Strzelała z dubeltówki, uczyła ochroniarki. Kim była dzierżawczyni Czarnowca sprzed wielkiej wojny

Odsluchaj artykuł
image_pdfimage_print
Magdalena Glinczanka z bratem Janem w 1896 roku. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

W ostatnich tygodniach znaleźliśmy dwa źródła wskazujące na to, że dzierżawcą majątku Czarnowiec, na początku XX wieku, był Władysław Glinka z Suska, który przekazał dzierżawę w ręce swojej córki – Magdaleny.

Kim była Magdalena Glinczanka, po mężu Skarżyńska, dowiadujemy się z pośmiertnego wspomnienia zamieszczonego w „Gazecie Polskiej” z 26 lipca 1917 roku. Poniżej przytaczamy to wspomnienie w oryginalnym brzmieniu, nie poprawiając błędów, które wyglądają na błędy zecerskie, niezależne od woli autora. Kilka objaśnień do poniższego tekstu zamieszczamy na końcu.

Ś.p. Magdalena z Glinków SKARŻYŃSKA

Zakończyła żywot na obczyźnie w Moskwie świętej pamięci Magdalena z Glinków Skarżyńska.

Panna młoda,‎ ‎której‎ ‎tak‎ ‎niedawno‎ ‎składano‎ ‎weselne‎ ‎życzenia‎ ‎i‎ ‎powinszowania.‎ ‎Choroba‎ ‎była lekka‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎wytrzymało‎ ‎tylko‎ ‎serce…

Kim-że‎ ‎była‎ ‎ta‎ ‎istota‎ ‎przedwcześnie w‎ ‎pączku‎ ‎złamana?‎ ‎ta‎ ‎córka‎ ‎powszechnym‎ ‎szacunkiem‎ ‎i‎ ‎sympatią‎ ‎otaczanego pana‎ ‎Władysława‎ ‎Glinki,‎ ‎właściciela‎ ‎dóbr ziemskich‎ ‎w‎ ‎Łomżyńskiem‎ ‎i‎ ‎społecznego działacza,‎ ‎a‎ ‎wnuczka‎ ‎Mikołaja‎ ‎Glinki,‎ ‎znanego‎ ‎z‎ ‎gorliwości,‎ ‎z‎ ‎jaką‎ ‎pracował‎ ‎w Ameryce‎ ‎około ‎sprawy‎ ‎opieki‎ ‎nad‎ ‎polskiem‎ ‎wychodźtwem?

Magdalena przed dworem w Susku Starym ok. 1907 r.
Magdalena przed dworem w Susku Starym ok. 1907 r. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

Cóż‎ ‎pozostaje‎ ‎zbolałej‎ ‎rodzinie‎ ‎prócz wspomnień‎ ‎w‎ ‎sercach‎ ‎najbliższych,‎ ‎kilku listów,‎ ‎i‎ ‎innych‎ ‎pamiątek,‎ ‎może‎ ‎wizerunku,‎ ‎z‎ ‎którego‎ ‎późniejsze‎ ‎pokolenia‎ ‎odgadują‎ ‎coś‎ ‎nie‎ ‎coś‎ ‎o‎ ‎młodo‎ skoszonym życiu?

Cóż‎ ‎może‎ ‎usprawiedliwić‎ ‎zawsze‎ ‎nieopatrzne,‎ ‎jeśli‎ ‎nie‎ ‎szorstkie‎ ‎i‎ ‎bolesne dotykanie‎ ‎się‎ ‎żałoby‎ ‎zacnej‎ ‎i‎ ‎zasłużonej rodziny,‎ ‎podawaniem‎ ‎do‎ ‎szerszej‎ ‎wiadomości‎ ‎rysów‎ ‎z‎ ‎życia‎ ‎nieopłakanego‎ ‎jej członka?

Św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Glinczanka urodziła‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎r.‎ ‎1893,‎ ‎w‎ ‎Łomżyńskiem maj‎ątk‎u‎ Glinków‎ ‎w‎ ‎Susku.
W‎ ‎Krakowie‎ ‎odebrała‎ ‎wykształcenie w‎ ‎klasztorze‎ ‎Sióstr‎ ‎Urszulanek,‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎mając‎ ‎jeszcze‎ ‎18‎ ‎lat,‎ ‎za‎ ‎osobnem‎ ‎pozwoleniem‎ ‎zdawała‎ ‎maturę.

Przedtem‎ ‎jeszcze‎ ‎korzystała‎ ‎z‎ ‎wakacji,‎ ‎by‎ ‎pójść‎ ‎za‎ ‎powołaniem‎ ‎społecznem. Zaczęła,‎ ‎jak‎ ‎tyle‎ ‎młodych‎ ‎polek‎ ‎od‎ uczenia‎ ‎dzieci‎ ‎wiejskich.

Panienka‎ ‎ze‎ ‎dwora‎ ‎utrzymywała‎ ‎tajną szkołę‎ ‎a‎ ‎ojciec‎ ‎jej,‎ ‎dziedzic,‎ ‎płacił‎ ‎kary… normalne‎ ‎polskie‎ ‎stosunki…

Oprócz‎ ‎kursów‎ ‎dla‎ ‎analfabetów miała jeszcze‎ ‎św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Glinczanka‎ ‎pracę‎ ‎w‎ ‎Kółkach‎ ‎rolniczych,‎ ‎przy Tow.‎ ‎rol.‎ ‎okręgowym‎ ‎w‎ ‎Ostrołęce.

W‎ ‎r.‎ ‎1913‎ ‎kończy‎ ‎Wydział‎ ‎rolniczy na‎ ‎uniwersytecie‎ ‎Jagiellońskim‎ ‎zaczyna gospodarować,‎ ‎pomagając‎ ‎ojcu.

Wieczory‎ ‎zimowe‎ ‎spędza‎ ‎ucząc‎ ‎służbę‎ ‎i‎ ‎ludzi‎ ‎wiejskich.‎ ‎Ojciec‎ ‎bierze‎ ‎w dzierżawę‎ ‎majątek‎ ‎Czarnowiec‎ ‎i‎ ‎oddaje go‎ ‎córce.‎ ‎Był‎ ‎to‎ ‎jedyny‎ ‎w‎ ‎powiecie przykład ko‎biety,‎ ‎panny,‎ ‎gospodarującej samodzielnie,‎ ‎a‎ ‎pracowała‎ ‎wstając o czwartej‎ ‎z‎ ‎rana,‎ ‎niestrudzenie.

Wybuchła‎ ‎wojna,‎ ‎trzeba‎ ‎było‎ ‎iść‎ ‎gorzkim‎ ‎szlakiem‎ ‎wygnania.

W‎ ‎Mińsku‎ ‎odnajdujemy‎ ‎św.‎ ‎pamięci Magdalenę:‎ ‎prowadzi‎ ‎ochroną‎ ‎C.‎K.‎O. Potem‎ ‎w‎ ‎Rosławlu.‎ ‎Potem‎ ‎zaproszona przez‎ ‎Zarząd‎ ‎rejonu‎ ‎zachodniego‎ ‎C.‎‎K.O.‎ ‎obejmuje‎ ‎kierownictwo‎ ‎nad‎ ‎kolonią Kozłówka.‎

Magdalena przed stajnią w Susku Starym. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

‎Prowadzi‎ ‎szkołę‎ ‎ochroniarek i‎ ‎odrazu‎ ‎przeciwdziała‎ ‎prądom‎ ‎wynarowienia…‎ ‎zarządza‎ ‎również‎ ‎kolonią‎ ‎200 sierot.‎ ‎Dzieli‎ ‎wszystkie‎ ‎trudy,‎ ‎niewygody i‎ ‎zimno‎ ‎ze‎ ‎swemi‎ ‎współpracowniczkami, wypuszcza‎ ‎dwa‎ ‎pokolenia‎ ‎ochroniarek‎ ‎na całą‎ ‎Rosyję.‎ ‎Po‎ ‎zamknięciu‎ ‎szkoły,‎ ‎pomaga‎ ‎w‎ ‎kierowaniu‎ ‎szkołą‎ ‎dla‎ ‎gospodyń wiejskich w Nowosiółkach.

W zeszłym czerwcu przeznacza jej los‎ ‎małżeństwo.‎ ‎Po‎ ‎miesiącu‎ ‎miodowym wyrywa‎ ‎się‎ ‎jeszcze‎ ‎do‎ ‎Nowosiółek… ‎nie może‎ ‎przestać‎ ‎pracować‎ ‎społecznie,‎ ‎gdy naród‎ ‎cierpi.‎ ‎Ale‎ ‎sama‎ ‎była‎ ‎zapomniała o‎ ‎własnych‎ ‎cierpieniach‎ ‎—‎ ‎na‎ ‎to‎ ‎nie miała‎ ‎czasu.‎ ‎Ale‎ ‎już‎ ‎dopala‎ ‎się‎ ‎światło i ‎ ‎kończy‎ ‎się‎ ‎jej‎ ‎dzień‎ ‎żniwa.
Choroba‎ ‎lekka‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎wytrzymało tylko‎ ‎serce.

Czytamy‎ ‎nekrologi‎ ‎znanych‎ ‎obywateli i‎ ‎nieraz‎ ‎znajdujemy‎ ‎opisy‎ ‎życia‎ ‎długiego, mniej‎ ‎pełnego‎ ‎od‎ ‎tej‎ ‎wiązki‎ ‎suchych faktów‎ ‎podanych‎ ‎o‎ ‎św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalenie‎ ‎Skarżyńskiej!

Mocą‎ ‎szczęśliwsze‎ ‎krainy‎ ‎włoskie‎ ‎lub francuskie‎ ‎opłakiwać‎ ‎swe‎ ‎córy‎ ‎i‎ ‎powtarzać‎ ‎za‎ ‎poetą:

Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

„I‎ ‎życie‎ ‎róży‎ ‎miała‎ ‎ta‎ ‎wybranka,
Okres‎ ‎jednego‎ ‎poranka…”

Przypatrzmy‎ ‎się‎ ‎życiu‎ ‎tej‎ ‎jednej‎ ‎z tysiąca‎ ‎polskiej‎ ‎córy‎ ‎z‎ ‎zacnego‎ ‎domu,‎ ‎a zrozumiemy ‎uprzywilejowane‎ ‎stanowisko naszych‎ ‎kobiet‎ ‎Nie‎ ‎darmo‎ ‎stały‎ ‎się‎ ‎symbolem‎ ‎naszego‎ ‎patrjotyzmu.
Jakaż‎ ‎tradycja‎ ‎więcej‎ ‎zasługuje uznanie‎ ‎i‎ ‎pielęgnowanie,‎ ‎w‎ ‎naszem‎ ‎społecznem‎ i‎ ‎narodem‎ ‎życiu!

Św.‎ ‎pamięci‎ ‎Magdalena‎ ‎Skarżyńska zrobiła‎ ‎swoje.‎ ‎„Dobrego‎ ‎dzieła‎ ‎dokonała”.‎ ‎Nic‎ ‎z‎ ‎jej‎ ‎trudów‎ ‎nie‎ ‎pójdzie‎ ‎na marno,‎ ‎bo‎ ‎też‎ ‎w‎ ‎jej‎ ‎kobiecej‎ ‎pracy‎ ‎pomyłki‎ ‎nie‎ ‎było.‎ ‎Nie‎ ‎zwiędła‎ ‎jak‎ ‎kwiat, lub‎ ‎zżęte‎ ‎siano.‎ ‎Raczej‎ ‎zagasła‎ ‎gwiazdka na‎ ‎niebie‎ ‎wiecznej‎ ‎kobiecości‎ ‎polskiej…

Zanim‎ ‎zniknęła,‎ ‎rozsypała‎ ‎tysiące‎ iskier‎ ‎po‎ ‎naszem‎ ‎ściemnionem‎ ‎widnokręgu, zamigotały‎ ‎iskry‎ ‎polskiej‎ ‎cnoty,‎ ‎poświęcenia,‎ ‎miłości‎ ‎i‎ ‎pracy.

Nie ‎jest‎ ‎ubogim‎ ‎naród,‎ ‎który‎ ‎takiemi światły,‎ ‎jak‎ ‎klejnot‎ ‎Glinków‎ ‎połyska.

Magdalena z bratem Janem w Wenecji. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

Franciszek-Xawery‎ ‎Pusłowski,
b.‎ ‎sekretarz‎ ‎pełnomocnika‎ ‎C.‎ ‎K.‎ ‎O.
na‎ ‎gub.‎ ‎moskiewską.

Kilka słów o autorze tego wspomnienia. Franciszek Ksawery Pusłowski był wojskowym i polskim dyplomatą. Zapisał się w historii bo w czasie konferencji w Paryżu (tej, na której podpisano traktat wersalski, sankcjonujący powstanie niepodległego państwa polskiego) pracował jako osobisty tłumacz Ignacego Jana Paderewskiego. Pusłowski, najprawdopodobniej znał się z Władysławem Glinką, a na pewno Władysław Glinka doskonale znał polityczną działalność Pusłowskiego.

Uważny czytelnik zapewne dostrzeże w powyższym tekście literówki typu „wychodźtwem” zamiast „wychodźstwem”, albo „wynarowienia” zamiast „wynarodowienia”, czy zdanie rozpoczęte od małej litery, czy niezbyt logiczne stosowanie wielkich i małych liter w nazwie wydziału i uczelni, na której studiowała, czy w końcu iście rosyjską odmianę nazwy miasta Rosław (ros. Rosławl) „Rosławlu”, zamiast „Rosławiu”. Zachowaliśmy te błędy w cytowanym tekście, bo są one świadectwem czasów, w których powstawał. Zecerzy, układający w pośpiechu odlane z ołowiu (albo ze stopu ołowiu, antymonu i cyny) czcionki, nie zawsze układali je w sposób w stu procentach odzwierciedlający brzmienie dostarczonego im tekstu. Takie były warunki powstawania gazet na czcionkach z ołowiu.

A ten nieszczęsny „Rosławl” w czasie powstawania tekstu-wspomnienia o Magdalenie był prawdopodobnie bardzo rozpowszechnionym uzusem językowym. Pamiętajmy, działo się to w czasach, gdzie urzędowy rosyjski przenikał się z naturalnym dla naszych ziem, powszechnie używanym językiem polskim. Sądzimy tak, bo w innych materiałach z tamtych czasów również występuje odmiana „w Rosławlu”. Zresztą, co tu dużo mówić – również dziś w polskiej publicystyce politycznohistorycznej bez większego trudu można trafić np. na rosyjsko odmienioną „dynastię Romanowych” zamiast dynastię Romanowów.

Niezależnie od tego warto zwrócić też uwagę, że na styl hrabiego Pusłowskiego – z jednej strony patetyczny i poetycki, z drugiej: osobisto-familiarny. Magdaleny z Glinków Skarżyńskiej nie żegnał na łamach „Gazety Polskiej” ktoś, dla kogo było to jednym z wielu obowiązków. Jest to bardzo osobiste wspomnienie.

Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Druga od lewej: Magdalena Glinczanka. Zdjęcie ze zbiorów Barbary Cywińskiej i Piotra Plewki.

Kto inny zada sobie pytanie dlaczego w tekście pojawia się „Glinczanka”. Dziś w dobie coraz powszechniejszego, niepoprawnego, nieodmieniania nazwisk nawet przez przypadki, chyba wymaga to wyjaśnienia. W dawnych czasach nazwiska żeńskie przybierały różną formę w zależności od stanu cywilnego kobiety. Gdy nazwisko w formie podstawowej kończyło się na „a”, nazwiska panien odmieniano dodając końcówkę „-anka”, a kobiet zamężnych „-yna” albo „-ina”. Żeby nie było za łatwo, to w żeńskich formach nazwiska Glinka, „k” naturalnie wymieniało się na „cz”. Zatem panna z rodu Glinków była Glinczanką, a żona męża o nazwisku Glinka była Glinczyną.

Zupełnie inną zasadę odmiany nazwisk żeńskich w zależności od stanu cywilnego nasz piękny, fleksyjny, język ojczysty przewidywał dla nazwisk zakończonych na spółgłoskę. Tu wobec panien stosowano końcówkę „-ówna”, a wobec kobiet, które przyjęły nazwisko męża – „-owa”.

Wróćmy jednak do tekstu Pusłowskiego. Wydaje się dość oczywiste, ale dla porządku wyjaśnijmy o co chodzi w zdaniu: „Panienka‎ ‎ze‎ ‎dwora‎ ‎utrzymywała‎ ‎tajną szkołę‎ ‎a‎ ‎ojciec‎ ‎jej,‎ ‎dziedzic,‎ ‎płacił‎ ‎kary”. Prowadzenie polskich szkół było w Rosji (a tereny, na których mieszkamy były wtedy częścią Rosji) zakazane pod groźbą kar.

Magdalena z narzeczonym Stefanem na krótko przed ślubem. Zdjęcie ze zbiorów Tomasza Komornickiego.

Najłagodniejsze były kary pieniężne i jak wynika z tekstu, takie właśnie nakładano na szkołę Magdaleny Glinczanki. Ktoś, kto wbrew zakazowi prowadził polską szkołę, narażał się również na więzienie, albo na zsyłkę na Syberię. O dotkliwszych karach niż pieniężne Franciszek Ksawery Pusłowski w przytoczonym tekście nie wspomina.

Wyjaśnienia wymaga również co kryje się za skrótowcem CKO, zapisywanym przez autora jako C.K.O. We współczesnej polszczyźnie w skrótowcach nie stosuje się kropek, ale – jak wspomnieliśmy – przepisaliśmy tekst z gazety dokładnie tak, jak wyglądał na łamach. Chodzi o Centralny Komitet Obywatelski – organizację społecznej samopomocy świadczonej przez Polaków, Polakom, którzy doznali krzywd z powodu I wojny światowej, zwanej wtedy wielką wojną. Komitet powstał w 1915 roku. Polskim uchodźcom wojennym udzielał pomocy żywnościowej, finansowej, kulturalno-oświatowej, religijnej, sanitarnej i w znalezieniu pracy. CKO organizował również opiekę dla dzieci i młodzieży. W tym kontekście należy czytać „dwa pokolenia ochroniarek”, ponieważ wtedy placówki opieki nad dziećmi nazywały się ochronkami.

O Magdalenie z Glinków Skarżyńskiej wiadomo jest znacznie więcej. Materiały o rodzinie Glinków niestrudzenie zbierają i opracowują Barbara Cywińska i Piotr Plewka. W naszych publikacjach zajmujemy się osobami i wydarzeniami w kontekstach ściśle związanych z Czarnowcem. Jeżeli jednak ktoś chce głębiej poznać życie dawnej dzierżawczyni Czarnowca oraz jej rodziny, powinien sięgnąć po publikacje m.in. Radia dla Ciebie, „Tygodnika Ostrołęckiego”, czy „Nowego Kuriera Mławskiego”.

Pan Piotr Plewka na prośbę Marka Karczewskiego udostępnił nam sporo materiałów o Magdalenie, zwanej przez rodzinę Madlenką. Dzięki temu mieszkańcy Czarnowca i inni czytelnicy naszej strony mogą zobaczyć również jak wyglądała ta – jak określił ją Pusłowski – panna samodzielnie gospodarująca w Czarnowcu.

Jacek Pawłowski, 6.01.2026 r.


image_pdfimage_print
0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Teresa
11 dni temu

Czarnowiec ma szczęście, że mieszka tam Jacek, który ożywia historię. Pięknie i edukacyjne teksty.

Ułatwienia dostępności

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Wpisz nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z odnośnikiem do ustawienia nowego hasła.