Zebranie Wiejskie 6 września 2024 r. (zdjęcia)

Dnia 6. września 2024 r. odbyło się Zebranie Wiejskie zwołane przez Sołtysa Czarnowca Marka Karczewskiego.

Prezentujemy zdjęcia z zebrania. Foto Krzysztof Chojnowski

Więcej szczegółów wkrótce… – tu ->




Wyniki konsultacji sołeckich (propozycje)

Wciąż spływają Państwa propozycje na przedsięwzięcia z Funduszu Sołeckiego 2025 r.

Dotychczas niewiele ankiet wypełniono.
Zachęcamy do przedstawienia swoich propozycji.

Ankieta jest anonimowa, a wypełnienie jej zajmuje nie więcej niż dwie minuty.

LISTA PAŃSTWA PROPOZYCJI – aktualizowana na bieżąco (27.08.2024)

Twoja propozycja (A), Uzasadnienie (B), Czego brakuje w Czarnowcu? (C)

1.
A – Stadion lekkoatletyczny
B – Rozwój kultury fizycznej
C – ogniska i zabawy wiejskiej
2.
A – Przydałaby się fajny plac zabaw
B – Na świetlicy jest plac, ale słabo wyposażony, tymbardziej dla dzieci od 6 lat.
C – Plac zabaw
3.
A – Uzupełnienie oświetlenia na terenie drogi Rzekuń – Czarnowiec. W szczególności w rejonie przystanków autobusowych. Oświetlone przejście dla pieszych w rejonie pumptracka oraz ulicy Kasztanowej.
B – Poprawa bezpieczeństwa mieszkańców sołectwa Czarnowiec oraz osób przyjezdnych.
C – Brak lamp oświetleniowych w głównych ciągach komunikacyjnych dróg powiatowych i koszy na śmieci na przystankach autobusowych. Brak ścieżki rowerowych w szczególności na trasie Rzekuń – Czarnowiec. Brak przejścia dla pieszych w rejonie pumptracka. Brak ograniczenia prędkości do 50 km/h. Brak zajęć dodatkowych dla dzieci z terenu sołectwa Czarnowiec.
4.
A – Plac zabaw na ulicy Leszczynowej
B – Brakuje nam miejsca na zabawę z dziećmi
C – Koncertów i ognisk
5.
A – Doświetlenie ulicy Działkowej od ul Goworowskiej do istniejących latarni.
B – Coraz więcej osób korzysta z komunikacji miejskiej dojeżdżając do Czarnowa (osiedle działkowe). Fragment pomiędzy przystankiem a osiedlem nie posiada oświetlenia..
C – Światłowodu
6.
A – Pomieszczenie gospodarcze przy świetlicy
B – Sołectwo, KGW, Klub seniora, może kiedyś inne stowarzyszenia dokupują wszelkiego rodzaju wyposażenie, wielokrotnie „gabarytowe”, których nie ma gdzie przechowywać. Zalega wszystko w korytarzach, szatni, łazienkach.
C – Dużego koncertu, boisk do siatkówki plażowej, dróg asfaltowych (Świerkowa, Cisowa, Baśniowa, Wierzbowa).
7.
A – Taśmy maskujące w panele ogrodzeniowe przy świetlicy.
B – Zwiększy prywatność, zmniejszy hałas, kurz.
C – Drogi asfaltowej.
8.
A – Oświetlenie uliczne ul. Świerkowa.
B – Celem poprawy komfortu i bezpieczeństwa po zmroku bardzo przydałyby się chociaz 2 lampy (w połowie ulicy i przy skrzyżowaniu z ul. Jodłową). Są słupy energetyczne.
C – Dróg asfaltowych w bocznych uliczkach, placów zabaw.

Komentarz sołtysa do poszczególnych propozycji

1. Nie z tym budżetem (ok. 35 tys zł). Ogniska i zabawy są organizowane corocznie! – wielokrotnie. C, W tym roku przeznaczyliśmy na Czarnowiecki Festyn Wiejski 5000 zł (z FS) – zachęcam do lektury
2. A, Gdzie? – ulica, osiedle? Obecnie są dwa place: przy DP2550W i przy ul. Działkowej. B, O jakie wyposażenie chodzi dla dzieci powyżej 6. roku życia? – proszę ponownie wypełnić ankietę i wpisać konkretne urządzenia – prosimy o pani/pana sugestię (jakie?).
3. A, Pump Track jest w Rzekuniu – fundusz rzekuński rozdzieli sołtys Rzekunia z radą sołecką. Oświetlenie przejścia przy Kasztanowej w Czarnowcu uzasadnione. C, braki koszy na przystankach zgłaszane od wielu lat do ZOG.
„Brak ścieżki rowerowych w szczególności na trasie Rzekuń – Czarnowiec.”
Po pierwsze to nie występuje w Prawie o Ruchu Drogowym słowo „ścieżka”, więc nie do końca sprecyzowano o co chodzi – są tylko: drogi dla pieszych, drogi dla rowerów, drogi dla samochodów. Wracając do ruchu rowerowego, to gdzie niby miałaby na trasie np. Rzekuń kościół lub rondo – Czarnowiec świetlica powstać droga dla rowerów? Czy chodzi Pani/Panu o poszerzenie pasa drogowego – wywłaszczając ludzi z gruntów prywatnych? Na tej drodze nie ma możliwości budowy dróg dla rowerów! Dodatkowo mówimy o Rzekuniu. Nasz Fundusz Sołecki może być przeznaczony wyłącznie w granicach sołectwa Czarnowiec. Na tej drodze powiatowej 2550W są wybudowane POBOCZA UTWARDZONE, po których mogą bezpiecznie poruszać się rodzice/dziadkowie z wózkiem, dzieci na rowerach, hulajnogach, wrotkach, rolkach, deskach itp. Pobocza utwardzone na tej drodze zostały pobudowane dla poprawy bezpieczeństwa na tym odcinku drogi.
Brak przejścia dla pieszych w rejonie pumptracka.”
To jest nadal Rzekuń.
Brak ograniczenia prędkości do 50 km/h.”
Znaki pionowe na drodze powiatowej 2550W są ustawione na całym odcinku od Czarnowca do Rzekunia (50 km/h) – od bodajże dwóch lat.
Brak zajęć dodatkowych dla dzieci z terenu sołectwa Czarnowiec.”
Prosimy o propozycje, jakich?
Jeśli chodzi o dodatkowe zajęcia jazdy rowerem (w celach sportowych/kolarskich) i nauki Prawa o Ruchu Drogowym jestem gotów takie organizować (nieodpłatnie). Jakie konkretnie zajęcia byłyby wskazane – proszę kolejny raz wypełnić ankietę. Proszę oznaczyć czy chciałaby pani/chciałby pan prowadzić takie dodatkowe zajęcia (nieodpłatnie/odpłatnie).
4. A, Wieś/gmina nie posiada terenu pod plac przy tej ulicy. C, „ognisk” – jest ich w każdym sezonie wiele – zapraszamy.
5. A, Wniosek uzasadniony. C, nie jest to ani w kompetencji sołectwa ani gminy. W przypadku światłowodu pozostaje wyłącznie wspólna inicjatywa mieszkańców (całego) osiedla – skierowana do firmy prywatnej.
6. A, Pomieszczenie bardzo potrzebne – dla wszystkich mieszkańców korzystających z obiektu.
7.




Awarię kanalizacji zgłaszamy do ZOG

„Zakład Obsługi Gminy w Rzekuniu wzbogacił się o nowy pojazd typu WUKO. To specjalistyczny sprzęt wyposażony w pompę, która tłoczy wodę pod dużym ciśnieniem. Samochód przeznaczony jest do ciśnieniowego udrażniania i czyszczenia sieci i urządzeń kanalizacyjnych.
WUKO jest to obecnie jedna z najskuteczniejszych metod udrażniania rur. Pojazd może płukać kanały i udrażniać zatory oraz jednocześnie wypompowywać szlamy pochodzące z płukania. Kanro kombi 3000 zakupione przez samorząd gminy jest na podwoziu Mitsubishi FUSO Canter 9C18. Ma zabudowę ciśnieniowo-ssącą o całkowitej pojemności 3 metrów sześciennych, ze zdalnym sterowaniem urządzeń ssąco-płuczących.
W osprzęcie dodatkowym samochodu znajduje się m.in.: ramię ssące obracane i podnoszone hydraulicznie, dodatkowy bęben z wężem ciśnieniowym, skrzynki narzędziowe po obu stronach, hydrauliczne otwieranie i zamykanie tylnej dennicy, wskaźnik poziomu napełnienia zbiornika nieczystości oraz kamera cofania.
Pojazd pozwoli Zakładowi Obsługi Gminy w Rzekuniu sprawnie i komfortowo prowadzić eksploatację sieci kanalizacyjnej w gminie. Kwota zakupu nowego samochodu to 1 056 199,77 złotych. Samorząd na jego zakup pozyskał dofinansowanie z Polskiego Ładu.”

…czytamy na stronie rzekun.pl

Awarie sieci kanalizacyjnej należy zgłaszać:
ul. Kolonia 1B, 07-411 Rzekuń
dzwonić:
dni robocze – do 15:00 pod nr 29 643 20 55
po 15-ej pod nr 660 326 054 – Dariusz Kwiatkowski, 608 320 064 – Krystian Zalewski

Należy pamiętać, że do właściwości Zakładu Obsługi Gminy należy obsługa sieci kanalizacyjnej wyłącznie od studzienki rewizyjnej przy posesji. Awarie występujące w domu (do studzienki rewizyjnej) należy usuwać we własnym zakresie.

KONTAKTY

fot: rzekun.pl



Wybryki z Ameryki i cicha grusza z „Pana Tadeusza”

czyli subiektywna, autorska relacja organizatora z gry wiejskiej Drugi Czar Czarnowca

W tegorocznej grze wiejskiej Drugi Czar Czarnowca najważniejsi byli oczywiście uczestnicy. Dlatego o nich będzie na końcu 🙂

A tak na poważnie… Dopiero gdy Czytelnicy poznają nieco głębiej zasady i sposób poruszania się po obszarze gry oraz o co chodziło z zadaniami, lepiej będą mogli docenić wysiłek zawodników.

Trochę o kulisach organizacji. Pomysł zorganizowania gry wiejskiej, w związku ze świętem Czarnowca, ogłosiła w ubiegłym roku mieszkanka Czarnowca Bogumiła Dzwonkowska. Niżej podpisany został natomiast skierowany na odcinek organizacji tego przedsięwzięcia.

W ubiegłym roku było łatwo. Pierwszy raz, pierwsza gra. Prawem debiutu wszystko niesie się samo. Tegoroczne zawody to już było pewne wyzwanie. Żeby się trasa nie powtarzała z ubiegłoroczną, żeby też zadania nie były zbyt podobne itd.

W tym roku bohaterami treści gry stały się m.in. jabłka, kukurydza, mirabelki, chrzan, ulęgałki i jeżyny. W planach był jeszcze czarny bez i leszczyna, ale zostały skreślone, bo trasa stałaby się zbyt długa, a ogrom zadań przytłaczający.

Do tego trochę ćwiczeń ze spostrzegawczości oraz czytania ze zrozumieniem i tzw. wiedzy ogólnej. I można startować. Jak ktoś dobrze spojrzał na mapę, to punkty kontrolne układały się w logiczną, pięciokilometrową trasę.

Chciałem uniknąć monotonii, że tegoroczne zadania będą związane tylko z jadalnymi roślinami. Aczkolwiek dałoby się tylko z nich ułożyć bardzo fajną grę. A jak przebiegałaby ta trasa koło pumptracku i przez wieś Czarnowiec, gdzie znajduje się siedziba klubu kolarskiego KK24h, to można by tę trasę nazwać imieniem – he, he – Euella Gibbonsa. Dlaczego?

Bo to był – w jednej osobie – propagator transportu rowerowego i miłośnik dzikorosnących roślin jadalnych. Jego postać jest w Polsce szerzej nieznana, ale na pewno warta poznania. Doświadczył w życiu głodu i bezdomności, ale też sławy i bogactwa. Przeżył w latach 30. XX wieku wielką katastrofę naturalną, zwaną Dust Bowl. Wtedy to przyroda pokazała Amerykanom, że zbyt chciwe karczowanie lasów pod pola uprawne może się srodze zemścić na ludziach i pozbawić ich jedzenia.

W latach 60. i 70. XX wieku Gibbons promował odejście od konsumpcjonizmu, niezdrowego trybu życia, uzależnienia od zdobyczy cywilizacji. Proponował powrót do natury. Stał się znany na świecie, gdy w 1972 roku w „National Geographic” napisał relację z dwutygodniowego pobytu z rodziną na bezludnej wyspie, gdy jedli tylko to, co udało im się znaleźć wśród dzikorosnących roślin. Napisał też wiele książek. Dostał nawet jakiś doktorat honoris causa. Stał się gwiazdą telewizyjnych talk-shows, bo wielu Amerykanom wizja powrotu do natury Gibbonsa bardzo się spodobała. Choć, jak każda znana postać, stał się też ulubieńcem satyryków. Do dziś w internetach można znaleźć stareńki skecz telewizyjny, jak gość udający Gibbonsa zapewnia widzów, że najlepsze są potrawy z produktów, których nazwy zaczynają się na „st” (po angielsku oczywiście) – czyli z pieńków, schodów, kijów i kamieni. Ot taki wyszukany żart inspirowany tym, że Gibbons pokazywał ludziom, że jadalne są m.in. pędy sosny.

Pewnie gdyby Gibbons (zm. 1975) przeszedł się po naszych stronach, niechybnie rozchorowałby się z przejedzenia: bezpańskie jabłonie i grusze, ulęgałki, mirabelki, szczaw, chrzan, czarny bez, orzechy laskowe, dzikie maliny i jeżyny. Może z radości nauczyłby się nawet trudnej arcypolskiej frazy: „używaj miła duszo, masz wszystkiego dobrego dosyć” napisanej wieki temu przez tego pisarza co to podkreślał tak mocno, że Polacy swój język mają 🙂

Równolegle z propagowaniem dzikiej żywności, Gibbons publicznie zabierał głos w sprawie potrzeby równouprawnienia rowerzystów na zdominowanych przez samochody amerykańskich drogach.

„Miliony Amerykanów – młodych i starych – chciałoby wybrać się na wycieczkę rowerową. Obawiają się jednak o swoje życie, tudzież kończyny, wyjeżdżając na nasze zatłoczone drogi pełne samochodów poruszających się z zawrotną prędkością” – ubolewał Euell Gibbons.

A wracając amerykańskimi drogami do naszych najbliższych okolic, trzeba przyznać, że rzadko w codziennym pośpiechu mamy okazję przyjrzeć się różnym szczegółom nas otaczających. I zastanowić się skąd one się tam wzięły. Czy pojedyncze drzewa owocowe to ślad po dawnych gospodarstwach, sadach, czy może wyrosły w jakichś jeszcze innych okolicznościach? Czy te dzikie grusze, rosnące przy drodze i na miedzach, niedaleko wykarczowanego lasu, to nie powinny zostać objęte jakąś ochroną? Były przecież charakterystycznym elementem dawnej polskiej wsi. Jak wieszcz nasz narodowy pisał o tych cichych gruszach, co z rzadka siedzą na miedzy, to na pewno nie opiewał grusz klaps czy grusz konferencji, które udało się wyhodować dopiero (odpowiednio:) 48 i 72 lata po tym roku opisywanym jako „o roku ów”. Autor „Pana Tadeusza” najpewniej wspominał właśnie poczciwe grusze polne.

To tylko jeden przykład. A jest w naszej najbliższej okolicy tyle miejsc, na pozór pospolicie wyglądających, ale kryjących w sobie wielkie i małe historie. Trzeba tylko umieć je dostrzec.

Ciekawość to pierwszy stopień do bycia mądrzejszym. Rozbudzaniu potrzeby aktywnego poznawania otoczenia służą nasze czarnowieckie społeczne przedsięwzięcia. Od wielu lat Marek Karczewski wyciąga ludzi na jesienne spacery, pokazując jakieś leje po bombach, opuszczone gospodarstwa, niezidentyfikowane pojazdy wojskowe, czy ukryte w jakimś mrocznym ostępie zbiegające się granice trzech wsi, oznaczone niedostrzegalnym z drogi reperem. Gra wiejska ma z kolei zachęcić mieszkańców i gości do samodzielnego aktywnego poznawania okolicy. Ubranie tego poznawania w szaty gry ma na celu uatrakcyjnienie tej czynności. Tak to już jest. Weźmy za przykład gry komputerowe. Komu chciałoby się chodzić po tych fantastycznych sceneriach, gdyby po drodze nie można było nazbierać jakichś supermocy czy dodatkowych „żyć”. W Czarnowcu można w czasie gry, w realu, nazbierać punktów, które potem przekładają się na atrakcyjne nagrody.

W tym roku nagrody za pierwsze miejsce zdobyła drużyna Sierhija Pałamarczuka. Tu trzeba zaznaczyć, że kapitan, którego pierwszy ojczystym językiem jest ukraiński, bardzo dzielnie mierzył się z polskim nazewnictwem roślin, a nawet z polską ortografią.

Drugie miejsce zajęła drużyna Klaudii Czeleń. Tu należy docenić z jakim przejęciem i uwagą ekipa ta studiowała regulamin przed wyruszeniem w trasę. Słusznie! Pierwszym krokiem do sukcesu w grze jest dokładne poznanie jej zasad.

Warto też podkreślić bardzo wyrównany wysoki poziom tegorocznej gry. Obie drużyny prawidłowo namierzyły wszystkie punkty kontrolne. Obie drużyny zwróciły karty zadań z osiemnastoma prawidłowo rozwiązanymi zadaniami na 21 możliwych. O miejscu na podium przesądziła tylko (i aż) kolejność dotarcia do mety.

Jacek Pawłowski


Od sołtysa (uczestnika poza konkursem) – próba sił dnia 16 sierpnia 2024 r.

Dziś (piątek), bez wcześniejszego zaglądania na mapę z zagadkami postanowiłem przemierzyć trasę i spróbować odpowiedzieć na pytania. Trochę poszedłem na łatwiznę i pojechałem rowerem – wiem, że na liście wyników dostałbym za to DNF ale wybrałem taki środek transportu tylko z powodu braku czasu.
Na dole zamieszczam fotograficzną relację z miejsc (zagadek) i trasę ze Stravy, którą przebyłem aby dotrzeć do wszystkich punktów.


Wydawać by się mogło, że odpowiedzi każdy powinien znać, bo pytania są bardzo proste…
Ja przeczytałem prawie każdą zagadkę raz, niektóre dwa razy. W przypadku zbyt nieuważnego zapoznania się z treścią zagadki można rzeczywiście niewłaściwie odpowiedzieć.
Nie miałem ze sobą kartki z kratkami na odpowiedzi i starałem się zapamiętać odpowiedzi.
Oto one (bez zaglądania do googla :))
Jestem ciekaw Panie Jacku, na ile pytań odpowiedziałem prawidłowo.
Odpowiedzi wpisuję jako podpis poszczególnych zdjęć.

Pan Jacek Pawłowski w Biurze Zawodów – autor trasy Drugiego „Czaru Czarnowca”, regulaminu, zagadek, sędzia główny…

Z tego miejsca kieruję podziękowania dla Pana Jacka za perfekcyjne przygotowanie gry.
Marek Karczewski

O Czarnowieckim Festynie Wiejskim pisaliśmy tu ->

ZAPRASZAMY NA TRZECIĄ EDYCJĘ – JUŻ W 2025 ROKU.




Konsultacje i zebranie wiejskie (Fundusz Sołecki 2025)

Konsultacje wiejskie w sprawie wydatkowania środków finansowych z Funduszu Sołeckiego na 2025 rok.

Gdy zastanawiamy się, czy wprowadzenie w 2009 roku funduszu sołeckiego, gwarantującego mieszkańcom sołectw wiążący wpływ na budżet gmin, zmieniło coś w funkcjonowaniu gmin i sołectw, myślimy o tym, jak było wcześniej. Przez lata sołectwa funkcjonowały, otrzymując środki z budżetu gminy na swoje działania, ale w wielu miejscach ciężar i koszty organizacji życia w sołectwie opierały się na samych mieszkańcach, a ich potrzeby często pozostawały niezauważone…
Czy wprowadzenie funduszu sołeckiego spowodowało, że jest lepiej? Czy już po latach doświadczeń z funduszem można powiedzieć, że fundusz się sprawdził?
Każde sołectwo i gmina są inne, jednak sam fakt, że potrzeby sołectw są lepiej słyszalne, a mieszkańcy pewniejsi siebie i bardziej świadomi swoich praw jest dużym sukcesem…
Z pewnością fundusz sołecki nie rozwiąże wszystkich problemów sołectwa, ale jest szansą dla każdego z sołectw, dobrym punktem wyjścia do wspólnej dyskusji i organizowania się wokół ważnych dla nas spraw. Naszym zdaniem fundusz sołecki to nie tylko pieniądze, które pozwalają zabrać się wreszcie za mniejsze lub większe sprawy. Przede wszystkim to demokratyczny proces podejmowania decyzji, w którym bezpośrednio uczestniczą mieszkańcy sołectwa, na równych prawach!
Szymon Osowski, Prezes Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich – wrzesień 2012

Co to jest fundusz sołecki?

Fundusz sołecki to pieniądze, które mają służyć poprawie warunków życia mieszkańców gminy. Jest wyodrębniany w budżecie gminy i przez cały czas pozostaje jego częścią. O przeznaczeniu funduszu sołeckiego decydują bezpośrednio mieszkańcy sołectw na zebraniach wiejskich. Za wykonanie funduszu sołeckiego, podobnie jak całego budżetu gminy, odpowiada wójt.

Ile pieniędzy przypada na sołectwo?

Fundusz sołecki wyodrębniony jest w budżecie gminy. Na każde sołectwo przypada konkretna kwota, obliczana według wzoru zawartego w art. 2 Ustawy. Jej wysokość zależy od tego, ilu mieszkańców liczy sołectwo oraz od dochodów gminy.

Na co wydać te pieniądze i kto o tym decyduje?

Decyzję o tym, na co zostanie przeznaczony fundusz sołecki, podejmują dorośli mieszkańcy sołectwa w trakcie zebrania wiejskiego. Decyzję mieszkańców, ujętą w formie wniosku o funduszu sołecki wraz z uchwałą zebrania wiejskiego, protokołem i listą obecności z zebrania, sołtys przekazuje wójtowi zgodnie z procedurą określoną w statucie sołectwa, w terminie nieprzekraczalnym do 30 września.

Aby wniosek był poprawny, musi zawierać:
• wskazanie przedsięwzięć do realizacji na terenie sołectwa w ramach funduszu;
• kalkulację kosztów realizacji przedsięwzięć;
• uzasadnienie, w którym wskazane jest, w jaki sposób realizacja przedsięwzięć finansowanych z funduszu przyczyni się do poprawy warunków życia mieszkańców sołectwa.

Wieś Czarnowiec włącza mieszkańców w proces decyzyjny dot. wykorzystania funduszu sołeckiego na 2025 rok.
Gmina Rzekuń przydzieliła nam na przedsięwzięcia kwotę 34 848, 87 zł

Przypominamy, że do 30 sierpnia 2024 r. trwają Konsultacje Wiejskie w sprawie zagospodarowania powyższej kwoty.

Ankietę z Państwa pomysłami można wypełniać elektronicznej na naszej stronie www.
Link do formularza zamieszczamy poniżej:

Ankieta jest anonimowa, a wypełnienie jej zajmuje nie więcej niż dwie minuty.
Pytania dotyczą Państwa pomysłów na przedsięwzięcia i wydatkowanie przyszłorocznego funduszu sołeckiego.
Można również pisać lub dzwonić:
– wiesczarnowiec@gmail.com,
– 533 613 913,
– sms,
– msg,
– osobiście do sołtysa.

Konsultujmy wspólnie, a potem wspólnie działajmy!
Fundusz sołecki jest budżetem partycypacyjnym – więc nas wszystkich.

Stan wiejskiego funduszu znajduje się zawsze tu: ->

Sołtys/Rada Sołecka

UWAGA!
Z przedstawionych przez Państwa propozycji Sołtys wraz z Radą Sołecką na zebraniu (30.08.2024) poprzedzającym Zebranie Wiejskie (6.09.2024) zdecydują o ostatecznym wyborze przedsięwzięć.


ZEBRANIE WIEJSKIE

LISTA PAŃSTWA PROPOZYCJI – aktualizowana na bieżąco (27.08.2024)

Twoja propozycja (A), Uzasadnienie (B), Czego brakuje w Czarnowcu? (C)
1.
A – Stadion lekkoatletyczny
B – Rozwój kultury fizycznej
C – ogniska i zabawy wiejskiej
2.
A – Przydałaby się fajny plac zabaw
B – Na świetlicy jest plac, ale słabo wyposażony, tymbardziej dla dzieci od 6 lat.
C – Plac zabaw
3.
A – Uzupełnienie oświetlenia na terenie drogi Rzekuń – Czarnowiec. W szczególności w rejonie przystanków autobusowych. Oświetlone przejście dla pieszych w rejonie pumptracka oraz ulicy Kasztanowej.
B – Poprawa bezpieczeństwa mieszkańców sołectwa Czarnowiec oraz osób przyjezdnych.
C – Brak lamp oświetleniowych w głównych ciągach komunikacyjnych dróg powiatowych i koszy na śmieci na przystankach autobusowych. Brak ścieżki rowerowych w szczególności na trasie Rzekuń – Czarnowiec. Brak przejścia dla pieszych w rejonie pumptracka. Brak ograniczenia prędkości do 50 km/h. Brak zajęć dodatkowych dla dzieci z terenu sołectwa Czarnowiec.
4.
A – Plac zabaw na ulicy Leszczynowej
B – Brakuje nam miejsca na zabawę z dziećmi
C – Koncertów i ognisk
5.
A – Doświetlenie ulicy Działkowej od ul Goworowskiej do istniejących latarni.
B – Coraz więcej osób korzysta z komunikacji miejskiej dojeżdżając do Czarnowa (osiedle działkowe). Fragment pomiędzy przystankiem a osiedlem nie posiada oświetlenia..
C – Światłowodu
6.
A – Pomieszczenie gospodarcze przy świetlicy
B – Sołectwo, KGW, Klub seniora, może kiedyś inne stowarzyszenia, dokupują wszelkiego rodzaju wyposażenie, wielokrotnie „gabarytowe”, których nie ma gdzie przechowywać. Zalega wszystko w korytarzach, szatni, łazienkach.
C – Dużego koncertu, boisk do siatkówki plażowej, dróg asfaltowych (Świerkowa, Cisowa, Baśniowa, Wierzbowa).




Każdy może dziś zagrać w dogrywce najlepszych [KWIZ!]

Nic nie może się zmarnować. W grze wiejskiej Drugi Czar Czarnowca byliśmy przygotowani na dogrywkę.

Zakładaliśmy, że część drużyn może zająć miejsca ex aequo. Ale zwycięzca musiał być jeden. Na wypadek gdyby po ukończeniu trasy więcej niż jedna drużyna/jeden uczestnik zdobyli największą liczbę punktów, regulamin przewidywał kwiz wiedzy ogólnej, o tematyce związanej z przebytą trasą.

Na szczęście wyniki dwóch drużyn, które stanęły na podium, różniły się. Zaledwie o jeden punkt, ale się różniły. O mało więc nie doszło do dogrywki. Ale nie doszło.

Zostaliśmy więc z tą niewykorzystaną dogrywką jak Himilsbach z angielskim. Szkoda, żeby się zmarnowała. Każdy więc może rozwiązać sobie kwiz wiedzy ogólnej, ale czasami bardzo lokalnej. Pod tym względem nasz kwiz jest lepszy niż tzw. „quizy” zamieszczane na wiodących portach w polskim internecie. Jest związany z Czarnowcem i okolicami.

KLIKNIJ TU I ROZWIĄŻ KWIZ




Czarnowiecki Festyn Wiejski 2024 przeszedł do historii

Czarnowiecki Festyn Wiejski 2024 przeszedł do historii

W sobotę 3. sierpnia 2024 r. od godziny czternastej mieszkańcy Czarnowca oraz okolicznych miejscowości bawili się na placu przy świetlicy wiejskiej.
Atrakcje dla uczestników przygotowali Sołtys, Rada Sołecka i KGW Czarna Owca w Czarnowcu.
Było sporo atrakcji. Były obowiązkowe dmuchańce, stoiska Koła Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu oraz „Kipi w Ogrodzie” z Czarnowca.

Po oficjalnym rozpoczęciu festynu, w którym zabrali głos: Starosta Ostrołęcki Piotr Liżewski, Wójt gminy Rzekuń Bartosz Podolak, Radna gminna Wiesława Milewska i Sołtys Czarnowca Marek Karczewski, odbyła się krótka uroczystość patriotyczna polegająca na symbolicznej odsłonie tablicy pamięci.
Po krótkich przemówieniach rozpoczęła się gra wiejska Drugi „Czar Czarnowca” dla dzieci i dorosłych.
Kto chciał, mógł się przejechać meleksem, przejechać bryczką, pograć w planszówki czy wziąć udział w różnych konkursach sprawnościowych.
Zgromadzonym na placu wiejskim zagrała „Kapela Od Kurpsi” z Dylewa, w składzie: Marek Przetakiewicz, Henryk Orzoł, Edward Bieńkowski.
Było też ognisko i zabawa, którą poprowadził „DJ Krys”.

Relacje zdjęciowe i wideo można znaleźć tu: ->

Przeciąganie liny

Drużyny dziecięce walczyły w czteroosobowych zespołach, systemem „każdy z każdym” – zwyciężyli najlepsi.

Wbijanie gwoździ

Do rywalizacji zgłosiły się drużyny dorosłych oraz drużyny dzieci.
Wśród dzieci wygrała drużyna Stefana, druga była drużyna Alicji.
Dorośli walczyli systemem pucharowym. Do finału weszły: drużyna Kamila i drużyna Przemka. O miejsce trzecie walczyły: drużyna Małgosi i drużyna Basi.
Najlepsi we wbijaniu gwoździ to:
1m drużyna Kamila
2m drużyna Przemka
3m drużyna Basi

Rzut oponą

Największe emocje i najbardziej zacięta rywalizacja były podczas rzutu oponą na odległość. Do tej konkurencji zgłosili się zarówno dorośli oraz dzieci. Choć dla dzieci nie jest to zbyt łatwa konkurencja, to jednak poradziły sobie znakomicie.
Wśród najmłodszych najdalej rzucali:
1m Szymon Mierzejewski – 2,26 m
2m Filip Smoderek – 1,36 m
3m Aleksander Kośnik – 1,16 m
Wyniki najlepszych kobiet:
1m Sylwia Miler – 3,31 m
2m Aneta Nosek – 3,53 m
3m Iwona Waszczak – 3,00 m
Wyniki mężczyzn:
1m Bogdan Antośkiewicz – 6,30 m
2m Paweł Cygański – 6,00 m
3m Mateusz Paszczyk – 5,85 m

Konkurs plastyczny

W konkursie pod nazwą „nasz Czarnowiec” wzięły udział dzieci.
Rysunki zostaną zapamiętane i jeszcze nie raz użyte do promocji Czarnowca – niektóre z nich pokazują piękno Czarnowca, okiem dziecka.
Pełna galeria prac znajduje się tu ->

Podczas festynu sołtys nagrodził również najlepszych rowerzystów z czerwcowej rywalizacji „Aktywne Miasta” oraz najlepszych kolarskich kibiców z Czarnowca

Rowerzystami, którzy wykręcili najwięcej kilometrów dla Czarnowca/Rzekunia/Ostrołęki byli:
OPEN:
Zbigniew Kobrzeniecki (M)
Maria Kobrzeniecka (K)
MIESZKAŃCY CZARNOWCA:
Bogdan Antośkiewicz (M)
Jolanta Michniewicz (K)
DO 15 LAT:
Wiktor Michniewicz
Odsyłamy do szczegółowych wyników rywalizacji – >

Najlepszymi kibicami kolarstwa zostali wybrani Aleksander i Antoni Ziębowie.

Festyn uświetniły – (pojawią się kolejne relacje)

Gra Wiejska, Drugi „Czar Czarnowca” – Pan Jacek Pawłowski z Czarnowca, ->
Stoisko „Kipi w ogrodzie” – Pani Magdalena Jabłońska z Czarnowca, ->
Wycieczki meleksem – Pan Radosław Sikora z Czarnowca, ->
Przejażdżki bryczką – Pan Wojciech Zwierzyński z Czarnowca ->
Symboliczne odsłonięcie pamiątkowej tablicy ->

Festyn z nieskończoną ilością nagród

Nagrody ufundowali (alfabetycznie):
Dach-Met Czarnowiec
Gmina Rzekuń
Powiat Ostrołęcki
Sadowniczy.pl
Sołtys Czarnowca
Oraz ze środków Funduszu Sołeckiego 2024

Podziękowania

Z tego miejsca dziękujemy serdecznie wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie festynu. Mieszkańcom Czarnowca, Rzekunia, członkom KGW Czarna Owca w Czarnowcu i wolontariuszom. Dziękujemy sponsorom za zaufanie i kolejne wspieranie naszych społecznych działań.

Szczególne podziękowania kierujemy do „roboczej ekipy” podczas festynu (alfabetycznie):
Bożena Dmochowska, Małgorzata Karczewska, Teresa Łępicka, Jolanta Michniewicz, Sylwester Michniewicz, Paulina Mierzejewska, Piotr Mierzejewski, Barbara Nicewicz, Krzysztof Nicewicz, Andrzej Paszczyk, Beata Paszczyk, Mateusz Paszczyk, Jacek Pawłowski, Iwona Piersa, Marcin Piersa, Ewelina Rykowska, Przemysław Rykowski, Marzena Siekierska, Paweł Siekierski, Norbert Siemiątkowski, Kamil Szczubełek, Iwona Waszczak.

Dziękujemy zaangażowanym członkom KGW Czarna Owca w Czarnowcu i Rady Sołeckiej , którzy wcześniej (przed festynem) pracowali na rzecz naszej wspólnej imprezy – aby wszystko przebiegło bez zakłóceń.
Dziękujemy dyrekcji Biblioteki w Rzekuniu i pracownikom Zakładu Obsługi Gminy za wypożyczenie i dostarczenie sceny.
Dziękujemy wszystkim gościom za liczny udział oraz mieszkańcom Czarnowca za skorzystanie z zaproszenia.

Pozdrawiamy serdecznie – EKIPA ORGANIZATORÓW

Sponsorami wydarzenia byli (alfabetycznie):

Best-Office Ostrołęka – Jarosław Jakubiak,
Dach-Met Czarnowiec – Emil i Alana Bednarczykowie,
Gmina Rzekuń – Bartosz Podolak,
Granit_Ost Czarnowiec – Grzegorz i Przemysław Rykowscy,
Granity Piasta Czarnowiec – Bogdan Piasta,
MM Marzewski Czarnowiec – bracia Marzewscy,
MŻW w Ostrołęce – Jacek Karczewski,
Powiat Ostrołęcki – Piotr Liżewski,
Sadowniczy.pl – Bożena Dmochowska,
Radosław Sikora – Czarnowiec,
Sołtys Czarnowca – Marek Karczewski,
Wojciech Zwierzyński – Czarnowiec,
Oraz ze środków Funduszu Sołeckiego 2024 sołectwa Czarnowiec.

ZDJĘCIA

Marek Karczewski




Czarnowiecki Festyn Wiejski (zdjęcia)

Czarnowiecki Festyn Wiejski (zdjęcia)

Dziś prezentujemy wyłącznie zbiór galerii zdjęć z naszego wiejskiego wydarzenia, które odbyło się w sobotę 3 sierpnia 2024 r.
Niebawem pojawią się szersze relacje, wyniki, wideo z konkursów przeprowadzonych podczas festynu.

Udostępniajcie…
każdy kto chciałby udostępnić swoją galerię może ją przesłać na adres: wiesczarnowiec@gmail.com

Marek Karczewski




Mapa elektroniczna do gry Drugi „Czar Czarnowca”

Drodzy Uczestnicy. Kliknijcie poniższy link na swoich smartfonach. W zależności od ustawień Waszego sprzętu, otworzy Wam się w przeglądarce, albo w aplikacji.

Powodzenia na trasie!



Jacek Pawłowski




Jaki człowiek może dopuścić się tak parszywego czynu?

Jaki człowiek może dopuścić się tak parszywego czynu?

Mienie państwowe, mienie wiejskie, mienie prywatne to wszystko jest naszą wspólną własnością!

W ubiegłym roku na jubileusz 610-lecia istnienia Czarnowca – mieszkańcy Czarnowca zasponsorowali dziesięć tablic (zdjęć wielkoformatowych).
Zostały wywieszone na ogrodzeniu Świetlicy Wiejskiej parę dni po obchodach naszego święta.
Wykonano je na wydawać by się mogło trwałym materiale, który ma wytrzymać wiele lat pomimo działań atmosferycznych – słońca, deszczu, mrozu i innych niesprzyjających czynników.
Nie przewidziano jednak, że „zwykły”, zły człowiek może je zniszczyć scyzorykiem, gwoździem lub innym ostrym przedmiotem.

Komu może zależeć na niszczeniu wspólnego mienia lub komu mogą przeszkadzać zdjęcia starego Czarnowca?

Obserwujemy uważnie – przeglądając monitoringi.

Dziś (1.08.2024) przed godziną „W”, gdy wieszałem wizerunek Ludwiki Wyszomirskiej – sanitariuszki, w osiemdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego chciało mi się płakać, że jest taki podły człowiek, który nie wiadomo z jakiego powodu niszczy zdjęcia historyczne.

Sprawę jutro zgłaszam na Policję.

Oto przykładowe zdjęcia dewastacji tablic ze starą fotografią. Zdjęcia nie oddają skali zniszczeń. Tablice ze zdjęciami są przecięte ostrym narzędziem i za moment zaczną się rozdzielać pod działaniem warunków atmosferycznych.

Dziś powiesiłem dodatkowe zdjęcie z czarnowiecką sanitariuszką.

Zdjęcia wielkoformatowe o wymiarach 80 cm x 120 cm kosztują w granicach 160-230 zł, w zależności od producenta.

Sołtys




80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

80. rocznica wybuchu powstania warszawskiego

Plakat wzywający do powstania – IPN

Na mocy rozkazu dowódcy Armii Krajowej, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” powstanie warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 r. o 17.00, tzw. godzinie „W”. Miało na celu wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej. Armia Krajowa i władze Polskiego Państwa Podziemnego zamierzały ujawnić się i wystąpić wobec Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (utworzonego w Lublinie i zależnego od woli Stalina) w roli gospodarza (jako jedyna legalna władza niepodległej Rzeczypospolitej). Powstanie, planowane na kilka dni, upadło 3 października po 63 dniach walki. W jego wyniku zginęło od 16 tys. do 18 tys. żołnierzy AK i od 150 tys. do 180 tys. cywilów. Po kapitulacji Warszawa została doszczętnie zniszczona przez Niemców.
(IPN)

„…Często się mawia – i nie bez racji – że historycy powinni zachowywać emocjonalny dystans wobec tego, o czym piszą. Ale jest też prawdą, że historycy, którzy zachowują całkowity dystans i trzymają się z dala od opisywanych zdarzeń, są narażeni na niebezpieczeństwo braku świadomości moralnych dylematów i emocjonalnych cierpień innych ludzi. A takiego konfliktu jakim było Powstanie Warszawskie, nie da się w pełni opisać wyłącznie w kategoriach akcji wojskowych i politycznych manewrów. Empatia i wyobraźnia są równie konieczne jak wyważone sądy…”

Norman Davies

To także nasza historia, historia naszej wioski i naszej gminy!
Dziś prezentujemy indeks powstańców z gminy Rzekuń, którzy walczyli w ogarniętej wojną Warszawie, pod ciągłym ostrzałem Niemców. Mamy wielką nadzieję, że w przyszłości szerzej będziemy mogli opisać prezentowane osoby. Może dowiemy się także o innych rzekuńskich powstańcach warszawskich?


Czajkowski Bohdan – Zabiele?

Czajkowski Bohdan „Jamnik” Zabiele? (24.06.1924-Zabiele – 25.09.1977-Warszawa), rodzice Ludwik, Julia. Starszy strzelec.
Oddział: II Obwód „Żywiciel” (Żoliborz) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Żniwiarz” – pluton 230

Przypinka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Żniwiarz”. fot. wikipedia


Falkowska Zofia z Rośniańskich – Piotrówka

Falkowska Zofia z Rośniańskich, „Zośka”, Piotrówka/Teodorowo (1910-1997), rodzice Piotr, Eugenia z Kowalskich. Łączniczka.
Brak opisów szlaku powstańczego.



Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce – później Teodorowie -1987 r.
Falkowska Zofia z Rośniańskich, na schodach dworu w Piotrówce - później Teodorowie
Piotrówka, 1987 r. Zofia Falkowska z Rośniańskich. fot. Norbert Zgliński

Właściciel i jego adres:
Zofia Falkowska, Teodorowo 26, gmina Rzekuń, województwo ostrołęckie.

Opis pochodzi z karty ewidencji zabytków założonej przez mgr inż. Sławomira Pawlika w dniu 1992.06.02
Ośrodek dokumentacji zabytków w Warszawie – karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa.
Drewniany dworek wybudowany został w latach 1905-1907 przez generała Piotra Rośniańskiego na terenie posesji, którą generał nabył od Franz*a Fischera za sumę 15000 rubli w 1897 roku. Generał Rośniański był dowódcą stacjonującego w Wojciechowicach 22. Niżogorskiego Pułku Piechoty.
Równocześnie z pracami przy budowie dworku prowadzone były roboty przy zagospodarowaniu przestrzennym posesji. Wykopano staw, usypano wał ziemny wzdłuż południowej granicy posiadłości, zasadzono sosny i drzewa liściaste. W ten sposób zachodnia część posiadłości (wokół dworku) została urządzona w formie parku.
Na krótko przed wybuchem I wojny światowej, emerytowany już generał Rośniański zmarł. Po wybuchu I wojny światowej wdowa po generale Rośniańskim Eugenia (z domu Kowalska) została wraz z czteroletnią córką Zofią ewakuowana do Połtawy. Po wybuchu rewolucji w Rosji wyjechały do Bułgarii by powrótcić do Polski w 1927 roku.
W dworku mieszkali oficerowie 5-go Pułku Ułanów Zasławskich. W tym samym roku p.Rośmiańskie odzyskały z powrotem swą posiadłość wraz z dworkiem. W 1934 roku Zofia Rośniańska wyszła za mąż za Mieczysława Falkowskiego, rotmistrza 5-go Pułku Ułanów i opuściła swą rodzinną posiadłość, Dwór pozostał pod opieką matki, Eugenii Rośniańskiej. W czasie II wojny światowej w dworku mieściła się strażnica niemiecka, a poprzez północną część parku przebiegała granica niemiecko-radziecka (do 1941 r.). W 1945 roku Zofia i Mieczysław Falkowscy powrócili do Teodorowa. Dworek był zdewastowany. Brak było okien, drzwi, podłóg, częściowo zerwany był dach. W miarę możliwóści uzupełniano ubytki. W 1970 r. pokrycie dachowe z papy zmieniono na pokrycie z blachy,

Rodzice Zofii
Zofia Rośniańska z rodziną

Grobowiec rodziny Falkowskich, fot: Marek Karczewski

Grobowiec rodziny Falkowskich na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce
– Zofia Falkowska (1910-1997),
– Mieczysław Falkowski (1898-1981),
– Zbigniew Falkowski (30.04.1935-18.041997). Urodził się w Chełmie Lubelskim, syn Mieczysława i Zofii z Rośniańskich. Magister historii. Jako robotnik pracował w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, w latach 1957-1998 zajmował się dziennikarstwem
i pisarstwem, pracował w różnych redakcjach, opublikował w pismach ogólnopolskich. Spoczywa w grobie rodzinnym z ojcem rotmistrzem Mieczysławem (1898—1981) — oficerem Kedywu Armii
Krajowej, ps. „Marek”, nauczycielem i matką Zofią z Rośniańskich
(1910—1997) — nauczycielką, łączniczką Armii Krajowej, ps. „Zośka”.
– Witold Falkowski (1941-2017)


Kafarski Antoni – Rzekuń

Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Bartkiewicz”. fot. specarms.pl

Zgrupowanie Bartkiewicz było oddziałem Armii Krajowej walczącym w okresie powstania warszawskiego od 5 sierpnia do 3 października 1944. Zgrupowanie zostało zorganizowane 5 sierpnia 1944 z plutonów osłonowych dowódcy Obwodu I Śródmieście płk. Franciszka Pfeiffera „Radwana”, 100 kompanii sztabowej obwodu, oddziału NSZ, oddziału KPN oraz żołnierzy 101 kompanii WSOP, żołnierzy z innych oddziałów oraz ochotników. Zgrupowanie operowało w rejonie pomiędzy ulicami Świętokrzyską – Mazowiecką – Placem Małachowskiego – Kredytową – Królewską – Marszałkowską.

Kafarski Antoni „Tolek”, (04.12.1912-Rzekuń – 12.09.1985-Warszawa), rodzice Antoni, Sabina. Strzelec – kapral.
Oddział: I Obwód „Radwan” (Śródmieście) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – zgrupowanie „Bartkiewicz” – 1. kompania (dawny pluton 1114) – I pluton „Leszczyny” (Zygmunt Leszcz), ochotnik.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ. W dniu 4 sierpnia 1944 r. zaalarmował stacjonującą przy ul. Kredytowej 1. kompanię „Andrzeja Prawdzica” (Kazimierz Czyż) o ataku Ukraińców i Niemców na dom nr 25, sprowadził pomoc, wziął udział w rozpoznaniu i w walce podczas podpalania domów ul. Królewskiej. Zaprzysiężony, jako żołnierz AK 8 sierpnia 1944 r. z przydziałem do I plutonu 1. kompanii. Od tego dnia pełnił funkcję obserwatora na odcinku ul. Królewskiej (domy nr 25, 27, 29). Brał udział w zniszczeniu czołgu przez oddział „Roberta” (róg Marszałkowskiej i Królewskiej). Po wybuchu ,”goliata” w bramie domu nr 27 objął komendę nad I plutonem i odparł przy współudziale „Żarskiego” i reszty powstańców atak Ukraińców – za co został podany w ostatnim rozkazie do odznaczenia Krzyżem Walecznych, jednak na skutek kapitulacji ogłoszonej w następnym dniu, odznaczenia nie otrzymał.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka (5.10.1944-15.04.1945) – jeniec w Stalagu XI B w Fallingbostel, następnie w Stalagu VI J w Dorsten, gdzie pracował w aptece obozowej. Numer jeniecki: 140067. Lekko ranny w ramię.
Losy po wojnie: W okresie od 16 kwietnia do 31 lipca 1945 r. – po wyzwoleniu z niewoli przez Armie Sprzymierzone, sanitariusz w ambulatorium obozu wojskowego w Wittbeck, w oparciu o dowództwo DP w Celle organizował pomoc żywnościową dla więźniów obozu koncentracyjnego w Bergen Belsen. Od 1 sierpnia do 30 listopada 1945 r. organizował lecznictwo, mianowany przez dowództwo DP w Celle, p.o. naczelnego lekarza obozu wojskowego Unterluess koło Hannoveru. Od grudnia 1945 do czerwca 1946 uczęszczał na wykłady Wydziału Medycyny Uniwersytetu UNRRA w Monachium. Wrócił do Polski na początku czerwca 1946 roku. Zmarł 12.09.1985 r. w Warszawie.
Ojciec „Tolka”, również Antoni był w latach 1909-1914 nauczycielem w Szkole Gminnej w Rzekuniu, która powstała w 1893 roku.


Opęchowski Mieczysław – Dzbenin

Opęchowski Mieczysław „Błyskawica”/”Janusz”, (02.02.1925-Dzbenin – 14.05.2010-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Starszy strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – I batalion „Lecha Żelaznego” – 3. kompania – III pluton
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – jeniec Stalagu X B Sandbostel, od 13.11.1944 osadzony w obozie jenieckim Stalag XVIII C (Markt-Pongau). Nr jeniecki 222252
W 1995 roku w Muzeum Woli otwarto wystawę „Dar dla przyszłych pokoleń. Pamiątki z lat 1939-1944”, na której znalazła się powstańcza broń przekazana przez Mieczysława Opęchowskiego „Błyskawicę” Mieczysław Opęchowski razem z nieżyjącym bratem Janem przechowywali broń do 1991 roku, kiedy przekazali ją Zarządowi Zgrupowania „Chrobry II”. Stamtąd karabiny, pistolety i amunicja trafiły do Muzeum Woli ( łącznie 19 sztuk broni) „Tuż po kapitulacji powstania dostaliśmy rozkaz od dowódcy zgrupowania, żeby schować broń i wydobyć ją dopiero w wolnej Polsce” wspominał Mieczysław Opęchowski w 1995 r.
Pochowany: Warszawa, Cmentarz Północny (Wólka Węglowa) Kwatera: S-IX-1, rząd I, grób 14

2006 r. Opęchowski Mieczysław, Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego. Ulepszenie upscaleMedia, dostęp 28.07.2024
Naszywka, Powstanie Warszawskie Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. specarms.pl

Poniżej prezentujemy tekst wywiadu z Mieczysławem Opęchowskim, z 2006 r. opublikowany na stronie 1944.pl

Nazywam się Mieczysław Opęchowski, urodziłem się 2 lutego 1925 roku w Dzbeninie powiat Ostrołęka, pseudonim „Błyskawica”, stopień plutonowy, Zgrupowanie „Chrobry II”.
Co pan robił przed wybuchem wojny, przed 1939 rokiem? Gdzie pan mieszkał?
W Warszawie, Krakowskie Przedmieście 15/17.
Ale urodził się pan w powiecie Ostrołęka, to kiedy pan przyjechał do Warszawy?
Jeszcze przed wojną. Ojciec był nauczycielem w Ostrołęce, [gdy] zmarł, matka przeniosła się i zabrała mnie do Warszawy.
Który to był rok?
Ojciec zmarł w 1932 roku, a przenieśliśmy się do Warszawy chyba w 1937, 1936 roku, to już dokładnie trudno mi powiedzieć.
Tata był nauczycielem? W jakiej szkole?
W Ostrołęce.
Nie pamięta pan jaka to była szkoła?
Nie.
Jak się tata nazywał?
Konstanty Opęchowski. Mam zdjęcia ojca, był też wojskowym, był w Legionach.
Wtedy właśnie po śmierci taty, mama zdecydowała, żeby…
… do Warszawy przenieść się.
Miał pan rodzeństwo?
Miałem trzech braci i siostrę. Siostra zmarła w czasie okupacji.
Mieszkaliście państwo na Krakowskim Przedmieściu?
Potem Niemcy zabrali nasze mieszkanie i przenieśliśmy się na Śliską 40, mieszkania 41.
Jak pan zapamiętał wybuch wojny?
Rano, bardzo wcześnie, nalot samolotów i bombardowanie Warszawy. To było straszne.
Czy pan i pana rodzeństwo braliście udział w obronie Warszawy w 1939 roku?
Nie, nie braliśmy udziału w obronie, bo pułkownik Umiastowski wtedy wszystkich [wezwał i] ogłosili żeby wszyscy młodzi ludzie wychodzili z Warszawy i szli na wschód.
Pan razem z braćmi…?
Nie, ja zostałem w Warszawie, bo byłem małym dzieckiem. Bracia starsi wyszli, później wrócili po zakończeniu wojny, to znaczy po zajęciu Warszawy przez Niemców.
Pamięta pan jak Niemcy wkroczyli do Warszawy?
Trudno mi powiedzieć w tej chwili, po prostu butni byli, maszerowali, stukot butów, ale unikaliśmy ich…
Jak wspomina pan lata okupacji?
Strasznie, bo wszystko było zbombardowane, wszystko ograniczone, łapanki na ulicach od razu, rozstrzeliwania na ulicach, jak okupacja hitlerowska.
Wcześniej mówił pan, że musiał pan się przeprowadzić razem z mamą i z rodzeństwem. Przyszli Niemcy i powiedzieli, że to mieszkanie jest dla nich?
Zabrali to mieszkanie dla jakiegoś Niemca, lub jakiegoś folksdojcza, nie wiem. To było przy Pałacu Potockich, oficyna Pałacu Potockich. Od razu wynosić się i powiedzieli: „Macie tam na Śliskiej jakieś mieszkania”. Bo zmniejszyli getto, Żydów ścieśnili i na to miejsce dawali mieszkania tym, co zabierali im Niemcy, lub jakiś folksdojcz zabrał. Dostaliśmy na Śliskiej dwa pokoje z kuchnią i tam do Powstania [mieszkaliśmy], w Powstanie zostało zburzone, zbombardowane.
Z czego się utrzymywała pana rodzina w czasie okupacji?
Troszkę z handlu różnego rodzaju.
Czy jeździło się gdzieś poza Warszawę po mięso?
Po mięso już później, w późniejszym czasie, od 1942 roku, jak wyjeżdżaliśmy w teren, na działania, to się zawsze coś przywiozło, kawałek mięsa, czy zboża, czy mąki, tak że było dość ciężko.
Pana siostra umarła? Czy to była śmierć naturalna?
Śmierć naturalna. Siostra zmarła w czasie okupacji w 1940 roku. Wyszła za mąż w Dzbeninie, tam została, męża Niemcy zabrali do obozu, a ona sama tam pracowała na gospodarstwie, które po mężu miała i wykończyła się.
Jak miała na imię?
Janina.
Czy w czasie okupacji przystąpił pan do konspiracji?
Od lutego 1942 roku do Polski Niepodległej.
Czy ktoś z rodzeństwa czy z pana kolegów panu zaproponował?
Raczej z rodzeństwa. Dowódcą całego zgrupowania, całej organizacji Polska Niepodległa, był „Grom” Sannicki. Natomiast rozkazy dostawaliśmy przez kapitana „Leszcza”, on był naszym dowódcą, któremu podlegaliśmy, a bezpośrednio podlegał pod komendanta Sannickiego.
To był pan i pana bracia?
Jeden brat Janek był, co teraz nie żyje i byli inni koledzy.
Pamięta pan tych kolegów?
Z nazwisk, pseudonimów. Był tam Wacław Kraska, Morozek Władysław.
Składał pan przysięgę?
Przysięgę tak, mam legitymację. 2 lutego 1942 roku zostałem zaprzysiężony.
Był pan sam czy z kolegami?
Nie, byli jeszcze inni. W lokalu przyszedł dowódca i odbierał przysięgę. Każdy z nas składał przysięgę i później już byliśmy wcielani do konkretnych plutonów, czy do konkretnych zadań. Byłem przydzielony do plutonu dywersji, który miał działania wyjazdowe na tereny przyłączone do Rzeszy: Ostrołęka, Przasnysz, Maków, Myszyniec i tereny Warszawy.
Pan razem z bratem?
Razem z bratem Jankiem.
Może ze względu na to , że znał pan tamte rejony?
Znałem i brat znał. Byliśmy troszeczkę bardziej obeznani z tymi terenami niż [osoby] z innych terenów.
Jak odbywały się akcje? Jak przychodził rozkaz?
Rozkaz, bez rozkazu nic nie wolno było.
Ale jak to było? Przychodził jakiś łącznik?
Najczęściej dostawaliśmy rozkazy bezpośrednio od kapitana „Leszcza”, który miał te rozkazy z góry i wtedy się wykonywało.
A jakie to były zadania?
Pani wybaczy. Były różne, nie będę się chwalił, żadnym bohaterem nie jestem. Jak trzeba było gdzieś jakąś akcję…, to się wykonywało.
Ale tu nie chodzi o chwalenie się, tu chodzi o przekazanie historii.
Co mogła dywersja robić? Dywersja to były różne zadania, to były zadania po prostu jakieś nawet propagandowe, żeby Polacy wiedzieli, że działa jakaś armia, że jest partyzantka, żeby nie byli tacy przygnębieni. Były jakieś zasadzki, czasem na Niemców, czasem Niemcy na nas. Nie chwalę się, że kogoś zabiłem, bo wie pani jak to jest, żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi.
Pod [Ostrołęką, stacją PKP], na tamtych terenach, wysadziliśmy jeden pociąg w 1943 roku, w ten sposób, że na stacji Goworowo dyżurny ruchu zatrzymał jeden pociąg, nie przepuścił. Te, co na Ostrołękę szły, jednotorowe były i jak miał wyjechać pociąg z terenów Rzeszy, to wtedy dyżurny puścił ten pociąg, maszynista po jakimś czasie wyskoczył z polskiego pociągu i pociągi się zderzyły.
Rozumiem, że ci kolejarze też należeli do konspiracji?
Tak, [możliwe, że byli w konspiracji], oni nam pomagali. Przez granicę przejeżdżaliśmy nieraz w wagonach bagażowych. Oczywiście zawsze dostawali parę złotych za to.
Po przejechaniu granicy na teren Rzeszy, nie dojeżdżając do stacji [Ostrołęka], maszynista przyhamowywał trochę, wyskakiwaliśmy w biegu z pociągu i do lasu. Potem przemarsz przez Narew. [Przepływaliśmy, bo most na Narwi był strzeżony przez Niemców].
Panowie wsiadali w Warszawie?
W Warszawie.
Było uzgodnione z maszynistą, ale jechaliście już z bronią, czy odbieraliście ją na miejscu?
Pierwszą broń to mieliśmy tu, stąd z Warszawy, a później już w Goworowie.
Stacja Goworowo, to była wioska [Żabin], tam mieliśmy panią Śpiewakową, u niej mieliśmy placówkę, metę, to była wdowa, ale bardzo odważna kobieta, pomagała nam, [zawiadamiała, informowała] nas, opowiadała gdzie, co się dzieje i później wykonywaliśmy zadania, które były nam zlecone.
Jakie były jeszcze inne zadania oprócz wysadzania pociągów?
Czasem odbicie kogoś z aresztu.
Skąd, z jakiego aresztu?
Z Rzekunia na przykład, matkę naszego kolegi z drużyny Tadeusza Krupy.
W Rzekuniu był areszt na plebanii, z plebanii odbijaliśmy jego matkę. Jeszcze były różne, ale już nie mogę, naprawdę trudno coś spamiętać to jest raz, a drugie nie ma co wspominać.
To są bardzo ważne rzeczy, ważne informacje, walka z okupantem. Czy pana mama wiedziała o tym co pan robi z bratem?
Nie, ani ja, ani brat, nie tłumaczyliśmy mamie, nie wiedziała nic, absolutnie.
Ale takie wyjścia z domu trwały kilka dni…
Mówiliśmy, że jedziemy na wieś za jakąś żywnością, czy coś takiego. Takie tłumaczenie było. Nawet jak do Powstania szliśmy, to też powiedzieliśmy, że tylko na trzy dni idziemy.
Pan powiedział, że miał pan trzech braci?
Trzech.
Trzech, a dwóch pozostałych brało udział w konspiracji czy nie?
Chyba tak, bo ten najstarszy był u „Radosława”, w Powstaniu był ranny, Czesław „Mściciel”. Janek „Jastrząb” był w jednym zgrupowaniu ze mną, tylko w innej kompanii, w kompanii kapitana „Kosa”.
A trzeci brat?
Trzeci to był małolat, on miał dwanaście lat, gazety w czasie Powstania roznosił, wiadomości. Jest tam gdzieś na zdjęciach.
Jak on ma na imię?
Stanisław.
To pan nawet nie wiedział, że ten starszy brat, który później był u „Radosława”, że on w konspiracji działał?
Nie, nie wiedziałem nic. Tylko wiedziałem z Jankiem… Najstarszy [brat] mieszkał na Żelaznej, my mieszkaliśmy gdzie indziej, na Śliskiej, to on już należał do innej organizacji.
Po akcji zostawiali państwo broń u pani …?
Śpiewakowej [w Żabinie].
U pani Śpiewakowej, tam później była zostawiana broń, a wracali panowie jako…
Tak, jako handlarze po prostu, z żywnością jakąś.
Czy zawsze wszyscy wracali, czy było tak, że niestety, któryś z kolegów zginął lub został ranny?
Zginął Franek Kruszewski, rozstrzelany w [Rybienku]. Z pociągu Niemcy wyciągnęli wszystkich, wtedy sam wracał, my zostaliśmy a on wracał do Warszawy, odprowadzili wszystkich mężczyzn pod lasek niedaleko [Rybienka] i wszystkich rozstrzelali. Zginął a za tydzień miał wziąć ślub ze swoją dziewczyną.
To byli cywile, którzy zostali wyciągnięci z pociągu?
Cywile, normalni cywile, pasażerowie, którzy byli wyciągnięci przez Niemców, bez żadnego powodu, bez niczego, kazali im się wszystkim położyć i rozstrzelali.
Jak wyglądało życie codzienne w czasie okupacji?
Jakie to życie codzienne mogło być?
Miał pan jakieś dokumenty?
Normalne kenkarty wydane przez Niemców, tak zwane dowody osobiste to były, ale w godzinę policyjną nie wolno już było wychodzić, jak się było w Warszawie. Jak się jechało na akcję na prowincję, to tam noc była nasza a nie ich, natomiast w Warszawie najczęściej noc ich była.
Niemcy się bali?
Bali się.
Czy na tamtych terenach mieli panowie jakieś kontakty z miejscową partyzantką?
Dowódcą oddziałów w Ostrołęce był „Lin”, to był sierżant przedwojenny.
Kontaktowaliśmy się, on zresztą przesyłał nieraz meldunki, bo miał [z nami] kontakt i na jego kontakt, na jego wiadomość w dowództwie padał rozkaz, decyzja i trzeba było jechać i załatwić, czasem kogoś postraszyć.
Polaków też?
Jak byli tacy, którzy za bardzo się wysługiwali, czy chcieli się przymilić Niemcom, no to postraszyło się, tylko ostrzeżenie, włosy się obcięło jakiejś babce.
Za to, że spotykała się z Niemcami?
Tak, ale były bardzo rzadkie, przyznam się, że nie brałem nigdy udziału w takiej sytuacji.
Ale to skutkowało?
Skutkowało, bo na wsi, na prowincji, to się szybko roznosiło, mimo że nie było wtedy takich środków łączności jak teraz. Tak zwana poczta pantoflowa szybko [działała].
Czy Pana odział przygotowywał się do Powstania?
To już na kilka dni przed chodziło pantoflową pocztą o wybuchu, bo Niemcy już się wycofywali w lipcu, całe tabory ich przez Warszawę cofały się na zachód. Spodziewaliśmy się tego, na kilka dni wcześniej wiadomo już było. Dostaliśmy rozkaz nie wychodzenia, tylko pilnowania się, żeby w każdej chwili mógł łącznik powiedzieć co i jak. We wtorek pierwszego, przed ósmą rano chyba, łącznik przybiegł i powiedział, że zbiórka na Przemysłowej 9.
Pamięta pan tego łącznika, jak się nazywał?
To była kobieta, Stasia, tak zwana ciotka. Wie pani dlaczego ciotka? Bo one przechowywały cichociemnych, jak ich kierowali na kwaterę to mówili: „Ciotka się tobą zajmie”. Ona powiedziała, że na Przemysłowej 9 zbiórka, koncentracja i o czternastej mieliśmy odprawę.
Co powiedział pan matce jak pan wychodził?
Jak już na koncentrację szedłem, to już miałem chlebak, na trzy dni sucharki, ręcznik. Powiedzieli, że tylko na trzy dni wychodzimy, ale mama się coś tam domyślała.
Brat wychodził na koncentrację Zgrupowania „Radosław”?
Tak, ale on na Żelaznej mieszkał, mieszkał oddzielnie. Natomiast Janek dołączył do nas, mieszkał na Grochowie, ale jeszcze do niego pojechałem, powiedziałem, że zbiórka i on też. Wychodzimy z Przemysłowej 9 po odprawie, po dwóch, po trzech szliśmy przez całą Warszawę, piechotą na Plac Narutowicza. Mieliśmy za zadanie zdobyć akademik. Ci co nie mieli broni, część z nas miała broń…
Pan miał?
Miałem pistolet. Pluton dywersji to przeważnie [ma] swoją [broń]. [Ci co nie mieli], mieli otrzymać na placu Narutowicza. Przyszliśmy na plac Narutowicza, to było około szesnastej, wyjechały czołgi z Dworca Zachodniego, zatrzymały się przy placu Narutowicza na jezdni. Czołgiści z nich powychodzili i golili się, gdyby w tym czasie padł rozkaz żebyśmy [atakowali], to tych kilka czołgów byłoby łatwo zdobyć. Rozkazu nie było, czołgiści się ogolili, umyli, wsiedli do czołgów i pojechali w kierunku Pragi.
Jak pojechali w kierunku Pragi, to tu krzyczą, że na moście Poniatowskiego zatrzymali samochód z bronią, miała to być przywieziona broń z Pragi. Później ktoś krzyknął: „Wawelska 60, po odbiór broni, do magazynu!”. Ci co nie mieli broni pobiegli na Wawelską 60, a za nimi Niemcy, to była zdrada jakaś chyba i wszystkich tam wybili. Natomiast ci co pozostali, to ktoś strzelił do majora niemieckiego, przechodził przez plac, to było chyba za piętnaście piąta. Z akademika odezwały się cekaemy, broń maszynowa, po placu pojechali, to my pod mur, pod akademik, żeby zejść z pola linii ostrzału. Kilka razy się do nich strzeliło w górę z pistoletu, część się wycofała, bo część Niemcy złapali na Wawelskiej 60, gdzie miała być broń, nas kilku zostało na Ochocie do wieczora. Przez całą noc siedzieliśmy w bramie i rano jak robotnicy z Dworca Zachodniego szli ze zmiany do domu, bo pracowało bardzo dużo kolejarzy, to między innymi nas trzech…
Przedostaliśmy się, róg Towarowej i Alej Jerozolimskich, tam gdzie teraz jest Hotel Sobieski, stał na murze Niemiec z karabinem maszynowym, wszyscy szliśmy z rękami do góry, każdy trzymał w zębach, albo w ręku kenkartę. Róg Alej i Towarowej stały dwa czołgi, do siebie tyłem zwrócone, jedna lufa szła w kierunku Alej Jerozolimskich, w kierunku Pragi, druga Towarową w kierunku Woli, a przy czołgach było kilku [zabitych] powstańców.
Pan był razem z dwoma kolegami, z tymi kolejarzami niby, udając, że wracacie z pracy?
Tak, ktoś powiedział, że trzymać kenkarty albo w zębach, albo w rękach, ręce do góry, że wszyscy wracają. Niemcy patrzyli na nas i przepuszczali. Jak weszliśmy w Towarową, to jeszcze trzymaliśmy ręce w górze, dopiero jak doszliśmy do placu Kazimierza, stamtąd zobaczyliśmy, że tam już są powstańcy i skoczyliśmy od razu.
Broń miał pan przy sobie, nigdzie pan jej nie zostawił?
Z tyłu, za paskiem.
A koledzy, tych dwóch kolegów, co szli z panem?
Tego nie wiem. Dowiedziałem się gdzie jest dowództwo zgrupowania i z placu Kazimierza udałem się na Twardą 40. Zameldowałem się u kapitana „Proboszcza” Jaroszka. On mnie przydzielił do 3. kompanii, dał mi „Błyskawicę”. Spytał się o pseudonim, [mówię, że] „Błyskawica”. „No to masz »Błyskawicę«”. Tak trafiłem do kompanii porucznika „Zdunina” Bryma. 14 sierpnia zostałem ranny na poczcie.
Jeszcze wracając do pierwszego dnia na Ochocie. Ktoś przyniósł jakąś mylną informację, że jest broń na Wawelskiej 60 i pana koledzy powstańcy tam zostali rozstrzelani?
Nie widziałem jak ich rozstrzelano, tylko tego się należało domyślić, bo przecież jak Niemcy ich tam zgarnęli, to nie patyczkowali się z nimi.
Nie pamięta pan nazwisk tych kolegów?
Nie, bo to była kompania, to było ponad stu ludzi jak poszliśmy na Plac Narutowicza, kilku nas zostało, część wydostała się do lasów, w Lasy Janowskie, czy Chęciny, a reszta tych kilkunastu zostało, to przedostaliśmy się do Śródmieścia, zameldowaliśmy się i zostaliśmy przydzieleni.
Tych dwóch pana kolegów, też poszli do Bryma, też się zgłosili na Twardą?
Czy do Bryma, nie wiem, ja się zgłosiłem, a czy oni się zgłosili, trudno mi powiedzieć. Nie wiem naprawdę.
Kiedy spotkał się pan z bratem i dowiedział, że on też jest w „Chrobrym II”?
Z bratem się spotkałem jak już był w kompanii „Kosa”, to była 4. kompania, bo 5. to była „Janusza”. Z tym, że ja byłem do końca żołnierzem i wyszedłem 5 października, natomiast brat wyszedł wcześniej, 27 września z cywilami i gorzej trafił niż ja, bo trafił do „koncentraka” jeszcze, a ja jako żołnierz do obozu jenieckiego.
Walczył pan na Dworcu Pocztowym?
Na dworcu pocztowym byłem, ale jak był atak na PAST-ę na Zielnej, to z poszczególnych kompanii dowódcy delegowali swoich żołnierzy, kilku na pomoc.
Pan zgłosił się na ochotnika?
Każdy szedł na ochotnika. Dowódca powiedział: „Wystąp, kto chce!”. Wybierał jeszcze tych, których jego zdaniem można było wysłać i delegował, rozkaz był i się szło. PAST-ę w zasadzie zdobywał Batalion „Kilińskiego”, tylko z różnych oddziałów była jednak pomoc. Kapitan „Kos” z 4. kompanii wziął nas pod swoje rozkazy i wtedy do ataku na PAST-ę, pomagaliśmy ją zdobywać.
Czy mógłby pan opowiedzieć przebieg zdobywania PAST-y?
Zielna, samo zdobycie, to mógłbym opowiedzieć strasznie, ale to byłaby przesada.
Dużo poszło powstańców z „Chrobrego II”?
Do pomocy?
Tak.
No na pewno pluton, to jest około trzydziestu ludzi i to z różnych kompanii, nie tylko z kompanii „Zdunina” czy „Kosa” czy innych, ale około trzydziestu, bo tam pomoc była potrzebna. 20 sierpnia byłem przy tym jak zabraliśmy około stu Niemców do niewoli.
Jak ci Niemcy zachowywali się, kiedy wychodzili?
Jak tchórze.
Bali się?
Tak, myśleli że ich wszystkich rozwalimy od razu, ale przecież nie byliśmy zbrodniarzami, ani nie jesteśmy. Mieli lepiej w niewoli jak ich trzymaliśmy niż my.
Gdzie byli trzymani ci Niemcy?
W różnych [miejscach], w kinie byli trzymani, w salach kinowych…
W których salach kinowych?
„Polonia”, jeszcze gdzieś, ja ich nie pilnowałem, tylko wiem, że brało się Niemców, żeby rozbrajali pociski, te które nie wybuchły. Z „grubej Berty” na przykład, to taki pocisk około tysiąca kilogramów, oni rozbierali te pociski i z tego materiał wybuchowy brali nasi saperzy i wykonywali różne granaty z tego.
Jeszcze jak były walki o PAST-ę, to pan i pana koledzy byli pod rozkazami „Kilińskiego”?
Byliśmy pod rozkazami kapitana „Kosa”, a kapitan „Kos” był na pewno pod rozkazami dowództwa „Kilińskiego”, bo to musiało być zgrane, uzgodnione.
Część zdobytej broni na Niemcach w budynku PAST-y otrzymał też „Chrobry II”?
Mieliśmy swoją broń, nie braliśmy. Może otrzymali, o czym nie wiedziałem, przecież nie wszystko mogłem wiedzieć i widzieć. Mieliśmy broń, z bronią przyszliśmy i z bronią [odeszliśmy].
Był jakiś taki moment strachu przy zdobywaniu PAST-y, czy były jakieś takie bardzo niebezpieczne chwile?
Były niebezpieczne chwile strachu na pewno, nie wierzę tym co by twierdzili, że się nie bali, tylko że każdy szedł i emocjonalnie był tak podniecony, że jak już wpadł w ten rytm walki, to już nie zastanawiał się nad tym. Przecież dużo chłopców tam zginęło.
Wtedy przy zdobywaniu PAST-ty?
Tak.
Któryś z pana kolegów?
Nie, akurat nie, z kolegów nie.
Później wrócił pan z powrotem do Bryma?
Po zdobyciu PAST-y, wróciliśmy wszyscy z powrotem, ja wróciłem do 3. kompanii, inni do swoich kompanii, w których byli i na poczcie byłem do końca.
Jak wyglądało życie codzienne w oddziale – poza polem walki. Gdzie się spało?
Na podłodze się spało. Tam była tak zwana Poczta Dworcowa, róg Alej [Jerozolimskich] i Żelaznej, naprzeciwko Dom Turystyczny. Na podłodze po prostu, na betonie, albo w okopie, w rowie, bo mieliśmy pozycje frontowe, bo po drugiej stronie byli już Niemcy, też „ukraińcy” i krzyczeli: „Poddajcie się Lachy! Poddajcie się Polacy!”. My też im odkrzykiwaliśmy, ale to się nie nadaje, bo wulgarnie im się odpowiadało i tak do 5 października.
Jak było z wyżywieniem?
Było różnie z wyżywieniem, była kaszka „pluj”. Raz jak kilku z nas w nocy przeszło do garaży na niemiecką stronę, zabiliśmy wieprzka jakiegoś, ja go oczywiście nie zabijałem, bo byłem w obstawie i kilka kilogramów wieprzowiny się przyniosło, to zaraz do kotła wrzucili. Z żywnością niespecjalnie było. Od Haberbuscha zboże przynosili, nawet w młynkach do kawy mielili na zupę, tak zwaną zupę-pluj, to i jęczmień, i wszystko co tam było.
Czy były problemy z wodą?
Z wodą to były problemy, ale jakoś u nas na Żelaznej dawali radę, bo zawsze mieliśmy na pierwszej pozycji, zawsze ktoś nam podrzucił trochę wody.
Czy miał pan w czasie Powstania kontakt z mamą?
Miałem, jak zostałem ranny.
Kiedy pan został ranny?
14 sierpnia o siedemnastej.
W jakiej sytuacji? Był pan na barykadzie?
Na barykadzie, na Poczcie Dworcowej w Alejach Jerozolimskich.
Gdzie został Pan ranny?
W nogi dostałem z granatu. Na Śliskiej w szpitalu doktor Bojko z Joasią Roztocką, później pracowała w telewizji, wyjmowali mi odłamki. Jak byłem ranny, dostałem przepustkę i poszedłem na Śliską odwiedzić mamę. Wtedy się widziałem i potem już się nie widziałem.
Długo pan leżał w szpitalu?
Nie, wyjęli odłamki i tego samego dnia zaraz wyszedłem ze szpitala, tylko obandażowany byłem i laskę dostałem.
Chociaż blisko pan miał do domu, to jednak bez przepustki nie można było…
Nie, nie można. Jak bym wyszedł samowolnie, to mógłbym być dezerterem.
Zdarzały się dezercje?
Chyba nie, ja takiej nie znam. Nie widziałem, naprawdę, żeby ktoś zdezerterował.
Pana najmłodszy brat roznosił gazety?
Gazety, nawet w kronice to jest, kilku ich jest takich młodych sikusów.
Spotkał się pan z nim w czasie Powstania?
Nie.
Czy do pana i pana kolegów dochodziły jakieś gazety?
Przychodził „Biuletyn”, jakiś informator, różne, ale nikt nie miał czasu, żeby się zapoznawać z „Biuletynem”. Dowódca coś powiedział, ogłosił co i jak.
Jak pan wspomina Bryma jako dowódcę?
Jako bardzo odważnego, zdecydowanego, konkretnego [dowódcę].
Poznał pan może „Generała” Biernackiego?
Nie, pani mówi o pseudonimie, nie, bo on był na Kurzej Stopce, od strony Chmielnej i na Srebrnej zginął.
Jak wyglądało życie na Dworcu Pocztowym? Czy były jakieś warty?
Nie, to nie o wartę chodzi.
Jak to się odbywało?
Okopy, pierwsza linia i na tej linii było się czasami kilka godzin, czasami mniej jak przyszła zmiana, to zależało od sytuacji.
Czy po wyjściu z okopów był jakiś czas wolny, który można było przeznaczyć na spanie?
Gdzie kto przykucnął, to zasnął, a czy długo pospał, nie wiadomo, to zależało od sytuacji. Nie było tak, że łóżko było i zapewniony nocleg, zapewnione spanie.
Jakie jest Pana najgorsze wspomnienie z Powstania Warszawskiego?
Najgorsze to chyba wyjście do niewoli. To był żal, że nikt nam nie przyszedł z pomocą, bo wszyscy czekaliśmy, że będzie jakaś pomoc.
Pamięta pan może zrzuty?
Były zrzuty, ale ja tych zrzutów nigdy własnoręcznie nie odbierałem, inni odbierali. Ja najczęściej byłem na pierwszej linii.
Jakie jest Pana najlepsze wspomnienie z Powstania?
Dobre, to pierwszy zryw, wolność, chwila wolności, że już można było z opaską iść.
Jakie wyglądały kontakty z ludnością cywilną?
Pierwsze dni naprawdę były dobre, ludność cywilna naprawdę była bohaterska, pomagali jak mogli, bo pomagali budować barykady, przynosili co kto miał z żywności, czy z napoju jakiegoś, dzielili się wszystkim. O ludności cywilnej jak najbardziej pozytywnie, nie mam nic takiego, żebym mógł powiedzieć coś złego na ludność cywilną. Może niektórzy spotkali się z jakimś narzekaniem, to różnie było. Przyznam się szczerze, że ludność cywilna chyba więcej wycierpiała niż my żołnierze, bo my jak na pierwszej linii byliśmy, to przynajmniej nie baliśmy się tak nalotów bombowych. To była linia i Niemcy bali się, że na swoich rzucą, natomiast bezkarnie bombardowali Warszawę, bo bombardowali zaplecze całe, ludność cywilną i to oni są bohaterami. Cywile są bohaterami, że to wszystko przeżyli.
Piękne słowa. Czy w czasie Powstania było jakieś życie religijne ?
Kapitan „Bator” Czajkowski, to był nasz kapelan. Przychodził, trochę podtrzymywał na duchu żołnierzy.
Taki kontakt był bardzo potrzebny?
Tak. To był bardzo dobry kapelan, zmarł niedawno, chyba piętnaście lat temu.
Większość pana kolegów i koleżanek to byli praktykujący katolicy?
Tak, przyznam się szczerze, że wtedy nie wiedziałem, że są jakieś inne wyznania, tylko katolickie.
Czy były odprawiane msze święte?
Odprawiali. Msze święte były organizowane na podwórkach, to było masowe w całej Warszawie, zresztą prawie w każdym podwórku była kapliczka, ludzie się [modlili]. Natomiast na poczcie, jak przyszedł kapelan odprawić mszę, to kto mógł zejść na mszę, to zszedł, a kto nie mógł, to musiał stać na posterunku i pilnować.
Zawsze służył dobrym słowem?
Jak najbardziej i bardzo odważny był.
Później przychodzi taki moment, że dowódca mówi, że Powstanie kończy się, że jest ewakuacja….
„Gorlic” powiedział tak…
Pan wtedy dostał awans na plutonowego?
Praktycznie ostatnim rozkazem dostałem sierżanta, tylko nie przypiąłem sobie dystynkcji sierżanta, bo plutonowym byłem jeszcze wcześniej. Wyszedłem do niewoli jako plutonowy i wróciłem. Nawet w Armii Andersa później też jako plutonowy byłem i wróciłem jako plutonowy do kraju.
Jak wyglądał wymarsz? Był wybór, że można było wyjść z cywilami.
Tak, dowódca powiedział, że zwalnia z przysięgi, kto chce może wyjść jako cywil, a kto nie jako żołnierz. Wolałem wybrać to drugie i powiedziałem tak: „Byłem żołnierzem, jestem żołnierzem i wychodzę jako żołnierz”. Przez Ożarów szliśmy, bo cywilów wywozili przez Pruszków. W Ożarowie potem ładowali nas do bydlęcych wagonów, po osiemdziesięciu, po stu i wieźli w głąb Niemiec.
Naszym pierwszym przystankiem był Küstrin, Kostrzyn nad Odrą, do którego ja trafiłem, bo inni trafili do Lamsdorfu, a ja zaplątałem się z 72. Pułkiem Piechoty. Później w Küstrin była odwszalnia, rozbieraliśmy się wszyscy, ubrania się kładło na kupki i przechodziliśmy przed odwszalnię. Z drugiej strony wyszliśmy, to już te ubrania czekały, to dopiero wtedy wszy były…
Większe niż w czasie Powstania?
Po tak zwanej mykwie, po łaźni, wtedy to dopiero wszy były… Nasze ubrania trząchaliśmy, całe masy były. Później wywieźli do Sandbostel, to jest koło Hamburga stalag XB i po dwóch, czy trzech dniach część nas z obozu przerzucili do Tyrolu do Markt Pongau stalag XVIII C. Z Markt Pongau uciekałem trzy razy i mnie łapali.
Jak pan uciekał?
Z niewoli.
Sam, czy z kolegami?
Raz z kolegą, drugi raz z kolegą.
Pamięta pan jak ci koledzy się nazywali?
Jednego do dziś pamiętam, bo razem z nim uciekałem, Wiesław Kowalski. W obozie w Markt Pongau byli Polacy, powstańcy, Rosjanie, Serbowie, Jugosłowianie, Anglicy, Amerykanie i Francuzi. Nasz barak był w środku, każdy barak był jeszcze ogrodzony drutami i dla nas było bardzo nieprzyjemnie, jak Francuzi z nas się wyśmiewali, krzyczeli, że za nas przegrali wojnę. Jak się dowiedzieli pantoflową pocztą, że przyjdą Amerykanie, to ich orkiestra, bo przecież oni tam mieli orkiestrę, oni tam mieli idealne warunki, szli pod stronę angloamerykańską, różne muzyki grali, puszczali. Później ktoś im powiedział, że Rosjanie przyjdą do Markt Pongau, to pod stronę rosyjską. Anglicy i Amerykanie, mówię uczciwie, mieli wystawy porobione na oknach z papierosów, margaryny i sucharów, nic nam nie dali, tylko pytali czy mamy pierścionki, czy mamy biżuterię i jak ktoś miał biżuterię, to mu rzucił papierosa. Nas jeszcze gorzej jak ruskich traktowali, jak psów. Nic nie mieliśmy, po ścianach szliśmy podparci.
Może to się komuś nie podoba, co teraz powiem, ale proszę mi wierzyć, Rosjan brali na roboty, jak było jakieś bombardowanie, czy coś i Rosjanie jak wracali z roboty, to któryś rzucił nam albo brukiew, albo chleb przez druty i za to jestem im bardzo wdzięczny. Oni wtedy zachowali się w stosunku do nas naprawdę po koleżeńsku, jak żołnierz do żołnierza. Natomiast o Anglikach nie mam dobrych wspomnień, jak się nie dało mu zegarka, albo sygnetu, to nikt papierosa nie dostał, ani dyma. Anglik potrafił otworzyć paczkę Chesterfieldów, czy Cameli, stanąć sobie naprzeciwko, do drutów samych nie wolno było się zbliżać, bo strzelali Niemcy, pociągnął kilka razy, dmuchnął i pod but i tego papierosa zgniótł. Naszym palaczom przykro było. Takie mam wspomnienia z tamtych czasów.
Powstańcy nie dostawali żadnych paczek?
Po kilku miesiącach dostaliśmy.
Jakie było wyżywienie?
O, wyżywienie! Z wytłoków od buraków robili taką lurę i tawotem od smarowania samochodów krasili to. Miskę aluminiową takiej lury dawali, jeden chleb, tak zwany komiśniak, na ośmiu albo dwunastu, a jak było bombardowanie Niemiec, to nie dostaliśmy przez jakiś czas chleba, bo powiedzieli, że piekarnię zbombardowali. Tak że chodziliśmy na czworakach, żeby przejść do toalety, albo po ścianie się szło opierając się. Byliśmy bardzo źle traktowani.
Jedyną pomoc powstańcy otrzymali od Rosjan?
Jeden Rosjanin kiedyś stanął pod swoim barakiem, ja pod swoim i pyta się mnie jak mam na imię, mówię: „Mietek”. „A ojciec?” „Konstanty”. „Konstantynowiczu, kto tu przyjdzie, nasi czy Amerykanie?”. Mówię: „Nie wiem kto przyjdzie”. A on mówi: „Słuchaj, jakby tu przyszli nasi, to zrób dla mnie miejsce w waszym baraku, powiedz że ja wasz jestem”. Spytałem: „Dlaczego?”. „Słuchaj, ja jestem starym rewolucjonistą, ale pamiętaj, już tam nie chcę wracać. A Stalin jak zajmie Polskę, to już nikt mu nie odbierze tej Polski”. Taki był szczery.
Później uciekłem z niewoli, więc nie wiem [co się z nim stało]…
W jakich okolicznościach pan uciekł, czy w trakcie pracy?
Nie, u nas do Kaprunia brali, do sztolni. Nie tak codziennie jak ruskich wyprowadzali, tylko wywozili i z Kaprunia uciekłem z Wiesiem Kowalskim do Italii, to był marzec.
Z jakiego on był zgrupowania?
Tam były różne zgrupowania, to już byliśmy pomieszani.
Jak ta ucieczka wyglądała? ?
Uciekaliśmy, Niemcy szli w jednym kierunku, a my po drugiej stronie nocą szliśmy, z tym że on znał dobrze niemiecki, ale unikaliśmy Niemców. Do Italii w Brennero, przez Cieśninę Brennerską się przedostaliśmy. Później usłyszeliśmy, że wojsko maszeruje, to była noc, przykucnęliśmy…
Ile czasu trwało przejście górami?
Oj, to trwało, ja uciekłem i około 9 marca dostałem się już do Armii Andersa. Otoczyli nas, myśleliśmy, że to Niemcy, okazało się że to murzyni byli…
Już we Włoszech?
Już we Włoszech, tak. Od razu się zgłosiliśmy, mieliśmy nasze numery jenieckie, mnie przydzielili do pułku, wtedy pułkownika, Rudnickiego, na Bolonię. 20 kwietnia brałem udział w walce o Bolonię. Mam za to teraz Krzyż. Do Polski wróciłem w czerwcu 1946 roku.
Dlaczego pan się zdecydował wrócić do Polski?
Wychodziłem z założenia, nie chcę żeby to tak jakoś brzmiało, ale powiedziałem: „Walczyłem za Polskę…”.
Czy nawiązał pan kontakt z rodziną?
Po powrocie przyjechałem do Warszawy, był tylko lej po domu, olbrzymi dół, pojechałem na Pragę, bo tam mieszkała rodzina na Grochowie, tam mój brat Janek miał swoje mieszkanie. Pojechałem tam i dowiedziałem się, że moja mama z rodziną żyją i mieszkają w Malborku. Szwagier „Cichoniec”, który był razem ze mną w konspiracji, powiedział: „Pojedziemy do Malborka, tylko ja pierwszy wejdę. Ty pierwszy nie wchodź, bo matka dostanie ataku”. Matka myślała, że zginąłem.
Bo nie było żadnej wiadomości?
Ktoś powiedział, że zginąłem. Potem radość. Żyję do tej pory jakoś.
W Malborku był również pana młodszy brat?
Tak. W Malborku poznałem żonę, w tym roku będziemy obchodzili sześćdziesiątą rocznicę małżeńską i tak żyjemy do dziś.
Zdecydowaliście się państwo wrócić do Warszawy po ślubie?
Tak, w 1948 roku wróciliśmy do Warszawy.
Pańscy bracia też wrócili? Ten najstarszy, który był u „Radosława” to jak się nazywał?
Czesław „Mściciel”.
Też wrócił do Polski?
Tak, też wrócił do Polski.
Ten drugi, który miał pseudonim…
…„Jastrząb” Janek, to on wcześniej, bo on jako cywil. Też miał perypetie, bo ich partyzanci polscy wyzwolili, potem ruskie ich zamknęli, to znowu ich polscy partyzanci w Tomaszowie oswobodzili.
Pana kolega z ucieczki, pan Kowalski, też wrócił?
Wiesław Kowalski odwiedził mnie kiedyś, jak mieszkaliśmy przez kilka miesięcy na Grochowie w Warszawie. Później kontakt się urwał, nadeszły lata reżimu stalinowskiego.
Czy był pan represjonowany, czy ukrywał pan swoje uczestnictwo w Powstaniu?
Pisałem, może to mnie uratowało… Jak się zgłosiłem do WKR-u miałem jeszcze prawo nosić mundur przez czternaście dni, ale musiałem się zameldować, to się nazywało WKR, Wojskowa Komenda Rejonowa, czy coś takiego. Nie ukrywałem, powiedziałem, że byłem w Powstaniu, oczywiście tylko konspiracji nie podałem, że z niewoli uciekłem, że byłem w Armii Andersa i wróciłem. Spytali czy nadal chcę być żołnierzem Wojska Polskiego, odpowiedziałem: „Dziękuję, nawojowałem się już”. Później miałem trochę trudności z pracą, do 1955 roku to było ciężko.
Kłopoty ze znalezieniem pracy?
Ze znalezieniem, albo zwolnili. Jak się dowiedzieli u żony w pracy nawet, że ja byłem u Andersa i byłem w Powstaniu, to żonę zwolnili z pracy. Tak do 1955 roku było, ale później jak już Gomułka doszedł do władzy, Stalina szlak trafił, to już troszeczkę odwilży było od 1956 roku, ale przeżyło się.
Czytałam, że pan z bratem przekazał ukrytą broń. Kiedy ona została ukryta?
Jak była już podpisana kapitulacja, to dowódca, wtedy już Brejnak, (jeszcze wcześniej to powiedział, bo później był ranny i chory, zastępował go Jeżewski), powiedział żeby schować i wydać dopiero w wolnej Polsce. Ponieważ wolnej Polski i tak nie było, to się ją przechowywało.
Gdzie ona była przechowywana?
W gruzach mieliśmy zakopaną. Z tym że mieliśmy znajomego kapitana Hunkiewicza z Wojska Polskiego. Jak wiedzieliśmy, że jakiś dom [idzie] do rozbiórki, a była tam nasza broń schowana, to z nim się umawialiśmy i on brał żołnierzy, samochód, jako wojsko oficjalnie zabierali tą broń i przewozili w drugie miejsce.
Też była zakopywana?
Też była zakopywana.
Tak że parę razy zmieniała miejsce?
Parę razy zmieniała [miejsce].
Pierwszy raz gdzie była zakopana?
Na Poczcie Dworcowej, przy Żelaznej zakopaliśmy, jak Dom Kolejowy jest.
Do którego roku była w ziemi?
Gdzieś do lat osiemdziesiątych. Później już można było dać do Izby Pamięci, do ZBOWiD-u. Brat Janek pracował u Szpotańskiego, tam mieli zbowidowską Izbę Pamięci, tam już oficjalnie daliśmy i była przechowywana.
Gdzie był jej ostatnie miejsce ukrycia?
To Szpotański, u Szpotańskiego… Później wzięliśmy tą broń w 1989 roku, chyba tak, mam protokół przekazania, przekazaliśmy do Związku Powstańców, do Zgrupowania „Chrobry II”.
Część tej broni jest w Muzeum Woli?
Jest. [W Muzeum na Woli przy ulicy Srebrnej].
Na zakończenie mam ostatnie pytanie, czy jak byłaby drugi raz taka sytuacja, poszedłby pan do Powstania?
Gdybym miał tamte lata i taka sytuacja, na pewno bym poszedł.

Warszawa, 18 stycznia 2006 roku
Rozmowę prowadziła Małgorzata Brama


Opęchowski Jan, Ryszard – Dzbenin

Opęchowski Jan Ryszard „Jastrząb”/”Janik”, (8.08.1919-Dzbenin – 9.11.1991-Warszawa), rodzice Konstanty, Antonina z Olbrysiów. Strzelec.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – II batalion „Lecha Grzybowskiego” – 6. kompania „Jeremi” – IV pluton.
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszedł z Warszawy z ludnością cywilną.


Perzanowska Maria z Roszowskich – Korczaki

Perzanowska Maria z Roszowskich „Marysia”/”Malinowska”, (18.11.1916-Radom – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Antoni, Maria. Sanitariuszka – strzelec.
Oddział: „Bakcyl” (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej) – III Obwód „Waligóra” (Wola) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – Szpital Karola i Marii ul. Leszno 136, ewakuowana na Stare Miasto do Szpitala Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej; następnie w zgrupowaniu „Radosław” – batalion „Czata 49” – kompania kpt. „Zgody” – ochotniczka.
Szlak bojowy: Wola – Stare Miasto – kanały (w oddziale desantu kanałowego na pl. Bankowy) – Śródmieście – Górny Czerniaków
Ranna w nogę w nocy z 5/6.09.1944 r. podczas przechodzenia Aleją na Skarpie do Ambasady Francuskiej. Leczona w szpitalu polowym przy ul. Mokotowskiej 55.
Odznaczenia: Krzyż Armii Krajowej, Warszawski Krzyż Powstańczy.
Losy po powstaniu: Niewola niemiecka – od 13.10.1944 r. leczona w szpitalu jeńców AK w Zeithain. 16.06.1945 r. wyjechała do kraju. Numer jeniecki: 305395
Udział w konspiracji 1939-1944:Od 1942 r. w Konfederacji Narodu.
Po wyzwoleniu powróciła do Warszawy, gdzie powtórnie wyszła za mąż – za Tadeusza Koskowskiego (jej pierwszy mąż, Piotr Pierzanowski został zamordowany w 1940 r. przez NKWD w Katyniu). Mieszkała po wojnie przy ul. Fałata, a potem do końca życia przy ul. Armii Ludowej (nad Trasą Łazienkowską). Pracowała w Najwyższej Izbie Kontroli. Bezdzietna.

Maria Perzanowska na balkonie – wypatrująca Piotra
Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Radosław”. fot. sppw1944.org


Trzaska Ludwika z Wyszomirskich – Czarnowiec

Ludwika Wyszomirska „Ksenia”/”Xsenia” (26.08.1916-Kręgi – 24.09.1987-Warszawa), rodzice Roman i Maria z Grabowskich. Sanitariuszka…


Trzaska Wiktoria – Drwęcz

Przypinka, Powstanie Warszawskie, Zgrupowanie „Chrobry II”. fot. Muzeum Woli

Trzaska-Doroszkiewicz Wiktoria „Sława” (23.12.1908-Drwęcz – ??.10.1997-Warszawa), rodzice Antoni, Marianna z Kurpiewskich. Sanitariuszka.
Oddział: Armia Krajowa – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – zgrupowanie „Chrobry II” – Kwatermistrzostwo – sanitariat
Szlak bojowy: Śródmieście Północ
Losy po powstaniu: Wyszła z Warszawy z ludnością cywilną.

Zgrupowanie „Chrobry II” zawiązało się na Woli na początku powstania, ale pełną ostateczną strukturę osiągnęło 10-12 sierpnia 1944 roku.


Powstańcy Warszawscy pełnili istotne funkcje w powojennej Polsce, pracując w administracji, nauce, medycynie, projektując powojenną architekturę i tworząc polską kulturę. W naszej wspólnej, zbiorowej pamięci Powstańcy Warszawscy często funkcjonują jako bohaterowie, których biografie zamykają się w 63 dniach Powstania. Tymczasem nie przestali oni być Powstańcami po wojnie, ta cząstka ich życiorysów na zawsze z nimi pozostała.

Linoryt Krauze Henryk, z kolekcji syna Andrzeja Krauzego.


Ciekawa akcja MŻW w Ostrołęce

Muzeum Żołnierzy Wyklętych akcją „To także nasza historia” rozpoczęło obchody 80. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Przy współpracy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce i miasta Ostrołęka – prezydenta Pawła Niewiadomskiego, rozwieszono 23 lipca 2024 r. w witrynach przystankowych 50 plakatów.
Na plakatach zaprezentowano postaci:
Ludwiki Wyszomirskiej (1916-1977) „Ksenia”/”Xenia”
Marii Perzanowskiej (1916-1987) „Marysia”
Lesława Kossowskiego (1921-?) „Leszek”, „Lech”
Stefana Gorgonia (1923-1997) „Kurp”, „Stefan Drużbicki”
Władysława Certowicza (1923-1944) „Żaba”

BIBLIOGRAFIA:
– Instytut Pamięci Narodowej,
– Muzeum Powstania Warszawskiego,
– Encyklopedia Medyków Powstania Warszawskiego,
– Jerzy Dziewirski, Monografia gminy Rzekuń,
– 1944.pl/archiwum-historii-mowionej/mieczyslaw-opechowski,661.html,
– Jacek Karczewski, zbiory prywatne,
Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce,

Opracowanie: Marek Karczewski




Drugi „Czar Czarnowca” – zapowiedź

Kto ciekaw jak może wyglądać tegoroczna gry terenowej „Czar Czarnowca”, niech kliknie link poniżej. Tych punktów kontrolnych w tym roku nie będzie. Chodzi o coś innego…

Zobaczcie: klikając w poniższy link jak Wam się wyświetla ta mapa w smartfonie – czy to przeglądarce, czy w aplikacji. Chodzi o sprawy techniczne – czy trzy przykładowe punkty kontrolne zaznaczone czerwonymi znacznikami są widoczne, a opisy koło nich czytelne.

Identyczna pod względem technicznym instrukcja obsługi naszej tegorocznej gry pokaże się na stronie głównej czarnowiec.pl w najbliższą sobotę o 15.15. Będzie na niej więcej punktów, będą one w innych miejscach i inne zostaną do nich przypisane zadania.

Gra będzie polegać na odnalezieniu wszystkich punktów kontrolnych w jak najkrótszym czasie i wykonanie zadań związanych z każdym z nich. Zadania są proste. Naprawdę proste, ale niemożliwe do wykonania bez zobaczenia każdego punktu kontrolnego na własne oczy. Google Street View nie pomoże. Okolica się zmienia szybciej niż mogłoby się to wydawać. Zarówno przyroda, jak i budowle.

Innymi słowy, nie da się prawidłowo wypełnić karty zadań bez obecności w punktach kontrolnych.
Zasady punktacji będą proste i przejrzyste. Każdy, kto dotrze do mety, otrzymuje tyle punktów, ilu rywali zostawi za sobą. Plus jeden punkt za samo ukończenie gry. Dodatkowo za każde poprawnie wykonane zadanie można będzie dostać po jednym punkcie. Kto zdobędzie najwięcej punktów – wygrywa.

Dopuszczamy miejsca ex aequo. Ale warto, żeby zwycięzca był jeden. Dlatego, jeżeli największą liczbę punktów zdobędzie więcej niż jeden uczestnik, mamy w rękawie kwiz. Odpowiedź na kilka, niespecjalnie trudnych ale podchwytliwych pytań, związanych z przebytą drogą będzie formą dogrywki o pierwsze miejsce. Oczywiście – podkreślmy to raz jeszcze – jeżeli zaistnieje taka potrzeba.

https://www.google.com/maps/d/embed?mid=1HUe2dlsoYebfsYZM979l03GL87HsZpo&ehbc=2E312F

Zabierzcie ze sobą dobry humor i dystans do rzeczywistości. Poniżej regulamin tegorocznej gry wiejskiej.



Jacek Pawłowski




Dziedziczka, która została sanitariuszką

Dziedziczka, która została sanitariuszką

Do szkoły była dowożona bryczką. Mieszkała w Czarnowcu w pobliżu Ostrołęki. Chodziła do klasy z Norbertem Adamowiczem i Witoldem Popiołkiem. II wojna światowa i niemiecka okupacja sprawiły, że trójka licealistów z jednej klasy stała się żołnierzami Armii Krajowej. Pochodząca z Czarnowca Ludwika Wyszomirska wzięła, jako sanitariuszka, udział w powstaniu warszawskim.

Ludwika urodziła się 26 sierpnia 1916 r. w Kręgach. Jej rodzice, Marianna i Roman Wyszomirscy, mieli majątek w nieodległym Zdziebórzu. Dziś obie te wsie znajdują się w gm. Somianka w pow. wyszkowskim. Po I wojnie światowej Roman Wyszomirski kupił dwór oraz siedemdziesięciohektarowe gospodarstwo rolne w Czarnowcu. Tutaj też zamieszkał wraz z rodziną.

Ludwika naukę w ostrołęckim Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego skończyła latem 1936 r. Niecodzienny, jak na Ostrołękę, środek transportu młodej dziedziczki do szkoły zapamiętał i utrwalił w swoich wspomnieniach jej kolega z klasy – Witold Popiołek. Trzy lata po ukończeniu szkoły Ludwika miała wyjść za mąż. Datę ślubu z Zygmuntem Trzaską wyznaczono na początek września 1939 r. Do zawarcia małżeństwa wówczas nie doszło.

Foto ze zbiorów Remigiusza Makowieckiego (FB). Przed wojną szkoła ta nosiła nazwę Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego. Obecnie budynek I Liceum Ogólnokształcącego.

1. „Ksenia”/”Xsenia” – Stolica

Zarówno narzeczony, jak i dwaj bracia Ludwiki, Zygmunt i Jan, poszli na wojnę. Ludwika pozostała sama z matką. Ojciec zmarł cztery lata przed wojną, a starsza siostra z poślubionym mężem przeprowadziła się do Warszawy. W czarnowieckim dworze mieścił się sztab obrony Ostrołęki. Wkrótce miasto oraz całą okolicę zajęli Niemcy. Gdy przyszli do dworu w Czarnowcu, kazali matce i córce spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie opuścić dom. 

Pojechały do Warszawy. Do siostry Ludwiki – Zofii. Całą hitlerowską okupację dziedziczka spędziła więc w stolicy. Wstąpiła do Konfederacji Narodu – organizacji, która w sierpniu 1943 r. weszła w skład Armii Krajowej. Wzięła udział w powstaniu warszawskim, miała wtedy 28 lat. Była żołnierką jednego z dwóch plutonów Konfederacji Narodu, które wzięły udział w walkach. Nosiła pseudonim „Ksenia”/”Xsenia”.

O godzinie „W” stawiła się w miejscu zgrupowania swojego oddziału – w Alejach Jerozolimskich numer 49, po sąsiedzku z fotoplastikonem warszawskim. Miejsce to w latach okupacji było wykorzystywane do celów konspiracyjnych. „Ksenia” była jedną z trzech sanitariuszek plutonu „Mieczyki”, w skład którego wchodzili chłopcy z Młodzieży Nowej Polski. W pierwszych dniach powstania pluton pełnił głównie służbę wartowniczą. Jednak już 5 sierpnia otrzymał rozkaz obsadzania rogu ulic Karolkowej i Wolskiej. Tam młodzi żołnierze dostali się pod huraganowy ogień artyleryjski. Następnie, wraz z batalionem „Czata 49” (w skład którego wchodził ich pluton) ze Zgrupowania „Radosław”, wzięli udział w natarciu na ul. Płocką. Batalion poniósł duże straty: „W czasie tej walki odznaczyła się sanitariuszka „Xenia”, która pod ogniem nieprzyjaciela opatrzyła wielu rannych.”

Ludwika

„Czata 49” była jednostką kadrową i elitarną. Posiadała bardzo dobrze zorganizowane służby logistyczne w postaci kompanii gospodarczej, kolumny samochodowej, rusznikarni oraz sanitariatu. Walczyło w jej szeregach, co warto podkreślić, wielu żołnierzy przeszkolonych w strukturach konspiracyjnych Polskiego Państwa Podziemnego. Żołnierze „Czaty 49” pochodzili bardzo różnych środowisk, by wspomnieć choćby o służących w niej trzech hrabiach. Uznaniem bohaterstwa żołnierzy ze strony dowództwa były liczne awanse oraz odznaczenia Virtuti Millitari oraz Krzyżem Walecznych. Warto tu przytoczyć ostatni rozkaz ppłk „Radosława”, w którym dowódca wyraził uznanie dla swoich żołnierzy:

Zgrupowanie „Radosław”, dowodzone przez ppłk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”, wywodziło się z oddziałów dyspozycyjnych Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej oraz takich struktur jak: Centrala Zaopatrzenia Terenu i Referat „993/W” II Oddziału KG AK połączonych w okresie przedpowstańczym w samodzielną jednostkę. Przez 63 dni Powstania Warszawskiego przeszło ono krwawy szlak bojowy z Woli poprzez Stare Miasto, Śródmieście, Czerniaków, Mokotów, zakończony w Śródmieściu. Jego żołnierze wzięli udział w ciężkich i dramatycznych walkach, o czym świadczą straty sięgające 70–80% stanu początkowego, który wynosił ponad 2000 żołnierzy. Zgrupowanie stanowiło szturmową jednostkę powstańczą, wykorzystywaną do wspierania zagrożonych odcinków oraz do wykonywania szczególnie trudnych zadań bojowych. Efekty jego działań znacznie wpłynęły na rozwój wydarzeń w stolicy, choć nie różniło się ono od innych zgrupowań powstańczych. Walka powstańcza miała specyficzny charakter. Warunki, w których przyszło działać jej żołnierzom wymagały od nich wysokiego morale oraz umiejętności dostosowywania się do zmiennego pola bitwy. Wysiłek zbrojny żołnierzy Zgrupowania, zarówno w okresie konspiracji jak i Powstania Warszawskiego, był kontynuacją walki z okupantem, którą Wojsko Polskie rozpoczęło w 1939 r.

„ Żołnierze Zgrupowania „Radosław”!
Dwumiesięczne walki o wyzwolenie narodu weszły w końcową fazę. Bez żadnej pomocy, sami wobec przytłaczającej przewagi technicznej wroga wytrwaliśmy na najcięższych posterunkach – Wola – Stare Miasto – i Czerniaków – to szlak bohaterski waszych zmagań, na którym wskrzesiliście najpiękniejsze tradycje żołnierza-Powstańca. W toku dwumiesięcznych walk nie byliśmy ani razu rozbici, odchodziliśmy zawsze na rozkaz po wyczerpaniu ostatnich naboi. Szlak nasz znaczony setkami mogił towarzyszy broni stał się sławnym w dziejach powstania sierpniowego i dumny jestem, że dowodziłem najdzielniejszą grupą Powstańców. […] Dziękuję wszystkim d-com oddziałów i szeregowym za ich trud ofiarny, a w szczególności d-cy Brody, kpt. „Jerzemu” oraz całemu baonowi harcerskiemu, mjr „Witoldowi” i żołnierzom „Czaty”, por. Jeremiemu oraz żołnierzom Parasola, por. Szczęsnemu oraz żołnierzom Miotły, kpt. „Irmie” i zespołowi łączniczek bojowych, w sztabie mojemu z-cy płk Turowi za rzetelna żołnierską współpracę, adiutantowi Klarze i oficerom, których wspólnym wysiłkiem tworzyliśmy historię grupy.”

Okładka książki „Batalion Armii Krajowej „Czata 49” w Powstaniu Warszawskim”.

Foto: dzieje.pl, 20 marca 1942 r., po raz pierwszy na ulicach Warszawy pojawiła się „kotwica” – symbol Polski Walczącej. Znak odzwierciedlający nadzieje Polaków na zwycięstwo namalował na werandzie cukierni Lardellego prawdopodobnie podharcmistrz Maciej Aleksy Dawidowski, „Alek”.

Od 8 sierpnia Ludwika Wyszomirska dostała rozkaz służby w plutonie por. Zdzisława Zołocińskiego „Piotra”.

Pracowała w Szpitalu Karola i Marii przy ul. Leszno 136. Z Woli przedostała się na Stare Miasto. Stamtąd kanałami przeszła na plac Bankowy, a pod koniec powstania – na górny Czerniaków. Tu została ranna w rękę. Z odsłoniętą od nadgarstka do łokcia kością przedramienia ewakuowała się na brzeg Wisły przez pozostającą pod niemieckim ostrzałem ul. Solec. Rannych ewakuowali stamtąd (na pontonie) walczący u boku Armii Czerwonej żołnierze gen. Zygmunta Berlinga. 20 września Ludwika wraz z grupą rannych przepłynęła na drugą stronę Wisły. Razem z innymi chciała się dostać do szpitala polowego w Aninie. Utknęli jednak w willi na Saskiej Kępie. Sowieci, okupujący prawy brzeg Wisły, nie czekali na uciekinierów z powstania z otwartymi ramionami. Ludwika została aresztowana przez NKWD. Sanitariuszkę zwolniono z więzienia, ale na krótko. Sowiecka policja polityczna zatrzymała ją ponownie w związku z antykomunistyczną działalnością jej brata – Jana Wyszomirskiego. Janek, jako wróg ludu, został w 1945 r. rozstrzelany.

2. Jan Wyszomirski „Wroński” (1913-1945)

W czasie wojny Ludwika straciła dwóch braci. Zygmunt w 1939 r. skończył swój szlak bojowy pod Rawą Ruską. Tam trafił do sowieckiej niewoli. NKWD rozstrzelało go w Katyniu. Wspomnianego wcześniej Jana, który zaangażował się w antykomunistyczną działalność w prawobrzeżnej Warszawie w 1944 r., uwięziono. Został skazany na śmierć przez zależny od ZSRS sąd wojskowy. O śmierci każdego z braci rodzina Wyszomirskich dowiedziała się długo po fakcie. Nazwisko Zygmunta ukazało się na plakatach i w propagandowych gazetach niemieckich. Stało się to po tym, gdy hitlerowcy odkryli masowe groby w Lesie Katyńskim. O wykonaniu wyroku śmierci na Janie rodzinę poinformowano dopiero w 1958 r.

3. Zygmunt Wyszomirski (1912-1940)

Wojnę przeżył narzeczony Ludwiki. Zygmunt Trzaska pochodził z majątku Przeczki (obecnie część wsi Borowce w gm. Troszyn). W okresie niemieckiej okupacji dostał się do niewoli. Wywieziono go do III Rzeszy (Murnau niedaleko Garmisch-Partenkirchen). Gdy wrócił do kraju, odnalazł Ludwikę. Wkrótce wstąpili w związek małżeński. Doczekali się trójki potomstwa. Ludwika Wyszomirska nigdy nie zamieszkała już w Czarnowcu. Komunistyczne władze zmusiły matkę i  siostrę Ludwiki do zrzeczenia się własności dworu oraz gospodarstwa. Złożyły pisemne zobowiązanie, że nigdy nie wrócą w rodzinne strony.

Po wojnie podjęła studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jej powstańcza fotografia (w furażerce z orzełkiem, biało-czerwoną opaską na ramieniu oraz torbą przewieszoną przez ramię) znalazła się na okładce tygodnika „Stolica” – w pierwszym sierpniowym numerze z 1964 r. (w dwudziestą rocznicę powstania). Fotografia umieszczona w czasopiśmie nie została konkretnie opisana (poza ogólnym stwierdzeniem, że dwadzieścia lat temu wybiła  w Warszawie godzina „W”). Na stronach wydawnictwa nie znalazł się również żaden artykuł, do którego mogłaby odsyłać wspomniana okładka. Bliscy zidentyfikowali jednak na fotografii sanitariuszkę „Ksenię”. Ludwika Wyszomirska (po mężu Trzaska) zmarła 12 lutego 1977 r.

4. Ludwika Wyszomirska „Ksenia”/”Xsenia” (1916-1977)

Jan Trzaska – syn Ludwiki i Zygmunta.
Foto: Paweł KrajewskiTygodnik Ostrołęcki.

5. Ludwika Wyszomirska (1916-1977)

POWSTAŃ I POKAŻ, ŻE PAMIĘTASZ
Raz w roku Warszawa zatrzymuje się na chwilę, aby powstać na nowo, tak jak przed laty Powstańcy Warszawscy powstali do nierównej walki w obronie wolności. Powstańmy razem i pokażmy, że pamiętamy. Powstając budujemy wspólnotę i kreujemy przyszłość, stajemy się silniejsi.

1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 wybuchło Powstanie Warszawskie. Do walki stanęło około 50 tys. powstańców Armii Krajowej zorganizowanych w zgrupowania obejmujące bataliony i inne formacje zbrojne. Niestety powstańcy byli bardzo słabo uzbrojeni. W momencie wybuchu Powstania żołnierze dysponowali zaledwie 40% i tak skromnych zasobów broni i amunicji. Polscy żołnierze mieli do dyspozycji wyłącznie:
– 1.000 karabinów zwykłych
– 300 pistoletów maszynowych
– 60 ręcznych karabinów maszynowych
– 7 ciężkich karabinów maszynowych
– 35 karabinów przeciwpancernych i Piatów
– 1.700 pistoletów zwykłych
– 25.000 granatów
Przeciwnik w łącznej sile około 50 tys. niemieckich żołnierzy, żandarmów, policjantów, oraz rosyjskich renegatów dysponował miażdżącą przewagą uzbrojenia. W dyspozycji miał czołgi, samoloty, pociągi pancerne, artylerię, miotacze min, dużą ilość broni maszynowej.
Przewidziane na kilka dni Powstanie trwało w rezultacie 63 dni będąc największym tego typu zrywem wolnościowym w historii II wojny światowej. Mimo ogromnej przewagi militarnej, wojska niemieckie poniosły ogromne, blisko 50% straty: 10.000 poległych, 7.000 zaginionych, 9.000 rannych.
W powstaniu poległo około 16.000 powstańców i około 150.000 ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych.

Tekst o powstańczej, czarnowieckiej sanitariuszce – Ludwice Wyszomirskiej ukazał się również w kwartalniku „GŁOS NIEZŁOMNY” Nr 3/2024, wydawanym przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.
Zapraszamy do lektury.

Bibliografia:
– Karczewski J., Śladami Niezłomnych,  Warszawa 2018.
– Kobylańska Z., Konfederacja narodu w Warszawie, Warszawa 1999.
– Krajewski P., Ocalić dla potomnych (tekst z 29 marca 2007 r.). Źródło: to.com.pl (dostęp 17 czerwca 2024 r.)
– Popiołek W., Gimnazjalna przeszłość 1927-37, Ostrołęka 1992.
– Powstańcze biogramy – Ludwika Wyszomirska. Źródło: 1944.pl. (dostęp 17 czerwca 2024 r.).
– Siewierski T., Z dziejów Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce 1913-1983, Ostrołęka 1983.
– Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Opisy zdjęć:
1. Ludwika Wyszomirska „Ksenia” (1916-1977) w trakcie powstania warszawskiego. Źródło: „Stolica” z 2 sierpnia 1964 r., nr 31 (869), rok XIX.
2. Jan Wyszomirski „Wroński” (1913-1945). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
3. Zygmunt Wyszomirski (1912-1940). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
4. Ludwika Wyszomirska „Ksenia” (1916-1977). Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.
5. Ludwika Wyszomirska. Źródło: zbiory rodziny Wyszomirskich – Jan Trzaska.

Opracowanie: Jacek Pawłowski/Marek Karczewski

Muzeum Żołnierzy Wyklętych akcją „To także nasza historia” rozpoczęło obchody 80. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Przy współpracy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Miejskiego Zakładu Komunikacji w Ostrołęce i miasta Ostrołęka – prezydenta Pawła Niewiadomskiego, rozwieszono 23 lipca 2024 r. w witrynach przystankowych 50 plakatów.
Na plakatach zaprezentowano postaci:
Ludwiki Wyszomirskiej (1916-1977) „Ksenia”/”Xenia”
Marii Perzanowskiej (1916-1987) „Marysia”
Lesława Kossowskiego (1921-?) „Leszek”, „Lech”
Stefana Gorgonia (1923-1997) „Kurp”, „Stefan Drużbicki”
Władysława Certowicza (1923-1944) „Żaba”

Wizerunek Ludwiki zawisł łącznie na dziesięciu przystankach w Ostrołęce i Rzekuniu.
Dziękujemy za realizację tego pomysłu:
Panu Dyrektorowi Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Jackowi Karczewskiemu,
Panu Prezydentowi miasta Ostrołęki Pawłowi Niewiadomskiemu,
Panu Prezesowi MZK w Ostrołęce Dariuszowi Domanowskiemu

Projekt graficzny Pani Natalia Iwańska.

„…Pamiętając o tej okrągłej rocznicy, pragniemy wpisać ją w kontekst historii Ostrołęki i regionu.
To także nasza historia – według dotychczasowych ustaleń, w oparciu o rejestry prowadzone przez Muzeum Powstania Warszawskiego oraz badania lokalnych historyków, liczba uczestników tego zrywu niepodległościowego związanych z Ostrołęką i powiatem ostrołęckim wynosi około 100 osób…
…Biogramy kolejnych osób przybliżymy na wystawie plenerowej, którą można będzie oglądać na dziedzińcu Muzeum…”
ź: MŻW






Nowy Jork lata świetlne za Czarnowcem

Nowy Jork lata świetlne za Czarnowcem

Jeśli zapytasz się losowego mieszkańca z czym kojarzy się Ameryka to usłyszysz, że z wszystkim największym i wszystkim najlepszym. Tam robią najlepsze hot-dogi i największe samochody, ale na pewno nie usłyszysz, że ten kraj jest jakieś 150 lat za Europą i jakieś dwanaście lat za Czarnowcem. Amerykanie właśnie odkrywają kosze na śmieci.

7 marca 1884 prefekt Paryża Eugene Poubelle wydaje dekret, w ramach którego właściciele budynków muszą posiadać trzy pojemniki na odpady o pojemności od 40 do 120 litrów, a każdy z nich musi być szczelnie zamykany. Jeden pojemnik ma służyć do przechowywania odpadów ulegających kompostowaniu, jeden na papier i tkaniny, a trzeci na miski, naczynia itd. (bo wtedy tłuczenie się naczyń było na porządku dziennym).
Uznaje się, że jest to symboliczna data powstania kosza na śmieci, ale już wcześniej ludzie starali się usuwać zanieczyszczenia ze swojego otoczenia. Francuski system uznawany jest za pierwszy zorganizowany sposób walki ze śmieciami zalewającymi ulice miast. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie miejsc bez koszy na śmieci. Przynajmniej do tej pory, bo okazuje się, że Nowy Jork „odkrywa zalety kosza na śmieci”

8 lipca 2024 r. burmistrz Nowego Jorku Eric Adams dumnie pokazuje kosz na śmieci

Od 12 listopada 2024 r. wszystkie nieruchomości zostały objęte obowiązkiem posiadania kosza na śmieci. Burmistrz postawił sobie za cel usunięcie worków na śmieci z ulic, bo nie dość, że to nieestetyczne, to dodatkowo zajmuje przestrzeń chodnika, a w workach buszują szczury. Zmiana ma poprawić warunki sanitarne w Nowym Jorku.
Tyle o „zacofaniu Nowego Jorku”.

Mieszkańcy Czarnowca sortują śmieci od 2012 roku… do koszy!

Pomimo, że gmina Rzekuń (jak każda w Polsce) miała obowiązek wprowadzenia jednolitego systemu segregacji odpadów do końca czerwca 2022 roku! – pisaliśmy o tym tu -> tego nie uczyniła, mieszkańcy sami się edukują. Może to się wiązać z nałożeniem kar na samorząd, który rozłoży koszty na „Kowalskiego”.
W Czarnowcu widać poprawę nawet pomimo braku gminnej kampanii o zasadach sortowania.
W pierwszych latach sortowaliśmy na dwa, trzy kosze, teraz jest ich pięć.
ZIELONY – do szkła!
NIEBIESKI – do papieru, kartonu
ŻÓŁTY – do plastiku i drobnego metalu
BRĄZOWY – do BIO
CZARNY – do śmieci „niesortowalnych”
POPIÓŁ – gromadzimy w mocnych, specjalnych szarych workach.

Ale to nie koniec nowości w śmieciach!

Od stycznia 2025 roku gminy będą musiały zadbać o wdrożenie kolejnych zmian. Czekają nas kolejne kosze (jeszcze nie wiemy jakiego koloru). Tym razem będziemy zobowiązani do oddzielania kolejnej frakcji. Ubrania, tekstylia, obuwie będziemy musieli wrzucać do odrębnych pojemników.

Jak sortować (obecnie) śmieci i do jakiego koloru co musimy wyrzucać nie tylko w Czarnowcu ale i gminie Rzekuń, i Ostrołęce, i powiecie ostrołęckim i na terytorium całej Polski przedstawiamy w poniższym filmie.

Stosujmy się do zasad sortowania ustawowego.

O podwyżkach opłat za śmieci przeczytacie Państwo w następnym artykule. Zapowiedź była tu ->

Marek Karczewski – sołtys

Do powyższego wpisu korzystałem z treści zawartych na stronie spidersweb.pl (dostęp 17.07.2024)




Już dziś o Funduszu Sołeckim 2025

Już dziś o Funduszu Sołeckim 2025

Podczas ostatniej sesji rady gminy Rzekuń w dniu 10 lipca 2024 r. otrzymałem pismo w sprawie przydziału środków finansowych na sołectwo Czarnowiec, na 2025 rok.

Już dziś zachęcam i zapraszam wszystkich mieszkańców, którym nie jest obojętne wydatkowanie pieniędzy z Funduszu Sołeckiego do zgłaszania swoich pomysłów na przedsięwzięcia w 2025 roku.

To na co przeznaczamy środki z Funduszu Sołeckiego jest szczegółowo zaprezentowane w dziale FUNDUSZ SOŁECKI.

Swoje propozycje na przedsięwzięcia proszę kierować na adres wiesczarnowiec@gmail.com lub sms na nr 533613913 – Marek Karczewski, osobiście do sołtysa.
Wszelkie propozycje będą odnotowane i rozważone (wstępnie) na posiedzeniu Rady Sołeckiej – tydzień przed Zebraniem Wiejskim.

Zebranie Wiejski zwołam najprawdopodobniej w pierwszym tygodniu września 2024 r., zatem jest jeszcze trochę czasu na Państwa pomysły.

Przydzielono nam kwotę 34 848, 87 zł.
Jest to kwota o 5 614,11 zł niższa niż w 2024 roku.

Poniżej przedstawiam skan dokumentów otrzymanych z Urzędu Gminy.

Marek Karczewski




Wyniki rowerowej rywalizacji „Aktywne Miasta 2024”

Wyniki rowerowej rywalizacji „Aktywne Miasta 2024”

Od czterech lat zachęcam i zapraszam mieszkańców całej gminy Rzekuń oraz rowerzystów grupy „Ostrołęka” do licznego udziału w tej fajnej – aktywnej zabawie rowerowej.

Zaczęło się o północy 1. czerwca 2024 r., skończyło o 23:59 30. czerwca 2024 r.
Tyle trwała kolejna edycja rywalizacji rowerowej, wymyślonej przez aglomerację Bydgoszcz.
Do tej popularnej rywalizacji od pięciu już lat dołączają kolejne miasta, gminy i wsie.
Czarnowiec kręci kilometry dla miasta Ostrołęki już czwarty rok.
W tym roku, tak jak w latach poprzednich Czarnowiec bezapelacyjnie zwyciężył w grupie „Rzekuń”. W gminie Rzekuń jest 21 sołectw ale tylko Czarnowiec liczy się w tej rywalizacji.
Co więcej?
Sam Czarnowiec, przy wsparciu innych wiosek (rowerzystów) gminy wjechał na drugie miejsce w grupie „Ostrołęka”. Naprawdę niewiele zabrakło naszej gminie (podgrupie) do zwycięstwa z ostrołęczanami.
Ostrołęka, przy bardzo dużej konkurencji w kraju, zajęła 9. miejsce w Polsce.

Zorganizowaliśmy super inaugurację i finał rywalizacji!

Prezydent miasta Ostrołęki, Stowarzyszenie Ekomena, Radny miejski, MOSiR, Klub Kolarski 24h, sołtys Czarnowca zaprosili aktywnych mieszkańców Ostrołęki i okolic na „Ostatnie Kręcenie”.
Można o tym przeczytać tu: i tu:
INAUGURACJĘ zainicjowała Ekomena
FINAŁ sołtys Czarnowca
Dziękujemy za liczny udział wszystkim ostrołęczanom!

Wielkie brawa dla wszystkich Państwa, którzy nie spali lub brali specjalnie wolne w pracy aby wykręcić jak najwięcej kilometrów.
Wiem, że niektórzy na tegoroczną rywalizację zakupili sobie nowe rowery, kaski, buty kolarskie, spodenki, koszulki…
Wierzę również w to, że do kolejnej edycji „2025” wystartujecie jeszcze bardziej przygotowani i przekonani, że nie kręcicie dla sołtysa tylko DLA SIEBIE!

Widzę u Państwa te roześmiane twarze, gdy mijamy się na trasie. Pomimo rywalizacji jest to wyłącznie wspaniała zabawa połączona ze zdrową aktywnością.

Jeszcze raz serdecznie gratuluję wszystkim uczestnikom rowerowej zabawy.

Zapraszam serdecznie na dekorację rowerzystów, którzy kręcili kilometry dla Czarnowca-Rzekunia-Ostrołęki.
Dekoracja grupy „Czarnowiec” odbędzie się dnia 3 sierpnia 2024 r. podczas Czarnowieckiego Festynu Wiejskiego (sobota), ok. godz. 16:20.

UWAGA! Odbiór nagród wyłącznie osobisty i tylko w tym terminie.

Sołtys Czarnowca Marek Karczewski

Szczegółowa tabela z wynikami

Skład wyników Marek Karczewski

Edit na wieczór tego samego dnia!
Fejs i Unia Europejska traktują ten wpis jako zagrożenie!
Usunięto wpis z podaniem komunikatu:
„Wygląda na to, że została przez Ciebie podjęta próba pozyskania polubień, obserwowań, udostępnień lub wyświetleń filmu w sposób wprowadzający w błąd. To narusza nasze Standardy społeczności dotyczące spamu.”




Czarnowiecki Festyn Wiejski

Czarnowiecki Festyn Wiejski

Sołtys Czarnowca, Rada Sołecka, Koło Gospodyń Wiejskich Czarna Owca w Czarnowcu, Radna Gminna
ZAPRASZAJĄ

W sobotę, 3 sierpnia od godz. 14-ej, przy Świetlicy Wiejskiej w Czarnowcu rozpoczną się konkursy, zabawy, atrakcje…

W programie festynu:
14:00-17:00 – dmuchane zjeżdżalnie
14:00-17:00 – stoisko KGW Czarna Owca w Czarnowcu
14:00-17:00 – stoisko “Kipi w Ogrodzie” z Czarnowca
——————————————————-
15:00 – przywitanie uczestników
15:15 – start “Gry Wiejskiej”
15:15 – konkursy dla dzieci i dorosłych
16:20 – dekoracja “Aktywne Miasta”
16:30 – dekoracja zwycięzców “Gry Wiejskiej”
17:00 – ognisko dla mieszkańców – Kapela Od Kurpsi
22:00 – zakończenie festynu

Prosimy zabrać ze sobą DOBRY HUMOR.

Marek Karczewski

Wszelkich, potencjalnych sponsorów prosimy o kontakt pod nr 533613913

SPONSORAMI WYDARZENIA SĄ (alfabetycznie):

aktualizacja 25.07.2024 r.

  • Best-Office – Ostrołęka/Ławy
  • Dach-Met – Czarnowiec
  • Gmina Rzekuń
  • Granit-Ost – Czarnowiec
  • MM Marzewski – Czarnowiec
  • Muzeum Żołnierzy Wyklętych – Ostrołęka
  • Piasta Kamieniarstwo – Czarnowiec
  • Sadowniczy.pl – Piasecznia
  • Sołtys Czarnowca



Świetlica już klimatyzowana

Świetlica już klimatyzowana

Rotenso to japońska firma powstała w 1987 roku. Założyciel marki, Daisuke Emoto, od początku jej działalności postawił na to, by dostarczać bardzo nowoczesne rozwiązania klimatyzacyjne, a także wentylacyjne i te w zakresie ogrzewania.
Marka klimatyzacji Rotenso jest bardzo dobrze znana na polskim rynku. Konsumenci darzą ją niezwykle dużym uznaniem ze względu na wysoką funkcjonalność oraz długą żywotność i solidność produktów.

Taka właśnie klimatyzacja w budynki Świetlicy Wiejskiej została, w ramach wydatków z Funduszu Sołeckiego 2024 zainstalowana.

Od teraz w upalne dni, w pomieszczeniach świetlicy będzie utrzymywana optymalna temperatura.
Dodatkowo przy współpracy z wcześniej zainstalowaną rekuperacją jej wydajność stanie się jeszcze lepsza.
Połączenie klimatyzacji i rekuperacji sprawia, że w okresie letnim utrzymamy optymalną temperaturę w pomieszczeniach. Jednocześnie, łatwo zapanujemy nad poziomem wilgotności powietrza.

Dziękujemy Panu Piotrowi Mierzejewskiemu za ekspresowy montaż w ramach prac społecznych na rzecz lokalnej społeczności.

Marek Karczewski




Ostatnie kręcenie (wyniki, zdjęcia)

Ostatnie kręcenie (wyniki, zdjęcia)

Rywalizacja na aplikacji „Aktywne Miasta” trwała od 1 do 30 czerwca 2024 r.
Przez okres 30 dni trwała zacięta walka o każdy kilometr wykręcony na rowerze, w dowolnym miejscu na świecie.
Mieszkańcy Czarnowca aktywnie (już po raz czwarty) włączyli się do walki o najwyższe lokaty w grupie „Ostrołęka”.
O wynikach najlepszych pań i panów będziemy pisać niebawem, a samo uroczyste podsumowanie zaplanowane jest na 3 sierpnia 2024 r. podczas Czarnowieckiego Festynu Wiejskiego.

W niedzielę, 30 czerwca 2024 r. na zaproszenie Prezydenta Ostrołęki Pawła Niewiadomskiego i radnego Bartosza Śniecińskiego Stowarzyszenie Ekomena zorganizowała ognisko – przy współpracy MOSiR w Ostrołęce i Klubu Kolarskiego 24h.

Wszyscy rowerzyści, którzy okazali swoją aktywność rowerową w telefonie mogli skorzystać z bogato zastawionego stołu. Fiesta trwała od godz. 19:00 do 22:00. Jedni jedli kiełbaski, ciasto i popijali napojami, a inni wciąż kręcili kilometry i nie zawracali sobie myśli jedzeniem 🙂 Przykładem może być mieszkaniec Czarnowca, który ukręcił w trakcie ogniska jeszcze sporo kilometrów. Mowa o Panu Bogdanie Antośkiewiczu.

Gdy już wszyscy się posilili, to wielu z nich odpuściło już rywalizację ogłoszoną przez Sołtysa Czarnowca, która rozpoczęła się równo o godzinie 22:00 i trwała aż do ,północy. W czerwcowej rywalizacji można było kręcić kilometry wyłącznie do 23:59 dnia 30 czerwca.

Do startu przystąpiło 15 osób, które w granicach miasta Ostrołęki kręciły ostatnie kilometry. Łącznie ukręcono jeszcze 398,75 km.
Najlepszym mieszkańcem Czarnowca, któżby inny? – Bogdan Antośkiewicz, który wykręcił od 22:00 do 23:59 43,45 km.
Poniżej prezentujemy szczegółowe wyniki wszystkich uczestników rywalizacji „Ostatnie kręcenie”.

Sołtys Czarnowca wręczył dyplomy i nagrody rzeczowe przekazane dla rowerzystów przez Panią Olgę Niwiarowską z Przasnysza/Gdańska, w poszczególnych klasyfikacjach:

1. Najlepsza rowerzystka grupy “Ostrołęka” – OPEN
2. Najlepszy rowerzysta grupy “Ostrołęka” – OPEN
3. Najlepsza członkini KK24h
4. Najlepszy członek KK24h
5. Najlepsza mieszkanka Czarnowca
6. Najlepszy mieszkaniec Czarnowca

Portal moja-ostroleka.pl ufundował dyplomy i wartościowe nagrody rzeczowe dla:
1. najmłodszej uczestniczki
2. najmłodszego uczestnika

FOTO

Więcej zdjęć: moja-ostroleka1, moja-ostroleka2, eOstroleka

Dziękuję serdecznie za udział w nocnej rywalizacji.

Z tego miejsca dziękuję serdecznie Piekarni Kurpiowskiej Serafin za dostarczenie pysznego pieczywa.

ps. dwie minuty po zakończeniu dekoracji przyszła burza i lunął deszcz, ale to wszystko było zaplanowane 🙂

Marek Karczewski




Ostatnie kręcenie na dwóch kółkach

Ostatnie kręcenie na dwóch kółkach, w niedzielę 30 czerwca 2024 r.

W ramach ogólnopolskiej rywalizacji rowerowej „Aktywne Miasta”, za pomysłem członka Klubu Kolarskiego 24h i sołtysa Czarnowca, miasto Ostrołęka, na zaproszenie Pana Prezydenta Pawła Niewiadomskiego organizuje wydarzenie z ogniskiem i muzyką dla wszystkich rowerzystów.

Na poniższej grafice zapoznacie się Państwo ze szczegółami wydarzenia.

To jednak nie wszystko co czeka nas tego dnia.

Od godziny 19:00 do 22:00 kręcimy na rowerach, dla Ostrołęki kilometry z aplikacją „Aktywne miasta”. Kręcimy je na terenie miasta i na bufet zajeżdżamy na plażę.

Od godziny 22:00 do 23:59 kręcimy nadal…

REGULAMIN KRĘCENIA 22:00-23:59

  1. Rywalizacja jest skierowana do wszystkich rowerzystów!
  2. O godzinie 22:00 włączamy na swoim telefonie nową aktywność.
  3. Do wspólnego zdjęcia i rozpoczęcia rywalizacji o godz. 22:00 zapraszamy na chodnik przy Dworcu Autobusowym Gabriella Travel od strony ulicy Bogusławskiego.
  4. Poruszamy się rowerami w granicach administracyjnych miasta Ostrołęki.
  5. Każdy uczestnik porusza się na własną odpowiedzialność – zgodnie z przepisami ustawy Prawo o Ruchu Drogowym!
  6. Nikt z uczestników nie ma obowiązku jechania bez przerwy w wyznaczonych godzinach – można robić dowolną ilość przystanków.
  7. W rywalizacji 22-00 liczy się ilość pokonanych kilometrów.
  8. Wygrywa osoba, która wykręci (w granicach Ostrołęki i dla Ostrołęki) największą ilość kilometrów.
  9. Graniczne czasy trwania treningu to: 22:00 – 23:59!
  10. Rozstrzygnięcie rywalizacji nastąpi tuż po północy z niedzieli na poniedziałek po okazaniu swoich wyników.
  11. Miejscem dekoracji będzie chodnik przy Dworcu Autobusowym Gabriella Travel, ul. Bogusławskiego 21
  12. Nagrodzone będą wyłącznie osoby z aplikacją „Aktywne Miasta”, które kręcą w grupie „Ostrołęka”.
  13. WSZYSTKIM ZALECAMY JAZDĘ W KASKU!

Dodatkowo informuję, że wciąż trwa rywalizacja w Czarnowcu – również z kręceniem dla Ostrołęki.

Na plażę i do wspólnego kręcenia zapraszają:
Prezydent miasta Ostrołęki Paweł Niewiadomski
Stowarzyszenie Ekomena
MOSiR w Ostrołęce
Klub Kolarski 24h z siedzibą w Czarnowcu

Sołtys Czarnowca

Marek Karczewski




Raport wójta o stanie gminy za 2023 r.

Raport wójta o stanie gminy za 2023 r.

Na stronie Urzędu Gminy w zakładce https://www.rzekun.pl/rg/sesje-rady/raport-o-stanie-gminy-za-2023-rok-zgloszenie-do-debaty czytamy tekst zachęcający mieszkańców do udziału w debacie.
Na zgłoszenie się do udziału w debacie mieszkańcy mają czas do środy 26.06.2024 r., do godz. 15:45.

„Informujemy, iż na najbliższej sesji Rady Gminy Rzekuń, która odbędzie się 27 czerwca 2024 roku, Wójt Gminy Rzekuń, zgodnie z art. 28aa ustawy z dnia 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym, przedstawi Raport o stanie Gminy Rzekuń za rok 2023.
Nad przedstawionym raportem, który obejmuje podsumowanie działalności Wójta w roku poprzednim, przeprowadza się debatę, w której głos zabierają radni oraz mieszkańcy gminy.
Mieszkaniec, który chciałby zabrać głos w debacie winien złożyć do Przewodniczącego Rady Gminy Rzekuń, pisemne zgłoszenie poparte podpisami co najmniej 20 osób udzielających poparcia zgłaszającemu się do udziału w debacie.
Mieszkańcy są dopuszczani do głosu według kolejności otrzymania przez Przewodniczącego Rady zgłoszenia. Liczba mieszkańców mogących zabrać głos w debacie wynosi maksymalnie 15.
Zgodnie z art. 28 aa ust. 8 ustawy o samorządzie gminnym zgłoszenia składa się najpóźniej w dniu poprzedzającym dzień, na który zwołana została sesja, podczas której ma być przedstawiany raport o stanie gminy.
Po zakończeniu debaty nad raportem, Rada Gminy Rzekuń przeprowadzi głosowanie nad udzieleniem Wójtowi wotum zaufania.
Zgłoszenia będą przyjmowane do dnia 26 czerwca 2024 roku (środa), do godziny 15:45 w Biurze podawczym Urzędu Gminy w Rzekuniu przy ul. Kościuszki 33. Formularz zgłoszenia do zabrania głosu w debacie stanowi załącznik do niniejszej informacji oraz jest dostępny na stronie BIP Urzędu Gminy Rzekuń, a także w Urzędzie Gminy w Rzekuniu (tymczasowy punkt podawczy).”

(tekst na stronie UG w Rzekuniu, z 17 czerwca 2024 r.)

Możliwe, że do wszystkich Państwa zostały wysłane z systemu gminnego SMS-y informujące o ważnej debacie. Każdy kto zapisany jest do systemu powinien taki SMS otrzymać. Zasady przystąpienia do systemu gminnego informowania.

Ułatwiamy zapoznanie się „Raportem o stanie Gminy Rzekuń za rok 2023”. Zachęcamy do prześledzenia informacji o Czarnowcu zawartych w Raporcie.

RAPORT.pdf

Źródło: Rzekun.pl

MK




Uwaga! Od 1 września 2024 drożej za śmieci!

Uwaga! Od 1 września 2024 drożej za śmieci!

Zgodnie z projektem Uchwały Rady gminy Rzekuń z dnia 19 czerwca 2024 r. radni gminni podniosą opłaty za odbiór śmieci.

Ze szczegółami zawartymi w projekcie uchwały można zapoznać się tu ->

Co i ile zdrożeje?

SORTOWANE (z BIO) – 35 zł/osoba/miesiąc – było 25 zł/osoba/miesiąc
SORTOWANE (bez BIO) – 25 zł/osoba/miesiąc – było 15 zł/osoba/miesiąc
NIESORTOWANE – 70 zł/osoba/miesiąc – było 50 zł/osoba/miesiąc

Projekt uchwały zostanie przegłosowany na najbliższym posiedzeniu Rady gminy Rzekuń, dnia 27 czerwca 2024 r.

Cennik i zasady opłat

Dla Państwa, którzy śledzą w internecie lub chcą osobiście uczestniczyć w obradach Rady Gminy udostępniam link do porządku obrad czwartkowego posiedzenia. TU ->

MK




Duuuużo piasku i jest zabawa

Duuuużo piasku i jest zabawa

Od dwóch lat nie uzupełnialiśmy w piaskownicy przy świetlicy niezbędnego budulca.
Dziś na prośbę sołtysa dobrzy ludzie – Państwo Anna i Piotr Wyrębkowie załatwili i dostarczyli duuuużo piasku.
Złoto dla dzieci 🙂

Prośbę o piasek pisaliśmy tu – odzew był po kilku minutach.

Dziękujemy serdecznie.

Przy tej okazji chciałbym zwrócić uwagę dzieciom (pewnie tego nie przeczytają) – rodzicom, dziadkom o pozostawienie po sobie porządku w piaskownicy i na placu zabaw. Chodzi w szczególności o posprzątanie po dzieciach, patyczków po lodach, lizakach, opakowań po napojach i papierków po cukierkach. Wszystko powinno lądować w koszu, który stoi tuż obok.
Z naszego wiejskiego placu korzystają obecnie również mieszkańcy Tobolic (białego miasta przy torach) więc ruch na placu zabaw i w piaskownicy jest wzmożony.
Bardzo proszę o kulturę korzystania z obiektów – wszystkie dzieci niech się świetnie bawią.

ps. Drodzy tatusiowie i dziadkowie z Osiedla Działkowego. Przy świetlicy stoi i czeka na Wasze dzieci gotowa ramka do piaskownicy, na plac zabaw przy ul. Działkowej. Bardzo proszę o „akcję” przewiezienia jej na miejsce przeznaczenia. Dziękuję serdecznie.

Marek Karczewski




Nielegalny pobór, zagrożony karą

Nielegalny pobór, zagrożony karą

Zakład Obsługi Gminy przypomina, że odbiorcy usług nie są uprawnieni do samowolnego zamykania i otwierania zasuw na sieciach wodociągowych, w tym obsługujących przyłącza domowe. W przypadku konieczności zamknięcia przyłącza należy dokonać stosownego zgłoszenia do Zakładu pod numerem telefonu 29 643 20 55.

Otwieranie zasuw hydrantowych i używanie wody z hydrantów przeciwpożarowych do celów własnych jest równoznaczne z dokonaniem kradzieży wody i wiąże się z odpowiedzialnością karną określoną w stosownych przepisach. Za zrywanie plomb na urządzeniach wodociągowych, w tym na wodomierzach i hydrantach grozi karą grzywny do 5 000 zł, niezależnie od konieczności pokrycia kosztów zużytej nielegalnie wody oraz ewentualnych napraw lub wymiany uszkodzonych urządzenia.

W okresach dużego zużycia wody otwarcie hydrantu może spowodować przekroczenie wydajności stacji uzdatniania wody i tym samym okresowe zaburzenia w dostawie wody. Pojedynczy akt kradzieży może spowodować znaczne niedogodności dla wielu odbiorców z terenu całej gminy.

Dodatkowo kontroli podlegały będą wykonane przyłącza wodociągowe. Korzystanie z przyłącza wodociągowego bez protokołu technicznych odbioru i podpisanej umowy również zagrożone jest grzywną do 5 000 zł.

Nielegalne odprowadzanie ścieków bytowych i deszczowych do kanalizacji sanitarnej.

Zakład informuje, iż w najbliższym czasie ruszą kontrole przyłączy kanalizacji sanitarnej mające na celu kontrolę poprawności i legalności wykonanych podłączeń. Przyłącza będą sprawdzane pod kątem nielegalnego podłączenia odprowadzenia ścieków bytowych oraz spustu wody deszczowej do sieci kanalizacyjnej z posesji. 

Wykrycie niezalegalizowanego przyłącza kanalizacyjnego lub odprowadzanie wód opadowych do urządzeń kanalizacyjnych zagrożone jest karą ograniczenia wolności lub grzywny do 10 000 zł.

Zwracamy się z prośbą o informowanie pracowników Zakładu o zaobserwowanych przypadkach nielegalnego poboru wody oraz o zgłaszanie się mieszkańców mających wątpliwości co do stanu posiadanych przyłączy celem weryfikacji i ewentualnych napraw źle wykonanych urządzeń, aby uniknąć dotkliwych kar.

źródło: rzekun.pl




Doktor już nie przyjedzie do Ferdka, Pusi, Sucky…

Doktor już nie przyjedzie do Ferdka, Pusi, Sucky…

To było tragiczne zdarzenie na jeziorze Śniardwy w Niedźwiedzim Rogu – koło Pisza.
Sternikiem żaglówki był znany wszystkim w Czarnowcu Pan Andrzej Rawa – lekarz weterynarii.

Pan Andrzej Rawa od blisko czterdziestu lat był znany w Czarnowcu jako przyjaciel zwierząt. Pomógł niejednej krowie, klaczy i innym domowym zwierzakom przy ich cierpieniu.
Pamiętają to najstarsi mieszkańcy, którzy często korzystali z usług Pana doktora.

W ostatnich jednak latach pamiętamy pana Andrzeja wyłącznie z corocznych szczepień psów i kotów przeciwko wściekliźnie. Czynił dobro naszym zwierzakom – nie przybędzie już do Czarnowca na kolejne szczepienia.
Z wielkim smutkiem, żegnamy Pana doktora, który pojawiał się regularnie w naszej wiosce.

Jego hobby było żeglarstwo i tu właśnie podczas jego realizacji stało się najgorsze…

Wyrazy szczerego współczucia dla rodziny tragicznie zmarłego doktora Andrzeja Rawy. Łączymy się w bólu z najbliższymi.

MK




1-30 czerwca 2024 r. – rywalizacja o puchar sołtysa

1-30 czerwca 2024 r. – rywalizacja o puchar sołtysa

To już czwarty sezon gdy w czerwcu na rowery wsiądą mieszkańcy wioski aby rywalizować o tytuł najbardziej zapalonego rowerzysty.

Jak było w poprzednich latach?

2023 r.

MĘŻCZYŹNI
1. Robert Kawałek – 2094,54 km
2. Bogdan Antośkiewicz – 2084,79 km (rozpoczął w drugim tygodniu!)
3. Mariusz Drobnikowski – 1611,10 km (Ostrołęka, kręcił dla Czarnowca)
KOBIETY
1. Marta Kawałek-Szewczyk – 1022,47 km
2. Ewa Biedrzycka – 650,66 km (Ostrołęka, kręciła dla Czarnowca)
3. Jolanta Michniewicz – 575,21 km
DO 15 LAT
1. Robert Michniewicz – 1086,48 km
2. Filip Banasik – 301,46 km
3. Dawid Banasik – 146,33 km
W rywalizacji wzięło udział 36. mieszkańców Czarnowca.

2022 r.

MĘŻCZYŹNI
1. MARIUSZ DROBNIKOWSKI – 1189 km, (Ostrołęka, kręcił dla Czarnowca)
2. ROBERT KAWAŁEK – 750 km,
3. MAREK KARCZEWSKI – 675 km,
KOBIETY
1. EWA BIEDRZYCKA – 631 km, (Ostrołęka, kręciła dla Czarnowca)
2. MARTA KAWAŁEK – 505 km,
3. JOLANTA MICHNIEWICZ – 323 km, Czarnowiec
DO 15 LAT
1. ROBERT MICHNIEWICZ – 550 km,
2. FILIP BANASIK – 244 km,
3. DAWID BANASIK – 59 km.
RODZINY
1. Michniewicz – 1508 km
2. Kawałek – 1398 km
3. Banasik – 472 km
W rywalizacji wzięło udział 29. mieszkańców Czarnowca.

      2021 r.

      MŁODZIEŻ DO 15 roku
      1. (K) Patrycja Sikora – 33 km
      1. Robert Michniewicz – 200 km
      2. Adam Sikora – 153 km
      3. Filip Banasik – 131 km
      KOBIETY
      1. Małgorzata Szarwacka – 301 km
      2. Jolanta Michniewicz – 228 km
      3. Anna Sikora – 200 km
      MĘŻCZYŹNI
      1. Robert Kawałek – 680 km
      2. Marek Karczewski – 579 km
      3. Przemysław Rykowski – 415 km
      W rywalizacji wzięło udział 35. mieszkańców Czarnowca.

      Co należy zrobić aby dołączyć do rywalizacji?

      Zainstaluj aplikację “Aktywne Miasta”, a następnie wybierz:
      Ostrołęka – Grupa ogólna – Rzekuń – Czarnowiec
      Aplikację włączamy za każdym razem gdy ruszamy rowerem.

      Czarnowiec pomoże Ostrołęce!

      Kręcimy kilometry w gminie Rzekuń, w grupie CZARNOWIEC, pomagamy Ostrołęce w zdobyciu podium, w rywalizacji miast. Każdy kto ma taką wolę może kręcić dla Czarnowca, nawet zamieszkując w Gdańsku, Warszawie czy Poznaniu. Wystarczy wybrać naszą grupę.

      POLECAM – ZAPRASZAM

      UWAGA!
      Rywalizację można rozpocząć już o godz. 00:01 dnia 1 czerwca 2024 r. podczas inauguracyjnego przejazdu w Ostrołęce, organizowanego przez Stowarzyszenie EKOMENA.
      Polecam.

      Osoby kręcące kilometry dla Czarnowca, zamieszkujące w innych miejscowościach otrzymają również nagrody.

      Marek Karczewski




      Dzieci proszą o piasek

      Dzieci proszą o piasek

      Wykonaliśmy w ubiegłym sezonie solidną ramkę do piaskownicy na plac zabaw przy świetlicy.
      Rok wcześniej osobiście przywiozłem przyczepę piachu aby dzieci miały gdzie grzebać 🙂

      Niestety dzieci nie „oszczędzają” piasku i wynoszą go poza piaskownicę – w butach, kieszeniach i innych częściach garderoby – naturalny ubytek 🙂

      Sprawa pierwsza;
      Bardzo proszę tatusiów lub dziadków o akcję dostarczenia tego niezbędnego materiału w piaskownicy.
      Pomogę, proszę tylko o informację, kto i kiedy przywiezie.

      Sprawa druga;
      Możliwe, że Państwa dzieciom znudziły się już zabawki w domu i zalegają w kolejce do wyrzucenia. Możliwe, że Wasze dzieci już wyrosły z zabawek.
      Bardzo proszę – podrzućcie wszystko do piaskownicy przy świetlicy.
      Furtka jest otwarta.

      Potencjalnym ofiarodawcom serdecznie dziękuję.

      Sołtys




      Święcenie pól i upraw w Czarnowcu 2024

      Do wiejskich obrzędów dorocznych, w których uczestniczyli prawie wszyscy mieszkańcy, należał zwyczaj poświęcania pól.

      Obchodzono go na wiosnę w dniu św. Marka czyli 25 kwietnia lub dni krzyżowe, tj. poniedziałek, wtorek i środę przed Wniebowstąpieniem.
      Uroczysta procesja obchodziła pola od kapliczki do kapliczki, śpiewając litanię do wszystkich świętych i poświęcała po kolei wszystkie uprawne pola. Zwyczaj ten należał do bardzo starej tradycji. W każdym razie była to uroczystość związana z dawnym obrzędem wiosennym.
      Zwyczaj święcenia pól pielęgnowany jest do dzisiaj w wielu polskich miejscowościach. Na przełomie kwietnia i maja mieszkańcy spotykają się przy przydrożnej kapliczce i rozpoczynają modlitwę o urodzaj i błogosławieństwo Boże w pracy, a także o zgodę, miłość dla wszystkich mieszkańców wioski.
      Obrzęd jest wyrazem wiary w Bożą Opatrzność.
      Według myśli chrześcijańskiej praca na roli to zaszczyt, służba, znak podjęcia współpracy z Bogiem, który podzielił się z nami możliwością tworzenia.

      Środa 29 maja godz. 19:00

      Uroczystości rozpoczną się o godzinie 19:00
      Oto plan procesji:
      19.00 – 2550W 2
      19.10 – Słoneczna 95
      19.20 – Działkowa 24
      19:30 – Złota
      19.40 – zapraszamy wszystkich mieszkańców na mszę polową przy świetlicy wiejskiej ul. Dzikiej Róży 2.

      Zwracam się do mieszkańców Czarnowca o uprzątnięcie okolic krzyży oraz świetlicy.

      Na spotkaniu organizacyjnym dnia 23 maja 2024 r., w którym uczestniczyło 20 osób swoją pomoc przy organizacji wydarzenia zaoferowali:
      – wożenie księdza – Pan Bogusław.
      – przygotowanie ołtarza pod wiatą przy świetlicy, Panie: Anna, Wiesława, Teresa, Krystyna, i Panowie: Piotr, i Krzysztof.
      – nagłośnienie Pan Marek.

      Zapraszamy serdecznie mieszkańców do licznego udziału w uroczystości.

      Sołtys




      Cudni zamordowani przez „Cygana”, „Śmiałego”, czy „Zbycha”?

      Hipoteza druga – ciąg dalszy domniemań o mordzie na rodzinie Cudnych z Czarnowca

      W czarnowieckich zbiorach historycznych gromadzonych intensywniej od 2018 roku pojawiają się „perełki”, „białe kruki” ale również dokumenty czy zdarzenia do dziś niewyjaśnione.
      Taką niewyjaśnioną do dziś historią jest zdarzenie z dnia 14 sierpnia 1947 r. gdy „banda” jak to najczęściej jest określane – wybiła cztery osoby z rodziny Cudnych.
      W pierwszej części opisaliśmy hipotezę zemsty na Cudnych za chęć przepisania gospodarstwa. Nie ma na to dokumentów tylko ludzkie opowieści (dziś osób już nieżyjących).
      Nigdzie również nie odnajdują się potwierdzone dokumenty, które jednoznacznie wskazywałyby na rzekomą współpracę zamordowanego Józefa Cudnego z ruskimi!

      Na kolejny ślad trafiliśmy przeszukując zdygitalizowane dokumenty internetowe w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

      Treści, które czytamy w meldunkach funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Ostrołęce są rozbieżne z pojawiającymi się od lat informacjami w różnych publikacjach na temat tego mordu.
      W dostępnych dotychczas materiałach czytamy:
      „W uzasadnieniu wyroku było napisane: “członkowie rodziny byli w różny sposób uwikłani w pracę dla czerwonego reżymu”. To najprawdopodobniej XV Okręg NZW z Łomży pod dowództwem “Cygana” Jerzego Dominiaka był sprawcą tej tragedii.”
      Na tę chwilę nie dotarliśmy do dokumentu – wyroku.
      O hipotezie pierwszej pisaliśmy tu ->

      Meldunki z M.O., z 1947 r.

      W skanach dokumentów, z IPN możemy wyczytać, że mord został jednak wykonany na zlecenie – z zemsty. Z zeznań naocznych świadków i ustaleń ostrołęckich milicjantów wynika, że tę obrzydliwą akcję przeprowadzili ludzie „Śmiałego”. W kolejnych natomiast dokumentach, już z października 1947 r. – (Raport specjalny Nr 96 z dnia 30.10.1947 r.) jest napisane, że zlikwidowano bandę „Zbycha”, która przyczyniła się do mordu w Czarnowcu.
      Nie wiemy zatem kto tak naprawdę zastrzelił Cudnych – „Cygan”, „Śmiały” czy „Zbych”.
      Wszystkie raporty podpisywał Komendant Milicji Obywatelskiej, pow. Ostrołęka, ppor. Józef Rzepliński.

      Ponieważ w zeskanowanych dokumentach, które obecnie mają już 77 lat! mogą występować nieczytelne słowa – obiecuję, że w momencie gdy tylko pojawi się taka możliwość (czas) – przepiszę dla Państwa wygody i dla możliwości czytania przez sztuczną inteligencję.

      Aby powiększyć skan raportu proszę kliknąć w obrazek.

      Praca biurowa i błędy milicyjnych urzędników

      Raporty pisane są niby w języku polskim, jednak ówczesne władze nie dbały o przesadną poprawność językową, a sam tekst wygląda bez mała jak dzisiejszy niechlujny SMS. W tekstach nie odnajdujemy polskich znaków diaktrytycznych, dlaczego?
      Raporty były pisane w milicyjnych komendach, na pozostawionych przez Niemców niemieckich maszynach do pisania. Tam polskich liter nie montowano.

      Poniżej zamieszczamy zdjęcia wykonane w Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, które pokazują wnętrze powojennej komendy Milicji Obywatelskiej, pokoju przesłuchań świadków lub osób represjonowanych w ostrołęckim budynku P.U.B.P. – Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Zdjęcia z marca 2024 r. (MK).

      Źródła:
      – Instytut Pamięci Narodowej,
      – Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

      Opracowanie: Marek Karczewski




      Pogrzeb u Czerniejewskich i Michniewiczów właścicieli dóbr Czarnowca

      Czerniejewscy, Michniewiczowie właściciele dóbr Czarnowca
      Ta krótka historia naszej wioski, tym razem o tragicznej śmierci Janinki pokazuje obraz codzienności końca XIX wieku.

      Działo się we wsi Rzekuń 13 sierpnia /25 sierpnia 1894 roku, o jedenastej rano. Stawili się Maurycy Michniewicz, lat 37, dziedzic Folwarku Czarnowiec i Kazimierz Kuszel, lat 42 zarządca, obaj we wsi Czarnowcu zamieszkali i oświadczyli, że 12/24 sierpnia tego roku o godzinie 8.30 rano umarła we wsi Czarnowiec Janina Michniewicz, miesiące dwa mająca, córka obecnego Maurycego i Antoniny z Czernejewskich ślubnych małżonków Michniewiczów, w Warszawie urodzona. Po naocznym przekonaniu się o śmierci Janiny Michniewicz.
      Akt ten stawiającym przeczytany i przez Nas i przez nich podpisany.
      Ks. Michał Nowek proboszcz rzekuński utrzymujący akty stanu cywilnego
      Maurycy Michniewicz, Kazimierz Kuszel

      Na podstawie odnalezionego w sieci nekrologu z 1894 roku przez Panią Martę Wojciechowską z Myszyńca dowiadujemy się, że w Czarnowcu, w czasach szlachectwa Królestwa Polskiego na dworze dziś nazywanym „Wyszomirskich” zarządzali w Czarnowcu Czerniejewscy i Michniewiczowie.

      Janika Michniewicz zmarła w okresie letnim więc nie można w takiej sytuacji domniemywać śmierci z wyziębienia, co w czasach ówczesnych też miało często miejsce.
      Dlaczego więc Janika zmarła?

      Higiena w miastach i na wsiach.

      W czasach współczesnych poród jest doświadczeniem względnie bezpiecznym dla matki i dziecka. Dawniej jednak do narodzin szykowano się niemal tak samo, jak do pogrzebu. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero od XIX wieku. Tak przynajmniej było na Zachodzie. Rewolucja w higienie i opiece zdrowia, która uratowała życie dziesiątków milionów dzieci, dotarła na ziemie polskie z bardzo dużym opóźnieniem.
      Przedwojenna Polska nie znała powszechnej bezpłatnej służby zdrowia. Dostęp do lekarzy był dużo trudniejszy niż w innych krajach, nawet tych w podobnej sytuacji politycznej. Higiena, zarówno w miastach, jak i na wsi, wołała o pomstę do nieba. Brakowało też instytucji wspierających matki i najmłodsze dzieci. Wystarczy stwierdzić, że w roku 1918, gdy Polska odzyskała niepodległość, w całym państwie działało tylko około 25 przychodni sprawujących opiekę nad położnicami i niemowlętami. Według danych z 1930 roku w pierwszym roku życia umierało średnio 143 dzieci na 1000. To odsetek 37 razy wyższy niż obecnie. W samej Warszawie, gdzie opieka medyczna stała na wyższym poziomie niż na prowincji, umierało 11,8% wszystkich niemowląt.
      Ile przychodni działało w roku 1894 i ile dzieci umierało w pierwszym roku życia, możemy sami wywnioskować na podstawie statystyk z późniejszych lat.

      W czasach kiedy nie było opieki medycznej takiej jak obecnie, nasi dziadkowie na co dzień obcowali ze śmiercią. Często umierały małe dzieci, kobiety w połogu, niektórzy tylko dożywali sędziwego wieku. Dlatego chyba łatwiej niż dziś, godzono się z jej nadejściem. Większość ludzi umierała we własnym domu, w otoczeniu najbliższych, i to oni dbali o godne odejście z tego świata. Dlatego też wykształciły się różne zwyczaje i obrzędy związane ze śmiercią i pożegnaniem zmarłego.

      Gdy ktoś przeczuwał, że koniec jest już bliski, dawał rodzinie wskazówki dotyczące jego własności. Starał się również wybaczyć krzywdy, pogodzić z każdym, z kim był zwaśniony. Wzywano także księdza, aby udzielił konającemu ostatnich sakramentów. Cały czas ktoś z rodziny czuwał przy łóżku. Do rąk wkładano zapaloną gromnicę i kropiono umierającego święconą wodą. Był jeszcze zwyczaj, że domu w którym ktoś zmarł nie sprzątano, nie zamiatano, nic nie ruszano do czasu pogrzebu. Szczególnie uważano aby nie wycierać progu domu, a ludzie przychodzący na różaniec uważali żeby na progu nie stanąć.

      Straszna moda końca XIX wieku. Dziś określana jako dziwny zwyczaj.

      Zwyczaj fotografowania zmarłych należy do zapomnianej tradycji, cieszącej się popularnością przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej i Anglii. W Polsce zdjęcia pośmiertne wykonywano od lat 40. XIX wieku, aż do końca lat 90. XX wieku. Istnieje kilka przyczyn, dla których uwieczniano ludzi dopiero w chwili odchodzenia. Najważniejszą z nich była ograniczona dostępność fotografii, zarezerwowanej tylko na wyjątkowe wydarzenia. Do połowy XX wieku rzadko portretowano ludzi za życia. Moment śmierci rodził potrzebę utrwalenia czyjejś podobizny, zachowania pamięci o danej osobie, zatrzymania jej obrazu na dłużej. Zdjęcie pośmiertne pełniło rolę cennej pamiątki, przywołującej wspomnienia oraz uczucia. Istotnym czynnikiem, który przekładał się na popularność fotografii post mortem była powszechna świadomość nieuchronności losu, a także wiara w życie pozagrobowe.
      Zamożniejsze rodziny na tę tragiczną okoliczność wykonywały sobie wisiory, brosze, pierścienie z zamieszczonym wizerunkiem bliskiej osoby. Najczęściej kobiety (matki) nosiły je wyrażając szacunek i zachowując pamięć o zmarłej osobie.

      Jak wyglądał pogrzeb na dworze Czerniejewskich i Michniewiczów?

      Gdy dziecko skonało otwierano w izbie okna, aby dusza mogła swobodnie wyjść. Zatrzymano zegar na godzinie, o której zmarło. Zasłonięto również lustra, aby się ktoś z żyjących w nich nie przeglądnął i nie zobaczył śmierci.

      Ciało przez trzy dni pozostawało w domu. Ktoś z rodziny, albo specjalnie wynajęta osoba umyła je i ubrała w odświętny strój. Dziewczynki były wtedy ubierane w białą sukienkę lub odświętny strój. Zwłoki ułożono w otwartej trumnie, na środku izby, wokół ustawiano żywe kwiaty i świece. Tak było nawet podczas największych upałów, co niestety skutkowało nieprzyjemnym zapachem. Po pogrzebie takie pomieszczenie trzeba było pomalować wapnem, a podłogę porządnie wyszorować. Do trumny włożono kwiatki polne i święte obrazki, mógł być również włożony różaniec opleciony wokół rąk i książeczka do modlenia – raczej w przypadku osób, które potrafiły się modlić. Czasami dawano jakieś drobne przedmioty należące do zmarłego.

      O śmierci zawiadomiono rodzinę i sąsiadów, dzwoniono w kościele, rozwieszano klapsydry i ogłoszono w lokalnej prasie (wycinek poniżej). W domu był przez trzy dni odprawiany różaniec, prowadzony przez jedną lub kilka osób. Przychodziły specjalnie wynajęte płaczki, które okadzały izbę, śpiewały i zawodziły. Był przesąd, że aby się nie bać zmarłego, żeby nas nie straszył, należało go dotknąć w czoło lub w rękę.

      W dniu pogrzebu do domu sprowadzono księdza lub czekał on przed kościołem. Trumnę z domu wyniesiono nogami do przodu stukając nią trzy razy w próg. Następnie przewieziono ją wozem konnym lub niesiono na ramionach.

      Gdy kondukt żałobny jechał lub szedł przez wieś to ludzie dołączali się do niego, a kto nie mógł to chociaż wychodził przed dom, aby pożegnać zmarłego. W kościele przez blisko pół godziny ksiądz z organistą śpiewali różne modlitwy i pieśni. Następnie odbyło się nabożeństwo żałobne, w czasie którego trumna była ustawiana przed ołtarzem na specjalnym katafalku, po bokach układano kwiaty i świece. Po mszy wszyscy udali się na cmentarz.

      Zmarłych w parafii Rzekuń chowano na cmentarzu wokół kościoła, później założono obecny cmentarz [święty kamień w polu]. Tam nastąpiło ostatnie pożegnanie. Na trumnę każdy z uczestników pogrzebu sypał garść ziemi, ksiądz pokropił ją święconą wodą, a trumnę zakopano w grobie familijnym (Czerniejewskich lub Michniewiczów).

      Maleńkie dzieci takie jak Janinka Michniewicz mogły nie mieć mszy, gdyż uważano, że i tak jest już w niebie.

      Po śmierci najbliższa rodzina nosiła żałobę, czyli czarny strój przez określony okres czasu. Ojciec w klapie marynarki czarną wstążkę, matka czarną chustkę na głowie.

      Po pogrzebie rodzina udała się do domu na stypę.

      fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek
      Trumnę robił sam gospodarz albo zamawiano ją u stolarza, zazwyczaj nie płacono za nią.

      A tak wyglądał akt zgonu sporządzony przez proboszcza parafii Rzekuń, ks. Michała Noweka

      Z klapsydry możemy dowiedzieć się, że ciało Janinki zostało złożone do grobu familijnego. Czy był to grób Czerniejewskich, Michniewiczów? Tego nie napisano.
      Za treścią jednej malutkiej wzmianki zaciekawiło mnie czy na wspomnianym cmentarzu rzekuńskim odnajdę grobowiec Czerniejewskich lub Michniewiczów. Poświęcając kilka godzin na rzekuńskiej nekropolii w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu po właścicielach ziemskich z Czarnowca nie odnalazłem żadnego śladu. Najstarszy grób, który oznaczony jest solidną tablicą nagrobną jest z 1909 roku.
      Domniemam, że wspomniany grób familijny Czerniejewskich lub Michniewiczów był usytuowany na starym cmentarzu – naprzeciwko kościoła. Założony w okolicach 1413 roku funkcjonował prawdopodobnie do końca XIX wieku. Obecnie (2024 r.) w tym miejscu (na starym cmentarzu) rośnie trawa i żaden znak po starych grobach nie pozostał.

      1894 r.

      Co wiemy o właścicielach dóbr w Czarnowcu?

      Znaleziony wycinek o śmierci Janiki (Janiny) co było dla rodziny Czerniejewskich i Michniewiczów tragedią, spowodował, że z zaciekawieniem zacząłem wyszukiwać nowych wątków o byłych właścicielach Czarnowca.
      Tu ponownie z pomocą przyszła Pani Marta Wojciechowska z Myszyńca, która podesłała indeks sieciowy o Czerniejewskich, zamieszczony na stronie polishgenealogy.blogspot.com
      Ma on taką oto treść:

      Materiały do Polskiego Słownika Biograficzno-Genealogicznego
      Czerniejewski h. Korczak, vel Czerniejowski, rzadko Czerniewski, rodzina czerwonoruska, pochodzenia węgierskiego lub wołoskiego, pisała się z Czerniejowa. Wedle Bonieckiego, nazwisko wzięli od dóbr Czerniejów w ziemi lwowskiej, a protoplastą ich ma być Benedykt, Węgier, kasztelan halicki 1387. Istnieje też kilka osad tej nazwy w woj. lubelskim, m. in. Czerniejów, dawniej w parafii Wola Wołoska, gmina Turno, pow. Włodawa (SGKP), obecnie powiat Parczew. Mikołaj z Czerniejowa 1459 r. kupił Załuże, a z braćmi swymi, Janem i Marcinem, był dziedzicem Kamieńca, Czerniejowa, Hołobutowa i Kłodnicy (Bon.). Antoni, podstoli halicki 1475. Jan, podczaszy lwowski 1613, podkomorzy lwowski 1615. Jan, skarbnik parnawski, poseł ziemi liwskiej na sejm 1783. Czerniejewscy byli właścicielami m. in. dóbr Czarnowiec w pow. ostrołęckim, gminie Rzekuń. Zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862.

      ANTONINA* (Tola) Helena Józefa Czerniejewska (ok. 1870-7 VI 1936), c. Władysława i Heleny Sampławskiej; ur. prawd. Warszawa, zm. tamże, zapisana jako Tola z Czerniejewskich Michniewiczowa (Nekrologi Warsz.); m. (1891 Warszawa) Maurycy* Władysław Michniewicz (ok. 1860-10 IV 1913), s. Władysława i Emilii Strzeszewskiej; ślub w parafii św. Aleksandra (MK Warszawa: św. Aleksander).
      * – Antonina i Maurycy – rodzice Janinki

      TOMASZ Czerniejewski (1807-po 1840), s. Walentego i Rozalii Cybulskiej, dziedzic dóbr Czarnowiec, pow. Ostrołęka, parafia i gmina Rzekuń; jego syn został wylegitymowany ze szlachectwa w Królestwie Polskim 1852 r. z herbem Korczak; ur. Postoliska, parafia Postoliska, pow. Wołomin, woj. mazowieckie, chrz. 1807 (Bon.; Urus.; Szl. Król.; MK Postoliska); ż. (1838 Warszawa) Antonina Justyna Pinińska h. Jastrzębiec (ok. 1798-po 1840), c. Wawrzyńca i Marianny Płoskiej, dziedziców dóbr Pyszkowo, parafia Chodecz, pow. Włocławek (MK Chodecz); ślub w parafii św. Jana (MK Warszawa: św. Jan); 1v. żona (1823 Chodecz) Andrzeja vel Jędrzeja Tomasza Żebrowskiego (1788-1837), uwagi: on wielmożny, ona lat 25 (MK Chodecz); dzieci: Władysław.

      Z tegoż samego źródła dowiadujemy się jak wyglądał herb Czerniejewskich.

      Z niecierpliwością czekamy na kolejne stare fotografie, dokumenty, wycinki prasowe, opowieści o starym Czarnowcu. W tych sprawach można kontaktować się poprzez email wiesczarnowiec@gmail com lub tel. 533 613 913.

      Zainteresowane osoby historią Czarnowca zapraszamy do działu HISTORIA

      Marek Karczewski

      Źródła:

      – wielkahistoria.pl/koszmar-niemowlat
      – polishgenealogy.blogspot.com. Bon. t.3/369-370; Kos. t.1; Nies.; SGKP t.1/824; Szl. Król.; Urus. t.3/10-11.
      – teologiapolityczna.pl
      – Anna Mądel, szynwald.pl
      – Mariola Tymochowicz, Magia odejścia
      – fot. 1919-Bracia Taylor
      – fot. 1900-wisiorek ze zdjęciem pośmiertnym XIX wiek-Lisak.net
      – fot. K. Miedziński – Polska XIX wiek