpitale. Wyposażenie wojsk spadochronowych zostało załadowane na samoloty” – zanotował 9 grudnia 1980 r.[1981] w swoim dzienniku Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA.
Zdaniem amerykańskiego wywiadu interwencja miała nastąpić najdalej w ciągu 48 godzin. „Rozmawiałem z prezydentem. Jedyne, co możemy zrobić, to pozbawić Sowietów elementu zaskoczenia i uświadomić im, jaką cenę będę musieli zapłacić na arenie międzynarodowej” – podsumował Brzeziński.
Amerykanie od początku grudnia śledzili na zdjęciach satelitarnych koncentrację sprzętu pancernego wzdłuż granic Polski. Wywiad radiowy odnotował gwałtowny przyrost szyfrowanych komunikatów między dowództwami armii i dywizji. Amerykańscy dyplomaci z państw ościennych depeszowali, że wstrzymany został ruch na przejściach granicznych z Polską, a nawet dostęp do obszarów w pasie przygranicznym.
Najcenniejsze informację pochodziły jednak od Jacka Stronga, agenta ulokowanego w Sztabie Generalnym polskiej armii. Jedynie kilka osób w CIA wiedziało wtedy, że pod tym kryptonimem kryje się płk Ryszard Kukliński.
W pierwszych dniach grudnia Strong donosił: „Przedstawiciele »bratnich armii« przebrani w stroje cywilne przeprowadzają zwiad na trasach inwazji, wytyczają marszruty i sprawdzają warunki terenowe przyszłych działań. Scenariusz interwencji zakłada zgrupowanie wkraczających armii w pobliżu najważniejszych ośrodków stacjonowania wojsk polskich w celu przeprowadzenie ćwiczeń z wykorzystaniem ostrej amunicji. Następnie, w zależności od rozwoju wydarzeń, wszystkie większe polskie miasta, zwłaszcza ośrodki przemysłowe, zostaną odcięte od świata. Zgodnie z planem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR Armia Polska pozostanie w koszarach, podczas gdy wojska »sojusznicze« będą prowadziły przegrupowania na całym terytorium Polski”.
Sytuacja w Polsce była głównym przedmiotem narad w Białym Domu z udziałem prezydenta, sekretarzy stanu i obrony oraz doradcy ds. bezpieczeństwa. Interwencja zbrojna w Polsce przekreślałaby nadzieję na oddolną demokratyzację bloku sowieckiego, ale bardziej niepokojący był jej wymiar militarny. Tysiące czołgów oraz setki tysięcy żołnierzy znalazłoby się bliżej wschodnich granic NATO, co znacząco zmieniało scenariusz ewentualnej wojny.
Pierwszy sekretarz PZPR próbował ratować i państwo i siebie, składając wiernopoddańczy hołd Breżniewowi. „Utrzymujemy stałe kontakty z kierownictwem KPZR i bardzo cenimy sobie, towarzyszu Leonidzie Iljiczu, waszą opinię i rady, których nam udzielacie – mówił podczas obrad. – Uznajemy fundamentalne znaczenie waszej oceny dotyczącej naszych trudności, pokrywa się ona z naszą oceną co do przyczyn konfliktów, które występują w Polsce. Pod kierownictwem premiera pracuje sztab utworzony przez Biuro Polityczne i przygotowuje cały szereg różnych środków. Do nich należy między innymi kwestia wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Przygotowywana jest też operacja aresztowania szczególnie aktywnych działaczy kontrrewolucji. Utworzymy też specjalne grupy składające się ze szczególnie zaufanych członków partii, jeżeli będzie to konieczne, zostaną one wyposażone w broń. (…) Bądźcie pewni, towarzysze, że wówczas wykażemy się dużym zdecydowaniem w stosunku do kontrrewolucji, w obronie socjalizmu, socjalistycznej władzy w Polsce”.
Kreml wydawał się udobruchany upokorzeniem Kani. Na zakończenie obrad Breżniew wygłosił co prawda zwyczajową litanię pretensji pod adresem polskiego kierownictwa, ale też pochwalił je za gotowość do podjęcia zdecydowanych kroków. Zebrani jednogłośnie przyjęli treść lakonicznego komunikatu i nie podejmowali już tematu wspólnych manewrów.
Sprawa wróciła jednak tego samego wieczoru podczas rozmowy w cztery oczy między Kanią i Breżniewem. „A więc dobrze, nie wejdziemy. Chyba że sytuacja się skomplikuje – wtedy wejdziemy. Ale bez twojej zgody nie wejdziemy” – miał powiedzieć radziecki przywódca.
Z raportów CIA wiadomo, że przygotowania do interwencji bynajmniej nie ustały w tym momencie. Kolejne jednostki dołączały do wojsk zgrupowanych wzdłuż granicy z Polską. Amerykanie odpowiedzieli eskalacją gróźb: Carter zapowiedział, że Stany Zjednoczone rozważają wzmocnienie obecności militarnej na Bliskim Wschodzie, a kwatera główna NATO ogłosiła podniesienie gotowości bojowej sił Sojuszu w obliczu „potencjalnego zagrożenia”.
Być może decydujące znaczenie miała lista amerykańskich sankcji gospodarczych planowanych wobec Związku Radzieckiego, która za sprawą Brzezińskiego wyciekła do prasy. 12 grudnia wywiad satelitarny poinformował, że radzieckie dywizje wracają do koszar.
Historycy do dzisiaj mają problem, jak zinterpretować sowieckie działania wobec Polski w pierwszej połowie grudnia 1980 r.[1981] Blef? Skala mobilizacji i mnogość uruchomionych procedur wydają się sugerować, że Kreml naprawdę gotów był na militarną interwencję.
Co zatem odwiodło Kreml od „udzieleniu bratniej pomocy”? Co zatrzymało radzieckie dywizje pancerne? Przemówienie Kani w Moskwie oprócz ogólnych obietnic nie zawierało niczego, co zmieniałoby radziecką ocenę sytuację w Polsce – Solidarność nadal była w ofensywie, a PZPR wciąż w defensywie.
Prawdopodobnie zatem narada przywódców państw Układu Warszawskiego została przez ekipę Breżniewa wykorzystana jako zasłona dymna, dzięki której można było wycofać się z podjętej już decyzji, zachowując twarz. Decydująca była szybka i zdecydowana reakcja Waszyngtonu, która uświadomiła Kremlowi, jaki będzie koszt zlikwidowania Solidarności. Politbiuro uznało, że per saldo bardziej opłaca się dać polskim towarzyszom czas na przygotowanie własnego stanu wojennego.
Echa sytuacji międzynarodowej docierały rzecz jasna do polskiego społeczeństwa, chociaż pogłoski o mobilizacji Układu Warszawskiego traktowano trochę jako propagandową grę władzy – przysłowiowe strachy na Lachy. „Oświadczenia rosyjskie wskazują pośrednio, że przynajmniej na razie nie wkroczą – notował w swoim dzienniku Waldemar Kuczyński. – Jednak nigdzie nie stwierdza się wprost, że w ogóle nie mają takich planów. Interwencja jest dość powszechnym tematem rozmów, ale mam wrażenie, że nie dostaje nam wyobraźni i mówimy o tej ewentualności zadziwiająco spokojnie. Może po prostu nie wierzymy w taką ewentualność?”.
A było naprawdę blisko.
Źródło: Piotr Osęka, „W grudniu 1980[1981] sowieckie czołgi stały nad polską granicą. „Interwencja w ciągu 48 godzin”, „Newsweek Polska” 50/2020
Tyle Newsweek… Pomijając fakt, że autor pomylił daty, które oczywiście dotyczą 13 grudnia 1981 r! (nie 1980!) jest tu zawarte sporo treści, jak zawsze do dyskusji. Czy Kukliński i Jaruzelski pozostali zdrajcami dla naszego kraju, czy może bohaterami? Opinie jak zawsze są podzielone. W opinii Polaków jest zawsze różnica zdań, nie tylko w tej kwestii.
W okresie, po wyzwoleniu kraju z wpływów państwa sowieckiego, jedynym, wspólnym dniem ze zdecydowaną, zgodną decyzją Polaków były wybory parlamentarne…
25 września 2025 r. podczas zorganizowanego spotkania autorskiego przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce ze znanym historykiem Antonim Dudkiem padło dużo słów o trudnym dla Polaków okresie, m.in. stanie wojennym. Zadałem wówczas profesorowi Antoniemu Dudkowi pytanie: „Kiedy zatem narodziła się Trzecia Rzeczpospolita i jaką datę wyznaczyłby Pan na świętowanie tak znaczących przemian?”. Profesor odpowiedział: „jedynym dniem w powojennej historii Polski jest dzień 4 czerwca 1989 r. gdzie Polacy jednoznacznie opowiedzieli się za obaleniem dotychczasowej władzy i zdecydowane oderwanie się od wpływów sowieckich.” To był jedyny dzień po II wojnie światowej gdzie Polacy pokazali swą jedność.
W przypadku wprowadzenia, w 1981 r. przez Jaruzelskiego stanu wojennego na terytorium całego kraju, oraz współpracy Ryszarda Kuklińskiego z CIA (Centralną Agencją Wywiadowczą) opinie Polaków są wielce różniące się.
Jeśli ktoś z Państwa posiada własne doświadczenia z 13 grudnia 1981 r., prosimy o wpisanie w komentarzu.
Wspomnienia z 2020 r.
Chciałbym przypomnieć również opowieść kolegi Zbyszka, którą publikowaliśmy na naszych łamach. Można to przeczytać tu ->
Wyobraźcie sobie Państwo sytuację ze zdjęcia poniżej, gdzie dziecko czeka na wieczorynkę, a w ekranie telewizora widzi Jaruzelskiego…
Foto: Marek Karczewski. Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku, 4.10.2025 r.
„Każde zdjęcie ma swoją historię, niektóre historie mają swoje zdjęcia.”
W środę 26 listopada 2025 r. otrzymałem pismo od włodarza gminy Rzekuń o usunięcie historii z historii Czarnowca. 𝓒𝔃𝓪𝓻𝓷𝓸𝔀𝓲𝓮𝓬.𝓹𝓵
To w skrócie.
Gdy w kwietniu, maju 2023 r. na okoliczność organizacji wielkiego jubileuszu – 610-lecia istnienia Czarnowca, w zespole organizacyjnym postanowiliśmy upamiętnić naszą wioskę namiastką faktów historycznych zawartą w obrazach – wszyscy okazali się przychylni. W zespole: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski, Krzysztof Chojnowski, postanowiliśmy z kilkunastu zdjęć wybrać te, na które nas stać. Pozyskaliśmy sponsorów i Krzysztof Chojnowski zamówił wykonanie zdjęć wielkogabarytowych. …
3 czerwca 2023 r. podczas uroczystości Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca opowiadał o historii powstania tychże oraz o historiach bohaterów zdjęć. Można o tym przeczytać tu -> Wideo -> Po uroczystościach 3 i 4 czerwca 2023 r. (za decyzją wszystkich organizatorów) zdjęcia zawisły na ogrodzeniu obiektu świetlicy wiejskiej. O uroczystości 610-lecia Czarnowca można poczytać tu ->
Wieszałem te zdjęcia z dwoma chłopcami, którzy zatrzymali się na przystanku, oczekując na autobus do Ostrołęki. Chłopcy zmęczeni jazdą na hulajnogach po PumpTrack Rzekuń nie odmówili pomocy, aby przytrzymać sporych rozmiarów obrazy przy montażu na płotach.
Wiecie co powiedzieli Ci ok. 13-letni chłopcy?
„…ale to fajne co pan robi, można się wiele dowiedzieć z takich zdjęć historycznych. Jak będziemy teraz przejeżdżać to się zatrzymamy i poczytamy…”
Dorośli, i to obecni mieszkańcy Czarnowca mają w tej kwestii odmienne zdanie (na szczęście nie wszyscy)!
Jedna z pań mieszkanek, która przyszła tu mieszkać do męża rozpowiadała w autobusie MZK relacji Rzekuń – Ostrołęka takie bezeceństwa, że aż ludzie donieśli co mówiła. Musiała się z tym nie kryć i powtarzać to w różnych miejscach oraz różnych godzinach kursowania miejskiego autobusu wielokrotnie, bo dotarły do mnie informacje od dwóch osób o jej oburzeniu.
„… Karczewski powywieszał te głupoty na płocie…”
Co miała na myśli mieszkanka niepochodząca z Czarnowca? Wyszomirską Ludwikę, która walczyła w Powstaniu Warszawskim? Wyszomirskiego Jana, którego zamordowali komuniści, bo pisał gazetki po polsku? Wyszomirskiego Zygmunta, którego ruskie zastrzelili w Katyniu? Sakowskiego Stefana, który zginął na polu bitwy pod Nysą Łużycką? Rodzinę Cudnych, którą wybiła banda? … kogo?
Później, za jakiś czas wszystkie zdjęcia zostały uszkodzone!
Zdjęciami targały wichury i ulewy, zdjęcia były zrywane, ale Pan Jacek Pawłowski zawsze je ratował…
Dziś kończy się krótka historia starej historii Czarnowca.
Należy bohaterów zdjąć, bo?
No właśnie, kto z zawiści i zazdrości (tylko o co?) zawnioskował o wyrzucenie naszych czarnowieckich bohaterów na śmietnik? Sołtys? Radna? Komu przeszkadzały sylwetki Ludwiki Wyszomirskiej, Jana Wyszomirskiego, Zygmunta Wyszomirskiego, Stefana Sakowskiego, Cudnych Przecież ci ludzie walczyli za Polskę i wolność naszą, a nawet za wolność obecnie obsadzonych przez wójta sołtysa i radnej!
Jak można stosować zawiść do Karczewskiego poprzez usuwanie bohaterów Czarnowca?
Wyobrażacie sobie Państwo, że którykolwiek prezydent Ostrołęki zdemontuje pomnik gen. Bema, bo pobudowali go za kadencji innego?
Jest tylko nadzieja, że sama historia oceni skrzywianie historii przez obecnych przedstawicieli wójta.
Sponsorami zdjęć byli: 1. Krzysztof Chojnowski – Czarnowiec 2. Filip Wilczynski – Czarnowiec 3. Przemysław Rykowski – Czarnowiec 4. Marek Karczewski – Czarnowiec.
Czy można wierzyć obecnej ekipie rządzących w gminie oraz w Czarnowcu, w choć jedno zdanie, które w swojej treści ma wpisane, że „projekt jest realizowany w dobrej wierze”?
Ja w to już nie wierzę.
Nie wierzę również, że kiedykolwiek (za tej ekipy) wrócą one na płot! Na płot przy świetlicy.
Wykonując kilka zdjęć z demontażu pomyślałem, że warto, aby ta historia miała swoje zdjęcie.
Pozdrawiam. Marek Karczewski z Czarnowca, 26.11.2025 r.
Eugeniusz Kęsik – ostatni leśniczy w Czarnowcu
Category: Historia,historyczne,Mieszkańcy,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Eugeniusz Kęsik – ostatni (i jedyny?) leśniczy w Czarnowcu?
Ptoki – nic o tym nie wiedzą, Krzoki – coś tam słyszały, lecz nie wiedzą, na którym drzewie ptaki śpiewały, Pnioki – pamiętają leśniczówkę i Leśniczego Eugeniusza Kęsika.
Leśnicy nie tylko dbają o znajdujące się w lasach pozostałości po burzliwej historii naszego kraju, ale wielu z nich czynnie tę historię tworzyło i to nierzadko na pierwszej linii frontu. Jedną z wyjątkowych postaci leśników jest obecny Leśniczy Leśnictwa Borawe, (w skład którego wchodzą lasy czarnowieckie) Pan Krzysztof Olejniczak. To pasjonat historii swojego leśnictwa!. Dzięki niemu dowiadujemy się dziś o „naszym” ostatnim (przyp. MK – jedynym) Leśniczym w Czarnowcu.
Znaczenie lasów i leśników
Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Zajmują one ok. 29% terytorium kraju, rosną na obszarze ponad 9 mln ha. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego prawie 7,6 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe.
Adam Loret
Lasy Państwowe mają już ponad 100 lat! Mimo historycznych zakrętów i zmian organizacja funkcjonuje do dziś, łącząc bogatą tradycję z nowoczesnością. Tuż po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. podejmowano pierwsze decyzje ukierunkowane na tworzenie administracji leśnej. W 1924 r. powstało przedsiębiorstwo Polskie Lasy Państwowe, któremu prezydent Polski Stanisław Wojciechowski powierzył gospodarowanie polskimi lasami. Pierwszym dyrektor Lasów Państwowych został Adam Loret. Gdy wybuchła II wojna światowa okupanci natychmiast wprowadzili swoją administrację leśną. Prowadzona na terenach zajętych przez hitlerowskie Niemcy i Związek sowiecki gospodarka miała charakter rabunkowy. Wielu leśników oddało podczas walk swoje życie. Szacuje się, że łącznie na wszystkich frontach II wojny światowej walczyło ok. 11 tys. leśników. 724 z nich zostało zamordowanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Adam Loret został aresztowany 19 września 1939 r. i zaginął. Przez całą wojnę leśnicy wspierali oddziały partyzanckie, znajdujące schronienie w lasach. Bywało, że ginęły przez to całe leśne rodziny. Wydarzenia tamtego okresu upamiętniają liczne mogiły, rozsiane w lasach całego kraju. Leśnicy otaczają je opieką, aby przetrwała pamięć zmagań o wolną Polskę…
Na straży lasów od zawsze stoi leśnik. Doglądanie drzew, sadzenie, trzebieże, usuwanie szkodników to tylko drobny wycinek jego pracy. Nie mniej ważna jest służba społeczna: działalność kulturalno-oświatowa, wychowawcza, charytatywna. Leśnicy to grupa zawodowa, w której patriotyzm zawsze odgrywał główną rolę. Przed laty mieszkańcy mieli dużo spraw do leśniczego. Praca w lesie od zawsze wymagała nie tylko fizycznej wytrzymałości i dobrej znajomości leśnych zagadnień, lecz także hartu ducha i społecznikowskiego zacięcia. Praca leśnika wymagała nie tylko gotowości do ciężkiego fizycznego wysiłku, lecz także odporności psychicznej. Była zarazem ściśle związana ze służbą społeczną. Kontakty z okolicznymi mieszkańcami, osobami pracującymi w lasach i nabywcami drewna dawały szerokie pole do oddziaływania, prowadzenia edukacji.
1935 r. L.P. Leśnictwo Borawe. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej na Stacji Ostrołęka.
„A gdy po pracy do domu zajdzie, domu oddalonego od siedzib ludzkich i otoczonego zewsząd szumiącą puszczą leśną […], to ileż to trzeba rezygnacji i samozaparcia, ażeby żyć tak miesiącami i latami całemi. Jedynym przyjacielem i towarzyszem leśnika staje się wówczas rodzina i książka oraz radio – zastąpić one winny leśnikowi szerokie areny życia miejskiego” – pisał Adam Schwarz („Zawód leśnika”, „Echa leśne” nr 3, 1933).
W Czarnowcu stała Leśniczówka. 1 listopada upływa 67 lat gdy Eugeniusz Kęsik objął stanowisko naszego leśnictwa.
Na zdjęciu obok Kęsik Eugeniusz – Leśniczy z Czarnowca. (zdjęcie od obecnego Leśniczego Krzysztofa Olejniczaka) Urodzony 17.10.1922 r., syn Pawła… Ukończył Technikum Leśne w Krasiczynie. Rozpoczął swoją pracę w Lasach Państwowych 27 stycznia 1950 r. W Nadleśnictwie Ostrołęka zostaje zatrudniony 15 września 1952 r. (został przeniesiony z Nadleśnictwa Różan).
W Nadleśnictwie Ostrołęka pracował na stanowiskach: – podleśniczy p.o. leśniczego Leśnictwa Dąbrówka, – od 1 lipca 1955 r. leśniczy Leśnictwa Dąbrówka, – od 1 listopada 1958 r. leśniczy Leśnictwa Borawe (w skład którego zawsze wchodziły i wchodzą grunty wsi Czarnowiec), – od 31 grudnia 1982 r. uzyskuje status emerytowanego leśnika.
Ciekawostka odnotowana przez urzędników leśnych Nadleśnictwa Ostrołęka. Dwóch leśniczych w jednym leśnictwie! Z akt leśnych: „W okresie od 1 do 31 grudnia 1982 r. Pan Kęsik przed przejściem na emeryturę przebywał na urlopie wypoczynkowym zaległym i bieżącym. Przekazał Leśnictwo Borawe Panu Kazimierzowi Grono, który z dniem 1 października 1982 r. został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe. I tym sposobem w okresie od 1 października do 31 grudnia 1982 r. było dwóch leśniczych Leśnictwa Borawe. A to jest błąd. Błąd zakładu polegał na tym, że Pan Grono został powołany na stanowisko leśniczego Leśnictwa Borawe bez odwołania z tego stanowiska urzędującego leśniczego Leśnictwa Borawe Pana Kęsika Eugeniusza.” Czy zatem przez te trzy miesiące, dwaj leśniczy „bili” się o „stołek”, kto powinien na nim siedzieć? Z pewną dozą pewności można domniemać, że nawet tego nie zauważyli. 🙂
Pan Kęsik, nasz czarnowiecki leśniczy to nie tylko zasłużony leśnik, ale również obywatel – patriota.
Był wielokrotnie odznaczany. Oto Jego odznaczenia, przyznane przez Radę Państwa:
KRZYŻ PARTYZANCKI Uchwała nr D-63799 z dnia 27.08.1959 r.
Krzyż Partyzancki został ustanowiony dekretem Rady Ministrów w 1945 r. Odznaczenie to zostało ustanowione „w celu upamiętnienia bohaterskiej walki zbrojnej żołnierzy oddziałów partyzanckich z hitlerowskim okupantem o Niepodległość, Wolność i Demokrację oraz celem nagrodzenia bojowych zasług w tej walce„.
KRZYŻ WALECZNYCH za na udział w walkach z hitlerowskim okupantem w latach 1939-1945. Uchwała nr DK-2629/W z dnia 5.03.1965 r.
Krzyż Walecznych został ustanowiony rozporządzeniem Rady Obrony Państwa w 1920 r. „…celem nagrodzenia czynów męstwa i odwagi, wykazanych w boju..” przez oficerów, podoficerów i szeregowców. W wyjątkowych przypadkach mógł być nadany osobom cywilnym współdziałającym z armią czynną.
Krzyż Walecznych Rozkazem Naczelnego Wodza z 1940 r. został uznany za odznaczenie nadawane za czyny męstwa dokonane w czasie wojny. W rozkazie podkreślono, że „…każdorazowe nadanie „Krzyża Walecznych” może mieć miejsce tylko za określony oddzielny czyn męstwa i odwagi wykazanej w boju„.
SREBRNY KRZYŻ ZASŁUGI Uchwała nr 3-69-71 z dnia 25.02.1969 r.
Krzyż Zasługi ustanowiono na mocy ustawy z 1923 r. To polskie cywilne odznaczenie państwowe, nadawane za zasługi dla Państwa lub obywateli. Nadawane do chwili obecnej.
KRZYŻ SREBRNY ORDERU VIRTUTI MILITARI Uchwała nr DK-8514/W z dnia 17.06.1971 r.
Order Wojenny Virtuti Militari (Męstwu wojskowemu – (cnocie) dzielności żołnierskiej). To najwyższe polskie odznaczenie wojenne, nadawane za wybitne zasługi bojowe. Jest jednym z najstarszych orderów wojennych na świecie. Ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1792 r.
Medal za udział w walkach o Berlin Uchwała nr 82011 z dnia 9.05.1972 r.
Medal „Za udział w walkach o Berlin” został ustanowiony przez Sejm w 1966 r. dla uczczenia zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem oraz wkładu ludowego Wojska Polskiego w zdobyciu Berlina w 1945 r. Zgodnie z ustawą medal stanowił uznanie dla osób, które brały udział w walkach o Berlin.
MEDAL 30-LECIA POLSKI LUDOWEJ Uchwała nr 1288/74 M z dnia 22.07.1974 r.
Medal 30-lecia Polski Ludowej został ustanowiony dekretem Rady Państwa w 1974 r. dla uczczenia trzydziestej rocznicy powstania Polski Ludowej, „dając wyraz uznaniu dla wkładu ludzi pracy w budownictwo socjalistyczne i rozwój społeczno-gospodarczy kraju” Polskie jubileuszowe, cywilne odznaczenie państwowe.
„W walce o las, skarb całego państwa i narodu, leśnik był równy żołnierzowi walczącemu na froncie o dobro ojczyzny. „Gajowy to […] żołnierz dzielny, odważny, sprytny a czujny. […] Gajowy strzeże i chroni lasu, bo wie, że las to najpiękniejszy, najcudowniejszy twór BOGA i NATURY (B. Pasztyński, Znaczenie…).
Eugeniusz Kęsik zmarł 20 kwietnia 1985 roku, przeżywszy, tylko! 63 lata. Umiera zaledwie dwa i pół roku po odejściu na zasłużoną emeryturę. Miejscem Jego pochówku jest rzekuński cmentarz parafialny przy ul. Kościuszki. Za wskazanie miejsca dziękuję wnukowi Łukaszowi Chojnowskiemu z Czarnowca.
Fot: Marek Karczewski
Budynek leśniczówki w Czarnowcu mógł być zbudowany początkiem lat 60-tych XX wieku. Dziś (30.10.2025 r.) leśniczówka przy ul. Kasztanowej wygląda tak:
Jak pamiętamy, na początku tekstu, zadane było pytanie „czy jednocześnie ostatni oraz jedyny?”. Leśniczówka w Czarnowcu powstała początkiem lat 60-tych XX wieku, tuż po nominowaniu Eugeniusza Kęsika na leśniczego. Pan Eugeniusz zamieszkał w niej razem z rodziną. Doczekał z małżonką Apolonią czterech córek (Ewa, Hanna, Jolanta, Małgorzata). Gdy w roku 1982 przeniesiono go na emeryturę, leśniczówkę niebawem sprzedano i nigdy już w niej nie zamieszkał inny leśniczy. Zatem Pan Kęsik był pierwszym i ostatnim leśniczym w Czarnowcu. Piastował swoje stanowisko przez ponad 25 lat.
Poniżej przedstawiamy, zdjęcie od Pana Krzysztofa Olejniczaka – Leśniczego Leśnictwa Borawe, które było inspiracją do napisania paru zdań o leśniczym z Czarnowca. Na zdjęciu ok. 1970 r. stoją od lewej Mieczysław Bojarski i Eugeniusz Kęsik. Stoją przy szkółce leśnej. Starsi mieszkańcy pamiętają parking leśny w tym miejscu z nazwą „SZKÓŁKA”.
Dodatkowo, przedstawiamy mapę Leśnictwa Borawe, z potocznymi nazwami miejsc, których używali Kęsik, Bojarski, a teraz używa Olejniczak. Czy warto znać te dość dziwaczne nazwy obszarów w „swoim” lesie?
Z powyższej mapy, przygotowanej przez leśniczego możemy nawet w prawym, górnym rogu wypatrzeć obszar „szkółki Kęsikowej”, 🙂 która pozostała na pamiątkę, po naszym leśniczym.
Ściana chwały w leśniczówce – obecnie Kancelarii dwóch Leśnictw (Borawe i Kruszewo). Prowadzi ją Pan Krzysztof Olejniczak. Leśnictwo Borawe trwa nieprzerwanie od 1922 roku. Dziękujemy za pamięć o naszych leśnikach.
Mieszkańcy Czarnowca dnia 15 października 2023 r. mieli okazję pierwszy raz w historii obiektu Świetlicy Wiejskiej oddać swój głos w wyborach parlamentarnych. Jaka była frekwencja i wyniki wyborów pisaliśmy tu – >
Oprócz głosowania na posłów i senatorów, zachęcano również mieszkańców do udziału w Referendum, którego pytania brzmiały:
“Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?” “Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?” “Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn?”
Referendum uznano za nieważne.
Kalendarium Czarnowca (uzupełniane na bieżąco) znajduje się w dziale HISTORIA/KALENDARIUM
Poniżej skrócona grafika najważniejszych wydarzeń październikowych.
MK
Kalendarium Czarnowca – wrzesień
Category: historyczne,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Dnia pierwszego września, roku pamiętnego Wróg napadł na Polskę z kraju sąsiedniego
Najwięcej się uwziął na naszą Warszawę Warszawo kochana tyś jest miasto krwawe
Kiedyś byłaś piękna bogata wspaniała Teraz tylko kupa gruzów pozostała
Domy popalone, szpitale zburzone Gdzie się mają podziać ludzie poranione
Lecą bomby z nieba brak jest ludziom chleba Nie tylko od bomby umrzeć będzie trzeba
Gdy biedna Warszawa w gruzach pozostała To biedna Warszawa poddać się musiała
I tak się broniła całe trzy tygodnie Jeszcze Pan Bóg pomści taką straszną zbrodnie.
Pieśń „Dnia pierwszego września” powstała w pierwszych miesiącach II Wojny Światowej. Autorką pieśni była Julia Ryczer, która napisała ją na cześć zamordowanej w bombardowaniu córki. Pieśń Dnia pierwszego września, bardzo szybko zyskała popularność zwłaszcza wśród warszawskich śpiewaków. Julia Ryczer jako autorka niewygodnej pieśni była poszukiwana przez Niemców – wydano na nią wyrok. Ogromne kary, jakie spadały na pieśniarzy, którzy odważyli się śpiewać lub intonować pieśni Dnia pierwszego września, a także inne polskie pieśni, nie odstraszały okupowanego narodu od śpiewu.
Dziś obchodzimy 86. rocznicę wybuchu II wojny światowej.
W kalendarium Czarnowca również nie mogło zabraknąć daty 1 września 1939 r.
Tak, chronologicznie przedstawiony kalendarz, istotnych dla naszej wsi wydarzeń będziemy publikować w każdym miesiącu.
Czytelników, mieszkańców i sympatyków Czarnowca zapraszam do przesyłania sugestii co do naszego kalendarium. Jakie ważne daty powinny być w takim kalendarium zamieszczone według Państwa?
1939 rok. Niemcy w Dworze Wyszomirskich. Foto: FotoPolska.eu
Marek Karczewski, 1.09.2025 r.
Rolnik, jeniec, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej, sołtys – Stanisław Gierłowski (1909-1978)
Category: Historia,historyczne,Mieszkańcy,NEWS
written by Marek | 1 sierpnia 2026
Rolnik, murarz, nauczyciel – każdy musiał odsłużyć swoje
Stanisław Gierłowski urodził się w rodzinie rolniczej. Był synem rolników – Franciszka Gierłowskiego i Marianny z Malinowskich. Rodzice Stanisława z liczną rodziną gospodarzyli na czarnowieckiej, słabo urodzajnej ziemi. Gospodarstwo Gierłowskich było jednak jednym z największych we wsi i nie tylko gospodarz, ale również sześcioro Jego dzieci, mieli sporo obowiązków w obejściu. Stanisław od najmłodszych lat musiał, tak jak i jego rodzeństwo, ciężko pracować przy dobytku i na roli…
Grodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski (przy karabinie C.K.M.). Foto z kolekcji Marka Karczewskiego
Gdy po I wojnie światowej Polska jeszcze przez wiele lat nie mogła podnieść swojej, zniszczonej przez najeźdźców gospodarki, już trzeba było szykować się do kolejnej wojny.
Stanisława Gierłowskiego wysłano do piechoty, aby szkolił się na operatora ckm-u (ciężki karabin maszynowy) i km-u (karabin maszynowy).
Karabinowy Gierłowski 4 marca 1933 r. trafił do jednostki wojskowej w Grodnie, gdzie został dowódcą zespołu obsługującego karabin.
Wcielono go do 81. Pułku Piechoty. Od 17 września 1932 do 10 marca 1933 r. przeszedł szkolenie w szkole podoficerskiej. 20 września 1933 r. został przeniesiony do rezerwy.
8 listopada 1935 r. dostał wezwanie na sześciotygodniowe ćwiczenia wojskowe. Otrzymał wówczas awans na stopień kaprala.
Grodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski z fajką. Foto z kolekcji Marka KarczewskiegoGrodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski w środku. Foto z kolekcji Marka KarczewskiegoGrodno 1933 r., karabinowy Stanisław Gierłowski – rewers zdjęcia z pomostu . Foto z kolekcji Marka Karczewskiego
Gdy wybuchła wojna
1 września 1939 r. o 4.45 obrońcy Westerplatte musieli stawić czoła niemieckiemu pancernikowi Schleswig-Holstein. Czarnowiec tego poranka spał jeszcze spokojnie. Stanisław Gierłowski, jak się później okazało, niedługo po napaści Niemców zaczął dzielić pod jednym dachem (namiotem) wspólną miskę z bohaterskimi obrońcami Westerplatte.
Z roli, mobilizacja i do obozu
Hitler wydał wyrok na Polskę. Stanisława Gierłowskiego zmobilizowano do 71. Pułku Piechoty już 24 sierpnia 1939 r. Młody rolnik (lat 30), który niedawno zawarł związek małżeński, musiał zostawić ciężarną żonę oraz kilkumiesięczne dziecko. Został wcielony do wojska, a wkrótce znalazł się w niewoli w Prusach Wschodnich. Do wojska spakował jedynie niewielki tobołek z maszynką do golenia, mydłem i onucami.
71. Pułk Piechoty od 1926 r. stacjonował w Zambrowie. Stanisław właśnie tutaj trafił podczas mobilizacji. Już 1 września 1939 r. rozpoczął walki z Niemcami w okolicach Zambrowa, Nowogrodu, Ostrołęki…
Mobilizacja
24 sierpnia, we wczesnych godzinach rannych, w koszarach w Zambrowie rozpoczęto mobilizację alarmową. Zmobilizowano kompletne pododdziały 71. Pułku Piechoty oraz dywizyjne: Samodzielną Kompanię Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej nr 12 i Kolumnę Taborową nr 110. Prace przebiegały bardzo sprawnie. Już następnego dnia rano pułk osiągnął gotowość bojową (dziesięć godzin wcześniej niż zakładały plany mobilizacyjne). W niedzielę 27 sierpnia cały pułk wziął udział w mszy polowej, podczas której nastąpiło zaprzysiężenie zmobilizowanych żołnierzy. W nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczął się wymarsz 71. Pułku Piechoty do rejonu koncentracji (na zachód od Łomży). Pododdziały przeszły do pobliskich wiosek, by uniknąć ewentualnych skutków nalotów.
8 i 9 września 1939 r. 71. Pułk Piechoty, po decyzji o odwrocie, mógł przemieszczać się z Borawego przez Czarnowiec w kierunku Kleczkowa. Czy Stanisławowi pozwolono na odwiedzenie żony i córki?
Ostrołękę i Czarnowiec wojska niemieckie zajęły 9 września 1939 r.
Prawdopodobnie już 13 września 1939 r. Stanisław Gierłowski trafił do obozu jenieckiego Stalag IA w Stabławkach (Stablack). Stanisława wraz z innymi mieszkańcami okolicy Niemcy wywieźli więc prawie 200 kilometrów od domu.
Do dziś (sierpień 2025 r.) nie dotarliśmy do dokumentów źródłowych o przebiegu walk, w których uczestniczył Stanisław. Podjęto starania o pozyskanie dokumentów z kilku źródeł. W momencie pojawienia się nowych informacji – uzupełnimy.
Czarnowiec 1942 r. Żona Janina Gierłowska z dwójką dzieci na gospodarstwie. Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.
Na poniższym zdjęciu/mapie zaprezentowany jest szlak bojowy 71. Pułku Piechoty z Zambrowa. Widać na mapie przemieszczanie się pułku podczas kampanii wrześniowej przez Czarnowiec. Opracowanie: Jerzy Dąbrowski i córka Maria.
Foto: mokzambrow.pl – dostęp 16.07.2025 r.
Stalag IA – Stablack
Stalag IA Stablack 1939 r. Foto: stablack.gorowoilaweckie.eu„…Święto Bożego Ciała w niemieckim obozie jenieckim Stalag IA Stablack – 4 czerwca 1942 roku. Zdjęcie ukazujące jak w nawet najcięższych warunkach Polacy nie tracili wiary i nadziei…” Foto z kolekcji Paweł Dyrkacz – Retrokolor1940-1944 Stalag IA Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org1940-1944 Drużyna Piłkarska. Foto: JanuszKamiński_pegasusarchive.org
Stalag IA Stablack to niemiecki obóz jeniecki z przeznaczeniem dla podoficerów i szeregowców wojsk lądowych, utworzony we wrześniu 1939 roku, w północnej części dawnego niemieckiego poligonu Stablack, znajdującego się w obecnych Stabławkach i Kamińsku, w gminie Górowo Iławeckie.
Był największym obozem jenieckim w Prusach Wschodnich. Pierwsi jeńcy obozu to żołnierze Armii „Pomorze”, obrońcy Westerplatte, wśród których byli m.in. dowódcy mjr Henryk Sucharski oraz kpt. Franciszek Dąbrowski, następnie obrońcy Modlina i Warszawy.
Łącznie do końca września 1939 roku do obozu trafiło ponad 40 tysięcy osób, w tym 39 458 szeregowych, 36 oficerów i 1187 jeńców cywilnych. Następnie przez cały okres wojny do Stalagu przybyły setki tysięcy jeńców z całej Europy, w tym obrońcy Dunkierki. Po wybuchu wojny między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, w stalagu zaczęto umieszczać również jeńców rosyjskich. Na początku, na terenie obozu nie istniały jakiekolwiek pomieszczenia mieszkalne. Teren ogrodzony był jedynie drutem kolczastym.
W Stalagu IA Stablack dla żołnierzy września 1939 roku nie przygotowano pomieszczeń mieszkalnych, toteż początkowo spali oni pod gołym niebem. Następnie sprowadzono namioty wojskowe przeznaczone do pomieszczenia jednego plutonu, ale jeńców musiało się w nich zmieścić o wiele więcej. Budowane w następnej kolejności baraki – wiaty osłaniały ludzi jedynie od góry. Za posłania służyła jeńcom sieczka lub trociny. W późniejszym czasie zaczęło przybywać namiotów. Jedyną ich zaletą było to, że posiadały drewniane podłogi, chroniące nieco od wilgoci i chłodu.
Tragiczne były warunki zaopatrzenia w żywność. Brakowało manierek, niezbędników, kociołków, opatrunków, leków itd. Jeńcy sami musieli zaopatrzyć się w jakieś naczynia do ciepłej strawy, najczęściej były to puszki po konserwach.
Do wojska powoływano zarówno kapelanów, jak i księży z rezerwy. I jedni i drudzy dostali się wraz ze swymi żołnierzami do niewoli. Mieli oni prawo odprawiać nawet codziennie nabożeństwo w różnych sektorach obozu.
Pomimo obozowych trudów rozwijało się życie kulturalne. Z zebranych książek otrzymanych w paczkach przez jeńców francuskich i belgijskich powstał zalążek biblioteki obozowej. Sporządzono też spis instrumentów muzycznych i sprzętu sportowego. Powstawały grupy teatralne.
Jeńcy organizowali życie kulturalne w baraku-kaplicy. Latem 1942 roku powstał polski zespół wokalny, kierowany przez p. Wiśniewskiego oraz zespół teatralny. Podczas Bożego Narodzenia organizowane były skromne choinki i śpiewano kolędy, a także piosenki patriotyczne. Robiono to, mimo że kary były bardzo dotkliwe.[2]
Funkcjonowały także drużyny sportowe – piłkarskie, a od czasu do czasu rozgrywane były turnieje międzynarodowe pomiędzy Polakami, Włochami, Francuzami, Belgami i Rosjanami.
…Biorąc pod uwagę zachowane dokumenty zawierające numerację grobów, można zakładać, że w Stalagu IA Stablack do końca jego funkcjonowania zmarło ok. trzech tysięcy jeńców narodowości polskiej. Przypuszczalnie liczba ta była jednak co najmniej wyższa o tysiąc… [4]
Obóz rozwiązano 25/26 stycznia 1945 r.
Rolnicy, rzemieślnicy, robotnicy – wszyscy byli potrzebni
Skan ze strony nr 8 paszportu jenieckiego Stanisława Gierłowskiego. Z kolekcji Małgorzaty Szarwackiej.
Polscy rolnicy wywiezieni na przymusowe roboty do III Rzeszy doświadczyli tragicznych skutków w niemieckiej niewoli. Zostali poddani przymusowej pracy, wysiedleniom, a ich gospodarstwa były narażone na grabież. Sytuacja wspomnianych osób była dramatyczna i miała dalekosiężne skutki dla polskiej wsi.
Jedynym pozytywnym aspektem sytuacji, w której się znaleźli był fakt, że po wojnie większość z nich powróciła na swoje gospodarstwa – do żon i dzieci, których nie widzieli przez długie lata.
Oznaczenia „Berufsgruppe 1A” i „Berufsart 2C” pochodzą z niemieckiej klasyfikacji zawodów używanej w czasie II wojny światowej – szczególnie w dokumentach dotyczących jeńców wojennych. Były to kody wykorzystywane przez Wehrmacht i administrację obozową do określania przydatności jeńców do pracy.
1. „Berufsgruppe 1A” – Grupa zawodowa
1A oznaczała rolników, chłopów, pracowników rolnych.
To była jedna z podstawowych kategorii – osoby pochodzące ze wsi, mające doświadczenie w rolnictwie lub gospodarstwie.
2. „Berufsart 2C” – Rodzaj zawodu / specjalizacji
2C oznaczało prawdopodobnie pracownika fizycznego wykwalifikowanego w sektorze budowlanym lub pomocnika budowlanego, często z umiejętnościami ciesielskimi lub murarskimi, ale bez pełnego rzemieślniczego wykształcenia. [1]
Do dziś nie udało się nam dotrzeć do księgi osadzonych w Stalagu IA. Znajduje się ona najprawdopodobniej w którymś z niemieckich archiwów.
Z książeczki jenieckiej Stanisława Gierłowskiego wynika, że został on osadzony w Stalagu IA we wrześniu 1939 r., a 9 grudnia 1940 r. „zwolniony” do pracy na roli w pobliskich Kumkiejmach (Kumkeim), gm. Górowo Iławeckie. Zatem ponad rok spędził w niezwykle trudnych warunkach obozowych.
Czy po wysłaniu do właściciela ziemskiego o nazwisku Penno było mu lżej (jako rolnikowi), gdy pracował w gospodarstwie rolnym?
Pracownik (rolnik) nie był odgrodzony żadnym murem ani płotem. Otrzymywał zadania do wykonania, które musiał sumiennie zrealizować.
Miał tylko dwie możliwości – uciec i zginąć lub pracować, czekać na zakończenie wojny i wrócić do rodziny. Stanisław Gierłowski wybrał ciężką pracę oraz nadzieję na powrót do Czarnowca.
Kumkeim (Kumkiejmy)
Kumkiejmy to wieś w Polsce, położona w woj. warmińsko-mazurskim (pow. bartoszycki, gm. Górowo Iławeckie). W 1939 r. był to obszar przedwojennej Rzeszy.
Z Czarnowca do Kumkiejm jest prawie 200 km, które można przejechać rowerem w około dziesięć godzin. Samochodem ten sam odcinek pokonamy w trzy godziny i 15 minut. Jak długo musielibyśmy jechać konno? Mapy Google nie podają takiej informacji.
Dziadek w niemieckiej niewoli zajmował się uprawą roli, hodowlą zwierząt, zbiorem plonów, a także innymi pracami związanymi z zaopatrzeniem w żywność dla wojska niemieckiego. Praca była wykonywana bez odpowiedniego sprzętu, w trudnych warunkach atmosferycznych, często bez dni wolnych oraz odpoczynku. Racje żywnościowe były bardzo skąpe i nie wystarczały na pokrycie potrzeb energetycznych. Prowadziło to do osłabienia i chorób. Jeńcy byli często ubrani w zużyte i nieodpowiednie do pory roku ubrania. W połączeniu z brakiem ogrzewanych pomieszczeń prowadziło to do wyziębienia i chorób.
Podczas niewoli zostało wykonane wspólne zdjęcie z właścicielem gospodarstwa. Do pozowanej fotografii pozwolono jeńcom ubrać garnitury świąteczne, aby po wysłaniu do rodzin nie było widać jenieckiej katorgi. Po twarzach robotników widać, że ich nieszczęścia, nawet w odświętnych strojach, nie dało się ukryć.
Na fotografii obok stoi Stanisław Gierłowski (trzeci od lewej), który przesłał w 1941 r. swoją podobiznę (wraz z innymi pracownikami przymusowymi oraz niemieckimi gospodarzami) z oddalonego od Kumkeim (Kumkiejm) zaledwie dwa kilometry Wokelen (Wokieli). Na rewersie zdjęcia znajduje się opis: Dla kochanej żony przesyła mąż Stach, Wokelen 22-XI-41r.
Po wojnie, gdy Polska była już „wolna”, ale wciąż pozostawała pod okupacją Związku Sowieckiego, dziadek niewiele mówił o okresie niewoli w Prusach Wschodnich. W trakcie wieczornych rozmów tylko szeptem z Panem Julianem Borkowskim (sołtysem) wymieniali się swoimi opowieściami. Gdy się spotykali babcia mówiła: … i znów się nafta w lampie wypali…
Wokelen 1941. Foto z kolekcji Marka KarczewskiegoWokelen 1941 – rewers
1941 r. – miejscowość Kumkeim (Kumkiejmy). Stanisław Gierłowski z końmi i właścicielką gospodarstwa o nazwisku Penno oraz Jej dziećmi. Foto z kolekcji Marka Karczewskiego.
Niemiec nie zastrzelił
Nasza babcia Janina (żona Stanisława) była odważną i zdecydowaną rolniczką.
Czarnowiec od początku wojny znajdował się pod okupacją niemiecką, a granice sowieckiej Rosji ustalono na wschód, tuż za Rzekuniem.
Pewnego dnia na podwórze Gierłowskich przyjechali konno niemieccy oficerowie zarekwirować konia dla potrzeb wojska. Koń był kary (miał całkowicie czarną sierść, grzywę i ogon). Nadawał się nie tylko do pracy na roli. Niemcom się spodobał i chcieli go zabrać. Janina Gierłowska stanowczo odmówiła, stwierdzając: mąż pracuje u was, a ja z dwójką malutkich dzieci na gospodarstwie bez konia sobie nie poradzę. Gdy Niemcy nie ustępowali, Janina stanęła przed koniem i powiedziała: zastrzelcie mnie, a później weźcie konia! Wtedy odjechali…
Po wojnie był sołtysem i przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej
Po powrocie do Czarnowca w 1945 r. jako jeden z największych gospodarzy pracował nie tylko na roli. Skupił również swoją aktywność na pracy dla dobra mieszkańców wsi i gminy.
W 1955 r. jego podpis pod uchwałą Gromadzkiej Rady Narodowej położył fundamenty pod późniejsze powstanie Szkoły Podstawowej w Rzekuniu, którą ostatecznie otwarto w 1960 r.
29 maja 2025 r. obchodzono w Rzekuniu hucznie jubileusz szkoły. Zapomniano o Stanisławie, który sprzedał pięć hektarów ziemi, aby później przekazać pieniądze ze sprzedaży na budowę szkoły. Pisaliśmy o tym tu ->
W 1955 roku Gromadzka Rada Narodowa podjęła ważną uchwałę w sprawie budowy obiektu dla Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Oto ona:
Uchwała nr III (2) 55: Gromadzka Rada Narodowa w Rzekuniu na sesji swej 24 II 55 r. postanawia wystąpić z wnioskiem do Powiatowej Rady Narodowej w Ostrołęce o wstawienie do planu budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu. Uzasadnienie. Gromadzka Rada Narodowa, Komitet Rodzicielski, jak i całe społeczeństwo zdaję sobie sprawę z trudności lokalowych, jakie ma Szkoła Podstawowa w Rzekuniu. Mieści się ona w dwóch prywatnych budynkach, (które) nie są dostosowane do celów wychowania i nauczania dziatwy szkolnej. Sale są małe, klatka schodowa czarna, schody strome zagrażające dzieciom, brak szatni, korytarza, sali gimnastycznej, pomieszczeń na pomoce naukowe, kancelarii. Nie ma nawet kawałka boiska przed budynkiem, na którym dzieci mogłyby zabawić się w czasie przerwy. Społeczeństwo tutejsze pragnie przyjść z pomocą szkole w jej trudnych warunkach i postanowiło wytężyć swe siły, aby zbudować piękny, dostosowany całkowicie do obecnych wymogów budynek szkolny, który by przyciągał dzieci swymi jasnymi, estetycznymi, ogrzanymi salami. Komitet Rodzicielski doszedł do wniosku, że czas już najwyższy, by rozpocząć dzieło budowy szkoły. W miesiącach styczniu i lutym b.r. zorganizowane zostały dwie imprezy dochodowe, które dały przeszło 3 tysiące złotych czystego dochodu na cele rozpoczęcia budowy. W planie Komitetu Rodzicielskiego są przewidziane dalsze imprezy dochodowe, jak przedstawienie, loteria fantowa, majówka i inne w celu zebrania jak najwięcej gotówki. Całe społeczeństwo tutejsze popiera poczynania Komitetu Rodzicielskiego. W najbliższym czasie będzie przeprowadzona zbiórka kamienia na budowę fundamentów. Społeczeństwo jest gotowe opodatkować się na rzecz budowy szkoły oraz dać robociznę. Mając na uwadze piękną inicjatywę tut. społeczeństwa w jego imieniu ośmielamy się prosić Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o przyjście z pomocą i wstawienie budowy szkoły w Rzekuniu do swoich planów inwestycyjnych. Niżej pieczęć i podpis [3] Gierłowski Stanisław Pisaliśmy o tym tu ->
W latach powojennych (1955-1959), (1959-1964), (1964-1968) pełnił społeczną funkcję Sołtysa Czarnowca, którą ostatecznie przekazał na ręce młodszego sąsiada Mieczysława Rejcha.
Był zmęczony i schorowany po latach pracy w Prusach Wschodnich. Siedział często w kożuchu oraz zajadał się gorącymi ziemniakami, których brakowało w obozie Stabławki oraz w Kumkiejmach.
Stanisław Gierłowski odegrał istotną rolę w życiu publicznym Czarnowca i gminy Rzekuń po II wojnie światowej.
Pełnił kilka znaczących funkcji w bardzo trudnych politycznie czasach.
Był pierwszym przewodniczącym Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Rzekuniu — objął tę funkcję po reformie administracyjnej z 1950 roku, która zlikwidowała urząd wójta i wprowadziła jednolite organy władzy państwowej.
Zasiadał na stanowisku Przewodniczącego GRN w latach: 1955-1959, 1959-1964, 1964-1968.
Był Inicjatorem budowy Szkoły Podstawowej w Rzekuniu — w 1955 roku podpisał uchwałę Gromadzkiej Rady Narodowej, która rozpoczęła starania o budowę nowego obiektu szkolnego. Jego zaangażowanie i mobilizacja lokalnej społeczności doprowadziły do wpisania inwestycji do ogólnopolskiego planu budowy tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego.
Na lata 1955–1965 powierzono mu również stanowisko sekwestratora, który jako urzędnik administracyjny był odpowiedzialny za egzekwowanie podatków i opłat – pomagał mieszkańcom w rozwiązywaniu spraw podatkowych i administracyjnych.
Stanisław Gierłowski był nie tylko lokalnym liderem, ale też osobą, która realnie wpływała na rozwój infrastruktury i edukacji w regionie.
Był wyjątkowo zaangażowanym i cenionym sołtysem Czarnowca. Był osobą szanowaną, pracowitą i oddaną swojej społeczności.
Po wielu latach w Czarnowcu na sołtysa wsi, 8 lutego 2019 r. zostaje wybrany wnuk Stanisława – Marek Karczewski. Córka Stanisława i matka Marka – Marianna mówi: Ty przejąłeś chyba papiery po swoim dziadku, który zawsze rzucał sprawy rodzinne, aby pomóc ludziom – oby Ci ludzie o Tobie kiedyś nie zapomnieli.
Marek Karczewski: Nie mam wspólnego zdjęcia z dziadkiem. W pamięci pozostaje jednak wspólne jeżdżenie wozem/furmanką na pola i łąki pod Leszczynę, na Zaborze, pod Górę, na Przece, na Bagno, podczas których dziadek opowiadał: Marulek, to było moje [wskazywał na pole], sprzedałem [tu nazwisko, którego nie pamiętam], kolejne – sprzedałem itd. …tu jest granica z tym, a tu z tamtym… Pamiętam do dziś wakacyjne przejażdżki z dziadkiem, które dla miastowego chłopaka stanowiły dużą atrakcję. Może te pola i łąki zostały sprzedane w celu pomocy w pobudowaniu szkoły w Rzekuniu? Byłem za młody, aby o cokolwiek dziadka pytać. Dziś pozostaje tylko pamięć…
Rodzina Stanisława
Gierłowski Stanisław (25.01.1909-24.04.1978), syn Franciszka i Marianny z Malinowskich. Gierłowscy doczekali sześciorga dzieci: Wacława, Józefa, Antoniego, Stanisława, Wincentę i Anastazję. Stanisław ożenił się 26.01.1938 r. z Janiną Krupówną z Kamianki. Ze wspomnianego związku na świat przyszła trójka dzieci: Marianna-Regina (1939 r.), Stanisław-Teofil (1940-1995), Danuta (1946-2000).
Stanisław Gierłowski spoczywa na cmentarzu rzekuńskim (w środkowej jego części), w mogile z rodzicami, siostrą Anastazją Sakowską i synem Stanisławem-Teofilem.
Poniżej kilka wybranych fotografii Stanisława Gierłowskiego z kolekcji rodzinnych: Marianny Karczewskiej, Małgorzaty Szarwackiej, Marka Karczewskiego.
Literatura: [1] – Kinga Szwed – komentarz na tablicy „Rzekuń gmina mniej znana (Rgmz) – 13.07.2025 r. [2] – stablack.gorowoilaweckie.eu/ – dostęp 14.07.2025 r. [3] – Monografia gminy Rzekuń – Jerzy Dziewirski [4] – https://rodzinaorlowskich1 – dostęp 14.07.2025 r. – pl.Wikipedia.org – Paweł Dyrkacz – Retrokolor – JanuszKamiński_pegasusarchive.org – www.mokzambrow.pl Zbiory własne: Marianna Karczewska, Marek Karczewski, Małgorzata Szarwacka
Konsultacje: Krzysztof Dąbkowski, Jacek Pawłowski, dr Paweł Ślaza.
W 86. rocznicę mobilizacji na wojnę. wnuk Stanisława Gierłowskiego Marek Karczewski 24 sierpnia 2025 r.
Czy w Czarnowcu powstanie trzecie rondo… w gminie Rzekuń?
Ile rond w gminie Rzekuń pobudował obecnie Zarząd Powiatu Ostrołęckiego – starostowie?
Pierwsze
Pierwsze, a jakby inaczej powstało w stolicy gminy, w samym centrum Rzekunia. Pobudował je Powiat Ostrołęcki w 2013 roku gdy gminą rządził ówczesny wójt Stanisław Godzina, a na stołku Starosty Ostrołęckiego zasiadał Stanisław Kubeł. Rondo pobudowano w ciągu drogi powiatowej 2550W, u zbiegu ulic Kościuszki i Mazowieckiej. Do dziś nie znamy wnioskodawcy nadania takiego patronatu, ale zagłębiając się w karty historii Rzekunia, był to bardzo dobry pomysł aby uczcić marynarzy i ułanów, którzy spoczywają we wspólnej mogile na rzekuńskim cmentarzu parafialnym. Na stronie BIP Urzędu Gminy odnajdujemy Uchwałę w tej sprawie, którą bez uzasadnienia zamieszczono do wglądu, wyłącznie z załącznikiem graficznym. Kto głosował za, a kto przeciw też nie wiemy, bo brak protokołów z posiedzenia. Uchwałę podjęto 11 listopada 2013 r., – podpisał Przewodniczący Rady Gminy Rzekuń Edward Gryczka z Borawego.
O rzekuńskich ułanach oraz marynarzach wspomina się wielokrotnie podczas uroczystości gminnych zapoczątkowanych przez wójta Bogusława Tyszkę.
W roku 2020 „Goniec Ostrołęcki” donosił, że Gmina Rzekuń planuje ufundować pomnik upamiętniający poległych sto lat temu marynarzy i ułanów.
Z tej okazji przypomniał obszerny i szczegółowy opis uroczystości odsłonięcia pomnika ku czci ułanów na rzekuńskim cmentarzu parafialnym, zamieszczony w „Gazecie Świątecznej” 17 listopada 1929. Zwróćcie uwagę na fragment pięknie objaśniający symbolikę płaskorzeźby. Pomnik stoi do dziś i zachował się w ogólnie dobrym stanie, choć brakuje kilku mobilnych elementów (m.in. wspomnianych w opisie symboli kawaleryjskich). Inaczej też oczywiście wygląda otoczenie pomnika…
„Pomnik obrońcom Ojczyzny. W Rzekuniu, w powiecie ostrołęckim, dnia 20 października [1929] poświęcono pomnik na grobie żołnierzy z 2-go pułku ułanów, poległych w 1920-ym roku podczas najścia bolszewików. Już od wczesnego rana ludność zaczęła się gromadzić, żeby wziąć udział w tej uroczystości. Przybył z kapelą szwadron ułanów, z pułkownikiem Jezierskim na czele, oraz oddział armat konnych, a następnie liczne związki miejscowe z Ostrołęki: sokoli, straże ogniowe, kolejarze, szkoła kolejowa, rada gminna, przedstawiciele władz, harcerstwo, hufiec szkoły rzemieślniczo-przemysłowej. Przybyli też z Suwałk wysłańcy oficerów 2-go pułku ułanów z jenerałem Waraksiewiczem i majorem Andersem na czele, oraz kilku dawnych ułanów, którzy brali udział w walkach w okolicy Rzekunia. Po nabożeństwie utworzył się pochód na cmentarz do grobu poległych. Tu rozsunęły się zasłony i ukazał się wspaniały pomnik. Na podstawie z polnych kamieni jest odlew z żelaznym krzyżem u góry, przedstawiający matkę-Polskę, trzymającą na kolanach umierającego ułana; obok niej goreje znicz, z którego unoszą się dymy kadzideł, z drugiej zaś strony pożoga wojenna; na niebie widać 9 gwiazd – to dziewięciu poległych ułanów. O podstawę pomnika stoi oparta tablica marmurowa, z wyrytemi nazwiskami bohaterów; nad nią zwiesza się krzyż »Wirtuti military«, którego wstęgi obejmują tablicę; pod tablicą leży lanca, szabla i ułanka. Po przemówieniu ks. proboszcza Sulińskiego i poświęceniu pomnika nastąpiła wzruszająca chwila składania wieńców. Pierwszy prześliczny wieniec z żywych kwiatów złożyli oficerowie 2-go pułku ułanów, potem koledzy, 10-ty oddział drogowy, związek maszynistów, oddział ruchu, szkoła. Podczas składania wieńców przygrywały kapele, a zespół śpiewaczy wykonał śpiewy żałobne. W imieniu komitetu budowy pomnika przemawiał p. Kurdwanowski z kolei, a następnie jenerał Waraksiewicz. Pomnik wzniesiono szybko dzięki sprężystości pracowników kolei i kilku innych osób z ks. prefektem Murawskim na czele. Niech to będzie zachętą dla innych do zajęcia się grobami naszych bohaterów, których tak wiele mamy rozrzuconych po całej Polsce, a tak nieraz zaniedbanych. [podpisano:] Dąbrowa.”
Dziś, w czerwcu 2025 roku „ani widu, ani słychu” o zapowiedziach z 2020 roku.
skany ze strony FB: facebook.com/GoniecOstrolecki – dostęp 10.06.2025 r.
Drugie
Drugie rondo pobudował ponownie Powiat Ostrołęcki ze starostą ostrołęckim Stanisławem Kubełem, a odda do użytku obecny Starosta Piotr Liżewski. Drugie rondo powstało również na terenie gminy Rzekuń (na terenie sołectwa Teodorowo), tym razem w ciągu drogi wojewódzkiej Nr 760 – na wschodzie miasta Ostrołęki. W kompetencji Rady Gminy Rzekuń było nadanie imienia temu rondu. Rada Gminy Rzekuń na wniosek Związku Sybiraków Oddział w Ostrołęce podjęła Uchwałę o treści: „Nadaje się nazwę „Rondo im. Zesłańców Sybiru”, rondu położonemu w pasie drogi wojewódzkiej nr 760 na skrzyżowaniu ulic Łomżyńskiej i Krańcowej oraz drogi powiatowej, prowadzącej na nowo budowany most przez rzekę Narew.”
Oto treść wniosku/uzasadnienie: „Uzasadnienie do uchwały Nr X1/84/2024, Rady Gminy Rzekuń z dnia 18 grudnia 2024 r. Z wnioskiem o nadanie nazwy „Rondo im. Zesłańców Sybiru” wystąpił Związek Sybiraków Oddział w Ostrołęce. Nazwanie ronda tym imieniem będzie wyrazem pamięci i złożeniem należytego hołdu wszystkim ofiarom okupacji rosyjskiej, które w latach 1939-1941 zostały deportowane w głąb ZSSR i Kazachstanu. Rondo znajduje się w poblizu miejscowości, z terenu których zostata deportowana największa liczba Rodaków z naszego regionu. Żyjący sybiracy iich rodziny wnioskują otę formę upamiętnienia osób zesłanych na Sybir, aby przypominało nam i kolejnym pokoleniom Polaków, bardzo bolesny, ale jakże ważny okres w naszej historii. Nazwa ronda była konsultowana z Generalnym Dyrektorem Dróg Krajowych i Autostrad, Mazowieckim Zarządem Dróg Wojewódzkich w Warszawie, Starostą Ostrołęckim, Urzędem Miasta Ostrołęki.”
Czy podjęto dobrą decyzję o doborze rondu patrona/patronów?
Zdecydowanie tak! Układ geograficzny ronda, na skraju Ostrołęki choć już na terenie gminy Rzekuń – patrzący na wschód to doskonałe upamiętnienie deportowanych mieszkańców gminy na Sybir.
Wywózka na Sybir. Fot. zbiory Muzeum Niepodległości w Warszawie
W czerwcu upływa kolejna rocznica tragicznych wydarzeń z 1941 roku, kiedy to przeprowadzono deportację mieszkańców gminy Rzekuń na Sybir. W gminie Rzekuń kilka lat temu wybudowano obelisk poświęcony Sybirakom. Przy remizie w Rozworach stoi obelisk (odsłonięty 19 czerwca 2021 r.) upamiętniający Sybiraków z rodzin Choroszańskich, Kryszpinów i Kurpiewskich deportowanych przez NKWD w 1941 roku. 8 czerwca 2025 r. w związku z kolejną rocznicą wywózki odbyły się w Rozworach uroczystości poświęcone tym tragicznym wydarzeniom. Rozpoczęły się od wysłuchania Hymnu Sybiraków, po czym odbyła się prelekcja poświęcona historii czterech deportacji, która przybliżyła zebranym kontekst historyczny tych tragicznych wydarzeń. Szczególnie wzruszający był moment uroczystego odczytania nazwisk deportowanych mieszkańców ze wsi: Nowa Wieś Wschodnia, Ołdaki, Przytuły Nowe, Zabiele, Przytuły Stare oraz Rozwory. Ten symboliczny akt miał na celu przywrócenie pamięci o konkretnych osobach, które zostały wyrwane ze swoich domów i wywiezione w nieludzkich warunkach na Sybir.
Lista wywiezionych na Sybir mieszkańców: Nowej Wsi Wschodniej, Ołdak, Zabiela, Przytuł Nowych i Rozwór w czerwcu 1941 r. (IV deportacja)
Mieszkańcy Nowej Wsi Wschodniej wywiezieni w głąb Rosji
Adolf Białobrzeski, Lat 61, † (zm. Na Syberii, Lat 64) Franciszka Białobrzeska, Lat 55 Helena Białobrzeska, Lat 28 Weronika Białobrzeska, Lat 21 Kazimiera Białobrzeska, Lat 16 Kacper Bloch, Lat 87, † (zm. Na Syberii) Józefa Bloch, Lat 85 Helena Bloch, Lat 41 Stefan Bloch, Lat 18 Ceceylia Bloch, Lat 16 Czesław Bloch, Lat 14 Eugeniusz Bloch, Lat 8 Ryszard Bloch, Lat 4 Damian Bloch, Lat 3 Michał Dolinski, Lat 35 Apolonia Dolińska, Lat 32 Zofia Dolińska, Lat 7 Izabela Dolinska, Lat 5 Kacper Gromek, Lat 87 † Józefa Gromek, Lat 85 † (zm. W Drodze Powrotnej Do Ojczyzny) Alojzy Grzybowski, Lat 34 † Czesława Grzybowska, Lat 29 Mirosław Grzybowski, Lat 8 Edwadr Grzybowski, Lat 4 Jadwiga Grzybowska, 1 Rok Marianna Kalinowska, Lat 70 Julianna Wiewióra, Lat 46 Helena Załęska, Lat 32 Mirosław Załęski, Lat 10 Teofil Załuska † (zm. Na Syberii) Leokadia Załuska † (zm. Na Syberii) Lucjan Załuska, Lat 20 Wincenty Załuska, Lat 14
Mieszkańcy Przytuł Nowych wywiezieni w głąb Rosji
Stanisława Boguniecka Boguniecki (zaginął) Boguniecka – Dziecko † (zmarło Z Głodu) Boguniecka – Dziecko † (zmarło Z Głodu) Boguniecka – babcia † (zm. w drodze powrotnej do Ojczyzny w wieku 103 lat)
Mieszkańcy Ołdak wywiezieni w głąb Rosji
Helena Borkowska, Lat 37 Michalina Borkowska, Lat 16 Mieczysława Borkowska, Lat 14 Krystyna Borkowska, Lat 12 Irmina Irena Borkowska, Lat 10 Barbara Borkowska, Lat 8 Myślak Bolesław, Lat 22 Michał Zalewski, Lat 66 Emilia Zalewska, Lat 63 Henryk Żerański, Lat 42 Tadeusz Żerański, Lat 36 † (zm. Na Syberii) Wacław Żerański
Mieszkańcy Zabiela wywiezieni w głąb Rosji
Adolf Młodzianowski, Lat 62 Bronisław Młodzianowski, Lat 32 Michalina Młodzianowska, Lat 31 Mieczysław Młodzianowski, 1 Rok Marianna Choromańska Hanna Choromańska Teresa Choromańska Zofia Choromańska Jadwiga Choromańska Agata Choromańska Stanisław Choromański Waleria Mierzejewska Halina Mierzejewska Alicja Mierzejewska Wacław Mierzejewski Feliks Mierzejewski Helena Mierzejewska Janina Mierzejewska Kazimiera Mierzejewska Władysław Mierzejewski Joanna Maria Mierzejewska Jan Zalewski Teofila Zalewska Genowefa Zalewska Teresa Zalewska
Mieszkańcy Rozwór wywiezieni w głąb Rosji
Julianna Choroszewska, Lat 53 Stanisław Choroszweski, Lat 17 Stefan Choroszewski, Lat 15 Stefania Kryszpin, Lat 21, † Mieczysław Kryszpin, Lat 17 Roman Kurpiewski, Lat 59, † Marcjanna Kurpiewska, Lat 47 Stefan Kurpiewski, Lat 17 Henryka Kurpiewska, Lat 15 Marian Kurpiewski, Lat 11 Apolonia Kurpiewska, Lat 7
† zmarli na Syberii lub w drodze powrotnej do Ojczyzny
Za pełną listę deportowanych (odczytaną na uroczystości) dziękuję Panu dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Ołdakach, Sylwestrowi Wocialowi (z Czarnowca).
Trzecie?
Czy w Czarnowcu, w ciągu drogi powiatowej 4403W powstanie największe rondo w gminie? Czy połączy w ten sposób DP4403W, DP2550W, ulice Kasztanową i Działkową?
W środku ronda znajdzie się staw rybny, w którym przed laty właściciele dworu w Czarnowcu hodowali ryby na sprzedaż. Takich stawów na terenie folwarku/dworu było siedem lub osiem. O hodowli ryb pisaliśmy tu ->
Kim był robotnik folwarczny?
Robotnik folwarczny, zwany też parobkiem, był pracownikiem najemnym, pracującym w folwarku, czyli gospodarstwie rolnym właściciela ziemskiego. Oznacza to, że nie był właścicielem ziemi, na której pracował, a wykonywał pracę fizyczną w zamian za wynagrodzenie.
Rodzaje pracy: Robotnicy folwarczni wykonywali różnorodne prace związane z rolnictwem, takie jak orka, siew, żniwa, pielenie, oraz prace związane z hodowlą zwierząt.
Forma zatrudnienia: Mogło być zatrudnienie sezonowe (np. na żniwa) lub stałe (parobek).
Relacje z właścicielem: Robotnicy folwarczni byli pod kontrolą właściciela folwarku, który decydował o warunkach pracy i wynagrodzeniu.
Status społeczny: Robotnicy folwarczni należeli do niższej warstwy społecznej, a ich życie i warunki pracy były często trudne.
Przepisy prawne: Po zniesieniu pańszczyzny pojawiły się nowe przepisy dotyczące pracy najemnej w folwarkach, ale nadal status robotników folwarcznych był trudny.
W Czarnowcu ostatnimi robotnikami/parobkami byli mieszkańcy, którzy w wielu przypadkach mieszkali w tak zwanych czworakach. Czworaki to typ budynków mieszkalnych, w których znajdowały się cztery oddzielne mieszkania, często przeznaczone dla służby folwarcznej lub sezonowych robotników. Zazwyczaj budynki te wchodziły w skład kompleksu zabudowań dworskich lub folwarcznych. Czworaki miały charakterystyczną konstrukcję, gdzie każde mieszkanie posiadało osobne wejście, zwykle z sieni. Budowano dla służb również dwojaki, sześcioraki czy ośmioraki. W Czarnowcu, w kompleksie dworu/folwarku również takie budynki stały, a potomkowie byłej służby nadal żyją i mieszkają w Czarnowcu, Rzekuniu, Borawem, Ostrołęce. Z opowieści żyjących jeszcze starszych mieszkańców oraz potomków robotników wiemy, że pracowały tam rodziny: Galaków, Gawkowskich, Gorzębów, Jarockich, Lemańskich, Łępickich, Marzewskich, Pawłowskich.
We dworze czarnowieckim pracowali (do wybuchu wojny) – później dwór przejęli Niemcy, a po wojnie komunistyczne Państwo Polskie, które wypędziło właścicielki dworu do Warszawy. Pisaliśmy o tym tu -> Robotnicy folwarczni zamieszkali w przydzielonych przez gminę izbach (we dworze), a część ziemi z ponad 70-cio hektarowego gospodarstwa Wyszomirskich rozparcelowano wśród nich, w latach 70-tych XX wieku.
Praca w polu kosami. Foto: studzionka.net.pl, dostęp 10.06.2025
Dwa ronda na terenie gminy, a trzecie w Czarnowcu?
To byłaby znakomita inwestycja Powiatu Ostrołęckiego w bezpieczeństwo na drodze powiatowej 4403W, gdzie szczególnie w okresie wakacyjnym „warszawka” sieje strach na tym niebezpiecznym odcinku drogi. Inne dni nie są „lepsze” gdy kierowcy pędzą tu po 100/h, a skrzyżowanie dróg 4403W/Złota/Sosnowa jest jednym z najbardziej niebezpiecznych skrzyżowań w regionie. Dochodzi tu do kilkunastu kolizji w roku. Budowa ronda w Czarnowcu zdecydowanie rozwiązałaby problem bezpieczeństwa tego odcinka drogi.
Co do nazewnictwa obu istniejących już w gminie rond – jedno od 2013 r. drugie od 2024 r., to nawet nie tylko okoliczni mieszkańcy nie wiedzą o nadaniu imienia rondom, ale również same mapy google. Na obu rondach nie można (14.06.2025 r.) dostrzec żadnych tablic informacyjnych o patronach. W czyjej zatem gestii jest właściwe oznaczenie rond, Powiatu Ostrołęckiego czy gminy Rzekuń?
Dobór patronów obu rond (w Rzekuniu i Teodorowie) uważam za właściwy. Uważam również, że patroni rond zasługują na wyeksponowanie tablic świadczących o ich pamięci.