Właścicielem Czarnowca był również Chyliński!

Skan z gazety Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Właścicielem Czarnowca był również Chyliński!

11 listopada 1918 roku to ustanowiona, symboliczna data odzyskania przez Polskę niepodległości i zakończenie I wojny światowej. Polska po 123 latach zaborów powróciła na mapę, odzyskując niepodległość.

Jednak już 14 lutego 1919 roku doszło do pierwszych walk między oddziałami Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. Był to początek wojny polsko-bolszewickiej. Polska ponownie walczyła o granice z Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Radziecką. Granice państwa Polskiego zmieniały się w tych latach dość często. W kraju nie było spokoju i stabilizacji.
Poniżej mapa granic w latach 1918-1919.

Tematy o I wojnie światowej i o wojnie bolszewickiej mogłyby być poruszane na naszych łamach, ale my skupiamy się wyłącznie na tym co w danym okresie działo się w Czarnowcu. Tak (poniżej) wyglądała mapa Polski z 1919 r., zamieszczona w „Księdze adresowej dla przemysłu, handlu i rolnictwa”. Oznaczyłem na niej Czarnowiec.

W tych niespokojnych czasach państwo Polskie musiało sprawnie funkcjonować, niezależnie od działań wojennych na frontach.

Tak jak granice państwa, tak i właściciele Czarnowca (folwarku-dóbr) zmieniali się w tym okresie dość często. Nie mamy dziś wiedzy, co było przyczyną dość częstej zmiany właścicieli majątku w Czarnowcu, ale dzięki poszukiwaniom internetowym i bibliotecznym dowiadujemy się o dotychczas nieznanym zarządcy majątku.

Kim był Stanisław Chyliński?

Z Dziennika Rozporządzeń (1919 r.) dowiadujemy się, że był ławnikiem Sądu Apelacyjnego oraz ławnikiem Sądu Okręgowego.

Dział Urzędowy.
209.
PROTOKUŁ
2 go posiedzenia Sejmiku powiatu Ostrołęckiego
dnia 11-go kwietnia 1919 roku, początek o godzinie 11-ej min. 15 rano.
Z 24 członków stawiło się 19-tu, oprócz przewodniczącego. Nieobecni pp. Antoni Pierzchała, Adam Żebrowski i Józef Siok.
Protokuł prowadził Jan Bartoszewicz.

XII. Stosownie do pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Łomży, z dnia 7 kwietnia 1919 r. Nr 1107, na ławników Sądu Apelacyjnego zostali wybrani pp. Franciszek Babski, mieszkaniec miasta Ostrołęki, Stanisław Chyliński, właściciel majątku Czarnowiec, Stanisław Budny, właściciel majątku Pokrzywnica i Janusz Górski, właściciel majątku Ponikiew-Mała.
Na ławników Sądu Okręgowego zostali wybrani pp. Stanisław Krystosik, mieszkaniec wsi Czernie, gm. Goworowo, Bronisław Rutkowski, właściciel majątku Buczyn, Franciszek Babski, Jan Staroń i Marceli Pęski, mieszkańcy miasta Ostrołęki, Sta­nisław Chyliński, właściciel majątku Czarnowiec, Stanisław Budny, właściciel majątku Pokrzywnica, Roman Grochowski, właściciel majątku Przytuły i Antoni Glinka, właściciel majątku Szczawin.

Czy dowiemy się jeszcze o innych właścicielach majątku Czarnowiec?

Poniżej przedstawiamy listę dotychczas ustalonych (z dostępnych dokumentów) właścicieli dóbr Czarnowca.
UWAGA! Niektóre z podanych dat mogą się różnić od rzeczywistych okresów posiadania przez poszczególnych właścicieli. Daty są jedynie orientacyjne!

Właściciele Czarnowca / folwarku / dóbr / dworu:

  1. 1830 – Czerniejewski Tomasz (1807-1840), s. Walentego i Rozalii Cybulskiej, Czerniejewski hrabia Korczak, vel Czerniejowski. Czerniejewscy zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862.
  2. 1864 – Czerniejewski Władysław
  3. 1894 – Michniewicz Maurycy
  4. 1900 – Michniewicz Antonina
  5. 1906 – Doberski Zygmunt
  6. 1915 – Iżycki Aleksander
  7. 1919 – Chyliński Stanisław
  8. 1920 – Skłodowski – od 1935 również dzierżawca folwarku w Susku
  9. 1930 – Wyszomirski Roman (1868.02.17-1935)
  10. 1935 – Wyszomirska Maria (1891.04.05-1956.11.05), która z córką Zofią zostały przymuszone do podpisania zobowiązania do „nie powrotu”. O tym dokumencie pisaliśmy tu: ->
  11. 1945 – komunistyczne państwo polskie pod wpływami sowietów. Ziemia dawnego majątku należała do Państwowego Funduszu Ziemi.
  12. 1978 – dwór przejęła Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce
  13. 1979 – gmina Rzekuń
  14. 1980 – rozsprzedanie majątku przez gminę Rzekuń, parcelacja[1] i likwidacja majątku.

Majątkiem w Czarnowcu przez pewien czas zarządzała również córka Władysława Glinki, właściciela folwarku w Susku. W razie odgrzebania materiału o okresie zarządzania Czarnowcem przez Glinkównę – napiszemy o tym.

[1] – Parcelacja – dokonanie podziału większych posiadłości ziemskich na mniejsze działki (parcele) i oddanie ich w użytkowanie indywidualnym gospodarstwom w drodze sprzedaży; także unormowany ustawą podział większych gospodarstw rolnych poprzez sprzedaż bądź nadanie.

Źródła:
– Dziennik Rozporządzeń Komisarza Rządu Polskiego na Powiat Ostrołęcki. R. 2, 1919 nr 11 (1 V) – Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa
– Monografia gminy Rzekuń, J. Dziewirski
– Tyflomapy-pl
– Księga Adresowa dla przemysłu handlu i rolnictwa

Marek Karczewski




XI Spacer Leśny „Liczenie liści” (archiwalne zdjęcia)

XI Spacer Leśny „Liczenie liści”

Rys historyczny

W 2014 roku zaczęliśmy spacerować.
Pierwsze edycje spacerów, 2014-2018 odbywały się po trasach wyścigów kolarskich MTB, które organizowaliśmy z ekipą Klubu Kolarskiego 24h.
Od 2019 roku gdy zostałem wybrany na sołtysa Czarnowca pomyślałem, że warto pokazać mieszkańcom Czarnowiec trochę inny – taki od „pozastodola”.
Gdy do roku 2022 przeszliśmy już wszystkie dotychczas nieznane zakątki naszej wioski, postanowiłem pokazać okolice Czarnowca – sąsiednie wioski.
W ubiegłym roku zawitaliśmy (terytorialnie) do: Ostrołęki, Tobolic, Dzbenina, Korczak, Borawego i oczywiście Czarnowca.
W tym roku kolejna niespodzianka…
O tym poniżej.

Pamiętasz jak było dotychczas?

1. 2014.11.09 – Przystań FOTO1 FOTO2
2. 2015.11.15 – Lelis FOTO
3. 2016.11.13 – Dąbrówka FOTO
4. 2017.11.12 – Przystań FOTO
5. 2018.11.18 – Czarnowiec FOTO
6. 2019.11.17 – Czarnowiec FOTO1 FOTO2
7. 2020.11.15 – Czarnowiec FOTO
8. 2021.11.14 – Czarnowiec FOTO
9. 2022.11.13 – Czarnowiec FOTO
10. 2023.11.12 – Tobolice-Czarnowiec FOTO
11. 2024.11.17 – ?

Gdzie pójdzie jedenasta edycja spaceru?

Tradycyjnie idziemy w teren.
Startujemy przy świetlicy w Czarnowcu.
Trasa spaceru będzie przebiegała drogami szutrowymi, gruntowymi, leśnymi. Na trasie pojawi się również droga asfaltowa (ok. 15%).
Należy ubrać się w strój trekingowy – buty z twardą podeszwą, odzież wierzchnia dostosowana do warunków atmosferycznych i wygodna do marszu.
Plecak z herbatką, kanapką, kiełbaską. Kiełbaski i inne rzeczy do konsumpcji można będzie zostawić przy świetlicy, bo tu wrócimy na ognisko.
Maszerujemy „żwawo” ale robimy postoje na pogadanki historyczne, geograficzne, sportowe…
Można iść z kijkami Nordic Walking.

UWAGA!
Profil trasy uniemożliwia udział osób z wózkami.
Można zabrać ze sobą psa ale warunkiem jest odpowiedzialność właściciela za jego ewentualne „konflikty” z innymi psami.
ps. tradycyjnie, mapka trasy będzie dostępna dopiero o godz. 10:55 – tuż przed wymarszem.

DŁUGOŚĆ TRASY – ok. 11 km.
CZAS MARSZU ok. 2,5 godziny

Na mecie – w Czarnowcu:
– ognisko, (każdy konsumuje swój prowiant z plecaka, „koszyczka”)
– od Sołtysa – kawa, herbata, woda,
– konkurs z pytaniami o obszarze, który zwiedziliśmy,
– nagrody rzeczowe od Sołtysa.

Idziesz z nami?
Niedziela, 17.11.2024 r., godz. 11:00, świetlica Czarnowiec, ul. Dzikiej Róży 2

Zapraszamy również do wydarzenia na FB

Marek Karczewski




80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

Plakat wzywający do powstania – IPN

Na mocy rozkazu dowódcy Armii Krajowej, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” powstanie warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 r. o 17.00, tzw. godzinie „W”. Miało na celu wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej. Armia Krajowa i władze Polskiego Państwa Podziemnego zamierzały ujawnić się i wystąpić wobec Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (utworzonego w Lublinie i zależnego od woli Stalina) w roli gospodarza (jako jedyna legalna władza niepodległej Rzeczypospolitej). Powstanie, planowane na kilka dni, upadło 3 października po 63 dniach walki. W jego wyniku zginęło od 16 tys. do 18 tys. żołnierzy AK i od 150 tys. do 180 tys. cywilów. Po kapitulacji Warszawa została doszczętnie zniszczona przez Niemców.
(IPN)

„…Często się mawia – i nie bez racji – że historycy powinni zachowywać emocjonalny dystans wobec tego, o czym piszą. Ale jest też prawdą, że historycy, którzy zachowują całkowity dystans i trzymają się z dala od opisywanych zdarzeń, są narażeni na niebezpieczeństwo braku świadomości moralnych dylematów i emocjonalnych cierpień innych ludzi. A takiego konfliktu jakim było Powstanie Warszawskie, nie da się w pełni opisać wyłącznie w kategoriach akcji wojskowych i politycznych manewrów. Empatia i wyobraźnia są równie konieczne jak wyważone sądy…”

Norman Davies

To także nasza historia, historia naszej wioski i naszej gminy!
Dziś prezentujemy indeks powstańców z gminy Rzekuń, którzy walczyli w ogarniętej wojną Warszawie, pod ciągłym ostrzałem Niemców. Mamy wielką nadzieję, że w przyszłości szerzej będziemy mogli opisać prezentowane osoby. Może dowiemy się także o innych rzekuńskich powstańcach warszawskich?


Czajkowski Bohdan – Zabiele?

Czajkowski Bohdan „Jamnik” Zabiele? (24.06.1924-Zabiele – 25.09.1977-Warszawa), rodzice Ludwik, Julia. Starszy strzelec.
Oddział: II Obwód „Żywiciel” (Żoliborz) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Żniwiarz” – pluton 230

Przypinka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Żniwiarz”. fot. wikipedia


Falkowska Zofia z Rośniańskich – Piotrówka

Falkowska Zofia z Rośniańskich, „Zośka”, Piotrówka/Teodorowo (1910-1997), rodzice Piotr, Eugenia z Kowalskich. Łączniczka.
Brak opisów szlaku powstańczego.



Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce – później Teodorowie -1987 r.
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Piotrówka, 1987 r. Zofia Falkowska z Rośniańskich. fot. Norbert Zgliński

Właściciel i jego adres:
Zofia Falkowska, Teodorowo 26, gmina Rzekuń, województwo ostrołęckie.

Opis pochodzi z karty ewidencji zabytków założonej przez mgr inż. Sławomira Pawlika w dniu 1992.06.02
Ośrodek dokumentacji zabytków w Warszawie – karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa.
Drewniany dworek wybudowany został w latach 1905-1907 przez generała Piotra Rośniańskiego na terenie posesji, którą generał nabył od Franz*a Fischera za sumę 15000 rubli w 1897 roku. Generał Rośniański był dowódcą stacjonującego w Wojciechowicach 22. Niżogorskiego Pułku Piechoty.
Równocześnie z pracami przy budowie dworku prowadzone były roboty przy zagospodarowaniu przestrzennym posesji. Wykopano staw, usypano wał ziemny wzdłuż południowej granicy posiadłości, zasadzono sosny i drzewa liściaste. W ten sposób zachodnia część posiadłości (wokół dworku) została urządzona w formie parku.
Na krótko przed wybuchem I wojny światowej, emerytowany już generał Rośniański zmarł. Po wybuchu I wojny światowej wdowa po generale Rośniańskim Eugenia (z domu Kowalska) została wraz z czteroletnią córką Zofią ewakuowana do Połtawy. Po wybuchu rewolucji w Rosji wyjechały do Bułgarii by powrótcić do Polski w 1927 roku.
W dworku mieszkali oficerowie 5-go Pułku Ułanów Zasławskich. W tym samym roku p.Rośmiańskie odzyskały z powrotem swą posiadłość wraz z dworkiem. W 1934 roku Zofia Rośniańska wyszła za mąż za Mieczysława Falkowskiego, rotmistrza 5-go Pułku Ułanów i opuściła swą rodzinną posiadłość, Dwór pozostał pod opieką matki, Eugenii Rośniańskiej. W czasie II wojny światowej w dworku mieściła się strażnica niemiecka, a poprzez północną część parku przebiegała granica niemiecko-radziecka (do 1941 r.). W 1945 roku Zofia i Mieczysław Falkowscy powrócili do Teodorowa. Dworek był zdewastowany. Brak było okien, drzwi, podłóg, częściowo zerwany był dach. W miarę możliwóści uzupełniano ubytki. W 1970 r. pokrycie dachowe z papy zmieniono na pokrycie z blachy,

Rodzice Zofii
Zofia Rośniańska z rodziną

Grobowiec rodziny Falkowskich, fot: Marek Karczewski

Grobowiec rodziny Falkowskich na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce
– Zofia Falkowska (1910-1997),
– Mieczysław Falkowski (1898-1981),
– Zbigniew Falkowski (30.04.1935-18.041997). Urodził się w Chełmie Lubelskim, syn Mieczysława i Zofii z Rośniańskich. Magister historii. Jako robotnik pracował w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, w latach 1957-1998 zajmował się dziennikarstwem
i pisarstwem, pracował w różnych redakcjach, opublikował w pismach ogólnopolskich. Spoczywa w grobie rodzinnym z ojcem rotmistrzem Mieczysławem (1898—1981) — oficerem Kedywu Armii
Krajowej, ps. „Marek”, nauczycielem i matką Zofią z Rośniańskich
(1910—1997) — nauczycielką, łączniczką Armii Krajowej, ps. „Zośka”.
– Witold Falkowski (1941-2017)


Kafarski Antoni – Rzekuń

Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Bartkiewicz”. fot. specarms.pl

Zgrupowanie Bartkiewicz było oddziałem Armii Krajowej walczącym w okresie powstania warszawskiego od 5 sierpnia do 3 października 1944. Zgrupowanie zostało zorganizowane 5 sierpnia 1944 z plutonów osłonowych dowódcy Obwodu I Śródmieście płk. Franciszka Pfeiffera „Radwana”, 100 kompanii sztabowej obwodu, oddziału NSZ, oddziału KPN oraz żołnierzy 101 kompanii WSOP, żołnierzy z innych oddziałów oraz ochotników. Zgrupowanie operowało w rejonie pomiędzy ulicami Świętokrzyską – Mazowiecką – Placem Małachowskiego – Kredytową – Królewską – Marszałkowską.

Kafarski Antoni „Tolek”, (04.12.1912-Rzekuń – 12.09.1985-Warszawa), rodzice Antoni, Sabina. Strzelec – kapral.
Oddział: I Obwód „Radwan” (Śródmieście) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Bartkiewicz” – 1. kompania (dawny pluton 1114) – I pluton „Leszczyny” (Zygmunt Leszcz), ochotnik.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ. W dniu 4 sierpnia 1944 r. zaalarmował stacjonującą przy ul. Kredytowej 1. kompanię „Andrzeja Prawdzica” (Kazimierz Czyż) o ataku Ukraińców i Niemców na dom nr 25, sprowadził pomoc, wziął udział w rozpoznaniu i w walce podczas podpalania domów ul. Królewskiej. Zaprzysiężony, jako żołnierz AK 8 sierpnia 1944 r. z przydziałem do I plutonu 1. kompanii. Od tego dnia pełnił funkcję obserwatora na odcinku ul. Królewskiej (domy nr 25, 27, 29). Brał udział w zniszczeniu czołgu przez oddział „Roberta” (róg Marszałkowskiej i Królewskiej). Po wybuchu ,”goliata” w bramie domu nr 27 objął komendę nad I plutonem i odparł przy współudziale „Żarskiego” i reszty powstańców atak Ukraińców – za co został podany w ostatnim rozkazie do odznaczenia Krzyżem Walecznych, jednak na skutek kapitulacji ogłoszonej w następnym dniu, odznaczenia nie otrzymał.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka (5.10.1944-15.04.1945) – jeniec w Stalagu XI B w Fallingbostel, następnie w Stalagu VI J w Dorsten, gdzie pracował w aptece obozowej. Numer jeniecki: 140067. Lekko ranny w ramię.
Losy po wojnie: W okresie od 16 kwietnia do 31 lipca 1945 r. – po wyzwoleniu z niewoli przez Armie Sprzymierzone, sanitariusz w ambulatorium obozu wojskowego w Wittbeck, w oparciu o dowództwo DP w Celle organizował pomoc żywnościową dla więźniów obozu koncentracyjnego w Bergen Belsen. Od 1 sierpnia do 30 listopada 1945 r. organizował lecznictwo, mianowany przez dowództwo DP w Celle, p.o. naczelnego lekarza obozu wojskowego Unterluess koło Hannoveru. Od grudnia 1945 do czerwca 1946 uczęszczał na wykłady Wydziału Medycyny Uniwersytetu UNRRA w Monachium. Wrócił do Polski na początku czerwca 1946 roku. Zmarł 12.09.1985 r. w Warszawie.
Ojciec „Tolka”, również Antoni był w latach 1909-1914 nauczycielem w Szkole Gminnej w Rzekuniu, która powstała w 1893 roku.


Opęchowski Mieczysław – Dzbenin

Opęchowski Mieczysław „Błyskawica”/”Janusz”, (02.02.1925-Dzbenin – 14.05.2010-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Starszy strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – I batalion „Lecha Żelaznego” – 3. kompania – III pluton
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – jeniec Stalagu X B Sandbostel, od 13.11.1944 osadzony w obozie jenieckim Stalag XVIII C (Markt-Pongau). Nr jeniecki 222252
W 1995 roku w Muzeum Woli otwarto wystawę „Dar dla przyszłych pokoleń. Pamiątki z lat 1939-1944”, na której znalazła się powstańcza broń przekazana przez Mieczysława Opęchowskiego „Błyskawicę” Mieczysław Opęchowski razem z nieżyjącym bratem Janem przechowywali broń do 1991 roku, kiedy przekazali ją Zarządowi Zgrupowania „Chrobry II”. Stamtąd karabiny, pistolety i amunicja trafiły do Muzeum Woli ( łącznie 19 sztuk broni) „Tuż po kapitulacji powstania dostaliśmy rozkaz od dowódcy zgrupowania, żeby schować broń i wydobyć ją dopiero w wolnej Polsce” wspominał Mieczysław Opęchowski w 1995 r.
Pochowany: Warszawa, Cmentarz Północny (Wólka Węglowa) Kwatera: S-IX-1, rząd I, grób 14

2006 r. Opęchowski Mieczysław, Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego. Ulepszenie upscaleMedia, dostęp 28.07.2024
Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. specarms.pl

Poniżej prezentujemy tekst wywiadu z Mieczysławem Opęchowskim, z 2006 r. opublikowany na stronie 1944.pl

Nazywam się Mieczysław Opęchowski, urodziłem się 2 lutego 1925 roku w Dzbeninie powiat Ostrołęka, pseudonim „Błyskawica”, stopień plutonowy, Zgrupowanie „Chrobry II”.
Co pan robił przed wybuchem wojny, przed 1939 rokiem? Gdzie pan mieszkał?
W Warszawie, Krakowskie Przedmieście 15/17.
Ale urodził się pan w powiecie Ostrołęka, to kiedy pan przyjechał do Warszawy?
Jeszcze przed wojną. Ojciec był nauczycielem w Ostrołęce, [gdy] zmarł, matka przeniosła się i zabrała mnie do Warszawy.
Który to był rok?
Ojciec zmarł w 1932 roku, a przenieśliśmy się do Warszawy chyba w 1937, 1936 roku, to już dokładnie trudno mi powiedzieć.
Tata był nauczycielem? W jakiej szkole?
W Ostrołęce.
Nie pamięta pan jaka to była szkoła?
Nie.
Jak się tata nazywał?
Konstanty Opęchowski. Mam zdjęcia ojca, był też wojskowym, był w Legionach.
Wtedy właśnie po śmierci taty, mama zdecydowała, żeby…
… do Warszawy przenieść się.
Miał pan rodzeństwo?
Miałem trzech braci i siostrę. Siostra zmarła w czasie okupacji.
Mieszkaliście państwo na Krakowskim Przedmieściu?
Potem Niemcy zabrali nasze mieszkanie i przenieśliśmy się na Śliską 40, mieszkania 41.
Jak pan zapamiętał wybuch wojny?
Rano, bardzo wcześnie, nalot samolotów i bombardowanie Warszawy. To było straszne.
Czy pan i pana rodzeństwo braliście udział w obronie Warszawy w 1939 roku?
Nie, nie braliśmy udziału w obronie, bo pułkownik Umiastowski wtedy wszystkich [wezwał i] ogłosili żeby wszyscy młodzi ludzie wychodzili z Warszawy i szli na wschód.
Pan razem z braćmi…?
Nie, ja zostałem w Warszawie, bo byłem małym dzieckiem. Bracia starsi wyszli, później wrócili po zakończeniu wojny, to znaczy po zajęciu Warszawy przez Niemców.
Pamięta pan jak Niemcy wkroczyli do Warszawy?
Trudno mi powiedzieć w tej chwili, po prostu butni byli, maszerowali, stukot butów, ale unikaliśmy ich…
Jak wspomina pan lata okupacji?
Strasznie, bo wszystko było zbombardowane, wszystko ograniczone, łapanki na ulicach od razu, rozstrzeliwania na ulicach, jak okupacja hitlerowska.
Wcześniej mówił pan, że musiał pan się przeprowadzić razem z mamą i z rodzeństwem. Przyszli Niemcy i powiedzieli, że to mieszkanie jest dla nich?
Zabrali to mieszkanie dla jakiegoś Niemca, lub jakiegoś folksdojcza, nie wiem. To było przy Pałacu Potockich, oficyna Pałacu Potockich. Od razu wynosić się i powiedzieli: „Macie tam na Śliskiej jakieś mieszkania”. Bo zmniejszyli getto, Żydów ścieśnili i na to miejsce dawali mieszkania tym, co zabierali im Niemcy, lub jakiś folksdojcz zabrał. Dostaliśmy na Śliskiej dwa pokoje z kuchnią i tam do Powstania [mieszkaliśmy], w Powstanie zostało zburzone, zbombardowane.
Z czego się utrzymywała pana rodzina w czasie okupacji?
Troszkę z handlu różnego rodzaju.
Czy jeździło się gdzieś poza Warszawę po mięso?
Po mięso już później, w późniejszym czasie, od 1942 roku, jak wyjeżdżaliśmy w teren, na działania, to się zawsze coś przywiozło, kawałek mięsa, czy zboża, czy mąki, tak że było dość ciężko.
Pana siostra umarła? Czy to była śmierć naturalna?
Śmierć naturalna. Siostra zmarła w czasie okupacji w 1940 roku. Wyszła za mąż w Dzbeninie, tam została, męża Niemcy zabrali do obozu, a ona sama tam pracowała na gospodarstwie, które po mężu miała i wykończyła się.
Jak miała na imię?
Janina.
Czy w czasie okupacji przystąpił pan do konspiracji?
Od lutego 1942 roku do Polski Niepodległej.
Czy ktoś z rodzeństwa czy z pana kolegów panu zaproponował?
Raczej z rodzeństwa. Dowódcą całego zgrupowania, całej organizacji Polska Niepodległa, był „Grom” Sannicki. Natomiast rozkazy dostawaliśmy przez kapitana „Leszcza”, on był naszym dowódcą, któremu podlegaliśmy, a bezpośrednio podlegał pod komendanta Sannickiego.
To był pan i pana bracia?
Jeden brat Janek był, co teraz nie żyje i byli inni koledzy.
Pamięta pan tych kolegów?
Z nazwisk, pseudonimów. Był tam Wacław Kraska, Morozek Władysław.
Składał pan przysięgę?
Przysięgę tak, mam legitymację. 2 lutego 1942 roku zostałem zaprzysiężony.
Był pan sam czy z kolegami?
Nie, byli jeszcze inni. W lokalu przyszedł dowódca i odbierał przysięgę. Każdy z nas składał przysięgę i później już byliśmy wcielani do konkretnych plutonów, czy do konkretnych zadań. Byłem przydzielony do plutonu dywersji, który miał działania wyjazdowe na tereny przyłączone do Rzeszy: Ostrołęka, Przasnysz, Maków, Myszyniec i tereny Warszawy.
Pan razem z bratem?
Razem z bratem Jankiem.
Może ze względu na to , że znał pan tamte rejony?
Znałem i brat znał. Byliśmy troszeczkę bardziej obeznani z tymi terenami niż [osoby] z innych terenów.
Jak odbywały się akcje? Jak przychodził rozkaz?
Rozkaz, bez rozkazu nic nie wolno było.
Ale jak to było? Przychodził jakiś łącznik?
Najczęściej dostawaliśmy rozkazy bezpośrednio od kapitana „Leszcza”, który miał te rozkazy z góry i wtedy się wykonywało.
A jakie to były zadania?
Pani wybaczy. Były różne, nie będę się chwalił, żadnym bohaterem nie jestem. Jak trzeba było gdzieś jakąś akcję…, to się wykonywało.
Ale tu nie chodzi o chwalenie się, tu chodzi o przekazanie historii.
Co mogła dywersja robić? Dywersja to były różne zadania, to były zadania po prostu jakieś nawet propagandowe, żeby Polacy wiedzieli, że działa jakaś armia, że jest partyzantka, żeby nie byli tacy przygnębieni. Były jakieś zasadzki, czasem na Niemców, czasem Niemcy na nas. Nie chwalę się, że kogoś zabiłem, bo wie pani jak to jest, żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi.
Pod [Ostrołęką, stacją PKP], na tamtych terenach, wysadziliśmy jeden pociąg w 1943 roku, w ten sposób, że na stacji Goworowo dyżurny ruchu zatrzymał jeden pociąg, nie przepuścił. Te, co na Ostrołękę szły, jednotorowe były i jak miał wyjechać pociąg z terenów Rzeszy, to wtedy dyżurny puścił ten pociąg, maszynista po jakimś czasie wyskoczył z polskiego pociągu i pociągi się zderzyły.
Rozumiem, że ci kolejarze też należeli do konspiracji?
Tak, [możliwe, że byli w konspiracji], oni nam pomagali. Przez granicę przejeżdżaliśmy nieraz w wagonach bagażowych. Oczywiście zawsze dostawali parę złotych za to.
Po przejechaniu granicy na teren Rzeszy, nie dojeżdżając do stacji [Ostrołęka], maszynista przyhamowywał trochę, wyskakiwaliśmy w biegu z pociągu i do lasu. Potem przemarsz przez Narew. [Przepływaliśmy, bo most na Narwi był strzeżony przez Niemców].
Panowie wsiadali w Warszawie?
W Warszawie.
Było uzgodnione z maszynistą, ale jechaliście już z bronią, czy odbieraliście ją na miejscu?
Pierwszą broń to mieliśmy tu, stąd z Warszawy, a później już w Goworowie.
Stacja Goworowo, to była wioska [Żabin], tam mieliśmy panią Śpiewakową, u niej mieliśmy placówkę, metę, to była wdowa, ale bardzo odważna kobieta, pomagała nam, [zawiadamiała, informowała] nas, opowiadała gdzie, co się dzieje i później wykonywaliśmy zadania, które były nam zlecone.
Jakie były jeszcze inne zadania oprócz wysadzania pociągów?
Czasem odbicie kogoś z aresztu.
Skąd, z jakiego aresztu?
Z Rzekunia na przykład, matkę naszego kolegi z drużyny Tadeusza Krupy.
W Rzekuniu był areszt na plebanii, z plebanii odbijaliśmy jego matkę. Jeszcze były różne, ale już nie mogę, naprawdę trudno coś spamiętać to jest raz, a drugie nie ma co wspominać.
To są bardzo ważne rzeczy, ważne informacje, walka z okupantem. Czy pana mama wiedziała o tym co pan robi z bratem?
Nie, ani ja, ani brat, nie tłumaczyliśmy mamie, nie wiedziała nic, absolutnie.
Ale takie wyjścia z domu trwały kilka dni…
Mówiliśmy, że jedziemy na wieś za jakąś żywnością, czy coś takiego. Takie tłumaczenie było. Nawet jak do Powstania szliśmy, to też powiedzieliśmy, że tylko na trzy dni idziemy.
Pan powiedział, że miał pan trzech braci?
Trzech.
Trzech, a dwóch pozostałych brało udział w konspiracji czy nie?
Chyba tak, bo ten najstarszy był u „Radosława”, w Powstaniu był ranny, Czesław „Mściciel”. Janek „Jastrząb” był w jednym zgrupowaniu ze mną, tylko w innej kompanii, w kompanii kapitana „Kosa”.
A trzeci brat?
Trzeci to był małolat, on miał dwanaście lat, gazety w czasie Powstania roznosił, wiadomości. Jest tam gdzieś na zdjęciach.
Jak on ma na imię?
Stanisław.
To pan nawet nie wiedział, że ten starszy brat, który później był u „Radosława”, że on w konspiracji działał?
Nie, nie wiedziałem nic. Tylko wiedziałem z Jankiem… Najstarszy [brat] mieszkał na Żelaznej, my mieszkaliśmy gdzie indziej, na Śliskiej, to on już należał do innej organizacji.
Po akcji zostawiali państwo broń u pani …?
Śpiewakowej [w Żabinie].
U pani Śpiewakowej, tam później była zostawiana broń, a wracali panowie jako…
Tak, jako handlarze po prostu, z żywnością jakąś.
Czy zawsze wszyscy wracali, czy było tak, że niestety, któryś z kolegów zginął lub został ranny?
Zginął Franek Kruszewski, rozstrzelany w [Rybienku]. Z pociągu Niemcy wyciągnęli wszystkich, wtedy sam wracał, my zostaliśmy a on wracał do Warszawy, odprowadzili wszystkich mężczyzn pod lasek niedaleko [Rybienka] i wszystkich rozstrzelali. Zginął a za tydzień miał wziąć ślub ze swoją dziewczyną.
To byli cywile, którzy zostali wyciągnięci z pociągu?
Cywile, normalni cywile, pasażerowie, którzy byli wyciągnięci przez Niemców, bez żadnego powodu, bez niczego, kazali im się wszystkim położyć i rozstrzelali.
Jak wyglądało życie codzienne w czasie okupacji?
Jakie to życie codzienne mogło być?
Miał pan jakieś dokumenty?
Normalne kenkarty wydane przez Niemców, tak zwane dowody osobiste to były, ale w godzinę policyjną nie wolno już było wychodzić, jak się było w Warszawie. Jak się jechało na akcję na prowincję, to tam noc była nasza a nie ich, natomiast w Warszawie najczęściej noc ich była.
Niemcy się bali?
Bali się.
Czy na tamtych terenach mieli panowie jakieś kontakty z miejscową partyzantką?
Dowódcą oddziałów w Ostrołęce był „Lin”, to był sierżant przedwojenny.
Kontaktowaliśmy się, on zresztą przesyłał nieraz meldunki, bo miał [z nami] kontakt i na jego kontakt, na jego wiadomość w dowództwie padał rozkaz, decyzja i trzeba było jechać i załatwić, czasem kogoś postraszyć.
Polaków też?
Jak byli tacy, którzy za bardzo się wysługiwali, czy chcieli się przymilić Niemcom, no to postraszyło się, tylko ostrzeżenie, włosy się obcięło jakiejś babce.
Za to, że spotykała się z Niemcami?
Tak, ale były bardzo rzadkie, przyznam się, że nie brałem nigdy udziału w takiej sytuacji.
Ale to skutkowało?
Skutkowało, bo na wsi, na prowincji, to się szybko roznosiło, mimo że nie było wtedy takich środków łączności jak teraz. Tak zwana poczta pantoflowa szybko [działała].
Czy Pana odział przygotowywał się do Powstania?
To już na kilka dni przed chodziło pantoflową pocztą o wybuchu, bo Niemcy już się wycofywali w lipcu, całe tabory ich przez Warszawę cofały się na zachód. Spodziewaliśmy się tego, na kilka dni wcześniej wiadomo już było. Dostaliśmy rozkaz nie wychodzenia, tylko pilnowania się, żeby w każdej chwili mógł łącznik powiedzieć co i jak. We wtorek pierwszego, przed ósmą rano chyba, łącznik przybiegł i powiedział, że zbiórka na Przemysłowej 9.
Pamięta pan tego łącznika, jak się nazywał?
To była kobieta, Stasia, tak zwana ciotka. Wie pani dlaczego ciotka? Bo one przechowywały cichociemnych, jak ich kierowali na kwaterę to mówili: „Ciotka się tobą zajmie”. Ona powiedziała, że na Przemysłowej 9 zbiórka, koncentracja i o czternastej mieliśmy odprawę.
Co powiedział pan matce jak pan wychodził?
Jak już na koncentrację szedłem, to już miałem chlebak, na trzy dni sucharki, ręcznik. Powiedzieli, że tylko na trzy dni wychodzimy, ale mama się coś tam domyślała.
Brat wychodził na koncentrację Zgrupowania „Radosław”?
Tak, ale on na Żelaznej mieszkał, mieszkał oddzielnie. Natomiast Janek dołączył do nas, mieszkał na Grochowie, ale jeszcze do niego pojechałem, powiedziałem, że zbiórka i on też. Wychodzimy z Przemysłowej 9 po odprawie, po dwóch, po trzech szliśmy przez całą Warszawę, piechotą na Plac Narutowicza. Mieliśmy za zadanie zdobyć akademik. Ci co nie mieli broni, część z nas miała broń…
Pan miał?
Miałem pistolet. Pluton dywersji to przeważnie [ma] swoją [broń]. [Ci co nie mieli], mieli otrzymać na placu Narutowicza. Przyszliśmy na plac Narutowicza, to było około szesnastej, wyjechały czołgi z Dworca Zachodniego, zatrzymały się przy placu Narutowicza na jezdni. Czołgiści z nich powychodzili i golili się, gdyby w tym czasie padł rozkaz żebyśmy [atakowali], to tych kilka czołgów byłoby łatwo zdobyć. Rozkazu nie było, czołgiści się ogolili, umyli, wsiedli do czołgów i pojechali w kierunku Pragi.
Jak pojechali w kierunku Pragi, to tu krzyczą, że na moście Poniatowskiego zatrzymali samochód z bronią, miała to być przywieziona broń z Pragi. Później ktoś krzyknął: „Wawelska 60, po odbiór broni, do magazynu!”. Ci co nie mieli broni pobiegli na Wawelską 60, a za nimi Niemcy, to była zdrada jakaś chyba i wszystkich tam wybili. Natomiast ci co pozostali, to ktoś strzelił do majora niemieckiego, przechodził przez plac, to było chyba za piętnaście piąta. Z akademika odezwały się cekaemy, broń maszynowa, po placu pojechali, to my pod mur, pod akademik, żeby zejść z pola linii ostrzału. Kilka razy się do nich strzeliło w górę z pistoletu, część się wycofała, bo część Niemcy złapali na Wawelskiej 60, gdzie miała być broń, nas kilku zostało na Ochocie do wieczora. Przez całą noc siedzieliśmy w bramie i rano jak robotnicy z Dworca Zachodniego szli ze zmiany do domu, bo pracowało bardzo dużo kolejarzy, to między innymi nas trzech…
Przedostaliśmy się, róg Towarowej i Alej Jerozolimskich, tam gdzie teraz jest Hotel Sobieski, stał na murze Niemiec z karabinem maszynowym, wszyscy szliśmy z rękami do góry, każdy trzymał w zębach, albo w ręku kenkartę. Róg Alej i Towarowej stały dwa czołgi, do siebie tyłem zwrócone, jedna lufa szła w kierunku Alej Jerozolimskich, w kierunku Pragi, druga Towarową w kierunku Woli, a przy czołgach było kilku [zabitych] powstańców.
Pan był razem z dwoma kolegami, z tymi kolejarzami niby, udając, że wracacie z pracy?
Tak, ktoś powiedział, że trzymać kenkarty albo w zębach, albo w rękach, ręce do góry, że wszyscy wracają. Niemcy patrzyli na nas i przepuszczali. Jak weszliśmy w Towarową, to jeszcze trzymaliśmy ręce w górze, dopiero jak doszliśmy do placu Kazimierza, stamtąd zobaczyliśmy, że tam już są powstańcy i skoczyliśmy od razu.
Broń miał pan przy sobie, nigdzie pan jej nie zostawił?
Z tyłu, za paskiem.
A koledzy, tych dwóch kolegów, co szli z panem?
Tego nie wiem. Dowiedziałem się gdzie jest dowództwo zgrupowania i z placu Kazimierza udałem się na Twardą 40. Zameldowałem się u kapitana „Proboszcza” Jaroszka. On mnie przydzielił do 3. kompanii, dał mi „Błyskawicę”. Spytał się o pseudonim, [mówię, że] „Błyskawica”. „No to masz »Błyskawicę«”. Tak trafiłem do kompanii porucznika „Zdunina” Bryma. 14 sierpnia zostałem ranny na poczcie.
Jeszcze wracając do pierwszego dnia na Ochocie. Ktoś przyniósł jakąś mylną informację, że jest broń na Wawelskiej 60 i pana koledzy powstańcy tam zostali rozstrzelani?
Nie widziałem jak ich rozstrzelano, tylko tego się należało domyślić, bo przecież jak Niemcy ich tam zgarnęli, to nie patyczkowali się z nimi.
Nie pamięta pan nazwisk tych kolegów?
Nie, bo to była kompania, to było ponad stu ludzi jak poszliśmy na Plac Narutowicza, kilku nas zostało, część wydostała się do lasów, w Lasy Janowskie, czy Chęciny, a reszta tych kilkunastu zostało, to przedostaliśmy się do Śródmieścia, zameldowaliśmy się i zostaliśmy przydzieleni.
Tych dwóch pana kolegów, też poszli do Bryma, też się zgłosili na Twardą?
Czy do Bryma, nie wiem, ja się zgłosiłem, a czy oni się zgłosili, trudno mi powiedzieć. Nie wiem naprawdę.
Kiedy spotkał się pan z bratem i dowiedział, że on też jest w „Chrobrym II”?
Z bratem się spotkałem jak już był w kompanii „Kosa”, to była 4. kompania, bo 5. to była „Janusza”. Z tym, że ja byłem do końca żołnierzem i wyszedłem 5 października, natomiast brat wyszedł wcześniej, 27 września z cywilami i gorzej trafił niż ja, bo trafił do „koncentraka” jeszcze, a ja jako żołnierz do obozu jenieckiego.
Walczył pan na Dworcu Pocztowym?
Na dworcu pocztowym byłem, ale jak był atak na PAST-ę na Zielnej, to z poszczególnych kompanii dowódcy delegowali swoich żołnierzy, kilku na pomoc.
Pan zgłosił się na ochotnika?
Każdy szedł na ochotnika. Dowódca powiedział: „Wystąp, kto chce!”. Wybierał jeszcze tych, których jego zdaniem można było wysłać i delegował, rozkaz był i się szło. PAST-ę w zasadzie zdobywał Batalion „Kilińskiego”, tylko z różnych oddziałów była jednak pomoc. Kapitan „Kos” z 4. kompanii wziął nas pod swoje rozkazy i wtedy do ataku na PAST-ę, pomagaliśmy ją zdobywać.
Czy mógłby pan opowiedzieć przebieg zdobywania PAST-y?
Zielna, samo zdobycie, to mógłbym opowiedzieć strasznie, ale to byłaby przesada.
Dużo poszło powstańców z „Chrobrego II”?
Do pomocy?
Tak.
No na pewno pluton, to jest około trzydziestu ludzi i to z różnych kompanii, nie tylko z kompanii „Zdunina” czy „Kosa” czy innych, ale około trzydziestu, bo tam pomoc była potrzebna. 20 sierpnia byłem przy tym jak zabraliśmy około stu Niemców do niewoli.
Jak ci Niemcy zachowywali się, kiedy wychodzili?
Jak tchórze.
Bali się?
Tak, myśleli że ich wszystkich rozwalimy od razu, ale przecież nie byliśmy zbrodniarzami, ani nie jesteśmy. Mieli lepiej w niewoli jak ich trzymaliśmy niż my.
Gdzie byli trzymani ci Niemcy?
W różnych [miejscach], w kinie byli trzymani, w salach kinowych…
W których salach kinowych?
„Polonia”, jeszcze gdzieś, ja ich nie pilnowałem, tylko wiem, że brało się Niemców, żeby rozbrajali pociski, te które nie wybuchły. Z „grubej Berty” na przykład, to taki pocisk około tysiąca kilogramów, oni rozbierali te pociski i z tego materiał wybuchowy brali nasi saperzy i wykonywali różne granaty z tego.
Jeszcze jak były walki o PAST-ę, to pan i pana koledzy byli pod rozkazami „Kilińskiego”?
Byliśmy pod rozkazami kapitana „Kosa”, a kapitan „Kos” był na pewno pod rozkazami dowództwa „Kilińskiego”, bo to musiało być zgrane, uzgodnione.
Część zdobytej broni na Niemcach w budynku PAST-y otrzymał też „Chrobry II”?
Mieliśmy swoją broń, nie braliśmy. Może otrzymali, o czym nie wiedziałem, przecież nie wszystko mogłem wiedzieć i widzieć. Mieliśmy broń, z bronią przyszliśmy i z bronią [odeszliśmy].
Był jakiś taki moment strachu przy zdobywaniu PAST-y, czy były jakieś takie bardzo niebezpieczne chwile?
Były niebezpieczne chwile strachu na pewno, nie wierzę tym co by twierdzili, że się nie bali, tylko że każdy szedł i emocjonalnie był tak podniecony, że jak już wpadł w ten rytm walki, to już nie zastanawiał się nad tym. Przecież dużo chłopców tam zginęło.
Wtedy przy zdobywaniu PAST-ty?
Tak.
Któryś z pana kolegów?
Nie, akurat nie, z kolegów nie.
Później wrócił pan z powrotem do Bryma?
Po zdobyciu PAST-y, wróciliśmy wszyscy z powrotem, ja wróciłem do 3. kompanii, inni do swoich kompanii, w których byli i na poczcie byłem do końca.
Jak wyglądało życie codzienne w oddziale – poza polem walki. Gdzie się spało?
Na podłodze się spało. Tam była tak zwana Poczta Dworcowa, róg Alej [Jerozolimskich] i Żelaznej, naprzeciwko Dom Turystyczny. Na podłodze po prostu, na betonie, albo w okopie, w rowie, bo mieliśmy pozycje frontowe, bo po drugiej stronie byli już Niemcy, też „ukraińcy” i krzyczeli: „Poddajcie się Lachy! Poddajcie się Polacy!”. My też im odkrzykiwaliśmy, ale to się nie nadaje, bo wulgarnie im się odpowiadało i tak do 5 października.
Jak było z wyżywieniem?
Było różnie z wyżywieniem, była kaszka „pluj”. Raz jak kilku z nas w nocy przeszło do garaży na niemiecką stronę, zabiliśmy wieprzka jakiegoś, ja go oczywiście nie zabijałem, bo byłem w obstawie i kilka kilogramów wieprzowiny się przyniosło, to zaraz do kotła wrzucili. Z żywnością niespecjalnie było. Od Haberbuscha zboże przynosili, nawet w młynkach do kawy mielili na zupę, tak zwaną zupę-pluj, to i jęczmień, i wszystko co tam było.
Czy były problemy z wodą?
Z wodą to były problemy, ale jakoś u nas na Żelaznej dawali radę, bo zawsze mieliśmy na pierwszej pozycji, zawsze ktoś nam podrzucił trochę wody.
Czy miał pan w czasie Powstania kontakt z mamą?
Miałem, jak zostałem ranny.
Kiedy pan został ranny?
14 sierpnia o siedemnastej.
W jakiej sytuacji? Był pan na barykadzie?
Na barykadzie, na Poczcie Dworcowej w Alejach Jerozolimskich.
Gdzie został Pan ranny?
W nogi dostałem z granatu. Na Śliskiej w szpitalu doktor Bojko z Joasią Roztocką, później pracowała w telewizji, wyjmowali mi odłamki. Jak byłem ranny, dostałem przepustkę i poszedłem na Śliską odwiedzić mamę. Wtedy się widziałem i potem już się nie widziałem.
Długo pan leżał w szpitalu?
Nie, wyjęli odłamki i tego samego dnia zaraz wyszedłem ze szpitala, tylko obandażowany byłem i laskę dostałem.
Chociaż blisko pan miał do domu, to jednak bez przepustki nie można było…
Nie, nie można. Jak bym wyszedł samowolnie, to mógłbym być dezerterem.
Zdarzały się dezercje?
Chyba nie, ja takiej nie znam. Nie widziałem, naprawdę, żeby ktoś zdezerterował.
Pana najmłodszy brat roznosił gazety?
Gazety, nawet w kronice to jest, kilku ich jest takich młodych sikusów.
Spotkał się pan z nim w czasie Powstania?
Nie.
Czy do pana i pana kolegów dochodziły jakieś gazety?
Przychodził „Biuletyn”, jakiś informator, różne, ale nikt nie miał czasu, żeby się zapoznawać z „Biuletynem”. Dowódca coś powiedział, ogłosił co i jak.
Jak pan wspomina Bryma jako dowódcę?
Jako bardzo odważnego, zdecydowanego, konkretnego [dowódcę].
Poznał pan może „Generała” Biernackiego?
Nie, pani mówi o pseudonimie, nie, bo on był na Kurzej Stopce, od strony Chmielnej i na Srebrnej zginął.
Jak wyglądało życie na Dworcu Pocztowym? Czy były jakieś warty?
Nie, to nie o wartę chodzi.
Jak to się odbywało?
Okopy, pierwsza linia i na tej linii było się czasami kilka godzin, czasami mniej jak przyszła zmiana, to zależało od sytuacji.
Czy po wyjściu z okopów był jakiś czas wolny, który można było przeznaczyć na spanie?
Gdzie kto przykucnął, to zasnął, a czy długo pospał, nie wiadomo, to zależało od sytuacji. Nie było tak, że łóżko było i zapewniony nocleg, zapewnione spanie.
Jakie jest Pana najgorsze wspomnienie z Powstania Warszawskiego?
Najgorsze to chyba wyjście do niewoli. To był żal, że nikt nam nie przyszedł z pomocą, bo wszyscy czekaliśmy, że będzie jakaś pomoc.
Pamięta pan może zrzuty?
Były zrzuty, ale ja tych zrzutów nigdy własnoręcznie nie odbierałem, inni odbierali. Ja najczęściej byłem na pierwszej linii.
Jakie jest Pana najlepsze wspomnienie z Powstania?
Dobre, to pierwszy zryw, wolność, chwila wolności, że już można było z opaską iść.
Jakie wyglądały kontakty z ludnością cywilną?
Pierwsze dni naprawdę były dobre, ludność cywilna naprawdę była bohaterska, pomagali jak mogli, bo pomagali budować barykady, przynosili co kto miał z żywności, czy z napoju jakiegoś, dzielili się wszystkim. O ludności cywilnej jak najbardziej pozytywnie, nie mam nic takiego, żebym mógł powiedzieć coś złego na ludność cywilną. Może niektórzy spotkali się z jakimś narzekaniem, to różnie było. Przyznam się szczerze, że ludność cywilna chyba więcej wycierpiała niż my żołnierze, bo my jak na pierwszej linii byliśmy, to przynajmniej nie baliśmy się tak nalotów bombowych. To była linia i Niemcy bali się, że na swoich rzucą, natomiast bezkarnie bombardowali Warszawę, bo bombardowali zaplecze całe, ludność cywilną i to oni są bohaterami. Cywile są bohaterami, że to wszystko przeżyli.
Piękne słowa. Czy w czasie Powstania było jakieś życie religijne ?
Kapitan „Bator” Czajkowski, to był nasz kapelan. Przychodził, trochę podtrzymywał na duchu żołnierzy.
Taki kontakt był bardzo potrzebny?
Tak. To był bardzo dobry kapelan, zmarł niedawno, chyba piętnaście lat temu.
Większość pana kolegów i koleżanek to byli praktykujący katolicy?
Tak, przyznam się szczerze, że wtedy nie wiedziałem, że są jakieś inne wyznania, tylko katolickie.
Czy były odprawiane msze święte?
Odprawiali. Msze święte były organizowane na podwórkach, to było masowe w całej Warszawie, zresztą prawie w każdym podwórku była kapliczka, ludzie się [modlili]. Natomiast na poczcie, jak przyszedł kapelan odprawić mszę, to kto mógł zejść na mszę, to zszedł, a kto nie mógł, to musiał stać na posterunku i pilnować.
Zawsze służył dobrym słowem?
Jak najbardziej i bardzo odważny był.
Później przychodzi taki moment, że dowódca mówi, że Powstanie kończy się, że jest ewakuacja….
„Gorlic” powiedział tak…
Pan wtedy dostał awans na plutonowego?
Praktycznie ostatnim rozkazem dostałem sierżanta, tylko nie przypiąłem sobie dystynkcji sierżanta, bo plutonowym byłem jeszcze wcześniej. Wyszedłem do niewoli jako plutonowy i wróciłem. Nawet w Armii Andersa później też jako plutonowy byłem i wróciłem jako plutonowy do kraju.
Jak wyglądał wymarsz? Był wybór, że można było wyjść z cywilami.
Tak, dowódca powiedział, że zwalnia z przysięgi, kto chce może wyjść jako cywil, a kto nie jako żołnierz. Wolałem wybrać to drugie i powiedziałem tak: „Byłem żołnierzem, jestem żołnierzem i wychodzę jako żołnierz”. Przez Ożarów szliśmy, bo cywilów wywozili przez Pruszków. W Ożarowie potem ładowali nas do bydlęcych wagonów, po osiemdziesięciu, po stu i wieźli w głąb Niemiec.
Naszym pierwszym przystankiem był Küstrin, Kostrzyn nad Odrą, do którego ja trafiłem, bo inni trafili do Lamsdorfu, a ja zaplątałem się z 72. Pułkiem Piechoty. Później w Küstrin była odwszalnia, rozbieraliśmy się wszyscy, ubrania się kładło na kupki i przechodziliśmy przed odwszalnię. Z drugiej strony wyszliśmy, to już te ubrania czekały, to dopiero wtedy wszy były…
Większe niż w czasie Powstania?
Po tak zwanej mykwie, po łaźni, wtedy to dopiero wszy były… Nasze ubrania trząchaliśmy, całe masy były. Później wywieźli do Sandbostel, to jest koło Hamburga stalag XB i po dwóch, czy trzech dniach część nas z obozu przerzucili do Tyrolu do Markt Pongau stalag XVIII C. Z Markt Pongau uciekałem trzy razy i mnie łapali.
Jak pan uciekał?
Z niewoli.
Sam, czy z kolegami?
Raz z kolegą, drugi raz z kolegą.
Pamięta pan jak ci koledzy się nazywali?
Jednego do dziś pamiętam, bo razem z nim uciekałem, Wiesław Kowalski. W obozie w Markt Pongau byli Polacy, powstańcy, Rosjanie, Serbowie, Jugosłowianie, Anglicy, Amerykanie i Francuzi. Nasz barak był w środku, każdy barak był jeszcze ogrodzony drutami i dla nas było bardzo nieprzyjemnie, jak Francuzi z nas się wyśmiewali, krzyczeli, że za nas przegrali wojnę. Jak się dowiedzieli pantoflową pocztą, że przyjdą Amerykanie, to ich orkiestra, bo przecież oni tam mieli orkiestrę, oni tam mieli idealne warunki, szli pod stronę angloamerykańską, różne muzyki grali, puszczali. Później ktoś im powiedział, że Rosjanie przyjdą do Markt Pongau, to pod stronę rosyjską. Anglicy i Amerykanie, mówię uczciwie, mieli wystawy porobione na oknach z papierosów, margaryny i sucharów, nic nam nie dali, tylko pytali czy mamy pierścionki, czy mamy biżuterię i jak ktoś miał biżuterię, to mu rzucił papierosa. Nas jeszcze gorzej jak ruskich traktowali, jak psów. Nic nie mieliśmy, po ścianach szliśmy podparci.
Może to się komuś nie podoba, co teraz powiem, ale proszę mi wierzyć, Rosjan brali na roboty, jak było jakieś bombardowanie, czy coś i Rosjanie jak wracali z roboty, to któryś rzucił nam albo brukiew, albo chleb przez druty i za to jestem im bardzo wdzięczny. Oni wtedy zachowali się w stosunku do nas naprawdę po koleżeńsku, jak żołnierz do żołnierza. Natomiast o Anglikach nie mam dobrych wspomnień, jak się nie dało mu zegarka, albo sygnetu, to nikt papierosa nie dostał, ani dyma. Anglik potrafił otworzyć paczkę Chesterfieldów, czy Cameli, stanąć sobie naprzeciwko, do drutów samych nie wolno było się zbliżać, bo strzelali Niemcy, pociągnął kilka razy, dmuchnął i pod but i tego papierosa zgniótł. Naszym palaczom przykro było. Takie mam wspomnienia z tamtych czasów.
Powstańcy nie dostawali żadnych paczek?
Po kilku miesiącach dostaliśmy.
Jakie było wyżywienie?
O, wyżywienie! Z wytłoków od buraków robili taką lurę i tawotem od smarowania samochodów krasili to. Miskę aluminiową takiej lury dawali, jeden chleb, tak zwany komiśniak, na ośmiu albo dwunastu, a jak było bombardowanie Niemiec, to nie dostaliśmy przez jakiś czas chleba, bo powiedzieli, że piekarnię zbombardowali. Tak że chodziliśmy na czworakach, żeby przejść do toalety, albo po ścianie się szło opierając się. Byliśmy bardzo źle traktowani.
Jedyną pomoc powstańcy otrzymali od Rosjan?
Jeden Rosjanin kiedyś stanął pod swoim barakiem, ja pod swoim i pyta się mnie jak mam na imię, mówię: „Mietek”. „A ojciec?” „Konstanty”. „Konstantynowiczu, kto tu przyjdzie, nasi czy Amerykanie?”. Mówię: „Nie wiem kto przyjdzie”. A on mówi: „Słuchaj, jakby tu przyszli nasi, to zrób dla mnie miejsce w waszym baraku, powiedz że ja wasz jestem”. Spytałem: „Dlaczego?”. „Słuchaj, ja jestem starym rewolucjonistą, ale pamiętaj, już tam nie chcę wracać. A Stalin jak zajmie Polskę, to już nikt mu nie odbierze tej Polski”. Taki był szczery.
Później uciekłem z niewoli, więc nie wiem [co się z nim stało]…
W jakich okolicznościach pan uciekł, czy w trakcie pracy?
Nie, u nas do Kaprunia brali, do sztolni. Nie tak codziennie jak ruskich wyprowadzali, tylko wywozili i z Kaprunia uciekłem z Wiesiem Kowalskim do Italii, to był marzec.
Z jakiego on był zgrupowania?
Tam były różne zgrupowania, to już byliśmy pomieszani.
Jak ta ucieczka wyglądała? ?
Uciekaliśmy, Niemcy szli w jednym kierunku, a my po drugiej stronie nocą szliśmy, z tym że on znał dobrze niemiecki, ale unikaliśmy Niemców. Do Italii w Brennero, przez Cieśninę Brennerską się przedostaliśmy. Później usłyszeliśmy, że wojsko maszeruje, to była noc, przykucnęliśmy…
Ile czasu trwało przejście górami?
Oj, to trwało, ja uciekłem i około 9 marca dostałem się już do Armii Andersa. Otoczyli nas, myśleliśmy, że to Niemcy, okazało się że to murzyni byli…
Już we Włoszech?
Już we Włoszech, tak. Od razu się zgłosiliśmy, mieliśmy nasze numery jenieckie, mnie przydzielili do pułku, wtedy pułkownika, Rudnickiego, na Bolonię. 20 kwietnia brałem udział w walce o Bolonię. Mam za to teraz Krzyż. Do Polski wróciłem w czerwcu 1946 roku.
Dlaczego pan się zdecydował wrócić do Polski?
Wychodziłem z założenia, nie chcę żeby to tak jakoś brzmiało, ale powiedziałem: „Walczyłem za Polskę…”.
Czy nawiązał pan kontakt z rodziną?
Po powrocie przyjechałem do Warszawy, był tylko lej po domu, olbrzymi dół, pojechałem na Pragę, bo tam mieszkała rodzina na Grochowie, tam mój brat Janek miał swoje mieszkanie. Pojechałem tam i dowiedziałem się, że moja mama z rodziną żyją i mieszkają w Malborku. Szwagier „Cichoniec”, który był razem ze mną w konspiracji, powiedział: „Pojedziemy do Malborka, tylko ja pierwszy wejdę. Ty pierwszy nie wchodź, bo matka dostanie ataku”. Matka myślała, że zginąłem.
Bo nie było żadnej wiadomości?
Ktoś powiedział, że zginąłem. Potem radość. Żyję do tej pory jakoś.
W Malborku był również pana młodszy brat?
Tak. W Malborku poznałem żonę, w tym roku będziemy obchodzili sześćdziesiątą rocznicę małżeńską i tak żyjemy do dziś.
Zdecydowaliście się państwo wrócić do Warszawy po ślubie?
Tak, w 1948 roku wróciliśmy do Warszawy.
Pańscy bracia też wrócili? Ten najstarszy, który był u „Radosława” to jak się nazywał?
Czesław „Mściciel”.
Też wrócił do Polski?
Tak, też wrócił do Polski.
Ten drugi, który miał pseudonim…
…„Jastrząb” Janek, to on wcześniej, bo on jako cywil. Też miał perypetie, bo ich partyzanci polscy wyzwolili, potem ruskie ich zamknęli, to znowu ich polscy partyzanci w Tomaszowie oswobodzili.
Pana kolega z ucieczki, pan Kowalski, też wrócił?
Wiesław Kowalski odwiedził mnie kiedyś, jak mieszkaliśmy przez kilka miesięcy na Grochowie w Warszawie. Później kontakt się urwał, nadeszły lata reżimu stalinowskiego.
Czy był pan represjonowany, czy ukrywał pan swoje uczestnictwo w Powstaniu?
Pisałem, może to mnie uratowało… Jak się zgłosiłem do WKR-u miałem jeszcze prawo nosić mundur przez czternaście dni, ale musiałem się zameldować, to się nazywało WKR, Wojskowa Komenda Rejonowa, czy coś takiego. Nie ukrywałem, powiedziałem, że byłem w Powstaniu, oczywiście tylko konspiracji nie podałem, że z niewoli uciekłem, że byłem w Armii Andersa i wróciłem. Spytali czy nadal chcę być żołnierzem Wojska Polskiego, odpowiedziałem: „Dziękuję, nawojowałem się już”. Później miałem trochę trudności z pracą, do 1955 roku to było ciężko.
Kłopoty ze znalezieniem pracy?
Ze znalezieniem, albo zwolnili. Jak się dowiedzieli u żony w pracy nawet, że ja byłem u Andersa i byłem w Powstaniu, to żonę zwolnili z pracy. Tak do 1955 roku było, ale później jak już Gomułka doszedł do władzy, Stalina szlak trafił, to już troszeczkę odwilży było od 1956 roku, ale przeżyło się.
Czytałam, że pan z bratem przekazał ukrytą broń. Kiedy ona została ukryta?
Jak była już podpisana kapitulacja, to dowódca, wtedy już Brejnak, (jeszcze wcześniej to powiedział, bo później był ranny i chory, zastępował go Jeżewski), powiedział żeby schować i wydać dopiero w wolnej Polsce. Ponieważ wolnej Polski i tak nie było, to się ją przechowywało.
Gdzie ona była przechowywana?
W gruzach mieliśmy zakopaną. Z tym że mieliśmy znajomego kapitana Hunkiewicza z Wojska Polskiego. Jak wiedzieliśmy, że jakiś dom [idzie] do rozbiórki, a była tam nasza broń schowana, to z nim się umawialiśmy i on brał żołnierzy, samochód, jako wojsko oficjalnie zabierali tą broń i przewozili w drugie miejsce.
Też była zakopywana?
Też była zakopywana.
Tak że parę razy zmieniała miejsce?
Parę razy zmieniała [miejsce].
Pierwszy raz gdzie była zakopana?
Na Poczcie Dworcowej, przy Żelaznej zakopaliśmy, jak Dom Kolejowy jest.
Do którego roku była w ziemi?
Gdzieś do lat osiemdziesiątych. Później już można było dać do Izby Pamięci, do ZBOWiD-u. Brat Janek pracował u Szpotańskiego, tam mieli zbowidowską Izbę Pamięci, tam już oficjalnie daliśmy i była przechowywana.
Gdzie był jej ostatnie miejsce ukrycia?
To Szpotański, u Szpotańskiego… Później wzięliśmy tą broń w 1989 roku, chyba tak, mam protokół przekazania, przekazaliśmy do Związku Powstańców, do Zgrupowania „Chrobry II”.
Część tej broni jest w Muzeum Woli?
Jest. [W Muzeum na Woli przy ulicy Srebrnej].
Na zakończenie mam ostatnie pytanie, czy jak byłaby drugi raz taka sytuacja, poszedłby pan do Powstania?
Gdybym miał tamte lata i taka sytuacja, na pewno bym poszedł.

Warszawa, 18 stycznia 2006 roku
Rozmowę prowadziła Małgorzata Brama


Opęchowski Jan, Ryszard – Dzbenin

Opęchowski Jan Ryszard „Jastrząb”/”Janik”, (8.08.1919-Dzbenin – 9.11.1991-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – II batalion „Lecha Grzybowskiego” – 6. kompania „Jeremi” – IV pluton.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszedł z Warszawy z ludnością cywilną.


Perzanowska Maria z Roszowskich – Korczaki

Perzanowska Maria z Roszowskich „Marysia”/”Malinowska”, (18.11.1916-Radom – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Antoni, Maria. Sanitariuszka – strzelec.
Oddział: „Bakcyl” (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej) – III Obwód „Waligóra” (Wola) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – Szpital Karola i Marii ul. Leszno 136, ewakuowana na Stare Miasto do Szpitala Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej; następnie w zgrupowaniu „Radosław” – batalion „Czata 49” – kompania kpt. „Zgody” – ochotniczka.
Szlak bojowy: Wola – Stare Miasto – kanały (w oddziale desantu kanałowego na pl. Bankowy) – Śródmieście – Górny Czerniaków
Ranna w nogę w nocy z 5/6.09.1944 r. podczas przechodzenia Aleją na Skarpie do Ambasady Francuskiej. Leczona w szpitalu polowym przy ul. Mokotowskiej 55.
Odznaczenia: Krzyż Armii Krajowej, Warszawski Krzyż Powstańczy.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – od 13.10.1944 r. leczona w szpitalu jeńców AK w Zeithain. 16.06.1945 r. wyjechała do kraju. Numer jeniecki: 305395
Udział w konspiracji 1939-1944:Od 1942 r. w Konfederacji Narodu.
Po wyzwoleniu powróciła do Warszawy, gdzie powtórnie wyszła za mąż – za Tadeusza Koskowskiego (jej pierwszy mąż, Piotr Pierzanowski został zamordowany w 1940 r. przez NKWD w Katyniu). Mieszkała po wojnie przy ul. Fałata, a potem do końca życia przy ul. Armii Ludowej (nad Trasą Łazienkowską). Pracowała w Najwyższej Izbie Kontroli. Bezdzietna.

Maria Perzanowska na balkonie – wypatrująca Piotra
Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Radosław”. fot. sppw1944.org


Trzaska Ludwika z Wyszomirskich – Czarnowiec

Ludwika Wyszomirska „Ksenia”/”Xsenia” (26.08.1916-Kręgi – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Roman i Maria z Grabowskich. Sanitariuszka…


Trzaska Wiktoria – Drwęcz

Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. Muzeum Woli

Trzaska-Doroszkiewicz Wiktoria „Sława” (23.12.1908-Drwęcz – ??.10.1997-Warszawa), rodzice Antoni, Marianna z Kurpiewskich. Sanitariuszka.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – Kwatermistrzostwo – sanitariat
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszła z Warszawy z ludnością cywilną.

Zgrupowanie „Chrobry II” zawiązało się na Woli na początku powstania, ale pełną ostateczną strukturę osiągnęło 10-12 sierpnia 1944 roku.


Powstańcy Warszawscy pełnili istotne funkcje w powojennej Polsce, pracując w administracji, nauce, medycynie, projektując powojenną architekturę i tworząc polską kulturę. W naszej wspólnej, zbiorowej pamięci Powstańcy Warszawscy często funkcjonują jako bohaterowie, których biografie zamykają się w 63 dniach Powstania. Tymczasem nie przestali oni być Powstańcami po wojnie, ta cząstka ich życiorysów na zawsze z nimi pozostała.

Linoryt Krauze Henryk, z kolekcji syna Andrzeja Krauzego.


Ciekawa akcja MŻW w Ostrołęce

Muzeum Żołnierzy Wyklętych akcją „To także nasza historia” rozpoczęło obchody 80. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Przy współpracy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce i miasta Ostrołęka – prezydenta Pawła Niewiadomskiego, rozwieszono 23 lipca 2024 r. w witrynach przystankowych 50 plakatów.
Na plakatach zaprezentowano postaci:
Ludwiki Wyszomirskiej (1916-1977) „Ksenia”/”Xenia”
Marii Perzanowskiej (1916-1987) „Marysia”
Lesława Kossowskiego (1921-?) „Leszek”, „Lech”
Stefana Gorgonia (1923-1997) „Kurp”, „Stefan Drużbicki”
Władysława Certowicza (1923-1944) „Żaba”

BIBLIOGRAFIA:
– Instytut Pamięci Narodowej,
– Muzeum Powstania Warszawskiego,
– Encyklopedia Medyków Powstania Warszawskiego,
– Jerzy Dziewirski, Monografia gminy Rzekuń,
– 1944.pl/archiwum-historii-mowionej/mieczyslaw-opechowski,661.html,
– Jacek Karczewski, zbiory prywatne,
– Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce,

Opracowanie: Marek Karczewski




Dziedziczka, która została sanitariuszką

Dziedziczka, która została sanitariuszką

Do szkoły była dowożona bryczką. Mieszkała w Czarnowcu w pobliżu Ostrołęki. Chodziła do klasy z Norbertem Adamowiczem i Witoldem Popiołkiem. II wojna światowa i niemiecka okupacja sprawiły, że trójka licealistów z jednej klasy stała się żołnierzami Armii Krajowej. Pochodząca z Czarnowca Ludwika Wyszomirska wzięła, jako sanitariuszka, udział w powstaniu warszawskim.

Ludwika urodziła się 26 sierpnia 1916 r. w Kręgach. Jej rodzice, Marianna i Roman Wyszomirscy, mieli majątek w nieodległym Zdziebórzu. Dziś obie te wsie znajdują się w gm. Somianka w pow. wyszkowskim. Po I wojnie światowej Roman Wyszomirski kupił dwór oraz siedemdziesięciohektarowe gospodarstwo rolne w Czarnowcu. Tutaj też zamieszkał wraz z rodziną.

Ludwika naukę w ostrołęckim Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego skończyła latem 1936 r. Niecodzienny, jak na Ostrołękę, środek transportu młodej dziedziczki do szkoły zapamiętał i utrwalił w swoich wspomnieniach jej kolega z klasy – Witold Popiołek. Trzy lata po ukończeniu szkoły Ludwika miała wyjść za mąż. Datę ślubu z Zygmuntem Trzaską wyznaczono na początek września 1939 r. Do zawarcia małżeństwa wówczas nie doszło.

Foto ze zbiorów Remigiusza Makowieckiego (FB). Przed wojną szkoła ta nosiła nazwę Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego. Obecnie budynek I Liceum Ogólnokształcącego.

1. „Ksenia”/”Xsenia” – Stolica

Zarówno narzeczony, jak i dwaj bracia Ludwiki, Zygmunt i Jan, poszli na wojnę. Ludwika pozostała sama z matką. Ojciec zmarł cztery lata przed wojną, a starsza siostra z poślubionym mężem przeprowadziła się do Warszawy. W czarnowieckim dworze mieścił się sztab obrony Ostrołęki. Wkrótce miasto oraz całą okolicę zajęli Niemcy. Gdy przyszli do dworu w Czarnowcu, kazali matce i córce spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie opuścić dom. 

Pojechały do Warszawy. Do siostry Ludwiki – Zofii. Całą hitlerowską okupację dziedziczka spędziła więc w stolicy. Wstąpiła do Konfederacji Narodu – organizacji, która w sierpniu 1943 r. weszła w skład Armii Krajowej. Wzięła udział w powstaniu warszawskim, miała wtedy 28 lat. Była żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły udział w walkach. Nosiła pseudonim „Ksenia”/”Xsenia”.

O godzinie „W” stawiła się w miejscu zgrupowania swojego oddziału – w Alejach Jerozolimskich numer 49, po sąsiedzku z fotoplastikonem warszawskim. Miejsce to w latach okupacji było wykorzystywane do celów konspiracyjnych. „Ksenia” była jedną z trzech sanitariuszek plutonu „Mieczyki”, w skład którego wchodzili chłopcy z Młodzieży Nowej Polski. W pierwszych dniach powstania pluton pełnił głównie służbę wartowniczą. Jednak już 5 sierpnia otrzymał rozkaz obsadzania rogu ulic Karolkowej i Wolskiej. Tam młodzi żołnierze dostali się pod huraganowy ogień artyleryjski. Następnie, wraz z batalionem „Czata 49” (w skład którego wchodził ich pluton) ze Zgrupowania „Radosław”, wzięli udział w natarciu na ul. Płocką. Batalion poniósł duże straty: „W czasie tej walki odznaczyła się sanitariuszka „Xenia”, która pod ogniem nieprzyjaciela opatrzyła wielu rannych.”

Ludwika

„Czata 49” była jednostką kadrową i elitarną. Posiadała bardzo dobrze zorganizowane służby logistyczne w postaci kompanii gospodarczej, kolumny samochodowej, rusznikarni oraz sanitariatu. Walczyło w jej szeregach, co warto podkreślić, wielu żołnierzy przeszkolonych w strukturach konspiracyjnych Polskiego Państwa Podziemnego. Żołnierze „Czaty 49” pochodzili bardzo różnych środowisk, by wspomnieć choćby o służących w niej trzech hrabiach. Uznaniem bohaterstwa żołnierzy ze strony dowództwa były liczne awanse oraz odznaczenia Virtuti Millitari oraz Krzyżem Walecznych. Warto tu przytoczyć ostatni rozkaz ppłk „Radosława”, w którym dowódca wyraził uznanie dla swoich żołnierzy:

Zgrupowanie „Radosław”, dowodzone przez ppłk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”, wywodziło się z oddziałów dyspozycyjnych Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej oraz takich struktur jak: Centrala Zaopatrzenia Terenu i Referat „993/W” II Oddziału KG AK połączonych w okresie przedpowstańczym w samodzielną jednostkę. Przez 63 dni Powstania Warszawskiego przeszło ono krwawy szlak bojowy z Woli poprzez Stare Miasto, Śródmieście, Czerniaków, Mokotów, zakończony w Śródmieściu. Jego żołnierze wzięli udział w ciężkich i dramatycznych walkach, o czym świadczą straty sięgające 70–80% stanu początkowego, który wynosił ponad 2000 żołnierzy. Zgrupowanie stanowiło szturmową jednostkę powstańczą, wykorzystywaną do wspierania zagrożonych odcinków oraz do wykonywania szczególnie trudnych zadań bojowych. Efekty jego działań znacznie wpłynęły na rozwój wydarzeń w stolicy, choć nie różniło się ono od innych zgrupowań powstańczych. Walka powstańcza miała specyficzny charakter. Warunki, w których przyszło działać jej żołnierzom wymagały od nich wysokiego morale oraz umiejętności dostosowywania się do zmiennego pola bitwy. Wysiłek zbrojny żołnierzy Zgrupowania, zarówno w okresie konspiracji jak i Powstania Warszawskiego, był kontynuacją walki z okupantem, którą Wojsko Polskie rozpoczęło w 1939 r.

„ Żołnierze Zgrupowania „Radosław”!
Dwumiesięczne walki o wyzwolenie narodu weszły w końcową fazę. Bez żadnej pomocy, sami wobec przytłaczającej przewagi technicznej wroga wytrwaliśmy na najcięższych posterunkach – Wola – Stare Miasto – i Czerniaków – to szlak bohaterski waszych zmagań, na którym wskrzesiliście najpiękniejsze tradycje żołnierza-Powstańca. W toku dwumiesięcznych walk nie byliśmy ani razu rozbici, odchodziliśmy zawsze na rozkaz po wyczerpaniu ostatnich naboi. Szlak nasz znaczony setkami mogił towarzyszy broni stał się sławnym w dziejach powstania sierpniowego i dumny jestem, że dowodziłem najdzielniejszą grupą Powstańców. […] Dziękuję wszystkim d-com oddziałów i szeregowym za ich trud ofiarny, a w szczególności d-cy Brody, kpt. „Jerzemu” oraz całemu baonowi harcerskiemu, mjr „Witoldowi” i żołnierzom „Czaty”, por. Jeremiemu oraz żołnierzom Parasola, por. Szczęsnemu oraz żołnierzom Miotły, kpt. „Irmie” i zespołowi łączniczek bojowych, w sztabie mojemu z-cy płk Turowi za rzetelna żołnierską współpracę, adiutantowi Klarze i oficerom, których wspólnym wysiłkiem tworzyliśmy historię grupy.”

Okładka książki „Batalion Armii Krajowej „Czata 49” w Powstaniu Warszawskim”.

Foto: dzieje.pl, 20 marca 1942 r., po raz pierwszy na ulicach Warszawy pojawiła się „kotwica” – symbol Polski Walczącej. Znak odzwierciedlający nadzieje Polaków na zwycięstwo namalował na werandzie cukierni Lardellego prawdopodobnie podharcmistrz Maciej Aleksy Dawidowski, „Alek”.

Od 8 sierpnia Ludwika Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie por. Zdzisława Zołocińskiego „Piotra”.

Pracowała w Szpitalu Karola i Marii przy ul. Leszno 136. Z Woli przedostała się na Stare Miasto. Stamtąd kanałami przeszła na plac Bankowy, a pod koniec powstania – na górny Czerniaków. Tu została ranna w rękę. Z odsłoniętą od nadgarstka do łokcia kością przedramienia ewakuowała się na brzeg Wisły przez pozostającą pod niemieckim ostrzałem ul. Solec. Rannych ewakuowali stamtąd (na pontonie) walczący u boku Armii Czerwonej żołnierze gen. Zygmunta Berlinga. 20 września Ludwika wraz z grupą rannych przepłynęła na drugą stronę Wisły. Razem z innymi chciała się dostać do szpitala polowego w Aninie. Utknęli jednak w willi na Saskiej Kępie. Sowieci, okupujący prawy brzeg Wisły, nie czekali na uciekinierów z powstania z otwartymi ramionami. Ludwika została aresztowana przez NKWD. Sanitariuszkę zwolniono z więzienia, ale na krótko. Sowiecka policja polityczna zatrzymała ją ponownie w związku z antykomunistyczną działalnością jej brata – Jana Wyszomirskiego. Janek, jako wróg ludu, został w 1945 r. rozstrzelany.

2. Jan Wyszomirski „Wroński” (1913-1945)

W czasie wojny Ludwika straciła dwóch braci. Zygmunt w 1939 r. skończył swój szlak bojowy pod Rawą Ruską. Tam trafił do sowieckiej niewoli. NKWD rozstrzelało go w Katyniu. Wspomnianego wcześniej Jana, który zaangażował się w antykomunistyczną działalność w prawobrzeżnej Warszawie w 1944 r., uwięziono. Został skazany na śmierć przez zależny od ZSRS sąd wojskowy. O śmierci każdego z braci rodzina Wyszomirskich dowiedziała się długo po fakcie. Nazwisko Zygmunta ukazało się na plakatach i w propagandowych gazetach niemieckich. Stało się to po tym, gdy hitlerowcy odkryli masowe groby w Lesie Katyńskim. O wykonaniu wyroku śmierci na Janie rodzinę poinformowano dopiero w 1958 r.

3. Zygmunt Wyszomirski (1912-1940)

Wojnę przeżył narzeczony Ludwiki. Zygmunt Trzaska pochodził z majątku Przeczki (obecnie część wsi Borowce w gm. Troszyn). W okresie niemieckiej okupacji dostał się do niewoli. Wywieziono go do III Rzeszy (Murnau niedaleko Garmisch-Partenkirchen). Gdy wrócił do kraju, odnalazł Ludwikę. Wkrótce wstąpili w związek małżeński. Doczekali się trójki potomstwa. Ludwika Wyszomirska nigdy nie zamieszkała już w Czarnowcu. Komunistyczne władze zmusiły matkę i  siostrę Ludwiki do zrzeczenia się własności dworu oraz gospodarstwa. Złożyły pisemne zobowiązanie, że nigdy nie wrócą w rodzinne strony.

Po wojnie podjęła studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jej powstańcza fotografia (w furażerce z orzełkiem, biało-czerwoną opaską na ramieniu oraz torbą przewieszoną przez ramię) znalazła się na okładce tygodnika „Stolica” – w pierwszym sierpniowym numerze z 1964 r. (w dwudziestą rocznicę powstania). Fotografia umieszczona w czasopiśmie nie została konkretnie opisana (poza ogólnym stwierdzeniem, że dwadzieścia lat temu wybiła  w Warszawie godzina „W”). Na stronach wydawnictwa nie znalazł się również żaden artykuł, do którego mogłaby odsyłać wspomniana okładka. Bliscy zidentyfikowali jednak na fotografii sanitariuszkę „Ksenię”. Ludwika Wyszomirska (po mężu Trzaska) zmarła 12 lutego 1977 r.

4. Ludwika Wyszomirska „Ksenia”/”Xsenia” (1916-1977)

Jan Trzaska – syn Ludwiki i Zygmunta.
Foto: Paweł Krajewski – Tygodnik Ostrołęcki.

5. Ludwika Wyszomirska (1916-1977)

POWSTAŃ I POKAŻ, ŻE PAMIĘTASZ
Raz w roku Warszawa zatrzymuje się na chwilę, aby powstać na nowo, tak jak przed laty Powstańcy Warszawscy powstali do nierównej walki w obronie wolności. Powstańmy razem i pokażmy, że pamiętamy. Powstając budujemy wspólnotę i kreujemy przyszłość, stajemy się silniejsi.

1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 wybuchło Powstanie Warszawskie. Do walki stanęło około 50 tys. powstańców Armii Krajowej zorganizowanych w zgrupowania obejmujące bataliony i inne formacje zbrojne. Niestety powstańcy byli bardzo słabo uzbrojeni. W momencie wybuchu Powstania żołnierze dysponowali zaledwie 40% i tak skromnych zasobów broni i amunicji. Polscy żołnierze mieli do dyspozycji wyłącznie:
– 1.000 karabinów zwykłych
– 300 pistoletów maszynowych
– 60 ręcznych karabinów maszynowych
– 7 ciężkich karabinów maszynowych
– 35 karabinów przeciwpancernych i Piatów
– 1.700 pistoletów zwykłych
– 25.000 granatów
Przeciwnik w łącznej sile około 50 tys. niemieckich żołnierzy, żandarmów, policjantów, oraz rosyjskich renegatów dysponował miażdżącą przewagą uzbrojenia. W dyspozycji miał czołgi, samoloty, pociągi pancerne, artylerię, miotacze min, dużą ilość broni maszynowej.
Przewidziane na kilka dni Powstanie trwało w rezultacie 63 dni będąc największym tego typu zrywem wolnościowym w historii II wojny światowej. Mimo ogromnej przewagi militarnej, wojska niemieckie poniosły ogromne, blisko 50% straty: 10.000 poległych, 7.000 zaginionych, 9.000 rannych.
W powstaniu poległo około 16.000 powstańców i około 150.000 ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych.

Tekst o powstańczej, czarnowieckiej sanitariuszce – Ludwice Wyszomirskiej ukazał się również w kwartalniku „GŁOS NIEZŁOMNY” Nr 3/2024, wydawanym przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.
Zapraszamy do lektury.

Bibliografia:
– Karczewski J., Śladami Niezłomnych,  Warszawa 2018.
– Kobylańska Z., Konfederacja narodu w Warszawie, Warszawa 1999.
– Krajewski P., Ocalić dla potomnych (tekst z 29 marca 2007 r.). Źródło: to.com.pl (dostęp 17 czerwca 2024 r.)
– Popiołek W., Gimnazjalna przeszłość 1927-37, Ostrołęka 1992.
– Powstańcze biogramy – Ludwika Wyszomirska. Źródło: 1944.pl. (dostęp 17 czerwca 2024 r.).
– Siewierski T., Z dziejów Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce 1913-1983, Ostrołęka 1983.
– Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Opisy zdjęć:
1. Ludwika Wyszomirska „Ksenia” (1916-1977) w trakcie powstania warszawskiego. Źródło: „Stolica” z 2 sierpnia 1964 r., nr 31 (869), rok XIX.
2. Jan Wyszomirski „Wroński” (1913-1945). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
3. Zygmunt Wyszomirski (1912-1940). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
4. Ludwika Wyszomirska „Ksenia” (1916-1977). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
5. Ludwika Wyszomirska. Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.

Opracowanie: Jacek Pawłowski/Marek Karczewski

Muzeum Żołnierzy Wyklętych akcją „To także nasza historia” rozpoczęło obchody 80. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Przy współpracy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce i miasta Ostrołęka – prezydenta Pawła Niewiadomskiego, rozwieszono 23 lipca 2024 r. w witrynach przystankowych 50 plakatów.
Na plakatach zaprezentowano postaci:
Ludwiki Wyszomirskiej (1916-1977) „Ksenia”/”Xenia”
Marii Perzanowskiej (1916-1987) „Marysia”
Lesława Kossowskiego (1921-?) „Leszek”, „Lech”
Stefana Gorgonia (1923-1997) „Kurp”, „Stefan Drużbicki”
Władysława Certowicza (1923-1944) „Żaba”

Wizerunek Ludwiki zawisł łącznie na dziesięciu przystankach w Ostrołęce i Rzekuniu.
Dziękujemy za realizację tego pomysłu:
Panu Dyrektorowi Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Jackowi Karczewskiemu,
Panu Prezydentowi miasta Ostrołęki Pawłowi Niewiadomskiemu,
Panu Prezesowi MZK w Ostrołęce Dariuszowi Domanowskiemu

Projekt graficzny Pani Natalia Iwańska.

„…Pamiętając o tej okrągłej rocznicy, pragniemy wpisać ją w kontekst historii Ostrołęki i regionu.
To także nasza historia – według dotychczasowych ustaleń, w oparciu o rejestry prowadzone przez Muzeum Powstania Warszawskiego oraz badania lokalnych historyków, liczba uczestników tego zrywu niepodległościowego związanych z Ostrołęką i powiatem ostrołęckim wynosi około 100 osób…
…Biogramy kolejnych osób przybliżymy na wystawie plenerowej, którą można będzie oglądać na dziedzińcu Muzeum…”
ź: MŻW






Pogrzeb u Czerniejewskich i Michniewiczów właścicieli dóbr Czarnowca

Czerniejewscy, Michniewiczowie właściciele dóbr Czarnowca
Ta krótka historia naszej wioski, tym razem o tragicznej śmierci Janinki pokazuje obraz codzienności końca XIX wieku.

Działo się we wsi Rzekuń 13 sierpnia /25 sierpnia 1894 roku, o jedenastej rano. Stawili się Maurycy Michniewicz, lat 37, dziedzic Folwarku Czarnowiec i Kazimierz Kuszel, lat 42 zarządca, obaj we wsi Czarnowcu zamieszkali i oświadczyli, że 12/24 sierpnia tego roku o godzinie 8.30 rano umarła we wsi Czarnowiec Janina Michniewicz, miesiące dwa mająca, córka obecnego Maurycego i Antoniny z Czernejewskich ślubnych małżonków Michniewiczów, w Warszawie urodzona. Po naocznym przekonaniu się o śmierci Janiny Michniewicz.
Akt ten stawiającym przeczytany i przez Nas i przez nich podpisany.
Ks. Michał Nowek proboszcz rzekuński utrzymujący akty stanu cywilnego
Maurycy Michniewicz, Kazimierz Kuszel

Na podstawie odnalezionego w sieci nekrologu z 1894 roku przez Panią Martę Wojciechowską z Myszyńca dowiadujemy się, że w Czarnowcu, w czasach szlachectwa Królestwa Polskiego na dworze dziś nazywanym „Wyszomirskich” zarządzali w Czarnowcu Czerniejewscy i Michniewiczowie.

Janika Michniewicz zmarła w okresie letnim więc nie można w takiej sytuacji domniemywać śmierci z wyziębienia, co w czasach ówczesnych też miało często miejsce.
Dlaczego więc Janika zmarła?

Higiena w miastach i na wsiach.

W czasach współczesnych poród jest doświadczeniem względnie bezpiecznym dla matki i dziecka. Dawniej jednak do narodzin szykowano się niemal tak samo, jak do pogrzebu. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero od XIX wieku. Tak przynajmniej było na Zachodzie. Rewolucja w higienie i opiece zdrowia, która uratowała życie dziesiątków milionów dzieci, dotarła na ziemie polskie z bardzo dużym opóźnieniem.
Przedwojenna Polska nie znała powszechnej bezpłatnej służby zdrowia. Dostęp do lekarzy był dużo trudniejszy niż w innych krajach, nawet tych w podobnej sytuacji politycznej. Higiena, zarówno w miastach, jak i na wsi, wołała o pomstę do nieba. Brakowało też instytucji wspierających matki i najmłodsze dzieci. Wystarczy stwierdzić, że w roku 1918, gdy Polska odzyskała niepodległość, w całym państwie działało tylko około 25 przychodni sprawujących opiekę nad położnicami i niemowlętami. Według danych z 1930 roku w pierwszym roku życia umierało średnio 143 dzieci na 1000. To odsetek 37 razy wyższy niż obecnie. W samej Warszawie, gdzie opieka medyczna stała na wyższym poziomie niż na prowincji, umierało 11,8% wszystkich niemowląt.
Ile przychodni działało w roku 1894 i ile dzieci umierało w pierwszym roku życia, możemy sami wywnioskować na podstawie statystyk z późniejszych lat.

W czasach kiedy nie było opieki medycznej takiej jak obecnie, nasi dziadkowie na co dzień obcowali ze śmiercią. Często umierały małe dzieci, kobiety w połogu, niektórzy tylko dożywali sędziwego wieku. Dlatego chyba łatwiej niż dziś, godzono się z jej nadejściem. Większość ludzi umierała we własnym domu, w otoczeniu najbliższych, i to oni dbali o godne odejście z tego świata. Dlatego też wykształciły się różne zwyczaje i obrzędy związane ze śmiercią i pożegnaniem zmarłego.

Gdy ktoś przeczuwał, że koniec jest już bliski, dawał rodzinie wskazówki dotyczące jego własności. Starał się również wybaczyć krzywdy, pogodzić z każdym, z kim był zwaśniony. Wzywano także księdza, aby udzielił konającemu ostatnich sakramentów. Cały czas ktoś z rodziny czuwał przy łóżku. Do rąk wkładano zapaloną gromnicę i kropiono umierającego święconą wodą. Był jeszcze zwyczaj, że domu w którym ktoś zmarł nie sprzątano, nie zamiatano, nic nie ruszano do czasu pogrzebu. Szczególnie uważano aby nie wycierać progu domu, a ludzie przychodzący na różaniec uważali żeby na progu nie stanąć.

Straszna moda końca XIX wieku. Dziś określana jako dziwny zwyczaj.

Zwyczaj fotografowania zmarłych należy do zapomnianej tradycji, cieszącej się popularnością przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej i Anglii. W Polsce zdjęcia pośmiertne wykonywano od lat 40. XIX wieku, aż do końca lat 90. XX wieku. Istnieje kilka przyczyn, dla których uwieczniano ludzi dopiero w chwili odchodzenia. Najważniejszą z nich była ograniczona dostępność fotografii, zarezerwowanej tylko na wyjątkowe wydarzenia. Do połowy XX wieku rzadko portretowano ludzi za życia. Moment śmierci rodził potrzebę utrwalenia czyjejś podobizny, zachowania pamięci o danej osobie, zatrzymania jej obrazu na dłużej. Zdjęcie pośmiertne pełniło rolę cennej pamiątki, przywołującej wspomnienia oraz uczucia. Istotnym czynnikiem, który przekładał się na popularność fotografii post mortem była powszechna świadomość nieuchronności losu, a także wiara w życie pozagrobowe.
Zamożniejsze rodziny na tę tragiczną okoliczność wykonywały sobie wisiory, brosze, pierścienie z zamieszczonym wizerunkiem bliskiej osoby. Najczęściej kobiety (matki) nosiły je wyrażając szacunek i zachowując pamięć o zmarłej osobie.

Jak wyglądał pogrzeb na dworze Czerniejewskich i Michniewiczów?

Gdy dziecko skonało otwierano w izbie okna, aby dusza mogła swobodnie wyjść. Zatrzymano zegar na godzinie, o której zmarło. Zasłonięto również lustra, aby się ktoś z żyjących w nich nie przeglądnął i nie zobaczył śmierci.

Ciało przez trzy dni pozostawało w domu. Ktoś z rodziny, albo specjalnie wynajęta osoba umyła je i ubrała w odświętny strój. Dziewczynki były wtedy ubierane w białą sukienkę lub odświętny strój. Zwłoki ułożono w otwartej trumnie, na środku izby, wokół ustawiano żywe kwiaty i świece. Tak było nawet podczas największych upałów, co niestety skutkowało nieprzyjemnym zapachem. Po pogrzebie takie pomieszczenie trzeba było pomalować wapnem, a podłogę porządnie wyszorować. Do trumny włożono kwiatki polne i święte obrazki, mógł być również włożony różaniec opleciony wokół rąk i książeczka do modlenia – raczej w przypadku osób, które potrafiły się modlić. Czasami dawano jakieś drobne przedmioty należące do zmarłego.

O śmierci zawiadomiono rodzinę i sąsiadów, dzwoniono w kościele, rozwieszano klapsydry i ogłoszono w lokalnej prasie (wycinek poniżej). W domu był przez trzy dni odprawiany różaniec, prowadzony przez jedną lub kilka osób. Przychodziły specjalnie wynajęte płaczki, które okadzały izbę, śpiewały i zawodziły. Był przesąd, że aby się nie bać zmarłego, żeby nas nie straszył, należało go dotknąć w czoło lub w rękę.

W dniu pogrzebu do domu sprowadzono księdza lub czekał on przed kościołem. Trumnę z domu wyniesiono nogami do przodu stukając nią trzy razy w próg. Następnie przewieziono ją wozem konnym lub niesiono na ramionach.

Gdy kondukt żałobny jechał lub szedł przez wieś to ludzie dołączali się do niego, a kto nie mógł to chociaż wychodził przed dom, aby pożegnać zmarłego. W kościele przez blisko pół godziny ksiądz z organistą śpiewali różne modlitwy i pieśni. Następnie odbyło się nabożeństwo żałobne, w czasie którego trumna była ustawiana przed ołtarzem na specjalnym katafalku, po bokach układano kwiaty i świece. Po mszy wszyscy udali się na cmentarz.

Zmarłych w parafii Rzekuń chowano na cmentarzu wokół kościoła, później założono obecny cmentarz [święty kamień w polu]. Tam nastąpiło ostatnie pożegnanie. Na trumnę każdy z uczestników pogrzebu sypał garść ziemi, ksiądz pokropił ją święconą wodą, a trumnę zakopano w grobie familijnym (Czerniejewskich lub Michniewiczów).

Maleńkie dzieci takie jak Janinka Michniewicz mogły nie mieć mszy, gdyż uważano, że i tak jest już w niebie.

Po śmierci najbliższa rodzina nosiła żałobę, czyli czarny strój przez określony okres czasu. Ojciec w klapie marynarki czarną wstążkę, matka czarną chustkę na głowie.

Po pogrzebie rodzina udała się do domu na stypę.

fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek
Trumnę robił sam gospodarz albo zamawiano ją u stolarza, zazwyczaj nie płacono za nią.

A tak wyglądał akt zgonu sporządzony przez proboszcza parafii Rzekuń, ks. Michała Noweka

Z klapsydry możemy dowiedzieć się, że ciało Janinki zostało złożone do grobu familijnego. Czy był to grób Czerniejewskich, Michniewiczów? Tego nie napisano.
Za treścią jednej malutkiej wzmianki zaciekawiło mnie czy na wspomnianym cmentarzu rzekuńskim odnajdę grobowiec Czerniejewskich lub Michniewiczów. Poświęcając kilka godzin na rzekuńskiej nekropolii w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu po właścicielach ziemskich z Czarnowca nie odnalazłem żadnego śladu. Najstarszy grób, który oznaczony jest solidną tablicą nagrobną jest z 1909 roku.
Domniemam, że wspomniany grób familijny Czerniejewskich lub Michniewiczów był usytuowany na starym cmentarzu – naprzeciwko kościoła. Założony w okolicach 1413 roku funkcjonował prawdopodobnie do końca XIX wieku. Obecnie (2024 r.) w tym miejscu (na starym cmentarzu) rośnie trawa i żaden znak po starych grobach nie pozostał.

1894 r.

Co wiemy o właścicielach dóbr w Czarnowcu?

Znaleziony wycinek o śmierci Janiki (Janiny) co było dla rodziny Czerniejewskich i Michniewiczów tragedią, spowodował, że z zaciekawieniem zacząłem wyszukiwać nowych wątków o byłych właścicielach Czarnowca.
Tu ponownie z pomocą przyszła Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, która podesłała indeks sieciowy o Czerniejewskich, zamieszczony na stronie polishgenealogy.blogspot.com
Ma on taką oto treść:

Materiały do Polskiego Słownika Biograficzno-Genealogicznego
Czerniejewski h. Korczak, vel Czerniejowski, rzadko Czerniewski, rodzina czerwonoruska, pochodzenia węgierskiego lub wołoskiego, pisała się z Czerniejowa. Wedle Bonieckiego, nazwisko wzięli od dóbr Czerniejów w ziemi lwowskiej, a protoplastą ich ma być Benedykt, Węgier, kasztelan halicki 1387. Istnieje też kilka osad tej nazwy w woj. lubelskim, m. in. Czerniejów, dawniej w parafii Wola Wołoska, gmina Turno, pow. Włodawa (SGKP), obecnie powiat Parczew. Mikołaj z Czerniejowa 1459 r. kupił Załuże, a z braćmi swymi, Janem i Marcinem, był dziedzicem Kamieńca, Czerniejowa, Hołobutowa i Kłodnicy (Bon.). Antoni, podstoli halicki 1475. Jan, podczaszy lwowski 1613, podkomorzy lwowski 1615. Jan, skarbnik parnawski, poseł ziemi liwskiej na sejm 1783. Czerniejewscy byli właścicielami m. in. dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim, gminie Rzekuń. Zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862.

ANTONINA* (Tola) Helena Józefa Czerniejewska (ok. 1870-7 VI 1936), c. Władysława i Heleny Sampławskiej; ur. prawd. Warszawa, zm. tamże, zapisana jako Tola z Czerniejewskich Michniewiczowa (Nekrologi Warsz.); m. (1891 Warszawa) Maurycy* Władysław Michniewicz (ok. 1860-10 IV 1913), s. Władysława i Emilii Strzeszewskiej; ślub w parafii św. Aleksandra (MK Warszawa: św. Aleksander).
* – Antonina i Maurycy – rodzice Janinki

TOMASZ Czerniejewski (1807-po 1840), s. Walentego i Rozalii Cybulskiej, dziedzic dóbr Czarnowiec, pow. Ostrołęka, parafia i gmina Rzekuń; jego syn został wylegitymowany ze szlachectwa w Królestwie Polskim 1852 r. z herbem Korczak; ur. Postoliska, parafia Postoliska, pow. Wołomin, woj. mazowieckie, chrz. 1807 (Bon.; Urus.; Szl. Król.; MK Postoliska); ż. (1838 Warszawa) Antonina Justyna Pinińska h. Jastrzębiec (ok. 1798-po 1840), c. Wawrzyńca i Marianny Płoskiej, dziedziców dóbr Pyszkowo, parafia Chodecz, pow. Włocławek (MK Chodecz); ślub w parafii św. Jana (MK Warszawa: św. Jan); 1v. żona (1823 Chodecz) Andrzeja vel Jędrzeja Tomasza Żebrowskiego (1788-1837), uwagi: on wielmożny, ona lat 25 (MK Chodecz); dzieci: Władysław.

Z tegoż samego źródła dowiadujemy się jak wyglądał herb Czerniejewskich.

Z niecierpliwością czekamy na kolejne stare fotografie, dokumenty, wycinki prasowe, opowieści o starym Czarnowcu. W tych sprawach można kontaktować się poprzez email wiesczarnowiec@gmail com lub tel. 533 613 913.

Zainteresowane osoby historią Czarnowca zapraszamy do działu HISTORIA

Marek Karczewski

Źródła:

– wielkahistoria.pl/koszmar-niemowlat
– polishgenealogy.blogspot.com. Bon. t.3/369-370; Kos. t.1; Nies.; SGKP t.1/824; Szl. Król.; Urus. t.3/10-11.
– teologiapolityczna.pl
– Anna Mądel, szynwald.pl
– Mariola Tymochowicz, Magia odejścia
– fot. 1919-Bracia Taylor
– fot. 1900-wisiorek ze zdjęciem pośmiertnym XIX wiek-Lisak.net
– fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek




Kilka zdań o kaplicy ale nie o Złotkowskim z Czarnowca

Kilka zdań o kaplicy ale nie o Złotkowskim z Czarnowca

W 1859 roku ukazał się kolejny numer czasopisma p.t. Pamiętnik Religijno-Moralny. Wydawcą/drukarzem byli: J. Glücksberg, Antoni Hlebowicz.

Wprawdzie w wydawnictwie z 1859 roku nie wspomniano słowem o czarnowieckim budowniczym kaplicy cmentarnej ale za to z poniżej zamieszczonego tekstu dowiadujemy się o dwóch datach.
8 sierpnia 1856 r. – „założenie węgielnego kamienia”
29 września 1857 r. – „odbyć się mogło poświęcenie tej pięknej kaplicy”.
Z podpisu pod tekstem „Jeden z parafian Rzekuńskich” nie dowiemy się kto był autorem artykułu.

Na wstępie artykułu czytamy:

Z parafii Rzekuń pod Ostrołęką.
Kilka razy odbiła się o uszy moje nazwa Ostrołęckiego ciemną gwiazdą, i słusznie, bo u nas najchwalebniejsze czyny, najzaszczytniejsze zamiary pozostają w ukryciu. Ja przeto chociaż mniej zdolny jestem do oddania rzeczy w należytych kolorach, skreśliłem wiadomość następną. Dwie tu w przeciągu roku obchodziliśmy dość rzadkie uroczystości:
…

dalej:

…Dziwnem jakiemś zrządzeniem wszystkie roboty nieprzewidzianie ani wyrachowanie rozpoczynały się lub kończyły w dni piątkowe, śmierć Jezusa Chrystusa przypominające, szczególnie zaś obraz w Wielki Piątek ukończony został…

i:

Lud w tej parafii jest pobożny, tak dalece że gdyby wszedł do kościoła obcy jaki człowiek, a zobaczył wszystkich klęczących, podczas Mszy świętej, młodych obywateli z książkami w ręku, zbudowaćby się musiał. Wiele jeszcze: ks. Nówek proboszcz zamyśla wykonać, Boże wspomagaj go w jego zamiarach...

Z tekstu napisanego w XIX wieku można wnioskować, że czynności rozpoczęte i zakończone w piątki przynoszą wielki, wspaniały efekt. Kiedy zatem powstało powiedzenie powtarzane wielokrotnie „w piątek to zły początek”?

„…zobaczył wszystkich klęczących, podczas Mszy świętej, młodych obywateli z książkami w ręku, zbudowaćby się musiał…”

Zainteresowanych zapraszamy do przeczytania artykułu o czarnowieckim budowniczym kaplicy.
W zlinkowanym wpisie znajdziecie Państwo również pełną wersję pamiętnika.
– kliknij w obrazek aby przeczytać cały artykuł

Za dostarczenie skanów dziękuję Pani Marcie Wojciechowskiej z Myszyńca.

Marek Karczewski




Pamięć o Katyniu (zdjęcia)

Pamięć o Katyniu (zdjęcia)

To było kolejne spotkanie w ramach projektu „Pamięć o Katyniu w świadomości lokalnej i w kulturze”.

W czwartkowy wieczór odbyło się spotkanie historyczne poświęcone zbrodniom katyńskim. Na zaproszenie sołtysa Marka Karczewskiego przybył do świetlicy w Czarnowcu Pan Jacek Karczewski z Fundacji Splot Pamięci w Ostrołęce. Pan Jacek w bardzo dokładny i obszerny sposób opowiadał o bohaterach, o Ich rodzinach i o wieloletnim zdobywaniu materiałów o zabitych polskich oficerach w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku, Katyniu, Miednoje, i Charkowie.

Wideo ze spotkania w Ostrołęckiej Bibliotece Pedagogicznej, w którym Jacek Karczewski wspomina również o spotkaniu w Czarnowcu.

Najbardziej wzruszająca była historia o dziewczynie z balkonu, która siedem lat czekała na swojego ukochanego…

Poza tematem zbrodni katyńskiej – wspominano losy rodziny Wyszomirskich, która w sposób szczególny zapisała się w historii naszej miejscowości. Cała rodzina walczyła o wolność ojczyzny, a Zygmunt Wyszomirski został stracony właśnie w Katyniu.

Poruszono również inne wątki historyczne związane z rodzinami czarnowieckimi. Mówiono o Wyszomirskich, Złotkowskich, Cudnych i ich wojennych, tragicznych losach.

Dziękujemy Panu Jackowi za przygotowanie wystawy i obszerny materiał o Katyniu.
Dziękujemy uczestnikom za udział w spotkaniu.

Spotkanie „Pamięć o Katyniu w świadomości lokalnej i w kulturze” odbyło się w czwartek 23 listopada 2023 r.

Marek Karczewski

Foto: Marek Karczewski, Jacek Pawłowski




Przekraczali granice podczas spaceru (zdjęcia)

Przekraczali granice podczas spaceru (zdjęcia)

Dziesiąta, jubileuszowa edycja spacerów leśnych „Liczenie Liści” przeszła do historii.
Tym razem, po kilku latach spacerów po zakątkach Czarnowca uczestnicy skierowali się w stronę Tobolic. Piechurzy ruszając przy Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu przy ulicy Dzikiej Róży 2 skierowali się nie tylko na granicę z Tobolicami ale granice przekraczali wielokrotnie. Trasa wiodła przez tereny gminy Rzekuń ale również przez miasto Ostrołęka. Miejscowości (tereny geodezyjne), które piechurzy „zaliczyli” to: Czarnowiec – Tobolice – Ostrołęka – Tobolice – Dzbenin – Czarnowiec – Korczaki – Borawe – Czarnowiec.
Do przejścia było niecałe 11 km.

Zanim doszło do startu „10. Liczenia Liści” pasjonaci wędrówek musieli wysłuchać kilku wskazówek o zasadach dzisiejszego spaceru. Organizator tego wydarzenia od samego początku (od 2014 roku) stara się przeprowadzać uczestników przez mało znane lub zupełnie nieuczęszczane obszary okolicznych lasów i terenów bezdrożnych. Tak było również w tym roku lecz wyzwanie przeprowadzenia uczestników przez Tobolice bezdrożami graniczy z cudem. Nie ma w tym przypadku możliwości pominięcia zwartej zabudowy podmiejskiej.
Organizator Marek Karczewski przybliżył w kilku zdaniach historię powstania tego listopadowego wydarzenia i przypomniał o miejscówkach, które dotychczas piechurzy odwiedzali.
Były to:
1. 2014.11.09 – Przystań
2. 2015.11.15 – Lelis
3. 2016.11.13 – Dąbrówka
4. 2017.11.12 – Przystań
5. 2018.11.18 – Czarnowiec
6. 2019.11.17 – Czarnowiec
7. 2020.11.15 – Czarnowiec
8. 2021.11.14 – Czarnowiec
9. 2022.11.13 – Czarnowiec
10. 2023.11.12 – Tobolice-Czarnowiec

Przed wymarszem uczestnicy otrzymali mapki z trasą, którą znało dotychczas tylko dwie osoby – organizator Marek Karczewski i Jacek Pawłowski. I właśnie o tym przed startem zarówno Marek jak i Jacek opowiedzieli oraz uczulili, aby podczas każdego postoju gdy tylko będą zabierać głos i opowiadać o historii i geografii danego miejsca należy się skupić i wychwycić w czasie tych przemówień odpowiedzi, które przydadzą się do rozstrzygnięcia konkursu na mecie.
Podczas postojów rzeczywiście, wszyscy uczestnicy słuchali uważnie, bo na mecie czekały wartościowe nagrody. Już podczas samego konkursu przy świetlicy okazało się, że niektórzy na postojach robili notatki zapisując je na swoich ściągawkach 🙂
Marsz trwał do godziny czternastej. Po wędrówce, na miejscu startu i mety wszyscy biesiadowali przy ognisku z pyszną kiełbaską od lokalnego wytwórcy, przy cieście własnej roboty, kawie, herbacie i innych napojach.

Trasa spaceru na aktualnej mapie.
Trasa spaceru naniesiona na starą mapę z 1932 r.

Podczas wydarzenia piechurzy mogli nie tylko podziwiać piękne okoliczności przyrody, ale też wysłuchać opowieści o historii Tobolic i Czarnowca.

Pan Jacek Pawłowski opowiada – uczestnicy notują 🙂

Ten spacer to również rekordowa ilość dzieci na trasie. Wszystkie dzielnie zniosły trudy wędrówki pomimo nudnych historycznych opowieści Pana Marka i Pana Jacka.
Jednak na mecie każde dziecko w nagrodę za dzielność otrzymało dyplom oraz nagrodę rzeczową.
Dziękujemy wszystkim dzieciakom za wytrwałość!

Jednym z ciekawszych akcentów spaceru był konkurs z czterdziestoma pytaniami – ostatecznie plus jednym.
Wszystkie pytania i zasady konkursu opracował Pan Jacek Pawłowski.
Do konkursu zostały dopuszczone wyłącznie chętne – zgłoszone wcześniej osoby. Każdy „zawodnik” otrzymał numer startowy aby podczas konkursu łatwo było wskazywać do odpowiedzi kolejnych uczestników.

Dziesięcioro śmiałków.

Oto pytania, które padły podczas konkursu. Prawidłowe odpowiedzi wytłuszczono.

1. Jak nazywały się jednostka administracyjna, grupująca kilka wsi, która po reformie administracyjnej 1973 roku została zamieniona przez gminę. 
a) ziemia
b) gromada
c) gubernia

2. W jakim województwie znajdował się Czarnowiec przed 1939 rokiem
a) białostockim
b) warszawskim
c) mazowieckim

3. W powiecie ostrołęckim są trzy wsie, których nazwy zaczynają się od sylab czarno-. Która trójka jest poprawna?
a) Czarnowiec, Czarnowo, Czarnotrzew
b) Czarnowiec, Czarnotrzew, Czarnolas
c) Czarnowiec, Czarnków, Czarnowo

4. Wieś Czarnowiec  dzieliła się po 1933 roku na  trzy jednostki administracyjne (wg przywoływanego w czasie spaceru artykułu). Która trójka jest poprawna?
a) C dwór, C włościański, C majątek
b) C dwór, C wieś, C bór
c) C dwór, C włościański, C ranczo

5. Czy po II wojnie światowej Czarnowiec kiedykolwiek znajdował się w innej gminie niż Rzekuń?
a) tak
b) nie

6. Czy w Czarnowcu kiedykolwiek była stacja kolejowa?
a) tak
b) nie

7. Czy braci Wyszomirskich w czasie II wojny światowej zamordowali Niemcy?
a) tak
b) nie

8. Ile przejazdów kolejowo drogowych na drogach powiatowych znajduje się w Czarnowcu
a) 1
b) 2
c) 3

9. Z okazji, której rocznicy powstania Czarnowca przypadającej w tym roku, odbyły się we wsi Dni Czarnowca?
a) 105
b) 610
c) 65

10. W Czarnowcu znajdują się dwie ulice o nazwach składających się z dwóch słów. Która para jest poprawna.
a) Dzikiej Róży  i Wyniosłych Kasztanowców
b) Dzikiej Róży i Wieczornych Mgieł
c) Dzikiej Róży i Porannej Rosy

11. Która edycja czarnowieckiego spaceru leśnego odbyła się w tym roku
a) piąta
b) dziesiąta
c) piętnasta

12. Jak nazywa się rząd owadów, których samice pasożytują w ciałach szerszeni, os i pszczół?
a) jętki
b) muchówki
c) wachlarzoskrzydłe

13. Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca?
a) Sahara
b) Sacharyn
c) Sachalin

14. Które wsie sąsiadują ze sobą na trójstyku, który mijaliśmy w czasie spaceru
a) Tobolice, Daniszewo, Czarnowiec
b) Czarnowiec, Borawe, Korczaki
c) Dzbenin, Korczaki, Czarnowiec

15. W Czarnowcu są trzy gatunki drzew, których egzemplarze mają status pomników przyrody 
a) lipy i jodły
b) lipy, modrzew i kasztanowce
c) wiązy i jesiony

16. Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca?
a) Zaborze
b) Zabuże
c) Borowce

17. Czy Zygmunt Wyszomirski brał udział w powstaniu warszawskim?
a) tak
b) nie

18 Czy Czarnowiec bezpośrednio przylega do Narwi
a) tak
b) nie

19. Od czego pochodzi nazwa świetlica
a) od nazwy owadów w miejscu gniazdowania których powstała pierwsza świetlica w Polsce
b) od tego, że świetlica z powodu zajęć oświatowych była oknem na świat
c) od miejsca, gdzie było światło i dzieci mogły się uczyć nawet po zmroku w niezelektryfikowaych wsiach polskich

20.  Która z wymienionych nazw własnych jest częścią Czarnowca?
a) Przechlew
b) Przece
c) Przeczki

21. Czy w Czarnowcu kiedykolwiek prowadzono wykopaliska archeologiczne?
a) tak
b) nie

22. Czy linie kolejowe wiodące przez Czarnowiec są:
a) wąskotorowe
b) normalnotorowe
c)  szerokotorowe

23. W drugiej części spaceru mijaliśmy
a) paśnik
b) paździerz 
c) pastuch

24.  Urządzenie, które stało przy paśniku to
a) lizak
b) lizus
c) lizawka

25. W lesie czarnowieckim została niedawno utwardzona żwirem gruntowa droga, z której przez lata korzystali mieszkańcy Kamianki, aby na skróty dostać się do Rzekunia. Nazwa tej drogi to:
a) Kobylnica
b) Kościelnica
c) Kostnica

26. Na szosie goworowskiej stoją dwa przystanki, które kiedyś były przystankami PKS. Jak prawidłowo rozwija się ten skrótowiec. 
a) Polska Komunikacja Samochodowa
b) Państwowa Komunikacja Samochodowa
c) Polska Komunikacja Szosowa

27. Mapa, która pokazuje granice wsi, miast, powiatów i województw to mapa…
a) administracyjna
b) hipsometryczna
c) hydrograficzna

28. Czy Czarnowiec sąsiaduje bezpośrednio z Ostrołęką?
a) tak
b) nie

29. Jak nazywa się rodzinny ogród działkowy znajdujący się w Czarnowcu
a) Czarnowiec
b) pod Gruszą
c) Eden

30. Mijaliśmy w czasie spaceru pozostałości wojskowej ciężarówki. Jak nazywał się pakt militarny, do którego należała Polska w czasach świetności tej ciężarówki, czyli przed 1989 rokiem. 
a) Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej
b) Układ Warszawski
c) Ruch Państw Niezaangażowanych  

31. Czy przez Czarnowiec biegnie zelektryfikowana linia kolejowa?
a) tak
b) nie

32. W lesie czarnowieckim rośnie charakterystyczna roślina motylkowa występująca dziko oraz jako roślina uprawna. Jej nazwa to:
a) łubin
b) lublin
c) łupek

33. W dawnych czasach liczbę gospodarstw liczono według dymów, albo dachów. Jaka jest poprawna nazwa konstrukcji dachu.
a) wierzba dachowa
b) więźba dachowa
c) wiedźma dachowa

34. A skoro jesteśmy przy konstrukcjach z drewna… Grupa lip będąca pomnikiem przyrody nosi zwyczajową nazwę pochodzącą od budowli. Czy jest to.
a) altana
b) maneż
c) wiata

35. Która para nazw słodkich ciast/deserów  pochodzi od rzeczy, spotykanych w lasach i na łąkach, tym w Czarnowcu,  z których korzystają organizmy zwierzęce.  
a) dziupla i paśnik
b) kopiec kreta i mrowisko
c) ul i lizawka

36. Dlaczego w Czarnowcu nie ma brukowanych chodników dla pieszych, oddzielonych krawężnikiem i wyniesionych ponad jezdnię?
a)  nigdy ich nie było,
b) zostały rozkradzione przez szabrowników po wojnie, 
c) nie ma ich, bo ich zbudowania zabraniają przepisy o ochronie przyrody

37. Czy w Czarnowcu znajduje się przejazd kolejowy z zaporami?
a) tak
b) nie

38. Wracamy do pozostałości ciężarówki. Podobny środek transportu, czyli ciężarówka, która wyglądała jak autobus był używany również w cywilnym transporcie pod nazwą osinobus. Takimi pojazdami za komuny dowożono dzieci do szkół. Skąd ta dziwna nazwa – osinobus.
a) bo buda była nieogrzewana i dzieci siniały z zimna
b) od nazwy miejscowości Osiny, gdzie produkowano to cudo
c) od nazwiska inżyniera Henryka Osińskiego, który zaprojektował ten środek transportu 

39. Czy w Czarnowcu znajduje się skrzyżowanie dróg o ruchu okrężnym?
a) tak
b) nie

40. W Czarnowcu znajduje się ulica Porannej Rosy. A jaka była rosa – kultowy napój w czasach PRL
a) złota
b) srebrna
c) kryształowa

41. Jaką długości ma granica sołectwa Czarnowiec?
a) około 23 km
b) ponad 11 km
c) prawie 50 km

Uczestnicy okazali się znakomicie przygotowani i tylko na trzy pytania odpowiedzieli niewłaściwie.

Zwyciężczynią konkursu została Pani Iwona Tyszka-Piersa z Czarnowca – 8 pkt. Drugie miejsce zajął Mariusz Drobnikowski z Ostrołęki – 5 pkt. Trzecie miejsce to ex aequo trzy osoby, które zdobyły 4 punkty. – Olena Konstantinowa, Krzysztof Chojnowski i Artur Krzynówek wszyscy z Czarnowca.
Kolejne miejsca zajęli:
6. miejsce również ex aequo po zdobyciu 3. punktów, Serhei Palamarczuk, Arkadiusz Sikora, Anna Kosińska,
9. miejsce po zdobyciu jednego punktu Marcin Piersa i Grzegorz Ziemek.
Za prawidłowe odpowiedzi uczestnicy zostali udekorowani dyplomami i nagrodami rzeczowymi.
Gratulujemy zwycięzcom i pozostałym uczestnikom konkursu za dobre przygotowanie historyczno-geograficzne!

Zwycięzcy konkursu z nagrodami.

Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom spaceru za liczny udział i wiele radosnych rozmów podczas marszu.
Dziękuję serdecznie Panu Jackowi Pawłowskiemu za przygotowanie pytań, przeprowadzenie konkursu i obszerne opowieści na trasie przemarszu.
Dziękuję koleżankom i koledze z KGW Czarna Owca w Czarnowcu za przygotowanie ciast, stolika kawowego i ogniska z pysznie ugrillowanymi kiełbaskami. Podziękowania dla Pań: Małgorzaty Karczewskiej, Teresy Łępickiej i Pauliny Mierzejewskiej oraz dla Pana Piotra Mierzejewskiego.

Podziękowania należą się również sponsorom wydarzenia, którzy pomogli zorganizować dziesiąty spacer.
– Przemysławowi Rykowskiemu, Czarnowiec – Granit-Ost;
– Krzysztofowi Chojnowskiemu, Czarnowiec – moja-ostroleka.pl;
– Jarosławowi Jakubiakowi, Ławy – Best_Office.

Spacer „10. Liczenie Liści 2023” odbył się w niedzielę 12 listopada 2023 r.  w Czarnowcu.
W spacerze wzięło udział 40 osób.

Zapraszamy do bogatej galerii zdjęć – po kliknięciu w poniższy obrazek.

Galeria autorstwa: Marek Karczewski, Pijący_mleko, Krzysztof Chojnowski, Olena Konstantinowa.

Organizator
Marek Karczewski




Katyń – Wyszomirscy – zapowiedź

Katyń – Wyszomirscy – zapowiedź

W czwartek 23 listopada 2023 r. w świetlicy wiejskiej odbędzie się spotkanie – slajdowisko o Katyniu i o rodzinie Wyszomirskich z Czarnowca.
Już dziś serdecznie z Panem Jackiem Karczewskim z Fundacji Splot Pamięci zapraszamy.

Na to spotkanie można zabrać swoje wspomnienia, opowieści o przeszłości a nawet zdjęcia i dokumenty, które zeskanujemy, a oryginały zwrócimy właścicielowi.

Prosimy o poinformowanie o spotkaniu jak największej ilości zainteresowanych osób, które chciałyby wysłuchać o tragicznych losach straconych w Katyniu i o innych historycznych wydarzeniach.

Marek Karczewski




Slajdowisko historyczne – Katyń, Wyszomirscy

Spotkanie organizowane przez Splot Pamięci i sołtysa Czarnowca.
Będą prezentowane materiały o Katyniu oraz o rodzinie Wyszomirskich.

Wydarzenia




Zapowiedź dziesiątej edycji

Spacer “Liczenie Liści 2023” już 12 listopada

Będzie to już DZIESIĄTA edycja spacerów, które wcześniej przebiegały przez Przystań, Lelis, Dąbrówkę i Czarnowiec.
Tym razem skierujemy się w stronę wsi Tobolice gminy Rzekuń i wrócimy do Czarnowca na ognisko przy świetlicy.
Trasa utrzymywana jest w tajemnicy ponieważ na całej trasie przewidziane są zagadki historyczno-geograficzne, za rozwiązanie których przewidziane są nagrody rzeczowe.

W dotychczasowych edycjach nie zwiedzaliśmy ulic i technologii obecnej cywilizacji ale w tym roku trudno będzie przejść przez „sypialnię miasta” bez zawitania na osiedla mieszkaniowe. Druga część trasy zrekompensuje natura w Lasach Państwowych Nadleśnictwa Ostrołęka.

Na spacer należy przygotować odpowiedni strój. Trasa ma często charakter crossowy więc do marszu potrzebne jest odpowiednie obuwie i plecak. Do plecaka możemy zabrać napoje i przekąski.

Łączna długość trasy to 10 km.
Podczas przemarszu opowiemy Państwu o historii Tobolic i Czarnowca oraz poszczególnych miejsc, w których będziemy się zatrzymywać. Na mecie przy świetlicy zadamy pytania uczestnikom i rozdamy nagrody rzeczowe.
Wydarzenie na fejsbuku

Zapraszamy serdecznie.
Startujemy w niedzielę 12 listopada 2023 r. o godz. 11:00
Zbiórka w Czarnowcu przy Świetlicy Wiejskiej ul. Dzikiej Róży 2

ps. na spacer nie można iść z wózkiem dziecięcym, o kulach, z osobą o słabej kondycji fizycznej.

Marek Karczewski
Sołtys Czarnowca

Tak było w 2022 roku – ZDJĘCIA




Wykaz stanowisk archeologicznych w Czarnowcu

Wykaz stanowisk archeologicznych w Czarnowcu

To, że przed nami było życie wiemy. To czy po nas pozostaną ślady historii nie wiemy. Staramy się na naszych łamach publikować wszelkie zdobyte materiały, które może kiedyś posłużą w dalszym rozwoju naszej wioski.

Od pokoleń trwa dyskusja wokół najbardziej zasadniczych kwestii związanych z pochodzeniem Słowian zachodnich w tym społeczeństwa państwa Piastów. Dyskutują nad tym biolodzy, archeolodzy i historycy, tworzący interdyscyplinarne zespóły badawcze.
W Czarnowcu znajdujemy ślady przeplatających się kultur i początków osadnictwa.
Za lekturę posłużyły mi materiały zawarte na stronie internetowej archeologia.com.pl. Postanowiłem w wielkim skrócie przybliżyć zawarte tam hipotezy powstawania przeplatających się w Czarnowcu dwóch kultur Przeworskiej i Wielbarskiej.

KULTURA PRZEWORSKA

Kultura przeworska to kultura archeologiczna epoki żelaza która rozwijała się między III wiekiem p.n.e. a V wiekiem n.e. na terenach obecnej Polski, Galicji i Zakarpacia.
Prawdopodobnie to na podłożu kultury pomorskiej z silnymi wpływami kultury lateńskiej powstała kultura przeworska.
WPŁYWY RZYMSKIE
Przez ziemie dzisiejszej Polski przebiegały liczne szlaki handlowe, w tym ten najbardziej znany, zwany szlakiem bursztynowym. Społeczności uznawane przez współczesnych badaczy pod terminem kultury przeworskiej były jednymi z wielu, które uczestniczyły w tych intensywnych czasach, zwanych okresem wpływów rzymskich.
Ludność kultury przeworskiej zamieszkiwała w osadach tzw. zagrodowych, czyli z budownictwem rozproszonym, czasem tworząc również większe skupiska osadnicze. Przewodnią formą budownictwa w kulturze przeworskiej były dwunawowe domy słupowe z podziałem na część mieszkalną i inwentarzową. Ściany domów wykonane były w początkowym okresie z plecionki, później także dranicy. Używano również gliny do uszczelniania ścian. Półziemianki oraz mniejsze obiekty słupowe spełniały funkcje gospodarcze, wytwórcze i magazynowe.
OBRZĄDEK POGRZEBOWY
Kultura przeworska znana jest nie tylko z bardzo wielu osad, ale i cmentarzysk. Jej cechami charakterystycznymi są: dominujący lub prawie wyłączny obrządek ciałopalny, duża ilość broni i narzędzi w grobach męskich, oraz częste występowanie ozdób i części stroju wykonanych z żelaza. Broń często w trakcie obrzędów pogrzebowych była rytualnie zginana lub niszczona. W dalszym ciągu użytkowane są rozległe cmentarzyska, funkcjonujące nawet do początku V w. W najpóźniejszych fazach tych nekropoli pojawia się warstwa ciałopalenia z rozproszonymi fragmentami wyposażenia.
Czy jest to nasze Czarnowieckie Stonehenge?

KULTURA WIELBARSKA

Kultura wielbarska (inaczej gocko-gepidzka oraz wschodnio-pomorsko-mazowiecka) – kultura archeologiczna epoki żelaza rozwijająca się między I a V wiekiem, na terenach obecnej północnej i wschodniej Polski oraz zachodniej Ukrainy.
Jeśli chodzi o pojawienie się i obecność Słowian w naszej części Europy – obowiązują dwie skrajne hipotezy. „Od 200 lat toczy się bardzo zażarta dyskusja, czy obowiązującą teorią jest hipoteza autochtoniczna, czy allochtoniczna. Autochtoniczna zakłada, że Słowianie żyli tu od zawsze, natomiast hipoteza allochtoniczna zakłada, że kiedyś tu żyli Germanie, po okresie wielkich wędrówek ludów, oni opuścili nasze tereny, a przyszli w to miejsce Słowianie” (prof. Marek Figlerowicz).
OBRZĄDEK POGRZEBOWY
W pierwszych wiekach n.e. na terenach współczesnej Polski inhumacja (grzebanie zwłok) stała się dominującą praktyką pogrzebową wśród ludności związanej z kulturą wielbarską. Populacja ta istniała w dorzeczu Wisły między I a V wiekiem n.e. Większość teorii łączy jej powstanie z migracją północnych ludów zwanych potocznie Gotami.
Dotychczasowe badania archeologiczne wskazują, że do V wieku n.e. imigranci z północy żyli obok praktykującej kremacje ludności lokalnej, związanej z wcześniej powstałą kulturą przeworską. Końcowy etap współistnienia kultur wielbarskiej i przeworskiej na terenach obecnej Polski przypadł na okres wędrówek ludów. Po jej zakończeniu kultury materialne na tym terenie stały się bardziej jednorodne, a archeolodzy powszechnie utożsamiają je ze Słowianami, którzy nadal praktykowali kremację zmarłych aż do chrztu pierwszej polskiej dynastii rządzącej (w 966 roku n.e.).
OSADNICY
Populacje wiązane z kulturą wielbarską tworzyli głównie migrujący z północy mężczyźni oraz lokalne kobiety. W genomach (sekwencja DNA badanych organizmów) osób będących mieszanką przybyszów z północy oraz ludności lokalnej, znajdują się praktycznie wszystkie komponenty genetyczne obecne w genomach populacji tworzącej społeczeństwo państwa Piastów. Oznacza to, że już w V wieku n.e. zakończyły się zasadnicze procesy demograficzne kształtujące strukturę genetyczną populacji zamieszkującej obszar współczesnej Polski w X-XII wieku n.e.
źródło: archeologia.com.pl

foto: wikipedia. Kolor seledynowy (jasny zielony) – KULTURA PRZEWORSKA, kolor czerwony – KULTURA WIELBARSKA

Materiały poniżej prezentowane mają w zasadzie charakter kwalifikujący się do kategorii wiadomości urzędowych, a nie historycznych lecz z braku w naszej domenie specjalnej rubryki zamieszczamy to właśnie tu.

UWAGA! Oznaczenia na mapach punktów czy obszarów są orientacyjne, nie są tu wskazane konkretne współrzędne miejsc.

W lipcu 2023 roku na stronie BIP Urzędu Gminy w Rzekuniu pojawiły się materiały „Karty zabytków” z terenu gminy Rzekuń. Odnajdujemy wśród nich również karty z Czarnowca. Dr hab. Maciej Karczewski z Białegostoku, dnia 12.08.2021 r. opracował poniższe karty, dzięki którym możemy zobaczyć kiedy i gdzie odnaleziono ślady osadnictwa w Czarnowcu.

Profesor Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku.
Magister – 1992 r., Katedra Archeologii Polski i Powszechnej Uniwersytet im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, archeologia Polski i powszechna. Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Kowalczyka: „Osadnictwo pradziejowe i wczesnośredniowieczne w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich i na Pojezierzu Ełckim. Wyniki poszukiwań archeologicznych wokół torfowisk Łajty, Nietlice, Czarne Łąki i Gawliki Wielkie”.
Doktor – 2000 r., Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, archeologia. Rozprawa doktorska przygotowaną pod kierunkiem prof. Wojciecha Nowakowskiego: „Osadnictwo kultury bogaczewskiej w południowej części Krainy Wielkich Jezior Mazurskich w okresie wpływów rzymskich”.
Habilitant – 2013 r., Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, archeologia. Rozprawa habilitacyjna: „Archeologia środowiska zachodniobałtyjskiego kręgu kulturowego na pojezierzach”.
Jest członkiem w stowarzyszeniach: European Archaeologists Association, Association for Environmental Archaeology, Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich, Stowarzyszenia Archeologii Środowiskowej, Komisja Nauk Humanistycznych przy Oddziale PAN w Olsztynie i w Białymstoku z siedzibą w Olsztynie, Ośrodek Badań Europy Środkowo-Wschodniej.
Więcej o Macieju Karczewskim możemy dowiedzieć się na domowej stronie uczelni

Z poniższych dokumentów Pana Macieja Karczewskiego dowiadujemy się o obszarach chronionych, na których nie można prowadzić prac inwestycyjnych. Podlegają one pod Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Zaborze

Niżej zamieszczone mapy z kart zabytków i mapa teraźniejsza pokazują:
Nazwa: 1/ osada, 2/ osada
Czas powstania: 1/ późny okres lateński – okres wpływów rzymskich, kultura przeworska, 2/ średniowiecze
Historia, opis i wartości: Stanowisko archeologiczne odkryte w trakcie badań powierzchniowych Archeologicznego Zdjęcia Polski. Stanowi potwierdzenie zasiedlania tego terenu w późnym okresie lateńskim – okresie wpływów rzymskich oraz w średniowieczu.
Stan zachowania i postulaty dotyczące konserwacji: Wszelka działalność inwestycyjna na terenie występowania stanowisk archeologicznych ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona wyłącznie po uprzednim przeprowadzeniu archeologicznych badań sondażowo-rozpoznawczych, na które należy uzyskać pozwolenie Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Wszelka działalność inwestycyjna w bezpośrednim sąsiedztwie
stanowisk archeologicznych, ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona pod nadzorem archeologicznym, po uprzednim uzyskaniu pozwolenia Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Kamienny Krąg

Niżej zamieszczone mapy z kart zabytków i mapa teraźniejsza pokazują:
Nazwa: krąg kamienny (grób ciałopalny)
Czas powstania: okres wpływów rzymskich, kultura przeworska
Formy ochrony: Rejestr zabytków: 316 z 22.06.1992 r.
Historia, opis i wartości: Stanowisko archeologiczne odkryte w trakcie badań powierzchniowych Archeologicznego Zdjęcia Polski. Stanowi potwierdzenie zasiedlania tego terenu w okresie wpływów rzymskich.
Stan zachowania i postulaty dotyczące konserwacji: Wszelka działalność inwestycyjna na terenie występowania stanowisk archeologicznych ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona wyłącznie po uprzednim przeprowadzeniu archeologicznych badań sondażowo-rozpoznawczych, na które należy uzyskać pozwolenie Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Wszelka działalność inwestycyjna w bezpośrednim sąsiedztwie
stanowisk archeologicznych, ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona pod nadzorem archeologicznym, po uprzednim uzyskaniu pozwolenia Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Folwark

Niżej zamieszczone mapy z kart zabytków i mapa teraźniejsza pokazują:
Nazwa: osada
Czas powstania: nowożytność
Historia, opis i wartości: Stanowisko archeologiczne odkryte w trakcie badań powierzchniowych Archeologicznego Zdjęcia Polski. Stanowi potwierdzenie zasiedlania tego terenu w nowożytności
Stan zachowania i postulaty dotyczące konserwacji: Wszelka działalność inwestycyjna na terenie występowania stanowisk archeologicznych ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona wyłącznie po uprzednim przeprowadzeniu archeologicznych badań sondażowo-rozpoznawczych, na które należy uzyskać pozwolenie Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Wszelka działalność inwestycyjna w bezpośrednim sąsiedztwie
stanowisk archeologicznych, ujętych w gminnej ewidencji zabytków, może być prowadzona pod nadzorem archeologicznym, po uprzednim uzyskaniu pozwolenia Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Konsultacje: Jacek Pawłowski
Źródło kart zabytków: rzekun.pl
Źródło kart ewidencyjnych stanowisk archeologicznych z 1991 r.: https://zabytek.pl/

Marek Karczewski




Nasza świetlica. Dziesięć lat po remoncie

Przez lata była tylko charakterystycznym budynkiem pod wiekową sosną, otoczonym trawiastym placem. Stanowiła punkt orientacyjny, ale była używana rzadko.

Po remoncie i modernizacji, ogrodzona i otoczona utwardzonym parkingiem, stała się funkcjonalnym i żywym centrum naszej wsi.
Mowa o wiejskiej świetlicy w Czarnowcu. 31 sierpnia mija dokładnie dziesięć lat od uroczystego oddania jej do użytku po generalnym remoncie.

Świetlica w Czarnowcu. Przed i po remoncie.

Na zdjęciach powyżej: świetlica przed i po remoncie. Zdjęcia pochodzą z biuletynu informacyjnego gminy Rzekuń „Nasza Gmina”.

Słowo „świetlica” pochodzi od światła. Nieprzypadkowo. Bo początek świetlic wiejskich na polskich ziemiach brał się właśnie z braku światła. W 1917 roku powstało w Warszawie Zrzeszenie Świetlic. Celem tej organizacji było zapewnienie widnego i ciepłego miejsca do nauki dla młodzieży szkolnej – do uczenia się i do zabawy. Wszystko dlatego, że niemieckie władze okupacyjne w czasie I wojny światowej wydały zakaz używania w prywatnych domach gazu i elektryczności. A nafta i świece były tak drogie, że po zmierzchu ludzie na wsiach siedzieli po ciemku.

Instytucja świetlicy przyjęła się. Powstawały świetlice szkolne, środowiskowe czy wiejskie. Na wsiach świetlice były miejscem nie tylko nauki, ale i spotkań oraz wspólnej rozrywki. Powstawanie świetlic wiejskich w Polsce, po II wojnie światowej, wspomagało państwo. Świetlice miały być, z założenia, miejscem zebrań wiejskich, rozrywek i zabawy. W czasach upowszechniania telewizji, pierwsze odbiorniki telewizyjne na wsiach były uruchamiane właśnie w świetlicach.

Świetlica w Czarnowcu powstała trochę później. W czasach, gdy większość gospodarstw domowych posiadała już telewizory. Budynek powstał, gdy telewizja nadawała już w kolorze.

Świetlicę wybudowali – w latach 1972-1978 – mieszkańcy Czarnowca. W czynie społecznym.

Czyn społeczny to pojęcie z czasów komunizmu. Oznaczało nieodpłatną pracę dla dobra ogółu. Zazwyczaj odbywał się w soboty, które od lat 70. były w Polsce częściowo wolne od pracy. Czyn społeczny nazywany był często, po sowiecku, subotnikiem. Od słowa „subota”.

Z relacji starszych mieszkańców wiemy, że – tak jak i dziś – przy budynku pracowała wybrana (zainteresowana) grupa mieszkańców. Murarzami byli: Mieczysław Bacławski i Stanisław Mierzejewski. Pierwsze otwory okienne wypełnił stolarką czarnowiecki stolarz Michał Wróblewski. Pokrycie dachowe wykonywał mistrz Dębek z Kadzidła.

W latach 80. i 90. XX wieku w świetlicy odbywały się bardzo często potańcówki zwane wichurami. Podczas trwania zabawy można było kupić wino i piwo oraz poznać, podczas tańców, fajną dziewczynę – wspomina sołtys Czarnowca Marek Karczewski.
Budynek jednak, przez wiele lat, nie został tak naprawdę wykończony. Betonowa posadzka nie była prawdziwą podłogą. Elewację zaś stanowiły białe cegły, a nie zewnętrzny tynk.

Skończyły się zabawy. Pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku świetlica była używana okazjonalnie – na zebrania wiejskie i święcenie pól. Poza tym nie działo się w niej nic.

W 2012 roku świetlica doczekała się generalnego remontu. Aby do tego doszło władze gminy zaproponowały mieszkańcom Czarnowca – Sołtysce i Radzie Sołeckiej nieodpłatne przekazanie terenu i budynku we władanie gminy. Dopiero po tym uregulowaniu prawnym gmina mogła przystąpić do prac budowlanych. Remont świetlicy w Czarnowcu rozpoczął się w drugiej połowie 2012 roku i przebiegał w dwóch etapach. W ramach remontu m.in. wymieniono stolarkę okienną i drzwiową, położono posadzki, wykonano instalację sanitarną i grzewczą, roboty malarskie, wykonano elewację budynku oraz zagospodarowano teren wokół świetlicy, wraz z ogrodzeniem terenu i nasadzeniem drzewek. 30 sierpnia tego 2013 roku inwestycję odebrano od wykonawcy. Całkowity koszt prac to 220 939,70 zł. Gmina na remont otrzymała 19 999,99 zł unijnej dotacji z Urzędu Marszałkowskiego, za pośrednictwem LGD „Zaścianek Mazowsza”.

Przy okazji remontu, na polecenie ówczesnego wójta, zniszczono piękną starą sosnę. Sekretarz gminy ocenił jej wiek na 75 lat Być może, miała lat prawie 200 (tak mówili najstarsi mieszkańcy). Do uzasadnienia potrzeby wycięcia pomnikowego drzewa posłużyła ekspertyza biegłego sądowego z zakresu leśnictwa. Ekspert, trudno powiedzieć czy intencjonalnie, nazwał swoją własną pracę „dywagacjami”. Czyli – jak mówi Słownik języka polskiego – długimi, rozwlekłymi rozważaniami, zwykle odbiegającymi od tematu. Tak czy inaczej, „dywagacje” prowadziły do konstatacji, że wycięcie drzewa jest zasadne.

Po tym jak – poprzez wycięcie sosny – wyeliminowano niebezpieczeństwo uszkodzenia dachu oraz zapychania rynien, odbyło się uroczyste otwarcie wyremontowanej świetlicy. Był 31 sierpnia 2013 roku.

„Nasza Gmina” – biuletyn informacyjny ówczesnych władz gminy Rzekuń – donosił kogo na uroczystości „nie zabrakło”.
„Nie zabrakło włodarzy Gminy ze Stanisławem Godziną, Wójtem Gminy Rzekuń i Edwardem Gryczką, Przewodniczącym Rady Gminy. Był ks. kan. Jan Mrowca, proboszcz parafii rzekuńskiej, mieszkańcy miejscowości, a nawet przybyła konno szlachta w strojach z epoki, (…)”

„Nie zabrakło także przedstawicielek LGD 'Zaścianek Mazowsza’ z prezes Barbarą Kuczyńską. Dzięki przynależności gminy Rzekuń do stowarzyszenia udało się pozyskać na remont świetlicy środki z Unii Europejskiej. Rolę gospodyni sprawowała nie przez przypadek Wiesława Milewska, Sołtys Czarnowca”.

„- Od czasów powojennych nasz Czarnowiec nie miał takiego dobrego sołtysa – chwalili podczas uroczystości mieszkańcy”. To również cytat z organu ówczesnych władz gminy Rzekuń z 2013 roku.

Tak było dziesięć lat temu. Dziś, gdy pytamy obecnego sołtysa Czarnowca Marka Karczewskiego czy remont świetlicy wytrzymał próbę czasu, odpowiada:

– Brakuje efektywnej wentylacji, a najlepiej klimatyzacji, o których nikt nie pomyślał przed laty. Brakuje tej funkcjonalności nawet dziś gdy mieszkańcy przeznaczyli kwotę 20000 zł z Funduszu Sołeckiego na montaż urządzeń. Gmina jest bierna i nadal nie wiemy czy podczas jesienno-zimowych wydarzeń w pomieszczeniach nie będzie nadmiernie skraplać się para płynąc po oknach, ścianach, podłodze. Brakuje również pomieszczenia gospodarczego, w który można byłoby pozostawić stoły do tenisa, krzesła, stoły do konsumpcji i inne urządzenia rozrzucone obecnie po pomieszczeniach użytkowych – mówi sołtys.

Mimo wymienionych przez sołtysa niedogodności, świetlica tętni życiem i rozwija się. Niektórzy mieszkańców chętnie pomagają przy jej utrzymaniu i często z własnych pieniędzy kupują drobne, niezbędne rzeczy potrzebne do właściwego funkcjonowania obiektu. Niepisaną zasadą korzystania przez mieszkańców ze świetlicy na prywatne cele jest to, że oprócz zwrotu kosztów eksploatacji, korzystający kupują jakiś element do wyposażenia świetlicy.

Gospodynią Świetlicy jest Pani Teresa Łępicka, która przejęła tę funkcję po nieodżałowanym małżonku Eugeniuszu Łępickim – pierwszym Gospodarzu.

Przy tej okazji zachęcamy mieszkańców i sympatyków Czarnowca o udostępnianie swoich wspomnień i zdjęć związanych z budynkiem świetlicy. Materiały można przesyłać na adres: wiesczarnowiec@gmail.com lub kontaktować się bezpośrednio z sołtysem – 533 613 913.

Jak wyglądali mieszkańcy 10 lat temu?
Kogo widzimy na zamieszczonych zdjęciach?
Kto opuścił już nasze progi?
Dowiemy się ze zdjęć Pani Justyny Piersy-Sokołowskiej

Biuletyn gminny z 2013 roku.
Można również zapoznać się z treścią Biuletynu Informacyjnego wydawanego przez Urząd Gminy w Rzekuniu.
Kliknij w obrazek poniżej aby zapoznać się z treścią biuletynu.

Jacek Pawłowski
Marek Karczewski




Instrukcja oglądania czarnowieckich zdjęć na płocie

Nasza plenerowa wystawa historycznych zdjęć na pewno wkrótce stanie się popularna wśród weekendowych spacerowiczów i przejeżdżających rowerzystów.

Każde z dziesięciu zdjęć jest podpisane. Ale podpis, siłą rzeczy, musi być krótki. Gdyby ktoś chciał coś więcej dowiedzieć się o historiach związanych z tymi zdjęciami, poniżej zamieszczamy krótki przewodnik po fotografiach. Liczymy od lewej.

Zdjęcie pierwsze od lewej to strona tytułowa „tabeli likwidacyjnej” – dokumentu administracji carskiej z 1864 roku, poświadczającego w jaki sposób została nadana czarnowieckim chłopom ziemia na własność. Car Aleksander II wydał w tamtych czasach ukaz o uwłaszczeniu chłopów. Chciał w ten sposób osłabić znaczenie uwłaszczenia przeprowadzonego przez polski Tymczasowy Rząd Narodowy, który na terenach objętych powstaniem styczniowym, miesiąc wcześniej nadał chłopom ziemię na własność. W ten sposób zaborca chciał wbić klin między chłopów a powstańców. Tak aby chłopi musieli kalkulować: po co im popierać powstańców, skoro pod rządami cara stali się właścicielami swoich ziem. Niezależnie od politycznych intencji, uwłaszczenie stało się faktem. A dokumenty carskie sprzed ponad półtora wieku przeanalizowaliśmy w artykule „Jak car Aleksander uwłaszczył czarnowieckich chłopów”.

Drugie zdjęcie od lewej przedstawia Jana, Ludwikę i Zygmunta Wyszomirskich. To troje z czworga dzieci przedwojennego właściciela majątku ziemskiego w Czarnowcu – Romana Wyszomirskiego. Wszyscy troje w czasie II wojny światowej walczyli w różnych formacjach wojskowych. Dzieje Wyszomirskich opisaliśmy w artykule: „Kim byli Wyszomirscy z Czarnowca – historia w czterech częściach”.

Fotografia trzecia przedstawia wykopalisko archeologiczne w Lesie Czarnowieckim z 1992 roku. Okazało się ono jednym z “najbardziej interesujących zabytków archeologicznych w skali kraju”. Kto wydał taką opinię i co dokładnie znaleziono w kręgu całopalnym do pozbywania się zwłok z wczesnego okresu wpływów rzymskich na naszych terenach – przedstawiliśmy w tekście „Czarnowieckie Stonehenge”.

Zdjęcie czwarte pochodzi z inwentaryzacji parku podworskiego w Czarnowcu, przeprowadzonej w 1981 roku przez Jana Zglińskiego, Marię Olszewską i Alicję Kalinowską. Szczegóły prac tej grupy badaczy przybliżyliśmy w publikacji: „Skoro dwór zniszczony, ocalmy chociaż drzewa”.

Na piątym – jedynym barwnym zdjęciu w naszej kolekcji – widać kawałek codziennego życia wsi z połowy lat 80. XX wieku. Nie wiemy o nim nic więcej ponad to, co zostało zawarte w podpisie. Zdecydowaliśmy się umieścić je na wystawie, bo jest bardzo charakterystyczne dla swoich czasów. W latach 80. na polskiej wsi było więcej koni i furmanek niż traktorów i samochodów.

Kolejne zdjęcie – pierwsze pionowe – przedstawia Stefana Sakowskiego (dorosły) i jego bratanka Stanisława Gierłowskiego (dziecko). Stefan Sakowski był żołnierzem II Armii Wojska Polskiego. Jego postać przestawiliśmy w materiale: „Podporucznik z Czarnowca”.

Obok zdjęcia Sakowskiego i Gierłowskiego znajduje się świadectwo czeladnicze Teodora Stanisława Złotkowskiego – rzemieślnika pochodzącego z Czarnowca. Jego przodkiem prawodpodobnie był budowniczy kaplicy cmentarnej w Rzekuniu. Jak wyglądała edukacja zawodowa przed wojną w Ostrołęce i jakie były losy Teodora Stanisława Złotkowskiego – o tym traktował tekst „Świadectwo czeladnika urodzonego w Czarnowcu”.

Kolejne zdjęcie to okno. Okno dworu Wyszomirskich, znajdującego się w momencie wykonania fotografii, już w stanie ruiny. Dwór Wyszomirskich był najokazalszym budynkiem we wsi. Historię jego świetności i popadania w ruinę opisaliśmy w artykule „Czarnowiec nieodbudowany. Jak dwór Wyszomirskich popadał w ruinę”.

Ostatnie zdjęcie (a pierwsze od prawej) to rodzina Cudnych z Czarnowca zastrzelona przez członków Narodowego Zjednoczenia Wojennego w sierpniu 1947 roku. NZW twierdziło, że Cudni współpracowali z komunistami. Krótki opis tamtej tragedii znajduje się w „Monografii gminy” Rzekuń Jerzego Dziewirskiego, oraz w Kalendarium na stronie czarnowiec.pl.




1 sierpnia 2023 kawałek historii trafił na płot

1 sierpnia 2023 kawałek historii trafił na płot

1 sierpnia to doskonały moment na powieszenie naszych zdobyczy historycznych.

Z okazji obchodzonej 79. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego postanowiliśmy powiesić wizerunek naszej sanitariuszki i łączniczki, która walczyła o Warszawę i suwerenną Polskę.
Jednak powieszenie jednego zdjęcia z „Ksenią” nie miałoby sensu, bo specjalnie przygotowane zdjęcia wielkoformatowe na jubileusz 610-lecia Czarnowca były wyprodukowane właśnie w tym celu aby je zaprezentować szerszej rzeszy mieszkańców i sympatyków Czarnowca.

Zdjęcia wydrukowano w maju b.r. na podstawie ustaleń trzech mieszkańców Czarnowca: Krzysztofa Chojnowskiego, Marka Karczewskiego i Jacka Pawłowskiego.
O powyższych obrazach opowiadał ze sceny w czerwcu podczas naszego święta Pan Jacek Pawłowski. Można to wszystko zobaczyć i wysłuchać w materiale wideo – tu ->

Czy zdjęcia trafią w gusta mieszkańców i przygodnych przejezdnych?

Podczas prac wtorkowych, środowych i czwartkowych udział wzięli: Marek Karczewski, Piotr Mierzejewski, Paulina Mierzejewska, Kamil Szczubełek oraz chłopcy z klas 6 i 7 Szkoły Podstawowej Nr 3 w Ostrołęce.

Zapraszamy do zatrzymania się i zerknięcia choć przez chwilkę na stary Czarnowiec (zaprezentowany na zdjęciach).

Produkcję zdjęć sfinansowali mieszkańcy Czarnowca, panowie: Przemysław Rykowski i Filip Wilczyński.

Marek Karczewski




79. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

79. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

Tadeusz Bór-Komorowski wydał decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie. 79 lat temu, 31 lipca 1944 roku, dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał komendantowi Okręgu AK Warszawa-Miasto płk. Antoniemu Chruścielowi „Monterowi” decyzję o rozpoczęciu Powstania 1 sierpnia 1944 roku.

Na mocy rozkazu dowódcy Armii Krajowej, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” powstanie warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 r. o 17.00, tzw. godzinie „W”. Miało na celu wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej. Powstańcy chcieli doprowadzić do wyzwolenia Stolicy spod okupacji hitlerowskiej przed przybyciem armii sowieckiej, a tym samym zapewnić Polsce suwerenność po zakończeniu wojny. Oddziały powstańcze, chociaż liczne, ale bez odpowiedniego uzbrojenia stanęły do walki z regularną, w pełni zmilitaryzowaną armią niemiecką.

List 11-letniego ucznia do Powstańca Warszawskiego z 2019 roku.

„Jestem małym chłopcem i dopiero teraz zaczynam uczyć się historii i zdobywać wiedzę na temat Powstania Warszawskiego. Jestem pełen podziwu dla bohaterstwa powstańców i odwagi jaką mieli ci młodzi ludzie. Mam młodszego brata i siostrę i cieszę się, że dzięki Waszemu poświęceniu mogę mieszkać i żyć w wolnym kraju.
(…)
Mam nadzieję, że żadne z następnych pokoleń Polaków już nigdy nie będzie musiało poświęcać swojego życia za Ojczyznę. (…)
P.S. Gratuluję zdobycia Krzyża Virtuti Militari! 🇵🇱„
Szkoła Podstawowa Nr 1 w Łomiankach

Skan listu opublikowany na stronie „BohaterON”

Mieszkańcy Czarnowca również bronili Warszawy

W Powstaniu Warszawskim walczyli wszyscy, którzy chcieli żyć w wolnej, suwerennej Polsce!
Znamy historię jednej z mieszkanek Czarnowca – Ludwiki Wyszomirskiej, która była łączniczką i sanitariuszką w czasie powstania.
Ludwika była żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły udział w Powstaniu Warszawskim. Nosiła pseudonim “Ksenia”.
Możliwe, że w tym ważnym dla Polski powstaniu walczyli inni mieszkańcy naszej małej wioski ale o nich na tę chwilę nic nie wiemy. Dla nich wszystkich ważne było aby wypędzić ze stolicy okupantów – Niemców i nie wpuszczenie ruskiej swołoczy!

„Po wybuchu powstania, wieczorem 1 sierpnia przeszła wraz z grupą łączniczek i sanitariuszek Konfederacji Narodu do fabryki Telefunkena na Woli. Tam dostała przydział do służby sanitarnej plutonu “Mieczyki” – oddziału składającego się z 37 szesnasto- osiemnastoletnich chłopców. Pluton ten początkowo pełnił funkcje wartownicze i zabezpieczające, ale w kolejnych dniach powstania został skierowany do bezpośrednich działań bojowych. “Mieczyki” były częścią zgrupowania “Radosław”. Od 8 sierpnia Ludwika Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie porucznika “Piotra” (Zdzisława Zołocińskiego).”
O Kseni z Czarnowca pisaliśmy tu ->

Pisaliśmy również tu ->
oraz tu ->

Pamiętajmy!
Dzięki Nim żyjemy!

Źródło zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe

1 sierpnia 2023 r. MK




Banery „610” wiszą (zdjęcia)

Banery „610” już wiszą

W środę wieczorem (10.05.2023) zawisły za zgodą właścicieli na płotach…

Chcieliśmy w ten sposób zakomunikować wszystkim przejezdnym (turystom) oraz tubylcom o zbliżających się ważnych dniach dla naszej wioski.

Czarnowiec ma 610 lat.
W 1413 roku osada o tej nazwie została wymieniona w akcie erekcyjnym parafii Rzekuń.
Z okazji przypadającego w tym roku jubileuszu, w imieniu mieszkańców,
Sołtys, Rada Sołecka i Koło Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu zapraszają na pierwsze w historii Dni Czarnowca.

Obchody oraz imprezy towarzyszące odbędą się 3 i 4 czerwca 2023 roku koło świetlicy wiejskiej przy ulicy Dzikiej Róży 2.

W programie m.in.:

– Święcenie pól,
– Msza polowa,
– Ciekawostki o Czarnowcu,
– Zjeżdżalnia dmuchana,
– Wycieczki furmanką,
– Konkursy dla dzieci,
– Muzyka,
– Ognisko,
– Zabawa taneczna
– Gra Wiejska (podchody)

Impreza ma na celu integrację, budowanie wspólnoty, przeciwdziałanie podziałom oraz dobrą zabawę.
Członków, współpracowników, sympatyków i przeciwników ugrupowań politycznych prosimy o nieprowadzenie na terenie imprezy czynnej agitacji wyborczej.

Świętujmy razem!

WYDARZENIE NA FB

Sponsorami banerów są, Pan Krzysztof Chojnowski szef portalu moja-ostroleka.pl i Pan Piotr Mierzejewski członek Rady Sołeckiej.
Dziękujemy za pomoc przy montażu:
– Krzysztof Chojnowski
– Mirosław Grono
– Marek Karczewski
– Piotr Mierzejewski
– Łukasz Traczyk
– Wojciech Zwierzyński

foto: Krzysztof Chojnowski, Marek Karczewski

MK




Jeszcze żaden sołtys w historii Czarnowca nie miał światłowodu!

Jeszcze żaden sołtys w historii Czarnowca nie miał światłowodu!

Co to jest światłowód i jak działa?

Światłowód to przewód wykonany z włókna szklanego i tworzyw sztucznych, który umożliwia przesyłanie danych bez zakłóceń za pomocą fali świetlnej z prędkością nawet do kilku Tb/s (terabitów na sekundę). Od technologii wzięła się też bardziej ogólna nazwa nowoczesnego rozwiązania, jakim jest domowy internet światłowodowy.
Sygnał dostarczany w ten sposób jest odporny na zakłócenia, które mogą zostać wywołane działaniem czynników zewnętrznych. Uciążliwe, wyraźnie odczuwalne spadki prędkości spowodowane śnieżycą, burzą, opadami deszczu czy porywistym wiatrem.

Historia

W 1966 roku pierwszy sołtys w historii Czarnowca – Stanisław Gierłowski otrzymał przydział telefonu z Poczty Polskiej. Sołtysi otrzymywali w tych latach (do końca lat 80-tych) urzędowy przydział telefonu aby mieszkańcy mieli możliwość załatwiać sprawy urzędowe bądź wezwać straż pożarną, milicję (policję) czy karetkę pogotowia.
Telefon w tych czasach to spora skrzynka ze słuchawką i z kręconym cyferblatem. Nie było wtedy problemu z wyborem numeru abonenta, bo cyfr do wyboru było maksymalnie trzy np. 123 i już zgłaszał się urzędnik bądź inna osoba, która też miała założony telefon z przydziału.

Przyszedł XXI wiek i choć już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku wielu mieszkańców mogło starać się o założenie w swoich domach sieci internetowej, kablowej na tak zwanej „neostradzie”, która funkcjonuje w naszych domach do dziś, to pierwszą w historii Czarnowca sołtyską z „internetem” była Pani Wiesława Milewska.

31 marca 2023 r. do sołtysa Czarnowca Marka Karczewskiego popłynął pierwszy sygnał z kabla światłowodowego.

Dostęp do „świata” jest obecnie niewyobrażalnie różny od pojawienia się pierwszego telefonu w Czarnowcu, w 1966 roku.
Dziś wiemy, że na „kablu” o grubości ludzkiego włosa jest prawie nieograniczony zasięg i są nieograniczone możliwości.
Na tym szklanym włosku dostajemy dziś telefon, telewizję z niezliczoną ilością kanałów oraz szybki dostęp do internetu.

Dziś wielokrotnie słyszymy z ust ludzi w podeszłym wieku: „Kiedyś to były czasy”.
Młodzi natomiast odpowiadają: „Teraz to nie ma czasów”.

Co jeszcze wymyśli ludzki umysł?
A może nowe rozwiązania technologiczne będą już wymyślać maszyny albo cyborgi?
Tego nie wiemy.

MK




Czarnowiec, Nasza mała – wielka historia cz. 1

Czarnowiec, Nasza mała – wielka historia cz. 1

Szkice z dziejów wsi i jej mieszkańców.

Dziś dotarły do nas wydrukowane szkice, które trafią w najbliższych dniach do mieszkańców Czarnowca oraz osób, które sympatyzują z Czarnowcem.
Pierwsze sztuki jako prezent świąteczny zostaną rozdane bezpłatnie dla osób zamieszkujących w Czarnowcu.
16 grudnia 2022 r. podczas spotkania opłatkowego zostaną rozdane pierwsze egzemplarze. spotkanie opłatkowe
Osoby, które pragną otrzymać tę publikację proszone są o kontakt z sołtysem.

Co znajdziemy w szkicach dziejów wsi i jej mieszkańców?
– Kamienny krąg;
– kaplica Złotkowskiego;
– carskie przydziały;
– ruina dworu;
– Wyszomirscy;
– Złotkowski;
– Sakowski…
To trzeba przeczytać.

Uwagi i zastrzeżenie organizacyjnoprawne
Powierzchnia papieru przeznaczonego na to wydawnictwo jest wartością skończoną.
Pojemność internetu jest nieskończona
Dlatego zamieszczone tu rozdziały są z konieczności syntezą zagadnień opisanych
na naszej wiejskiej stronie internetowej czarnowiec.pl. HISTORIA
Tam zapraszamy chcących poczytać więcej i bardziej szczegółowo. Jest tam również znacznie więcej ilustracji.
Znajdujące się tam artykuły powstawały w ciągu dwóch lat. Różnią się nieco, a niektóre
znacznie, od rozdziałów tej publikacji. Inaczej pisze się do internetu, inaczej „na papier”.
Niektóre internetowe były osadzone w bieżących wydarzeniach, typu rajd rowerowy,
odsłonięcie tablicy, pozyskanie dokumentów, odkrycie źródeł w bibliotece. Tu skupiamy
się głównie na wydarzeniach z przeszłości
Niniejsze wydawnictwo powstało nakładem społecznej pracy autorów i redakcji oraz
bezinteresownemu zaangażowaniu materialnemu Sponsora. Nie ma więc przeszkód, aby
wykorzystywać zamieszczone tu treści w ramach dozwolonego użytku prywatnego lub
publicznego – w rozumieniu prawa autorskiego.
Wszelkie inne, niż wyżej wymienione, formy rozpowszechniania są możliwe jedynie
po uzyskaniu pisemnej zgody autorów.

Jacek Pawłowski

To co trafi w Państwa ręce powstało dzięki pracy społecznej!

Z tego miejsca dziękuję serdecznie mieszkańcom Czarnowca:
Panu Jackowi Pawłowskiemu za opracowanie wkładu do druku;
Pani Małgorzacie Szarwackiej za pomysł i opiekę redakcyjną;
Panu Filipowi Wilczyńskiemu za sponsoring druku;
oraz Panu Jarosławowi Jakubiakowi z miejscowości Ławy, z firmy Best-Office Ostrołęka za realizację i sponsoring wydruku;

Marek Karczewski

W naszych rękach i dalszych poszukiwaniach są materiały o:
– zamordowanej 17 sierpnia 1947 r. rodzinie Cudnych;
– dokumentacji parku dworskiego z dotychczas niepublikowanymi zdjęciami dworu;
– ruskie dokumenty – akt oskarżenia i wyrok śmierci na Janie Wyszomirskim;
– Żydzi w Czarnowcu;
– drzewo genealogiczne Wyszomirskich;
– Stepnowski Ludwik – major…

Zapraszamy do śledzenia działu HISTORIA

Dziękujemy za artykuł o naszej publikacji.
moja-ostroleka.pl/art/




KGW CZARNA OWCA w Czarnowcu zaczyna swoją działalność

Koło Gospodyń Wiejskich CZARNA OWCA w Czarnowcu zaczyna swoją działalność!

Dzień 23 listopada 2022 roku to dzień historyczny dla Sołectwa Czarnowiec.
Właśnie dziś w Świetlicy Wiejskiej przy ulicy Dzikiej Róży 2 wybrano władze nowo powstałego Koła Gospodyń Wiejskich w Czarnowcu.

Z inicjatywą powołania tegoż stowarzyszenia wyszły już w czerwcu tego roku (podczas rajdu rowerowego przez gminę Rzekuń) dwie mieszkanki z ulicy Sosnowej. Kolejną próbę podjęła w październiku mieszkanka z ulicy Leśnej, która ostatecznie stanęła na czele dziś założonego stowarzyszenia.

Jest to wielkie wydarzenie w naszej wiosce, bo w historii (tę którą znamy) nigdzie nie odnotowano działalności tego typu koła.

Na samym początku założyciele KGW przywitali gościa zaproszonego specjalnie na tę okoliczność.

Do Czarnowca przybyła Pani Edyta Kozera z Grodziska Mazowieckiego – doradczyni do spraw rozwoju Przedsiębiorstw Ekonomii Społecznej w Mazowieckim Ośrodku Wsparcia Ekonomii Społecznej.

Pani Edyta na wstępie nakreśliła jakie zalety mają tego typu stowarzyszenia i jakie obowiązki mają władze zakładanych Kół Gospodyń Wiejskich.
Następnie wśród zgromadzonych wybrano przewodniczącego zebrania i protokolanta.
Zgłoszono kandydatury do Zarządu Koła i do Komisji Rewizyjnej. Nastąpiło głosowanie, które wyłoniło władze nowo powstałego Koła.

Członkiniami Zarządu Koła Gospodyń Wiejskich w Czarnowcu zostały:
– Paulina Mierzejewska – Przewodnicząca
– Elwira Chojnowska – Wiceprzewodnicząca
– Monika Sendrowska – Skarbnik

W Komisji Rewizyjnej będą zasiadać:
– Iwona Waszczak – Przewodnicząca
– Krystyna Dąbrowska – Członkini

Dziś pierwsze deklaracje na członków KGW złożyło łącznie 32. osoby.

Podczas zebrania uchwalono również statut stowarzyszenia i wypełniono wszelkie niezbędne dokumenty celem rejestracji w odpowiednich urzędach.

Tak rozpoczyna się historia!

„KOŁA GOSPODYŃ WIEJSKICH CZARNA OWCA W CZARNOWCU„

Na koniec nasz gość specjalny – Pani Edyta Kozera złożyła historyczny wpis w pamiątkowej księdze Sołectwa Czarnowiec.

Gratulujemy władzom i członkom KGW podjęcia słusznej decyzji założenia tego potrzebnego stowarzyszenia!

Dziękujemy serdecznie wszystkim obecnym i tym, którzy już dziś zgłosili swój akces tworzenia nowo powstałego Koła.

Zarząd KGW Czarna Owca w Czarnowcu

Gratulacje od Sołtysa Czarnowca:

Droga Pani Przewodnicząca, członkinie Zarządu i członkowie Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu

Z wielką radością przyjąłem informację o podjęciu odważnej ale jednocześnie słusznej i przemyślanej decyzji o założeniu tak wyczekiwanej organizacji jaką jest Koło Gospodyń Wiejskich.
Od wielu lat nikt nie zdecydował się na tak wielki krok milowy postawiony na gruncie naszego sołectwa.
Słuchaliśmy, czytaliśmy, śledziliśmy i zazdrościliśmy poczynaniom innych podobnych organizacji w naszej gminie i powiecie.
Dziś Wy postanowiłyście, że i o Czarnowcu, a w szczególności o działalności KGW Czarnowiec będzie słychać co najmniej w województwie!
Jestem bardzo szczęśliwy, i dumny zarazem z tego, że w Czarnowcu znalazły się wreszcie kobiety, które podjęły się tak odważnego i potrzebnego w naszym środowisku działania na gruncie integracji gospodyń wiejskich.

Z całego serca życzę samych wspaniałych wydarzeń i owocnej współpracy z sołtysem, Radą Sołecką, Radą Świetlicy oraz z samorządowcami gminy, powiatu i województwa.

Z wyrazami szacunku
Sołtys Czarnowca
Marek Karczewski

foto: moja-ostroleka.pl, Czarnowiec.pl




Kilka nowych ustaleń o Janie Wyszomirskim „Wrońskim”

Minęło już trochę czasu, odkąd odtworzyliśmy przedwojenne i wojenne losy Jana Wyszomirskiego z Czarnowca. Jego postać przybliżyliśmy w czwartej części publikacji „Czarnowiec i Wyszomirscy”. To było w 2020 roku. Do dziś udało się ustalić kilka faktów, które uzupełniają tę wypowiedź. Do wielu źródeł próbuję jeszcze dotrzeć. Tymczasem….

Odnalazłem dość szczegółowy opis akcji odbicia członków Konfederacji Narodu (Uderzeniowych Batalionów Kadrowych) z więzienia na ulicy Daniłowiczowskiej w Warszawie w 1942 roku. W akcji tej, którą osobiście dowodził komendant UBK Bolesław Piasecki, brał udział Jan Wyszomirski „Wroński”, który był adiutantem Piaseckiego. Opis ten, choć szczegółowy, nie jest relacją świadka. Jest opowieścią z drugiej ręki. Ale bardzo szczegółową, bo o akcji było głośno w podziemnej Warszawie.

Zofia Kobylańska, sanitariuszka Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, tak pisze w swoich wspomnieniach, wydanych w 1988 roku.

„Jak na kinowym ekranie zaczęły mi się przesuwać w pamięci wydarzenia, o których tyle się nasłuchałam.

W lipcu 1942 roku w czasie jednej z akcji w Śródmieściu Warszawy 'Pawłowski’ [Tadeusz Jagodziński – przyp. JP], 'Sambor’ [Tadeusz Anderszewski], ’Żegota’ [Marek Kolendo], ’Powiślak’ [NN], ’Irmus’ [Janusz Zieliński], ’Sulima’ [Zbigniew Fedorowicz] i 'Olgierd’ [Stanisław Hniedziewicz] zostają aresztowani, a następnie uwięzieni na Daniłowiczowskiej w więzieniu śledczym. Dowództwo za wszelką cenę pragnie ich wyciągnąć – wzięci z bronią w ręku mogli oczekiwać jedynie wyroku śmierci. Akcję organizuje osobiście Komendant – 'Sablewski’ [Bolesław Piasecki]. Udział w niej biorą: kpt. 'Bruno’ [Stefan Lipiński], ’Romanowski’ [Leszek Kostek-Biernacki], ’Wroński’ [Jan Wyszomirski], ’Lisbor’ [Teodor Liese] i ’Wirecki’ [Lucjan Łapiński]. ’Muszkieter’ [Stefan Witkowski] organizuje odpowiednie mundury i samochód. Przebrani i ucharakteryzowani na gestapowców, mają zajechać samochodem do więzienia i zaskakując komendanta zażądać wydania aresztowanych.

Tak też się stało. Odegrali swą rolę znakomicie. A 'Bruno’ był niezrównany! Gdy tylko znaleźli się na terenie więzienia 'Bruno’ z miejsca zwymyślał strażników za to, że ich wpuścili nie legitymując. Scenariusz akcji po przeprowadzonym przez 'Kowalskiego’ [Stanisława Briesemeistera] rozpoznaniu opracowany był bardzo dokładnie i bezbłędnie wykonany.

Kpt. 'Bruno’ krzyczał, rugał, sztorcował służbę więzienną, nawet kazał sobie podać wodę do picia. Oberwało się też i jego podwładnym. Zastraszony komendant więzienia nawet nie pomyślał, żeby sprawdzić u władz Gestapo, czy rzeczywiście ma wydać więźniów. Wyprowadzani też obrywają. 'Wirecki’ wali ich po kolei na odlew, dopomaga sobie kopniakami. Więźniowie są przekonani, że idą na śmierć. Niepodziewanie nastąpił moment niebezpieczny i dramatyczny. 'Olgierd’ poznaje 'Romanowskiego’, przypuszcza że była wsypa, że 'Romanowski’ zdradził. W ogóle cała historia wzięłaby w łeb, bo 'Pawłowski’ chciał dać nogę – co miał do stracenia. Całe szczęście, że zamiaru nie zdążył wykonać.

Wreszcie po wszystkich formalnościach, między innymi po odczytaniu listy więźniów przez kpt. 'Bruno’, wyłamującego sobie język na polskich nazwiskach, wyprowadzono ich i kopniakami wepchnięto do samochodu. Niestety, nie wszystkich uwolniono – rannych 'Sulimy’ i 'Powiślaka’, przebywających w więziennym szpitalu, nie udało się zabrać. Gdy wóz ruszył, Bruno mówi:

– No, chłopcy, rozkuwać się.

Nie wierzą mu. Myślą, że to prowokacja. Dopiero gdy 'Romanowski’ zwraca się do 'Olgierda’: 'Staszek, nie poznajesz mnie do jasnej cholery?’ – i gdy zaczęli się całować, pozostali uwierzyli, że rzeczywiście są wolni.

Odbitych rozproszono po różnych melinach, przemalowano im włosy, dano nowe dokumenty i szybko zlikwidowano z Warszawy. Przez parę dni było cicho. Bomba wybuchła, gdy na Szucha dotarły papiery związane z zabranymi więźniami. Rozpoczęły się poszukiwania, listy gończe, śledztwo. Ale wtedy już wszyscy – i odbici, i odbijający – byli w bezpiecznych miejscach…”.

Poza tym na kartach wspomnień Kobylańskiej, Wyszomirski „Wroński” epizodycznie pojawia się przy następujących wydarzeniach.

Prawdopodobnie 30 czerwca 1943 roku, może dzień albo dwa później, odbywa się koncentracja Uderzeniowych Batalionów Kadrowych w okolicach Trzciannego pod Tykocinem. Ma być uroczysta odprawa, poprzedzona nabożeństwem. Ale komendant „Sablewski” wraz ze swym adiutantem „Wrońskim” i czwórką innych oficerów pilnie wracają do Warszawy. Dotarła bowiem do nich wieść o aresztowaniu Stefana Roweckiego „Grota”.
Innym razem „Wroński” pojawia się jako przygodny świadek przybycia Kobylańskiej na dywanik do komendanta.

Autorka „Wspomnień sanitariuszki” wspomina jak będąc jedyną kobietą w oddziale toczyła – jak to określa – „wojnę” z kolegami. Nie precyzuje na czym ona polegała, ale opisuje jak w czasie kwaterowania w Mociewiczach spoliczkowała jednego z partyzantów, innego objechała 'po łacinie’. Domyślała się, że obowiązek stawienia się o komendanta był pokłosiem tej awantury. Kobylańska weszła do domu, w którym kwaterował Piasecki „Sablewski”. W kuchni coś gotowała „Janka” [Janina Czarnecka]. „Przy stole siedział 'Wroński’ – coś mi tam przygadywał, ale 'Janka’ mu przerwała: – Komendant czeka na panią i jest w pokoju”.

Kolejny raz 'Wroński’ pojawia się już nie jako mimowolny świadek, ale uczestnik konfliktu. W Uderzeniowych Batalionach Kadrowych, jak w każdej partyzantce, brakowało broni. Gdy ktoś został ranny, albo chory szedł na melinę, albo wyjeżdżał do Warszawy, oddawał swoją broń „pozostającym w polu kolegom. Tak też się stało z bronią niektórych chłopców powracających teraz z Warszawy. Domagali się po prostu zwrotu 'swojej’ broni. Ci co ją nosili, traktowali ją jak 'swoją’ – 'Wroński’ na przykład nosił PPD „Maćka” i za żadne skarby nie chciał się z nim rozstać. Dochodziło czasami do ostrej wymiany poglądów na ten temat. Jakże często zapominaliśmy, że stanowimy całość.” W tym miejscu dwa wyjaśnienia. Pseudonim „Maciek” nosiło co najmniej dwóch partyzantów UBK – Mieczysław Lipko i Eugeniusz Zawistowski. Autorka nie precyzuje, którego Maćka broń nosił Wyszomirski 'Wroński’. PPD – to natomiast skrótowiec oznaczający pistolet maszynowy sowieckiej konstrukcji. Nazywany był (podobnie jak Kałasznikow) od nazwiska konstruktora – pistoliet puliemiot Diegtiariowa.

„Ze wspomnień sanitariuszki” można jeszcze dowiedzieć się, że „Wroński” był u boku komendanta UBK, gdy ten stojąc pod drzewami dowodził próbą zdobycia Wilna 7 lipca 1944 roku i w czasie odwrotu spod Wilna.

Kolejne źródło” „Życie i śmierć dla Polski” Kazimierza Krajewskiego, po wielu perturbacjach, dotarło wreszcie do Czarnowca. W książce tej jest trzynaście wzmianek o Janie Wyszomirskim i kilka zdjęć. Ale to tym ciąg dalszy nastąpi.

Jacek Pawłowski




Mieszkańcy – Dominik Kupis

2022.02.22
Dziś podczas prac koleżanek w pracy, które tworzyły piękne wielkanocne koszyczki z papieru (wikliny papierowej) trafiłem w starych numerach Tygodnika Ostrołęckiego na kilka wartych uwagi artykułów sportowych, historycznych. Co najważniejsze jeden z artykułów był o naszym mieszkańcu – Dominiku Kupisie. Postanowiłem uratować ten kawałek papieru, bądź co bądź o historii Czarnowca i jego mieszkańcach.

Artykuł o Dominiku Kupisie w papierowym TO z dnia 21 lutego 2017 r.

Nie wszyscy się na wsi znamy i nie wszyscy wiemy o naszych pasjach i talentach.
Już jakiś czas temu zdecydowałem, że na naszej stronie Czarnowiec.pl w menu MIESZKAŃCY będą opisywani „nietypowi” mieszkańcy naszego sołectwa.
Planów co do tych „nietypowych” mieszkańców jest wiele ale największą przeszkodą jest czas!
Z pobieżnych wyliczeń, takich mieszkańców, których historie i pasje wypadałoby opisać jest kilkudziesięciu.
Czy uda się kiedykolwiek zrealizować plany? Nie wiem.

Dziś zainspirowany uratowaną kartką z Tygodnika Ostrołęckiego (rocznik 2017) postanowiłem odszukać wersji elektronicznej na stronie internetowej wydawcy.

Niewielu z Państwa zapewne wiedziało, że Pan Dominik Kupis z Czarnowca robi własne gitary. Jeszcze mniej osób mogło się spodziewać, że w Czarnowcu mamy własną warzelnię piwa – o czym świadczą naklejki na butelkach 🙂

Poniżej treść artykułu z 21 lutego 2017 r., który w polu autor podpisano „redakcja” – zdjęcia dla TO wykonała Pani Iza Ossowska

Pasją Dominika Kupisa z Czarnowca w gminie Rzekuń jest tworzenie gitar elektrycznych. W wolnych chwilach mężczyzna warzy także domowe piwo.

Chcę, żeby tworzenie gitar pozostało moim hobby, bo jeśli stanie się pracą, to być może przestanie być moją pasją – przyznaje 36-letni Dominik Kupis z Czarnowca w gm. Rzekuń.
Na co dzień prowadzi firmę budowlaną. W wolnych chwilach poświęca się… tworzeniu.
Ciągle coś robię. Nie mógłbym usiąść przed telewizorem i po prostu patrzeć w ekran. Najbardziej lubię tworzyć – mówi nasz sympatyczny rozmówca.
Jego przygoda z gitarami zaczęła się kiedy był uczniem szkoły podstawowej.
– Moja starsza siostra grała na fortepianie, a mama – na gitarze – wspomina. – Zawsze byłem otoczony muzyką. To właśnie mama zachęciła mnie do gitary. Zapisała mnie do ogniska muzycznego. Dwa lata tam chodziłem. Grałem na gitarze klasycznej, ale zawsze ciągnęło mnie do gitary elektrycznej.
Pierwszą i najważniejszą do tej pory fascynacją muzyczną Dominika jest zespół Queen.
– Brian May zrobił z ojcem gitarę na początku lat 60. Na tej gitarze gra do tej pory. To był dla mnie wyznacznik, że można. W dzisiejszych czasach zrobienie np. gitary jest tylko kwestią chęci. Całą wiedzę można zdobyć w Internecie – przekonuje.
Dominik Kupis mówi o sobie – jestem melomanem. Mężczyzna lubi dobre, rockowe brzmienia.https://www.youtube.com/embed/bu0iy0eFNy4
– Zawsze ciągnęło mnie do muzyki lat 80.: Van Halen, czy White Snake. W tamtych latach ci bogowie gitary tajniki gry na gitarze mieli opanowane do perfekcji. A im jestem starszy tym sięgam głębiej. Teraz słucham muzyki z lat 70. Cenię gitarzystów takich jak Steve Vai, czy Joe Satriani. W związku z fascynacją jednym z tych wykonawców kupiłem kiedyś gitarę sygnowaną jego nazwiskiem. Jako żółtodziób kompletnie się wtedy nie znałem na gitarach elektrycznych. Gitara była kosztowna, ale niestety, okazało się, że feralna. To zniszczyło moje marzenie o byciu gitarzystą.
Przez to doświadczenie Dominik stracił chęć do intensywnego grania na gitarze elektrycznej. Ale w pewnym momencie zapragnął zbudować gitarę sam.
– Kupiłem kiedyś gitarę w komisie za grosze. Okazało się, że to była gitara zrobiona przez kogoś w domu. To napędziło moją wyobraźnię – wspomina z uśmiechem. – Po 2000 roku zacząłem sklejać kawałki drewna, by stworzyć pierwszą gitarę. Ale ostatecznie, z braku chęci i czasu, rzuciłem to w kąt.
Tę pracę odstawił na wiele lat.
– Skończyłem ją cztery lata temu – mówi. – Przeprowadziliśmy się własnego domu. Wróciłem do pracy i z przyjemnością obserwowałem, jak kolejne elementy gitary wyłaniają się z drewna. W końcu okazało się, że ona gra. I to całkiem nieźle! To mnie zmotywowało do zrobienia następnej. Jeszcze lepszej – opowiada pasjonat.
Kolejną, białą, zrobił tej samej zimy.
– Dębową, na której gram, zacząłem robić wiosną 2013 roku. Zimą 2014 skończyłem. Robiłem ją tylko w wolnych chwilach. Następną, czarną, wykonałem dla brata. On grał wcześniej na tej feralnej. Oddałem mu ją, mówiąc, że nie chcę na nią patrzeć. Od czasu, kiedy dostał gitarę zbudowaną przeze mnie, gra tylko na niej – mówi Dominik.
Nasz rozmówca przekonuje, że zbudowanie gitary nie jest takie trudne.
– Po prostu należy się stosować się do wytycznych – zaznacza. – Trzeba mieć odpowiedni gatunek drewna. Najbardziej skomplikowane jest trzymanie się wymiarów. Każdy milimetr może mieć znaczenie. Najważniejsze są: po pierwsze, precyzja, pod drugie, precyzja i po trzecie, precyzja – mówi ze śmiechem.
Mężczyzna zbudował także kolumnę.
– W ostatnich latach bardzo popularne jest podpinanie gitary elektrycznej pod urządzenia cyfrowo modelujące brzmienie. Miałem takie urządzenie, ale zawsze raziła mnie jakość tego brzmienia. Czułem, że to nie jest prawdziwe. Dokupiłem wzmacniacz, a „paczkę” zrobiłem już sam – mówi.

Dominik jest też… domowym piwowarem. Wytwarza różne gatunki: ale, ipa, stout, warki.
– Po sześciu godzinach przy garach, wychodzą dwie skrzynki świetnego piwa. Tylko trzeba pilnować technologii – zaznacza.

Tekst i zdjęcia z portalu to.com.pl

Na łamach naszej strony internetowej będziemy zamieszczać informacje o mieszkańcach Czarnowca.
Zwracam się z prośbą o podsyłanie nazwisk mieszkańców naszej wioski, o których warto napisać.
Wśród wytypowanych przeze mnie osobach znajdą się niebawem publikacje o: …
To na razie tajemnica.

Zapraszam do udostępniania i częstego zaglądania na naszą witrynę, nie tylko na stronę „aktualności” ale również do działu MIESZKAŃCY.

Pozdrawiam
Marek Karczewski




Napływają zdjęcia, tworzymy historię

“Jestem tam, gdzie byłem…”  to niedawno zakończony projekt w gminie Rzekuń. Pokazał młodzieży i dorosłym, że warto jest wracać myślami to tego co kiedyś już było i przeminęło bezpowrotnie.

Wiele lat (powoli) gromadzę historyczne zdjęcia i pamiątki o kolarzach ostrołęckich.
Od wielu już lat postanowiłem dygitalizować i udostępniać społeczności lokalnej wspomnienia sprzed lat i upamiętnić historię naszej wioski.
Cudownym trafem – trafił się nam w Czarnowcu wspaniały, dociekliwy i zaangażowany w historię Czarnowca Pan Jacek Pawłowski.

Razem z Jackiem mamy tak dużo planów i projektów historycznych, że chyba starczy nam do emerytury :), a jeszcze szukamy czegoś nowego – dla państwa i dla potomnych, abyście kiedyś Wy lub Wasze dzieci, czy wnuki miały do czego sięgnąć.
Moc internetu stała się tak ogromna, że wciąż odnajdujemy nowe fakty, dokumenty źródłowe, zdjęcia, opowieści.

Obecnie „na tapecie” Jacka jest temat aktów oskarżenia i wyroku śmierci na Janie Wyszomirskim, zamordowanym przez komunistyczne władze PRL.
W kolejce czekają:
Adam Stepnowski – porucznik z Czarnowca;
Rodzina Cudnych – mord w Czarnowcu;
Żydzi z Czarnowca;
Historia sołtysów Czarnowca, która jest już jakiś czas temu założona tu ->

Dziś proponuję Państwu coś bliższego, z okresu, który jeszcze wielu z nas pamięta. Czarnowiec powojenny i z czasów PZPR, PRL, kartek na mięso i czekoladę 🙂

Wrzucam poniżej kilka zdjęć na zachętę abyście Państwo podzielili się z innymi swoją młodością 🙂

Zdjęcia przedstawiają Czarnowiec – dawniej…

1979 rok? – zdjęcie od Pani Magdaleny Rejch. Na zdjęciu Kamil, Magdalena i mama Zofia Rejch. Obecnie mieszkańcy USA.
Grób rodzinny Cudnych, wymordowanych w Czarnowcu 14 sierpnia 1947 r. Zdjęcie wykonano w 2021 r. (Marek Karczewski)
1975 r. Dworek Wyszomirskich w Czarnowcu. Zdjęcie z kolekcji Państwa Wandy i Andrzeja Piersów.
1965r? Rodzina Państwa Stepnowskich z Czarnowca. Zdjęcie z kolekcji Pani Aldony Stepnowskiej.
1960 r. Janina Gierłowska z domu Krupa karmi kury. Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.
1970 r.? Stanisław Gierłowski z Danutą Gierłowską, żoną Roberta. Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.
1969 r. Marek Karczewski (lat 3) na podwórku u dziadka sołtysa Stanisława Gierłowskiego. Zdjęcie z kolekcji Marka Karczewskiego.
1960r? Krowa w Czarnowcu. Anastazja Sakowska i Agnieszka Gierłowska córka Roberta i Danuty. Zdjęcie z kolekcji Pani Małgorzaty Szarwackiej.
1969 r.? Konie, furmanka, stodoła u Państwa Stepnowskich. Zdjęcie z kolekcji Pani Aldony Stepnowskiej.

PODZIELCIE SIĘ PAŃSWO SWOIMI ZDJĘCIAMI Z MŁODOŚCI.
Zdjęcia muszą być z Czarnowca!
Skany zdjęć można przesyłać na adres: wiesczarnowiec@gmail.com
Część swojej historii opowiedział już Pan Jan Grzyb z ulicy Kasztanowej.

Pozdrawiam
Marek Karczewski




„Tutaj jestem, gdzie byłem…” w Czarnowcu

Równać Szanse 2021 w Czarnowcu

Celem Programu „Równać Szanse” jest wyrównanie szans młodych ludzi na dobry start w dorosłe życie. Chodzi o sytuację, w której młody człowiek z małej miejscowości potrafi samodzielnie i świadomie osiągać wyznaczone przez siebie cele myśląc perspektywicznie o własnej przyszłości. Ma bowiem takie samo prawo, jak jego rówieśnik z dużej aglomeracji, by spróbować odnieść sukces na miarę własnych możliwości oraz by jak najlepiej wykorzystać szanse, które przyniesie mu życie. Programem „Równać Szanse” objęci są młodzi ludzie w wieku 13-19 lat z miejscowości, w których mieszka nie więcej niż 20 tys. osób.

Na stronie Organizatora – Gminnej Biblioteki Publicznej w Rzekuniu czytamy:

19 listopada 2021 r., w świetlicy wiejskiej w Czarnowcu, odbyło się kolejne spotkanie w ramach projektu pt. „Tutaj jestem, gdzie byłem…”. Gospodarzem spotkania był pan Marek Karczewski, sołtys Czarnowca.
Młodzież zaprosiła do udziału w spotkaniu i w projekcie seniorów z gminy Rzekuń. Spotkanie poprowadził pan Jacek Pawłowski, dziennikarz, mieszkaniec Czarnowca, pasjonat historii.
Koordynator projektu, Katarzyna Kossakowska, powitała gości, a młodzież przedstawiła cele projektu. Uczestnicy spotkania wysłuchali koncertu na harmonii pedałowej w wykonaniu pana Grzegorza Chorążewicza, seniora zaproszonego do udziału w projekcie.

Prowadzący spotkanie, pan Jacek Pawłowski, przedstawił tragiczne losy rodziny Wyszomirskich z Czarnowca. Wyjaśnił młodzieży, dlaczego warto dokumentować historię lokalną.

Seniorzy obecni na spotkaniu, pani Cecylia Kamińska ze Stacji, pan Grzegorz Chorążewicz z Suska Nowego, pan Marek Podolak z Rzekunia, pan Janusz Pińkowski z Suska Starego, panie: Zofia Jolanta Mierzejewska i Alicja Zaborowska z Zabiela oraz pan Jan Grzyb z Czarnowca, opowiedzieli o sobie, swoim życiu, czy o swojej miejscowości.
Seniorzy przynieśli ze sobą pamiątki związane z ich historią. Nie wszyscy seniorzy mogli przybyć na spotkanie, ale wyrazili chęć współpracy. Spotkanie pięknie uwieczniła pani Anna Suchcicka, znana fotografka i miłośniczka niezwykłych historii. Kolejnym etapem w projekcie będzie zgromadzenie wspomnień seniorów i zaprezentowanie ich w wybranej przez młodych formie podczas wystawy mobilnej.

Projekt realizowany jest w ramach Programu Równać Szanse Polsko – Amerykańskiej Fundacji Wolności i Fundacji Civis Polonus.
Projekt realizuje Gminna Biblioteka Publiczna w Rzekuniu.
źródło: GBP w Rzekuniu

Pani Katarzyna Kossakowska Dyrektor GBP w Rzekuniu na wstępie nakreśliła zaproszonym na spotkanie seniorom cele projektu „Równać Szanse”
Grzegorz Chorążewicz z Suska Nowego.
Jan Grzyb z Czarnowca, z kroniką sołectwa Czarnowiec.
Cecylia Kamińska ze Stacji Ostrołęka – prawie Rzekuń :), z elementarzem do klasy pierwszej Szkoły Podstawowej.
Zofia Jolanta Mierzejewska i Alicja Zaborowska z Zabiela. Mówiła o szpinaku i powstaniu sto lat temu KGW w Zabielu.
Janusz Pińkowski właściciel dworu Glinków z Suska Starego.
Marek Podolak z Rzekunia, który opowiedział młodzieży o weselu w jednym pokoju 🙂
Druga strona Kroniki KGW w Zabielu.
Spotkanie/warsztaty prowadził Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca.

Foto: Marek Karczewski
(otwiera się na nowej zakładce)”> więcej zdjęć ze spotkania > Anna Suchcicka, Marek Karczewski




Kto nocował w Czarnowcu, w 1915 roku?

Kto nocował w Czarnowcu, w 1915 roku?

I choć w zamieszczonym tekście na blogu „Ostrołęka i okolice – 1915, Podróże w przeszłość” dopiero w przedostatnim wersie czytamy wzmiankę o Czarnowcu, to z całego tekstu możemy wyczytać niezwykły kawał historii tego przerażającego okresu.

Pijący_mleko, Rowerem wokół Ostrołęki to znany nie tylko w okolicy Ostrołęki ale również zapraszany na wiele ogólnopolskich spotkań historyków i eksploratorów ekspert od „powrotu do przeszłości”

Pijący ma również zadaną ode mnie pracę domową aby wygrzebać jak najwięcej historycznych wiadomości o naszej wiosce. Na razie (jak twierdzi) nie może dogrzebać się do czegoś ciekawego 🙁 Może nadejdzie kiedyś taki dzień?

Na swoim blogu prowadzi obszerne tłumaczenia pamiętników i dzienników wojennych właśnie z 1915 roku.
Na dziś proponuję zainteresowanym osobom lekturę wydarzeń z przełomu lipca i sierpnia 1915 r.
Kto nocował w Czarnowcu z 3 na 4 sierpnia 1915 roku? Dowiemy się z opracowania.
Czy jednak był to nocleg w dworku? Tej informacji niestety nie znajdziemy 🙁

Lewa flanka, część 16: Pod Ostrołęką
2. Ermländisches Infanterie-Regiment Nr 151
151. Regiment Piechoty (2. Warmiński)
Fragmenty historii którą napisał Oberleutnant w stanie spoczynku Plickert Heinrich (adiutant Regimentu)

Tłumaczenie i opracowanie: Jacek Czaplicki
W połowie lipca miała ruszyć nowa ofensywa, a oddziały regimentu miały opuścić okopy i wziąć udział w natarciu. Ofensywa ta, to początek fazy walk, w których regiment niestety nie miał szans na zdobycie nowych laurów jako zwarta formacja pod jednym dowódcą. Niekorzystny stosunek sił, w którym Rosjanie dysponowali dużo liczniejszymi jednostkami, zmusił dowództwo do rozczłonkowania 151. Regimentu Piechoty, jak i innych na froncie, by wzmocnić batalionami siłę innych regimentów…

…Nasyp kolejowy i mocno rozbudowane linie obrony na nim dostają się w ręce Niemców. Jeszcze około 2 km na wschód od nasypu kolejowego kompanie gonią uciekających Rosjan. Uchwycono cztery karabiny maszynowe i 780 rozbrojonych jeńców. Ale kolejne straty osłabionego już batalionu są stosunkowo wysokie. 29 podoficerów i żołnierzy, w tym Leutnant rezerwy Hoffmann, legło na polu bitwy. 95 rannych leży w kałużach krwi. Batalion Bischofsburger, po prawie 70 godzinach zaciekłych walk jest na granicy wyczerpania. Wszyscy marzą o odpoczynku. I tak właśnie się staje, gdy późnym wieczorem batalion zostaje zluzowany przez oddziały 83. Dywizji Piechoty i maszeruje przez wieś Borawe do obozu w Czarnowcu (5 km na południe od Ostrołęki).
Następnego dnia po wypoczynku batalion jest gotowy do nowych walk razem z III. Batalionem/151.

CAŁY TEKST O BITWACH NIEOPODAL CZARNOWCA MOŻNA PRZECZYTAĆ TU
Zapraszam do lektury
Marek Karczewski




Czarnowiec nieodbudowany. Jak dwór Wyszomirskich popadał w ruinę

Dwór, z którego komuniści wypędzili w 1946 Marię Wyszomirską i jej córkę Zofię Żyłowską, przez ponad trzydzieści lat nie był konserwowany ani remontowany. Gdy w 1979 roku zawalił się dach, władze zaczęły zastanawiać się nad odbudową. Na zastanawianiu się poprzestały. Dzięki życzliwości Państwa Wandy i Andrzeja Piersów oraz determinacji sołtysa Marka Karczewskiego pokazujemy tu wcześniej nigdzie nie publikowane zdjęcia dworu oraz dokumenty.

„Budynek zlokalizowany jest w odległości 7-8 km na północny-wschód od Ostrołęki w terenie nieznacznie pofałdowanym przy drodze gruntowej w miejscowości Czarnowiec”.

Autorka „opinii dotyczącej stanu technicznego i możliwości wykorzystania do odbudowy budynku d. dworku w Czarnowcu koło Ostrołęki” musiała położyć mapę do góry nogami. Ten północny-wschód… 🙂 Ale w sumie to drobiazg.

Strona tytułowa opracowania Lidii Szindler

Opinia jest bardzo ciekawym dokumentem. Dostarcza sporo informacji o nieistniejącym już dworze, należącym przed wojną do rodziny Wyszomirskich, a po wojnie – do komunistycznego państwa. Ale oprócz dawki informacji, dokument ten rozbudza ciekawość i wyobraźnię. Jest w nim kilka enigmatycznych sformułowań, które aż chciałoby się wyjaśnić do cna. Do samego spodu. Ale minęło tyle lat. Zachowało się bardzo niewiele dokumentów. Nie sposób ustalić wszystkiego co rozbudza ciekawość. Ale może dzięki tej publikacji odezwie się ktoś, kto coś pamięta, ma jakieś papiery, spisane wspomnienia po rodzicach/dziadkach, albo chociaż fotografie. Taką mamy nadzieję.

Postaramy się tu odtworzyć fakty i wskazać znaki zapytania. Na podstawie wyżej wspomnianego dokumentu, serii fotografii i ustnych wspomnień, które sołtys Marek Karczewski odebrał od Państwa Wandy i Andrzeja Piersów.

Ale najpierw o autorce opinii. Opracowanej na podstawie wizji lokalnej w Czarnowcu jesienią 1979 roku, a napisanej w Warszawie w lutym 1980 roku.

Mgr inż. Lidia Szindler z Warszawy. Była inżynierem budownictwa lądowego, specjalizowała się w odbudowie i ochronie zabytków. Pochodziła z Wileńszczyzny. Mieszkała w Warszawie na górnym Mokotowie. Otrzymywała zlecenia dotyczące ochrony zabytków z różnych stron kraju. Lidia Szindler nie żyje. Syn, do którego udało nam się dotrzeć latem 2022 roku, nie pamiętał wyjazdów matki do Czarnowca. W 1979 roku miał sześć lat. Nie dysponuje też żadnymi zapiskami świadczącymi i pracy Lidii Szindler w Czarnowcu. Po śmierci matki pozostawił w domu wyłącznie dokumenty mające wartość pamiątek rodzinnych. Syn wspominał, że matka była zaangażowana w społeczny ruch mający uzdrowić siedlisko patologii, jakim była peerelowska spółdzielczość mieszkaniowa.

Istotnie, Lidia Szindler w 1981 roku była w zespole ekspertów “Solidarności” Regionu Mazowsze zajmującym się problemami budownictwa mieszkaniowego – jednego z największych problemów bytowych w komunistycznej Polsce. Nie czas i miejsce, by się nad tym rozwodzić. Dość wspomnieć, że skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie było dziewiętnastym spośród dwudziestu jeden postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego latem 1980 roku. Szindler była współautorką “Raportu o naprawie budownictwa mieszkaniowego” opublikowanego w “Zeszytach Ośrodka Badań Społecznych NSZZ Solidarność Regionu Mazowsze”.

Wróćmy dodokumentu o czarnowieckim dworze. W opinii jest napisane, że jednym ze źródeł opracowania był „wywiad z dawnym mieszkańcem obiektu”. Z kim konkretnie? O tym już opinia milczy. Ale może ktoś z żyjących obecnych czy byłych mieszkańców Czarnowca kojarzy z kim rozmawiała ekspertka z Warszawy w 1979 roku?

Ktokolwiek ma coś do dodania w tej kwestii, piszcie. Albo komentarze, albo mail na wiesczarnowiec@gmail.com

Tak wyglądał dwór od strony ogrodu w październiku 1975 r.

Opinia została sporządzona na zlecenie Urzędu Wojewódzkiego w Ostrołęce, Wydziału Kultury i Sztuki. Skoro było zlecenie, to ktoś w urzędzie musiał wpaść na pomysł odbudowy dworu w Czarnowcu. Po co? Dla kogo? Informacje są szczątkowe. W 1978 roku dwór przejęła Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Ostrołęce „celem przeprowadzenia w nim remontu” – dowiadujemy się z „Ewidencji parku dworskiego w Czarnowcu”, wykonanej trzy lata później przez Stowarzyszenie Naukowo-Techniczne Inżynierów i Techników Rolnictwa dla Biura Badań i Dokumentacji Zabytów w Ostrołęce. Tu więc dwa fakty wyglądają na zbieżne – dwór przejęła spółdzielczość mieszkaniowa. Opinię na temat odbudowy wykonała specjalistka związana ze spółdzielczością mieszkaniową.

Na pomysł odbudowy urzędnicy wpadli rychło w czas. Jesienią 1979 roku sterczały tu już tylko kikuty ścian. Ze wspomnień mieszkańców Czarnowca wynika, że dach dworu zawalił się podczas zimy stulecia 1978/1979 roku. Po zdjęciach z 1975 roku, które też tu publikujemy, widać wyraźnie, że jeszcze pięć lat wcześniej można było próbować ratować – i tak już wtedy bardzo zaniedbany – dwór. Po 1980 roku możliwe było co najwyżej postawienie nowego budynku przypominającego dawną siedzibę Wyszomirskich. Z wykorzystaniem fragmentów istniejących ścian.

Jak można było dopuścić do takiego zniszczenia? Odpowiedź jest brutalna w swojej prostocie. Komunistom, rządzącym krajem przez pięćdziesiąt lat po wojnie, nie zależało na pielęgnowaniu pamiątek po przedwojennej Polsce. W propagandzie tamtej epoki, wszystko co działo się przed nadejściem komunistów, było złe, opierało się na wyzysku biednych przez bogatych, krzywdzie i zgniliźnie moralnej.

Ocalałe z wojny matkę i córkę komunistyczna policja polityczna zmusiła do zrzeczenia się własności obejmującej dwór i przyległą ziemię rolną. Właścicielem dworu stało się państwo – czyli nikt.

Do pewnego momentu dawny dwór Wyszomirskich był wykorzystywany na cele mieszkalne. Władze kwaterowały w nim lokatorów. Ale budynek nigdy nie został poddany generalnemu remontowi.

Ściana szczytowa dworu przed zawaleniem się (rozebraniem?) dachu; październik 1975 r.

Na zdjęciach z 1975 roku widać, że dwór jest już opuszczony. W oknach brakuje szyb. Niektóre otwory okienne są zabite deskami. W bocznym wejściu nie ma drzwi. Z kolei do drzwi ogrodowych przylepiona jest jakaś rozpadająca się drewniana szopa z resztkami pomarszczonej papy na dachu. Obok jednego z okien od strony ogrodu wystaje ze ściany zagięta rura skierowana do góry. Prawdopodobnie jest to prowizoryczny komin odprowadzający dym z jakiegoś równie prowizorycznego piecyka typu koza. Być może ktoś z lokatorów rozwiązał sobie w ten sposób problem ogrzewania w jednej z izb. Nie jest wykluczone, że oryginalne piece i kominy po prostu nie działały. Wskazywałby na to stan wylotów kominów wystających z dachu. Są one zwyczajnie zrujnowane. Jako tako trzyma się jedynie komin w szczycie budynku. Prawdopodobnie jest to jednak komin wentylacyjny, a nie paleniskowy.

Otoczenie budynku jest zaniedbane. Dookoła jakieś chaszcze i chwasty, sterta zeschłego zielska; pozostałości studni; ślady ogrodzenia. Nad tym krajobrazem górują stare drzewa, które na pewno rosły tu w czasach świetności dworu. Pozostałości świadczą, że był to ładny i stylowy budynek.

Od frontu wyelegancony ryzalitem, zwieńczonym od góry ostrym wierzchołkiem i z wystającymi po bokach kolumnami. Okna na parterze – tylko prostokątne, dzielone szprosami na sześć części każde. Okna na poddaszu – wyłącznie łukowate. Otwory okienne i drzwiowe na parterze zdobione od góry gzymsami. Na dole jednej z bocznych ścian łukowaty otwór. Na wsiach używano takich do wsypywania do piwnicy węgla, albo kartofli.

Ściana szczytowa dworu, stan z października 1975 .

W sumie dwór Wyszomirskich to zwarta, proporcjonalna bryła, bez zbędnych udziwnień, ładnie wkomponowująca się w krajobraz. Na podstawie jednego z tych zdjęć można by nawet namalować obraz – ziemiański dworek wśród starych drzew. Ale w kadrze znalazł się obcy element. Są nim trzy samochody – polski, czeski i wschodnioniemiecki. Syrena, skoda i trabant. Wszystkie na tablicach rejestracyjnych TF – wspólnych dla powiatu ostrołęckiego i ostrowskiego, znajdujących się wówczas w województwie warszawskim. Na innym ujęciu widać jeszcze fragment… autobusu. Jest to albo san, albo jelcz ogórek.

To też zagadkowa sytuacja. Tyle pojazdów wokół opuszczonego budynku, w którym nikt nie mieszka? Do głowy przychodzą co najmniej trzy domysły.

Pierwszy to taki, że opuszczone budynki w tamtych czasach często przyciągały ludzi, którzy chcieli – nazwijmy to – pobiesiadować z dala od niechętnych spojrzeń domowników czy wścibskich sąsiadów.

Drugi wynika ze skojarzenia z ważną datą. Październik 1975 roku, kiedy powstały zdjęcia opuszczonego dworu, to był zaledwie piąty miesiąc istnienia nowego województwa ostrołęckiego. I piąty miesiąc nieistnienia starego powiatu ostrołęckiego. Niewykluczone, że pojazdy na zdjęciu należą do jakiejś urzędniczej delegacji, która inwentaryzuje mienie skarbu państwa po reformie administracyjnej.

Trzeci wiąże się z faktem, że w okolicach dworu była szkółka leśna. Mogło więc być i tak, że widocznym na zdjęciu autobusem grupa młodzieży, albo dorosłych uczestników jakiegoś czynu społecznego przyjechała na sadzenie lasu. Pora roku – październik – uprawdopodobnia tę wersję.

W tej publikacji również zawarto wizję zagospodarowania dworu. Pozostała tylko wizją

Jest też publikacja „Zabytki województwa ostrołęckiego przeznaczone do zagospodarowania” (oprac. E. Jaworowska, A. Kalinowska, S. Łojewski) Widać na niej zdjęcie dworu – już zniszczonego, ale jeszcze nie pozbawionego dachu i bardzo konkretny opis. „Dwór murowany. Wzniesiony w XIX w. w stylu klasycystycznym z cegły, otynkowany, dwukondygnacyjny, kubatura 900 m3. Powierzchnia użytkowa 260 m2, pomieszczeń 9. Jest własnością Urzędu Gminy w Rzekuniu, nieużytkowany, półruina. (…) Otoczony pozostałością parku„.

Na tym kończy się rzut oka na czarnowiecki dwór z połowy lat 70. W roku 1979 dwór jest już kompletną ruiną bez dachu. W swojej opinii Lidia Szindler powątpiewa czy dach aby na pewno zawalił się samoistnie.

W 1980 roku dwór nie miał już dachu

„Charakterystyczny dla omawianego obiektu jest fakt dokonania rozbiórki dachu i stropu, a nie zawalenia się tych części budynku, co wskazuje na działanie nieformalne w odniesieniu do obiektu stanowiącego przedmiot zainteresowania Urzędu Konserwatorskiego”.

Niestety bliższych informacji brak. Nie wiadomo na czym autorka opiera swe stwierdzenie, że dach został jednak rozebrany, a nie zawalił się.

Nie wiadomo też, czy autorka opinii oraz władze województwa ostrołęckiego zdawały sobie sprawę, że w tamtym czasie odbudowa dworu była ideą czysto teoretyczną. Kraj pogrążał się w kryzysie gospodarczym. W latach 1979-1980 zaczęła się recesja. Inflacja niebezpiecznie zbliżyła się do dziesięciu procent. Kasa państwa świeciła pustkami.

Kraj w ruinie. Dwór w Czarnowcu w ruinie…

Pozostałości ścian i ryzalitu; luty 1980 r.

„Obiekt znajduje się obecnie w stanie ruiny pozbawionej stropu i dachu” – czytamy w opinii. „Brak podstawowego zabezpieczenia murów przed bezpośrednim działaniem na nie czynników atmosferycznych spowodował określone, niszczące skutki zarówno w strukturze materiałów ścian, jak i w ich ustrojach. (…) Częściowemu wyburzeniu uległy ściany podziału wewnętrznego oraz fragmenty ściany szczytowej.(…) Zawilgocenie cegły i zaprawy w spoinach, powstałe w ostatnim okresie, nie doprowadziło jeszcze do większych zniszczeń w strukturze materiału. Zaleganie na stropie [piwnicy] gruzu z częściowo wyburzonych ścian wewnętrznych – w tym przypadku działa pozytywnie dla sklepienia, izolując je od wód opadowych.”

Autorka opinii proponuje aby, w razie ewentualnej odbudowy, najpierw zadaszyć ruiny, nawet prowizorycznie, a dopiero potem odgruzować wnętrze. Ostrzega jednak, że „sytuacja” (należy się domyślać, pozostawienie gruzu na stropach piwnic) „nie powinna być zbytnio przedłużana”. To ostrzeżenie zostało zignorowane i miało po dziesięciu latach opłakane skutki, o czym tu jeszcze wspomnimy.

Szkic Lidii Szindler ukazujący miejsca spękań ścian i erozji cegieł w lutym 1980 r.

Tymczasem Lidia Szindler, dopuszczając wykorzystanie istniejących ścian w ewentualnej odbudowie, dalej kreśli obraz zniszczeń. Konkretnie odnosi się do ścian nośnych, których stopień zniszczenia sprowadza się do „zerodowania [zniszczenia wskutek erozji – przyp. red.] powierzchniowych warstw w dużych fragmentach ścian, oraz korony wszystkich murów; spękania wszystkich nadproży w ścianach zewnętrznych; odspojenia się murów centralnego ryzalitu wejściowego od ściany podłużnej – frontowej; częściowego zawalenia się niektórych murów wewnętrznych. (…) Wielkość erozji wgłębnej w murach sięga 20 cm. (…) Zrysowania ścian są przelotowe przy czym niektóre z nich /w osiach skrajnych/ biegną przez całą wysokość i prawdopodobnie sięgają fundamentów. Zakres zniszczeń pozwala przypuszczać, że do ewentualnego wykorzystania można zakwalifikować około 30% istniejących ścian.”

Lidia Szindler zaznacza, że można próbować wykorzystać w odbudowie większą niż 30% część zrujnowanych ścian, ale będzie to bardzo dużo kosztowało. Uzasadnieniem dla ewentualnych nadzwyczajnych wydatków mogły być tylko „szczególne walory konserwatorskie”, a roboty powinny były być – zdaniem autorki – wykonywane przez najwyższej klasy fachowców.

Pozostałości dworu od strony ogrodu w lutym 1980 r.

Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają zdjęcia wykonane w czasie wizji lokalnej. Przy jednej z wcześniejszych naszych publikacji o czarnowieckim dworze znalazł się komentarz. Relacjonuje on zasłyszane wspomnienie kogoś kto pamięta dwór i fakt, że były w nim „piękne kręcone schody”. Te schody widać na jednej z fotografii z wizji lokalnej. Widok z zewnątrz przez okno z wybitymi szybami. W środku zaś widać spiralne schody, okręcone wokół pionowej belki, wiodące na poddasze, którego w chwili zrobienia zdjęcia, już w budynku nie było.

Oglądając uważnie wszystkie zachowane fotografie, nawet okiem niefachowca, nasuwa się wniosek, że przez 34 lata od wypędzenia Wyszomirskich przez komunistów z Czarnowca nikt nie zadał sobie trudu, żeby w jakikolwiek sposób powstrzymać postępującą rujnację dworu. Nie widać śladów aby komuś chciało się naprawiać ubytki w odpadającym tynku zewnętrznym, czy wdzierające się w ściany zawilgocenia, czy uzupełniać odpadające fragmentami gzymsy, czy też naprawiać kruszące się kominy.

Okno z widokiem na kręte schody

Władze województwa ostrołęckiego nie odbudowały dworu w Czarnowcu, choć Wanda i Andrzej Piersowie, bardzo chcieli, żeby został odbudowany. Wspominają, że władze były przychylnie nastawione do ich pomysłu. Zachęty jednak miały charakter nieformalny. Nie przybrały formy żadnego dokumentu. Wśród zachęt było również zapewnienie, że Wojewódzkie Biuro Konserwacji Zabytków dofinansuje odbudowę. Zlecili i sfinansowali projekt odbudowy. Architekt dostał stare fotografie budynku…

Niewykluczone, że jakieś wstępne prace remontowe zostały podjęte, ale nie były kontynuowane. „W trakcie prac remontowych okazało się, że obiekt ten nie nadaje się, ze względu na słaby stan murów, do renowacji i prace nad jego odrestaurowaniem zostały zaniechane” – czytamy we wspomnianej wcześniej Ewidencji Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Rolnictwa.

Gdyby przyłożyć do tamtych czasów dzisiejsze realia polegające na tym, że nieruchomość jest zawsze czyjaś, a nie bezpańska. Gdy w wolnorynkowej gospodarce nieruchomości z tradycją i w atrakcyjnym położeniu osiągają zawrotne ceny… Gdyby poczynić takie założenia, to dwór i jego okolice byłyby nieruchomością z wielkim potencjałem. Dostrzega go również Lidia Szindler, nawet w warunkach pogrążonej w kryzysie gospodarki nakazowo-rozdzielczej.

„Odosobniona lokalizacja budynku daje swobodę dla prawidłowego zagospodarowania terenu przyległego, co może dodatkowo uatrakcyjnić jego program użytkowo-funkcjonalny” – czytamy w opinii.

„Po przeprowadzonym remoncie kapitalnym, uporządkowaniu parku i otoczenia obiekt może być wykorzystany na cele rekreacyjno-wypoczynkowe” – takie zdanie znalazło się z kolei we wspomnianej wyżej publikacji, „Zabytki województwa ostrołęckiego przeznaczone do zagospodarowania” .

W dokumencie autorstwa Lidii Szindler znajdują się jeszcze stwierdzenia o piaszczystych gruntach z niewielkimi gliniastymi domieszkami i o niskim poziomie lustra wód podziemnych. Nic tylko budować i gospodarować. Ale w tamtym czasie stała tam bezpańska ruina, która zagrażała „bezpieczeństwu ludzi przypadkowo przebywających na terenie obiektu, tym bardziej że jest on całkowicie dostępny i brak jest tablic ostrzegających przed niebezpieczeństwem”.

Analizując spostrzeżenia zawarte w opinii Lidii Szindler, warto poczynić pewien wtręt zabytkoznawczy.

Na polskich ziemiach – potarganych przez liczne wojny, a najbardziej przez drugą światową – nie ma zbyt wielu starych budowli, pamiętających zamierzchłe czasy. Część zniszczonych w wojennej zawierusze zabytków wznoszono na nowo. Nazywano to odbudową. Tak powstało istniejące Stare Miasto w Warszawie, odtworzone na podstawie obrazów Bernarda Belotto. I Zamek Królewski, który gdy Lidia Szindler lustrowała ruinę w Czarnowcu, był już wprawdzie w większości odbudowany, ale jeszcze nieudostępniony dla zwiedzających.

Ściana szczytowa, stan z 1980 r.

Takie odbudowane zabytki jak starówka czy zamek, choć imponujące i/lub piękne, są atrakcją turystyczną, bywają wpisywane na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO, po prawdzie są namiastką zbytków, bo co by nie mówić, powstały jednak w nowoczesnych czasach. Znakiem szczególnym tych powojennych czasów są jednak również podwójne standardy w traktowaniu zabytków przez władzę. W czasie gdy jedne zabytki odbudowywano praktycznie od ław fundamentowych, wielkim nakładem sił i pieniędzy, inne zabytki – zachowane w znacznie lepszym stanie – niszczały i popadały w kompletną ruinę.

Ale zmieniły się czasy i zmieniła się doktryna konserwatorska. Gdyby ruiny dworu w Czarnowcu w stanie takim, jak na części zaprezentowanych tu zdjęć, przetrwały do dziś, projekt odbudowy obiektu zapewne wzbudziłby kontrowersje. W ochronie zabytków zaczyna przeważać pogląd, że jeżeli jakaś ruina ma być rzeczywiście świadectwem dawnych czasów, to konserwuje się ruinę, ale nie buduje się na nowo czegoś co miałoby przypominać historyczny pierwowzór.

Pozostałości dworu, stan z 1980 r.

Obecnie, jak ujmują to fachowcy, ochrona zabytków polega przede wszystkim na ochronie oryginalnej substancji zabytku. I taka też jest polityka państwa wynikająca z ustawy o ochronie zabytków. Na mocy jej przepisów publiczne pieniądze z Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków mogą być przeznaczone na utrwalenie istniejącej substancji zabytkowej obiektu oraz wyposażenie go w instalacje przeciwwłamaniową, przeciwpożarową i odgromową. Dopuszcza się częściową odbudowę zniszczonych zabytkowych budowli, ale tylko wtedy gdy oryginalna substancja stanowi co najmniej połowę obiektu. Doktryna konserwatorska dopuszcza odbudowywanie zabytków od podstaw tylko wtedy, gdy mają one wielką i bezsporną wartość symboliczną.

Puszczając więc wodze fantazji… Gdyby dziś ktoś chciał zrekonstruować dwór w Czarnowcu, to zapewne mógłby to sobie zrobić, ale na własny koszt. Do uzyskania dofinansowania państwa nie byłoby podstawy prawnej.

Nie byłoby też podstawy faktycznej. Ziemia, na której stał dwór, została na przełomie lat 80. i 90. podzielona na działki, które gmina sprzedała prywatnym właścicielom. Wśród nabywców byli Wanda i Andrzej Piersowie. Ale od pomysłu odbudowy dworu minęło już wtedy dziesięć lat i podworska ruina była jeszcze bardziej zrujnowana. W zasadzie zostały tylko piwnice. Stan techniczny ścian i stropu piwnic oceniał rzeczoznawca. Oglądał, lustrował, dziobał długopisem zaprawę w spoinach. Wstępnie doszedł do wniosku, że piwnice są w katastrofalnym stanie. I cudem uszedł z życiem. Strop piwnicy zawalił się następnego dnia po wizycie rzeczoznawcy. Pozostały już tylko fundamenty.

Na tych fundamentach nowi właściciele postawili nowy dom – szkieletowy, w rzadko spotykanej wówczas w Polsce technologii kanadyjskiej. Jedynym śladem przeszłości na tej ziemi pozostały stare drzewa. Choć i tu nie obyło się bez potrzeby interwencji.

Dwie wiekowe sosny amerykańskie zostały zaatakowane przez przypłaszczka granatka, jednego z najgroźniejszych szkodników drzewostanów sosnowych. Trzeba było je wyciąć. Pozostałe drzewa udało się zachować. Nowi właściciele posadzili na podworskiej ziemi dwa pamiątkowe orzechy włoskie.

Widoczny z daleka, wyróżniający się na tle czarnowieckiego krajobrazu starodrzew na dawnej dworskiej ziemi, to pozostałości parku otaczającego dwór. Trochę danych na jego temat znajdujemy w publikacji Jana Zglińskiego, wydanej przez Regionalną Pracownię Krajoznawczą w Ostrołęce – Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego (seria maszynopisów zwielokrotnionych chyba na powielaczu, w obwolucie wydrukowanej przez Spółdzielnię Inwalidów Narew w Ostrołęce). Inwentaryzacja prawdopodobnie z pierwszej połowy lat 80. XX wieku. Wynika z niej, że park otaczający dwór Wyszomirskich miał powierzchnię, 2,35 hektara, a w czasie oględzin zachowany był w słabym stanie. Autor odnotowuje kasztanowiec będący pomnikiem przyrody o obwodzie pnia 332 cm, oraz dwa modrzewie o obwodzie pni 275 i 210 cm oraz altanę 16 lip.

Zgliński objechał 65 parków wiejskich na obszarze ówczesnego województwa ostrołęckiego. Na koniec swej publikacji podzielił się następującą refleksją.

„Często (…) opanowywały mnie uczucia smutku, głębokiego żalu, gdy stykałem się ze śladami zniszczeń. Gdy patrzyłem na miejsca, gdzie występowały już tylko zarysy fundamentów dawnych, zarastających obecnie samosiewami drzew lub chwastami – budowli. Gdy obserwowałem ubytki drzew wśród parkowych zadrzewień i wśród starych, wspaniałych alei czy szpalerów. A ileż smutku niosły za sobą relacje nielicznie już żyjących najstarszych ludzi, którzy wspominali minione bezpowrotnie okresy dawnej świetności tych obiektów, a następnie kreślili obraz zniszczeń, spowodowanych działaniami wojennymi lub zwykłą ludzką bezmyślnością. Bolesna jest również świadomość, że szkód tych nie można już będzie naprawić. Są to bowiem, szczególnie w środowisku przyrodniczym, straty nieodwracalne.

Musimy więc uświadomić sobie, że wszystkie parki, a nawet ich resztki, powinny być objęte ścisłą ochroną i opieką. (…) Należy chronić i pielęgnować występującą w parkach roślinność, gdyż już tylko tam można spotkać tak wielką jej różnorodność, a rosnące w nich stare, okazałe drzewa niech spełniają jak najdłużej rolę żywych pomników przyrody”.

Nic dodać, nic ująć. Niech przynajmniej drzewa stoją jak najdłużej.

Starodrzew w miejscu, gdzie stał dwór. Widok współczesny

2021.05.18 /Jacek Pawłowski/

Podziękowania.
Po raz kolejny okazuje się, że są jeszcze wspaniali ludzie, którym zależy na ratowaniu historii od zapomnienia.
Po dworku w Czarnowcu nie pozostał już ślad, nie licząc starych drzew włącznie z altaną lipową, pod którą wypoczywał dziedzic Wyszomirski. Dokumenty i wspomnienia, które nie przepadły w czeluściach piwnic czy strychów są świadectwem, że warto pielęgnować wspomnienia. Może za parę lat taki „kawał” znakomitego opracowania Pana Jacka Pawłowskiego, mieszkańca Czarnowca z ul. Dzikiej Róży posłuży naszemu pokoleniu do inspiracji i początku nowej historii?
Serdecznie dziękuję autorowi, który otrzymując moje „zlecenia” wkłada serce i ogrom czasu abyśmy wszyscy mogli wrócić pamięcią w dawne czasy. Wielkie podziękowania dla Państwa Wandy i Andrzeja Piersów z ul. Kasztanowej, który udostępnili mi swoje prywatne archiwum. Bez tego materiału nie byłoby tego tekstu!

Serdecznie dziękuję
Marek Karczewski
Sołtys
19 maja 2021r.

ps. ciąg dalszy (z czasów II WŚ) historii dworku znajdziecie Państwo tu: DWÓR WYSZOMIRSKICH




Eugeniusz Łępicki (1956-2021)

Pierwszy historyczny, legalny, „ustawowy”, powołany przez władze gminy, a wybrany przez mieszkańców Gospodarz Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu.

„25.01.2016 Zebrania wiejskie
Urząd Gminy w Rzekuniu informuje mieszkańców o terminie zebrań wiejskich, na których zostanie dokonany wybór Rad Świetlic i Gospodarza Świetlicy. Obowiązek zorganizowania zebrań wiejskich wynika z podjętej Uchwały Nr XII/91/2015 Rady Gminy Rzekuń z dnia 30 listopada 2015 r. w sprawie ustalenia zasad i trybu korzystania ze świetlic i remizo-świetlic będących własnością gminy Rzekuń.
Zebrania wiejskie odbędą się w świetlicach lub remizo-świetlicach w następujących terminach:
28 stycznia br. (czwartek) – godz. 17:30 Czarnowiec…”

źródło: Urząd Gminy w Rzekuniu

Gdy w połowie lat siedemdziesiątych rozpoczęto budowę Świetlicy w Czarnowcu Gieniek miał 20 lat. Razem z młodymi kolegami, z Czarnowca Zbyszkiem Sobolem (1958) i innymi, pilotowali, pomagali, angażowali się aby jak najszybciej powstał ten budynek. Aby społeczność wiejska miała schronienie nad głową i aby młodzież taka jak On miała gdzie potańczyć na wiejskiej potańcówce.

Budowa wlokła się latami, bo wciąż brakowało funduszy ale już w latach 80-tych okoliczna młodzież mogła potańczyć na świeżo wylanej posadzce, na tak zwanych „wichurach”. Nie wiemy czy ktoś wtedy z Borawego lub Suska oberwał sztachetą ale wiemy, że były to znakomite atrakcje dla młodzieży – nie mylić z walką na sztachety 🙂

Przez wiele lat świetlica stała zaniedbana, a Gieniek był w tym zakresie bezsilny, bo w sołectwie, które było właścicielem gruntu i świetlicy nie było chętnych do finansowania remontu/wykończenia tego budynku.
Dopiero w roku 2011 gdy gmina przejęła nieodpłatnie grunt i budynek świetlicy, ruszyły prace remontowe.
W roku 2013 trwały intensywne prace budowlane. Sołtysem Czarnowca była w tym czasie siostra Eugeniusza Pani Wiesława Milewska. Razem pilotowali i doglądali aby ten budynek zyskał nowoczesne oblicze.
31 sierpnia 2013 roku nastąpiło oficjalne otwarcie Świetlicy Wiejskiej po remoncie. Inwestorem była Gmina Rzekuń, władzę sprawował Wójt Stanisław Godzina. Wsparcie: PROW za pośrednictwem Stowarzyszenia LGD Zaścianek Mazowsza i Urzędu Marszałkowskiego.

Eugeniusz Łępicki trzykrotnie, w latach dziewięćdziesiątych i już w XXI wieku kandydował w wyborach samorządowych do Rady Gminy Rzekuń z nadzieją, że coś dla Czarnowca wywalczy. Układ Okręgów Wyborczych był skonstruowany tak niefortunnie, że kandydat z Czarnowca musiał rywalizować z kandydatem z Rzekunia. Cudem byłoby wygranie z kandydatem rzekuńskim.
Przez wszystkie lata nie zaprzestał swojej działalności na rzecz sołectwa!

Razem z sołtysem – Panią Milewską zainicjowali również budowę/ustawienie krzyża przydrożnego w okolicy świetlicy. Gieniek krzyż wykonał sam – ciął, spawał, malował. Sam również posadowił go w podstawie/kamieniu. Ostatnia konserwacja krzyża przy świetlicy była wykonana również prze Niego dnia 27 kwietnia 2019 roku.
Wszystkie te działania wykonywał oczywiście ze swoimi przyjaciółmi i rodziną.

foto: Marek Karczewski

Tydzień przed trafieniem do szpitala małżeństwo Państwa Łępickich zwróciło się do mnie abym poszukał nowych (młodszych) kandydatów na zarządzanie świetlicą. Prosili mnie abym zorientował się w sprawach jak przekazać prawnie to stanowisko. „Odparłem, że nie ma pośpiechu – poczekajmy do lata, usiądziemy przy ognisku i przedyskutujemy, może właśnie z nowym kandydatem lub kandydatami”.
Wspominał również o nowej inicjatywie w Czarnowcu dla seniorów w Ich wieku. Planował robić spotkania dla osób samotnych z Czarnowca – wdów i wdowców, którzy w samotności spędzają czas. Planował, bo właśnie przeszedł na zasłużoną emeryturę i nie chciał się na niej nudzić. Chciał coś robić dla innych.

Planował…

Nie przewidział jednego, że niewidzialny wróg siejący spustoszenie na całym świecie dopadnie właśnie Jego! Jego – pierwszego mieszkańca Czarnowca pokonanego przez koronawirusa Covid-19!

Wczesnym rankiem 14 marca 2021r. dotarła do nas tragiczna wiadomość …
Wiadomość wstrząsająca dla rodziny, dla sąsiadów, przyjaciół, kolegów z pracy i nas wszystkich pamiętających Eugeniusza Łępickiego tylko z tej najlepszej strony.

Z najszczerszymi kondolencjami rodzinie
Marek Karczewski
Sołtys

foto: Marek Karczewski

Gdy tylko czas na to pozwoli, na krzyżu przy ul. Dzikiej Róży będziemy chcieli razem z Radą Świetlicy powiesić pamiątkową tablicę budowniczego krzyża w centrum Czarnowca.
Powiesimy również zdjęcie, w honorowym miejscu, w świetlicy z napisem „Eugeniusz Łępicki (1956-2021) – Pierwszy Gospodarz Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu”

Zdjęcie podesłane przez Panią Bogumiłę. Krzyż, tuż po ustawieniu – rok 2010.




Mieszkańcy Czarnowca liczyli liście

VII Jesienne Liczenie Liści – Spacer – pod taką nazwą odbyło się w listopadzie zwiedzanie okolic Czarnowca.
Mieszkańcy i ich rodziny wybrali się na spacer bezdrożami sołectwa Czarnowiec. Przed Placem Wyszomirskich, przy ul. Kasztanowej omówiono w skrócie zasady przemarszu oraz wskazano miejsca odpoczynku.

Trasa wiodła przez lasy państwowe i lasy prywatnych właścicieli – łącznie było do pokonania 13,5km.
Po drodze sołtys Czarnowca Marek Karczewski informował spacerowiczów gdzie w danym momencie są.
Podczas szybkiego marszu bezdrożami można było podziwiać dzikość natury i pomniki przyrody oraz niepowtarzalne widoki na skraju wioski.

Wielu mieszkańców decyduje się na taki spacer, bo w zasadzie oprócz drogi do pracy i z powrotem na podwórko nie znają najskrytszych zakamarków wioski. Z chęcią i podziwem obserwują podczas spaceru jak może być pięknie w miejscach gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja.

Podczas marszu bezdrożami, spacerowicze przypadkowo natknęli się na prywatne ognisko u Państwa Bałdygów, przy którym można było skonsumować kiełbaskę i ogrzać dłonie.

Zdjęcia z VII Jesienne Liczenie Liści – Spacer




Gdzie podziała się sosna? To już dziewięć lat od zaginięcia.

4 stycznia 2012 roku w lokalnej prasie mogliśmy przeczytać o „zaginięciu” 200 letniej sosny.
Oto część archiwalnego news`a z portalu moja-ostroleka.pl:

„Okazała sosna, rosnąca jeszcze do niedawna w Czarnowcu (gm. Rzekuń), wywołała spore zamieszanie nie tylko we wsi, ale także w urzędach.
Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy 5 stycznia do naszej redakcji dotarł anonimowy list. Jego nadawcy napisali, że jeszcze dzień wcześniej – 4 stycznia w centrum wsi Czarnowiec, ok. 3-4 m od budynku świetlicy wiejskiej, rosła piękna sosna. Jej wiek przez wielu mieszkańców oceniany był na ok. 200 lat.

Nie pozostał żaden ślad po drzewie

  • Przeprowadzenie akcji „zabicia” tego pomnika przyrody zastanawia tym bardziej, że tak wielkie drzewo zniknęło w parę godzin, a sam pień wyrwano praktycznie z wszystkimi korzeniami tak, aby nikt nie ujrzał i nie udokumentował, jak stare było to drzewo oraz że było zdrowe – czytamy w liście. – Do tej operacji użyto wielu specjalistycznych urządzeń i maszyn tak, aby nie pozostał żaden ślad po drzewie.

Autorzy pisma, a jednocześnie mieszkańcy wsi mają ogromny żal o to, co się stało. Twierdzą, że w ubiegłym roku złożyli do urzędu gminy wniosek o ustanowienie sosny pomnikiem przyrody. Niestety, w ustawowym terminie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

  • Tydzień przed wycięciem do Czarnowca z zamiarem poinformowania o zniszczeniu drzewa przybył wójt – piszą w liście do naszej redakcji. – O tym spotkaniu niewielu mieszkańców wiedziało…”

Czy po dziewięciu latach od „zaginięcia” ktokolwiek z mieszkańców wie gdzie podziała się sosna?

Więcej ważnych wydarzeń z życia Czarnowca w trakcie uzupełniania.

/SC/
foto: Jerzy Jabłonowski, Przemek Gadomski, Pijący_mleko




Ppor. Stefan Sakowski

STEFAN SAKOWSKI ur. 17.02.1921r. Poległ dn. 18.04.1945r.

Podporucznik 29 Pułku Piechoty, 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty urodzony i wychowany w Czarnowcu, gmina Rzekuń, powiat ostrołęcki. Syn Anastazji i Bolesława Sakowskich.
Publikacja w trakcie opracowania …